(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Biodiversity Heritage Library | Children's Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Marcin Bielski; studyum literackie"

mmmm: 



f^mmm 



Ud 



■tD 



ICO 



Digitized by the Internet Archive 

in 2010 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/marcinbielskistuOOchrz 



/v\P\RClN BIELSKI 



Druk Rubieszewskiego i Wroliiowskiego w Warszawie. 



MARCIN BIELSKI 



STUDYUM LITERACKIE 



PRZKZ 



IGN. CHRZANOWSKIEGO 





WRRSZRWPi 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI E. WENDE i Sp. 

1906 



^o3BOJieno Il,eH3ypoio 
Bapiuana, 7 OnTnópn 1905 r. 







UKOCHANEMU OJCU 



TREŚĆ. 



Słr, 



ROZDZIAŁ PIERWSZY. ŻYCIE : . . 1 — 2.^ 

I. Pochodzenie. Wspomiiicuiii n)loduści. II. Na dwuize Tiotra Kmi- 
ty. III Pobyt w Krakowie; wpływ prądów reforniacyjnych; humauizni 
a literatura narodowa; początki działalności literackiej; „Żywoty filozofów"; 
praca nad „Kroniką świata"; proces z Myszkowskimi. IV. Na wsi; tęskno- 
ta za miastem; gospodarstwo; drugie wydanie „Kroniki świata"; domnie- 
mane współpracownictwo w przekładzie Nowego Testamentu i w „Proroc- 
twie Ilozeasza"; starość; „Komedya Justyna i Konstancyej"; trzecie wyda- 
nie .Kroniki świata": dalsza praca nad histor3'a; satyry; -Sprawa rycer- 
ska"; śmierć. 

Przypiski 26 — 28 

ROZDZIAŁ DRUGI. ŻYWOTY FILOZOFÓW 29 — .37 

I. Charakterystyka dzieła Bnrleya „O Ż3'ciu i obyczajach filozofów 
i poetów starożytnych"; „Żywoty" Konacza; stosunek Bielskiego do Bur- 
leya i Konacza. II. Przedmowa Andrzeja Glabera; „mądrość przyrodzona"; 
myśl przewodnia i stanowisko „Żywotów". 

Przypiski 37 — 54 

ROZDZIAŁ TRZECI. KRONIKA ŚWIATA 55 ^ 102 

I. Kroniki świata w epoce odrodzenia we Włoszech i w Niemczech; 
pisma historyczne w Polsce i w Czechach w pierwszej polowie XVI wie- 
ku. II. Poglądy Bielskiego na historyę. III. Zawartość trzech wydań „Kro- 
niki świata". IV. Źródła. V. Wiadomości własne; mowa Hieronima Łas- 
kiego; Izabella Jagiellonka; Inflanty; dodatki do Herbersteina; Cyganie; 
obyczaje żydowskie. VI. Stosunek do źródeł; niedokładności; chronologia; 
łatwowierność; niejednolitość metody; nierównoraierność w rozmiarach po- 
szczególnych części i jej przj^czyny. VII. Wybór uiateryału; historya Gre- 
cyi; anegdotycznośó; osobliwości; „plotki" żydowskie. VIII. Tendencya dy- 
daktyczna; moralizacye; ustęp o alchemii; religijność; pogląd na dzieje 
ludzkości; eschatologia; nauczanie cnoty i mądrości politycznej. IX. Kry- 
tyka Kościoła katolickiego i tendencya protestancka; papieże; historya re- 
formacyi; Luter; obrazy, czyściec, solu fidc. X. Sąd ogólny o „Kronice 
świata" i jej znaczenie. 

Przypiski 102—125 

ROZDZIAŁ CZWARTY. KRONIKA POLSKA 126—149 

I. Geneza; poglądy na dawnych kronikarzy. II. W3'^wód narodu 
polskiego; Wapowski i Kromer; list Aleksandra Macedońskiego; poczucie 
plemienne. III. Kronika Miechowity, jako główne źródło kroniki polskiej. 
IV. Stosunek do Decyusza. V. Stosunek do Wapowskiego; wiadomości 
własne. VI. Ostatnie lata kroniki polskiej. VII. Charakterystyka kroniki 
polskiej; łatwowierność; tendencya dydaktyczna; indywidualność; sąd^"- 
i uczucia; niechęć względem Kościoła katolickiego; cuda; nabożeństwo sło- 
wiańskie; klasztory; odpusty; zabójstwo świętego Stanisława. Ogólny cha- 
rakter kroniki polskiej i jej znaczenie. 

Przypiski 149 — 174 



ROZDZIAŁ PIĄTY. KOMEDYA JUSTYNA i KONSTANCYl . . . 175 - 197 
I. Pogląd Bielskiego na literaturę piękną; geneza Komedyi; „Psj'- 
choniachia" Prudeucyusza; moralitety w Europie zachodniej. II. Treść 
Komedyi. III. Jej podobieństwo do moralitetów łacińskich; reminiscencye 
•/. Keja i z dyalogu o śmierci; demonologia; szczegóły z życia. Tendencya 
pedagogiczna i jej charakter średniowieczny. IV. Pierwiastki artystycz- 
ne; brak akc^^i; charakterystyka postaci; psychomachia Justyna. V. Roz- 
mowa mistrza z książkami. 

Przypiski ,197 — 199 

ROZDZIAŁ SZÓSTY. SATYRY 200 — 240 

I. Geneza; pogromy Węgier; chronologia satyr. II. Forma satyr. 
„Sen majowy"; wizya senna; walka zwierząt z ptakami; postaci allegorycz- 
ne; Anteus. „Rozmowa baranów": Pasąuillo i Marforio. „iSejm niewieści" 
a ..Sejmik" Erazma z Roterdamu; różnice; trzy pierwiastki satyry; kompo- 
zycya. III. Obraz ogólny; apoteoza przeszłości; przyczyna złego: cudzo- 
ziemczyzna; wsteczaictwo. IV. Życie ijubliczne szlachty: sejmy, sądo- 
wnictwo, urzędy, rozluźnienie dyscypliny wojskowej. V. Życie prywatne 
szlachty: pr^-wata, zadomowienie, ucisk chłopów, zanik ducha rycerskiego, 
zbytki. Szlachcianki. VI. Satyra na mieszczan: sądy miejskie; ździerstwo 
w Krakowie: rzemieślnicy. Mieszczanki. VII. Brak satyry na duchowień- 
stwo i na życie obozowe. Charakterystyka satyr i ich znaczenie. VIII. Pro- 
gram naprawy Rzeczypospolitej i jego źródła Miasta szlacheckie. 

Przypiski 240 — 242 

ROZDZIAŁ SIÓDMY. SPRAWA RYCERSKA 243 — 255 

1. Litei'atura strategiczna w epoce humanizmu w Europie zachod- 
niej i w Polsce; Łaski, Przyłuski, Modrzewski, Tarnowski. II. Treść „Spra- 
wy rycerskiej ''. III. Charakterystyka „Sprawy rycerskiej"; jej charakter hi- 
storyczno-dydaktyczny; doniosłość rzemiosła wojskowego, karność, duch 
rycerski, ćwiczenie; przestroga przed „zależeniem w pokoju'"; mnisi; po- 
budka przeciwko Turkom. 

Przypiski 255 — 259 

ROZDZIAŁ ÓSMY. CZŁOWIEK I PISARZ 260-269 

Dążenie do poczciwej sławy Umysłowość. Oczytanie Cechy śre- 
dniowieczne; brak krytycyzmu. W^pływ reformacyi. Zasługi około języka 
ojczystego; składnia i słownik; styl. Brak talentu i silnej indywidualności. 
Tendencya literacka Reja a Bielskiego: cnota a nauka; „zależenie w pokoju" 
a sprawa rycerska. Stanowisko w historyi literatury. 

Przypiski 269 — 270 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY. SĄDY WSPÓŁCZESNYCH I POTOMNYCH. 271—278 
Wiek XVI i XVII; poczytność: liumaniści; historycy; dopiski ręko- 
piśmienne na egzemplarzach „Kroniki świata". Wiek XVni; Załuski. 
Wiek XIX: Prażmowski; Ossoliński; Wójcicki; Maciejowski; Wiszniewski; 
Sobieszczański; Pawiński; Tyszyński; Bem; Bartoszewicz; Wisłocki; Chmie- 
lowski. Wiek XX; Briickner; Sinko. 

Przypiski 278-280 



ROZDZIAŁ PIERWSZY. 



ŻYCIE. 

Popularna u nas w wieku XVI etyka Hermana Sch.ottena uczyła, że „mo- 
żemy ojczyźnie naszej abo sąsiadom piącią rzeczą służyć: naprzód, pracować 
i starać się o pomnożenie czci i chwały, a to w tern się dzieje, gdy usiłujemy, 
abyśmy takimi się stali i stateczność pokazowali, jakoby śmy ozdobą czasu 
swego ojczyźnie swojej być mogli, któraby z nas swoje chwałę miała; powtóre, 
abyśmy ją mądrością i radą zdobili i wspomagali: jeśliby głupia b3^ła, wyucza- 
li; po trzecie, szukać jej pożytku, abyśmy się wdzięcznymi być tej ziemi poka- 
zali, która nas urodziła, żywiła i wychowała; czwarta rzecz jest — bronić ją abo 
mądrością, abo mocą, jakobykolwiek czas abo potrzeba ukazowała; piąta rzecz, 
gdyby potrzeba była, inaczej się jej posłużyć nie mogło, abyśmy gotowi byli 
dla niej umrzeć, którą śmierć nauczciwszą być powiedają" ^). 

Nie zbywało, na szczęście, Polsce XVI wieku na ludziach, którzy, mimo 
rozkrzewiającej się prywaty, dbali o pomnożenie czci i chwały ojczyzny, słu- 
żąc jej, jako kto mógł, nadewszystko rzeczą drugą, t. j. mądrością i radą, 
zwłaszcza za Zygmunta Augusta, do którego słusznie pisał Górnicki dnia 
osiemnastego Lipca roku 1565, „iż za żadnego polskiego króla tak wiele uczo- 
nych ludzi w Polszczę nie było". Lecz mniej było takich, którzy ojczyźnie 
służyli nie tylko rzeczą drugą, ale i piątą: nie tylko mądrością, ale i poświęce- 
niem własnego życia, sprawą rycerską. Rej poczytywał wprawdzie za roz- 
kosz „patrzeć na hufy, pięknym porządkiem postępując, nasłuchać się onych 
wdzięcznych trębaczów,,... aż ziemia drży, a serce się od radości trzęsie'": ale 
sam, chociaż, jak zapewnia Trzecieski, „i rzeczy pospolitej i przyjacielskiej po- 
sługi nigdy nie omieszkał", jeżeli czasem kordą dobywał, to „chyba w rozwa- 
dzaniu", — nie wśród wdzięcznego głosu trąb wojennych, lecz wśród „wsze- 
tecznej muzyki" grzmiących za uchem bębnów, wrzeszczących kozich rogów, 
„pomortów a puzanów, co wszytki zagłuszą". Górnicki wierszem opiewał 

Bielski. 1 



pogrom Krzyżaków na polach Grunwaldu, a prozą zalecał dworzaninowi, 
„aby był dobrze wyćwiczonym w tem wszystkiem, co żołnierzowi umieć nale- 
ży,.... i wiedział postępki wszytki i fortele około bitwy..., iż, jeśliby samemu 
kiedy do tego przyszło, aby go nikt w tem podejść nie mógł": ale jemu sa- 
memu nigdy do tego nie przyszło. Kochanowski biadał nad zanikiem ducha 
rycerskiego w szlachcie i pięknie wołał: 

A ty, coc Bóg dał siłę i serce po temu. 

Uderz się z poganinem: 

ale sam, chociaż raz, jak się zdaje, wyruszył na wojnę i, stojąc w obozie w Ra- 
doszko wicach, „w koło swego pana straż dzierżał, niecąc ognie aż do rana", 
nie uderzył się z nieprzyjacielem, bo król Zygmunt August na odwrót zatrą- 
bić kazał. 

Szczęśliwszy od nich wszystkich był pisarz o wiele mniej głośny, który 
nie był nigdy ani posłem sejmowym, ani starostą, ani sekretarzem królewskim, 
od Reja o wiele niższy zdolnościami i werwą pisarską, od Górnickiego wy- 
kształceniem i pięknością wysłowienia, z Kochanowskim wogóle nawet mierzyć 
sienie mogący, lecz który miłością ojczyzny ani jednemu z nich z pewnością nie 
ustępował, pracowitością niezawodnie ich przewyższał: szczęśliwszy dla tego, 
że ojczyznę swoją nietylko mądrością i radą zdobił i wspomagał, ale jej piersią 
własną bronił. Pisarzem tym był Marcin Wolski, który się później Bielskim 
przezwał, rycerz, kronikarz i poeta. Starszy od Reja o lat dziesięć, od Gór- 
nickiego o trzydzieści dwa, od Kochanowskiego o trzydzieści pięć, spędził 
wiek młody, do służby rycerskiej podatny, nie w czasach Zygmunta Augusta, 
o którym mówi jeden kronikarz, że „strzegł się wojennej prace, a skłaniał się 
do pokoju", wskutek czego, dodaje drugi, „było nie bardzo litewskim grani- 
com zdrowo", lecz w czasach Zygmunta Starego, kiedy to duch rycerski był 
jeszcze w szlachcie o wiele silniejszy i żywszy, aniżeli później; wychował się 
w epoce, kiedy słynęła jeszcze Rzeczpospolita rycerzami tej miary, co Mikołaj 
Kamieniecki i Jan Tworowski i książę Konstantyn Ostrogski, „onym boha- 
tyrom, o których bajano, godzien... iście na wszem" ^), i Jan Tarnowski, któ- 
ry „Wołochy, Tatary, Turki, Moskwę gromił", na podobieństwo Herkulesa, 
co „się z smoki, z hydrami, z srogimi lwy gonił", ^) i Bernard Pretfic, „mur 
krajów podolskich", o którym nawet Tatarki, ,,chociaj go nie znały, wspom- 
niawszy zbite męże, snadź o nim śpiewały". "*) Bielski znał tych mężów wa- 
lecznych, pod niejednym z nich służył wojskowo, to też do późnej starości 
przechował pamięć o ich tryumfach wojennych i do tej młodzieńczej epoki 
swego życia tęsknem sercem się zwracał, widząc, że inne już nastają czasy, i, 

Pamiętając na swe starsze i miejsce ojczyste, 
Które w Polszczę wycliowało takie męże czyste, 

odzywał się w starości z goryczą o młodych, że w kartach i kuflu utopili ducha 
rycerskiego, że „przyszłym czasom nie rozumieją, bo ich jeszcze nic nie dolega 
takiego, skądby się obaczyć mieli, jako Mędrzec powiedział: Błogosławione 
królestwo, które czasu pokoja stanowi sobie obronę na przyszłe czasy". 

I. 

O życiu Marcina Bielskiego, herbu Prawdzie, przechowało się zaledwie 
kilka pewnych wiadomości. Że urodził się oJcoło roku 1495, to wynika ze słów 



jego syna, Joachima, który w kronice swojej zapisuje pod rokiem 1575: „Pod 
tym czasem, to jest dnia 18 Grudnia, Marcin Bielski, ociec mój, historyą swą 
kończąc aż do śmierci, umarł; miał lat niedaleko uśmdziesiąt" ^). Pochodził 
z Wielkopolski, o czem świadczą te jego własne słowa w „Żywotach filozo- 
fów": „Marcin Wolski z Wielkiej Polski do czciciela rymuje"; a w „Komedyi 
Justyna i Konstancyej", wysyłając w świat swoje książki, mówi do nich: 

Potem do Polski pójdziecie, 

Swoim się ofiarujecie, 

Bo tam rodziny dosyć mam. 

Jego miejscem rodzinnem jest wieś Biała pod Pajęcznem, w ziemi sie- 
radzkiej -). Był więc Bielski Wielkopolaninem, ziomkiem Andrzeja Glabera 
z Kobylina, a jeżeli pomimo to Ambroży Breżowski, który tłumaczył „Kro- 
nikę świata'" na jezj^^k ruski, nazywa go ,, szlachcicem ziemi mazowieckiej", 
to może dla tego, że wiedział, iż gniazdem Prawdziców jest rzeczywiście nie 
Wielkopolska, tylko Mazowsze. To też mówi Bielski do swych książek: 

Stąpicie też do BeUunów, 

Naszej braciej Mazoszanów, 
Do moich stryjów Prawdziców. 

A więc ,, stryjów" swoich nazywa Bełżanami i zarazem Mazowszanami; 
niema w tem żadnej sprzeczności: wielu, bardzo wielu Mazurów stawało się 
Bełżanami, i to od dawien dawna, bo już od roku 1388, kiedy to król Władysław 
Jagiełło, wydając siostrę swoją, Aleksandrę, za Ziemowita, księcia mazowiec- 
kiego, przekazał mu w posagu ziemię bełską: od tej chwili rozpoczęła się tam 
szybka i obfita kolonizacya mazurska. 

Gniazdo swego rodu, Mazowsze, znał Bielski, bywał bowiem na dworze 
Janusza, księcia mazowieckiego, jak o tem opowiada w ,, Kronice Świata" pod 
rokiem 1526, — i „swem okiem widział, będąc tam, gdy przez miary pił ksiądz 
Janusz z dworzany swymi, trójnik z muszkatellą mieszając". Innym razem 
był świadkiem, jak ,, upiekli piekarkę z Krakowa i Kliczowską ziemiankę mę- 
ką okrutną, nową i wymyśloną, przed Warszawą, na com patrzył, gdy wko- 
pali w ziemię słup, do którego obiedwie na łańcuchach długo uwiązali, każdą 
na swoim łańcuchu nago, opak ręce związawszy, a około ich nakładszy drew, 
wkoło zapalili; piekły się około onego ognia, jako pieczenie, na czterzy go- 
dziny, niżli pomarły, biegając około słupa, narzekając, kąsając zęboma jedna 
drugą ^). 

Lecz obok tych przykrych lub strasznych wspomnień wywiózł z Ma- 
zowsza i inne, weselsze, 

Bo tam ziemia barzo ludna, 

Pani gładka, panna cudna. 
Wprawdzie 

nie darowne wdowy. 

Nie da wołu, ani krowy. 

Często na biesiadach siedzą. 

Wszytko sami spiją, zjedzą. 

Lecz dobry obyczaj mają: 

Radzi po polsku czytają. 

Bodaj zdrów był Bielski! Taka sama to prawda, że — w pierwszej połowie 
XVI wieku -- Mazury radzi czytywali, jak że ślepy Mazur do dziewiątego 



- 4 — 

dnia". Ale trudno, — każdemu gniazdo miłe, w którem się wylęgnie, i zły to 
ptak, co swe gniazdo plugawi! 

Z innych wspomnień młodzieńczych przechował Bielski jedno jeszcze, 
ciekawą dla obyczajowości owych czasów opowieść o trzynastu frantach, którą 
od ojca swego słyszał: „Na początku panowania króla Zygmunta" (Starego) 
,niektórzy ziemianie i mieszczanie, jako Piotr Zatorski z Krakowa i Jakub 
Mielsztyński, wójt z Brzezin, i drudzy, których było w liczbie trzynaście, wy- 
brali miedzy sobą Krystusa i dwunastu apostołów, chodzili po wsiach, każąc, 
i cuda czynili kuglarskim obyczajem, to jest skrzysali umarłe na zmowie, ry- 
by łowili w kałuży na rozkazanie Krystusowo, wsadziwszy je tam pierwej, 
takież i chleby w piec miotali, a zasię w imię Krystusa wybierali, z podziwie- 
nim ludzi, których za nimi wiele chodziło. Gdy do Śląska szli, wstąpili do 
Częstochowej w kapitulny czas, gdy bywa wielka ofiara u mnichów. Nie 
znano ich jeszcze. Uczynili Judasza opsesem" (opętanym), ,,któr3'- nakładł so- 
bie w zanadrze kamyczków za koszulę od gołego ciała, a zwierzchu miał 
z sukniej lankę" (Iniankę) „dwoistą, do której mógł włożyć, co trzeba, jako 
do kalety. "Wiedli tedy drudzy onego opsesa do ołtarza, aby się ofiarował, 
a potem miał z niego mnich czarta wyganiać. Opierał się opses rzekomo, nie 
chciał do obraza, a gdy go gwałtem przywiedli, rzucił się na ofiarę, wydar- 
szy się im z ręku, brał na ołtarzu pieniądze, a kładł do sowitej suknie, osta- 
tek zrzucił z ołtarza. Mnich, co miał mszą, uciekł od ołtarza, dał wiedzenie 
drugim mnichom, którzy, gdy przyszli, odpasali go, mając za to, aby w zana- 
dra kładł pieniądze. Wypadły tedy ony kamyczki, których był za koszulę 
nakładł, a pieniądze zostały miedzy sukniami. Mniszy, zasmuceni, mając za 
to, aby to czart przemienił z pieniędzy kamienie, mówili długo modlitwy 
i egzorcyzmy nad kamyczki, aby się zstały pieniądzmi, jako pierwej były. Gdy 
się kamyczki nie chciały odmienić, uderzył mnich agendę o ziemię, rzekł: 
Jeszcze na nas tak chytry czart nie przychodził, jako ten, pódźcie z nim ku 
wszytkim czartom, aby go osiedli: życzylibyśmy mu tego za swoją szkodą. 
Wyszli precz z kościoła z pieniądzmi. Chodził opses po gospodach, gdzie 
mięso ujrzał, tedy je brał, zrywał pieczenie z rożnów, a ciskał na swoje apo- 
stoły, a oni jedli a żegnali się z drugimi ludźmi. A tak się żywili, gdyż swo- 
jej kuchniej nie mieli. Gdy było w Śląsku, przyszli do jednej ziemianki na 
wsi, rzekli jej: Pani szlachetna! Nawiedza cię Kry stu s z apostoły swymi, ofia- 
ruj się im. Rzekła: Nie mam męża doma, przeto mi się nie godzi samej. 
Rzekli: Masz jakie obrusy albo prześcieradła ku poświęceniu? Rzekła: Mam 
A gdy ukazała jedno, wyjąwszy je z skrzynie, rzekli: To my z sobą weź- 
miemy, ^hjć się przędziwo rodziło; ukaż drugie. Rzekła: Nie dam go wam, 
bo nie śmiem przed mężem. A tak oni zawinęli żagwie kęs z ogniem w ono 
prześcieradło, dali jej zasię Włożyła jej w skrzynię. Gdy to tam tlało, za- 
paliła się skrzynia, a od skrzynie dom. Mąż przyjechał, dom zgorzał. Po- 
wiedziała przyczynę, iżem niewdzięcznie przyjęła Krystusa z apostołami jego, 
przeto na mię tę plagę przepuścił. Rzekł mąż: Łotr-ci to jakiś był, ale nie 
Krystus. Pytał drugich sąsiad, gdzie się obrócili. Powiedzieli: Ku Polszczę. 
Zebrali się, wszyscy szli po nich. Obaczył Krystus, rzekł swoim: Piętrze, już 
się moja męka przybliża. Piotr rzekł: I moja też z tobą. Panie. Rzekł Kry- 
stus: Piętrze, nielżać mnie, jedno oknem. Rzekł Piotr: Panie, ja ciebie nie 



— 5 — 

zstanę, pókim żyw. A gdy je chłopi oskoczyli w jednym domu, dothikli im 
kijem w oknicch. Wrócili się z guzy do domów, dalej nie chcieli chodzić po 
tej świąci, mówiąc: Trudno nam wytrzymać Krystusowę mękę i apostolskie 
przygody. Khil je biskup o to, ale mu powiedzieli, iż już za to ciężką pokutę 
przyjęli, gdy im kijem doprano, przeto prosim o rozgrzeszenie. I byli rozgrze- 
szeni a polepszyli się. Tegoć w żadnych kronikach niemasz, ł/jl/coin (o slijchał 
od ojca swe<jo, który wszyiki dobrze znal i loidał, co czynili . A leć tego więcej 
było, niżli tu piszę: zdawna frantowie na świecie" *). 



II. 

Gdzie chodził Bielski do szkół i czy po ukończeniu nauk szkolnych Itył 
uczniem akademii krakowskiej, tego nie wiemy, niepewną bowiem jest 
rzeczą, czy zapisany w spisach studentów w r. 1509 jakiś ,,Martinus 
Nicolai de Volija szeleijska" to on właśnie ^). Niema też żadnej pod- 
stawy do przypuszczenia, żeby się kształcił za granicą, dokąd wysyła 
go jeden z biografów, rozumując, że ,,na skibie wiejskiej nikt chyba 
tak łacińskiej nie posiędzie mowy, tak biegle nie wyćwiczy się w różnych na- 
ukach", tak ,, mnogich języków" nie pozna 2). Ależ skąd pewność, że mowę 
łacińską posiadł Bielski aż ,,tak"? Przedmowy łacińskie — do Zygmunta 
Augusta w trzeciem wydaniu ,, Kroniki świata" i do Wojciecha Łaskiego 
w „Sprawie rycerskiej" — to jeszcze nie dowód: mógł je za ojca syn napisać, 
bo o tym wiemy napewno, że mowę łacińską doskonale posiadł; a co do bie- 
głego wyćwiczenia się w różnych naukach i znajomości języków, to biograf 
byłby zapewne w niemałym kłopocie, gdyby go kto był zapytał, jakie to na- 
uki i języki. Posiadał Bielski dużo wiadomości naukowych, ale w żadnej na- 
uce, nie wyłączając historyi, którą tak ukochał, biegle wyćwiczonym nie był; 
znał łacinę, skoro całe mnóstwo foliantów łacińskich przewertował, znał język 
czeski, skoro Konacza i Hajka czytał; pozatem rozumiał niezawodnie po rusku, 
jako tako po litewsku (o tyle, o ile prawdą są jego słowa: ,, Litewskiej mowy 
świadomiśmy wszyscy") i może, co najwyżej, po niemiecku: to już wszystkie 
,, mnogie języki", dla których poznania nie potrzeba było za czasów Bielskiego 
jeździć za granicę, bo po niemiecku można się jeszcze było w początkach 
wieku XVI nauczyć w Krakowie, a książki czeskie dziś jeszcze łatwo Polako- 
wi czytać i ,,na skibie wiejskiej". 

Wogóle o jakichkolwiek zagranicznych studyach Bielskiego nawet mo- 
wy być nie może. A co do akademii krakowskiej, to zważmy tylko jedno. 
AV latach, w których Bielski mógłby uczęszczać do uniwersytetu (np. 1510 — 
1515), nauki humanistyczne stały tam wcale wysoko, skoro wykładali je tacy 
profesorowie, jak Garcias Quadres, były rektor uniwersytetu bolońskiego, jak 
Piotr Royzyusz, uczony prawnik hiszpański, jak Rudolf Agricola młodszy, 
jaśniejący i wiedzą rozległą i czystością obyczajów i wielką pracowitością, nie 
mówiąc już o własnych magistrach, o Pawle z Krosna naprzykład, który w la- 
tach 1511 — 1517 wykładał na przemiany Wirgiliusza, Klaudyusza, Owidyusza, 
Lukana. Otóż pisma Bielskiego bynajmniej nie dowodzą, iżby ich autor słu- 
chał tych wykładów. Znał wprawdzie autorów rzymskich i neolatynistów, 



— n — 

np. Erazma z Roterdamii i Pawła Jowiusza, ale ich duchem, duchem huma- 
nizmu, nie przejął się zupełnie, a o jakiejkolwiek metodzie naukowej wyobra- 
żenia nie miał. Słowem, jeżeli nawet naprawdę był przez pewien czas uczniem 
akademii, nie wiele z niej wyniósł korzyści. 

Nie szkole, ale samouctwu, jak się zdaje, zawdzięczał Bielski swoją wie- 
dzę i w tern podobny jest do Reja, który winien był swe wiadomości nie szko- 
łom w Skalmierzu i Lwowie i nie krótkotrwałemu pobytowi w akademii kra- 
kowskiej, ale dworowi magnackiemu, na którym ,,jął się już był przegryzo- 
wać potrosze i łacińskiego pisma czytać", jak świadczy Trzecieski. Otóż 
i Bielski przebywał na dworze magnackim, a że przegryzł się mocniej 
i głębiej od Reja, to już jego własna zasługa: nie tyle może natury, bo ta dla 
Reja okazała się niewątpliwie bardziej szczodrą, ile niezmiernej pracowitości, 
widocznej z jego ,, Kroniki świata" i poświadczonej przez tegoż Trzecieskie- 
go, który chwali go za to, że po dniach i nocach księgi uczone czytywał^). 

Magnatem, na którego dworze przebywał Bielski, był Piotr Kmita, 
starosta przemyski. Tutaj też, w ziemi przemyskiej, spędził Bielski młodość, 
o czem tak opowiada swoim książkom: 

Pójdziecie potem do Rusi, 

Boć wżdy swe nawiedzić musi, 
Zwłaszcza do ziemie przemyskiej, 

Szlachty zdawna towarzyskiej: 
T a m-e m się chował z młodych lat, 

Każdy mi się zachował rad. 

Że Bielski przebywał istotnie na dworze Piotra Kmity, o tem świadczy 
i ,, Kronika świata", w której Kmitę panem swoim nazywa i, nadewszystko, 
przedmowa do dedykowanych mu ,, Żywotów", na której nie ma dla niego 
słów wdzięczności za to, że mu pomagał ,,k naukom, gdzie już nad to nie 
może być wymyślono więtsze dobrodziejstwo". I dalej: ,, Zalecam je W. M., 
Panu memu miłościwemu, któremu ja zaiużdij służyć chcą.... Poznałem czasu 
przygody swojej wielką, a mnie nigdy nie zasłużoną, krom żadnych przyczyn 
i zasług moich, z moimi przyjacioły jawną łaskę, którą W. M. raczył ku mnie 
okazać. Oświecony Wielmożny Panie, Panie mnie miłościwy, którą to miał- 
bych sprawnie z powinności na rozkazanie słusznie a dostatecznie (gdyby 
jedno moja posługa k temu godną była) zawżdy odsługować". Kiedy i ja- 
kim sposobem dostał się Bielski na dwór starosty przemyskiego, a potem 
marszałka dworu i korony, kasztelana i wojewody sandomierskiego i kra- 
kowskiego, w jakiej przygodzie pomógł mu Kmita, tego znów nie wiemy. 
Może wyrwał go z biedy jakiej, może go w opałach sądowych ratował, mo- 
że od infamii obronił^), — zresztą mniejsza o to. Ciekawszą rzeczą jest wie- 
dzieć, co zawdzięcza Bielski swej służbie dworskiej. 

Zbytecznie mówić, kto był Piotr Kmita i z jakich to ludzi składał się 
jego dwór. Roiło się tam od infamisów i łotrów, od pijaków i rozpustni- 
ków, od złodziejów i mężobójców, ale roiło się także od rycerzów walecz- 
nych i mężów uczonych, bo i sam pan potężny, warchoł, pijak i rozpustnik, 
bicz boży na mieszczan i Żydów, był mężem wielce rycerskim — dowiodły 
tego Orsza i Wiśnio wiec, —a do tego miłośnikiem sztuk i nauk, „w różnych 
wiadomościach biegłym", księgi lubił i w ludziach kochał się uczonych. Było 






Avięc w czem wybierać, — i w złem, i w dobrem. Zasługą jest Bielskiego, 
że, jak później na tym samym dworze Klemens Janicki, wybierał w dobrem: nie 
zaraził się od swego pana warcholstwem, ani od jego dworzan rozpustą: liulał 
może zrazu; ale później „odstąpił Kupida", jak mówi o nim Andrzej Ciesielski^), 
i „k Minerwie przystał". Może tutaj dopiero obudziła się w nim, pod wpły- 
wem ludzi uczonych, chęć do nauki, a nadto tutaj to zapewne przystał nie 
tylko ku Minerwie, ale i ku Marsowi, — wyćwiczył się w rzemiośle rycerskiem 
i przejął się piękną zasadą, którą później w innych będzie wpajał, zwłaszcza 
w tych, „które młodość na stronę uwodzi": 

Lepsza zbroja, rohatynka, szabla i siekierka, 

Niżli kufel albo karta, w biesiedzie fryjerka *"'). 
Było zaś na kogo wdziewać zbroję wobec ustawicznych napadów wołos- 
kich i tatarskich, i nie szczędził Kmita szkatuły na wystawianie pocztów 
zbrojnych. W roku 1531 w szeregach polskich, które pod dowództwem Ja- 
na Tarnowskiego tak świetne zwycięstwo odniosły nad Wołochami pod Ober- 
tynem, walczył i Bielski '), to też umiał później opowiedzieć takie szczegóły 
(których Wapowski nie przytacza), jak ten np., że „Staszkowski, który był 
starszy nad działy, strzelił z obozu z działa swego, utrącił pod wielkiem dzia- 
łem wałaskiem pół osi, działo upadło na ziemię" ^). A kiedy w trzy lata 
później (1534) „Tatarowie Kiekielscy o ś. Symonie Judym wciągnęli na Wo- 
łyń, położywszy się u Panikowiec, szkodę wielką około Krzemieńca poczynili, 
przeciw którym Cola Halicki, będąc polnym hetmanem, roty obesłał", znajdo- 
wał się w tych rotach i Bielski, czego też nie zapomniał potomności przeka- 
zać: „Ściągnęli5»i?/ do Załosiec, przyszlism?/ pod Wiśniowiec, a tam Tataro- 
wie, obaczywszy lud, uciągali precz, posiekszy na szlaku dobytek rozmaity, 
takież ludzie stare albo chore; gromili ich trochę na błociech dolni rotmistrze 
Jazłowieccy z drugimi, ale kosz ich precz uszedł z szkodą wielką swoich ko- 
rzyści, bo im od zimna wiele ludzi pozdychało, takież dobytka, zwłaszcza, 
gdy się przez Horynią rzekę przeprawiali. Wężyk, kozak chmielnicki, ze- 
brawszy towarzysze, zagon im odgromił u Zasławia, tak iż mało na tej wy- 
prawie zyskali" ^). 

