(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Biodiversity Heritage Library | Children's Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Listy z Krakowa"

This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to disco ver. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at |http : //books . google . com/ 




Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- 
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady użytkowania 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 

Prosimy również o: 

• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 

• Przestrzeganie prawa 

W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 



tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ 



i.jii^r 



ky^ a 






(-> 



/•■/< 



r V"*- 



stanfordunivi:rsitylibraries 



z KRAKOWA. 



Vydanl6 Adama Zawadsklego. 



LISTY 

z KRAKOWA. 



NAPISAM, 



JÓZEF KREIER, 



Tom Plćrwsiy. 

(WBTĘP^B ZASAOr BSTBTrMi.} 



Wjdule dngi* ptfnwae I pMiMiww. 



WILNO. 

Nakładkm i drukiem Józefa Zawadzkiego. 

18 5 5. 



Ikf 



li^f. 



y- 



Fołwolono drukować, i obowiąikiem złoienia w Komitecie Cenzury 
prawem oznaczonej liczby tzemplany. — Wilno, 22 Kwietnia 1855 roku. 

QwwoT Paweł Kukouok. 



ŁtST I. 



Wstęp. 

Oinacienie treści listów.— Stanowisko całej osnowy.— Usprawiedliwienie fomij. 



Kraków — w Jesieni 1841 r, 

W ostatnim liście twoim , piszesz mi drogi przyja- 
cielu mój, że sprawy powołania twojego i codzienne 
zatrudnienia tak ci czas zajęły, że, mimo nawet szcze- 
rej chęci twojej, brakło swobody, byś się mógł rozczy- 
tać w te'm wszystkiem , czego się dorabia świat nam 
spółczesny w dziedzinie wiedzy i umiejętności ; a gdy 
przęcież nie jesteś obojętny na to wszystko, co się 
w świecie duchowym dzieje, więc wzywasz mnie, bym 
w listach moich do ciebie rozpisywał się nad jaką tre- 
ścią naukową , przedstawiając ci jej obraz wedle dzi- 
siejszego stanu umiejętności, a zarazem nie szczędził 
moich własnych uwag nad przedmiotem przezemnie 
obranym. Zapewniasz mnie, że radbyś czytał listy ta- 
kowe, bo w nich znalazłbyś jakiś odpoczynek i rozer- 
wanie umysłu znużonego sprawami powszedniemi ży- 
cia, a zarazem nabrałbyś choć ogólnego wyobrażenia o 



6 

stanowisku dzisiejszem jednćj z nauk, które tak zacnie 
dziś się rozwijają. Zostawujesz mi nawet wszelką 
wolność, i co do wyboru samej treści i co do rozcią- 
głości jej , ale nawzajem żądasz jedynie , abym pisując 
do ciebie miał nieustannie na pamięci, ze choć lubisz 
nauki, wcale atoli nie liczysz się z powołania do ludzi 
uczonych , że naukowość bynajmniej nie jest zadaniem 
życia twojego; a tćm samem wymagasz po mnie, abym 
zastosował pisanie moje do usposobienia twojego. Sło- 
wem pragniesz, żeby sposób mojego wykładu mniej 
miał na celu ścisłość umiejętną , jak raczej aby był 
roztoczeniem choć w lżejszej formie ogólnych prawd, 
przyjętych już dziś przez celnych pracowników w pe- 
wnej gałęzi wiedzy ludzkiej. 

Chętnie odpowiem tym życzeniom twoim, ale wy- 
znaję ci otwarcie, że swoboda, którą mi nadajesz co 
do wyboru przedmiotu samego, niepospolitą właśnie sta- 
nowi dla mnie trudność. Jakoż uważ, iż co do samej 
osnowy wybór nie jest tak łatwym ; bo jakże* bogate 
jest koło wiedzy ludzkiej ! pełno jest tam przedmiotów, 
o których z pewnością przewidzieć możesz , iż za zbli- 
żeniem się naszem okażą nam cały urok skarbów swo- 
ich i sowito wynagrodzą łożoną dla nich pracę. Wiesz 
dobrze, iż z umiejętnościami tak się dzieje, jak z za- 
cnymi ludźmi, im dłużej z nimi pożyjemy i głębićj ich 
poznamy, tem też serdeczniej ich kochać i cenić umie- 
my. — Nie dziw tedy, iż długo się z sobą ważyłem roz- 
bierając pilnie naturę każdej treści, a przytem i wła- 
sną nieudolność moją. 

W tej wątpliwości jednak pomogło mi nakoniec i 
rozpatrzenie się we własnej osobie twojej ; a lubo jak 



mi powiadasz, nie jesteś z powołania naukowym człowie- 
kiem, widzę przecież w tobie obszerny i wszechstronnie 
ukształcony rozum i uczucie głębokie i trafne, będące 
owocem wrodzonej szlachetności duszy, a długiego nad 
sobą i światem myślenia; pragnę przeto przedstawić ci 
tego rodzaju osnowę, coby sobą dotknęła całą treściwość 
rozłożystego twego umysłu i zająć zdołała wszystkie 
strony ducha twojego. 

A lubo wypadało mi przedewszystkiem policzyć się 
z własnemi siłami i zapytać się, czyli wystarczę przed- 
sięwzięciu takowemu — wszakoż przeważyła wszystkie 
wątpliwości nieskończonych dla mnie powabów myśl, 
iż właśnie przedmiot takowy zawiąże tysiące nitek i 
stosunków między twoim umysłem i moim, i że za po- 
średnictwem treści takowej zetknąć się zdołamy we 
wszystkich punktach ducha naszego. Nadzieja ta tem 
głębszego dla mnie nabierała znaczenia, gdym zawsze 
był zdania, iż jest wielkiej wagi korzyścią dla piszą- 
cego , aby czytelnik nie sądził o nim z ułomków jego 
istoty, ale poznał go we wszystkich gałęziach umysło- 
wości jego. 

Wypadało mi tedy taką znaleźć treść dla pracy 
moj^j , któraby w jednym spoiny m środku zebrała całą 
czynność ludzką i była niby ostatecznym wypadkiem i 
summa życia naszego tak duchowego jak materjalne- 
go; a takowym przedmiotem są, wedle mojego zdania, 
sztuki piękne. W nich zjawiają się jakby kwiatem 
wszystkie pierwiastki żyjące i pracujące od wieków 
w duszy człowieka, w nich obaczysz na oczy wszystką 
treść człowieka, ale oblaną wdziękiem nadświatnym. 
Jakoż w sztukach pięknych człowiek składa całego sie- 



8 

bie, im powierza najdroższe serca swojego uczucia, i 
wiarę swoją i nadzieję, i tęsknotę swoją; a co jest dla 
duszy dopiero jaki^mś jasnowidzeniem, toć mistrz przei- 
stacza na dzieło piękności; w tych to dziełach jego 
znajdziesz i cały dobytek prac naukowych, i prawdy 
z wiary płynące, i zasady z filozo^i i doświadczenia 
czerpane ; te dzieła równie wyraźnie wyjawiają nam i 
jasne i ciemne ludzkiego rodu chwile, i wszystkie ko- 
leje ciągle zmieniającej się historyi jego, jak i dzieje 
Natury, toczące się od początku stworzenia przekazanym 
im kołem; wszystko co jeno człowieka obchodzić może 
i co porusza głębiny duszy jego , wszystko to wyraża 
się w dziełach sztuki pięknej. Dla tego też one są tćm 
wielkiem ogniskiem, jakie Bóg światu rozpalił, i do 
którego chodzą grzać się wszystkie wieki i narody i 
wszyscy ludzie bez względu na różnice powołania, wie- 
ku, płci i położenia towarzyskiego. 

Czy się zaś piękność okaże w dziełach architektury, 
rzeźby, malarstwa, muzyki lub poezyi, zawsze one będą 
najpowabniejszym wieńcem żywota umysłowego, a po- 
święcenie im pracy swojej, tyle zaiste ma uroku, ile 
też i zasług. 

Zamierzając sobie atoli zabrać się piórem około 
sztuk pięknych, daleki jestem od myśli, abym był go- 
dnym robotnikiem a sługą w tej winnicy pańskićj; ro- 
zumiem jednak, iż świetność przedmiotu samego udzieli 
mi trochę poświaty swojćj , i że ta drobna praca moja 
pożyczy sobie od osnowy samej cząstkę jej wartości. 

Wiem również, iż lubo mała liczba prac nauko- 
wych przetrwać zdoła ezas swój i spłynąć puścizną na 
późniejsze pokolenia, inne zaś choć toną w zapomnie- 



iiiu i do imienia nawet giną w ogromnej powodzi prac 
ludzkich, przecież każda w swoim szczupłym zakątku i 
w skromnym obrębie, choćby tylko przez chwilę czasu 
swojego działała, nie jest zupełnie straconą i nie żyła 
zupełnie daremnie na świecie, i choć atomem przyczy- 
niła się do ogólnej budowy czasów, zwłaszcza gdy była 
w poczciwości podjętą i w dobrt^j wierze odprawioną. 
Mogę tedy rościć sobie nadzieję, że i ta drobna robota 
moja stanie za grosz wdowi w wielkiej sprawie oświe- 
cenia. Bo gdy się sekundy złożą, zrodzą wieki, a ziarn- 
ka granitowego piasku wydźwigły turnie tatrzańskie. 

Spodziewam się tedy, iż przed sądem twoim po- 
błażanie znajdę, a to tern więcej, gdy, jak wiesz do- 
brze, tak mało mam poprzedników w literaturze na- 
szej (*). Jakoż ze wszystkich sztuk pięknych jedna pra- 
wie Poezya, sama jaśniejąc u nas tak pełnym, tak świe- 
tnym kwiatem, znalazła przeważne komentarze i zasłu- 
żonych prawodawców swoich. W tej więc stronie pi- 
śmiennictwa naszego nie jedno piękne imię świeci; 
przewiduję, iż tu lub ówdzie zejść mi się z niemi wy- 
padnie , a w takim razie jak jawnie i rzetelnie wypo- 
wiem, gdy sam innego będę zdania, tak nawzajem z wiel- 
kiem serca zadowoleniem będę korzystał z prawd, które 
inni na pewnych utwierdzili podw^alinach, i choć wątłe- 
mi siłami przyczynię się do wzmocnienia prawdziwych 
wyobrażeń o piękności, które już w powszechnej litera- 
turze stanęły. Myślę bowiem, że jak samo przeczenie 



(*) Przypominam czytelnikom, że te wyrazy były pisane 12 lat te- 
mu ; od tego czasn pojawiły się wielce znakonme, a nawet systematy- 
czne dzielą o Estetyce, które zaprawdę s% zbogaceniem niepospolitym 
literatory jolskiej. 
Listy z Kr — T. I. 2 



10 

obcych zdań może być sprawą lada czyją, tak teu duch 
przeczenia i ciągłego niweczenia jest iście złym duchem. 

Z tych tedy powodów rozumiem, iż kaida praca li- 
teracka winna przypierać do całej budowy spółczesnej 
jej naukowości, boć każda jest niby listkiem wyro- 
słym na drzewie ogólnej wiedzy swojego stulecia. Ka- 
żdy zaiste człowiek jest synem wieku swojego; wiek, 
w którym on żyje , jest dla niego jakby planeta prze- 
kazany mu od Opatrzności na mieszkanie; z nim razem 
odprawia biegi koło słońca i świata wszechnicy, na 
nim się rodzi, żyje i kości swoje składa. Pragnąc więc, 
aby i ta praca moja nie była czemś zupełnie odrębnem 
a li o sobie stojącem, wręcz i wyraźnie pisać ci będę 
choć nie tak ze stanowiska, toć przecież na stanowisku 
spółczesnej nam filozofii , używając myśli jej zasadni- 
czych za kanwę, na której roztoczę obrazy tego, czego 
sam doszedłem myśleniem, rozmową ze znawcami sztu- 
ki, wpatrywaniem się własnem w arcydzieła piękności, 
i co mi nastręczyła literatura estetyczna ostatnich lat 
tak bogata w znakomite badania, a nawet korzystać 
będę z prac mistrzów nauki w innych dzielnicach wie- 
dzy ludzkiej, a mianowicie 'o ile takowe zostają wja- 
kiemś pokrewieństwie z treścią tej przedsięwziętej pra- 
cy mojej. 

Nie tracąc zatem osobistej niezawisłości, będę ko- 
rzystał z dzisiejszego stanu literatury, a tak stając na 
pracach poprzedników zachowam też własne piętno moje. 
Albowiem jak pąjpijanie dobytków umiejętnego świata 
i chętka rozpoczynania nauki od siebie jest bez wąt- 
pienia zarozumiałością i śmiesznem zuchwalstwem, tak 



11 

i wyrzeczenie się własnego ugruntowanego przekona- 
nia jest rzeczą nie godną myślącego człowieka. 

Tak już będącemu z samym sobą w zgodzie względem 
treści mojej, chodziłoby mi jeszcze o formę dla tej tre- 
ści; lecz ty sam szczęśliwym instynktem wiedziony na- 
stręczyłeś mi formę listów. Jestem wprawdzie prze- 
konany, iź praca systematyczna, a będąca niby całością 
organiczną i plastyczną w sobie, byłaby iście najgo- 
dniejszym kształtem dla zamierzonej osnowy mojej, ale 
widzę równie,. iż forma takowa ani mnie ani tobie nie 
byłaby na rękę. Pismo bowiem tego rodzaju z góry 
zaraz wymaga osobnego zakroju swojego, aby samo po- 
częcie, pochód dalszy i ukończenie, stworzone niby je- 
dnym odlewem, składało się jakby w posąg pełny w so- 
bie harmonii i co do treści i co do umiejętnego wykła- 
du. Aby zaś pokusie się o doskonałość takową, trzeba 
być bardzo pewnym sił swoich, i naprzód wiedzieć, iż 
się ją ukończyć zdoła; gdy tymczasem przewidzieć się 
nie da , czy ty zajęty sprawami codziennego życia bę- 
dziesz zawsze miał sposobność potemu , byś ściśle po- 
szedł za wątkiem osnowy takowej, i jak długo ona bę- 
dzie godną uwagi^twojej \i również i ja, mogąc jedynie 
na dorywku pisać, nie wiem czyli będę miał zawsze 
dość swobody i siły potemu. Jak ty bowiem spodzie- 
wasz się znaleźć w tej pracy mojej rozerwanie umysłu, 
tak i ja w niej szukam ochłody i orzeźwienia myśli z po- 
wszedniego zatrudnienia; książka zaś systematyczna by- 
łaby i dla ciebie i dla mnie pełną grozy pracą. Zresztą 
sam wiesz, jak trudno utrzymać jedność harmonijną 
w samej zewnętrznej formie, i jak wielce wykład zawisł 
od chwilowego natchnienia i rozmaitej życia pogody. 



12 

Z tych wszystkich powodów przeto zgadzam się zu- 
pełnie na formę listów; z czego obiecuję sobie jeszcze 
inne mnogie a dla mnie bardzo ważne dogodności, bo 
nie tylko otworzy się miła dla mnie sposobność czę- 
stych z tobą stosunków , ale też będę mógł pisywać do 
ciebie w każdćj chwili i pod rożnem nastrojeniem umy- 
słu; nie zawadzi bowiem choćby i każdy list miał inną 
barwę swoją. Nadto forma listów nadaje mi prawo skre- 
ślenia ci wprost, co mi przy sposobności myśl i serce 
pod pióro przyniesie, a nie spuszczając z oka głównego 
celu mojego, będę mógł czynić wycieczki w przedmio- 
ty będaj[;e w związku ze sztukami pięknemi ; tym spo- 
sobem zdołam wedle upodobania tak długo rozwijać 
rzecz całą, póki tobie do czytania ochoty a mnie do pi- 
sania swobody nie zabraknie. 

Nie oznaczam ci też dla tego liczby listów moich, 
może ich będzie bardzo długi szereg , może ich liczba 
będzie bardzo szczupła; ilekolwiek zaś nakreślę, zawsze 
złożą jakąś całość ukończoną w sobie, a zaczynając od 
najogólniejszych zasad teoryi, zapuszczę się w coraz 
bliższe szczegóły sztuki całej. Unikając rozrywania ma- 
teryi, postaram się aby każda ważniejsza osnowa całko- 
wicie, ile możności, w jednym liście objętą była; będą 
tedy listy nierównej obszerności , a obojętną jest rze- 
czą, choćbym niekiedy i przestąpił miarę właściwą li- 
stom zwyczajnym. 

Otóż widzisz cały zamysł mój; upraszam tylko, abyś 
sobie nie robił zbyt pochlebnych dla mnie nadziei. Je- 
żeli zaś te listy upodobanie twoje zjednać sobie zdo- 
łają, toż zechciej z twej strony wyjawić zdanie swoje 



13 

o mćj pracy. Wieni,.iz w końcu zawsze się zgodzimy; 
boć tak najezęścićj bywa, jeżeli różność zdania pochodzi 
ze szczerego zamiłowania prawdy, nie zaś z chęci pustej 
utrzymania się przy swojem , a spór, poczciwie i w do- 
brej wierze wiedziony, kończy się zawsze z korzyścią 
dla rzeczy samej i z podwyższonćm poważaniem wza- 
jemnem. 



LIST IL 

Ogólny widok na 8»tuhę. 

stan diłsłfjsiego spółecieństwa do potęg natury.— IJawIska nam tpółciesne 
dowodzące badiącąj się miłości do situlii.— Zasmakowanie w sitokacb pię- 
knjcb Jest omalią adocbownienia się czasu.— Sztuka ma cel swój sama w so- 
bie.-— Sztuka Jest ogniwem łąciącem świat ducbowy i cielesnym.— Historya 
sztuki Jest obrazem rozwijania się ducliowej potęgi ludzkiego rodu.— W świe- 
cie chrześcijańskim sztuka straciła wagę swoją. 

Wwśród Zgiełku codziennego zyeia, wśród kłopotów 
i kłopotków powszednich, i zabiegów, i wrzawy świata, 
bieży nam czas cały i wiek nasz. Niby falą płynie trud 
za trudem, praca ściga pracę, a wśród tego zamętu 
i hałasu nie dosłyszysz i wołania wyższej natury czło- 
wieczej i szlachetniejszej istoty swojej. Niekiedy atoli 
odezwie się w głębiach piersi znienacka ten głos, tak 
silnie, tak potężnie i cudownie zarazem, że już umilkną 
w duszy wszystkie nizkie chęci i pragnienia, i pierz- 
chną niby mgły nocne przed wschodzącą jutrzenką. — 
Wtedy nieśmiertelna istota ducha naszego, dawno za- 
pomniana, znów zadzwoni niby pieśnią anielską i obu- 
dzi chęci, uczucia i myśli do innej należące dziedziny. — 
Rzekłbyś, że matka, dawno zmarła, nawiedziła w szarą 
godzinę tęsknącą sierotę; bo chwile takowe uświęcają 



15 

nas do wyższego powołania i wzywają, byśmy wstą- 
pili w głąb' siebie i zbadali do dna wiekuistą istotę 
naszą. 

Zaprawdę, i narody całe, i stulecia, i części świata 
takie mają chwile, taką stronę żywota swojego. Patrz 
na naszą mądrą i doświadczoną Europę, zdawałoby 
się zrazu, iż rękodzieła, papiery, handel, przemysł, 
weksle, kredyt, koleje żelazne, para, banki i roje 
corocznych a coraz świetniejszych wynalazków, przy- 
głuszyły wszelkie życie duchowe; że wśród hałasu tego, 
wśród gonitw niezmordowanych za zarobkiem, prze- 
pomniano o wyższych celach człowieczej istoty. Jeżeli 
zaś głębiej zapuścisz oczy w ten żywot spółczesnego 
nam towarzystwa, wyświeci się jasno, iż właśnie pod- 
niesienie materyalnego bytu jest potężną pobudką umy- 
słowego przebudzenia; a jeżeli jest prawdą niezaprze- 
czoną i starą jak świat, iż jedynie w zdrowem i sil- 
nem ciele silna też i potężna dusza przemieszkiwać 
może, tak nie podlega wątpieniu, iż ułatwienie w za- 
spakajaniu potrzeb cielesnych, jest warunkiem konie- 
cznym zwrócenia myśli do nadzmysłowych rzeczy. 

Przemysł materyalny jest ciałem społeczności umy- 
słowej. Dowodem tego jest przeszłość cała. Marzenia 
tysiącoletnie starej Azyi, dzieje poranne człowieka 
w Grecyi, i prace harde i pełne majestatu dawnego 
Rzymu, i wysilenia następnych dziesięciu wieków pło- 
wieją w obliczu dziwów obecnego nam świata. Bo je- 
żeli niegdyś człowiek pasując się z sobą i żywiołami, 
pełnym boleści mozołem pracując ciężko na to życie 
swoje, nie miał ani siły po temu, ani swobody, by się 
wzniósł ku wiekuistemu pochodzeniu ducha i wypiasto- 



16 

wat niebiański pierwiastek jego; dziś już we wieńcu 
swych cierpień i chwały ociera czoło krwawym zno- 
jem zlane, widzi, że nowe zaranie dnieje nad przyszło- 
ścią jego; żywioły poddały mu się w panowanie, za- 
przęgły się na jego miejsce, pracują na niego. A na- 
brał tem potężniejszego hartu, gdy dawna walka z po- 
tęgami natury wyćwiczyła siły jego, wzmocniła ducha 
i wyrobiła go w sobie. Gdy zaś najgłówniejszym wa- 
runkiem fizycznego świata jest przestrzeń, bo każda 
rzecz materyalna miejsce jakieś sobą zajmować musi, 
więc też przestrzeń była najpotężniejszym oporem, któ- 
ry tej\ świat materyalny stawiał dotychczas zwycięz- 
twom umysłowym człowieka. Ale dziś ta trudność prze- 
możona. Para uskrzydla podróże, morzem i lądem znie- 
sione oddalenie, wielka społeczność ludzi, rozstrzelona 
w kraje osobne i dzielnice świata, rozdrobiona w ludy 
daleko od siebie mieszkające, czuje się być znienacka 
zbliżona do siebie; miasta, rozsypane na setki mil, już 
sąsiadować z sobą będą, a za handlem rzeczy male- 
ryalnych trop w trop pójdzie zamiana najkosztowniej- 
szego towaru, bo udzielanie i nabywanie wzajemne po- 
jęć i cywilizacyi umysłowej. Niebawem tedy ród ludzki 
będzie miał za wspólny dom swój Ziemię całą, a za 
ojca jedynego Boga na niebie, a tak zaiste spełnią się 
obietnice najpiękniejsze i zwiastowania Chrześcijaństwa 
na świecie. 

Nie dziw tedy, iż przy wzmożeniu się potęgi ma- 
teryalnej ludzi, wśród wartkich łoskotów przemysłu, 
będzie korzystać koniecznie i część umysłowa człowie- 
ka, i rychlej lub później zajmie godne siebie stano- 
wisko. Bo nawet, im głośniejsza zewnętrzna wrzawa 



17 

i rnchawsze zabiegi świata, tern też silniejsza potrze- 
ba schowania się w sobie i otulenia się sobą samym. 
Tej prawdy dowodzą zjawiska, które się wszędzie czuć 
dają. Pomijając juz owe ciche ale liczne prace rodzą- 
ce się w samotnej izbie uczonych, i umiejętności po 
Akademiach, co z katedr dla szczupłćj liczby wybrań- 
ców płyną ; nie wspominając już o mnóstwie dzieł, co 
choć może nie zawsze głębokiem ale zaiste coraz przy- 
stępniejszem dla wszystkich korytem wylewa się na 
świat, wspomnę o jednej tylko oznace silnie ocknionćj 
dążności umysłowej : jest to owo wszędzie dostrzedz się 
dające zasmakowanie publiczności europejskiej w ros- 
koszach sztuk pięknych. Były wprawdzie wieki słyną- 
ce wielkimi mistrzami w pewnćj gałęzi sztuk, na któ- 
rych stulecie nasze zdobyć się nie może, a przecież 
od czasów starej Grecyi nigdy wielka publiczność nie 
zajmowała się więcej estetycznem wykształceniem jak 
dziś. Nasz wiek nie dałby umrzeć Cerwantesowi z gło- 
du , ani Tasso nie byłby zmuszony , jak niegdyś, po- 
życzyć sobie w Paryżu talara jednego, ani Coreggio 
umarłby pod ciężarem miedzi zapłaconej mu za arcy- 
dzieło jego; a dawneż to czasy, gdy Schiller, chirurg 
batalionowy, mdlał w lesie z nędzy i czczości? 

Dziś prawdziwy geniusz dorobi się zawsze wieńców 
i nagrody należnćj, bo podstawa jego szczęścia i chwały 
jest szeroka, bo nią jest ukształcenie i sąd publiczności 
całćj; już dziś dla artystów niema owego dawnego zna- 
czenia łaska lub protekcya osób przeważnych , zawsze 
niepewna i chwiejąca sic. W naszych czasach nie mają 
się o co troszczyć Yernety, Lipińscy, Suchodolscy, Thor- 
waldseny; żadna więcej niełaska lub intryga nie podkopie 

Lmty z Kb.— T. i. 3 



18 

ich sławy, ani przyszłości nie roztrąci. Wszystkie praw- 
dziwe talenta do uznania swojego przychodzą. 

Powiesz może, iż zajmowanie się publiczności sztu- 
ką piękną dowodzi raczej powierzchownego luhownictwa 
niż znawstwa, że wśród tłumu powołanych mała li- 
czba odbiera święcenie na kapłaństwo do świątnicy sztu- 
ki , że u większej części sztuka piękna zastępuje jedynie 
miejsce zabawy, lub służy próżnej chęci wystawności. 
Nie chcę temu przeczyć; niechaj się atoli święci czas taki, 
kiedy już szlachetniejsze roskosze choćby dla zabawy po- 
szukiwane będą; niechaj się, powiadam, święci czas taki, 
w którym wystawność i zamożność domu okazuje się ra- 
czej kosztownym posągiem, cudnej piękności obrazem, 
lub smacznie budowanym domem, niżeli, jak to dawniej 
bywało, tłuszczą służby próżnującej lub szarańczą pa- 
sibr zuchów. Zbytek okazujący się w dziełach piękno- 
ści jest zbytkiem ze wszystkich najszlachetniejszym. 

Już to nawet i Schiller powiedział, iż łatwiej po- 
znasz, czem kto jest i co wart, z tego, jak się bawi, jak 
z tego, nad czem pracuje. I bardzo słuszne wedle mnie 
jest to orzeczenie , gdyż najczęściej każdy pracuje, bo 
musi, a zawsze bawi się, jak chce. Świętem uroczy- 
stćm dla Grecyi były igrzyska; tam obok siły i zwin- 
ności cielesnej okazywano potęgę i zwinność umysłową. 
W obliczu całego zgromadzonego ludu, wieszcze ude- 
rzywszy w lutnie śpiewali pieśni swoje bogom i wiel- 
kim ludziom na cześć; historycy czytali dzieje, pełne 
chwały ludu, który ich słuchał, a lud ten dawał im 
oklaski i wieńce. Przeciwnie w onym Rzymie trzeba 
było mordów i rzezi na krwawej Arenie, by zabawić 
naród, co się panem świata uczynił. Hiszpanów, owych 



19 

katów całych ludów Ameryki, roskoszą jest walka z roz- 
juszonym bykiem. W średnich wiekach nie zawsze 
skręcano sobie karki na turniejach dla rozrywki, ale 
znano i inne roskosze; dość ci będzie przypomnieć Tru* 
werów, Minstrelów, Minnesengerów, i owe Jeuxfloraux 
i Carte (Tamore, których ślady w Tuluzie do dni na- 
szych się przechowały. Otóż każdy wiek i naród ma 
swoje smaki będące piętnem jego. Nigdzie tak dobitnie, 
jak przy zabawie, nie odróżnisz barbarzyńca od ukształ- 
conego człowieka. 

Mógłbym ci zaiste przytoczyć wiele zjawisk, bę- 
dących dowodem, że w czasie nam spółczesnym, kłuje 
się zewsząd miłość do sztuki pięknej. Nie rozwodzę 
się nad tak świetnem, a może nawet i przesadnćm po- 
wodzeniem po świecie mistrzów muzykalnych, ani na- 
wet nad wychowaniem dzisiejszćm, w którem zwykle 
za ważny pierwiastek uchodzi nauka muzyki i rysun- 
ku; nie będę ci też prawił o wystawach publicznych 
rzeźb i obrazów, ani o licznych już stowarzyszeniach 
w celu opiekowania się sztuką piękną, a szerzących tak 
szczęśliwie wśród samej publiczności zajęcie się dzie- 
łami sztuki ; pomijam już te wszystkie tak ważne ozna- 
ki, bo lubo one, jak i inne podobne im sprawy, mają 
wielkie znaczenie swoje, uważam atoli, że daleko sil- 
niejszą wróżbą ocknienia się powszechnego zmysłu dla 
sztuki, jest kilka innych pojawów , będących tak cha- 
rakterystyczną cechą naszych czasów. Pod tym wzglę- 
dem zwracam baczność twoją na chęć tak wyrazistą 
npięknienia natury, która, w około otaczając człowieka, 
jest jakby ciałem każdego narodu. Teraz po wielu stro- 
nach Europy, mianowicie w Niemczech zawiązały się 



20 

stowarzyszenia i komitety, mające, jak same orzekły, 
na celu «upięknienie ojczyzny* swojej. Więc poma- 
gają naturze własnego kraju. Komitety, wybrane z lu- 
dzi kochających ziemię ojczystą a z estetycznym wy- 
kształceniem, zajmują się stworzeniem pięknych, natu- 
ralnych pejzażów; więc stroją w kwiaty, w krzewy miej- 
sca jałowe, ułatwiają przystęp do widoków pięknych, 
sprowadzają stare drzewa, by ubrać brzegi jakiegoś je- 
ziora lub rzeki, opiekują się biegiem potoków, budo- 
waniem zgrabnych mostków, torują ścieżki wdzięcznym 
zakrętem, zakładają chodniki, przeistaczają pustkowia, 
cierniem i chwastem zarosłe , na łąki lub gaje i t. d. 
Ale trudno wyliczyć tutaj te wszystkie prace, które niby 
tak drobne a przecież zmieniają fizyognomią całej oko- 
licy, przeistaczając ją na pejzaż jakby idealny, który tem 
jest wdzięczniejszy, że rzeczywiste parki, założone koło 
miast, dworów i pałaców ^wiejskich, nie kończą się zna- 
gła, znienacka, ale zwolna i niepostrzeżenie przecho- 
dzą w pejzaż przyrodzony kraju. Wyznasz, że to staranie 
około piękności ziemi ojczystej nagradza się już samo 
przez się użytkiem rzetelnym, który na mieszkańców 
spływa ; ale nadto te wdzięki, nadane ziemi ojczystój, 
uszlachetniają i człowieka, mieszkającego wśród uszla- 
chetnionej natury. Zwracam jeszcze teraz uwagę twoją 
na zjawisko, równie ważne, bo na owe wystawy po kra- 
jach europejskich , w których, obok wyrobów przemy- 
słowych, umieszczone są dzieła sztuki właściwej. Rze- 
mieślnik, rękodzielnik, fabrykant przypatrując się pra- 
com własnego powołania, widzi zarazem dzieła arty- 
styczne, a tak uczucie piękności form, choćby nawet 
bez wiedzy jego, przenika w duszę jego, i w niej roz- 



21 

poczyna magiczne pracowanie swoje. Tym trybem, choć 
zwolna i niepostrzeżenie, roboty ślusarskie, garncarskie, 
złotnicze , kotlarskie, stolarszczyzna i kamieniarka na- 
bierają form wdzięcznych, artystycznych. Coraz prze- 
to silniej asilnićj rodzi się chęć do ornamentyki, czyli 
do sztuki umiejącej stroić i zdobić narzędzia, sprzęty, 
wprost do powszedniego użytku, do potrzeb codziennych 
przeznaczone. Ta sztuka zdobiąca, lubo tutaj jest tylko 
przydatkiem, lubo tedy nie istnieje jeszcze dla siebie i 
o sobie, lubo nie jest usamowolnioną i wyzwoloną^ lubo 
dopiero jest sztuką nadobną, toć przecież jest jakby 
ogniwem pośredniem między prostem rzemiosłem a sztu- 
ką właściwą. Obejdzie się podobno bez długich roz- 
praw nad głębokiem znaczeniem tego kierunku przemy- 
słu i rękodzieł; nie potrzeba zaiste szerokich wywo- 
dów, by wyświecić wpływ, jaki ten kierunek wywiera 
i na wyrabiających te przedmioty, i na tych, którzy je 
kupują dla użytku swojego. Jakoż praca tego rodzaju 
około rzemiosła uszlachetnia się i uzacnia , a tem sa- 
mem, nabierając coraz wyższego, duchowego znaczenia, 
uzacnia i tych, którzy się nią trudnią — a tak co piękne 
i urocze wnika w wielką część pracującego ludu. Bo 
jak piękność form wykształca i podnosi uczucia, tak 
praca rąk nabiera wyższego znaczenia, a na krwawy 
trud rzemieślnika spływa uświęcenie z góry. Granice, 
do tych czas wydatne, a niby nieprzebyte między rze- 
miosłem a sztuką właściwą, łagodnieją; a zatem i przej- 
ście z warsztatu do pracowni artystycznej łatwiejsze, — 
majster przeistoczyć się może na mistrza! Przypo-. 
minam ci Wieki Średnie, gdy i artyści składali cechy 
swoje , podobnie jak rzemiosła — w tych czasach też 



niejeden rękodzielnik przeszedł na artystę (np. Ben- 
yennto Gellini, Piotr Yicher). Przywiedź sobie na pa- 
mięć wyroby z owych czasów: te klucze zdobne, oku- 
cia, zamki misterne, artystyczne, te stare prasy, szafy, 
w snycerstwo ubrane, lichtarze, dzwonki, dzbany, pn- 
hary, a^broje bogato wyrabiane, te kamienne odrzwia 
w gałęzie i kwiaty, hafty na szatach i t. d. Wszak dziś, 
mimo wyraźnej dążności do form estetycznych, wiele 
nam jeszcze brakuje, zanim wyrównamy średnim, wie- 
kom pod względem użycia form i kolorów. Przypatrz 
się sukniom naszym, czyliź może być coś szpetniejsze- 
go jak te ubiory nasze! do czego podobne te ich barwy! 
im sukno mniej podobnem do jakiegoś koloru, więc im 
brudniejsza jego farba, tem modniejsze. Trzeba wyznać, 
iz i pod tym względem. kobiety wyższe są od nas szczę- 
śliwym instynktem swoim i co do formy, i co do bar- 
wy stroju swojego. 

Z drugićj strony i ci, dla których się wyrabiają tak 
artystyczne sprzęty, zyskują niezmiernie wiele. Zważ bo- 
wiem że sama kosztowność materyału (np. złota, srebra, 
palisandru, hebanu) bez artystycznych form, jak jest do- 
wodem zamożności domu, tak zarazem jest smufnem 
świadectwem barbarzyństwa właściciela. Wyznaj że 
to życie nasze powszednie tak zwykle bywa biedne i 
prozaiczne, że się trzeba bronić całemi siłami od su- 
chot duchowych, od zjałowienia serca i fantanzyi; praw- 
da, że do tego celu uiepomału pomagają i muzyka w do- 
mu, kilka dobrych obrazków na ścianie , kilka książek 
i może ogródek, a choćby nawet dojniczki z kwiatami 
na oknie — ale przecież forma estetyczna sprzętów, któ- 
re nas w około otaczają, których codziennie używamy. 



23 

wpływa daleko jeszeze sibiej choć niezoacznie na całe 
usposobienie psychologiczne nasze. Patrzmy, jakźę wie- 
le potrzeb cielesnych jest nam spólnych ze zwierzęta- 
mi! Wypada nam tedy koniecznie jakoś się uwol- 
nić od tej spólności z jestestwami bezrozunmemi, wypa- 
da nam zaspokojenie tych potrzeb jakoś uduchownić, 
zidealizować ; a to się dzieje w części przez nadanie 
formy estetycznej sprzętom, narzędziom, których uży- 
wamy właśnie przy zaspokojeniu tych potrzeb zmysło- 
wych. Możemy się pochwalić , żeśmy się nauczyli już 
wiele w tym względzie od starożytnego świata ; wyra- 
źnie już widać, że nie darmo patrzymy się na owe prze- 
śliczne formy lamp,wazonów,puharów, samowarów wy- 
kopanych w Herkulanum i Pompei (*). 

A prawiąc o oznakach wróżących rozbudzenie się 
miłości do sztuk pięknych, czyliż można pominąć ze- 
wsząd już kłujące się prace literackie, mające sztuki 
piękne za przedmiot swój ; a mówiąc o takich pisarzach, 
czyliż można przemilczyć o ogromnych zasługach M. 
Grabowskiego i Kraszewskiego? Obaj ci zacni ludzie nie 
tylko słowem ale czynem, nie tylko teoryą ale prakty- 
cznćm jćj zastosowaniem tyle już dokazali dobrego, że 
patrząc na ich usiłowania każdy człek poczciwy całem 
sercem zawoła: szczęść wam Boże na tej drodze! A gdy 
(o czem nie wątpię) czynność ich i staranie wy- 
warły , najszczęśliwsze skutki na koło, do którego sta- 
nęli w osobistych stosunkach, tak znów ich pisma roz- 
chodzą się w najdalszą dal przenikając wszystkie war- 



(*) w muzeum burbońskićm w Neapola pokazują n&m samowar znale^ 
ziony w gruzach pompejańskich, podobny z ksztahu do samowarów naszych 
(z kominkiem), ale forma jego nierównie estetycaniejsza, strojna i zdobna. 



24 

stwy czytelników. Ta siejba uczciwa pewnie nie prze- 
minie bez bogatego plonu. Uprzedzam cię, że być może, 
iź przeczytawszy np. Grabowskiego pisma, znajdziesz 
niekiedy zdania, co niezupełnie okiią się w zgodzie 
ze zdaniami, które tu i ówdzie znajdziesz w tych li- 
stach moich. Aleć to nie wiele zawadzi, bo Ui nie 
mogę mieć pretensyi, abyśmy już wszyscy jednemi i 
temi samemi oczyma zapatrywali się na rzeczy; niema 
też nic nudniejszego jak jednostajnośe zdań; onaby do- 
wodziła raczćj strupienia umysłów, a nie życia rozwi- 
jającego się w całćj pełni swojej. Różność stanowiska 
pokazując rzecz z różnych stron niezaszkodzi nigdy, a 
byle każdy sumiennie imał się pracy i wedle sił swoich, 
ile tylko może najlepiej uiszczał się z roboty wziętej na 
siebie, toć pewnie błogosławieństwa mu nie zabraknie, 
a praca jego nie pójdzie na niwecz. A obok Kraszew- 
skiego i Grabowskiego godzi się też uczciwie i z powa- 
żaniem wspomnieć o pp. Rastawieckim i Przeżdzieckim, 
tudzież o innych szanownych pracownikach, którzy 
w ostatnich latach tak szczęśliwie zajęli się w różnych 
kierunkach robotą około sztuki pięknćj! 

Witajmy tedy z całem sercem czas podający na miej- 
sce grubych wesołości sztuki piękne. Przy wyraźnej 
dążności świata do ukształcenia i uduchownienia istoty 
swojćj, spodziewać się też należy, iż i u nas znikać 
zaczną owe zabawy barbarzyńskie, wypływające niby 
z potrzeby nastrojenia nerwów i napięcia umysłu, a sza- 
fujące minutami i godzinami jakby zdawkową monetą 
życia. Co aby się jak najrychlej stało, daj Boże ! 

Zasmakowanie w sztukach pięknych jest zawsze wróż- 
bą uduchownienia się czasu i pierwszym szczeblem po- 



25 

znania najwyższych prawd, bo sztuki piękne dopiero 
przez zmysły na nas działają. Porusza cię rzeźba, obraz, 
budowanie ; toć przecież to są rzeczy, eo twój wzrok, 
co zmysły uderzają, a przez tę zmysłową formę świeci 
istota duchowa. Oczyma posągu lub obrazu spogląda na 
nas świat nadzmysłowy ; architektura, ciosami i cegłą 
cuda sprawiając, jakby pieśnią przejmuje duszę ; wszak 
i tony muzyki są brzmieniem zmysłowem, bo do słuchu 
zmierzonćm; ale harmonia, ale melodya, którą się tony 
te wiążą, zrodziły się w głębiach duchownych i do ducha 
płyną ; a cóż dopiero rzec o Poezyi, co potęgą wyobra- 
źni i czarem języka łączy w sobie urok wszystkich sztuk 
zarazem. Sztuki odziewają prawdy żywotne piękności 
szatą. A co nam Filozofia podaje w trudnych i jedynie 
abstrakcyą dościgłych rozumowaniach, sztuki piękne 
tchem swej potęgi przetwarzają na ciepłe i pełne życia 
istoty. Ztąd G5the gdzieś powiada, że prawdy zstąpiły 
nagie z nieba na ziemię, a sztuki sprawiły im sukienki. 
Lecz z tego wszystkiego już poznać możesz, że w ka- 
żdem dziele sztuki dwa zaiste różne schodzą się pier- 
wiastki: jeden zmysłowy, materyalny, — drugi duchowy, 
będący prawdą nieskończoną. Pierwszy dla zmysłów 
przystępny, drugi tylko dla samego ducha widza lub słu- 
chacza istnieje. Pojmowanie takowe istoty sztuki jest 
główną piastą całego przyszłego rozumowania naszego, 
a dostatecznie późuićj udowodnionem zostanie. 

Jeżeli więc w życiu całego naszego rodu piękność 
jest tak wielkiej wagi pierwiastkiem, warto, byśmy też 
całą myślą naszą zanurzyli się w ten świat i poznali 
najskrytsze tajemnice jego. Zanim atoli zapuścimy się 
w ten bliższy rozbiór przedmiotu naszego, przedewszyst- 

LmttzKr.— T.I. 4 



26 

kiem radbym jedynie w tej ehwili uprzątnąć niektóre 
wątpliwości, jakieby ci się zrazu nasunąć mo^y. Po- 
trzeba, żebyśmy je na wstępie samym z siebie zrzu- 
cili, niby juki dalszy pochód nasz opóźniające. 

Powyżej rzekłem, ze dwa są pierwiastki w dziele 
sztuki, że w sztuce duch, prawda nieskończona, wciela 
się w postać zmysłową, i że dla tego właśnie piękność 
artystyczna jest pierwszą nauczycielką człowieka, roz- 
twierając mu państwo duchowe i objawiając mu praw- 
dy najwyższe. Być atoli może, że się łatwo nie zgodzisz 
na samo wyobrażenie takowe o piękności i powiesz, że 
przecież daleko prostszą drogą do nauczenia prawdy jest 
gołe rozumowanie, nieodziane w żaden przystrój, że ono 
rychlej do celu prowadzi i wyraźniej nam wskazuje, 
o co w życiu istotnie chodzi, niż wszelkie piękności 
dzieła, w których niekiedy i bardzo trudno dopatrzyć 
się prawdy; że sama prawda nie z ułudy lecz z prawdy 
się rodzi, bo człowiek nie pieszczotami piękności, ale 
cierpką pracą dokupuje się przekonania swojego; sło- 
wem, że sztuki nie są wcale właściwym środkiem do 
celu. Otóż ten zarzut nie tylko tobie ale każdemu zrazu 
mimowolnie do myśli przyjdzie, skoro się wspomni o 
wielkiem znaczeniu piękności. 

Lecz ten zarzut byłby wtedy zupełnie słusznym, 
gdybym twierdził, jakoby nauczanie prawd najwyższych 
było celem sztuk pięknych, bo w takim razie nauka 
ścisła, umiejętność gruntowna mogłaby zaiste zastąpić 
sztuki i byłaby daleko właściwszym środkiem do celu. 
Obaczymy już w innem, miejscu dokładniej , że oswo- 
jenie człowieka z prawdą nieskończoną, wiekuistą, jest 



27 

zaprawdę skutkiem sztuk pięknych, spływającym na 
umysł nasz, lecz nie jest ich celem. 

Odrzuć przedewszystkiem myśl, jakoby sztuka pię- 
kna miała jakieś cele krom siebie, i jakoby była jedy- 
nie środkiem do osiągnienia jakiegoś dobra, będącego 
ezemś innem jak pięknością. Sztuka ma cel swój sama 
w sobic, sobie samej jest celem i końcem, do którego 
zmierza. Tak jak i wszystkie prawdy niczyją nie są 
służebnii^ą, ani środkiem do osiągnienia obcych im ce- 
lów, lecz same z siebie mają wagę i znaczenie swoje. 
Gzyliz cnota, dla tego jedynie ma wartość wysoką, iz 
zradza wewnętrzny duszy pokój, że jest podwaliną to- 
warzyskiej budowy i źródłem szczęśliwości człowiecze- 
go rodu ? Czyliż najwyższym celem wychowania mło- 
dzieńca jest to, aby się, jak mówią, dobrze wydał w to- 
warzystwie, zaradzał sobie w przyszłości w każdej po- 
trzebie i znalazł w naukach sposób dalszego utrzyma- 
nia swojego? 

Czyliż prawdy matematyczne dla tego istnieją, aby 
służyły za ćwiczenie gimnastyczne rozumowi i miały 
zastosowanie w miernictwie, astronomii i przemyśle? 
Ktoby tego byl zdania, mógłby równem prawem powie- 
dzieć, iż miliony gorejących światów na niebie jedy- 
nie dla tego są stworzone, by nam ustroić i rozświe- 
eić ciemność nocy, by namiot niebieski rozbity nad zie- 
mią wyszyć gromadami gwiazd błyszczących, na ozdo- 
bę mieszkania naszego. My mieszkańcy na tej drobnćj 
ziemi mieliśmy istotnie takie zarozumienie o sobie, bo, 
podobni do źle wychowanego dziecięcia, mniemaliśmy, 
iż wszystko dla naszej zabawy i pożytku jest stworzo- 
nem; a nawet aż do Kopernika świat mniemał, iż te 



28 

tłumy ciał niebieskich, wraz z naszem słońcem, pędzą 
kołowrotem koło ziemi naszej, jakoby około środka i 
pani swojej; a było to nawet bardzo szczęśliwie, że 
gwiazdy tak są wysoko zawieszone, bylibyśmy może ich 
się naparli, by się z niemi pobawić i popsuć je wkoucu. 
Zaledwie juz mędrkowie się nie pytali, dla czego za* 
miast owych gwiazd nie mamy kilku księżyców ziemi 
dodanych, boćby przecież piękniej nam noc oświeciły 
i bogaciej nam ustroiły niebo, niż owe słońc miryady, 
których małą tylko część gołem okiem dojrzeć można, 
a których nieskończonej chmary choćby najlepszym te- 
leskopem człowiek na wieki nie dostrzeże. 

Do podobnież krzywych rezultatów prowadzi fał- 
szywe stanowisko i krótkowzrokie zapatrywanie się na 
rzeczy. Bo jako kwiat na iglicy niedostępnych Alpów 
dyszy zapachem i świeci barwą, choć niewidziany nigdy 
od oka ludzkiego, kwitnąc jedynie Bogu samemu na 
chwałę, tak i gwiazdy mają cel swój w sobie, i dla sie- 
bie są stworzone, a nie służą naszej drobnej ziemi. Co 
innego zapewne jest twierdzić, iż gwiazdy stroją niebo 
nasze, a co innego, iż one dla samej ozdoby tylko istnie- 
ją. Podobnie i zasady matematyczne są i były prawdą, 
choćby i nie było rodu ludzkiego, któryby je poznał; 
mimo to nie przeczę, że matematyka jest bez wątpienia 
ważnym wielce środkiem pedagogicznym do wychowa- 
nia młodzieży, i że jako środek ma cel niby poza gra- 
nicą własną, bo tym celem jest głównie wyćwiczenie ab- 
strakcyjne myśli młodzieńca. Zresztą któżby zaprzeczył 
ważne wielce przysługi, które przyniosła Matenpiatyka 
innym umiejętnościom a mianowicie życiu społecznemu 
w zastosowaniu technicznćm swojem ! 



29 

Gdy zaś juz same przedmioty natury (np. kwiaty, 
gwiazdy) lub nauki mające właściwy sobie, więc ogra- 
niczony zakres (np. matematyka) nie mogą być wyłą- 
cznie uważane za środek do jakiegoś celu, cóż dopiero 
rzec o prawdach wiekuistych, nieskończonych ! one wła- 
śnie dla tego są, bo są. Wszak cnota jest prawdą wie- 
kuistą, o sobie stojącą, bez względu na skutki zbawien- 
ne z niej płynące ; człowiek powinien być zacnym i 
poczciwym, dla tego że jest człowiekiem. Tak i sztu- 
ka piękna, dla tego stoi sama o sobie, dla tego ma cel 
sama w sobie , że w niej tkwi pierwiastek wiekuisto- 
ści, a człowiek tworzy dzieła sztuki, bo duch jego jest 
wiekuistym. Gdyby potrzeba jeszcze dowodów o nie- 
śmiertelności ducha ludzkiego, możnaby rozpocząć ró-. 
wnież wywody takowe od jego potęgi stwarzającej pię- 
kności, i od upodobania, którego doznajemy patrząc się 
na dziefa takowe przez mistrzów stworzone. Ta bo- 
wiem twórczość i to upodobanie rodzi się z potrzeby 
oglądania wiekuistości, choć odzianej jeszcze materyą; 
a ta potrzeba, ta tęsknota właśnie dla tego w nas prze- 
bywa, iż wiekuistość żyje w duchu naszym, że on sam 
jest nieśmiertelnym. 

Jeżeli zaś sztuki piękne są jedynie środkiem do cze- 
goś innego, słowem jeżeli wchodzą w obcy sobie zakres, 
jak to widzimy, iż malarstwo, rzeźba, architektura, zdo- 
bi sprzęty domowe, stroi ogrody, szaty, łącząc się ze sto- 
larszczyzną, haftami, strojem mieszkań i t. d. toć wtedy 
przestaje być sztuką istotną, o której mówię,ale jest jedy- 
nie sztuką zdobiącą, nadobną, jest przystrojem. Przecież 
my tu jedynie o sztuce wyzwolonej, to jest usamowolnio- 
nej od wszelkich pobocznych celów rozprawiać mamy. 



30 

Jeżeli tedy, jakeśmy wyżej powiedzieli, sztuka pię- 
kna wyraża prawdę we formie zmysłowej, przystępnej 
dla wzroku i słuchu, toć już widzisz, iż ona służąc do 
uzmysłowienia prawdy, sama sobie służy i siebie samą 
ma za cel , bo ona sama jest prawdą , ale wyjaśnioną 
w sposób materyalny; jest ona jednym z kształtów, któ- 
ry prawda na siebie przybiera, tak np. znów filozofia 
jest również prawdą, ale już we formie bezbarwnego ro- 
aibnowania. W nićj duch świeci bez pośrednictwa ma- 
teryi i zmysłów, świeci czystym wieczności promieniem 
i przemawia wprost o sobie i o wielkiem prze znacze- 
niu człowieka. Sztuka piękna zaś, łącząc świat ciele- 
sny z wiekuistym, jest pośrednicą między niebem i zie- 
mią; opuściła dla nas rajską dziedzinę, a przywdziaw- 
szy na się cielesność śmiertelną, dzieli z nami i zni- 
komość i biedy nasze , by nas w czarnych pocieszyć 
chwilach, zabawić swojemi kwiatami, i przytulić do sie- 
bie, niby dziecię płaczące. Gdy atoli świat zmysłowy 
łatwiejszy jest do pojęcia niż czysto rozumowy, więc 
też sztuka piękna wcześniej była nauczycielką ludzi niż 
Fiiozofia. 

Mm się ród ludzki mocą samego rozumu dobił prawd 
o niebie i ziemi, o życiu i śmierci, o wieczności i na- 
turze, wcześniej o nich zamarzył, ucząc się czytać z dzieł 
piękności jakby z książki obrazkowej, w nich przeczu- 
wając wielkie przeznaczenie swoje. Dla tego też poeci, 
wieszcze, hardy byli pierwszymi nauczycielami naro- 
dów, tudzież pierwszymi ich kapłanami i filozofami. 

Od wieków sztuki, religia i filozofia w ścisłym z so- 
bą były związku , rosnąc na wspólnym sobie gruncie 
prawdy. A że pojmowanie różne prawdy i różny spo- 



31 

sób jej uzmysłowienia wynika z najgłębszej dnszy swią- 
tniey i z całej treści człowieka, więc tóz historya sztu- 
ki jest wiernym obrazem owej wewnętrznej historyi 
rodu ludzkiego. 

Jeżeli cały ród człowieczy, co od wieków niepo- 
wrotnie płynie niby rzeką do wieczności morza, uwa- 
żać będziesz za jedną osobę, znajdziesz to samo pra- 
cowanie się jego nad sobą, te wolne ale pewne postę- 
py rozwijania się duchowego, co w pojedynczym czło- 
wieku. Tu jedna tylko zachodzi różnica, iż ród ludzki 
nie umiera nigdy; a choć i on ma mroźne i głuche 
zimy i długie nocy swoje, co szeregiem wieków jakby 
grobem przywalają świat, aleć gdy otrętwienie śmier- 
telne przeminie , doczekuje się znów wiosny swojej, a 
każda wiosna silniejsza i piękniejsza cudniejszym buja 
liściem, i nową świetniejszą epokę w historyi rozpoczy- 
na. Każda epoka odradza się nowym pierwiastkiem, któ- 
rym żyje i oddycha, a ten pierwiastek jest różny wedle 
różnego stopnia ukształcenia, który ród ludzki w pew- 
nym właśnie czasie zajmuje. 

Tak więc i sztuka koniecznie różne a różne kształ- 
ty na się przyjmuje. Patrz na dzieje starej Azyi, co 
to jest zarazem wschodem i słońca i ducha człowie- 
czego, spostrzeżesz wszędzie, iż tu historya przeżyła 
dziecięce lata swoje. Nie wdając się jeszcze teraz w głęb- 
sze dowodzenie i nie zapuszczając się w te dzieje, przy- 
pomnę ci pokrótce, co nam stary Herodot o tej Azyi, 
o tym Egipcie prawi, owe koleje fantastyczne losu Psame- 
tyka, sny starego Astyagesa, owego króla Rampsenita 
żeniącego dowcipnego złodzieja z córką swoją , pier- 
ścień Polykratesa, Zopyra i płaszcz jego purpurowy. 



Babilon, Niniwę, Semiramidę. Rzekłbyś, że te gawędy 
Herodot gdzieś na wieczernicach ruskich posłyszał; są 
to gadki, jak je to niańki lubią dzieciom bajać ; jakoż 
zawsze też uważałem, iż ta pierwiastkowa historya bar- 
dzo do smaku małym pacholętom przypada i z wielką 
jej chciwością słuchają. A lubo Azya i historya jej dziś 
jeszcze podobna jest do jakiejś długićj a świetnej baj- 
ki, lubo przypomina powieści, opowiadane przez Ara- 
bów przy samotnem ognisku w głuchocie pustyni, wsza- 
koż jest to już nowe życie Azyi, nowe jej wydanie. 
Azya Mahometańska wielce się różni od owej Herodo- 
towej, bo w tej tylko istotnie widać ducha człowiecze- 
go niby w powiciu; tu fantazya samopas bujając, na poły 
we śnie i na poły na jawie o sobie przemawia; ztąd 
tutaj sztuki są jakby wymarzone nocą widziadła; poezya, 
choć pełna treści , jest potrzebą natury samej , i beż- 
przytomnie brzmi z pełnych piersi, jakby pieśń słowi- 
ka z wonnych krzewów róży. 

Jeżeli spojrzysz na mappę, widzisz, jak z ogromne- 
go pnia Azyi wyrasta niby konarem Europa; tak i duch 
europejski jest uszlachetnionym szczepem na starem 
drzewie azyatyckiej historyi. Dla tego jeżeli odwróciw- 
szy się od dawnych Indyów, Assyryi i Persyi spojrzysz 
na Grecyą, uderza cię przeobrażona już do dna postać 
rzeczy. Jest to pierwsza historya europejska, a wita 
ją też powiew ducha Europy zwiastującej tchem swoim 
wielką świata przyszłość. Lubo i historya Grecyi ma 
swoje powieści i cudotworne podania, wszakże one łą- 
czą się z mitologią, i należą jedynie do pierwotnej hi- 
storyi. — Bohaterowie Homerowi: Herkules, Egeus, Te- 
zeus, Dioskury, są równie jakby Lech , Czech , Krakus 



33 

1 Wanda przypomnieniem z lat dziecięcych, ale nie 
wchodzą w dojrzalszy żywot Grecyi. 

W Grecyi umysł człowieka stał się młodzieńcem, 
podrósł , serce się wzdęło w piersiach, świat w koło 
zagrał poezyą i całym cudem ułudy. Był to naród- 
poeta , lud-artysta ; umysł tu bowiem juz przeczuwał 
prawdę wiekuistą , ale nie zdołał jej jeszcze pojąć, ja- 
ką jest sama przez się. Lud grecki za nadto był je- 
szcze zmysłowy, by prawdy te w całej ich grozie i po- 
wadze przyjął; uzmysłowił je więc i sprowadził do dzie- 
dziny materyalnego świata, słowem pojął ją jako sztu- 
kę piękną, i dla tego właśnie całe życie Greków, ich 
tętno, ich istota wskroś jest estetyczną. Tak, kogo 
anioł muzyki z milionów wybierze, i przystępując do 
kolebki śpiącego niemowlęcia, ucałowaniem na kochan- 
ka swojego poświęci, już wtedy szczęśliwego wybrań- 
ca przyszłe życie z dźwięku i harmonii splecione, a nim 
on dorośnie, już wszystkie uczucia, myśli, pragnienia 
swoje, cierpienia i roskosze na tony tlómaczy, wszyst- 
ko mu jest pieśnią i w melodyą się składa , a co sło- 
wami objawie nie zdoła, wylewa muzyką. Tak i Gre- 
ków kochaniem, ich duszą, ich żywiołem była piękność; 
ku niej to wszystko kierowali, ona była najwyższćm 
ich powołaniem. Ani przed nimi, ani też po nich żaden 
naród nie był im w tym względzie podobny. Mądrość 
ich filozofów, najgłębsze tajemnice natury i serca czło- 
wieczego, skrytości ziemskiego i tamecznego życia uwi- 
te są w obrazy ich. mitologii pełne cudownego uroku 
i rzewności, a tak i do rozumu i do serca i do zmy- 
słów przemawiały. Marmurowe ich bogi, tak ciepłe i 
ezarowne, tak pełne spokojnego majestatu i wspaniałćj 

Listy z Kr. -TI 5 



34 

wesołości, tak dumne i tkliwe zarazem. W nich uczu- 
cia całej Grecyi, jej duch skamieniał. Greków olimpij- 
skie igry, ich uczty, ofiary, były poetyczne; u nich na- 
wet morza i skały, gaje i krynice , drzewa i potoki^ 
bóstwami były ożywione, co poufaląc się z ludźmi cieszy- 
li się i smucili z nimi. Ów Jowisz potężny, skimeniem 
brwi niebem wstrząsający, zstępował z wysokiej stoli- 
cy swej , kochał się w córach Ziemi i napełniał oHmp 
komerażami o sobie. A że z góry idzie przykład, więc 
też mieszkańcy ziemscy, na wzór niebian , . z wadami 
swemi i swawolą byli poetyczni, pełni dobrego smaku. 
Czyliż może hyc, powiedz, genialniejszy hultaj «i»poety- 
czniejszy rotie niż ów Alcibiades? Jakąż to są lichotą 
ci nasi dzisiejsi panowie maumU snjels^ owe źle uda- 
wane Lowellassy i biedne kopije Donżuanów; są to je-^ 
dynie bezmozgłe karykatury plastycznych hulaczów grec- 
kich. Ich nawet nie stae, by hultajami byli. 

Wodzowie Greków, ich prawodawcy, ich wojny i 
bitwy, ich życie i skonanie były żywemi epopejami. Wi- 
dzisz owe popiersie przesłane nam ze starych lat, ową 
eudnój piękności głowę ? — Patrz , jak utrefione starannie 
włosy, jak broda spada bogactwem kędziorów, jak ta 
przepaska strojnie wieńczy czoło; zrazu rzekłbyś, iż to 
jakieś dandy Ateńskie, ale wnet gdy zważysz pełne szla- 
chetności zarysy i ów profil Grecki, a potężne Jowiszo- 
we czoło i mądry zakrój oczu, zgadniesz, iż w głowie 
t(^j zrodziły się błyskawiczne myśli, co oświeciły świat. 
Jest to Plato, ów boski Plato, który pierwszy rozum i 
myśl na tronie osadził i wyrzekł, iż jest pokrewieństwo 
między duchem człowieczym a nieskończonością wie- 
kuistą, która nie ma końca ani początku. On to jest 



35 

jią]prze3U'oezystszym wyrazem Greka. W dziełach jego 
mądrość odziana w obrazy uroku pełne. Filozofia jego 
jest jakby pieśnią o wieczności i zacności człowieka, 
jestto Filozof-Poeta. A ów Alexander, co to niby Ma- 
cedończyk ale przejęty i party duchem greckim, na cze- 
le garstki awanturników przeskakuje hożo Hellespont, 
z Iliadą w kieszeni rzuca się na Azyą i chce sobie za- 
wojować świat, i zawojował go; bo macedońskiego bo- 
hatera nosił przez świat duch Hellady i pragnienie po- 
dobania się Grekom, których przecież się był panem 
uczynił; oparł się o Indus, obudził drzymiącego Brahmę, 
a wróciwszy do Babilonu umiera tam młodzieńcem prze- 
hulawszy noc. Życie jego rozlegało się jak pieśń po 
całym obrębie ziemskim i przeminęło jak pieśń. Zale- 
dwie zgasł, a już z całego jego państwa, wielkiego jak 
świat ówczesny, nic, nic wcale potomności nie pozostało, 
prócz wieńca chwały i sławy imienia: prawdziwa na- 
groda żywota Poety! 

Ale widzę, żem się zbyt rozbujał i zawcześnie o 
Grekach wspomniał; wiesz atoli dobrze, iż trudno o nich 
na zimno rozprawiać; skoro w ich dzieje, w ich życic 
zajrzysz, toć się zdaje, jakbyś do dawnych i drogich przy- 
jaciół zajechał; tak tu miło, tak każdemu dobrze, iż 
się o rozstaniu ani myśli. A pisząc o sztukach pięknych, 
jakże nie mieć ciągle tej Grecyi przed oczyma? Bądź 
tedy przygotowany , że ci ją bardzo często, wprowadzę 
jeszcze w listy >moje. 

Lecz też Greków epoka, ich powołanie koniecznie 
się skończyć musiało z wyższem dojrzeniem umysłu; 
z upływem stóleciów zmieniła się postać rzeczy, umysł 
się zbogacił nowym a coraz wyższym dorobkiem prawd. 



36 

Wyjawiał się inny czas. Bo skoro myśl człowieka się 
wzmogła i nabrała potęgi, wyrosła też z form piękno- 
ści, jakby ze szat swych młodzieńczych. Szczupłe koło 
prawd rozumowych starego świata mogło się jeszcze 
wyrazić sposobem zmysłowym. A póki duch człowie- 
czy był latoroślą, wystarczała mu forma sztuk pięknych, 
jak kwiatowi wystarcza słabe choćby strojne naczynie 
garncarskie; ale gdy latorośl owa urosła w potężną 
sosnę północy, rozsadziła naczynie wbijając korzenie 
w głąb serca ziemi i rozpinając konary namiotem nad 
połową świata. Tćm drzewem olbrzymiem była Wiara 
Chrześcijańska. Sztuka piękna przestała być wszyst- 
kiem dla człowieka , zmalała , jak maleje światło ka- 
gańca przed jasnym wschodem słońca. Juz nie pod 
zmyśleniem pełnćm ułudy, ale wprost słowami Syna 
Bożego płynęła prawda, dreszcz wieczności przejął zie- 
mię całą, — nowy się rodził świat, a zrodziła go wśr^d 
boleści własnego skonania światowładna Rama. Dech 
żywota, którym Bóg natchnął człowieka stworzonego 
z prochu ziemi, był zarazem tchem prawdy wiekuisto], 
co była w nim od początku, ale teraz dopićro dostąpiła 
prawa swojego. U Greków była jedynie jeszcze prze- 
czuciem, teraz stała się pewnością serca. Wiekuistość 
cofnęła się z zewnętrznego świata, opuściła materyą, a 
wstąpiła, jakby do świątnicy swojej , do wewnętrznych 
serca tajników i zagrała tam wiarą, miłością, nadzieją. 
Pod światłem i ciepłem Religii urosła też silnie i Filo- 
zofia, której dziś najwyższą jest chwałą, że jest chrze- 
ścijańską. Bo nie mieszając rzeczy niebiańskich i ziem- 
skich, wyznać powinieneś, że nigdy filozofia nam spół- 
czesna nie byłaby dostąpiła tego doskonałości stopnia^ 



37 

gtfbj jćj ne bjt ogrut i oświef ił promień prawd Re- 
ligii; dioe nabytek, co nam pnyszeti łaską i objawie- 
niem, weale różny jest od zasad zddiytyeh moeą sa- 
mego rozmnowania człowieka, jak to obaczymy w in- 
' nym liście , w którym nam przydzie rozprawiać o róż- 
nicy wiary i filozoQi {*). Tak jak kwiat rozrosły swoją 
pięknością choć jest ezemś innem, niz to niebo, eo mn 
śle rosę swoją i promień słońca swojego, wszelako kwia- 
tu piękność bez tego Nieba się nie obejdzie. Gdy tedy 
u Greków jedyną i najwyższą formą wyrażania się praw- 
dy, jedynem ogniskiem całej ich istoty były sztuki, my 
zaś, obok sztuki pięknej, mamy jeszcze wyższe nierównie 
formy, bo wiarę objawioną i Filozofią; nie dziw tedy, 
że i dla nas piękność sztuki nie jest jnź tern, ezem była 
dla Greków. Dla nich ona była kochanką, dla nas jest 
przyjaciółką. Grek, porwany pięknością pełną majestatu 
Jowisza Fidiasowego, padał przed nim na kolana; u nas 
nie sama piękność obrazu lub rzeźby nas przejmuje, ale 
znaczenie wielkie i święte, jakie on mieć może dla nas. 
Stajesz przed dziełem sztuki, przed budowlą, rzeźbą, 
malowidłem, uderzy cię potok muzyki, poezyi; wtedy 
wśród roskoszy, wśród rozgrzania uczuć króluje rozum 
i rozsądek; nie stracisz przytomności swojej, ale o obra- 
zie, o tej kompozyeyi, lub poezyi sądzić będziesz. Sąd 
ten o dziełach sztuki jest głównem piętnem czasu na- 
szego i jego prawem. 

Artyści tedy już nie powinni więcej poniewierać 
zdaniem publiczności, wszak oni dzieła swoje nie dla 
siebie, ani dla małego kółka artystów tworzą; sztuka 



(*) Pordw. Lift vni. 



38 

przestała być hieroglifem tajemniczym. Dla tego tez 
l^odzi się, by artyści obzierali się na istotę wewnętrzną 
i na bicie serca publiczności, dla której pracują. A lubo 
Madonny Rafaela, Łaokoon, i Rekwiem Mozarta i Ham* 
let tchną duchem nieprzeżytej nieśmiertelności, lubo będą 
celem czci wszystkich wieków i uwielbieniem wszyst- 
kich narodów bez względu na ich pochodzenie; prze- 
cież znów cała tajemnica geniuszu, np. Yerneta jest ta, 
iz trafił w samo tętno Francyi. Z tego tez powodu 
mogłeś przypatrzyć się galeryom Włoch, Niemiec i 
Francyi, a przecież bawić z upodobaniem przed jakiem 
weselem wiejskićm Stachowicza i cieszyć się chwackie- 
mi figurami krakowskiego ludu, mimo mnóstwo niedo- 
statków, jakie zaiste słusznie temu mistrzowi zarzucają. 
Patrząc się na to wszystko, com ci tu popisał, spo- 
strzegam, zem się dotknął choć z wierzchu wszystkich 
prawie główniejszych przedmiotów mających być tre- 
ścią listów moich; wyznaję, iż większa część tych twier* 
dzeń nie obejdzie się bez dowodów następnych, nie- 
chaj jednak tymczasem zostaje, com skreślił ; nie za- 
wadzi, byśmy z początku zaraz porozumieli się wzglę- 
dem istoty przedmiotu naszego. 



LIST IIL 

O t^fi^mwUUaeh i U99awneh tr sztuce. 

^wrn a S Mt fterwiittkiw diebtwjek i ick walka, »tirana ileskenab^, Reine 
liaala et it laoińi ^^ f rtwadiącńi it pitkntści. - Ciu głuckj w mU« 
I kea MnA wierij w same Jedjnie prawidła.— Prawidła ttające li na wia- 
rach piiMiłeścL— Taw. Pnjjaciał Nank War. w r. 1812.— Prawiilła tpie- 
rąliee ilf m akstrakf jjnen rtmiiif wania i j^nUaiiien wiartw.— Natckaieiif • 

fiest to stara a tylekroć powtarzana pieśń, iz człowiek 
zawisł między dwoma wręcz przeciwncmi światy, a 
życie jego ciągłą jest walką dwóch pracujących się z so- 
bą pierwiastków. Bo w głębinach duszy dwojaka mie- 
szka potęga, co, jakby igła magnesowa, dwie odwrotne 
wskazuje strony. Niekiedy,, gdy zamieci życia i burze 
zatrzęsą duchem i do dna poruszą istotę naszą, owa 
igiełka zadrga w sobie, oscyluje, miesza położenie swo- 
je; ale zaledwie wichry przeminą, a juzci znów ona nie- 
ruchoma staje, jednym biegunem pokazując jakby zi- 
mi|ą północ powinności i prawd rozumowych, a drugi 
zwracając tęsknie do południa ciepłych serca uczuć. 
Człowiek wiecznie na rozstajnych drogach, a dwa ró- 
żne od siebie anioły, już od kolebki jego, dwie różne 
mu otwierają życia ścieżki. Szczęśliwy, kto obie dą- 



40 

zuości w jedną zlać zdoła całość i w jedną je stopi har- 
monią. 

Wszakże to rozdwojenie istoty naszćj , nie tylko 
uczuć się daje , gdy idzie o zacność żywota i wartość 
naszą moralną, lecz, przechodząc w głąb całćj treści 
naszej wewnętrznej , dotyka wszystkich dążności , pra- 
gnień i czynności naszych. Nie ma rzeczy, nie ma celu 
życzeń i myśli, coby się nie zmieniały wedle pierwiast- 
ku, który w nas przeważa. Świat się w oczach mieni 
wedle wewnętrznego nastrojenia duszy, a najczęścićj 
widujemy go nie we własnych barwach jego, ale po- 
wlekamy go kolorami naszego natchnienia. Meta, do 
którćj tak każdy człowiek w szczególności, jak i cały 
ród ludzki biegnie, jest prawda; tu zawieszone wieńce 
jego chwały, a prawda właśnie jest wyrobieniem się 
wzajemnem przeciwległości takowych. 

Żywot tez historyi jest ciągłem przerzucaniem się 
z jednej ostateczności w drugą; bo ta walka przeciw- 
ległych sobie żywiołów stanowi duszę dziejów świata, 
są to główne sprężyny ruchu pracy człowieczego rodu 
i warunkiem koniecznym udoskonalenia jego. Spojrzyj 
na historyą każdego narodu, co nie utonął w motłochu 
mniej znaczących państw i wypłynął na wierzch histo- 
ryi , a wszędzie obaczysz, iż podwaliną jego wielkości 
jest poprzednia walka wrogich sobie żywiołów. Każda 
umiejętność, każda nauka , każda prawda , tem więcej 
ma wagi , im silniejsze i cięższe było pasowanie , ktd- 
rem okupioną została. Najwyższe szczyty wiadomości 
ludzkich i najniższe jej doliny doznały rozdwojenia tego. 

Nie dziw tedy, że i sztuki piękne różnie osądzane 
były, wedle różnego stanowiska zapatrywania się na nie. 



41 

Ta dwoistość, walcząca w sercu człowieka, dała często 
znać o sobie w sporach estetycznych, a wyjawia się 
ona już przedewszystkiem odwrotnością dwóch potęg 
przeciwległych : bo z jednej strony posłyszysz tłumne 
głosy, iz prawidła pewne i niezachwiane są głównym 
warunkiem rozkwitania sztuki i nieomylnem jej zbawie- 
niem; z drugiej strony wznoszą się zdania poniewiera- 
jące wszelkiemi ustawami, twierdzące, iż piękności 
cyrklem mierzyć nie można , iż rozum nie ma prawa 
wdzierania się w dziedzinę smaku, iż pod ziminym tchem 
rozsądku najpiękniejsze kwiaty uczuć naszych omdle* 
wają i marzną. Otóż te dwie ostateczności podzieliły 
estetyków na dwa wrogie sobie obozy. 

Wyznajemy że sztuki piękne , wypływając z ducha 
ludzkiego, są dziełem jego, do niego należą, podlegają 
tedy sądowi jego; duch, tworząc dzieła piękności, ma 
przecież prawo stanowić ustawy tym dziełom swoim. 
Ani te szranki nie mogą mu być szkodliwe ani ubliża* 
jąee, bo on je sam sobie naznacza. Nawzajem znów 
przyznasz, iż gdy na świecie pusto i głucho, gdy umysł 
wyludniony z myśli i uczuć, gdy czczość ciemna spada 
na serca, wtedy najczęściej rodzą się reguły, ustawy 
i prawidła pisane; nauka rzuca się na dzieła lepszej 
przeszłości i pragnie w nich dociec tajemnic rodzenia 
się tych wszystkich uroków, które podziwiać jeszcze 
może , ale których już stworzyć nie zdoła. Co zeszłe 
wieki w spadku zostawiły, to teraz rozbiera, wypro- 
wadzając z nich ustawy postępowania w sztukach pię-? 
knych. Sekcya ciała następuje po śmierci. Tak się 
rzecz ma w piękności dziełach, tak we wszystkiej czyn- 
ności umysłowej. Póki Rzym żył życiem świeżem, we- 

LwttzKk.— T. I. 6 



42 

wnętrznein i rodzimem, poty tez kodeksów nie potrze- 
bował; prawa zwyczajowe, ustawy, rosnące niby w obli- 
czu jego , tętniały jak krew własna w życiu narodu; 
ale gdy się wyrodził, odbiegł od siebie i samego siebie 
zapomniał, — uronił i wiadomość ustaw swoich. Wtedy 
w 1000 lat po onych ustawach 12 tablic, trzeba było 
Justynianowi z ułomków, ze szmat przeszłości, ułożyć 
ów ogromny kodex, ono Corpus Juris; robota łatana, 
preparat anatomiczny, tutaj Rzym dawny w spirytusie 
przechowany ; ale w nim jeszcze widać geniusz onego 
ludu prawnika-żołnierza. Z tych biednych okruchów, 
ze sztuk potrzaskanych świeci duch starego Rzymu, a 
księga dawnych prawników była testamentem jego, po- 
czem dokonał — i umarł. A do dzisiejszego dnia je- 
dzą ją prawnicy, krzepiąc nią od półtora tysiąca lat 
dowcip swój. 

Podobnie też w czasie ubogim dla literatury, pra- 
eowniki skrzętne, bibliografy spisują jak po umarłym 
inwentarz całego majątku naukowego, nie przepuszcza- 
jąc żadnemu szpargałowi i wydzierając dziedzictwo to- 
czącym molom. Po śmierci wielkich wodzów świato- 
burzćów zjawia się najwięcej dzieł, map i planów stra- 
tegicznych. Tak najczęściej po praktyce następuje teo- 
rya. Jakoż zawsze też uważać możesz, iż starce hu- 
laszcze, przegoniwszy resztki i osiadłszy na mieliźnie, 
najchętniej smakują w rozmówkach w stylu Pawła Ko- 
cka. Słabsze i bez ładu głowy lubią też dla porządku 
poliniować sobie godziny dnia każdego, i wziąść w ru- 
bryki żywot swój i wszystkie swoje sprawy, by nie zgi- 
nęli w powszednim natłoku czynności swoich. Kto ma 
istotną przytomność w duszy i porządek w głowie, obej- 



43 

dzie się bez tych rubryk i szufladek, i bez uieh z ładem 
dopełni spraw swoich, rzetelnie spłaci się z powołania 
swojego i skwituje się z długu życia. 

Gdy Pindar, Eschylus , Sofokles i Aristophanes , i 
wszystkie one gwiazdy greckiej poezyi, j^chodzili z nie- 
ba Hellady, a noc zapaść miała nad Grecyą, Arystote- 
les potężną myślą spuścił się do głębin tych skarbów, 
dobywając z nich, jakby lite złoto, ustawy dla potom- 
nych, wieszczów. Gdy znów Rzym zabił Grecyą, gdy cięż- 
ką i niezgrabną ręką złupił ją z kosztownych dzieł sztu- 
ki, a nauczywszy się frazesów greckich myślał, że już 
sam Grekiem się stał, wtedy i on chciał mieć filozofią 
i poezyą swoją. Wtedy biedny Cycero, choć drżącem 
piórem i choć z poprzedniem przeproszeniem, zaczął im 
prawić pochwały nauk, filozofii, wykładać zasady prawa 
i wymowy , zbierając myśli z greckich ksiąg. Zasady 
cnoty obywatelskiej były spisane w jego dziełach , ale 
dawiio już umarły w życiu, a Rzymianie, ten lud naj- 
praktyczniejszy, nie mając własnej poezyi, puścili się 
tropem Greków. Wówczas Horacyusz, chcąc rodaków 
barbarzyńskich oswoić z pięknościami sztuki, skleił im 
naukę o sztuce poetycznej ; a było to właśnie wtedy, 
gdy Vitruvius, jakby przewidując zwalenie się przybyt- 
ków i świątnic Grecyi, napisał księgi swoje o archite- 
kturze i porządkach. 

Patrz, co się dzieje kilkunastu wiekami później we 
Francyi. Tu w 16m stuleciu już oddawna były zgasły 
czasy średnich wieków. Bayard, ten ostatni rycerz, sko- 
nał we krwi swojej , modląc się do rękojeści pałasza 
swego w kształcie krzyża złożonej ; a Franciszek I"/ 
pod Pawią poznał, że rycerskość więcej nie popłaca, i 



44 

odpokutował tę pomyłkę swoją w niewoli madryckiej. 
Nastał na miejsce dawnej budowy tumów gotyckich styl 
renaissance^ a zuchwałe pomysły Michała Anioła miały 
się już dostać w niezgrabne ręce następców, i przera- 
dzać się zwolna w smak rokoko. Nie dziw tćz źe i 
pieśń romantyczna oniemiała. 

Juzto ów element Marot, przybrawszy na się szaty 
dworu Franciszka I., czcił gładkie a mądre panie, wiel- 
bił ze szczęściem Dianę de Poitiers i królową Małgo- 
rzatę Nawarry, obsypywał je wonnemi różami swych 
pieśni ; choć atoli był tak romansowym poetą , nie był 
wszakże już romantykiem : bo lubo świetnym i lekkim 
motylem oblatywał poezyi kwiaty i damy dworu króla 
swojego , jednak skrzydełka jego Iśniały klejnotami i 
złotem wieszczów greckich i rzymskich; był to klassyk 
w całym rynsztunku swoim. Chociaż, na wzór dawnych 
lat, lutnia jeszcze niekiedy większą dawała cześć niż 
liczne grody i zamki, a kto jeno mógł, przebierał na 
lirze; i nawet ów posępny i żelaznej woli kardynał Ri- 
chelieu składał także jak mówią wiersze i chętnieby się 
był do Atalii Rasyna przyznał; literatura atoli traciła 
zwolna rodzinne życie swoje, chwytając obce od kilku- 
nastu wieków zamarłe wzory, i uroniła resztki własne- 
go ducha, co w niej tętniał i żył. W braku treści swoj- 
skiej wszystko przetworzyło się na formę, a dla tego 
ustawy i prawidła tem potrzebniejsze się stały. Sztu- 
ka , poezya , winna rodzić się z potrzeby wewnętrznej, 
z tęsknoty nieskończonej ulżenia sercu, w której wie- 
kuista prawda o sobie znać daje we formie uczucia i 
poczucia; dzieło sztuki jest żywym kwiatem wyrastają- 
cym z głębin piersi ludzkich; kwiat obcy na zewnątrz 



45 

do serca przypięty zwiędnieje^.bo mu braknie uczue swoj- 
skich i soków rodzimych — jedynie kwiat robiony, sztu- 
czny, obejdzie się bez właściwej sobie ziemi. W ta- 
kich czasach obcych i zwiędłych kwiatów, lub kwiatów 
robionych, sztucznych, na miejsce sztuki staje sztu- 
czność: i takim to czasem była właśnie epoka, gdy wy- 
stąpił Boileau z przepisami i regułami. W nim jeszcze 
treść i wielka poprawność języka; lecz wzorem przy- 
tćm jest wymuskanego stylu i kałkułu; znać , jak drży, 
by jakąś śmielszą myślą nie zgrzeszył przeciw konwe- 
niencyi. Myśli jego, od stóp do głów utrefione, chodzą 
jakby w sznurówkach. Sztuka się wynarodowiła i zwię- 
dła, bo, odcięta od soków własnej ziemi, obojętniała co- 
raz więcej na treść , stała się formą , łupiną. Poezya 
dramatyczna przemienić się musiała w sztukę retory- 
czną. Literatura bez iskry wewnętrznego życia szklan- 
nemi oczyma patrzała się na naród, co już był bez głę- 
bi duchowej, nie zradzała się w świętych tajnikach na- 
tchnienia, ale lęgła się w głowie; w tej tedy literatu- 
rze wszystko było wyrachowanem. Patrząc jak autor 
tragedyi ówczesnej obliczył każdy akt, każdą scenę, 
każdy efekt, jak roztropnie rozwięzuje sobie trudności, 
jak kombinuje, jak sobie zagrywa i odgrywa nawzajem, 
zdałoby się, że widzisz wyćwiczonego mistrza grające- 
go wista z dziadkiem. Dużo w tej literaturze jest iście 
rozumu i prawideł, a nic wcale natchnienia. 

Tak bez końca mógłbym ci wynajdywać przykłady 
dowodzące jawnie, iż zawsze, albo przynajmniej często, 
czas prawideł jest czasem biednym dla nauk i sztuk, i 
że wszystkie reguły nic zdołają ożywić umarłego już 
ducha. Pocóż atoli mamy tego szukać przykładów po 



46 

obcycb, gdy mamy ta pod ręką najtrafniejszy, bo swojski. 
W epoce tak jałowej dla literatury, jak epoka księstwa 
Warszawskiego, zdarzyło się, iż w roku 1812 ua wnio- 
sek księdza Staszyea Towarzystwo Warszawskie Przy- 
jaciół Nauk uchwaliło: izby dobrze było, aby raz na 
zawsze spisać sobie prawidła wszystkich rodzajów poe- 
zyi, «aby (odpisuję dosłownie) smak dobry ustalić i 
zdrową ugruntować krytykę. » Książka ta nie miała nic 
mieć nowego, ale jedynie uznane już zasady w jasnym 
porządku wystawić, « podać niewzruszone sztuki prze- 
pisy*. Myśl ta prawie powszechnie trafiła w rym, bo 
cóż wygodniejszego, jak mieć taki receptarz pod ręką, 
gdzieby jak ua legumiuy, blamanże i konfitury, można 
znaleźć przepisy i sposoby robienia dobrych hymnów, 
słodkich sielanek, i smacznych tragedyi. Wzięto się 
tedy co żywo do roboty. Członkowie lubujący w poezyi 
rozebrali różne jej gałęzie między siebie, prace ich 
miały być niby przygotowawcze i materyałem do owej 
książki. Na Franciszka Wężyka padła kreska, by pra- 
widła tragedyi napisał. Ciekawy tćż jest bardzo sąd 
Towarz. Przyjaciół Nauk o pracy Wężyka, a napisany — 
nie wiem z pewnością przez kogo. Mam ten akt przed 
oczyma udzielony mi uprzejmością Wężyka, datowany 
2 Maja 1814. A iście jest to ważne źródło history- 
czne do ocenienia wyobrażeń ówczesnych, bo one tu 
nam płyną niby z pierwszej ręki. Dzieło całe, jak wi- 
dzisz, miało być posągiem doskonałym i wiecznotrwa- 
łym , którego osobne części mieli wyrabiać artyści ró- 
żni, każdy osobnym swym dworem, wedle własnego poj- 
mowania rzeczy i smaku swojego, a potćm dopiero te 
części miały być złożone w jeden posąg-potwór. Ani 



47 

ci się będę rozwodził nad całą treścią tej odpowiedzi 
towarzystwa, dość na tern, ze praca Franciszka Węży- 
ka odrzuconą została , a to z pięciu powodów , z któ- 
rych ci iylko trzy wymienię; wystarczą, jak myślę. 
Naprzód powód pierwszy: « iż autor, mówiąc o drama- 
»łycznćj poezyi, wspomniał jedynie o tragedyi i korne- 
»dyi, pomijając inne rodzaje a mianowicie operę. Po- 
»wód drttgi: że wzorami autora więcej byli, jak się 
» zdaje, pisarze angielscy a mianowicie Shakspeare, o 
» którym nie można do młodzieży powiedzieć: haec ros 
»exeniplaria nociurna tersate nianuj rersałe dinrna. 
n Powód trzeci: że autor nadto pozwala powstawać prze- 
»ciw uznanym już powszechnie prawidłom , do czego 
»z uszczerbkiem dobrego smaku pisarze niemieccy ob- 
•szerne już i pochopne otworzyli polew. Wyznaj, iż 
gdyby dziś ktoś znający się na rzeczy z takiem zda- 
niem się odezwał, jużby nikt nie wątpił, iż sobie żar- 
tuje z ludzi. I rzeczywiście ta nagana jest najpiękniej- 
szą pochwałą, jaką Towarzystwo P. N. dla rozprawy 
Wężyka wymyślić mogło. 

Któżby w tej odpowiedzi poznał to samo towarzy- 
stwo, co w kilka lat później, tak głęboko przejąwszy się 
powołaniem swojem, tak wielkie zasługi położyło w li- 
teraturze naszej , zajaśniało wieńcem tak świetnych 
imion i stało się zaszczytem czasu swojego ! 

Widzę jednak , żem się już nadto rozpisał, mówiąc 
o prawidłach wydobytych ze wzorów, z sztuki prze- 
szłej, i niby z tego, co już jest na placu, bo znajdziesz 
inny jeszcie rodzaj prawodawców powyższym tak zu- 
pełnie przeciwny, jak ogień wodzie. Ci bowiem wpa- 



48 

dają w odwrotną zupełnie zasadę, zarzucając wszelkie 
wzory poprzednie i prawidła z nich płynące. Go przed 
nimi stworzyły wieki , nic ma zadnćj u nich powagi, 
nie chcą widzieć wielkich dzieł sztuki, któremi geniu- 
sze całej przeszłości uposażyły świat; chcą z gołego 
rozumowania, z pojęć abstrakcyjnych wysnuć ustawy sta- 
łe i niezmienne dla sztuk pięknych. Rzecz jasna, iz trzy- 
mając się w sferze czystego i abstrakcyjnego rozumu, sta- 
nowić mogą jedynie zasady ogólne, nie wdając się wcale 
w szczegóły. Bo proszę cię, jakim tu sposobem z ogólnego 
rozumowania wywieść, ile aktów ma mieć tragedya ?.... 
dla czego nie jeden tylko, dla czego nie sześć lub więcej ? 
albo jak ze samych pojęć rozumowych wskazać warunki 
doskonałego obrazu lub rzeźby ? A mówiąc takim ogól- 
nym trybem o kolumnach w architekturze , uczyć oni 
cię będą, aby one ani zbyt cienkie, ani zbyt grube nie 
Łyły; powiedzą nawet, jakie wrazenieby uczyniły po- 
pełnione w tym rodzaju błędy, ale ci nie oznaczą w li- 
czbach stosunku grubości kolumn do ich wysokości, bo 
jakżeby z rozumowania samego taka dokładność wypły- 
nąć mogła? W takowe szczegółowe objaśnienia nasi 
teoretycy nie wdają się wcale; dla tego ich zdania o 
dziełach sztuki są zupełnie ogólne, są to formuły i pe- 
wniki. Im nie chodzi bynajmniej o to, aby wykazać 
prawdę zamkniętą w jakiem dziele sztuki pięknej , ani 
nawet określić, czem ta prawda jest w sztuce, bo uwa- 
żają jedynie, czem jest prawda sama w sobie wzięła. 
I nie przeczę, że rozumowanie takowe może być bar- 
dzo prawdziwe , •ale do celu nie prowadzi , bo zastoso- 
wania nie ma. Podobnie można być wielkim teorety- 
kiem prawa, znać doskonale historyą prawodawstwa 



49 

wszystkich narodów cywilizowanych, i przesiąknąć pra- 
wem rzymskićm , jak genialny Sayigny w Berlinie, ro- 
zumować nad ustawami jak Montesąuieu, a przecież 
nie umieć jeszcze napisać pozwu, lub poradzić sobie 
w uajzwyczajniejszym wypadku. Nie przyjąłbyś zape- 
wne obiadu zgotowanego na najpewniejszych zasadach 
chemii, a nawet wedle najdoskonalszćj książki kuchar- 
skiej przez człowieka, który nigdy w kuchni nie postał. 
Można być wielkim teoretykiem lekarzem, a nie wie- 
dzieć jak sobie począć przy łóżku chorego. Niechajze 
ktoś pływa, jeździ na koniu lub rąbie się wedle książ- 
ki, nie mając zadnćj w tym względzie wprawy 1 

Takowe teorye estetyczne mogą dać ogólne i trafne 
nawet wyobrażenie, ale odstępują nas, skoro istotnie 
przyjdzie wykonać dzieło sztuki, wymagającćj konie- 
cznie wprawy i nałożenia się , a przedewszystkiem wro* 
dzonćj twórczćj . potęgi. Że teoretycy tego rodzaju tu 
i ówdzie u nas się plączą, poznasz ze zdań ogólnych, 
z ckliwych frazesów ustnych i pisanych, jeżeli chodzi 
o ocenienie czyli to poematu, czy posągu, muzyki, obra- 
zu, gry scenicznej i t. d. choć te pięknie brzmiące for- 
muły są nawet najczęściej bez rozumowania i oznaką 
czczego umysłu. 