Lecz na dworze Piotra Kmity mógł Bielski nie tylko nabrać ochoty do 
nauki i przejąć się duchem rycerskim, ale nadto zasmakować w nowinkach 
religijnych, które już za panowania Zygmunta Starego napływały do Polski 
i, jak to widać z ,, Kroniki świata", pozostawiły w poglądach i uczuciach jej 
autora wcale wyraźne ślady. Kmita bowiem, jak pisze biograf jego, Stani- 
sław Górski, stał wprawdzie twardo ,,przy świętej katolickiej, apostolskiej 
wierze i obrządku starożytnym Kościoła rzymskiego", pościł, odprawiał po- 
kutę i modlitwy, nie zapominając i o świętych, pilnie słuchał mszy, zbudo- 
wał kościół w Wiśniczu i obdarował go hojnie, „heretykami się brzydził": to 
wszystko nie przeszkadzało jednak, że gościł na swoim dworze nie tylko ,, he- 
retyków", ale i ,,ateuszów, wielu występkami splamionych"; a sekretarzem 
jego był przecie nikt inny, tylko Jakub Przyłuski. 

Jakiego rodzaju służbę pełnił Bielski na dworze Kmity, czy może i jego 
pan ,, począł go w listy. wprawować", jak Tęczyński — Reja, niewiadomo. 
Wolno się tylko domyślać, że służba musiała być sumienna i wierna, skoro 
się Bielski nagrody jakowej ś spodziewał. Lecz nadzieja go zawiodła: w ro- 



— 8 — 

ku 1553 umarł Kmita i nic nie zapisał swemu dawnemu słudze, który też po- 
skarżył się przed swemi książkami, że 

Marnieśmy czasy strawili: 
Niceśmy nie wysłużyli. 
Panowie nam zeszli z świata, 
Zawiódszy nas w dalsze lata, 
W obce ręce skarby dali, 
A nas na odpust posłali. 
Nad nadzieję się nam stało, 
Wspominać to potem mało. 

Ale żalu do Kmity nie żywił; przeciwnie, do późnej starości przechował dla 
niego wdzięczne serce i chwalił go — nad zasługę: „Lata 1553 Piotr Kmita 
z Wiśnicza, pan mój, wojewoda i starosta krakowski, przemyski, kolski, spis- 
ki, który się z młodych lat schował na dworze u cesarza Maksymiliana, ostat- 
ni potomek tego domu zacnego, umarł w wigilią Wszeświętych. Ten był 
wielki miłownik pospolitej rzeczy, bo się starał pilnie o to, jakoby to króle- 
stwo jakiego upadku nie wzięło przez jaką przygodę, zamki, które trzymał, 
w wielkiej opatrzności miał, szlachtę miłował i bronił od krzywd i jednał 
i starał się o ich dobre; przeto mu radzi służyli i bywali ku potrzebie" ^^). 



III. 

Oprócz pobytu na dworze magnackim musiało nadto wywrzeć na Biel- 
skiego niemały wpływ to, co bezpośrednio było związane ze służbą u Kmity- 
marszałka i wojewody krakowskiego, mianowicie częsty pobyt w Krakowie. 

Wszystko, co się tam działo, żywo obchodziło Bielskiego; dowodem te- 
go choćby „Rozmowa baranów", w której tak szczegółowo i z taką znajomo- 
ścią rzeczy opisał tamtejszych kupców i rzemieślników, nie zapominając ani 
o „owej pięknej Sukiennicy", w której „prędko wywrócą twój mieszek na nice", 
ani o Smatruziankach, ani o karczmie pani Marty, która za kwartę lichego 
wina kazała sobie całe pięć groszy płacić, ani o trakty erni ,,pod Wieńcem", 
gdzie wątróbkę cielęcą oblewano ,,małmazką". Nie zapomniał też i w „Kro- 
nice świata" wspomnieć o takich szczegółach, jak ten, naprzykład (o któ- 
rym Wapowski znów milczy), że kiedyś ,,kollegiaci, łamiąc mur w kollegium, 
skarb naleźli w konwi miedzianej, w której jedno pierścienie były, a złote 
wielkie portugalskie, było też i srebro; ale ten człowiek, co to nalazł, pier- 
wej sobie część wziął, niżli powiedział; dla tego dali go męczyć tak długo, 
aż umarł; szacowano ten skarb na pięć tysiąc złotych" '); albo ten jeszcze, 
także oczywiście przez poważnego kanonika krakowskiego pominięty, że, 
kiedy w roku 1523 przybyli do Krakowa w pięćset koni posłowie 
z Moskwy, ,,ci byli cybulę i czosnek z krakowskiej ziemi wyjedli"^). Nie 
zaniedba! naturalnie i tego zapisać, że w roku 1539 ,, Katarzyna Malche- 
rowa, rajczyna krakowska, z nawodu czartowskiego, który zdawna zawżdy 
wichrzył przez białegłowy, częścią też przez Żydy namówiona, krześci- 
jańską wiai'ą wzgardziła, wybrawszy sobie wiarę mieszaną, trzymała i z tą 
i z ową, zwłaszcza z żydowską, jako nieustawiczna, częścią też to przy- 
szło jej z skażenia głowy albo z rozpaczy, bo się zawżdy około praw obie- 



— o — 

rata, a nie około Pisma świętego; a gdy jej od błędliwej wiary nie mogli 
odwieść, osądzona przez Piotra Gamrata, biskupa gnieźnieńskiego i krakow- 
skiego, na śmierć, na którą szła tak śmiele, jako na wesele, spalona śród 
rynku krakowskiego" ^). 

W Krakowie skupiał się wówczas cały niemal ruch umysłowy Polski, 
jeszcze bowiem fale reformacyi nie rozniosły go po całym kraju. Ale już 
płynęły— nie tylko do Prus i Wielkopolski, lecz i do Krakowa, gdzie już 
w trzecim dziesiątku XVI stulecia zaczynają się procesy o „herezyę". Mar- 
cin Bayer za wychwalanie Lutra dostaje się do więzienia; mieszczanie kra- 
kowscy muszą przed sądem stawać, jeden za łamanie postów, drugi za 
różne bluźnierstwa przeciw Bogu i świętym, trzeci za sprowadzanie z Nie- 
miec dzieł świętego Hieronima, ,, przez heretyków na wielu miejscach po- 
fałszowanych", czwarty za pożycie z niewiastą zamężną, ,, która niedawno, 
w wigilię święta Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Panny Maryi blu- 
źniła przeciw tej Bożej rodzicielce, mówiąc, iż w dzień ten pościć nie po- 
trzebuje, gdyż Najświętsza Panna Marya jest zwykłą niewiastą'' *). W ro- 
ku 1528 po raz pierwszy staje przed sądem Jakub z Iłży, mistrz uniwer- 
sytetu i kaznodzieja kościoła świętego Szczepana, oskarżony o rozkrzewianie 
nauki Lutra z kazalnicy, a w siedem lat później zapada wyrok stanowczy, 
iż tenże Jakub z Iłży ,,był i jest heretykiem", więc podlega „wszystkim 
karom, świętymi kanonami i statutami prowincyonalnymi na jemu podob- 
nych postanowionym"^). Przebijają nowinki i mury klasztoru franciszkań- 
skiego, zjeżdża do Krakowa Lismanini, którego królowa Bona promuje 
w roku 1538 na prowincyała zakonu. Niebawem w domu Jana Trzecie- 
skiego będą się odbywały dysputy teologiczne, na które, prócz Lismanina, 
przychodzić będą Bernard Wojewódka, Jakub Przyłuski, a później Mo- 
drzewski, Adam Drzewiecki, Jakub Uchański. Sprzyjał reformie i histo- 
storyk Decyusz, chociaż, jako człowiek przezorny i praktyczny, głośno 
się z tem nie odzywał *"). 

Takiem to powietrzem oddychał Bielski w Krakowie; dostał się on 
w wir prądów reformacyjnych, a że się wobec niego nie ostał, że dał mu się 
porwać, to widać zarówno z jego pism, jak i stąd, że zwolennicy reformy reli- 
gijnej poczytywali go za swojego człowieka '). Ale czy z tego wynika, żeby 
i Bielski, jak Rej, odstąpił od katolicyzmu i przeszedł na protestantyzm ? Nie- 
ma na to żadnego dowodu: „Kronika świata", z ostremi wycieczkami przeciw- 
ko Kościołowi katolickiemu i skróconym przekładem słynnego dzieła Slejdana, 
świadczy co prawda wyraźnie o tem, że Bielski był względem Kościoła kry- 
tycznie usposobiony, że przejął się mocno nowymi prądami, że skwapliwie 
chwytał u innych autorów wszystko, co mu do krytyki Kościoła posłużyć mo- 
gło, Ale nawet od uczuć, a cóż dopiero od poglądów, do czynu daleko jeszcze. 
Nie popełnił go Kochanowski, chociaż w duszy prawowiernym katolikiem 
nie był, nie popełnił i Bielski, boć ani pomieszczenie pism jego w spisach 
ksiąg zakazanych, ani głosy współczesnych i potomnych (a jest tych głosów 
sporo), którzy go wręcz o „herezyę" pomawiają, nie mogą służyć za dowód, 
żeby czyn został spełniony. ,,Pochowan w Pajęcznie miasteczku, w kościele 
katolickim, gdyż on był katolikiem zawżdy"' ^)] to świadectwo syna jest roz- 
strzygające: oficyalnie nie oderwał się Bielski od Kościoła katolickiego. 

Bielski. 2 



— 10 — 

Ale duchowo do niego nie należał. Oto — żeby nie czekać na rozbiór 
„Kroniki świata" — jeden tylko z niej szczegół, ale znamienny i wymowny. 
Opowiada Bielski za Slejdanem, że mieszkańcy Bazylei, ,, wybrawszy mężów 
na to 2G0, którzy tego doglądali z rozkazania senatu, wyrzucili obrazy ze 
wszytkich kościołów, dali ubogim ku paleniu sobie miasto drew, ale, iż się nie 
mogli zgodzić, każdy się z nich cisnął do więtszych; przeto senat kazał je na 
gromady rozkłaść a popalić; działo się to we środę popielcową wstępną; takież 
i mszą zapowiedzieli miewać w kościele"^). Slejdanus, opowiadając o tern 
zdarzeniu, pisze na marginesie: ,,Spór religijny w Bazylei. Msza w Bazylei 
zabroniona", t. j. streszcza tylko opowiadanie. Bielski inaczej, on na mar- 
ginesie wypowiada swój sąd o postępku Bazylejczyków: ,,B azilea przyjęła 
ewangelią". A więc (mniejsza już o wyrzucenie obrazów) zakazać od- 
prawiania mszy to znaczy, w^edług niego, przyjąć ewangelię. Katolik nie 
wypowiedziałby takiego sądu. 

Lecz jeżeli tak, jeżeli Bielski nie był w duszy katolikiem, to zasługuje 
może na zarzut obłudy, że jawnie, oficyalnie od Kościoła katolickiego nie od- 
stąpił, a syn jego winien może rozmyślnego kłamstwa (choć popełnionego 
w pięknym celu, bo w celu oczyszczenia pamięci ojca, którego o ,,herezyę" 
oskarżano), że go katolikiem nazwał? Nie, byłby to sąd za surowy, obydwaj 
bowiem postąpili w dobrej wierze. 

Marcin Bielski był katolikiem, ale katolikiem z pierwszej połowy XVI 
stulecia, z epoki przed soborem trydenckim, kiedy to Kościół nie określił był 
jeszcze jasno i wyraźnie swojej nauki ani jej różnicy od protestantyzmu. 
Modrzewski, kiedy pisał księgę o Kościele, domagał się zmiany nauki o czci 
świętych, o czyścu, o usprawiedliwieniu przez samą wiarę i t. d., a je- 
dnak poczytywał się wciąż jeszcze za katolika, chociaż w istocie już nim być 
przestał; tak samo prawdopodobnie i Bielski: był przeświadczony o koniecz- 
ności reformy, ale chciał pozostać „katolikiem zawżdy'' i był może nawet pe- 
wny, że nim jest. Zapewne, uchwały soboru trydenckiego mogły mu oczy 
otworzyć, ale pozostał i nadal przy swojem (trzecie wydanie ,, Kroniki świata" 
ukazało się w roku 1564), w tem przekonaniu, że ,, katolicką" jest ta wiara, 
którą on wyznaje, nie ta, którą sobór określił; zważmy przecie, że, chociaż 
król Zygmunt August już na sejmie parczewskim roku 1564 uroczyście przy- 
jął z rąk Commendonego księgę ustaw trydenckich, sobór nie zażegnał na ra- 
zie w Polsce chwiejności poglądów na wiarę katolicką i Kościół, i dopiero na 
synodzie piotrkowskim w roku 1577, to jest w dwa lata po śmierci Bielskiego, 
przyjęło duchowieństwo uchwały soborowe. Oto dla czego ojciec w zupełnie 
dobrej wierze miał prawo o sobie mniemać, a syn, znając ojca, o nim napisać, 
że ,,był katolikiem zawżdy". 

Lecz Kraków wpłynął silnie nie tylko na przekonania religijne Bielskie- 
go, ale wogóle na jego umysłowość, a co najważniejsza, pobudził go do dzia- 
łalności literackiej. Umysłowość zaś Krakowa za Zygmunta Starego i zwią- 
zana z nią literatura płynęły nie jednym, jak później, za Zygmunta Augustal 
ale dwoma strumieniami: jedni, w^ykształceńsi i po świecie więcej przetarciJ 
szlachta i dworzanie, lgnęli do humanizmu; gardząc mową rodziną, posługi- 
wali się w piśmie językiem łacińskim i jeszcze w roku 1548, na pogrzebie 
króla, gorszyli się, że biskup krakowski nie po łacinie, lecz po polsku jego 



— 11 — 

zasługi opowiada; drudzy, ciemniojsi i zadouiowioni, raieszczanio i bakalarze 
byli jeszcze na poły dziećmi kultury średniowieczni'), lecz położyli t(j nieśmier- 
telną zasługę, że i w piśmie posługiwali się mową rodzinną, mając na widoku 
potrzeby umysłowe kobiet i prostaczków, a jeśli się do ludzi uczonych po pol- 
sku zwracali, musieli ich za swoją niegrzecznośó przepraszać, jak np. Andrzej 
Glaber z Kobylina, który jeszcze w roku 1539 uniewinniał się przed Kmitą 
za polską przedmowę do psałterza mistrza Wr()bla z Poznania, mówiąc, że „go- 
dziło się było połacinie ten list pisać Waszej Miłości, jako Panu mądremu 
i owszem w piśmie rozlicznem niepospolicie uczonemu, ale, iż to rzecz jest 
polska, więcej prostym ludziom służąca, przeto miałem na to baczność, al)y 
ten list zalecający nie tylko samym uczonym, ale też i pospolitemu człowieku 
naszego języka, był jawny". 

Bielski obracał się w kołach i jednych i drugich. Jako dworzanin mar- 
szałka królewskiego i wojewody krakowskiego, musiał się stykać z humani- 
stami; jakoż wiemy od niego samego, że przestawał z ludźmi, ,, którzy wielkie 
sprawy mieli zawżdy", że bywał, pomiędzy innemi, gościem słynnego żupni- 
ka, Seweryna Bonera, ,, pożeracza ksiąg", jak go nazywał świat humanistów. 
To też nie zapomniał Bielski kazać swym książkom, by i jego nawiedziły: 

Idźcież do wielickiej żupy, 

Do pana swego żupnika, 
"Wielkiego żup urzędnika: 

Teu was ochotnie przywita, 
Bo z rozsądkiem dobrze czyta; 

Baczny, stały, w sprawach wierny, 
W swych postępkach bai-zo wierny. 

Pan podżupek tejże sprawy 
Będzie też na was łaskawy, 

Przyjmie wdzięcznie to czytanie, 
Bo ma dobre rozeznanie. 

Karbarz, sztygar i ważnicy — 
Wszytko sprawni urzędnicy. 

Bijcie czołem ii-szi/tlini sjwłii: 
Mieli mię tam w cześć u stołu. 

Powiedzcie im co nowego, 
Kochają się oni z tego, 

Bo tam umie czytać każdy, 
Wielkie sprawy mają zawżdy. 

Gościł U siebie Boner uczonych humanistów, krajowych i zagranicznych, 
jak np. Franciszka Mymera, poetę i profesora akademii, Seweryna Oreandra 
ze Szwajcaryi, AVolfganga Droschiusa z Hirszberga na Śląsku i"), i nie darmo 
zazdrościł Polsce takiego mecenasa Erazm z Roterdamu. 

Lecz humanizm nie trafił Bielskiemu ani do przekonania, ani do serca; 
wśród humanistów czuł się z pewnością nie swoim: może odczuwał, że oni 
mają lepsze „rozeznanie", ale zato raziła go w nich predylekcya do języka ła- 
cińskiego i pogarda mowy rodzinnej, owa dziwna pogarda, na którą się tak czę- 
sto skarżyli drukarze krakowscy i bakałarze uniwersytetu. Więc nie do humani- 
stów lgnął Bielski, ale właśnie do owych bakałarzów, którzy, chociaż polorem 
i wykształceniem nie mogli się równać z humanistami, chociaż niby to ,, wiel- 
kich spraw nie mieli zawżdy", w istocie jednak zdziałali wraz z drukarzami 



- 12 — 

większą od nich sprawę, bo tłumacząc na język ojczysty różne pisma łacińskie 
iogłaszając je drukiem, utorowali drogę literaturze narodowej, czyniąc zado- 
syć żądaniom tych, co się na sejmiku w Środzie skarżyli, że ,,nam się krzywda 
wielka widzi od księży, albowiem każdy język ma swym językiem pisma, a nam 
księża każą głupimi być". To też ci drukarze i bakałarze, Maciej Wirzbięta, 
Hieronim Wietor, Floryan Ungler, Jan z Koszyczek, Baltazar Opeć, Jerzy Ar- 
giglobin, Walenty Wróbel z Poznania, Andrzej Glaber z Kobylina, zasługują 
na wdzięczniejszą pamięć w sercach naszych, aniżeli wszyscy nasi pierwsi hu- 
maniści XVI wieku, wszystkie Pawły z Krosna, Dantyszki, Husowczyki, prze- 
różni Krzyccy i tutti ąuanti: bo ci ,, gardzili i brząkali" językiem ojczystym, 
jak mówił Wietor, tamci, jak pisał Ungler, ukochali ,,ten język nasz tak sła- 
wny, tak dawny, który Aleksander Wielki jest osławił, który Jeronim święty 
pismem swem w Kościele chrześcijańskim jest oślachcił"; ci, dla sławy jedynie, 
ćwiczyh się w pisaniu szumnych listów i sztucznych, zimnych, nieszczerych 
poezyi łacińskich, tamci, ,,nie tak dla chciwości bogactw albo mienia, ale 
więcej dla czci a sławy pospolitej tego sławnego królestwa polskiego", dawali 
społeczeństwu książeczki, naiwne wprawdzie, bredni średniowiecznych pełne, 
ale polskie. Otóż jednym z pracowników tej kuźnicy był Marcin Bielski, któ- 
ry też później, w roku 1557, takie samemu sobie wystawi świadectwo: 

Jeszcze od swoich młodych lat 

Pisał wszem polskie rzeczy rad, 
On się na to pirwej obrał, 

Drogę impresorom podał 
Pisma polskie imprymować. 

To zaś świadectwo będzie wcale nie samochwalstwem, lecz świadomo- 
ścią położonej zasługi, której ogół współczesnych, jak się zdaje, nie docenił, 
o której, im dalej w czas, tem więcej zapominał. Bo jeżeli nie wszyscy czy- 
telnicy, to przynajmniej inteligentniejsi z pośród nich z coraz to większą po- 
gardą odwracali sie od pierwszych druków polskich, od owych średniowiecz- 
nych Marchołtów, Katonów, Ezopów, Żywotów, Zołtarzów, Ogródków i Tarcz, 
mając już do czytania pisma nowoczesne, — ,, Krótką rozprawę" Reja, ,, Roz- 
mowy" Stanisława ze Szczodrkowic i Wita Korczewskiego, ,, Mnicha" 
Kromera, ,, Napomnienie ku zgodzie" Stanisława Łaskiego, ,, Kronikę 
świata", od sześciu łat już wydaną. Niektórzy zaś, najinteligentniejsi, — ci, 
o których nie bez ironii mówi Rej w ,, Postylli", w tym samym roku 1557, że 
im. ,,Pan Bóg dać a oświecić raczył łaską swą rozumy i zmysły",— i temi książ- 
kami ,,mało się parali", ponieważ ,, woleli gdzie do czego głębszego obracać 
ty dary", t. j. do literatury łacińskiej, humanistycznej. Czuł się więc dotknię- 
tym stary Bielski i miał zupełne prawo przypomnieć niewdzięcznemu społe- 
czeństwu swoją zasługę. 

Ale jaką zasługę? Jak należy rozumieć jego słowa: ,,0n się na to pirwej ob- 
rał, pisma polskie impr3^mować"? ,, Pirwej" — od kogo? czy tylko od Reja, przed 
którym w kąt poszedł, czy i od mistrzów i bakałarzów krakowskich, a więc 
może nawet od Jana z Koszyczek, któremu zawdzięczamy pierwszą znaną 
nam dzisiaj książkę polską? Słow^em, czy rozumieć ,, pirwej", tylko jako 
,, pirwej", czy też — co byłoby tak wielką, tak ogromną zasługą Bielskiego — 
jako ,,napirwej"? A czemużby nie ,,napirwej"? Przecie nie godzi się podawać 



— 13 - 

w wątpliwość, że już przód „Marchołtem", przed rokiem liVJl, iinj)rymowano 
pisma polskie nie tylko w agendach Jacióskicli (gdzie już w roku l.Ml wydru- 
kowano ,, powieść" o ])apieżu Urbanie), ale i jako osobne ksiiiżeezki. A jc;- 
żeli tak, to dlaczegożby się nie miało palmy pierwszeństwa Imielskiemu przy- 
znać, tem więcej, że Andrzej Ciesielski mówi już nie ,, pierwej", ale wyraźnie 
,,napierwej": 

Ma tedy wiole naprzód, komu to Bóg daje. 

Iż odstąpi Kupida, k Minerwie przystaje. 
Za jedne krotochwilę w czytaniu się kocha; 

Nie uwiedzie takiejjo żadna rada płocha, 
Zagrodzi sobie di-ogę zbytkom i utratom. 

Dobrzeb}' to domowym wiedzieć panom bratom, 
Aby tu przykład brali z Bielskiego łironiki, 

Gdyż je on sobie obrał za swe uczenniki. 
Ten iKDii podał luipicriocj ir piśmie polskieiii ilroyc, 

Aby każdy, czytając, zgoił swą ułogę, 
By nie chramal w rozumie ani na utracie. 

Bierz to sobie w swą głowę, namilejszy bracie! 
Iścieb}' swojej rzeczj'^ tak nieźle poprawił, 

Ktoby się obyczaj nie z czy tanim postawił; 
Aby jedno po polsku czytał z rozeznanim, 

Jeszczeby tę boginią rozumu znać na nim; 
Dostąpiłby powoli praw-ego zwyczaju. 

Wstąpiłby tak z Krystusem, jako łotr, do raju. 

To Świadectwo Ciesielskiego jest, zdawałoby się, rozstrzygające, i miało- 
by się duszną ochotę, w myśl ulubionej dewizy Bielskiego: ,, Przeciw praw- 
dzie rozum nie", dać pokój mędrkowaniu i powiedzieć: nie Jan z Koszyczek, 
nie Baltazar Opeć, nie Hieronim z AYielunia, tylko Marcin Bielski „nam podał 
napierwej w piśmie polskiem drogę". Ale cóż z tego, kiedy właśnie rozum prze- 
klęty nie przestaje bróździć i zapytuje przedewszystkiem, czy przez tych ,,nas" 
rozumie Ciesielski całe społeczeństwo, czy też tylko ,, poczciwych" i ,, rycer- 
skich" ludzi, tylko szlachtę. Otóż to właśnie, że urodzony Andrzej Ciesielski 
jedynie urodzonych prawdopodobnie miał na myśli, i słowa jego tak zapewne 
trzeba rozumieć, że oto nakoniec znalazł się wśród ,,nas" pisarz, który zaczął 
drukować książki dla „nas", a tym pisarzem jest urodzony Marcin Bielski, — 
pierwszy szlachcic, który ,, drogę impresorom podał pisma polskie imprymo- 
wać", bo przed nim imprymowali je tylko mieszczanie. To jedno. Po dru- 
gie, w wierszu swoim mógł mieć na myśli Ciesielski pisma nie Marcina Wol- 
skiego, ale już Marcina Bielskiego, to jest nie jego pierwsze, średniowieczne, 
utwory, lecz „Kronikę świata": twoja kronika dopiero jest pierwszem pismem 
polskiem, zdolnem ,,zgoić ułogę" ,,domoivijch panów braci", którzy przedtem 
z konieczności byli ,, domowi", bo nie umiejąc po łacinie — ,,J^koż ich", zda- 
niem Reja, ,, dosyć roście, prawie jako świnie"' — kuleli bardzo w znajomości 
dziejów w^łasny cli i postronnych, ale teraz przestaną już ,,chramać w rozumie". 

Oto są wątpliwości, które nie pozwalają bez zastrzeżeń przyjąć na wiarę 
świadectwa Ciesielskiego, chociaż, raz jeszcze, nic a nic nie przeszkadza przy- 
puszczeniu, że autorem pierwszej drukowanej książki polskiej jest Bielski. 
Jakkolwiekbądź, jedno żadnemu wątpieniu nie podlega. Mówi Bielski w}'- 
raźnie: „Jeszcze od swoich młodych lat pisał wszem polskie rzeczy rad"; mł o- 



— 14 — 

dość Bielskiego przypada na lata, mniej więcej, 1515 — 1525; że więc już 
wówczas pisał coś po polsku, to już nie przypuszczenie, to pewność. I oto 
chciałoby się, naprzykład, przypisać mu autorstwo pierwszej drukowanej po- 
wieści polskiej p. t. ,, Fortuny i cnoty różność, w historyi o niektórym mlo- 
dzieńcu ukazana" (1524), tłumaczonej z czeskiego, — Bielski bowiem znał 
jęz3'k czeski i niejednokrotnie po mądrość do Czechów chodził, — ale dowodu 
na to niema. Swoje pierwsze, znane nam dzisiaj, pismo ogłosił już nie 
w młodym, ale w ,,śrzednim wieku żywota swego"; jest niem książka, napi- 
sana nie tyle ,,ku czci i sławie" Piotra Kmity, ile ,,dla rozmnożenia polskiego 
języka, którego jjrzedtem nie wiele dla trudności jego pisano, tak aby każdy, 
komu się je czyść przj^trafi, będący tej ziemi przyrodzony, za słusznym uczyn- 
kiem przyrodzonej mowy nie wzgardzał" : 

Z3'vvothy Philozophow, to iest mędrczow Nauk przyrodzonych. 
Y tez inn3'ch mężów, cnotami ozdobionych ku obycżajnemu nauczaniu 
człowieka każdego, krotko wybrane... Prassowano w Krakowie przez 
Floriana 1535. 

Przez ludzi uczonych, którzy mu do przekładu pomogli, rozumie Bielski 
niewątpliwie bakałarzów krakowskich, zwłaszcza Andrzeja Glabera, który je- 
go książkę zaopatrzył we własną przedmowę. 

Tak więc wiele, bardzo wiele zawdzięcza Bielski pobytowi w Krakowie: 
tutaj to, pod wpływem mistrzów akademii, zaczął orać twardy jeszcze zagon 
literatury ojczystej. 

Praca nad przekładem ,, Żywotów" wj^rowadziła go może po raz pierwszy 
w świat przeszłości, a mistrzowie uczyli go, że znajomość przeszłości to wiel- 
ka mistrzyni życia, że przeszłością możemy i powinniśmy ,, się karać w postęp- 
kach naszych", bo ,, daleko się odstrzelił żywot nasz krześcijański nie tylko od 
nauki prawa Chrystusowej abo uczenników Jego, ale też jako żywoty pogań- 
skich ludzi czynią nam wielką hańbę i sromotę, którzy, w błędach pogań- 
skich będąc, nie oświeceni żadną nauką zbawienną ani przykładmi ludzi 
świętych, jako my, takie uczjmki abo i nauki cnotliwe po sobie zostawili" ^^). 
I oto budziła się w Bielskim chęć poznania przeszłości, naprzód pogańskiej, 
potem chrześcijańskiej. A sposobności nie brakło po temu: nie zbywało w bi- 
bliotece akademii na dziełach historycznych, a i w księgarniach można było 
dostać i pisma Józefa Flawiusza i książkę ,,0 sławnych kobietach" Bokacyu- 
sza i historyę Euzebiusza i dzieje powszechne Sabellika i różne kroniki świa- 
ta: Schedla, Cariona, Nauclerusa i t. d. ^-), nie mówiąc już o ,, Kronice Pola- 
ków" Miechowity i o ,, Starożytnościach Polaków" Decyusza. Wziął się więc 
Bielski do pracy i z pilnością gromadził materyały do dzieła, na które już 
i humaniści raczą rzucić okiem i które zjedna mu wśród nich imię Cariona 
Sarmackiego; praca trwała lat kilkanaście, aż nakoniec w roku 1551 wyszła 
z pod prasy Floryanowej Unglerowej 

Kronika wszj^tkyego swyata, na ssesc wieków, Monarchie czterzy 
rozdzielona, s Kozmographią nową y z rozmaitemi Krolestwy, tak po- 
gańskimi, Zydowskyemi, yako y krześćiańskj^emi, s S^-billami 3^ pro- 
roctwy ich, po polsku pisana, s figurami. W ktorey też żywoty Cesar- 



— 15 — 

skye, Papyeskyć y thych krolow z ich Knilestwy, Asyryskich, Egip- 
skich, Żydowskich, (Ircckich, Izerskich, Tureckich, Węgyerskich, Czes- 
kich y inych rozmaitych, thak Krolow, KKiiiźijt, yako inych przełożo- 
nych od początku swyata aż do thego roku, który sie pisze 1551. są na- 
pisane. Mycdzy ktorćmi też nasza Polska na ostatku zosobna yest 
wypisana. 

,, Kronikę świata" dedykował Bielski już nie Piotrowi Kmicie, lecz Zy- 
gmuntowi Augustowi, kt(')ry nawet podobno był inicyatorem tego dzieła: 
taką prz3maj mniej wiadomość podaje Ambroży Breżewski, ,, szlachcic li- 
tewski", który już po śmierci Bielskiego przetłumaczył je na język ruski. 
A niema powodu nie wierzyć temu świadectwu, zważywszy, jak bardzo 
kochał Zygmunt August mowę ojczystą, jak pilnie się troszczył o jej uprawę 
i rozkwit. Nie zawiódł się Rej, kiedy pisał w „Postylli": ,,Gdy osobę W. K. M. 
Pan Bóg nad tym narodem i językiem przełożyć raczył, rozmiłowawszy się 
narodu, rozmiłujesz się i tego jęz3^ka swego przyrodzonego i pisma, przezeń 
uczynionego, a gdy to ludzie obaczać będą, pilnie się o to starać będą, iżby 
tego więcej do ojczyzny swej podawać i przynosić mogli". Nie przesadził 
i Górnicki, kiedy w przedmowie do ,, Dworzanina" wystawiał królowi to prze- 
śliczne świadectwo: ,,Gdyż to W. K. M. jął pokazowaó widocznie światu, że 
miłujesz Koronę tę, hnet obrócili się do tego ci, którym dał Bóg więcej umieć, 
aby patryej swojej użyteczni byli, i jąli sią rzeczy ijoważnych pisać jązijlciem 
jwlskim: nastała biblia, nastały ine pisma, które pokazują drogę ludziom do 
dobrze czynienia". 

Wogóle działalność literacka Bielskiego nie była, jak się zdaje, i nie mo- 
gła być obojętną Zygmuntowi Augustowi; to też, puszczając w świat swoją 
„Komedyę", wysłał ją śmiałem sercem do króla, przypominając się jego pa- 
mięci i hojności: 

Idźcie naprzód ku Królowi, 

Ku Jego Majestatowi: 
Toć jest przełożony wielki, 

Dawa Mu cze.ść człowiek wszelki. 
A jest człowiek jeszcze młody, 

Ktemu nadobnej urody, 
Wdzięczny, miły, bogobojny, 

Swoim służebnikom hojny. 
Łaskawie was słucłiać będzie, 

Gdzie przydziecie k niemu wszędzie. 
Idźcie śmiele'a prześpiecznie, 

Ukłońcie się mu statecznie, 
Człowiek-ci też, jako drugi: 

Trzeba mu rad, trzeba sługi, 
Trzeba pisarzów, kantorów, 

Gierców, krotofil, doktorów. 
Powiedzcie mu: Królu miły, 

My Cię, książki, nawiedziły; 
Posłał nas mistrz "sobie kwoli, 

Bo mu nie dostało soli. 
Nie dostało wiele rzeczy, 

Których nie miewał na pieczy. 



— IG — 

Autograf pierwszego wydania ,, Kroniki świata" na własno oczy oglądał raz 
król Zygmunt August, w bardzo przykrych zresztą dla swojego „służebnika" 
okolicznościach. 