Przeczytawszy to wszystko, com ci dziś naj^sał, po- 
wićsz, że to są dawne rzeczy, bo od wieków ludzie już 
wiedzą , że do sztuk pięknych potrzeba i natchnienia i 
prawideł , że się jedno bez drugiego nie obejdzie ; i ze 
znów prawidła, jak nie powinny opierać się na samych 
tylko wzorach i obcej powadze, bez własnćj samoistno- 
ści rozumu, tak i nawzajem nie powinny być rozumo- 
waniem gołem bez wdania się w szczegóły, nastręczo- 

LiiTT z Kb.— T. i. 7 



so 

ne nam pracą wielkich mistrzów. Przyznaję, ze to są 
dawne zasady wypływające już nawet z gołego rozsad** 
ku, ale cóż , kiedy w rzeczywistości widzimy, iż mało 
kto tego zbawiennego środka się trzyma ; wszędzie i za« 
wsze znajdziesz postępowanie wręcz mu przeciwne. Je- 
stem przekonany, iżbyśmy mniej mieli maroderów, po- 
zostałych z owój wojny mniemanych klassyków i tak 
zwanych romantyków, gdyby sobie jakoś do serca wzię- 
to te pojęcia z samego wynikające rozsądku. Małoż to 
jest ludzi rozumiejących, iż byle przypatrzyć się jak inni 
robią, nabyć wprawy, potem już można samemu siąść 
do pracy; byleby schwycić na uczynku Comeliusa, gdy 
maluje, albo Thalberga, gdy palcami przebiera, a już 
można zostać wielkim malarzem , wielkim pianistą: je- 
dno ci panowie zapomnieli, iż sztuki piękne nie są rze- 
miosłem, i że czego innego jeszcze wymagają jak wpra- 
wy i mechanicznego wykonania, że potrzeba uświęcenia 
5Ł góry, promienia z nieba, — natchnienia. 

Ale nierównie liczniejszy do dziśdniajest naród tych, 
co rozumieją, iż natchnienie samo, zwłaszcza wpoezyi, 
izupełnie wystarcza, iż się obejdzie bez wzorów, że 
wszelkie narikowe przygotowania są zbyteczne, że byle- 
by wydać , co w sercu żyje i pracuje , toć już się zo- 
staje wielkim wieszczem. Dziwnie też to zdanie przy- 
pada do smaku tym, co sądzą, iż bez ślęczenia, jak po- 
wiadaj, nad książkami, bez wielkich nauk, można być 
człowiekiem rozumnym, dowcipnym i bardzo przyzwoi- 
tym w świecie. Ci panowie niezmiernie się boją, by 
sienie stali przypadkiem, jak mówią «erudytami», coby 
fde było zgodnem z ich powołaniem ; ale niechaj się 
^S^pciioją , nczoność nikogo nie łowi , ani erudyeya na 



51 

nikogo nie poliye. Nie ma tedy żadnego dla nich nie- 
bezpieczeństwa, bo muzy są to harde panie, bardzo za- 
dzierające noska; bardzo i bardzo trzeba się o nie sta- 
rać, bardzo się im zalecać, by były na kogoś łaskawe; 
co nie lada tam komu się zdarza. Przecież takowe 
zdanie ma legiony zwolenników swoich, bo cóż milsze- 
go , jak nie pracować , i młodość, jakby lazaroni jaki, 
spoczywając na gruzach wielkiej przeszłości w dolce 
famienłe przepędzić, wiosnę życia swojego przehuczeć 
szumnie bąkiem, lub przeziewać ją na przypiecku ta- 
tusinym; a przedewszystkiem być wolnym od tej « nu- 
dnej i niepotrzebnćj łaciny »• Ludzie tacy pożywają i 
trawią dnie i lata żywota swojego, jak gąsienica poży- 
wa liście i gałązki drzewa, które plugawi. 

Jeżeli przyszły wieszcz nie spojrzy wstecz za siebie 
i nie potoczy w koło wzrokiem na świat, co go czaro- 
wnym otacza wieńcem; jeżeli obojętny na prace olbrzy- 
mie przeszłych stuleciów, co niesłychaną boleścią, wśród 
krwawego potu, znosiły na barkach swoich ciosy do 
ogromnej budowy, na której stanął wiek nasz ; jeżeli 
mądrość lat tysiąców, opłacona tylu trudami i takićm 
pasowaniem się milionów ludzi, będzie dla niego głu- 
chą i wymietną łupiną; jeżeli nie trawił samotnie ci- 
chych nocy sam na sam z Bogiem i książkami, gdy. 
świat inny wyższy wylewa na prace błogosławieństwo 
ducha ; toć iście na nic się nie zda i natchnienie i zdol- 
ność, jakie z urodzenia nioże otrzymał. Bo gdy w du- 
szy głucho i pusto, gdy rozum, w sobie bićdny, nie wy- 
robił sił z siebie , toć i nie będzie prawdziwego na- 
tchnienia ale odurzenie szału; talent będzie się zata- 
czał nie umiejąc panować nad sobą, ani o swćj moejj^ 



52 

nie stanie , bo z ducha bez treści żaden się tćz wątek 
nie wysnuje. 

Mylą się ci, co fundując się w zupełności na swym 
zapale, na owćm tajemniczem miotaniu się ducha , ro- 
zumieją, iz to, co w nich robi, prze, juz ich do sztuki 
uświęca, i byleby iskra talentu zaświeciła w człowieku 
wewnętrznym, juz zajmie sobą całego ducha i buchnie 
płomieniem geniuszu. Wszak Gothe tak słusznie wy- 
rzekł: « Sztuka jest sztuką! kto jćj nie przeniknął do 
dna myślą, nie będzie nigdy mistrzem ! » 

Gdy w nowej Europie poezya stargała dawne swo- 
je pęta, wtedy wezbrała i zerwawszy brzegi swoje, 
rozlała się szeroko i rozswawoliła się do woli , nim 
znów wróciła do karbów prawdziwej piękności. U nas 
to nieco później nastąpiło, ba! ta epoka się u nas 
dziś jeszcze niezupełnie skończyła. Tu i ówdzie widzi- 
my jakieś pieśni, poezye, pełne surowizny uczuć i my- 
śli, wichrem szału oderwane od ziemi, co podrzeźniając 
wielkiemu przykładowi, unoszą się niby nad rzeczywi- 
stością, a choć same z siebie nie mają polotu, przecież 
same nazywają się orłami; zaiste są to orły, papiero- 
we latawce , uwiązane na sznurku i puszczone z wia- 
trem ręką dziecka z fary. Im więcćj nieładu w my- 
ślach, im więcej sprzeczności, im mniej rozsądku, tćm 
niby mocniejszy zapał i szał. Lada kto woła: esł Deus 
in NobiSy ale tym DetiSj tćm bóstwem dającćm mu na- 
tchnienie nie jest zaprawdę Apollo, ale niższy jakiś bo- 
żek. — Rzekłbyś bowiem, czytając takie płody, iż tym 
paUótti wieszczom krynica kastalska na Węgrach pły- 
nie, i że to natchnienie ich jest natchnieniem greckich 
,^^^antek, nie laurowym ustrojonych wieńcem. 



53 

Powiedzą mi może, iż praca nad umiejętnością i 
czytaniem autorów odebrałaby im właściwe ich piętno 
i mogłaby zatracić indywidualność, odznaczającą ich od 
innych; jeżeli jednak ta indywidualność charakteru ma 
jakąś wartość, toć też nie zaginie i nie utonie w pracy, 
ale zawsze na wierzch wypłynie ; a jeżeli przeciwnie, 
nie obroni się obcym wpływom i przewadze wielkich 
wzorów, toć niechaj jej nie żałują, boć zaiste nie wa- 
żyła wiele, a szkoda niezbyt bolesna. Góżby sądzili o 
wartości moralnej jakiej pani, niechcącej bywać w świe- 
cie, by nie naraziła słusznie repułacyi swojćj ? 

Jednym z głównych warunków każdego artysty jest 
ukształcenie naukowe. A im wyraźniej duch w sztuce 
jakiej z siebie się rozwija, im jaśniej wyświeca istotę 
swoją wewnętrzną, tem bogacićj naukami uposażony być 
winien. Tak muzyka jest właśnie tą sztuką, w której 
on najmsoej jasno o sobie przemawia; w niej jakby hie- 
roglifami tonów za mgłą jeszcze i pod zagadką uczucia 
swe rodzi; dla tego też sztuka ta mniej niż wszystkie 
inne wymaga udoskonalenia umysłowego; z tćj przy- 
czyny tćż ona już w młodym wieku może być do wy- 
sokiego stopnia doprowadzona, gdy władze rozumowe 
zamknięte są jeszcze w pączku. Wszak widujemy na- 
wet ludzi z miernemi zdolnościami dowcipu , a jednak 
odznaczających się mistrzowstwem w muzyce. 

Ale architekt, co patrząc się na wielkie pomniki 
świata , przez nie niby wgląda w serce wieków i na- 
rodów; ale rzeźbiarz, do którego marmurowe bohatćry 
i bogi o piękności przemawiają, nie obejdą się bez nauki. 
I malarz, choćby był niepospolitego talentu , bez wia- 
domości i nauk utworzy jedynie idealizowane kopie na- 



54 

tury, a najwyższego kwiatu swćj sztuki, bo malarstwa 
historycznego i religijnego, nigdy nie osiągnie. A cói 
dopiero powiedzieć o poezyi używająećj nie tonów^ nie 
marmurów lub barwy, ale najduehowniejszego narzę- 
dzia, bo mowy, do wyrażenia tego, co wre i kipi w duchu! 
Atoli o wszystkich pierwiastkach i potęgach , któ- 
re się znaleźć winny w mistrzu, we wieszczu, mówić 
będziemy w osobnych listach, w których tćż ten przed- 
miot tak ważny dokładniej rozbierzemy. Tutaj powtórz- 
my sobie wypadki ostateczne niniejszego listu naszego. 
Zaiste gołe prawidła, czyli one będą czerpane z wiel- 
kich wzorów przeszłości, czyli hęd;^ wprost wyrozumo- 
wane z zasad filozoficznych, będą tak niedostateczne jak 
usposobienie przyrodzone, jeżeli nie będzie wykształcone 
zapatrywaniem się na dzieła sztuki, które nam po zmar- 
łych wiekach zostawili arcymistrze piękności. A prze- 
dewszystkiem zdaje się być potrzebą, zwłaszcza u nas 
konieczną, aby zwrócić uwagę młodych artystów i 
uczniów, by nie ważyli sobie lekce udoskonalenia rozu- 
mowego, co z prac naukowych płynie; umiejętności nie- 
chaj będą pierwszą jego geniuszu kąpielą; gdy się na 
nich wyrobi , zaprawi , uszlachetni, już i silnie urosną 
skrzydła natchnienia jego. Gdy pozna, co się wielkiego 
na Ziemi i na Niebie święci, gdy przeczuje, co na dnie 
ogromnych wydarzeń tętni i żyje, gdy zawsze pozna 
godzinę na wielkim zegarze świata , a przybytek myśli 
jego zbogaci się całą treścią wieków; wtedy, jeżeli istot- 
nie przeznaczony na wieszcza, przyjdzie chwila, co jak- 
by grom Boży spadnie na duch jego, i tam tysiące świa- 
teł na chwałę Nieba zapali. 



LIST IV. 

Panewtnie świata materjalaegt Bad dackem.— Sitaka nie Jest kapiawanieM 
natury.— Wielkie diieła natary, Tatry.— Stasnek netelay sitaki dt Mttfy.— 
Dwa pierwiastki kaaleenie ąki^ w kaidćm dilele sitidU.- lUiidca aifd^ 
prawdilwemi diiełami sitaki, a diiełem kfd)c^ aailadtwaaiem aatniy.^ 
Wraieaie, Jakie te astatoie aa bu dyalą.— ZaHiwka — Ugory waskawe, 
udawanie iwienąt.— Wynaale, ii sitaka ma prawa pneUeraala w dile- 
łack sitaki.— Natan w swyck oąjwyisiyck pif knaśeiack Jest akrytą dla sita- 
ki.— Pnykla4y— Pnestneś nieUas.— Posscie plćrwatne i lek cuda.— Na- 
tan pnedpatapawa.— Picknaść natary i pif kaaść sitaki.— Laka sitaka ile 
maśe kyć naśladawaalem oataiy, pnedei pasiaoie t^ aatary Jest agraoMi^ 
wagi dla dacka ciławieka. 

Od ckwiU staoia sif Baga ciławiekleai, materya 1 natan Jest Jedynie na- 
ciyniein dockaw^m. 

W Grudnm 1841. 

Minów tedy M^róciła zima, owa stara niańka północy, by 
naturę znękaną skwarem i wysileniem lata po dawnemu 
ukołyehaó do nocnego spoczynku; pokryła ją czarnych 
chmur namiotem i, niby prawiąc j<5j czarodziejskie Ara- 
bii powieści, obsypała smutne drzewa, jakby kwiatem 
grudniowym, srebrną bielą szronu; ich kity wysadziła 
całem bogactwem wschodnich klejnotów, dając im za 
tło ciemne nasze niebo, by tem piękniój błyszczały i za* 



56 

grały brylantem vł mroinćm słońcu naszćm. Bając uam 
żarty o wiośnie, rysuje na szybach okien gałązki, gaje, 
tak dziwnej, czarownźj i drwiącej postaci, jakby widma 
powojów i palm amerykańskiej puszczy — z innego świa- 
ta goście. Na miejsce dnia życia, nastąpiło państwo 
martwe kryształów i ślepych żywiołów walka; a kiedy 
noc roztoczy się królestwem swojóm , już też wtedy zi- 
ma w całej swej poezyi ; jakby sny śpiącój natury cią- 
gną się po ziemi i plątają różnokształtne mary bałamu- 
tnej mgły; wszystko śni i drzemie ; niebo samo tem ja- 
śniej czuwa i tak świetnie, tak pilnie gwiazdami swo- 
jemi na nas patrzy, iżbyś rzekł, że to oczy wielkich lu- 
dzi z dawnych lat, co z wiekuistości na Ziemię poglądają 
i onój strzegą. 

Im ciszej atoli w około nas, im samotniej w natu- 
rze, im w głębszóm uśpieniu świat fizyczny, t^m po- 
tężniój budzi się życie wewnętrznego człowieka: świat 
duchowy, wycofnąwszy się z zewnątrz w siebie, jakby 
w ognisku gromadzi wszystkie promienie swój potęgi, 
iaż rozgoreje w sobie i cichym płomieniem myśli za- 
świóci. 

Im silniój się duch wzmoże, tem już słabsze ma nad 
nim świat zmysłowy panowanie. War namiętności traci 
siły przy jasnóm przebudzeniu się rozumu. I ludy bo* 
wiem dzikie, idioty i dzieci, powodowane jedynie natu- 
rą zwierzęcą, stoją jakby w kole zaczarowanóm zmy- 
słów, oddane na oślep ich przemocy; sam tylko wzrost 
i ukształcenie umysłu zdoła zaklnąć te czary, i usamo- 
wolnić człowieka z pod ich władzy. Człowiek natury 
tak jest obrzydliwym, jak człowiek zepsuty; tamten 
idzie wprost za jej chucią, ten ją przekręca i majaczy. 



57 

Peśzeres malaczkiego dacha, mieszkający jakby wygńa^ 
nieć świata naszaryin końcu Ameryki, tak jest przera- 
żającym i smętnym widokiem, jak paryźanin z czasów 
Regencyi; tamten niby sfinx zagadkowy natury, na poty 
zwićrzem, nie przeczuwa nawet jeszcze wysokiej zacno- 
ści człowieka, ten ją juz zapomniał, przemarńił i w ka- 
rykaturę obrócił. Ani stan dziki natury, ani stan ze- 
psucia, choć tak różne są od siebie, nie sprzyjają by- 
najmniej rozwojowi sztuki pięknej. 

Są przecież w dziejach ludzkich czasy, w których sztu« 
ka jest tylko naśladowaniem natury i prostom jćj kopiowa- 
niem. To zjawisko miewa atoli różne powody w ludzkiej hi- 
storyi. Najczęściój rodziło się w epokach wolnych wpraw- 
dzie już od pierwotnój dzikości, w których wszelako życie 
duchowe, wewnętrzne, idealne mniój było rozwinięte, a 
natomiast życie zmysłowe, zewnętrzne, praktyczne prze- 
ważało w świecie ; w takich czasach nastaje definicya, 
że sztuka piękna jest naśladowaniem natury. Jakoż 
po dziś dzień tu i ówdzie ta definicya uchodzi jeszcze 
za prawdziwą, lecz już z innych powodów; bo jeżeli 
w najnowszych czasach odzywają się głosy, nakazujące 
artystom kopiować naturę, toć to poszło stąd, że zale- 
dwie przeminęła epoka, w którćj sztuka, poniewierając 
formami natury i zdrowym rozsądkiem, paczyła czyste 
formy piękności. Nie dziw tedy, że świat, ze wstrętem 
odwracając się od tych gwałtów dokonanych w państwie 
sztuki, rzucił się w objęcie przyrody i jćj się zupełnie po- 
wierzył. Tak przeto upowszechniło się zdanie, jakoby naj- 
wyższą zaletą artysty było naśladowanie natury. Lubo 
zaś one czasy jałowych form przeminęły, zostało prze- 
cież to zdanie; przechodzi z ust do ust, mając obieg* 
ŁitTT z Kb.-> t. i. 8 



58 

między ludimi, jak owa stara wytarta moneta, co choe 
jui bez wewi^tranej wartości swojej, ma przecież je- 
szcze wiarę nałogową ludu, boć się jej mało kto blizćj 
przypatrzył. 

Już nawet z ostatnich dwóch listów moich wypły- 
wa, iż sztuka, będąc najpiękniejszym kwiatem samo- 
dzielnego ducha, z głębi istoty naszej wyrasta, musi 
tedy być czćmś więcej, niż prostem puszczeniem się śla- 
dem natury. Przecież mniemanie takowe ma tak li- 
cznych stronników swoich, iż mi pozwolić zechcesz, 
abym nieco obszernićj tę całą rzecz rozebrał. Jakoż 
jasne porozumienie się wzajemne , co do pojmowania 
stosunku sztuki do Natury, jest najważniejszym warun- 
kiem całego dalszego wątku naszego. 

Nikt nie przeczy, iż sztuka piękna była nauczyciel- 
ką ludów i karmicielą wysokich myśli i uczuć prawdzi- 
wie człowieczych; gdyby tedy ona była prostom natury 
naśladowaniem , rzecz jawna, iżby same dzieła natury 
były potężniejszym środkiem do tego celu, niż dzieła 
sztuki. Na cóż byśmy więc mieli tworzyć z całym mo- 
zołem i poświęceniem naszćm to, co już przyroda sama 
tak sutą, tak wielką odmierzyła nam miarą. Gzyliż mo- 
głaby już praca być mnićj pożyteczna i mniej potrzebna? 

OdwiedŹAo te nasze Tatry, zapuść się w serce tych 
ott»*zymich grodów natury, a wnet odstąpią myśli po- 
równywąjące sztukę i przyrodę. Pożegnaj społeczność 
kulzi, co tętni życiem i ciepłem w dolinie, porzuć sioła 
i kołyszące się błogosławieństwem zbożne łany, a wstąp 
na ostrze Łomnickićj iglicy, na najwyższy szczyt Krę- 
paku, wspinając się po piętrach coraz wznioślejszych, 
przedrz)r] się przez wszystkie szczeble coraz bićdniej- 



59 

szćj , coraz uiższćj rośliaAOŚci. Przebywszy hory cie- 
mnej sosny, wyźiej dosięgnij krzewów karłowatej brzo- 
zy, wyżej jeszcze granice najwznioślejszych polan, zo- 
staw następnie pod sobą państwo czarnej kosodrzewiny 
o rozkręconych warkoczach, następnie ostatnie smugi 
traw zielonych , a staniesz w smutnej ojczyźnie gład- 
kich i suchych mchów i pierwotnych porostów, kędy po- 
czyna się grobowe samowładztwo martwego kamienia. 
Wkoło dźwigają się stos na stosie gruzy ogromnych bał- 
wanów granitowych — głuchego zniszczenia obraz. Roz- 
tworzą ci się zewsząd niby ulice, niby labiryntne bu- 
dowania, place i ściany roztrzęsionego miasta Gigantów, 
a wszędzie cisza śmiertelna, jakby u grobu natury. Ni 
tu kwiatek zabłyśnie, ni listek zaszeleści, wszelki 
głos tu zamarł i został gdzieś w głębi. Od czasu do 
czasu tylko usłyszysz martwy i trupi łoskot; jest to 
skała granitowa, co, urwawszy się z posady swej, w pod- 
skoki szalone podbijając się niby rykoszetem, coraz chy- 
żej pędzi, i warcząc przepada w otchłaniach; porywa 
w swym polocie do okropnej podróży tłumy skalnych 
ułomów, góra się poruszyła, odezwała się głuchym 
przytłumionym gizmotem — i znów ucichła. Znowu na- 
tura w koło oniemiała, a ta cisza, niby zimną ręką 
śmierci, okryła serce ; bo to milczenie głębokie stra- 
szniejsze uiz głos grożących piorunów na ziemi. Spi- 
naj się wyżój a wyzój po urwiskach sterczących i stro- 
mych upłazach, az cię kołem obstąpią, niby straszydła 
niebosiężne, szczyty bure Tatrów, syny innój natury, 
co je zrodziła wśród mąk i cierpień ziemia nasza, i 
wśród wywrotów całój świata dzielnicy. Te szczyty zro- 
słe u dołu kotliną czarną, pokryte śniegów płachtą niby 



60 

koszulą śmiertelną , bo tu skonanie wszelkiego żywota, 
i ciemno wiecznie i wiecznie zimno. Gdy po diugićj fi- 
zycznej pracy, po twardszym jeszcze trudzie duszy, sta- 
niesz wreszcie na samem ostrzu łomnickićm, świat no- 
wy, dziwny i straszny obejmie cię sobą. W głębiach 
pod tobą przeciągają chmury i pokryły sobą ziemię całą 
niby morzem nieprzejrzanem, a miotane oddechem wia- 
tru, igrają falą i wzdymają się jakby oceanu wody. 
Turnie starczą z chmur, jak wyspy wśród łona powodzi. 
Wrychle wiatry tu i ówdzie przedarły obłoków opo- 
nę , a po przez te szczeliny, jakby przez okna, widzisz 
w przepaści płatami świat zielony, roskoszny. Teraz 
rozstąpiły się chmury, spadła zasłona ze sceny stwo- 
rzenia , a juz jakby mappą na dnie otchłani roztaczają 
się całe kraje, narzucone tkanicą, srebrną siatką rzek; 
zdała, na rąbku północnym widokręgu, świeci się stary 
Krakóiw nasz. Króchy ciemniejsze , tu i owdzie rozsy- 
pane, znaczą porozrzucane szmatami bory^ a w kropki 
i plamki bezkształtne spłynęły mieszkania ludzi, sioła 
i miasta. Wszystko w głębi pozostało, i życie ludzi, 
i ok morskich gromady, i kosodrzewiny, i zwierzęta i 
rośliny, i trop dzikiej kozy i gniazda tatrzańskich or- 
łów, i wszystko przepadło w toni głębokiej, przepadło 
życie i śmierć , radość i żal , śmiechy i westchnienia. 
Tu sam jeden Bóg mieszka na majestacie swoim; są- 
siadujesz z gwiazdami, a dwie otchłanie obięły cię s<Aą; 
tam Ziemia gdzieś tonie pod tobą, tu sklepi się bezdno 
błękitów niebiańskich. Dech wiekuistości powiewa ochło- 
dą, a przeczucie nieśmiertelnej istoty twej wzmaga się 
w piersiach, i tysiączne, dotychczas drzemiące w duszy, 
głosy budzą się hymnem zmartwychwstania; żywot tu- 



61 

teczny znika z oczn i wyciera śię z pamięei; coś w ciągu 
lat twoich przeżył, przemarzył, przecierpiał, toć jest 
teraz jakby snem, — niby wieki całe rozdzielają cię od 
dnia wczorajszego. Zdaje ci się tutaj, jakbyś juz prze- 
był chwilę skonania twego i odprawił juz tę najcięższą 
i ostatnią pracę, i jakbyś tu teraz ocucił się z długiego 
snu grobowego, i przez wspomnień srzężogę patrzał się 
na lała twoje upłynione na ziemi, co jeno słabo jeszcze 
brzmią w sercu niby głosy dalekićj muzyki. Wszystko 
co doczesne w głębi pozostało , srebrne tylko obłoki 
wznoszą się nad Ziemią , niby dymy ofiarnych kadzideł; 
posyła je świat ku Niebu jako modlitwy dziękczynienia 
i zrękowiny swoje z Bogiem. 

Mamyż się jeszcze w myśli postawić na śnićżnych 
czubach wiekuistćj Himalai, czy na lodowych Andów lub 
Alpów rogalu? kędy atmosfera rzadka, misterna, nieza- 
farbowana więcćj błękitną barwą, ale gdzie na miejsce 
lazurów niebiańskich już czarny i ciemny eter rozpostarł 
się na onćm przestworzu wiekuistćm świata , a twarz 
słońca i gwiazdy wszystkie palą się czerwonym ogniem? 

Jeżeli człowiek, zapomniawszy o wątłych siłach swo- 
ich cielesnych, pracowaniem fizycznćm zechce się mie- 
rzyć z olbrzymią potęgą natury, już też stanie się podo- 
bnym do owych nieszczęśliwych podupadłych na rozu- 
mie i wystawionych tak po mistrzowsku w onym obraz- 
ku Hogartha, kędy biedak jeden, marząc na jawie i po- 
łożywszy sobie szpargał starych nót na głowie, rozumie 
że jest wielkim kompozytorem. Tam znów drugi, w łza- 
wym obłędzie, zamknięty w ciasnej ciemnicy, nagi, drżą- 
cy od zimna, wyschły w szkielet, przykuty łańcuchem, 
siedząc na garści słomy, trzyma patyk w ręku, a opasał 



62 

sobie zwiędłe czoło papićrem, marzy ze jest królem, 
cesarzem, i żąda poszanowania i czci. 

Tak się też dzieje, jeżeli sztnka wypuści z pamięci 
prawdziwe powołanie swoje, i jeżeli się pokusi pracowa- 
niem cielesnem naśladować naturę, zawsze w takich ra- 
zach spaczy się w sobie i skręci. Jeżeli zaś sztuka pamiętać 
będzie, że jest pierworodną ducha córą , że ona z nad- 
gwiazdnych światów ród swój wiedzie, jeżeli rozgoreje 
zacnem uznaniem siebie, już wtedy urośnie w olbrzyma, 
przerośnie naturę i wszelkie jćj sprawy. Bo zaprawdę, 
drogi przyjacielu mój, choć ogromne i majestatu pełne 
są dzieła natury, szlachetniejsze atoli jeszcze są dzieła 
z ducha płynące. Zaiste, wysokie są Alpów i Tatrów 
przyczoła , ale wyżej sięgają zacne człowieka spra- 
wy. Gwiazdy goreją chwałą Boga na Niebie , ale pię- 
kniejszą Jego chwałą są czyny wielkich ludzi na Ziemi; 
wszak te jak i tamte z łaski Bożćj się dzieją. Bóg pro- 
mieniem swej wiekuistej mądrości, przeświecając świat 
materyi, zapala go życiem jestestw milionów; ale gdy 
przejmie sobą ono najwyższe i ostatnie dzieło swoje, bo 
ducha człowieczego, wtedy już promień światłości Jego, 
jakby słońce przez pryzma kryształowe puszczone, zaja- 
śnieje złotemi barwami tęczy, i odradza się w duchu 
człowieka nową wspaniałością, bo zaświćci wiarąj pię- 
knością i mądrością. Co człowiek zacnego i wielkiego 
sprawi, spra^yi to błogosławieństwem nieba. 

Przedewszystkiem atoli chciej rzucić okiem na isto- 
tę sztuki i istotę natury, a już stosunek ich wzajemny 
i ich różnice na jaw wystąpią. Jeżeli bowiem sztuki 
piękne są myślą i córami ducha naszego, wcielonego 
wmateryą, już jasno znać, iż świat fizyczny dostarczać 



63 

winien sztnee osnolfry swojej , i niby materyalnej przyo- 
dziewy. Pożycza on jij dźwiękn, tonów, naarmurów, 
ciosów, metalów, barwy, a nadewszystko pożycza kształ- 
tów jestestw przyrodzonych , zjawisk i scen swoich ; a 
sztuka, ożywszy tych materyalów, występuje z dziełami 
architektury, rzeźby, malarstwa, muzyki i poezyi. Temu 
przeczyć nie można, ale tę prawdę wzięto mylnie za 
drugą i pomieszano ją z zasadą, jakoby sztuka piękna 
naśladowała naturę. Bo co innego zupełnie jest wyfa- 
wiać pracę duchową sposobem zmysłowym, a co innego 
brać sobie za wzór ostateczny jestestwa w naturze istnie- 
jące. Go więcćj, jeżeli mowa w sztuce o naśladowaniu 
natury, tedy można mieć tylko ^ na oku rzeźbę i ma- 
larstwo; bo te niby pożyczają sobie kształtów z natury 
tworząc kształty ludzkie i zwierzęce, okolice, knieje i 
wody, niebo i skały, chociaż i tutaj posąg i obraz jest 
czemś więcej niż gołem naśladowaniem natury, jak oba- 
czymy poniżej. Ale jakże zrozumieć, iż architektura i 
muzyka naśladuje naturę? czćmże mają być te nasze 
grody i iumy, ich sklepienia wsparte na słupach go- 
tyckich; czyliż, jak niektórzy rozumieją, przypcmiinaó 
one mają puszcze i święte gaje, owe pićrwsze przybyt- 
ki dzikićj Europy?— ^ Bądź pewien, że one tyły jakby 
gąbką wymaiane z ludzkićj pamięci w czasie, gdy sta- 
wiono Myiister strasburski lub nasz kościół Maryaeki. 
Jakież głosy w naturze ma naśladować muzyka ? czylii 
ona udaje może wichru gawory w drzewach, ptaków 
szczebiotanie, lub ryk rozhukanych bałwanów? — sam 
wiesz, jak dziecinne i małćj wiyrtośei są te kraipozyeye, 
co to tonami udają to bitwy z hukiem dział, to bur^ 
z iMorunami, grzmotami, dćszezem i innym przydafkiem. 



54 

tury, a najwyższego kwiatu swćj sztuki , bo malarstwa 
historycznego i religijnego, nigdy nie osiągnie. A cóz 
dopiero powiedzieć o poezyi używającej nie tonów^ nie 
marmurów lub barwy, ale najduehowniejszego narzę- 
dzia, bo mowy, do wyrażenia tego, co wre i kipi w duchu! 
Atoli o wszystkich pierwiastkach i potęgach , któ- 
re się znaleźć winny w mistrzu, we wieszczu, mówić 
będziemy w osobnych listach, w których tćż ten przed- 
miot tak ważny dokładnićj rozbierzemy. Tutaj powtórz- 
my sobie wypadki ostateczne niniejszego listu naszego. 
Zaiste gołe prawidła, czyli one będą czerpane z wiel- 
kich wzorów przeszłości, czyli będą wprost wyrozumo- 
wane z zasad filozoficznych, będą tak niedostateczne jak 
usposobienie przyrodzone, jeżeli nie będzie wykształcone 
zapatrywaniem się na dzieła sztuki, które nam po zmar- 
łych wiekach zostawili arcymistrze piękności. A prze- 
dewszystkićm zdaje się być potrzebą, zwłaszcza u nas 
konieczną, aby zwrócić uwagę młodych artystów i 
uczniów, by nie ważyli sobie lekce udoskonalenia rozu- 
mowego, co z prac naukowych płynie; umiejętności nie- 
chaj będą pierwszą jego geniuszu kąpielą; gdy się na 
nich wyrobi , zaprawi , uszlachetni, już i silnie urosną 
skrzydła natchnienia jego. Gdy pozna, co się wielkiego 
na Ziemi i na Niebie święci, gdy przeczuje, co na dnie 
ogromnych wydarzeń tętni i żyje, gdy zawsze pozna 
godzinę na wielkim zegarze świata , a przybytek myśli 
jego zbogaci się całą treścią wieków; wtedy, jeżeli istot- 
nie przeznaczony na wieszcza, przyjdzie chwila, co jak- 
by grom Boży spadnie na duch jego, i tam tysiące świa- 
teł na chwałę Nieba zapali. 



LIST IV. 

HmUiha nieje&i naitadawmnie§n 
natury. 

Pant winie śwtttt mtterjilHegt nU inchen.— Sitokt nte Jest kty ItwaiileMi 
natury* —Wielkie diieła natnry, Tatry.— Sttsnnek netdny sitnki it nattty.— 
Dwi pierwiastki kt niecnie eUfte w kaśdćm diiele utnki.- Eelniea nic^ 
prawiiiwemi diiełami sitnki, a iiiełem hęiątim naślaitwuieni natnry,^ 
Wrażenie, Jakie te estatnie na nas esynią.— Zeil4wka ~ ilgnry weskewe, 
ttiawanie iwienąt.— Wynanie, iś sitnka nui prawe pneUerania w diie- 
łack ntnki.— Natun w swyek nąjwyiaiyek pifkneściack Jest ukrytą Ma sitn- 
ki.— Pnykłady— Pnestneń nieUes«— Pnsscie pi^rwetne i lek cnda«— Na- 
tura pnedpetepewa.— Picknei^ natury 1 piękne^ situki.— Łnke sitnka nie 
neśe kyć naślaiewiinieB natury, pnecłei ptinanle t^J natury Jest ftHtmH 
wagi dla dncka csłewieka. 

Od ekwili stania sif Bega csłewiekleni, materya i natura Jest Jedynie na- 
eiynlem dn(tew^. 

W Grudniu 1841. 

Eiuów tedy wróciła zima, owa stara uiańka północy, by 
naturę znękaną skwarem i wysileniem lata po dawnemu 
ukołychać do nocnego spoczynku; pokryła ją czarnych 
chmur namiotem i, nihy prawiąc j^j czarodziejskie Ara- 
bii powieści , obsypała smutne drzewa, jakby kwiatem 
grudniowym, srebrną bielą szronu; ich kity wysadziła 
całem bogactwem wschodnich klejnotów, dając im za 
tło ciemne nasze niebo, by tem piękniój błyszczały i za- 



66 

innych świetnych talentów; tak maluje nasz Głowacki 
Tatry. Dzieła ich tćm się różnią od prac mających li 
za cel wierne oddanie natury, iz jak te są prosto widokiem 
okolic (mie — veduła)y tamte raczej są widokiem w du- 
chu samego mistrza. Patrząc się na widoki malowane, 
zajmuje nas nie mistrz ale rzecz, ale przedmiot, to jest 
okolica, którą obraz wystawia, i najczęściej nie pytamy 
wcale o malarza; w onych zaś dziełach mistrzów mnićj, 
albo wcale nie zajmuje nas przedmiot, bo obraz wyo- 
brażać może kilka biednych krzaków, potok z mostkiem 
i kilka krów, ale podziwiamy mistrza. 

Podobnie widzieć możemy najpyszniejsze wydanie 
historyi naturalnej z wybornemi wizerunkami zwierząt, 
ptaków , kwiatów ; te wizerunki będą nas o tyle obcho- 
dziły, o ile wiernie naśladują naturę, o ile nas ta na- 
tura sama zajmuje, a w robocie chwalić może będzie- 
my czystość i dokładność technicznego wykonania. Ale 
gdy ci Hofidekoeter lub Snyders maluje zwierzęta i pta- 
stwo, gdy staniesz przed malowanemi kwiatami Jana 
Breughel lub Racheli Ruysehy porwany będziesz nie już 
przedmiotami, które ci mistrz przedstawia i ich treścią, 
ale genialnością jego. Powód tego bard jeo jasny, bo obra- 
zy w historyi naturalnej i one widoki rzeczywistych oko- 
lic mają za cel jedyny oddać ci naturę jaką jest, więc 
też ona tutaj jest przedmiotem, który cię głównie zaj- 
muje; a odwrotnie Poussin, Claude Lorrain, Hondekoe- 
fer, roztwierając ci tajniki własnego ducha swojego, 
używają tylko natury za środek, za kanwę. Tu nie cho- 
dzi o treść, ale o sztukę mistrzów wyjawiającą się tym 
przedmiotem. Dla tego też ich roboty do sztuki pięk- 
nćj należą; obrazki zaś w historyi naturalnćj i Widoki 



67 

nie ualezą do dzieł sztuki, są one tylko pomocą dla nauk, 
nie są pojnH)waniem natury artystycznem , ale nauko- 
wym, prozaicznym. 

Kto zrozumieć nie może, co to jest pojmowanie ar- 
tystyczne natury i jak wielka różnica między poety- 
cznem a prożaicznem zapatrywaniem się na okolice, nie- 
chaj tylko się zakocha, a iście zaraz pozna różnicę tę; 
natura nagle się dla niego przeobrazi, uduchowni. Wszę- 
dzie, gdzie kochanie swoje widywał, gdzie miłość jego 
cbodziłainaturasię zmieni i odzieje się światłem i bar- 
wą duszy jego; jakże mu będą gaworzyć drzewa, roz- 
mawiać potoki, świecić niebo, a krzak każdy, drzewo 
każde odzieje się poezyą; świat w około ożywi się «lek- 
«kim gnomów i sylfidów narodem; zrozumie ptaków po- 
ffgadauki, mienienie się złotych promieni w liściach zie- 
«lonych, zgadnie postacie fantastyczne obłoków, pod- 
« słucha cichy sen księżyca drzemiącego na pagórach*, 
będzie miał oczy i uczucia artysty. A kto tego wszyst- 
kiego sam jaszcze nie doświadczył, niechaj tymczasem, 
nim na niego kreska przyjdzie, przeczyta, jeżeli może, 
owe tęsknoty pisane i drukowane młodych naszych poe- 
tów , z których jeden radby być wazonikiem na jej o- 
knie, dri^gi w ciekawej miłości firanką u jej łóżka, a 
trzeci l^kimś bladym promieniem księżyca na j^' podło- 
dze, lub kanarkiem w klatce, i Bóg wie nie czem. 

Jeżeli nie może być powołaniem sztuki, aby była 
kopią natury, wypływa z tego , iż wszelkie udawanie 
natury trąci śmiesznością i wzbudza wstręt i obrzydze- 
nie. Do czego zaś Jl^uszenie się tako)ye i podrzeżnianie 
natury prowadzi, już to najlepiej poznasz nie tak z dzieł 
szlnki, jak z innych prac ludzkich, mających istotnie 



68 

udawanie natury na celu. Dość ci będzie przypomnieć 
one skały na taczkach zwiezione , one groty wysadzo- 
ne muszlami, i kaskady sztuczne, jeziora, któremi to 
niby zdobili ogrody swoje, a podobno, jak słychać, je- 
szcze tam gdzieś zdobią. Podrzeżnianie takowe natury 
jest zawsze ckliwe i zdradza wielkie barbarzyństwo 
myśli; bo jeżeli roboty takie są drobiazgowe, wzbudzić 
mogą uśmiech; jeżeli poczynione na wielką stopę, wznie- 
cają wstręt, nie wyjąwszy Zofijówki, tak Trembeckiego 
zachwycającćj ; bo czy małe, czy wielkie są takowe 
dzieła, brakuje im właśnie tego, coby ich urok stano- 
wiło, to jest, iż są dziełem rąk ludzkich, a nie natury. 
Lecz co więcćj, im bardzićj się zbliży dzieło człowie- 
ka do natury, im ją wierniej kopiować zdoła, tćm tćź 
przykrzejsze będzie wrażenie , jakie sprawi na umyśle 
naszym. Wizerunki i portrety, trafione z najdokładniej- 
szą wiernością, są nawet obrzydliwe w tem podobień- 
stwie swojćm. 

Wstąp do galeryi choćby najwyborniejszych figur 
woskowych, a znajdziesz tu wypukłości form jak w rzeź- 
bie, i barwy rozmaitość jak w malarstwie; obie te sztu- 
ki są tutaj zjednoczone, a przecież obie razem zrodziły 
tylko ironią życia i śmierci: są to drwiny z umarłych 
i z żywych zarazem. Czćm one są istotnie, najtrafniej 
poznasz, przypatrując się wrażeniom, jakie czynią na 
dzieciach i osobach mniej nawykłych do podobnych wi- 
dowisk. Z jakąż nieśmiałością, z jakićmże skrępowa- 
niem duszy i wyrazów przypatrują się tym sławnym 
politykom, wodzom, autorom i rozbójnikom ; widzowie 
znajdują się jakby pod wpływem nocnćj zmory. Rzekł- 
byś, iż tu upiory różnych narodów i wieków zbiegły 



69 

się na jakieś sejmy swoje. Nie jest też milszy on szereg 
konnych królów angielskich ustawionych w korytarzu 
Toweru, lub ona woskowa królowa Elżbieta, przecho- 
wywana w szklanych kuferkach po różnych miejscach 
Londynu, lub kurfirszty saskie w zbrojowni drezdeńskiój; 
lecz te wszystkie mają przecież jeszcze znaczenie pa- 
miątki; czem innem także są preparaty anatomiczne 
z wosku, bo tu nic chodzi o piękność, o estetyczność, 
ale o naukę będącą głównym ich celem. 

Może w tej chwili przychodzą ci na myśl owe figu- 
ry drewniane średniowiekowego snycerstwa a poma- 
lowane barwami, i przypominasz mi może arcydzieło 
naszego Wita Stwosza na wielkim ołtarzu maryjackie- 
go kościoła w mieście naszóm, co również łączy sny- 
cerstwo z malarstwem, a przecież nietylko nie wzbu- 
dza wstrętu , ale jest najwyższego wdzięku obrazem? 
Chętnie wyznaję, że ta grupa świętych postaci, stworzo- 
na ręką genijalnego mistrza , jest pełna najwyższej a 
rzewnój piękności, że patrząc się na te figury, jakieś 
dziwne nadziemskie tchnienie idzie na lud , co tu po- 
koleniem po pokoleniach składał cześć Boga-Rodzicy, 
modląc się do niej z serca i powierzając jćj głębokie du- 
szy tęsknoty, boleści i nadzieje swoje. Na to chętnie 
się zgadzam ; ale bo też jest ogromna różnica między 
widokiem figur woskowych a tóm dziełem starego mi- 
strza; w nióm zaprawdę powiewa dech chrześcijańskiej 
sztuki: lecz o tój sztuce i o tój pracy obszerniój je- 
szcze powiemy w innym liście, gdy nam wypadnie bli- 
żój rozebrać istotę romantycznych stuleciów. 

Są ludzie mający osobliwą zdolność i ochotę uda- 
wania zwierząt ; naśladują np. pianie kogucie, ryk by- 



70 

diąt, miauk koci, ruchy wiewiórki i t. d. Za pierwszą 
rażą udawanie takie może rozśmieszyć, ale późnićj sta- 
nie się ckliwćm. Dla tego póki będziesz naprzykład 
przypisywał istotnie pianie kogutowi, głos ten nie bę- 
dzie miał nic w sobie przykrego, skoro się atoli prze- 
konasz, iz to człowiek pieje a nie kur, wnet sprzykrzysz 
sobie te sztuki i zechcesz się czćm rychlej uwolnić z ich 
sąsiedztwa. Dla czego widok małpy i jej obyczajów taki 
sprawia nam wstręt, którego do innych zwierząt nie czu- 
jemy wcale? oto właśnie dla tego, iż ciało małpy przy- 
pomina człowieka, gdy tymczasem dusza jej jest zwie- 
rzęca w całej bezecności swojej, jest to wydrzeżnianie 
i paskwil na naturę ludzką. Nie dziw iż geniajioy Retsch, 
rysując scenę do Mackbetha Shakspearowego, użył mał- 
pich postaci do maszkarów szatańskich. Kto zechce 
mieć wierną kopią natury, może tego doka^ać prostą 
technicznością bezduszną ; niechaj sobie zdejoue i^askę 
gipsową z umarłego lub z żywego człowieka podające- 
go się tej operacyi; może go też chemia zastjąpić, niech 
tylko daguerrotyp nadstawi naturze, a złowi ją żywcem 
jakby rybę w saku. Wiesz dobrze, iż po wynalezieniu 
tej machiny, tak bogatćj w skutki, byli t^y, co osa- 
czywszy mikroskopową dokładność jćj płodów, już ra- 
dzi byli zaśpićwać wieczne odpocznienie malarstwu, nie 
zważając właśnie, iż daguerrotyp zabił tylko kopiistów 
a nie istotnych malarzy, jak wynalazek drukju zabił 
przepisywaczów a nie autorów. 

Najtrafniejszy wizerunek jakiejś twarzy, wymuska- 
ny z największą dokładnością i pracą, z udaniem ka- 
żdego włoska, nieskończenie mniejszą ma wartość, jak 
kilka zarysów wielkiego mistrza, pociągnionydi węglem 



71 

na ścianie , lub genialne skice Piotra Michałowskiego. 
Niedawno widziałem prześliczny zbiór rysunków Ra- 
faela; zarysy niby z niechcenia tylko piórem i tuszem 
rzucone, a jednak tam widzisz improwizaeyą ducha go- 
rejącego ogniem bożym. Na jednym zwłaszcza półar- 
kuszu jest kilka pomysłów do obrazu Madonny. Znaó 
jak dusza mistrza natchniona rośnie, wzmaga się w so- 
bie, każdy pomysł zradza następny, pełniejszy, bogat- 
szy, formy coraz przejrzystsze, świętsze i wolniejsze od 
powłoki zmysłowej; rzekłbyś, iz, gdy je Sanzio kreślił, 
słuchał pieśni niebiańskich, co na skrzydłach cherubi- 
nowych spuszczały się z gwiazd na ziemię; a były te 
śpiewy coraz silniejsze, bliższe a bliższe, aż ogarnąw- 
szy powodzią harmonii duszę jego , uniosły go z sobą 
ku Niebu, kędy przez rozsunioną obłoków Oponę ujrzał 
oblicze Królowej Nieba Boga-Rodzicy. 

Tak wszędzie i zawsze znać, iż sztuka jest córą du- 
cha, w najwyższych chwilach jestestwa jego poczętą, a 
nie zaś niewolnicą form narzuconych jój od natury. — 
Zważ atoli, że z tej prawdy, iż sztuka nie jest naśla- 
dowaniem natury, bynajmniej nie wypływa, jakoby ona 
mogła 1vażyó lekko sobie przyrodę i cały ten piękny 
Boży świat, co nas wkoło otacza jakoby dramatem stwo- 
rzenia. Wszak są rodzaje sztuki, których właśnie isto- 
ta na tótn zawisła, aby kształty natury zidealizować i 
unieśó je w dziedzinę piękności. Takim rodzajem sztu- 
ki jest malarstwo i rzeźba, a nawet pod pewnym wzglę- 
dem i poezya. Te to sztuki właśnie winny dokładnie 
poznaó naturę, zrozumieć głębokie jćj tajemnice, pojąć 
jćj ruchy, życie i tętno. Bo jeżeli w sztuce prawda ma 
się powlekać kształtami przyrodzonemi, potrzeba też, 



72 

zęby te formy nie były spaczone, ani kłamliwe, ale win- 
ny być rzetelne , to jest takie, jakie istotnie znajdują 
się w naturze. Jeżeli np. w obrazie mistrz, z braku zgłę- 
bienia natury, chybi w perspektywie, kolorycie, anato- 
mii, w rozdzieleniu światła i cieniów i tym podobnie, — 
toć takowe uzmysłowienie, same błędne będąc, nie zdo- 
ła godnie odpowiedzieć prawdziwości myśli. Treść czyli 
myśl wewnętrzna dzieła, sztuki, samą prawdą będąc, 
winna też mieć formę prawdziwą; dla tego więc mistrz, 
chcąc wydać myśl swoje pod formą zmysłową , znajdzie 
zawsze odpowiednią formę w naturze, bo jestestwa natu- 
ry, jak i myśl prawdziwa , spólne mają źródło, — obie 
płyną z najwyższego rozumu. 

Jeżeli zaś wiek jaki lub naród nie dobił się jeszcze 
prawdy, jeżeli nie ma jeszcze jasnej i ukończonej w so- 
bie wiedzy, jeżeli sam nie jest jeszcze świadom ducha 
swego, wtedy też myśli jego. nie są prawdą, ale uroje- 
niem; nie znajduje więc dla nich w świecie rzeczywi- 
stym, w naturze, form odpowiadających, ponatwarza 
postaci fantastycznych, dziwolężnych ; świadkiem tego 
są owe rzeźby potworne bożyszczów indyjskich, owe 
wielorękie i wielogłowe poczwary, których nie ma w na- 
turze, a które tak są kłamstwem jak jest kłamstwem 
myśl, którą one uzmysłowić mają. Przeciwnie u Gre- 
ków, gdy myśl się wyrobiła, więc też wyrażała się we 
formie prawdziwej, bo w postaci jestestw rzeczywiście 
istniejących w świecie, zwłaszcza w postaci człowieczej. 
Inne formy zaś fantastyczne należą u nich do wyobra- 
żeń pierwotnych i mają znaczenie symboliczne tylko. 

Zechciej zresztą zważyć, iż gdyby jedynie o naśla- 
dowanie natury chodziło, jużby było zupełnie obojętnem, 



73 

jakiby był przedmiot natury do naśladowania wzięty; by- 
leby tylko był dobrze udany, jużby też i dzieło było do- 
skonałe. A przecież na to się nikt nie zgodzi, owszem 
każdy żądać będzie, aby mistrz przebierał i, eo pię- 
kniejsze w naturze, za wzór sobie uważał. Otóż w żą- 
daniu takowóm już są dwie rzeczy zamknięte , na któ- 
re uwagę twoją zwracam: naprzód, żeby w takim ra- 
zie wszystko od wyboru przedmiotu zależało, który mo- 
że być bardzo rozmaity; powtóre, żądanie takowe za- 
wiera już i wyznanie, iż nie wszystko w naturze jest 
pięknćm i że tedy nie cała natura godna naśladowa- 
nia; nareszcie, że i sąd o piękności przedmiotów do 
umysłu należy, że tedy duch człowieka w sobie ma 
próbićrz i miarę piękności, a tak mimowolnie już przy- 
znana jest w sztukach wyższość ducha nad przyrodą. 
Jeżeli zaś człowiek w sztuce pięknćj ma wybierać ćo 
jest najwznioślejszem w naturze, wypływałoby znowu 
ztąd, iżby winien być w takim stosunku do natury, aby 
właśnie najogromniejszą jćj stronę, najwyższą jćj po- 
tęgę w całej świćżości jej uroku poznać mógł. Ale rzecz 
zupełnie przeciwnie się ma, bo właśnie najbogatsze 
skarby piękności przyrodzonćj albo są z trudnością 
przystępne dla sztuki , albo tćż na zawsze zasłonione 
przed śmiertelnemi oczyma ludzi. Jeden rzut oka na 
naturę wrychle nas o tćm przekonać zdoła. 

Człowiek, ciałem swćm z prochu do ziemi przyku- 
ty, zdolen jedynie marzyć o przestworach niebiańskich, * 
bćz końca, początku i granic jak wieczność, kędy świa- 
tów, słońc i planet tłumy bieżą niby pochodnie Boże 
po czarnym eterze , czerwonym jaśniejąc płomieniem. 
Na skrzydłach wyobraźni jedynie zdoła przelatywać to ^^ 



74 

Królestwo Niebieskie^ mijać tyeh gwiazd oeeany, p<iki 
ziemia aasflia wraz z księżycem swym nie zleje się 
w jedną świecącą kroplę, póki zupełnie nie utonie ato- 
mem w przepaści niebios. Nie daremnie to juz Plato 
marzył o muzyce światów , o harmonii s£er. Ałe po- 
cii rzucaó się w te myśli zawroty? ałboz to nasz wła- 
sny planeta^ owa matka ziemia, nie stroi się w klejno- 
ty cudownego uroktt, ak tak odsunione od świata i 
sztiki. pięknej , że tylko trafem szczęśliwym ktoś tam 
z Europy zabłądzi. Ujrzyjmy na one zwrótaikawe 
pQS9eze> ogromne, wiekuaste , któremi porasta jeszcze 
stara zknńat ns^za. Gała siła roślinnością wywołana 
potęgą wilgoci i upałów, tak; tu świeża, dziewicza, sil- 
na i młoda, jak w piórw&zćj chwiM słworzema, gdy ją 
Bóg z nicestwa wywołał. Puść się nurkiem w one 
przedwieczne knieje, a natura, niewidziane] u nas 
sfly, jakby kościołem Bożym obejmie cię do koła. * Pa- 
ptocie , znano naszej ciemnój i biednej północy jako 
mdłe i nikłe trawy, i chwasty, tam rosm^ w olhrzy-^ 
mk postaci , zamiemają się na drzewa, grające wyso^ 
ko nad ziemią rozłożystą i powiewną kitąw Giemno- 
ligtne figi, hih pakay wysmiddt^j i poetyczBÓj formy, 
stinelają cienkim pniem w górę, rozwijając się u saezy- 
ta bogatym zawojem ogromnych liści; konary potęnie, 
misterne gałęzie wiążą się ciasnym i gęstym, splotem 
w ciiemuą strzechę, co nie przebiła słośea promieiiiem, 
wteezną pemrokę rozściela po lasu podłodize^ - a ^e 
drzew niby lekkie śmiałe kofaminy poc^ierają borów 
strop. Tu Bie ma próżnego miejsca; krzewy^ trawy, 
kwiaty I ziół tyfsiąee gęstwiną tłmnną dsną się od zie- 
mi, jedne dn^ na wyścigi wyprzedaając^ Tti zamo^ 



75 

iooke yrzyredy, w caićj mocy i uroku, cieszy się boga* 
ctwem i sita nłodego zyeia; wegetaeya tak dziekw, 
iz eewsząd kipi hojnością swoją; niepnebraiie rośliny 
pnąee eizbą wiją się węz«m okoio 4rzew, wstępują po 
jMiaeh, gulęziach^ a dostawszy ich wieńców najwyi- 
szydh , przerzucają się z wier^chołów na wierzchoły, 
wiążą drzewo z drzewem jakhy ^rubemi linanii, a tak 
utwierdzają las, hy dostał uragfmom mającym tu ojczy- 
znę swogą. Ciemny namiot boru łśni barwami tysiącz- 
nych kwiatów, a na kazdóm drzewie jest tych kwiatów 
bez lical>y, różnych ksiAałtów i różnej barwy; bo od- 
miemie z natury swojćj pnące rośliny, każda po swe- 
jenmikwitnąc, schodzą się w nadpowietrznych wys(4iO- 
ściadi i, wiątoąc ńę w bukiety, tworzą ogrody wiszące 
niby csarem nad ziemią wzniesione. Scena ta cudownet^ 
go powftbu zalud^ona jest gromadami żywych mieszkań- 
ców, bo narody wrzaskliwych ptaków, zwłaszcza papu^ 
gadatliwych, goszczą po gałęziach, a &rby ich skrzy- 
deł i ^ciała tak jasne , tak świetne , jakby się skąpały 
w złctfein świetle słt^ńca , a reje płoche różnogatunko- 
wyeh ma^ swawolą i radzą pod gęstą strzechą drzew, 
hA ehuśtając się po rozwieszanych sznurach, pnących 
się wiciowych roi^inacfa, gniewnie paftr«ą się na ludz- 
kiego przychodnia, wyszczerzając nań zęby, albo witają 
go pociskami gałęzi lub orzechów kokosowych; gdzieś 
znów z daleka, jak uderzeniem w kotty, b^ni olbrzy- 
mia żabo. Potok nieprzeln*any życia wylany jest na 
tę naturę, co tak ochocza, młoda , jak gd^ wczoraj 
wysfeła z rąk Stworzyciela swcgego. Tu życie jest wie- 
cznóm natury wesel^n. Lecz gdy uragany się rozsza- 
lej^) gdylmrgia grzn!l^ca zarylmie fiftd puszcra^i i ogniem 



76 

błyskawicy zajmie się niebo i zajaśnieje pożarem siar- 
czystym, paszcza uchwycona we wichru objęcie miota 
się z nim, pasuje i szarpie; wtedy chmury ciężkie, 
czarne, pękną z hukiem nad ziemią, a ulewa rzeką la- 
nie na las. Słychać szum głuchy, niby katarakt huk. 
W lesie kołysanym burzą — jeszcze sucho, jeszcze ża- 
dna kropla nie przeciekła przez ciasny splot liści po- 
twornych; ale gdy tu i owdzie uragan z korzeniem wy- 
sadzi pradziadowe jakie drzewo i otworzy nawałnicy 
okno, wtedy woda słupem ciężkim, gęstym, uderzy w las. 
Strach pada na mieszkańców boru, chowają się mil- 
czkiem pod gałęzie, uciekają drżąc do nor — powsze- 
chna trwoga, bo życie lęka się szału żywiołów, a ślepe 
potęgi natury są zawsze wrogiem organiczuój przyrody. 
Tu, do tej czystój krynicy stworzenia, niechaj cho- 
dzą malarze i wieszcze, by odświeżyć ducha swego w tej 
naturze , co tak jeszcze młoda , bożą w pierwszćm za- 
raniu żywota swojego. Tędy nie zawiał jeszcze oddech 
cywilizacyi , tu sama natura sobie panią i gospodynią 
swoją, i sobie sama zostawiona, niewycieńczona na si- 
łach, bo jeszcze nie płaci ludziom haraczu życia swo- 
jego. Jedne drzew pokolenia, przeczekawszy wieki 
w spokojnej swobodzie, padają nareszcie nawożąc sobą 
ziemię dla przyszłych pokoleń; zagrzebują je jakby 
w grobie gęste i stare mchy, latorośle młode i ławy 
grube liści, długim lat szeregiem złożone. Gdzienie- 
gdzie tylko sterczy z ziemi konar zuchwałem ramiie- 
niem, dając znać, iż w tej dzikiej i wolnćj przyrodzie . 
śmierć włada. Tu jednak śmierć, odradza się żywotem ty- 
siącznych postaci, roztula się przepychem kwiatów, prze- 
obraża się w brzmiące pieśni śpićwaków skrzydlatych. 



77 

Ale tych cudów natury my tu w Europie nie zna- 
my; u nas ona podeszła, zaledwie zachowała zarysy 
swćj dawnej piękności, a nim cywilizacya rozłoży się 
w tych tam błogich stronach, juz tej natury więcej nie 
będzie. Nim sztuki zatkną tu panowanie swoje, wprzód 
rolnik zaorze ziemię, a siekiera wyprzedzi pęzel. Na- 
tura niknie przed cywilizacya, jako przed wyższą od 
siebie potęgą , świat fizyczny korząc się ustępuje du- 
chowemu; wszak i ten ma swoje kwiaty, ale kwiaty co 
nie więdnieją nigdy, i wieńcem niezatartej chwały stro* 
ją skronie człowieczego rodu: temi wiecznotrwałemi 
kwiatami są piękności dzieła. Tak natura, dotknięta 
śmiertelnym ciosem od ręki człowieka , jakby konając 
uczy go jeszcze, by z przybytków własnych piersi swo* 
ich dobył piękności wzorów : ona umierając uczy, by 
dzieła jego, nieśmiertelności przekazane, nie były wi- 
zerunkiem martwym jestestw, co same są marne i prze- 
mijające. 

Czyliż cała przeszłość ziemi naszej, cała historya 
jej żywota nie jest dobitną i głośną nauką , iż natura 
w najsilniejszym ogromie swej wielkości obojętną jest 
na oko człowieka, i że ona podziwienia jego nigdy nie 
miała na względzie; bo właśnie gdy planeta nasz odpra- 
wiał młody wiek swój i burzył się dzikich sił potęgą, 
sztuka piękna nie zaznała go jeszcze. 

Słuchaj, co mówią geologowie o onych lat tysiącach, 
co upłynęły niepowrotnie do wieczności łona; rzekł- 
byś, że ci plotki prawią, gdy na zasadach pewnych, na 
faktach niezaprzeczonych wysnuwają cały wątek prze- 
mian i wywrotów, jakie przecierpiała Ziemia , nim te 
części świata nasze, te twierdze lądów osiadły osta- 



-78 

teeznie na węgłach swych, i kińęgi święte nawet wspo- 
minają o powodziach ziemię trapiącydi, atak jakby pie- 
częcią wierzytelności potwierdziły głębokie ^ace , by- 
atte badania umiejętności czasu naszego. Zapuść się 
w głębiny ziemi, rozświće te jćj Ujw/iki ukryte [A*zed 
światłem dnia białego^ odważ te warstwy skalne, «o 
jakby wiekiem kamiennym późniejsze przywaliły stu- 
lecia; tu jakby w podziemnym grobowcu znajdziesz kie- 
roglilimi wypisane dawne dzieje świata : myimy «ię 
juz teraz nauczyli czytać liieroglify te. Za»wsdjąc się 
w głębie ziemd paftrz, jak te ławy i warstwy skalne je- 
dae na drugich rozpostarte , niby karty kronik ziem- 
skich, a znów po klika lub po kilkamiście ic9i staM- 
wią osobne gruppy, oddziały, niby tomy oddzidne, z któ- 
rych każdy do innej wielkiój epoki 'Czasu należy; wody je 
w długim i w bardzo długim przeciąga osadziły. Te ła- 
wy skalne atoli *u i owdzie p^ły, rozwarły się , ze- 
sunęły i podniosły się w górę; tam znów są pogmoha- 
tane, wykręcone , a sprawcami tych wywrotów i nie- 
ładu pokładów były massy rotstopione ogniem fodziem- 
skim, co z gł^n wykipiając gąszczem rospalenym ci- 
snęły się w górę, gruchocząc , podtwigająe , rozrywa- 
jąc i przeginając ławy dziełem wód będące. Te massy 
wrzące ostygły, stężały w ciągu wieków; są 1o bazal- 
ty, porfiry, gnejzy, grmity sterczące grodami Alpów, 
TatTÓw i gór olbrzymich Kłemi nasuój, i stanowią jak- 
by j^ wzrąb i wiązanie. Tak, na rozkazanie Boże, ognie 
i wody byty bndownikami kształtów ziemsdiich, jiko je 
dziś widzmiy, a dzieje rodzenia się ziemi są pełne bo- 
leśd , okupione śmiercią całego łwiaia jertestw żyją- 
cych. Srożenie się dzisiejszych wuftanów, trzęsienie 



79 

ziemi dające się uczuć po przez pół oceanów przestrzec 
nie, i owe podnoszenie się lądu Szwedzkiego na ogrom- 
nój przestrzeni od Kalmara do Torneo odbywające się 
do ddś dnia pod oczyma naszemi, toć wszysdio jest 
niby drobiazgowe porównanie z gwałtami , jakich do- 
zni^. niegdyś planeta nasz przez podżwiganie się onych 
skał ognaowych. 

Przemiimyte i wywroty wszystkich kształtów lądów 
ziemiddch, przetwarzania takowe po kilka razy się po- 
wtarzały, a była ta tragedya świata z wielu — z wielu 
bardzo aktów złożona. Lądy, tracąc dno pod sobą, za- 
pijały się w głębiach, a posada oceanów wyparta, wy- 
sadzona do góry, zalewała powodzią suche ziemską; 
tak lądy stały się trzonem mórz, a dna oceanów lądem 
i zniknęło wszystko, co było żywe. Ale gdy wody się 
rozbiegły, a ziemia powiewiem ciepłym wyscUa, wte« 
dy ustroiła się znów w łąki, knieje ciemne, trzciną i 
kwialemi dziwnego rodzaju , a na tćj scenie nowi oka- 
zali się mieszkańcy nowego i dziwnego kształtu, a po 
grobowój eiszy natwa zd^rziniała z całych piersi nową 
żywota pieśnią; aż gdy znowu na nią koićj przyszła, 
wszystko przepadło w żywiołów zamęcie, i znów mór 
padł na żywot w^szystek, i znów dzUu szum i grzsiot 
rozhukanego morza zagłuszył wszelki żywota głos i 
sobą pochłonął, a wszystko, co na suszy było, pomarło. 
AJte duch Boży unaszai się nad wodami, i zawarte są 
źródła przepaści i okna niebieskie, a zahamowany jest 
dćszcz z Nieba i wróciły się wody z wierzchi ziemi 
idąc i wracając się. Nowe zaranie zajaśniało nad świa« 
tem i dMdziło umarłe życie , a natura znów przywo- 
łałlEi jeiM^stwa wszystkie d^ wielkiej żywota uczty. 



80 

A jaka musiała być ta natura i to życie, juz łatwo 
zgadniesz przypatrując się onym zabytkom w puściinie 
z dawnych lat nam zostawionym, bo ona stara kośni- 
ca, ziemia nasza^ pełną jest szczątków i resztek zwie- 
rząt i roślin. W głębi, do tysiąca stóp ponizój posady 
morskiej, znaehodzimy w kamień obrócone kości zwie- 
rząt ssących, a nawzajem na szczytach alpejskich, na 
kilka tysięcy stóp wysokich, złożone są .zabytki muszli, 
ślimaków i innych jestestw morskich. Gdy wirlandyi 
znachodzą róg jeleni na 5 łokci długi, a 300 funtów 
ważący, Pan Ehrenberg, professor berliński, znów do- 
wiódł drobnowidzem, iż w jednym granie trypli znaj- 
duje się 187 milionów zwierzątek mikroskopowych, któ- 
jre niegdyś żyły. Tak tedy cała kula była życiem ho- 
żóm i pełnem siły, z którem porównana dzisiejsza, choć- 
by uważana w onych puszczach zwrotnikowych powy- 
żćj ci wspomnianych — jest martwą i głuchą. Ale też 
pod wiecznymi lodowcami i nigdy nie topniejącemi śnie- 
gami podbiegunowćj trupićj strefy, odkrywamy skamie- 
niałe reszty organicznego świata, będące tćj samćj isto- 
ty, co dzisiejsze nasze zwrotnikowe, mogąca się tedy 
udawać tylko wśród spieków i waru ciepła. W zimnej 
północy Europy iAzyi znaehodzimy kości krokodylów, 
słoniów i lwów, mających ojczyznę swoją wśród skwar- 
nćj strefy, gdzie nigdy nie ma zimy. 

Nie mówmy, iż te cząstki spławione zostały falą 
oceanów, boć sposób, w jakim one pogrzebane są , ja- 
wnie świadczy, że w tych samych miejscach zginęły, 
kędy je znajdujemy. Weż np. one reszty palm i pa- 
proci w sąsiedztwie bieguna północnego znalezionych, 
a obaczysz, iż wszystkie ich cząstki, nawet najmister- 



81 

niejsze, jako kwiaty i kity, w całości zachowane są; co-* 
by przecież być nie mo^o, gdyby były falą z pod rów- 
nika aż pod biegun przyniesione. Z tego raczćj rośnie 
pewność, iż cała knla ogrzana była skwarem, ciepłem 
pochodzącćm właśnie od tych podziemnych ogniów^ co 
t głębi przygrzewając roślinom i zwierzętom czyniły 
świat do szklarni podobnym, a wilgocią nasycona atmo- 
sfera, bujna i nowa ziemia, dodawały aż do zbytku siły 
i przesycały sokami świat żyjący. Natura zwłaszcza 
kochała się w płodach dziwacznych i igrała fantasty- 
cznemi, pełnemi swawoli kształtami. Ni tu miejsce, 
ani czas potemu, żebym się miał nad tym światem tak 
osobliwym rozszerzać , pozwolisz tylko , bym ci kilka 
tych jestestw jakby na próbkę przedstawił; będą dosta- 
teczne, by okazać bićdotę naszćj dzisiejszej Natury 
w porównaniu z pierwotną jćj wielmożnością. Geo- 
logowie złożyli te zwierzęta doskonale z kości , jakby 
z mozajki, a genialnie wysnuli wątek ich obyczajów i 
naturę. 

Była epoka ziemi, mówią geologowie, osobliwie oIh 
fitą w płazy, a były one olbrzymie, bo z kościotrupów 
znać, iż miały do 100 stóp długości. Gzyliż ci wspom- 
nieć o onym ichtyosaurusie długim do 30 stóp', co to 
był na poły rybą, na poły jaszczurem, a łączył w sobie 
kształty zupełnie różnych od siebie zwierząt, bo kręgi 
rybie, głowę jaszczurcza, płetwy wieloryba, ogon tęgi, 
ogromny, w paszczy 180 zębów krokodylich, oczy tak 
wielkie, jak głowa męzka, a tak sztuczne, że mu do wszy- 
stkiego służyły. Gdy je ścisnął lub na wierzch wysa- 
dził, miał z nich wyborne mikroskopy i widział co naj- 
drobniejszego^ a gdy je roztworzył, zamienia} je na te- 

ŁliTT z Kb.— T. I. 11 



82 

leskopy i dostrzegał najodleglejszych przedmiotów? 
Wićsz, ze ten ichtyosaurns zjadał spółczesuego ma to- 
warzysza wód plesiosaurusa, podobnego jemn dziwaka: 
ten miał 12 stóp długości, tułów i ogon jakby u zwie- 
rza ssącego, płetwy wieloryba, zęby krokodyle; nurek 
to był wyborny, bo miał płuca ogromne i silne, szyję 
długą jak wąz, legiwał sobie znać w trzcinie nad wodą, 
kędy strzelał głową na wszystkie strony za mniój sil- 
nemi zwierzętami; zaiste jednak nie dostał placu ich- 
tyosaurusowi. Czyli może wolisz onego osobliwszego 
pterodaktyla, co to był pół ptaka, niby nietoperz, ale 
ogromnćj wielkości, a miał w paszczy 60 zębów kro- 
kodylowych, a oczy nadzwyczajnej wielkości, bo zape- 
wne w nocy polował, co mu to ze skrzydeł wychodzi- 
ły niby palce, zakończone długiemi szponami, nogi tyl- 
ne tak silne, iz złożywszy skrzydła wygodniój na nich 
stać mógł, a u nóg między palcami były błony do pły- 
wania. Otóż o nim to Buckland, sławny geolog angiel- 
ski, powiada, ze miał wszystkie zalety szatana w Mil* 
tonie, bo mógł , gdy mu się podobało, latać po powie- 
trzu i z niego spadać na zwierzęta, pływać po wodach 
i chodzić dowolnie po lądach. O tych ogronmych żół- 
wiach, hyenach, lwach, tygrysach, słoniach i t. d., z któ- 
rćmi porównane nasze dzisiejsze nikną i są drobną fra- 
szką, ani ci już wspomnę. 

Lecz Natura pierwotna nie tylko w kościach ska- 
mieniałych zostawiła nam po sobie dziedzictwo, ale ob- 
wijając swoje przedpotopowe muszki i, robaczki bur- 
sztynem, lub mrożąc biegunowćm zimnem ciała potwo- 
rów, udarowała nas niby pamiątkami dzieł swoich. Da- 
wnoż to , jak przy ujściu sybirski^ rzeki Leny, kry 



83 

przywiozły z pod bieguna zwłoki pierwotnego zwierza; 
trzy lata leżał sobie nietknięty, bo lody broniły przy- 
stępu, az nareszcie zdobył go przecie naczelnik tam 
mieszkających Tunguzów. Był to mammut w całej 
zupełności, bo z ciałem, kośćmi i sierścią, jak gdyby 
'przed kilku dniami zmarły. Tunguzom zdawało się, że 
nąjstosownićj uczczą ten stary ułomek zapomnianego 
świata, skoro jego mięsem nakarmią psiarnią. Goc się 
i stało. Tym sposobem owo zwierzę , świadek zaiste 
potopu, przechowany pod opieką wiecznych mrozów 
przez tyle tysięcy lat, skończył tak mizernie karyerę 
swoją i dopełnił przeznaczenia swojego. Szczęściem 
szkielet prawie cały i szmaty skóry, uratowane na czas 
przez uczonego rossyjskiego , znajdują się dziś w mu- 
zeum petersburskiem. Ba! ale po cóż nam Leny, blizko 
nas, bliziuteńko znalazłbyś podobnych Tunguzów. 

Jeżelim ci się może zbyt rozpisał o owych zwierzę- 
tach kopalnych i o owych dziwolężnych potworach, alem 
sobie do takich zboczeń wyrobił przywilej u ciebie, a 
uczyniłem to zaiste nie dla tego, aby mogły być wzo- 
rem piękności, bo tej pretensyi nie mógł mieć zapewne 
ani on pterodaktylus lub plesiosaurus i towarzysze ich, 
ale miałem raczćj na celu okazać bujność, siłę i fau- 
tastyczność nieprzebraną natury owćj. Ledwie naj- 
śmielsza wyobraźnia zdoła w myśli skreślić sobie, choć- 
by słabym zarysem, on żywot, co wrzał na łonie pier- 
wotnych epok czasu naszego. Również ogromne a na- 
wet ogromniejsze i fantastyczniejsze jeszcze było pań- 
stwo roślin, bujające w promieniu słońca a ocieplone 
dojmującym skwarem własnego planety. A jeżeli świat 
zwierzęcy właśnie dla bujności tej natury porannej wy- 



84 

paczał się we formy dziwaczne, toć zaiste ta sama potęz- 
ność sił przyrodzonych stwarzała świat roślinny najwyż- 
szej piękności; w nićj, jak myślę, estetyczność przyrody 
pojawiała się w całym blasku zamożności swojej. I być 
inaczej nie mogło — naprzód zbudowały się góry, doliny, 
twierdze i morza i cała natura nieorganiczna; później 
wybujała przyroda państwem roślinnćm, później świat 
zwierzęcy nabrał kształtów doskonalszych , a gdy już 
dom był gotowy, wtedy zjawił się dopiero sam pan tej 
natury — człowiek. O tej roślinności pierwotnego świata 
my juz w dzisiejszej epoce wyobrażenia nie mamy, spół- 
czesne nam lasy i bory choćby zwrotnikowe są słabym 
tylko odcieniem tej młodej potężnej natury. Dowodzą 
tego puszcze całe skamieniałe , w głębiach ziemskich 
zamknięte lub schowane na dnie morza, a nadewszyst- 
ko one ogromne ławy i kopalnie węgla kamiennego, 
nie będącego niczem innem, jak przeobrażonemi zabyt- 
kami borów pierwotnych; a strojne i pełne kokieteryi 
kwiaty, kity, gałązki niby malowne, zdobią jakby po- 
kojowe obicia paryzkie ściany kopalń węglowych, wy- 
sadzają ich stropy wieńcami i gałązkami prześlicznych 
i cudnych rysunków. Te puszcze zwęglone, te olbrzy- 
mie drzewa i bogactwo skamieniałych roślin są zwię- 
dniałym wiankiem weselnym starćj matki ziemi naszej. 
Lecz czćmże był człowiek w onych świata epokach? 
Otóż wśród tych zwłok, wśród stosów kości, co jakby 
cmentarzem zasypały skorupę kuli naszćj, dotychczas 
nigdzie a nigdzie nie znaleziono kości człowieczych. 
Gzyliż wierzyć, mówi Cuvier, że człowiek nie patrzał 
jeszcze na te przeobrażenia się świata ? 

Nie wdając się w zaciekania pod tym względem, to 



85 

przecież pewna, że tych epok nie zaznała historya człó* 
wieka, i że je tern mnićj sztuka zaznać mogła. Natu- 
ra w chwilach, gdy była olbrzymich sil i rozwijała całą 
potęgę panowania swojego, była zupełnie obcą dla pa- 
mięci człowieczego rodu. Bo natura stroi się sobie i 
Bogu na cześć, ona obejdzie się bez człowieka, ona sa- 
ma sobie jest celem i samolubnie w siebie się patrzy. 
Ale piękność sztuki jest rozmową duchów, jest uroczy- 
stością weselną, w której niebo i ziemia odprawują ślu- 
by swoje: a na to święto a wesele wezwani współbra- 
cia wszyscy, współbracia w duchu. Sztuka piękna, łą- 
cząc czarem swej potęgi w jedno wielkie koło wszyst- 
kie jestestwa nieśmiertelnością natchnione, jest hasłem 
i językiem wszystkich narodów i wieków. Cześć i za- 
miłowanie piękności jest spólnem sercem świata, z nićj 
jakby krew rozdziela się ciepło i życie na wsze jeste- 
stwa rozumne i na stulecia wszystkie. Sztuki piękne 
samotne, bez Współczucia, nie miałyby wagi: one są 
wspólnym udziałem świata całego; wszak, gdy zabrzmią 
srebrne struny jednej liry wylewając się śpiewów po- 
tokiem , już i milczące jej siostry zadrgają w sobie i 
z cicha szepcząc zawtórują wiekuistej pieśni, j^ycie 
sztuki jest zupełnie duchowe, przybrane jedynie w ma- 
teryi szaty i na wzajemności stoi. Natura zaś sama 
jest materyalna tylko i obchodzi się bez wzajemności 
i współczucia. 

Widzisz tedy, iż ze wszystkiego, com powyżej rzekł, 
wypływa głównie ta prawda, że człowiek , choćby na- 
wet chciał, nie jest mocen naśladować naturę ; wszak 
nawet mistrz, czyli raczej kopista najskrupulatniejszy 
nie zdoła udać ani jednego listka tak dokładnie, aby już 



86 

nie było różnicy między jego kopią a rzeczywistym list- 
kiem; a w końcu pytamy, nacoby nam się zdała sztuka 
cała, gdyby jćj chodziło jedynie o naśladowanie niewol- 
nicze, o kopie tego, eo juz posiadamy rzeczywiście w na- 
turze, w oryginale, bez wszelkiej pracy. 

Zważ jeszcze, ta niemożność wiernego kopijowauia 
natury sama już przez się okazuje, że sztuka inne ma 
powołanie, że ona nie powinna naśladować natury. Na- 
tura choć tak wielka, tak wspaniała, jest doczesności 
córą: na jej jestestwa biją przypadki tutecznego świata, 
żadne z nich nie zdoła się rozwinąć z całą swobodą, 
z całą pięknością swoją; na każdem z tych jestestw cią- 
ży jakby klątwa pierworodnego grzechu, niedostatek i 
bieda ziemska i śmierć. Nakoniec chcićj baczyć: ka- 
żde jestestwt) natury, choćby się jakimś szczęśliwym 
trafem rozwinęło swobodniej, piękniej, przecież i w tym 
tak nadzwyczajnym razie będzie tylko wyobrainikiem 
swojego rodzaju, swojego gatunku, a tćm samćm wyja- 
wi tylko jedno ogniwo całego łańcucha natury, jeden 
jćj ułomek; dzieło zaś sztuki pięknćj jest całością, a ca- 
łością w uajwyższćm znaczeniu, bo w nićm przebywa 
duch wiekuisty, nieskończony. I to jest różnicą naj- 
ogromniejszą zachodzącą między dziełem sztuki a je- 
stestwem przyrody, i to jest powodem, dla którego sztu- 
ka nie może i nie powinna być naśladowaniem natury. 
Do tej prawdy jednak, tak ciężkićj wagi, często jeszcze 
powracać będę: co tutaj wyrzekłem, niechaj w tćj chwili 
nam wystarczy. 

Lecz równie obaczymy na innćm miejscu dokładniej 
jeszcze ogromną wartość, jaką ma dla mistrza zapa- 
trywanie się świeże, miłości pełne, na naturę; tutaj tyl- 



8T 

ko powiemy, że gdy mistrz ma łączy(5 w jedność świat 
duchowy ze zmysłowym, więc z przyrodzonym, niechaj 
otworzy duszę swoją i serce zjawiskom zmysłowego 
świata, niechaj skąpie serce w zdroju wiecznie świe- 
żym uroków natury, a wzmoże się uczuciem, a spotę- 
guje się natchnieniem, i obroni się wszelkiej niemocy 
mogącej spaczyć myśl i zapatrywanie się jego na świat. 

Miłość do natury i jej pojawów stanie się dla ka- 
żdego człowieka, i mistrza i nie mistrza, jednym z anio- 
łów stróżów, co go wiodą przez życie i świat, dodając 
otuchy i pociechy wśród chwil smętnych i opuszczonych 
na pielgrzymce jego żywota. 

Wszak duch nasz i natura zarówno wyszły z twór- 
czej dłoni Bożej; czyliż więc się temu dziwić, że te ci- 
che tony mądrości, te mistrze wszech światów, brzmiące 
w jestestwach przyrody, budzą też w sercu naszem spo- 
krewnione im muzyki. Duch nasz tedy znajduje w po- 
jawach zmysłowej natury odpowiednią sobie symbolikę. 
Go w duchu jest myślą, uczuciem miłości, nadzieją i 
wiarą , to on widzi przed sobą w przestrzeni , w tćj 
biednćj martwej naturze, lub w sennćm życiu bezducho^ 
wego świata. Niechaj tedy młodzieniec każdy pozna 
tę naturę, niechaj wiedza jego spina się po wszystkidi 
jćj szczeblach, począwszy od atomku, co igra w ete- 
rach promienistych, począwszy od zawiązku błyszczą- 
cego kryształka, co buduje ścianki swoje około niewi- 
domego punktu niby serca swojego, od żyjątka, co jest 
dopićro punktem drgającym; a niechaj się ta wiedza po- 
suwa coraz wyżej, na coraz^ wznioślejsze natury przy- 
czoła, aż się nie zatrzyma przed postacią eziowieka! — 
Gdy ttt wiedza badawcza stanie, już ona nawyknąwszy 



88 

do wznoszenia się od stopnia do stopnia, uzna ze i ta po- 
stać doczesna człowieka, choć pełna uroków, choć ostat- 
nićm natury słowem, nie jest przecież ostatnićm słowem 
Królestwa Bożego, a myśl, zdjęta tęsknotą nieskończoną, 
urośnie w skrzydła wiekuiste, rozepnie te skrzydła 
swoje, i jakby ptak wędrowny uniesie się w inne światy, 
w światy duchów, kędy już nie omdleją skrzydła, kędy 
nie umierają kwiaty, a serce nie zapłacze boleścią ! 

Gdy młodzieniec pokocha z całego ciepłego serca 
tę naturę, i zrozumić mowę martwych kamieni i skał, 
gdy pozna żywoty robaczków brzęczących po ziołach, i 
orłów tatrzańskich loty, gdy się nauczy mowy lasów 
ojczystych co mu prawią tajemnice w gaworzę swoich 
drzew, — gdy się nauczy witać po imieniu te kwiaty, co 
mu rosną po łąkach ojczystych , i po mogiłach i gro- 
bach; gdy zdoła czytać w tych hioroglifach, co mu się 
jawią na niebie w rozlotuych kształtach obłoków, lub 
w mglistych postaciach gór na widnokręgu; gdy mło- 
dzieniec całą naturę zamknie w sercu swojćm, już ta 
natura odda mu stokrotnie te miłości jego; ona ostudzi 
palące biedy życia i ukoi zadane od ludzi sercu rany, 
ona mu będzie księgą do nabożeństwa, na którćj zamo- 
dli się duch jego Panu. Ta miłość do natury będzie 
młodzieńcowi obroną od myśli niedobrych i utwierdze- 
niem w cnocie. Szepty borów stron rodzinnych, kwia- 
ty na grobach ojcowskich , co słuchały uczuć młodo- 
cianych, gdy w głębi duszy swojćj zaślubił się zacno- 
ści i prawdzie, będą mu talizmanem przez życie chro- 
niącym serce od skazy. 

Lecz znajomość natury i jćj spraw ściśle spokre- 
wniona i estetycznćni zapatrywanienr się n^ naturę 



89 

(ob. wyi^j). Tajemnice przyrody, to jej życie ukryte, 
ciche, stanie się dla młodzieńca ai*tystyczności zaro- 
dem. Bo miłość jego do tej przyrody bożej wleje w te 
jestestwa stworzone ducha, ożywi je ciepłem własnych 
uczuć, uczyni z nich piękności dzieła, bo przebaczy nie- 
dostatkom jestestw natury i uzupełni je , nadając im 
wdzięki własnej duszy swojej. Go biedne i ułomne 
w rzeczywistości , to on dojrzy jakby jasnowidzeniem 
wzniesione do uroków nadziemskich , a ciężkie, grube 
tuteczne zjawiska staną się przejrzyste, niby prześwie- 
cone własnym duchem, staną się lekkie, eteryczne, bo 
uskrzydlone lotem własnych uczuć jego. Tak każde je- 
stestwo, co jest ułomkiem świata , w oczach człowie- 
ka z duszą ciepłą zmartwychwstanie wdziękiem i star 
nie się własnćj jego wiekuistości prorokiem. 

Prawda, że usposobienie różnych ludzi tak jest ró- 
żne, że nie każdy zdoła równie snadno ubrać sobie świat 
promieniem i barwą własnej duszy, ale przecież. każdy 
z nas winien, ile go stać, nawyknąć zawczasu do za- 
patrywania się estetycznego na naturę (*). Wszak dziś 
zwykle młodzież uczy się rysować; nie przecząc bynaj- 
mniej tym korzyściom, które powszednio przypisują tej 
nauce, myślę atoli, że najwyższa korzyść, która z niej 
płynie, jest zaiste ta, że ona przyucza młodzież, jak ma 
mieć oczy otwarte na ten piękny Boży świat, jakto wi- 



(*) Niepomała do tego celu pomogą studia estetyczne natury i wcze- 
sne zwrdcenic uwagi choćby na najdrobniejsze szczegóły świata fizyea- 
ncgo, jak tego dokonał wielce znakomicie autor dzieła EsUfyka czjfU 
Umnidwo Piękne w Tomie II. Petersburg 1954 — obejmującym piękno- 
ści natury we wszystkich pojawach. To dzieło uwalnia mnie od rozsze- 
rzania ń^ nad tą osnową. 

ŁisttzKb.— T. I. IS 



90 

dzićć wszystkie szczegóły i zrozamieć najcichsze mo- 
wy, któremi przemawia stworzenie każde. Mniejsza już, 
ze póżnićj, gdy go życie obejmie grozą i powagą swo- 
ją, rzuci ołówki i pęzle swoje; wprawa nabyta do po- 
glądu na naturę zostanie mu na zawsze, na życie całe, 
jemu będzie w koło natura prawić i śpiewać , on zro- 
zumie jćj mowy i pieśm' , on dojrzy piękności , które 
nastręczy świat natury; te piękności płynąć będą ty- 
siącznym strumieniem w duszę jego, tysiącznym zdro- 
jem, co odświeży, odmłodni uczucie jego. Natura bę- 
dzie mu królestwem i państwem petnćm wesela i naj- 
czystszych roskoszy, a gdy tak spotęzeje na duszy i ser- 
cu, wtedy się może stanie, że i na niego przyjdzie chwila 
zachwycenia i że z miłośnika natury dźwignie się w mi- 
strza. Ale choćby kochanek przyrody i nie był arty- 
sty cznćj piękności wybrańcem, toć przecież dla siebie 
będzie mistrzem, i w naturze, w którćj s\ę rozmiłował, 
obaczy postaci i obrazy ducha swojego, wśród świata 
materyalnego obaczy własnej nieskończoności spojrze- 
nie , wśród nizin tutecznych zajaśnieje mu błyskawicą 
wiekuistość ! 



Słuchaj — w tej chwili, gdy to kreśliłem, dzwony 
rozlegają się po nocy i głoszą światu, że sam Bóg zstą- 
pił z Majestatu, stał się człowiekiem. Dziś wigilia Bo- 
zego Narodzenia, — a dzwony jakby muzyką rozpływa- 
ją się falami po świecie chrześcijańskim, jedne drugim 
niosąc uroczystą wieść, że słowo, co było na początku 
u Boga, stało się ciałem i zamieszkało między nami, a 



91 

gwiazda, zwiastuna Boża, zaświeciła nad biedną strze* 
chą człowieka. Świat zadrżał w sobie zbawienia hy- 
mnem i poznał, że materyi państwo doszło końca swo- 
jego, że nie ma więcćj znaczenia i wagi, a ciało i na- 
tura jest tylko jeszcze naczyniem nieśmiertelnego du- 
cha, co nie ginie na wieki. 