Oto pod rokiem 1505 zapisał Bielski wiadomość, że na sejmie król 
z radami swemi uchwali! karać złoczyńców i morderców; ukarano śmiercią 
niejaką Rusinowską, ,,też Osuchowskiego i Myszkowskiego ubieszono, którzy 
w Sędomierskiej ziemi drapieżyli'' '^). Nie spodziewał się z pewnością Biel- 
ski, w jakie się opały dostanie z powodu tej niewinnej napozór notatki. Dwaj 
Myszkowscy: Mikołaj na Spytkowcach, kasztelan radomski, starosta zatorski 
i międzyrzecki, i Stanisław na Mirowie, wojski krakowski i krajczy królewski, 
zapozwali go przed sąd królewski, zarzucając mu rozmyślne zdyfamowanie 
ich nazwiska. Sprawę rozpoznawano na sejmie piotrkowskim roku 1552. Biel- 
ski się stawił i musiał zażyć niemałego przestrachu, ,,weźrzawszy onemu sro- 
giemu pomazańcowi bożemu w oczy", o którym mówi Rej, że ,, niech on bę- 
dzie nadobrotliwsz}^, przed się ma coś bożego a strasznego w sobie, a pewnie, 
jako ono powiadają, iż musi mieć wilcze włosy między oczyma". Myszkowscy 
domagali się, nie mniej ani więcej, tylko ,,aby pomieniony Bielski na życiu był 
ukarany za to, że błędnie napisał i wydał tego rodzaju księgi, usiłując za- 
szczytną rodzinę wzmiankowanych Myszkowskich okryć niesławą", ile że po- 
dana w księgach wiadomość jest kłamstwem wieratnem, żaden bowiem Mysz- 
kowski nie był na sejmie roku 1505 skazany. Bielski dowodził, że błąd 
ten zakradł się do ,, Kroniki" nie z jego umysłu, ale ,,z niedbałości prze- 
pisującego, który kilka zmienił liter, gdyż, zamiast napisać: Mysoioski, przepi- 
sał: Myszkoioski'^] na dowód przedstawił sądowi kilka egzemplarzy ,, Kroniki", 
w których owego fatalnego błędu nie było, złożył nadto jej autograf. Lecz 
król żądał jeszcze przysięgi. Bielski przysiągł, że nsipisal nie 3IyszJcoivski, 
tylko MtjsowsJci, poczem go król od wszelkiej odpowiedzialności uwolnił ^^). 

Rozumie się, że, drukując drugie wydanie ,, Kroniki", nie zaniedbał Biel- 
ski fatalnej pomyłki sprostować: ,,W pirszych kronikach polskich stało się 
omylenie przez niepilność impresorską, iż na miejsce Myssowskiego łotra po- 
łożono Myszkowskiego; dobry ze złym nie ma co czynić" ^^). A w wydaniu 
trzeciem, na wszelki przypadek, — aby się czasem Osuchowscy nie mogli do 
niego przyczepić, odczepił stryczek i Osuchowskiemu; na szubienicy pozostała 
jedna tylko Rusinowską: wydanie czwarte nie wj^szło. 

IV. 

Kiedy się ,, Kronika świata" ukazała w druku, Bielski już dawno przestać 
być mieszkańcem Krakowa: zamieszkał w ziemi sieradzkiej, we wsi rodzinnej 
Biała pod Pajęcznem, której część czy odziedziczył, czy też może nabył za po 
sag żony. Bo jeszcze przed rokiem 1540^) wprowadził był w swoją „kuczę ubo 
gą" pannę Siemkowską z Sieradzkiego, Okszycównę 2), i tym sposobem spo- 
winowacił się z Rejem i Orzechowskim, jako Okszycami; ich to niezawodnie 
miał na myśli, kiedy nie bez pewnej dumy wyprawiał swoje książki do 

stryjów, 

po żenię Okszyców: 

Są wielkiego zawołania. 

Dzierżą się pisma, czytania. 



- 17 - 

A tak z dworzanina stał się Bielski ziemiaiiinoni i oiltiid stale już nie 
Wolskim, ale Bielskim się pisze, „dziedzicem na Białej w powiecie radom- 
skowskim", in Byala hiwrcs d/słrtcłus Jiadomscensis '). 

Lecz jakoś nieswojo czuł się pan dziedzic na wsi, wśród yęsL^ch bor(AV, 
ciemnych lasów i żółtych piasków^); wprawdzie wieś miała dlań niemały 

urok : 

po dąbrowiem chodził 

W ten czas, gdy pod Bliźnięty swój wóz Tytan woził; 

Wonią mi wdzięczną z kwiecia ziemia jłodawału, 
Osobne potwierdzenie głowa moja miała; 

Ptacy też rozmaite głosy wymyślali, 
Chwalebne sprawy Pańskie głośno wysławiali 

Kosowie i grzywacy, kukały gżegżołki, 
A brzeczęcy na kwieciu zbierały miód pszczółki. 

W temże miejcu ze zdrojów ciekła żywa woda *): 

ale, przyzwyczajony do gwaru miejskiego i do towarzystwa ludzi uczonycli, 
nie mógł się jakoś rozkochać ten Prawdzie, tak niepodobny do ogółu szlaclity, 
np. do ,, stryja po żenię", Reja-Okszyca, albo do Kochanowskiego, w kroto- 
chwilach wsi spokojnej, wsi wesołej; tęsknił za miastem tem silniej, że na wsi 
nie mógł sobie dobrać odpowiedniego towarzystwa, bo nie lubił braci-szlach- 
ty, ,,co się w biesiadach trunkowych kochają, a stąd gardła, zdrowia marnie 
utrącają, jako się trafiło w Sieradzu 1553, na com patrzył: popiwszy się uro- 
dziwi mężowie z domów ślacheckich, zabiło się ich pięć razem z arkabuzów, 
jeden drugiego dzierżąc, i na inszych miejscach słychać było tego wtenczas" *^). 
To też, gdy porównywał życie miejskie z wiejskiem, nie temu, lecz tamtemu 
pierwszeństwo oddawał: „Wiele jest przyczyn takowych (acz to głupiego nie 
ruszy), które nam słuszną drogę ukazują w mieściech mieszkać, jako się w po- 
stronnych królestwach zachowuje, gdzie lud rycerski w mieściech mieszka. 
Abowiem jeden musi zawżdy wielom ustąpić, bo gdzie jest więtsze zgroma- 
dzenie osób poważnych, tam też rozum więtszy, ućciwość, baczenie, moc i za- 
chowanie przyjacielskich obyczajów. Młodszy zasię ludzie od nich biorą przy- 
kład z dobrych obyczajów, zachowując wiei-ność, wstyd, naukę, nabożeństwo, 
miłość jeden ku drugiemu, i wiele innych obyczajów cnotliwych mogą się 
nauczyć. W rzeczach wątpliwych nadzieja, w udręczeniu rada, w utratach 
pomoc, bo mniej szkodzi wszytkim, niż jednemu, w chorobach lekarstwo, do- 
statek wszytkiego. Na wsiach ty rzeczy tak snadnie przyść nie mogą, abo- 
wiem samotny człowiek, nie mając przed oczyma przykładnych ludzi, wpada 
często w melankolią albo w tęsknośó, której aby uszedł, jeździ jeden do dru- 
giego, miary w piciu nie mająe, ku zwadom i utratom przychodzą, tak iż dru- 
gi w dostatku dobrym domu swego postanowić nie może" '). 

Aby nie „wpaść w melankolią", Bielski często zapewne zaglądał do od- 
ległego od Białej o dobę drogi Krakowa; jeździł tam np. w roku 1548 na po- 
grzeb starego ki'óla, inaczej bowiem nie mógłby opisać uroczystości pogrzebo- 
wych tak szczegółowo, jak je opisał w „Kronice świata", za co go nawet hu- 
manista Orzechowski pochwalić raczył; a kiedy oddał swoją kronikę do druku 
raz w raz do Krakowa zaglądał, aby korekty przypilnować, ale pomimo to, 
ku niemałemu zmartwieniu, spostrzegł, iż do druku sporo się błędów wkra- 
dło, tak, że należało czytelnika o nich ostrzedz: „Pobłądzenia, zwłaszcza w nie- 

Bielski. 3 



— 18 — 

bytności mojej. Na przodku kroniki iiiemasz liczby na czterzech listoch, — 
napisz sobie każdy; też na kozmografiej nie masz liczby, przeto i regestru nie 
masz; gdzie najdziesz w kozmografiej gradusy, rozumiej stopnie; we wszyst- 
kiej kronice źle się wyciskało e, takież i domyślaj się'". 

Na dłużej nie mógł Bielski widobznie do Krakowa przyjeżdżać, aby nie 
zaniedbywać gospodarstwa. Bo fortuna była bardzo skromna: obejmowała nie 
więcej, jak dziesięć łanów kmiecych^); na szczęście były dwa młyny o jednem 
kole, można więc było jako tako koniec z końcem zczepić i, „mieszkając 
w mierności", zapracować na „poczciwą żywtfość''. Nie mniej przeto kłopo- 
tów nie brakło: ^j^^^ ^^j^^^ ^.^^^ ^^^.^ 

Jeden kłoi^ot drugi goni, 
Trzeba zaprządz do grabarki, 

Sucbo na młyn, rzadkie miarki. 

Wydatki się zwiększały, bo przy by wało,,błazenkó w przyrodzonych": syn Joa- 
chim i trzy córki: Helena, Zofia i Konstancya; to też żona zapędzała do robo- 
ty pana dziedzica, czyniąc mu krwawe wyrzuty, że, zamiast się gospodarstwem 
zajmować, on tylko o książkach myśli i nawet na polowanie dla odpoczynku 
nie pójdzie; czasem bywało i gorzej: groziła, że mu książki popali, i wyma- 
wiała skromny posag: 

w każdym domu 

Trzeba statków, trzeba plonu, 

Trzeba na żonę, na dzieci, 
Przeto z mieszka grosz wj^leci. 

Zapłać dziewkom, zapłać chłopom, 
Niesporo w stodole snopom, 

Bo się do nicli ubiegani}'^, 
Kiedy mieszki próżne mamy. 

A gdy zasię niedostanie, 
Będzie żonki narzekanie: 

„Aniś ty mistrz, ni bakałarz, 
„Ani kapłan, ni gospodarz; 

„Wszytko nad księgami leżysz, 
„Do roboty nie dobieżysz, 

„Ani ze psy, ani z ptaki. 
„Nie clicę cię mieć między żaki, 

„Ani też między doktory: 
„Pódź z widłami do obory, 

„Boć lepak księgi popalę, 
„Swoje imienie oddalę! 

„Musisz często rucliaó nogą, 
,.Boś mię wziął w kuczę ubogą 

„Nie zasiali jeszcze chłopi, 
„O dziesięcinę klną popi; 

„Tobiećby o tern chodzić, 
„Jakoby to postanowić". 

A cóż na to pan dziedzic? 

Czasem się z tego wyśmiewam, 

Czasem się też i rozgniewam, 

Czasem się też z nią udam w rzecz; 
ale, ponieważ, jak mówi przysłowie, kapusty nie przesieka, baby nie prze- 

szczeka, więc 

Czasem też od niej idę precz. . . 



— 19 — 

Pomimo to wszystko f^ospodarstwo szło jakoś nieźle, i przy oszcztjdno- 
ści starczyło nie tylko na ,, poczciwą żywność", ale i na poczciwo wychowanie 
syna, który się w akademii krakowskiej kształcił, i na wyposażenie córek ^), 
które wszystkie trzy wyszły zamąż: Konstancya za Jakuba Ciesielskiego, 
dziedzica na Podstolii i Cieśla '"), Helena za Krzysztofa Kietliuskiego, Zofia za 
Stanisława Krzetkowskiego, dziedzica na Krzetowie, Rogach i Średzinie •'). 
Nie dosyć na tern. Nie brakło grosza i na udzielanie znajomym pożyczek, 
z początku drobnych, potem coraz to większych, sięgających do 1800 złp. '"''). 
A na krótko przed śmiercią, w roku 1571, zaokrąglił Bielski swoją fortunkę, 
nabywając od Wojciecha Krobanowskiego za sumę złp. 1000 część tejże Bia- 
łej, której część już posiadał ^^). 

Tak więc umiał nieźle chodzić około swych interesów. Lecz kłopoty 
gospodarskie nie pochłaniały go tak bardzo, żeby miał pracę literacką porzu- 
cić; przeciwnie, była ona po dawnemu jego najmilszem zajęciem, o wiele mil- 
szem, niż np. polowanie, za którem tak przepadał Rej: 

Nic mamci skarbów myślistwa, 

Ani z kupcy towarzystwa; 
Toć są moje krotofile, 

Jedny z przodku, drugie w tyle: 
Książki a papieru karta, 

Miasto wyżełka a charta. 

Ludzi unikał, by mu do pracy nie przeszkadzali, — dla tego to w ,,Snie majo- 
wym'' nazywa sam siebie pustelnikiem; żonę, kiedy go odpędzała od książek, 
udawało mu się ostatecznie ,, rozumem uchodzić", czasem ukrócić, ,,jako ku- 
ropatwę"; żadnego urzędu paust\vo\vego piastować nie chciał ^*j: cały czas, 
wolny od gospodarstwa, poświęcał czytaniu i pisaniu, i już w trzy lata po 
pierwszem puścił w świat drugie wydanie swej kroniki, do niepoznania uzu- 
pełnione i rozszerzone: 

,, Kronika Wssythego (!) sw^-ata, na ssesc wieków a na czwóry księ- 
gi takież Monarchie rozdzielona, rozmaitych historij, tak w swyętym piś- 
mye, yako w prostym, s Kosmografią nową y rozmaitemi kr()lestv\'y, tak 
pogańskimi, żj-dowskimi, j^ako krzesciyanskimi, w ktorey też żywoty 
Papyeskye, Ceserskye y krolow inych takyeż Ksyążąt, od początku swya- 
ta aż do tego roku, który sj^e pisse 1554. Myedz}' ktoremi też nassa 
Polska yest z osobna położona y swyata nowego wypisanye. Dostatecz- 
n3^ey, niż pirwssa, spisana y pilnyey z figurami ochędożnemi. Cum gratia 
et priuilegio. Drukowano w Krakowye przez Hieronima ScharfTenberga. 
Roku Pańskiego 1554". 

Współcześnie Bielski pracował, jak się zdaje, i nad innem dziełem. 

W roku 1556 wydał w Krakowie Mikołaj Scharff'enl)erger ,, Nowy Testa- 
ment Polskim językiem wyłożony według doswiadssonego Łacińskiego textu od 
Kościoła krześcianskiego przyiętego". Kto jest tłumaczem tej księgi, a raczej kto 
przygotował do druku stary, bezimienn}^ przekład średniowieczny, wygładzając 
go jako tako i modernizując ^■''), do dziś dnia niewiadomo; wydawca coś kręci 
w przedmowie, prawiąc o zachowaniu „łacińskiego języka z polskim w swojej 



— 20 - 

klobie", i o osobie tłumacza jakoś nie wspomina. Otóż niejaką wskazówkę 
w tym względzie daje — Bielski, który w tylekroć już wspominanej i cytowa- 
nej, a dla jego życiorysu nieocenionej, rozmowie mistrza z książkami (1557) 

tak do nich mówi: 

Potem też do Prus pójdziecie, 

Nowy Zakon swój weźmiecie, 
Ukażcie Seklucyanowi, 

Polskiemu kaznodziejowi, 
Powiedzcie mu: „Nie pisz bystrze, 

„Boś przyszedł na pirwsze mistrze; 
„Nowy Zakon ten twój mdleje, 

„Ścisnęły ji przywileje, 
„Któreś pod winą wyprawił: 

„Swojeś łakomstwo objawił. 
„Ma być Pismo święte spólne, 

.Ku pisaniu wszytkim wolne". 

Co znaczą te słowa? Chciwy Seklucyan, wydając w roku 1553 ponow- 
nie Nowy Testament, rozchwytany już w pierwszem, choć niezupełnem, wy- 
daniu (1551) przez społeczeństwo, spragnione słowa Bożego w mowie ojczy- 
stej, wyjednał sobie u swego pana, księcia Alberta, przywilej na tę księgę ^^). 
Liczył Seklucyan na obfite zyski i nie zawiódł się bynajmniej: i to drugie wy- 
danie szybko rozchwytano; puścił więc w świat nową edycyę zaraz w roku 1554 
i jeszcze raz nową w roku następnym. I zbierałby tak w dalszym ciągu buj- 
ne żniwo, gdyby nie psota Mikołaja Scharffenbergera, który w roku 1556 wy- 
tłoczył u siebie owe ,, księgi wdzięcznego poselstwa i zbawiennej nauki'' (jak 
pięknie nazwał w przedmowie Nowy Testament), powodowany zapewne, po- 
dobnie jak Seklucyan, żądzą zysku raczej, aniżeli bezinteresowną chęcią przy- 
służenia się ,, naszym Polakom, którzy zdawna tego pragnęli, aby Nowy Te- 
stament nie obcym telko językiem, ale też i swym przyrodzonym czytali". 
Jakoż nie ukazało się już potem ani jedno wydanie Testamentu Seklucyana! 
Psota była mu z pewnością tern bardziej przykrą, że księga Scharffenbergera 
opierała się także na ,,pirwszych mistrzach", że jej głównem źródłem 
był ten sam stary, średniowieczny przekład, którym się i on, 
Seklucyan, w tajemnicy zasilał ^^j, do czego się zresztą i drukarz krakowski 
nie przyznał. 

W tera oświetleniu dopiero słowa Bielskiego stają się zupełnie jasne; 
zawierają one w sobie ironię: ,,Nowy Zakon ten twój mdleje", już nie będą ci 
grosze do kieszeni płynęły, bo ludzie mogą teraz kupować Testament Schar- 
ffenbergera; ciekawyś, jak wygląda? masz, posyłam ci go, przypatrz mu się! 
twoje przywileje, ,, któreś pod winą wyprawił", na nic ci się nie przydały, 
wstydź się, żeś się na nie połakomił, — ,,ma być Pismo święte spólne, ku pisa- 
niu wszytkim wolne"! Ale skądże się wzięła w cichym i spokojnym ..pustel- 
niku" ta ironia względem Seklucyana, który, o ile przjaiajmniej wiemy, nic 
mu nie zawinił? Chyba tylko stąd, że Bielski, który już w pierwszem wydaniu 
„Kroniki świata" wspomina, że widział ,, biblią polską starego pisania", był 
prawdopodobnie współpracownikiem ,, Nowego Testamentu, polskim językiem 
wyłożonego" ^^). Bo zważmy tylko, że mówi do swych książek: 

Potem też do Prus pójdziecie, 

Nowy zakon )>tvoj weźmiecie. 



- 21 - 

A więc Nowy Testament Scharłfenbcifjoia nazywa wyraźnie Bielski 
„swoim'' — innego nie m<'tgl mieć nu myśli, ho żaden inny, prócz Seklucya- 
nowego, jeszcze byl po polska nie wyszedł — a nie mamy najmnicsjszego 
prawa ani powodu zadawać mu kłamstwa, któremby się wobec Scklucyana 
dobrowolnie skompromitował. 

Więc jakże rozwiązać tę zagadkę? Zważmy, że Scliarffenberger, cho- 
ciaż w przedmowie przypisuje sobie „tę ))iojq pracę, którąmem w wyłożeniu 
ksiąg tych podjął", sam się mimowolnie zdradza, mówiąc dalej: „A wszakoż 
to wyznawani, iże każdy, jakożkolwiek nauczony jest, tedy sam z osohy swej 
w trudnej rzeczy dosyć uczynić nie możc"-^ i wychwalając Ptolemeusza, że , .je- 
dno ku wyłożeniu Zakonu Starego przyzwał był do siebie ze wszech nauczeń- 
szych i roztropniejszych siedmdziesiąt i dwu wykładaczów, chcąc, aby mu do- 
statecznie Stary Zakon wyłożyli, co gdy sprawili, znamienicie je darowawszy, 
odesłał". Prawda, że zadanie króla Ptolemeusza było o wiele trudniejsze, 
aniżeli drukarza Scharffenbergera, który miał w rękach gotowy już przekład, 
ale, żeby go wypolerować i od archaizmów oczyścić, musiał „przyzwać do 
siebie-', jeżeli nie siedemdziesięciu dwu, to przynajmniej kilku „wykładaczów"; 
a dlaczegóżby nie miał się wśi'ód nich znaleźć i Bielski, który dwoma wyda- 
niami swej kroniki zdał już przecie doskonale egzamin ze znajomości języka 
ojczystego i który się jeszcze w roku 1551 głośno skarżył na księży, że „nie 
tylko sami nie czytają, ale i drugim zapowiadają Pisma świętego po polsku 
czytać albo wykładać na jawność pospolitemu człowieku na czytanie, co jest 
przeciw Bogu, ludziom i obyczajowi, gdyż każdemu trzeba wiedzieć o Panie 
a Stworzycielu swoim każdej godziny" ")'? Że zaś Bielski uchodził za 
„heretyka", to z pewnością ani ziębiło, ani grzało Scharffenbergera, cho- 
dziło mu bowiem głównie o to, aby strumień pieniędzy, płynący od lat pa- 
ru do kieszeni kaznodziei królewieckiego, skierować do własnej kieszeni. 
Z drugiej jednak strony nie był tak głupi, aby w przedmowie do Pisma Świę- 
tego, któremu dawał markę katolicką, wymieniać nazwisko ,, heretyka". A tak, 
chociaż pewności niema, ale prawdopodobieństwo jest, że jednym z „wykła- 
daczów" Nowego Testamentu, który się ukazał w Krakowie w roku 1556, 
był Marcin Bielski. 

Z kolei jeszcze jedno przypuszczenie co do innego dzieła. W roku 1559 
ukazała się w Brześciu Litewskim gruba księga p. t. ,, Komentarz albo wy- 
kład na proroctwo Hozeasza proroka, którego pisma ku dzisiejszym czasom 
ostatecznym właśnie się przydać a przytrefić mogą. Teraz na nowo po pol- 
sku uczyniony". Roi się ten komentarz od ostrych wycieczek przeciwko Ko- 
ściołowi katolickiemu, jego nauce, obrzędom, duchownym, nie brak także ży- 
wo skreślonych satyrycznych obrazków obyczajowych, proroctw o upadku 
Polski, wyrzekań na ,, kłamstwo, rozboje, złodziejstwo, cudzołóstwo", na ucisk 
chłopów przez panów, którzy ..łupiestwa a wydartki z poddanych swych wy- 
ciągają, ....nieznośne brzemiona na ich ramiona wkładają, a żadnej miary 
w tem iście nie mają, nic nie dbają, chociaż krzyk, płacz a krwawe złzy 
z oczu ubogich ludzi płyną, przedsię to nic, — musi być wszytko, co pan mieć 
chce" ^"j. Otóż ciekawą jest rzeczą, że Bielski już w roku 1554, a więc na lat 
pięć przed wydaniem tej księgi, wiedział, iż będzie wydaną, pisze bowiem 
w drugiem wydaniu „Kroniki świata"', co następuje: „Jest jeszcze tego Ozea- 



— 22 — 

sza więcej rozdziałów Pisma świętego, które tu opuszczam: potrzebowałyby 
inych ksiąg, luszaJcże, hądzicli Boża wola a starszych ponioc^ ivydamii je w ry- 
chłym czasie'"'' ^^). Dzieło to, będące bądź tłumaczeniem, bądź amplifikowaną, 
nagiętą do stosunków polskich, parafazą księgi łacińskiej Wita Teodora z No- 
rymbergi, wypłynęło, jeżeli nie w całości, to przynajmniej w części, z pod pió- 
ra Reja, jak to ze stylu i tonu wielu ustępów wnosić wolno 2^). Powyższe 
słowa Bielskiego przemawiają za tern, że i on brał jakiś udział w tem wydaw- 
nictwie, skierowanem przeciwko Kościołowi katolickiemu, a podjętem najwy- 
raźniej przez kalwinów pod opieką Mikołaja Radziwiłła, któremu książkę 
dedykowano. I oto nowy dowód, że i Bielskiego porwał w swój wir ruch 
reformacyjny. Lecz na czem polegał jego udział w wydawnictwie, czy był 
on może współpracownikiem przekładu ,, Komentarza", to, niestety, musi po- 
zostać tajemnicą. Można tylko na pewno twierdzić, że, jeżeli był współpra- 
cownikiem, to z pod jego pióra wyszły raczej rozdziały czy ustępy o charakte- 
rze teologicznym, interpretacyjnym, aniżeli zabarwione złośliwą polemiką 
z ,, rzymskimi zwodnikami" i ostrą napaścią na ,, dzisiejsze bałwochwalstwa 
Kościoła rzymskiego", jeszcze gorsze od ,,onych bałwocliwalstw izraelskich": 
bo, jak świadczą pisma Bielskiego, nie miał on zbyt żywego temperamentu 
ani tej werwy polemicznej i satyrycznej, jaką w ,, Komentarzu" odznacza się 
np. opis odpustu, który ,, właśnie może... każdy nazwać szatańskim rozpustem, 
aniż odpustem"; w tym i w temu podobnych ustępach aż nadto wyraźnie wy- 
łazi z worka szydło Reja. 

Po tej wycieczce o domniemanych pismach Bielskiego wracamy do pism, 
których autorstwo jego nie podlega wątpliwości. 

Zbliżała się starość, niosąc z sobą rozmyślania o śmierci, niepokój o byt 
przyszły, troskę o dzieci. Odbiły się te myśli i uczucia w utworze drama- 
tycznym, wydanym w roku 1557: 

Komedia lustina y Konstanciey, brata s siostrą, iaką im Ociec nau- 
kę po sobie zostawiał, daiąc mieysce napirwey uczciwey Starości i ic}' 
mistrzowi ^lądrośći. Tez o nieprzespyecznośći świata 3''affekciech przyro- 
dzonych człowieku s strony ciała i dusze. Potym o słabey radzye żeń- 
skiej płci. Na przykład wszem, ktorz}^ swe dzyatki roztropnie chować źą- 
daią. Teraz nowo uczyniona.... W Krakowie. Drukował Matys Wirzbięta, 
Roku Pańskyego 1557. 

W komedyi tej, pisanej niewątpliwie z myślą o własnej starości i o wła- 
snych dzieciach, w miłem świetle ukazuje się postać Bielskiego. 

Mówi Rej w trzecich księgach ,, Żywota człowieka poczciwego", że jedni 
Indzie ,,Pana Boga proszą, aby szedziwości swej doczekali, a drudzy zasię 
przed nią się zdrygają, a barzo się ją hydzą; i zda mi się, iż ty czterzy rzeczy 
to ludziom mierżą, iż się tej starości boją a przed nią się trwożą: jedna, iż się 
każdy nadziewa, że się już w starości swej do żadnej poczciwej sprawy, do 
żadnej potrzeby przygodzie nie może; druga, boimy się, aby nam ciała nie 
zemdliła, tak jako w niektórych schorzałych widamy, iżby się też już ni nacz 
dobrego przygodzić nie mógł; trzecia, boimy się, aby nam tak barzo świata 
nie omierziła, żebychmy już ani krotofile żadnej, ani dobrej myśli żadnej 



— zn- 
użyć uie mieli, jedno tak prawie, abycluuy olnamzi-ć mieli, jako jaskółki na 
zimę; czwarta, iż się już bliższej śmierci nadziewamy, niżli w inszych czasiecli, 
bo pospolicie po jesieni zima bywa". Bielski, jeżeli wolno mu wierzyć, nale- 
żał do tych pierwszych ludzi; miał świadomość swojej zasługi, że ,,się starzał 
piórem płużąc, rzeczypospolitej służąc'', i nie bał się starości; przeciwnie, kie- 
dy przyszła do niego, powitał ją wosołem sercem: 

O witajże, witaj, ma mila starości! 

Ciebiem ja oczekawał od swojej młodości. 
Juzem ci wczas zljudowal przybytek u siebie, 

Aby każdy, weźrzawszj'^, ważył mnie u ciebie. 
Fortnnnietu się urodził, gdyś mię nie minęła, 

Przeto moja osoba jasno zakwitnęla. 



Bądźże pocliwalon Pan Bóg, że mię tak sposobił. 

Tą poważną osobą tak jasną ozdobił. 
Iż mię z chucią do siebie dziś raczyła przyjąć, 

A mię z wiellcicli na świecie błędliwych dróg w^^jąć. 

Nie obawiał się też, aby mu starość ciała nie zemdliła, i, kiedy Niemoc zaczęła 
mu grozić, odpowiedział jej : 

Nic się ciebie nie lękam, srogi biczu Boży: 

Pan Bóg ten bicz w mocy ma, — zejmie albo włoży. 

I Śmierci się nie lękał, bo wiedział, że przez nią ,,w rychłym czasu zbędzie 
frasunku, kłopota", Krotochwil młodzieńczych nie żałował, tak chilece, że, 

By to przyszło frymarkiem, uie zwoliłbym na to, 

Aby mi się wróciło nazad które lato. 
Pamiętając na ony marnotrawne czasy, 

Które fuczą po głowie, jako szumne lasy. 

Chodziło mu jedynie o to, aby zdążył się jeszcze „rozbaczyć, domek swój po- 
stanowić, czeladkę rozprawić, na czem który przestać ma, za zdrowia ustawić", 
dzieci w cnocie umocnić, by ,, rosły ku ozdobieniu, jako polne kwiatki", a na- 
dewszystko, żeby módz jeszcze rzeczypospolitej służyć. Więc „prosił Pana 

swego", 

aby mi On raczył. 

Zdrowia mego przedłużyć, 

Jako niegdy uczynił Ezecliiaszowi, 
Lat piętnaście przedłużył onemu ki'ólowi, 

I mnie takież uczyni, mam nadzieję w Bodze, 
Iż swą łaskę ukarze 

Jakoż nie lat piętnaście, jak Ezechiasz, ale osiemnaście żył jeszcze Biel- 
ski, w dalszym ciągu piórem ojczyźnie swej płużąc. W roku 15Gi ukazało 
się trzecie wydanie kroniki: 

Kronika, tho iesth Historya Świata, na sześć wieków a cżterzy Mo- 
narchie rozdzielona, z rozmaitj^h Historyków, tak w świętym piśmie 
Krześćijańskim, Żydowskim, iako y Pogańskim, wybierana y na Polski 
ięzyk wypisana dosthatecżniey, niż pierwey, s przydanim wiele rzeczy 
nowych od początku Świata aż do tego Roku, ktor\' sic pisze 15G4, s fi- 
gurami ochędoźnymi własnymi Drukowano w Krakowie v ^klttheu- 

sza Siebeneychera. Roku od Narodzenia Pańskiego. 1504. 



- 24 — 

,,Nie litował'' Bielski, jak sam wyznaje „łaskawemu czytelnikowi" , pra- 
cy nad przygotowaniem tego wydania do druku; to też czuł się zmęczonym: 
„Mogłoć się jeszcze tu co więcej przydać, napisać tycli rzeczy, które się toczą 
niniejszego czasu u nas w sąsiedztwie, w Wałaskiej ziemi, w której przez ten 
rok pięć przełożonych było na województwo ich, począwszy od Aleksandra, 
który był zbiegiem do Polski; tego potem Mikołaj Sieniawski, wojewoda rus- 
ki, z bracią swoją i z inymi w niemałym poczcie ludzi na województwo ich 
wsadził; wygnan za się przez deszpota, deszpota też samego wygnali, jeśli nie 
zabili, wybrali Tomżego, i ten się nie osiadł. Przyjdzie to komu insze- 
mu porównać, Pan Bóg wie, na co potem przyjdzie. Poruczam to potem 
homu inszemu^ młodszemu^ pisać za gotów em podani ni drogi., gdyż już moje lata 
z kloby wychodzą, tak iż muszę sią już przesiąść z konia na wóz, a z rogożej na 
materac'"''. A pomimo to, jak świadczy syn, pisał histor^^ę aż do śmierci, lecz 
nowe wydanie kroniki już się nigdy nie ukazało, i tylko syn koi^zystał z ręko- 
pisu ojca, jak to widać z jego kroniki polskiej, wydanej w roku 1597, w któ- 
rej kilka ustępów wyszło niewątpliwie z pod pióra nie Joachima, ale Marcina 
Bielskiego ^^), i to nietylko w rozdziałach o czasach dawniejszych, przed ro- 
kiem 1564, ale i w opow^iadaniu o zdarzeniach późniejszych 2"*). Ustępów tych 
jednak jest tak niewiele, charakter kroniki ojcowskiej a synowskiej tak od- 
mienny, że niepodobna dać wiary słowom syna: ,,Po którego (ojca) śmierci, 
że ta praca dziedzicznem prawem spadła na mnie, podjąłem się dopisać, gdzie 
przestał". Wiemy bowiem, co znaczyła ta mistyfikacya, wiemy, dla czego 
Joachim Bielski wydał swą kronikę pod imieniem Marcina Bielskiego: cho- 
dziło mu o rehabilitacyę pamięci ojca, poczytywanego powszechnie za ,, here- 
tyka". Jakkolwiekbądź musimy porzucić nadzieję, że uda się wyłowić z ,, Kro- 
niki polskiej" to w^szystko, co napisał autor ,, Kroniki świata" po roku 1564, 
wobec odrębnej szaty stylowej tych ksiąg oraz przeróbek i uzupełnień, do- 
konanych przez syna 2^), który czasem nawet do źródeł zaglądał^''), czego oj- 
ciec nigdy nie robił, wierząc poprzednikom albo własnej pamięci. Dosyć po- 
równać, w obrębie lat dawnych, opowiadanie ojca o zabójstwie świętego Sta- 
nisława z opowieścią syna o tern samem zdarzeniu, aby się domyślić, że, 
i w obrębie lat późniejszych, syn, dbały zawsze o prawowierność katolicką 
ojca, „dopisywał" tak, że ojciec odmówiłby mu niezawodnie swego podpisu. 
Tak więc, dla nas, po roku 1564 przestaje istnieć Marcin Bielski-kroni- 
karz, istnieje za to Bielski-satyryk. Zatopiony w książkach, homo privatus, 
jak sam siebie nazywa w dedykacyi „Kroniki" królowi, starzec siedemdziesię- 
cioletni, nie zamykał jednak, jeśli nie oka, to przynajmniej ucha na to, co się 
działo na szerokim świecie. A działo się źle. W roku 1566 \vybuchła wojna 
pomiędzy Janem Zygmuntem Zapolyą a cesarzem Maksymilianem, — Turek 
wpadł do Węgier, zdobył, mimo bohaterskiej obrony Mikołaja Zrinyego, 
twierdzę Sziget, 

Skarby, zboża i grunty wywrócił na uice. 

Pobrał miasta i zamki, zwysiekał winnice. 

Wszystko to tak silne wywarło na sędziwym pustelniku wrażenie, że ,, dziwy 
widział w zaśnieniu". 