LIST V. 

Stosunek Mztuhi do zn%y9tów i do 
rozutnu. 

Powołanie ini7słów.--Wirok i słacli sąjedjnie imjsłaiiii będącemi w stosun- 
ku do sitnki pięknej.— Różnica ick od innjck trieck imysłiw.— Pnyjen- 
ność imjsłów nie Jest celem situkL— Priewaianie strony injsłowąl w sstn* 
ce dowodsi jej poniżenia*— Cias malariy Euet I Boucktr,^ Prsedel kei 
zmysłów potęgi nie byłoby situki.— Wielkie inacienic świata imysłowego, 
Skon.— Ciasy ponlewiórania światem imysłowym nie są dla sitnki prsyja- 
sne.— Pierwsie ciasy ckneścUtiistwa«— Symbolfcmść.— W situce nie wy- 
raża się pojmowanie roiumowe.— Allegorye — S||kspeare i Leonardo da 
Tinei — Dileła sitnki pned sądem limnego roiumn,— Podilał sitnki pię- 
kni na różne Jńi rodiąje. 

Ołowem wiekuistem stworzenia całe natury państwo 
wywołane z nieestwa łona, by o Bogu świadectwo dało. 
Proszku atom , co drga i krąży wirem w słonecznym 
promieniu, i gwiazd wojska, co chodzą po rozpostarciu 
niebieskiem, niby wieczności zegar, odmierzając świa- 
tu, jakby minuty i godziny , upływające wieki całe i 
lat tysiące, i dębu przyszłego ogromność zwinięta jak 
w myśli twórczej w ciasnej łupinie żołędzi swśj, i 
wszystka dusza żyjąca, którą ziemia wydawa, i wszyst- 
ko, co jeszcze żywe w powietrzu, we wodach, i na lą- 
dach, stworzone jest każde wedle rodzaju swojego. Ale 
w środku wszechnicy jestestw postawiony człowiek, sam 



93 

jeden stworzony na wyobrażenie Stworzyciela i Ojca na 
niebie , dla tego doskonałość i potęga wszystkich je* 
stestw, gromadzi się w. cielesności jego, niby w ogni- 
sku spólnem ; a jak słońce poranne świćci wspaniało- 
ścią swoją w rosy kropelce drżącej na listku, tak w du- 
chu człowieka świeci iskrą wielkość i majestat Boży. 

Gdy Bóg stworzył świat i widział, że wszystko, co 
uczynił, było bardzo dobre, stworzył i człowieka; a 
w oblicze jego tchnął dech swój, by człowiek poznał i 
zrozumiał ten świat. Poczćm sam przywiódł wszystkie* 
jestestwa przed człowieka, aby obaczył jakoby je na- 
zwać miał i panował nad niemi. 

Otóż te są zrodzenia Niebios i Ziemi, tak pełne gro- 
zy i wielkości zarazem , objęte w Piśmie Si, w onój. 
księdze wszystkich ksiąg, co po wieki wszystkie będzie 
prawdą. A tak. więc z prosta i tak głęboko oznaczony 
już na zawsze stosunek człowieka do fizycznego świata. 
Prawo nadawania imion rzeczom stworzonym jest upo- 
ważnieniem rozumu naszego do zgłębiania dzieł stwo- 
rżenia; a nadanie panowania nad światem zmysłowym 
dowodzi przewagi duchowej człowieka nad dziełami 
przyrody. Prace zaiste umiejętności przyrodzonych ten 
mają jedyny sobie cel, by pojąć i zgłębić istotę wszech 
stworzeń i podbić sobie naturę całą. Jest to przywi- 
lej człowieka , nadany mu od początku , a nikt mu go 
nife odbiisrze. Obeszłoby się tedy bez sofizmów i dowcip- 
nych teoryi w tym względzie, i bez onyeh westchnień 
a pokornych lamentów, że człowiek pojąć nie zdoła ta- 
jemnic Natury; odsłoni on nie ochybnie te wszystkie, 
na których mu tylko zależy ć może — Sapere aude! 

Jestestwa zmysłowe są myślą twórczą powleczone, 



94 

jakby skorupą, materyą głuchą, a do tćj skorupy przy- 
stęp mamy przez zmysły: one są tedy sługi duchowe, 
znoszą przed nas świat fizyczny, niby osnowę dla my- 
śli, podają one nam rzeczy tak, jakiemi się z wierzchu 
być wydają z całą ich plewą; rozum zaś dochodzi, czem 
one są w sobie i co ich treść a istotę stanowi, w czem 
są do siebie podobne , lub w czćm znów różne mimo 
pozornego podobieństwa lub róinicy ich. Dochodzi ich 
wewnętrznego połączenia i wzajenmego ich na siebie 
działania i tej pierwotnćj myśli stworzeń, co jest dnem 
wszech rzeczy i, ze tak rzekę, ich duszą, i co jakby 
iskra galwaniczna, ręką Boga puszczona, płynie i drga 
przez cały łańcuch jestestw aż do ostatniego ogniwa, 
którem jest człowiek. A ta też zawsze będzie różnica 
między pojmowaniem rzeczy ludzkiem a zwierzęcem. 
Zwierzę bierze świat fizyczny li zmysłami samemi, dba- 
jąc o to jedynie , czem rzecz jest dla niego ; człowiek 
pojmuje rzeczy, czćm one są same w sobie, i jak one 
się mają do siebie nawzajem. Dla tego też większa lub 
Miiejsża bystrość zmysłów w pojmowaniu natury nic 
nie stanowi wcale, bo pod tym względem człowiek wie- 
lu zwierzętom ustąpić musi pierwszeństwa; ale też 
htak doskonałości zmysłów wynagradza narzędziami, 
które sobie wymyślił, a duszą swoją przenika wskroś 
ich istotę. Branie przeto jestestw przyrodzonych li ze 
samćj ich zewnętrznćj strony, ze samej ich formy zmy- 
slowćj jest bałwochwalstwem, jest światłobożeństwem, 
jest oddaniem czci fetyszom, kłanianiem się światu ma- 
tefyalnemu. 

Z drugićj strony atoli również jest prawdą, że gdy- 
by umiejętność chciała naturę pojmować samą czystą 



95 

myślą, samem gołem abstrakcyjnem rozamowaniem, 
gdyby sobie rośeiła lekkomyślnie prawo wyrokowania 
o zjawiskach przyrody z zamkniętemi oczyma, niby na 
pamięć wedle widzimi się swojego, jnżby przesłała bye 
umiejętnością , byłaby marzeniem pustćm, bezwaznćm. 
Taka nauka zaiste niedobrałaby się nigdy wewnętrzne- 
go znaczenia jestestw stworzonych. Umiejętność win- 
na pamiętać , ze choć każde zjawisko przyrodzone jest 
tylko powłoką, łupiną myśli twórczej w nićm zamknię- 
tej, toć przecież właśnie ta myśl jest powodem , ze to 
zjawisko się pojawiło, ona jest jego prawem, to zjawi- 
sko jest tedy odpowiednie tej myśli, w niej ukrytej wiel- 
moźnćj choć cichej. Dla tego te zjawiska, ta niby ze«- 
wnętrzna łupina jest właśnie hieroglifem tej myśli we- 
wnętrznej, jej wyrazem. Niechaj tedy umiejętność nau- 
czy się czytać hieroglify takowe, niechaj przypatrzy 
się pojawom zewnętrznym a pilną , niezmęczoną pracą 
czyni spostrzeżenia a doświadczenia, niechaj pozbiera 
naprzód fakta, a wnet ten świat widomy, dotykalny^ 
wyspowiada nam duszę swoją i roztoczy jakby najskryt^ 
szą treść sumienia swojego. 

Jeżeli zaś tak się rzecz ma z przedmiotami natury, 
jeżeli tutaj dwie są potęgi, bo zmysłowa jedna a nad- 
zmysłowa druga, cóż dopiero rzec mamy o dziełach pię- 
kności ! bo i w nich schodzą się również dwa światy, 
ale oba są spotęgowane, oba występują wolne od ułom^ 
ności ziemskiej. Wszak rzekłem już w liście przeszłym 
że jestestwo rzeczywistej natury choćby szczęśliwym 
trafem rozwinęło się wyższą pięknością nad inne tegoż 
samego rodzaju jestestwa, toć przecież ono będzie je- 
dynie doskonalszym wyrazem tego rodzaju swcgego. 



96 

będzie tylko wyjąłem myśli tego rodzaju, który atoli 
sam jest tylko opiwkiem jedaćm w eałości natury. 
Gdy jednak ten sam przedmiot będzie przez sztukę zro- 
dzony, już wtedy on obejmie w sobie nieskończoność, 
a rodzaj, który się w nim wyrazi, stanie się tylko ezemś 
podrzędnem, będzie tylko przyborem chwilowym, w któ- 
rym się pojawia ducha naszego wiekuistość. Ta strona 
widoma, zmysłowa, będąc przybytkiem gościa z innego 
świata, wyjawi tę treść swoją wiekuistą, niebiańską, bo 
piękność nie z ziemi zrodzoną, — tak strona ziemska 
widoma, materyalna, stanie się duchem widomym, a 
duch, będący treścią dzieła sztuki, uzmysłowi się w po- 
staci. 

A więc dzieło piękności, będąc ślubem między nie- 
bem i ziemią, duchem i materyą, ma dwie strony, któ- 
re zarazem przemawiają i do zmysłów twoich i do wie- 
kuistego ducha , a tem samem wypływa , że wyłączna 
przewaga jednego z tych dwóch pierwiastków zrodzi i 
w samem dziele sztuki spaczenie, tudzież wykrzywi 
zapatrywanie się na te piękności dzieła. 

Zaiste, stanowisko li zmysłowe w sztukach nie po- 
płaca: jest niestosowne, krzywe i bywa zawsze ozna- 
ką jałowizny serca i dzikości lub zepsucia umysłu. 
A przecież znajdziesz takich czcicieli fetyszów na ró- 
żnych stopniach społeczności towarzyskiej, a co więcćj, 
zostawione są ich ślady liczne w historyi sztuki. Są lu- 
dzie, dla których sztuki piękne o tyle wartości mają, o 
ile im zmysły głaszczą : architektura , rzeźba , malar* 
stwo, muzyka i poezya, są dla nich bawidłem zmysłów; 
pojmują iście oni tak sztuki, jak pojmuje botanikę kóz- 
ka objadająca rzadkie rośliny i Kwiaty. Kto jest zdania, 



97 

iz sztuka dla zmysłów stworzona, znać, że uie ma ich 
spełna, bo zmysłów, jak wiadomo, jest pięć, a dwa z nich 
tylko, bo wzrok i słuch, mają styczność z dziełami sztu- 
ki pięknćj. Gdyż inaczćj, pan Jan Marya Farina w Ko- 
lonii, co od wieków wyrabia te swoje wódki wonne, lub 
jaki przesławny restaurator paryzki, albo jaki siodlarz 
doskonały, lub gancarz, byliby również artystami, jak 
Bethowen, Ganova lub Overbeek i Byron. Porównywa- 
jąc następnie one dwa zmysły, będące w stosunku ze 
sztuką, widzimy, iż one właśnie ze wszystkich są naj- 
szlachetniejsze , i są li teoretyczne , bo nie naruszają 
wcale ani zużywają przedmiotów swoich. 

Na arcydzieła architektury, rzeźby i malarstwa pa- 
trzą się narody długim szeregiem wieków, a onych dzieł 
tem patrzeniem nie ubyło wcale, o ile ich żywioły nie 
pojadły, albo świętokradzka ręka nie dotknęła: trwają 
na cześć rodowi człowieczemu i stoją na podziwienie 
wszystkich stuleciów, tak pełne jeszcze piękności i oka- 
załości, jak w pierwszym dniu zrodzenia swojego. Od 
wieków lud krakowski oblega ołtarz maryacki, one ar- 
cydzieło naszego Wita Stwosza; od wieków to grono 
świętych postaci króluje w tym przybytku swym, a duch 
ich, jakby gość z innego świata, rozrzewnieniem spły- 
wa w serca wszystkich pokoleń, co jakby fale morskie 
tłumem przychodziły tu z kolei swój, by na tych stop- 
niach krzyżem leżeć, modlić się i wypłakać żale swoje 
przed dziejami Matki dziewicy. Słodkie i wzniosłe du- 
chem Haydena harmonie, poruszały już serc tysiące i 
zatętnią jeszcze w duszy tysiąców, i nie zaginą one, i 
nie braknie ich nigdy, jak nie braknie słońca, co ocie- 
pla i oświeca z każdem zaraniem istot miliony. A jak 

ŁiSTT sKb.— T I 18 



98 

na początku swojego stworzenia nieśmiertelne morze, 
tocząc z hukiem bałwany swe , grzmiało i grało niby 
organy w świątnicy Natury, tak Homerowe pieśni, wy- 
płynąwszy ze strun lutni starego wieszcza, grzmią i 
grają jeszcze z dalekich lat , po przez burze wieków i 
państw zwaliska. 

Dzieła sztuki pięknej, przyniesione do duszy słu- 
chem i wzrokiem, są jakby światło i atmosfera; wszys- 
cy się niemi cieszą, a przecież ich nie ubywa; każdy 
w nich roskosz znajduje , nie czyniąc tern uszczerbku 
drugim, choi je każdy całkowicie i w zupełności po- 
siada. Gdy tymczasem owe trzy inne grube zmysły nie 
lubią żadnej spólności, bo one z natury swej trawią i 
zużywają przedmiot swój. A jak woń jest rozkładem 
ciała pachnącego na atomy swoje, zatem wietrzeniem, 
znikaniem jego, tak przedmiot miły smakowi rozpły- 
nąć się pierwej musi i rozłożyć na cząstki. A jak i 
z obiadów nietrwała pociecha, a najmilszy i najcieplej- 
szy ogień kominkowy gaśnie i wypala się, tak też naj- 
doskonalsze karło się zużywa. Zmysł albowiem smaku, 
powonienia i dotykania są szczeremi samolubami, bo 
poświęcają rzecz przedmiotem ich będącą, a to dla tego, 
iż wprost i bezpośrednio stykać się muszą z tym przed- 
miotem przemawiającym do smaku, powonienia, lub mi- 
łym w dotykaniu. Trzy też zmysły te nie mają żadne- 
go stosunku z dziełami sztuki pięknej. Przeciwnie, 
wzrok i słuch przez pośredniki tylko są w związku 
z przedmiotami, a tymi pośrednikami jest światło i at- 
mostera. Atmosfera, ten płyn czysty, lekki niby od- 
dech kuli zieniskićj, służy muzyce i mowie; dźwiękiem 
poruszone powietrze zadrgawszy w sobie jakby falami 



99 

wody rozpływa się dalćj i dalćj, nim uderzy w słacb. 
A światło, ODO dziwne jestestwo, nieważkie, w mgnie- 
nia oka zalewające niebiosy jasności oceanem, jest jak- 
by krynicą życiodawczą natury i niby odblaskiem Bo- 
żego spojrzenia. Światło należy na poły do cielesnego, 
na poły do ducbowego świata; dla tego iii jest pośre- 
dnikiem między światem fizycznym a najzacniejszym 
zmysłem, boć oczy są nieśmiertelnego ducba ogniskiem 
i słońcem śmiertelnej powłoki naszej. Trafnie iii po- 
wiedział ów Łeibnitz, iż światło tylko dla człowieka 
istnieje, on je sam jeden widzieć zdoła, zwierzę widzi 
tylko oświćcone przedmioty. Słuch i wzrok są zmysła- 
mi nieskończoności; wzrok roztacza się po ogromie 
gwiazd i światów wszechnicy, jak duch nurzy się w głę- 
binach własnćj swojćj istoty; a słuchu potęga, do melo- 
dyi i muzyki zwrócona, słyszy w nićj nieskończoności 
mowę, rozumie w niej westchnienia lat, które dawno 
już przeszły, pociechy i żale wieków, co się dopićro 
kiedyś zrodzić mają : bo muzyka jest kwiatem urosłym 
na przeszłości grobach, a wyjawiając zarazem co w ser- 
cach dnieje, staje się przyszłości wróżą. Dwa tedy te 
zmysły, słuchu i wzroku, są jedynie godnemi pośre- 
dnicami między duchem człowieka a dziełami sztuki. 

Gdyby nam jedynie o przyjemność zmysłową cho- 
dziło, sztuki piękne wcaleby były bezużyteczne i zupeł- 
nie niepotrzebne, boć rzeczywiste przedmioty silniej 
do zmysłów przemawiają, aniżeli wszystkie pięknej sztu- 
ki dzieła. Kobićta żywa, choćby tylko zwyczajnych po- 
wabów, więcćjby miała uroków, niż owa Wenus Tycya- 
na w Trybunie florenckićj ; a choćby sam Franciszek 
Snyders wymalował pobitą zwierzynę, mniejszejby była 



100 

wartości, niz rzeczywiste zające i sarny, zwłaszcza 
rozłożone już na półmisku. Dla tego cześć tym, co ja* 
wnie i poczciwie, bez obłudy, ogłaszają się wielbicie* 
lami roskoszy ziemskich, nie chowając smaków swoich 
pod pozory uczuć estetycznych. A znajdziesz wszędzie 
zwolenników zdania takowego, chociaż się ukazują pod 
różną formą. Gdy biedacy mieszkający pod biegunem 
uważają tran za szczyt ziemskiej szczęśliwości, mażą 
nim usta drewnianych swych bożyszcz; u nas w stre- 
fie nieco cieplejszej , a zatćm oświeceńszćj , nie jeden 
w braku bałwanów struganych sam sobie tę cześć od- 
daje, zbićrając wszystkie promienie swćj myśli w ogni- 
sku kucheunćm , i myśląc jedynie nad tem, jakby się 
tu najsmaczniej uraczyć, co przecież nierównie jest do- 
wcipniejszem i zacniejszem niż ów śmićszny obyczaj 
ciemnych Grenlandczyków i Samojedów. 

Rzecz jawna , iż bez zmysłów nie byłoby i sztuk 
pięknych, noc głucha, ciemna, niema, pokrywałaby świat 
do koła; mimo to jednak, słuch i wzrok nie są bynaj- 
mnićj dostateczne, aby być mistrzem w sztukach pię- 
knych, a nawet by w nich smakować. Piękność estety- 
czna, samemi zmysłami pojęta, jest to księga pisana 
w nieznanym nam języku i obcemi głoskami. Widzimy 
jedynie kreski czarne i znaki, ale niezdotamy zrozu- 
mieć słów, ani pojąć myśli autora. Niema nawet wąt- 
pliwości, iż gdyby ogień wyższy, niebiański, nadzmy- 
słowy, przyświecający nam, wygasł, jużby człowiek, 
zostawszy szczerem jestestwem zmysłowćm, zrównałby 
się ze zwierząt czeredą. Zaiste, właśnie ta wyższa na- 
tura człowieka uszlachetnia nawet i samą tę zmysło- 
wość jego. Jakoż ślepy instynkt płciowy zwićrząt uza- 



lOt 

cnia się w nas miłości plomieniein i dusz współczuciem; 
nawyknienie ich do legowiska i nor jest u człowie- 
ka świętem kraju swojego miłowaniem; ta troskliwość 
samic dla młodych , przeniesiona w ludzką sferę, staje 
się macierzyńską miłością , co w dzieciach swych nie 
tylko krew krwi swej widzi, ale nawet rosnącą nadzieję 
społeczności całćj. Ta miłość matki, gromadząc się niby 
w dziecięciu swojćm, wylewa się zarazem na cały rdd 
człowieczy. 

Sztuki piękne mają iście stronę zmysło.wą swoją i 
nią są zwrócone do strony cielesnej człowieka. Część 
materyalna sztuki jest tedy jednym z dwóch konie- 
cznych jćj pierwiastków, jest ona jedną połową jej isto- 
ty, a drugą, jakeśmy już powtórzyli, jest jej żywioł du- 
chowy. Jeżeli sztuka przerzuci się cała w stronę cie- 
lesną, służąc niskim chęciom człowieka i gorszej jego 
połowie , już też to będzie oznaką upadku społeczności 
i próchnienia podwalin towarzyskich. Szczęściem, w na- 
szych czasach i w naszych tu stronach znajdziesz je- 
dynie jeszcze na pokątuych śmieciach towarzyskich smak 
w bezecnych obrazkach, w wierutnych wierszach, po- 
wieściach lub wszetecznych tańcach; nie wznoszą się 
one nigdy w sferę poczciwego wychowania, ani się nie 
ośmielają nigdzie na jawie okazać. Nie zawsze atoli 
tak bywało, owszem całe wieki i wszystkie klassy ludzi 
kąpały się w kole rozbestwionych obyczajów. Świad- 
kiem tego jest sama sztuka we Francyi w ciągu upły- 
nionego stulecia. Już na czasy Ludwika Xiy. jakaś 
wrzkoma wielkość padła jakby puchlina, blada, rozdęta, 
a w środku pusta i bez treści. Dymy kadzideł i po- 
chlebstw jakby nad cnotą umarłą osłaniały nędzę i bić- 



102 

dotę tak umysłową jak i materyalną, a bohat^py ów- 
czesnej historyi na szczudłach komedyanckićj wielkości 
lśniły kłamliwym szychem i przystrojem teatralnym. 
I sztuka, przywdziawszy na się liberyą, poszła służyć 
zepsutej chuci, a dzieła jej stały się ornamentem i flore- 
sem zdobiącym czczość i próżność czasu; tak sztuka spa- 
dając coraz nizój a niżej, pod onemi paniami przeważnemi, 
a bezecnej pamięci, zewszeteczniała do szezętu. Yoltaire 
dowcipem Mefistofelesa już tchnął na świat. Ow Krzy- 
sztof Huet, Franciszejk Boucher wrzkomy malarz gra- 
cyi, bezwstydnym pęzlem robili obrazy jakby dla bez- 
mt^cej straży serajowćj, a pomagał im tóż później Parny 
wraz z kompany swymi , plugawiąc wielki talent wy- 
uzdanną poezyą. Aż nareszcie w końcu stulecia, przed 
samom rozpoczęciem najstraszniejszego dramatu histo- 
ryi nowoczesnej, cała społeczność , jakby opojona śle- 
pym zmysłów zapustem, rozszalała się zawrotnym ta- 
nem i chichotała nad własnym swym grobem. Był to 
jakby ów obraz Holbeina, gdzie strojne panie, i kmio- 
tek, i wojownik błyszczący, i starzy i młodzi, i boga- 
cze i żebraki hasają kołem w tańcu ze śmiercią, mając 
w każdej parze ohydne szkielety. Ale powiew z cmen- 
tarza chuchnął na ich tany, a do drzwi i do okien one- 
go festynu pukały i pchały się, jakby blade i trupie 
straszydła, zgrozy ostatnich lat lOciu dogorywającego 
wieku, ciągnąc za sobą widma długoletnich wojen i 
pobojowisk krwią zbroczonych, pokrywających kośćmi 
jakby całunem śmierci, ćwierć wieku i świat cały. 

Mógłbym ci bez wielkiego mozołu wskazać, jak za- 
wsze zepsucie obyczajów zradza wyradzanie się sztuki 
pięknćj; bo piękność prawdziwą jedynie czyste serce i 



loa 

szlachetny wiek pojąć może, nie wstępuje ona nigdy do 
piersi występkiem znieważonych. 

Tak, gdy człowiek znidzie z tronu zacności swćj i 
własnego majestatu się wyrzekając sponiewiera pocho- 
dzenie swoje, już samowolnie w materyi ciężkie pano- 
wanie się oddaje. Pierworodny syn stworzenia teraz 
natury jeńcem, co jej panem hyc miał. Jak muszla bie- 
dna, w głębiach morskich do skały przykuta, i jedynie 
przez pomrokę wód oceanu oświecona słabym słońca pro- 
mieniem, zradza w swem łonie drogich pereł skarby, nie- 
świadoma sama ich wartości, tak człowiek w ciemnicach 
materyi zamknięty, głuchy na głos wewnętrzny, co mu 
o wieczności przemawia, nie wić, że we własnych serea 
przybytkach nosi rodzące się całe światy i całe niebo 
gorejących gwiazd. 

Ale w duchu jest prawdy pierwiastek, a prawdy na 
wieki trwanie i żywot jej tak silny i potężny, że choć 
chwilowo przyćmi płomieniem, przecież wnet znowu sam 
z siebie się rozpali, a duch, jakby z długiego snu prze- 
budzony, zerwie się i znów zwróci oblicze ku wiekui- 
stej ojczyźnie swej. Wszak niekiedy i zimne wichry 
i niewczesne śnieżuice opóźnić mogą powrót wiosny i 
życia w naturze, a ziarno powierzone ziemi, w sobie 
stulone, martwe i głuche drzemie długo w swym gro- 
bie pod skibą ; ale gdy przecież słońce idzie niewstrzy- 
manieswym wiekuistym szlakiem po niebie, tedy wcze- 
śniej lub później do zmartwychwstania pobudzi ono ziar- 
no , by ku słońcu się wzniosło i rozkwitło naturze na 
ozdobę i chwałę : — podobnież pokolenia i narody całe 
mogą przemarzyć długie lata żywota swojego we wię- 
zach materyi i w niemoralności kale, ale nie zdołiyą 



104 

nigdy na zawsze zetrzeć z siebie piętno nieśmiertelne 
swćj zaeności, bo wszeebmocna jest siła, co człowieka 
wzgórę pędzi. Jak młode orlę, pisklęciem zamknię- 
te w skorupie , instynktem parte przeczuwa już i 
skrzydła swoje i szczyty alpejskie i eterów wysokości, 
tak i dusza, ściśniona zmysłów powłoką, marzy o raj- 
skich ogrodacb, o obłokach złocistych, co żeglują po 
niebie , o śpiówach anielskich chórów, aż zerwie cięż- 
kiój materyi okowy, rozepnie skrzydła swćj potęgi, a 
unosząc się do ostatniej bladej gwiazdy stworzenia, 
w krainie wiekuistej piękności zdobędzie swe laury. 
Wtedy i sztuki się uszlachetnią i odrodzą się świeżo- 
ścią swych uroków, jak bogini miłości poczęta w przej- 
rzystych błękitach morza. 

Sztuki piękne, te posłannice Nieba, jakby dziewicze 
westalki, strzegą świętego ognia uczuć, co gorejąc pło- 
mieniem godności człowieka bronią by ród ludzki nie 
upadł w zapomnieniu siebie. A gdy zepsucie serca jak 
dżuma ziemię zaleje, gdy godność zniknie i poczciwy 
obyczaj Tymrze w ludziach, a zimna noc myśli i uczuć 
zalegnie wiat, wtedy jeszcze poezya, jakby harfa eol- 
ska u gwiazd zawieszona, tknięta powiewem lepszych 
światów, zakwili pieśnią żałoby i tonami rzewnej har- 
monii nad upadkiem człowieka zapłacze, a tony jej pły- 
ną a płyną, coraz dalćj, coraz wyżej, aż pod Boży tron, 
gdzie zmiłowanie znajdują. 

Ale człowiek ma i inną stronę istoty swej : w nim 
tkwi pierwiastek materyalny, jest on ziemskiem jeste- 
stwem, a zmysłów hoża siła w nim robi i wre, i rzeskiem 
tętnem płynie mu żywota potok. Radość i uciechy uśmie- 
chają się i pląsają w koło , jakby swawolne grono za- 



105 

C2epiiych rusałek, a z rajskich krain tełmie na ziemię 
życia wesele i rozdmachuje, jakby kwiatów pączki, ser- 
ca wszystkie roskoszy współczuciem ; boć to kwiatów 
dzieje są i serca dziejami. Kwiaty roztulają swe liście 
jakby miłości łożem , a w każdym kwiecie kołysze się 
śpiący geniuszek, a w kazdćm sercu drzómią uczuć roje, 
Biby skrzydlatych bożków drużyny. Powódź roskoszy 
zalewa sobą świat cały, gotując niby łaźnię ochłody 
wszech stworzeń strudzonym milionom. Opatrzna wie- 
kuistości łaska przystroiła nam powabem przemijającą 
gospodę ziemską , a obok cierniów doczesnego świata, 
zasadziła drugie Edenu ogrody, co rodzą złote jabłka 
uciechy, a przybrała w wonne róże męczeńską palmę 
żywota. Skwary i spieki, i pracowania dnia każdego, 
kończą się poezyą wieczora , co pocałowaniem swojem 
rozpalone czoło pielgrzyma chłodzi; a z niebieskich 
wysokości po promieniu księżyca zstępuje gromada anio- 
łów, co jakby kwiatami obsypuje łoże jego złotćm ma- 
rzeniem i ułudą sennych obrazów, i śpiewają mu z ci- 
cha w duszy pieśnią pociechy, a głos ich tak słodki, 
jak słowicze pieśni. 

Bóg stworzył życie i świat, tak piękne i jasne jakby 
dzień wiosenny, w serce zaś człowieka wlał miłość tych 
uciech ziemskich, a dając duchowi nieśmiertelnemu cia- 
ło i zmysły, zaślubił go docześuie ze światem tute- 
cznym, z naturą, aby już roskosze, otaczające człowie- 
ka różno-kształtuą postacią, znalazły drogę do serca jego 
i odgłos w przybytkach duszy, i aby nawzajem każde 
drganie wewnętrznych stron ducha, ' każdy z ich tonów 
miał w zewnętrznym świecie głosy wtórujące ich har- 
monii. Nie poniewieraj uciechą ziemską, co pełnym i 

LiBTT z Kr.— T. i. 14 



106 

kipiącym puharem natura ci na wzmocnienie podaje. 
Tkanka tysiącznych złotych nitek wiąże człowieka ze 
światem i doczesnością ; dla tego tii tak twardą , tak 
tęskną, jest ostatnia chwila rozstania się z tym żywo- 
tem, z tym tak pięknym, tak jasnym światem; ztąd Ui 
skonanie jest arcydziełem człowieka. Posłuchaj opo- 
wiadania tych, co stojąc przy łożu umierających, uczyli 
się od śmierci mądrości, podsłuchując ostatnie poże- 
gnalne akkordy ulatującego życia z ułomków zagadko- 
wych wyrazów, i wypatrując wiecznoś<5 z zarysów twa- 
rzy biednego pracownika. Na skinienie bladego śmier- 
ci anioła rozsuwają się jakby na przegląd obrazy z prze- 
szłego całego żywota ; żywi i dawno zmarli , świeże i 
stare czasy splatają się w jeden wieniec, az gdy świa- 
tło w oku i duszy zgaśnie, gdy już nie dochodzą łkania 
otaczających przyjaciół, gdy wszystko ucichło, gdy pło- 
mień gromnicy nie oświeca więcej śmiertelnego łoża 
zlewając się tylko jeszcze w jeden punkt czerwony, gdy 
już łamie się doczesność z wiecznością, wtedy omdle- 
wają i zmysły, ale zarazem najogromniejsze sceny na- 
tury, żegnając niby wędrowca idącego ku wieczności, 
roztaczają się w duszy jego. Zda się, iż oceanu nie- 
skończoność śpiewa mu cześć piorunnym głosem swych 
fali , że skrzydła wichrowe unoszą go w tryumfie po 
przez bezdna przestrzeni bez końca i początku, że gwia- 
zdy i słońce obiegają go w koło, jakby świetny orszak 
ślubny odprowadzający oblubieńca wieczności do nowe- 
go mieszkania. 

Nie poniewieraj uciechami ziemi , ani waż sobie 
lekko stronę materyalną człowieka, bo do nićj właśnie 
przemawia pierwiastek cielesny dzieł piękności. Potę- 



107 

ga zmysłów jest właśnie podwaliną uczuć naszycli; sko- 
ro ona się dopali , już i uczuć siła więdnieje, a czło- 
wiek zbliża się do podeszłośei swojej i wstępuje pod 
panowanie zimnego rozumu i siwego rozsądku. 

Jest francuzkie przysłowie: ^si jeune$$e savaił, ii 
vieillesse poiwaih, ale najgorzej podobno, jeżeli ani 
jednego ani drugiego nie będzie , jeżeli młodość prze- 
mija bez kwiatów, a jesień życia bez owoców. Gdy się 
kilka lat żywota na jeden rok złoży, gdy zmysłowość 
dogoreje jak kaganiec, nic prócz skorupy glinianej nie 
zostawując, gdy cwałem przebieżoue młodości życie, 
wtedy młody bankrut idzie na emeryturę, żeniąc się. 
Gzyliż dziwno , iż zamiast rześkiej życia ochoty znaj- 
dzie przesycenie i niesmak? nie zna, co rozczarowanie, 
bo nie zaznał ułudy młodości, wszystko strupiało. Po 
iadajakiej wiośnie życia idzie bezmozgła starość; świat 
w koło spłowiał, stracił barwy i ciepło swoje. Z ta- 
kiemi to w pokrewieństwie bywa , a nawet się z nich 
najczęściej rekrutuje owa druga klassa ludzi, co choć- 
by młodzi jeszcze, na wszystko otrętwiali i niezdatni 
do pracy i do zabawy, co to ani do tańca ani do ró- 
żańca. Sam zysk pieniężny, jakby galwaniczna iskra, 
pobudza jedynie ich duszę do automatycznych ruchów. 
Zgniłe sapiska — nie znają, co poświęcenie, co miłość 
i nienawiść, niezdolni do występków i cnoty, samoluby 
drobiazgowe. Oni na świecie nic dobrego, nic już i złe- 
go nie zrobią. 

Dante powiada, iż gdy niegdyś piekło odwiedzał, 
spotkał tę gawiedż zaraz na wstępie do podziemnego 
państwa. Odepchnęło ich Niebo, pogardziło piekło, bo 
ni miłosierdzia ni sądu nie warci. Jęczą straszliwie. 



108 

prapą losu odmiany, lecz oni nadziei śmierci nie mają 
i zostawieni są przy tćm ślepem ich życiu, tak pełnem 
nikczemności i podłoty. Szatany nawet nimi się brzy- 
dzą, nie chcą ich męczyć, szpetne muchy tylko , osy i 
plugawe robactwo pastwi się nad nimi — ale — Non ra^ 
gioniam di lor; ma guarda e passa ! 

Brak spótczucia w rzeczach ziemskich zjawia się i 
inną wręcz odwrotną postacią; niekiedy bowiem, lubo 
już rzadziej, dusza, od doczesności odwrócona , ku rze- 
czom niebiańskim tęskni, wygnana z raju, nie dotknąw- 
szy nawet owocu poznania ziemskich roskoszy; świat i 
wesołe koło jestestw jego nie ma dla nićj powabu. Naj- 
częściej nastrojenie takowe znajdziem u kobićt. — Twarz, 
jakby rzeźba z marmuru ukuta, nie zmienia się nigdy, 
zawsze ta sama, czyli na balu czyli w kościele, na her- 
bacie łub przy konfesyonale, a świat cały i boleści jego 
i uciechy, czarne i jasne chwile przeszły po tem obli- 
czu nie zostawując śladu swćj bytności, a spojrzenie 
patrzy gdzieś tam w nieskończoności dal. Zdarza się, 
iż nowe stosunki życia sprowadzają znów myśli na zie- 
mię, a uczucia małżonki — matki zbliżą ją do rzeczywi- 
stości, ocieplą, rozświćcą samotne duszy ognisko; nie- 
kiedy zaś istota takowa jest wiecznie obca , wiecznie 
gościem na ziemi; dla niej na świecie nie ma sztuki 
pięknej; — jej życie jest długiem konaniem. 

Jeżelim powyżej dawał ci na przykład czasy histo- 
ryi, w których przeważał pierwiastek zmysłowy w sztu- 
ce, tak też i nie brak czasów, gdy znów połowa jój du- 
chowa, zbyt górę biorąc, pomijała się z przeznaczeniem 
prawdziwóm piękności. Spojrzyj na piórwsze dziejów 
chrześcijańskich koleje;— był to czas pełen okropności i 



109 

zgrozy. Rzym wśród złotych pałaców swoich , posta- 
wionych ua łzach i krwi całc^ ówczesnego Ś¥riata, 
umićra śmiercią zbrodniarza. Jak wyrzuty gorączkowe 
sumienia, mszczące zabójstwo tylu w około narodów i 
państw, trapiły go bunty zołnierstwa wyuzdanego, uli- 
czne mordy, szalone fantazye niecnych cezarów, ze swór 
puszczone chucie, rozbestwienie, głupota i okrucień- 
stwo. A czego akta kryminalne pojedynczych złoczyń- 
ców dowodzą na małą stopę, owe roczniki krwawe Rzy- 
mu okazują jawnie i na wielką skalę, iz okrucieństwo 
krwi chciwe łączy się zawsze z przemyślną chucią i 
ochotą rozzwierzęconą do lubieźności. Ale więcej niż 
wszystkie nieszczęścia domowe i publiczne, więcej niz 
wszystkie zbrodnie i strachy zewnętrzne, dojmowała 
światu owa nieszczę^liwość wewnętrzna, owa czczośe 
okropna i głuchota gnieżdżąca się w sercach wszyst- 
kich. Nie było ufności ani w życie , ani w świat, ani 
w ludzi, ani w Bogów, wszystko było głuchem i pustem; 
człowiek w samego siebie stracił wiarę, a mroźne, roz- 
paczy pełne powątpiewanie, rakiem wżarło się w życie 
społeczne. Nie było więcej Bogów w sercu , a posągi 
ich w świątnicach były już bcztreściwą ozdobą, głuchą 
formą. W Panteonie, w onej wszechbożnicy, stały pstrem 
kołem greckie, egipskie, perskie, rzymskie, azyatyckie 
i wszystkie narodów zabitych bogi , ale czcze i bez 
znaczenia, nikt w nie wierzył, były to teraz jakby mar- 
twe zwłoki umarłych ludów, z których uleciał duch. — 
Rozpacz powszechna rozlała się mrozem. Olimp cały 
skonał, a serce człowiecze stało się pustym Olimpem, 
zgliszczami zgorzałój świątnicy. 

Przeszłość zapadła w wieczne zapomnienie, przy- 



110 

sziość była bez znaczenia, każdy dzień był osobną w so* 
bie jednostką nieznającą , co to wczoraj, co jutro; za- 
cność człowieka zatracona już była w języku , jak od 
dawna zapomniana w rzeczywistości. Zdawało się , iż 
słońce, opatrzne oko Natury, wygasło, a czarne zmory 
północą spuściły się na ziemię. Niekiedy tylko w tej 
ciemnicy głuchej jakiś człowiek wyższy zaświecił fos- 
forycznym blaskiem, jakby błędne światełko nad grobem 
wśzego życia i przeszłości całej , i znów zgasł niepo- 
znany jak błędne światełko. — Ale wśród gruzów ogól- 
nych i zwalisk szczupła drużyna, nieznajoma światu, 
kopała fundamenta dla przyszłych pokoleń i dla wszyst- 
kich czasów: budowniki nowego świata, nie liczne gro- 
no chrześcijan odwróciło oczy od ziemskiój niedoli i 
bezcześci ludzkiej , podniosło w górę źrenicę , kędy na 
obłocznych wysokościach zaświeciło godło krzyża; a 
duch pocieszyciel, zesłaniec wieczności, przyświecał za- 
kładzinom nowej Historyi. Wówczas to człek, własnej 
istoty zmysłowej i natury cielesnej się zapierając, a 
uważając królestwo swoje nie z tego świata, obrzydził 
sobie wszystko, co było pogańskiego, odrzucił precz od 
siebie zmysłowość, pogardził piękności formami. Pię- 
kne kształty sztuki , niby potępieńce , nie okazały się 
na jawie ; taka to była cała sztuka ówczesna. Postać 
Zbawiciela nawet przedstawiała się w niepięknym zary- 
sie; rozumiano, iż jej świętość znieważyć może piękność 
zmysłowa, zaniedbywano z umysłu cielesność wszelką. 
Chodziło tu nie o powłokę ale o wewnętrzne znacze- 
nie; myśl, będąca jądrem i duszą rzeczy, sama tylko 
miała wartość; rozebrano ją ze wszelkich szat, ztąd też 
sztuka stała się symboliczną : krzyż, baranek, kotwica. 



111 

palma zwycięztwa, gołąbek, grona winne i winna ma- 
cica , siedćm świeczników zabrały miejsce sztoki. Pó- 
źniej dopićro znaczenie takowe uzmysłowiło się więcćj. 
Zbawiciel występował w postaci dobrego pastćrza i we 
formach mających coraz więcej a więcej uzmysłowienia. 

Ten charakter początkowej sztuki utrzymał się póź- 
niej w sztuce bizantyńskiej ; jej piętno jest symetry- 
czność architektoniczna, w której jedna strona obrazu 
odpowiada drugićj; każdy nawet fałd sukni , każdy jćj 
załomek, każda gwiazdka zdobiąca szatę, każdy promień 
ma inny odpowiedni z drugiej strony twarzy; wizeru- 
nek składa się z dwóch połów zupełnie do siebie podo- 
bnych, jak tego przykład masz na wizerunku Najświęt- 
szej Panny Częstochowskiój. Tu, i w obrazach cer- 
kiewnych greckiego wyznania, wyraźnie znać, iż zmy- 
słowa natura wziętą została w karby przez świat du- 
chowy; jest ona nie usamowolniona wcale, ale ściśnio- 
na i zmuszona, bo tu nie o nią chodzi, lecz o wewnę- 
trzne znaczenie. — Jest to tedy sztuka , w której stro- 
na zewnętrzna materyalna jest zaniedbana. 

Podobnie i architektura, przyciśniona posępnością 
czasu swojego, odrzucała wszystko, coby przypominało 
zmysłów ułudy i wesołe wejrzenie świątyń pogańskich. 
Znajdziesz to piętno zwłaszcza w budownictwie bizan- 
tyńskiem ; tu znać , iż myśl chrześcijańska upodobała 
sobie kształty powagi pełne, działające na serce, a 
przypominające królestwo niebieskie. Tą myślą nace- 
chowana jest i rzeźba ówczesna, okazująca się zwłaszcza 
w ozdobach strojących główne drzwi kościołów: znaj- 
dziesz figury przypominające żywot Maryi Panny i Zba- 
wiciela i męki jego, połączone w dziwnym splocie z fi- 



112 

garami fantastycznych zwierząt i poczwar niby w pie- 
kle wylęgłych; to wszystko ima się labiryntnem powią- 
zaniem, ajednakze, razem wzięte, tworzy jedne harmo- 
nijną całość. Przecież okres ten miał i swoją odpo- 
wiednią poezyą: wylewała się ona z wnętrznych kry- 
nic serca, nie dbając na kształt powierzchowny; były 
to wićrsze długie, bez wyraźnej miary, bez rymu. Po- 
niewieranie wszelką formą zewnętrzną, wszelką budo- 
wą będącą jakby cielesną stroną poezyi , jest piętnem 
pieśni ówczesnych. Chowam się na później z bliższym 
rozbiorem wieków onych i ich sztuki, wszelakoz i ten 
powierzchowny rzut oka wystarczy, by poznać, iż treść 
wewnętrzna duchowa jest wszystkiem, że pierwiastek 
umysłowy przeważa nad stroną fizyczną sztuki. 

Przewaga atoli pierwiastku duchowego, rozumowe- 
go, ukazuje się jeszcze pod innym trybem, zwłaszcza 
w sposobie sądzenia o dziełach sztuki. Ludzie, którym 
zmysłowość zgasła, przystępując do dzieł sztuki, uważają 
je tylko za płody czystego rozumu. Rozum jednak jest 
właśnie potęgą ustawodawczą w nas; jego pojmowanie, 
jego sposób brania rzeczy są ogólne, a jego właściwym 
sposobem wyrażania się jest mowa, jest język, nie zaś 
formy cielesne, będące zupełnie czemś szczegółowem, 
oznaczoną jakowąś istotą. 

Kto tedy pojmowanie czysto rozumowe, zdania roz- 
sądkowe w sztukę wprowadza, wtłacza je w zupełnie 
niewłaściwą formę, a rezultat podobnego postępowania 
nie będzie, ściśle mówiąc, ani do sztuki, ani do rozu- 
mu należeć, będzie to allegorya. Widzisz to w rzeźbie, 
to na medalach , to na malowidłach figury wyrażające 
Sprawiedliwość, Odwagę, Umiejętność, Zemstę i t. d. 



113 

albo IDÓW figury mające zuaczenie krąju jakiego np. 
Francya, Bretania, Bawarya i t. d; wszystko to jest poję- 
eiem ogólnem. Jakoż nawet i poeci w wieku przeszłym 
wprowadzali uosobione namiętności, używając ich zwła* 
szcza za sprężyny poruszające epopeją: tak np. F0/- 
iaire^ wodzący na on czas rej w catej Europie, wpro- 
wadza to Niezgodę, to Jędze, to inne pojęcia rozumo- 
we w swoje poezye, a za nim poszli inni, a nawet i u 
nas pełno tego jest przykładów. Przecież figury tako- 
we zawsze są czćmś zbyt ogólnem , a zatem głuche 
w sobie, czcze i zimne, ani do rozumu, ani do uczuć 
nie przemawiają. W podobnych tedy rzeźbach, meda- 
lach, trudno niekiedy zgadnąć, co one znaczyć mają, bo 
niewiedzieć czem się różnić ma figura Francyi od oso- 
by wystawiającej Bretanią, jaki wyraz twarzy ma je 
różnić od siebie; ratuje się tedy godłami symboliczue- 
mi, jakie są: waga, miecz, zawiązane oczy, kotwica, 
statek , róg obfitości i t. d. , ale to wszystko jest nie- 
dostateczne, trzeba koniecznie, jak pod rysunkami dzieci, 
podpisywać co jakie ma mieć znaczenie. 

Właśnie też ta jest różnica między poetyczDością 
i allegoryą, iż jak allegorya zaczyna od myśli ogólnej 
czyli rozumowej i dla niej szuka kształtu szczegółowe- 
go odpowiedniego , tak odwrotnie poezya tworzy sobie 
kształty rzeczywiste, a skoro te już są utworzone i sta- 
ną, wtedy z nich wyczytać można myśl ogólną. Patrz, 
figury jakiemi są np. Macbeth i lady Macbeth, Romeo i 
Julia, Hamlet, są rzeczywistemi ludźmi, pełne prawdy, 
krwi i życia w sobie; zdaje się, iż widzisz lub czytasz 
los dziejów prawdziwych, które się rzeczywiście stąły,^ 
a przecież z nich wyprowadzić możesz teoryą mądrości, 

LifTTCKB.— T. I. 15 



lU 

pełną nyśli ogólnyeh, rozwierających ci całą otchłań 
serca człowieczego i malujących barwami zywemi nie 
tylko tajniki daszy Macbetha, Hamleta, Julii i t. d., ale 
w ogólności tajniki duszy ludzkiej. A zaiste SAakspeare, 
tworząc w duchu te figury, nie myślał moie nawet o 
ogólnem i filozoficznem ich znaczeniu; kreślił zape- 
wne tylko Macbetha^ Julią^ Hamleta^ a tu bez wiedzy 
jego, z ducha tego wypłynęła głęboka mądrość, myśli 
ogólne, będące prawdą po wszystkie wieki. I dla tego 
SAakspeare niejest wyłącznie poetą angielskim, on jest 
własnością kuli ziemskiój i chwałą wszystkich ludzi i 
wieków. Albo patrz na Wieczerzę Leonarda da Yinciy tak 
jak ją pojął i wyrytował Morghen w trzechletniej pracy 
życia swojego : ugrupowanie figur, położenie ich rąk, 
wyraz każdej twarzy mógłby być treścią całćj książki 
filozoficzno]; — a więcój tam iście złożonych jest prawd 
wziętych z historyi duszy człowieka , niż w niejednój 
psychologii. Figury, stworzone przez Leonarda^ a po- 
jęte przez tf^^rg^/z^n^, są rzeczywistemi ludźmi, ale z nich 
wypływają myśli ogólne, pojęcia dające się zastosować 
do całego rodzaju człowieczego, do całej gry tajemućj 
serca jego. Tacy niechaj się święcą malarze i poeci ! 

te pojęcia rozumowe i myśli ogólne nie mogą być 
przedmiotem sztuki, okazuje się najtrafnićj z przeczu- 
cia całych narodów. Patrz, ani Żydzi, ani Turcy nie 
mają obrazów; przyczyna prosta, bo Bóg, w którego 
oni wierzą, nie uwidomił się im nigdy, jest Bogiem 
niewcielouym, niewidomym, jest pojęciem ogólnem, my- . 
ślą czysto rozumową, nie mogącą być oddaną w ciele- 
s^j postaci sztuce właściwej. 

Kto jedynie zctolea samym^ ezyj^ym rozumem rze- 



115 

esy poJDiowae i na pojęcia, na rozumowanie sobie Un* 
maezyć, niechaj ćwiczy się w matematyce; wszak w al- 
gebraicznym rachunku znaki alfabetyczne jakąkolwiek 
wielkość znaczyć mogą, treść ich szczegółowa jest zu- 
pełnie obojętna, wypadkiem jest zawsze jedna i taz 
sama formuła. Tu rzecz sama i pojmowanie jćj jest zu- 
pełnie umysłowe. Ani też przeczę , iz środki takie, jak 
znajomość perspektywy, rozmiarów, oświecenia, anato- 
mia, techniczność wykonania, wiadomości archeologiczne, 
znajomość indywidualności mistrzów, ich żywota, czasu, 
w którym żyli, historya sztuki, są ważną pomocą, a na- 
wet pierwszą zasadą oceniania wartości jakiego dzieła 
sztuki, ale przecież same jedne nie wystarczają. 

Kto z zimnym rozbierającym rozsądkiem przystępuje 
do dzieła sztuki, bez wyższego natchnienia, rozkrawa- 
jąc jak umarłego najwyższe dzieła ducha, kto na miej- 
sce wrzącego serca przyniesie zimny jedynie rozsądek, 
juz podobny jest do owego, co widząc piękność kobićcą 
w całym swym uroku i czarach, rozbierze sobie jćj powa* 
by anatomicznie i chemicznie. Będziesz się unosił nad 
urokiem jćj kształtów i harmonią jej ciała, nad « śnież- 
ną bielą ramion i łabędzią szyją », lub zachwycony sta- 
niesz patrząc w te oczy tonące, «niby w wilgotnym 
ogniu*, toć on powić nam, iż kształtna kibić jej pocho- 
dzi od normalnego kształtu jćj szkieletu i kości, któ- 
re jak u każdego człowieka składają się z 33,17 ma- 
teryi chrząstkowći, 53,14 fosforanu wapna, zresztą jest 
w nich troeha glinki, trocha soli kuchennćj i t. d. A to 
piękne ciało, toć jest połączeniem włókna mięsnego, 
białka, pierwiastku extraktowego i t. d.; ą owa białość 
i delikatność skóry pochodzi po prostu z tego, iż muskuły 



116 

mięsne są rzadziej utkane i mają trochę więcej białka 
w. sobie, zresztą na 100 części jest tam przeszło 50 
części wody, drugie 50 znów zajmują inne pierwiastki, 
które ci najsumienniej wyliczy; a krew, ćo, jakby tchem 
ducha, rumieńcem na twarzy wykwita, o tajnikach ser- 
ca przemawiając , jest taka sama zupełnie jak nasza 
męzka, z tą tylko różnicą, że u kobiet na 100 części 
jest 2 części więcej wody, a 2 części mniej kuleczek 
krwistych; a owe bogate kędziory, któremi «Sylfidy 
igrają », ba! toć to jest niedokwas żelaza, manganez, 
siarkan wapna, krzemionka; a czyli te włosy są płowe, 
czarne, ciemne, toć to tylko zależy od większej, lub 
mniejszej ilości niedokwasu żelaza. Tak ci w tygielku 
rozbierze wszystkie uroki, wszystkie powaby, co cię 
czarują; rozsmaży i rozłoży na drobne pierwiastki, zło- 
żyć ich tylko nie umić, co za szkoda! 

Kto z myślą zimną rozbierając niby chemicznie 
przystąpi do pojmowania piękności w dziełach sztuki, 
nigdy jćj nie obaczy; z przed oczu świętokradzkich mu 
uleci w inne światy, w inne krainy, kędy ją godnićj 
czcić i kochać umieją. 

Widzisz przeto, że gdy dzieło piękności jest ześlu- 
bieniem się dwóch światów, bo ducha a materyi, ideal- 
nej a zmysłowej natury człowieka — nieba a ziemi — 
więc też sztuki piękne przemawiają do dwoistej istoty 
człowieka, tak dziwnym, tak nadświatnym urokiem wię- 
żą i czarują serce jego; ono jeszcze na ziemi a widzi 
w piękności świat nadziemski rozwarty; to serce bie- 
dne człowieka jeszcze się trawi, jeszcze się pasuje 
z doczesności mocami a w dziełach sztuki woła na nie- ^ 
go głos z nadniebnćj ojczyzny. Przecież widziałeś ró- 



117 

wńie powyiej, ie właśnie dla dwóch tych pierwiastków, 
iyjących równćm pełnym życiem w sztuce, już żaden 
z nich nie powinien sobie rościć prawa do wyłączne- 
go panowania ani w sercu widza, ani w samem dziele 
piękności. 

Wszak tutaj już zapewne sama ci się nasuwa myśl, 
ie gdy % jednej strony zmysły nasze są różne, więc i 
z dmgiój strony różnie do zmysłów naszych mają się 
przedmioty zewnętrzne, materyalne, a tem samćm zno- 
wu widzisz, że same dzieła sztuki różnie działać będą 
na zmysły nasze, a zatem różnie przemówią do du- 
szy człowieka ; one wprawdzie wszystkie proroczyć bę- 
dą o wiekuistości naszej , ale każda niby właściwym 
sobie językiem. To prawda! Właśnie atoli też w tćj^ 
rozmaitości tkwi zarazem rozmaitość rodzajów sztuki. 
Zdaje mi się, że tu przeto będzie na porze wspomnieć 
ci choć przelotem o tych jej rodzajach, zatem o jćj po- 
dziale, a tem samem o wzajemnem zachowaniu się tych 
różnych sztuk do siebie. A radbym też rzecz tę całą 
wesprzeć właśnie na tćm, com wyżćj powiedział. 

Rzekliśmy sobie bowiem dopiero, że sztuki piękne 
nie odnoszą się bynajmniej do wszystkiej zmysłów na- 
szych, ale że tylko dwa zmysły, bo wzrok i słuch mają 
przystęp do dziedziny sztuki , a zatćm same przez się 
nam wypłyną dwa główne rodzaje piękności, z których 
jeden przemówi do wzroku a drugi do słuchu. Może 
się atoli na taki podział nie od razu zgodzisz, mówiąc, 
że on oparty jest li na naszym organizmie, więc na uspo- 
sobieniu samego tylko człowieka , a że przecież czło- 
wiek, patrzący na dzieła sztuki, jest tylko jedną stroną, 
a drugą stroną jest natura, jest świat rzeczywisty, z któ- 



118 

rego mistrz bierze osoowę dla dtiet swoich. Wymagusz 
tfdy, by nasz podział sztuki na różne jej rodzaje byt 
wzięty raczej z istoty samćj Uj rzeczywistości zewnę- 
trtaij. 

Ghcićj atoli zważyć : gdy człowiek jest ostatoićm 
słowem stworzenia i najwyższym szczytem rzeczywi- 
stości, więc już jest prawdą, co tyle razy powiedziano, 
że w nim zbierają się wszystkie promienie stworzenia, 
że on jest sam małym światkiem dla siebie , a z tego 
wypływa, że byłeś jego istotę rozwinął, znajduesz 
w nićj wszechstworzenie, więc i ową rzeczywistość ze- 
wnętrzną. Z tego znać, że co jest prawdą dla jego isto- 
ty, będzie też prawdą dla tej rzeczywistości. Inaczćj 
t^ż być nie może. Ten sam Ojciec niebiański, który 
stworzył świat, stworzył tćż człowieka; więc człowiek 
i duch jego z jednej strony a ten świat rzeczywisty, z dru- 
gićj, choć różne od siebie, nie mogą być różnorodne. Ale 
z tego wszystkiego wynika, jak widzisz, że podział sztu- 
ki pięknej, oparty na różnicy wzroku i słuchu, więc na 
organizmie człowieka, znajdzie tćż zastosowraie swoje 
i w rzeczywistości zewnętrznćj. 

I tak w istocie jest. 

Jakoż chcićj zważyć — cała natura zmysłowa, cały 
rzeczywisty świat ulega dwojakiej ustawie, bo albo zja- 
wiska jego istnieją w przestrzeni, i w nićj zajmąjąc pe- 
wne miejsce, pewne rozmiary, mają zatem swoje ogra- 
niczenie w przestrzeni, i swój koniec i początek; albo 
też te jestestwa uważane być mogą jako istniejące w pe- 
wnym czasie, jako mające tedy swoje granice, bo swój 
początek i swój koniec w czasie. Tak samo dziać się 
wiuno i z dziełami sztuki , które istnieją w rzeczywi-* 



119 

stości ; jedne z nich istnieją w przestrzeni « dmgie 
przemijają w czasie. Otóż widzisz — te, które istnieją 
w przestrzeni, odnoszą się zarazem do wzroku, bo prze- 
strzeń jest państwem zmysłu tego — a te, które mają 
istnienie swoje w czasie, odnoszą się do słuchu. Widzisz 
tedy, iz zasada naszego podziału odnosi się również 
do człowieka i do rzeczy samej. Jeżeli tedy zgadzasz 
się juz na taki pogląd, chciój jeszcze bliżej zemną roz- 
patrzyć rzecz całą. 

Baczmy — każde dzieło sztuki, które widzimy mocą 
światłości, które tedy istnieje w przestrzeni, ma swoje 
wymiary jak przestrzeń sama, ma przeto długość, sze- 
rokość i wysokość, ma ciężkość jako materya istniejąca 
w tej przestrzeni, jest tedy czćmś materyalnem i ist- 
niejącem jakby zewnątrz naszego ducha. Odwrotnie 
dzieło sztuki, odnoszące się do słuchu, istniejące w cza- 
sie, traci niby materyalność swoją; bo jest rzeczą nie- 
podobną dojrzyć takiego dzieła lub się go domierzyć lub 
dowazyć; więc ono istnieje juz jakby w duchu naszym, 
niby wewnątrz nas, boć i nasze uczucia, myśli, wyo- 
brażenia takie odbywają się w nas następstwem czasu. 
Znać zatem, że dzieło sztuki, płynące w słuch nasz, jest 
ezćmś wewnętrznem, gra i drga w duchu naszym. 

Jest przeto jakiś dualizm w świecie piękności ; ale 
choć dualizm każdy jest zawsze życiem i podnietą, dzia- 
łaniem i oddziaływaniem, toć przecież każdy winien się 
zawsze zestroić harmonią w jedność; z tego zaś właśnie 
wróżyć sobie można, że się znajdzie trzeci rodzaj pię- 
kności, w którym spłyną sztuki przestrzeni, to jest odno- 
szące się do wzroku i światła z jednej strony, a sztuki 
słuchu czyli czasu z drugiój strony — będzie to przeto 



190 

nowy rodzaj sztoki, w którym poślubi się miłością ze* 
WBętrzDy i wewnętrzny świat. 

Zanim jednak obaczymy, jak się nam ziszczą te wróż- 
by o tym trzecim rodzaju sztuki, obaczmy najprzód roz- 
wój tego rodzaju sztuk , które do wzroku i przestrzeni 
należą , a następnie dzielnice tej sztuki , która się dą 
czasu, do słuchu odnosi. 

Rzecz jasna, że tutaj stanie na reju ten rodzaj sztu- 
ki, który nietylko w przestrzeni istnieje ale nawet ze 
samćj przestrzeni się rodzi, a który właśnie jak prze- 
strzeń sama ma za osnowę materyą. Pytamy, cóz się 
rodzi ze samej przestrzeni ? To wiemy juz z matema- 
tyki, z geometryi, których dzielnicą jest właśnie prze- 
strzeń. Z przestrzeni powstaje punkt, linia, płaszczyzna 
prosta i krzywa, figury więc różne: trójkąty, prostokąt, 
koła, łuki, elipsy, sześciany, kule, piramidy i t. d. Zga- 
dujesz przeto już że sztuką tą rodzącą się z przestrze- 
ni jest Architektura ; nadto Architektura, równie jak 
przestrzeń, ma do czynienia z massa ciężką materyi. 

Przecież znowu właśnie dla tego że Architektura 
z przestrzeni się rodzi, więc i ona stwarza sobie wła- 
sną przestrzeń artystyczną, ona buduje sobie świat oso- 
bny, w sobie zamknięty. Wszak i przestrzeń natury, 
ta przestrzeń Boża, jest dziełem Bożej architektury, 
w niej święci się budowanie i matematyka aniołów, co 
wodzą światy i słońca i księżyce. Przestrzeń wszech 
światów, toć jest dom widzialny dla duchów, który so- 
tóe wystawił Pan. Ale dla jestestw zmysłowych, dla 
oka zmysłowego, doczesnego, ten dom a przybytek Pań- 
ski nie jest ogarniony; my tylko widzimy tysiące gwiazd, 
tysiączne ich roje, co świecą w tym domu; a choó te 



121 

iwiaty wszystkie przez nas widziane są tylko może ja- 
kiemś zakąeiem przybytku Pańskiego, toe i one prze* 
eiez są dla naszej biednej myśli istnym zawrotem. Spoj- 
rzyj przez teleskop choćby na planety, jak one wędrują 
zdobne w księżyce, w pierścienie , po przez bezdenne, 
ciemne przestworza Boże, a lęki i trwogi padną na ser- 
ce twoje. Stąd człek architektoniczną sztuką buduje 
sobie całość, którą może ogarnąć, buduje po swojemu 
przybytek, odgradzając go od zewnętrznego istnienia, a 
tak stwarza świat osobny dla siebie. Osnowa zaś surowa, 
którą mu dostarczą natury ciosy i belki, metal i mar- 
mury, jest mu tutaj materyą; on przezwycięża jej nie- 
uzytość i ciężkość. Materya surowa krystalizuje się 
w dzieła człowieka. 

Stanął tedy już przybytek, — kolumny i łuki, skle- 
pienia i strop patrzą się na człowieka świąteczno, uro- 
czysto: ale przybytki puste, głuche, brak im mieszkań-' 
ca, coby równie jak przybytek był zrodzony w niebie 
piękności. I stanął na podnóżu gość olimpijski, stanął 
w cudnej postaci marmurową bielą odziany; on cichy, 
niemy, a przecież z niego przemawiają głębie ducho- 
we! Tego gościa z nadgwiazdnej wysokości sprowadzi- 
ła skulptura na ziemię, by zamieszkał w piękności swo- 
jej dom, co mu przygotowała architektura jej siostra. 

Lecz gdy architektura z cyrklem w ręku mierzy i ^ 
waży i liczy, gdy się posługuje, jakby czeladzią, mate- 
matyką i jeometryą, rzeźba nie zna, co cyrkiel, co ma- 
tematyka, tych powierzchni na jej posągu nie obrachuje 
już żadna matematyka , tutaj nie pomoże żadna jeome- 
tryą! Gdy architektura liniami swojemi, grą swoich po- 
wierzchni, harmonią swoich linii, jest dopiero przecjKu- 

LuTT Z Kb.— T. i. 16 



122 

eiem, symboliką treści głębokich a nie przebudzonych 
w duchu , w rzeźbionym posągu już nie przeczucie du* 
cha, już nie symbolika jego ale on sam, sam duch oso- 
biście występuje, choć odziany ciałem, to przecież ciało 
nie jest ciałem od doczesności pożyczonem , ale samo 
jest uwidomionym duchem; tutaj ducha niby dotknąć 
się możesz. Gdy oko nasze, patrząc na arcydzieła ar- 
chitektoniczne, mierzy jego stosunki, i liczy, patrząc 
się zaś na posąg dotyka się go niby wzrokiem; czu- 
cie, zmysł dotykania przeniósł się w źrenice. Gdy ar- 
chitektura mocuje się z ciężkością materyi, podpierając 
j^Jbrzemię, w rzeźbie postać sama na sobie ciąży, sama 
się w swoich członkach podpiera. Gdy architektura bu- 
duje w sobie zamknięty świat, niby artystyczną Przyro- 
dę, artystyczne otoczenie, w rzeźbie już duch jest usa- 
mowolniony od natury, posąg ze wszystkich stron obro- 
biony stanął samodzielnie, jest wyobrażeniem wyzwole- 
nia z pod potęg przyrodzonych. Dla tego płaskorzeźba, 
nie oderwawszy się od tła swojego, patrzy na nas jako 
jedynie ozdoba architektury, jakoby jej przystrój. Bo 
właśnie rzeźby powołaniem jest aby wymiary, aby 
formy rzeczywiście istniejące w naturze znalazły się 
równie doprawdy i w dziele rzeźbionem, lubo już udu- 
chownione pięknością nadziemską. To powołanie skul- 
{Kiury jest zarazem jej szczęśliwym światem a zarazem 
jaj kółkiem żakietem, z którego już ona wystąpić nie 
zdoła. Ale właśnie dla tego pojawia się na ziemi nowa 
sztuka, która już tych form i wymiarów rzeczywistego 
świata nie przenosi naprawdę w dzieło swoje, ale wdzię- 
czną ułudą mami wzrok; sztuka, która, będąc ukochaną 
córą państwa idealnego, zmyśla świat czarodziejski. 



123 

w nim udając wrzekome wymiary, oddalenia, formy 
wklęsłe i wypukłe , cienie i światła , słowem udaje to 
wszystko magią swoją, co jest w rzeźbie rzeczywisto- 
ścią rzetelną. Wszak ta sztuka dla tego właśnie, ze 
tak cudnie zmyśla i łudzi , pozwala sobie udawać tćż 
oddalenia kilkomilowe i wymiary tak ogromne , ze te 
przestrzenie jej już są nieprzystępne dla rzeźby, co jest 
tak prawdomówną , szczerą i rzetelną. Domyślasz się 
że tą sztuką nową jest malarstwo. Właśnie to ona prze- 
mogła przestrzeń, bo jej prawdziwa przestrzeń jest pła- 
szczyzna , a jej wymiarem jest tylko sama długość i 
wysokość obrazu,, a przecież tu są wszystkie wymiary 
Tzeżby, co więcej, jak rzekłem, ona zmyślając perspe- 
ktywę, majaczy i mami i łudzi. A jej rószczką czarno- 
księską jestpęzel, a gieniuszki, co jej służą, zaklęte są 
w jćj farbach na palecie; sztuka malowania przemogła 
przestrzeń, przemogła więc i ciężkość imateryą samą. 
Patrzysz na jej postaci urocze, widzisz — to Olimpy roz- 
winięte, to bitwy i krocie wojowników, to miasta i gro- 
dy i skały, to niebo, obłoki i morza i puszcze. Ona, gdy 
nierada tobie, zwinie te światy swoje ; zamknie w swo- 
jćj tece i zastępy wojenne, i skały i morza>, puszcze 
i kraje wielomilowe. Sztuka malarska majactwem In- 
bćm tak sobie poczęła, iż co widzisz w jej dziele, to me 
jest rzeczywistością, to nie jest materyą zewnątrz istnie- 
jącą, ona raczej przebywa w tobie, we wnętrzu twojem, 
we widzu; ty patrząc na jej dzieła patrzysz oczyma ducha 
twojego, patrzysz idealnie! Ale z drugićj strony potrzeba 
ci przecież i oczu zmysłowych, potrzeba aby obraz ma- 
lowany istniał obok ciebie , przed tobą ; potrzeba , aby 
ten obraz istniał w przestrzeni. Te jej przestrzenie nta- 



124 

lowane choć ułudne nie są tedy jeszcze ostatniem prze- 
możeniem przestrzeni. Wtedy ^ieuiusz piękności na- 
tęży siły swoje by przezwyciężyć i te ostatki przestrze- 
ni, by zwalczyć te ostatki zewnętrznego świata; on cofa 
się w siebie, zatęskni za nadgwiazdnym światem, za 
ojczyzną swoją, i w tęsknocie anielskiej przemówi mu- 
zyką — muzyką, której barwy, której cienie i światła są 
tony, akkordy, melodye i harmonie ! Cóż zostało teraz 
z przestrzeni? — drganie struny, narzędzia muzycznego, 
drganie, co jest drżeniem w przestrzeni, odbywającem 
się w czasie. Tutaj oczy zmysłowe przygasły, słuch sta- 
nął na ich miejscu, tutaj przestrzeń, owa rzeczy mate- 
ryalnych macierz, starta ! A tak muzyka jest drugim 
rodzajem sztuki pięknej; ona buduje sobie światy we 
wnętrzu duchowem, ona buduje sobie własne światy, 
własne przybytki z promieni swoich dźwięków , ona 
z akkordów stwarza postaci rzeźbione, ona maluje me- 
lodyą. Posłuchaj jej mowy, mowy muzyki, a z kośnicy 
historyi wystąpią dzieje umarłych ludów i przesuną się 
orszakiem tryumfów przed oczami serca twojego, a uj- 
rzysz jako dźwigną się góry nieba sięgające, i zaszu- 
mią puszcze proroctwem dalekich jeszcze lat, morza 
zaśpiewają hymny a gwiazdy tanem światlistym za- 
wtórują ziemskim śpiewom, akkordem nieskończonym. 
Toć wszystko obaczysz, gdy fale muzyki pełnym nur- 
tem wpłyną w duszę i przyniosą ci wieści z innych 
światów. 

Muzyka cała jest sztuką wewnętrzną, jej domem 
rodzinnym jest uczucie serca; serce wróży muzyką, ona 
tedy równie jak architektura jest sztuką symboliczną, 
jej ciosami 3ą tony, jej budowaniem harmonie i melo- 



125 

dye. Muzyka wprost wpływa w serce , ona nie prze- 
chodzi przez myśl, jej wdzięki nie ubierają się w sło- 
wa, w wyrazy; co muzyka szepnie nieśmiertelnemu du- 
chowi, tego juz nie wypowiesz mową wyraźną, jasną; 
muzyka jest świata zagadką, wyrocznią, w której prze- 
mawia Pan; jej tajemne orzeczenia serce tylko słyszy, 
a wytłumaczyć je tylko zdoła sama jedna Poezya. Co 
w muzyce jest sennem jasnowidzeniem , to w poezyi 
staje się jawem. 

Jak poezya łączy się z muzyką i płynie jćj tonami, 
tak tćz ona, występując samodzielnie, jest sztuką istnącą 
o sobie. Bo samo przez się poezya jest muzyką, jej ry- 
tmy i rymy są harmonią i melodyą, ale j^j treść juz 
nie jest więcej zagadką symboliczną, bo duch, innych 
światów syn, sam tutaj przemawia wprost o sobie, więc 
też wątkiem jego, osnową jego są juz nie ciosy budo- 
wne, nie marmury rzeźb, ani farby lub światła, ani 
tony lub dźwięki; jego osnową i wątkiem a narzędziem 
jest mowa. A przecież poezya maluje i stawia ci przed 
oczy i bohaterów i bogów posągiem rzeźbionym, ale te 
jej posągi mówią, rzuszająsię życiem i krwią ; ona roz- 
wija jakby dla wzroku obrazy natury, i śpiewa i weseli 
się i płacze w sercu muzyką swoją. Ona ogarnia też prze- 
strzeń światłem promiennem oblaną, ona drga w ser- 
cu niewidomie niby podziemny nurt, wiekuistości zdrój; 
ona objęła miłością zewnętrzne i wewnętrzne światy. 
Słowem, ona w harmonią zestraja wszelki ów dualizm 
sztuki, o którym powyżej mówiłem, bo ześlubia te jej 
rodzaje z sobą, które do przestrzeni, więc do oczu się 
odnoszą, ze sztuką, która jest córą czasu, i dla słu- 
chu stworzoną. Ona tedy jest trzecim rodzajem sztuki. 



126 

Przecież właśnie znowu dla tego, że Poezya jedno- 
czy w sobie oba poprzednie rodzaje sztuk, stąd juz wy- 
płynie, że ona sama rozdzieli się w sobie na rodzaje 
różne , z których jeden będzie wyobraznikiem onych 
sztuk światła i wzroku, stwarzających zewnątrz siebie, 
bo w przestrzeni, dzieła swoje , a drugi rodzaj poezyi 
odniesie się przeważniej downętrznych przybytków du- 
chowych; trzeci zaś, jak przewidujesz, będzie sam powią- 
zaniem obu pierwszych rodzajów poezyi. 

Zgadujesz zapewne, że wedle tego, com dopiero 
rzekł, naprzód pojawi się tu poezya niby plastyczna, 
malownicza, która zwróciwszy źrenicę duchową na ze- 
wnątrz, widii Boże i światowe dzieje, patrzy na spra- 
wy natury i historyi człowieka. Jest to epopeja, sielan- 
ka , powieść i tak następnie , a gdy ona wyśpiewa te 
zewnętrzne światy, gdy głos jej rozbiegnie się po po- 
koleniach i stuleciach, wtedy duch piękności zwróci oko 
swoje na wewnątrz, i co potęg , co mocy żyje w pier- 
siach człowieka , to wypłynie strumieniem , potokiem, 
rzeką lirycznćj poezyi , i zagrzmi Hymnem, Psalmem 
Bogu, i uwielbi Odą wielkie czyny wielkich ludzi na 
ziemi. Albo nakoniec poezya stanie się dramaturgią. 
Tu jak w epopei widzisz postaci przed sobą, widzisz ich 
dzieje na ziemi ; ale co one mówią , toć jest wylewem 
ich duszy, co czynią i działają, toć jest wyrazem onych 
mocy tajemniczych, co pracują w ich wewnętrznych 
przybytkach, tych mocy, co prą i robią w piersiach ich 
do działania porywając. 

Tak tedy zlekka rzuciłem ci zarysy podziału sztuk 
pięknych; prawda, że te zarysy są zbyt lekkie, prawda, 
że możnaby innym jeszcze trybem uszykować cały po- 



127 

c«Jt tych cór olympijskich ; wyznaję, ze w tój chwili 
nie wiem nawet, czylibym się tego samego trzymał 
szyku, gdyby mi kiedyś wypadło w przyszłym jakim 
sseregu listów moich przypatrzyć się zosobua każdemu 
% łych rodzajów sztuk — ale w takim razie przyszłoby 
nam tez ściślej ugruntować podział cały. Wszak do- 
tychczas estetycy nie mogą się zgodzić w tej mierze! 
Myślę atoli , ze podział i systematyzowanie wzajemne 
sztuk pięknych trybem, jak to uczyniłem powyżej, zu- 
pełnie nam nateraz wystarczy, a to tem więcej, że jest 
i łatwy i zrozumiały. Trzymając się naszej myśli, któ- 
ra w nim przewodniczy, zdołasz bez trudności każdy 
z tych rodzajów sztuk rozdzielić znów na podrzędne 
rodzaje; co więcej, bez mozołu poznasz, jako w tym sy- 
stemacie wypadnie umieścić i inne pojawy, które ró- 
wnie do dziedziny sztuki i bardzo słusznie policzone by- 
wają. Tak np. zważ taniec, — rozumie się , że nie ten, 
który w życiu powszedniem tak się zwykł nazywać, ani 
ów co zwykle w baletach trąci sztuką łamaną , — a wy- 
znasz, że taniec av najszlachetniejszćm znaczeniu uwa- 
żany, znajdzie i w naszym systemacie łatwo umieszcze- 
nie swoje. Bo taniec jest wcieleniem piękności linii 
w ruchy ciała, a te właśnie odbywają się zarazem w prze- 
strzeni i w czasie (takt, rytm). Tak tedy taniec jest 
jakoby przejściem ze sztuk istniejących w przestrzeni 
do sztuki żyjącej w czasie, bo do muzyki; on równie 
przejmuje wnętrze człowiekajako też jest zewnętrznym 
pojawem; on jest rzeźbą żywą i muzyką widomą , har- 
monią niemą a symboliką wymowną uczuć człowieka. 
Albo sztuka ogrodnicza ! O ile takowa zasadza się na 
udaniu natury, jej dolin i strumieni, jej gajów, i tak o 



128 

ile ona niby stwarza naturę wolną a przecież pełną 
wdziękn, o tyle graniczy z malowaniem pejzażów; o ile 
zaś buduje szpalery i strzyże, o tyle zaiste staje się 
pokrewną Architekturze: rzekłbym, że w pierwszym 
razie jest natura sztuczną, w drugim sztuka naturalną. 
A cóż dopiero powiedzieć o sztuce dramatycznej ! po- 
dobno łatwoby nam przyszło okazać , jak to ona jest 
wykwitem całego grona sztuk pięknych. Miłoby mi 
było, gdybym ci kiedyś mógł wyłożyć ogromne zna- 
czenie tej sztuki i pierwsze choć najogólniejsze jej za- 
sady. Ale tutaj niema ani miejsca ani czasu po temu. 

Zwróć tylko uwagę na całą osnowę przebieżoną w li- 
ście niniejszym. Okazało ci się jawnie, jako mniemam, 
że dwa pierwiastki wręcz odwrotne, bo świat duchowy 
i zmysłowy spływają w jedność w sztuce pięknej, a tem 
samem że przewaga jednego z tych pierwiastków paczy 
zawsze cudne piękności formy. Tak tedy wyjawiła się 
> nam naprzód prawda , że same zmysły nie wystarczą, 
by ująć piękność w całem niebiańskiem jej znaczeniu, 
i że z drugiej strony sama myśl, wyrzekająca się do- 
czesności, spinająca się po wierzchowinach hardych lecz 
zimnych i lodowych , wysoko wzniesionych nad życie 
ciepłe, pełne krwi i tętna, wyrzeka się dobrowolnie roz- 
koszy płynącej dla ducha z piękności artystycznej. 

Tym prawdom przypatrzyliśmy się z przeróżnych 
względów , a nakoniec widzieliśmy, jak ten właściwy 
stosunek świata materyalnego i duchowego w sztuce, 
staje się sam zasadą podziału sztuki na różne jej ro- 
dzaje. A wszędzie pojawiła się nam prawda, że sztuka 
piękna zaiste jest zjednoczeniem dwóch światów, bo do- 
c^esiiiości i wiekuistej prawdy, zmysłów i ducha. 



129 

Dusza, Psyche, o motylich skrzydłach, słoneczne- 
go bóstwa córa, jaśnieje w swej piękności nadziemskiej, 
ale świat tylko cześć niebiance oddawać umie, a nikt 
ze śmiertelnych nie ośmiela się jej kochać rzewną mi- 
łością. A smutnie i tęskno płyną godziny samotnćj 
Psychy; ale Amor, ziemskiego kochania i najwyższych 
uroków bóg, sam miłością ku niej goreje i dla oblubie- 
nicy nieśmiertelność od Pana Olimpu wyprosił, a cały 
Olimp zestąpił na ziemię i uwieńczył zaślubiny nie- 
biańskićj ze ziemską miłością. Sztuka jest tą historyą 
miłości Amora i Psychy, zlaniem się w jedność zmy- 
słowego i duchowego świata. 



Listy « Kr — T. I. 17 



LIST VI. 

Stosunek sztuhi do uezuó. 

Nieiawliłość hciuc od woli nasią].— UeiHcla nie mogą kjć prawidłem sądie- 
nla o neeiacli, ani skaiówką postępowania nasiego.— Nie mogą tedy sta- 
nowić prawdy w sądienlu o dilełaeli sitaki.— Uciada są właielwym sądem 
w sprawach lapełnle osoklstycL — Sitaka nie ma celu wikadianla neinć 
rellgUnyck, ani moralnycL— Ucinde piękności ciyll smak nie Jest dostate- 
einym sędilą, ani twórcą dileł sitok plęknyck. — Pąjmowanle piękności 
pnei Platona.— Właściwy okres dla smaka, winacienla iwykłem nwaia- 
nego.— Smak estetycsny— styl. 



Ckwlle pnemagąjącyck aciaćsąinpełnle prieclwnesitace.— Uciada są atoli 
wykorną treścią dla sitaki.— Indyana Pani Sand. — Stanowisko dilslcjsiyck 
romansów (hknenikick.— Powołanie rieciywlste piękności.— Harmonia roin- 
mn i ncioć. 

ildy Dante przy grzmiącym głosie swej lutni pieśnią 
potężną zaśpiewał o piekle, czyseu i niebie, o aniołach 
i szatanach, już, jakhy na pobudkę ostatecznego sądu, 
' zerwały się Włochy, złożone jeszcze barbarzyństwa snem, 
a roztwierając nagle oczy, ujrzały zarazem purpuroAvy 
świt sw^j sztuki w malowanych Giotta obrazach. Po- 
ranie nowego życia rozlało się po niwach i gajach Ita- 
lii. Wtedy i promyk jeden świźż^j jutrzenki padł na 
skromny domek w Arezzo , kędy się chował młody %- 



131 

nelio. Zawrzała w uim dusza, zakipiała namiętnością: — 
był to Włoch w całem znaczeniu; co w sercu zatliło, 
rozgorzało płomieniem ponurym i buchło na jaw, od- 
bijając się, niby w duszy zwierciadle, w zuchwałych 
i pełnych grozy figurach pęzla jego. Wnet rozbiegła 
się sława młodego malarza , a starzy i pacholęta, kobiety 
i mężczyźni rozprawiali o jego dziełach, podziwiając te 
śmiałe, butne i namiętne kształty jego; a dziwna tei 
w tych postaciach żyła potęga i dziwne też o nich cho- 
dziły wieści. Czyliż on może puścił się w tropy Dante- 
go ku progom Lucyfera, podpatrzył piekielnego gospo- 
darza i z pod boku jego wyniósł sobie na świat wzory 
dla swych figur? — Bądź jak bądź, zawsze jakaś siła ta- 
jemnicza w nim parła i do pośpiechu napędzała, bo 
choć pęzel jego lotem błyskawicy ścigał myśli i uczu- 
cia mistrza, nie mógł im dostać, ani wystarczyć gwał- 
townemu pochodowi duszy jego. A lubo z równą szyb- 
kością wypadały z pod ręki Spiuelli i mnichy i świato- 
we damy, święci, cesarze i papieże , i choć wszystko już 
stawało się obrazem, o czem zaledwie pomyślał ; prze- 
cież z głębokićj otchłani gorącej wyobraźni jego coraz 
nowe a nowe wylatywały kształty; zaczęte , na pół do- 
kończone rzucał, chwytając następne, bo nie miał 
pokoju w sobie , i coś, jak powiadano, w nim paliło. Ale 
w końcu Spinello , pragnąc by przecież w mieście ro- 
dzinnem zostawił ślady żywota swojego, zabrał się do 
wielkiej roboty w kościele S. Maria degli Angioli: upa- 
dek i strącenie aniołów pysznych było treścią tćj pracy.— 
Łatwo sobie wystawić możesz gromadę złych duchów, 
co urosła z pęzla jego. Główną atoli figurą obrazu, i słu- 
sznie, był sam szatan robiący niby honory piekła, a za« 



132 

wziął się tćz na tego wroga naszego rodu Spinello, i w ta- 
ką brzydotę go przystroił , jak tego jest godzien. I uda- 
ło mu się — ba, obaczysz , iż mu się udało na jego bie- 
dę az nadto : posłuchaj tylko cierpliwie. 

Zbiegała się tłumem cała okolica, by tę sławną 
szpetność podziwiać, a strach brał patrząc na nią; i nikt 
juz w obecności tego obrazu nie śmiał głośno przemó- 
wić, by licha nie budził; — kto spojrzał, to i truchlał. 
A panie wszystkie przyznawały, iżby nigdy się nie spo- 
dziewały, by zwodziciel mógł być do tego stopnia brzyd- 
kim; a może tćz nie jedna i niejeden pocieszał się my- 
ślą, iz znów djabeł nie tak straszny jak go malują. 
Rzecz cała byłaby się może na tem skończyła, i z sa- 
mym djabłem byliby się może oswoili, bo najtrudnićj 
zacząć , a już resztę jakby znalazł. Boć i sami pano- 
wie Francuzi nas uczą: Ge n'est ąuele premier pas qui 
coAte. Ale cóż się stało? — tak wiele o tym djable ga- 
dano, rozprawiano, szeptano, iż jakoś wieść o malowi- 
dle Spinelli doszła komerażem do piekła i ubodła do 
żywego stronę interesowaną. Niewiedzieć, czyli djabeł 
był istotnie na starość w jakichś jeszcze pretensyach, 
czyli się obawiał wyraźnćj straty i bankructwa na kre- 
dycie, i mądrze u siebie zważył, iż zwodziciel, o któ- 
rym wszyscy wiedzą że szpetny, i licha nie wart: o to 
wszystko nie pytaj, ja o tem wiedzieć nie mogę, ani 
chcę wiedzieć , bo zresztą nie lubię się w takie tam rze- 
czy mieszać. Koniec końców, wszystko się skrupiło na 
biednym Spinellu. Słuchaj. 

Jednej nocy , gdy księżyc , niezmordowany od wie- 
ków kochanek i towarzysz Ziemi naszej, po swojemu ją 
kółkiem obiegał, i tak służąc pani swojej dowodził, że 



133 

miłość na starość nie rdzewieje ; gdy przy poetycznćm 
świetle jego Italia kąpała się w srebrnych toniach obu 
mórz swoich, co niby dwaj cavaliere servente z obu 
stron grą swych fali śpiewały jej serenady swoje , a ona 
wiecznie młoda , wiecznie cudna, ustrojona wiankiem ga- 
jów i kwiatów, tchnęła pod ciche gwiazdy woń swoją, 
oddając niebu, co od nieba wzięła; Spinello — gdy się 
to wszystko działo , spał sobie snem prawego , o niczem 
żłćm nie myśląc. Aż tu nagle staje przed łóżkiem je- 
go osobiście djabeł , od stóp do głów w tej samej po- 
staci, w której go był odmalował Spinello w kościele 
degli Angioli ; miał kubek w kubek ten sam wyraz ii- 
zyonomii, te same maniery, ułożenie i t. d. słowem, 
oryginał był, jak to mówią, z miny i czupryny tak po- 
dobny do owej swej kopii , jak dwie krople wody. A nuż 
tedy żale i chryje, nuż wyrzuty; a tyś taki, a ty owa- 
ki, gdzieś ty mnie tak szpetnym widział, co ja tobie 
winien, po co ty mnie na despet malował, co ja ci 
kiedy złego zrobił, ty mi psujesz reputacyą i t. d.it. 
d. i t. d. do widzenia się! Przebudził się Spinello ką- 
piąc się w mroźnych potach , a w mózgu kipiało ; czo- 
ło miał zimne, a głowę w płomieniach — ot, dostał po- 
mieszania zmysłów, nie długo umarł, i na tem się 
skończyło. 

Otóż widzisz, drogi mój bracie, czem dla tego nie-, 
boraka był djabeł , tem zupełnie dla nas pospolitych lu- 
dzi są najczęściej własne serca uczucia; kto się na ba- 
czności nie ma, kto ich potędze rość w sobie pozwoli, 
kto je w sobie na oślep wychowa , toć wnet ich będzie 
miał własnymi wrogami , stanie się ich ofiarą i będzie 
zabity od nich, lub przynajmniej zaszwankuje na ro* 



134 

zumie. Uczucia własne dźwigają się często w olbrzymie 
złowrogie demony, które się stają naszej zguby przy- 
czyną; co się w sercu zrodziło wywołuje moce w świe- 
cie zewnętrznym , a te moce biją* na nas i karzą za to , 
żeśmy pominęli ogólny Boży zakon władnący światem 
i gruntowali sprawy nasze wyłącznie na własnego ser- 
ca natchnieniu kłamliwem. 

A istotnie rzecz dziwnie się ma i z uczuciami i z tern 
powszednióm odwoływaniem się do nich. Zwyczajnie 
własne uczucia na świadectwo biorą w rzeczach^ do 
których je najmnićj zastosować można; a znowu tam, 
gdzieby wypadało sięgnąć do przybytku własnego ser- 
ca i zapytać li samego głosu uczuć, tam najczęściej ra- 
dzą się zimnego rozsądku: paczą tedy i rozsądek, i znie- 
ważają uczuć świętość. Gdy zaś najpospoliciej przy sztu- 
kach pięknych zwykło się wiele i suto rozprawiać o u- 
czuciach, racz tedy ze mną trochę bliżćj ich istotę ro- 
zebrać, mając atoli zawsze na pamięci, że ja tu mó- 
wić będę o uczuciach samych przez się , a nie będących 
pod wpływem wyższych władz i ukształconej woli. Dla 
uniknienia wszelkiego nieporozumienia wolę ci już z po- 
czątku oświadczyć , czego przy końcu listu tego dowio- 
dę, że jak człowiek bez uczuć jest głuchą, bezjędrną' 
łupiną w świecie moralnym, tak też przyznaję , iż w świe- 
cie estetycznym uczucia są głównym pierwiastkiem; bo 
gdzie nie ma uczuć, tam nie ma mistrza, tam nie ma 
sędziego sztuk pięknych , tam nie ma sztuki wcale. 