Lecz i w domu działo się niedobrze: ,,Zły Tatarzyn podolskie często pol 
la kreślił, Moskw^a za uchem trąbiła, od Szweda przestrogę mieć musiała'] 



— 25 — 

Polska, a pomimo to jej synowie zawsze „weseli, skaczą, huczą, piją". To 
też z bólem serca cofał się Bielski pamięcią w czasy ubiegłe, które mu się 
o wiele jaśniejszymi wydawały od teraźniejszych, i w tem uczuciu napisał trzy 
satyry, wydane dopiero po jego śmierci: 

Sen maiowy pod galem zielonym iednego Pustehiika. Przez Marci- 
na Bielskiego napisany y teraz nowo przez loachima Bielskiego, syna 
iego wydany.... W Krakowie. W drukarni Jakuba Siebeneychera, Roku 
Pańskiego 158G. 

Syem Niewieści Marcina Bielskiego. Teraz nowo przez loachyma. 
Bielskiego, syna iego wydany.... W Krakowie. W drukarni Jakuba Sie- 
beneychera, Roku Pańskiego 1586 2^). 

Rozmowa nowych Proroków, dv\'u Baranów o iedney głowie, sta- 
rych obywatelow Krakowskich, o przemicnność ninieyszego wieku na- 
przeciw staremu w porządkach, w ob^Tzaiach y w sprawach ludzkich. 
Ksiiiżki, przez Marcina Bielskiego niegdy napisane, a teraz przez loachi- 
ma Bielskiego, syna iego, w^-dane,... W Krakowie. W drukarni Jakuba 
Siebeneychera. Roku Pańskiego, 1587. 

W „Sejmie Niewieścim" zapowiedział Bielski nowe dzieło: ., Drugie rycerskie 
sprawy napiszę wam potem". Słowa dotrzymał, i już w roku 1569 wyszła 
dedykowana wojewodzie sieradzkiemu, Wojciechowi Łaskiemu, 

Sprawa Rycerska według postępku y zachowania starego obycżaiu 
Rzymskiego, Greckiego, Macedońskiego y innych Narodów pierwszego 
y ninieyszego Wieku, tak Pogańska, iako y Krześćiańska, z rozmaith^-ch 
Ksiąg wypisana, ku czytaniu y Nauce Ludziom Rycerskim pożytecz- 
na. Książki, na ośm Części rozdzielone.... W Krakowie. Drukowano 
V Mattheusza Siebeneychera, Roku Pańskiego 1569. 

Natomiast nie wydał już pisma, o którem wspomina w przedmowie do 
„Sprawy rycerskiej": ,,Ci to (Bożogrobcy) niedawnego czasu wielgą posługę 
uczynili i czynić nie przestają, potrzebną wszemu krześcijaństwu, na wyspie 
Mellicie, broniąc się przez długi czas wielkiej mocy tureckiej: jako o tem 
będzie spisek osobny ode mnie wydany" 2^). 

A tak pracował Bielski aż do samej śmierci, która przyszła dnia 18 Gru- 
dnia roku 1575. 

I to już wszystko, to już cała biografia Marcina Bielskiego, a raczej 
wcale nie biografia, tylko kilka luźnych szczegółów z życia: połączyć je w ca- 
łość organiczną, osnuć je na tak ponętnem dla badacza tle dziejów naszych 
XVI wieku, — na to nie pozwala ubóstwo danych biograficznych, tem więcej, 
że Bielski, o ile wiemy, nie odegrał żadnej roli czynnej ani w życiu społecz- 
nem, ani politycznem. Na szczęście, dochowały się jego pisma (chociaż nie 
wszystkie), a te pozwolą nam nieco lepiej poznać człowieka i pisarza. 



BieUki. 



— 26 



Przy piski. 



i 



') o cnocie abo o żywocie człowiekowi przystojnym, wyd. Ptaszycki, str. 40. 

2) Rej, Zwierzyniec, wyd. Bruclinalski, str. 150. 

3) tamże, 111. 
*) tamże, 159. 

I. 

') Joachim Bielski, Kronika, Zbiór pis. pol. G-ałęzowskiego, XVIII, 212. 

-) Sobieszczański, O życiu i pracach Marcina i Joachima Bielskich (Joachima 
Bielskiego dalszy ciąg kroniki polskiej. Warszawa. 1851). Twierdzenie Sobieszczań- 
skiego usiłował zbić Pawiński, O Marcinie Bielskim kilka nowych szczegółów, Tygo- 
dnik ilustrowany, 1880, nr. 216 nn., opierając się na tern, że gniazdem Prawdziców jest 
głównie Mazowsze, „tu zaś, pod Pajęczno w sieradzkiej ziemi, zabłąkał się jeden tylko 
ich przedstawiciel, Marcin Wolski"; przypuszcza więc Pawiński, że Bielski urodził się 
na Mazowszu, co się jednak własnym Bielskiego słowom sprzeciwia. 

^) Ki-onika, wyd. 3, 419 verso. 



*) tamże, 420. 



n. 



') Ob. Wisłocki, Gwalter Burley i Marcin Bielski, Odbitka z VI tomu Rozpraw 
filolog. Akad., Kraków, 1878, str. 53. Przy akademii krakowskiej obstawali Sobie- 
szczański i Tyszyński, ale twierdzenia swego dostatecznie nie uzasadnili. Sprawa by- 
łaby zapewne rozstrzygniętą, gdyby Wisłocki ukończył był swoje studyum ^Z przeszło- 
ści uniwersytetu krakowskiego. Wisnka-Wistka, Św. Floryan, ks. dr Wyszuka i Mar- 
cin Bielski", Przegląd Powszechny, 1888 i 1889; niestety, w rozdziałach, ogłoszonych 
drukiem, niema jeszcze ani słowa o Bielskim; w każdym razie sam już tytuł tego 
studyum zdawałby się przemawiać za tem, że Bielski miał stosunki z mistrzami 
uniwersytetu. 

2) Pawiński 1. c. 

^) Ob. w pierwszem wydaniu kroniki wiersz Lectori candido Andreas Tricesius. 

*) Hominibus calamitosis et iniuria pressis consilio et ope, cum apud regem, tum 
in iudicils subveniebat, pauperibus, egenis, monachis, hospitalibus, scholis eleemosynas 
largiter donabat.... Erant enim, qui se illi addicebant, nobiles ac plebei, homines egeu- 
tes,.... qui, in malis causis severitatem legum metuentes, apud eum delitescebant et ob 
solam impunitatem nuUa ei mercede serviebant (Vita Petri Kmithae). 

*) „Andrzej Ciesielski łaskawemu czytelnikowi" w kronice świata. 

^) Sprawa rycerska, b 2 verso. 

') tamże, 69: Strawę na ręku przed sobą noszą (Wołoszy), to jest bryndzę w ko- 
ziej skórze z białym chlebem, bom to widział na on czas, gdy z nimi bitwa była 
u Obertyna. 

8) Kronika, wyd. 3, 422. 

3) tamże, 422 verso. 
'") tamże, 425 verso. 

ni. 

') tamże, 419. 

^) tamże, 418 verso. 

^) tamże, pod rokiem 1539. 

*) Bukowski, Dzieje reformacyi. I, 165 nn. 

5) tamże, 171 — 174. 

^) Hirschberg, O życiu i pismach Justa Ludwika Decyusza, Lwów, 1874, str. 64. 

'■) Ob. przedrukowany u Bukowskiego, I, 688 nn., wiersz Trzecieskiego De sa- 

crosancti evangelii in ditione regis Poloniae post reyelatum Antichristum origine, pro- 



— 27 — 

gressu et incremento, Virilii Musaei Hyporeadis Elegia; str. 69fi: Huic nuinero iure 
accedit Lubelius ille, qui tibi carminibus, Reie, secundus erit, festivisque iocis salibus- 
que insignis, et nlter Cario snrmatien ro/,sc».s in hintorin. 

*) Joachim Bielski, 1. c. 

") Kronika, wyd. 3, 205 verso. 

'") J, Ptaśnik, Bonerowie, Rocznik Krakowski, VII, 1905. 

") Andrzej Glaber w przedmowie do Żywotów filozofów. 

'*) A. Benis, Materyaly do historyi drukarstwa i księgarstwa w Polsce, Kra- 
ków, 1890. 

") Kronika, wyd. 1, 261. 

") A. Pawiński, Marcin Bielski przed sądem królewskim w Piotrkowie 1552 ro- 
ku, Biblioteka Warszawska, 1872, II, 225 — 232. 

'^j Kronika, wyd. 2, 286 verso. 

IV. 

') Że się Bielski ożenił przed r. 1540, wynika stąd, że Joachim urodził się 
około r. 1540. 

2) Joachim Bielski, XI, 240 (pod rokiem 1109): „Był potem ten Czystes Wier- 
szowic opatrzon dobrze od króla za tę posługę, i dał mu król w ziemi sieradzkiej Sie- 
mikowice, Radoszewice z innemi przyległościami, od którego dziś Siemikowscy i Ba- 
doszewscy idą. Tenże w tych Siemikowicach zameczek oaycłi czasów dosyć mocny 
miedzy wody i lasy zbudował. A stamtąd bijła matka Joachima Bielskiego Siemkowska 
herbu Oxe'*. 

3) Wierzbowski, Materyały do dziejów piśmiennictwa polskiego, I, 145, 151 nn. 
*) Pawiński, 1. c. 

*) Sen majowy, wyd. Wisłocki w Bibl. pis. pol., w. 15 nn. 

®) Przedmowa do kroniki polskiej, wyd. 2. 

^) tamże. 

**) Widać to z kwitu podatkowego, który wydobył z akt dawnych Pawiński 
(1. c): „Roku Pańskiego 1552 w miesiącu Sierpniu oddany został pobór (contributio) 
ze wsi Białej w powiecie radomskowskim tamecznemu poborcy (exactor), dostojnemu 
Wojciechowi Gracj^aliście, od kmieci albo pługów dwudziestu, przeze mnie, Marcina Biel- 
skiego, dziedzica przerzeczonej Biały, oraz od dwu młynów o jednem kole. Przez te- 
goż poborcę z całkowitej opłaty pokwitowany zostałem". 

^) Wierzbowski, 1. c, 151. Sobieszczański, 1. c, III. 

10) Wierzbowski, 1. c, 181. 

") Sobieszczański, 1. c. 

•2) Wierzbowski, 1. c, 108, 122, 139, 140, 145, 151, 168, 169. 

'■') tamże, 152: Actum in castro Piotrcoviensi, feria 2 post dominicam Reminis- 
cere in Qaadragesima, anno 1571. Besicjnatio bononiin in Bi/ala. Comparens... nob. Al- 
bertus Krobanowski, in Krobanow, districtus Schadcoviensis, haeres... recognovit, quia 
totam et integram sortem suam haereditariam bonorum immobilium in villa et haere- 
ditate Byala districtus Radomscensis consistentem, eam videlicet, quam habet sibi per 
nob. Gregorium Byelski actis castrensibus Siradiensibus pro summa mille flor. inscrip- 
tam... nob. Martino Byelski et ipsius legitimis successoribus pro simili summa mille flor... 
vendit, inscribit ac resignat. 

") Pawiński, 1. c. 

'*) Briickner, Literatura religijna w Polsce średniowiecznej, II, 75. 

'^) Na odwrotnej stronie karty tytułowej: Privilegium Alberti March. Braudeb. 
Xin April. MDLn. 

"') Wykazał to niedawno X. Dr. Warmiński w niezmiernie ciekawej i bardzo 
cennej pracy p. t. „Z dziejów dyecezyi poznańskiej. Samuel a Seklucyan", Przegląd 
kościelny (poznański), 1904, Zeszyt trzeci, str. 181 nn. 

'8) Por. Estreicher, XIII, 23. 

*^) Przedmowa do pierwszego wydania kroniki świata. 



- 28 — 

'0) Karta Z 4. 

2') List 85. Słowa przytoczone dostały się i do trzeciego wydania kroniki, co 
zbiło z tropu Sobieszczańskiego, 1. c. LVIII — LIX, przypisek. 

22) Por. Ign. Chrzanowski, Z literatury teologiczno-polemicznej XVI wieku 
(Myśl, księga zbiorowa, wydana starapiem redakcyi „Ogniwa", Warszawa, 1904, 
str. 41 nn). 

23) Ob. Sobieszczański, 1. c, LXXV nn. oraz W. Nehring, O życiu i pismach 
Joachima Bielskiego, Poznań, 1860, str. 22 nu. 

2^) Por. L. Finkel, Marcin Kromer, Rozprawy fil.-hist. Akad. Krak., XVI, str. 
440 — 441. Wprawdzie, Sobieszczański usiłuje wykazać, że Bielski po roku 1564 już 
nie pisał o wypadkach współczesnych, i powołuje się na własne słowa Bielskiego 
w przedmowie łacińskiej do trzeciego wydania. Istotnie, czytamy tam: Viventium res 
non satis tutę (!) publicantur, ubi, si gloriae alic[uid dederis. adulationis nota est, si con- 
tra vitio yerteris, crimen hic quoque periculum est. Lecz dowodzi to tylko, że Bielski 
nie chciał drukiem dziejów współczesnych ogłaszać, ale nie, żeby ich nie pisał. 

25^ Wykazali to dostatecznie Sobieszczański i Nehring. — A. Czołowski, Bitwa 
pod Obertynem, Kwartalnik historyczny, 1890, str. 633, wyraźnie nie rozróżnia Joa- 
chima od Marcina, skoro, cytując Joachima, powołuje się na wydanie Turowskiego, 
który „Ki-oniki świata" nigdy nie wydał; a stąd wniosek fałszywy, że Marcin Bielski, 
choć brał udział w bitwie, „mimo to przyjmuje jej opis z Wapowskiego prawie dosłow- 
nie, tylko tu i owdzie własnemi wzbogaca go wspomnieniami", nie Marcin bowiem, ale 
Joachim korzystał w tym opisie z Wapowskiego. 

26) Finkel, 1. c, 441 nn. 

20 Wydanie 2, tamże, 1595. 

2*) Wójcicki, Muzeum Domowe, Warszawa, 1836, str. 134, opowiada, że oglądał 
gdzieś dwudziestoarkuszowy poemat Bielskiego p. t. „Wojna Kokoszą* (w rękopisie). 
Bliższych jednak informacyi o nim poskąpił. Zresztą wiadomo, że oczom Wójcickiego 
niekoniecznie można dowierzać. Co zaś do dzieła o rycerzach maltańskich, miał to być 
zapewne przekład książki czeskiej, wydanej w r. 1566 p. t. „Jista a gruntowni zprawa 
o ostrowu Malto, kterak od Turkiiw oblężeń a dobywan" (Ob. Jungmann, w.yd. dru- 
gie, 146). 



ROZDZIAŁ DRUGI. 



ŻYWOTY FILOZOFÓW. 



Słynął szeroko w wiekach średnich zakonnik reguły świętego Augu- 
styna, uczeń Duns-Scota, doktór ś. teologii, Gwalter Burloy (1275 — 1337); 
doktorem jasnym i przezroczym {doctor iilanus et iierspicuus) nazywali go po- 
tomni i współcześni, oczarowani jego mądrością, która się im widocznie jasną 
być zdała. A z licznych pism jego łacińskich ani jedno tak wielkiem nie cie- 
szyło się powodzeniem, jak rzecz „O życiu i obyczajach filozof(j\v i poetów 
starożytnych", będąca kompilacj^ą z pism Dyogenesa z Laerty, Boecyusza, 
ś. Hieronima, Hugwicyona z Pizy, suto dowcipnym i subtelnym rozumem śre- 
dniowiecznym okraszoną. Mądrość stu kilkudziesięciu filozofów i poetów wy- 
pisał tutaj doktór jasny i przezroczy, nie przepominając o takich myślicielach 
i wieszczach, jakimi byli.... Aleksander Macedoński i Temistokles. 

Księga to bardzo ciekawa i nowych odkryć pełna. Był, naprzykład, 
mędrzec Secundus, którego własna matka do swej łożnicy wezwała; był inny 
mędrzec, Solon, który zapędził się w pogoni za mądrością aż do... Sycylii; był 
pisarz znamienity.... Polikrates; był Sokrates, który, zanim go jeszcze do wię- 
zienia wtrącono, we własnym domu palmę męczeństwa odzierżał, bo ,, pojął 
sobie dwie żenię, jedne Xantipę, a drugą Mittonę; ty gdy się częstokroć społu 
wadziły, on się z nich naśmiewał, mówiąc, że się prze szpetnego a nie urodli- 
wego człowieka, z małpim nosem, z łysem czołem, z kosmatemi piersiami, 
z prostymi a z omełtymi włosy wadzicie; a potem obiedwie się nań rzuciły, 
a tak go, długo bijąc, karały". Ale ze wszystkich najmędrszym i najszlachet- 
niejszym był myśliciel i jasnowidz, mówca i czarnoksiężnik, Wirgiliusz, tak 
mądry, że przepowiedział, iż panna porodzi, iż Jezus Chrystus niebawem na 
świat przyjdzie; ,, Rzymianie nie wierzyli, potem lepak, gdy panna porodziła, 
obrazy one wszytki się popadały a pokaziły". 

A cóż dopiero mówić o mądrości,,rozumów domyślnych",,, przykładów do- 
wcipnych", ,, domysłów", ,,nauk" i ,, przypowieści" tych mędrców! Oto jeden, na- 
przykład, dokonał odkrycia, że ,, głowa jest wierzch ciała", że ,, włosy— odzienie 
głowy", że ,, broda — rozeznanie męża od niewiasty"; a inny, jak na dłoni, do- 
wiódł, że ,, niewiasta jest męskie zhańbienie, nienasycone zwierzę, ustawiczna 
praca, ustawiczna wojna, każdego dnia szkoda, dom kłopotu, zrządzenie pso- 
ty, młodzieńców zbłaźnienie, bestya nigdy nieskrócona, brzemię nieznoszone, 



- 30 — 

jad niewyleczony, ludzkie zagubienie". Od tych zaś mędrców starożytnych 
nie był mniej mądrym ich biograf, sam doktór Burley, skoro wiedział np., że 
Wirgiliusz ,,2)rzeto Wirgiliuszem nazwań był, że się jego macierzej we śnie 
zdało, jakoby urodziła niejaką rózgę (bo połacinie zową vh'ga — rózga), a to 
nic innego nie znamionowało, jedno że Wirgiliusza porodziła, który swą wy- 
mową, jakoby drzewo wysokie, aż do nieba dosięgał, jakoż Hugwicyusz 
powiada; bo miał przyrodzoną mądrość nad insze ludzie, też i czar- 
noksiężnik był, a wiele dziwów oka,zywał". Etymologia to równie 
głęboka, jak uczony wywód mistrza Andrzeja z Kobylina, który, składając 
w darze płci panieńskiej ,, Gadki Arystotelesa", wpajał w jej ,,subtylne" mó- 
zgi tę jasną i przezrocza, jak doktór Burley, prawdę, że ,,była u Polaków je- 
dna królewna Węda, córka Grakusowa, od którego Graków jest wezwań, któ- 
rej imienia iż Łacinnicy inaczej nie mogli wypisać, przeto jedni Venda^ dru- 
dzy Vanda pisali; ta... była panna młoda i barzo cudna, tak iż cudnością swą 
wiele paniąt znakomitych ku sobie przyciągała, jako węda ryby, stądże też 
imiona Wędy dostała". 

Słowem, mądrość aż kapała z pisma ,,0 życiu i obyczajach filozofów 
i poetów starożytnych", nie dziw więc, że obiegło w niezliczonej ilości odpisów 
całą Europę zachodnią, że zabłądziło także do nas i do Czech: u nas bibliote- 
ka Jagiellońska posiada aż trzy jego odpisy łacińskie z XV wieku ^), a w Cze- 
chach już w temże stuleciu tłumaczono je na język czeski ^). Wynalazek dru- 
ku ułatwił mu jeszcze pochód tryumfalny: przed rokiem 1500 ukazało się 
trzynaście wydań łacińskich (pierwsze w roku 1467, w Kolonii, w drukarni 
Ulrycha Zella), jedno niemieckie i aż osiem włoskich, a w wieku XVI nie zli- 
czyć druków różnojęzycznych ^). W roku 1514 wyszedł w Pradze przekład 
czeski: Ziwotowee a mravnaa Naućenj Mudrtzuo przyrozenych a muźuo 
cztnosty oswjetzenych kratcze wybrany. Renunclantur Pragae a Nicolao 
Impressore in Lacu. 

Tłumaczem był zasłużony dla literatury ojczystej pisarz, właściciel dru- 
karni „Pod szczęściem", a potem „Pod białym lwem" w Pradze, Mikulas Ko- 
nać z Hodistkova, zwany także Konacek, a po łacinie Finitor, tłumacz ro- 
mansu Beroolda o Gwiskardzie i kroniki czeskiej Eneasza Sylwiusza, autor 
„Prawidła żywota ludzkiego"' i ,, Książki o biadaniu i narzekaniu Sprawiedli- 
wości, wszech cnót królewny a pani", zmarły w roku 1523. Ze stukilkudzie- 
sięciu żywotów Burleya wybrał Konacz tylko czterdzieści siedem, pomijając 
np. Senekę, Sofoklesa, Eurypidesa, Plutarcha, których sentencye poczytywał 
widocznie za niegodne mowy czeskiej, ale za to nie zapominając o Temisto- 
klesie ani o Hermesie, ani o Scypionie, o Aleksandrze Wielkim już nie 
mówiąc. 

Tę to książkę Konacza przełożył Bielski na język polski, nie wymienia- 
jąc wprawdzie nazwiska tłumacza czeskiego, lecz nie zapierając się bynaj- 
mniej, że daje czytelnikom nie pismo oryginalne, ale przekład, i nie tając 
się przed nimi, że dokonał go, ,,z pilnością i z pracą niemałą, z pomaganim 
niektórych uczonych ludzi". Nie musieli to być jednak zbyt uczeni ludzie, 
skoro nie zwrócili mu uwagi na to, że król Filip Macedoński miał wprawdzie 
wielu wrogów, ale nie było wśród nich ,, króla Piłata", że Kserkses a Perses, 
Fedon a Fedron to nie wszystko jedno, że Sokrates, aczkolwiek często ma- 



— 31 — 

wiai „o naprawieniu obyczajów dobrych", jednak ani razu ,, ksiąg" o teni nie 
„udziałał". Zresztą odpowiedzialność za te wszystkie mądrości spada nie na 
naszeojo Bielskiego i jego przyjaciół, lecz na czeskiego Konaczka. Bo prze- 
kład Bielskiego jest po większej części dosłowny, czasem nawet wręcz niewol- 
niczy. Konacz tłumaczy np. „Quid est os? Nutritor corporis": „Vsta chuowa 
tiela", — Bielski powtarza za nim: „Usta wychowanie ciała". Cesarz Adryan 
pyta Secundusa: ,,Quae lex est ista silentii, quam tibi proposuisti, ut nuUo 
modo solvi potest?". Konacz przekłada: „Kteraky gest zdiuazek mlćeny twe- 
lio, ze se żadnym obyćegem zmeniti nemuoź", a Bielski za nim: ,,. Jakie jest 
związanie milczenia twego, iż się żadnym obyczajem zmienić nie chce?" Ko- 
nacz oddaje łacińskie „mobilitas aquaruni" słowami: „wlnobity wod", a Biel- 
ski na poczekaniu kuje nowy wyraz: ,,walmobicie wód" (żebyż przynaj- 
mniej ,,wełnobicie"!) 

Czasem, ale bardzo rzadko, pozwala sobie na zmiany tekstu czeskiego: 
„Sluncze gest blesk hez zhi/nuti'- („Sol est splendor siiic occasu^'-) — ,, Słońce 
jest łystanie hez strachu'''-. Albo jeszcze. Burley pisze: „Interrogatus (Secun- 
dus), si iuraret se nunquam fuisse mechatum, ait: non peius enim est adulte- 
rio periurium"; Konacz: ,,Giny chtiel, aby prżsahl, że nenj cyzolożnikem; 
rzeki: nicz menssje nen.v pfysaha, neż cyzolozstwo"; a Bielski: ,, Chciał po 
nim jeden mieć przysięgę, iż nie był winien cudzołóstwa; odpowiedział: nic 
łatwiejszego w cudzołóstwie, jako przysięga". Zmienił więc Bielski myśl, 
zawartą w oryginale łacińskim i w wiernym przekładzie czeskim. Ale to je- 
szcze drobnostka. Niekiedy jednak zmiany są bardziej niefortunne. Na py- 
tanie np.: ,,Quid est iecur?" odpowiada Secundus Burleya: ,,Custodia cordis". 
Secundus Konacza jest tego samego zdania: ,,Yatry strażcze srdcze". Lecz 
Secundus Bielskiego mówi: „Wątroba jest chowanie krwie człowieczej; nyr- 
ki — stróż serdeczny". Na pierwsze zdanie zgodziłby się Andrzej G-laber, któ- 
ry obwieszczał, że krew dla tego jest czerwona, iż „mięso wątrobne, skąd się 
krew bierze, jest czyrwone" ^); ale, żeby nerki miały być stróżem serdecznym, 
przeciwko temu zaoponowałby z pewnością, bo wiedział, że one i tak dosyć 
mają do roboty, skoro piastują aż dwa urzędy: „jeden jest wyciągać wilgo- 
tność wodną z jelit, pod żołądkiem leżących", a drugi — ,,zachowawać w so- 
bie plemię mężskie, ku rodzeniu człowieka potrzebne" ^). 

Czasem znów skraca Bielski Konacza, w podobny sposób, jak Konacz 
skracał Burleya, to jest pomijając z niego różne ustępy, szczegóły, wiadomo- 
ści, sentencye. Konacz np. pomija z Burleya spis głównych dzieł Platona, 
nie mówi nic, że Platon dowodził nieśmiertelności duszy (oczywiście, milczy 
o tern i Bielski); a Bielski pomija z Konacza, że Tales (!) poczytywał za rzecz 
najtrudniejszą poznać samego siebie, a z sentencyi Secundusa: „Sen gest 
smrti obraz, w praczech odpoczinuty, nuznych żadost, lekarzuo zkusseny, 
maudrost bedliwych, potiesseny sprawedliwych, hrzychuo swazany a każdeho 
ducha odpoczinuty" — pozostawia tylko: ,,Sen jest obraz śmierci, w pracy 
odpoczynienie, nędznych pożądanie, grzechów związanie a każdego ducha 
odpoczynienie" ^). 

Ale co jest rzeczą ciekawszą, to, że Bielski, tłumacząc Konacza, zajrzał 
jednak kilka razy do oryginału łacińskiego. Mniejsza o to, że „tatarskiego fi- 
lozofa" Ana^arsisa nazwał właściwie — Anac/iarsisem, albo że Apollona na- 



— 32 — 

żywa nie ,, hetmanem", lecz bogiem: aby te omyłki Konacza sprostować, na ta 
stać go było zapewne bez pomocy Burleya, więc to jeszcze nie dowód. Ale 
dowodem za to jest, że przytacza kilka ustępów, których w książce Konaczs 
niema zupełnie, np. w biografii Secundusa. 



II. 

Zarzucono Bielskiemu, że żadna myśl głębsza nie skłoniła go do prze 
tłumaczenia Burleya na język ojczysty, chyba tylko zamiar, chwalebny zre 
sztą bardzo, wydania jakiej książki w języku polskim czyli ,, rozmnożenia ję- 
zyka polskiego", którym ,, przedtem dla trudności jego nie wiele pisano" '). 
Sąd ten jest nadto surowy, a zatem niesłuszny. 

Bielski dobrze wiedział, co robi: chodziło mu nie tylko o „rozmnożenie 
języka", ale i o naukę czytelników. Zapewne, są w Burleyu ,, przypadki", 
które nikogo zbudować nie mogą: ale nie zapominajmy, że człowiek średnio- 
wieczny (a takim był Bielski, jak był nim i Rej) ze wszystkiego wyciągał 
naukę moralną; przecie Rej, wydając swe sprośne figliki, nawet i z nich spo- 
dziewał się pożytku, gdyż, jak mówił, ,, młody człek może się wiele ludzkiemi 
przygodami przestrzedz". Czytajmy przedmowę Andrzeja Glabera z Koby- 
lina do ,, Żywotów" ^), a przekonamy się, jak rozumowali ludzie ówcześni: 
,,Robaczkowie z kwiatków nic nie bierzą, tylko wonią a barwę, wszakoż pczoły 
umieją z nich i miód wybierać...... bowiem ony nie na wszelki kwiat padają, 

ani też ony ich śniadają wszytkich, na które upadają, tylko pobrawszy, co ku 
ich robocie pożyteczno jest, ostatku poniechają: takież i my, chcemyliż rozum 
zdrowy mieć, wziąwszy to z ksiąg, co jest prawdzie podobne, wszytko insze 
opuścimy, abo to, co jest pożyteczno, wziąć mamy, a od tych rzeczy, któreby 
nam mogły zaszkodzić, mamy się odchylać" ^). 

Wogóle przedmowa Glabera rzuca światło na genezę przekładu Bielskie- 
go. ,,Tak trzymajmy, jako naszy przodkowie trzymali". Ale jacy przodko- 
wie? najbliżsi? ojciec i matka? a jeżeli oni byli lub są ciemni albo źli? w takim 
razie nie byłoby postępu: ,, Bowiem mnodzy ludzie, a zwłaszcza gminu pospo- 
litego, tak się domnimają, jakoby ociec abo matka, którzy nas na świat wypu- 
ścili, byli prawi przodkowie naszy. A tak, żebyśmy tak mieli trzymać wszy- 
tko, jako oni trzymali, a inaczej nic, byłoby nie małe szaleństioo. Bowiem oni 
ludzie byli szczyrzy a snadź prości i owszem wiele synów najdzie mędrszych 
i sprawniejszych daleko w mnogich rzeczach, niż byli tacy przodkowie ich". 
Innych więc przodków trzeba naśladować, a tymi są: nadewszystko ,,Pan nasz 
Jezus Chrystus, Odkupiciel i Zbawiciel plemienia ludzkiego", potem zaś apo- 
stołowie i ewangeliści, ,, którzy Jego naukę i popisali i ludziom po wszem 
świecie ją rozsławiali", a dalej ,, ludzie święci a sprawiedliwi, naukę apostol- 
ską, od Kościoła przyjętą i potwierdzoną, sprawiedliwie wykładający". ,, Ta- 
kich przodków naszych będziemyli się trzymać, jako płotu, opuściwszy plotki 
i insze zabobony, zaiste nie ustąpimyć w wierze krześcijańskiej"^). Co rozu- 
mieć należy przez te plotki i zabobony, nietrudno się domyślić: znać wilka po 
głosie, — wydał się mistrz krakowski ze swem stanowiskiem protestanckiem: 



— 33 — 

plotki — to przecie ulul)iona nazwa, nadawana przez protestantów nauce Ko- 
ścioła katolickiego, że przypomnimy tylko epigramat na Lutra w ,, Zwierzyń- 
cu" Reja: 

Pan z nieba za jeden dzień tysii\c lat szacuje, 

A długo, niż mcłżność swą, czeka, okazuje. 
Aleó i tu cirpliwośó długo święta była. 

Iż się w tak szcsifrifch plotkach Jego cliwaJa (juiiła. 
Aż nie mogła wycirpier^- możność święta Jego, 

I pobudził człowieka, według zdania swego: 
Marcina z Witemberkn, doktora zacnego. 

Który wyniósł na światło sławną cłiwałę Jego. 

Jeszcze wyraźniej przebija się stanowisko protestanckie w dalszych wy- 
wodach Glabera: ,,Wszakoż co się tycze obyczajów a spraw ludzkich, najdzie- 
my między pogańskimi ludźmi, a zwłaszcza filozofy, jako się mamy sprawo- 
wać według pisma ich, gdyż też (taJc światy Paweł powiada) cożkolwiek napi- 
sano, wszytko to jest dla nauki naszej etc. Gdy ich pisma, a zwłaszcza sta- 
tecznego, a które nie jest przeciw wierze, naśladować będziem, możem rzec, 
iż oni też są przodkowie i starszy naszy" ^), a więc i ich wolno i trzeba naśla- 
dować. Otóż słowa te są jakby odgłosem nauki, znanej wprawdzie już we 
wczesnem średniowieczu, ale dopiero przez Melanchtona na nowo do życia po- 
wołanej i szczegółowo uzasadnionej; jest to słynna nauka o „świetle przyro- 
dzonem", oparta na pismach Cycerona i na nauce świętego Paiula o prawie, 
które sam Bóg w sercu człowieka zapisał, a dająca się ująć w te słowa, że 
przyrodzone prawo moralne głosi te same zasady etyczne, to jest dotyczące 
właśnie ^,obyczajów a spratc hidzkich'^^ co prawo objawione, mianowicie ta 
część dekalogu, która reguluje stosunki pomiędzy ludźmi, to jest przykazania 
od czwartego do dziesiątego^) (do pojęcia bowiem obowiązków względem Bo- 
ga, to jest do prawdy etycznej, zawartej w trzech pierwszych przykazaniach, 
nie wzniesie się, zdaniem Melanchtona, rozum przyrodzony samodzielnie, bez 
objawienia). A jeżeli tak, to nie tylko chrześcijanie, ale i poganie mogą nam 
świecić przykładem na drodze moralności, bo i oni siłą rozumu przyrodzonego 
wznieśli się do pojęć i czynów, zgodnych z etyką chrześcijańską, — zwła- 
szcza filozofowie: „Wszytcy jakmiarz filozofi, to jest mędrcy starzy, którzy 
iń^co vf mądrości "przyrodzonej pisali, co na więcej mogli, cnotę wychwalali, 
którym iście wierzyć mamy i o to stać, abyśmy to w żywocie naszym okazo- 
wali, co oni w piśmie po sobie zostawili; bo jestli którzy cnotę przed zebranim 
ludzkiem wychwalają, a sami lepak pychę swą, obludność i zysk nad sprawie- 
dliwość przekładają, takowi nic się nie dzielą od onycli, którzy okazują ko- 
medye, to jest rozprawy ludzkie, gdy igry sprawują na miestcu, k temu przy- 
prawionem". Ale dla czego ci starz}^ mędrcy zachwalali cnotę i słowa swoje 
czynami stwierdzali? dla tego właśnie, że byli mędrcami, bo prawdziwa mą- 
drość zawsze do cnoty prowadzi, a stąd jest największym skarbem człowieka, 
który też do niej dążyć powinien ze wszystkich sił swoich, choćby kosztem 
utraty dóbr doczesnych; drogą zaś, prowadzącą do mądrości, jest nauka. 