Ale wyznaj , że też trudno znaleźć coś tak zmien- 
nego , tak przemijającego jak uczucia same , jeżeli one 
nie staną pod rządem rozumu i nie poddadzą się zasa- 
dom prawdy. Rodzą się one w nas ciągle, i ciągle się 



135 

przeobrażają, przychodzą nam z nienacka, niewołane, 
i niespodziewanie występują z ziemi, jakby z pod podłogi 
teatralnćj widziadła i strachy; lęgną się w nas mimo- 
wolnie, bez najmniejszego wpływu naszego; jedna chwi- 
la bywa tu stanowczą. Ten lub ów , co wstał sobie spo- 
kojnie z rana, kładzie się wieczorem mając nienawiść, 
troskę , lub miłość w sercu: a co gorsza , przez nie , jak- 
by przez żółte , bure , lub różowe szkiełka na świat spo- 
zićra. Uczucia tak mało od nas zależą, jak rumieniec 
na licu , jak iskra w oku , jak łza boleści , lub barwa 
włosów , jak sen i marzenia nocne, jak łagodniejsze lub 
mocniejsze pulsu bicie — serce nie sługa. 

Czyli się kto z tkliwszem lub twardszem sercem ro- 
dzi, to ani jego zasługą, ani winą; ani też o to chodzi, 
jakim się kto rodzi , ale jakim się własną pracą uczyni. 
Nie ma ludzi lichszych jak ci , których cała pochwała, 
że mają dobre serce: bo najczęścićj to dobre serce znaj- 
dzie się i przy braku charakteru, honoru i ścisłego do- 
pełnienia powinności swoich, i przy słabej głowie, roz- 
wiązłości i złych obyczajach. Ludzie tacy nie dają ża- 
dnćj rękojmi swojego postępowania , a najczęścićj i so- 
bie i innym stają się zguby przyczyną. Najwyższym 
dowodem wartości człowieka jest walka z wadami przy- 
rodzonemi serca, aby na miejscu przemiennych uczuć 
zbudować w sobie charakter. Łudzi bezmozgtych naj- 
częściej tem bronimy, iż mimo tego i owego, co uczy- 
nili , mają przecież dobre serce. Podobnie też ludzie 
wskroś sentymentalni mgdy nie zdobędą się na dzielne 
i potężne czyny ; dusza ich pełna woni , niby fiołek w za- 
ciszy, wyzionie zapachem swe życie niezaznane, ciche 
i wiotkie. * Jest to wielka różnica między człowiekiem 



136 

sentymentalnym a człowiekiem, jak to mówią, mającym 
sentymenta. 

Uczucia, mieszczące się w piersiach naszych, są sku- 
tkiem i ostatecznym wypadkiem nieprzeliczonych wpły- 
wów. Cały przeszły żywot nasz, towarzystwo, rodzaj 
wychowania , miejsce kędy kolebka nasza stała, obrazy 
rozwieszone na ścianach ojczystego domu, czarne i ja- 
sne chwile dziecięctwa naszego i cała ta nasza młodość 
brzmi głosem przeciągłym , długim, aż w późne lata ży- 
cia. Nawet bieg szybszy lub powolniejszy krwi, różny 
temperament, wszystko, czegośmy sami się wyuczyli, 
albo czego nas świat nauczył przedewszystkiem uspo- 
sobienie psychyczne od natury wzięte słowem, sum- 
ma nieskończonej liczby przypadłości, które bynajmniej 
od nas nie zależały, stworzyły te uczucia, które się 
w piersiach naszych mieszczą. Muszą tedy uczucia hyc 
tak przypadkowe , jak i okoliczności , które je zrodziły. 
A ponieważ wypadki i wydarzenia takowe w każdym 
człowieku są inne a inne, więc też każdy człowiek ma 
inne uczucia i inne nastrojenie serca swojego. Ale co 
więcej , w jednym i tym samym człowieku nawet one 
ciągle się mienią, wiecznie przeobrażają. Spojrzyj w ser- 
ca własnego ciemne otchłanie, w ten świat dziwny, 
niezgłębiony, w to gniazdo bezokich marzeń , zagadko- 
wych potęg; ztamtąd, jakby z zamglonego oceanu, wzno- 
szą się w różno-kształtnych fantastycznych formach, 
niby widma wywołane czarnoksiężnika słowy, tłumy 
uczuć różnego języka, różućj twarzy, a każde w imie- 
niu innej namiętności przemawia, każde inną wprowa- 
dza sprawę przed sąd rozumu, każde ku swej stronie 
kieruje życiem naszem : a rozum, wśród tej wrzawy nie- 



m 

sworn^j, przesłyszy niekiedy i słuszności głosu. Ilwaz, 
iz nawet nigdy jedno uczucie samo w nas się nie ode- 
zwie; owszem, gdy jedno w serce uderzy, budzi całe ak- 
kordy spokrewnionych z sobą uczuć, podobnie gdy się do- 
tkniesz jednej struny w muzycznem narzędziu, już dźwięk 
jej obudzi inne, posłyszysz jej tercyę, kwintę i oktawę. 

Nieustannie coś w sercu naszem się zradza , porusza, 
mówi, a lada zdarzenie, lada zjawisko na nas działać 
może; spadający listek wieczorem jesiennym, umierają- 
cy kwiat, pięknych oczu spojrzenie, niebo jasne, pro- 
mienne lub szare i smutne , pieśń z dawnych lat, miej- 
sce niegdyś widywane i ukochane, niebo w gwiazdy 
strojne, gawory dzwonów znane z lat dziecięcych — 
i tysiące nieprzewidzianych małych i wielkich wypad- 
ków przestrajają w mgnieniu oka duszę naszą. 

Sama wieku różnica , rozmaitość pory dziennej lub 
rocznej, przeszłość, przyszłość i teraźniejsze chwile 
w innych barwach zjawiają się oczom duszy naszej i in- 
ne w nas budzą uczucia. Lata, co jeszcze drzćmią 
w przyszłości łonie , podobne do młodości i wiosennego 
zarania , gdy wschód purpurowy goreje gromadą obło- 
ków złocistych, a w każdej rosy kropelce źwierciedli 
się niebo, błyszcząc nam jakby tysiączną nadzieją; prze- 
szłość zaś jest znów jakby wieczorem jesiennym, ni- 
by podeszłością wieku naszego : przedmioty rzucają dłu- 
gie cienie na obraz świata; smutne, zimne mgły pokry- 
wają życie ziemskie, aż gdy księżyc powodzią drżącego 
światła zaleje doliny, już też drzewa, góry, krzewy i ska- 
ły tracą barwy swoje, i są tylko jakby widmami sie- 
bie samych. Południe życia, strzelając z góry promie- 
niem swoim, dojmuje upałem pracownika tćj ziemi; czło- 

LisTY z K*.— T. I 18 



138 

wiek w znoju wieku średnie{;o trudzi się z chwilą te- 
raźniejszą i pasuje się z nią i walczy, zapomniawszy na 
życia swojego wschód , a często nie pomni, że słońce 
żywota ku zachodowi się skłania. Tak uczucia nasze co- 
raz inne przybierają kształty, a serce ciągłym niby jest 
kalejdoskopem, za każdem poruszeniem w inne się prze- 
mienia postaci* 

A już teraz myślę, iż mi przyznasz że uczucia, po- 
wstając w nas i niknąc bez woli naszej i przyczynie- 
nia się naszego , muszą też być w każdym człowieku 
inne, i nawet w każdym znów, wedle różnej chwili, we- 
dle trafu, różne; a z tego znów zrozumieć możemy, iż 
one są rozmaite: złe i dobre, zacne i nikczemne, że nas 
tak do wielkich i szlachetnych czynów prowadzą, jak 
hańby i zbrodni stają się przyczyną. Przyjaźń, miłość, 
poświęcenie za prawdę, bojażń Boża, obyczaj poczciwy, 
również mają w sercu ojczyznę swoją, i również z uczuć 
pochodzą, jak zdrada, nienawiść, mordy, cudzołóstwo, 
kradzież, zazdrość, kazirodztwo i wszeteczność wszel- 
ka, o tem i Pismo S. świadczy. Wstąp-no do więzień 
karnych, kędy mieszka występek i rozpacz, a najczę- 
ściej znajdziesz, iż zarodem złego, owym ciemnym anio- 
łem, co zwraca człeka od drogi prawego żywota i wabi 
ku złemu, były źle pilnowane serca uczucia. 

Uczucia są to owe czarownice, co na głuchych i 
pustych wrzosach, wśród wichru, burzy i bitwy spoty- 
kają Makbeta i w serce jego, nadpsute pychą odniesio- 
nego zwycięztwa, niby jadu krople wpuszczając, pochle- 
Jbną i zdradliwą przepowiednią wzniecają w nim żądze 
panowania i chciwość korony: a droga do tronu wie- 
dzie go przez mordy i zdrady. Puginał-widmo wabi 



139 

Makbeta po przez noc do komnaty śpiącego Dunkana, 
a sam morderca siebie pyta, czyli krwawe zabójstwa 
narzędzie jest piekła widziadłem, lub dziełem podstęp- 
nych zmysłów ? Shakspeare jest mistrzem w malowa- 
niu uczuć stojących na zdradzie człowiekowi. Dla OtelU 
znów zazdrość serca w postaci Jaga staje się szatanem 
jego. Uczucia złe dojrzewając bowiem w piersiach przy- 
bićrają te lub owe kształty, kuszą i do grzechu pocią- 
gają. Wić o tćm Hamlet; głucho i pusto w sercu jego, 
rozpacza o ludziach, o sobie, o wieczności; patrzy na 
świat niby na wielki grób, a w serce własne jak w cmen- 
tarz, kędy pochował i miłość, i nadzieję, i ułudy i wiarę 
swoją; skrzepnął w sobie, bo powątpił nawet o matee 
własnej. W tem duszy nastrojeniu podejrzenie ostatnie, 
najwyższe, zjawia mu się w bladem widmie ojca: ale 
Hamlet i jemu nie dowićrza i sam sobie powiada, ze 
duch ten może być zawodnym piekła posłannikiem, by 
go ułudą zwieść i wtrącić do zbrodni. 

Jeżeli tedy zaprzeczyć nie możesz , iż uczucia są 
czćmś niepewnem, przypadkowem, a często złego po-- 
wodem^ toć już widzisz, iż one nie mogą być sędziami 
spraw naszych , owszem , iż one same należą pod sąd 
rozumu. A jak tedy niebezpiecznie jest zaufać im, tak 
jest ubliżeniem godności człowieka uważać to za praw- 
dę , co nam, jak uczucia, znienacka i niewiedzieć zkąd 
przychodzi. — Człowiek , by bez krzywdy swej wiekui- 
stej istoty cokolwiek za prawdę mógł uważać, winien 
być przy zakładzinach jej i znać jej fundamenta. 

Nie rozumiem tedy, jakiem prawem w rzeczach 
pełnych grozy i powagi , w sprawach ogromnego dla 
wszystkich ludzi znaczenia, można się do uczucia swo- 



140 

jego odwoływać; a jednak tak się dziać zwykło. Bo czy to 
jest mowa o wydarzeniach historycznych, o wielkich figu- 
rach w życiu rodu ludzkiego, lub o prawie, stosunkach 
towarzyskich, sztuce pięknej i podobnych sprawach, toć 
najczęściej słyszymy, iż ktoś sobie uczucia własne 
za sędziów bierze, i z nich tworzy sobie zdania. Ale 
rzecz jasna, iż zdanie takowe jest Ii ważnem dla niego 
samego, dla innych nie ma żadnej wartości. Tu na nic 
się nie przyda, choć kto, kładąc rękę na sercu, sen- 
tymentalnie zawoła: «ja tak czuję !» bo choćby tem 
nawet jakiś efekt sprawił, nikogo przecież nie przeko- 
na: a wykrzykniki takowe są nierównie łatwiejsze, niż 
dowody na rozumowych zasadach oparte. 

Człowiek, gruntujący zdanie swoje na własnych tyl- 
ko uczuciach , opiera się tylko na powodach zupełnie 
osobistych, więc przypadkowych które innych ludzi nie 
obchodzą wcale; a gdy czerpie li z siebie samego zda- 
nie, nie z rzeczy, o którćj sądzi, więc też to jego zda- 
nie będzie prawdą osobistą tylko, a nie rzeczywistą: bo, 
czyniąc uczucia swoje najwyższym sędzią o rzeczy, nie 
pyta czem ona jest sama w sobie, a zatem czem być 
winna dla innych, tylko, czem ona jest dla niego. Nie 
przypuszcza żadnej dyskussyi, żadnego dowodzenia, ani 
za, ani przeciw: bo gdzie dyskussya i dowody, tam i 
rozumowanie, a uczucie nie wdaje się w rozumowania; 
jest , bo jest. Kto tylko w uczucia wierzy, żąda tedy 
ślepćj wiary, bezwarunkowej ufności, ma pretensyą, 
aby to, co wyrzecze, miało dogmatów wagę ; a przecież 
zdania takowe mają tylko piętno urywkowych prawi- 
deł, nie mogących się nigdy związać w systematyczną 
całość, bo do tćj potrzeba zasady rozwiniętej z rozumo- 



141 

wania. Estetyk, wierzący tylko w uczucia własne, na 
świat patrzy się z piętra, i radby mieć w swoim kraju 
niby propinacyą wyłączną na zdania i sąd o rzeczach i 
ludziach. 

Są zaiste stosunki ludzkie , w których każdy same* 
go jedynie uczucia radzić się musi i powinien, w któ- 
rych samo serce rozstrzyga. Zakochał się kto i żeni 
się, toć już słucha samego swojego uczucia, boć to jest 
jego własna sprawa, i zupełnie ma słuszność nie dbać 
o zdanie i perswazye innych. Lecz byłby człowiekiem 
nieznośnym i śmiesznym, gdyby nas zniewolić chciał, by- 
śmy i my te wszystkie owe zaTety, przymioty i powa- 
by w jego oblubienicy widzieli , które on w niej spo- 
strzegł. Któż bierze za złe rodzicom, gdy w swych dzie- 
ciach widzą dowcip, rozsądek i urodę, i jakieś nadzwy- 
czajne upatrują zdolności, których się inni ludzie w nich, 
choć przy najlepszej woli, dopatrzyć nie mogą. Dla cie- 
bie ów ogromny dąb, pod którym siadywał dziad twój 
i ojciec, jest księgą świętą nieprzebranych marzeń słod- 
kich i wspomnień drogich — gdy tymczasem obcy czło- 
wiek w myśli oblicza, ileby z onego dębu było fosztów, 
i po czemuby ich łokieć sprzedać można. Z tego tćż 
powodu uczucia zwykliśmy zamykać w cichych tajni- 
kach duszy, rzadko je komu otwierając , by święto- 
kradzką ręką nie znieważono tej świętej kaplicy w pier- 
siach naszych, by zimnem dotknięciem nie zmrożono 
nam ciepłego drgania serca. Nie dziw tedy, że też miłość 
lub przyjaźń zdradzona tak pali i boli. 

W sprawach przeto zupełnie osobistych, zupełnie do 
nas należących, uczucia są właściwym sądem; wypro- 
wadzone zaś z tego koła nie znajdują się więcej na miej- 



142 

scu swoj^m. Przewaga bowiem jakiego uczucia w czło- 
wieku tak miesza i mąci wyobrażenia o rzeczach, tak 
je majaczy, iź jest w niższym stopniu zupełnie tem, 
czem obłąkanie umysłu. Dla tej też przyczyny górowa- 
nie uczucia jakiego najczęściej do obłąkania prowadzi, 
W stanie takowym umysł zwrócony przedewszystkiem 
ku jednemu przedmiotowi, (fiksacya), nie zdoła uporząd- 
kować wyobrażeń swoich, ani naznaczyć każdemu wła- 
ściwego miejsca, wszystkie z sobą miesza; dla tego 
choroby umysłowe słusznie pouiieszaniem się nazywają. 
Rzeczy dla duszy w tym stanie będącej nie są istotnie 
tćm, czem są rzeczywiście, ale czem się umysłowi scho- 
rzałemu być wydają. Najtrafniejszem tćż leczeniem jest 
staranie, by człowieka z tego osobistego stanowiska je- 
go, niby z kółka zaczarowanego, wyprowadzić a wy- 
stawić go na działanie świata zewnętrznego, rzeczy- 
wistego, czyli, jak powiadają , by go rozerwać , zająć 
rzeczami istotnemi. 

Bo też świat zewnętrzny, zwłaszcza natura, jest 
właśnie tą prozą, toczącą się zawsze i wszędzie dro- 
gą rozumu; i świat nie pyta się wcale, czćm on się 
temu lub owemu człowiekowi wydać może , ale uczy 
rozumu każdego, kto się do niego nie stosuje, bo uczy, 
aby zapatrywanie się osobiste swoje zamienił na zdanie 
z rzeczy pochodzące, na pojmowanie rzeczywiste. Otóż 
patrz, szanowny pan Don Quichot z Manchy, choć sam 
miewał zajączki, wiedział przecież, jakby je leczyć 
w drugich. Gdy piękna panna Altisidora, niby rozgo- 
rzała ku niemu nieukojoną miłością, zuchwały rycerz 
z Manchy nie zdołał płacić wdzięcznością i wzajemno- 
i^eią uczuć , bo siebie na wieki był oddał niepórówna- 



U3 

nćj Dulcinei z Tobozy. Przejęty jednak litością, rad był 
seutymentalnej Altisidorze podać niezawodne lekarstwo 
na ową serca chorobę. Jednego tedy wieczora, gdy, wró- 
ciwszy od księztwa do komnaty swej , usłyszał głosy 
niewieście w ogrodzie zamkowym pod oknami swemi, 
dorozumiał się w okamgnieniu, że to ona nieszczęśliwa 
ofiara: bierze tedy gitarę i, wedle świadectwa biografa 
swojego, trochę chrapliwym ale wcale nie przykrym 
głosem zaśpiewał pieśń, którą sam był na ten przypa- 
dek ułożył, choć nie wiem czyli dość grzeczną dla owej 
damy. Dość na tem, że jej radzi, by się zatrudniała jak 
najwięcej, unikała próżniactwa, żeby dozierała kuchni, 
patrzała gospodarstwa , i zapewnia że szycie , hafty, 
dziergania, druty, doglądanie ogrodu, ciągła czynność, 
są wybornemi środkami na miłość zbyteczną. Pamię- 
tasz może, że po tej radzie, tak niby rozsądnej, sam bie- 
dny rycerz nasz odbywa walkę z kotami , które mieni 
być złośliwemi czarownikami. Bo tak bywa wśród nocy 
przyćmionej duszy; niekiedy myśl strzeli, jakby błyska- 
wicą, dawną potęgą swoją, by potem znów zapaść w sen 
i w marzenia na jawie. Tak masz, na wstępie do domu 
obłąkanych w mieście naszem, napisane węglem na ścia- 
nie tąż samą nieszczęśliwą ręką i tuż przy sobie: Deus 
esł ens musicale^ mleko piekło papa. 

Mimo tego, iż tak mało na samych uczuciach fun- 
dować się można, przecież jest zdanie powszechne pra- 
wie, iż sztuki piękne jak z jednej strony ze samego uczu- 
cia mistrza płyną, tak też znowu w same tylko uczu- 
cia widza i słuchacza uderzać winny: że zatem ich głów- 
nym celem jest wzruszanie serca, pobudzanie uczuć, 
wzniecanie namiętności, a z tego znów, iż uczucia są 



144 

właściwymi sędziami sztuk, i że wedle nich wyroko- 
wać można o dziełach piękności ; bo jeżeli sztuki pię- 
kne dla uczuć pracują, więc też uczucia najtrafniejsze 
zdanie o nich mieć zdołają. Tutaj zaraz z góry można- 
by uczynić tę uwagę, iż ze wszystkich sztuk pięknych 
właśnie muzyka jest tą, która zdaje się być najwięcćj 
uczuciową, bo istotnie najwięcej ze wszystkich do uczuć 
przemawia — a przecież, pytam się , słysząc naprzykład 
kompozycyą jaką muzykalną, czyliż tylko samego uczu- 
cia mistrza w nićj szukać będziemy, i czyliż dość jest, 
aby słuchający miał tylko uczucie samo, a nic więcej? 
Cóż dopiero rzec o malarstwie, architekturze, o rzeźbie 
lub poezyi ? Nie ma nic łatwiejszego jak wołać, że sztuki 
powinny nas poruszać, wzbudzać uczucia, rozgrzać je 
sobą i t. (T. Ta rada atoli jest tak ciemna i niezrozu- 
miała jak uczucia same. A zresztą jakież to uczucia 
one wzruszać powinny ? Dajmy na to, iż nam naprzy- 
kład odpowiedzą: że sztuki mają wzniecić uczucia re- 
ligijne, zamiłowanie cnoty, pogardę występku, słowem, 
że podnieść i uszlachetnić winny uczucia moralne. Ta- 
kie wyjaśnienie rzeczy nie wystarcza wcale , bo nam 
miesza cel religii i moralności z celem sztuki pięknej, 
a tu właśnie wszystko na tem zależy, by oznaczyć, czem 
jest sztuka, co ona ma właściwego sobie , żeby ją od- 
graniczyć od uczuć religijnych i moralnych. Taka de- 
finicya przenosi zupełnie sztuki na grunt im wcale obcy. 
A jak zaprzeczyć nie możesz, iż religia i moralność 
sama w sobie jest prawdą i sama o sobie stoi, nie po- 
trzebując od nikogo pomocy, obejść się zatem może i 
bez sztuk pięknych, — tak z drugiej strony zechcesz przy- 
pomnieć sobie, żeśmy już w drugim liście zgodzili się 



145 

na to, iż sztuki piękne nikomu nie służą, nie mają ob- 
cych celów j i same sobie są celem: nie służą tedy i 
moralności. Nie ma płytszego sądu o sztukach pięknych, 
jak zdanie powtarzane aż do znudzenia często: iż ten 
lub ów obraz, posąg, poezya, romans nie jest niby mo- 
ralnym. Sąd taki jest czczy. Ludzie, którym brakuje 
podniety wewnętrznej do uczuć moralnych, niechaj nie 
narzekają na sztuki piękne, ale na wychowanie, jakie 
odebrali. Dzieła sztuki pięknej wcale nie mają powo- 
łania, by zastąpiły naukę wiary lub zasady poczciwe, 
skoro w sercu nie ma ani wiary, ani zacności. Sztuki 
wcale nie mają celu, by pomagały rozszerzeniu moral- 
ności w świecie, to do nich wcale nie należy. Powieść, 
malująca ohydną barwę zbrodni w celu jedynie by była 
odstrachem od złego, chybia powołania swojego, zbacza 
ze swej drogi, bo jej cel jest jedynie artystyczny. Po 
architekturze , po muzyce , po rzeźbie nawet nikt nie 
wymaga, by miały cel moralny; jedna tylko poezya bu- 
dująca, grająca, malująca wyrazami, ma mieć jeszcze 
cel dobrego obyczaju, choć ona ani mniej ani więcej 
nie jest sztuką jak architektura lub muzyka. Powie- 
ści pisane dla dzieci mają zaiste głównie na baczności 
kształcenie serc młodych; ale też powieści takowe nie 
należą do sztuki pięknej, lecz do pedagogiki, do liczby 
książek wychowaniu poświęconych. Jest rzeczą nawet 
dość komiczną, jeżeli ludzie późniejszego wieku chcą 
się jeszcze budować i polepszać z dzieł, które dla ro- 
zerwania swojego czytają; wszak już oni dawno po- 
winni byli skończyć sprawę ze sercem i rozumem swo- 
im i wiedzieć stosunki swoje do Boga, bliźniego i sie- 
bie samych. Rozprawiania o moralności dzieł sztuki 

Ł18TT zKb.— T. I. 19 



146 

pochodzi z pomieszania wyobrażeń o rzeczach zupełnie 
różnych. Czyliż sztuki piękne mają być rozprawą o mo- 
ralności, czyliż one mają mieć w końcu dodany sens 
moralny jak bajeczki Krasickiego? — a zresztą, któż 
z nich tę moralność wytłumaczy? — czyli tu nie wszyst- 
ko zależy od sposobu uważania tego, który je tłuma- 
czy? — W jednem i temże samćm dziele, w^edle stano- 
wiska różnego , wiele dobrego i wiele złego widzieć 
można. Posłuchaj, co w towarzystwie mówią, gdy przy 
herbacie rozprawiają o moralności jakiego romansu lub 
dramatu; rzadko znajdziesz dwa zdania zgodne w tym 
względzie. 

Nie przeczę iż dzieło sztuki każde, byleby było do- 
skonałe, na wartość też wewnętrznego człowieka wywrze 
wpływ swój potężny i zagrzeje miłością tego, co jest 
moralnem, wielkiem, prawem i świętem. Bo sztuki tak 
są prawdą i tak z zacności człowieka płyną, jak mo- 
ralność, cnota i wiara; nie mogą one być tedy im prze- 
ciwne, ani w sprzeczności z sobą : są to ściany jedne- 
go i tego samego brylantu, gorejącego tylko różnemi 
barwami ognia swojego. Co innego atoli jest powie- 
dzieć, iż z dzieł sztuk pięknych wypływa moralność 
i zacność, a co innego, iż one tylko dla tćj moralności 
i cnoty bytność swoją mają, i że one dla moralności są 
środkiem tylko. Przypuszczam iż istotnie sztuki pię- 
kne winny mieć na celu obudzenie uczuć szlachetnych, 
wielkich i zacnych; czyliby na teni moralność tak wiele 
zyskała ? — mniemam, że nie wiele: bo moralność nie 
stoi na uczuciach, nie na zapałach tylko,, ale raczej na 
przekonaniu, na jasnej wiedzy powinności świętych czło- 
wieka, na łamaniu się z sobą, jeżeli potrzeba, a nawet 



147 

na zmuszeniu swych uczuć, by się zastosowały do tego, 
cośmy w sobie za prawdziwe i godne nas uznali. 

Zaiste sztuki piękne nie służą żadnemu celowi obce- 
mu za środek; ich celem jest właśnie piękność sama. 
Ich celem nie jest ani rozbudzenie uczuć religijnych 
ani moralnych, ich celem też nie może być nauczanie 
ani wiedza żadna; sztuki piękne są wolnemi córami po- 
tęgi niebiańskićj, która zamieszkała w sercu człowieka. 

Rzekłem już w innem miejscu, że człowiek w sztu- 
ce uzmysławia wiekuisty pierwiastek ducha swojego; 
ten pierwiastek w nim robi i prze, niewoli to do wła- 
snej twórczości artystycznej, to do podziwiania dzieł 
mistrzów i skąpania ducha swojego w zdroju piękności. 
Człowiek nie może niemieć sztuki, ona jest najwyższym 
wykwitem ducha jego; sztuka jest zarazem i rękojmią 
i wypływem nieśmiertelnćj jego istoty. Dla tego też 
właśnie sztuki piękne pojawieniem swojem uszlache- 
tniają, uzacniają uczucia człowieka; dla tego wła- 
śnie stanęły obok cnoty, obok religii jako zacne jej 
sprzymierzeńce. Atoli to uszlachetnienie, to Wznie- 
sienie ducha ludzkiego przez sztuki piękne jest ich skut- 
kiem, ale nie jest ich powodem ani celem. 

Widzisz tedy że cel, narzucony sztukom pięknym, 
jest świętokradztwem na nich dokonanem, więc dla tego 
sztuka, uczyniona służebnicą obcych jej celów, mścić 
się będzie na mistrzach zniewagi swojćj, skręcając i 
pacząc ich dzieła, jakby na urągowisko ich talentów. 

Patrz jak mdłe najczęściej są np. wszelkie poezye 
mające na celu nauczanie; poemata dydaktyczne nie są 
nigdy ani prawdziwą nauką, a rzadko bardzo prawdzi- 
wą poezyą. Wszak dążności « praktyczne* Rzymian, 



148 

mające we wszystkiem cel utilitarny na oku, stały się 
klątwą ciążącą na ich sztuce; wszak ta praktyczność ich 
przedewszystkiem stworzyła ową poezyą rzymską dy- 
daktyczną, co świeci i błyszczy, migoce się jakby wy- 
sadzona w drogie kamienie: w niej znać pilne, wytrwałe 
wykonanie, ale najczęściej brak im natchnienia. Bo tez 
inaczej być nie może! Wszelkie dzieło sztuki, do któ- 
rego się zabiera mistrz z zamiarem osiągnienia jakie- 
goś celu ubocznego dla piękności, wszelkie dzieło sztu- 
ki, przedsięwzięte z zamiarem rozszerzenia jakiejś dą- 
żności ubocznej między ludźmi, nie będzie nigdy arcy- 
dziełem piękności. Bo gdy mistrz ma na oku cel jako- 
wyś, już tem samem dobierać winien środki stosowne 
do osiągnienia zamierzonego celu, i wiąże te środki i 
kombinuje je z sobą, i waży je i mierzy i stosuje. Ta- 
kie postępowanie atoli jest już sprawą chłodnej rozwa- 
gi, rozumowania, rozsądku: lecz rozum, rozwaga chło- 
dna nie stworzy nigdy dzieła sztuki, z głowy samej nie 
zrodzi się nigdy piękność; takowe dzieło nie będzie ży- 
wym IPwiatem, ale kwiatem trupim, robionym. Przy- 
patrz się dobrze tym poezyom, romansom tak zwanym 
« tendencyjnym*, a zgodzisz się zemną, że prace tako- 
we, mimo ogromnego talentu pisarzy, nie będą przecież 
dziełem prawdziwie estetycznem, artystycznem. Bo 
dwóm panom służyć nie można. Kto jest kapłanem pię- 
kności, niechaj się już nie kłania obcym jćj bogom. Po- 
łowiczność zawsze i w tem odnosi karę, że takowe dzie- 
ła wnet idą w niepamięć: świat zwróci się do innćj dąż- 
ności i odrzuci precz od siebie dzieła, które niedawno 
uwielbiał. Piękność artystyczna w całym majestacie 
swoim zasiadła na stolicy ; garnijcie się do niej i od- 



149 

dajcie jej hołdy; ale biada jej i wam, gdy ODa, zapo- 
mniawszy godność a zacność swoją, zestąpi z swojego 
tronu i, mizdrząc się do lada zachętki swojego czasu, 
ofiaruje się każdemu co jej przysługi po swojemu użyć 
zechce. 

Rozumiem że mi nie zarzucisz tutaj, iż najwyższe 
arcydzieła sztuki, że pieśni wielkich mistrzów, porywa- 
jąc, zagrzewając serc tysiące, wlewają w dusze dążno- 
ści wielkie, szlachetne, olbrzymie i unoszą widza, słu- 
chacza nad siebie samego; nie spodziewam się zarzutu 
takowego, bo rzecz jasna, że gdy każde dzieło sztuki, ka- 
żda pieśń ma pewną treść swoją, już tem samem obu- 
dzą w sercu ludzi dźwięki pokrewne, wskrzesza uczu- 
cia a tem samem i dążności, które wtórować będą to- 
nami swojemi tej treści, tym uczuciom mistrza samego. 
Tego przecież nikt zaprzeczyć nie zdoła. Nie mniej jest 
rzeczą pewną, że ta duchowładna tajemna potęga mi- 
strza właśnie w tem tkwi , że on te uczueia, te zapały 
w sercach ludzi zbudził sztuką ale nie sztucznością; że 
tych dzieł nie robił jakoby na obstalunek, że sam mistrz- 
wieszcz był przenikniony wskroś jakąś prawdą wielką, 
prawdą głęboką, która przeszła jakby w krew jego duszy, 
w tętno jego serca, wrzała w nim i kipiała i parła do 
dzieła; i on wyśpiewał tę prawdę w swojej pieśni, odział 
ją w postać dzieła swojego^ a ta pieśń, to dzieło ude- 
rzyło gromem widzów, słuchaczy i rozpaliło ich ogniem 
zacnym i szlachetnym. Prawda , która się stała panią 
wieszcza i duszą jego duszy, sama przez się z własnćj 
mocy swojej żyć będzie w dziele jego, i nie będzie by- 
najmniej potrzeba aby mistrz założył ją sobie z góry 
za cel swojego dzieła; w tem dziele będzie dążność, ale 



150 

ona sama się w nim zrodzi bez umyślnego powziętego 
zamiaru. Lecz właśnie .dla tego głównie chodzi o to, 
aby treść, przejmująca duszę mistrza, była rzeczywiście 
prawdą, bo wtedy i natchnienie jego będzie iście praw- 
dziwym, wtedy to zachwycenie twórcze nie tylko z imie- 
nia ale z istoty swojej będzie aniołem wiekuistości, ze- 
słanym od bożego tronu, wtedy jedynie to zachwycenie 
nie będzie kłamliwem, zawodnym demonem, co się zro- 
dzi z próżności osobistej i zachcianki drobnej ciasnego 
serca. 

Alę rzekną nam, ze smak jest zaiste najwyższym 
krytykiem dzieł sztuk pięknych; alec, proszę, czemże jest 
smak, jeżeli nie uczuciem piękności ? Co tedy powyżej 
o uczuciach w ogólności powiedziałem zupełnie stosuje 
się i do uczucia piękności, do smaku. Lecz co więcej, ze 
wszystkich uczuć właśnie uczucie piękności, ów smak 
jest najniestalszy , najrozmaitszy; każdy wiek, każdy 
człowiek ma inny, każdy rok inne smaki rodzi. Myślę 
iż nasze damy za wszystkie skarby świata nie ustroiły- 
by się w mody, będące najwyższym dowodem wykwint- 
nego smaku lat temu 30; ba, i tak dawnego czasu nie 
potrzeba wcale. Byłoby szczerym zbytkiem dowodzie 
tego, a nie ma też oklepańszego i prawdziwszego przy- 
słowia: de gusłibus non est dispiitandum. 

Powiadają, smaku dorobić się można wpatrywaniem 
się pilnem w dzieła sztuk pięknych, zostawionych nam 
w puściżnie po wielkich mistrzach przeszłości. Wołają 
zewsząd: czytaj tylko pilnie dzieła wzorowe, odznacza- 
jące się wytwornością, nabywaj uczucia piękności w ga- 
leryach obrazów, rozbieraj celujące pomniki architektu- 
ry, zrozumiej czarodziejstwo muzyki po koncertach, 



151 

operach, kościołach, utop się myślą w posągach świe- 
cących po glyptotekach europejskich, a widząc i sły- 
sząc te skarby sztuki, wyprawisz smak swój i będziesz 
juz mógł sądzić o wartości dzieł. 

Gdyby samo widzenie zgoła miało być dostatecznem, 
więc nie wiedzieć czem się dzieje, że pomimo onych 
gęstych a częstych podróży, znajdziesz owo dziwacze- 
nie się , zwłaszcza pod względem architektury. Spoj- 
rzysz na browar, rzekłbyś, że to kościół; na owczarnią, 
że to ratusz; obaczysz karczmę podobną do galeryi obra- 
zów, a dwór do obory. Lada gdzie usadzą pękatą ba- 
sztę, wlepią ci drzwi i okienka spiczaste, i powiadają 
że to styl gotycki. I takie to całe wyobrażenie o smaku 
i piękności. Bo już nikt nie żąda, by kto innemi spra- 
wami życia zatrudniony znał się na sztuce, ale chodzi 
o to, aby wiedział na co go stać, a na co nie. A zkąd- 
że to wszystko się bierze ? — zaiste ztąd, że choć owa 
rada nabierania smaku przez przypatrywanie się rze- 
czom prawdziwie pięknym ma wiele prawdy, przecież 
w niej jest jedna niedogodność: trzeba bowiem już na- 
przód i z góry wiedzieć, co jest pięknćm i czemu się 
przypatrywać potrzeba, by smaku nabyć; lecz kto to wie, 
już ma smak i już go nabywać przypatrywaniem się nie 
potrzebuje wcale; już taki ma to uczucie piękności, o 
które właśnie mu chodzi. A jeżeli go nie ma w sobie, 
jakże poznać zdoła , co piękne a co niepiękne w dzie- 
łach sztuki ? a jakim sposobem ma znaleźć tę piękność, 
czyli za pomocą przewodnika, coby mu wskazał te pię- 
kności wszystkie? — Zapewne. Ale zkądże znów ta pe- 
wność, że ten sam przewodnik ma smak dostateczny — 
i zkądże znowu ów przewodnik nauczył się tego smaku? 



152 

zapewne także musiał mieć przewodnika swojego, a ten 
znów innego; a tak niewiedzieć gdzie się ten łańcuch 
przewodników kończy. Ale może sława Rafaela, Cor- 
reggia, Thorwaldsena, Homera, Praxytelesa wystarczy, 
by wiedzieć, iż ich dzieła są wzorami piękności i że 
się im przypatrzyć należy. Zaiste, jest to zawsze czemś: 
pytam się jednak, cóż im tę sławę sprawiło, czyli smak 
współczesnych i potomnych? aciznówzkąd tego smaku 
nabyli, jako też prawa ustalenia sławy mistrzów onych? 

Mamy więc podziwiać Zbawiciela w katedrze naszej 
nie dla tego, że jest dziełem najwyższej piękności, ale 
dla tego że jest dziełem Thorwaldsena, który jest bar- 
dzo sławnym rzeźbiarzem? więc tedy nie mistrz ma brać 
sławę z dzieł swoich, lecz dzieła z mistrza? 

Dziwna rzecz iż po tylu pracach, po tylowiecznych 
trudach jeszcze się nie upowszechniła jasna i przeźro- 
czysta wiedza o wiekuistej istocie piękności, gdy tym- 
czasem Plato przed dwoma tysiącami lat uchwycił ją 
z najwyższego szczytu geniuszu swojego. Skracam sło- 
wa jego dając im zakrój zbliżony nieco do naszego poj- 
mowania rzeczy. «Gdy dusza — mówi Plato — ujrzy 
piękność na Ziemi , przejmuje się dreszczem tajemni- 
czym, bo przypomina sobie własnego żywota dzieje 
przed lat tysiącem upłynione, gdy jeszcze mieszkała na 
gwiażdzistćj nieba stolicy, i nim spadła w zimne padole 
doczesnego życia. Gdy bowiem tutaj w tych poniżach 
ziemskich piękność przed duszą stanie, wtedy dusza roz- 
goreje pamięcią zapomnianej' szczęśliwości: rozwija się 
przed nią jasny obraz on^śj chwili wielkićj, gdyśmy 
wszyscy, jedni w orszaku Jowisza króla Olimpu, inni 
chorem idąc za innymi bogami, obchodzili uroczystość 



153 

uajwyzszćj Piękności, oddając wraz z niebianami tej 
wspólnej wszystkim pani pokłon i cześć. Dusza tym wi- 
dokiem jasnym rozpływała się w morzu wesela bez gra- 
nic, bo ona była jeszcze bez skazy, pełna czystej ros- 
koszy, niedotknięta jeszcze biedami, które na ziemi na 
nią czekały, ani obleczona jeszcze ciałem cisnącem ją 
jak skorupa ślimacza. Dla tego dusza tak do niej tęskno- 
tą drga , gdy ją tu pełną blasku , świecącą, w postaci 
ciężkiej materyi obaczy; a jej też urok jasny oczyma, 
owym jasnym zmysłem, do duszy płynie. » 

« Wzrokiem zaiste piękność oglądać człowiek zdo- 
ła, ale mądrości nie ujrzy oczyma; bo gdyby dusza 
obaczyła mądrość zmysłami swojemi, tak silną ku niej 
rozgorzałaby miłością, iżby już nie podołała tej tęskno- 
cie swojej; dla tego wzrokiem człowiekowi samą tylko 
piękność oglądać dozwolono jest.» 

«Kto już zatracił w sobie przypomnienie onej pię- 
kności wiekuistej, w niebie widzianej, lub kto zepsuty 
spróchniał w sobie, to i kochania prawdziwego tej pię- 
kności nie pojmie ; w dzikości swej natury rozkołysze 
się ku niej zmysłową namiętnością i grubych zapragnie 
roskoszy. Kto zaś w piersiach dochował świętość pa- 
mięci onej niebianki , już na widok materyi , uducho- 
wnionej pięknością, zadrży w sobie jakąś trwogą wewnę- 
trzną, a lęk z onych czasów spłynie na niego uwielbie- 
niem ; upadnie przed nią , będzie się modlił do niej i 
patrzał na nią niby na Boga, lub na kochankę swoją; 
radby jej poświęcić wszystko i palić ofiary, jak się to 
bogom najwyższym czyni, gdyby znów nie bojaźń, żeby 
go ludzie za obłąkanego nie mieli. A gdy się w tę 
piękność dusza wpatrywać będzie, roskosz tęskna ja- 

LiWT z Kr.— T. I. 20 



154 

ki^mś ciepłem rozleje się po caWj j^j istocie, i ona 
poczuje jakąś boleść po sobie ; bo wśród ciepła i tych 
bólów wykluwają jej się dawne niebiańskie pióra, da- 
wne skrzydła; a dusza, jak niegdyś w niebie, rozwinie 
te swoje pióra , te loty i skrzydła, i znów się wznie- 
sie do górnego Olimpu, ojczyzny swej. (Phaedrus).» 

Powiedz, czyli może być głębsza filozofia jak ta po- 
ezya, i czyli może być wyższa poezya jak ta filozofia 
Platona? I jak przy tym sposobie zapatrywania się je- 
go wydaje się zdanie, iż smak jest najwyższym sędzią 
sztuk, iż to one ku niemu się mają i że wszystko jest 
piękne, co trafia w smak spółczesny ? 

Ośmielam się twierdzić, iż może korzystniejsza jest 
całość, teorya zbudowana choćby na mylnych zasadach, 
niż gołe odwoływanie się do smaku choćby najwybor- 
niejszcgo; albowiem smak nigdy ogólnej teoryi nie zło- 
ży, bo jest uczuciem , a zatem nie rozumuje wcale; do 
teoryi zaś rozumowania potrzeba. Objawić się tedy 
smak może li we formie reccnzyi, krytyki jakiegoś już 
utworzonego dzieła sztuki. 

Powiadają iż dzieła, które są najwyższą pięknością 
dla jednego wieku lub narodu, są szpetne i obrzydliwe 
dla innego czasu lub kraju; zatem nic stałego, nietrwa- 
łego o piękności i sztuce powiedzieć nie można, zatćm 
też żadna teorya sztuki utworzyć się nie da. Zkądże 
urosło takie wyobrażenie o rzeczy? Właśnie ztąd, iż 
w sztukach li samego smaku się trzymają, a właśnie 
smak jest zmienny, więc się zdaje, że i piękność sama 
jest zmienna i że każda teorya sztuki jest pustym za- 
chodem. Rozumowanie takowe krąży kółkiem; bo gdy 
sztuki są niby dziełem smaku , — więc smak o nich są- 



155 

dzić powinien — a smak o nich sądzi, bo one są dzie- 
łem smaku i t. d. I smak ma swoje dzielnice, w których 
jest samowładnym choć zmiennym panem. Do niego 
należy ubrać pokoje, wybrać sprzęty, ustawić je, za- 
rządzić obiadem, balem, zastawić stół, — kreślić nowe 
rysunki na obicia pokojowe, stwarzać kardynałki, bur- 
nusy, wymyślać nowe mantylki, kryspinki, wiktorynki, 
bibi i t. d. i t. d. Radbym atoli abyśmy się dobrze zro- 
zumieli. Powyżej mówiłem o smaku w znaczeniu przy- 
jętćm zwykle w życiu powszedniem; nie przeczę jednak 
bynajmniej , że gdy się znajdzie człowiek z duszą este- 
tycznie wykształconą i tkliwą na to wszystko , co szla- 
chetne i zacne na świecie, gdy do uczucia piękności, 
wziętego z natury a wyrobionego zapatrywaniem się na 
arcydzieła sztuki, przystąpi jeszcze umiejętność wyro- 
zumowana prawideł artystycznych, wtedy zaiste takie 
uczucie , taki smak może być sędzią niezawodnym dziel 
piękności. 

Zrozumiesz, że gdy tu mówię o umiejętności prawi- 
deł estetycznych , nie obstaję bynajmniej za pedanckićm 
szkolnictwem; mniemam jedynie, iż jak mistrz nie obej- 
dzie się bez wiadomości o prawidłach swojćj sztuki, 
tak też i sędzia dzieł jego znać je powinien; ta teo- 
rya będzie dla niego samego nawet rękojmią, że zda- 
nie jego nie płynie li 2 osobistego usposobienia, ale 
wynika zarazem i ze samej istoty rzeczy. Zważ równie, 
iż tu wcale nie chodzi o to , aby, dając zdanie o dzie- 
łach sztuki z całym rozsądkiem chłodnym, sobie obe- 
cnym , przymierzał do dzieł takowych prawidła estety- 
czne; bo im więcej on sam przejmie się temi prawi- 
dłami, im więcćj je zleje z własną istotą swoją, im 



156 

ściślej je sobie przyswoi, tein one tez ściślej przejdą 
w uczucie jego, staną się, że tak powiem, jego este- 
tycznem sumieniem i instynktem, przejdą w jego smak 
i uczynią go właśnie smakiem prawdziwym. Mówiłem 
w tej chwili o sumieniu estetycznem. Widzisz, ów smak 
osobisty, przypadkowy, niepewny, zawodny, słowem 
ów smak w znaczeniu, jak go zwykle w życiu codzien- 
nem bierzemy, tak się ma do smaku prawdziwie este- 
tycznego , o którymeśmy tutaj dopiero mówili, jak su- 
mienie w znaczeniu nieprawdziwem do sumienia isto- 
tnego, rozświeconego prawidłami wiary i nauki mo- 
ralnej. 

Czyliz sję to nam rzadko zdarza, że ten lub ów 
najgorszy człowiek o miedzianem czole , uważa to być 
sumieniem swojem, co zaiste jest tylko żądzą poziomą, 
namiętnością nikczemną , która mu wciekła w duszę je- 
go. Kto zaś nauczył się mierzyć sumienie swoje we- 
dle prawd religii i etyki , kto stanął własnemu sumie- 
niu na straży, ten odgarnął od sumienia prawdziwe- 
go, od tego głosu bożego, demoniczne i złe uczucia, 
ten już bez chyby a zawodu, gdy do działania przyj- 
dzie, postąpi sobie zacnie i uczciwie, nie przypomina- 
jąc nawet sobie prawideł i ustaw moralnych. Te pra- 
widła staną się już same przez się , jak powyżej rze- 
kłem, krwią jego duszy, tętnem jego serca. Podobnie 
up. kto nauczył się wedle prawideł wyrozumowanych 
układu palców, już grając zachowa te prawidła w do- 
tykaniu klawiszów, i nie pomyśli nawet w tej chwili 
o prawidłach owych. 

Zważ atoli jeszcze , że gdy smak ów, w zwyczaj- 
nem znaczeniu wzięty , trzyma się w wykonywaniu dziet 



157 

sztuki raczćj osobistego zapatrywania swojego niź isto- 
ty rzeczy , niż istoty przedmiotu i zasad ogólnych pię- 
kności, wynika ztąd, że smak taki wyradza się najczę- 
ściej w wypaczenia, które zwykle » manierą » zowią, 
ale manierą w złem znaczeniu. Ona to jest wykony- 
waniem dzieł sztuki niby na pamięć, wedle pewnych for- 
mułek raz na zawsze przyjętych, wedle pewnych spo- 
sobków, których się wrzekomy mistrz na pamięć na- 
uczył. Maniera też bardzo często Chwyta się ucznia 
miernych talentów, chcącego naśladować wiolkiego mis- 
trza. Co innego jest styl. Styl jest skutkiem przeję- 
cia wskroś istoty samego przedmiotu, wypływa tedy 
nie z osobistej dążności ani z własnych kaprysów , ale 
raczej z rzeczy samej i z zasad sztuki. Buffon nie- 
gdyś rzekł : le style c'est Phomme; trudnoby nam przy- 
szło zgodzić się z tem orzeczeniem , gdybyśmy je brać 
mieli co do litery; zdaje mi się atoli, że słowa wiel- 
kiego pisarza powinny być wzięte w tem znaczeniu, że 
ze stylu poznać można o ile mistrz zdołał ująć całą 
głębię przedmiotu swojego , a tem samem o ile przed- 
stawienie jego artystyczne odpowiada przedmiotowi te- 
mu. W tem znaczeniu iście powiedziećby można , że styl 
jest człowiekiem. Duch mistrza nurkiem zgłębia topie- 
le myśli Bożych, zamkniętych w przedmiocie, i wynosi 
je na świat przedstawiając je ludziom w szacie wła- 
ściwej, we właściwym stylu. Atoli wielu arcy-mi- 
strzów z równą genijalnością mogą przeniknąć jeden 
i ten sam przedmiot ; każdy przedstawi go w prawdzie 
wiekuistćj jego , w sposób właściwy przedmiotowi, a ka- 
żdy przecież przedstawi go po swojemu, w sposób jemu 
tylko właściwy ; tak tedy każdy z nich będzie miał styl 



158 

sobie właściwy. W tóm znaczeniu możemy mówić o 
stylu Michała Anioła, Rafaela, Overbeeka i t. d. — 
z których każdy, choć się zabierze do tego samego przed- 
miotu, odda go po swojemu. Lecz o stylu i manie- 
rze wypadnie mi może jeszcze i na innem miejscu po- 
mówić. 



Przecież widzę , iż list mój niepohamowanie rośnie, 
bo postrzegam, iż zaledwie do połowy wyczerpałem 
przedmiot dla niego przeznaczony. Wypadałoby mi mo- 
że ukończyć teraźniejszy list mój zachowując sobie na 
raz następny ciąg dalszy jego: ale znów z drugiej stro- 
ny nie radbym na dwa listy rozwlekać tej samej treści; 
dla tego przebacz, iż rzecz moją za jednym zawodem 
do końca poprowadzę, i tak też na przyszłość czynić 
będę. 

Zechcesz sobie przjTpomnicć , iż dopiero co przyto- 
czyłem ci zdanie , jakoby uczucia były główną i jedy- 
ną nawet podstawą sztuk pięknych , i że zdanie to ro- 
zumiane być powinno pod dwojakim względem: raz, 
iż sztuki na uczucia widza lub słuchacza działać mają, 
drugi raz , iż sam mistrz, jako twórca dzieła pięknego, 
li samego uczucia słuchać powinien. Tak dawniej , bo 
w liście trzecim, wspominałem choć zdaleka, iż samo 
uczucie , i samo nawet natchnienie w mistrzu , nie jest 
dostatecznym środkiem do stworzenia dzieła sztuki. Tu- 
taj więc kilku słowami reszty dopowiem. 

Będziesz zaiste dość często w tych listach spostrze- 
gał, iż niektóre przedmioty za dwoma lub więcej je- 
szcze zawodami rozbieram; nie zechcesz zaiste poste- 



159 

powania tego przypisywać niebacznemu powtarzania się 
lub błędnemu rozkładowi osnowy, czynię ja to z umy- 
słu, albowiem jestem zdania, iż jasność rzeczy i wza- 
jemne zrozumienie się na tem zyskuje, jeżeli ważniej- 
sze rzeczy przy różnych sposobnościach i z różnej stro- 
ny swojej wyjaśniane bywają; upraszam cię, żebyś 
to usprawiedliwienie się moje raz na zawsze miał 
na oku. 

Jeżeli mistrz samem jedynie uczuciem powodować 
się będzie , toć nie zdoła wyjawić , co się wewnątrz ser- 
ca jego dzieje. Wiemy wszyscy, iż w chwilach , w któ- 
rych uczucie zupełnie nad nami górę bierze , zdobyć 
się jedynie możemy na wykrzykniki nie mające żadne- 
go znaczenia , nie zawierające żadnej myśli w sobie: — 
są to puste głosy i dźwięki urwane. Im zaś duch wię- 
cej ochłonie, stanie się przytomnym sobie i nawraca 
do siebie , tem już jaśniej zaczynają się wiązać z so- 
bą słowa, tem mocnićj łączą się w zdania; a gdy myśl 
zupełnie przyjdzie do siebie i sama już jasno siebie 
obejmie , wtedy mowa płynie jasna i przejrzysta z du- 
szy wnętrza jakby potok czysty, wypadający ze skali- 
stej Tatrów piersi : bo afekt gwałtowny , bo rozhukane 
fale uczuć głuszą ducha przytomność, a on w tej bu- 
rzy serca i własnego nie dosłyszy głosu. 

Co powyżej rzekłem stosuje się prawie do każde- 
go z nas ludzi zwyczajnych ; w innych listach zaś bę- 
dziemy szeroko rozprawiali o usposobieniu właściwem, 
które znów mistrze mieć winni; obaczymy że lubo uczu- 
cie gorące , tkliwe , jest głównym warunkiem wszelkiej 
twórczości, tedy, z drugiej strony, to samo uczucie, choć- 
by najgłębsze , nie uczyni jeszcze nikogo mistrzem. Oba- 



160 

czymy, ze chwila natchnienia, więc chwila mistrzo- 
wych zrodzeń jest właśnie stanem, w której dwie mo- 
ce pasują się z sobą o władztwo nad duchem jego; bo 
on, jakby oczyuiony obcą potęgą, porwany gieniuszem 
traci siebie i świat otaczający go w koło, a zarazem 
znów nad tym zmrokiem ciemnym ducha dnieje świtem 
przytomność siebie, świadomość rozumowa, tak iż myśl 
prawie już zupełnie trzeźwa zdoła wybrać w pośród tych 
obrazów zrodzonych w natchnieniu właśnie te , które się 
najwięcej nadają, zdoła je uporządkować i uszykować. 
Lecz o tem wszystkiem, jak rzekłem, pomówimy je- 
szcze na innem miejscu. Tutaj tylko zważ , że uczucia 
gwałtowne, bijące na serce człowieka, nie stworzą ni- 
gdy dzieła sztuki, i że zasada Horacyusza simmeflere^ 
dolendum est priminn ipsi tibi^ winna być brana w zu- 
pełnie innym sensie. Czyliby malarz , poeta , rzeźbiarz, 
muzyk, mógł stworzyć dzieło swoje, gdyby sam w chwi- 
li tworzenia był miotany namiętnościami i falą tych 
uczuć, które chce uzmysłowić w dziele swojem? — czy- 
liby artysta dramatyczny, sam będąc przejęty afektem, 
który na scenie wydać zechce, mógł wywiązać się ze swej 
roli? Bynajmniej: — bo gdzie afekt, tam nie ma przy- 
tomności umysłu , nie ma wtedy sztuki wcale. W sztu- 
ce właśnie chodzi , aby nie uczucie ogarnęło myśl, ale 
aby przeciwnie myśl była panią namiętności , a wtedy 
ona wypłynie mową pełną patetyczności. Myśl przyto- 
mna i ciepłe uczucie, razem wzięte, są tem najwyż- 
szem Pathos sztuki. 

Jeżeli jest prawdą niezaprzeczoną, iż wszystko co 
w człowieku żyje, i co jedno go obchodzić może, co du- 
cha i jego serce napełnia treścią, zdoła byćprzedmio- 



161 

tern dła sztuki, więc autor ma słuszność, gdy w drama- 
cie , romansie lub innem dziele , rozwinie ten cały świat 
nierozdziergniony serca, ciemny i zagadkowy; lecz nie- 
chaj też maluje, jak uczucia ogarnąwszy ducha czło- 
wieka, porywają go do czynów, do walki, do pasowania 
ze światem, i jak nareszcie, uchwycony burzą namię- 
tności własnych, rozbija się i tonie, rzucony o opoki 
rzeczywistości i towarzyskiego porządku: toć to iście 
będzie przedmiotem dla sztuki. Ale mistrz niechaj sam 
nie będzie pod panowaniem tego uczucia, niechaj sam 
mu nie przyznaje słuszności, niechaj nie staje w obro- 
nie jego; bo uczucia te szczegółowe nie są- prawdami, 
one do pomyłki wiodą, a człek płaci za tę swoją po- 
myłkę utratą spokojności, szczęściem żywota całego, 
lub śmiercią. Bo nie uczucie, co goreje w piersiach 
jego,ma wagę i znaczenie, ale ten porządek powszech- 
nego obyczaju, to ogólne przekonanie spoczywające, jak- 
by na podwalinie swej , na woli wszystkich i prawdzie 
wiekuistej ; — ona to jest tą opoką , o którą się nic tyl- 
ko gruchocze , jak powiedziałem , słaba łódź uczuć mio- 
tana namiętności burzą, lecz gruchotać się koniecznie 
powinna , bo one li są osobiste , a tu prawda powszech- 
na jedynie ma wagę. 

Pani Sand w przedmowie do Indyany^ tłumacząc 
się z ducha tej książki, powiada: »Le narrateur espere 
»qu'apres avoir ecoute son conte jusqu'au bout, peu 
»d'auditeurs nieront la moralite, qui ressort de ^^^ faits 
»et qui triomphe la, comme daus toutes les clioscs 
>»humaines.» Ale już wyżej powiedzieliśmy, iż jak z dzie- 
ła doskonałego sztuki nie wypłynie niemoralność, tak za- 
iste moralność nie może znów być uważana za cel je- 

ListtzKb.— T. I. %\ 



162 

go. Jeżeli zaś autorka istotnie wzięła sobie w sw^m 
dziele moralność do serca, iiie wystarcza znów, jak 
inyślę, jej sposób widzenia rzeczy, wyrażony w nastę- 
pujących słowach: » Indiana, c'est la femme, T^tre faible, 
»charg^ de reprćsenter les passions opprimees, ou, si vous 
»raimez mieux, r^prim^es par les lois ; c'est la volontó 
»aux prises avec la ńecessite, c'est Pamour heurtant 
»son front aveugle a tous les obstacles de la civilisa- 
»tion. — Mais le serpent use et brise ses dents a youloir 
•ronger unelime, les forces de Parae s'epuisent a vou- 
»loir lutter contrę le positif de la vie.-' Te słowa są 
prawdy pełne , ale nie obejmują sobą całej prawdy, bo 
wypadało dodać: iz nie tylko tak bywa, jak autorka 
powiada, ale ze tak koniecznie być powinno. Można 
nie rzucać kamieniem na kobietę taką jak Indyana, 
wiedzmy atoli, iż cios, który przez jej postępowanie 
na jćj głowę spada, jest koniecznością, jest to z gro- 
bu wstały Komtur w Don Juanie, mszczący się uściśnie- 
niem śmiertelnćm marmurowćm za znieważenie praw i 
poczciwego obyczaju. 

Ta konieczność , ta ustawa , ta proza życia, co dła- 
wi i zabijd uczucia , ma słuszność , ona jest w prawie 
swćm, ona to wymierza wieczną sprawiedliwość, ona 
jest wiekuistym rozumem, któremu nie o osoby, ale 
ó rzeczy chodzi. Kto się nie zgadza z obyczajem o- 
gólnym , sam sobie pisze wyrok swój; kto zrywa z zako- 
nem powszechnie uznanym, z tym i zakon zrywa. Gwia- 
zdy, one pićrworodne stworzenia córy, idą po niebie 
grzmiącym szlakiem swym , który im Bóg od wieczno- 
ści na przestrzeni bez końca zakreślił, a żadna nie zba- 
cza 2 swój jasnćj drogi, żadna nie buntuje się wie- 



163 

cznej harmoiiii. Jak atoli uczucia mocne , głębokie nie 
są zakonem w porządku świata moralnego, jak one by- 
najmniej nie są wyłącznym warunkiem twórczości mi- 
strza, tak też mistrz chybi powołaniu swojemu, jeżeli 
mniema, że rozkołysanie do najwyższej potęgi uczuć 
w duszy czytelnika lub widza jest najwyższym sztuki 
jego tryumfem. Temu mniemaniu przypisać należy po- 
jawienie się w czasach naszych owych romansów tak 
wprawdzie effektowych, które atoli są jawnym dowodem 
gwałtów dokonanych przez mistrza na własnych talen- 
tach. Czytając te sceny okropności pełne, zdaje się 
że one są złym snem, co cię trapi na jawie; wszystkie 
uczucia, wszystkie, że tak powiem, nerwy duszy są po- 
szarpane , zbolałe jakby przecierpiały męki katowskie , 
a w tych utworach występują szatany z błota zrodzo- 
ne, popisujące się wykwintem łotrowstwa. 

Czyliż tedy dziwno, że gdy młodzież obczyta się 
w takich dziełach, już osobliwszych nabierze pretensyi 
do życia i świata, że rościć sobie będzie niestworzo- 
ne prawa do przyszłości swojćj , że to życie ciche i po- 
czciwe, że dopełnienie powinności codziennych wyda mu 
się dobrodusznością mdłą i pogardliwą, że nakt)niec w naj- 
szczęśliwszym razie zbankrutuje na uczuciach prawdzi- 
wych, a serce zestarzeje się za młodu (*). 



(*) w pierwszym wydania tych listów, mówiąc wt^m miejscu o ro- 
mansach mających ówcześnie ogromną przewagę , wyraziliśmy się w spo- 
sób następujący: 

„Panowie an torsy we Francyi zapewne nważają sobie za zaszczyt 
doskonałości, aby czytelników swoich od piórwszój do ostatniej karty 
puszczać niby przez rózgi. Jeden pokaznje ci panią rozkochaną do sza- 
leństwa w prostym złodzieja , wierutnym oszuście , w bezczelnym zbrodnia- 



164 

Przecież z drugiej strony i to jest prawdą, izby 
świat nie był obaczył tych romansów, gdyby nie był 
chciwy podobnych książek. Bo jeżeli prawda , że lite- 
ratura tworzy sobie publiczność swoją , toć z większćm 



nn, co jćj pciwięcenie i miłość płaci zdradą, głodem, biciem, a nako- 
njec za pieniądze sprzedaje podobnemu sobie przyjacielowi ; — a ona? 
ona, rzecz jasna, kocha go za to stale, ciągło i tćm goręcćj jeszcze. To 
wszystko znajdziesz cudnym językiem odmalowane w Leon-Leoni , pani 
Sand, będącćj nieocbybnie jednym z najś^yietniejszyeh talentów dzisiej- 
szej Europy. Chcesz może rozrzewnić się, być sentymentalnym, czytaj 
pana E, Sue: przez siedm długich tomów kaie on sw^j heroinie tańcować 
jakby na linie , na powinnościach swoich ; niekiedy dla rozrzewnienia pu- 
bliczności serce Matyldy odprawia jakieś sztuki łamane, lub popisuje 
się z jakidmś salto mortnle , a to >^'szystko ku zbudowaniu i użytkowi 
dusz i zachęceniu do cnoty. Jest to ten sam T^&n Eugene Sue , co wpro- 
wadza w jeden z późniejszych romansów scenę, w której córka starćj 
obłąkanćj matki woła w nocy na męża: „Mon Dieu! tu sais hien que 
tu n*cn finiras pas avcc elle (t. j. avec ma merę), si tu ne lui fais pas 
peur ayec le fouet — ii n*y a que co moyen \k de la faire rester tran- 
quille.'* Lubisz oryginalność pomysłu, i tóm się możesz uraczyć, czy- 
taj tylko powieści o onćj pannie , czyli o dwóch pannach zrosłych z so- 
bą, z których jedna prześliczna brunetka, — druga prześliczna blondyn- 
ka, a składają jedną osobę, czyli dwie, gdyż tego z pewnością wiedzióć 
nie można, bo nawet mają i uczucia te same, a przecież uczucia różne. 
Najpewniój , są to dwie panny w jednćj pannie, albo jedna panna w dwóch 
pannach — słowem, jak zapewnia autor, jestto cudn^ piękności całość. — 
Świócą one na pierwszych salonach paryzkich , ubrane zawsze z wielką 
elegancyą , wedle le petit courrier des Dames — zawracają wszystkim gło- 
wy: jedni szalenie się kochają w brunetce, a drudzy w blondynce. Wszyst- 
ko to jasno wyłożone znajdziesz w powieści : Un coeur pottr deux amours, 
Jeżeliś przyjacielem wielkićj energii, hartu duszy, tęgości charakteru, 
i tćm ci służyć mogę. Znajdziesz ojcobójstwo, kazirodztwo, mordy, sy- 
nobójstwo i wszeteczuość wszelką w Tour de Nesle^ -p&nA A. Dumas, Lu- 
bisz komedye, czytaj Repertorium teatru francuskiego : obaczysz, jak tam 
autorowie umieją zjednać sympatyą publiczności dla swych bohaterów, 
ludzi tego rodzaju, iż gdyby jeden z nich w rzeczywistości u nas się po- 
jawił, żaden poczciwy człowiek rękiby mu nie podał i nie przepuścił 
przez próg domu swojego. Jesteś mnićj czuły , twardego serca i nie 
łatwy do poruszenia, czytaj romanse i trajedye prawdziwie genial- 
nego Yictora Hugo. Olbrzymi talent ten napisał kilka dzieł, które za- 



165 

jeszcze prawem powiedzieć można , ze publiczność two- 
rzy sobie literaturę odpowiedną ; bo przecież, prócz pi- 
śmiennictwa, inne jeszcze a również potężne moce wy- 
rabiają duszę narodową np. Historya, Religia i t. d. 



iste staną się bogtcŁwem literatury, i nie utoną w tćj gawiedzi współcze- 
snych im książek; ale on trafił na czas kłamstwa, na czas apoteozy okropno- 
ści, i oszargał się czasem. Victor Hugo na pamięć zna anatomią i fizyologią 
serca ludzkiego , zna kaidy nerw jego , wszystkie miejsca bolejące , wić 
jak i kiedy się dotknąć i zranić; aby zranić do żywego duszę, wydobywa 
wszystkie tony boleści i serce czytelnika w koło wplata. 

Po przeczytaniu dzieł tego rodzaju gdy spojrzysz w siebie, rzekłbyś, 
iż dusza podobną jBię btała do świątnicy zrabowanej i znieważonej od bordy 
złodziejów: ołtarze obdarte, świecznik daszy wywrócony, naczynia świę- 
to porozrzucane, rozszarpane obrazy, co drogie sercu, to albo skradzione 
albo zdeptane i sponiewiórane. A jak niepodobna zaprzeczyć tym auto- 
rom świetnych zdolności, dziwnego powaba stylu, mistrzowskiego włada- 
nia piórem, tak znów wyznać należy, iż to wszystko razem jest kałużą 
krwi i błota, co wylewając się na Europę, szerokim tóź upływem do nas 
się przewala, by miały w czćm kąpać się i walać umysły młodych pań 
naszych. 

Nie rozumiój atoli, że we Francyi na tę literaturę nie powstają i nią 
się nie gorszą? We wszystkich prawic Fcuilletonach sam pan «/u/etf Ja- 
nin wygaduje na nią , utyskuje na niemoralność i bczrozum tych roman- 
sów, i powiedział nawet raz, i bardzo trafnie, iż najstosowniejszem roz- 
wiązaniem węzłu takiego rodzaju dramatów lub romansów byłby kommis- 
sarz policyi, aresztujący tych bohatórów i te heroiny. Ale szkoda tylko, że 
on sam nie lepszy, bo owe U Coeur pottr deux amours jest jego własno- 
ręcznej roboty. Przypomina on koncept urwisa, co uciekając sam woła: 
chwytajcie złodzieja! by tóm samom gładko umknął i gdzieś się schował.*^ 

Ten ustęp cały był w pierwszćm wydaniu umieszczony w ciągu samego 
listu, bo odnosił się do piśmiennictwa, które przed 10 laty jeszcze całą 
potęgą uderzało umysł publiczności. Dziś atoli ta hałaśna sława tych 
romansów przebrzmiała, więc tóż ten ustęp cały dotyczący się rzeczy 
przedawnionych, nie byłby już na swojóm miejscu , gdybym go zostawił 
w liście , z drugiej strony zaś właśnie to skonanie owej literatury jest dla 
nas wielce uczącem , i może być nie lada poparciem naszego powyższe- 
go rozumowania i dla tego umieściłem ustęp rzeczony w odsyłaczu. 

Kto daiś jeszcze wefmie do ręki np. Tajemnice Paryża lub Żyda Tu- 
łacza? te nmiaose jako liść zżółkły spadły z drzewa literatury- one po* 



166 

Cóż tedy dziwnego, że ci autorowie starali się tra- 
fie w rym tym ezytelnikom swoim, stosując się ile mogą 
do nich, a wiedząc, że to są po większej części ludzie wiel- 
ce realni a praktyczni, zaczynają wszystkie prawie po- 
wieści i romanse od budżetu swoich bohaterów i bo- 
haterek , jak gdyby jaki pisarz prowentowy; wyszcze- 
gólniają sumiennie ile tysięcy franków wzięli po rodzi- 
cach, ile po wuju, ile się jeszcze spodziewać mogą po 
ciotce; ile już stracili, ile tysięcy franków rocznego do- 
chodu im pozostało, i gdzie te dochody są ulokowane, 
4owem, wszystko przerachowane jak najdokładniej. A co 
do uczuć swej publiczności, jęli się postępowania lekarzy 
z ciałem na poły umarłem; szli stopniowo sobie: na- 
przód pochlustywali swoich czytelników zimną wodą, 
dalćj cucili anodyuą, octem, wódką kolońską, eterem, 
amouią — potćm wzięli się do synapizmów, wezykato- 
ryi, palili bawełnę i spirytusy na sercu, a w końcu 
już piekli rozpalonem żelazem; — coby już dalej robili — 
nie wiem. 

Wyznaj, że nam wcale nie do twarzy z tą literatu- 
rą i trudnoby powiedzieć, co ona u nas ma za spra- 
wę? Czyliż my także gwałtownych poruszeń szukamy? 
Skądże u nas to upodobanie przebierania w cudzych 
śmieciach i brudach? Dla tego dzięki niechaj będą 
tym wysokim a zacnym talentom, które, pojawiwszy się 
u nas jakby na jutrznią nowej epoki, owocami własnej 
ziemi zastąpili exotyczne wymysły nie dla nas stworzo- 
ne; dzięki niechaj będą Kraszewskiemu, który prawie 



szły w zapomnienie mimo prawdziwie olbrzymiego talentu autorów. Dla 
czego? Bo stały na fałszywej zasadzie, bo były obrachowane na efekt, na 
rozkołysanie uczuć, bo miały uboczne, z góry powzięte, di^ości i cele. 



167 

pierwszy dał hasło do własnej i swojskiej powieści, dzię- 
ki KorzeDiowskiemu , M. Grabowskiemu, dziełom: jak 
Pamiątki starego szlachcica; wszak te prace były wo- 
łaniem nowego czasu, — a wnet szereg świetnych i młod- 
szych talentów wstąpił w literaturę. Jakoż te zjawiska 
tak radosne dla literatury polskiej są właśnie dowodem, 
że byle mistrz dosięgnął warunków piękności, byleby 
pisał do czego go prze własne uczucie , już z pracy 
ducha jego spłynie błogosławieństwem korzyść nieskoń- 
czona, spłynie, choć jej sobie autor nie zakładał jako 
cel poświęceń swoich. 

Ale wróćmy do naszego przedmiotu i kończmy rzecz 
kilku słowami. 

Gdyby sztuki piękne miały za cel jedyny rozkołysanie 
uczucia naszego, jużbysię i bez nich wcale obeszło, obe-» 
szłoby się bez dramajów tych i romansów; każdy w do- 
mu swoim ma te biedy, a ma je taniej i wyraźniej: a 
zresztą mocnych poruszeń szukać nie potrzeba po książ- 
kach, znajdziesz je w tych chatach obdartych, dymnych, 
samotnych, po naszych tu przedmieściach Krakowa, tu 
widzieć można moralną i fizyczną nędzę, poniżenie i 
sromotę; każda nizka izba mogłaby podać osnowę do 
powieści tęsknej, pełnej łez i boleści : a komu to nie 
wystarcza do wzniecenia uczuć, toć niechaj odwiedza in- 
kwizy cyc kryminalne, szpitale i sale amputacyjne. Jeżeli 
autor tylko w same uczucia mierzy, mając jedynie samo 
czytelnika serce za cel swój, cóż dziwnego, iż napłodzi 
mnóstwo charakterów nieprawdziwych, kłamliwych, bę- 
dących i w złem i dobrem karykaturą rzeczywistości; są 
to upiory fantastyczne, bez serca i duszy, automaty po*- 



168 

ruszające się wedle kaprysu autora, nie umiejące ani 
radować się po ludzku, ani cierpieć z godnością, żyjąc 
albo umierając zawsze pogardy warte. Właśnie atoli 
powołaniem sztuki jest, ażeby wskazać wyższą naturę 
człowieka, nieginącą choć w najgłębszem i najsromot- 
niejszem poniżeniu jego ; duch człowieka, jak płomień 
gorejący, choć w brudnych i ciężkich dymach doczesno- 
ści, zawsze wzgórę się ma. I piękność jest niebios córą, 
ją tylko z wierzchu dotknąć mogą cierpienia doczesne- 
go żywota, ale jej istoty wiekuistej skazić nie zdołają; 
i sztuki piękne płaczą, ale po przez łzy boleści ich 
uśmiecha się nieśmiertelne ducha wesele. Uczmy się 
od Greków, wpatrzmy się w ten majestat Nioby, w tę 
otchłań boleści Laokoona, w patetyczność bohaterów So- 
foklesa — ba , niechaj się figury autorów onych uczą 
umierać od prostych Gladiatorów rzymskich, co z raną 
śmiertelną w piersiach konali na krwawej arenie : gdy 
w gasnącej źrenicy zakołysało się niebo, i amfiteatr 
z tysiącami widzów obracał się niby wirem zawrotnym, 
wtedy wzgardzony ten Gladiator przypomina sobie, iż 
to lud rzymski na niego patrzy; z ogromnym mozołem 
i z pełnym boleści trudem układa ciało swoje, nadaje 
mu postawę godną, estetyczną, by w obecności tego 
ludu, co był świata królem, legnąć z zacnością zdołał. 
A tak żywota swojego poniżenie kończył, równając się 
z Cezarem, boć i ten hardy olbrzym starożytności, upa- 
dając w krwi swojej, zakrywa togą swoje oblicze, by 
świat nie obaczył rysów, znieważonych może ostatnim 
wyrazem fizycznej boleści. Rzymianie w ogólności nie 
wiele umieli, ale umierania sztukę znali, jak żaden 
naród. 



169 

Sztuka, kędy się dotknie, uzacuia przedmiot, uszla- 
chetnia go i podnosi do wzniosłości ideału. — Wnizkie na- 
sze życie, w oną chatkę ziemską, spada promień wie- 
kuistej piękności i oświeca ją jasnością niebiańską. Pod 
ręką wielkiego mistrza i treść, nawet mniej nadająca się 
do piękności, odziewa się nadziemskim urokiem. — Od- 
wiedź np., jak będziesz w Krakowie, kościół S. Florya- 
na na Kleparzu, zobaczysz tam obrazy wielkiej warto- 
ści, pochodzące, jak się zdaje, z końca XV wieku; połą- 
czona w nich rzewna prostota starej szkoły niemieckiej 
z powabem czarodziejskim Włochów. Jeden z nich wy- 
stawia chwilę męczeństwa S.Jana w Oleju: zda się myśl 
niby pospolita , przedmiot nie estetyczny, ale zważ co 
z niego uczynił mistrz. Ta cała scena ułożeniem uszla- 
chetniona, uzacniona: — S. Jan duchem w niebie utkwio- 
ny, wśród mąk ciała swojego słucha słodkich pi^ni 
niebiańskich zastępów, a nadziemska piękność wylana 
na całą postać jego. 

Zaprawdę , Bóg nie daremnie wlał w duszę naszą 
uczuć potęgę, ocieplającą swym płomieniem chłodne 
życie rozumu i rzeczywistości. Uczucie i myśl, czyli, 
jak to zwy44iy|ge mówią, serce i głowa , są to iście 
dwa przeciwniki działające ciągle na siebie, a często 
nawet stające w otwartym z sebą boju; jest to pełna 
cierpień wojna domowa w piersiach człowieka, a w niej 
zwycięztwo nie zawsze przy prawdzie i słuszności. Ta 
niezgoda i waśń w umyśle, jakby dźwiękiem fałszywym, 
wdziera się w harmonią naszego jestestwa, burzy spo- 
kojność i zatruwa dni nasze. Dla tego też najwyższym 
celem życia człowieka , ostatnim końcem wychowania, 
jest właśnie pogodzenie tych dwóch sił , co jakby dwa 

Listy z Kb.— T. I» 22 



170 

wrogie sobie bliźnięta z nami się rodzą , żyją i amić- 
rają. Ale chodzi o pogodzenie, a bynajmniej nie przy- 
tłumienie jednej z tych potęg; bo jak poniewieranie ro- 
zumem i oddanie go na oślep pod przemoc uczuć do 
zguby wiedzie , tak przygnębienie uczuć i samowładz- 
two rozumu odejmuje treść duszy, gasi ciepło i barwy 
świata, i czyni życie nasze podobnćm do owej pełnej 
wspaniałości natury podbiegunowych mrozów, co wie- 
cznie dziewicza, i wiecznie martwa, i samotna i głu- 
cha, bez ciepła i głosu, bez radości i smutku, bez uczuć 
i serca, zasiadła w szacie wiecznych śniegów jakby na 
stolicy śmierci, na hardym majestacie grodów lodowych, 
co zuchwałe, fantastyczne, jakby nieme i głuche upio- 
ry natury, świecą nad tym niemym i głuchym światem, 
co zawsze jeden, zawsze ten sam. Od czasu do czasu 
tylko zapala się pod gwiazdą biegunową ognistym bla- 
skiem pierścień zorzy północnej, onćj córy mrozów bez 
końca, co sycząc strzela promieniem niewypowiedzia- 
nćj jasności po sklepieniu niebieskiem, ale, w sobie 
mroźna, jest tylko światłem bez ciepła, pokrywa świat 
lodów purpurową ale zimną łuną. 

I jak dotychczas starałem się dowidggt. iż uczucia 
przez się wzięte nie zdołają same stworzyć mistrza, i 
że do samego uczucia widza lub słuchacza mierzyć nie 
powinny, tak jest rzeczą niemniej pewną , iż bez uczuć 
nie byłoby ani mistrza, ani sędziego, ani sztuki pięknej; 
a dzieło, nierozgrzćwające sobą serc ludzkich umieją- 
cych czuć, zaiste nie będzie dziełem sztuki. Człowiek 
z rozumem bez uczuć jest już za życia zmarłym upio- 
rem bez serca. Jak ze światem materyalnym przez zmy- 
Bij jesteśmy w związku, tak ogniwa, łączące myśl na* 



171 

szą ze światem duchowym, są nczncia ; one to podają 
rozumowi treść, by ją w sobie strawił, uporządkował, 
przecedził, ocenił, a tak zamienił ją na pojęcia rozu- 
mowe, na myśli. Najczęściej prawdy wielkie wprzód 
nam okazują się w postaci uczuć, niz myślą zostaną. 
Nim prawodawca popisał ustaw księgi, uczucie spra- 
wiedliwości i prawa zjawiło się w sercu człowieka, prze- 
mawiając do niego, jak Bóg w krzaku gorejącym. Nim 
matka w swej młodości uroku wytłumaczy sobie mi- 
łość swoją dla dziecięcia z porządku fizycznego i mo- 
ralnego świata, wprzód ta jej miłość dla niemowlęcia 
żyła w jej marzeniach nocnych , i we śnie rumieńcem 
cichego szczęścia zapłonęła na licu. Nim człowiek głę- 
boką myślą zanurzył się w tajnikach świata i ze stwo- 
rzeń wszechnicy wypatrzył mądrość Bożą, wprzód o 
Bogu rozmawiał z gwiazdami na niebie, i z robaczkiem 
świćcącym na listku, i słyszał bytność jego w huku 
oceanu i pieśniach ptaków. Z uczuć rodzą się myśli, jak 
z kwiatów żyjących barwy, woń i owoce; gdy myśl się ro- 
dzi, więdnieją uczucia, gdy owoc zaświćci, już pomarły 
kwiaty. Cokolwiek w nas jest jako myśl, po większej 
części było dawniej uczuciem; ztąd uczucia, o ile są 
prawdziwe, wytłumaczone być mogą drogą rozumową. 
Tak instyktowe garnienie się ludzi pod spoiną praw 
obronę, choć pochodzi z uczucia słuszności, pojęte być 
przecie może z samej istoty człowieka. Podobnie ma- 
cierzyńska miłość, będąca uczuciem mimowolnem, ma 
potwierdzenie swoje w obliczu mądrości, i pojęta ro- 
zumem okazuje się nam jako święty ołtarz cnoty do- 
mowćj i podwalina rodzinnego życia , będącego znów 
podstawą życia towarzyskiego i cnót obywatelskich. Po- 



172 

dobnie głos, przemawiający w sercu o Bogu , jest po- 
czątkiem mądrości człowieka i prowadzi do poznania 
rozumowego najwyższego jestestwa, będącego Alfą i 
Omegą wieczności i tego wszystkiego, co jest. Tak uczu- 
cia ciągle dostarczają osnowy rozumowi: on ją sądzi, roz- 
biera, czyści, i przyswaja sobie jej treść. Na tem tez 
stoi potęga człowieka, by uczucia na myśl przemieniał, 
by tę poezyą uczuć przetłumaczył sobie na prozę rozu- 
mu, by ją zamienił na prawdy rozumowe , zgodne z ca- 
łością świata, a uznał każde uczucie za mylne i za złe, 
które przeciwne będąc ogólnćj harmonii trwającej 
w świecie, nie zgadza się z rozumem. 

Lecz rzekniesz może, że i rozum podlega błędom, 
i odwołując się do prostego przysłowia powiesz: co gło- 
wa, to rozum; niechaj nam atoli nie chodzi o słowa. Ja 
tutaj nie biorę rozumu w znaczeniu potocznem, ale wła- 
śnie za promień ouej wiekuistej mądrości, którym Bóg 
oświecił ducha naszego w tej życia ciemnicy; promień 
ten łączy nas z Bogiem i wiecznością: ten zawsze jest 
jeden i ten sam we wszystkich ludziach, w każdym wie- 
ku i godzinie. 

Rozumiem, że nie będziesz wymagał obszernego 
dowodu tej prawdy, należałby on do systematu filozofii, 
a nie do szczupłego obrębu listów tych. Zaiste — nikt 
nie zaprzeczy, iż rozum jest środkiem poznania praw- 
dy, kto jeno wierzy w zacność natury ludzkiej, kto wie, 
że Bóg stworzył człowieka na podobieństwo swoje da- 
jąc mu rozum, by poznał dzieła jego i w nich doczy- 
tał się jego wszechmocności, wiekuistćj mądrości i uszla- 
chetnienia własnej istoty człowieczej. 

Dla tego też rozum jest pierwszym warunkiem wia- 



173 

. ry: niemowlęta, obłąkani i zwierzęta nie mają wiary, 
bo nie mają rozumu. Go myli nasze zdanie o rzeczach, 
bynajmniej nie jest rozum, ale uczucia, ale zmysły, ale 
inne potęgi, które nas łudzą. Uczucia działają na serce 
nasze, i nim rozum się upamięta, juz serce sąd swój 
wyrzekło, a sąd osobisty — zdanie. Zkądże matematy- 
ka zawiera w sobie prawdy ogólne i dla wszystkich 
prawdą będące ? — Odpowiedź łatwa, bo jej liczby, jej 
linie i bryły nie działają ani na zmysły, ani na uczu- 
cia; tu sam rozum na placu zostaje, więc sam bez mie- 
szania się zmysłów i uczuć o prawdzie orzeka, a orze- 
ka niemylnie. 

Jak przyznać powinniśmy, iz z jednej strony uczu- 
cia przed potęgą rozumu korzyć się winny, tak tći 
z drugiej niemniej prawdą jest , iż bez uczuć nie by- 
łoby i cnoty prawdziwej. Bo gdy człowiek serce swoje 
ma na baczności, gdy się uczucia nałożą chodzić dro- 
gami rozumu, gdy tej dojdzie doskonałości, iż uczucia 
jego nigdy nie będą sprzeczne z rozumem, a gdy na- 
wzajem wszystko, co jest prawdą, rozumne znajdzie 
potwierdzenie w sercu człowieka, — wtedy też sam czło- 
wiek będzie z sobą w zgodzie, i śmiało w swojem po- 
stępowaniu i w żądzach swoich będzie się mógł uczuć 
swych radzić, a nim rozum przez rozbiór, myślenie, za- 
stanowienie swoje pokaże mu drogę i sprostuje postę- 
powanie, już ją uczucia instynktem zgadną, a zgadną 
bez zwłoki, bez długiego rozbioru; nauczą w tćj chwili, 
co jest w moralności zacne, co poczciwe, i co w sztu- 
kach piękne i prawdziwie estetyczne. Rzecz tak się zu- 
pełnie mieć będzie, jak z mechaniczną wprawą; kto 
już wyćwiczonym pianistą, już grając nie myśli o ukła- 



174 

dzie palców, ani szukać już będzie klawiszów oczami; 
palce mechanicznie pójdą za jego wolą, gdzie uderzy, 
uderzy zawsze trafnie i bez pomyłki. Tak tóż kto zkąd- 
inąd pojął, co prawdziwie piękno m i zastosował uczu- 
cia do tego pojmowania swojego, już radząc się uczuć 
swoich dorazu piękność spostrzeże; ale sąd ten będzie 
mógł usprawiedliwić z zasad ogólnych sztuki pięknćj, 
zdoła tedy nim i drugich przekonać; dla tego też sąd 
takowy choć z uczuć wypłynie, tem się różni od onych 
sądów ze samego uczucia pochodzących, o których wyżej 
wspomnieliśmy, iż tamte nie mają ogólnej wartości ro- 
zumowej, i dla tej przyczyny nikomu do przekonania nie 
przypadną. 

Ze zlewu w jedność rozumu i uczuć , z tćj zgody 
świata rzeczywistego i serca, rodzi się najwyższa myśl 
szczęśliwości człowieczej. Uczucia im szlachetniejsze, 
tćm mniej są osobiste, i występują z ciasnego przybyt- 
ku serca, i obejmują sobą wielkie jestestw koło. — Tak 
szczytem wszystkich uczuć jest miłość. Miłość ogól- 
na, powszechna, podobna do mądrości, bo, jak i ona, w in- 
nych siebie widzi i wylewa się na świat cały. Ta mi- 
łość ogólna nie jest córą z ziemi zrodzoną , jest po- 
słannicą innych światów, wstępująca w serca wszyst- 
kich wieków i narodów. — Słuchaj np. pieśni mądrości 
pełnych, co nam jakby woń przyniosły powiewy z da- 
lekiego Wschodu: 

Ucz się od komara miłości, co rozkochany 
W świetle płomienia, w nićm przepada i ginie. 



A znów w innem miejscu: 



1T5 

Ja ci powiadam, jak z ziemi człowiek Btworzon jest ; 
Bo Bdg tchnął w ziemię miłości dech. 



Ja ci powiadam, czemu wiecznym kołowrotem bieżą nieba; 
Bieżą one wiecznie, bo je napełnia miłości blaskiem Boży tron. 



Ja ci powiadam, dokąd tcłiną zarania powiewy; 
Tchną one w miłości gaj, by roztulić liście róż. 



Ja ci powiadam, dla czego noc pokrywa świat oponą; 
Obsiania ona świat, by go uświęcić na miłości namiot. 



Ja ci rozwiążę zagadnienia wszech stworzei^ wszystkie; 
Bo zagadnień wszystkich rozwiązaniem, miłość jest. 



Albo miejsce następujące: 

Kończy zaprawdę skon życia trudy, 

Jednak dreszczem trwogi dla życia jest skon, 

A dla serca trwogą jest miłości dreszcz, 

Trwoży się serce miłością, jak gdyby groził mu skon. 

Bo gdy miłość w sercu się budzi, 
Umićra w tobie samolub, ciemiężca ponury; 
Niechaj ci zamrze w nocnćm państwie swćm, 
A ty odetchnićj swobodą w zarania łunie 1 



LIST VII. 

Mstoia sztuki. — Hómne roama§€ 
piękności. 



WieUci piątek. 25 Marca 1842 r. 

Oniemiały dzwony krakowskie, — całe miasto przy- 
brało na się postać uroczystą, świąteczną; niliee spokoj- 
ne i ciche, choć lud cały jakby wypuszczony z objęcia 
zimy, głęboko odetchnąwszy, wyroił się na świat ot- 
warty , rozlewając się po świątyniach naszych , — by po 
staremu cześć dał w grobie złożonemu Bogu. Słońce prze- 
tarło oczy swoje , i jasnem spojrzeniem rozpłynęło po 
niebie, budząc ze snu twardego ziemię a w serce ludzi 
nadzieją świecąc, 

BÓG umarł — a potęga przyrodzenia uśpiona jak w tru- 
mnie; ale wnet z grobu anioł w bieli kamień odwali, 
a nad światem pieśń skowronka, niby dzwonek poran- 
ny natury , ogłosi mu przebudzenie i świt. Bóg umarł, 
i duch nasz nieśmiertelny tęskni sobie w tym ziemskim 
żywocie, a doczesność ciśnie go ciężej od kamienia grobo- 



177 

wego; ciemno, chłodno mu w cielesności świecie — pó- 
ki też na niego nie przyjdzie zbawienia chwila , w której 
i jemu anioł w bieli ciemnicę otworzy, a w tedy spa-» 
dną z niego i uciechy tej ziemi, i jej biedy, i jej pła- 
cze, i będą zwinięte i na boku złożone, jak te chusty 
grobowe w onej wielkiej zmartwychwstania nocy. 

Wielkie i święte rocznice, jakby gościem drogim z da- 
wnych czasów, odwiedzają każdy rok naszego żywota, 
i jakby Bożem imieniem pukają rokrocznie do wnętrza 
serca naszego , cucąc w niem tęskne obrazy upłynionej 
młodości, a zarazem zwracając myśl do głębin wła- 
snej naszej istoty. Są one jakby słupce milowe ziem- 
skiej pielgrzymki człowieka ; wzywają go , by się poli- 
czył z życiem, ze światem i z sobą, by się obaczył,ile 
mu znów kwiatów zmarło na smętnej życia ścieżce, ile 
znowu zwiędło w sercu nadziei , ile ułud złocistych zga- 
sło. Ale im samotniej , im smętniej i ciszej w duszy, 
im więcej traci wagi doczesność , tem jaśniej wiekui- 
stość zazióra we wnętrze człowieka i rozświćcajeswym 
promieniem. Wtedy pokój głęboki , jakby harmonią nie- 
biańską, wpływa w tajne piersi przybytki; ziemskie 
gwary, śmiechy i boleści milkną — a w sercu świąte- 
czno,uroczysto; jakby na ołtarzu Bożym zapali się w niem 
płomień nieskończonej miłości, i jakby organy zagrzmi 
samotne duszy nabożeństwo. W takich chwilach świat 
zewnętrzny i rozkosze jego, i trudy, i wszystkie no- 
cne widziadła doczesności naszej , ulatują niby ptaków 
płoche stada, a uczucia ziemskie, i cała część człowie- 
cza do grobu się kładzie. Jakby na zesłanie ducha Bo- 
żego, jakieś jasnowidzenie rozświeca myśl; wtedy już 
świat jego, i pstry jego orszak, i dzieje człowieczego 

LiSTT z Kk.— T. I 23 



178 

rodu , i własne serca bicie nie ma więcej dla nas taje- 
mnicy, — rozwiązują się zagadki wszystkie. W takich 
chwilach świętych duch występuje z cielesności gro- 
bu, wstaje z martwych, rośnie z siebie, dźwiga się ol- 
brzymem, ogarnia nieskończoność sw^m objęciem, zna 
ze wiekuistość bez granie , czasu i przestrzeni , jest oj- 
cowizną jego , a nieśmiertelność domem. 

Tą istota nieśmiertelna a wiekuista , którą Bóg tchnął 
w człowieka od początku, jest właśnie tą potęgą, co jak 
złota nić jest wpleciona w całą tkaninę historyi rodu 
ludzkiego, i we wszystkie stosunki i czynności każde- 
go człowieka, a choć ona rzadko widzialna, wszędzie 
przecież jest obecną , nie zerwana nigdy , i sama zosta- 
je i trwa; choć cała owa tkanina doczesna się pada, 
i wszystkie inne jej nitki pruchnieją, właśnie wtedy 
ona sama nietknięta zostaje i wystąpi na jaw jaśniejąc 
swem złotem. 

Patrz na wszystkie człowiecze sprawy od kolebki 
az do ostatka żywota, na jego wszystką robotę, i na 
trudy jego, marzenia, sny, troski i uciechy, a wszę- 
dzie obaczysz , iż siła , co nawet jemu bezwiadomie w nim 
prze i w nim robi , rodzi się z nieśmiertelności ducha 
jego. Potocz okiem na pasowanie się całej historyi czło- 
wieka , zacząwszy od Dwej wielkiej chwili , gdy się do- 
tknął poznania owocu tracąc niewinności raj, podsłu- 
chaj tajemną robotę stóleciów, co jak uderzenie pulsu, 
wybijają światu ulatujący do wieczności żywot jego, a 
wszędzie, i zawsze i ciągle, znajdziesz pod oponą przy- 
padkową i marną, pod postaciami wielkich wydarzeń hi- 
storyi, nieskończoność istoty człowieka. Bez niej ród 
jid3z nie miałby dziejów, ni postępu, byłby zawsze je- 



179 

den i zawsze ten sam , należałby do poziomego zwie- 
rząt koła, dzieje jego przekazaneby były historyi przy- 
rodzenia. Jak w różnobarwnym tłumie wypływają na 
widok figury latarni magicznej , przesuwają się po nie- 
ruchomej ścianie , przemykają się coraz inne a inne, 
a prześwieca je wszystkie lampy płomień, co w cie- 
mnym pokoju gore niewidomie, tak przemykają się lat 
tysiące, i narody, i wielkie imiona w historyi na nieru- 
chomym wieczności tle; ale lampa, co je prześwieca, jest 
zawsze jedna i taż sama, jestto płomień nieśmiertelne- 
go ducha, cer wiecznie goreje, choć ukryty w ciemno- 
ściach doczesnego życia i niedojrzany cielesnemi oczy- 
ma człowieka. Ta nieskończoność , którą Bog człowie- 
ka uposażył , by miał godnego sługę i towarzysza wie- 
kuistości swej, jest ową wielką sprężyną , co ród nasz 
porusza i do działania porywa. Ona jest światłem i słoń- 
cem wywołującem, jakby z kwiatu pączków, wielkie epo- 
ki i wielkie czyny w historyi , i wszystko co w życiu 
ludzi na jaw występuje, i co jest treścią jego; ona mu 
gra w duszy, i na jawie i we śnie, ona wznosi się wpa- 
cićrzu dzićcięcia i whimnach narodów, ona dźwiga mu 
piramidy , śle go po śmierć na bitew pole , uczy go bie- 
gu gwiazd i tajemnic własnego ducha , odkrywa mu no- 
we światy i roztwiera tajemnicze ziemi łono , waży słońc 
i planet brzemię, roztwiera księgę przeszłości i przema- 
wia wyroczni ustami. 

Człowiek jest nieśmiertelną istotą i nieskończoną, 
bo jest rozumną istotą. Tu szukaj źródła onych naj- 
główniejszych praw jego, bo Religii, Filozofii i Sztuki 
pięknej. Sztuki piękne płyną z nieskończoności ducha 
człowieczego, i już nie pytaj, zkądsie one biorą. Czło- 



180 

wiek z nieskończonością zarazem odebrał i sztuki pię- 
kne , i mądrość i Religią ; nie utyskuj tedy nad zni- 
komośeią rzeczy ziemskich. Wszak Bóg sam umarł dla 
prawdy, która nie ginie na wieki; robak w przód za- 
sklepia się w swym grobie , nim przerodzony w lekkie- 
go motyla uniesie się, złotem jaśniejąc skrzydłem: a 
przekonanie o nieskończoności istoty naszej wykwita 
z uważania skończoności. Bo zważ — dęby długo-wie- 
czne tak przemijają jak ich liście, a skały granitowe 
tak się rozpływają w powietrzu , jak przejrzyste obło- 
ki koczujące po niebie. Jak ciągle przelewające się fa- 
le oceanu błyszczą znikomie iskrami w słońca promie- 
niu , tak przelewa się falami wieczny ocean rzeczy zmy- 
słowych; a kędy nań spojrzy jasne Opatrzności oko, za- 
palają się iskrami jestestw miliony, a za każdą nową 
falą inne a inne zabłysną jestestwa i giną — zamigocą 
się i gasną. Więcej jeszcze cierpu ma ta marność i 
znikomość rzeczy ziemskich, skoro staniesz nad ową 
ogromną rzeką historyi rodu człowieczego, co płynie 
gdzieś tam z górnych nieznanych światów zamglonej 
przeszłości; płynie ona rzeka całe stulecia, płynie przez 
lat tysiące , i spławia nam kości nieznanych zwierząt 
ze starych lat, toczy jakieś gruzy dawnych świątnic, 
pomników ułomy, i, jakby liście pobrzeżnych krzewów, 
niesie imiona królestw, świato-władnych państw i zgru- 
chotane włócznie ludoburzców krwawych — a gdzienie- 
gdzie unoszą się na jej falach, jakby kwiaty, jakieś pie- 
śni stare, strzaskanej lutni reszty i laurowe wieńce; a 
przecież po obu stronach onego biegu historyi, a z da- 
leka od jćj brzegów, rozlegały się zaiste ludy liczne jak 
piasek pustyni, ijjrody, i miasta potężne i państwa; 



181 

o nieb bistorya milczy, nawet ich imion nie doniosła 
naszym czasom. Utonęły te narody i państwa w wie- 
cznej otchłani zapomnienia , jak tonie rozbitek na ot- 
wartym i głuchem morzu ; gwiazdy tylko widzą śmier- 
telny trud jego, a Bóg tylko sam słyszy ostatnie woła- 
nia jego skonu. Lecz dokądże płynie owa rzeka, w ja- 
kąż nieznaną dal przebierają się jej wody? by znów 
z kolei późniejszym lat tysiącom zanieść, jakby bajeczną 
wieść, prace i trudy naszych stuleciów; kędyż jest ujście 
tćj rzeki ? gdzie jest on ocean wiekuisty, co ją w swoje 
objęcia pochłonie sobą ? 

A jeżeli już rzeczy zmysłowe, jeżeli dzieje histo- 
ryi są znikomości obrazem, temci więcej wnętrze istoty 
naszćj jest piętnem ciągłego tworzenia i niweczenia się 
uczuć i myśli ; wszak o tem wspominaliśmy już wyżej. 
Lecz nie utyskuj nad tą skończonością rzeczy ziemskich, 
boć właśnie jej poznanie prowadzi do pojęcia nieskoń- 
czoności istoty naszej. Bo zważ — czylibyśmy utyski- 
wali nad skończonością wszystkiego, co doczesne, gdy- 
byśmy zarazem w sobie nie mieli wyobrażenia o nieskoń- 
czoności? zkądżeby się rodziło w nas poznanie zniko- 
mości tego, co nas otacza, gdybyśmy zarazem przy tem 
nie myślili o jakiemś istnieniu, co nie ginie nigdy? 
zkądżeby nam przychodziła owa tęsknota patrząc się na 
przemienność , gdyby nam się przed myśl nie stawiało 
jakieś istnienie , co trwa na wieki ? Zawsze , gdy o 
skończoności pomyślimy, nasuwa się duchowi naszemu 
nieskończoność. Te dwa pojęcia , odwrotne sobie, za- 
wsze razem chodzą; jak ten nie zna okropności ślepoty, 
kto sam dnia jasnego nie widział, jak kto wić, co linia 
krzywa, musi wiedzieć co linia prosta, tak też wiado- 



182 

mość skończoności dowodzi poznania nieskończoności. 
Nieskończoność tedy iście w naszej myśli mieszka. — 
Prawda ta jest prawdą wszystkich prawd, bo właśnie 
dla tego , iż człowiek o nieskończoności myślćć może, 
jest dowodem , iż sam jest nieskończonym. Bo co jest 
skończonem, nie obejmie sobą nieskończoności ; co jest 
bez granic, tam tylko pomieścić się może, gdzie także 
granic nie ma; bo większe w mniejszem objęte być nie 
może. Tak jak potrzeba być samemu uczuć tkliwych, 
by zrozumieć obcego serca drganie i te wszystkie tony 
ciche szepcące we wnętrzu duszy, jak potrzeba same- 
mu być rozumnym, by pojąć rozumu potęgę, jak ten je- 
dynie ocenić zdoła cnoty majestat, kto sam pełen jest 
zacności, tak też tylko jestestwo nieskończone pojąć zdo- 
ła nieskończoność i do niej tęsknić. Posłuchaj treści sta- 
rej perskiej pieśni: 

Słowik zakochał się w róży; rzewną miłością pły- 
nęła pieśń jego, brzmiały po gajach tęskne drżące śpie- 
wy skrzydlatego kochanka, brzmiały boleśnie, samotno 
i radośnie przez noce całe, wieczory i ranki; a gdy 
słońce zaświeciło nad ziemią ciepłem pieszcząc natu- 
rę, ustawały słowicze pieśni, i wieszcz malucbny mil- 
cząc ginął pod liści splotem; — skoro atoli dzień jasny 
z gajów ulatywał, zapalając kagańce na niebie, znów 
z drgających piersi zakochanego śpiewaka rozpływały 
się harmonie pełne miłości i żalu. Słuchały tych pie- 
śni i krzewy, i gaje, i strumienie i dąbrowy, przecie 
nikt tego kochania słowika dla róży zrozumieć nie zdo- 
łał. Lecz znał kochanie swoje słowik, bo nie różę on 
miłował, nie do jej rumieńca, nie do jej woni on tęsknił, 
bo — na różę spadała co wieczór, co ranek, rosy kry- 



183 

ształowa kropelka, i w niej to, jakby w jasnem z nie- 
ba spłynion^m zwierciedle , siebie widywał słowik, i 
sam pokochał siebie — zakochał się. Atoli obraz, który 
widywał, który miłował, nie był tylko samym wize- 
runkiem doczesnej jego postaci; widywał tę postać roz* 
jaśnioną, promieniejącą światłem niebiańskiem słońca, 
i do niej to słowik tak tęsknił sobie. Nie dziw już tedy, 
iż gdy skwarem dziennym owa rosy kropelka rozpłynęła 
i uleciała, i obraz ten, owo niebiańskie widziadło, znikł, 
a słowik tęskny w boleści oniemiał. 

Rozumiemy tedy już tęsknotę naszą ku nieskończo- 
ności; wszak i ona jest tylko obrazem naszej własnej 
istoty, rozjaśnionej wiekuistem światłem. 

Jeżeli tedy nieskończoność stanowi konieczną istotę 
człowieka, więc zradza się pytanie, jakim trybem obja- 
wia się w nim ta nieskończoność, jaki ona wpływ wi- 
domy na niego wywiera ? Pierwszym i koniecznym wy- 
padkiem nieskończoności, którą Bóg człowieka wyposa- 
żył, jest instynktowa tęsknota, by wszędzie upatrzył 
nieskończoność , radby ją znaleść we wszystkiem , co 
jeno być może przedmiotem myśli jego, radby widzieć 
i znaleść wszędzie jej wizerunek i obraz. Ta dążność 
jest koniecznym skutkiem jego natury: bo zważ pilnie, 
iż cokolwiek jest prawdą, to nie tylko bywa w nas, w du- 
chu naszym, ale również znaleść się winno i na ze- 
wnątrz ducha naszego, bo inaczej nie byłoby prawdą. 
Bo wszystko , co mieszka we wnętrzu ducha nasze- 
go, byłoby tylko ułudą, a nie prawdą, jeżeliby nie zna- 
lazło i w świecie potwierdzenia swojego. Otóż dla po- 
rozumienia się łatwiejszego podam ci kilka przykładów. 

Czyliż dosyć jest aby moralność, aby cnota w ser- 



184 

CU tylko mieszkata? ćzyliż nie potrzeba, aby wystąpiła 
na jaw i okazała się czynami w rzeczywistości ? Moral- 
ność we wnętrzu li naszem przemieszkująca nie jest 
moralnością; aby nią była, potrzeba aby koniecznie 
okupiła się walką własną, wyjawiła się czynem; albo — 
czyliz mogłaby powstać w duszy człowieka miłość, gdy- 
by nie było zarazem w świecie rzeczywistym przedmio- 
tu będącego celem tej miłości ? Czyliz każda teorya pra- 
wa jest czem więcej niz ułudą, jeżeli nie może być wpro- 
wadzona w świat? Otóż zważ, iż dla wewnętrznej na- 
szej istoty, ten świat zewnętrzny, rzeczywisty, jest za- 
wsze z początku czemś obcem, czemś jej przeciwnem, 
i poty my wewnętrznych prawd naszych nie uważamy 
za zupełne, póki ich w rzeczywistość nie wprowadzimy, 
albo ich już tam nie znajdziemy. I dla tego to właśnie, ma- 
jąc przekonanie o czem silne, gruntowne, czujemy w so- 
bie niepokój, póki nie obaczymy, iż prawda, którą prze- 
jęci jesteśmy, i od świata przyjętą nie zostanie. Bo świat 
nasz wewnętrzny, one prawdy, które w duchu naszym 
żyją > i świat zewnętrzny, rzeczywisty — czyli teorya i 
praktyka, do siebie należą i jedną składają całość, i na- 
wzajem na sobie się opierają, choć zdają się czemś zu- 
pełnie rożnem od siebie , a nawet przeciwnem sobie. 
Są to dwa bieguny igiełki magnesowej, które, choć ró- 
żne, przecież do siebie należą, tak jak znak minus ( — ) 
i plus (-{-) w matematyce, choć niby zupełnie sobie od- 
wrotne, przecież do siebie się ściągają, i tak dalece je- 
dną składają całość, iż żaden z nich, z osobna uważany, 
nie będzie miał znaczenia, ani zrozumiany być nie mo- 
że. Tak i światło dopiero światłem jest, gdy je z ciem- 
nością razem weźmiemy. 



185 

Tak się tez rzecz ma z nieskończonością, która we- 
wnątrz nas tkwi; nią to party człowiek tęskni, by ją 
koniecznie ujrzał i w zewnętrznym świecie , pragnie, 
jak słowik ów, obaczyć w nim własny swój obraz. Roz- 
ważmy atoli, czyli pragnienie to swoje zadowolić zdoła; 
czyli on znaleśc zdoła wizerunek i odblask tej nie- 
skończoności, która w nim tkwi. 

Naprzód natura fizyczna, rzeczy zmysłowe, uderzają 
umysł nasz, bo on je najłatwiej pojmuje , gdyż one są 
zmysłowe; a człowiek sam, mając stronę zmysłową, ry- 
chlej rozumió , co oczyma , słuchem , dotykaniem i in- 
nemi zmysłami dostrzega , niż to , czego dopiero rozu- 
mem dochodzić powinien; więc też natura jest pierw- 
szem polem jego poznania. W niej tedy przedewszyst- 
kiem pragnie dostrzedz nieskończoności; — ale zjawiska 
natury są jedynie ułomkami wielkiej całości, pojedyn- 
czemi tonami wiekuistej harmonii, którą Bóg wlał 
w wszechnicę stworzeń. Żadne atoli pojedyncze jeste- 
stwo natury samb z siebie, i wzięte z osobna, nie wy- 
raża całkowitej myśli, ale jest jedynie ułomkiem myśli; 
a co jest ułomkiem czegoś, należy do czegoś i zależy 
od czegoś; jest ograniczonem w sobie, nie może bye 
tedy nieskończonem. 

Wznieś oczy ku niebu, patrz — planety, słońca, księ- 
życe, są rozosobnionenori jednostkami; każde ciało nie- 
bieskie , choć należy do swego systematu słonecznego 
i z nim składa całość, wszakże, samo wzięte, jest tylko 
jednostką osobną, a system słoneczny nie jest jednćm 
jestestwem, ale składa się z mnóstwa jestestw, bo z mnó- 
stwa gwiazd osobnych. Widzisz tedy, iż całość tutaj roz- 
bita jest na wiele rozpojedynczonych szczegółów , na 

Listy z Kb.— T. I. 24 



186 

wiele ciał niebieskich. Możesz wprawdzie gwiazdy na- 
leżące do systematu uważać za jedność, ale to połącze- 
nie ich jest robotą twojej myśli , twojego przyłożenia 
się; to połączenie jest li rozumowe, świat fizyczny nie 
okazuje tej jedności zmysłom, ale przedstawia rozoso- 
bnione gwiazdy, z których każda jest tylko kawałkiem 
osobnym jedności systematu. Podobny każdy system 
słoneczny z całem gronem planet, księżyców do niego 
należących, zaiste znów jest cząstką drobną innego 
ogromnego systematu. A tak myśl Boża , myśl nie- 
skończona, wlana w ciała niebieskie , rozstrzeliła się 
oceanem rozpojedynczonych gwiazd, z których atoli ża- 
dna, z osobna wzięta, nie jest obrazem onej myśli nie- 
skończonej, a co jest ułomkiem, jest czemś skończonem 
i przemijającem. Spojrzyj teraz w około siebie , w te 
zjawiska, które ci rzeczy, otaczające nas, przedstawiają, 
i tu spostrzeżesz iż zjawiska są jedynie ułomkami ca- 
łości, i nigdzie nie znajdziesz jestestwa będącego wi- 
zerunkiem nieskończoności. W zjawiskach mechani- 
cznych, naprzykład, potrzeba zawsze najmniej dwóch ciał 
na siebie działających. Jedno z najprostszych zjawisk, 
które tu widzimy, ciężkość, okazująca się w spadaniu 
ciał, wymaga przedewszystkiem dwóch jestestw: bo 
ciała, które spada, i ziemi, na którą spada. Póki ciało 
spada, to jest, póki się to zjawisko okazuje, poty też i 
ciało spadające i ziemia są w rozłączeniu; skoro zaś 
rozłączenie ustaje, i ciało i ziemia się dotyka, przez 
to już staje się jednością, już i zjawisko spadania samo 
ustaje. Widzisz tedy, iż tutaj każde jestestwo z oso- 
bna wzięte jest jedynie ułomkiem. 

Podobnież w fenomenach magnetycznych, elektry- 



187 

cznych, galwanicznych i t. d. potrzeba dwóch biegunów, 
z których jeden jest dodatny a drugi ujemny. W zja- 
wiskach optycznych, znów najmniej dwóch ciał potrze- 
ba, bo promienia światła, i ciała oświeconego; tak i tu 
obaczysz, iż jedno jestestwo w naturze nie jest czemś 
zupełnem, potrzeba najmniej dwóch lub więcej, by zło- 
żyć całość. Tak się rzecz ma i ze zjawiskami chemi- 
cznemi i z powinowactwem ciał. Ale powiesz mi może, 
iż w jestestwach organicznych dzieje się inaczej, bo ciało 
zwierzęce a zwłaszcza człowiecze jest całością w so- 
bie, a zatem już wizerunkiem doskonałości; ręce, gło- 
wa, nogi i wszystkie członki, tak różne od siebie, skła- 
dają jedną całość doskonałą , wszystkie one do siebie 
należą, jedną składają harmonią. Prawda, ale dla tego 
też właśnie ciało ludzkie jest szczytem wszystkich dzieł 
natury, najwyższym wieńcem rzeczy stworzonych, i 
dla tego właśnie jest stolicą nieśmiertelnego ducha. 

Zważ przecież, iż i tutaj jeszcze niedoskonałość je- 
stestw natury uczuć się daje. Człowiek właśnie w ży- 
ciu swem ziemskiem do dwóch światów należy: jest na- 
próżnikiem między państwem wiekuistem , duchowem, 
a państwem rzeczy materyalnych, bo on w sobie mie- 
ści i duszę i ciało — i właśnie dla tego, że należy do 
cielesnego świata, do natury, nie jest sam przez się cało- 
ścią w sobie skończoną, zupełną, bo się sam przez się 
ostać nie może. Naprzód jest bowiem w stosunku do in- 
nego jestestwa podobnego, ale płci odwrotnej. Mąż i 
kobieta z osobna wzięte nie stanowią całości. Nastę- 
pnie też człowiek obejść się nie może bez natury ota- 
czającej go; bierze od niej pokarm swój, oddycha jćj at- 
mosferą i z nią dopićro stanowi całość, a właśnie ten 



188 

związek i stosunek ciała do natury jest przyczyną śmier- 
ci jego, bo natura zewnętrzna, onych ślepych żywiołów 
potęga , bez ustanku działa na organizacyą ciała jego, 
i psuje je, i niszczy, i trawi; a gdy się ciało w końcu 
oprzeć nie zdoła tym wpływom, wtedy ginie i śmierć 
następuje. 

Widzisz, iż nawet najwyższe dzieło przyrody, bo 
ciało człowiecze nie jest całością w sobie i ginie, i dla 
tego nie może być dla nas wizerunkiem nieskończono- 
ści, którą człowiek śledzi mimowiednie w rzeczywistym 
świecie, choć nie wie, co go tak prze i co w nim działa. 
Cała natura tedy pokazuje nam jestestwa, które same 
wzięte są tylko ułomkami jednej myśli, ale całej myśli 
nie stanowią, a tem samem mają swój początek i ko- 
niec, nie mogą być tedy nieskończoności obrazem. To 
już wyżej choć innemi słowami powiedziałem. Ale może 
właśnie wizerunek ten znaleść zdołasz w obrębie nie 
natury cielesnej, lecz w sferze czynności człowieka? 
może naprzykład moralność , cnota , obejmująca jakby 
sercem miłości pełuem świat cały, będzie doskonałym 
nieskończoności obrazem? Zważ atoli, moralność^ cnota 
jest jedna i zawsze taż sama, ona jest całością ogól- 
ną, póki zamknięta jest w duchu , póki trwa we wnę- 
trzu naszem; ale ona jako całość nie może się zjawić 
w świecie, bo w rzeczywistem życiu moralność się tyl- 
ko w czynach pojedynczych okazać może. Utulisz bo- 
leść, łzę nieszczęścia, zapomnisz krzywdy złowrogiej 
nienawiści, gdy zacność gorejąca w piersiach twoich 
wystąpi na jaw poświęceniem dla dobra drugich, toć 
wszystko zależeć będzie od podanej sposobności, okaże 
się przy szczególnych okolicznościach, które mogą być 



189 

tak różne, tak przypadkowe i rozmaite , jak rozmaite 
są życia przygody. Słowem, moraloość zamknięta w du- 
szy jako całość, występując na świat, rozbija się na 
pojedyncze osobne czyny moralne. Co się wyjawia w świe- 
cie rzeczywistym, są to tylko ułomki tej moralności, nie 
mogące być moralności samćj, a tem bardziej nieskończo- 
ności obrazem. A prawa, a ustawy spajające węzłem 
towarzyskim ludzi, zakładające miasta i garnące wszyst- 
kich pod sprawiedliwości paiże? może tutaj dostrzeżesz 
wizerunku nieskończoności? Przecież tak sprawiedli- 
wość jak i moralność zawsze jest jedna , wiecznie ta 
sama, i całością w sobie; ale ona, jako taka, nie wstę- 
puje w rzeczywistość i wystąpić nie może, bo jest ró- 
wnież jak moralność, jak cnota, myślą, ideą; w rzeczy- 
wistym świecie zjawić się tylko ona może w prawach, 
w księgach ustaw. Każdy jednak naród, każdy wiek 
ma inne swoje kodexa. Sprawiedliwość tedy jest tylko 
gruntem ogólnym, na którym wzrastają księgi praw, 
są to jedynie ułomki całości, ale nie całością. Co wię- 
cej, księga praw, obowiązująca w pewnym kraju a bę- 
dąca przeto uwidomieniem wyobrażeń tegoż narodu i 
wieku o prawie, także nie występuje w całości w rze- 
czywistym świecie, lecz tylko ułomkami. Wszak prawo 
np. broni własności, jakże atoli ono chroni np. własno- 
ści twojej i kiedy ? oto wtedy tylko, jeżeli twój dom, 
twoja wieś, albo jakaś summa pieniędzy, będąca w two- 
jej własności, jest zagrożoną : wówczas udajesz się pod 
obronę ustaw, a one oddalają napastnika. Widzisz tedy, 
iż praw wykonanie broni własności, lecz nie własności 
jako ogólnej myśli, ale rzeczy szczegółowych, jako wsi, 
domu, summy pieniędzy, a to wtedy tylko , jeżeli one 



190 

są zagrożone; czyli zaś są zagrożone lub nie, toe znów 
od przypadku zawisło, od szczególnych okoliczności, 
więc własność rzeczy szczegółowych okazuje się w u- 
łomkach. Jest tedy niewątpliwą prawdą, iż i sprawie- 
dliwość w tej formie, jak się w rzeczywistym świecie 
okazuje, nie może być wyrażeniem nieskończoności. 

Ale rzekniesz mi może, iż przecie historya powsze- 
chna, będąc najwyższem dziełem wieków i pracownią 
nieskończoną ducha człowieczego , wyraża nam myśl 
nieskończoną odzianą w szaty ludów, w postaciach bo- 
haterów historycznych ? W tym liście moim już dwa 
razy wprowadziłem ci historya świata: raz, wskazując 
ci znikomośc rzeczy doczesnych i przemijającą robotę 
ludzkiego rodu, drugi raz przedstawiłem ci dzieje czło- 
wiecze i jego sprawy, jako przeświecane płomieniem 
nieskończoności. Zaiste nieskończoność jest dnem wszyst- 
kich wydarzeń. Teraz jednak zjawia się inne pytanie; 
chciej ze mną zważyć, czyli wydarzenia w historyi, tak 
jak nam je historya wystawić może , są zwierciadłem 
same przez się tej nieskończoności? Bóg w nieograni- 
czonej łasce swej natchnął człowieka rozumem, rozu- 
mną też drogą prowadzi ród cały za rękę przez stule- 
cia i lat tysiące do udoskonalenia najwyższego. Choć 
jednak krew biegnie w żyłach, choć życiodawczą po- 
tęgą tętni w ciele człowieka, przecież nie jest widzial- 
ną dla zmysłów, ale drganiem serca, iskrą w oku i ru- 
mieńca kwiatem na widok występuje. Tak podobnie 
duch żyjący w historyi nie występuje na jaw w zupeł- 
ności swej , lecz w wielkich wydarzeniach, w epokach 
przemieniających świat, niewidomie tli i żyje, i jest 
krwią, co bije w pulsach narodów^ a wieki całe, a stu- 



191 

lecia, są oddechami wiekuistej myśli przebywającej 
w dziejach ludzkich. By ujrzeć potęgę poruszającą na- 
rody i wielkich Judzi historycznych, trzeba zajrzeć za 
kulisy teatru świata, i tam widzieć, jak owa myśl wie- 
kuista, kierująca tym dramatem, wysyła kiedy pora, jakby 
aktorów, wielkie figury historyczne na scenę czasów. 
Za jej skinieniem występuje to Alexander, to Cezar, to 
Kolumb, lub Arystoteles j znów Cyrus, to Dżingishaa, 
to Filip II. lub Piotr Pustelnik, Grzegorz VII. lub Na- 
poleon; każdy z kolei się zjawia, by odegrał rolę swoją 
z dramatu, którą wiekuisty autor ułożył, i, wedle uiszcze- 
nia się z gry swojej, zyskiwał oklaski lub wyświsty 
potomności. Boć iście nie ślepego trafu lub fatalizmu 
jest historya, ale Opatrzności dziełem; a ten Bóg, bez 
którego woli ani pyłek z kwiatu, ani włos z głowy nie 
spada, ten sam Bóg jest i dziejów ludzkich ojcem; i gdy 
mądrość Jego uzna potrzebę, roztwiera ciepłą dłoń swo- 
ją i z niej wypuszcza, niby pisklęta, uskrzydlone mło- 
de stulecia, i gwiazd gromady i wielkich ludzi. Ależ 
my tego w samej historyi nie widzimy jeszcze, bo myśl 
Boża, co żyje i działa na dnie wydarzeń, nie występuje 
w swej całości w wypadkach historycznych, rozpryskuje 
się na narody, na wieki, na figury szczegółowe, na kraje 
pojedyncze. Każdy naród a każdy wiek zradza nową 
jedną myśl, wprowadza ją w świat i z kolei ustępuje 
z widowni; a ustąpić musi, bo nie będąc całością, lecz 
jedynie ułomkiem i cząstką , jest również skończonym 
jak gwiazda, jak zjawisko mechaniczne , jak jestestwo 
organiczne, jak czyn moralny, jak ustawa prawna i t. d. 
i dla tego przeminąć musi. Historya taka, jak nam się 
ukazuje, podaje nam dzieje rozerwane na tysiące szcze«< 



-192 

gółów osobnych, ua milionowe wypadki, ale nam nie 
wskazuje tej jednej ogólnej myśli, żyjącej i pracującej 
we wnętrzu tych dziejów. Jest i tutaj nieskończoność 
zaiste, ale zakryta; historya jest jedynie jej widzialną 
łupiną ułomkową. Widzisz tedy, iż jak w naturze, tak 
i w moralności, prawie, historyi i we wszystkich czyn- 
nościach podobnych, duch nieskończony ujrzeć nie może 
własnego wizerunku a zwierciadło, które mu się tu 
przedstawia, jest stłuczone na sztuk tysiące, z których 
każda wskazuje jedną część oblicza wiekuistego, które 
w posagu od Boga na dziedzictwo odebrał. Aby w tej 
całej świata wszechnicy nieskończoność obaczyć , trze- 
ba nam innego szczebla ducha, innej jego umiejętności, 
jak to obaczymy w liście następującym. 

Duch człowieczy ciśniony tym niedostatkiem, party 
by to szczupłe koło istoty swej rozszerzył, by nieskoń- 
czoność obaczył i znalazł siebie samego w rzeczywi- 
stości, przerzuca się w inną wyższą sferę własnej swej 
istoty, nabywa jaśnićj wiedzy o tćj nieskończoności, a 
nie mogąc jej znaleść w rzeczywistości , zaczyna od 
tego, iż sam sobie jej obraz tworzy. Tworzy go uży- 
wając do tego właśnie tćj osnowy, która nera jest naj- 
bliższą, najłatwiejszą dla niego ; jest to ten świat do- 
stępny dla oczu i słuchu jego , ten świat zmysłowy, i 
staje się mistrzem, tworzy dzieła sztuki. I to jest sztuk 
pięknych zaród tajemny i powód ich najwyższy. Świat 
materyalny, natura, pożycza mu swoich postaci, swoich 
kształtów, daje mu na osnowę swoje marmury, drzewa, 
kruszce, barwy, tony, głos, a człowiek, uchwyciwszy je, 
wlewa w nich duszę swoją, przyciska gorejącem obję- 
ciem do serca, wlewa w nich nieskończone życie swoje, 



193 

swego ducha, a tak staje się twórcą, mistrzem. Co iyło 
na bezdnach docha, o czeni jakby przez sen marzył,* 
teraz dla niego zjawia się widome. On siebie w dziele 
swem widzi, a trud cały, jaki ponosił pasując się z sobą, 
wlał w piękności dzieła, niby w naczynie boleści swej. 
Niedziw tedy, iż zjawienie się dzieła sztuki jest pie* 
śnią wtomjącą nieskończoności człowieka; bo gdy on sta- 
nie przed obrazem, rzeźbą lub świątnicą, albo gdy mu 
zabrzmią w duszy tony muzyki, melodyi, lub święty 
urok myśli poezyą odziany, juz rozumie , ze go głos 
z dziecięcych lat wita, ze się nań patrzy święte obli- 
cze znane z dawnych lat, widziane gdzieś, niegdyś, czyli 
we śnie, czyli nad kolebką swoją, czylito może anioł 
stróż jego, co mu niewidomie przez życie towarzyszył. 
Widzi obraz malowany w kamieniu, w postaci, słyszy 
potok muzyki; ale cóż mu z kamienia tego, z tych obra- 
zów, z tych muzyki tonów; tęskni i płacze, coś go po- 
rywa i na niego woła. Zda się, iż jakby w długi(5j nie- 
bytności w kraju rodzinnym, nagle gdzieś niespodziaitie 
w cudzoziemskiej stronie zabrzmiał mu mowy ojczyst($j 
dźwięk, niby dawna własna pieśń jego. Tysiące gło- 
sów dotychczas drzemiących budzi się w piersiach , i 
gromadami, jakby orły Boże, zrywają się i giną w osta- 
tnich błękitnych nieba przepaściach. 

A teraz jak myślę zrozumiesz, dla czego w listach 
poprzednich dowodziłem, iż ani zmysły, ani samo za- 
chwycenie, ani uczucia, ani myśl, ani serce, ani rozum, 
same z osobna wzięte, nie mogą być sztuk pięknych 
podstawą. Bo jeżeli iście sztuka piękna jest nieskoń- 
czoności córą, jeżeli wiekuistość tu jest odzianą w cie- 
lesności szaty, jeżeli sztuki istotę ziemską i niebiańską 

Listy z Kr — T. I. 25 



iU 

człowieka , jakby dwa bieguny sobie obce i przeciwne, 
ku sobie naginają, jeżeli one biją we dwa światy tak 
odwrotne sobie, jak są zmysty ciała jego i duch wie- 
kuisty, nie dziw tedy, iz godzą tez wszystkie inne sprze- 
czności istoty naszej, iz uderzają na całą treść człowie- 
ka , chwytają wszystkie struny jego jestestwa , i całą 
istotę człowieczą budzą pełnym akkordem. Zmysły i 
rozum, uczucia i myśl, duch i serce, ciało i dusza, 
wszystkie te potęgi zarazem są tknięte piękności dzie- 
łem , żadna tedy z osobna, ale wszystkie razem jakby 
w chór grzmiącym psalmem witają Wiekuistość, która 
na Ziemię zstąpiła. Tak piękność godzi wszystkie sprze- 
czności duszy naszej i pokojem niebiańskim ucisza wie- 
czny w piersiach naszych bój. Przecież pokój ten nie 
jest głuchćm przytłumieniem tych potęg, ale podnie- 
sieniem ich wyższem i uduchownieniem , on je uszla- 
chetnia, wylewa na nie powódź światłości niebiańskiej, 
uwalnia od ziemskiej ciężkości, dodając cherubinowych 
skrzydeł. Gdy piękność się zjawi, wszystkie radości i 
boleści, tęsknoty i nadzieje, odwagi potęga, lęki i mi- 
łość, żale i wesele, i co jeno w duszy naszej jest, roz- 
goreje ogniem nadziemskim i łączy się wspólnym pło- 
mieniem. Niebo i ziemia obejmują się uściśnieniem 
miłości. Gdy piękność się zjawi, cały ocean jestestwa 
naszego rozkołysze się do dna swego piorunną falą, i 
znów się jednoczy, znów zlewa się z sobą niby w zwier- 
ciadło, w którem niebo i Bóstwo się przegląda. Wpa- 
truj się w obraz Syxtyńskiej Madonny; tutaj zmysłów 
naszych powaby i myśli potęga, duch. i uczucia, wiara 
i miłość , mrozy i ciepło duszy naszej , słowem , cała 
nasza treść, roztopiona jakby pieśnią niebiańską, wciela 



195 

się w tę postać nadziemską Boga-Rodzicy. Podobnie, słu- 
chając muzyki wielkich mistrzów, widzisz jak nieba po- 
dwoje na roścież są otwarte, i widzisz, jakby po szcze- 
blach Jakóba na obłokach spartych, wchodzące i zstę- 
pujące anioły, skinieniem drogę nam do wiekuistej ojczy- 
zny pokazując. I zaiste, połączenie w jedną harmonią 
rozpromienionych tonów duszy, pogodzenie rozdwojenia 
w piersiach naszych, jest najwyższym sztuki wieńcem. 



Myślę tedy, że już zgodzisz się na to ze mną , że 
wiekuistość ducha a świat doczesny, że niebo i ziemia 
nawzajem są zaślubione sobie w piękności dziele; sło- 
wem, że nieskończoność i skończonośc są dwoma pier- 
wiastkami przebywającemi w dziele sztuki, że powią- 
zanie ich w jedność jest wszelkićj piękności warunkiem. 

Zważ jednak, że piękność świeci się tak przeróżnym 
rodzajem: ona zawsze będzie jedną i tą samą, ale wy- 
stępuje coraz to w innej postaci. W samej naturze na- 
wet piękność jest tak różna. Ona jest inną gdy mor- 
skie zwierciadła, ciche i milczące, przezierają się w błę- 
kitach niebiańskich , a inną , gdy grzmotną burzą 
rozkołysane fale, wzdymając się i przepadając w ot- 
chłani, powstają i giną na nieskończonej przestrzeni, i 
znów dźwigają się w zuchwałćm rozjątrzeniu, i znów 
strącają się w rozwarte topiele. Inna piękność, gdy dech 
uroczystego wieczora roznosi ciche szepty kwiatów, a 
w mroku świętym natura obchodzi zrękowiny ze ser- 
cem człowieka; inna piękność orła, co, oparłszy skrzy- 
dła na słonecznych promieniach, mierzy okiem rozło- 
żone pod nim w głębi kraje, inna znowu piękność taje- 



196 

niniczego państwa, co w głębiach podziemnych zbudo- 
wało czarnoksięzkie pałace swoje, przystrajając je w so- 
ple świeciste, w zwoje i gałęzie błyszczących kryszta- 
łów, wysadzając je bogato w smaragdy i rubiny; inną 
pięknością przemawia pierwiosnek, co wykwita na gro- 
bowej mogile, co tak rzewny, milczący, tęskny i zaduma- 
ny, izbyś rzekł, że go posiała łza, co tu padła milcząca, 
rzewna, i teraz na pierwiosnku błyszczy rosy kropelką 
jakby oczko niebiańskie, a motyl róziiobarwny, stroj- 
niś zalotny, oblatuje kwiatek płaczący. Tak jest, i na- 
tura roztacza się całym światem piękności przeróżnych; 
kędy spojrzysz, kędy zwrócisz duszy twojej słuch, już 
ta przyroda zaśpiewa ci to hymny wzniosłe, to tęsknej 
słodyczy elegije, to zanóci piosenkę radosną, weselną. 
A cóż dopiero się dzieje w państwie sztuki, kędy już 
piękność ma właściwą ojcowiznę swoją ! kędy ona żyje 
w całej swobodzie a wolności swojej ! Bo sztuka pię- 
kna jest zaślubieniem skończoności doczesnej z nieskoń- 
czonością wiekuistą ducha. Ale gdy duch człowieka jest 
duchem stworzonym, gdy on sam jest ochuchany tchem 
ziemskiego żywota, więc on sam wypowiada treść swoją 
w różnych akkordach, w różnych postaciach. Cóż dzi- 
wnego że sztuka to przemawia do nas wzniosłością^ 
to znów zradza piękność naiwiią^ prostoty petną, to ubie- 
ra się w przepychy fantazyi, to staje przed tobą w uro- 
czystej postaci, to jest pięknością szlachetną^ to znów 
strachem przejmuje, gdy rozwija losy tragiczne figur 
swoich; a tak sztuka coraz inną a inną formą piękno- 
ści zadziwia, pociesza, zachwyca widza i słuchacza swo- 
jego. Trudnoby mi było wyliczać wszystkie te formy 
piękności, więc też tem mniej będziesz wymagał, bym 



197 

ci się wdawał w różne ich definicye. Zdaje mi się tóż, 
że jak to zwykłe definiowanie wyobrażeń jest wielce 
nudne, tak też najczęściej nie dotrzyma placu, gdy mu 
się bliżej przypatrzysz; takie definicye, choćby położo- 
ne rzędem po sobie, będą niby ułamkami lóżnemi nie- 
powiązanemi z sobą, a zatem też żadna z nich nie będzie 
miała udowodnienia swojego w drugiej, bo nie będzie się 
rodziła z poprzedzającej. Niema się tedy czego gniewać 
na czytelnika, gdy nie dowierza tym definicyom, gdy tu 
i ówdzie je doprawia, uzupełnia i prostuje. 

Widzisz przeto, że chcąc te różne postaci piękno- 
ści bliżej i trafniej oznaczyć, trzebaby je rozwinąć ge- 
netycznie, wypadłoby jej zrodzenia wskazać w zarodzie,' 
należałoby tedy wysnuć je z owych dwóch pierwiastków, 
będących żywiołami piękności wszelkiej ; takowy wy- 
wód okazałby, że, wedle różnego wzajemnego zachowa- 
nia się tych dwóch pierwiastków, różne też będą poja- 
wy piękności. Przecież, gdy te listy moje bynajmniej 
nie mają na celu rozwicia systematycznego Estetyki, 
gdy moim, jak wiesz, zamiarem jest, aby jedynie pobie- 
żnie potrącić myśl twoją, zatem wystarczy, gdy, wspo- 
mniawszy już o tych różnych postaciach, jeszcze na- 
przykład rozwinę choć z lekka i z wierzchu niektóre 
z tych szczegółowych form piękności, nadając im zna- 
czenie mniej więcej przyjęte dziś już przez Estetyków. 
Pi*awda, że lubo sposób, którym ci podaję, nie będzie 
ani ścisłym ani wyczerpującym rzecz, wystarczy atoli, 
jak się zdaje, do okazania , że te wszystkie kształty 
piękności możnaby wysnuć rzeczywiście ładem syste- 
matycznym. 

Jakoż baczmy np. co rozumiemy przez wyraz » wznio-* 



198 

słośc « . Sama nazwa okazuje, że tutaj zachodzą dwa czyn- 
niki: jeden, który się wznosi nad czeniś, a drugi właśnie 
ten, nad którym tamten pierwszy się wznosi; jestto przeto 
porównanie, które tutaj się objawia. Uważ teraz, że te 
dwa czynniki wyrażają właśnie owe dwa pierwiastki, 
które są dwoma warunkami wszelkiej piękności, ale one 
są tutaj rozdzielone od siebie dualizmem. Bo ów pierw- 
szy czynnik, który się wznosi nad drugi, wyobraża tu- 
taj nieskończoność, wiekuistość; a czynnik drugi, nad 
który się wznosi ta nieskończoność, ta wiekuistość, jest 
właśnie wyobrażnikiem doczesności tutecznej. Ten czyn- 
nik drugi istnieje tutaj li dla tego, aby wyświecił moc, 
potęgę, nieskończoność ; on się w obec niej kurczy, on 
ją mierzy ale zmierzyć jej nie zdoła. 

Chciej atoli mieć na oku wielce ważną okoliczność. 
Oba te czynniki występują w Estetyce jako zamknięte 
w dziele piękności, które samo przez się i w całości jest 
wiekuistości i nieskończoności wyrazem; wynika ztąd, że 
i ten drugi czynnik, który w dziele sztuki wyobraża 
skończoność, sam nie może. być czemś codziennem, drob- 
nem, a choć sam nie jest jeszcze nieskończonością praw- 
dziwą, rzetelną, winien być jakby owiany tą nieskończo- 
nością, bo tak jedynie zdoła wyświecić nieskończoność 
wiekuistą, która obok niego staje w postaci olbrzymiej, 
niezmierzonej. Z drugiej strony baczyć nam należy, że 
i ten pierwszy czynnik, który wyobrażą nieskończoność, 
właśnie dla tego że się pojawia w dziele sztuki, 
a zatem w postaci uzmysłowionej, będzie miał przecież 
granice swoje; lecz sztuka, że tak powiem, na tem za- 
leżeć będzie, aby to ograniczenie jego zasłonić, aby tych 



199 

kończyn a granic nie było widać. Może jednak całe to 
przedstawienie moje niedość jasne, więc unaocznimy 
sobie rzecz na przykładzie. Gdy w człowieku wzniosą się 
burzą namiętności, a serce jego wzdęte będzie falą uczuć 
olbrzymich — otoź, jeżeli wśród tej burzy i boleści we- 
wnętrznych, człowiek zdoła zakląć własne serce swo- 
je, co pęka z boleści, jeżeli zdoła przytłumić namiętno- 
ści, i wykonać wbrew uczuciom swoim powinności, któ- 
re mu idea wiekuista nakazuje — wtedy taki człowiek 
będzie wzniosłości wyrazem. Ta idea, przemagająca w du- 
chu jego, będzie owym czynnikiem pierwszym wyobra- 
żającym nieskończoność, wznoszącym się nad namię- 
tności i uczucia, które przeto tutaj mają znaczenie owe- 
go drugiego czynnika. Uważ zatem, że te uczucia i 
namiętności winny być ogromne , bo tym sposobem je- 
dynie moc duchowa, zdołająca je pokonać, wyświeca 
się w całej potędze majestatu pełnej. Atoli z drugiej 
strony taż sama moc, działająca w imieniu nieskończo- 
ności w sercu człowieka, ta idea wznosząca się nad gło- 
sy serca, nad uczucia , sama jest tylko jedną z wielu 
idei, z wielu prawd szczegółowych rządzących świa- 
tem. Człowiek, choćby najzacniejszego, ogromnego od- 
dechu, nie zdoła działać w imieniu najwyższej prawdy, 
która jest prawdą wszystkich prawd , która je wszyst- 
kie sobą obejmuje; człowiek śmiertelny, jako duch stwo- 
rzony, staje się wyobrażnikiem tylko jednej szczegóło- 
wej idei i tę przeprowadza w życiu i w świecie; ta praw- 
da, którą on wyznaje, z osobna wzięta, nie jest jeszcze 
prawdą bezwzględną, i ona w sztuce samej, która żąda 
z istoty swojej uzmysłowienia , uosobienia tćj prawdy 
w człowieku, sama występuje jako ograniczona; prze- 



200 

ciez, gdy ma być nieskończoności wyrazem, dla tego to 
jćj ograniczenie jest osłonione, zakryte. 

Jak atoli w tym naszym powyższym przykładzie mie- 
liśmy głównie na oku wzniosłość, objawiającą się w po- 
stępowaniu człowieka, tak podobnie przypisać możemy 
przedmiotom bezdusznym wzniosłość, a to wtedy gdy 
one w duszy naszej odpowiednie budzą uczucia. Tak 
widok morza jest wzniosły, fale dźwigają się i przepa- 
dają z kolei na przestrzeni morza, ta przestrzeń morza 
rozkłada się w nieskończoność, bo jej granice zakryte 
więc osłonione, a fale mierzą tę nieskończoność ocea- 
nów; ale, choć ogromne i olbrzymie, przecież jej zmie- 
rzyć nie zdołają; one nieprzemożonym, niedowidzianym 
rozłogiem topieli oceanów. Albo spojrzyj na wiekuistą 
przestrzeń niebiańską; toczą się i słońca i planety i księ- 
życe, a pochodem odwiecznym kołują, wirują, ruszają 
się systematy słoneczne, i srebrzą się mleczne drogi; 
ale ani planety, ani księżyce, ani systematy słoneczne, 
ani mleczne drogi, nie zdołają zmierzyć Bożego Pań- 
stwa, bo za niemi znów nowe zjawią się systematy, 
uowe słońca, nowe mleczne drogi, i tak w nieskończo- 
ność. 

Powiadasz, że ten tum obejmuje cię wzniosłością 
i że w nim powiewa nieskończoność tchem swoim? Gdy 
mu się bliżej przypatrzysz, postrzeżesz tłumy nabo- 
żnych i ołtarze , i piętrzące się w nim kolumny, łuki, 
gzymse, co, choć wielkie i potężne, giną w obce ogro- 
mu olbrzymiego całości budowania i wysokości sklepień. 
Ozdoby, dziergania wieży, choć same w sobie potężnych 
wymiarów, maleją i nikną w obec wysokości zawrotnej, 
podobłocznej, której sięga szczytem swojego krzyża. 



201 

• Wystarczy moie tych przykładów wzniosłości, zwra- 
cam tylko uwagę , że ona zdolna zamienić się na po- 
krewne sobie formy estetyczne. Tak np. jeżeli czło- 
wiek całą duszą , całem sercem objął jedną z idei, je- 
dną ze szczegółowych prawd, i takową, z całem poświę- 
ceniem siebie, za nic sobie ważąc wszystko inne, chce 
przeprowadzić w życiu , a tak walczy z losem, walczy 
z ideą nieskończoną, mierzy się z prawdą wszelkich 
prawd i ginie pod brzemieniem jej wiekuistćj potęgi; 
w takim razie ten człowiek stanie się figurą tragiczną, 
a los jego i upadek będzie tragicznością, która jest zno- 
wu nową formą piękności. Przecież o tej formie, jak i 
o konieczności , mówić będziemy często jeszcze na in- 
nych miejscach. 

Zgodzisz^się może również, że gdy ta nieskończtoDość, 
ta idea przeważna i wzniosła, ubiera się, jakby w szaty, 
w wielkie zjawiska natury, wtedy rodzi się to, co zwy- 
kle estetycznym przepychem zowiemy; taki przepych 
spotykamy często bardzo w świętych pieśniach hebraj- 
skich, przedstawiających Boga » którego potęga zbliża 
się na skrzydłach wichrowych, « który wodzi wóz nie- 
biański z gwiazdami jego« a skinął na świtaoia i oka- 
zał kędy wschodzić mają zorza !» W tych obrazach pie- 
śni świętych widzimy przepych, ale pełen najwyższej 
wzniosłości ; bo ogrom stworzenia ma w nich to jedy- 
nie znaczenie, aby okazać nieskońezone wywyższenie 
Boże nad wszelkie wielkości natury; gwiazdy i świta- 
nia, skon i życie są tu jedynie haftem na rąbkii szaty 
Bożćj. Tutaj obok przepychu najwyższego , znajdziesz 
najwyraźniej wszystkie te cechy, którem powyżej ozna- 
czył jako znamiona wzniosłości. Bo z jednej strony rze-* 

LiSTT z Kb — T. I. 86 



202 

czy stworzone, doczesne przybrały ogromne nieskończo- 
ne rozmiary, a z drugiej strony wznosząca się nad te 
rozmiary nieskończoność przybiera formy zmysłowe, £• 
zyczne bo uzmysłowionej idei Bożej , odzianej nawet 
»w szaty, kładącej stopy na gwiazdach, wodzącej wóz 
oriona, skinieniem rozkazującej świtaniu. » 

Jeżeli do potęgi ogromnej, nieskończonej, łączy się 
spokój wewnętrzny, beznamiętny, wtedy występuje na 
jaw Majestat. Jeżeli zaś ta potęga spokojna w so- 
bie uznaje wyższą nieskończoną nad sobą potęgę, wtedy 
staje się uroczystą. Gdy bohater zsiwiały, czując zbli- 
żenie się śmierci, modląc się oddaje cześć Panu na wy- 
sokościach, wtedy zradza się uroczystość. Jeżeli ów 
pierwiastek nieskończoności objawi się w sztuce wyrze- 
czeniem prawdy głębokiej, bez wiedzy własnej, wtedy 
zradza się piękność prostoty pełna — ^^ jeżeli zaś odwrot- 
nie człowiek postępuje wedle tej prawdy z całą pełną 
wiedzą, że wykonywa zakon wiekuisty, jeżeli przytem 
wypełnienie tej idei nie jest dla niego trudem, z któ- 
rymby mu walczyć przychodziło, ale jest właśnie dogo- 
dzeniem zacnćj istocie ducha i harmonią z własną na- 
turą swoją , wtedy pojawia się piękność szlachetności 
pełna. 

Tak widzisz iżbyśmy mogli prawie z jednego i tego 
samego stanowiska określić bliżej znaczenie i innych 
tym podobnych pojęć estetycznych, — dla naszego dość 
żeśmy je choć z lekka wsponmieli. Przecież już widać, 
ii w jakimkolwiekbądź kształcie wystąpi z za obłocznej 
opony piękność, zawsze ona będzie córą niebiańskiej 
ojczyzny, czyli zaświeci jako bogini piękności z ko- 
roną róianą na skroniach^ czyli jako Niobe, co skamie- 



203 

niała w posąg ciidny macierzyńską boleścią, czyli jako 
Jowisz Phidiasa, co skinieMiem wstrząsa Nieba i ziemi po- 
sadami, czyli w postaci Herkulesa idącego przez świat wal- 
cząc i łamiąc się z trudem, by wybawił świat, by uwol- 
nił Prometeusa, co uniósł z nieba płomień światłodaw- 
czy; zawsze i zawsze piękność sztuki przebudzi śpiący 
Olymp w sercu człowieka. Miej serce, oczy, duszę 
otwarte dla piękności, ona wstąpi radośniej do piersi 
twoich i będzie ci uroczysto, świąteczno w duszy i 
wśród niebiańskiego wesela, wszystkie ducha twojego 
tony się odezwą i zestroją się z sobą i zagrają jakby 
hymnem i psalmem, i przestanie ei w duszy płakać i 
kwilić, a zapomnisz boleści, przebaczysz krzywdy i ura- 
zy, świat cały i ludzi wszystkich obejmiesz z miłością, 
przeszłe i przyszłe wieki będą ci braćmi we wiekuisto- 
ści. Odetchniesz szeroko, wesoło, swobodnie, jakbyś był 
po uniknieniu wielkiego nieszczęścia, od którego wła- 
śnie Boża ręka cię zachowała, odetchniesz wolno, swo- 
bodnie, jakbyś sprawił coś wielce zacnego, jakbyś ura- 
tował nieprzyjaciela swojego od biedy i zaguby — uczu- 
jesz się mocny na duszy, spotęgowany w sobie, jakby 
ci Anioł Pański podał wzmocnienia puhar. 



npi< 



LIST TIIL 

»»ęuhm ^ Wiara — WHioiffofia. 

stosunek siiukl do Religii — 4o Flloiofii.— Zwjciąine idtnie e Filozofii.-- 
UwłaeMMle rtmmowl Jest blnśnlentweiii.— Zapatrywtnlt Oą njlne nt filo- 
Mfią.— 4mMS i inol.- ami oU ■» treić listów ptpieMeL— iadade 
pocij^tko sztuk Jest równie myiu^ Jak niepotrzebni prtcą. 

JLlotychczas zatrzymywałem cię w przysionkH sztuki 
pięknej, rozprawiając dopiero w ogólfiości uad jćj naturą; 
wnet zaiste roztworzy się nam wnętrzne tej świątnicy, 
co, jakby stara wspaniałości pełna katedra, postawiona 
jest wedle pomysłu wiekuistego budownika, a diwignio- 
ua pracą i sileniem się wszystkich wieków. Każdy na- 
ród, mający jakąś wartość swoją, przyczynił się do tój 
świętej budowy pracą żywota swojego; dawał jakby te- 
stamentem co miał najdroższego ku jój czci a ozdobie; 
o każdym też tutaj świadczy kamień grobowy, wspomi- 
nając z poczciwością o imieniu i obliczu zmarłego. Ludy 
jedynie bez wagi, ślepe oka nic liczące w grze dziejów 
świata, przeżyły czas swój bez śladu, przemknęły się 
milczkiem po ziemi; ich stopy, wyciśnięte jakby na lo- 
tnym piasku pustyni, zawiane są od dawna tchem cza- 
sów, pomarły one w barbarzyństwie, a anioł piękności 



205 

nie pobłogosławił im na ich samotnej i ciemnej piel- 
grzymce; świątniea sztuki milczy też o głuchem ich 
życiu. A one zaś wielkie mistrze: Michał Anioł i Dante, 
Praxiteles i Petrarka^ Shakspeare i Hayden, lub Stoss, 
Mozart i Sanzio, Horatius i Gothe, Cerwantes i Moliire, 
goreją jakby jasne świece na wielkim ołtarzu piękności, 
a pokolenia późne stroją je w kwiaty sw^j czci i uwiel- 
bienia , a przy ich płomieniu nie jeden już zapalił się 
geniusz, tysiące rozwidniało serc. Tutaj też po wszyst- 
kie czasy, narody przychodziły odświeżacie siły do uiszcze- 
nia się z powołania, jakie każdemu z nich Bóg przezna- 
czył, i wzmocnić się duchem i ufnością ku sobie. Sztu- 
ki piękne podnosiły zawsze człowieka i nadawały mu 
zacność. Zaiste — spojrzyj wstecz na dzieje ludzkie, a 
obaczysz , iż zawsze w epokach czarnych i smętnych, 
pełnych biedy i krwawej roboty, gdy niebo szare, bez- 
^ barwot, zaćmiło się nad światem, a w Historyi jakby 
serce zamarło; gdy człowiek rozpaczając upadał pod 
brzemieniem własnego życia, wtedy, gdy wszystkie inne 
pociechy, nadzieje jego w koto zasnęły, gdy sam z sobą 
w głuchćj nocy pozostał , Piękność w postaci jasności 
Anioła podawała mu kielich wzmocnienia. Ród czło- 
wieczy, patrząc na dzieło piękności, przypominał w niem 
sobie potęgę swoją nieumierającą nigdy, i niczem nie- 
zatartą zacność swej natury; obojętnićj patrzeć mógł 
na pohańbienia swego szaty, a skronie jego uwieńczył 
obłok złocisty z nieba spłyniony. 

Sztuki piękne w historyi zawsze się znalazły w pa- 
rze z Religią; i niedziw, bo Wiara jest pićrwszą nie- 
skończoności ksienią; dla tego Wiara i sztuka w cią- 
głym są związku z sobą. Z tćj przyczyny zechciejmy 



206 

zrozumieć stosunek sztuki do Religii. Obie z nieskoń- 
czoności człowieka płyną, obie nam nieskończoność przed 
duszę stawiają, ale każda w innej formie, kaźija w swo- 
im sposobie. Nieskończoność, rodząca się ze sztuki pię- 
knej, gaśnie obak onej, która świćci w majestacie Wia- 
ry. Bo gdy w sztuce nieskończoność istoty naszćj wy- 
jawia się we formie zmysłowej, a zatem we formie ze- 
wnętrznej, odwrotnie — Religia porzuca fizyczność i cały 
świat zewnętrzny, a zwraca się do wewnętrznych głę- 
bin człowieka, uderza w bezcielesną jego istotę i w naj- 
skrytszych duszy tajnicach zapala nieskończoności ogień. 
Ale ona nie tylko o własnej nieskończoności człowieka 
przemawia, lecz za oponą najświętszej świątnicy oka- 
zuje inną nieskończoność, która nie tylko nie ma końca, 
ale która i początku nie zaznała nigdy: bo ducha czło- 
wieczego stawia przed Panem, » który oblókł się w mo- 
żność , utwierdził okrąg świata , by się nie potmizył, 
odział się chmurą i ciemnością , którego stolicy grun- 
tem jest sprawiedliwość i sąd, którego błyskawice oświć- 
cają światów przestrzenie, a na ich widok ziemia drga 
w sobie, albowiem przed oczyma Pana tysiąc lat są jako 
dzień wczorajszy, który przeminął, i jako straż nocna, 
a porywa je Pan powodzią jako sen i jako trawę, która 
z poranku rośnie. » (Psalm). 

Lubo i zaród sztuki v duchu się znajduje, i lubo 
pićrwej, nim dzieło piękności w świecie zewnętrznym 
stanie , winno się zrodzić w wewnętrznym człowieku 
pracą ducha jego, przecież ta praca ma za cel dzieło 
fizyczne. Posąg wprzód był w duszy rzeźbiarza, nim on 
myśl swoją wcielił w marmur-^ przecież ten pomysł, 
to zrodzenie się duchowe miało ża cel posąg , który 



207 

w świecie zewnętrznym widzialny jest dla zmysłów na- 
szych. Aby sztuka piękna była zupełną, powinna wy- 
stąpić z duszy mistrza i okazać się na jawie w dziele 
jego, bo inaczej nie miałaby rzeczywistości. Odwrotnie, 
rzeczywistość Wiary, jej prawda stoi na duchowości 
wewnętrznej człowieka: ona mierzy w ducha jego i tu 
ma ostatni cel swój. W sztuce świat wewnętrzny jest 
środkiem, wyjawienie się zaś zewnętrzne jej celem i 
przeznaczeniem. Nawzajem w Religii, świat zewnętrzny 
widzialny jest jedynie widomym znakiem nadziemskiej 
łaski dla naszego poświęcenia wewnętrznego; jej prze- 
znaczeniem jest duch człowieka,. »bo duch ci jest Bóg, 
a ci, którzy Go chwalą, powinni Go chwalić w duchu 
i w prawdzie. » (S. Jan. IV. 24). 

Te są główne podwaliny stosunku Religii do sztu- 
ki, a posłużą one nam na przyszłość za podstawę do roz- 
różnienia sztuki klassycznej, to jest greckiej, od sztuki 
chrześcijańskiej. Tutaj tyle jedynie powiem, iż skoro, 
jak mówiłem, w sztuce duch objawia nieskończoność 
swoją wcielając się w zewnętrzne zmysłowe formy, a 
w Religii zaś duch ze zewnętrznego świata cofa się w sie- 
bie i w sobie obchodzi nabożeństwo i uroczystość nie- 
skończonej swej istoty; więc też świat zewnętrzny, zmy- 
słowy sztuki nie potrafi wydać całkowicie onej świę- 
tości spływającej z Religii w serce człowieka; prawdy 
Wiary nie zdołają się pomieścić w szczupłe obręby, ja- 
kich im sztuka dostarczyć może , bo pojęcie chrześci- 
jańskie Boga jest zupełnie duchowe; formy tedy sztuki, 
jako zmysłowe i zewnętrzne, nie zdołają sobą zamknąć 
pojęcia Bóstwa niemającego końca ani początku. Dla 
tego przyznasz, iż obrazy religijne nie wszystkie podają 



208 

jedną trudność do zwalczenia: im więcej w nich pier- 
wiastek Boży przeważa, tern i zadanie trudniejsze. Bóg 
Ojciec przedwieczny jest przedmiotem dościgłym ledwie 
przez najwyższy geniusz artystyczny, bo jest Bogiem 
wiekuistym, nadziemskim, tymczasem Chrystus Pan, Bóg- 
Człowiek, Bóg, co przybrał na się postać ludzką, zmy- 
słową , zbliża się do świata materyalnego i do świata 
sztuki; a gdy znów dwojaka jest w nim natura, bo Boska 
i człowiecza , więc też te chwile jego żywota, w któ- 
rych w nim natura ludzka przeważa, są łatwiejsze do 
uchwycenia dla artysty, a niżeli chwile, gdy Chrystus 
Pan jako Bóg występuje. Tak łatwiejszym jest obraz 
wystawiający Chrystusa w latach jego dziecięcych, lub 
w chwilach jego męki , upadającego pod krzyżem, albo 
w rękach najgrawającego się żołnierstwa, niż w chwili 
zmartwychwstania , lub sądu ostatecznego , bo tu jego 
Boża Natura zjawia się w całym swym majestacie. Toż 
samo powiedzieć można o innych sztukach. Jeżeli je- 
den tylko Hayden harmonią tonów odmalował Stworze- 
nie^ Stabał Mater znalazło dotychczas już trzech wiel- 
kich mistrzów. 

Gdy ^aś obrazy, rzeźby święte , są jedynie słabem 
i Cichem echem tej żywej wszechmocnej potęgi, jaką Re- 
ligia nas przejmuje, jeżeli ich zewnętrzne formy spro- 
stać nie zdołają prawdzie, która nam jakby rosa nie- 
biańska z góry przyszła, więc też dla pobożności reli- 
gijnej wyższa lub mniejsza piękność estetyczna obrazu 
czy rzeźby mniej ma wagi, bo już tutaj rzecz nie tak 
na tćm stoi, czem dzieło jest, jak raczej na tćm, co 
ono wystawia. Nieraz, wracając z przechadzki wieczor- 
nej, zatrzymywałeś się przed samym wstępem do mia- 



209 

sta patrząc jakby po przez ramy przez ostrołuką bra- 
mę głównej baszty Floryańskiej na widok pełny poezyi 
i godny pęzla wielkiego artysty. Ulica Fłoryańska strza- 
łą bieży dłagim szeregiem swych domów, i ginie 
w szarym oddaleniu wieczora; w jej końcu dźwiga się 
w olbrzyma kościół Panny Maryi niby widmo starych 
wieków, co dumając nad miastem rysuje okazałe kon- 
tury na zamroczonem niebie, a na koronie jej wieży pali 
się jeszcze iskrami ostatnie spojrzenie konającego słoń- 
ca, które już dla miasta zapadło. Ale gdy cienie nad- 
chodzącej nocy rozwlokły się już po ziemi, a księżyc 
z tą wiecznie niezmienną, obojętną twarzą patrzy na 
świat, zalówając niebo i ziemię mlecznym blaskiem, co 
dziwnie się miesza ze żółtem światłem skromnych lam- 
pek i świeczek, które lud teraz zapala w ostrej bra- 
mie S. Floryana przed wizerunkiem Matki Przenajświęt- 
szej; lud się modli do Boga-Rodzicy, a co w duszy za- 
kipi, brzmi w pieśni pełnej rzewności i szczerej pro- 
stoty, a piersi napełnia serca mądrością. A zaiste, mniej 
temu ludowi zależy na wyższej lub mniejszej piękno- 
ści onego zewnętrznego wizerunku Najświętszej Panny, 
obojętna mu też i piękność poetyczna pieśni jego, i war- 
tość muzykalna melodyi, i głosów harmonia, bo on 
w prostocie pełnej pobożności wizerunek Najświętszej 
Panny widzi w tajnicach duszy swojej, widzi go we- 
wnątrz siebie, a serce śpiewa mu psalmy i rozpływa 
nadziemską muzyką; bo nad Um cichem pobożnóm zgro- 
madzeniem Duch pocieszyciel rozpiął skrzydła swoje. 
Tak więc w duchu, świętością Religii przejętym, zawsze 
uczucia zastępują dzieła sztuki; serce samo buduje się 
w przepych świątnicy, stroi się tęsknotą jakby rzeźbą 
Li»TT z Kr — T. L 27 



210 

i malowaniem, i płacze tonami mazyki, która z Nieba 
mu płynie. Jeżeli nieskończoność objawia się w sztuce 
postaciami zewnętrznemi , a w Religii nabożeństwem 
ducha, więc też nieskończoność we Wierze objawiona o 
tyle jest wyższa, świętsza, od nieskończoności wyrażo- 
nćj w dziełach sztuki, o ile świat wewnętrzy wzniesio- 
ny jest nad zewnętrzny, materyalny. Na wstępie do 
Włoch, wBononii, wita cię obraz Rafaela; widzisz Świę- 
tą Cecylią w rękach trzymającą organy, które smutnie 
już się rozstępują, u stóp jej na ziemi porzucone na- 
rzędzia muzyczne w części złamane, ich harmonie ziem- 
skie już oniemiały, umarły, bo na obłokach widać wie- 
niec anielskich chórów, co śpiewają chwałę Panu na 
wysokości; Święta dziewica obliczem ku niebu zwróco- 
na tonie w oceanie tych niebiańskich hymnów, zapomi- 
nając o muzyce doczesnego świata. To jest stosunek 
sztuki do Wiary! 

Jest atoli jeszcze jedna, trzecia i ostatnia droga, 
którą nieskończoność staje przed duchem człowieka, 
droga będąca twardym dorobkiem długiej pracy wie- 
ków i trudem rozumu jego: jest to droga mądrości ludz- 
kiej — filoiofia. 

Nie radbym tu wcale występować w szranki, bro- 
niąc niepotrzebnie rozumu powagi, bo już teraz świat 
cały w rozum uwierzył i poznał potęgę jego, a każdy 
% nas jeszcze dzieckiem będąc uczył się na pamięć za- 
cnego Kopczyńskiego, i odpowiadał głosem rozlegają- 
cym się po klassie: ^^Rómimy się ludzie od iwie- 
rząt rozumem i mową: przez rozum poznajemy rzeczy 
i o nich rozmyślamy^ przez moirę wyjawiamy drugim 
myśli nasuf' — gdy zaś mimo tego po książkach i pi- 



211 

smach czasowych pełao jest jakichś zdań podających 
wartość rozumu pod wątpliwość jeszcze, więc tez nie 
weźmiesz mi za złe, iż choć kilku wyrazami dotknę się 
całej tej rzeczy. 

Nikt nie zaprzeczy, iż najwyższym, najświętszym 
darem nieba jest rozum: bo rozumem człowiek wywyż- 
szony został nad wszystkie jestestwa stworzone. Jedy- 
nie przez rozum i myślenie człowiek zdolny jest do 
przyjęcia świętych prawd Wiary, bo ani zacność, ani 
moralność, ani cnota nie miałyby miejsca, gdyby czło- 
wiek nie był istotą myślącą; aniby on znał, ani dopeł- 
niał powinności swoich, gdyby nie był obdarzony rozu- 
mem. Jeżeli tedy ktoś uwłacza rozumowi, toć zaiste 
w tem zachodzić musi nieporozumienie jakoweś, które-^ 
mu bezwątpienia nie tak filozofia, jak panowie wrzko- 
mi filozofowie dali w części początek, zwłaszcza filozo- 
fowie wieku zeszłego. Pokazała się wtedy ta niby-filo- 
zofia w tak obrzydliwym i cynicznym kształcie, i tak 
wierutna, wszeteczna, iż tchem swym zatruwała i du- 
szę i zdrowie wieku całego. Nie dziw tedy, iż każdy 
człek poczciwy i prawy stronił od tćj wrzkomej mądrości 
nadzianej dowcipami Mefistofelesa, zawracającemi sna- 
dno wszystkie słabe głowy i wciskającemi się w nad- 
gniłe serca. Może jednak i czas dzisiejszy nie jest zu- 
pełnie bez winy. Bo gdy np. u sąsiadów naszych filo- 
zofowie hałaśny prowadzą bój o systemata swoje, ich 
czeladź cechowa zakasawszy rękawy, j)od katedrami 
swych nauczycieli staje do boksów, obrzucając się na 
dobitkę błotem ulicznem, i znieważając grób zmarłego 
przeciwnika. W pismach nienaukowych, w pismach po- 
litycznych nawet, roztrząsają pytania tyczące się naj- 



212 

wyższych prawd człowieka, bo wieczności, Boga. Pa- 
trząc się na tę prosłytucyą rzeczy drogich i pełnych dla 
człowieka wagi, podobne oburzenie każdego przenika, 
jak gdyby po długiej niebytności w mieście rodzinnym 
obaczył nagle wizerunek ojca i matki swojej , sponie- 
wierane na tandencie żydowskiej. Z postępowaniem tem 
łączy się osobliwa pycha i pomiatanie prawdami od wie- 
ków uświęconemi, a zbudowanemi iście na opoce przed- 
wiecznej. Ale pycha ludzka tu wcale nie na swojem 
miejscu, bo choć filozofia mocą rozumu dobija się praw- 
dy, niechaj atoli jej zwolennicy raczą mieć na pamięci, 
że przecie ten rozum tak jest promieniem z góry po- 
chodzącym i tak wypłynął z łaski przedwiecznej, jak i 
prawdy Religią objawione, i że wypadek ostateczny ro- 
zumu, właśnie dla tego spólnego pochodzenia jego z Wia- 
rą, nie może być od niej różny. Niechaj zechcą ci pa- 
nowie zważyć, iż łatwiej też już było w świecie chrze- 
ścijańskim dojść drogą rozumowania najwyższych prawd, 
skoro duch ludzki już był pierwej zkiądinąd oświecony; 
bo nim filozofia trafiła do rezultatów swoich, już one 
dawno w sercu każdego żyły, we formie uczuć Wiary 
i Religii; tak jak ludzie dawno patrzyli swojcmi oczy- 
ma, nim nauką doszli teoryi optycznej widzenia, i wprzód 
umieli chodzić i stać, nim pojęli mechanikę ciała swo- 
jego. Rozumiem tedy, iż nadużycie i zła wiara filozo- 
ftijących przyczyniła się do krzywego i niesłusznego 
mniemania o samćj filozofii. Przewinienie zaś jednćj 
strony nie nadaje bynajmniej prawa drugiej, by i ona 
dopuściła się niesprawiedliwości, bo targnienie się jej 
na powagę rozumu jest także blużnierstwem i bezbożno- 
ścią, tylko blużnierstwem i bezbożnością innego rodzaju. 



213 

Najszlachetniejszy popęd człowieka, chęć wiadomo- 
ści, nauczanie się, pragnienie rozszerzania granic du- 
cha swojego , ma źródło swoje w rozumie. Co w rze- 
czach ludzkich jest, a czego przecie nie rozumiemy, o 
tem wiemy — ale rozumieć, jest to umieć, mieć u sie- 
bie. Cośmy zrozumieli, toć jest naszą własnością du- 
chową. Cała historya ludzka przez lat tysiące właśnie 
pracuje tylko nad tćm, aby zrozumieć zjawiska natury, 
towarzystwa, zrozumieć własną istotę człowieka i t. d. 
Pragniemy zrozumieć mowę zjawisk, przetłumaczyć je 
sobie na język naszego rozumu. Wiemy bowiem, iż 
wszystko, co jest, powinno przystać do naszego rozumu, 
nadać się do niego. A choć nie tylko w świecie umy- 
słowym, ale w naturze jest wiele rzeczy, których my 
sobie wytłumaczyć nie możemy, toć wiemy, iż tych rze- 
czy nie dla tego nie rozumiemy, jakoby były przeciwne 
rozumowi, ale dla tego, iż nie mamy wiele jeszcze fak- 
ków, to jest wiele ogniw potrzebnych do rozumowania, 
które, gdyby nam były wiadome, bez wątpienia posłu- 
żyłyby nam do pojmowania tego, co było zagadką. Sło- 
wem, szukamy wszędzie i we wszystkie m prawideł ro- 
zumu, bo w nas jest wrodzony instynkt, iż wszystko się 
odbywa rozumnie , i że wszystko do naszego rozumu 
przystać powinno. Ten instynkt, od Boga wlany w du- 
cha naszego, łatwo tćż pojęty być może: bo źródłem 
wszystkiego jest Bóg, Najwyższy Wiekuisty Rozum. On 
stwarzając świat i wszystko co na nim jest, stworzył 
rozumnie, tak równie i nas stwarzając wlał w nas myśl 
rozumną. Otóż więc rozum, będący ustawą świata, i ten 
nasz rozum, który żyje w myśleniu naszem, o ile ten 
ostatni nie jest źle użyty, nie mogą być różne od siebie, 



214 

bo mają to samo pochodzenie. Dla tego sarkanie na 
rozum jest istotnie, jakem powiedział, hlużnierstwem 
i bezbożnością. Rozum więc z nieskończoności człowie- 
ka pochodzi. A teraz wyjaśnia ci się już i w zupełno- 
ści usprawiedliwia się zasada wyrzeczona w liście po- 
przedzającym , iż człowiek party jest instynktem, by 
nieskończoność, która w nim żyje, znalazł i zewnątrz 
siebie upatrzył, by wszędzie wizerunek własnej nieskoń- 
czoności obaczył, i że tedy co tylko jest prawdą w du- 
chu naszym, winno się znaleść i na zewnątrz ducha na- 
szego. Ta tęsknota, ten instynkt, ta zgoda wewnętrzna 
prawd z ustawami a światem zewnętrznym wypływa 
z tego, iż wszechnica świata i duch człowieczy rządzi 
się prawami najwyższemi od Boga uadanemi. Człowiek 
dochodzi rozumu Boskiego wiekuistego, żyjącego na 
dnie każdej rzeczy, obiera je z łupiny zmysłowej lub 
ze skorupy, w którą je przyodziały nasze uczucia, bierze 
rzeczy nie za to, za co się dają, czem się zdają, ale za 
to, czem one w istocie swojej są. Widzi zatem ich 
wewnętrzne połączenie, ich związek, i spostrzega myśl 
Bożą, na którą, mówiąc językiem Indów, wszech rzeczy 
są nawleczone jak perły na nici; widzi połączenie rze- 
czy fizycznych i duchowych, a co uczuciom naszym i 
zmysłom zdaje się być rozosobnione, okazuje się teraz 
jak część jeduej ogromnej całości: a umiejętność ma- 
jąca na celu wypatrzenie we wszech rzeczach onego 
nieskończonego pierwiastku, jest — Filozofia. Tak tedy 
i droga filozofii, droga myślenia, prowadzi człowieka do 
poznania nieskończoności. 

A jeżeli, jakeśmy wyżej powiedzieli, (List VIL) 
ani świat fizyczny, ani moralny nie wystarczy, by był 



215 

wizerunkiem nieskończonej naszej istoty, jeżeli wszyst- 
kie szczegółowe nauki i umysłowości, a nawet histo- 
rya okazuje nam tylko części ogromnej całości, którą 
jest nieskończoność, tedy. filozofia, łącząc te wszystkie 
części w jedność , okazując nam wszech rzeczy wie- 
kuiste powiązanie z sobą, pokazuje nam jakby w odbi- 
ciu nieskończoną istotę własn&go ducha naszego. 

Jeżeli więc w sztuce duch człowieka wlewa się 
w dzieła piękności jakby w godne siebie naczynie, udu- 
chownia je sobą i tworzy wizerunek swej własnej isto- 
ty nieskończonej, tedy we filozofii duch dochodzi nie- 
skończoności myśleniem. W Religii zaś samą łaską 
Bożą, bez zasługi a pracy naszej, nieskończoność zstę- 
puje z Nieba w świętej objawienia postaci, i mieszka 
Wiarą w nieskaźonem sercu człowieka, jako w przybytku 
i arce swojej: »bo Zbawiciel tchnął na wiernych swo- 
ich, i rzekł: weżmijcie Ducha Świętego « (S. Jan, XX, 22). 

Gdy w sztukach pięknych nieskończoność okazuje 
się w postaci dzieła sztuki, to jest cielesnym sposobem, 
we filozofiii ta nieskończoność objawia się w postaci i 
we formie nieskończonej myśli Bozćj, ukrytej na wszech 
rzeczy dnie; a do tćj myśli Bożej prowadzi nas praca 
ducha naszego, myślenie. Tak do celu najwyższego wie- 
dzie środek najzacniejszy, a oba z jednego źródła płyną. 

Chciej mi wybaczyć, ze się tak o filozofii rozpisuję: 
oznaczywszy atoli stosunek sztuki do Religii, radbym 
także wykazać stosunek sztuki do filozofii, a do tego prze- 
dewszystkićm potrzeba , byśmy się porozumieli jasno 
względem znaczenia prawdziwego tej umiejętności. 
Nadto filozofia stała się właśnie teraz przedmiotem po- 
wszechnćj uwagi w literaturze naszej, i więcej niż kie- 



216 

dykolwiek publiczność u nas zajmuje: Niektóre nawet 
damy nasze, łącząc muzy z gracyami, porzucają ciepłe 
kwieciste doliny rzeczywistego ich życia, i spinają się na 
szczyty szorstkie, samotne, zawrotne, zimnej abstrakcyi. 
Prawda, iż kto tam stanie, bliżej jest Nieba, dale$j Zie- 
mi, i widzi świat , naturę i wszystkie rzeczy ludzkie 
rozłożone jakby na otwartej dłoni Bożej ! Jest czego 
podejmować się tych prac jałowych. Nasza publiczność 
czytająca iście spoważniała, obrzydziła sobie słodkie 
pianki literackie, i już nie na żarty się na życie pa- 
trzy, a nawet coraz to więcej pozbywa się uprzedzeń 
spróchniałych o filozofii. Atoli tu i ówdzie pozostały 
nam z dawnych lat niektóre tradycyjne a często sprze- 
czne z sobą mniemania o filozofii, które jakby zwiędnia- 
ły bukiet z prababki wesela na nas spadły. Bo tu znaj- 
dziesz jeszcze ludzi, którzy pod szatą białą Pitagoresa 
i w trzewiku Kanta widzą krogulcze pazurki, którym 
każda książka filozoficzna siarką trąci, i słysząc o filo- 
zofii już palcami sięgają do wody święconej, bo wedle 
ich zdania filozofia dla porządnego człowieka jest tem, 
czem dla wilka koń zatruty; jak się zaje, to na swoją 
zgubę i koniec mizerny. Owdzie znów jakieś Francu- 
zy z Kleparza , których dusze spudrowane, chodzą je- 
szcze w jedwabnych w kwiatki frakach, i ciągle marzą 
o onej filozofii Rokoko, więc z lamusu przeszłości, z po- 
śród zapomnianych rupieci literackich wyciągają peru- 
kę Woltera i w najlepsze paradują sobie z nią po świe- 
cie. Są tacy znów, u których zdania Śniadeckiego ste- 
reotypem stwardniały; oni całą filozofią uważają za nie- 
potrzebny wymysł niemiecki, utkany w pajęczynę mi- 
sterną z piany piwnej i dymów fajczanych. Lubo ile mi 



217 

wiadomo, ani Plato ani Arystoteles nie miał takich ma- 
teryałów pod ręką; a mają- przecież ich niby za filozo- 
fów. Ludzie, którzy się nigdy o filozofią nie troszczyli, 
wprost i bez ceremonii o niej sądzą, dając o niej wyroki 
stanowcze. Wedle ich zdania nie potrzeba się wcale obe- 
znać z umiejętnością tą, by z góry już wiedzieć, jak się 
rzeczy z nią mają i czego ona warta. Gdy mowa o ma- 
tematyce, geologii, astronomii, prawnictwie, chemii, hib 
o jakiejkolwiek bądź umiejętności lub nauce, żaden się 
z tych panów nie odezwie, jeżeli nie zapoznał się z nią 
pierwćj; ale o filozofii radzić, o niej szeroko rozprawiać 
i oceniać jej wartość; ba ! to każdy potrafi, choćby bez 
żadnego poprzedzającego przygotowania. Zdrowy roz- 
sądek i poczciwość serca wystarcza, jak powiadają, do 
sądzenia o filozofii; aleć przy najzdrowszym rozsądku i 
największćj poczciwości nikt skiby nie zaorze, nikt na 
koń nie wsiądzie, jeżeli nie ma wprawy, a temci mnićj 
filozofii znać nie będzie bez cichej pracy i sumiennej 
usiłności. Onym panom się zaiste zdaje, iż każdćj nauki, 
iż każdego rzemiosła nawet uczyć się potrzeba, filozo- 
fować tylko i trawić można bez żadnej poprzedniej nau- 
ki. Każdy człowiek wedle mniemania ich filozofem się 
rodzi. Żaden z nich nie ma pretensyi zrozumienia ksią- 
żki matematycznej, prawnej , geologicznej i t. d. jeżeli 
się tych umiejętności wprzód nie uczył, ale każdy ma 
pretensyą zrozumienia i osądzenia książki filozoficznćj; 
a jeżeli jej nie zrozumie, to nie jego wina, ale książka 
niedorzeczna, a autor musi mieć jakieś zajączki. 

Zdanie ich niby ztąd się bierze, iż oni nie wierząc, 
czyli raczej nie wiedząc, iż myślenie filozoficzne różni 
się od tak zwyczajnego codzienHego myślenia, powia- 

L18TY z Kb.— T. I» 28 



218 

dają sobie: »iż skoro filozofia ma być podług wyznania 
D samych filozofów umiejętnością rozumu i myślenia, 
»zatćm dość jest mieć rozum, dość myśleć, aby sobie 
» filozofować; « przepraszam, bo można mieć nogi bar- 
dzo zdrowe i boty skrzypiące z ostrogami i z żółtemi 
kutasami, a nie umieć węgierskiego zataucować. 

Inni radziby filozofować, niechajby tylko filozofia 
nie była tak trudna; radziby mieć inną, której można na- 
być tanim kosztem, bez wielkich zachodów i dla wszyst- 
kich przystępną, do którejby wszyscy siadać mogli jak 
do omnibusu jakiego, puszczając się w wycieczkę za 
małe pieniądze to w tę , to w ową stronę krainy mą- 
drości. Niechaj atoli zważą , iż jeśli każda nauka ma 
swoje trudności, temci więcej filozofia nie może być 
umiejętnością łatwą, bo przedmiotem jej nie są rzeczy 
dotykalne, ale myślenie samo, a myślenie abstrakcyjne. 
Nikt nie zaprzeczy, iż matematyka dla tego jest uwa- 
żana za umiejętność trudną, bo jest abstrakcyjną, a 
przecież jej liczby i rozmiary są mniej abstrakcyjne niż 
pojęcia filozoficzne. Ztem zdaniem w blizkiem sąsiedz- 
twie mieszka drugie jemu spokrewnione, jest to mnie- 
manie tych, co uważają, że nam potrzeba zupełnie in- 
nćj filozofii swego chowu i na swoją potrzebę. Na tę 
szczęśliwą myśl wpadł już przed laty poczciwy Jaroń- 
ski i napisał książkę: » Jakiej filozofii Polacy potrze- 
bują* (Kraków 1810, in 4to). I zaiste, coby to była 
za ładna rzecz, gdyby każdy naród miał swoją własną 
filozofią, jak każda dobra gospodyni ma swoją apteczkę 
domową. Takich zdań nie brakło jeszcze; znajdziesz 
ich pełno, często gęsto podnoszą głosy ze serdecznem 
życzeniem aby u nas każda prowincya nawet i każde 



219 

miasto miało swoją filozofią, własnych swoich filozo- 
fów, tak jak to niby każdy domek na przedmieściu ma 
swoje grządki, a na tych grządkach własne kapuścia- 
ne główki. Ale zkądże to zdanie tak osobliwe się bie- 
rze? Właśnie jak myślę z tego, iż pospolicie utrzy- 
muje się mniemanie, jakoby filozofia była owocem zwy- 
czajnego rozmyślania, dumania i t. d. że zatem ona po- 
dobnie jak każde rozmyślanie i dumanie zostaje pod 
wpływem uczuć, chęci, dążności, i tych wszystkich 
okoliczności stanowiących piętno jakiego narodu, a więc 
że fiłozofiia także koniecznie musi mieć piętno naro- 
dowe — jak naprzykład poezya i cały orszak sztuki 
pięknćj. Uważmy jednak, że skoro filozofia więcej nizin- 
na jaka bądź umiejętność jest czysto rozumowa, i mnićj 
jak którakolwiek podlega wpływom uczuć, tempera- 
mentu i całej potędze miejscowości, więc tćż ona mniej 
niż inne może mieć piętno narodu. 

Zaiste wtedy tylko będziemy się mogli spodzićwać 
osobnćj dla każdego narodu filozofii, gdy każdy naród 
wymyśli sobie osobną dla siebie matematykę, fizykę, 
chemią i t. d. Powiadają: iż człowiek za pomocą sa- 
mego rozumu nie zdoła dobić się żadnych prawd bez- 
względnych , to jest niezależnych od żadnego miejsca 
i czasu, będących zawsze i wszędzie prawdą. Więc 
jeżeli jedni powiadają , że dwa razy dwa = cztćry, to 
u innych dwa razy dwa = pięć ; jeżeli się dla innych 
ludzi ziemia obraca koło słońca, toć słońce, księżyc 
i gwiazdy, obracają się około niego jako około środka 
swojego; — a co jedni ludzie za pomocą rozumowego 
przekonania aazywają zacnćm, poczciwćm, szlachet- 
nćm, to u innych jest niedorzeczne, złe — i nawzajem. 