Oto stanowisko, z jakiego spoglądał Bielski na „Żywoty" Burleya, oto 
co (prócz chęci , .rozmnożenia" mowy ojczystej) skłoniło go do ich przełożenia 
na język polski: chciał zachęcić rodaków, by ukochali naukę, jako środek, 
wiodący do cnoty: 

Bielski. 5 



— 34 — 

Rozum na tem zależy człowieczy — 

Mieć w sobie takowe rzeczy, 
Które ku cnocie przywodzą, 

A od zbytków wszech odwodzą. 

to się nawięcej mamy starać, 

Byśmy mogli w cnocie obcować, 
Jako ci mędrcy działali, 

Którzy tu są wypisani. 
Tych nauk ci naśladowali 

I drugim po sobie zostawiali: 
W rozkoszach się nie kochali, 

Żadnych skarbów nie zbierali, 
Tylko się nauką żywili, 

Nic nie umieć się mienili. 

1 ty, chceszli być od zwierząt różny 

A ich też głupości próżny, 
Chciej się w nauce obierać. 

Mądrości, rozumu nabywać. 
Miej przed sobą co uczonego, 

Czemby podparł rozumu swego. 
Czci mężów mądrych przykłady. 

Nie chceszli mieć w sobie wady; 
Przydziesz ku końcu dobremu . . 

I ku żj^wotu wiecznemu ^). 

Przypatrzcie się — uczy Bielski swoich czytelników — ,, filozofom, to 
jest mędrcom nauk przyrodzonych, i też inszym mężom, cnotami ozdobionym'^, 
których żywoty ,,ku obyczaj nemu nauczaniu człowieka każdego krótko wy- 
brałem", jak to oni gardzili dobrem doczesnem. „Tales ubogi był, a tylko 
uczenia naśladując, imienia żadnego nie żądał". Bias nie posiadał majątku 
i z dumą mawiał: ,,Wszytkie swe dobre rzeczy z sobą noszę", — i ,, nosił je 
iście w piersiach swoich niewidome". Aleksander Macedoński twierdził, że 
„mądrość jest poseł rozumu", to też ,, lepiej jest mądrość mieć, niż imienie". 
Krates ,, wielkie brzemię złota do morza wrzucił, mówiąc: odejdzi precz ode 
mnie, niesprawne imienie, radniej ja ciebie utopię, niżliby ty mnie miało uto- 
pić". Zenon, ,,gdyż mu powiedziano, iż były jego rzeczy wszytki potonęły, 
rzekł: chceć tego szczęście, aby eh jeszcze filozofował". Ojciec Demokryta był 
bogaty, ale syn, ,, niewiele sobie zostawiwszy, dziedzictwo swe rozdał, a do 
Aten się wezbrał, a tam sobie kazał oczy wyłupić przeto, aby mógł dowcip- 
niej o mądrości myśleć". Platon, ,, bogatym będąc, wszytko opuścił, jedno 
sobie jedne wieś niedaleko Akademiej u Atenian wyzwolił", ,, uczennicy lepak 
jego w niczem krotochwile nie mieli, jedno w tem, czegoby się uczyli''. Plau- 
tus mawiał, że „pieniądze są przyczyną kłopotu". 

Naukę poczytywali ci mędrcy za największe dobrodziejstwo. Oto Tales 
,, dziękował szczęściu" nie tylko za to, ,,iż człowiekiem był, a nie bestyą, że 
mężem, a nie żoną", ale i za to, iż był ,, literatem" (po raz pierwszy ukazuje 
się to słowo w literaturze naszej!), ,,a nie laikiem". Sokrates przyrównywał 
człowieka bez nauki do króla bez państwa. Pitagoras uczył, że „te rzeczy 
nabarziej mają być odpądzone od człowieka: niemoc od ciała, nieumiejętność 
od dusze"; Cleobulus radził: ,, Miłuj naukę, a nieumiejętności się wiaruj"; 
Peryander: ,,Z mądrymi miej obcowanie". Boecyusz dowodził, że nauka to 



— 35 — 

,, skarb drogi a niezapłacony, a z małego człowieka czyni wielkiego, a / ubo- 
giego bogatego, z pospolitego własnego, bo jeśliże kto czci cielestnej nie ma, 
przez mądrość nad wiele innych czciou będzie, a wielokroć urztjdy i sprawy 
taki przyjmuje; przetoż bogosławiony człowiek, który mądrość najdzie, tyl- 
ko ją czci, a cztąc, nauczysz się; bo kto dobrze czcie, z Bogiem rozmawia, 
a przez częste czytanie człowiek mądry bywa". 

Tej to mądrości właśnie zawdzięczali mędrcy swoją cnotę, bo ta z praw- 
dziwą mądrością zawsze chodzi w parze. Sokrates np. ,, wszytkę swą mądrość 
przywiódł ku uznaniu dol)rych obyczajów, który też mówił, że wielika mą- 
drość jest dobre od złego rozeznać", i że nawzajem ,, cnota przez mądrości 
pusta jest". Tenże Sokrates nauczał, że ,, mądrego znak jest żadnego ku upa- 
du nie przypędzać, a gdyżby co mocnego przyszło, mocnie to odeprzeć, bo 
żądny nie może być rzeczom mocny, jedno któż mądry jest". A nie tylko 
słowem, lecz i czynem głosił Sokrates te piękne nauki, gdyż sam był ,, dziw- 
nie czystotą a sprawiedliwością i innemi cnotami ozdobion". Podobnież Aua- 
ksagoras i Krates za najwyższą mądrość poczytywali cnotę. Anaksagoras 
uczył: jłEcg^- chwal a przyjaciele wspomagaj, rodzice swe czci, a nikomu nie 
zaźrzy; nigdy nie przysięgaj, o prawdę się nie gniewaj, obchodzi się prawem, 
nie sprawuj się gniewem"; a Krates: ,,Oględaj się często w zwierciadle; jest- 
liż cudnym będziesz, czyń to, co na twą cudność zależy, a będzieszli grubej 
twarzy, patrz, aby to zawetował cudnością dusze, to jest cnót i dobrych oby- 
czajów". Hermes znowu twierdził, że nie tylko mądrość wpływa dodatnio 
na cnotę, ale i cnota na mądrość: ,, Któżby się chciał mądrości trzymać, ten 

się ma złych uczynków wystrzegać; nie może prawie doskonałego rozumu 

być, kto się w czystości nie zachowawa". Wiedział o tem i Ksenokrates, to 
też, kiedy ,, jedna gamratka znamienita ślubiła młodzieńcom, że chciała zła- 
mać stałość Ksenokratesowę i, przyszedszy w nocy, podle niego się położyła, 
ale nie mogła go na to żadną miarą przywieść, aby ją miał poznać". Moral- 
nością jaśnieli i Arystoteles, który ,, jałmużny dawał, sirotki opatrzał"; 
i Plotinus, ,, osobliwy mędrzec, bo ten mąż ku wszytkim cnotam był zrządzo- 
ny, sprawiedliwy, silny, śmiały, wierny"; i Epikur, który „był filozof barzo 
wierny a wstrzymały zbytków wszelakich;... aczkolwie nawyższe dobro w lu- 
bości pokładał, wszakoż tę lubość nie w cielestnych rzeczach, ale w dusznych 
rozumiał, która nawiętsza była w rozmyślaniu o rzeczach boskich i nieśmier- 
telności". Jak bardzo nauka uszlachetnia człowieka, zwłaszcza w młodości 
(„bowiem — jak mówi Glaber — natrwalsze i nastalsze bywają ony rzeczy, które 
w młodzieńczym wieku, to jest za młodu, w pamięć człowieczą bywają wlane, 
a to wszytko dla miękkości rozumu w onych leciech"), tego dowiódł młody 
Aleksander Macedoński, który, „mając tylko dwanaście lat, tak to k ludziom 
mówił: Tego sobie za króla wybierzcie, który się Boga boi, a więcej go słucha, 
niż wolej swej, który łzy nie miłuje, a sprawiedliwości naśladuje, któryżby 
ludu swemu użyteczne rzeczy przykazował, a sam aby za wszytek lud wiernie 
pracował, z ubogimi nakładając miłościwie, któryżby pyszne pokarał, a dobre 
umiłował, któryby dobyte łupy miedzy was rozdzielał, sirotek aby waszych 
nie dręczył, sam by się za was nieprzyjacielom na śmierć dał, aby był praw- 
domówny, dobrotliwy, pokorny a poczciwy, szczodry, cirpliwy, skromny, nie 
wspominający krzywdy swej". 



— 36 — 

Lecz nie tylko cnotę niesie z sobą nauka, ale zarazem pożytek, szczęście, 
spokój, hart duszy, szacunek u ludzi i inne jeszcze skarby. Likurg tylko 
dzięki mądrości swej był tak pożytecznym obywatelem ojczyzny, Temisto- 
kles dla tego zasłynął, jako wódz znakomity, że był „bardzo uczony a pamiętli- 
wy". Pittak mądrością wroga pokonał. Zenon nawet w więzieniu „sobie 
nie styskował". Teofrast nigdy sam nie był, bo miał „zaiste z sobą wszytki 
rzeczy, które... są abo były dobre", a „rozum świebodny" gdzie chciał, tam 
obracał, gdy zaś ludzi nie widział, z Bogiem rozmawiał. „Ipocras lekarz" 
swą mądrością zarazę morową od Aten odpędził, a za to „mieszczanie ateńscy 
sobie uradzili, aby Ipocrasa za boga czcili". Również Auacharsis cieszył się 
powszechnym szacunkiem. Solon znów nawet wobec możnych tego świata 
umiał zachować godność osobistą, a Dyogenes „był też tak stałej myśli, że 
wszytcy jego przeciwnicy jemu nic uszkodzić nie mogli, takież w żadnem 
przeciwieństwie umysł jego się nie zmienił, bo powiadał, iżby to nie był mę- 
drzec, któryby sam nad sobą nie panował". 

Tego dosyć, aby obronić Bielskiego przed zarzutem, że, spolszczając Bur- 
leya przy pomocy Konacza, nie miał żadnej głębszej myśli: bo nie jest myślą 
płytką wpajać w czytelników przekonanie, że nauka, chociaż jej „początek a ko- 
rzeń jest gorzki, ale użytek a owoc jej słodki jest", to potęga, rozkosz naj- 
wyższa, nie wysychające źródło cnoty, główny niemal cel życia ludzkiego: ta 
bow^iem właśnie myśl przyświecała mu niewątpliwie przy pracy. To też „Ży- 
woty filozofów", jakkolwiek są tylko przekładem, rzucają jednak pewne świa- 
tło na indywidualność Bielskiego i na jego tendencyę literacką: oto widać, że 
ten człowiek kochał naukę, dążył, w miarę sił swoich, do jej nabycia i pra- 
gnął, aby pokochało ją społeczeństwo, jako skarb najwyższy; występuje więc 
Bielski, jako nauczyciel społeczeństwa. Czy obrał sobie właściwą drogę, to 
zupełnie inna sprawa. Zapewne, można było znaleźć we współczesnej lite- 
raturze europejskiej nie jedną i nie dziesięć innych książek, któreby temu ce- 
lowi daleko lepiej odpowiadały: ale trudno, — sowa nie urodzi sokoła, a żół- 
wia nie upierzyć: trudno wymagać od umysłu średniowiecznego, przywykłe- 
go spoglądać na „Wiersze moralne Katona", jako na głęboką mądrość, aby 
zachęcał swoich do mądrości nie „Żywotami filozofów" Burleya, tylko np. 
„Pochwałą głupstwa" Erazma Roterdamczyka. Zresztą na mędrca „z Czer- 
wonej Groblej" będzie jeszcze czas: pozna go Bielski później, pochwali jego 
mądrość w „Kronice świata", a w „Sejmie niewieścim" okradnie go nawet; 
ale humanistą nie będzie już nigdy, bo komu w czterdziestym roku życia wy- 
starcza do szczęścia jasny i przezroczy doktór średniowieczny, ten w huma- 
nizmie nigdy już nie zasmakuje. 

A jednak, pomimo że „Żywoty filozofów" to średniowieczczyzna, nie są 
one bez znaczenia w historyi naszej literatury narodowej, bo znamionują, 
bądź co bądź, pewien postęp. Dotychczas drukowano po polsku albo książki 
religijne — dla ogółu pobożnych, albo powieści średniowieczne — dla kobiet 
i grzecznych dzieci (nie młodych, ale starych), albo wreszcie pisma, mające 
jedynie cel praktyczny, np. kalendarze lub zielniki. „Żywoty filozofów" to 
pierwsza nasza książka, która jest zarazem świecką, poważną i ogólnokształ- 
cącą: świecką — bo uczyła, że „rozum przyrodzony" może się wznieść bez 
pomocy Objawienia do pojęcia i czynu cnoty; poważną — bo w oczach ogółu 



- 37 — 

społeczeństwa, który wciąż jeszcze mądrością średniowieczną kann ii swó 
umysJ, za poważną uchodzić niiaJa zupełne prawo, i ogólnokształcącą — bo 
zachęcała do nabycia nauki, „^-dzic już nad to nic może być wymyślono więt- 
sze dobrodziejstwo". 



Przy piski. 



') Wisłocki, Gwalter Burley i Marcin Bielski, str. U iin. 

-') K. J. Erben, Yybor z literatury ćeske, dii druhy, od pocatku XV aż do kou 
ce XVI stoleti, v Praze, 1868, str. 927 nn. 

") Wisłocki, 1. c. 

*) Gadki o składności członków człowieczycli, wydał Józef Rostafiński, w Bibl. 
pis. pol., str. 53. 

5) tamże, 59. 

<"') Zależności Bielskiego od Konacza domyślał się już Sobieszczański (1. c), ude- 
rzony podobieństwem t3'tułów dwu dzieł; lecz, wiedząc o „Żywotach" Konacza tylko 
z Jungmanna, nie mógł sprawdzić, o ile jego domj^sł jest słuszny. Tyszyński („Kro- 
nika rodzinna" i „Wizerunki polskie", 1875, str. 45) mniemał, iż „był to przekład z grec- 
kiego lub łacińskiego, zwłaszcza, że wiele z Żywotów dosłownie są z Laercyusza". 
W roku 1878 ukazała się poraieuiona wj'żej rozprawa Wisłockiego, któr^', jak się zda- 
wało, niezbicie udowodnił, że Bielski tłumacz3'ł Burleya. To też Pawiński („Tygodnik 
Ilustrowany", 1. c.) dał ostrą, ironiczną odprawę Tj^szyńskiemu. Tjj-szyński odpowie- 
dział w art3'kule „Kilka słów z powodu artykułu profesora Pawińskiego* („Wiek", 
1880, nr. 59), w którym- całkiem niesłusznie — twierdzi po dawnemu, że Bielski po naj- 
większej części korzystał z Dyogenesa z Laerty, w którym za to — całkiem słusznie — 
oświadcza, że sprawa, czy Bielski nie jest czasem zależny od wzorów czeskich, nie 
jest jeszcze bynajmniej rozstrzj^gniętą. Okazuje się, że dom^^sły Sobieszczańskiego 
i Tyszyńskiego były aż nadto słuszne; „Żywoty" Bielskiego to przekład „Żywotów" 
Konacza. Z Burleya znalazły się u Bielskiego te same żywoty, które wybrał Konacz, 
i to w tym samym porządku: Konacz. Tales, Solon, Chylou Laczedemonsky, Pittak, 
Bias, Cleobulus, Periauder, Anatarsis (sic)^ Epimenides, Licurgus, Pithagoras, Anaxago- 
ras, Crates, Simonides Poeta, Arcliites, Xeno Cyccyensky, Isokrates, Sokrates, Aristypus, 
Demostenes, Tbemistocles, Democritus, Ipokras Lekarz, Dyogeues, Plato, Aristoteles, 
Apulegius, Plotynus, Hermes, Xenocrates, Epicurus, Calistenes, Theoffrastus, Ptholome- 
us, Sc3'pio, Tullius prygmim Marcus a Cicero, Plautus Poetha, Wirgilius, Catho, Warro 
Marcus, Xistus Pitagorich, Secundus, G-allienus Lekarz, Symachus, Seneca Cordubinsky, 
Alexander Weliky, Boecius (Mówiąc nawiasem, Konacz ułatwił sobie pracę przekładu 
z łaciny w ten sam sposób, co nasi autorowie pierwszej połowy XVI wieku, którzy, 
„nowo uczyniając" książki, posiłkowali się sttryini rękopisami średniowiecznymi). Bielski. 
Pirwszy mędrzec Tales, Solon, O Chitonie mędrcu lacedemońskim, O Pitaku, Bias, Cleo- 
bulus, O Periandrze, O Anacharsie tatarskim filozofie, O Epimenidesie, O Ligurgu, 
O Pitagorze, O Anaxagorasie, Crates tebański, Symonides Poeta, O Archicie tareutyń- 
skim filozofie, O Zenonie, O Isokratesie, O Sokratesie, Arystypus, O Demostenie, Temi- 
stokles, Democritus, Ipocras lekarz, O Diogenesie, O Platonie, Arystoteles, Apuleius, 
Plotinus, Hermes, Xenocrates, Epicurus Ateński, O Calistenie, Teophrastus, Ptolomeus 
Philadelphus, Scypio senator rzymski, Tullius przezwiskiem Marcus a Cicero, Plautus 
poeta komicski, Virgilius poeta, Kato mędrzec poeta łaciński, Varro Marcus wymowca, 
Xistus, Secundus mędrzec, Galenus lekarz, Symachus Patricius Mędrzec, Seneka kordu- 
beński. Żywot Alexandra Wielkiego, Boetius mędrzec rzymski. 

Ab^' rozproszyć wszelkie wątpliwości, że Bielski Konacza przekładał, zestawiamy 
poniżej cale trzy żywoty w tekstach łacińskim, czeskim i polskim, uważając wszelkie 



38 — 



komentarze za zbyteczne. Cytaty z Burleya — według wydania: „Yitae philosophorui 
et poetarum cum auctoritatibus et sententiis aureis eorundem annexis. Argentinae 
MDXVI (fol. LII>; z Konacza — według unikatu, znajdującego się w Muzeum Króle 
sfcwa Czeskiego w Pradze. Licznych omyłek w tekstacłi nie prostu f^my. 



De Pittaco philosopho. 

Pittacus Asianus, My- 
telenensis płiilosoplius il- 
lustris, unus de septem 
sapientibus Graeciae et in 
re militari strenuus, cum 
bellum iiiter Athenienses 
et Mytelenos instaret, quia 
ipse Myteleuensis exerci- 
tus ductor erat, pugnare 
statuit cum Phrinone, A- 
tlieniensium duce, i u sin- 
gulari certamine et, rete 
łiabens sub scuto, furtim 
circumvolvit Phrinonem 
et, occidens eum, salvavit 
ten-am 

Mitilenenses autem ei 
principatum obtulerunt, 
quem ipse decennio tenuit, 
et ad optimum ordinem 
civitate adducta deposuit 
principatum ac X annis 
aliis supervixit et, cum 
perdives esse potuisset, 
sprevit diyitias. 

Fertur C[uoque, ut ait 
Laertius, quod quidam 
operarius eius iilium, se- 
curim ingerens, interfecit; 
civibus autem ligatum lio- 
micidam mittentibus ad 
Pittacum, ipse absolvit, 
dicens iudulgentiam esse 
supplicio potiorem. Alcłie- 
us vero poeta, anteąuam 
Pittacus principatum My- 
tilenensium obtiueret , 
amaritudine odii et in- 
genii viribus pertiuacissi- 
mam in eum persecutio- 
nem ingessit. Tandem Pit- 
tacus, principatum adep- 
tus, Alcheum paventem et 
tremulum accersivit et di- 
xit: mihi pro yindicta ti- 
bique pro poena sufficiat, 
quod auxilii Teł fugae de- 
ficiente praesidio posses 
nunc iniuriarum proemia 



O Pittakowi. 

Pittacus , Azyansky 
Mudretz, wzactny geden 
z sedmi mudrtzuow rzet- 
skych a rytyerz vdatny, 
kdyż mezy Athónskymi 
a Mitelenskymi walka 
wznikla, a Pitacus wuod- 
tze bylMitelenskich, vmy- 
nil gest zwlasstnim bo- 
gem se s Frynonem, liayt- 
manem Athenskym, byg- 
ti za wssetzka wóyska. 
Y, schowaw tayue neya- 
ke tenetcze, Fryuona gyni 
wuokol, otah zabił. 

A tak Mitelenssty da- 
li mu motz, aby gimi 
wladl; kteryżto vrzad de- 
sset let a wobetz Mitełen- 
sku, iakz naylep molil, 
zprawiw, yfadu postypil. 



Pitakus. 

Pitalius, Azyański me 
drzeć zacny, jeden z sied 
mi mędrców a rycei 
udatny, gdy miedzy Aten 
skimi i Miteleńskimi wal 
ka wszczęła się, a Pita 
kus wodzem był Miteleń- 
skich, umówił tak, aby 
się sam a sam z Frino- 
nem, lietmanem ateńskim, 
bił za wszytkie wojska, 
i zacliował niejakie cien- 
kie siateczki, imiż Frino- 
na lietmana obwił, po- 
tem ji snadnie zabił. 

A tak Miteleńscy dali 
mu moc, aby imi wła- 
dnął; któryż to urząd 
a pospólstwo myteleńskie, 
jako nalepiej mógł, spra- 
wiwszy, urzędu postawił. 



— 39 



reportare, parentem igi- 
tur tibi iniuste perseqai 
' ine, ąuem iuste pati 
les ultorem. 
Hic Pittacus, videjis 
luiiltam viimm iii iusula 
M stilenensium crescere, 
V ■Icns ebrietati hominum 
lirucavere, legę publica 
>taMut, ut peccans ebrius 
du|iliciter puniretur. 

Dicebat autem vinum 
malum et bonum esse, 
malum quidem ex crapula, 
sed bonum ex natura. Eius 
hae leguntur sententiae. 
Dicebat Pittacus eas opti- 
mas esse victorias, quae 
sine sanguine fiunt. 

Dicebat etiam pruden- 
tiam virorum esse, prius- 
qaam fiant difficilia prae- 
meditari; 

fortium vero f acta bene 
disponere Item dicebat 
infortunia non essevitupe- 
randa nec verentem cri- 
men vituperandum esse; 
non obiurgandum esse ami- 
cum, sed nec etiam inimi- 
cum; depositum recipien- 
tem reddere, pietatem, eu- 
sebiam exercere, castita- 
tem amare, yeritatem ha- 
bere, fidem, experientiam, 
aptitudinem, amicitiam et 
solertiam imitari. 

Item dicebat, quod fac- 
turus es, non praedicas, 
deficiens enim, irridebe- 
ris. 

Huius Pittaci fuit illa 
sententia ab aliis postmo- 
dum recitata: 

principatus ostendit vi- 
rum. Interrogatus, quid 
optimum, ait: ad praesens 
bene facere; interrogatus, 
quid gratum, respondit: 
amicus; quid occultum: fu- 
turum; quid fidele? tei-ra; 
quid infidele? marę. 



Tento Pitacus, że se 
mnoho wyna zrodilo na 
wostrowie Miteleuskych, 
chtie wożralstwye preka- 
zyti, prawo zgewne vsta- 
nowil, aby każdy woż- 
raletz pokutii dwiinaso- 
bny trapen byl. 



Prawił take, aby mii- 
dfy, neżby tzo puosobili, 
prwe na to pomyslili 
a rozważyli. 



Coż kto tziuiti ma, 
aby se tym nechlubil, 
aby snad, nedokonage , 
nebyl posmiwau. 



Panowanye okazuge 
zmużylost muże. Otazan 
gsa, coby było naywy- 
borneyssyho, odpowiedel: 
wżdytzky dobre tziuiti; 
coby było wdećneho, iekl: 
prytel; co skryteho: bu- 
dutzy wietz; co wierneho, 
dy: zeme; co newierneho: 
mofe. 



Tento Pitakus, że się 
wiele wina zrodziło na 
ostrowie Myteleńskim , 
ożralstwo zagubić chciał 
i prawo jawne stanowił, 
aby każdy opilec pokutą 
dwojaką karan był. 



Mówił też, aby mądrzy, 
pirwej niżliby co posta- 
nowili, na to pomyślali 
a to rozważali. 



Cóż kto czynić ma, 
aby się z tern nie pysznił, 
aby suadź, nie dokonaw- 
szy, nie był posmiewan. 



Panowanie okazuje 
męskość męża. Gdy pytań, 
coby było nawyboruiej- 
szego, odpowiedział: do- 
brze czynić a zachować 
się każdemu; coby było 
wdzięcznego, rzekł: dobr^' 
przyjaciel; co skrytego, 
rzekł: przyszła rzecz; co 
wiernego, rzekł: ziemia 
co niewiernego: morze. 



— 40 — 



Scripsit autem Pittacus 
de moribus et politia ver- 
sus secretos, multa etiam 
prosaice scripsit. Vixit 
autem annis LXX et cla- 
ruit tempore loachimi, re- 
gis ludae. 

De Thalete philosopho. 

Thales, philosophus 
Asianus, ut ait Laertius 
iii libro de vita philoso- 
phorum, patre Examio, 
matre Cleobolina, ex civi- 
bus, qui suut Phoenices 
uobilissimi, Athenis cla- 
rnit. 

Hic primus sapiens ap- 
pellatus est, secundum 
quem et septem sapieutes 
Yocati sunt. 

Fuit autem conscriptus 
civis Mileti, ideo Thales 
Milesius dictus est. Hic 
post politicam naturalis 
philosopliiae factus est 
speculator et inyentor fuis- 
se Ursae maioris et natu- 
ralis astrologiae dicitur. 
Scripsit autem de couver- 
sione et aequinoctio et pri- 
mus iuter pliilosophos di- 
citur de astrologia tractas- 
se, nec non et solares eclip- 
ses et yersioues praedixit. 
Similiter &t iuter pliiloso- 
plios primus dicitur a qui- 
busdam posuisse animas 
immortales et solis ac lu- 
nae magnitudinem inve- 
nisse. Primus de natura 
disputavit et inanimatis 
animas tradidit, conficiens 
ex lapide, magnete et elec- 
tro. Ab Aegyptiis geome- 
triam didicit; in politicis 
vero optimeconsiliatus est. 
Aiunt autem eum coniuge 
caruisse, et interrogatus, 
cur non duceret uxorem, 
ait: ob filiorum amorem. 
Hic prinripium omnium 
aquam posuit mundumque 
animatum dixit et demo- 
uibus plenum. Tempora 



Psal gest take o mra- 
wych a o zprawowanye 
obetzneho dobrełio mno- 
hee YŻytećne wietzy . 
W letech potom LXX iy- 
wot dokonał za Yoachy- 
ma, krćlle ludskeeho. 

Tales. 

Tales, mudrecz Azyan- 
sk.y, yakoż pys^e Laer- 
cius w knihach o żywo- 
tecli mudrczuo, mel otcze 
Examia, materz Cleobo- 
linu, kteryż miesstiane 
byli znamenity, w Atlie- 
nach pfebywal gest. 

Ten prwny z mau- 
drych nazwań ge.st, po- 
dle ktorehoż y giuych 
sedm mudrych nazwali. 



Pisał też o sprawowa- 
niu dobrych obyczajów 
a pospolitego dobra wiele 
rzeczy użytecznych. W le- 
cich potem LXX żywota 
dokonał za Joachima, 
króla żydowskiego. 

Pirwszy mędrzec 
Tales. 

Tales, mędrzec azyań- 
ski, jako pisze Laertius 
w księgach o żywociech 
mędrców, miał ojca Exa- 
mia, matkę Kleobolinę, 
którzy mieszczanie byli 
znamienici, w Atenach 
przebywający. 

Ten pirwszy mędrcera, 
nazwań jest, podle które- 
goż i inn3'ch siedm takież 
nazwano. 



- 41 



quoque anni fertur inve- 
nisse et in trecentos LVI 
dies divisisse. Scripsib 
autem de astrologia multa, 
quae in ducontis carmini- 
bus comprehendit. 

Dum autem tempore 
ąoodam a piscatoribus iac- 
tnm emisset, extracta est 
tabula aurea ponderis ma- 
gili; orta autem est eontro- 
versia magna; illis se oap- 
turam piscium vendidisse 
affirmantibus, hic dixit se 
fortunae ductum emisse; 
uude propter iiovitatem 
rei et magnitudinem pecu- 
niae ad universum popu- 
lum delata est sententia. 
Deinde ad Apollinem Del- 
phicum delata ec;t, ut iu- 
dicaret, cui mensa aurea 
deberetur. Apollo respou- 
dit illi dandam esse, qui 
ceteros sapientia praecel- 
leret et virtute. His audi- 
tis Thaleti philosopho data 
est mensa. Ule cessit et 
iussit eam dare Bianti. 

Bias ille iussit eam dari 
Pittaco, illeprotinus misit 
eam alteri, et sic per om- 
nes sapientes miśsa ultimo 
venit ad Solonem, qui et 
titulum amplissimae pru- 
deutiae et proemium ad 
ipsum Apollinem transtu- 
lit. 

HicThales pauper erat, 
vacans enim pliilosopliiae 
studiis, adquisitioni pecu- 
niarum intendere non vo- 
lebat; cumque aquibusdam 
oxprobraretnr illi pauper- 
tas et quod sua pliilosopliia 
esset inanis. tali usus est 
ingenio, ut coufunderet 
exprobrantes. 



Consideravit enim per 
astrologiam, cuius erat pe- 
)"itus, qaod futuro tunc an- 
no ubertas magna praeter 



Ten kdyż ćasu gedno- 
ho od rjbai-zu tażeny 
ryb kiipil, y wytahli su 
tabuli zlatau, pro kteruż- 
to wiecz wznikla gest 
nesnaz; neb rybarzy pra- 
wili, żeby toliko wlak 
ryb prodali, ale Tales, 
żeby kupił, czoż sstiesty 
prynese, odpowydal; y pro 
takowu nowiny drahotu 
dosslo gest to obecznycb, 
a potom haytmana mes- 
ta, ab^' rozsaudii, komu- 
by mMa tabule ta byti. 
Tehdy ten Apollo liayt- 
man tomu, któżby byl 
w mestie naymudreyssj', 
tabuli piisiidil. To vsly- 
ssewsse, Talesowi dana 
gest. Ale on, nechtie gy, 
rozkazał gi dńti druhee- 
mu mudrczy, Biantowi. 

Bias pak kazał gi ne- 
sti tietymu, Pittakowi, 
a ten opiet ginć-mu, aż 
nayposlez pfissla gest 
k Solonowi. FCteryżto So- 
lon pochwaalil Appollina, 
a za mudreho gey wyz- 
dwihl. 

Tento Tłiales cliudy 
bj'!, a toliko vcenye naa- 
sledował, zbozy neżaada- 
ge; kdyż pak od nekte- 
rych posmywaan był, że- 
by cłiudy byl, a mudr- 
czem nazwań, a żeby ge- 
mu mudrost gelio nicz ue- 
pomahala a płatna neby- 
la, YŻywał gest w tom 
wtipu swelio, aby potu- 
pił ty, kteffż se gemu po- 
smywali. 

Y patfił gest na hwiez- 
dy, kterycliż wełmi swie- 
dom byl, żeby na łeto 
olywy temef nicz neraelo 



Ten gdy czasu jedne- 
go kupił w Milecie u ry- 
bitwów tonią ryb, i w}-^- 
ciągiKjłi z rybami tablicę 
złotą, dla której rzeczy 
wszczął się roztyrk; bo 
rybitwi mówili, iżliy tyl- 
ko włok ryb przedali, ale 
Tałes mówił, żeby społu 
kupił, co szczęście przy- 
niesie. Tedy taka nowina 
doszła do pospólstwa, 
a potem pytau Apollo, 
bóg ich, aby rozsądził, 
korauby miała przydź ta 
tablica złota. Tedy ten 
Apollo, bóg icli, przysą- 
dził ją temu, któżby był 
w mieście namądrzejszy. 
To usłyszawszj', Talesowi 
dana jest, ale jej on nie 
cliciał, ale rozkazał ją dać 
drugiemu mędrcowi, Bian- 
towi. 

Bias lepak kazał ją 
dać trzeciemu mędrcowi, 
Pittakowi, a ten lepak 
inemu, aż napoślad przy- 
niesiona Solonowi. Potem 
Solon odesłał ją do Apol- 
łina, bogu mądrość przy- 
pisując. 

Ten Tałes ubogi był, 
a tylko uczenia naśladu- 
jąc, imienia żadnego nie 
żądał; gdy się z niego 
niektórzy naśmiewali, iż 
ubogim był, a mędrcem 
nazwań, iżby mu mądrość 
jego nic płjjitna nie była 
żywności, tam on używał 
w tem dowcipu swego, 
aby potępił te, którzy się 
z niego śmiali. 

I patrzj^ł na gwiazdy, 
litórycłi barzo świadom 
był, a gdy poznał, iż dru- 
giego roku oliwa nie miała 
6 



42 



consaetud inem fieret oli va- 
rum, ąuarum anno praece- 
denti copia fuerat, ut plu- 
rimum enim olivae post 
ubertatem deficiunt. 

Cum igitur in hieme 
adhuc esset abundantia 
oJivarum, cultoribus in du- 
abus civitatibus, scilicet 
Mileto et Chio, paucas pe- 
cunias pro arra fructuum 
anni futuri, qui parum cre- 
debantur excrescere, tra- 
didit. Et cum, ut ipse 
providerat, facta fuisset 
inopia olivarum, multis 
ąuaerentibus olivain eme- 
re, pretium taxavit, ut vo- 
luit, et sic multas collegit 
pecunias. Quo facto osten- 
dit exprobrantibus nou es- 
se pbilosophiam inanem, 
ąuoniam philosophis facile 
est ditari, sed pbilosophiae 
et pecuniae studia sibi 
invicem non posse conve- 
nire dicebat. 

Idcirco ignobiliori stu- 
dio praetermisso digniori, 
scilicet pbilosophiae stu- 
dio, Yacare praeelegerat. 

Fertur de ipso, quod, 
cum nocte quadam duce- 
retur extra domum a ve- 
tula, ut astra conspiceret 
incidit in foveam, eoque 
lugente dixit vetula: Tu 
quidem, o Thales, quae 
antę pedes tuos suut, vi- 
dere nequis, quomodo ergo, 
quae in coelo sunt, posses 
agnoscere? Hic Thales fer- 
tur dixisse: Horum trium 
causa gratias ago fortu- 
nae, primo quod homo sum 
et non bestia, deinde quod 
masculus sum et non fe- 
mina, tertio quod Graecns 
sum et non barbarus. 

De hoc Thalete alt Au- 
gustinus Vin De civitate 
Dei: Duo philosophorum 
genera traduntur, unum 
italicum et alterum ioni- 
cum, et ita ionici generis 
princeps fuit Thales Mi- 



b3''ti, ktereż prwnyho le- 
ta welmi mnoho było: 



tehdy casu zymnyho, 
kdyż gesstie dosti olywy 
było, we dwu mestech, 
totiż w Miletu a w Chyo, 
laczyno mnoho gy^nakii- 
pil; potom na leto, w kte- 
reż se nicz nezrodilo , 
mnoży se na olywy pta- 
li, y prodawal gest podle 
swe wuole a penez mno- 
ho shromazdii; z ktereż 
rozssafuosti posmewać - 
kom wssem okazał, że 
miidrost geho dai-emny 
nebyla ; neb mudrczom 
snadno gest zbohatieti, 
ale maudrosti a bohatstwy 
nesnaduo se srownati. 



(oh. niżej) 



obrodzić, której przeszłe- 
go roku dosyć było: 



tedy zimie, póki jesz- 
cze oliwy dosj^ć było, we 
dwu mieściech, w Milecie 
a w Chio, wiele jej a ba- 
rzo tanio nakupił; potem 
na ten rok, którego się 
nic nie zrodziło, gdy się 
po oliwie pytano, i prze- 
dawał ją według swej 
wolej, aż pieniędzy dosyć 
zgromadził; z którego sza- 
fowania pośmiewaczom się 
okazał, iż mądrość jego 
niepróżna była; bo mą- 
drym snadnie przydzie 
zbogacieć, ale mądrość z 
bogactwem trudno się 
zrówna. 



(oh. niżej) 



— 43 — 



lesius. Hic, ut suos suc- 
cessores propagaret, rerum 
naturas scrutatus est, qui, 
suas disputationes literis 
mandans, providus emicuit 
inaximeque admirabilises- 
titit, quod astrologiae im- 
meris compreheusis defec- 
tus solis et lunae etiam 
praedicere potuit. Aąuam 
tantum putavit rerum es- 
se principium et liinc ele- 
mentaomuiamuudi, ipsum 
(jiioąue mundum et ąuae in 
60 gignuntur extitisse. Isi- 
dorus quoque in II libro 
Et3'mologiarum ita dicit; 
Philosophiam apud Grae- 
cos primus perscrutatus 
est Thales Milesius, unus 
de septem sapientibus illis: 
hic enim antę alios coeli 
causam atque omnium re- 
rum naturalium completa 
ratione suspexit. 

Huius haec dicta esse 
feruutur, ut ait Laertius 
iu libro De vita philoso- 
phorum. Antiquissimum 
entium est Deus, ingeni- 
tum etenim. Optimum en- 
tium est mundus, nam opus 
Dei. Maximum eatium est 
locus, omnia namque ca- 
pit. Yelocissimum entium 
intellectus, passim etenim 
currit. Yalidissimum en- 
tium necessitas, dominatur 
enim cunctis. Prudentis- 
simum entium tempus, 
adinvenit enim omnia. 



Responsa Tbaletis. 

Interrogavit eum qui- 
dam, si lateret Deo homo 
iniuste ageus. Sed nec co- 
gitans, dixit. Interroga- 
tus, si iuraret se nuuquam 
fuisse mechatum, ait: non, 
peius enim est adulterio 
periurium. 



Toho Thalesa tito su 
duomyslowe, yakoź p.ysse 
Laercius . Naystarssy 

wssech byt u osty gest 
Buoh, neb gest nestwo- 
feny. Naaylepssy wssech 
bytnosti gest swiet, neb 
dylo boży gest. Naywiet- 
ssy z bytnosti gest my- 
sto , wssecko zagiste 
w se berze. Naywiotssy 
z bytnosti gest rozum, 
neb wssudy zbieha. Nay- 
moczneyssy gest potrzeba, 
nad każdym zagistee 
panuge. Nayopatfueyssy 
gest ćas, neb gest wsse- 
czky wieeczy w^yhledal. 
Odpowiedi k otazkam- 
Wotazal se geden Ta- 
lesa, muożli to pfed Bo- 
hy skryto byti, czoż clo- 
wiek neprawie cziny. Od- 
powiedel: ba, ani kdyż 
neprawie mysly. Giny 
chtiel, aby prżsahl, że ne- 
ny cyzolożnikem; rzeki: 
nicz menssye neny pry- 
saha, neż cyzolozstwo. 



Tego to Talesa do- 
wcipne rozumy ty to są, 
jako pisze Laertius. Naj- 
starszy wszech bytności 
jest Bóg, bo jest niestwo- 
rzony. Naiepszy wszech 
bytności jest świat, bo 
jest boże stworzenie. Na- 
więtsze z bytności miest- 
ce, gdyż wszyćko w się 
zabiera. Naprędsza z byt- 
ności jest rozum, bo wszę- 
dy zbiega. Namocniejsza 
jest potrzeba, bo nad każ- 
dym panuje. Naopatrz- 
niejszy jest czas, bo 
wszystkich rzeczy dozna- 
wa. 

Pytał jeden Talesa, 
możeli to przed Bogiem 
skryto być, gdy co czło- 
wiek niesłusznie czyni. 
Odpowiedział: ani to, co 
niesłusznie pomyśli. Chciał 
po nim jeden mieć przy- 
sięgę, iż nie był wi- 
nien cudzołóstwa; odpo- 
wiedział: nic łatwiejszego 
w cudzołóstwie jako przy- 
sięga. 



— 44 



Interrogatus, quid sit 
difficile, ait: se ipsum co- 
gnoscere. 

Interrogatus: ąuid est 
dulcissitnum? ait: adąuies- 
cere. Interrogatus: quid 
est numerus? ait: quod nec 
principium habet, nec 
finem. 

Interrogatus, quid gra- 
yissimum et detestabile 
yidisset in mundo, ait: se- 
nem tyrannum. 

Interrogatus, qualiter 
quis inf ortunium ferre pos- 
sit, ait: si inimicos pati 
videar. 

Interrogatus, qualiter 
quis iuste vivere posset, 
ait: si, quae iubet aliis,ipse 
agat, Interrogatus; quis 
felix sit, ait: qui sanus est 
corpore, animo copiosus, 
natura docilis. 



(ob. wijżej) 



Co gest naynesnad- 
npyssyho na swietie? f ekl: 
sameho se poznati. 



Dicebat autem amico- 
rum praesentium et absen- 
tium aeque recordari nec 
faciem ornare, sed cogi- 
tationibus bonum esse. 

Item dicebat: cave, ne 
diteris nequiter et, quae 
dona obtuleris parentibus, 
eadem a filiis suscipe. 



Co pak gest nay od por - 
neyssyho a na3'^wohy- 
zdneyssyho na swietie, dy: 
stary vkrutny a Ifreyo- 
wny. 



Kterak kto muoże na 
swietie sprawiedliwie żyw 
byti? odpowiedf'1: coż kto 
ginym rozkazuge, aby to 
sam zachował. Kto gest 
sstiastny na swietie? rek): 
ktoź gest zdrów na tiele, 
rozumu dospieleho, a od 
pfirozeny vmely. 

Cźte se take o nem, 
kdyź nektere noczy od 
baby z domu weden byl, 
ab}' na hwiezdy patril, 
y upadł do yaamy; baba. 
litngiczi geho, fekła: o 
Tałes, coż pfed nohami 
twymi gest, wideti ne 
muożess, kterakż telidy, 
ktereż wieczy su na nebi, 
spatfyss? Take ze tfy 
wieczy dekował sstiesty, 
totiż, że ćłowiekem l^ył, 
a ne howadem, że muz 
byJ, a ne żena, a że lite- 
ratem był, a ne laykem. 



Toto gest take powie- 
del: wariiy se, aby bohaty 
Ycziupu ne l)ył nesprawe- 
dliwie; kterak se zaclio- 
wawati budess k rodićom, 
teehoż se take y od 
swych synuo nadey. 



Co nawzgardzeńszego 
na świecie? Odpowiedział: 
stary a fryjowny. 



Jako kto może na świe- 
cie sprawiedliwie żyć ? 
odpowiedział: co kto in- 
nym rozkazuje, aby to 
sam zachował. Kto jest 
szczęsnym na świecie ? 
odpowiedział : kto jest 
zdrów na ciełe, rozumn 
dośpiałego, a z przyrodze- 
nia umiały. 

Czcie się też o nim, 
gdy niektórej nocy od 
Ijaby z domu wiedzion 
był, aby na gwiazdy pa- 
trzyli, upadł do jamy, ba- 
ba, żałując jego, rzekła: 
o Tales, co przed nogami 
twemi jest, widzieć nie 
możesz, jakoż tedy, które 
rzeczy są na niebie, masz 
ujrzeć? Też ze trzech 
rzeczy dziękował szczę- 
ściu, to jest, iż człowie- 
kiem był, a nie bestyą, że 
mężem, a nie żoną, iż 
literatem, a nie laikiem. 



Też to powiedział: wa- 
ruj się, aby bogatym się 
nie stał niesprawiedliwie; 
jako się będziesz zacho- 
wać rodzicom, tak się też 
nadziewaj i od synów na 
potem. 



> 



Huius Thaletis auditor 
luit Anaxuuau(ler pliilo- 
sophus. 

Obiit autem Thales an- 
110 aetatis suae LXXXIII, 
claruit vero temporibus 
Acliain, regis ludue. 

Et notaudum, quando 
Aegyptus per Moysen et 
Aaron tot plagis punita 
f uit per quiiiquenniuin, qui- 
dam tinientes Aegyptum 
perituram, eggressi suut, 
sicut Cecrops, ąiii, ingres- 
susGraeciam, Atheuascon- 
didit, Epitauriis Coriii- 
thum. 



- 45 — 



Vnii"el gest pak Solon 
(sic!) w letech żiwota 
swóho LXXX III za Acłia- 
111 a krale Judskeho. 



Umarł ten Tales w 
leciei;)! żywota swego 
LXXXIII za Acliama, 
króla żydowskiego. 



De Secundo philosopho. 

Secundus philosophus 
Athenis chiruit, tempore 
Adriaui imperatoris plii- 
losophatus est, omni tem- 
pore silentium servans, 
pythagoricam vitam du- 
cens. Causa autem eius 
taciturnitatis fuit haec. 

Cum adhuc parvulus 
esset, missus a progenito- 
ribus ad discendum, et, 
cum iu scholis esset, mor- 
tuus est pater eius. Audi- 
vit autem iu scholis ali- 
quando, quod omnis mu- 
lier fornicatrix esset et 
impudica. 



O Secundowi. 

Secundus mudrzec Ca- 
su Adryaua cysarze w A- 
thenach byl; ten każdy 
den mlćeny zachowawal 
a lurawny żywot wedl. 
Przycina pak mlćenyege- 
ho tato była. 

Gesstie mały sa, od 
rodićuo k vceny byl po- 
słań, a kdyż w sskolach. 
se vćil, otecz mu ymrzelj 
y slychal gest, żeby każ- 
da żena od prirozeny 
smilna a nepocztiwa była. 



* Ustępu łc(jo nic posiada ani przekład czeski, ani irij- 
żej pomieuione wijdfinie on/ginaiti łacińskiego; lecz znaj- 
duje sic Oli zapewne w jakiem innem wydania, które miał 
przed oczami Bielski. 



Tandem post multos 
annos remeavłt in patriam 
suam, omuem gerens pere- 
grinandi consuetudinem, 
baculum et peram secum 
ferens, coma capitis etbar- 
ba prolixa; hospitatus est 
autem iii domo propria, 
nemine domesticorum ip- 
sum agnoscente, neque 
etiam propria matre, 



Potem se pak po mno- 
ha letech do wlasti wra- 
til, zpusob i^autnićy mage, 
s holy, mossnau, kssticzy 
a bradau dluhau; a hospo- 
du w domu swem wlast- 
iiym mol, a żądny ho, ani 
maatie geho, nepoznali. 



Secundus mędrzec. 

Secundus mędrzec cza- 
su Adryana cesarza w 
Atenach był; ten do 
śmierci swej milczenie za- 
chowawal, a obyczaj uy 
żywot wiódł. Przyczyna 
jego milczenia tato była. 

Jeszcze gdy był mały, 
był posłań od rodziców 
na naukę, a gdyż się 
w szkołach uczył, ociec 
mu umarł; i słychał tam, 
jakoby każda białagłowa 
z przyrodzenia fryjowna 
a niepoczciwa była. 

Gdy to matce swej po- 
wiadał, ona, rozgniewaw- 
szy się nań, jako na nie- 
prawdziwego, z domu je- 
go wygnała, tak że on 
poszedł w cudze strony, 
a tamże mieszkał, aże do- 
rósł *. 

Potem się lepak po 
kilkunaście lat do rodziny 
wrócił w postaci piel- 
grzymskiej, mając mos/:- 
ny, koścień a brodę długą; 
i uprosił sobie w swym 
własnym domu u matki 
gospodę, i żądny go, ani 
matka, nie poznali. 



— 46 



Volens ergo probare de 
mulieribus, si forte verum 
esset, quod audierat, vo- 
cavit unam de ancillis, 
promitteus ei decem aure- 
os, si persuaderet matri 
coadormire sibi; ac illa, 
consentiens ancillae, ves- 
pere fecit eum ad se iu- 
troduci. 

Cumgue illa aestiinaret 
se cum illo carnaliter com- 
misceri debere, ille, velut 
propriam matrem amplec- 
tens, Inter ubera illius 
dormivit usque mane. Ma- 
ne autem, cum Yellet eg- 
gredi et discedere, illa, 
apprehendens eum, ait: ut 
me tentares, hoc fecisti. 
Qui dixit: nequaquam, do- 
mina mater, neque enim 
dignum est ii lud vas rein- 
gredi, uude exivi. Illa vero 
sciscitante, ąuisnam esset, 
respondit: ego sum Secun- 
dus, filius tuus. 



jnk wyżej. 



Illa, recogitans in se- 
met ipsam et non ferens 
confusionem, exanimata 
est; Secundus vero, sciens, 
quod propter loquelam su- 
am mors matri contigisseti 
hanc a se in posteru m 
exegit poeuam, ne amplius 
Ioqueretur. 

Circa vero idem tem- 
pus, anno Domini CXV, 
Adrianus imperator, ve- 
niens Athenas, andivit de 
illo eumque ad se venire 



Tehdy chtege zkusyti, 
byloliby to prawe'", czoż 
o żenach slychal, gedne 
z diwek k sobie zawołał 
a gy 10 zlatych dati sly- 
bil, gestliżeby mu to zge- 
dnala, aby s nym panye 
w noczy spala; panye pak, 
dewcze powoli wszy, ka- 
zała lio wećer k sobie pu- 
stiti. 

Kdyż se pak ona na- 
dała, żeby se s nym tiele- 
snie spogiti meła, on gi 
obgial a na prsech se gy 
położyw, usnuł a tak do 
gitra spał. Rano pak, kdyż 
chtieł wstati a odgyti, 
ona, obchytiwssy ho, rze- 
kła: aby mne zkusyl, tos 
YĆynil. Kteryz rzeki: Ni- 
kołi, panye matko, aniż 
gest slussne, abych mel 
ten żywot, z kterehoż sem 
wyssel, naprzniti. Tehdy 
se ona, ktoby był, otaaza- 
la, y dy: ia sem Secun- 
dus, syn twoy. 



Toho se ona vlekssy, 
pro hanbii weliku a te- 
sknostj vmrzela; ale Se- 
cundus, poznaw, że pro 
promluweny geho matka 
k smrti pfyssla, to sobie 
za pokanye vloźył, aby 
do smrti mlćeł. 

Czasu pak toho, kdyż 
se psalo, letha CXV, Adria- 
nus cysarz, do Athen 
przigew, o Secundowi sly- 
sse, geho k sobie zawołał 



Tedy chcąc się dowie- 
dzieć, jestli to prawda, co 
o niewieściem pogłowiu 
słychał, wezwał k sobie 
jedny dziewki, ślubując 
jej 10 złotych dać, żeby 
to zjednała, aby z nim 
gospodyni spała ; pani 
wnetki dziewce przyzwo- 
liła i kazała go sobie 
w nocy do komory puścić 

Gdyż tedy ona się na- 
dziewała, żeby się z nim 
cieleśnie złączyć miała, 
on, ją objąwszy a na 
piersiach głowę położyw- 
szy, usnął, a tak do za- 
ranku spał. Rano lepak, 
gdyż wstał a iść precz 
chciał, ona, obłapiwszy go, 
rzekła, iż ty, abyć jedno 
mnąkunsztował, toś uczy- 
nił. On odpowiedział: pani 
miła matko, żadną miarą 
nie chcę gwałcić tego 
przybytku, z któregom 
wyszedł. Tedy ona spy- 
tała, a ktoby był, i rzekł: 
jam Secundus, syn twój, 

alem chciał tego do- 
znać, com zmłodu w szko- 
le słychał, jakoby wszel- 
ka niewiasta, by też nie 
wiem jałia, tedy ona 
z swego przyrodzenia ku 
niestatkom jest barzo 
słiłonna, a zwłaszcza gdy- 
by to tajemno mogło być, 
każda rada się da prze- 
mówić; otóżem tego teraz 
w tobie doznał, iż tak 
jest, a nie inaczej. ** 

Słysząc to, jego matka 
i zlęknąwszy się tego, od 
hańby wszelkiej a tęskno- 
ści sama się zabiła, a Se- 
cundus, poznawszy, iż dla 
mówienia jego matka u- 
marła, to sobie za pokutę 
ułożył, aby do śmierci 
więcej nie mówił. 

Czasu lepak tego, gdyż 
się pisało, lata Bożego 
CXV, Adrianus cesarz, 
do Aten przyjechawszy, 
o Sekundusie słysząc, ka^ 



— 47 — 



faciens, prius eum saluta- 
vit; illeanteni tacuit. Tunc, 
admiratiis, ait: loi[uere, phi- 
losoplie, ut a te aliqwid 
discatnus. Ulo autem i u 
proposito silentii perseve- 
rante, dixit Adriauus Tri- 
pauo: fac, nt pl\ilosophus 
iiunni verbum loipiatur no- 
bis. 



Tripanns autem, vo- 
cans spiculatorem, ait: 
hunc philosophum, nolen- 
tem loqui imperatori, vi- 
vere uolumus; persnade 
ei in via, ut loąuatur: si 
persuasus i-espouderit, de- 
collabis eum, si vero non 
respondeiit, deduc eum 
ad me. 



Cui spiculator dixit : 
o Secunde, quare taceus 
morieris, loąuere et vive. 



Secundus autem, yitam 
parvi pendens, mortem ta- 
citus expectabat. Spicu- 
lator, deducens eum ad lo- 
cum destinatum, ait:exten- 
de cervicem et suscipe gla- 
dium. Ule autem, exten- 
dens cervicem, vitam post- 
posuit sileiitio. 

Apprelieusus eum, du- 
xit ad Adrianum, dicens 
Secundum usque ad mor- 
tem tacuisse. Tum Adria- 
nus, admiratus constan- 
tiam plulosophi, dixit ei: 
qiiae lex est ista silentii, 
quam tibi proposuisti, ut 
uuUo modo solvi potest? 
Sumens tabulam et dicenS; 
scribe et saltem manu tua 
loquere. Qui scripsit in 
hunc modum. 

Ego equidem, Adriaue, 

non te timeo, quamquam 



a pozdrawil, ale on mlćel. 
1, podiwiw se, Adriauus 
rzeki: mluwiż, pliilosophe, 
abychom se od tebe neczo 
nauczili. Ale kdyż on 
wżdy w sw('m mlronyo 
trwał, d,v Tripanowi Adria- 
nus: rozkaż, at nam mą- 
drzeć słowo promluwy. 



Tripanus pak, zawolaw 
kata reki: tohoto mudrcze, 
kteryżcysarzy mluwitiue- 
chcze, żywiti ne budemy; 
gesste ho wssak trap. 
Wtoni pak Adrianus, tay- 
ne kata zawolaw, rzeki: 
miey se k tomu, budelit 
mluwiti, tehdy ho setni, 
paklit nebude, priwed ho 
zase ke mne. 



Y weden gest Secun- 
dus na poprawu, a kdyż 
na myssto przyssel, kat 
mu rzeki: o Secunde, pro 
mlćeuye vmrzyti chcess, 
mluw radegy, a żyw bu- 
dess. 

Ale Secundus, maalo 
sobie żywot ważę, smrti 
mice ćekal. Potom mu 
rzeki: wyzdwihui ssygi. 
A on, to ycziniw, mlćel. 



Y wida, kat zase ho 
k Adrianowi piywedl , 
a Secundus aż do smrti 
mlćel. Y podiwiw se sta- 
losti geho, Adrianus dy: 
kteraky gest za wazek 
mlćeny tweho, że se ża- 
dnym obyćegem zmeni- 
ti nemuoż? A wzaw ta- 
buli, rzeki: piss a toliko 
aspoń ruku swu mluw. 
Kteryżto psal tyemto oby- 
ćegem. 

lat se, Adi-iane, tebe 
nebogim, ać sy cysarzem 



zał go k sobie wezwać 
i pozdrowił go; ale on 
milczał. 1 dziwował się 
temu Adrianus i rzeki: 
mówże, filozofie, abyśmy 
się od ciebie nieco nau- 
czyli. Ale on przedsię 
w swem milczeniu trwał, 
i rzekł Adrianus Tripano- 
wi, swemu marszałkowi: 
przykaż, acz k nam mę- 
drzec słowo przemówi. 

Tripanus lepak zawo- 
łał kata a rzekł: tego 
mędrca, który nie cłice z 
cesarzem mówić, zetni . 
Wtem lepak kazał Adria- 
nus potajemnie kata za- 
wołać i rzekł mu: miej 
się k temu, jestlić będzie 
mówił Secundus, tedy go 
zetni, a jestli nie będzie 
aż do śmierci blizko, tedy 
go zasię przywiedź do 
mnie. 

I wiedzion b^'! Secun- 
dus na śmierć, a gdyż na 
miejsce prz^^szedł, kat 
jemu rzekł: o Secunde, dla 
milczenia umrzeć chcesz, 
radszej mów, a żyw bę- 
dziesz. 

Ale Secundus, śmierci 
sobie mało ważąc, z mil- 
czeniem śmierci czekał. 
Potym mu rzekł: W3"ciągni 
szyję. A on to uczynił, 
a przedsię milczał. 



I widząc to, kat za- 
się go ku Adrianusowi 
przywiódł, rzekąc: Secun- 
dus aż do śmierci milczał. 
I dziwował się bardzo 
Adrianus stałości jego 
a rzekł: jakie jest zwią- 
zanie milczenia tw^ego, iż 
się żadnym obyczajem 
zmienić nie chce ? A 
wziąwszy tablicę, rzekł: 
pisz ale kielko słów, a 
przemów ręką. Który na- 
pisał tyto słowa. 

Jać się, Adrianie, ciebie 
nie boję, acześ cesarzem 



— 48 



princeps huius temporis 
videris existere; me qui- 
dem occidere potes, sed 
vocis meae profeiendae 
nulla tibi potestas est. 
Adrianus autem, legens, 
ait: bene excusatus es, sed 
adliuc tibi problemata 
propouo, ut ad ea milii 
respondeas. 

Quoram primum: qiiid 
est mundus? Ule respoii- 
dit: mundus est incessabi- 
lis circnmitus, spectabilis 
suppellex, theorema multi- 
formis, aeternus terror, 
circumitus non sine eiTore. 

Quid est oceanus? Alun- 
di amplexus, terminus co- 
ronatus, yinculum univer- 
sae naturae, circuracursus 
orbis, sustentaculum et 
audacia vitae, limes terrae, 
diyisio regnorum, hospi- 
tiam fluviorum, fons im- 
brium, refugium in peri- 
culis, gratia in yolupta- 
tibus. 

Quid est Deus? Immor- 
talis mens, incoutempla- 
bilis celsitudo, forma mul- 
tiformis, multiplex spiri- 
tus, incogitabilis incpiisi- 
tio, insopitusoculus, omnia 
continens, lux hominum. 

Quid esocoelum? Sphae- 
ra Yolubilis, tectum im- 
mensum. 

Quid est sol? Oculus 
diei, noctis concertatio, 
coeli et naturae pulcritudo, 
caloris circumitus, splen- 
dor sine occasu, iudesi- 
ueus flamma, coelestis via- 
tor, ornatus diei, coeli pul- 
critudo, horarum distri- 
butor. 

Quid est luna? Coeli 
purpura, solis aemula, ma- 
lefactorum inimica, sola- 
men itinerantium, directio 
nayigantium, signum so- 
lemnitatum, recirculatio 
mensium, oculus noctis, 
praesagium tempestatum. 



tohoto casu Ystanowen; 
mne zagiste lirdla zbawi- 
ti muożess, ale, abych 
s tebu mluwil, te moczy 
nemass. Adrianus pak, 
prećet, reki: dobrzes se 
wymluwil, ale gesstiet 
otazek podaam, abj'^ mi 
k nym odpowydal. 

Z kterycliż prwny 
gest: czo gest swiet? Ode- 
psal: swiet gest nekoneó- 
ny wokolek, widitedlna 
podstata, ozdoba rozlić- 
na, wiecua sława, okr- 
sslek ne bez zabluzenye. 

Co gest morze? Świę- 
ta oblity, swazek wsseho 
przyrozenye, swieta sii- 
żenye a smelost żywota, 
prali zeme , rozdelenye 
kralowstwye , hospoda 
wod, studnice przywaluo, 
autoczisstie w zahynuty, 
milost w rozkossich. 



Co gest Buoh? Ne- 
smrtedlna mysi, newymy- 
sslena wysost, podstata 
wssecli wieczy, woko ne- 
zawrzene, wssecko zdrżu- 
giczy, swietlo lidy. 



Nebe gest kaule to- 
czyczy se, strzecha neob- 
sahla. 

Sluncze gest woko bo- 
ży, nebe a prirozeny ozdo- 
ba , horkosti kolećko , 
blesk bez zhynuti, pla- 
men neuhasytedlny, ne- 
besky poseł, ozdoba bo- 
ży, peknost nebe, liodin 
delitel. 

Miesycz gest nebe zla- 
tohlaw, sluncze slużebnyk, 
zlodeyuo nepiytel, potie- 
sseny poczestnych, pra- 
widło na wodach se pla- 
wiczym, znamenye slaw- 
nosty, woko uoczy, za- 
zrak baurzy a moraow. 



tego czasu ustanowień ; 
mnie gardła zbawić mo- 
żesz, ale, abych z tobą 
mówił, tej mocy nie masz. 
Adrianus łepak, przeczed- 
szy, i rzekł: dobrześ się 
wymówił, ale jeszcze cię 
pytam, aby co odpowie- 
dział temu pytaniu. 

Z którycłi pierwsze 
było takie: co jest świat? 
Odpisał tak: świat jest 
nieskończony okrąg, wi- 
doma postawa, wyobra- 
żenie rozmaite. 

Co jest morze? Odpi- 
sał tak: świata oblanie, 
związek wszego przyro- 
dzenia, śmiałość żywota, 
próg ziemie, rozdzielenie 
królestw, gospoda wód, 
studnica climur. 



Co jest Bóg? Odpisał: 
nieśmiertelna m3'śl, nie- 
wymyślona w^^sokośó , 
podstawa wszystkich rze- 
czy, o1ś:o nie zamrużone, 
wszytko zdzierżając , 

światło ludzkie. 

Niebo jest kula tacza- 
jąc się, strzecłia niedo- 
sięgła. 

Słońce jest oko boże, 
nieba i przyrodzenia okra- 
sa, kółeczko ciepłości, ły- 
stanie bez strachu (fiid), 
płomieri nieugaszony, po- 
seł niebieski, ozdoba boża, 
okrasa niebieska, godzin 
rozdzielca. 

Miesiąc jest niebieski 
złotogław, słoneczny słu- 
żebnik,złodziejskiniepx"zy- 
jaciel, pocieszenie poczci- 
wych, prawidło na wo- 
dach się pławiących, oko 
nocy, zaćmienie chmur. 



•49 — 



Quid est homo? Mens 
incurvata, laboriosa ani- 
ma, parvi teinporis habi- 
tacuinm, spiritus recepta- 
culum, phantasma tempo- 
ris, speculator vitae, lucis 
desertor, vitae contemptor, 
aeternus motus, trausiens 
viator, loci liospes, mau- 
cipiiim mortis. 

Quid est terra? Basis 
coeli, meditullium mundi, 
mater nascentium, fructu- 
utn custos, g3'mnasiuin 
vitae, operculum inferni, 
viveutium nutrix, devora- 
trix omnium, cellarium 
vitae. 

Quid est dies? Radius 
soJis, duodecim siguoram 
recursiis, principium quo- 
tidianum. 

Quid est atJr? Custodia 
vitae. 

Quid est lux? Facies 
omuium rerum. 

Qaid est stella? Pictu- 
ra culminis, gubernatio 
nautarum, noctis decus et 
decor. 

Quid est pluvia? Con- 
ceptio terrae et frugum 
nutrix vel genitrix. 

Quid est nebula? Nox 
in die et labor oculorum. 

Quid est ventus? Aeris 
pertnrbatio , mobilitas 
aąuaruin et siccitas ter- 
rae. 

Quid est aqua? Subsi- 
dium vitae, macularum 
ablutio. 

Quid est lumen? cur- 
sus indeficieus, refectio 
solis et irrigatio terrae. 

Quid est gelu? Sicca- 
torium herbarum, vincu- 
lum terrae, pons aquaram. 

Quid est nix? Aqua 
sicca, 

Qaid est hiems? Aesta- 
tis exul. 

Qaid est ver? Parturi- 
tio terrae. 



Cźlowek gest mysi 
ypiyma, praczugiczy du- 
sse, malićky czas trwagi- 
czy, ducha przygimatel, 
swietla opustitel, żywota 
potupitel, wierne hnutye, 
gduczy piessy, mysta l»o- 
spodarz, man smrti. 



Co gest zeme? Prost- 
rzedeknebe/matka wssech 
wieczy rodyczych se , 
straażcze owotczye, pau- 
zdro pekla, żywoćichuo 
chowaćka. 



Co gest den? Paprslek 
sliincze a dwanaczti zna- 
menye zbieh , poc/.atek 
każdeeho dne. 

Powietrzy gest straż- 
cze żywota. 

Swietlo gest twarz 
wssech wieczy. 

Hwiezda gest malowa- 
ny nebe, prawidło plaw- 
czuo, noczy ozdoba. 

Desst gest pocatek ze- 
me, wobilj^ chuowa a ro- 
dicka. 

Mhla gest nocz denny 
a pracze oćy. 

Powietrzy gestwietruo 
zburzeny, wlnnobity wod 
a suchost zeme. 

Woda gest spomocz 
żywota, posskwrn oczy- 
stieny. 



Mraz Ysussytel wssech 
bylin, swazek zeme, most 
wod. 

Snyh gest woda sucha. 

Zyma leta zahnauye. 
Podletye vroda zerae. 



Człowiek jest myśl 
prosta, pracująca dusza, 
na maluczki czas trwają- 
cy duszy przyimacz, świa- 
ta opuściciel , żywota 
wzgardziciel, wieczne ru- 
szanie, niepewny śmierci. 



Co jest ziemia? Po- 
śrzodek nieba , matka 
wszytkich rzeczy rodzą- 
cych się, puzdro piekła 
stróż owoca, żywych za- 
chowanie. 



Co jest dzień? Promień 
słońca a dwanaści zna- 
mion zbieg, początek każ- 
dego czasu. 

Powietrze jest stróż 
żywota. 

Światło jest twarz 
wszystkich rzeczy. 

Grwiazda jest malowa- 
nie nieba, rządzenie że- 
glarskie, nocy okraszenie. 

Deszcz jest początek 
ziemie, zboże rodząc a 
mnożąc. 

Mgła jest noc dzienna 
a praca oczu. 

Powietrze jest wiatrów 
wzburzenie , walmobicie 
(sic!) wód a wysuszenie 
ziemie. 

Woda jest spomoc ży- 
wota, wszelkich zmaz o- 
czyszczenie. 



Mróz jest ususzyciel 
wszytkich ziół, związanie 
ziemie, most wód. 

Śnieg jest woda sucha. 

Zima lata zagnanie. 



Bielski. 



50 — 



Quid est aestas? Venus- 
tas et Hiaturatio frugam. 

Quid est mulier? Ho- 
minis confusio, insatiabi- 
lis bestia, continua solici- 
tudo, indeiiciens pugna, 
quotidianum damnum ho- 
minis, domus solitudinis 
aut solicitudinis, impedi- 
mentum viri, incontinen- 
tis naufragium, adulterii 
vas, pernitiosum pericu- 
lum, auimal pessimum, 
pondus gravissimum, as- 
pis insanabilis, humanum 
mancipium. 

Quid est pulcritudo? 
Naturalis captio, pawi 
temporis fortuna, flos mar- 
cidus, carnalis felicitas, 
iucompositura negocium, 
humana concupiscentia. 

Quid est spiritus? Ima- 
go Dei. 

Quid est amicitia? Ae- 
ąualitas auimorum. 

Quid est amicus? De- 
siderabile nomen, homo 
vix apparens, infelicita- 
tis refugium, non inve- 
nienda possessio, secre- 
torum receptor, indefi- 
ciens quies, amanda feli- 
citas. 

Quid est fides? Inco- 
gnitae rei certitudo mi- 
randa. 