220 

Wcale tedy niepotrzebna jest taktyka onyeh, którzy, 
chcąc zaprzeczyć wartości rozumowi, zaczynają od od- 
dania czci prawdom z Wiary płynącym. Bo nie wypada 
nam mieszać prawd objawionych z zasadami rozumowe- 
mi. Wszyscy przekonani jesteśmy, iz żadna jakakolwiek 
bądź nauka niema zasady pod sobą, jeżeli nie stoi 
na fundamentach Religii. Bo wszystkie nauki, w grun- 
cie swoim pojęte, okazują nam jedynie dobroć, wszech- 
mocność i wszechbytność Boga w różnych kształtach 
i postaciach jego; dla tego też wiadomość i uczoność, 
nieosadzone na wierze objawionej , są tylko zlepkami 
rapsodycznemi nie mającemi spólnego tła, którem jest 
Bóg. O tern wszyscy wiemy; wiemy także i o tćm, iż 
wiadomości i nauki jeszcze się różnią od rozumu : bo 
gdy obaczysz człowieka nie gruntującego rozumu swo- 
jego na Bogu , o takim możesz być z góry przekona- 
nym , iż i rozum ten jego szwankuje. O tern wszyscy 
wiemy; lecz wiedzmy również, że potęga myślenia nie 
jest darmo dana człowiekowi od Boga; winien tedy za- 
cnie użyć tego daru, którym Ojciec niebiański uposa- 
żył ludzkość, wyprawiając ją w życie doczesne i świat. 
A jeżeli nikt nie zaprzecza, że w żadnym kierunku ży- 
cia , że w żadnych sprawach nie obejdzie się bez na- 
mysłu i myślenia, więc wiedzmy, że też winna ist- 
nieć umiejętność, która ma właśnie samo myślenie za 
przedmiot swój i że taką umiejętnością jest Filozofia, 
Może filozofia dla tego nie ma kredytu i coraz to 
inne filozofie nastają, że zawsze system powyższy sta- 
wia się i buduje na gruzach poprzedzających. Przecież 
właśnie ten ruch jest dowodem życia tej umiejętności 
i jćj chwałą. Te odmiany nie są migotaniem się fan- 



221 

tastycznem bez celu , ale są postępem , wzrostem i 
szczeblem dalszym do udoskonalenia. Go się nie od- 
mienia, co trwa ciągle w jednem, jest martwem i u- 
marłem. Wszystkie umiejętności mające w sobie za- 
ród życia, w których jakby krew płynie , przeobrażać 
się ciągle winny, i w tern podobne są do historyi rodu 
człowieczego. I tu ciągła odmiana, tu ciągła walka, 
bo wieczny bój na myśli i krew, a walka i bój ten 
pełen zgrozy i okropności. Zaiste, w historyi lata nie 
mlekiem i miodem płyną, ona nie jest sielanką. Pierw- 
szy syn pierwszego człowieka był mordercą, zabił bra^^ 
ta. Każda odmiana, każdy krok, który czyni historya 
w swej drodze po przez-stulecia , opłacany bywa nie- 
słychaną boleścią i zgruchotaniem milionów ludzi; a 
przeszłość iście w dziejach świata tchnie na nas jakby 
wielki grób, w którym pochowane zabite pokolenia 
bez końca, kości ludów pomarłych wśród mąk stra- 
sznego skonu. 

Iście historya ludzka jest krwią i łzami pisana : a 
czyliż owi sędziowie filozofii i w historya nie wierzą, 
i nie wierzą w postęp rodu człowieka ? a czyliż również 
dla (ego, iż się ona ciągle odmienia, że w niej niema 
nic stałego , historya ma być jedynie igraszką i zbiO' 
rem krwawych anekdot ? czyliż oni rozumieją , że ród 
człowieczy stworzony jest na pomiotłę lada zachcenia 
ślepego losu i -na drwiny bezmozgłego przypadku? 
Zaiste, — wartożby było, aby historya taka żyła na 
świecie i ród ludzki istniał ! Więc gdy w każdym czło- 
wieka instynktu głos przemawia, a potwierdzony Re- 
ligią, że jest Ojciec na niebie będący mu tarczą ode 
złego, do którego mu się modlić wolno, przed którym 



222 

wypłakać się może , i ze biedy, jakie go w tutejszem 
zyeiu spotykają, są nawiedzeniem nieba uświęcającem 
go do przyszłego nieskończonego szczęścia; a jeżeli 
wierzymy, że historya naturalna, ta historya bydląt, 
krzewów i kamieni, spoczywa na podwalinie najwyż- 
szego rozumu i wiekuistych jego prawach , czyliż tak 
trudno im uwierzyć, że ten krwawy trud ludzkiego ro- 
du nie jest daremny, że opatrzne oko Boże świćci nad 
historya i drogami jej, i że owe wielkie przemiany i 
przeobrażenia umysłowego świata są jedynie okupie- 
niem wyższej doskonałości , uwolnieniem ducha z zu- 
zelic, i stopniami do tronu własnej jego godności? 
Kto ma sam zacność w sobie, ten iście i szanuje za- 
cność człowieczego rodu, i wierzy w udoskonalenie 
jego ciągłe, wierzy więc w jego postęp bez końca. Kto 
zaś życie swoje trawi jako ślepy ślimak w ciemności 
błota morskiego, ten nie dosłyszy wołania burzy grzmią- 
cej, jak Bóg od czasu do czasu zatrzęsie światem; a 
gdy rozkołysana fala dziejów ludzkich wyrzuci na brzeg 
ślimaka, on się dziwi, że jest jakieś słońce i jakiś 
dzień na świecie. 

Tak jak historya , jak każda wyższa umiejętność, 
filozofia jest dziełem umysłowej potęgi a nie dowolnej 
fantazyi człowieczej. Bo nie tylko w łomocie i rodze- 
niu się państw, w padaniu się fundamentów ich , lub 
na pobojowisku wojen, duch żyjący i rosnący whisto- 
ryi znać o sobie daje, ale on pulsem bije i w cichej 
robocie umiejętności i w tajemniczćj pracy rozumu. 
Gdyby ci, którzy tak na filozofią powstają z powodu, iż 
ciągle nowe filozofie się rodzą, rozpatrzyli się nieco 
w umiejętności tćj , o której tak skórze sądzą , jnżby 



223 

byli obaczyli, iz co innego są filozofie, a co innego 
filozofia. Wszystkie filozofie razbm wzięte stanowią do- 
piero filozofią, będącą prawdą i gruntem wszystkich sy- 
stematów pojedynczych ; mają się one do niej , jako 
części do swej całości. A jako w życiu człowieka ża- 
dna godzina i dzień , jako w życiu ludów ani rok ani 
stulecie nie jest straconem , ale gra w swej przyszło- 
ści jako pierwiastek życia, tak i przeszłe filozofie za- 
wsze znajdują się w tej, która Jest ostatnią; i co w nich 
było wypływem czasu, wieku; lub piętnem jakiego na- 
rodu, albo co było marzeniem pojedynczego człowieka, 
odwiane jest z nich jako plewy, a co w nich jest praw- 
dą ogólną, zostało. Bądź pewien, że gdy dwa syste- 
mata przeciwne sobie występują z sobą do walki, ten 
proces rozstrzyga późniejszy trzeci i przyznaje, komu 
się należy słuszność , albo łączy oba w jedno , okazu- 
jąc, iż oba miały słuszność, ale się zapatrywały na 
rzeczy z dwóch stron przeciwnych. Dla tego zawsze 
system ten, który jest właśnie ostatnim, zawiera w so- 
bie wszystkie poprzedzające. Historya filozofów jest 
księgą i systematem filozofii , w której oddziałami są 
wieki i narody, w której Gonfucius i Thales napisali 
pierwsze stronnice, a Kant i Schelling ostatnie. 

A jeżeli iście tak się rzeczy mają, jakiemże pra- 
wem się dzieje, że tak często spotykamy w świecie 
ludzi , tak mało sobie ważących prace , myśli i rozum 
wieków, iż mniemać mogą, że to jest wierutną bajką, 
czemu się poświęcał lub za co życie dawał duch, jak 
Sokrates, Plato, Arystoteles, Leibnitz lub Newton? 
I jakiem czołem można lekką mową lub hajdamackim 
obyczajem poniewierać trudem ludzi potężnego umysłu 



224 

i wielkiego serca, co, zrzekając się samochcąc roskoszy 
życia, porzucali chętnie wszystko, co świat ma po- 
wabnego , zamykali się sam na sam z Bogiem i z tru- 
dem swoim , by myśleć i pracować za innych ; a tak 
obierając sobie dobrowolnie niedostatek fizyczny i nio- 
sąc siły ciała i czerstwość wieku , i ochotę roskoszy, 
miłości prawdy w ofierze, życie swoje kroplami jej po- 
święcali, gdy tymczasem tak łatwo znaleźć ludzi, któ- 
rzy sami o sobie tylko myśląc , siebie tylko kochając, 
gonią za zyskiem pieniężnym, lub za płochemi życia 
uciechami. 

I u nas, lubo coraz rzadziej, znajdziesz niekiedy 
zdania o rzeczach, o najważniejszej w życiu treści 
z ust i od pióra ludzi, o którychbyś rzekł, że się upili 
za króla Sasa i dotychczas się nie wytrzeźwili, i takie 
to ich zdanie o filozofii. Filozofia zdaje im się być 
karczmą żydowską, do której lada kto wpadnie, burdę 
zrobi, okna powybija, zelży arendarza i wyjeżdża dru- 
gą bramą. 

Teraz, gdym ci już oznaczył i istotę sztuki pię- 
knej i stosunek jej do filozofii i Religii, proszę cię, 
chcićj się na chwilę zatrzymać myślą na tćj drodze, 
i rzucić oczyma wstecz na treść wszystkich listów po- 
przednich. Myślę, że usprawiedliwisz wszystko, com 
w nich powiedział. Zwracam zatem tylko uwagę na 
niektóre najgłówniejsze rzeczy, będące podstawą wy- 
wodu naszego. I tak: w drugim liście rzekłem, iż 
obudzone upodobania w sztukach pięknych uważam za 
oznakę uduchownienia się czasu; boć gdy się zrodzi upo- 
dobanie dla sztuk pięknych, już duch tchnie na mate- 
ryą i życie zmysłowe i uszlachetnia je sobą, wprowa- 



225 

dzająe pierwiastek wiekuisty w przemijające chęci ludz*^ 
kie. Również tam znajdziesz wyrażenie, iz istotą sztu- 
ki jest prawda we formach zmysłowych, bo prawda i 
nieskończoność jedno znaczą: — co skończone ma swój 
początek w czemś innem; bytność jego zależy tedy 
od czegoś innego , może być lub nie , o prawdzie zaś 
nie można powiedzieć, iż może być lub nie, bo jej by- 
tność jest konieczną. Nadto, co jest skończone ma ko- 
niec swój, nie istnieje tedy dla siebie, ale dla czego 
innego, które się z niego rodzi, a zatem też co skoń- 
czone nie może być prawdą, bo prawda sama w sobie 
stoi, i sama sobie jest celem. Nieskończoność, ta 
prawda żyjąca w sztukach, jest nieśmiertelny duch 
człowieka, duch od Boga wlany, który w nim żyje^ 
będący ze wszech rzeczy stworzonych sam jeden praw- 
dą. Jeżeli zaś sztuki mają źródło w nieskończoności 
człowieka, i objawiają mu istotę jego nieśmiertelną^ 
więc płyną wprost z istoty jego, są tedy czemś dla nie- 
go koniecznem, są bo są, i być muszą celem siebie sa- 
mych, i krom siebie nie mają celu (List U). Już bez 
dalszego wywodu zgodzisz się teraz na to , iż piękność 
składa się z dwóch pierwiastków, z dwóch stron do sie- 
bie należących: bo z formy zmysłowej i z ducha, czyli 
nieskończoności objawiającej się w materyalnej formie 
sztuki. Istota takowa sztuki jest zawsze jedna, zawsze 
taż sama i nie zmienia się nigdy. Ale gdy każdy na- 
ród i wiek o tyle tylko nieskończoność wyjawić może, 
o ile ją pojmuje, i wyjawia ją tak, jak ją pojmuje, i 
w tych formach, na jakie go stać, więc tćż formy 
piękności bywają rozmaite, i co do narodu i co do wie- 
ku , a ta rozmaitość stanowi Hisloryą sztuki. Jest tedy 

ListtzKb T. I. 2» 



226 

jeden pierwiastek w sztuce wieczny, zawsze jeden i ten 
sam, a drugim jest ta forma przemienna i przeobraża- 
jąca się ciągle. Przecież ta forma powinna być zawsze 
godną onej niezmiennej swej istoty, zatem nie każda 
forma może być stosowną dla wyrażenia piękności. 

Umiejętność, teorya, lubo sama jedna nikogo mi- 
strzem nie utworzy, wyjaśnia nam istotę sztuki i roz- 
wija rozmaite wyjawienie się jej w czasie i u różnych 
ludów. 

Widzieliśmy wyżej , iż sposób wyjawienia się nie- 
skończoności przez sztuki gaśnie i ginie obok nieskoń- 
czoności, którą nas objawiona Religia oświeca; więc 
też nie dziw, iż od chwili, gdy Wiara zajaśniała nad 
światem , sztuki straciły wagę swoją. Grecy byli wła- 
śnie ludem najwięcej uduchownionym w czasach przed- 
chrześciańskich : gdy atoli jeszcze na nich nie spadł 
promień Religii Zbawienia , pojmowali Bóstwo jedynie 
sposobem zmysłowym; te formy zmysłowe uduchowni- 
li, połączyli ducha i materyą, i tak stworzyli piękność. 
Piękność była dla nich bóstwem. Bogowie zapełniają- 
cy Olimp mieli naturę ludzką z całą krewkością jej; 
gdy atoli ona miała być nieskończonością zarazem, 
więc duch uroku piękności nadziemskich wylał się na 
ich formy, a estetyczność odziała ich szatą pełną poe- 
zyi. Ale gdy na Golgocie wielka tajemnica się speł- 
niła. Panteon stanął w płomieniach. Bogi jego mar- 
murowe , będące tylko pięknością samą , spadły z pod- 
nożów swoich , bo już nieskończoność nie w postaci 
zmysłowej rozosobnionych Bogów, ale w przybytkach 
wnętrznych ducha znać o sobie dawała; sztuka nie wy- 
starczała tej prawdzie, której się człowiek dorobił. 



227 

Ducb ludzki wyrósł ze sztuki, przerósł ją, a na miej- 
sce ubóstwiania piękności nastąpił sąd o niej — a ten 
sąd stworzył teoryą sztuki, której powołanie dopiero 
co skreśliłem (List II). 

Jeżelim powyżej (List IV) dowodami zkądinąd wzię- 
temi dowiódł, iż sztuka nie jest naśladowaniem natu- 
ry, teraz prawda ta wypłynie nam już ze samej istoty 
sztuki. Bo gdy sztuka jest wyrażeniem nieskończo- 
ności ducha , a gdy nieskończoność ta nie wyraża się 
w jestestwach natury, więc się też nie wyrazi w ich 
kopijach przez sztukę utworzonych. Ze stosunku sztu- 
ki do Religii i filozofii, wyłożonego w liście niniejszym, 
przyznasz mi, iż miałem słuszność, gdym nazwał sztu- 
kę piękną pierwszą nauczycielką ludów (List II); bo 
gdy człowiek naprzód jest zmysłowym, nim duchowym 
się staje, więc też łatwiej mu ujrzeć nieskończoność 
we formach zmysłowych sztuki, niż we formie ducho- 
wej wiary jak w Religii, lub we formie duchowej my- 
ślenia jak we filozofii. 

Jeżeli tedy jest pewną i niezaprzeczoną prawdą, iż 
sztuki piękne są koniecznym wypływem nieskończonćj 
istoty człowieczej , więc też już widzisz całą płytkość 
i zbyteczność onych zachodów pragnących koniecznie 
zgadnąć, jakim sposobem sztuki były wynalezione. Po- 
wiadają np. postać luba kochanki rysowała się cieniem 
po ziemi, oblubieniec obwiódł go krechą i malarstwo 
się zjawiło. Tam na skorupie żółwia naciągnione stru- 
ny miały zrodzić lutnią, ówdzie znów ludzie zaczęli 
mieszkać w jamach wygrzebanych w górach , póinićj 
na dwóch żerdziach widłowatych zaczepili trzecią, a 
tak niby wynaleźli architekturę. 



328 

Tak wielu budnje fantastyczne domysły, serdecznie 
załnjąc, iź sposobność minęła podpatrzenia sztoki w za- 
rodzie jej pierwotnym, w chwilach, gdy puszczała bla- 
de kiełki swej przyszłej okazałości. Lecz na Wscho- 
dzie i w Helladzie czas ten zapadł niepowrotnie we 
ćmie odległej przeszłości. Europa nowożytna, dziś tak 
harda swoją mądrością i bogactwem, zasiadłszy na 
świata całego stolicy, zapomniała on czas twardy swo< 
jego dorobku, i z góry już się patrzy na chwile, gdy 
jeszcze okryta czarną puszczą, ze zwićrzem i własnćm 
barbarzyństwem o życie walczyła , gdy kaidy, sam so- 
bie artystą będąc, zastępował bóstwa posąg źle stru- 
ganym pniakiem; ku ozdobie swojej twarz i piersi ma- 
lował różnobarwnemi krechami, i chodził do bobra 
uczyć się architektury. Ameryka jedna bliżej była dzie- 
cięctwa swojego, gdy do niej Europa zawinęła: mą- 
drze badana byłaby może dziwne rzeczy o sobie wy- 
powiedziała, a kto wie, może nawet w jakiej rozocho- 
conćj i rzewnej chwili byłaby zanuciła dawną piosen- 
kę kolebki swojej. Ale Europa za pierwszem się z nią 
poznaniem , rabując złoto jćj , wycinała żelazem , jak 
teraz dobijając morduje ją wódką swoją. Życie tych 
ludów - bohatćrów świetniej jeszcze może płynęło niż 
onym pod Troją mężom, lecz skonało jak długa Epopeja, 
która nie znalazła Homera, której nikt nie dosłyszał, nad 
którą nikt nie zapłakał. Ludy te, umierając w głuchych 
lasach swej ojczyzny, jednemu Bogu przekazały księgi 
żywota, pieśni i cierpień swoich, i złożyły je nad gwia- 
zdami u podnóża tronu jego. Garstka pozostała tych 
ludów wlecze dziś to spodlone życie , goniąc za zwie- 
rzem jako za monetą, dającą im w zamian trunek, je- 



229 

dyny dar, jaki im cywilizacya europejska w upominku 
przyniosła ; u nich już i własnego ich imienia się nie 
dopytasz. Tam w głębokim zachodzie, na zatyłkach 
Ameryki, ukrywają się wprawdzie szczątki dawnej świe- 
tności, ród starej daty, ale i te rozsypańcy przeminą 
ustami niememi i znikną, nim się Europa do nich prze- 
bierze. Mamy się przecież czem pocieszyć i wynagro- 
dzić straty, bo stary planeta nasz, jakby zbiór różnych 
osobliwości, przechowuje nam wszystkiego po kawałku: 
znajdziesz na nim zawsze każdy stopień cywilizacyi, 
każdy gatunek biedy i nędzy ludzkiej w jednym najmniej 
exemplarzu. Chcąc chwycić naturę na gorącym uczyn- 
ku i obaczyć jak sobie ludzie wynajdują sztuki piękne, 
estetycy nie mają czego koniecznie udawać się do Azyi, 
co w zgrzybiałości swojej już zdzieciniała i przebajała 
żywot swój, ani do czerwonych Amerykanów, ani po- 
trzeba im gawędzić z Tacytem lub Cezarem o młodej 
barbarzyńskiej Europie i jej sztukach. Mamy tuż nie- 
daleko, bo pod okiem Egiptu, naród będący jeszcze zu- 
pełnie w rękach natury, a nadający nam się dziwnie 
dobrze na przykład; bo gdy rozprawiacze o wynalazku 
sztuk pięknych najczęściej o architekturze i początkach 
jej wspominają, naród ten od lat tysiąców zachował tę 
biedną pierwiastkową architekturę swoją. A godzi się 
tu byśmy się całemu teatrowi żywota jego przypa- 
trzyli. 

Jakoż pożegnawszy ostatnie śnieżne turnie Abissy- 
nii , onej Szwajcaryi afrykańskiej , usłyszawszy, i po 
raz już ostatni, śpiewy jćj rześkich górali, gdy wędro- 
wiec spuszcza się stokiem zachodnio-północnym ku po- 
niżom zapadłej Afryki, widzi pod sobą rozwleczone nie- 



230 

zmierzone borów szmaty; ku nim przewalają się wody 
abissyńskieh Alp i w nich przepadają: ale skwarne 
bory wyziewają je na powrót wilgotną strzezągą , co 
mglistą płachtą wiecznie nad knieją zawieszona, jakby 
tajemnicą pokrywa ten świat, którego przebyć nikt je- 
szcze się nie ważył. Jest to kraj , czyli raczej bez- 
mierna puszcza Kolia. Zaledwie zstąpisz do onej kniei, 
a juz jej pomroka nocna , niby ciężkie marzenie, ota- 
cza cię strachami w koło. Ciżba pogmatwana drzew 
ogromnych i krzaków zasłoniła niebo i ziemię; tu pro- 
myk słońca nie zabłądzi. Zielska, ciernie i trzciny ol- 
brzymie pchają się od ziemi , chwytając i dławiąc się 
nawzajem. Strop lasu, uwity w gęste sklepienie, jakby 
wiekiem ciężkiem przywala naturę , a powietrze , jak 
w szklarni gęste, duszne, gorące, zatyka dech i niby 
kamieniem cięży na duszy. Wśród cieniów głębokich 
kałuże i bagna zepsutej wody, najeżone plugawem za- 
rosłem, odziane zielonym kożuchem, dyszą jadowitą 
parą , zgniłą gorączką , zarazą i febrą. Często na tych 
wodach coś pluśnie, strzeli; są to igraszki kąpiących się 
krokodylów, lub wąż ogromny, co dęba staje i na zwia- 
dy modremi oczkami świat w około przegląda. Tam 
znów jaszczurka sążnista muśnie po wodzie, lub kłęby 
szkorpionów się zagmerzą, gdy tymczasem po drzewach 
swawolą hordy małp złośliwych, i swarzą się roje nie- 
przeliczone leśnego ptastwa. Przez gęstwinę sunie się 
to jeleń , to dzik, to szakal zaświeci krwawem okiem 
w ciemnych krzewach, to znów usłyszysz jakieś szlo- 
chy, niby kwilenie płaczącego dziecka, jest to zgłodniała 
byena, trupów chciwa: ale w dali gdzieś lew zagrzmiał 
wołając na lwicę — i wszystko ucichło. Niekiedy zna- 



231 

gła słyszeć trzaski i łomot roztrąconych i łamanych ko- 
narów wywracających się drzew; stado słoniów lub roz- 
hukanych nosorożców toruje sobie gościniec przez pu- 
szczę. Indziej znów hurma dzikich bawołów rozjuszo- 
n^ych cwałem na oślep rzuca się gęstwiną , a za niemi 
suwa w pogoń wściekły ród lampartów, lub skoczna 
tygrysów zgraja. Ze strachem pierzchają szakale i hye- 
ny, oniemiały małpy i ptaki, bo w głębi kniei juz sły- 
chać niby grzmot głuchy, wycie i ryk i charkanie; — 
złowrogie drapieżcy dopędziły łupu swojego, a bój i 
mord się rozpoczął. A zdała szarżą się kłęby dymów, 
rozigrał się wicher, w puszczy gore; trzciny, drzewa i 
zarosłe objęte ogniem, płomień syczy, wije się po zie- 
mi wężem, lub słupcem stawa. Słychać i głos niby 
ludzki. Niebawem zoczysz jakby mrowisko krzątających 
się Szangallów, płaskonosych Negrów o zapuchłych war- 
gach, o kędzierzawych szorstkich włosach; oni gotują 
sobie plac na budowle swoje, wypalając w koło zarośla 
i trzciny. Zwinnością małpią zawieszają się na drze- 
wach, przechylają ich konary, wiążą je z sobą, splatają, 
i w chwili złożą strzechę potężną i nieprzebytą ; tu i 
ówdzie podpierają ją ściętem drzewem młodem, niby 
kolumną, i na nich rozwieszają, jakby pokrowce i ma- 
katy, skóry zabitych zwierząt, a tak strop i ściany domu 
gotowe; w każdym roje ich mieszka. Wnet tak całe 
miasto staje. Toć jest ich architektura letnia. Dzień 
i noc bije płomieniem ogień na odstrach zwierzowi dzi- 
kiemu. Rybołowczy i myśliwczy ród nie zna rolnictwa, 
ani pasterstwa nawet. Gdy zaś deszcze zwrotnikowe na 
puszcze spadną , gdy niemi wzdęte potoki z gór Abis- 
syńskich las zaleją, gdy całe puszcze zamienią się na 



232 

bagno niezmierne, Szangallc opuszczają to miasto sWo- 
je i chronią się do samotnych gór, kędy starczą stro- 
me ściany skał niedosięgłych. Tu inny budownictwa 
rodzaj. — Bo z dołu na ledwie okiem dościgłych wyso- 
czyznach nieprzeliczone rzędy jam, jakby ulice wykute 
z wielkim mozołem w skałach piaskowca. Te jaskinie, 
wedle większej lub mniejszej liczby członków rodziny, 
są szczuplejsze lub obszerniejsze. Do tych mieszkań 
ciągną Szangaliowie na zimę, jakby do stolicy swojej; 
tam żywią się tem, co przez lato zebrali : jedzą ryby, 
jaszczurki suszone, mięso z krokodylów i strusiów, i 
koni rzecznych, dla tego tii nazywają się Hylo-elephanto- 
struthio-phagi , a to od najdawniejszych czasów, albo 
Ui od onych jaskiń swoich Troglodytami; tak ich nazy- 
wali starożytni, tak nowocześni. Gdy pora deszczowa 
przeminie, znów wracają do puszczy, znów po staremu 
wypalają trzcinę i zielsko, i zabierają się do budowa- 
nia letniego swojego. Ta jednak letnia pora jest dla 
nich pełna trwogi i niepokoju; właśnie wtedy schodzą 
pograniczni im Abissynczykowie z gór, wydając im 
wojnę na zabój ; bo oni królom swym podatek ludźmi 
płacą; polują tedy na Szangallów, a ci bronią tych bió- 
dnych chat swoich i dzieci i żon, jak zwierz broni strzel- 
com legowisko swoje i młode. Zaboje krwawe szerzą 
się po puszczy; kogo nie warto jeńcem w niewolę upro- 
wadzić, bywa mordowany, czy to dziecię, czy kobieta, 
czy starzec. — Czasem Szangalla, cichaczem podszedł- 
szy wojska abissyńskie, do nogi wycina wrogów kąpiąc 
się we krwi ich; a częściej zaraza okropna, typhus, wy- 
stąpiwszy z onych bagien, czepia się najezdców, dławi 
ich i zabija w powrocie, a niekiedy odprowadza do sa- 



233 

mych cbat góralskich i w nich rzuca śmierć i rozpacz. 
Odwróćmy się od tych obrazów pełnych ohydy, będą- 
cych niby paszkwilem na naturę ludzką, i ogarniających 
myśl jakby czarnym złowrogim snem. Przecież jest to 
wiernym wizerunkiem człowieka drzemiącego w obję- 
ciu natury. Wielkie jednak światło rzuca ten stan pe- 
łen nieszczęścia na przedmiot nasz. Chciej baczyć, iz 
ci Szangallowie od dwóch tysięcy lat żyją w onej Kolii 
lesistej — od dwóch tysięcy lat toczą się te tak krwawe, 
tak łzawe żywota ich koleje — i od tyluż lat taką mają 
architekturę; ona nie zmieniła się na jotę. Położenie 
ich i żywot zaiste nie nadają się, by były sztuk pię- 
knych kolebką, ani też te ich chaty z gałęzi i skór, ani 
ich jaskinie i jamy nie są zarodem architektury; bo gdy- 
by nim były, byłyby się przecież przeobraziły w długim 
ciągu dwudziestu wieków; bo gdzie się sztuki piękne 
zjawiły, tam duch ożył, tam i on postępuje, rośnie z sie- 
bie i przeobraża się ciągle — a nie tkwi w miejscu. 

Budowanie więc dla ochrony z prostej potrzeby fi- 
zycznej jest tylko rzeczą rzemiosła, techniczności, nie 
zaś sztuk pięknych, jest tekturą a nie architekturą, a 
zatem też w niem nie znajdziemy piękności zarodu. Ar- 
chitektura jako sztuka wtedy się dopiero zaczyna, gdy 
człowiek, krom użytku budowli, rad nią wyrażać jakąś 
myśl, nadać jej formę przemawiającą o duchu jego. Dla 
tego budowla, dziełem sztuki będąc, zawsze składa się 
z dwóch stron: jedna jest techniczna, mająca na celu 
jej dogodność, moc, ochronę i t. d., a drugą stanowi 
artystyczność dzieła. Sztuka używa onej techniczności 
za kanwę, na której rozsnuwa myśl swoją. Gdyby jamne 
Szangalle zdobiły czemś owe nory swoje, gdyby im na- 

ŁiSTT z Kb.— T. i. 80 



dawały jakiś kształt, nie koniecznie wypływający ze sa- 
mej potrzeby materyalnej, lecz z upodobania, z fantazyi, 
juzby t^m wyrażały jakąś wewnętrzną potrzebę ducho- 
wą, obok potrzeby ciała swojego, i wtedy tez moglibyś- 
my słusznie powiedzieć, iz one jamy, jaskinie, są zaro- 
dem choć słabym sztuki. Budowanie jakiekolwiek, ma- 
jące li potrzebę fizyczną na celu, nie jest architekturą, 
ani początkiem jej, jak pociąganie kolorem drzwi, okien 
lub bryczek , nie jest malarstwem. Mała dziewczynka, 
przymierzająca przed zwierciadłem, to tak, to owak, chu- 
steczkę swoją, lub wieńcząca się kwiatami — albo paro- 
bek krakowski, przypinający pawie piórko do czapki, bli- 
żej są sztuki pięknej, niż one budowania urosłe ze sa- 
mej potrzeby cielesnej. 

Śledzenie tym trybem początku sztuki jest zupeł- 
nie zbyteczną pracą , i najczęściej pochodzi z mniema- 
nia, iż sztuki zostały wynalezione tak, jak to wynale- 
ziono proch , sztukę drukarską i koleje żelazne ; — ale 
bez prochu, sztuki drukarskiej i kolei żelaznych ród 
ludzki obstałby się wcale; jakoż długi czas żył nie zna- 
jąc tych tak wielkiej wagi wynalazków. Bez sztuki je- 
dnak ród człowieczy nie byłby sobą samym, bo onB są 
wypływem jego wewnętrznej koniecznej istoty. Sztuki 
pięknej, tak jak i miłości i mowy, nikt nie wynalazł. 
Ludzie się kochali, nie czekając, póki im psychologowie 
z katedr wyłożyli definicyą miłości. A pamiętam, iż ba- 
wiąc w Berlinie, spotykałem się często z młodym cu- 
dzoziemcem, który tam także na nauki przyjechał; miał 
jednak nie mało trudności z językiem niemieckim; nie 
mógł sobie zwłaszcza dać rady z artykułami, i ciągle 
na nie narzekał ; w końcu nalegał na mnie pytaniem, 



235 

czyli ja przypadkiem nie wiem jak się zwał ów Niemiec, 
co jakby na jego biźdę der^ die^ das wymyślił, a mówił 
z doprawdy. — Factum historyczne. Nie jest dowcip- 
niejszy, kto mówi o wynalezieniu sztuki. 

Czas atoli bym ten list ukończył. Pomówiwszy tedy 
w liście przeszłym o istocie sztuki, a w niniejszym oj^j 
stosunku do Religii i Filozofii, tudzież dotknąwszy, o ile 
słusznie o początku sztuk mówić można, pozwolisz mi 
bym w liście przyszłym kilka słów powiedział o stosun- 
ku sztuki do rzeczywistości i wyłożył istotę ideału. 

Obaczysz jak teraz, opierając się na istocie sztuki 
wyłożonej w liście przeszłym, a wstępując w coraz ści- 
ślejsze szczegóły, znajdziemy potwierdzenie sposobu poj- 
mowania rzeczy, wyłożonego w ogólności w listach daw- 
niejszych; a będę też mógł, założywszy sobie fundamen- 
ta ogólnego rozumowania , pisać już zwięzłej, krócej i 
treściwiej, gdyż bez wątpienia już z łatwością mnie zro- 
zumićsz. 



LIST IZ. 

O Mdeale. 

Sitsonek neesywlstoścl do sitaki.^ Pnedinlotj neciywlstego świata nie magi 
bjć ijwceiii przeniesione w świat sztuki. - Istota Ideału — Stosunek Ideała 
do naturj fisjcznej.— Zk^d pocbodzi szpetność poiorna ntektórycb Jestestw 
natury.— Jestestwa pojedyncze, żyjące — Okolica i pąjzaie.— Pomniki kl- 
storyczne. 

Siata I draperya — Figury dramatyesne — Obrazy bollenderskiąi szkoły — 
idryan Brauwer I Jan Steen.— Stachowicz.— Paweł Rock— Kraszewski — 
Boz -W wyższej sferze ideału rzeczywistość mnląl Jeszcze wystarczyć może — 
Słowa Rafaela.- Zdanie Cycerona o Phidiasie.— Boleść bez granic nie na 
wlejsca w ideale. — Oedipus w Kolonos Sofoklesa.— Romeo.— Dwa obrazy 
Girodeta — zastosowanie rzeczy tej do komiczności.— Don ^olsbot — Damy 
i fluzary, Poeta i OdludkI Fredry.- Trzy sfery Ideału. 

fjzyli znasz widok z Wawelu ku stronie Bielan na- 
szych ? Czyli wpatrywałeś się kiedy w ten obraz, pe- 
łen bogactwa i czarodziejskich uroków ? Natura tu za- 
iste, w swych szatach niedzielnych, przybrała się w co 
miała najstrojniejszego , a tak jej też dobrze i ładnie 
w tych sukniach, świetnie wyszywanych i lśniących świe- 
żością i barwą, iż kto ją raz obaczy, już ona mu się na 
wieki w sercu zapisze. Tu z nieba spadły wszystkie 
natury piękności i otoczyły siwy Kraków gęstym wian- 
kiem nigdy niezwiędłych kwiatów. Tu dziwnie się spla- 



237 

tają powaby rozmaitości pełne, bo przy sobie znajdziesz 
i zuchwałe butne góry, czarnym borem poważne, i wzgó- 
rza łagodne urosłe w kształty pulchne i miękkie, i wy- 
tężone rozłogiem niezmierzonym błonia majowe, i gołe 
ściany skalne , dąbrowy bukietami po równiach poroz- 
rzucane, kraj rozwinięty kobiercem haftowanym w war- 
cabnicę zbożnych łanów. Rusza się i migoce rozbiegły 
ród topoli srebrnych , powiewnych wierzb , sosien du- 
mających i męzkiego hartu dębów. — Osiadły też tu ciż- 
bą , wioski i pałace, klasztory i.dworki, strzechy i wie- 
że, a radując się pełnem sercem, oddychają tym cu- 
dnym Bożym światem. Natura tak pełną garścią obsy- 
pała tę Obiecaną Ziemię darami swojemi, iżbyś mógł 
trzy, sześć , nie wiem ile osobnych obrazów z widoku 
tego wykroić, a każdy byłby inny, a każdy cudnego 
wdzięku; byłoby nas stać niejedną jałową stolicę ubrać, 
ozdobie, a jeszczebyśmy nie zubożeli wcale. Tu drze- 
wa i ptaki , potoki i zwierzęta, góry, ludzie i dzwony 
śpiewają weselem; ale już primadonną tćj wielkiej ope- 
ry Natury jest Wisła, co od lat tysiąców falami swo- 
jemi nuci nam tę samą, jej niesprzykrzoną nigdy, a nam 
zawsze drogą pieśń swoją. Ona też jest królową obrazu; 
długim, posuwistym tanem zwija się poważnie, uroczy- 
sto, a ucałowawszy Wawelu stopy, narzeczona Bałtyku, 
pośpiesza w objęcie kochanka. W dali, kędy już Niebo 
schyla się ku Ziemi, srebrzą się niby obłoczne twierdze, 
Tatrów grody, stojące na straży u chmurnych wrót, i 
wedle łaski swój wypuszczają na nas to pogody i słoty, 
to burze i powódź, susze i grady; atoli zdradza je wła- 
sne ich dziecko ; bo gdy nam jakie biedy gotują , już 
zeskakuje w równie z kosą i kozą suchy i chybki gó- 



238 

rai, i wszystko na te Tatry swoje wygada, i wróży, i 
przestrzega, i straszy — a rzadko rau się zmyśli. 

Otóż wczoraj , właśnie pod sam wieczór, znów za- 
szedłem przechadzką na ulubione miejsce moje; tą rażą 
zupełnie było głuche, samotne. — Bo też dzień cały był 
pochmurny, posępny, i od rana już płakał deszczykiem 
gęstym, drobnym. Obraz cały, zwyczajnie tak przej- 
rzysty, jasny, teraz zachmurzony, tęskny, szary. I niebo, 
jakieś nie rade , rozwlekło po sobie jednostajną siwą 
płachtę. Wisła dziś smutna płynęła od niechcenia, a zie- 
mia, w nudach swych oddychając mokrą parą, wiązała 
ją w kłęby, w potworne straszydła, co goniąc się po ró- 
wninie błoni i polnych obszarów niekiedy przebiegały 
Wisłę i mieszały się z ciężkim, brudnym węglanym 
dymem ognisk palących się na galarach. Cała Natura, 
Ziemia i Niebo zakopcone. Co bliższe, było jednostaj- 
ne, jakieś zaspane i krzywe jakby chore dziecię; co dal- 
sze, zachuchane, a odległość ostatnia zlewała się w nie- 
pewnych zarysach. Cały ten obraz, tak cudny, oślepł. 
Widok, zwyczajnie tak szeroki, rozłożysty, podzielił się 
mgłą na drobne części, z których każda zosobna siebie 
tylko widząc , w sobie się kurczyła, na sobie przesta- 
wała samolubnie, i wolała być ułomkiem biednym, niż 
częścią wielkiej całości. Dwie osiki pode mną potrzą- 
sając obwisłem liściem, ciągle czegoś kiwając głowami 
ku sobie, szumiały i gaworzyły z sobą niby dwie kwa* 
śne kumy o kłopotach domowych — a tam ku biskupie- 
mu pałacowi, ona cała linia topoli, niby jakieś wojsko 
zaczarowane stoi jednostajnie sprzykrzone i ckliwe. Nie- 
kiedy, gdy zkądsiś powiew cwałem przyleciał i szepnął 
coś pićrwszój, ta szumiąc obruszyła się i pochyliła ku 



239 

drugiej i szepnęła, a ta następnej, a tak dalej i dalej 
w okamgnieniu cały ich szereg jakby podziwieniem za- 
tlygotał, zaszumiał, kropnął, pochylił się, szepnął i za- 
mruczał, i znów umilkł, i znów wyprostowany nudził 
się i ziewał ; byłyby się pewnie wszystkie te topole za- 
brały i poszły, gdyby miały jako i gdzie. 

Nie daleko ode mnie stały trzy zaszargane wrony; 
strój ich szary, sponiewierany, zmiętoszony; ogonami 
zwrócone do siebie, dąsając się milczały w najgorszym 
humorze. Nakoniec zegar z wieży zamkowej srebrnym 
głosem zadrżał w sobie tęsknie , przeciągło , wywołał 
konającą godzinę. Zerwały się skrzydlate tony, niby 
duchy umarłego czasu, i rozleciały się po mokrem po- 
wietrzu na wsze strony; lecz ociężałem i zamoczonem 
piórem jedne spadły i utonęły w wilgotnym grobie Wi- 
sły, inne zapewne musiały dolecieć nad miasto i prze- 
budzić drzemiące tam zegary i dzwony; bo przecież po 
chwili wieża ratuszna ocknęła się, ziewła, odstękała 
godziny swoje, a głos jej tak płaczliwy, przewlokły i 
chrapiący, iż znać, że jej w dwójnasób ckliwo przy tym 
słotnym czasie , bez onego ratusza swojego, wiernego 
małżonka, a towarzysza z dawnych lat, co go zabił wan- 
dalizm czasów naszych, a ciągle też ona do dziś dnia 
wiernie strzeże tych z niego kamieni, co jakby kości 
jego złożone są u stóp jej. Wtem dzwonnica maryacka, 
kompana jej z przeszłego żywota, jakby głosem świą- 
tnicy przemówiła potężnym dzwonem pocieszając wdo- 
wę; raz jeszcze odpowiedziała szlochami Ratuszowa, raz 
jeszcze Maryacka — i znów wszystko ucichło. Od dziec- 
ka nasłuchałem się dniem i nocą tych wież rozmowy. 



nigdy atoli ich wyrazy uie zdawały mi się tak jękliwe, 
rzewne i tęskne, jak właśnie w t^j chwili. 

Gdy wszystko około mnie tak było zaspane, dąsa- 
jące się, osowiałe i krzywe, nie dziw, iz mnie samemu 
ciężko coś a ckliwo na duszę padło, rad byłem wrócić 
do domu. Zstępowałem zwolna z góry, w ziemię się 
patrząc ; podobno myślałem, coby ci w tym liście na- 
pisać i jakby wedle przyrzeczenia mojego najwyraźniej 
wyłożyć stosunek sztuki do rzeczywistości, gdy nagły 
blask uderzył oczy moje. Spojrzałem około siebie, a ta 
mury zamkowe, kopuły kościołów i domy miejskie obla- 
ne rumianą łuną. Coś osobliwego się święciło, spojrza- 
łem nad siebie, a niebo gore! Wróciłem co tchu na 
miejsce moje ulubione. Gdybyś to był ze mną był i 
widział, co się teraz działo! Jeżeli mały chłopczyna 
coś zbroi, a matka w udanym gniewie nie przy mili się 
do niego zwykłym uśmiechem, dziecię smutne i ciche; 
lecz gdy wieczorem chłopczyna do pacierza i snu się 
zabiera, a matka żegnając ulubieńca przytuli do serca, 
pobłogosławi i ucałuje, dziecię zapłonie radością na 
twarzy i w sercu uszczęśliwione usypia marząc o anioł- 
kach, o kwiatkach i raju ; tak słońce cały dzień za- 
chmurzone, niewidzialne, teraz przed nocą, gdy ziemia 
do snu i pacierza się miała, spojrzało na ziemię i, odzia- 
ne wszystkim majestatem, tonęło zwolna z nieba zstę- 
pując jakby jaki świat w płomieniach. Opłynęły je wiel- 
kiem półkolem obłoków drobnych głowy, jaśniejące ża- 
rem rozpalonego złota, niebiańskiej stolicy dworzanie. 
Nad niemi piętrami kipiały fantastyczne budowania, 
jakby twierdze, pałace i miasta napowietrzne, zajęte 
ponurym ogniem i palące się wszystkiemi tęczy bar- 



241 

wami; a z dala ciekawie przypływały, niby okręła 
z wzdętym żaglem lub niezmierne orły śnieżne, olbrzy- 
mie obłoki ze złotym rąbkiem, a z drugiej strony za- 
lane głębokim cieniem miedzianym, ciągnąc za sobą 
długie, wązkie, chmur smugi. Tu i ówdzie, poprzez 
rozstąpione obłoki, na najwyższym nieba stropie zatli- 
ły się już bladym światłem gwiazdy. 

Gdy tak niebo, całym przepychem swoim strojne, 
obchodziło uroczyste nabożeństwo wieczora, ziemia, wtó- 
rując jej chorem, zaświeciła weselem swych błoń, la- 
sów, gór i wodnych zwierciadeł. W naturę wstąpił od- 
młodnionego żywota dech: przebudzone jej barwy roz- 
tuliły oczy, patrząc się jasnem, czystem spojrzeniem; 
postacie wszystkie wyskoczyły z zamglonej opony ry- 
sując wyrazisto, ostro i śmiało kontury swoje; znikła 
mgła, co je rozdzielała na samolubne części; cały obraz 
przejrzał i jedną wielką złożył całość. A poświata wszyst- 
ka czarodziejskiem stopniowaniem rozprysła się po prze- 
strzeni bezmiernej; światło odegrywało tu całą gammę 
swych tonów, bo zaczynając w najbliższych miejscach 
uderzało z razu w silne światła i nizkie a potężne cie- 
nie, a oddalając się przechodziło w tony wyższe gasnąc 
zwolna, a ostatnie tło obrazu oblewało drżącym łago- 
dnym promieniem. Wpatrując się teraz w Wisłę świe- 
tną, żarzącą się nieba ogniami, rzekłbyś, że ona jest sze- 
roką ziemi szczeliną, że ziemia na wylot pękła, żeś 
ją wskroś przejrzał i w zawrotnej głębi przeciwnożne 
niebo w ogniu obaczył. Cała natura zadrgała życiem; 
odetchnęły radośnie zwierzęta, ptastwo, ludzie i rośliny. 

Stanąłem zadumany porównywając czarodziejstwo 
tej natury z tem, czem ona była przed kilku chwilami. 

ListtzKb.— T. I. 31 



242 

Co za różnica ! te dwa obrazy miały się do siebie, jak 
doczesność do wieczności , jak bićdny nasz żywot do 
rajskich roskoszy, jak uboga mowa ludzi do śpiewów 
anielskich, — jak chłodna proza do poezyi cudów, jak 
rzeczywistość do sztuki! 

Zaiste — tern słońcem, co spojrzeniem swem budzi 
żywota potęgą świat, co wylewa czarodziejstwa urok 
na ziemskie padoły, a płosząc mgły doczesne, rozsze- 
rza ciasne rzeczywistości szranki, okazując nam wszech 
światów cuda w ogromie majestatu swojego; — tem słoń- 
cem, co spojrzeniem swojem ziemię na niebo przemie- 
nia, jest sztuki piękność i mistrza wszechmocne tchnie- 
nie. Nie darmo to na Hellenów Olimpie Phoebus, sztu- 
ki pięknój Bóg, prowadził słońca wóz jasnym, wie- 
kuistym po niebie gościńcem. 

Rzeczywistość traci ziemską i ułomną swoją istotę, 
gdy na nią spłynie niebiańska łuna sztuki. Ale do rze- 
czywistości należy także natura, czyli ten świat wszech 
stworzeń, który nas otacza, jak i te całe dzieje, co 
biją falą codziennych wydarzeń, owe stosunki społecz- 
ne i moralne, nieodstępne towarzysze człowieka na 
drodze doczesnego życia. Człowiek samem urodzeniem 
swojem oddany jest rzeczywistości potędze, co go ci- 
śnie, jakby oczynieniem, władzą swoją. Lecz gdy sztu- 
ka zaświeci jasnem okiem, oczynienie owo znika, a 
ducha swoboda się zbudzi i wzmoże się uznaniem wła- 
snej zacności. 

Stosunek rzeczywistości do sztuki wypływa sam 
przez się z całego powyższego wywodu naszego. Bo już 
w jednem miejscu starałem się okazać, iż sztuka, bę- 
dąc wolną ducha córą, nie jest natury naśladowaniem 



243 

(List IV) j później zaś (List VII) wyświeciłem , ii jak 
natura, tak też wszystkie stosunki towarzyskie, prawa, 
moralności , obyczaju i t. p. nie mogą być nieskończo- 
ności ducha wizerunkiem, i że nie mogą tedy być 
żywcem w sztukę przeniesione. Z tego już widzimy, 
iż rzeczywistość pod żadnym względem nie może być 
dla sztuki pięknej wzorem. Wypada nam więc ozna- 
czyć jedynie jeszcze w bliższych szczegółach mienie się 
sztuki do rzeczywistości. 

Jeżeli duch ma oglądać, jak w zwierciedle, nieskoń-^ 
czoność istoty swojej w dziele sztuki , w postaci zmy- 
słowej , więc też postać ta , choć z rzeczywistości 
pożyczona, winna być uwolnioną od skazy doczesności 
wszelkiej , i z pyłu ułomności ziemskiej , winna być 
przejrzana ducha poświatą; bo rzeczywistość, postawio- 
na na wysokościach obłocznych sztuki , już nie istnieje 
dla siebie ale dla ducha, jest tylko dla niego środ- 
kiem , aby on się zmysłowo wyjawił; ona jest dla du- 
cha świecznikiem i lampą , w której wiekuistość jego 
goreje. Prawda ta jest pełna wagi, dlatego chciejmy 
dokładnie ją zrozumieć , bo z niej wypłynie , jakby ze 
źródliska swojego, cały wątek następnej osnowy naszej. 

Uważ dobrze , co się dzieje z przedmiotem rzeczy- 
wistego świata, gdy go do sztuki przeniesiemy. Wszak 
każdy przedmiot takowy, rzeczywisty — czyli to on bę- 
dzie jestestwem natury, jako np. postać człowieka, 
zwierzęcia, okolica i t. p. czyli to będzie przedmiot 
wzięty ze stosunków społecznych i obyczajowych, a prze- 
niesiony w obraz, lub tragedyą, komedyą, powieść 
i t. d. , zawsze on będąc cząstką rzeczywistości, z któ- 
rą jest ściśle połączony, jest jakby tylko jedną nicią 



244 

wplecioną w całą tkanicę uatury i społeczeństwa. — 
Tysiące stosunków i węzłów łączą go z ogółem, z tą 
rzeczywistością, do której należy, i dla tego też on na 
sobie nosi cechę swej istoty ułomkowej, znać po nim', 
iż on sam nie jest całością, ale jedynie cząstką jakiejś 
całości, i ta to cecha jest piętnem doczesności jego. 
Taka jest istota przedmiotu w rzeczywistym świecie. 
Jeżeli zaś ten przedmiot przeniesiony będzie w świat 
sztuki, wtedy się też wskroś przeobrazić winien; bo 
skoro on, jakem powiedział, nie istnieje już wtedy dla 
siebie , ale istnieje dla objawienia się ducha , więc ta 
jedynie strona jego istoty będzie miała znaczenie , co 
temu objawieniu się ducha służy, wszystko zaś inne, 
jako już nic mające wartości, z niego spada i ulatuje. 
Znikają tedy z przedmiotu wszystkie przypadkowe zna- 
miona, wszystkie drobne i bezważne cechy, będące skut- 
kiem związku jego z rzeczywistością, a gdy jego prze- 
znaczeniem jest , by nie rzeczywistości tej służył , ale 
ducha był wyrazem, więc też zrywa te wszystkie nit- 
ki łączące go ze światem rzeczywistym, odłącza się 
przedmiot od niego , staje się niezawisłym — uosabnia 
się, zakończa w sobie. A lubo zachowuje istotę swo- 
ją indywidualną, przecież przestaje hyc częścią i ułom- 
kieni rzeczywistości, i sam przeobraża się na całość 
duchową, na jedność zupełną. Przedmiot tak prze- 
obrażony, postać tak uświęcona jest ideałem. 

Ideał tedy, wyobrażnikiem ducha będąc, tyle zaiste 
tylko w sobie zawierać winien , ile potrzeba do obja- 
wienia ducha; winien być tak całością, jednością oso- 
bną, jak duch, który o sobie w nim znać daje. W idea- 
le właśnie jest pogodzenie rzeczywistości i ducha: te 



245 

dwa bieguny spotykają się z sobą na pół drogi i zle- 
wają się w jedno, oba się równoważą. 

Rzeczywistość zmysłowa nie przechodzi bynajmniej 
żywcem w świat piękności , bo w takim razie dzieło 
sztuki nie byłoby całością, jaką jest duch, ale jedynie 
ułomkiem biednym, niedostatecznym, jakim jest każdy 
przedmiot rzeczywisty, a sztuka byłaby wprost kopijo- 
waniem szczerej rzeczywistości, co byc nie może, jako 
już wyżej rzekłem. 

Znać tedy, że ta rzeczywistość, mając się stać idea- 
łem, winna być przerobioną, przetopioną przez ducha. 

Z drugiej strony pierwiastek duchowy winien na- 
prawdę przybrać na się ciało zmysłowe ; bo zważ , że 
bez tego ciała sprawa ducha naszego byłaby-li myśle- 
niem, byłaby mową prozaiczną, bo w takiej mowie duch 
objawia się bez ciała , bez szaty. 

I dla tegoż to ciało, które ma być objawem du- 
cha w ideale, nie może być czemś tak ogólnem jak 
myśl, jak mowa prozaiczna. Zważ, kiedy mówimy: 
człowiek, drzewo, dąb i t. d. , toć zaiste nie mówimy 
o żadnym człowieku w szczególności, o żadnym dębie, 
drzewie w szczególności, ale mówimy ogólnie, więc 
wyrażamy rodzaj człowieka, dębu it. d., ale rodzaj 
to jest ogólnik, jest abstrakcyą, jest myślą. W rze- 
czywistości zaś nie widzisz (zmysłowo) nigdzie rodza- 
ju, lecz widzisz jedynie szczegółowe, pojedyncze je- 
stestwa, które do tego rodzaju należą, a rodzaj istnie- 
je w głowie naszej; istnieje on wprawdzie i w świe- 
cie, ale nie' dla zmysłów naszych, bo go trzeba do- 
pićro dochodzić myślą. Wynika ztąd, że jeżeli w sztu- 



246 

te zechcemy wyrazie tylko takie ogólne, rozsądkowe 
myśli, już sztuka takowa nie będzie sztuką prawdzi- 
wą, lecz będzie abstrakcyą, będzie dopiero symbolem, 
godłem, hieroglifem, jak naprzykład dwoje skrzydeł 
oznaczają modlitwę, wąż skręcony w pierścień oznacza 
wieczność, trójkąt trójcę, krzyż mękę Chrystusa Pa- 
na , łódź kościół , jabłoń grzćch pierworodny , i in- 
ne podobne znaki, które atoli przez zgodność ogólną 
wyrażają zwykle jakieś myśli i uczucia. Aleśmy już 
przy innej sposobności trącili w tę samą osnowę, mó- 
wiąc o sztuce w ogólności (List V). Widzisz tedy, że 
gdy uzmysłowienie myśli, wyrozumowanych pojęć, nie 
jest już sztuką , więc w sztuce prawdziwćj , w ideale 
prawdziwym , to jest warunkiem aby nie wyrażać po- 
jęcia ogólnego rodzaju, ale pojedyncze, jedno pewne 
jestestwo , tak aby się zdawało jakoby ono było posta- 
cią z rzeczywistego świata wziętą, aby się zdawało, że 
dzieło sztuki jest niby wizerunkiem rzeczywistego je- 
stestwa. Mówię wi%, bo powinien być pozór, jakoby 
w ideale występowała rzeczywistość, ale ta rzeczywi- 
stość nie powinna być , że tak powiem , rzeczywistą; 
ta rzeczywistość winna być złudzeniem, t.j. pozorem; 
ona będzie owiana tchem innych światów; ona chociaż 
będzie indywidualną, żywą, będzie przecież odziana 
najwyższym nadświatnym urokiem. Tak tedy ideałowi 
właśnie chodzi nie o ogólną naturę ludzką , lecz o to, 
aby ta postać w rzeźbie, lub obrazie, albo poezyi, ozna- 
czała pewnego jakiego człowieka, lub jakieś pewne bó- 
stwo, mające swój właściwy charakter, swoje własne 
piętno i indywidualność, różniące go od wszystkich in- 
nych , i aby się ten człowiek uwidomił , stał się cie- 



247 

leśnie obecny czyli to w posągu , czyli malowany bę- 
dzie pęzlem i farbami, czyli wyrazami jak w poezyi. 

Tak tedy z jednej strony w ideale rzeczywistość 
przechodzi w świat duchowy, uniesiona jest do nieba 
piękności , a z drugiej strony ^uch zastępuje rzeczy- 
wistość, niby pożyczając od niej szat swoich. Ideał, jak 
widzisz, pozostaje przeto w środku między czystą ducho- 
wością a szczerą rzeczywistością, łączy te dwie sprze- 
czności w jedność. Chciej dobrze zatrzymać w pamię- 
ci tę zasadę naszą; co tu jeszcze o ideale powiem, bę- 
dzie jedynie jej dalszym wątkiem i wyjaśnieniem tego 
pojmowania naszego rzeczy. 

Patrz, na posąg marmurowy, co z podnóża swoje- 
go, jakby nadziemskich światów zesłaniec, na nas się 
patrzy; wszak to niby postać rzeczywistego człowieka, 
rzekniesz może nawet, iż w naturze znajdziemy wiele 
kształtów ludzi podobnej prawie piękności i powabu. 
Wszelako posąg ten w swym uroku jest innej urody 
niż koło ludzi stworzonych , bo jest wolnym od przy- 
padłości wszelkich, obojętnych dla niebiańskiej piękno- 
ści jego , a będących skutkiem ich natury cielesnej i 
doczesności przemijającej , której ulegają ludzie w pa- 
dołach rzeczywistego życia zrodzeni. On od głowy do 
stóp jest duchem — uzmysłowionym, żywym; a gdy 
w rzeczy wisfych ludziach, choćby najwyższćj urody, duch 
jedynie w obliczu się wyraża i w oczach ma stolicę 
swoją, w posągu tym duch wszędzie jest obecny, z ka- 
żdćj części patrzy tysiącami oczu , rozlany po całćj po- 
staci , drga i w kędziorach włosów i w rzemyku san- 
dałów, a co doczesne, nieznaczące, spadło z tćj po- 
staci , niby głuche zwłoki , a co wiekuiste , wystąpiło 



248 

na jaw, — więc tez i ta postać wywinęła się z objęcia 
znikomej doczesności, odosobniła się, zerwała związki 
z rzeczywistością, cała jakby ochrzczona w oceanie du- 
cha. Podobnie gdy postać droga z dawnych czasów, 
przed wielu laty zmarła, w sennem marzeniu staje 
nocnem nawiedzeniem z innego świata przed duszą na- 
szą, choć zarysy drogiego oblicza i postaci żywo wskrze- 
szone, tak prawdy pełne, iż żadne przypomnienie na 
jawie wyrównać jej nie zdoła , przecież wskroś prze- 
jęta jest przeobrażającą odmianą, bo z niej znikły ci- 
snące żywota biedy, i troska ziemska, co tłumi i więzi 
ducha swobodę , a przez całe zjawienie goreje i świe- 
ci zorza wyższego świata i nieznany dawnićj nieśmier- 
telności uśmiech. Postać stała się nieskazitelnym du- 
chem, nie należącym więcej do doczesnego świata, duch 
atoli zjawił się w postaci oznaczonej i pewnej drogiej 
nam osoby. Przybrał na siebie ciało rzeczywistości 
uduchownionej. 

Otóż dwa te konieczne pierwiastki, bo wzniesienie 
nad doczesność , to jest zerwanie stosunków z rzeczy- 
wistością , a zachowanie przecież indywidualności pe- 
wnej oznaczonej osoby, są dwiema koniecznemi strona- 
mi ideału. Powiedziałbym, iż w ideale przedmiot rze- 
czywistości wprzód musi tracić ułomność doczesną, ze- 
rwać z rzeczywistością, umrzeć ziemską śmiercią, przejść 
niby przez czyściec duszy mistrza, zmartwychwstać 
bez skazy w piękności świecie, a tak odrodzić się idea- 
łem, (obacz słr. 65). 

Niedziw tedy, iż wizerunki, portrety osób rzeczy- 
wistych, malowane nawet ręką celujących mistrzów, 
wydają się pospolicie jakby zbyt pochlebne , wszakże, 



249 

jeżeli dzieło takowe jest godnym sztuki tworem, więc 
już mistrz nie pochlebiał wprost naturze. Bo upicknic- 
nie takowe nie wypłynęło z udania kłamliwej urody 
na obrazie, której w rzeczywistości nie było, ani z po- 
prawienia spaczonych rysów twarzy, lecz raczej ztąd, 
IZ mistrz przepuścił wszystkim onym drobnym szcze- 
gółom (np. włoskom, plamkom, marszczkom drobnym, 
piegom) będącym nieodstępnem znamieniem natury, m 
uchwycił właśnie tę stronę fizyognomii, którą duch o 
sobie świadectwo daje, że ujął jedynie stronę duchową 
oblicza i niemą jego mowę. Tak więc, gdy wizerunek 
stracił oznaki przypadkowe i szczegółowe z doczesno- 
ści człowieka pochodzące, już też zerwał stosunki 
z rzeczywistością, a duch, uwolniony od pyłu tego fizy- 
cznego świata, zajaśniał wiekuistą istotą swoją, wypię- 
kniał w sobie i rozgorzał niezwykłym urokiem. A prze- 
eież ten wizerunek zachował podobieństwo całe swojej 
go żywego wzoru. 

Prawda że właśnie to zaślubienie niżyn rzeczywi- 
stych, doczesnych, ze światem nadziemskim, ducho- 
wym, niebiańskim, które się odbywa w ideale, zdaje 
się nam być zrazu sprzecznością; zważ atoli, że sztu* 
ka jest właśnie zestrojeniem wszelkich sprzeczności, 
pogodzeniem wszelkiej dysharmonii. Sprzeczność, dys- 
harmonia , jest udziałem rzeczy ułomkowych , docze- 
snych i biednych; ale w sztuce żyje duch, więc żyje 
wiekuistość unosząca się nad ułomność i niedostatki 
wszelkie. Prawda że zestrojenie sprzeczności w idea- 
le nie jest sprawą lada człowieka, .lada chwili; aby 
dokazać tego najwyższego pogodzenia trzieba fatitazyi 
artysłyczmj. Fantazya artystyczna w chwili wieszczego 

ŁiSTT z Kb — T. I. 32 



250 

natchnienia 2radza z siebie ideał, zradza z siebie for- 
my rzeczywiste a przecież niebiańskie. W tych świę- 
tych chwilach twórczych duch z innych światów, ni- 
by gość nadniebny, zamieszkuje w duchu mistrza, 
prze go i niewoli do zrodzenia ideału piękności. Są to 
chwile boleści i najwyższej roskoszy. Atoli o fan- 
tazyi artystycznej mówić będziemy na innćm miejscu 
obszerniej; myślę tej osnowie poświęcić ze dwa listy 
osobne. Teraz przypatrzmy się jeszcze z innćj strony 
istocie ideału. 

Chciejmy naprzód zważyć bliżej stosunek, którym 
się ma ideał określony powyżej do natury fizycznej. 
Natura nie żyje życiem estetycznej piękności, lecz ży- 
ciem piękności wszechmocnej wiekuistego rozumu. Nie 
tak przemawia tedy do wyobraźni naszej, jak raczej 
do myśli, do rozumu, a mądrość, świecąca na dnie zja- 
wisk przyrody, jest treścią samej umiejętności, dla sztu- 
ki zaś nie jest dościgłą. Bo sztuka, wstępując w kró- 
lestwo natury, przyswajać sobie jedynie może stronę 
powierzchowną jestestw przyrodzonych, nie zdoła je- 
dnak przeniknąć do rdzeni myśli stwórczej, której owa 
powierzchowność jest jedynie łupiną. Postawa pełna 
wielmożności lwa , lśniąca grzywa i sierć jego, złoto- 
pióry strój mieniącego się barwą ptastwa, rozłożysta 
potęga hardego dębu, jest wprawdzie sztuki dzielnicą, 
atoli sztuka nie zdoła się zapuścić w wewnętrzną bu- 
dowę lwa , ptaka , dębu , w ten tajemniczy świat ich 
składu, w zegar ich wewnętrznych organów. Sala ana- 
tomiczna nie może być pracownią dla sztuki pięknej. 
A przecież fizyologia roślin i zwierząt jest dopiero 
najpotężniejszą stroną jestestw żyjących, i, językiem 



251 

nauki i rozumu zimnego móv^iąc, jest prawdziwą na- 
jury pięknością, dla sztuki zaś nie jest przedmiotem. 

Podobnie tćż w kole stworzeń napotykamy mnóstwo 
jestestw, których nawet i powierzchowność jest obrzy- 
dliwa, szpetna. Cóż brzydszego jak wiele gadów, owa- 
dów, nieschludnych ryb i robactw ohydnych, a prze- 
cież ta ich szpetność istnieje tylko w wyobraźni na- 
szej, i znika skoro na nie patrzeć się będziemy oczy- 
ma umiejętności. Bo zkądże się rodzi w nas uczucie 
o brzydocie tych jestestw, jeżeli nie z tego, iż je po- 
spolicie bierzemy bez związku z całym ogromem na- 
tury, do którego one istotnie należą , i z tego , że je 
uważamy z osobna. Doznajemy tedy wstrętu nie znaj- 
dując harmonii w ich postaci, ani proporcyonalnośei 
powićrzchownej członków, do których nawykli jeste- 
śmy; widzimy w nich bezecne i niezwykłe potwol^y, i 
bezwiadomie porównywamy je z kształtem innych je- 
stestw. — Przecież takie zapatrywanie się jest błędne, 
bo te jestestwa wszystkie są jedynie przejściem z je- 
dnego ogniwa stworzeń w drugie, są naprożnikiem 
dwóch rodzajów jestestw całkowicie różnych, a dla te- 
go nie będąc zupełnie ani jednym, ani drugim, czyli 
raczej będąc zarazem i jednym i drugim rodzajem, sta- 
ją się potworami w zwyczajnem zapatrywaniu się na 
rzeczy. Tak np. grzyby są przejściem między martwćm 
państwem natury nieorganicznej a roślinami, polipy są 
ogniwem pośredniem roślin i zwierząt, a znów między 
robactwem i rybami w środku stoją kształty niesforne 
ślimaków i miękczaków, a między rybami znów i ga- 
dami ogniwem łączącćm są ryby chrząstkowe i t. d. 

Jeżeli zaś wedle tego, cośmy wyżćj powiedzieli, 



252 

każdy choć najdoskonalszy przedmiot natury jest ułom- 
kiem całości przyrodzenia, a zatem nie może być pię* 
knym w znaczeniu estetycznem, jakże dopiero mają 
uchodzić w oczach naszych za piękne twory natury, 
które już w porównaniu z samemi jestestwami są ułom- 
kami — są to ułomki ułomków. Atoli szpetność ta zni- 
ka nietylko gdy się przypatrzymy pełnemu mądrości 
ich składowi , lecz nawet skoro je uważać będziemy 
we związku całem natury państwem. Gdy ludzie zu- 
chwałą i niebaczną ręką zgruchotali wielki wszechmo- 
enośei obraz, złożony jak w mozaikę ze szczegółowych 
jestestw natury, cóż dziwnego, iż przypatrując się z o- 
sobua tym okruchom różnobarwnym i kawałkom stłu- 
czonym bez znaczenia, nikt nie zdoła odgadnąć obli- 
cza przedwiecznej mądrości , której ten obraz jest wi- 
zerunkiem. Cześć tedy niechaj będzie wiekowi nasze- 
mu , że go stać było na ludzi , jakim był Cuvier, któ- 
ry potęgą swej anatomii porównawczej znów złożył tę 
potrzaskaną starą mozajkę, a wyuczywszy się z jednej 
kostki całe zwierzę odgadywać, jął się uporządkowania 
ogromu natury żyjącej, rozkładając ją po różnych szcze- 
blach wedle ich różnej w porównaniu doskonałości. Bo 
umiejętność tegoczesna doszedłszy, iż zjawienie się ser- 
ca, nerwów, muskułów, oddechu, oczu, słuchu, krą- 
żenia soków i podobnych organów i czynności, stano- 
wi wzmagającą się doskonałość u zwierząt, uważała że 
jedne jestestwa żyjące nie mają wcale tych organów, 
lub tylko niektóre z nich, inne znów, mają je w za- 
rodku, inne zupełnie zaś rozwinięte. Ułożyła je tedy 
w miarę ich stopniowego ukształcenia w łańcuch po 
sobie następujących ogniw. Tak zaczynając od onych 



253 

żyjątek, będących pęcherzykiem, drgającem sercem 
obracającem się jakby planety wirem około siebie sa- 
mych, przeszła do zoofitów, robaków, bezgłowych mu- 
szli, a dalej, coraz wyż^j a wyżej się spinając, umie- 
jętność stanęła na człowieku jako najwyższem dziele 
natury, zbierającem wszystkie stworzenia promienie jak- 
by w spólnem ognisku a niosącem w sobie świat du- 
chowy, wiekuisty. A tak wykazała wcieloną logikę naj- 
wyższą w wątku wszech stworzeń. Budując jestestwa 
jednego rodzaju na organizmie wszysficich poniższych, 
wykazała jak natura , z siebie się rozwijając, kształci 
się, rośnie z siebie. Ale tu i ówdzie okazała się prze- 
rwa w ogniwach; trzeba było obok siebie postawie dwa 
rodzaje zwierząt tak różne udoskonaleniem od siebie, iż 
one nie mogły być dwoma stykającemi się ogniwami; 
wyjawiło się tedy jasno, iż brakowało ogniwa pośre- 
dniego. Z tryumfem jednak wiadomości i na chwałę 
rozumu ludzkiego spostrzeżono, iż czego naturze ży- 
wej brakowało, dostarczyła umarła, czego nie znale- 
ziono w świecie z nami wespół żyjącym, znaleziono 
w onym świecie starym, który przedpotopowym nazwano. 
W głębokiem łonie ziemi naszej, jakby w kruchcie si- 
wej , dokopano się skamieniałości jestestw dziś już nic 
znanych, żyjących niegdyś, a będących właśnie ogni- 
wami brakującemi w owym łańcuchu stworzeń dzi- 
siejszych. Idea i myśl Boża się uzupełniła, a cała 
natura jedną więc stanowi całość, a każde jej jeste- 
stwo jest koniecznym szczeblem , jednem słowem w o- 
nym wielkim psałterzu natury. Jestestwa są mniej lub 
więcej doskonałe, wszystkie atoli są jedynie bledsze lub 
jaśniejsze gwiazdy tlejące firmamentem roztoczonym 



254 

po niższych lub wyższych stopniach Bożego tronu. Tu 
nie ma szpetnośei ani brzydoty. 

Jest zaiste jeszcze druga przyczyna, dla której je- 
stestwa natury nie mogą być żywcem ideałem. Powód 
bardzo prosty, bo jestestwa te do państwa materyi, do 
doczesności należą, a materya i doczesność paczy wszel- 
kie formy duchowe. Patrz na dąb okryty strojem swym 
niepoliczonych liści, a każdy z tych liści jest inny a 
inny, nie ma dwóch do siebie podobnych, a przecież je- 
dna tylko jest, ściśle mówiąc, forma liścia dębowego, 
jedna forma jest prawdziwa i wzorem jego. Ten atoli 
wzór pierwotny nie zdoła się wyrazie , w swej zupeł- 
ności, w rzeczywistym świecie, nie zdoła przemódz nie- 
sforności materyi. Ten wzór jest zawsze jeden i ten 
sam , jest wieczny, bo jest myślą, a wszystkie liście 
rzeczywiste są inne a inne , bo są materyą, bo są do- 
czesne, a tern samem podlegają w wzroście swoim ty- 
siącznym przypadkom i wpływom, które je paczą i psują. 
Bo myśl i materya, duch i rzeczywistość, są dwa prze- 
ciwne sobie bieguny, dwa wrogi. Patrz na bezmierne 
mnóstwo koni żyjących po świecie, wszystkie są od sie- 
bie różne , żaden nie jest doskonałością idealną, żaden 
nie dosięga piękności idealnego konia, która tylko my- 
ślą być może, dla tego też one mają piękność wzglę- 
dną, wedle tego czyli się więcej lub mniej zbliżają do 
onego wzoru idealnego, do onej myśli pierwotnćj, któ- 
ra dla nich wszystkich jest modłą. Piękność tego wzo- 
. ru rozstrzeliła się na mnóstwo koni i poobdzielała je 
nierówną miarą zalet i przymiotów. Zresztą zważ , iż 
w życiu nawet mnóstwo wpływów przypadkowych dzia- 
ła na formę koni rzeczywistych: klima, choroby, karm' 



255 

niewłaściwa, i inne przypadłości, więc przyznasz, iz pię- 
kność pierwotnego wzoru ginie w rzeczywistości. Ale 
ideał rehabilituje ten wzór pierwotny, tę myśl, oną czy- 
stą formę, wciela ten wzór w dzieła swoje, odradza go. 
Koni, jakie Yernet lub Suchodolski maluje, nie ma aa 
świecie. Przecież rehabilitacya nie zależy bynajmniej 
nie na kompilacyi , nie na tern , aby, chcąc np. konia 
malować, zbierać zalety, które się rozsypane znajdują 
w tłumie koni rzeczywistych, a tak złatać on wzór umy- 
słowy; bo sztuka nie powinna się mieć biernie do rze- 
czywistości, ale czynnie. Ona jest twórcą, a ideał nie 
jest zlepkiem pozbieranych piękności, ale jakby odlewem 
duchowym z jednej sztuki. Mistrz winien do głębi du- 
cha swojego sięgnąć, i ztamtąd wydobyć postać ideału 
swojego. Wzór w innym świecie poczęty jest mu idea- 
łem i modłą, jak to jeszcze później obaczymy. 

Jestestwa żyjące mają atoli przecież od Wszechmo- 
cności dodaną jakąś duszę, choć senną, mglistą i głu- 
chą, dającą atoli o sobie znać w kształcie, ruchach i 
formach ciała, które już tem samem pod pewnym wzglę- 
dem się uduchownia. Inaczej zaś rzecz się ma ze świa- 
tem roślinnym, a co więcej z onem niemem i martwem 
państwem kamieni, gór, potoków i chmur, i z tym ca- 
łym światem bezokich żywiołów, będących osnową pej- 
zażów. Tu mistrz, jak niegdyś ów Pigmalion król-rzeż- 
biarz, winien w zimny marmurowy posąg wlać życie, 
objąć je ramionami ducha swojego, rozgrzać je ciepłem 
serca i tchem miłości swojej. I w tej duchowości spo- 
czywa cała tajemnica poezyi, krajobrazów, czy to w pie- 
śni objętych, czyli w malowanym obrazie, a tak dopie- 
ro z rzeczywistości martwej utworzy się ideał dueho- 



256 

wy. Bo czemze jest w rzeczywistości okolica, choćby 
pełna najwyższych uroków? oto jedynie drobiiiuchną, 
nic nie znaczącą częścią powierzchni kuli, z której idą 
j^j góry, potoki, doliny, obłoki, wiatrów powiewy, zo- 
staje w ścisłem powiązaniu z krajem sąsiednim swoim; 
a przytćm narażona jest na skutek całego gospodarstwa 
ogólnej natury. Wody, powietrze i ląd, ciągle ua siebie 
działające i oddziaływające, stanowią ową troistą potęgę 
co rz<'tdzi kraju naturą, a łącząc się z położeniem jeo- 
graficznem stwarzają klimat, malują barwą właściwą 
strop niebieski i wywołują roślin fizyonomią. A co te 
potęgi sejmujące między sobą uradzą, co w swej wywa- 
rzą pracy, już spada urokiem na okolicę, co poddana 
wszechmocnemu ich prawu , ulega jej biódna, skrępo- 
wana, oddana na oślep ich łasce. Jakiego kształtu w niej 
czernią się góry, jakiej formy i głosu są jej srebrne 
rzeki, jakie do niej zaglądają obłoki, lub w jaki strój 
roślinny się ona odziewa, słowem, jak się tu siły na- 
tury zbiegły, toć zależy od przypadku, od tego, jaką 
właśnie cząstką całości jest ta okolica. Tysiące przej- 
dzie tędy wędrowców, a ta natura zamkniętemi ustami 
milczćć będzie, i głucha nie zawtóruje uczuciom, nie 
odezwie się. Gdy zaś w jej kole stanie człek z talizma- 
nem w oczach i z poezyą w sercu, wtedy natura pozna 
pomazańca piękności i jakby ze snu magnetycznego do 
kochanka przemówi: góry, lasy, skały, jeziora, drzewa 
i obłoki rozebrawszy pieśń na głosy, zaśpiewają mu 
chórem rzewną melodyą, wspólną orkiestrą, wspóluemi 
akkordy. Cały kraj w około zaludni się duchami; po- 
szepty i gawory leśne, pomruki potoków złożą się w ja- 
sną mowę, powiedzą o głębokich tajemnicach życia na** 



257 

tury; roztworzą mu duszę swoją, wypowiedzą cierpie- 
nia, miłości swoje, i te swe dzieje pełne dziwów i 
uroku. A mistrz chwyta te mowy i tęskność okolicy, 
złoży je w rymy, wyleje muzyką, lub wcieli w barwy 
pejzażu — słowem, uniesie je w świat ideału. Bo gdy 
w rzeczywistości okolica ta jest jedynie drobnym ułom- 
kiem cał^j powierzchni kuli, w oczach fantazyi te góry, 
skały, potoki, drzewa, krzewy i niebo do siebie należą, 
składają jedną eałość,jednąharmonią, są jednością oso- 
bną; wyłączają się tedy od ogółu natury, zrywają swój 
związek z resztą świata, i stają się od niego niezawi- 
słe, odosobniają się od rzeczywistości. A owa tajemni- 
cza świętość okolicy pokryje się własną barwą i ru- 
mieńcem, gdy w niej jakby czarem zaklęte przemie- 
szkiwać będzie wspomnienie historyczne z dawnych lat, 
gdy w niej staje domek, co obtulał kolebkę człowieka 
jasnej chwały, lub gdy imię ze starych czasów pokry- 
wa się mogiłą, drzemiąc pod ziemią , gdy ją zalegną 
pobojowisk lub okopów reszty, albo gdy jaka stara świą- 
tnica lub rozwalony gród wplata swoje wspomnienia 
pełne grozy w głosy natury. Przez okna rozpadłe i szcze- 
liny rozstąpione, widma i duchy naddziadowych lat pa- 
trzą w okolicę i spojrzeniem rzucają na nią urok. Bo 
co wiek zapracuje, przekazuje swym następcom, a naj- 
szlachetniejszy pierwiastek jego żywota wykwita w dzie- 
łach sztuki. 

Jak matka konająca zostawia z błogosławieństwem 
dzieciom pierścień z wizerunkiem Najświętszej Panny, 
by je strzegł od złego, tak przeszłość, w grobie zapa- 
dła, puścizną po sobie zostawia budowania swoje, stare 
kościoły i groby; są to klejnoty familijne każdego na- 

LitTY z Kr — T. L 33 



258 

rodu, co, idąc od pokolenia do pokolenia, stroi one czcią, 
boleścią i tęsknotą swoją. A gdy tej świętej puścizny 
ludzie we czci nie mają i płochą duszą jej odbiegną, 
natura bierze je w opiekę, niby opuszczone sieroty, i 
przyjmuje w objęcie nieskończonej, swej miłości, prze- 
obrażając je na własne dzieci;— nadaje im kształt swych 
skał, ckliwość ostrych linii, dzicrzgając po swojemu ścia- 
ny we fantastyczne formy, odziewa je suknią swych blu- 
szczów i mchów, a wieńczy wierzchołek starych mu- 
rów drzewem, jakby kwiatem wplecionym we włosy 
zmarłej dziewicy. Wtedy rozwaliny wychodzą z wła- 
sności ludzi, stają się natury dziedziną, jak te jej skały, 
te góry, obłoki i strumienie, a kto się ich teraz jeszcze 
dotknie świętokradzką ręką, grzeszy przeszłości zara- 
zem i przyszłości, i staje się swych współczesnych hań- 
bą. Gdy Lord Elgin rabował rozwaliny Partenonu w A- 
tenach, Minerwa-Athene, bóstwo opiekuńcze znieważo- 
nej świątnicy, wywołana lutnią Byrona, rzuciła klątwę 
na łupieżcę. U nas dość spojrzeć na klasztory gotyckie 
potynkowane, na obielone stare świątnice, na zniewa- 
żone grody niedowcipnemi pomysłami dzisiejszych dzie- 
dziców, aby przewidzieć, ii gdyby się jaki Byron zja- 
wił, przekleństwo nie na jednąby winną głowę spadło. 
Tak, aby pojąć ^aaturę^ aby posłyszeć jej westchnie- 
nia, trzeba ją widzieć i słyszeć oczyma i słuchem du- 
szy ; wtedy dopiero rzeczywistość przybierze na się 
duchowość ideału, odosobni się od codziennego życia, 
stanie się całością w sobie. 



Teraz atoli chciejmy postąpić szczeblem wyżej, i 
obaczmy, jak się stosuje pojmowanie nasze ideału do 



259 

wyższych przedmiotów rzeczywistości, do świata umy- 
słowego. Pójdźmy sobie od niższych do coraz wyższych 
stopni. 

O ile oblicze i postać człowieka zmienia się prze- 
chodząc z rzeczywistości w ideał, powiedzieliśmy wy- 
żej. Ale jeżeli już, jakem rzekł, ciało samo i postawa 
jego jest ducha wyrazem, więc też szaty pokrywające 
postać winny znów wyrażać postawę i uduchowienie jej. 
Gdy bowiem bezduchowa natura pejzażu zalana jest zo- 
rzą wyższego świata, więc też nieżywa istota szat sa- 
mych ma być przeświecona duchem gorejącym w po- 
staci człowieczej. Aby zaś postawa i ciało mogło się 
wyrażać w szatach, wypada, aby one nic miały własnej 
formy, ale były zawisłemi od formy ciała, co tylko dwo- 
jakim sposobem dziać się może: albo, aby suknie były 
opięte, to jest miały formy ciała samego, jak to np. su- 
knie średniowiekowe zachodniej Europy — albo też, aby 
szaty nie miały żadnej formy i były płaszczyzną bez- 
kształtną, jak to osobliwie widzimy w stroju rzeźb grec- 
kich. Tu szaty spadają własnym ciężarem bijąc fałdzi- 
stą draperyą, i stosują się do każdego poruszenia ciała. 
Tegoczesne suknie nasze, zwłaszcza męzkie, środek trzy- 
mające między strojem przylegającym a draperyą an- 
tyku, są dla sztuki najniesforniejszemi , bo mają niby 
formę swoją a przecież różną od formy ciała, więc ani 
wyrażają kształtu ciała, ani się układają w dra- 
perye. Przypatrz się np. rękawowi naszemu; — stosuje 
się on niby do ramienia i ręki , a gdy się przecież za- 
razem i fałduje, więc tćż ręka w nim przybiera kształt 
napuchłego potworu; — rękaw taki nie jest ani naturą, 
ani draperyą. A posągi przebrane w dzisiejsze nasze 



260 

surduty z klapami i całym przyrządem, fraki i t. p. są 
śmiesznością, dowodzą braku uczucia estetycznego. Do 
malarstwa, tworzącego swe dzieła na płaszczyźnie, po- 
dobne formy więcej się nadają , w rzeźbie zaś są nie- 
znośne. Przecież nawet i na obrazach te suknie, mia- 
nowicie nowożytne, ulegające wszelkim wymysłom ka- 
pryśnym mody, choćby malowane były przed niedawne- 
mi laty, wypaczają wizerunki osób w osobliwe dziwaki. 
Jeżeli atoli już suknie same , ono materyalnc oto- 
czenie osoby, winny być idealizowane, cóż rzec o eałem 
zmysłowem zjawieniu się figur, czyli to w sztukach, 
w malarstwie lub rzeźbie, czyli w poezyi. A jak odda- 
nie pęzlem wszystkich szczegółów figury, np. każdej 
zmarszczki, włoska i t. d. jest chybieniem celu sztuki, 
a nawet nigdy osiągnione być nie może, tak też w poezyi 
opisanie wyrazami wszystkich drobnostkowych szcze- 
gółów żadnego nie ma znaczenia: bo w sztuce to je- 
dynie miejsce mieć może , co służy do wyjawienia du- 
cha; te zaś drobnostki o tyle mogą wchodzić do sztuki, 
o ile są środkiem pomocniczym do oddania wewnętrznej 
muzyki duchowej. Tak np. figury, odmalowane mistrzow- 
ską ręką Walter-Skota, unaoczniają nam ducha ich; a 
zarzuty, czynione mu iż zanadto tonie w tych drobnost- 
kach, o tyle tylko słuszne być mogą, o ile te szczegóły 
stają się zupełnie obojętne i nie służą więcej do uwi- 
domienia nam duchowej strony człowieka. Góral szkoc- 
ki Walter-Skota staje przed duszą czytelnika niby żyw: 
jest to człowiek, którego dusza i ciało , kraj i suknie, 
z jednej sztuki odlane i do siebie należą. Podobną 
drobną rzeczywistością, odbywającą się powszednią ko- 
leją, są codzienne sprawy człowieka: spanie, jedzenie, 



261 

picie, ubieranie się. Patrząc na dramat, żądamy czy- 
nów i postępowania do wątku dramatu należącego, ale 
nie pragniemy bynajmniej , by figury dramatyczne od- 
dawały się przytem sprawom powszednim, wszystkim 
ludziom spólnym. A jak do teatru nikt nie chodzi, by 
np. w scenie wiejskiej widział wystawione nawozy przed 
chatą i kałużkę z kaczkami, tak też nie pragnie tam 
widzieć rzeczywistości naśladowanej w rubasznych oby- 
czajach, brudnej odzieży, plugawych piosnkach, uło- 
żeniu i giestach godnych kordegardy, choćby to wszyst- 
ko było jak naj naturalniej udawane. Nawzajem, ró- 
wnież jest przewinieniem pojmowanie odwrotne: jeżeli 
np. wieśniacy na scenie mówić i ruszać się będą, jak dwo- 
rzanie Ludwika XV. Powinno być uduchowienie ideału, 
zarówno jednak ma prawo indywidualność i prawda. 
Jeżeli zaś poezya lub obraz wprowadza codzienne 
czynności ludzi, toć iście nie dla tego, iż one są rze- 
czywiste, lecz dla tego właśnie, iż nadać mogą barwę 
i charakter figurom, oraz wyświecić indywidualność ich 
ducha. A co nie służy ku temu celowi jest w sztuce 
płaskiem, jałowem i nizkiem. Słyszę w myśli, iż pomi- 
jając obrazy obyczajowe wyższego rodzaju, przypomi- 
nasz mi w tej chwili onych Hollendrów, co to będąc 
arcymistrzami swej sztuki, wprowadzają nas w najniż- 
sze, ba, w najplugawsze sceny plugawego życia. — Ta 
sztuka tutaj zrzuciła pychę z serca, i awanturuje się 
po szynkowniach, kordegardach, karczmach, wśród dy- 
mów fajek gipsowych, wyziewów piwnych, hucznych 
opilców, rubasznych śpiewów, bijatyk, kart, dzbanów, 
kijów, krzyków, a przecież te obrazki jasnej sławy są 
klejnotami nieoszacowanemi każdej galeryi. 



262 

Patrząc się na te bamboccyady pełne fantazyi ocho- 
czej i kipiącej swawoli mistrza, przyznaję ci z serca, 
iz nie zasługują na to , by przejść około nich pogardli- 
wie i z góry się patrzeć zadzierając nosa. Albowiem 
pod ową swawolą a gburowatością wierutną ukrywa się 
inny duch prawdziwego geniuszu. Rzekłbyś, ze to naj- 
niższa rzeczywistość, — jednak przekonamy się, iż wła- 
śnie ich istotą jest oderwanie się od rzeczywistości i 
wzniesienie nad świat doczesny; zobaczysz , iz te ich 
obrazy i figury, przy całem zachowaniu prawdy i indy- 
widualności, pomimo że są ścisłą rzeczywistością a nie 
kłamliwym wymysłem fantazyi, są jednak istotnie idea- 
łem. Bo tez trzeba zrozumieć i lud ten, i ochotę jego i mi- 
strza, co zawtórował pęzlem życiu temu. Ba, nie jest 
to rzeczywistość goła, lecz poezya, śpiew radosny, śpiew, 
co z serc wykipią; jest to tryumf z odniesionych zwy- 
cięztw. Bo widzisz, ten ich kraj, co tak świeci schlud- 
nemi domkami ze szlifowanych cegieł, ślniących mo- 
siądzów i jasnych szyb, i miasta ich, co tak rześko pra- 
cują, handlują i myją się , zamiatają i płuczą od rana 
do wieczora , i sieć onę kanałów rozciągnioną po ich 
ziemi całej, i te majowe łąki, i lasy i gościńce; otóż to 
wszystko stworzyli ci sami Holendrzy, i syny ich, one 
proste gbury, co tak na obrazku hałasują, biją się, i piją 
i wrzeszczą. Oni kraj swój wydarli morzu, bo fale 
szturmujące ich ziemię złamały się o twierdze holen- 
derskiej tamy; piędź po piędzi ci ludzie zdobywali na 
oceanie ojczyznę swoją, i wzięli nad nim górę, i już się 
go nie boją i są panami jego. Gdzie było morze, tam 
stoją te karczmy ich, więc mają prawo do hulatykł w tych 
szynkowniach swoich. Aleć zaiste i ta wojna z Hiszpa- 



263 

nią, tak szczęśliwie skończona, dała powód do radości 
tej. Więc się tez ochotniej radują i swawolą : a któż 
im tedy za złe weźmie, że niekiedy i miarę przebiorą 
i skrewią dobremu smakowi. 