Quid est vita? Beato- 
rum felicitas ac laetitia, 
miserorum moestitia, ex- 
pectatio mortis. 

Quid est mors? Aeter- 
nus somnus, dissolutio 
corporum, divitum pavor, 
pauperum desiderium, ine- 
vitabilis eventus, incerta 
peregrinatio, latio homi- 
nis, somni pater, fuga 
vitae, vivorum deceptio, 
resolutio omnium. 



Quid est requies? re- 
fugium laborisque dulcedo. 



Leto ozdoba a vzrany 
wssech bylin a oseny. 

Zena gest clowieka 
pohaneny, nieuasytedlne 
howado, YStawićne pećo- 
wany, zkaza muże, vsta- 
wićna wóyna, każdeho 
dne sskoda, duom pecli- 
wosti, nadoba smilstwa, 
bóy tieżce przemożeny, 
nezdrżeliweho vtonutye, 
zwyrze neskroczene, brzy- 
me nesnesytedlne, ged 
neuzdrawitedlny, lidske 
zahubenye. 

Co gestpieknost? Przy- 
rozene zklamanye, kratky 
cas sstiastnost, kwiet brzo 
ywadly, lidska żadost. 



Dnsse gest obraz boży. 

Pfatelstwy gest gedno- 
stoynost rozumno. 

Przyteł gest żadosti- 
we gmeno, clowiek stieź- 
kem se nalezagiczy, w 
nesstiesty vtoczisstie, ne- 
nalezytedlne wladarstwy, 
taaynych wieczy pfigi- 
matel, odpoóinuty neko- 
neóne. 

Wyera gest neznaamee 
wieczy gistota s podiwe- 
nym. 

Ziwot gest blahosla- 
wenycli sstiesty a radost, 
nuznyck iruchliwost, o- 
ćekawany smrti. 

Smrt gest wiecny sen, 
rozdeleny tiel, bohatych 
strach, żadost chudych, 
przyhoda bez wywaro- 
wanye, negiste putowa- 
ny, taynost clowieka . 
snu otecz, ytykanye ży- 
wota, żywych zklamany, 
rozeiićeny wssech obeczne. 



Odpoczinuty gest vto- 
czisstie a sladost pracze. 



Lato jest ożywicie! 
wszytkich ziół i siania 
i uroda owoców. 

Niewiasta jest męskie 
zhańbienie, nienasycone 
zwierzę, ustawiczna praca, 
ustawiczna wojna, każde- 
go dnia szkoda, dom kło- 
potu, zrządzenie psoty, 
młodzieńców zblaźnienie, 
bestya nigdy nieskrócona, 
brzemię nieznoszone, jad 
niewy leczony, ludzkie za- 
gubienie. 



Co jest piękno.ść? Przy- 
rodzenia obłuda, krótkie 
szczęście, kwiat rychło u- 
więdły, ludzkie pożądanie. 



Dusza jest obraz boży. 



Wiara jest nieznajo 
mej rzeczy istność. 

Żywot jest ludzi bo- 
gatych (!j szczęście a ra- 
dość, nędznych smutek 
a oczekawanie śmierci. 

Śmierć jest wieczne 
spanie, rozdzielenie ciał, 
bogatych stracłi, pożąda- 
nie ubogich , przygoda 
przez uwiarowania, nie- 
pewne a wieczne piel- 
grzymowanie, tajemność 
człowiecza, snu ociec, u- 
ciekanie żywota, żyw3'cłi 
skłamanie, rozłączenie 
wszech pospolicie. 



— 51 



Quid est senectus ? 
Optatum malum , mors 
viveatiuni, veiieris expers, 
certa mors , incessabilis 
languor, mortis metus 
communis , expectata 

mors, sperata mors. 

Quid est somnus? Mor- 
tis imago, laborura quies, 
infirraitatuin votum, mi- 
serorum desiderium, me- 
dicorum experimeutum , 
sapieutia vigilantium, so- 
latium iustorum, vitiorum 
solutio, uuiversi spiritus 
requies. 

Quid est agricola? La- 
borum minister , cremi 
coaequator, operator es- 
cae, terrae motor, arbu- 
storum plantator, mon- 
tium coaequator. 

Quid est navis? Mari- 
na operatio, domus abs- 
(juefuudamento, avis figu- 
ra, salus incerta. 

Quid est nauta? Tem- 
pestatum tentator. 



Quid est littera? Cu- 
stos historiae, conserva- 
tor memoriae. 

Quid est avaritia? Di- 
vitiae pondus, curarum 
minister, delectatio ve- 
renda, insanabilis invi- 
dia, desiderium inexple- 
bile,.res desiderata, os ex- 
celsum, invita coucupis- 
centia. 

Quid est paupertas ? 
Odibile totum, sanitatis 
vas, curarum remotio si- 
ne solicitudine , semita 
sapientiae, repertrix ne- 
gotiorum, sine damno po- 
ssessio absc[ue calumnia, 
indetrectabilis scientia , 
incerta fortuna, sine soli- 
citudine felicitas. 

Quid est verbumV Pro- 
ditor animi. 

Quid est, quod gene- 
rat verba? Lingua. 



Starost gest żaadosti- 
we zle, smrt żywych , 
Ystawicnó uarzykany , 
smrti czyi obeczny. 



Sen gest smrti obraz, 
w praczech odpoczinuty, 
nuznych żadost, lekarzuo 
zkusseny, maudrost be- 
dliwych, potiesseny spra- 
wedliwych, hrzychuo swa- 
zany a kaźdeho ducha 
odpoczinuty. 

Woraaó gest sluże - 
bnyk pracze, delnyk po- 
krmu, zeme hybany, vrod 
rozmnoźytel. 



Lody gest prace na 
morzy, duom bez gruntu, 
zdraawy negiste. 

Plawecz gest wlnobi- 
ty wiidcze, gezdecz morz- 
sky, host swieta, zeme 
opustitel, baurzy poku- 
ssytel. 

Littera gest strażcze 
pysem a zachowatel pa- 
meti. 

Lakomstwy gest brzy- 
mie bohatstwy, służebnyk 
peczy, rozkoss stydliwa, 
zawist neuzdrawitedlna, 
żadost nenasyczena a ne- 
widitedlna. 



Chudoba gest nenawi- 
dyczy wsseho, zdrawy 
naadoba, peczy zdalowa- 
ny, stezka mudrosti, wla- 
dnuty bez sskody, negi- 
ste sstiesty. 



Słowo gest zradcze ro- 
zumu, 

a yazyk płody słowa 



Sen jest obraz śmierci, 
w pracy odpoczynienie, 
nędznych pożądanie, grze- 
chów związanie a każde- 
go ducha odpoczynienie. 



Łodzią jest praca na 
morzu, dom bez gruntu, 
zdrowie nieiste, 

żeglarski koń, gość 
świata, opuściciel ziemie, 
chmur pokusa. 



Łakomstwo jest brze- 
mię bogactwa, służebnik 
prącej, rozkosz z sromotą, 
zawiść nieułeczona, żą- 
dza też nienasycona. 



Słowo jest zdrajca ro- 
zumu, 

a język płodzi słowa 
człowiecze, głos jest tłu- 
macz duszny. 



— 52 — 



Quid est libertas ho- 
minis? Innocentia. Qui<i 
est yigilantis somnus ? 
Spes. 

Quid est corpus? Do- 
micilium animae. 

Quid est caput? Cul- 
men corporis? 

Quid est spes? Salutis 
via. 

Qaid est gaudium ? 
Tribulationis obJivio. 

Quid est cerebrum ? 
Custos memoriae. 

Quid est coma? Ves- 
tis capitis. 

Quid est barba? Sexus 
discretio. 

Quid est frons? Ima- 
ginatio. 

Et iude quid sint ocu- 
li? Duces corporis, vasa 
luminis, indices animi. 

Quid sunt aures? So- 
norum censoi-es. 

Qnid sunt nares? Ad- 
optio odorum. 

Quid est os? Nutritor 
corporis. 

Quid sunt dentes ? 
Molle mordentes. 

Quid est lingua? Fla- 
gellum aeris. 

Quid sunt labia? Val- 
vae oris. 

Quid sunt manus ? 
Operarii corporis. 

Quid est cor? Eece- 
ptacuium vitae. 

Quid est pulmo? Ser- 
vator aeris. 

Quid est iecur? Custo- 
dia cordis. 

Quid est fel? Suscita- 
tio iracundiae. 

Quid est splen? Eisus 
et laetitiae capax. 

Quid est stomachus? 
Coquus ciborum. 

Quid sunt ossa? Ro- 
bur corporis. 

Quid est sanguis? Hu- 
mor venarum, alimentum 
Titae. 



Tielo gest odo w dusse. 
Hlawa gest wrch tiela. 

Nadege gest częsta 
zdrawy. 

Radost zamutku zapo- 
menutye. 

Mozk strazcze pameti. 

Wlasy odew hlawy. 

Brada rozeznauye mu- 
zę a zeny. 



Woczi wuodcze tiela, 
nadoby swietla, okazate- 
le rozumu. 

Vssy sii snuo poslu- 
chatele. 

Chrzypie wuonepfigy- 
manye. 

Vsta chuowa tiela. 

Zuby mekkę wieczy 
kusagyczy. 



Rtowe brana vst. 
Rucze robotnyczy tiela. 

Srdcze przigety ży- 
wota. 

Plycze chowatel wie- 
tru. 

Yatry strazcze srdcze. 



Zluc gest zbuzeny 
hnewu. 

Slezjaia smychu a we 
sele przygimać. 

Zaludek kucharz pokr- 
muo. 

Kosti syla żywota. 

Krew wlhkost żyl, 
pokrm żywota. 



Ciało jest odzienie du- 
sze. 

Grłowa jest wirzch 
ciała. 

Nadzieja jest droga 
zdrowia. 

Radość jest zapomnie- 
nie smutków. 

Mózg stróż pamięci 

Włosy odzienie głowy. 

Broda rozeznanie mę- 
ża od niewiasty. 



Oczy wodze ciała, na- 
czynia świata, ukażyciele 
rozumu. 

Uszy są słów poslu- 
cliacze. 

Nozdrze woniej przyi- 
manie. 

Usta wychowanie 
ciała. 

Zęby miękkie rzeczy 
kąsające. 



Wargi brona ust. 
Ręce robotnice ciała. 
8erce przyjęcie żywota. 

Płuce chowanie wia- 
tru. 

Wątroba jest chowa- 
nie krwie człowieczej . 
Nyrki stróż serdeczny. 

Żółć jest wzburzenie 
gniewu. 

Śledziona śmiecliu a 
wesela przyimacz. 

Żołądek Icucharz po- 
karmów. 

Kości moc żywota. 

Krew wilgość żył, po- 
karm żywota. 



53 - 



Quid sunt pedes? Mo- 
bile fundameiitum. 

Quid sunt crura? Co- 
lumnae corporis. 

Quid sunt costae? Cru- 
rium epistilia. 

Quid sunt venae? Fon- 
tes carnis. 

Quid est, quod anui- 
rum facit dulce? Fames. 

Quid est, quod non si- 
11 it homiuem lassum iieri? 
Lucruni. 



Nohy nestaly grunt. 

Hnatowe su słupowo 
tiela. 



Ziły studnice tiela. 

Człowieku deJd z slad- 
kólio horzke hlad. 

Człowieka bez żadosti 
neuecha zysk. 



Nogi niepewny fun- 
danuMit. 



Żyły studnice cielestne. 
etc. 



Ta była mądro-ść Se- 
cundowa, iż rzeczy wszyt- 
kich istność wypisać 
umiał. 



II. 



1) Wisłocki, Gwałter Burley i Marcin Bielski, str. 51. 

2) Przedmowa ta jest po większej części bądź tłumaczeniem, bądź parafrazą 
przedmowy Konacza p. t. „Proc philosofy a pokawad cysti mamy z Basylia Welikelio". 
Oto kilka ustępów. 



Wssyczkni temerz, kterzyż czo w phi- 
lozopby psali, yakz naywycze mohli, 
cztuost su chwalili; giżmto gistie wiefy- 
ti mamy a vsylowati, abychom w żywo- 
tie nassem to okazowali. 



Neb ti, kteryż cztnost' w zbofyechlid- 
skych W3^chwalugy a mnoliymi słowy gi 
wyzdwiliugy, sami pak y clilipnost zdrże- 
liwosti y zysk swóy sprawedlnosti pfed- 
kładagy: takowy, podle meho saudu, nicz 
se nedely od kaykleruo, kdyż hrićky na 
myestech, ktomu przyprawenj-ch, cziny.... 

Hudec zagiste, muożli se gedne toho 
wywarowati, nikdy nedopusty, aby stru- 
ny na huslech uesworne zwućeli, ani 
kantor, aby zaczy geho społu z noty 
zpyewali; tento pak sam ssebii se nesro- 
wnawa, a żywota k słowom podobneho 
neokazuge, neż Euripida poslucliage, że 
jest tołiko yazyk prisahł, prawiti budę, 
myslby pak pfisfahy prazdna zuostała. 
A aby se dobrym byti zdał radegy, ne- 
zliby w prawdo byl, żadati budę. 

Ale ten gest posledny neprawosti 
konecz (mameli czo Platonowi wiefyti) 
dobrym se zdati, kdyż negsy. Protoż to, 
czoź o ctnosti sepsano gest, tak yakoż 
powiedyno gest, aby priyaty były. 

Ale ani oratorskeho vmenye w klamu 
nasledowati budem, neb ani w saudu, ani 



Wszytcy jakmiarz fiłozofi, to jest 
mędrcy starzy, którzy nieco w mądrości 
przyrodzonej pisali, co nawięcej mogli, 
wszędy cnotę wycłiwałali; któi'ym iście 
wierzyć mamy i o to stać, abyśmy to 
w żywocie naszym okazowali, co oni 
w piśmie po sobie zostawili. 

Bo jestli którzy cnotę przed zebra- 
nim ludzkim wychwalają, a sami lepak 
pychę swą, obtudność i zysk nad spra- 
wiedliwość przekładają: takowi nic się 
nie dzielą od onych, którzy okazują ko- 
medye, to jest rozprawy ludzkie na 
miestcu, k temu przyprawionym. 

Widamy też, iż gędziec (możeli się 
tego uwarować) nigdy się tego nie do- 
puszcza, aby struny na jego gęślacłi nie- 
stworne były; a taki człowiek, który tyl- 
ko wychwala cnotę, sam z sobą nie zró- 
wna wa, gdy Ż3'wota ku słowom podoł)- 
nego nie ukazuje, ale będzie myślić, ja- 
ko pisze Euripides, iż tylko jęz3'kiem 
przysiągł, gdyż myśl została próżna przy- 
sięgi, to jest nie prz3'zwoliła. Taki też 
więcej żądać będzie, aby się dobrym 
zdał, niż aby prawie im miał być. 

Wszakoż (chcemyli Platonowi wie- 
rzyć) to jest niesprawiedliwości koniec 
dobrym się ukazować, gdy takim nie jest. 
Przetoż to wszytko, co o cnotacli jest 
napisano, abyśmy' przyimowali. 

Ale nauki poetów takież i oratorów 
w kłamie naśladować nie mamy, bowiem 



— 54 — 



kde giude nam Ihati slussy, ktefyż 
Yprymne a prawć czestie żywota rozu- 
myemy, kterymż su zapowiedene Iźy 
przykazanym zakona. 

Ale tehdaż naaywycze oratory k so- 
bie pfigmemy, kdyż neb cztnosti chwa- 
łami wyzdwihugy, neb hrzychy statećne 
kazye; neb yakoż z kwietu giny nicz ne- 
beni, neż woni a barwu, ale wćely y med 
vmegy odtud yybrati: tak y ti, kterżj^ż 
ne samee ślepoty slow nasledugy, vżytek 
neyaky prigyti mohii. 



aui w kunście, ani w sądzie, ani gdzie 
indzie łgać nie slusza nam. którzy pra- 
wą drogą Ż3'wota iść chcemy, wiedząc, 
iż nam wszelka łeż zapowiedziana przy- 
kazaniem ewangeliej. 

Jedno tylko poety albo oratory przy- 
imować mamy, gdy cnotę chwaląc pod- 
wyższają, a grzech}'' statecznie a nieo- 
błudnie każą; bo aczkolwiek ludzie aho 
i inszy robaczkowie z kwiatków nic nie 
bierzą, tylko wonią a barwę, wszakoż 
pczoły umieją z nich i miód wybierać: 
tak też ci, którzy tylko samej dworności 
słów w poetach szukają, aczkolwiek nie- 
jaki pożytek biorą, wszakoż mało, gdyż 
prawdy a cnoty szukający bierzą więtszy. 

Ale gdy żeśmy o pczołach. gadkę po- 
częli, pobaczemy od nich naukę, bowiem 
one nie na wszelki kwiat padają, ani 
też ony ich śniadają wszytkich, na któ- 
re upadają, tylko to pobrawszy, co ku 
ich robocie pożyteczno jest, ostatku po- 
niechają. Takież i my, chcemyliż rozum 
zdrowy mieć. wziąwszy to z ksiąg, co 
jest prawdzie podobne, wszytko insze 
opuścimy abo to, co jest pożyteczno 
wziąć mamy, a od tych rzeczy, któreby 
nam mogły zaszkodzić, mamy się odchy- 
lać. Początkiem tedy każdą naukę oba- 
czyć mamy, a koniec ich poznać. 



Ale poneważsmy o wćelach zmynku 
YĆynili, poważmy ssyrze toho podoben- 
stwye. Ony zagiste ne na wsseckj' kwie- 
ty padagy ani tiech, na ktereźby padły, 
snydagy, ale toliko poberuce to, coż 
k gich dylu gest vźytećne, ostatka tu ne- 
chawagy. Y my take gestliże rozum zdra- 
wy mamy, to wezmucze, czoz gest praw- 
dę powolne, ginę wsseczko pominem. 
A yako, kdyź ruoży trhamy, aby nas 
bodlak neubodl, warugemy se: tak take 
pokudz gest czo Yzj-tećneho napsano, 
wezmucze, od gin3'ch wieczy, ktereźby 
Ysskoditi mohly, se odchylimy. Pocatkem 
tehdy każde vmenye spatrzyti mamy 
a konecz geho poznati, kameny po ssnu- 
orze, podle rzeckeho prislowy, zprawugice 

^) Por. Rej. Żywot, Kraków, 1905, list 16: Ahowiem patrzaj, jako pczólki, 
choć niema twarz, jako się w tern wedle przyrodzenia swego nadobnie sprawują. Na- 
pirwej sobie ulepią nadobny plastrzyk z wosku, potem się rozlecą po rozlicznych zio- 
łach, a co niepotrzebne, to precz omijają. A nazbierawszy miodu, do onego plastrzyka 
nanoszą, a nanosiwszy, potem nadobnie po wierzchu zalepią. Także też baczny człowiek, 
cokolwiek widzi, słyszy albo przeczyta, to też, zebrawszy co z potrzebniejszych ziółek, 
ma znieść do onego uliku, to jest do rozumu, a nadobnie pamięcią ono zalepić i za- 
pieczętować, iżby to tam długo trwać mogło. A jako pczółka niepotrzebne zioła omija, 
także też ten, czego mu nie trzeba długo pamiętać, a coby mu się w niwecz napotem 
nie przygodziło, może obminąć, a do ulika nie przenosić ani chować". To porównanie 
ludzi z pszczołami należało w literaturze XVI wieku do najzwyklejszych i ulubionych 
loci communcs. 

*) W przedmowie Konacza niema wzmianki o tych „plotkach i zabobonach". 

^) I tego ustępu także niema w przedmowie Konacza. 

*) Naukę o świetle naturalnem, o )iotitiae nohiscum nascente», głosił Melanchton 
z katedry, a potem zawarł ją w dwu pismach: Liber de anima i Erotemata diałectices. 
Ob. Hóffding, Geschichte der neueren fhilosophie, Leipzig, 1895; I, 41 nn. 

'') Por. wiersz Konacza „K cżteuarzy": Nechtzessli hlupy na swietie zuostati, Ne- 
bywayż skupy miidrosti zgednati, Cźtiż mudrtze sobie, a nebudess robie; prawymt' ya 
tobie. — Por. także końcowy wierszyk Bielskiego (Masz mądrości napisane. Od mądrych 
ludzi wybrane, U Floryana prasowane, Czytaj wdzięcznie tobie oddane) z końcowym 
wierszem Konacza (Mass giż mudrosti, kratićce wybrane, Prigmiź s wdećnosty tak to- 
bie oddane, Ac howadnosti ygyti hluposti Chtzess wierz w celosti). 



ROZDZIAŁ TRZECI. 



KRONIK/^ SWIP^TPi. 



I. 



Wiele różnorodnych przj^czyn wywołało bujny rozkwit historyogra- 
fii europejskiej w epoce odrodzenia: coraz to gorętsza miłość i gruntowniej sza 
znajomość literatury starożytnej; coraz to żywsze stosunki pomiędzy poszcze- 
gólnymi narodami wskutek rozwoju handlu; studya matematyczne, które 
umożliwiły naukę chronologii, i prace geograficzne, do których pochop da- 
waiy ciągłe podróże i odkrycia; a potem rozbudzenie się opinii publicznej 
i ducha krytycyzmu, dzięki reformacyi, — oto główne czynniki, pod których 
działaniem rozwijały się i pogłębiały badania historyczne, nadewszystko, ro- 
zumie się, we Włoszech, a za ich przykładem w Niemczech i innych krajacli 
Europy zachodniej. Głównie badano dzieje narodowe, zajmowano się jednak 
pilnie i przeszłością narodów obcych oraz świata całego, tem więcej, że w spu- 
ściźnie po wiekach średnich otrzymano niemały poczet kompilacyi, ogarniają- 
cych całość dziejów powszechnych. Otóż i teraz wciąż jeszcze powstają ta- 
kie kroniki świata. 

We Włoszech już w roku 1481 wydał arcybiskup florencki, dominika- 
nin Antoninus, kronikę powszechną, która jest wprawdzie po dawne- 
mu kompilacyą w duchu średniowiecznym, lecz która dawne kompilac^^e prze- 
wyższa i układem bez porównania lepszym i przebłyskami krytycyzmu, ujaw- 
niającego się nie tylko w cytowaniu źródeł, ale i w usiłowaniach, choć bardzo 
jeszcze nieudolnych, sprawdzania ich wiarogodności. Wkrótce, w roku 1483, 
ukazała się kronika świata Jakuba Filipa Eoresta z Solto pod Bergamo, zna- 
nego powszechnie pod nazwą Bergomensis, podzielona zwj^czajem średnio- 
wiecznym na sześć wieków, licha w układzie i w języku, ani cienia krytycy- 
zmu nie posiadająca, a jednak chętnie czytywana i w ojczyźnie swojej i poza 
jej granicami. Wyżej nierównie wzniósł się uczony filolog Biondo (Flavius 
Blondus), który, prócz dzieł o starożytnościach rzymskich oraz topografii 
Rzymu, pogańskiego i chrześcijańskiego, wydał w tymże roku 1483 kronikę 
wieków średnich (od r. 410 do 1410),— wyżej już przez to jedno, że, zarzuca- 
jąc szablonowy podział historyi świata na sześć wieków i cztery monarchie, 
opracował jedną tylko epokę, że on pierwszy zdawał sobie jasno sprawę z te- 
go przełomu, który nastąpił w dziejach wskutek upadku zachodniego pań- 
stwa rzymskiego. 



— 56 — 

Lecz największy w całej Europie zachodniej rozgłos zdobyły sobie dwa 
wielkie tomy pod tytułem „Dziewiątki czyli rapsodye dziejów" (tom I 
r. 1498, tom II r. 1504), w których autor, Marcus Antonius Coccius Sabelli- 
cus, znakomity humanista i pisarz utalentowany, opowiedział dzieje całego 
świata od jego stworzenia aż do roku 1504; dzieło to, które w' później szych 
wydaniach dedykowali nakładcy „najpotężniejszemu królowi Sarmacyi i Pol- 
ski", Zygmuntowi Augustowi, nie odznacza się wprawdzie krytycyzmem, 
owszem łatwowierności, a nawet bredni średniowiecznych, pełne, ale za to po- 
siada układ, jak na owe czasy, wcale dobry i sądy często trafne, choć nie 
zawsze uzasadnione należycie, nadewszystko zaś już nie tylko poprawność, 
ale nawet piękność i wytworność klasycznego stylu, prawdziwy wdzięk opo- 
wiadania. I inny humanista, biskup Paweł Jowiusz (Griovio), pozyskał sobie 
sławę wszechświatową swemi pismami historycznemi, z których najważniej- 
szem jest „Dziejów swojego czasu ksiąg czterdzieści pięć" (1550 — 1552); księ- 
gi to typowo humanistyczne, rojące się od mów zmyślonych, jaśniejące pięk- 
ną formą, ale krytycyzmu pozbawione, w sądach stronnicze i lekkomyślne, 
ważne jednak przez to, że są pierwszą na wielką skalę próbą opracowania 
dziejów powszechnych jedynie współczesnych. 

Nie brakło także we Włoszech monografii historycznych, poświęconych 
poszczególnym narodom obcym: jeszcze w roku 1475 wydano „Historyę cze- 
ską" Eneasza Sylwiusza, a w wieku XVI opracował Antonio Bonfini „Rzeczy 
węgierskich ksiąg trzydzieści" (1543). 

Wszystkie te dzieła pisane są w języku łacińskim, jako przeznaczone dla 
arystokracyi umysłowej; dla szarego tłumu wydawano kroniki świata w jęz}'- 
ku narodowym, włoskim, te jednak, nie wyłączając najlepszej, — „Historyi 
świata od jego początku aż do roku 1513'", której autorem Giovanni Tarca- 
gnota z Gaety, — żadnej nie posiadają wartości, ani pod względem treści, ani 
pod względem formy ^). 

W Niemczech ulubioną książką w ostatniej ćwierci XV wieku była 
„Wiązanka czasów" (Fascicidus temporum^ 1474) Wernera Rolewinka czyli 
Rolsinka, ale wnet utraciła swoją wziętość, kiedy w roku 1493 w Norymber- 
dze ukazała się olbrzymia, wydana tak wspaniale i przepysznie, jak ani jedna 
z owoczesnych kronik świata, księga Hartmana Schedla („Kroniki z figurami 
i wizerunkami od początku świata" ), naiwne opowiadanie o sześciu, a na- 
wet o siedmiu wiekach, — bo i o przyszłych dziejach Antychrysta, które 
przypadną na wiek siódmy i ostatni, nie zapomniał uczony Niemiec wielu 
bardzo ciekawych i wysoce budujących rzeczy objawić. Krytycyzmu nie zna- 
leźć tu ani na lekarstwo, w konserwatyzmie swoim wszelką już miarę prze- 
biera autor, serdecznie nie cierpiący husytów, mówiący natomiast z uznaniem 
nawet o takim papieżu, jak Aleksander VI: ale i cóż z tego, kiedy wszystkich 
zapewne rozbroi jego kronika swoją naiwnością dziecięcą i w opowiadaniu 
i w illustracyach, na które dzisiaj niepodobna patrzeć bez uśmiechu, na tę 
Ewę naprzykład, wyłażącą powoli, poważnie z kości serdecznej Adama, ni- 
czem Venus, wyłaniająca się z fali morskiej, albo na tych biednych potępień- 
ców, którj^ch — w siódmym już wieku świata — dyabli do piekła zapędzają. 
Ale współcześni zachwycali się niezawodnie temi figurańii, i nie dziwić się, 
naprawdę, szlachcicowi polskiemu, Janowi Włodzisławskiemu, powinowatemu 



I 



— 57 — 

Reja, że, kiedy udaJo mu się od jego teścia, Jana Kościenia, pożyczyć tę księgę 
drogocenną, to nie miał ochoty ani zamiaru jej zwrócić, tak że sprawa toczy- 
ła się przed forum sądu ziemskiego, i to nie raz, ale trzykrotnie ^): dowód to, 
nie jedyny zresztą, że „Kronikę z figurami" znano i w Polsce. Znał ją i nasz 
Bielski, wziął z niej do swego dzieła niektóre pomysły i niejedną figurę, cho- 
ciaż się do tego nie przyznał. Przyznał się za to otwarcie, że korzystał z innej 
kroniki świata, nie mniej głośnej, -humanisty Jana Nauklera (Johannes Ver- 
ge czyli Yergenhanns), wydrukowanej po raz pierwszy w roku 1500, a potem 
kilkakrotnie wydawanej i uzupełnianej przez autora, a po jego śmierci przez 
innych. I ta kronika jest kompilacyą, ale bez porównania lepszą od kroniki 
Schedla, nie w układzie, bo ten jest najgorszy, jaki sobie tylko wystawić 
można, ale przez wielką obfitość nagromadzonego materyału, w którym zna- 
lazło się nawet kilkanaście źródeł pierwszej ręki, chociaż krytycznego użytku 
nie umiał z nich zrobić autor ^). 

Pobudzony przykładem Schedla i Nauklera napisał Sebastyan Frank 
kronikę świata po niemiecku (1531); jest to znów kompilacyą niekrytyczna, 
ale wdzięczna i miła w swoim naiwnym pragmatyzmie, a znamienna przez 
tendencyjność i dość silnie bijący indywidualizm autorski, co nadaje jej cechę 
już nowoczesną. W rok po niej ukazała się, także po niemiecku, niewielka 
książka Jana Cariona, o wykładzie prostym i jasnym, o układzie dość przejrzy- 
stym; niebawem przetłumaczono ją na język łaciński, a w przeróbce Melan- 
chtona (który według niej prowadził swoje wykłady w Wittemberdze) i z uzu- 
pełnieniami Kaspra Peuzera doczekała się niezliczonej ilości wydań i na dłu- 
gie czasy służyła, jako ulubiony podręcznik do nauki historyi powszechnej. 
Nawet książeczka Jana Slejdana „O czterech monarchiach", będąca, zdaniem 
Rankego, najlepszą kompilacyą historyczną XVI wieku, nie zdołała pozbawić 
kroniki Cariona popularności. Zresztą nie książeczce o monarchiach zawdzię- 
cza Slejdanus swoją sławę znakomitego historyka, ale istotnie znakomitemu 
dziełu, które zajmuje w historyografii niemieckiej XVI wieku takie samo, 
mniej więcej, stanowisko, co dzieło Jowiusza we włoskiej: „Pamiętniki o sta- 
nie religii i państwa za Karola V cesarza" (1556), opowiadające dzieje Europy 
zachodniej w latach. 1517 — 1556, ze szczególnem uwzględnieniem historyi re- 
formacyi religijnej, którą autor poczytuje za dzieło Opatrzności. 

I jeszcze o jednej przynajmniej książce, a raczej księdze, warto wspom- 
nieć, mianowicie o „Kosmografii powszechnej" uczonego geografa i matema- 
tyka, Sebastyan a Miinstera, (1543), pełnej wiadomości nie tylko geograficznych 
(czyli, jak wówczas mówiono, kosmograficznych), ale i historyczny cli, która 
w przekładzie łacińskim (1550) obiegła całą Europę zachodnią ^). 

A tak nie brakło we Włoszech i Niemczech książek, z których można się 
było nauczyć historyi powszechnej, a że pisano je po w^iększej części po łacinie 
lub na łacinę tłumaczono, więc były źródłem wiedzy historycznej nie tylko dla 
jednego narodu, ale dla całej cywilizowanej Europy, zwłaszcza dla tych jej 
narodów, które własnej literatury powszechno-historycznej jeszcze nie po- 
siadały. 

Otóż do tych narodów należała w pierwszej połowie XVI wieku i Polska, 
pozbawiona możności poznania całokształtu dziejów powszechnych, bo nie 
wszyscy przecie mogli wyjeżdżać za granicę albo sprowadzać sobie z zagranicy 

Bielski. 8 



- 58 — 

książki. Wydawali wprawdzie drukarze krakowscy pisma historyków staro- 
żytnych: Sallustyusza, Korneliusza Neposa, Swetoniusza, Lucyusza Flora, 
Eutropiusza; wydawali i kosmografię Ptolomeusza z przedmową Polaka, Jana 
ze Stobnicy; drukowali odwieczną „Kronikę papieżów i cesarzów^' Marcina 
z Opawy, z pism świeższych— dzieła Kallimacha, a z najświeższych: „O walce 
Węgi'ów z Turkami pod Mohaczem najprawdziwszą historyę" (1527) biskupa 
Broderyka, naocznego świadka tej okropnej klęski; „Kronikę Węgrów" (IbM) 
i nieukończoną „Historyę o czynach Czechów" (1535) Walentego Polidama, 
Włocha, osiadłego w Polsce; „Chronologię o królach więgierskich" (1547) 
Abrahama Bakszaja, sekretarza wojewody Łaskiego; „Rozmowę z Turczynem 
o wierze krześcijańskiej i o tajności Trójce Świętej, która w alkoranie stoi na- 
pisana" i „Wieszczbę tureckich obrzezańców o krześcijańskich nędzach i o sa- 
mychże zasię zaginieniu" (1548) Bartłomieja Georgiewicza, „który czternaście 
lat był więźniem tureckim" (w przekładzie polskim); „Początki kosmografii'' 
z wiadomościami o „królestwach i narodach" (1530) Jana Hontera z Transyl- 
wanii: ale to wszystko nie mogło zastąpić kroniki świata. Nie zastąpiła jej rów- 
nież wydana w Rzymie, ale napisana przez Polaka, Aleksandra Skulteta, 
kanonika warmińskiego, „Chronografia czyli roczniki prawie wszystkich kró- 
lów, książąt i mocarstw od początku świata aż do tego roku Pańskiego 1545", 
zawiera w sobie bowiem jedynie suche tablice chronologiczne; a przedmowa do 
nich, zważywszy ubóstwo polskiej literatury historycznej, zakrawa na ironię: 
„Postanowiłem — mówi autor — opracować tę chronologię, aby przygotować nie- 
co umj^sł pilnego czytelnika do zrozumienia reszty". ^) Otóż to właśnie, że 
pilnemu czytelnikowi polskiemu brakowało —tylko tej reszty! 