A i te mistrze, co te obrazki malowali, otóż i oni 
tak czuli, tak się radowali i spiówali. Masz np. AdTya- 
na Bratiicerj którego obrazy, będąc w Dreźnie, spotkaó 
po kilka razy mogłeś. Otóż on, młodym chłopcem bę- 
dąc, zaczął karyerę swoją od tego, iż uciekł swojemu 
mistrzowi i przystał w służbę doszynkarza w Amster- 
damie; a wolał koleżeństwo z hulakami i opilcami, niż 
ofiarowany sobie dom świetnego Rubensa: więc pił, faj- 
kę palił, malował, grał, bił się i hultaił, i znów malo- 
wał, a malował w karczmie i karczmę; a znać, gdy spoj- 
rzysz na jego obrazy, iż ta grubijańska opiła hołota 
jest jego przyjacielem od serca, że ona jest sobie z nim 
brat za brat. Ale w końcu zachorował z rozpusty i 
umarł w 32 roku życia w szpitalu w Antwerpii, gfdzie zo- 
stał pogrzebiony na cmentarzu zmarłych na dżumę. Ru- 
bens poszedł na grób niewdzięcznego ale drogiego ucznia, 
zapłakał rzewnie nad tym grobem, i bióduą trumnę jego 
z ziemi dostawszy sprawił mu pogrzeb uczciwy i po- 
chował w klasztorze 00. Karmelitów. 

Krótszą drogę obrał sobie Jan Steen, bo nie potrze- 
bował kojarzyć się z karczmarzami, gdyż sam został 
szynkarzem; — ale nie ubliżaj mu, nie dla zysku pienię- 
żnego on to uczynił, boby się to sprzeciwiało geniuszo- 
wi prawdziwego artysty, tylko tak sobie ze smaku obrał 
to powołanie. Lubił wesołe towarzystwo, kompanią 
ochotną , więc z nią pił, częstował się, a wypijał sam 
więcćj niż goście: więc zysku nie szukał. A gdy zabrakło 



264 

1 w beczkach wina, i w mieszku gotówki, wnet sobie 
poradził: bo namalował co tchu kilka obrazków, sprze- 
dał i znów hulał sobie. A podobno tak przehulał ży- 
cie swoje całe, i tak z kuflem je wychylił. 

Z grobu atoli tych hulaczów wyrosły nieśmiertelne 
kwiaty: ich sława i imię. Przecież tak ten jak i tam- 
ten drwili sobie z rzeczywistości i z siebie: byli to 
poeci i filozofowie, ale poeci i filozofowie osobnego ro- 
dzaju. Dla nich życie i rzeczywistość były Ostatnim 
Wtorkiem, maskaradą huczną, combrem tłustoczwart- 
kowym, na to dobre, by je przehasać , z dymem lulek 
puścić i przepić. A ze oni właśnie chwycili to życie 
karczemne z taką wysoką ironią, z taką kipiącą fan- 
tazyą, ze oni ten nizki świat tak genialnie pojęli, ze 
uchwycili poetyczność wśród onych pijackich dymów faj- 
czanych, wśród tej hołoty, toć dowodzi, że oni byli wyż- 
si od tego świata, który malowali, że górowali nad nim 
geniusrem swoim , i te właśnie ich czyni artystami, i 
to właśnie czyni te obrazki prawdziwemi dziełami sztu- 
ki. Patrz na te twarze, na te postacie na ich obrazkach: 
one zerwały z rzeczywistością , wesołość ich tak jest 
serdeczna, iż niby po za tą karczmą utonął cały świat 
z kłopotami swojemi. Wszystkie ziemskie wielkości i 
co tam się świeci, wszystko za izbą tą brudną przepa- 
dło; kufel i bójka , to dla nich perpendykuł świata, a 
fajka i śmiechy, to wszech rzeczy grunt. Dla tego też 
oni tak huczni, tak weseli, tak niezawiśli, żebyś rzekł, 
iż to bogowie światowładni Olimpu, zebrani w szynku 
na piwie. A największe złe, które te bogi sprawują i 
na co się narażają, są kułaki i guzy: a cóż to u nich 
złego? to frachy i roskosze ! Wszak i Homerowi bogo- 



265 

wie mieszają się do bitew ludzkich, nawet ciskają ua 
się kamieniami, a choe trochę zajęczą, toć znów w zgo- 
dzie zbićrają się w pałacu złotym Jowisza, piją sobie 
na zgodę nektar i jedzą ambrozyą. 

Otóż te prostaki holenderskie nieokrzesane, pełne 
grubasznych dowcipów, przyćmione wódką i piwem, sto- 
sowniejszym są przedmiotem dla sztuki i bliższym idea- 
łu, niż te wierutne a eleganckie urwisze, z gruntu serca 
przegniłe łotry, błyszczące świetnością w romansach 
francuzkich. 

W Monachium, w pinakotece masz podobnie owych 
sławnych uliczników hiszpańskich Murilla, słusznie bar* 
dzo stawianych w tym względzie za przykład. Na je- 
dnym obrazie dwóch gra w kości, trzeci bawi się z pie- 
skiem; na drugim. dwóch się zebrało, jeden zajada sma- 
cznie winne grona, drugi melon ; a taka na tych twa- 
rzach wesołość, takie zadowolenie z siebie i świata, że- 
byś rzekł, iż oni tego całego świata króle, albo naj- 
mnićj jakie sułtany, istoty z jednej sztuki, całe, nie- 
zależne od nikogo; nic ich nie obchodzi; a kłopot, a bo- 
gactwa, i świetność i dostojności, to bajką u nich. Ża- 
dna troska nie łączy ich z rzeczywistością, a dusze ich 
pełne swobody, radości, występują rumieńcem na lica: 
a po przez łachmany świeci wartka życia roskosz i poe- 
tyczne poniewieranie światem realnym. A Stachowie:^ 
tu już nie mówmy o fizyonomii, bo tćj nie ma w obra- 
zach Stachowicza. Kilka kresek, na przypadek i śmiech 
rzuconych, stanowi jego twarze; patrz zaś na kontury 
i zarysy jego figur, tu życie, tu prawda. Widzisz to 
krakowskie wesele, słyszysz głos cymbałów i dudy, 
i skrzypka, co sobie rznie od ucha, i krzesanie podk4-. 

ŁuTT z Kb.— T i. 34 



266 

wek, i brzęk kółek ii pasa; słyszysz, jak pan młody i 
drużby krzykają, a tak tćż tym parobkom i dziewczę- 
tom do serca, iz widać, że wierzą, iż nie majak oni 
na całej kuli ziemskiej, że oni nie tam lada jaqf tacy, 
lecz istotnie chłopcy Krakowiacy^ że to są ludzie do 
wszystkiego ; zapomnieli i te znoje swoje i te troski, 
a z głębi duszy swej wykrzykują i bawią się : i oni 
% rzeczywistego koła świata wyniesieni w świat poezyi, 
w świat ideału. Ale bo też potrzeba było znać Stacho- 
wicza. My, będąc dziećmi, widywaliśmy go jeszcze, jak 
sobie chodził w sutej sukmanie, z rogatą kipiastą w tył 
się mającą czapką , i z wysoką trzciną w ręku ; a do- 
pieroż gdy na processyi niosąc baldakim w całym swym 
blasku występował, patrząc się na ten świat takjasnem, 
tak miłującem okiem, że znać, iż nim się radością poił. 
A śmigał tćż pęzlem hożym i nagłym, a wszędzie też 
z równą ochotą, z równą pilnością malował : czyli to 
przyszło Woroniczowi ustroić ściany biskupiej stolicy, 
czyli salę Jagiellonów, czyli tćż na przedmieściu ubrać 
zewnętrzną ścianę karczmy figurami, choć wiedział, że 
wnet słoty i śniegi tę pracę jego spłókać miały: bo nie 
znał swćj wagi, ani swćj wartości ; co mu w sercu za- 
grało, to i wymalował. Nie znał Rzymu ni Drezna, Bóg 
sam byt jego mistrzem i nauczył jak pęzlem kreślić 
duszy obrazy, tak jak nauczył Drużbackę wiersze skła- 
dać. Za to też żadne słoty, żadne deszcze nie spłókają 
poczciwego imienia Stachowicza ze serca i pamięci lu- 
dzi. I w Album pana Piwarskiego wiele pięknych rze 
czy pod tym względem obaczysz. A co do poezyi, któż 
nie zabawił się temi obrazami prawdziwie flamandz- 
hićj szkoły, jak je skreśla w romansach swjch up. Di* 



267 

kens, którego pióro i figury tak jędrne i pożywne, 
jak ta ojczysta jego kuchnia angielska; albo Kock lub 
Kraszewski w pierwszej epoce autorstwa swojego. Praw- 
da że i w Kocku , i w początkowych powieściach Kra- 
szewskiego, znajdziemy obrazki » wielce « flamandzkie, 
toć przecież nie ma czego z pedancka moralizować nad 
niemi, bo lekkość pióra, żart, dowcip, humor, którym 
ci autor owie traktują przedmioty lekkoduche, paraliżują 
wszelki lekkoduchy ich wpływ. A byle czytelnik roz- 
śmiał się nad temi ich obrazkami, już wtedy komiczność 
w duszy jego przeważy i zobojętni wrażenia, któreby 
te płoche scenki mogły sprawić na umysłach młodszych 
czytelników. Wierzaj, że wiele zależy od sposobu wy- 
stawienia rzeczy i że ułomność ludzka, szczerze bez 
ogródki lecz ze śmiechem zrysowana , przejdzie bez 
śladu po niezepsutych umysłach, gdy nawet dwójzna- 
czność okazana przez magiczną oponę, oświecona całym 
bengalskim ogniem fantazyi, omami ,• odurzy i wzbu- 
dzi żyjące w sercu młodem demony. Lecz nawróćmy 
do naszego przedmiotu. 

Otóż i w malarzach hoUeuderskich i w Murillu i w Sta- 
chowiczu, w całej sztuce tu należącćj natura jest żyw- 
cem schwytana; jednak nie ta natura powszednia, mdła, 
codzienna, ułomkowa, lecz ujęta w swćj poetyczności 
stanowi istotę tych dzieł. Niezawisłość tych figur od 
rzeczywistego świata tworzy z nich istoty osobne, cał- 
kowite; nie są to zatćm ułomki życia, lecz całości.— , 
I tćm właśnie te figury różnią się od rzeczywistych, pi- 
jących Holendrów, uliczników i parobków krakowskich, 
iż patrząc się na tych w rzeczywistym świecie, znać jak 
im iycie cięży, że tam dolegliwości ziemskie z oczu im 



268 

patrzą, że tam na uich pozostało mnóstwo ułomności 
znamion, że życie ich jest powiązane i skrępowane nie- 
zliczonym tłumem stosunków, co jednoczą ich ze świa- 
tem rzeczywistym, którego oni są okruchami tylko. 
Przecież i my wszyscy biedni rzeczywiści ludzie na 
chwilę zapominamy o naszych troskach, o tych jukach, 
z któremi się przez życie wleczemy, — atoli to jest 
wrzkoma swoboda, bo w tych chwilach niby szczęśli- 
wych podobni jesteśmy do ptaka, którego rzeczywistość 
na długiej trzyma nitce, a tej iście nigdy się nie wy- 
mkniemy. Mimo jednak tej strony poetycznej w owych 
wspomnianych obrazach , są one żywą prawdą ; nie są 
to bezuzdnej fantazyi dzieła, lecz istotnie żywe Holen- 
dry, najrzetelniejsze uliczniki, istne Krakowiaki z ca- 
łą indywidualnością i prawdą. 

Widzisz więc w całym wątku listu tego, dotychczas 
pr zebicżonym , potwierdzenie pojmowania naszego o i- 
deale. Powiedzieliśmy, iż ideał jest pogodzeniem du- 
cha i rzeczywistości , iż on zrywa stosunki z docze- 
snością, że jest całością duchową w sobie, a przecież 
nie może być wymysłem samowolnym fantazyi, lecz 
zachować winien prawdę, indywidualność. Są to dw^ 
główne pierwiastki ideału, dwa jego konieczne warun- 
ki. A widziałeś zastosowanie ich , gdyśmy wspominali 
powyżej o portretach, jestestwach żyjących, okolicy, 
góralach szkockich, wystawie scenicznej, mistrzach ni- 
derlandzkich, Murillu i Stachowiczu; a dalszy ciąg li- 
stu tego jeszcze więcej nam tę istotę ideału unaoczni. 

Jeżeli już w tej sztuce obyczajowej, co w izbie cze- 
ladnej u piękności przesiaduje, rzeczywistość dla idea- 
łu nie wystarcza, temci mniej we wznioślejszych sfe« 



269 

rach sztoki. Jakoż opuszczając już obrazy i powieści 
obyczajowe wyższego rodzaju , zwracam uwagę na o- 
brazy starej szkoły niemieckiej i niderlandzkiej, na one 
arcydzieła, jakie nam zostawili upominkiem obaj van 
Eyckij van der Goes^ Messis, Sc/ioreel^ Durer, Hol- 
bein i tylu innycb — i jakie znaleźć możesz w zakry- 
styi naszego kościoła Maryackiego. Otóż ze słusznością 
zaiste tym starym Niemcom i Niderlandczykom zarzu- 
cają zbytnie trzymanie się rzeczywistości. Za pierw- 
szym rzutem oka na to koło apostołów i mężów świętych 
przez nich malowanych , znać , iż to żywe portrety; 
twarze ich jawnie niemieckie i wprost z życia wzięte, 
i w obraz postawione; ale również znać, iż to jakiś 
świat wyższy tchnął na te oblicza i zdmuchnął z nich 
prochy doczesne. A ten wyższy ich świat poznasz, gdy 
porównasz tych apostołów i świętych z fundatorem o- 
brazu , z człekiem świeckim, umieszczonym także nie- 
kiedy obok nich na obrazie. Choć on klęczy i ręce po- 
bożnie składa, i na twarzy pełen bogobojności, serde- 
cznego nabożeństwa i ducha chrześciańskiego, toć prze- 
cież znać, iż to jest człowiek, co się zżyciem ziemskiem 
zmierzył , a potykał się z niejednym trudem. 

Bo któż zaprzeczy, iż wiele np. twarzy w rzeczy- 
wistości, albo prawie wszystkie, zdołają wyrazić skro- 
mność, bogobojność, skruchę: mogłyby się tedy nadać 
do obrazu religijnego; — ale coż z tego wszystkiego, 
kiedy oprócz tej skromności, skruchy, bogobojności, te 
twarze wyrażają wiele innych jeszcze uczuć , pocho- 
dzących z ich rzeczywistego życia, z passowania się 
ze światem — nie mogą być tedy żywcem przeniesione 
w ideał; bo w nim to jedynie być powinno , co jest 



270 

ducha wyrażeniem; co nadto ^ jest niepotrzebne, a za- 
tem psujące całość. Trzeba tedy wynieść te figury 
z rzeczywistości, poprzerywać ich stosunki ze światem 
rzeczywistym, uczynić je niezawisłemi od niego. 

Co tu o obrazie i rzeźbie mówimy, stosuje się i do 
poezyi. Znajdziesz w historyi ludzi zdolnych być boha- 
terami w epopei lub tragedyi, a w życiu zwyczajnem 
spotykasz ludzi mogących być wybornie przedmiotem 
romansu lub komedyi: ale rzecz jasna, że przenosić ich 
w sztukę zupełnie nie można w tćj formie właśnie, jak 
Cl się w rzeczywistości podobają. W sztuce wyświe- 
cisz ich charakter poetyczny, podniesiesz ich do potę- 
gi, a obierzesz ze wszystkich czczych drobnostek, roz- 
palisz ich barwę właściwą ,czyniącą ich dla sztuki osno- 
wąv Anibym się ważył przeczyć, iż wiele jest dam, na- 
wet z tych, które mamy szczęście znać, mogących być 
z piękności swojej śmiało przeniesionemi w obraz, służyć 
za modłę jakićj Minerwy, Junouy, Wenus: ale cóż, gdy 
na twarzy tych rzeczywistych dam wiele jest jeszcze 
wyrazu, nie mającego najmniejszej styczności z błogim 
Olimpem. Cóż dopiero mówić o sztuce chrześciańskiej, 
gdy przyjdzie stworzyć figury świętych postaci? Czy- 
liż w obrazie up. Najświętszej Panny, tylko o samą 
piękność cielesną chodzi? a nie raczej o ducha, który 
oblicze Matki dziewicy prześwićca, co gore najczyst- 
szą miłością macierzyńską ku dziecięciu swemu, tudzież 
przejęta jest grozą uszanowania dla Boga swojego ; a 
uczucie niegodnej służebnicy i szczęśliwość niebiańska 
Boga-Rodzicielki waży się w tem obliczu nadziemskieni. 
Ta ducha niepokalanego wysokość jest wzniesiona po- 
nad gwiazdy i serce człowiecze i nie może się wyją- 



271 

wiać na twarzy niewiasty rzeczywistej, choćby najwyż- 
szych uroków, bo w tej, oprócz piękności, świeckie i 
światowe stosunki, cierpienia i roskosze, żale i nadzie- 
je ziemskie ciężkiem przeleciały skrzydłem. 

Widzisz tedy, iż ideał mistrza nie przebywa w tern 
pstrem a zmiennem kole zewnętrznego świata , on go 
z głębi swojćj fantazyi dobyć powinien. Czuł tę praw- 
dę ów kochanek a namaszczeniec najwyższej piękności, 
Rafael, co w liście do hr. Castiglione przy sposobności 
Galatei swćj taksie wyraża: »Iomi servo di certa idea 
che mi viene al mente.« — Zaprawdę, ta to idea jego 
niebiańska, w tajnikach jego istoty świecąc, zjawiła mu 
się przed oczyma duszy w postaci Boga-Rodzicy, odzia- 
ućj całym cudem niebiańskiego uroku, w postaci lek- 
kiej , powietrznej , zrodzonej z woni rajskich kwiatów 
i westchnień aniołów: a tak stworzone są Madonny je- 
go. Uważ, iż po wszystkie wieki ideał wypływa z to- 
ni ducha mistrza, bo zrodzony jest z głębi jego fanta- 
zyi : tak było i w świecie pogańskim , w sztuce grecr 
kiej ; patrz na on złoty piękności wiek Hellady, gdy 
Peryklesa, jakby gwiazdy jasne, otaczał wieniec wiel-: 
kich ludzi. Jedną z tych gwiazd był Phidias , którego 
duch, na olbrzymią miarę stworzony, ogarniał sobą ca- 
ły piękności świat. Cycero, ów Rzymianin, co pochylo- 
ny nieszczęściem kraju swojego, w szarćj godzinie ży- 
cia i ojczyzny, lubił marzyć o Grecyi i tęsknic obzie- 
rać się na lata tam spędzone w młodości swćj, temi 
słowami wyraża się o ideale i Phidiasu: » Już ja tego 
»me jestem zdania, iż w żadnym rodzaju nie ma nic 
»tak pięknego, nad coby nie można pomyśleć wyższćj 
»jeszcze piękności, której tamto jest tylko niby odbi- 



272 

»ciem i wizernnkiem. Ale t^j wyższej piękności, ani 
» oczami, ani słuchem, ani żadnym zmysłem dostrzedz 
»nie podobna: zdołamy ją tylko pojąć myślą i duszą. 
»Tak lubo zaiste nic doskonalszego widzieć nie można, 
»jak posągi Phidiasa i obrazy wyzćj przeze mnie wspo- 
»mniane, ale przecież w duszy jeszcze piękniejsze wy- 
» obrazić sobie można. Ani też Phidias, gdy tworzył 
» Jowisza lub Miuerwę, nie zapatrywał się na nikogo, 
» biorąc sobie go za wzór do naśladowania: lecz wdu- 
)»szy jego tkwiła najwyższej piękności modła jakowaś, 
»w którą się wpatrując, w którćj tonąc mistrz, ku niej 
•kierował rękę i sztukę swoją. « (*) Wyznaj, iż ustęp 
ten jest arcy ważny, i dla tego ci go w całości przy- 
toczyłem. Widzimy wyraźnie, iż owa » certa idea che 
mi viene al meute« Rafaela, i ta Cyceronowa czyli Phi- 
diasowa »mentc insidens species pulchritudinis quae- 
dam«, są zupełnie jedno i to samo, są ideałem. Przy- 
pominam ci tutaj owo wzniosłe stanowisko Platona, poj- 
mującego ideał jak przypomnienie duszy z olimpijskie- 
go żywota (ob. List VI). A Phidias, Rafael i Plato są 
zaiste powagą w państwie sztuki. Widzisz tedy, iż 
ideał nie jest zbiorem piękności porozrzucanej po wiel- 
kićj liczbie postaci rzeczywistych, ale że w całości 



(*) Sed ego sic statuo, nihil esse in ullo genere tam pnlchrum, 
quo non pulchrius id sit, unde illnd, ut ex ore aliquo, ąnasi imago, 
exprimatar, qnod neque oculis, neque auribas, iieqae nUo sensn per- 
dpi potest: cogitatione tantum et mente complectimnr. Itaque etPhi- 
diae simulacris, qnibus nihil in illo genero perfectius yidemus, et his 
picturis, qna8 nominavi, cogitare tamen possumns pnlchriora. Nec Te- 
ro ille artifex, cum faceret Jovis formam aut Minerrae, contemplałMi- 
tur ab'qucm, e quo similitudinem duceret: sed ipsius in mente inside- 
bat species pulchritudinis eximia quaedam, quam intnens, in eaque 
defixQ8, adilliut similitudinem artem et mannm dirigebat . (Cie. Orator) 



273 

z ducha wyrasta, ze jest zrodzeniem fantazyi natchiiio- 
Dej , że jest w zachwyceniu jej poczętym. 

Lecz jeżeli istotnie ideał jest rzeczywistością upro- 
wadzoną przez fantazyą mistrza w nadziemskie ducha 
krainy, jeżeli iście z tej rzeczywistości spadają okowy 
ciężkie rzeczy tutecznych, jeżeli ustaje i rozrywa się 
wszelkie pokrewieństwo z doczesnością, jeżeli ideał się 
staje osobną niezawisłą całością: więc niedziw, iż też 
do tych wysokości nie dochodzą westchnienia ziemskie, 
że tam nie zagości rospacz bez nadziei, ani boleść bez- 
denna. Dzieła sztuki, mówi Schiller, ideały, są to cie« 
nie i duchy tamtego świata, mieszkance niecierpiętli- 
we pól elizejskich. Więc już rozumiesz , iż wszelkie 
boleści rozdzierające serce, wszelka rozpacz i wszel- 
kie cierpienia bez granic, nie mają miejsca w sztuce. 
Ideał ma swoje cierpienia, i boleści i łzy: bo jest z rze- 
czywistości wzięty, ale one łagodzone są ducha po^ 
świata; a duch jest nieskończony, a duch jest nieśmier^ 
teiny, więc też i cierpienia i boleści zniweczyć go nie 
mogą. W życiu rzeczywistem człek upada pod brze- 
mieniem swych nieszczęść , wije się w prochu poniżC'* 
nia swojego, sęp boleści wbija w duszę rany nieskoń^ 
czonego żalu, serce pęka, i śmierć pełna rozpaczy koń- 
czy niekiedy żywot nasz. Lecz w ideale poprzez łzy i 
cierpienia świeci nieśmiertelna ducha szczęśliwość. Bo 
ideał jest rzeczywistością i duchem zarazem; w nim 
styka się doczesność i świat tameczny, znikomość i wie- 
kuistość; on nie podlega tedy boleści i nieszczęściu 
bez granic. 

Jak muzyka nie wyraża boleści krzykami , jękami 
szorstkiemi i przeraźliwym rażącym dźwiękiem, ale 

liiSTT z Kb.— T. i. 35 



47ł 

boleść ciężka, twarda, topniejąc tonami pełnemi cie- 
płej harmonii, rozpływa się rzeką melodyi tęsknej, rze- 
wnej; podobnie harmonia i piękność ideału uświęca bo- 
leść w innych sztukach wyrażoną, jako w malarstwie, 
rzeźbie i poezyi: jest to wielko -środowe kwilenie się 
płaczących aniołów nad śmiercią Syna Bożego w ka- 
plicy syxtyńskiej w Rzymie, gdy z każdym psalmem 
jedna z trzynastu świec na ołtarzu gaśnie, niby gasną- 
ce gwiazdy w przebitem sercu Matki Bolesnej. Spoj- 
rzyj na rzeźby greckie, a wszędzie znajdziesz, iź roz- 
pacz , skon i całe okropności , rozdzierające dusze rze- 
czywistych ludzi, w ideale miejsca nie mają. Nawet 
bardzo wątpliwą jest rzeczą, czyli usta otwarte same- 
go Laookona otoczonego wężami znaczą krzyk mniej 
szlachetnćj rozpaczy. A w tragedyach onych starych 
wieszczów greckich masz tego cudnej piękności przy- 
kłady; we wszystkich powiewa duch pociechy, a nie- 
śmiertelny wieniec spuszcza się z obłoków na skronie 
umierających bohatćrów. Rozumiem, że nic tak nie 
maluje pojmowania Greków w tej mierze, jak Oedipus 
w Kolonos Sofoklesa. Oedipus bez wiadomości obciążył 
się podwójnym grzechem, bo kazirodztwa i ojcobójstwa 
zbrodnią. Gdy prawda ta w całćj okropności swojej sta- 
nęła przed duszą jego, gdy wejrzał w całą otchłań nie- 
szczęścia, gdy od srogich synów z tronu wyzuty, wła- 
sną ręką dotknął się oczu swoich, wydarłszy je z ich 
stolicy, wypuścił z duszy jasny wzroku zdrój, i samo- 
wolnej ślepocie się poświęciwszy, wiekiem i okropno- 
ścią zsiwiały starzec, o kiju idzie w świat daleki, obcy, 
szukać przytułku. Początek naszej tragedyi zaczyna się 
właśnie od chwili, gdy Oedipus, na córce swej Anty- 



275 

gonie wsparty, doszedł świętego gaju poświęeouego Eu- 
menidom , onym boginiom pełnym zgrozy. Wątek jej 
zupełnie prosty, ale najwyższej piękności. W cieniach 
nocnych gaju tego jest wstęp do podziemnego państwa, 
kędy już nie ma boleści , a oddech tamtego świata chło- 
dzi cierpienia. Tu czekają go bogowie , by się z nimi 
i z sobą pojednał, i uprowadzają ze skwaru doczesne- 
go żywota w państwo nieznające łez. A gdy córki roz- 
paczają , iż w samotności na świecie zostać muszą, po- 
ciesza je chór, mówiąc: »Gdy łaską rozwiązały się koń- 
czyny żywota jego, uciszcie więc boleści glos. Wszak 
każdy tak snadnie w nieszczęście wpada !« — A Tezeus 
później dodaje: »Utulcie wołanie żalu! ani dzieci ubo- 
lewajcie nad ojcem, bo łaskawość świętą obtuliła go 
ziemią, a bezbożnością byłyby skargi i płacze. « Iście, 
śmierć bez cierpień i boleści, gdy człek pod skrzydłem 
bóstwa w inny świat się przenosi , jest najwyższem 
szczęściem, które człowieka na tej ziemi spotkać może. 
Tak w starożytnej literaturze , zwłaszcza w Sofo- 
klesie, znajdziesz nieprzebrane skarby tej wysokićj poe- 
zyi. A radbym tćż kiedy mieć sposobność porównania 
w tych listach moich Sofoklesa, największego wieszcza 
świata dawnego, z Shakspearem, największym poetą 
literatury chrześciańskiej. Tu atoli, nie zbaczając z o- 
snowy mojej, przypominam, jak Shakspeare, mając w tę- 
tnie i we krwi uczucie najwznioślejsze ideału, duchem 
swoim, jakby instynktem, odgadł i zrozumiał ducha 
przeczystej piękności, rzucającej kwiaty czarodziejskie 
na cierpienia okropności pełne. Tak w Romeo i Jutia^ 
w końcu, gdy już — już cała czynność śpieszy do roz- 
wiązania swojego, Romeo widząc Juliettę swoją w gro« 



276 

bowcu martwą i bez życia — powiada: »Bo ta spoczy- 
»wa Julia, a piękność jćj napełnia ten nocny śmierci 
»przybytek jasnością promienną. Gzyliz ludzie, sta- 
»nąwszy nad śmierci progiem, raz jeszcze rozweselą 
»sic radością? Świadkowie umiórającycb powiadają, 
»ze to jest niby ostatnia błyskawica w śmierci obliczu. 
»Och, jabym wesele to moje nazwał błyskawicą taką! 
»żono moja! Śmierć, co wyssała słodycze tchu twoje- 
»go, nie wywarła swćj potęgi na cuda uroków twych. 
»Ona nie odniosła jeszcze nad tobą zwycięzt\va; ozna- 
»ki piękności purpurem powiewają jeszcze na ustach 
»i na licach twoich. Tu nie posunęła się skonu chorą- 
»giew blada.... Tutaj ja zostanę i już nie opuszczę 
»tych ciemności pałaców, tu złożę ciężkie zwłok brze- 
»mię, i strącę jarzmo nienawistnych gwiazd z ciała 
» znękanego światem. Wy oczy, spojrzyjcie ostatniem 
^spojrzeniem! wy ramiona, weźcie uściśnienie ostatnie! 
»i wy usta, oddechu wrota, ucałowania waszego pie- 
»częcią potwierdźcie wieczny zapis lichwiącej śmier- 
»ei!« A w końcu dwaj ojcowie wrogich sobie rodzin, 
Capuktów i Monteków, nad ciałem dzieci podają sobie 
ręce; ich nienawiść spaliła rozpacz. Capuleł: » Bracie, 
podaj mi rękę bratnią « i t. d. 

A w Hamlecie^ gdy Hamlet umiera, Horatio powia- 
da: » Teraz pęka szlachetne serce — dobranoc królewi- 
czu drogi ! « W tych kilku a prostych wyrazach zebra- 
na^est cała treść życia i skonu. Tak, gdy opona zapa- 
dnie na ostatnią scenę tragedyi, każdy rzeknie: Wffko- 
nało sięy i położy kwiat na trumnie ofiary doczesności. 

Przypatrzmy się wszystkim wielkim mistrzom^ a 
wszędzie obaczym boleść uszlachetnioną, uzacnioną; bo 



\ <^ 



277 

chmury, słoty i pioruoy ciągną nad dolinami ziemskie- 
go żywota ; do jasnych zaś szczytów ideału nie docho- 
dzą ani słoty, ani chmury czarne, ani gromy piorunów, 
a ze suchego drewna krzyża cierpień doczesnych wy- 
rastają wonne niebios uciechy. Ale poezya, już dla sa- 
mej istoty swojej, może rozedrz^c tajnice uciech na- 
szych , bo je znów następnie ukoić i ułagodzić zdoła, 
bo płynąc rzeką swych harmonii unosi nas, to przez 
czarne i pełne zgrozy przepaści skalne , to znów wy- 
prowadza w promieniste szerokie doliny, lub przypły- 
wa w cienie gajów świętych, gdzie rozbolałe serce na- 
sze, jakby Edyp, jedna się z Bóstwa majestatem, co 
przebywa w toniach serca naszego. Rzeźba jednak i 
malarstwo , mogące jedną tylko chwilę uchwycić i tę 
już na zawsze w dzieło wcielić , trudniejsze mają po- 
wołanie. Żołdactwo i siepacze, otaczający Chrystusa 
Pana , we formie jak ich widzimy na dawnych obra- 
zach niemieckich, są jakby dźwięki przeraźliwe fałszy- 
wej struny wdzierające się w harmonią ideału. Naj- 
wyższy geniusz tu jedynie poradzić przedmiotowi tego 
rodzaju zdoła. 

W tej chwili przypominam sobie dwa obrazy jedne- 
go i tego samego mistrza; oba są arcydziełami Giro- 
dęta 5 oba po dziśdzień jeszcze zbierają w Paryżu tłu- 
my czcicieli około siebie, oba nam się za przykład na- 
dadzą. Jeden wystawia scenę z potopu, drugi scenę 
z Atali. W pierwszym wody zalały świat; na przodzie 
trup, kołysany igrą rozhukanych bałwanów; — samotna 
stroma skała stćrczy wśród oceanu — na niej wyrasta 
drzewo. Mąż w sile wieku, dźwigając na barkach swo- 
ich ojca strętwiałego starca, jedną ręką trzyma się 



278 

onego drzewa, drugą podaje młodćj i pięknej małżon- 
ce, przytulającej niemowlę do piersi swoich. Lecz syn 
starszy, chwyciwszy z przestrachu włosy matki, prze- 
chyla ją wstecz; — ona traci równowagę; małżonek 
z wyrazem okropności, natężając ostatnich sił, zatrzy- 
muje przepadającą żonę: wtem drzewo ciężarem nagię- 
te łamie się , — i cała ta gruppa osób już , już spada 
w otchłań przewalających się fali. Jest to scena wstrzą- 
sająca sercem do dna, i, mimo mistrzowstwa swojego, 
rani duszę dźwiękiem przeraźliwym i pełnym okropno- 
ści. Wręcz przeciwne wrażenie sprawia drugi obraz 
GirodetUy wystawujący pogrzeb Atali. Widz postawio- 
ny niby w jaskini ciemnej, obliczem do jój wchodu obró- 
cony; na przedniem tle, pod jaskini sklepieniem, wy- 
kopany grób. Ghaktas i pustelnik, spuszczają ciało dzie- 
wicy w łono ziemi. Młodzieniec, roztopiony cichym we- 
wnętrznym płaczem, przytula twarz swoją do kolan 
umarłój kochanki, a starzec w niemej boleści cofnął 
w głębie duszy serca smutek. A w dali , na jasności 
lasem obrosłego pagórza, świeci krzyż , — koniec bole- 
ści wszelkiej. 

Znasz zapewne » zaśnięcie Najświętszej Panny «, tak 
pełne słodyczy arcydzieło Schoreela; tu we figurach 
naokoło stojących nie ma rozpaczy; albo się wpatruj 
pilnie w ołtarz wielki Maryackiego kościoła i podzi- 
wiaj tę świętość i błogość figur otaczających Boga- 
Rodzice, co, chyląc się ku ziemi snem znękana i to- 
nąc w marzeniu anielskiem, porzuca życie doczesne. 
Radbym iście mieć jeszcze sposobność pomówienia z to- 
bą szeroko o tćm niedościgłem dziele sztuki. 

Sztuka oddycha na wysokościach, kędy nie docbo- 



279 

dzi okropność ziemskiego żywota: tu nie dosłyszysz krzy* 
ku rozpaczy bez końca. W komedyi nawet, kędy prze- 
cież jedynie o żarty chodzi, rzecz nie powinna się roz- 
wiczywać zponiewi^raniem zupełnym figur. Tu komi- 
czność, a wcale nie obracanie w śmieszność, nie szy- 
derstwo, drwiące sobie kosztem drugich, miejsce mieć 
może; bo komiczność, lubo wykazuje obłąd ludzi, prze- 
cież unika zniweczenia zupełnego figur swoich. Potrze- 
ba, żeby figury komedyi, choć się przekonają o swćj po- 
myłce, ostać się jeszcze w sobie mogły, żeby zdołały 
przenieść na sobie i przetrwać przeciwny im obrót rze- 
czy. Ztąd wynika , iż ludzie z gruntu źli i ladaco nie 
mogą być nawet i w komedyą wprowadzeni. Komiczność 
bynajmniej nie na tem stoi, by zgnębić, zetrzeć złośli- 
wość i brudy moralne , lecz raczej na tćm, by wykryć 
sprzeczność w jakiej się niekiedy stawia indywidualność 
człowieka z prawdą ogólną lub rzeczywistością. Naj- 
wyższym przykładem komiczności jest Don Qinschoł; 
tu ciągle występują te sprzeczności: wszelako, wśród 
zawrotów umysłu i mgły obłąkania, strzela błyskawi- 
cą światło szlachetnej i zacnej duszy. A dopićro ów 
nieporównany Sancho^ co jakby odwrotnym biegunem 
pana swojego i wręcz jemu przeciwny będąc, jest naj- 
genialniejszem dopełnieniem, bo stroną odwrotną jego. 
Nie tu miejsce, bym rozbierał istotę komedyi i ko- 
miczności; podam tylko dwa przykłady z naszego Fre- 
dry. Któż nie podziwiał arcydzieła jego DawyiHuzary? 
Otóż pan Major, pan Rotmistrz i Grzegorz, wygadują 
naprzód na małżeństwo i kobiety, pod niebiosy wyno- 
sząc stan wolny iroskosze jego: niebawem zjazd panny 
Zofii, panny Anieli i Fruzi, miesza szyki Huzarom. 



280 

Każdy z tych panów staje w sprzeczności ze sobą sa- 
mym i widzi śmieszność swoją i błąd, iż nastawal na 
małżeństwo jako prawdę ogólną, bo huzary kochają się, 
chcą się żenić, i w tćm druga pomyłka: bo w ich znów 
wieku małżeństwo staje się niedorzecznością. Komiczny 
zbieg okoliczności, wyrazy starego Remby, stawiają ich 
w końcu powtórnie w położeniu komicznem względem 
siebie samych; jakoż poznają znów sprzeczność między 
postanowieniem swojem a rozsądkiem. Wracają więc do 
rozumu, widzą pomyłkę swoją i pobłądzenie: ale choć 
ich prawda zwyciężyła, nie zabolała ich do żywego; zno- 
szą ją wesoło i z lekkiem sercem żartują sami z sie- 
bie. Tak gdy pełni radości cieszą się z sobą i śmieją^ 
a pani Orgonowa wchodząc pyta się: »Cóż tu za wi- 
waty ?« Rotmistrz wesoło odpowiada: » Obchodzimy 
powrót rozumu !« A zacny Major kończy rzecz całą 
zarysem pełnym szlachetności. Przeciwnie wkomedyi 
Odludki i Poeta rzecz inaczej ułożona: bo rozwięzuje 
się na tem , iż Czesław z twarzą zmartwychwstałego 
staje się dobroczyńcą młodych kochanków, a Astolf, dru- 
gi odludek, smętniejszy jeszcze, powiada : 

jySam, sam jestem na świecie, postrzegam w tćj dobie, 
Ten równie nieszczęśliwy pociechę otrzyma, 
Dla mnie tylko natura i uśmiechu nie ma. 
Koni 1 bo sobie w łeb strzelę I „ (odchodzi) 

W tem wszystkiem przeto nie ma nic komicznego, 
jak mi sam przyznasz; ten Astolf to człowiek moralnie 
zabity, wskroś zniweczony. Mniejsza atoli już o odludku. 
Im więcej wpatrzysz się i wczytasz w dzieła Fredry, tćm 
coraz nowych dostrzeżesz skarbów prawdziwćj komiezno- 
ści; i zaiste nie wiedzieć co w nim więcej podziwiać, 



281 

czyli tę jego głęboką znajomość świata , życia i serca 
ludzkiego, czyli też mistrzowskie użycie tych nabytków 
i prawdziwie artystyczne ich powiązanie. Myślę że i 
najbogatsza z literatur europejskich jeszcze mogłaby się 
poszczycić pisarzem, jakim jest Fredro. 

Otóż rzuciłem ci główne zarysy istoty ideału w ogól- 
ności uważanego. Ale ta istota jego winna być zasto- 
sowana do oznaczonego dzieła: wymaga tedy okrćśle- 
nia w szczegółach. 

Zradza się zatem tutaj przede wszystkiem pytanie, 
w jakich różnych sferach mistrz może znaleźć ideał 
swój? Jak stwórcza siła wiekuistego Ojca objawia się 
w błyskawicznych pomysłach wielkiego człow^ieka, i 
w drganiu proszku zawieszonego na słonecznym pro- 
mieniu, tak twórczy duch mistrza uobecnia się równie na 
najwznioślejszych ducha jaśniaeh, jak na zapadłych po- 
niżach natury; wszędzie zdobywa sobie swój przedmiot 
i wszędzie zatyka sztandary zwycięztwa i podbojów swo- 
ich. A ztąd powstają różne sztuki stopnie. 

W świecie dawnym nic ma jeszcze wyraźnego sto- 
pniowania między sztuką; bo tu rzeczy Boskie i ludz- 
kie zwinięte z sobą drzemią, a świat wiekuisty i docze- 
sny jest nierozdzićrzgniony z pierwotnej swej jedności; 
człowiek przez sen swych zmysłów marzy, a Bóstwo 
z łona ziemi przemawia wyroczni ustami; Olimp we- 
sołą drużyną swych Bogów otacza młodzieńczą myśl 
świata. Tu człowiek nie doszedł jeszcze do rozróżnienia 
rzeczy niebieskich od ziemskich, nie doszedł do wyra- 
źnego poznania różnicy między sztuką religijną a świa- 
tową; ta różnica zrodziła się dopiero, gdy umierający 
Bóg spojrzał z wysokości krzyża na świat. Świat po- 

LiSTT z Kb. — T. I. 36 



282 

ruszył się w swych posadach, a z objęcia seuo^go zmy- 
słów wywinęła się swoboda ducha i sztuka Religijna. 
Bo jak na powiewy wchodzącego ciepła i światła za- 
dygocą drzewa i gałęzie i wszystkie liście boru, tak my- 
ślą o Bogu zadygocą i drgają serca wszystkich ludzi, 
wszystkich narodów i wieków. Bóg słyszy i rozumie to 
serc drganie, i mowę wieków i wszech ludów westchnie- 
nia, a świat modli się Bogu najzacniejszemi swej sztu- 
ki dziełami: bo sztuką Religijną, uzmysławiającą świę- 
tość. Ale Bóg-Ojciec, Bóg przedwieczny i bezcielesny 
króluje na wysokościach niedościgłych dla sztuki, a ideał 
poczęty w duchu człowieczym, choć nieśmiertelnem 
skrzydłem wzgórę się ma, przyciśniony atoli postacią 
zmysłową ziemską daremnie pracuje, by się wzniósł do 
Bożej stolicy na najwyższem niebie. Lecz Bóg-Syn, Bóg 
wcielony. Zbawiciel, zstąpił ze szczytów wieczności, 
przybrał ciało, a ideał sztuki stworzył wizerunek Boga- 
Gzłowieka. Na miejsce bogów, co rozpłynęły się obło- 
kiem, zajaśniała wśród ludzi postać Królowej niebiań- 
skiej, i koło mężów, niewiast duchem Bożym natchnio- 
nych, i postacie świętych, apostołów, uczniów, męczen- 
ników pańskich; a na miejscu oniemiałćj juz wyroczni 
zabrzmiały jasne proroków usta i rzewnością zapłakały 
hymny i psalmy święte. 

Ghceszli wiedzieć i czuć, czem jest sztuki świętej, 
religijnćj majestat?— wstąp do przybytku katedr naszych 
katolickich, ale wstąp z sercem pełnem wiary. Tu w je- 
dno ognisko zebrane, na co tylko sztuka najwyższa zdo- 
być się może. Jak niemowlę przejmuje się dreszczem 
radości, gdy głos matki usłyszy, tak dusza zadrży tę- 
sknotą wiekuistości, gdy ją tutaj owieją tehy innych 



283 

światów. Tu słupce i kolumny śmiałym strzałem ula- 
tują ku niebu, niby modlitw kamiennych oniemiałe na* 
bożeóstwa, a rozwijając się u szczytów jakby gałęzie 
palm pokoju, łączą się z sobą sklepienia łukami; a 
w przestrzeniach tych wysokich, rozległych, niby szep- 
ty liści gaju, unoszą się uskrzydlone westchnienia i ci- 
che płacze ludu. Przez wyniosłe okna i malowane szy- 
by, grą tysiącznych promieni wpływa światło niebios 
rozlewające się oceanem po świątnicy, i bije falami 
wszystkich tonów jasności i cieniów i szarą pomroką 
wieczora, a łamie się, świeci i cieniuje po gankach wy- 
soko zawieszonych, dzierganych, fantastycznych kamien- 
nych gzymsach Jest tu wizerunek rozmaitości i ładu, 

poetycznej fautazyi i harmonii. Pokój pański zstąpił 
w ten przybytek i w serce ludu korzącego się Bogu. 
Rzekłbyś, ześ stanął w przysionku wieczności; uciechy, 
boleści i nadzieje doczesne, wszystko w duszy umilkło. 
A ważenie się uczuć naszych , co wiecznie się w naS 
kołysze, teraz się przechyla; szala rzeczy ziemskich to- 
nie w zapomnieniu, a szala rzeczy niebiańskich wznosi 
się wiekuistości nadzieją. — Słuchaj : jęknął grzmiący 
organów głos; chór zabrzmiał hymnem i psalmem na 
chwałę Panu na wysokościach, a Pan przybywa na wi- 
chrów i piorunów wozie; toczy się muzyka i śpiew jakby 
bałwany rozkołysanej powodzi świata, a napełnia prze- 
strzenie wszystkie, odbijając się o sklepienia, łuki i 
słupce wzniosłe. S^ątnica pełna głosów, — to wzdy- 
chają, sączą się , k)¥ilą pieśnią tęskną , to znów rosną, 
wzdymają się i kołyszą burzą i gromem. A w tych gło- 
sach słyszysz modły, prośby natury cał^j i miryadów 
ludzi, i tych co byli, i są, i co będą. Tu czas stracił' pa- 



284 

nowanie , tu wieczność osadziła stolicę swoją. Z pod 
ostrołukieh sklepień głowy słupców zadumane patrzą 
się na klęczący lud. Na wysokości ołtarza rozpięty Chry- 
stus Pan, obliczem pełnćm miłosierdzia rozgrzćwa na- 
dzieją i miłością duszę, roztapia najtwardszych serc 
mrozy strumieniem łez; z nisz i ze ścian świętych ja- 
śnieją malowane obrazy i wymowne postaci niemych 
posągów, co marmurowemi ustami przemawiają o taj- 
nicach wiary, o głębinach niezbadanych ducha czło- 
wieczego i przeznaczenia świata. Tu na tej ziemi ży- 
jesz a widzisz postaci niebiańskie, zaglądasz w życie 
nieśmiertelne, widzisz je cielesnemi oczyma swojemi 
i słyszysz słuchem twojego ciała. 

Zaiste, tac jest wszechmocna potęga sztuki religij- 
nej, bo ona jest szczytem sztuki wszelkiej. Gdy bowiem 
w sztuce wyraża się nieskończoność i bezwzględna praw- 
da pod postacią zmysłową, więc też sztuka religijna 
uzmysławiając najwyższą nieskończoność, to jest Boga 
samego, staje się zarazem najwyższym sztuki szcze- 
blem. Ideał tu jest w najwznioślejszej swojej sferze. 
Lecz sztuka religijna, jedynie na gruncie wiary serde- 
cznej uróść i rozkwitnąć może; gdzie tej nie ma, nie ma 
też sztuki religijnej. Protestantyzm zrodzić jedynie sztu- 
kę historyczną zdoła ; a gdy we Francyi lampa wiary 
się wywróciła, sztuka zajęła się ubóstwianiem, apoteo- 
zą człowieka wieku: piastą jej i^ł się Napoleon. 

Jak słońce jasność swoją nie p% samem tylko niebie 
rozlewa, i na niem zapala gwiazdy niby świece w przy- 
bytku bożym, lecz i na ziemię spływając, gore na szczy- 
tiich alpejskich, a ztamtąd tonąc w zafiadliny ziemskie, 
zazićra ciasuem okienkiem pod nizką strzechę cztowie* 



285 

ka; tak i ideał zstępuje na ziemię i stwarza sztukę świa- 
tową. Gzem są w sztuce religijnej męże święte, duchem 
bożym natchnione, tem w sztuce ziemskiej są wielcy 
ludzie, wielkie figury historyczne, mające już jasną wie- 
dzę tego, co w reszcie świata spoczywa jeszcze bezwia- 
domie na dnie serc wszystkich, jakby ziarno przyszłej 
historyi. Takie figury w dziejach świata wyobrażają 
w swej osobie narody całe i całe wieki: a co w innych 
ludziach jest dopiero boleścią, nadzieją mglistą, uczu- 
ciem, mdłym instynktem, u nich staje się myślą, potę- 
gą zgadującą czasy, co idą, pojmującą pulsa wieku i bę- 
dącą wyrocznią świata, tudzież wolą silną, działającą, 
Albo też ideał chwyta ludzi wielkich charakterów, w któ- 
rych potęgą się wzmogła jedna z ciężkiej wagi prawd, 
jako: chęć sławy, przywiązanie rodzicielskie, synowskie, 
cześe dla prawdy i słuszności, miłość, przyjaźń, i tym 
podobne prawdy poruszające serce człowiecze, a którym 
się owe wielkie charaktery poświęcają i życie za nie 
dają. Tak psalmy, hymny kościelne, obrazy i rzeźby 
święte, zamieniają się na dzieła sztuki światowej, na 
ody wzniosłe, na epopeje, tragedye, na posągi i popier- 
sia czczące pamięć ludzi jasnej chwały. Tu należy tak- 
że malarstwo historyczne, będące apoteozą wielkich 
mężów i wielkich czynów. Podobnie muzyka kościelna, 
święte oratorya, w sztuce światowej stają się arcydzie- 
łem' muzyki scenicznej i opery, lub pieśnią poruszającą 
państwa całe i ludy, (jak RiUe Britania^ — Oode save 
the king). A architektura katedr i świątnic zamienia 
się tutaj na budownictwo świeckie, dźwigające grody, 
pałace rządowe, gmachy publiczne, teatra, galerye, bi- 
blioteki, akademie, które kraj cały na chwałę swoją 



286 

stawia. Te są zjawienia ideału w sztuce światowćj. 
Lecz sztuka ta ma jeszcze iuiie poniższe szczeble, bo 
nawiedza poziomą sferę życia codziennego i prywatne- 
go, w którem architektura stawia skromne dworki, dom- 
ki sielskie, szałasze tatrzańskie, dzwoniące altanki chiń- 
skie, mosty ogrodowe, domy schludne po miastach. A ma- 
larstwo stwarza obrazy obyczajowe, bamboccyady nider- 
landzkie. Poezya zaś tej sfery staje przed nami w kształ- 
cie romansu, powieści, komedyi. Rzeźba stawia nagrob- 
ki, pomniki przyjaźni i t. d.; a Muzyka zawtóruje we- 
sołym pieśniom i przygrywa tanom hożym. 



LIST Z. 

Stciat wiaictwy dla Mealu^ Syiuacya^ 

MŁoiUzya^ Dofiaianie^ Pathos — Cha^ 

rahier. 

stan społeciny stosowny do ideału.— Dileje Polski. — Murdelion Racikow- 
skiego— Świat sielankowy— Wiesław Brodilńsklego I stany slelankane pol- 
sey.—B. Zaleski, W.PoL—Csasy bohaterskie firecyi.-Wiekl romantyeine. — 
Cooper — Walter-Skot— Romanse morskie, powleśel ukraińskie. 

Dsialanie ideałów.— Sytnacya.— Panteony chneścUańskle.— Indye i Egipt.— 
Figury le sytuacyą spokojną.— Priykłady i rieiby kiassyeinej i nowocie- 
snej.— Hałgonata we Fauśeie.— Julia Shakspeara.— Rolliiya.— Powody 
które wywołają kolliiyą — Powody pnyrodione.— Iphigenia, Hiob, Prome- 
tkeos, 4Msinodo.-]lebeka Walter-Skota, Ofelia. - Kolliiya wywołana ciy- 
nem.~ P«tfgi porywające eiłowieka do diiałanla — prsykład na tragedyl: 
Romeo i Julia Shakspeara. 



Złe.- Powody diiałanla w sitnce.- Patkos.- Miłość.- Charakter.— Aehll- 
les— Romeo.— Wallenrod. — Hokort Pola, Ks. Radli wiłł Rzewuskiego i 
Chodśki — Kraszewski i Roneniowski. 



Pośegnanie eiytelnika. 

1 ewiiego razu, właśnie pod chwilę wieczorną, okoto 
kopalni Falunu w Szwecji powstał znienacka ruch nad- 
zwyczajny. Kohiety, dzieci, górnicy, starcy, ożyli ja- 
kimś pośpiechem , zbiegając się zewsząd hałaśną ciżbą 
i rozprawiając z sobą — a wszyscy zbierali się w jedno 
miejsce, jakby wspólne ognisko sw^j ciekawości i trwogi. 



288 

Niesłychane jakieś dziwo przydarzyć się musiało! Bo 
zaledwie te głośne tłumy stanęły kołem, a juz każdy, 
cofnąwszy głos w siebie, umilkł zgrozą i podziwienieni, 
i niemy wpatrywał się w osobliwe zjawienie. Wśród 
koła osłupiałych cichych widzów, spoczywał leżąc na 
murawie młodzieniec, niby głębokim snem uśpiony: 
odziany był obcym strojem, nieznanej twarzy. Nikt 
nie zaznał tych rysów jego i tej młodocianej postaci: 
odzież i bielizna świeża, nowa — a ciało było miykkie 
w dotykaniu. Znaleziono go na dnie trzysta stóp głę- 
bokiego szybu, gdzie wody siarkowo-metaliczne prze- 
siąkły ciało jego i ochroniły od zepsucia. Z ciemnicy 
podziemnej wyniesiony na jaśnią dnia, zadziwiał zja- 
wieniem swojem ; późne, jemu obce, pokolenie nie za- 
słyszało nawet podaniem o tem nieszczęściu biedne- 
go górnika. On, co do imienia nawet wygasł w pa- 
mięci ludzi i umarł nawet w ich mowie; teraz leżał nie- 
poznany, zimny, martwy, niezrozumiany wśród cudzego 
mu świata; postać jego w źadnem sercu nie zbudziła juz 
wtórujących dźwięków, w żadnej duszy nie odezwał się 
współczucia głos. Sam jeden, spokojny i niemy wśród 
żywej społeczności ludzi, co teraz głuchym i przytłu- 
mionym szmerem obstąpiła go ciekawą gromadą. On 
był zaiste towarzyszem młodości ich dziadów. — Ale gdy 
już cichym szeptem nawzajem się pytają, ktoby mógł 
być ten młodzieniec, kiedy daremnie badają wspo- 
mnień starców zgrzybiałych — patrz, jakaś matunia na 
kulach, złamana wiekiem, okryta bielą późnej siwizny, 
chwiejąc się, drżąc, przydźwiga się wiedziona natchnie- 
niem niewypowiedzianego przeczucia. Z lękiem w ser- 
cu , z nadzieją i boleścią w oczach, już przecisnęła się 



289 

przez widzów grono — topi wzrok przygasły i duszę 
w bladem obliczu martwego młodzieńca. Znagła te jćj 
omdlałe oczy zatHły się błyskawicznym ogniem, z naj- 
głębszego duszy dna wystrzelił rumieniec na twarz, i 
z jękiem, w który się cała jej przeszłość wcieliła, rzu- 
ca się na umarłego młodzieńca , pokrywa zimną twarz 
jego gorącćm pocałowaniem i rzewnemi łzami bolesnćj 
radości. — To jest narzeczony jej! to jej kochanek! — 
On przed pół stuleciem był jej zaślubiony, i właśnie przed 
samemi godami weselnemi zginął gdzieś z powierzchni 
ziemi. Nikt wtedy nie przeczuwał, iz młody górnik sa- 
motnie spuszczając się w otchłanie * kopalni zapadł się 
w jej głębiach. Cały świat go zapomniał, atoli pamięó 
jego gorzała jasnym płomieniem w sercu kochanki; — » 
ona przez pół wieku dochowała mu wierność i miłość 
rzewną. Tak nadzwyczajna ta para kochanków, znów 
po latach piędziesięciu obchodziła złote wesele swoje. 
On młody i piękny, jakby w poraniu żywota swojego — 
lecz zimny, martwy, bez czucia i niemy; — ona zgrzy- 
biała, nachylona ku ziemi, lecz z ciepłem i bijącćm 
sercem, pełna życia, pełna jeszcze gorącćj miłości i 
tkliwego kochania. 

Podobnie, drogi przyjacielu mój, jak ten górnik bie- 
dny, tak postać idealna będzie niezrozumiałą, martwą, 
umarłą, gdy się znajdzie w obcym i niestosownym dla 
siebie świecie. Ideał, poczęty w tajnikach fantazyi mi- 
strza, i z tych świętych głębin wyniesiony w cudzy świat, 
w cudzy wiek i społeczność obcą, wzbudzi jedynie nie- 
me podziwienie, będzie gościem z innego świata; nikt 
go nie pojmie, nikt go po imieniu nazwać nie zdoła, nie 
wzbudzi w nikim współczucia, żadnego serca dźwięk nie 

Listy z Kb.— T. I 37 



290 

połączy go z tym światem obcym; będzie dla wszystkich 
umarłym, głuchym i niemym. Jednak dusza mistrza 
go pozna — on dla nićj nie będzie obcym; ona sama 
wśród hidzi dochowa oblubieńca zarysy i uświęci kocha- 
nie swoje uściśnieniem gorącem, bo on jćj zaślubiony 
z dawnych lat; ona dochowała mu wierność i miłość 
rzewną, i wśród obcego świata odprawi z nim złote we- 
sele swoje (*)• 

Zważ — czylizdość aby figura poetyczna, aby ideał 
wystąpił z ducha mistrza pełen piękności? Gzyliż nie 
powinien mieć jeszcze za tło swoje, za grunt żywotny, 
świat dla siebie stosowny, świat idealny? A czyliż ka- 
^. zdy wiek, każdy kraj i społeczność każda jest stosow- 

^ nem otoczeniem i ramą dla ideału? Bozwiązanie py- 

tania tego bez trudności nam się wyświćci, skoro przy- 
pomnimy sobie z listu zeszłego istotę ideału. Wszak 
powiedzieliśmy tam sobie, iż do ideału głównie należy, 
aby był całością w sobie zupełną i odosobnioną, aby 
zatem nie był wiązany stosunkami do rzeczywistości, 
aby nitki zewnętrznego świata nie krępowały swobody 
jego duchowej. Winien tedy być w takim osadzony świe- 
cie, w takim stanie towarzystwa , któryby nie wiązał 
stosunkami osobistej swobody człowieka, któryby nie 
krępował zupełnego rozwinienia indywidualności poje- 
dynczych. — Potrzeba tedy dla ideału taką wynaleźć rze- 
czywistość otaczającą go w koło, aby był zupełnie jiie- 
zawisłym, aby cokolwiek czyni, czynił przez siebie, bez 



(*) Zdarzenie to jni często Tvicrezem i prozą opowiedziane zostało. 
Fr. Ho£&nan na j^j tle rozwinął jedną z najpiękniejszych powieści swo- 
ich. Łeonhard w tomie III. swćj Geologii przytacza napis grobowy tego 
górnika. Ja posaedłem za Schubertem. 



291 

wpływu obcego , a nawzajem, żeby ua siebie samego 
brał skutki swojego postępowania i odpowiedzialność 
za czyny swoje. Bo gdyby działał nie wedle siebie, ale 
wedle obcego natchnienia i okoliczności, juźby te czy- 
ny jego i skutki ich w części tylko od niego zależały, 
a on sam byłby tędy jedynie czćmś cząstkowem, czemś 
ułomkowem, a nie jedną całością w sobie skończoną. — 
Widzisz tedy, ii ten świat tylko będzie poetycznym i 
stosownem otoczeniem dla ideału , w którym człowiek 
może ruszać się, żyć, działać i walczyć ; i gdy wypa- 
dnie, legnąć nawet wedle woli a przekonania swojego. 
Atoli nie każdy naród ani wiek jest objawieniem tako- 
wego staliu. 

Oto — welnaprzykład dzisiejszy prozaiczny stan Eu- 
ropy cywilizowanej. Czyliź nawet pomyśleć można, aby 
mistrz stwarzając figurę pełną poezyi, a pełną poezyi 
w myślach, uczuciach i czynach, mógł ją postawić w sta- 
nie społecznym, w jakim żyją kraje oświeconćj Europy? 
Gzyliż nawet przypuścić można, aby tutaj ktoś mógł 
postępować zupełnie wedle własnego natchnienia swo- 
jego, nie obzierając się w koło siebie i nie mając wzglę- 
du na żadne stosunki z rzeczami i ludźmi, i sam' w czy- 
nach swych być całością w sobie zamkniętą i odosob- 
nioną od rzeczy wisości, w której żyje? — Jest to zgoła 
niepodobieństwem. Bo zważ, im kraj na silniejszych 
dżwigniony podwalinach, im ukształcenie ogólne jaśniej- 
szym dniem zalało umysły wszystkie — tem też silnićj 
ustalony ogólny porządek rzeczy, tem też liczniejsze i 
mocniejsze są węzły łączące ogół i wszystkie indywidua 
z sobą — cały organizm kraju składa ścisłą całość. Tu 
nie tylko prawa, ustawy, przepisy, prawidła rządzą, lecz 



•192 

również wielką, a może większą powagę jeszeze mają 
obyczaj, zwyczaj, zdanie ogólne, formy towarzyskie, a 
nawet moda. Tu wszystko, tak najważniejsze życia spra- 
wy, jak rzeczy najdrobniejsze wzięte są w karby, w ru- 
bryki wiążące wszystkich nieprzebitą siecią. Tu zacząw- 
szy od najwyższego szczytu towarzyskiego aż do naj- 
biedniejszej chatki, nikt z tych karbów, z tych ustaw, 
praw, obyczajów, opinii publicznej wyłamać się nie może; 
każdemu ściśle przepisana droga i sposób postępowania; 
nie on rzecz prowadzi, ale rzecz jego. Gdyby kto sam 
chciał pójść własnym torem, a nie pytając się o wyo- 
brażenia przez wszystkich innych przyjęte, zechciał we- 
dle własnego osobistego przekonania postępować, zde- 
rzyłby się ze wszystkiemi, wystąpiłby w otwartą walkę, 
w którejby bez zwłoki uległ ze stratą swoją. Wszak 
formy towarzyskie choćby drobiazgowe, strój nawet, są 
tak twardo krępującą normą, iż też nikt nie waży się 
puścić własną fantazyą, a cóż dopiero rzec o ważnych 
życia sprawach; tu wszystko stereotypem się stało, bo 
nie ludzie, ale prawa, ale przepisy rządzą. Tu wszyscy 
nawzajem tak ściśle z sobą połączeni, iż nikt ruszyć 
sobą nie może bez ruszania zarazem wielkićj liczby 
innych ludzi. 

Jakoż w świecie takowym, zwłaszcza w jego życiu 
towarzyskiem, wszechwładnej potęgi są zewnętrzne for- 
my; formy te nawet równie potrzebne jak wewnętrzna 
treść, a formy żądają raczej czem nie być, niżeli czem 
być. Stan taki jest stanem prozy i wbrew przeciwny 
wszelkiej poezyi, bo węzły rzeczywistości i stosunki 
z otaczającym światem. tak każdego wiążą i krępują, iż 
ani pomyśleć można, by się z tego świata wyosobnił, i 



293 

stał się całością w sobie zupełną i ukończoną. Jest to 
stan rozumowy, bo nie samowolność pojedynczych my- 
śli, ale prawo, ale przekonanie wszystkich ma wagę i 
znaczenie, i dla tego ma wyższość nad wszelkim sta- 
nem poetycznym, który jest stanem walki wszystkich 
ze wszystkiemi. Uważ, jak w stanie podobnym rozu- 
mowym i prozaicznym, jak dzisiejszy stan nasz, małe 
jest kółko, w fctórem ludzie pojedynczo wedle woli swo- 
jej działać i postępować mogą; jest to bowiem kółko 
samych spraw li osobiście nas dotykających, do niego 
tez więc należy miłość , przyjaźń, powaga rodzicielska, 
przywiązanie małżonków, dzieci, stosunki majątkowe 
i t. p. Tu mieści się cała ta ona wojna i walka na szpilki 
tak drobiazgowa, choć niekiedy tak bolesna. Patrz, ów 
się kłopoci, iż ma syna ladaco, ten ci się zawiódł na 
kupnie , tamten się zakochał i szczęśliw jak w niebie, 
że stanął u celu swych życzeń, tu matka bićdzi się z do- 
rosłą córką, ów nie może się ognać wierzycielom, na 
tego spadła bogata sukcessya, tamten znów trapi się, 
że go awans ominął, lub że mu się zaloty nie poszczę- 
ściły, ten tłumi się z ludźmi, ów rozwodzi się z żoną; 
wszystkie zaś tym podobne sprawy mogą być jedynie 
treścią dla powieści, romansu, komedyi, obrazu obycza- 
jowego; ale epopei, ale tragedyi lub obrazu historyczne- 
go nikt z tej treści nie złoży, i właśnie też dla tego 
sama komedya, powieść, romans, żyć i mieście się może 
w tym świecie powszedniego życia. Czuł to dobrze Schil- 
ler, bo gdy zapragnął w życie towarzystwa już uorga- 
nizowanego wprowadzić figurę poetyczną, stworzył tę 
olbrzymią postać Karola Mohr, i uczynił go zbójcą. Utwór 
kolosalny — lecz złamany w sobie na dwoje: bo bierze 



294 

na się obrouc tego, co wielkie jest na świecie i szla- 
chetne, a sam jest złoczyńcą i zbrodniarzem — olbrzym 
zakrawający na karykaturę. — Ani też nikt nie zaprze- 
czy, iż kalabryjskie bandyty i opryszki nasze karpackie, 
nie uznające ustaw i praw, i wodzące ze społecznością 
wojnę, są to zaiste figury pełne poezyi. 

Nie ma tedy wątpliwości, iż stan, w którym spo- 
łeczność ludzka wyrobiła z siebie niezachwiany porzą- 
dek i ład, w którym wola ogólna i sposób pojmowania 
wszystkich jest niby ich atmosferą, którą oni oddychają, 
taki mówię skład społeczności nie jest dla poezyi sto- 
sownym. Dla tego mistrz, choć sam będzie członkiem 
społeczności takowój, sięgnie duszą poza tej szczupłej 
rzeczywistości szranki, inne stworzy kraje, inne dla 
siebie światy; a myśli jego i uczucia i ideały, te dzieci 
geniuszu, choć zrodzone w zimnym świecie prozy, roz- 
tulają skrzydła swoje, i niby ptaków wędrownych stado 
ulecą przed mrozami rzeczywistości ziemnej, dążą po- 
przecz te jej góry, skały, równiny, do krainy poezyi, 
do swej ziemi obiecanej, której nie zaznały nigdy, w któ- 
rej zima nie zapada , kędy chłody rozsądkowe nie za- 
wieją , kędy wiecznie się uśmiecha do duszy wiosna , a 
przewodzi im do rajskich krain mistrza wszechmocne 
tchnienie. 

Jeżeli tedy jasno nam się wykrywa, jaki to stan 
świata nie jest stosownem tłem dla ideałów, tern samem 
się już wykazuje , jaki jest istotnie właściwy stan dla 
nich. Rzecz jawna, iż takowym stanem może być tylko 
ten , w którym społeczność ludzka niezwiązana i nie- 
ustalona ścisłym organizmem, w którym stosunki wza- 
jemne ludzi nie są złożone szczelnie z sobą , a zatem 



295 

stan taki , który albo jeszcze Die uorgaoizował się mo- 
cno w sobie , albo taki, który się juz zdezorganizował, 
który się rozstępuje już ze spojów swoich i rozlatuje 
na części. Tak tutaj, jako i tam, ludzie wyżsi od tłumów 
poziomych świecą niby Tatrów głowy po nad ciemne 
doliny; na nich to najpierwej zapala się zorza nadcho- 
dzącego świtu, na nich najpóźniej gaśnie dzień jasny, i 
gdy głębie pokryte już mgły namiotem, ich czoła jaśnieją 
jeszcze purpurą zapadającej przeszłości. Bliżej gwiazd, 
sąsiadują z niebem, ale bliżej też gromów niebiańskich; 
a gdy ziemia zadrży w swych posadach, one harde szczy- 
ty runą w sobie i przepadną, ogromem swym napeł- 
niając otchłanie. Patrz na ostatnie chwile skonania 
Grecyi lub Rzymu, na owo krwawe pasowanie się, co 
wyprzedzało upadek Syonu, a masz przykład jawny, jak 
ciężkiej są wagi ludzie pojedynczy w czasach, gdy się 
cała przeszłość zapada i w sobie się roztrąca. Takim 
też stanem rozpadania się społeczności była Francya 
podczas wywrotów towarzyskich, przy końcu stulecia 
zeszłego. Dawne stosunki się rozwiązały, a indywidual- 
ności oddane własnej sile swojej, na sobie oparte, i swo- 
je i obce dźwigały losy i mogłyby hyc treścią stosowną 
dla trajedyi lub historycznego obrazu. Podobnie też 
dzieje Polski, poczynając od śmierci ostatniego z Jagiel- 
lonów, z tej samej przyczyny są czasem i wiekiem obfi- 
tym w poezyą i we figury idealne. Rozumie się samo 
przez się, że w epokach przejścia, gdy stan dawny spo- 
łeczeństwa się rozkłada a nowe zapatrywanie się na rze- 
czy jeszcze nie nastało , wtedy ze samej istoty rzeczy 
wypływa, że zwyczajne charaktery czyli raczej figury 
bez charakteru, jeszcze bardziej spłowieją i stracą wy- 



29e 

datność indywidualną konturów swoich; a Indzie o wyż- 
szej, mocniejszej potędze duchowej, nie mając właści- 
wego pola dla siebie, skręcą się w sobie i spaczą się w^e 
figury dziwaczne. Taki świat widzimy malowany z ta- 
lentem znamienitym bardzo w Murdelionie Kaczkow- 
skiego : świat bezbarwny otacza w koło główną figurę 
spaczoną, będącą koniecznym wypływem czasu swojego. 
W samym Murdelionie złamały się dwa światy, więc i 
on jest figurą złamaną w sobie. 

Podobnych przykładów rozstrajającźj się społeczno- 
ści mógłbym ci wiele przytoczyć z historyi, przeciei 
stanem równie poetycznym, a może więcój mającym uro- 
ku, jest stan społeczności, który się dopióro rodzi, któ- 
ry nie oparł się jeszcze na silnych posadach swoich, 
w którym cała przyszłość dopiero ziarnem zwinięta. 
Czyliż tedy dziwno , iz właśnie w chwilach przekipia- 
łej cywilizacyi, w epoce wbrew przeciwnej wszelkiemu 
rozwinięciu się osobistemu, gdy oprócz koniecznych i 
potrzebnych ustaw, będących warunkiem każdego towa- 
rzystwa , wtłoczono na się ciężkie i niewolnicze jarzmo 
konweniencyi, ciężar krępujących uprzedzeń, śmiesznych 
wymagań, gdy ciało i umysł chodziły w szatach obci- 
słych , dusznych, gdy kał plugawy zepsucia znieważył 
zacność ludzi i zdrowy rozsądek, cóż dziwnego, mówię, 
iż w takim czasie umysł, obrzydziwszy sobie rzeczywi- 
stość i tknięty niewypowiedzianą tęsknotą, marzył snem 
dziecięcia o życiu bez zbytków, bez pragnień i pełnem 
prostoty, bez zawisłości od tysiąca obmierzłych więzów 
ściskających niezawisłość osobistą , słowem , iż zama- 
rzył o życiu pasterskiem niby o raju lśniącym wszyst- 
kiemi barwami wyobraźni, i że tak zrodziły się sielanki? 



297 

Świat pasterski, świat sielankowy zdawał się być grun- 
tem osobliwie nadającym się dla ideałów sztuki. Lecz 
stan ten niewiności i prostoty jest zarazem ziemią ja- 
łową i głuchą: tu niewyrośnie silna i potężna poezya, 
tu nie wzniosą się czyny ogromne, zajmujące umysł i 
serce swą potęgą, bo w życiu pasterskiem o zbyt ma- 
łe rzeczy chodzi. Wszystkie chęci i trudy serca ogra- 
niczają się tutaj kilku owieczkami, kózką, a walką na 
fujarki i piosnki. Największem nieszczęściem jest stra- 
cona krówka i nieczułość lub nicMlerność jakićj paster- 
ki, a gdy się pasterz bardzo zatnie, to grożąc zaśpiewa: 
» Niechaj ten napis niesie wyniosła mogiła: Phyllis sro- 
»ga Dafnisa zabiła. « A na tej groźbie się też wszyst- 
ko kończy. 

Małe pocholęta zwykły płakać czytając Gesnerową 
Smiere Abla, i zaiste dobrze jest , że nad tem płaczą; 
mimo tego przecież trzeba przyznać, iż rzecz ta cała, 
jak wszystkie sielanki tego rodzaju, jest zupełnie bla- 
dą, mdłą i ł>ez kdloru. Budowanie chatki, ptaszek u- 
marły , kwiat skonały , i tym podobne drobnostki , za 
zbyt małćj są wagi, by się niemi zajmować; a po za- 
bójstwie samem płaczliwy Adam i sentymentalna Ewa 
tak są słodkawe , tak mdłe , iż budzą ckliwość a nie 
podziwienie, bo to są ludzie bez czynu. Inaczej, lubo 
nie o wiele doskonałej postąpił sobie znów VosSj wpro- 
wadzając sielankę w życie już ucywilizowanych Nie- 
miec. Jakoż te obrazy sielskie jego są wbrcM^ w sprze- 
czności z sobą: bo jego bcJiatćry sielanek chodzą sobie 
w szlafrokach w wielkie kwiaty, palą fajki, piją kawę, 
i dla scen sielskich wyjeżdżają sobie fiakrem na dzień 
jeden na wieś. Kto zaś kawę pije, fajkę pali, w szla- 

Ll«TT Z Kb — T. I. 38 



298 

froku chodzi i fiakrem jeździ , wiDien juz tern samem 
koniecznie żyć w społeczności silnie uorganizowanćj, 
mogącej dostarczać tych przedmiotów mocą rozwinię- 
tego już i rześkiego przemysłu: a tu przecież cały cei 
sielanki na tem właśnie zależy, aby wystawić świat 
nieuorganizowany jeszcze, społeczność pierwotną, w któ- 
rej człowiek szczegółowy jest zupełnie niezawisły i 
sam na sobie się opiera. Poezye tego rodzaju mają 
sprzeczność w samym zarodzie swoim, a figury ich ni- 
by sielskie są tak czcze, tak beztreściwe, jak one Da- 
fnisy, Tyrsysy, Damony i Phyllidy sielanek zwyczaj- 
nych. 

Dla tego cześć niechaj będzie Kazimierzowi Bro- 
dzińskiemu I bo jeżeli słusznie estetycy niemieccy wiel- 
bią powieść Herrmafi und Dorołłiea z tego, iż Golhe 
kreśląc ją na tle ważnych wypadków , wstrząsających 
całą Europą, bo na tle rewolucyi francuzkiej, podniósł 
tem samem znaczenie wątku całego tej powieści ; my 
również prawo mamy wielbić Brodzińskiego , iż za dno 
obrazu rozwiniętego w Wieniawie wybrał wielkie wy- 
padki świata, bo wojnę^ co rozwinęła sztandary swoje 
po całym świecie spółczesnym. A tak na całej tćj je- 
go powieści tak skromnej , rzewnej i prostoty pełnej, 
rozlana jest łuna wielkiego zdarzenia, co świeciła nad 
światem i historyą jego. Brodziński w jednym liście 
nazwał się tylko skromnym dzwonkiem wiejskiego ko- 
ściółka , mającym tę jedyną zasługę , iż najwcześniej, 
z pierwszym świtem, przebudził literaturę do poranne- 
go nabożeństwa, a który zamilkł, gdy olbrzymie dzwo- 
ny stolicy odezwały się potężnym głosem rozlegającćj , 
się po kraju całym poezyi. Tak Brodziński o sobie mówi, 



299 

ale te pieśni jego i ta uezeiwa o nim pamięć nie za- 
milknie, a będzie śpiewać i dzwonić w duszy ludzi, pó- 
ki zacność będzie we czci na, świecie. On to był re- 
jem w nowej epoce literatury, atak zacnie jćj zaprzod- 
kował. 

A warto tez tu z miłością wsponmieć o starych 
sielankarzacłi naszych z 16 i 17 wieku, i od serca im 
się pokłonić. Ich poezye po większej części są jedynie 
sielankami z imienia, bo wyższa treść i głębsze znacze- 
nie na dnie ich się ukrywa: czyli roztaczają krwawe 
ustępy ze spółczesnych dziejów, czyli rozwiną jakąś sa- 
tyrę łzami pisaną o biedzie społeczeńskićj, czyli się in- 
nego dotkną przedmiotu, zawsze znać, iż tam podłogą 
jest pełne grozy uważanie rzeczy i pojmowanie wyższe 
niż zwykle w sielankach bywa. Tutaj możeby było 
miejsce dla rozprawy bliższćj o ron^ansach pasterskich, 
któremi między innemi celował Cervantes. Nie trudno- 
by nam było wykazać, skąd im się bierze ten dźwięk 
tak pełen uroku; przecież milej jeszcze zaiste przyj- 
miesz, gdy zwrócę uwagę twoją na ów cudny obrazek 
B. Zaleskiego, w którym maluje nam rodzinę Prze- 
najświętszą; jest to sielanka święta, owiana tchem 
świeżym, uroczym, jakby wiosenny pacierz natury, a 
szczegóły wszystkie z taką miłością obrobione , żebyś 
rzekł, że to dyjamenty świecą oprawne w złoto, gdybyś 
ich nie wolał porówfl|||> do rosy, co z nieba zrodzona 
spuściła się na kwiaty błyszcząc światłością niebiańską, 
promieniejąc tęczy barwami. Tak też i W. Pol całym 
urokiem wysokiego talentu skreślił owe poemaciki ma- 
łe, co to niby sielanki tak są proste i naiwne i znów 
tak są rzewne jak pacierz dziecięcia; są to sielanki 



podobne do onych obrazów mistrzów włoskiek, przed- 
stawiających to Najświętszą Pannę z dzieciątkiem Świę- 
tem, to rodzinę Świętą. Wśród cudnie pięknćj natury, 
widzisz Pana Jezusa i Sgo Jana bawiących się sobie 
to kwiatkiem, to ptaszkiem, to igrają z sobą; a w tych 
igrach i kwiatach taka lubość, taki wdzięk niewinności 
rozlany po tych malowaniach, żebyś rzekł, ze one snem 
wdzięcznym anioła uśpionego w rajskich ogrodach, gdyby 
znów z oczu Matki Przenajświętszej nie patrzało prze- 
czucie o przeznaczeniu jej dziecięcia, gdyby z oczu ^ 
samych pacholątek nie promieniła wiekuistość. 

A zaprawdę, stan społeczeństwa sielankowy, lubo 
zostawuje pojedynczym ludziom całą niezawisłość w dzia- 
łaniu, lubo nie mątwa stosunkami wolnego ich ruchu, 
przecież ta niezawisłość , ani ten ruch wolny nie pro- 
wadzi do rezultatów ważnych , ztąd tez poezya iaka 
jest zupełnie ckliwa i mdła. Malarstwo tu snadniej 
sobie poradzić zdoła , gdyż te figury pasterskie mogą 
mieć znaczenie obrazu obyczajowego, a nawet owce, 
kózki i inne zwierzęta należące do ich dworu mogą 
być przedmiotem mistrzowskiego pęzla, a nadewszystko 
urok otaczającej w koło natury zamienić może rzecz 
całą na pejzaż wielkiej wagi i wysokiej wartości; prze- 
cież one wartości obrazów historycznych nie osiągną 
nigdy. 

Nie samo atoli życie pastei^lle jest stanem nieza- 
wisłości osobistej indywiduów, znajdziesz ich wiele 
jeszcze , byle się historyi i jeografii poradzić. Owoż, 
ten stan Grecyi dawnej, one czasy jej na poły mitolo- 
giczne, zwyczajnie bohałerskiemi zwane, a którebym 
nazwał epoką romantyczną świata klassyczoego, są to 



301 

czasy bohatćrów Homerowych tak cudnemi barwami 
skreślone w Iliadzie i Odyssei. Tu znajdziesz ludzi cał- 
kowitych z jednego odlewu, od nikogo niezawisłych: 
królowie nawet w rzeczach potocznych sami sobie wy- 
starczają, własnoręcznie biją i sprawiają sobie woły 
i pieką je; każdy sam sobie przyrządzić zdoła, co mu 
do życia potrzebne; lecz ten żywot nie na samych tych 
błahych sprawach im schodzi, bo to nie są głuche łu- 
piny i słodkawe Tyrsyse; są to ludzie czynów wielkich, 
męże z pełnem sercem a przeważną głową, niosące 
jakby na barkach swoich świat, do którego należą, a 
co który zdziała, zdziała sam przez siebie, nie ogląda- 
jąc się na nikogo wcale. Biorą też całe brzemię odpo- 
wiedzialności za czyny swoje na siebie, stawiając życie 
swoje na szańc. 'Żadne też względy ich nie wiążą. 
Ich stosunek np. do Agamemnona, onego króla królów, 
pochodzi z ich własnej woli; słuchają go, póki takie ich 
upodobanie, a gdy im się to nie zdaje, idą za własnym 
popędem. Atoli czas ten nie tylko jest treścią Ho- 
merowych Epopei, jest on też przedmiotem tragedyi 
greckiej. Tak Aeschylus jak Sophocles i Eurypides w tym 
czasie heroicznym osadzali tragedye swoje; jedna tylko 
tragedya Persowie Aeschylusa odbywa się w okresie 
późniejszym, bo w czasie wyprawy Xerxesa na Greków; 
ale za to odbywa się w Persyi, w kraju barbarzyńskim, 
dalekim od współcześnie wzrastającej cywilizacyi grec- 
kiej. 

Oto i świat chrześciański ma wieki swoje idealne a 
pełne poetyczności ; są to wieki bohaterskie nowocze- 
snej Europy, epoki romantyczności, słowem, wieki śre- 
dnie — rycerskie. Okres ten pełen cudów ułudy, trwał 



302 

blisko lat tysiąc, a poctyczność jego spoczywa w samej 
istocie jego. Feudalizm podzielił kraje na drobne dziel- 
nice, a każdą dzielnica była całością dla siebie; a kto 
ją posiadał, był na niej udzielnym, niby królem u sie- 
bie, bo lekkiem tylko ogniwem wierności i honoru po- 
łączony z lennodawcą swoim; i o tyle mu obowiązan 
przybyć z chorągwią na posiłek, o ile się to zgadza 
z honorem; w pewnych razach mógł nawet guerroyer 
le roi. Przy tej nieuległości samego składu państwa, 
rozwija się najwyższa niezawisłość indywiduów. Ry- 
cerz, byleby miał zbroję i konia, jest panem siebie, 
rzuca się w świat daleki, niczyjej nie potrzebując po- 
mocy, sam sobie wystarcza: nocował, gdzie go noc za- 
padła, a w najgorszym razie upolował w borze króli- 
ka, sprawił, i posypawszy solą zjadł na surowo; a tak 
posiliwszy się tą fwtirriłure des heros ^ ruszył dalej 
na obronę sierot, wdów skrzywdzonych, i badał, czyli 
nie ma gdzie jakiej cierpiącej niewinności, potrzebują- 
cej walecznego jego ramienia, a przy podanej sposobno- 
ści kruszył kopią za niezrównaną piękność damy serca 
swojego; niczem nie był wiązany, w sobie samym czer- 
pał całą siłę swoją. Dziś takich rycerzy błędnych, 
chwała Bogu, nam juz nie potrzeba, nie mieliby się 
czego fatygować ku obronie uciśnionej niewinności; dziś 
jednym błędnym rycerzem jest — żandarm. 

Wpatrując się w ten obraz tak bogaty w tych ryce- 
rzy i turnieje, pustelniki, i piękne damy, w te wojny 
krzyżowe, pielgrzymki do ziemi świętej, w te zamki i 
mosty zwodzone, w tę galanteryą i męztwo, w tę wier- 
ność i miłość honoru, i w tę wiarę rzewną, widzisz, 
iż tak wszystko gra, promieni się, migoce, błyszczy 



303 

barwami, żebyś rzekł, iż duch młodzieńczy świata we 
śnie jeszcze, drzemie uśpiony na łące pełnej poezyi 
kwiatów, któremi dech poranny powiewa, a młoda Em^o- 
pa marzy o miłości, sławie, bitwach i Bogu. A tak ŚMiat 
ten piękny drzemał, i marzył i śnił, póki go nie zbu- 
dził huk broni palnój i silniejszy jeszcze głos mysh' 
wcielonej w drukowane księgi. Gdy bowiem proch i 
druk, dwojaka broń, bo materyalna jedna, duchowa dru- 
ga, wystąpiły na jaw, już ród ludzki nagle podrósł, w oka- 
mgnieniu spoważniał i spojrzał się w około siebie i 
w siebie okiem pełnem grozy, przestał być młodzieńcem 
i poznał, że na niego inne czekają szranki, inne nagro- 
dy, że mu wypadnie nie kopiją ale duchem ńa ostre 
pogonie. Atoli jak oczy umierającego przed samom sko- 
naniem niby gasnąc raz jeszcze migną jasnością, tak 
też nim ten czas średniowiekowy skonał, nim go histo- 
rya pochowała w wieczności grobie, raz jeszcze zaświe- 
cił potęgą, raz jeszcze w oku swóm zebrał błyskawice 
całej swej istoty: temi oczami konającego średniowie- 
kowego świata były sztuki piękne. 

Patrz, on czas zapadający się w dziejach spojrzał 
na nas duchem Leonarda, Ddrera, Ariosta, Michała Anio- 
ła, Raphaela, Gorreggia, Camoensa, Tassa, Geryantesa, 
Shakspeara. Gały ten wieniec gwiazd jaśniał prawie 
w jednym czasie; wielu z tych mężów znało się na- 
wzajem z sobą, i nawzajem mieli się we czci i usza- 
nowaniu. W nich, jakby w ognisku, zebrały się pro- 
mienie całego romantycznego świata; stanęli oni na pro- 
gu dwóch epok dziejowych, a obok nich męże, jak Koper- 
nik, Baco, Galileus i Kolumb , co należąc już całą du- 
szą do historyi nowoczesnej, roztworzyli szeroko wrota 



304 

dla nadchodzącego nowego porządku rzeczy, który miał 
zająć stolicę świata moralnego po zgasłym wieku śre- 
dnim. 

Lecz nie tylko przeszłość nastręcza nam ziemię zdol- 
ną do rozwinięcia całego kwiatu ideałów poetycznych, 
ale przestrzeń kuli naszej tak przeliczne, tak wielobar- 
wne roztacza nam światy i stosunki, iz zawsze znaj- 
dziesz stan, kędy indywidualność pojedyncza ludzi roz- 
winąć się może w' swej sile , i być panem własne- 
go losu , i na siebie tylko liczyć , i na sobie tylko po- 
legać, a tak stać się treścią dla ideałów. Widzisz, jak 
tam Cooper prowadzi czytelników swoich do dzikiej i 
bezludnćj puszczy Ameryki północnej, kędy osadnik 
w walkach ciągłych ze zwierzem, żywiołami i dziczą 
miejscową, sam sobie wszystko winien, sam wśród ro- 
dziny jest jej ojcem, sędzią, wodzem, kapłanem, zda- 
jąc sprawę tylko sobie samemu i Bogu. Patrz, jak Wal- 
ter-Skot stawia cię nad zwierciadłem jezior górskich, 
wśród Klanów szkockich, związanych li tylko stosunkiem 
dalekiego pokrewieństwa , a naczelnik Klanów jest ich 
ojcem, panem niezawisłym. Indzićj znów obaczysz po- 
wieść morską kołyszącą się w okręcie na fatach oceanu; 
ta cała załoga trzymana wprawdzie pod ścisłym ładem 
karności, lecz ona, odsądzona daleko od reszty świata, 
jest jedynie wielogłowym bohaterem; w chwili atoli nie- 
bezpieczeństwa każdy w szczególności okazuje, czem jest, 
co wart, rozprzęga się całość rozpryskując się na indy- 
widualności szczegółowe, grające o życie. Czyliz tez 
dziwno, iż na kurhanach ukraińskich jak kwiaty wyra- 
stają powieści? Rozłóg stepowy, niby morze suche, bije 
bałwanem zielonym kwiecistym swych traw, a wolny 



305 

jak sokół puszcza się tym stepem kozak. Tu nic ^o uie 
ciśnie; gwiazdy i słońce wskazują mu drogę, a ze ste- 
pem, i trawą, i kwiatami i rosą oddycha te szerokie i 
otwarte Boże powiewy. Sicz sama jest ledwie słabym 
zarodem towarzyskich związków; mieszkaniec jej jest u 
niej gościem, sam na sobie polega i w siebie samego 
tylko wierzy. Pan Grabowski między innemi wybrał 
sobie tamte strony w powieściach swoich, a w Stanicy 
Hulajpolskiej umieścił nawet scenę, zwyczajnym sobie 
taktem, na granicy polskiej, rossyjskiój, tureckiój, kędy 
tylko słabym odgłosem dochodzi potęga praw i przepi- 
sów towarzyskich, dając tedy jak największą swobodę 
do bujania swym figurom. 

Pocóż nam jednak jeszcze więcej wyliczać tych 
przykładów? Gzylii cała dzisiejsza Arabia , albo cały 
Wschód nie jest żywą poezyą? Czyliż tylko w Amery- 
ce północnój znajdziesz świat, jaki nam oialuje Cooper? 
czyliz go nie spotykamy wszędzie, kędy tylko Europa 
zetknęła się ze światem pierwotnym, kędy ona postano- 
wiła piórwsze swoje placówki i wydżwigła swój oświa- 
ty samotne strażnice? Czyliż tu nie znajdziesz podście- 
lisk dla wszystkich rodzajów poezyi? 

Kończąc tedy już tę osnowę, tyle jeszcze powiem, 
że choć rzecz cała o świecie stosownym dla ideału naj* 
blizój poezyą obchodzi, przecież nieobojętny on jest dla 
rzeźby i malarstwa, a nawet dla muzyki; jeżeli muzyka 
ma być tłumaczem wewnętrznych uczuć duszy, jeżeli 
najgłębsza treść człowieka ma się wcielić w harmonią, 
już też przyznasz, iż piersi człowieka nie powinny być 
przytłumione światem zewnętrznym i sprawami jego; 
z całych piersi, z wolnych dopiero tylko piersi wypada 

ListtzKr.— T. I. 39 



30(i 

jedynie swobodny śpiewu potok. Dla tego tez słusznie 
w operach scena odbywa się po większej części w świe- 
cie rycerskim, albo na Wschodzie, albo w sferze cza- 
rodziejstwa i uroków nadziemskich, albo w jakićmkol- 
wiek bądź położeniu nie ściskającym działania figur. 
Dla tego rzadko widzimy wielkie opery, którychby scena 
odbywała się w świecie już uorganizowanym, bo tako- 
wy nadaje się nierównie lepiój do małych operetek i 
wodewillów. 

Jeżeli atoli już mistrz zrodzi z siebie ideał, jeżeli 
mu znajdzie tło właściwe, już też ideał ten winien 
czynem na jaw wystąpię ; bo czynem , bo działaniem 
tylko, tak człowiek rzeczywisty, jak ideał sztuki, o we- 
wnętrznej sw^j treści świadectwo daje. Wszak i idea- 
łu istotą jest, by działał; wszali tylko dla tego jedynie 
trzeba mu dobrać świat stosowny, by na nim mógł sa- 
mego siebie rozwinąć czynem i dziełem. Treść czło- 
wieka, zwinięta w głębi duszy, ocknie się tylko, gdy ten 
świat zewnętrzny uderzy go w samo serce, ugodzi w sa- 
me duszy tajniki; wtedy człowiek zerwie się uczuciem, 
błyśnie wolą, i uderzy czynem niby gromem. Widzisz 
to narzędzie muzyczne, jak nieme,* głuche; w niem spi 
i marzy niemowlęciem harmonia, śpią milczące struny; 
lecz gdy mistrz , co świadom serca tajników i cudów 
harmonii, dotknie tych strun, wtedy całe chóry anio- 
łów się zbudzą, napełnią świat niebiańską mową, rzekł- 
byś, że harmonia nowe zapaliła gwiazdy na niebie, z pącz- 
ków dziwnej nowćj cudności wywołała kwiaty, 'że pię- 
trząc obłoki na obłokach, złociste powiewne schody do 
nieba buduje — rozumiesz , że słyszysz ttowę ogromnej 



307 

rzeki, co z pod Bożego wypływa tronu i zapada w wie- 
czności łono. Tak i struny duchowe w ideale milczą, 
póki na nich nie zagra ręka mistrza. Nim zaś usły- 
szymy te tony jego, nim przebudzenie ideału i walkę 
jego obaczymy, wprzód jeszcze go uważać nam potrze- 
ba w różnych jego postaciach, wyprzedzających tę wal- 
kę jego. 

Postać idealna , figura poetyczna , postawiona jest 
tedy wśród świata, który ją otacza; stosunek, w jakim 
się ona do niego ma, jest jej sytuacyą ; zachowuję tę 
nazwę, choć nie swojska, otarła się bowiem w języku 
estetycznym Europy/ Owoż ta sytuacyą nie zawsze jest 
walką ze światem, a czasem ideał żadnej jeszcze nie 
ma sytuacyi, bo w żadnym nie zostaje stosunku do 
świata, lecz zamknięty jest w sobie, w sobie tylko u- 
topiony; świat zewnętrzny nic wywołał jeszcze czynno- 
ści jego. Jeżeli poezya taki stan , taką sytuacyą kreśli, 
toć ona jest tylko epoką przechodnią, stopniem przygoto- 
wawczym. Malarstwo jednak i rzeźba, mogące chwycić 
jedną chwilę tylko ideału swojego, lubią mu nadawać 
postać nie mającą jeszcze żadnej sytuacyi, nie będącej 
w żadnym jeszcze stosunku ze światem zewnętrznym. 
Rzeźba zwłaszcza kocha się w przedmiotach tćj treści, 
nadając im cały piękności urok. Tu z pod dłuta, z ło- 
na jasnego marmuru zradza się postać śpiącego Amora, 
tam Jowisza głowa lub innych niebian oblicza spozierają 
na świat czołem i okiem pełnem spokojnego majestatu. 
Tam koło Cezarów, co niby bogowie spojrzeniem mie- 
rzą świat, — lub świeci się Wenus medycejska lub ka- 
pitolińska ufna w swą potęgę, Pallas welletryjska. Her- 
kules farnezyjsU, Bachus indyjski, Eskulapius, Ganimed, 



lub inne posągi będące arcydziełem starożytności. A 
w nowej sztuce widzisz Napoleona, co założywszy rę- 
ce z kolumny YendAme duma nad światem, lub Mojże- 
sza i Bachusa, dzieła nieśmiertelnego Buonarotti. A i 
w sztuce religijnej mamy całe morze przykładów tu na- 
leżących. 

Oto, wstąp do katedr naszych, gdzie* cię otoczy mnó- 
stwo nagrobków, pełnych poważnego uroku. Bo gdy 
kraj powierza kamienną historyą swoją i sztuki swej 
pomniki Boskiej pajży i skrzydłu opiekuńczemu Religii, 
stwarza chrześciaóskie panteony wielkich ludzi. Któż 
sobie nie przypomina z lubością kaplicy w Westminste- 
rze londyńskim, nazwaną kaplicą poetów, kędy i Shak- 
speare w' obliczu wieczności duma nad nieśmiertelnością 
swych dzieł i nad tem , co tu w głębi ziemskiej poru- 
sza ducha ludzkiego, i co tam w górze po nad gwiaz- 
dami jest stałą, wieczną i niezmienną prawdą. Pomi- 
jając już inne tumy, dotknę tylko tu naszą katedrę kra- 
kowską ; — one Piasty i Jagiellony i król Stefan, co le- 
gli marmurem na tych grobach, spokojni w sobie, bo 
rzecz skończyli ze światem zewnętrznym, skwitowali się 
z historyą; znać, że spoczęli wieczorem po robocie ży- 
wota swojego, oddech przeszłości i powiew wiary stoi 
im na straży. Ich już nie dotyka sytuacya ! 

W malarstwie znajdziesz osobliwie ten stan bez sy- 
tuacyi w pierwszych okresach sztuki chrześciańskiej, — 
zwłaszcza w tym, kilkakrotnie już przeze mnie wspo- 
mnianym, stylu bizantyńskim, który podziśdzień w cer- 
kwiach greckich widujemy. Spojrzyj w oblicze tych 
świętych , co ciemną twarzą , pełną grozy , otoczoną 
tłem złocistem, patrząc w świat, nie doc&esność lecz po- 



309 

żaświatne państwo widzą i w nićm toną. Jakoż i w sztu- 
ce świętej późniejszej i najnowszej często bardzo spoty- 
kamy obrazy, w których figury nie mają sytuacyi, np. 
Pan Jezus pacholę, Madonna syxtyńska, oblicze Chry- 
stusa przez Holbeina, Annibala Caraccego, i wiele tym 
podobnych arcydzieł. 

Atoli tak grecki jako i chrześcijański świat nie prze- 
stał na sztuce i ideałach nie mających sytuacyi, bo do- 
tknął się poznania owocu dobrego i złego, opuścił swój 
niewinności raj, wstępując w walkę z życiem; a tak 
rozwinąwszy się sam z siebie , rozwinął takie i idea- 
ły swoje, nadając im czynność i ruch. Jednak są ludy 
w dziejach świata, których umysł wiecznie w zarodzie 
spoczywał, a cała też ich sztuka niemal wystawia idea- 
ły bez sytuacyi; bo duch ich jeszcze samego siebie 
nie uznał, ani położył piętna swej potęgi na świecie. 
Patrz na dzieje starych Indyów, na ich myśl pierwo- 
tną , co jest sercem ich historyi , i na ich sztukę bę- 
dącą odbiciem wiernem tój ich myśli. Oto masz tę myśl 
główną Indyów, tę myśl ich żywotną zamkniętą w wie- 
rze o Wisznu. Wisznu, Bóg Stwórca, drzómie snem 
złożony na głębokim trzonie oceanu, spoczywając na 
samem dnie morskióm, lub na wężu wieczności, a 
z niego wyrasta długa, bardzo długa łodyga, sięgają- 
ca aż na sam wierzch wody; na tej łodydze roztulasię 
kwiat lotos ^ co pływa i unosi się na falach oceanu: 
póki ten kwiat był pączkiem, poty był światem przed 
stworzeniem — rozkwitniony, jest światem po stworze- 
niu ; a cztóry rozpięte liście jego , są to cztery części 
świata, niby półwyspy otoczone falą wiecznych wód, 
a pręciki i miodniki tego kwiatu , są najwyższych gór 



310 

przyczoła; z nich płyną główne rzeki Ziemi. Liście 
oderwane od kwiatu, płynące samopas około niego, 
stanowią wyspy oceanu. Z tego pojmowania rzeczy już 
poznać można ducha Indów. Nie roztaczam ci przeto 
już tutaj dalej obrazu jego , bo już z tego , co powie- 
działem, widzisz jak ścisłe jest pomięszanie boskich i 
ludzkich rzeczy; tu zrasta się doczesność i wiekuistość, 
świat duchowy z fizycznym , bóstwo i świat w ścisłej 
z sobą są jedności; bóstwo wciela się w materyą, a 
materya wyzwolona z swych więzów staje się duchem, 
bóstwem. Tu wiecznie trwa przeradzanie się jestestw 
w siebie: co było, odradza się w to, co będzie; koniec 
jest początkiem. Gały świat, tak duchowy jak i ciele- 
sny, bóstwo i stworzenie, są tutaj dziejami wiecznego 
przejścia i przeradzania się rzeczy zmysłowych i du- 
chowych; świat, ze wszystkiem co jest, płynie party 
bez końca przez przeobrażenia wieczne. Wszechbytność 
jest wędrownikiem , co idzie drogą przez tysiące , mi- 
liony lat, przywdziewając na się różne kształty, to du- 
chów, to rzeczy materyalnych; a gdy całą drogę od- 
prawi , poczyna znów od początku , a tak wiecznie i 
wiecznie koniec jest i początkiem, cała droga jest 
kołem. To nierozdzierzgnienie, ta jedność echem prze- 
chodzi w całe życie Indów, w ich sztuki, w ich i- 
deały. 

Nie tu jeszcze miejsce , bym się zanurzał w ten 
świat czarów, i w puszcze indyjskie, będące siedli- 
skiem i teatrem ich epopei, i badał Ramajanę i Ma- 
habaratę, te dwie olbrzymie ich pieśni; słowem tu 
w tej poezyi człowiek i bóstwo, zwierzę i niebo, gwia- 
zdy i drzewa w ścisłym są z sobą związku. Bohate- 



311 

rem w tych pieśniach jest pokutnik : on umartwieniem 
siebie dokazuje dziwów, pokutą może podnieść się nad 
ciebie samego, zostać Brahmanem; a pokutując przez 
lat tysiąc, z kolei dostępuje światowładuej mądrości, 
później wstrząsa potęgą światy, wzdyma fale rozhuka- 
ne morza , gasi słońca jasność, rzuca lęk na same bó- 
stwa, słowem włada światem jakby własną osobą swo- 
ją; bo ta moc człowieka nad wszechnicą światów zmy- 
słowych i umysłowych jedynie ztąd pochodzić może, 
iz on z niemi jedną składa całość i ściśle z nią jest 
złączony. Byleby więc umartwieniem ciała zrzucił 
z siebie część materyalną istoty swojej, byleby ją start 
i zniweczył, wtedy znów wraca do stoku pierwotnego 
wszechbytności , odłączenie jego od istności ogólnej, 
sprawione ciałem jego, ginie, a duch niby kropla wle- 
wa się w ocean wszechduchowy. Tu nie ma więc sil- 
nie odznaczonej granicy między ideałem a światem je- 
go zewnętrznym, nie ma tedy i syłuacyi, a przyaaj- 
mnJćj nie ma jej w zwyczajnem rozumieniu rzeczy. 

A budowania i rzeźby indyjskie? W nich wyra- 
źniej jeszcze niż w poezyi pokazuje się ten brak sy- 
tuacyi; owa zaś jedność człowieka z naturą i bóstwem 
w całćj swej sile występuje. Budowania ich, świątni- 
ce, grody postawione bogom, podobne do miast i pa- 
łaców, nie dźwigają się na jawie , na jasnem słońcu, 
bo wykute w głębiach skalnych, w ciemnicach pod- 
ziemnych , a budowania te olbrzymie bez końca cią- 
gną się długiemi ulicami obok siebie, nad sobą, pię- 
trzą się w krużganki, pałace sparte na całym lesie 
słupców i kolumn dziwnie rzeźbionych. Tu wieki całe 
i miliony ludzi złożyły świadectwo swych trudów, twar- 



312 

dij pracy; tu pokolenia całe znoiły się robotą i tu zai- 
ste razem z bogami swojemi mieszkały. A to wszyst- 
ko ukryte w łonie ziemi: bo duch człowieczy z tą ma^ 
tką-ziemią jest w jedności jeszcze i nie wychylił się 
z j(fj objęcia. Ich rzeźby i posągi , bóstwa , potwory, 
w których wzrosło mnóstwo głów, rąk, nóg, postaci 
ludzkie i zwierzęce , a całość wiąże się i gmatwa 
w głąb, w nierozdzierzgniony motek. Te rzeźby wyra- 
żają wszech rzeczy jedność mglistą zlaną w sobie; tu 
nie ma sytuacyi. 

Ten duch Indów, który, jakby ziarno cichemu łonw 
ziemi powierzone, spoczywał jeszcze w ciemnościach 
swćj architektury pod ziemią, w Egipcie zatęsknił ni- 
by ku światłu jasnemu, wyrósł kiełkiem na powierz- 
chnią ziemi , dźwignął się na niej onćm budowaniem 
nadnilowem: architektura Egiptu nie stawia się juz pod 
ziemią ale na ziemi. A dziwne tez jest to budowanie, 
a dziwniejszy jeszcze ten lud , co pielgrzymką prze- 
szedł tym krajem pełnym tajemnic. Tylko jedna tutaj 
myśl pokryła neonem skrzydłem swem i lud ten i kraj: 
jest to myśl o śmierci , krom niej nic nie ma wagi, a 
człek w swćm dumaniu tonie w otchłani zamroczonej 
własnćj istoty swej, niby w bezdennym grobie. A hi- 
storya jego jest długą, przeciągłą, jednostajną; wie* 
cznie a wiecznie wybija ona tu jeden i ten sam akkord, 
a ten ton jednostajny i pełen grozy jest jakby wcie- 
lony, jakby skamieniały w te dwoiste szeregi sfinksów, — ^ 
co w jednostajnych ustępach parami naprzeciw, sobie 
ustawione, zawsze jedne i tez same, jakby monotonnym 
dźwiękiem , prowadzą długą drogą do świątyni , niby 
do wieczności przybytku. Tu wszystko pokryte śmierci 



313 

oponą 9 a napis na świątuicy Izydy w Sais wiecznie 
przemawia do przepływających stóleciów: »Ja byłem — 
jestem — będę , nikt nie podniesie opony moj^j , ale 
Słońce jest moim synem. « Śmierć jest tutaj osią świa- 
ta i bytności wszelkiej; — domy doczesne są skromne, 
bićdne, od niechcenia budowane, bo życie ziemskie jest 
tylko jednym noclegiem, przemienną gospodą niezasłu- 
gującą na uwagę; groby zaś, te śmierci mieszkania, są 
olbrzymie, stawiane dla wieczności i przetrwały \at 
tysiące. 

W Egipcie starym nie szukaj poezyi żywej, ona 
obróciła się w granitów hart. Hymnu wzniosłego pło- 
mień strzelił obeliskiem ku niebu , modlitwa zbudowa- 
ła się w piramidę obtulającą sobą królów grobowce, a 
dramat zagrał mową onych budowli tebańskich i lasem 
ich słupców monolitowych zdziwiających historyą; a 
pieśń tęskni i płacze w tych świątnicach , co od kata- 
rakt do Memphis nieprzerwanym szeregiem dumają 
nad Nilem toczącym poprzez głuche pustynie te fale 
swoje, niby stólecia uciekające do wieczności łona. Ich 
epopeją są groby tebańskie wykute w skałach Nubij- 
skiego pasma, owe katakomby i podziemne miasta, co 
powikłane labiryntem nieskończonych pieczar są śmier- 
ci stolicą. Gdy odwiedzisz dziś to ciemne państwo wie- 
cznego milczenia, gdzie jedynóm życiem są roje nie- 
toperzów i sów oblatujących pochodnie wędrowca pi- 
skliwym krzykiem i ociężałem skrzydłem — roztworzą 
się ci zewsząd ulice umarłych: bo od samego dna podło- 
gi, aż do wysokich sklepień ułożone są warstwami tru- 
mny, piętrzące się na sobie , a bez końca ciągną się 
tych trumien ściany; a tak wszędzie i wszędzie towarzy- 

ŁuttzKb.— T. I. 4Q 



314 

szą ci tysiącami świadkowie śmierci. Stólecia wszyst- 
kie starego Egiptu złożyły tutaj zwłoki swoje; tu i ów- 
dzie tylko swawolną ręką Arabów poderwane spodnie 
warstwy trumien zwaliły na ziemię całą ich budowę; ca- 
ła ściana runęła , rozściełając mumje po podłodze pie- 
czar; gdzie stąpisz, noga zapadnie przebijając się 
jakby przez próchno, przez stosy ciał, z których kurza- 
wa i miał gruby, ciężki, wznosi się ciemnym kłębem, 
zatykając tchy i mrocząc światło pochodni. To jest e- 
popeja i życie Egiptu, epopeja śmierci! W tej epopei 
umarli są bohaterami, a życie całe skurczyło się w bru- 
natną mumią omalowaną hieroglifem , a duch skamie- 
niał w Memnona; tu życie, śmierć, niebo i ziemia, 
człowiek i bóstwo okryło się zagadką. Życie doczesne 
jest czczym, martwym snem, z niem nie ma o co wal- 
czyć , a bój i pasowanie się z doczesnością jest tu bez 
wagi. Tu nie ma tedy i sytuacyi artystycznej — tu czło- 
wiek się rodzi by umarł. Patrz! na wstępie do śre- 
dniego Egiptu, jakby na straży, zasiadły dwa posągi 
Memnonów; zarysy ich ciemne czarnym wizerunkiem 
odrzykiają się na wiecznie jasnych nieba błękitach; sa- 
motne, nieme, milczące. Wtedy tylko, gdy ze świ- 
tem pierwszym słońce na nie spojrzy, one zabrzmią 
dźwiękiem, niby jękiem długim; jest to głos rodzące- 
go się i umierającego Egiptu : ten jęk jest całą mową 
jego historyi. A te Memnony i sfinjy, i te bóstwa 
wszystkie, co pilnują wstępu do tajemnic świątyń, lub 
zdobią ich ściany, są suche, jałowe; nogi, ręce przy- 
ciśnione do siebie , wszędzie formy nie okrągłe , koń- 
czyste, postaci wyprostowane, twarde jakby duch ści- 
śniony powiciem. Nąjdobitniejszym są one tedy przy- 



315 

kładem braku stosunku do świata, braku sytnacyi. Atoli 
oblicze i wzrok tych bóstw, Memnonów i sfiniów, patrzy 
w otchłań wiekuistą nieba, utopiony w gwiazdach; one 
pomijają ten świat i tę treść jego bićdną, zapominają 
o rzeczywistości nie istniejącej dla nich. 

Podobnej formy, choć barbarzyńskiej, są stare sło- 
wiańskie i germańskie bożyszcza, tudzież początek rzeźby 
i sztuk u wszystkich narodów, jak to widzimy między 
innemi np. u Greków i Etrusków w pierwotnych ich 
czasach. Przecież — to ziarno duchowe sztuki, co się 
w Indyach kryło pod ziemią tuląc się do Natury, a 
w Egipcie wykluło się bladym kiełkiem ku słońcu, 
w Grecyi dopićro jaśnieje bogatym kwiatem. Tu duch 
i sztuka usamowolniona , tu zaczyna się sytuacya; bo 
człowiek, uznawszy siebie, uznał tez stosunek swój do 
świata, i tu ideał zjawia się oswobodzony w sobie, wy- 
zwolony; to związanie rąk i nóg i sztywność ciała, 
właściwe Egiptowi, ginie; duch się wzmaga, ciało na- 
biorą swobody i wolności — słowem , ideały nabierają 
sytuacyi. 

Sytuacya zaś nie staje się od razu walką, jest do- 
piero przejściem do nićj , jest to sytuacya pełna je- 
szcze spokojności w sobie; figury już nie dumają wię- 
cej , nie zapadają się już duchem w otchłaniach wła- 
snej istoty, ale są oswobodzone i wolne, i zatrudnia- 
ją się sobą. Stopień ten jest osobliwie dla rzeźby sto- 
sowny. Posągi w swćj cichej a milczącćj wielkości 
spoglądają jakby z Olimpu w ten świat nasz śmiertelny. 

Dokładnićj atoli niż tłumaczenia wszelkie wyjaśnia- 
ją ten rodzaj sytuacyi przykłady z dzieł sztuki głośnćj 
i powszechnej sławy. Zrozumiesz jednak, iż jak wszę- 



316 

dzie, fak i tutaj zastosowanie ogólnych pojęć do przy- 
kładów ma swoje trudnośei; bo gdy teorya rozdziela 
'rzeczy dobitną granicą na klassy, stopnie, i tym po- 
dobne odcienia, w rzeczywistości tego silnego odgra- 
niczenia nie znajdziesz, bo często spotkasz się z przed- 
miotami stojącemi właśnie na granicy dwóch różnych 
dzielnic, przechylając się to w jedną to w drugą stro- 
nę; tak też wiele jest dzieł sztuki, gdzie trudnoby 
przyszło orzec stanowczo , czyli stan ideałów jest już 
stanem bez sytuacyi , czyli też jest już początkiem tej 
sytuacyi spokojnej w sobie, będącej cichym ducha ży- 
wotem, a którego czynność nie wypływa jeszcze z roz- 
dwojenia ich ze światem , lecz raczej z własnćj jego 
natury. Duch ideałów tu należących jest kryształową 
wodą źródła, co cichym ponikiem, począwszy się w ser- 
cu szczytów alpejskich, sączy się samotnie wśród kwia- 
tów niedostępnej polany; natura tylko słyszy cichą je- 
go mowę, a niebo samo strzeże jego biegu; a płyaie 
milcząc i w pokoju, nim się strąci urwistym spadkiem 
w głębie doliny, nim wzniogłszy się potęgą swej wody 
grzmiąc i pieniąc się znajdzie się w padołach burzli- 
wego żywota. 

Starożytność zostawiła nam najcudniejsze wzory tej 
sytuacyi : Diana myśliwa zdobiąca bytnością swoją Pa- 
ryż, Apollo lutnista, Amor i Psyche, Amor z łukiem, 
Apollin i Faun, obaj mieszkance trybuny florenckiej, 
młodzieniec wydobywający drzazgę ze skaleczonej no- 
gi , Faun grający na fujarce , i wiele tym podobnych 
dziwów świata greckiego; a obok nich śmiało postawić 
możesz wiele arcydzieł Canovy i Thorwaldsena: wspo- 
mnę tylko o ich grupie trzech gracyi. Cicha wielkość 



317 

duchowa, wyrażająca się tą sytuacyą w rzeźbie, jest 
najwyższym urokiem; rzekłbyś, iż duch tych figur 
śpiewa w głębi swojej pieśń nieśmiertelną, nie docho- 
dzącą zewnętrznego świata — sam sobie jest wieszczem, 
sam słuchaczem. Gdy w posągach tu należących niema 
tego nadziemskiego duszy spokoju , gdy w tej sytuacyi 
figury okazują ruchy gwałtowne, nagłe, szamotające 
się, wtedy graniczą prawie z karykaturą. Tak np. pa- 
trząc na onych kolosalnych marszałków, których nie- 
dawno jeszcze można było widzieć na moście Ludwika 
XV w gestykulacyi nagłej , w postaci szumnej i nadę- 
tej, powiedziałbyś, iż to truppa złych komedyantów, 
co nagle skamieniała. Turki , dźwigające w kościele 
zamkowym trumnę króla Jana i Michała, lub te anioły, 
dmące wzdętą twarzą w trąbę sławy, są jawnymi świad- 
kami upadkn uczucia piękności, który tak u nas jako 
i w całej Europie się pojawił. W sztuce świętej tu na- 
leży ,np. Pan Jezus , dzieckiem będąc , pieszczący się 
krzyżem albo bawiący się to kwiatem, to ptaszkiem lub 
owocami — albo igrający ze Świętym Janem; — Święta 
familia oblana spokojnością niebiańską, Chrystus zmar- 
twychwstały, Najświętsza Panna wpatrująca się obli- 
czem pełnem miłości i czci Bożej w postać śpiącego 
Zbawiciela. Podobne przedmioty są niewyczerpane, i by- 
łoby daremną pracą chcieć wyliczyć choćby najdro- 
bniejszą ich cząstkę. A lubo sytuacyą ta osobliwie sprzy- 
ja rzeźbie i malarstwu, jednakże i w poezyi okazuje się 
często pełną cudownego uroku. Taką np. znajdujesz 
w niektórych miejscach Fausta Goetego. Faust, wszedł- 
szy z Mefistofelesem cichaczem do komnaty Małgorzaty 
w nieobecności jej, w zachwyceniu powiada; 



318 

Ta powiewa Bkromnćj zaciszy tofanienie, 
I rząda i spokojnej szczęśliwości uczade! 
Wśród ubóstwa tego jakież bogactw skarby! 
W tćm więzieniu jakież niebiańskie wesele ! 

(Podnosząc zasłonę łóżka.) 
Porywa mnie dziwny roskoszy dreszcz! 
Ta stojąc dawałbym godzinami życie moje! 
' O nataro ! Ta lekkićm marzeniem sennych obrazów 
Wypiastowalaś poczętego w daszy anioła! 
Ta spoczywi^o lube to dziecię, 

Pieszcząc w piersiach tkliwych ciepłego żyda pączki! 
Tutaj pod świętym, czystym oddechem 
Roztuliła się jasnych Niebios postać! 

Tak i Julia^ nim poznała Romea, jest aniołem, spo- 
kojuości pełna , potulna bez granic woli matki swojdj, 
rzuca się cała w objęcie jej. Gdy jej matka odkrywa 
zamysł rodziców, by ją zaślubić Parysowi, i prosi, by 
mu się przypatrzyła na balu, Julia odpowiada, źe się 
będzie przypatrywała, ale źe o tyle tylko o nim sądzić 
będzie, o ile matka jej na to zezwoli. Poezya liryczna 
przemawiająca o wnętrzu duszy, wylewająca z gorących 
piersi dzieje tajemnicze uczuć naszych i myśli, najczę- 
ściej objawia nam ten stan sytuacyi, — tej sytuacyi bez 
walki. Hymny i psalmy zwłaszcza tutaj należą. 

Przecież spokojność ta duchowa ulatuje z serca 
ludzkiego , gdy człowiek , słuchając jedynie własnego 
natchnienia , zderzy się ze światem i potrąci ludzi od- 
miennych uczuć i woli. Wtedy zradza się kollizya wdzie- 
rająca się w cichą istotę człowieka, a kollizya prowa- 
dzi do czynów i walki. W różnych też postaciach i ró- 
żnych kształtach snują się około nas przyczyny wywo- 



319 

łujące koUizyą. Naprzód człowiek, ciałem swojem do 
natury fizycznej należąc , narażony jest na jej działa- 
nie. Prawda, że z naturą samą niepodobna jest walka, 
lecz katastrofy natury mogą się stać przyczyną kolli- 
zyi z ludźmi. Tak piękne nam przykłady starożytność 
nastręcza. Grecy np. wybierają się pod Troję, ale 
w Aulidzie brak sprzyjających powiewów wiatrowych 
zatrzymuje drogę ich floty. Wróżby badane orzekają, 
iż natura nie będzie sprzyjała ich podróży, póki Iphi- 
genia córka Agamemnona nie zostanie poświęconą na 
ofiarę Dianie. Tak Agamcmnon i Iphigenia postawie- 
ni są w kollizyi z dobrem i wolą całej floty greckiej. 
A przyczyny pierwsze tej kollizyi są potęgi natury fi- 
zyczne , brak pomyślnego wiatru. Podobnie dżuma, po- 
wódź, głód, pożar i inne podobne wypadki przyrodzo- 
ne stają się przyczyną zderzenia się z ludźmi» Wszela- 
ko klęski pochodzące od potęg natury straciły już wa- 
gę swoją; gdy Religia zaświeciła łuną Bożą, stały się 
one nawiedzeniem Opatrzności, wpływając pociechą 
w serce ludzi. Duch ten i wiara rumianem światłem 
otaczają postać Hioba i historyą jego, tak cudownie 
skreśloną w piśmie świętem. » Ogień Boży spadł z nie- 
ba, i dobytek jego i majętność w niwecz obrócił; wiatr 
przypadł z pustyni , uderzył we cztery węgły domu, a 
'dom upadł i zgruchotał dzieci jego; a Hiob powstał, 
rozdarł płaszcz swój, i upadłszy na ziemię uczynił 
Panu pokłon. Niebawem choroby zaraziły ciało Hiobowe 
od stóp aż do wierzchu głowy jego: a tak stał się po- 
śmiewiskiem i poniewierką ludzi najlichszych. Odstą- 
piły go dawne przyjacioły, a nawet żona jego, i zwró- 
ciły przeciw niemu mowę swoją dotykając cićrpkiemi 



320 

wyrzutami, i złorzeczyły mu gromiąc, ze to grzechy je- 
go ściągnęły gniewy Boże. Lecz Hiob korzy się Panu, 
wyznawa winę swoją, w końcu t^z Bóg przyjął oblicze 
Hiobowe i błogosławił ostatnim czasom jego więcej uiź 
początkom. A Hiob żył długo i oglądał syny swe, i sy- 
ny synów swoich, i umarł będąc starym i dni sytym. « 
Inaczej, i wbrew przeciwnie, rzecz się ma w świe- 
cie klassycznym pogańskim: tu inny stosunek jest 
człowieka do bogów swoich a wyraża siebie w swej 
całości w Prometheusie Aeschylusa. On tajemnie u- 
niósł zazdrościwym bogom ognia płomienie, co zra* 
dzają sztuki, umiejętności i wiedzę, najwyższe czło- 
wieka dobro. A Pan Olimpu w zemście swej i zawi- 
ści uderza okropnością swej kary. Prometheus, choć 
do skały przykuty, harde stawia czoło Jowiszowi, zu- 
chwale wyzywając zemstę króla bogów, sromotą okry- 
wa Hermesa wysłańca jego ; a gdy już chwila osta- 
tnia, pełna okropności, nad głową jego się zbiera, Pro- 
metheus pełen pogardy, woła: 

^Niechaj spada płomieni żar, 

I śniegów uskrzydlonych mrozy! 

Niech gromów, światem wstrząsających, potęga 

Wsze jestestwa pomiesza zamętem ! 

Ja nie ukorzę m^j głowy! — (w. 902). 

A tak w ostatniej chwili, gdy cała natiu*a się sza- 
leństwem rozsrożyła, gdy zbuntowane żywioły wirem 
pełnym grozy oblatują go kołem, gdy ziemia drżąc 
w swych posadach pęka, a tartarus, roztwierając się, chło- 
nie go w swe przepaści, on trwa w potędze niezłama- 
nej woli, i tak przepada do piekieł : zacny sposób zno- 
szenia krzywd natury. 



321 

Jest zaś iiiny rodzaj kollizyi również z natury po- 
chodzący, lecz nie z natury zewnętrznej otaczającej czło- 
wieka, jak raczej z wpływu, jaki z urodzeniem samem 
na człowieka wywiera. Zważ np. obraz mistrzowski, 
jaki nam skreślił Vicłor Hugo w Nołre-Dame de PariSy 
obraz owego Qnasimodo. Natura zrobiła go* ohydnym 
potworem i prawie bezrozuranym zwierzem, a tak roz- 
dzieliła go przepaścią nieprzebytą od Esmeraldy, przed- 
miotu miłości jego. W kollizyi tego rodzaju postawio- 
na jest Rebeka w hanhoe Walter-Skota : ona, żydówką 
będąc, kocha się w rycerzu chrześcijańskim. Także mi- 
łość bez nadziei jest uczucie Ophelii ku Hamletowi: ona 
dziewica skromnej przyszłości, on następcą tronu; ta 
różnica urodzenia , mocą ustaw państwa, staje się po- 
wodem kollizyi. Lecz godniejsza dla sztuki i człowie- 
ka jest kollizya pochodząca nie tak od ślepego władz- 
twa przyrody, jak z własnego czynu człowieka, to jest gdy 
człowiek własnym i od niego zależącym postępkiem sta- 
wia się w rozdwojeniu ze światem, gdy tu nie miesza 
się ślepy traf i przypadek, ale jasna wola i jawny czyn 
człowieka. Czemże atoli są te czyny? jakieito są te po- 
tęgi , co prą człowieka, by działaniem się zjawił ? To 
jest jeszcze jedno z zapytań ciężkiój wagi, które teraz 
mi rozwiązać wypada. Chociaż rozbiór mój następny 
prawie do wszystkich sztuk się nadaje, przecież najbliż- 
sze ma zastosowanie w poezyi. Mićj tu zwłaszcza tra- 
gedyą na pamięci; bo jak poezya jest najwyższym szcze- 
blem sztuki, tak znów tragedya jest najwyższym rodza- 
jem poezyi ; w tragedyi tedy, w ognisku sztuki, teorya 
znajduje zupełne i całkowite miejsce swoje. 

ŁuTT s Ks.— T. I. 41 



322 

Słońce, duch opatrzny natury, stanęło w ognisku 
zmysłowego świata i ociepla go i oświeca swym pro* 
mieniem, i trzyma swą siłą na wodzy, by się nie za- 
padł w przestworzach bez końca; a koło niego toczą się 
gwiazd tłumy i ogrzewają się przy tem świetle jego. 
A promi^ słońca jest przejrzysty, wiecznie jeden, wie- 
cznie ten sam ; gdy atoli spłynie na tę naszą ziemską 
doczesność, wtedy to traci swoją wiekuistą białość ja- 
sną i rozbija się w kolory powlekające rzeczy mate- 
ryalne. Jakoż jestestwa ziemskie mają tylko barwy, a 
nie stać ich na jasność białą promieni słonecznych, bo 
barwy nawet świata materyalnego nie są w swej czy- 
stości, lecz przyćmione doczesnością. Wszak w całem 
państwie rzeczy materyalnych, które widzimy na kuli 
ziemskiej, żadna nie ma barwy w swej czystości pier- 
wotnej , wszystko jest skalane, jakby kurzawą rzeczy 
ziemskich ; i rumieniec róży, i zieloność dąbrowy i błę- 
kit niebios, noszą na sobie cechę pokalania materyal- 
nego. Gdy zaś jeden z tych jasnych białych promieni 
wciśnie się w pokój ciemny szczeliną okienicy, niby sło- 
wo Boże w doliny ziemskiego żywota, i gdy go uchwy- 
cisz słupcem przejrzystym pryzmatu kryształowego, owa 
jasność biała rozszczepi się na płomyki różnobarwne, i 
płatami najświetniejszćj barwy zaświeci na ciemnej ścia- 
nie pokoju, a każdy płomyk zapali się barwą czystą, 
jasną, przejrzystą, jakićj natura materyalna zaznać nie 
zdoła. Lecz gdy znów nadstawisz tym różnobarwnym 
promieniom szkło wypukłe, soczewkę, zbiorą się te 
wszystkie promienie w jedność, zleją się z sobą, i znów 
złożą promień biały, znów wróci się jasność wiekuista, 
co nie zmienia się nigdy i trwa po wszystkie wieki, któ 



323 

ra sama jest matką jedną i powszechną wszelkiej prze- 
mijającej barwy. 

Tak, drogi przyjacielu mój, jest jedna prawda ogól- 
na, powszechna, będąca okiem świata, ciągle jedna, wie- 
cznie ta sama: jest to mądrość przedwieczna, co ocie- 
pla, oświeca i trzyma świat po przez stólecia i lat ty- 
siące, co, jak planety, wirem ją obiegają, i biorą z niój 
życie i światło i ciepło swoje. Lecz prpmień jej ja- 
snej białości nie zjawia się w swej czystości w sercach 
ludzi. W każdym człowieku, miasto onego jasnego pro- 
mienia wiekuistój mądrości, świeci tylko jedno przewa- 
żające uczucie, mające swoją własną barwę, swoją ce- 
chę osobną, różniącą go od innych. Przyjaźń , miłość, 
honor, przywiązanie rodzeństwa, rodziców, chęć sławy, 
odwaga, przywiązanie do kraju i t. p. uczucia, są to 
owe cechy nadające piętno ludziom, gdy jedna z nich 
wyłącznie w człowieku górę bierze. Uczucie to prze- 
ważające w człowieku jest zaiste prawdą, lecz tylko 
prawdą szczegółową, ztąd więc w tem niedostateczną i 
błędną, że jest prawdą przeważającą, że samo jedno sie- 
bie za prawdę uważa, że nie przyznaje innym prawdom 
szczegółowym tej samej wagi, tej samej wartości, że tem 
samem grzeszy on^ prawdzie ogólnej^ powszechnej i 
wiekuistej j świecącej ożywczem ciepłem, wieczną jasno- 
ścią przeczystą, która jest źródłem wszelkiej barwy du- 
chowej i ogólnym początkiem wszelkićj szczegółowej 
prawdy, która je wszystkie zarówno w sobie zawiera. 
Przecież i te szczegółowe prawdy pojedyncze, rozdzie- 
lone w rzeczywistości po sercach i umysłach ludzi nie 
świecą w nich czystą, niezmąconą barwą, bo są przy- 
ćmione pyłem rzeczywistości i zamroczone doczesności 



324 

tchem (ob. List IX). Gdy atoli ten promień biały, jasny 
wiekuistej prawdy uchwycisz kryształowym pryzmatem 
sztuki, juz on rozszczepi się na różnobarwne promienie 
szczegółowych ideałów, figur poetycznych , z których 
każda świecić będzie jedną osobną prawdą, niby jedną 
barwą tęczy, a prawdy te juz okażą się w swej czysto- 
ści, uwolnione od pyłów ziemskich ; proch i ćma rze- 
czywistości z nich spadnie, bo będą wzniesione nad świat 
doczesny, powszedni. Tak w sztuce, zwłaszcza w tra- 
gedyi, prawda jedna wiekuista rozpromienia się na koło 
ideałów. Jednak mistrz, sztuka, ma za powołanie swoje 
uzmysłowienie nieskończoności tej prawdy wiekuistćj, 
która zawsze jest jedna, zawsze ta sama (ob. List VII). 
Nie może tedy sztuka piękna poprzestać na prawdach 
szczegółowych, wyjawiających się w figurach pojedyn- 
czych, lecz winna okazać potęgę wiecznie trwałej praw- 
dy nieskończonej^ i na na powrót wrócić jej światłość 
jasną, białą, bezbarwną, winna ją rehabilitować, winna 
znów zebrać te promienie różnobarwne swych figur w je- 
dno ognisko, zlać je razem. Tak figury tragiczne, z któ- 
rych każda jest tylko wyobrażnikiem jednej prawdy szcze- 
gółowej, ją tylko uznając, stają w kollizyi, występują 
czynem i walką przeciw sobie, i grzeszą prawdzie, któ- 
ra jest prawdą wszystkich prawd. Dla tego też te figury 
tragiczne giną i ginąć muszą; śmierć ich jest zagubie- 
niem prawd szczegółowych, zlaniem ich niby różnobarw- 
nych promieni w jeden biały wiecznie jasny promień, 
jest zadość uczynieniem onej prawdzie wiekuistej i jej 
krwawą rehabilitacyą. Do tej wiecznej prawdy wszyst- 
kie prawdy wracają , tak jak z niej wypływają — ona 
nie ginie nigdy. Tak się dzieje w sztuce, tak w tra- 



325 

gedyi świata. Tak pojmowali teoryą kollizyi tragicznej 
wielcy mistrze. Pozwolisz, abym to, powyżej roztoczo- 
ne, pojmowanie wyjaśnił stosując je do jednego z arcy- 
dzieł sztoki. 

Zgadujesz już , iż wybiorę najwyższego mistrza 
wszystkich wieków chrześcijańskich — Shakspeara. Z je- 
go tragedyj najstosowniej nadaje się za wzór Romeo i 
Julia, bo już i nie pierwszy raz o niej wspominam, a na- 
daje się tem więcej , iż to dzieło jego najgłębiej roze- 
brane zostało przez estetyków, na których już opierać 
nam się godzi. Nie mogę się wdawać tutaj jeszcze w sam 
rozkład czynności, w organizm jego wewnętrzny, bo 
nie tutaj miejsce, bym oznaczył istotę tragedyi; ogra- 
niczę się tylko skreśleniem barwy i cechą figur, z któ- 
rych każda jest uzmysłowieniem innej prawdy szczegó- 
łowej, i dla-^tego każda staje w kollizyi ze wszystkie- 
mi. Piastą całej tragedyi jest miłość; ona tu posiada 
wszechwładną potęgę, ale wyraża się w całej swej 
wszechmocnej sile w Romeo i Julii. Choć ona w duszy 
gorącej i gwałtownej Romea innym świeci promieniem 
niż w sercu dziewiczem jego kochanki, przecież tak jego 
jak i ją zarówno niewstrzymaną przewagą prze i pory- 
wa do zguby: bo oni oboje wierzą tylko w miłość, w pra- 
wo własnego serca, ją tylko uznając za prawdę, a 
wszystkie inne lekce sobie ważąc. 

Inna prawda szczegółowa wciela się w ich rodzi- 
ców, będących głowami dwóch zawistnych sobie domów 
Capuktiów iMonieków; ci wierzą jedynie -wprawo ro- 
dziny, unoszą się prywatą i nie dbają o całość ojczy- 
zny swej upadającej pod brzemieniem niezgody wewnę- 
trznej; a w tej waśni wrogich rodzin przepada bez na- 



326 

dziei miłość dwojga kochanków. Kierowany jedynie wi- 
dokiem podniesienia świetności doma swojego i znacze- 
nia rodziny, Capuleł^ ojciec Julii, przeznacza ją Paryso- 
wi, nie pytając się zgoła w tym wyborze serca swej 
córki. Sam zaś Part/s, możny młodzieniec, wysoko siebie 
ważący, kocha się w Julii, nie pyta jednak czyli uczu- 
cia jego znalazły odgłos w jćj duszy. Nie o jej przy- 
wiązanie się stara, ale wprost do rodziców się udaje, 
w ich tylko władzę wierząc; i w tem się myli. Dla 
tego słusznie uważają za mistrzowstwo Shakspeara , iż 
Parys ginie z ręki Romeo, bo ten zaiste rzetelniejsze 
do niej ma prawo. Tybalłj z domu Capuletów, jest wcie- 
loną odwagą i ślepą nienawiścią , kocha bój dla boju 
samego. 

Merkucyo^ przyjaciel Romea, filozof, zważający wsz yst- 
kie rzeczy ziemskie z ich strony zartobUwe}^ maZozna" 
czącej, drwi sobie ze świata, ludzi i życia, satyrycznie 
na świat się patrząc. To stanowisko, jak z jednej stro- 
ny jest prawdą i dowodzi że Merkucyo uniósł się nad 
doczesność, tak z drugiej strony jest mylne: życie ma 
swoją stronę wielkiej wagi i pełną zgrozy. BentoUo i 
ojciec Lorenza są pierwiastkiem zgody i rozumu zimne- 
go, ale słowa ich i starania giną wśród huku rozigra- 
nych fali namiętności; bo tam, gdzie serce jest rozko- 
łysane burzą rozumu, na mowy nie wystarcza. 

Jakby na dopełnienie całości Shakspeare stworzył 
figurę, jaką jest mamka Julii, zapatrująca się na miłość 
jedynie ze stanowiska toy łącznie zmysłowego. Z począt- 
ku jej słowa nie są zrozumiane przez serce Julii, dzie- 
wicy pełnej niebiańskiej czystości, lecz gdy odgadła spo- 
sób widzenia swej starej przyjaciółki, już jej nie ufa, 



I 



327 

odwraca się precz od niej z uczuciem obrzydzenia. Po- 
dobnie służba wchodząca do gry, muzykanci nie dzielą 
nieszczęścia, co gromem na cały dom spada i i. p. są 
pełni grubych dowcipów, ironią cićrpką życia, i służą 
w rękach naszego wielkiego mistrza za tło, na którem 
isilnićj jeszcze koloryt całej sprawy się maluje. Wero- 
na znów, będąca sceną tych dziejów tragicznych , wła- 
śnie wystawia nam ten świat uznany przez nas powy- 
żej jako tło właściwe dla figur poetycznych, to jest ów 
brak ścisłych stosunków towarzyskich dozwalający swo- 
bodne działanie indywidualności. Stan ten wątłego po- 
rządku publicznego i dobra ogółu wstrząsanego rozter- 
kami damóu) przemożnych wyobrażone są w osobie księ- 
cia Werony. Jest on jedną z najważniejszych figur na- 
szej tragedyi. To groźbą, to ustawami, to środkami ła- 
godzącemi radby ukoić waśnie dotykające boleśnie do- 
bro publiczne. Wszakże usiłowania jego są daremne, 
nie zdołają uśmierzyć rozigranych niechęci i dumy pry- 
watnej. 

Spojrzawszy na te wszystkie figury, na te ideały, 
które wchodzą do tej tragedyi, wyznasz zaiste, iż mi- 
łoicy związki rodzinne^ powaga rodziców^ mgzłwo, uwa- 
żanie rzeczy ze stanowiska filozoficznego, zdrowy roz- 
sądek i rozumy zmysłowość, rząd publiczny, są praw- 
dami pełnemi wagi, lecz każda z nich jest tylko praw- 
dą szczegółową, prawdą pojedynczą, i poty tylko ma 
znaczenie, póki obok niej inne prawdy szczegółowe ostać 
się mogą, bo one wszystkie są tylko rozpojedynczone- 
mi promieniami tej wielkiej a wiekuistej prawdy, która 
je wszystkie w sobie zawiera. Jeżeli atoli one staną 
w koUizyi , a walkę i bój z sobą prowadzą nie uznając 



328 

siebie nawzajem, wtedy tii one w tój walce giną i prze- 
padają, jako to widzimy w naszej tragedyi. Romeo, Ju- 
lia, Parys, Tybalt, Merkucyo, giną, a katastrofa krwa- 
wa tak wstrząsa sercem pozostałych, iz się godzą i je- 
dnają zrzekając się sw^j pomyłki: a tak panowanie praw- 
dy wiekuistej, której wszyscy ubliżyli, przywrócone, i 
znów opatrznie świeci nad światem. Wszyscy dotknię- 
ci nieszczęściem podają sobie ręce , a ostatnie słoWa 
pełne prawdy najwyższej wyrzeka ksiąię^ ów wcielony 
porządek społeczny, — Nie mówmy, iż w t^j tragedyi śle- 
py traf sprowadził smutną katastrofę i krwawe rozwią- 
zanie, bo w tragedyi i historyi nie ma trafu; co się stać 
winno, koniecznie się staje; przypadek ma tylko po- 
zorną władzę, jest on tylko widomą przyczyną, lecz 
w głębi, na dnie wszech rzeczy, mieszkają potęgi co 
nieeofnione piszą wyroki, 

Kollizya i czynność pełna tragiczności wyraża się 
potężnie w malarstwie i rzeźbie. Ktokolwiek zna np. 
Niobę i dzieci jej. Porwanie Sabinek, Dwóch Szermie- 
rzy, Laokoona ; ktokolwiek zwłaszcza przypatrzył się 
sali Aegenitów w Glyptotece Monacheńskiej , przyzna 
mi, iż to są wcielone myśli i ideały tragików greckich 
i uczuje iż wśród tych ożywionych marmurów wypada- 
łoby czytać Sophoklesa, by się z nim duchem połączyć. 



Jeżeli tedy już zaiste się zgodzisz na takowe zapa- 
trywanie się na rzeczy, jeżeli przyznasz, iż figury poety- 
czne i ideały są wcielonemi prawdami, lecz prawdami 
szczegółowemi, i takowe prawdy mają za treść swoją, 
więc też wątpić już nie będziesz, iż zte samo przez się, zf e 



329 

istniejące dla siebie samego, miejsca mieć nie może 
w sztnhach pięknych. Bo co innego jest, jeżeli figura 
idealna, porwana przekonaniem wewnętrznem, popełnia 
zbrodnią gruchocąc i łamiąc wszelkie zawady, a co in- 
nego wykonywać zbrodnią dla zbrodni samej. 

Te ideały są więc , jakem powiedział, jedynie po- 
jedynczemi promieniami jednćj wieknistćj jasności, z któ- 
rej pochodzą i do której znów wracają, lecz złe samo 
przez się nie pochodzi zaiste od tej prawdy nieskończo- 
nćj, i dla tego tćz do nićj wrócić nie zdoła. Gzyliż z po- 
mieszania cieniów, a cieniów nieczystych, utworzy się 
jasność? Czyli z dźwięków samych przez się fałszywych 
złoży się harmonia akkordu? Nie zaprzeczysz iż z tego, 
cośmy powiedzieli, ideały winny wyrażać jakąś prawdę, 
a zatćm jakiś pierwiastek twierdzący, jakąś bytność 
uznaną w świecie duchowym. A czćmże jest złe, jeżeli nie 
brakiem czegoś; jest ono czemś głuchćm i pustem w so- 
bie; każda zbrodnia ma za nicę swoją cnotę jćj odwrot- 
ną. Co jest niczćm, co jest czczćm i pustem, nigdy nie 
stworzy dzieła w świecie umysłowym. Co jest czcze, 
nie może być poetycznćm , jest to najjałowsza proza. 
Jakaż piękność wzrośnie i złoży się z tego, co jest w so- 
bie już ohydnćm, szpetnćm i obrzydliwćm? Już nawet 
sam sposób mówienia oddawna tu orzekł, nazywając 
czyny niemoralne, złe, czynami szpetnemi, a nawzajem 
postępowanie szlachetne, zacne, poczciwe, uważane by- 
wa za jednoznaczące z czynami pięknemi. Jakież tedy 
stworzyć dzieło piękności z figur i osnowy szpetnćj i 
obrzydliwćj ? 

Już ze samego stanowiska, rozwiniętego w tych li- 
stach, zwłaszcza z tego, ccrm wyrzekł w Uście szóstym, 

ŁiiTT z Kr,— T. I. 42 



330 

wiesz, źe ja byoajmoićj nie uważam, jakoby moralność 
miała być celem sztuki pięknćj; bo jak z jednej strony 
sztuka, uzmysławiając nieskończoność istoty człowieczćj, 
już tern samem uszlachetnia i uzacnia człowieka, tak 
z drugiej zgadzasz się, iż ona tego uszlachetnienia nie 
ma za cel swój główny; ona, jakem powiedział, jest bo 
jest, bo wypływa koniecznie z istoty człowieka. A w koń- 
cu zważ, iż moralność a estetyczność inną piędzią mie- 
rzą. Słusznie mówi Schiller, iż czyny człowieka nie 
zawsze są w tym stopniu niemoralne, w jakim są nie- 
estetyczne. Cóż bardziej nie estetycznem, jak kradzież, 
kłamstwo, oszustwo, a przecież to wszystko w oczach 
moralności mniejszem jest przewinieniem jak mor- 
derstwo. I zabójstwo i zbrodnia pod pewnemi warun- 
kami mogą być, i bywają bardzo często, wprowadzone 
w sztuki piękne, ale nikczemnosć, podłość jest wręcz 
wszelkiej sztuce przeciwna. Dla tego zrozumiesz, iż nam 
trudno przystać na wiele figur, które Pan Kraszewski 
w powieściach swoich skreślił — nie wspominam już o 
autorach innych literatur. 

Zarzucisz mi może , iż wielkie imiona jako Dante, 
Milton, Byron , Goethe wprowadzają szatana w poezye 
swoje, a szatan jest przecież wyobraźnikiem ztego sa- 
mego przez się, istniejącego samo dla siebie. Prawda, 
ale też u tych mistrzów szatan ma inne wcale znacze- 
nie, jest on ową wewnętrzną pochopuością człowieka 
do złego , gnieżdżącą się na dnie serca, miotającą niem 
i porywającą do zguby. Sam Mefistofeles wyraźnie to 
potwierdza, bo gdy Faust porzuca umiejętność, nauki, 
wiadomości, będące dla człowieka właściwem polem na- 
bywania wiedzy, a party nienasyconćm ipełnempy- 



331 

chy pragnieniem wzniesienia się nad tę sferę przezna- 
czoną dla człowieka ze szatanem zawićra pakta, Mefi- 
stofeles rozbiesiwszy się w sobie powiada o nim: » Po- 
gardzaj sobie umiejętnością i sztuką, najwyższemi nie- 
ba darami i najszlachetniejszą człowieka potęgą, — nie- 
chaj cię usidli kłamstwa duch czarem swych błyskotek 
i mamideł — a przepadniesz i djabła będziesz własno- 
ścią, choćbyś mu się nawet i nie zapisał na własność. « 
Lecz wracam juz do wątku osnowy mojćj. Powie- 
dzieliśmy wyżej, iz każda tedy figura idealna jest wyo- 
brainikiem jednej prawdy, która w niej przemieszkuje, 
całą jej istotę stanowi i do działania unosi. Rodzi się 
tedy pytanie, w jakichze kształtach te prawdy i te po- 
budzające potęgi zjawiają się człowiekowi ? Pod jakąż 
one formą działają na umysł ludzki? — W głębiach zaiste 
własnych piersi naszych zradzają się te potęgi , co są 
władcami losu i żywota naszego; ani zaś zgadniesz, czyli 
to anioł — niemowlę drzemiące na różach, czyli hydra 
lęgnąca nieszczęścia , śmierć , zbrodnią i zgubę. Nim 
atoli człowiek zbadał te tajnie własnćj swćj istoty, za- 
nim poznał, iz to w nim samym rodzą się potęgi, co go 
uiewstrzymaną siłą osadzają na szczytach chwały lub 
wtrącają w otchłań ciemną , cóż dziwnego, iż mniemał, 
jakoby jestestwa nadprzyrodzone wiodły i parły nas do 
czynów, że bogowie schodzą z wysokiego Olimpu na- 
gląc człowieka do działań, którychby bez ich rozkazania 
nikt nie był dopełnił. W świecie chrześcijańskim bo- 
gów Olimpu zastąpiły czarownice, gnomy, rusałki, stra- 
chy, upiory i tym podobna gawiedź. Atoli w nowej i 
najnowszej literaturze widzimy tego przykłady. Lecz 
łatwo poznać, iż wprowadzanie tych jestestw do sztuk, 



332 

jako potęg działających, nie ma wiele wartości, jeśli 
te jestestwa nadprzyrodzone, pobudzające do czynu, będą 
jestestwami zupełnie obcemi dla ducha człowieka , je- 
śli zostaną zupełnie zewnętrznemi dla niego potęgami, 
na które on wpływać nie może i które wcale od nikogo 
nie zależą; bo już wtedy czyn jego nie jego będzie dzie- 
łem, lecz całkowicie, lub przynajmniej w części do onyeh 
jestestw należeć będzie; człowiek stanie się tylko ułom- 
kiem, niezdatnym do ideału. W epopei te zjawienia 
snadniej jeszcze niiejsce znaleźć mogą, bo w niej wy- 
stawienie jest właśnie zewnętrznem, plastyczuem; jest 
zaś wcale niewłaśeiwem w tragedyi, bo tu chodzi o to, 
abyśmy wejrzeli w tajnie ducha bohatera, w jego wnę- 
trze, i z niego zrozumieli postępowanie i czynności je- 
go. Rzecz zupełnie inaczej się ma, jeżeli te bogi, te 
zjiiwiska, które nam mistrz jako osobne figury maliąje, 
są istotnie niczem więcej jak potęgi i te prawdy szcze- 
gółowe żyjące we własnem sercu człowieka. Każdy 
zrozumie figurę jaką jest np. Mars, Apollo, Wenus, 
Amor, Minerwa; wszak to są jedynie pierwiastki wła- 
snej duszy naszej, jakto widzimy w Homerze i w wiel- 
kich mistrzach starego świata. Bo człowiek bogami 
zrodzonemi we własnych piersiach napełniał Olimp i 
stwarzał sobie niebo na jakie go stać było. Niebo i 
mieszkańcy jego były zwierciadłem własnej duszy czło- 
wieka. Tak i w literaturze chrześcijańskiej czarownice 
są wcielonym głosem serca Makbeta, a cień ojca wy- 
stępuje iście, jakby z grobu, z posępnej myśli Hamleta. 
Tak Wallenstein pragnąc czeskiej korony widzi w gwiaz- 
dach i astrologicznych figurach przeznaczoną mu pur- 
purę. 



333 

Ktoś powiedział, iz są chwile święte, co ciszą głę- 
boką uroczystą pokrywają naturę i serce człowieka; gdy 
drzewa, skały, kwiaty, wody, liście milczą nieporuszone, 
gdy muszka nie zaszeleści, łąka nie przemówi, obłoki 
nawet złote zatrzymują się w swym polocie; wtedy, 
niby dzieci marzeń i ułudy, z własnych piersi unoszą 
się gromadami gieniusze, rusałki, świtezianki, co napeł- 
niają naturę całą, ziemię i niebo. Lecz myślę, iż sil- 
niej jeszcze zradzają się te jestestwa duszy naszej w go- 
dzinach wieczornych późnej jesieni , gdy lasy zahuczą 
niby sejmem duchów natury, gdy drzewa, gdy gałęzie 
z sobą się swarzą, gdy wicher na niewidomych skrzy- 
dłach szaleje po żyjącej naturze pędząc przed sobą 
słupce liści zdartych, zakręcając je wirem, gdy, wpadł- 
szy do mieszkań ludzi, jęczy, stęka, skarży się i kwili 
jakby upiorów czereda, gdy mgły gmatwają się w utwo- 
ry dziwaczne, w olbrzymy pląsające po równinach, a 
księżyc, jakby gnany przestrachem poprzez niebo roz- 
dartych obłoków , to chowa się za chmur szmaty , to 
niekiedy przez szczeliny, jakby przez okna, na nas spo- 
ziera , i znów się kryje; ba, wtedy sama się powieść 
złoży, i byle mieć trochę wyobraźni, świat napełni się 
w koło jestestwami dzikićj fantastyczności i uniesie nas 
do innych nadrzeczy wisty eh krain. Chwil takowych do- 
świadczał każdy młodzieniec z duszą świćżą i ciepłą; 
doświadczała ich też literatura cała , póki i ona była 
młodszą, świćżą i ciepłą. Dość ci wspomnieć o jedena- 
stym i dwunastym wieku, gdy świat, jakby ogrody na 
wiosnę kwiatami, ustroił się w romanse i powieści cu- 
dotworne ; a one czasy złote, gdy z duszy Ariosta zro- 
dził się Odand szalony, a z myśli potężnćj Shakspeara 



334 

wyskoczyły dzieła przedziwnych uroków i barwy, jak: 
Burza i Sen nocy letniej! 

Zawsze atoli te zjawienia i postaci nadprzyrodzone 
nabierają dopiero wartości prawdziwej i głębokiego zna- 
czenia, jeżeli one wyrażają te uczucia, co w nas żyją 
i bez ustanku pracują, bo wtedy jedynie człowiek jest 
czynny przez się samego i działa przez siebie. Wszel- 
kie zaś powieści fantastyczne, nie mające tej głównej 
cechy, muszą być, mimo talentu autora, mimo imagina- 
ćyi, zawsze czemś czczem, powierzchbwnem i proza- 
icznem : bo cóż już może być więcej prozaiczne, jak 
posłuszeństwo potęgom przyrodzonym i widziadłom, 
które lada gdzie, lada komu, lada kiedy, wedle upodo- 
bania autora, zjawiają się i przynoszą rozkazy dla bo- 
hatera powieści, które znów tenże ślepo wykonywa. 
On sam jest jedynie ciemnem i bezwolnem narzędziem 
tych widziadeł, czyli raczćj autora samego. Nic ła- 
twiejszego jak pisanie podobnych powieści , byleby sa- 
mopas puścić imaginacyą, byleby ją rozpoić obrazami 
rozuzdanej fantazyi. 

Jest atoli jeszcze inna postać działająca na czło- 
wieka i wiodąca go do czynu : jest to potęga patety- 
czna , jest to ono pał/ios greckie. Nazwa ta również 
już przeszła w język estetyczny u innych ludów , dla 
tego ją też i my zachowujemy. Pathos znaczy co do 
słowa cierpienie ; w języku Estetyki zaś nie wyraża 
zupełnie toż samo co namiętność^ bo przez namiętność 
rozumiemy uczucie mniej lub więcćj szlachetne albo 
nizkie i naganne, ale pathos wyraża porwanie serca 
uczuciem znajdującćm także odgłos we wszystkich ser- 
cach. Są to one prawdy szczegółowe, nie zjawiające 



335 

się atoli juz w Kształtach figur i widmów, lecz wprost 
jako drganie wewnętrzne duszy i głos potężny, panują- 
cy w sercu i ogarniający całą istotę naszą, jak np. mi- 
łość, przyjaźń, przywiązanie rodzicielskie, honor, chęć 
sławy i inne tym podobne prawdy, których przykłady 
dopićro co widzieliśmy, rozbierając figury w tragedyi: 
Romso i JuUa. 

Jedna z najpotężniejszych potęg grających w sztu- 
ce świata chrześciańskiego i w całeni życiu jego jest 
miłość. Ona nie była znaną w świecie klassycznym; 
Grecy i Rzymianie pojmowali ją z jednej tylko strony, 
bo Ii ze strony zmysłowości, ztąd też zacność kobiety 
była w poniewierce i nie uznana w swem znaczeniu 
głębokiem. Gdy atoli słowo zbawienia wstrząsło my- 
ślą ludzi, gdy wiara duchowa osiadła na stolicy nieba 
i ziemi, gdy człowiek silnie i niewątpliwie pojął życie 
w innym świecie, pojął też życie w innej od siebie isto- 
cie, a miłość zrodziła się wśród ludzi. Miłość jest naj- 
piękniejszym kwiatem, który rozwinął się na ziemi, 
gdy na nią spojrzało słońce wiary. Cześć dla kobiety 
była głównym pierwiastkiem cywilizacyi Europy i wy- 
prowadziła ją z grubej nocy barbarzyństwa ; bo rycer- 
skie uwielbienie, łagodzące dzikość, surowiznę uczuć, i 
hamujące rozkiełzane namiętności, uczyniła człowieka 
sposobnym do zrozumienia najwyższych prawd, na któ- 
rych oparta zacność rodu ludzkiego i szczęśliwość świa- 
ta. Stan poniżenia niewiast jest najtrafniejszym do- 
wodem barbarzyństwa narodu, bo dowodzi przewagi siły 
fizycznej, onej przewagi najwięcćj hańbiącej, bo równa- 
jącej nas ze zwierzem. Tćj niewoli nie można przypi- 
sywać przewadze umysłu u mężczyzn, bo tćj |irzewagi 



336 

nie ma. Bóg zarówno podzielił między dzieci swoje 
przymioty duszy, obie płci zarówno kochając; tu o wyż- 
szości jednój płci nad drugą mówić nam nie można, 
obie są sobie pod względem umysłowości zupełnie rów* 
ne, choe zupełnie sobie odwrotne, zupełnie odmienne; 
bo tez ich powołanie również jest odwrotne i zupełnie 
różne. Mąż w swoim, kobieta w swoim zakresie dzia- 
łając, zarówno są ważnym pierwiastkiem świata; a 
jak kobićta nie zdoła działać w zakresie dla mężów 
przeznaczonym, tak zaiste mąż nie wydoła z całym swym 
rozumem zastąpić umysłowe działanie kobiety; i pod 
względem cielesnym i umysłowym są wzajemnem do- 
pełnieniem siebie i najściślejszemi siebie połowami. 
Jeżeli tedy nie umysłowej lecz fizycznej przemocy trze- 
ba przypisać stan poniżenia kobiet u ludów dzikich, 
z tej też przyczyny kobiety odprawiają tam najcięższe 
roboty, gdy mężowie łowią, polują lub śpią. Czyliż 
dziwno , że Azya dotychczas w barbarzyństwie ? ona 
iście nie wydżwignie się z dzikości i z otchłani nie- 
szczęść publicznych i domowych, póki tam płci obie 
nie będą z prawa porównane z sobą, póki tam wielo- 
żeństwo nie upadnie. Go większa, gdy i u nas w obcowa- 
niu towarzyskićm zdarzy ci się zobaczyć człowieka, 
co znieważa w czynach i lekkich słowach względy na- 
leżące się kobietom, już pewnym być możesz, iż to 
z gruntu barbarzyniec ; jakoż, gdy mu się lepiej przy- 
patrzysz, wnet spostrzeżesz, że pod tą swoją, choćby naj- 
więcej ogładzoną i wymuskaną, łupiną kryje serce pu- 
ste, ciasną głowę i strupiałą duszę. 

Jakoż widzę, że uniosłem się poza przedmiot, na- 
wracam tedy do dalszego wątku. Uważmy, że pathos. 



337 

iś potęga gorejąca w człowieku, będąca główdą śprę* 
zyną działauia jego, winna, jakem powiedział, być tej 
natury, aby znalazła odbicie i współczucie w sercach 
wszystkich. I tak zaiste zawsze się dziać będzie, je- 
żeli istotnie w sztukę te prawdy szczegółowe , wyzćj 
juz obszerniój rozebrane, wprowadzone będą; bo one 
są właśnie takowe, iz obudzą wtórujące dźwięki w ser* 
cach wszystkich widzów i słuchaczów. Czyliz prawdy 
wyobrażone przez figury w tragedyi Romeo i Julia nie 
są z tego rodzaju, iż je wszyscy dzielić będziemy, iz 
w nich samych siebie ujrzymy? 

Z tego tedy juz jasno wypływa , iz patetycznośc 
nie powinna wypływać z uczuć, do którycliby pewnego 
juz przygotowania naukowego, pewnego ukształcenia 
rozumowego potrzeba było. Jakoż odkrycie nowe i wa- 
żne w chemii, matematyce, w historyi naturalnej, zoolo- 
gii i t. p. umiejętnościach, może nas wprawić w zachwy- 
cenie, można nawet dla niego życie swoje ważyć, lecz 
nie odbije się w sercach wszystkich ludzi, i zrozumia- 
ne tylko będzie przez ludzi z pewnem ukształceniem; 
nie będzie tedy patetycznćm, nie może być tedy wpro- 
wadzone do sztuki; bo sztuka jest przemową ducha do 
duchów wszystkich, jest własnością wszystkich jestestw 
czujących i myślących, bez względu na ich naukowość. 
Mniej jeszcze patetycznemi bywają ochoty czcze, skłon^ 
ności i bezważne i śmieszne; one nawet w komedyi 
są niestosowne : bo co w sztuce żyje i w ideale się 
święci, powinno być godne aby też przez innych zro- 
zumianćm być mogło. Zachcenia atoli czcze i dziecin- 
ne do nikogo nie przemówią. 

Tak tedy pathos jest pierwiastkiem dziaiąjącym 

LiSTT Z Ks.— T. I. 48 

\ 



338 

1 

W ideale, we figurze poetycznej; zważ jednak , ii ta 
patetycznoścf, ta prawda szczegółowa, która w nim go- 
re, wcielić się winna we formę rzeczywistego czło- 
wieka. Mistrz, chcąc wprowadzić tę patetyczność w sztu- 
kę , winien sobie stworzyć człowieka, któryby ją ser- 
cem i czynami wyznawał, winien wynaleźć w duszy 
swojćj figurę właściwą do wyrażenia tego pathos, sło- 
wem, winien stworzyć charakter. W charakterze figu- 
ry idealnćj masz tedy dwie strony: naprzód owo ogólne 
pathos, drugi raz prawdziwego człowieka nadającego 
temu pathos pewną barwę i cechę. Wszak nie ma pa- 
tetyczności powszechniejszćj jak miłość, ona sama przez 
się wzięta w ogólności jest zawsze jedna i ta sama, a 
przecież nabiera różnej cechy, róznćj barwy, wedle 
charakteru ludzi; myryady ludzi już się kochało, a każ- 
dy kochał innym sposobem, każdy po swojemu, w każ- 
dym ona inaczćj się objawiała, wedle charaktern a oso- 
bistego piętna jego. Tak istota Najświętszej Panny przez 
wielkich mistrzów jednako pojmowaną była, a przecież 
jaka różnica jest w obrazach wielkich mistrzów! wszak 
Madonny Rafaela, choć jeden w nich żyje duch świę- 
tości najczystszej, są różne a różne. Przypominasz so- 
bie np. te głowy, które niekiedy dzieciom do przeryso- 
wania dają: jedna ma znaczyć rozpacz, druga gniew, 
tamta trwogę, i t. d. — te głowy zwyczajnie nie mają 
charakteru, bo nie są wzięte z rzeczywistych ludzi 
rozpaczających, gnićwających lub trwożących się, lecz 
są zupełnie abstrakcyjne. We Flecie czamoksięzkim 
występuje NoCj figura sama przez się zupełnie abstrak- 
cyjna, a zatćm zupełnie bez charakteru; trzeba było 
M to Mozarta, aby pokryć muzyką tę czczość figury 



339 

samej. Widzimy też jak twardo się passuje Klopstock 
w Messpadzie wprowadzając aniołów; bo anioły są czy- 
stemi duchami , a jako takie do siebie podobne , nie 
mogą mieć tedy same przez się barwy i piętna chara- 
kterystycznego, różniącego ich od siebie. 

Jeżeli zaś patetyczność żyjąca w człowieku powin- 
na mieć na sobie charakter pewnćj barwy, więc tez 
tę cechę właściwą okazać wypadnie; co tylko wtedy 
się stać będzie mogło, jeżeli okażemy charakter ten 
w rożnem położeniu, w rożnem stanowisku, w różnych 
stosunkach do rzeczy i ludzi. Nic sama tylko ta pate- 
tyczność winna na jaw wystąpić, lecz bogactwo, mnó- 
stwo uczuć i myśli, okazujące jakim ten człowiek jest, 
i jakie jego zachowanie w różnych życia przygodach. — 
Patrz, Achilles w Iliadzie, ów bohatćr twardego męztwa 
i zapamiętałego gniewu, wleczący zabitego Hektora o* 
koło murów Troi, ma duszę bogatą i szlachetności 
pełną; pokazuje nam go Homer to jako tkliwego przy- 
jaciela, to znów w chwili gdy ojciec Hektora, stary Pry- 
amus, błaga o ciało zabitego syna, i klękając przed A- 
chillesem zaklina młodzieńca na własnego ojca, i woła 
płacząc, że tę rękę całuje, co mu zabiła syna, a rycerz 
Grecki rozrzewniony ze łzami podnosi starca ze zie- 
mi. Albo, aby nie szukać innnych przykładów , masz 
Romea; wszak on, oprócz miłości dla Julii, ma nieprze- 
braną treść w duszy; bo jest odważny i przywiązany 
do przyjaciół, i czy w chwili gdy jest tknięty ciężką obra- 
zą przez Tybalta, czyli zraniony słowami Parysa, czyli 
zachowując się ze czcią dla ojca Lorenzo, czyli też ko- 
nając, w każdem położeniu wyjawia charakter swój i 
nadaje barwę całćj swój figurze; a we wszystkich tych 



340 

stosunkach, tak rozmaitych, zawsze to jest jeden i ten 
sam człowiek pełen szlachetności. Rzekłbyś, że cha- 
raktery takowe zyskują we widkich katastrofach ży- 
wota swojego; burza, co miota falami ich duszy i do 
dna je porusza , wymiata z głębi j(^j skarby ukryta i 
perły drogie. 

Takie ideały są charakterami w całćm znaczeniu, 
w nich nie jedno uczucie świeci samotnym płomieniem, 
ich istota spogląda na nas całćm niebem gorejących 
gwiazd. — Charakterem w największem znaczeniu jest 
Mobort, jakim go stworzył Pol; Mohort zawsze jeden 
a ten sam, czyli na dworcu królewskim, czyli na kre- 
sach ukraińskich odsądzonych od świata, czyli nakoniec 
z szablą w ręku, czyli w klasztorze, czyli wtedy , gdy 
prawi o niegdyś młodej miłości swojej — on zawsze je- 
den i ten sam. Różne życia koleje, ciemne i jasne losy 
jego wygrywają jedynie, jakby na strunach, różne tony 
na sercu jego, ale te tony wszystkie, te akordy i pie- 
śni zestrojone wszystkie do jednego kontra-punktu. Al- 
bo wspomnij na postać księcia Radziwiłła, skreśloną 
ręką mistrzowską Rzewuskiego, lub Chodźki — ona za- 
iste ze spiżu ulana, z jednej sztuki odlana. I Rzewuski 
i Chodźko przedstawili nam te figury tak plastycznie, 
jak posąg marmurowy greckiego mistrza, lecz w tym 
posągu żyją głębie uczuć, serdeczność gorąca, rodzima 
i niesFałszowana żadnym obcym tchem : możesz się 
ugrzać ciepłem tej postaci, odżyć jćj życiem; jeżeliś 
omdlał na sercu, a krew w duszy twojej skrzepła, od- 
młodniejesz tą postacią. Jest to charakter, na który 
już nie stać świat obecny. Ta plastyczność klassyczna 
obok treści bogatćj wewnętrznćj, prawdziwie romanty- 



341 

cznćj, jest właśnie zestrojeniem romantycznego i klas-* 
sycznego świata, jest tedy właśnie cechą najwyższą 
nowożytnej sztuki, przebywającą w charakterze, ja- 
kim jest Mohort, jakim Radziwiłł Chodźki i Rzewu- 
skiego , jaki znajdziesz tak często w powieściach Kra- 
szewskiego i Korzeniowskiego. 

Zebrawszy w krótkości cośmy wyzćj rzekli, widzi- 
my, ii jeśli charakter winien być bogaty w sobie, tak 
również we wszystkich stosunkach życia, w których 
nam go mistrz rozwija , powinien być jednym i tym 
samym. Charakter winien być jednością^ choć roz- 
maitości pełną: co działa, działa z siebie i jawnie; 
żadne potęgi ciemne, zagadkowe, nie powinny wpły- 
wać na niego , winien być w sobie jasny i przejrzy- 
sty, a bez długiego wahania się w czynach, bo wszel- 
ka niepewność dowodzi tylko rozdwojenia wewnętrznego 
i braku jedności duchowćj. 



Tak tedy skończyłem treść przeznaczoną na tę pićrw- 
szą wiązkę listów moich; widzę, że mi przedmiot pod 
ręką urósł i żem skrćślił prawie wszystkie , choć naj- 
ogólniejsze zasady Filozofii sztuki wedle dzisiejszego jej 
stanowiska. 

Pragnąc dopełnić przyrzeczenia mojego, starałem 
się o formę mnićj ścisłą, mniej surową, jakby może 
wymagała treść będąca tak ważną gałęzią filozofii sa- 
mej. Wybaczysz mi tedy, iż niekiedy wśród całego 
wątku wprowadzałem cię na ustronia nie będące wpraw- 
dzie wprost w stosunku z Estetyką^ leżące atoli zawsze 
jakby na granicy jćj osnowy, a udzielające i nowego wi- 
doku i chłodu wśród drogi naszćj. W tym tćż celu przy- 



342 

wodziłem ci dość liczne przykłady, wiedząc, iz za ich 
pomocą snadniej się porozumiemy. Jezelim tedy w po- 
locie dotykał to tej, to owćj epoki historyi sztuki, i je- 
zelim wspomniał przy sposobności o różnych jej rodza- 
jach , jako o rzeźbie , architekturze , malarstwie , mu- 
zyce , a nawet o różnych gałęziach poezyi , np. o tra- 
gedyi , lirze , komedyi , sielance , powieści , czyniłem 
to jedynie, aby przykładami wyjaśnić teoretyczne po- 
jęcia sztuki , w ogólności uważanej , a nie miałem by- 
najmniej myśli, ani rozebrać ze ścisłością szczegółów 
wszystkich, ani ci podać systematycznej całości; pragną- 
łem głównie dotknąć w tych listach, choć powierzcho- 
wnie, najważniejszych przedmiotów należących do 
estetyki, wedle dziś przyjętych wyobrażeń w tej umie- 
jętności, aby się tćm łatwiej porozumieć z tobą wzglę- 
dem ogólnego zapatrywania się na tę umiejętność. 

Jakoż wypadałoby mi jeszcze wiele podobnych li- 
stów napisać, zwłaszcza radbym w drugim ich szere- 
gu pomówić o fantazyi ; boć to ona jest potęgą twór- 
czą, rodzącą dzieła sztuki. Wspomniałem wprawdzie 
już dotychczas o tej potędze duchowej, lecz jedynie 
przygodnie, pobieżnie; teraz wypadnie nam o niej po- 
mówić ściślej i obszerniej , a rozbiór jej bliższy, jak 
myślę , rzuci nam jeszcze silniejsze światło w dziedzi- 
nę tajemniczą piękności. 

Zrozumiesz, że wyobrażenie choćby powierzchow- 
ne o fantazyi już nam wskaże , że tej sile z wielo- 
rakich stron przypatrzyć się należy. Lecz zaiste dwa 
są uajgłówniejsze względy, które się nam nasuwają, gdy 
mamy rozebrać istotę fantazyi. Bo naprzód możemy 
mieć na baczności fautazyą pojedynczego człowieka, 



343 

powtóre fantazyą różnego ludu i różnego wieku. Pod 
względem pierwszym wypadnie nam bliżej rozebrać tę 
potęgę wszecbmożną, niewolącą mistrza do stwarzania 
dzieł piękności; — pod względem drugim przyjdzie wy- 
świecić , jak to ona, różną będąc w różnych ludach i 
w różnych stuleciach, wykwita przeróżną sztuką dając 
świadectwo o rożnem usposobieniu ludów w historyi 
świata. Otóż widzisz, rozwój istoty fantazyi pod tym 
dwojakim względem będzie osnową następującego sze- 
regu listów. Poczem wypadłoby mi napisać jeszcze trze- 
ci szereg listów, w którymbym roztoczył dokładnićj 
istotę głównych pięciu rodzajów sztukij zwłaszcza wszel- 
kich gałęzi poezyi. Tym trybem będziemy mieli sposo- 
bność okazania, jak ogólne te zasady teoretyczne, choć 
zawsze jedne, zawsze te same, przyodziewają się w ciągu 
dziejów szatami różnych wieków i ludów i jakim sposo- 
bem one się stosują do każdego z osobna rodzaju sztuki. 
Spodziewam się, że może zamiaru tego dokonać 
zdołam, lecz tu wszystko głównie od tego zależy, 
czyli to , com już skreślił , do smaku ci przypadło , i 
czyli czytając te listy choć w cząstce doznałeś tego 
zadowolenia, które ja czułem pisząc je do ciebie. 
Przejrzyj niedostatkom, które bezwątpienia często w tćj 
mojej pracy spostrzegłeś, a wierzaj, że ci z całego 
serca wdzięczny jestem, żeś tak cierpliwie zechciał 
doczytać się końca i raczył tak życzliwie pójść za 
wątkiem osnowy całej — Vale et fave. 

KONIEC TOiMU PIERWSZEGO. 



345 



TRESC LISTÓW 

ZAWARTYCH W PIERWSZYM TOMIE. 



LIST PIERWSZY gtr. 5. 

Oznaczenie treści listów, stronica 7. — Stanowisko całćj osno- 
wy, 10. — Usprawiedliwienie formy, H. 

UST DRV«I, 8tr. 14. 

Ogóitmy trlifoik ttci msiiwhę. 

Stan dzisiejszego społeczeństwa do potęg natury 14. — Zjawi- 
ska nam spółczesne dowodzące budzącej się miłości do sztu- 
ki, 18. — Zasmakowanie w sztukach pięknych jest oznaką 
uduchownienia się czasu, 24. — Sztuka ma cel swój sama 
w sobie, 27. — Sztuka jest ogniwem łączącćm świat du- 
chowy z cielesnym, 30. — Historya sztuki jest obrazem 
rozwijania się duchowej potęgi ludzkiego rodu, 31. — 
W świecie chrześcijańskim sztuka straciła wagę swoje, 37. 

UST TRZECI, 8tr. 39. 

Rozmaitość pierwiastków duchowych i ich walka stwarza do- 
skonałość. Różne zdania co do samej drogi prowadzącćj do 
piękności, 40. — Czas głuchy w sobie i bez treści, wierzy 
w same jedynie prawidła, 41. — Prawidła stojące li na wzo- 
rach przeszłości. — Tow. Przyjaciół Nauk War. w r. 1812, 
45. — Prawidła opierające się na abstrakcyjnym rozumo- 
waniu z pomijaniem wzorów, 47. — Natchnienie, 50. 

LiSTT Z Kb.— T. L 44 



346 

UST CZWARTY, str. 55. 

SzMwha wie Je»M t%adiaaatĘyat%ie§n w%aMw$ry* 

Panowanie świata materyalnego nad duchem, 56.— Sztuka 
nie jest kopiowaniem natury, 58.— Wielkie dzieła natu- 
ry, Tatry, 58. — Stosunek rzetelny sztuki do natury, 62. 
Dwa pierwiastki koniecznie objęte w każdem dziele sztuki, 
65. — Różnica między dziełami prawdziwemi sztuki a 
dziełem będącem naśladowaniem natury, 65. — Wrażenie 
jakie te ostatnie na nas czynią, 67.- Zofiówka, — (igury 
woskowe, udawanie zwierząt. — Wyznanie, iż sztuka ma 
prawo przebierania w dziełach sztuki, 72. — Natura w swych 
najwyższych pięknościach jest ukrytą dla sztuki — Przykła- 
dy — Przestrzeń niebios, 73. — Puszcze pierwotne i ich 
cuda, 74.— Natura przedpotopowa, 77. — Piękność natu- 
ry i piękność sztuki, 85. — Lubo sztuka nie może być na- 
śladowaniem natury, przecież poznanie tćj natury jest o- 
gromnćj wagi dla ducha człowieka, 86. 

Od chwili stania się Boga człowiekiem, materya i natura jest 
jedynie naczyniem duchowem, 90. 

LIST PI4TY, str. 92. 

SMomuweh mitfMw$M «fo etttfftfłotr i «fo roetfittff • 

Powołanie zmysłów, 96.— Wzrok i słuch są jedynie zmysła- 
mi będącemi w stosunku do sztuki pięknej, 97. — Różnica 
ich do innych trzech zmysłów, 98. — Przyjemność zmy- 
słów nie jest celem sztuki 99. — Przeważanie strony zmy- 
słowćj w sztuce dowodzi jej poniżenia, iOl. — Czas ma- 
larzy //w^M l^owc/i^r, 102.— Przecież bez zmysłów potę- 
gi nie byłoby sztuki, 104.— Wielkie znaczenie świata zmy- 
słowego — Skon, 105.— Czasy poniewierania światem zmy- 
słowym nie są dla sztuki przyjazne, 107. — Pićrwsze czasy 
chrześcijaństwa, 108. — Symboliczność, 110. — W sztuce 
nie wyraża się pojmowanie rozumowe, 112. — Ailegorye — ' 
Shakspeare i Leonardo da Vinci — Dzieła sztuki przed są- 
dem zimnego rozumu, 115. — Podział sztuki pięknej na ró- 
żne jej rodzaje, 117.— 

UST SZtiSTY, str. 130. 

Sia9tMt%eh 9iifMfhi «fo tfeetf d. 

Niezawisłość uczuć od woli naszej, 133. — Uczucia nie mogą 
być prawidłem sądzenia o rzeczach, ani skazówką postępo- 



347 

wania naszego, 134. — Nie mogą tedy stanowić prawdy 
w sądzeniu o dziełach sztuki, 139.— Ucz'ucia są właści- 
wym sądem w sprawach zupełnie osobistych, 141.— Sztu- 
ka niema na celu wzbudzanie uczuć rehgijnych, ani moral- 
nych, 143. — Uczucie piękności czyli smak nie jest dosta- 
tecznym sędzią , ani twórcą dzieł sztuk pięknych, 150. — 
Pojmowanie piękności przez Platona, 152.— Właściwy o- 
kres dla smaku, w znaczeniu zwykłem uważany, 154. — 
Smak estetyczny — Styl, 156. — 

Chwile przemagających uczuć są zupełnie przeciwne sztuce, 
159. — Uczucia są atoli wyborną treścią dla sztuki, 160. 
Indyana Pani Sand, 161. — Stanowisko dzisiejszych roman- 
sów francuzkich, 163. — Powołanie rzeczywiste piękności, 
169. — Harmonia rozumu i uczuć, 174. 

UST SIĆDIY, gtr. 176. 

Mmiaia ^HfMuM. 

Różne rodzaje piękności, 195. 

UST tiSMY, gtr. 204. 

Stosunek sztuki do Rehgii, 205. — do filozofii, 210. — Zwy- 
czajne zdania o filozofii, 211.— Uwłaczanie rozumowi jest 
bluźnierstwem, 212. — Zapatrywanie się mylne na filozo- 
fią.— Jarouski i inni, 215. — Rzut oka na treść listów po- 
przednich, 224. — Badanie początku sztuk jest równie myl- 
ną jak niepotrzebną pracą, 227. 

UST niEWI^TY, str. 236. 

Stosunek rzeczywistości do sztuki, 242.— Przedmioty rze- 
czywistego świata nie mogą być żywcem przeniesione 
w świat sztuki, 243. — Istota Ideału, 244.— Stosunek idea- 
łu do natury fizycznćj , 250. — Zkąd pochodzi szpetność 
pozorna niektórych jestestw natury, 251.— Jestestwa po- 
jedyncze, żyjące — Okolica i peizaże, 255.— Pomniki hi- 
storyczne, 257. 



Sztuka i draperya — Figury dramatyczne— Obrazy hollender- 
skiej szkoły — Adryau Brauwer i Jan Steen, 258.— Sta- 



348 

chowicz, 265. — Paweł Kock — Kraszewski — Boz — We 
wyższćj sferze ideału rzeczywistość mniej jeszcze wystar- 
czyć może, 268. — Słowa Rafaela, 271. — Zdanie Cyce- 
rona o Phidiasie, 271. — Boleść bez granic nie ma miej- 
sca w ideale, 273. — Oedipus w Kolonos Sofoklesa, 274. — 
Romeo, 275.— Dwa obrazy Girodeta, 277i t. p. — Zastoso- 
wanie rzeczy tćj do komiczności , 279.— Don Quishot — 
Damy iHuzary, Poeta i Odludki Fredry, 280.— Trzy sfery 
ideału, 281. 

LIST KIESI4TT, gtr. 287. 

Stan społeczny stosowny do ideału, 289. — Dzieje Polski, 
295.— Murdelion Kaczkowskiego — Świat sielankowy — 
Wiesław Brodzińskiego, 298. i starzy sielankarze polscy, 
299.— B. Zaleski, Pol— Czasy Bohatćrskie Grecyi, 300. - 
Wieki romantyczne, 301. — Cooper — Walter-Skot, 304. — 
Romanse morskie, powieści ukraińskie, 305. 

Działanie ideałów, 306. — Sytuacya, 307. — Panteony chrze- 
ścijańskie, 308.— Indye i Egipt, 309. — Figury ze sytua- 
cya spokojną, 315.— Przykłady z rzeźby klassycznćj i no- 
woczesnćj, 316. — Małgorzata we Fauście, 317. — Julia 
Shakspeara, 318.— KoUizya, 318.— Powody, które wy- 

, wołują kollizyą, 319. — Powody przyrodzone, 319. — Iphige- 
nia, Hiob, Prometheiis, Quasimodo, 320.— Rebeka Walter- 
Skota, Ofelia, 321. — KolJizya wywołana czynem, 321. — 
Potęgi porywające człowieka do działania — przykład na 
tragedyi: Romeo i Julia Shakspeara, 322. 

Złe, 328.— Powody działania w sztuce, 331.— Pathos, 334.— 
Miłość, 335.— Charakter, 338.— Achilles— Romeo, 339.— 
Mohort Pola, Ks. Radziwiłł Rzewuskiego i Chodźki, Kra- 
szewski i Korzeniowski, 340. 



Pożegnanie czytelnika, 341. 



I