Jednem słowem, pomysł „Kroniki świata" zrodził się w głowie Bielskie- 
go nie pod wpływem literatury polskiej, ale obcej: włosko -łacińskiej i niemiec- 
ko-łacińskiej. Ale cóż go ośmieliło do jej napisania w języku ojczystym? Z pe- 
wnością nie pierwsze drukowane próbki narodowej prozy historycznej, jak do- 
konany przez Andrzeja Glabera przekład „Wypisania dwój ej sarmackiej krainy" 
Miechowity albo ..Powieść rzeczy istej o założeniu klasztora na Łysej górze", 
bo to drobiazgi; i nie rękopiśmienne pamiętniki Janczara, ani tem bardziej roz- 
poczęty przez Stanisława Ch Walczewskiego przekład kroniki Miechowity (prze- 
kład, o którym Bielski może nawet nie słyszał), — ale, najprawdopodobniej, 
wpływ literatury czeskiej. W Czechach bowiem już w zaraniu XVI wieku 
drukowano dzieła historyczne w języku ojczystym: w roku 1504 ukazała się 
książka o odkryciu Ameryki^), w sześć lat później Konacz przetłumaczył i wy- 
dał historyę czeską Eneasza Sylwiusza, wyrażając w przedmowie nadzieję, że 
ten jego przekład i Polacy czytać będą '); „Kronika praska" Bartosza Pisarza 
nie wyszła wprawdzie z druku ^), ale za to w roku 1539 wyszła krótka „Kro- 
nika o założeniu ziemi czeskiej " M. Kuthena ^), a w roku 1541 — olbrzymia 
„Kronika czeska" Wacława Hajka z Liboczan. Nie dosyć na tem: drukowa- 
no w Czechach już w pierwszej połowie XVI wieku książki o narodach ob- 
cych, np. tłumaczenie dzieła Jowiusza o Turkach ^°), oraz broszurki o współ- 
czesnych wypadkach w Węgrzech ^^), a co dla nas najważniejsza, już w ro- 
ku 1541 wydano po czesku kronikę świata Cariona w przekładzie Buryana 
Sobka z Kornic ^^), — pierwszą drukowaną w języku słowiańskim kronikę 
świata. A więc, jak na wielu innych polach, tak i na polu historyi powszech- 



I 



59 



nej wyprzedzili nas Czesi, i bardzo możliwą jest rzeczą, że wJaśnie czeski prze- 
kład Cariona pobudził i ośmielił Bielskiego do napisania „Kroniki świata" 
po polsku '^). 



II. 



Na historyę zapatrywano sią za czasów Bielskiego, jak i w wiekach 
średnich, nadewszystko ze stanowiska pożytku, jaki ona czytelnikom przy- 
nieść może. Dosyć przejrzeć przedmowy do kronik owoczesnych, aby się 

tern przekonać: wszyscy historycy rozwijają mniej lub więcej szczegóło- 
wo myśl starożytną, że historya to najlepsza, najniezawodniejsza mistrzyni 
życia, bo uczy cnoty a zohydza grzech, zachęca do dobrego, a odstrasza od 
złego. Ogromny nacisk na pożytek historyi kładli Luter i Melanchton, któ- 
ry szczegółowo tę myśl rozwinął i uzasadnił w przedmowie do wydania 
łacińskiego kroniki Cariona. Poglądy Bielskiego, wypowiedziane w przed- 
mowach do trzech wydań „Kroniki świata", na doniosłe znaczenie znajo- 
mości historyi w życiu jednostek i całych społeczeństw, są tylko powtórze- 
niem tego, co pisali jego poprzednicy, — sam nie zdobył się ani na jedną myśl 
oryginalną. 

Mniejsza o to, że jedna tylko historya zapewnia wielkim i zasłużonym 
ludziom oraz narodom całym sławę nieśmiertelną w potomności, że, gdyby 
nie było historyi, „ludzkie duchy albo uczynki cnotliwe pospołuby z świata 
z ciały schodziły bez pamięci ludzkiej''; o wiele ważniejszą jest rzeczą, że „hi- 
storyę są nauką żywota, jako obrazy albo świece, sprawam ludzkim w umyśle 
świecąc", że „będziesz innym człowiekiem na świecie, gdy zobaczysz, co się na 
nim plecie". Dla czego? Dla tego, po pierwsze, że historya rozszerza widno- 
krąg umysłowy: 

Kto clice prędko teu wszytek świat schodzić, 

Musisz pirwej w taki cel ugodzić, 
Aby przeczedł ty księgi do końca: 

Wzwiesz o wszytkiem pod okręgiem słońca. 
Jeśli im chcesz prawdziwie uwierzyć, 

Możesz ziemie, góry, rzeki zmierzyć 
1 żeglować, kędy chcesz, na morze. 

Gdzie zachodzą albo wschodzą zorze. 
Będziesz wiedział na świecie przygody, 

Prace, zyski, pożytki i szkody. 
Siedząc doma, nie chodząc w oględy, 

Możesz zwiedzić wszytki kąty wszędy. 

1 dlatego, po drugie, że historya rozszerza widnokrąg moralny i wogóle ży- 
ciowy, życie bowiem się wraca, — „nic nowego dziś niemasz, czego pirwej nie 
bywało; ...osoby zwirzchne na czas odmienne bywają, ale jednostajne przygo- 
dy ludziom przypadają"; otóż historya właśnie opowiada te przygody, „ostrze- 
gając nas od przygód złych, a ku dobrym przykładnie wiodąc, aby tem każdy 
ostrożniej szy był, karząc się ludzką przygodą, abowiem snadniej się każdemu 
obaczyć z kogo innego, niżli sam z siebie". Tych zaś dobrych przygód było 
za dawnych czasów daleko więcej, niż teraz, ludzie bowiem byli moralnie 



— 60 — 

dzielniejsi, uczciwsi, a fizycznie silniejsi, i wógóle lepiej było dawniej na świe- 
cie, aniżeli dziś, kiedy 

,...ten świat już iia wszytkieni schodzi, 

Ziemia nie tak- swe pożytki rodzi, 
Takież ludzie słabszy się już rodzą: 

Jako pirwej, sta lat uie dochodzą. 

A jeżeli każdemu wogóle tak wielki pożytek przynosi historya, to cóż 
dopiero panującym i wogóle zwierzchnikom, „abowieni oni, będąc umysłu 
wielkiego, weźrzawszy na hi story e, jako na obrazy dziejów zacnych przodków 
swoich, zapaleni tą chucią a myślą burzliwą ku sławie im równej, dufając ta- 
kiejże fortunie, nie drzewiej ostj^^dnie albo się upokoi na piersiach, aż z nimi 
porówna w ucz^mkach zacn3'ch" ^). 

Wobec takiego pożytku historyi lepiej pisać poważną kronikę, niż baj- 
ki albo drobnostki, których tyle u nas na światło dzienne wychodzi; kto pisze 
historyę, ten podejmuje świętą pracę 2); aby jednak ona naprawdę była świę- 
tą, aby naprawdę przynieść mogła pożytek, historyk powinien zawsze mówić 
prawdę — ,,nie godzi się inaczej pisać, jedno to, co przed oczyma jest" — i my- 
śleć nie o swojej korzyści, ale o pożytku czytelników. Niestety, większości hi- 
storyków inne zupełnie przyświecają widoki; ,, Piszą niektórzy tak, jakoby się 
swemu patronowi albo przyjacielowi zachował, a to z wiela przyczyn: albo dla 
datku jakiego, albo dla opatrzenia, albo zalecając się w łaskę, albo też dla bo- 
jaźni, nie chcąc przeciw sobie pana albo pospolitego człowieka wzruszać; pi- 
szą też drudzy, aby się okazał w ochędożności mowy; drudzy piszą, aby swój 
rozum nieśmiertelnym uczynili; drudzy, aby to miejsce, w którem się urodził 
a wychował, dobrą powieścią wysławił albo podparł, zwłaszcza pisząc rycer- 
skie dzieje zacniejsze, nie chcąc swej stronie zelżenia uczynić, musi wycień- 
czać ine; drugi, swej stronie folgując, wiele prawdy zopakował, jako pospoli- 
cie Grekowie czynili i Włoszy, ba, i u Niemców tego najdzie po części". Ale 
jego. Bielskiego, kronika będzie inną: on będzie mówił zawsze prawdę, nie 
wpadając ani w nadmierną pochwałę, ani w naganę przesadną ^)\ a o sobie, 
o sławie własnej czy osobistym zysku, on nigd}'^ nie myślał, — kronikę pisze 
jedynie ,, przeto, iż mię zwyciężyła miłość ojczyzny, chcąc braciej swej miłej 
uszy ich, żądościwe dziejów zacnych rozmaitych, czj^taniem tem napełnić" ■*). 

Takie były poglądy Bielskiego na historyę i takie pobudki do jej napi- 
sania. Zobaczmy, jak się z zadania swego wywiązał. 

III. 

,,Czylelniku miły! Starałem się o to z chucią, jakobych mógł W. M. 
wszem wobec te książki co nalepiej na jasność wydać, prace swej tv tem nie 
litując, mając za to, aby ta mojej pospolitej rzeczy posługa była u was wdzięcz- 
nym upominkiem" •), I rzeczywiście, uie szczędził Bielski pracy, czego 
dowodzą same już rozmiary ,, Kroniki świata". Nie książka to, ale księ- 
ga! Wydanie pierwsze zawiera w sobie 336 kart (liczonych i nieliczonych) 
czyli 672 stronice m ąuarto^ to jest, przeszło 400 stronic druku i formatu 
niniejszej książki; wydanie drugie składa się z 346 kart in folio, to znaczy, 
że jest przeszło dwa razy większe od wydania pierwszego; trzecie nako- 



— 61 — 

nieć liczy kart 483 m folio^ co wynosi z górą tysiąc stronic druku i formatu 
tej książki. A wielkim rozmiarom odpowiada bogata treść'''). 

W wydaniu piorwszem po dedykacyi królowi uastcjpujo ,, Kozmograf ia, to 
jest rozmierzenie ziemie według stopniów i innych znamion w okręgach niebie- 
skich", mianowicie wiadomości o ziemi i zodyaku, krótki wykład geografii 
Azyi, Afryki i Europy, oraz „O wypisaniu morza", ,.Góry przedniejsze ziem- 
skie" i „O raju ziemskim". Teraz dopiero „poczyna się kronika wszytkiego 
świata", a więc nasamprzód historya Starego Zakonu, przeplatana historyą 
starożytnego Wschodu, Grecyi i Rzymu, zakończona zaś „proroctwami sybil- 
linemi" i opowiadaniem „O narodzie Panny Maryej" oraz „O Janie Krzcicie- 
lu". Wszystko to wyłożone krótko (najdłużej — historya biblijna), tu i owdzie 
nawet tak krótko, że kronika zakrawa na katalog, np.: „Pontius Telesmus. Pa- 
pirius Cursor. Rutilianus Fabius. Curius Dentatus"; co zdziałali ci wszyscy, 
o tern się „czytelnik miły" nie dowiaduje. Albo jeszcze: „Livius Drusus. Cor- 
nelius Cinna... Viriatus Lusitanus. Emilius Scaurus, ten na Tybrze most zbu- 
dował... Servilius Cepio. Aulus Sempronius Asselius. Lucius Crassus, ten 
u Smirny w Grecyej zabit". Dalej - czasy chrześcijańskie: życie Jezusa Chry- 
stusa i dzieje apostolskie, Kronika papieżów, cesarzów oraz niektórych królów 
francuskich i książąt niemieckich w^raz z historyą wypraw krzyżowych i Ma- 
hometa, — wszystko znowu krótko, ale w każdym razie obszerniej od historyi 
starożytnej. Po wzmiance o odkryciu Ameryki i o Lutrze doprowadza Bielski 
kronikę do „tego roku, który się pisze 1550", t. j. do obioru papieża Juliu- 
sza III. Teraz następują różne małe dodatki: „O włoskich ziemiach", „O nie- 
mieckim narodzie i kraju", „O Hiszpaniej", „O Tatarzech", „O Amazońskich 
niewiastach, tatarskich żonach", „O królach tureckich", „O Wałaszech", a po- 
tem dwie nieco dłuższe kroniki: „O węgierskiem królestwie kronika, krotce 
zebrana wszystkich królów ich" i „O czeskiem królestwie kronika, do roku 
1527 doprowadzona". Ale to jeszcze nawet nie połowa księgi: całą resztę zaj- 
muje poprzedzona rozprawą „O wywodzie narodu polskiego" kronika polska 
od Lecha aż do śmierci i pogrzebu Zygmunta Starego. 

Tak wygląda nasza pierwsza historya powszechna. 

Druga, to jest drugie wydanie „Kroniki świata" Bielskiego, wygląda 
o wiele lepiej, bo i układ porządniejszy, i treść bez porównania obfitsza, — „do- 
stateczniej pisana i pilniej, niż pierwsza". I tu wprawdzie trafi się czasem su- 
cha notatka, jak np.: „Balduinus Flanderski, pirwszy łacinnik, w Konstanty- 
nopolu panował, ale nie był spełna roku: umarł. Henry kus, jego brat, ten do- 
brze sprawował, dziewkę dziedziczkę po sobie zostawił. Piotr Ansyodorski po 
żenię wziął sceptrum cesarskie. Robertus po ojcowej śmierci umarł w Rzymie". 
To już cały rozdział. Ale takich rozdziałów jest już w tem wydaniu daleko 
mniej. Całość składa się z czterech ksiąg. Pierwsza mówi o czasach przed- 
chrześcijańskich ze szczególnem uwzględnieniem historyi biblijnej, obszernie 
i szczegółowo opowiedzianej; a w historyi Grecyi i Rzymu poświęcił autor już 
całe rozdziały wydarzeniom, które w pierwszem zbył krótką wzmianką jedynie, 
np. „O rzymskich rajcoch", „O zacnych dziejoch mężów rzymskich", „O wzbu- 
rzeniu sług pospólstwa rzymskiego", a nadto dodał szereg nowych wiadomo- 
ści, jak np. o Dydonie albo „O Arystotelesie i innych mędrcach". Księga dru- 
ga obejmuje dzieje w „wieku szóstym", który się zaczyna „od Narodzenia Pa- 



- 62 — 

na Krystusa", a trwać będzie „aż do dnia sądnego albo skończenia świata"; 
wykJad urywa się znów na roku 1550. Szczegółów tu daleko więcej, np. o re- 
formacyi, niektóre dodatki do niepoznania rozszerzone, zwłaszcza „O króloch 
tureckich", „O sprawie tureckiej i o obyczajach domowych", „O nabożeństwie 
tureckiem", inne zaś, także gruntownie przerobione i uzupełnione, przeniósł 
Bielski do księgi trzeciej, poświęconej naprzód kosmografii (od której się 
pierwsze wydanie zaczynało). Mamy tu całe nowe rozdziały i ustępy, a więc 
„O słowieńskich ziemiech'', „O Galiej", „O insułach br3'^tańskich" i in., 
w nich zaś pełno nietylko wiadomości geograficznych, ale i wspomnień hi- 
storycznych, szczegółowych opisów miast i różnych osobliwości (np. grobu 
Mahometa), roślin, zwierząt i t, d. W tejże księdze mieszczą się kroniki wę- 
gierska, czeska i polska (prawie bez zmian). Księga czwarta wreszcie, oprócz 
przedrukowanych z wydania pierwszego rozdziałów o morzu, górach i raju 
ziemskim, jest zupełną nowością, a opowiada „o wyspach morskich, nowo na- 
lezionych, które mogą być rzeczone świat nowy, iż nie były znajome nigdy 
starym ludziom, żeglarzom, kupcom albo też i astronomom, tak na wschód 
słońca, jako i na zachód, na północy, takież na południe, i przez męże, na wo- 
dzie sprawne a biegłe w gwiazdarskich naukach, którzy byli: napirwej Kry- 
sztof Kolumbus, Pinzonus, Aloizius, Petrus Alonzus, Kadamustus, Amerykus 
Wespucius, Ludowikus Wartomannus, Portugalczycy, Lusitani i drudzy; też 
o Kalekucie, wielkim porcie na wschód słońca, i o innych krainach w Indyej". 
Wydanie trzecie podzielił Bielski na ksiąg dziesięć, a z wyjątkiem piątej, 
kosmografii, w każdej znajdzie się coś nowego. A więc w księdze pierwszej, 
w historyi starożytnej, jest nowy rozdział „O greckiem piśmie"; druga, uzu- 
pełniona np. wzmianką o trzęsieniu ziemi w Portugalii w roku 1531, jest kro- 
niką świata od Jezusa Chrystusa do roku 1544. Nową zupełnie jest księga 
trzecia: ,,0 stanowieniu Kościoła krześcijańskiego i rzeczypospolitej za czasu 
cesarza Karła piątego z domu Rakuskiego, tak w Niemczech, Francyej, An- 
gliej, w Węgrzech, jako i we Włoszech, krótszem opisanim". Czwartą, 
o Turkach, znacznie rozszerzył autor obszerną opowieścią o bohaterskim ry- 
cerzu Albanii, Skanderbergu; a do szóstej, o Węgrzech, dodał ,,historye zie- 
mie węgierskiej, teraz nowo przełożone, począwszy od króla Ludowika aż do 
czasu dzisiejszego". Uzupełnił i kronikę czeską, zawartą w księdze siódmej, 
aż czterema dodatkami: ,,Koronacya Maksymiliana, arcksiążęcia Rakuskiego, 
syna cesarskiego, i tudzież też Maryej, hiszpańskiej królewny, małżonki jego, 
na królestwo czeskie, która się stała w Pradze r. 1562, dnia dwudziestego 
Września"; ,,Elekcya koronacyej tegoż Maksymiliana, króla czeskiego, na 
rzymskie królestwo, która się stała w Frankfurcie u Menu tegoż roku prze- 
rzeczonego, dnia 24 miesiąca Listopada"; ,, Poselstwo carza tureckiego, któ- 
re na ten czas było w Frankfurcie w koronacyą"; ,, Tamże też we Frankfur- 
cie, przy koronacyej na rzymskie królestwo było wetowanie kurfierstów prze- 
ciw królestwu polskiemu o szpital, to jest dom gościnny albo klasztor pruski, 
aby był ku Rzeszy wrócon a wyswobodzon z ręku królów polskich, o który 
rzecz naprzód uczynił arcybiskup moguntyński, który całą godzinę mówił 
przy cesarzu Ferdynandzie i Maksymilianie, królu rzymskim, przy elektorze, 
które zowiemy kurfiersty, i przy wszytkich książętach Rzesze niemieckiej, 
którzy są wyższej opisani". Kroniki polskiej (księga ósma) nie doprowadził 



— 63 — 

autor do roku, ,, który się pisaJ" 1564", dodał tylko przy końcu wzmiankę 
o śmierci Piotra Kmity i jego pochwałę; za to rozszerzył nieco rzecz ,,0 wy- 
wodzie narodu polskiego" i dodał tu i owdzie kilka nowych szczeg()łów, np. 
o zjeździe sejmowym w Piotrkowie w roku 1459. Księga dziewiąta stanowi 
nowość, —,,0 narodzie moskiewskim albo ruskim", a mianowicie zwyczaje na- 
rodu, geografia i historya kraju, a nadto ,,0 poselstwie Bazylego do papieża", 
„O Litwie", ,,0 liwlanckiej ziemi" (w rozdziale tym, pomiędzy innemi, pacierz 
po łotewsku, szwedzku i lapońsku) i „O Tatarzech". I nakoniecna księgę dzie- 
siątą składają się jeszcze, prócz rozdziałów, przedrukowanych z księgi czwar- 
tej wydania drugiego, wielce ciekawe dodatki: ,,0 królu wielkim w Afryce, 
którego zowiemy pop Jan", ,,0 szaleństwie żydowskiem i plotkach ich", 
,,0 piekle, o czarciech i o Lucy perze", ,,0 Antykryście, po grecku: Aposta- 
zyan", ,,0 zmartwychwstaniu i sądnym dniu". 



IV. 

Skądże wziął Bielski wszystkie te wiadomości? jakie są źródła ,, Kroniki 
świata" ? 

Sam autor odpowiada na te pytania, mówiąc, że ,,sam z siebie nie pisze, 
tylko co w łacińskiem napisano"; ,,nie dziw, że się kto w historyach pomyli, 
gdyż sam z siebie nie ma, jedno od drugiego". Tych zaś ,, drugich" wylicza 
zaraz w pierwszem wydaniu: ,, Kronika wszytkiego świata,.... z rozmaitych 
kronik wybrana: Nauklera, Bergomensa, Silwiusa, Cariona, czeskiej, węgier- 
skiej, polskiej, niemieckiej, takież historyków: Ksenofonta, Orozyusa, Jozefu- 
sa, Justyna, Sabellika, Prokopa Cesarza, Justyniana, Ablaniusa i z innych, 
tak greckich, jako łacińskich". A w drugiem i trzeciem wydaniu uzupełnia 
ten spis źródeł, przyznając się np., że księgę ,,0 stanowieniu kościoła krześci- 
jańskiego i rzeczypospolitej" wziął z dzieła Slejdana, opowieść o Skanderber- 
gu — z Barlecyusza, wypisanie Rusi — z Herbersteina i t d.; nadto powołuje 
się raz po raz na Beroza, Strabona, Euzebiusza, Laktancyusza, Bionda, Kran- 
tza i innych. 

Ale nie zawsze wymienia Bielski swe źródła; mówi np. że współczesne 
,,historye ziemie węgierskiej" są ,, teraz nowo przełożone", ale co i kogo przeło- 
żył, nie mówi ani słowa. Innym znów razem nie nazwie źródła po imieniu, 
powie tylko ogólnikowo: ,, kronika węgierska" albo ,, kronika duńska", i trzeba 
dopiero szukać i szperać, aby dojść, że kronika węgierska to Bonfiniusz, 
a duńska to ,, Duńskich królów i bohaterów historye" Saxona Grramatyka, 
których zresztą Bielski nigdy w życiu prawdopodobnie nie oglądał, o istnieniu 
zaś ich dowiedział się od Wapowskiogo. Bo, jak większość dawnych kroni- 
karzy, tak i Bielski nie grzeszy bynajmniej sumiennością w przytaczaniu źró- 
deł, nie zaznacza, co wziął z pierwszej, a co z drugiej czy trzeciej ręki U nas, 
w Polsce, Kromer dopiero jest pod tym względem sumienny, chociaż i on, 
powołując się np. na ,, pisma ruskie", nie mówi, że rozumie przez nie kronikę 
Nestora. Albo jeszcze. Cytuje Bielski jakiegoś historyka ,, Ablaniusa": niech 
wybaczy, — nie czytał go, raz dla tego, że nie było nigdy żadnego Ablaniusa, 
był tylko Ablabius czy Ablavius, a diugi raz dla tego, że pisma tego Ablaviu- 



— 64 — 

sa zaginęły na kilka wieków przed urodzeniem Bielskiego; że taki człowiek 
żył na świecie i coś pisał, o tern dowiedział się z Jornandesa, który się nań 
kilkakrotnie powołuje, a raczej prawdopodobnie nie z Jornandesa, tylko znów 
z Wapowskiego, który Jornandesa, a za nim Ablaviusa, przytaczał. 

Kto się na gorącem sparzy, ten nawet na zimne dmucha. Mówiąc o Ko- 
ryncie, „jako to miasto było sławne i bogate", powołuje się Bielski na „ósme 
księgi" Strabona: nie, już mu nie wierzym}'-, aby je czytał, — przytoczył je za 
Miinsterem, który, dziwnym zbiegiem okoliczności, w tem samem się właśnie 
miejscu na też ósme księgi powołuje ^). Innym razem zasłania się powagą 
Beroza: wyszły wprawdzie za jego czasów pisma Beroza, czyli raczej Pseudo- 
beroza ^), ale on ich z pewnością na oczy nie widział, — powtórzył cytatę za 
Nauklerem ^). A cóż dopiero powiedzieć o Enniuszu, o Eurypidesie, o „Era- 
tostenesie historyku", o Nikanorze (!), o „Kryzypie" albo o Homerze, który 
,, spisał księgi o sprawie a rządzie, tak w rycerskich sprawach, jak około prawa"! 
Czy i tych historyków czytał Bielski? 

Jednem słowem, ilość źródeł, podanych przez autora, należy, z jednej 
strony, znacznie obciąć, odrzucając i Strabona i Beroza i Orozyusza, a może 
nawet Ksenofonta i Prokopa oraz wielu innych historyków, zwłaszcza grec- 
kich (których jeżeli nawet czytał, to, rozumie się, w przekładzie łacińskim), 
ale z drugiej strony, znacznie powiększyć, dorzucając Schedla, Miinstera, Jo- 
wiusza, Grynaeusa i wielu innych, których czytał na pewno, ale których ja- 
koś nie wymienił. 

Wejdźmy więc teraz na chwilę do pracowni Bielskiego (której podobizną 
ozdobił trzecie wydanie swej kroniki) i przejrzyjmy jego bibliotekę historycz- 
ną. Stały tam przedewszystkiem wielkie folianty: Pismo Święte, dzieła świę- 
tego Augustyna i Laktancyusza, kroniki wszechświatowe Schedla, Nauklera, 
Sabellika, „Kosmografia" Miinstera, kronika czeska Hajka, „Saxonia" Krantza, 
potem księgi, nie tak już olbrzymie, ale jeszcze wcale pokaźne: Eneasz Syl- 
wiusz,. Jakub z Bergamo, Blondus, Grynaeus, Barlecyusz, „Historye swego 
czasu" Jowiusza; dalej książki: Józef Żydowin, Carion, „Pamiętniki" Slejda- 
na i Herbersteina, pisma historyczne Riccia i Herolda, „Wyrocznie sybilliń- 
skie" w przekładzie łacińskim Castaliona; wreszcie — książeczki: opowiadania 
Broderyka i Greorgiewi(;za, kilka bezimiennych broszur czeskich i łacińskich 
o wypadkach współczesnych i, oczywiście,... średniowieczna „ Aleksandrei- 
da": jakżeby się historyk, piszący dzieje pod hasłem „Przeciw prawdzie ro- 
zumu nie", mógł obejść bez tej książki, która tak rzetelne prawdy głosi? 
Widzimy więc, że biblioteka wcale nie uboga, a przecie stały w niej jeszcze 
kroniki polskie; lecz te odkładamy na później, obecnie zaś zajmiemy się tyl- 
ko książkami obcemi. 

Pisząc dwie pierwsze księgi „Kroniki świata" *), Bielski rozłożył przed 
sobą foliant Nauklera, zerkając tylko od czasu do czasu w rozłożone na boku 
kroniki Jakuba z Bergamo, Cariona, Sabellika i Schedla; przeczytał je był 
niezawodnie od początku do końca, ale ponieważ w księdze Nauklera znalazł 
prawie wszystko, czego dusza zapragnąć mogła, więc przy pisaniu kroniki 
korzystał z nich mało, — zawdzięcza im tylko kilka drobnych wiadomości lub 
pomysłów, mianowicie uzupełnień i dodatków do materyału, wziętego z Nau- 
klera, którego kronika jest głównem, prawie jedy nem źródłem dwu pierwszych 



— C.5 — 

ksiąg „Kroniki świata", urywających się ua tym samym roku 1544, na któ- 
rym kończy się wydanie koloiiskie z roku 1544, znacznie staraniom wydawców 
uzupełnione •'). 

Od tych to kronikarzy wziął Bielski nietylko materyał dziejowy, ale 
i jego podział. Podzielił mianowicie, za Nauklerem i Jakubem z Bergamo, 
liistoryę świata na sześć wieków: od Adama do Noego, od Noego do Abraha- 
ma, od Abrahama do Dawida, od Dawida ,,do skażenia Babiloniej przez Cy- 
rusa z Daryusem", „od zniewolenia Żydów albo od skażenia Jeruzalem przez 
Nabuchodonozora aż do Narodzenia Pana Krystusa", od Chrystusa „aż do dnia 
sądnego albo skończenia świata". Od Cariona przejął nadto podział na cztery 
monarchie: chaldejską, perską, grecką i rzymską, nie mówiąc już o tem, że 
poszczególne daty chronologiczne wzięte są żywcem z obcych źródeł, — według 
różnorodnych metod i obliczeń, przyczem od omyłek (autora czy drukarza) aż 
się roi w ,. Kronice świata" *^). 

Nie poszedł natomiast Bielski za Nauklerem w innym podziale, szczegó- 
łowym. Nauclerus odróżnia jeszcze w historyi ludzkości dwie wielkie epoki, 
generacyę z ciała (fjeneratio carnalis) i generacyę z ducha [generatio spiritu- 
alis), których granicą jest przyjście na świat Jezusa Chrystusa; pierwszą zaś 
dzieli na sześćdziesiąt trzy generacyę, a drugą (do r. 1500) na pięćdziesiąt (po 
lat trzydzieści), i według nich opowiada synchronistycznie dzieje świata: ile 
generacyi, tyle rozdziałów, — w każdym mieszczą się wypadki z lat trzydziestu. 
Otóż Bielski odrzucił ten podział: i jego kronika ma naturalnie układ syn- 
chronistyczny, jak mają go wszystkie ówczesne kroniki świata, ale poszczegól- 
ne rozdziały ogarniają większą przestrzeń czasu, niż rozdziały Nauklera, 
na czem naturalnie zyskuje przejrzystość układu, jeżeli wogóle o przejrzysto- 
ści dawnych kronik powszechnych wolno mówić: tylko Sabellicus, Carion, 
a nadewszystko Slejdanus (w dziełku „O czterech monarchiach") zdobyli się 
na jaki taki ład w opowiadaniu o dziejach różnych narodów i państw staro- 
żytności i średniowiecza, i szkoda wielka, że Bielski, pomimo że zdawał sobie 
widocznie sprawę z tego piekielnego zamętu, jaki panuje w kronice Nauklera, 
skoro odrzucił podział na generacyę, nie poszedł za Carionem ani wogóle za 
nikim: nie przekraczając zakreślonych ram sześciu wieków i czterech monar- 
chii, w układzie poszczególnych działów nie trzymał się żadnej metody 
(a przynajmniej dopatrzeć się jej nie sposób), grupując wypadki dowolnie: 
to też w dwu pierwszych księgach „Kroniki świata" panuje miejscami nieład, 
o wiele mniejszy zapewne, niż w kronice Nauklera, ale z pewnością nie mniej- 
szy, jak u Jakuba z Bergamo albo Schedla. 

Bez porównania wyżej, zarówno pod względem układu, jak i pod innymi 
względami, stoi księga „O stanowieniu Kościoła i rzeczypospolitej"; ale zasłu- 
ga to, oczywiście, nie Bielskiego, tylko Slejdana, jedynein bowiem źródłem tej 
księgi są jego znakomite, tłumaczone na języki niemiecki, angielski, francuski 
i włoski, „Pamiętniki", które Bielski streścił, księga po księdze: dwadzieścia 
pięć ksiąg w dwudziestu pięciu rozdziałach"). 

Na historyę Turków i Skanderberga złożyły się głównie dwa dzieła^ 
mianowicie kilka rozdziałów „Kosmografii" Miinstera, uzupełnionych kilku 
drobnymi szczegółami z pism Eneasza Sylwiusza i Ceorgiewicza, oraz głośne 

Bielski. ^ 



— 66 — 

podówczas dzieło Barlecyusza (Barlezio) o Skanderbergu, które później Cy- 
pryan Bazylik przetłumaczy na język polski*'). 

,, Kosmografia" Miinstera jest także głównem, prawie jedynem źródłem 
księgi czwartej, poświęconej geografii Azyi, Afryki i Europy; w rozdziale je- 
dnak „O słowieuskich ziemiecli" całe opowiadanie o wyborze książąt w Ka- 
ryntyi wziął Bielski z Eneasza Sylwiusza, któremu zawdzięcza również wia- 
domości „O Wałaszecli"; a pisząc o krainach i miastach włoskich, zaglądał 
do „Rzymu tryumfującego" Flawiusza Bionda. Przyznał się tylko do Sylwiu- 
sza i Bionda, o Miinsterze zamilczał. Co ciekawe, że Bielski, który w kronice 
polskiej będzie się rozwodził nad starożytnością języków słowiańskich i roz- 
ległością terytoryalną słowiańszczyzny, powtarza z zimną krwią za Miinste- 
rem, że „czeską ziemię też kładą kosmografowie być część niemieckiej zie- 
mie, takież Morawę i Śląsko" (!). W książce Niemca, który mówi, że „Niemcy 
to naj rozleglej sza kraina w Europie", i który przyznaje się otwarcie, że 
„cały trud tego tomu podjąłem dla uczczenia i wysławienia nacyi germań- 
skiej", takie bezwstydne frazesy są zupełnie zrozumiałe, ale w książce 
Słowianina brzmią trochę dziwnie. Lecz trudno: „Przeciw prawdzie rozumu 
nie", a przecie człowiek, co napisał tak olbrzymią księgę, wiedział, co 
prawda, a co nieprawda: jak zawsze, tak i tutaj wierzy Bielski ślepo swoim 
źródłom. Ale co jeszcze ciekawsze, że w opisie ziem słowiańskich pominął 
nasz autor zupełnie milczeniem ziemie polskie: prawdopodobnie odłożył je 
do kroniki polskiej, ale potem jakoś o nich zapomniał, i tym sposobem 
w ,, Kronice świata", która opowiada tyle ciekawych rzecz}^ o dziwach zamor- 
skich, niema geografii ojczystej ^). 

Z jakich źródeł korzystał Bielski przy pisaniu kroniki węgierskiej, tego 
czytelnikowi nie wyznał. Że znał „Dekady rzeczy węgierskich" Bonfiniusza, 
to nie ulega wątpliwości; lecz wcale niełatwem było zadaniem streścić krót- 
ko i zwięźle tak wielką księgę; na szczęście, znalazła się książka o wiele 
mniejsza, którą więc streścić było bez porównania łatwiej, a była nią „Hi- 
storya o królach węgierskich" Neapolitańcz3'-ka, Michała Ricyusza (Riccio), 
która (w późniejszych wydaniach) kończy się na śmierci króla Władysława 
Jagiellończyka. Otóż na „Historyi" Riccia oparł się Bielski, jako na głównem 
źródle, doprowadzając część pierwszą swej kroniki węgierskiej do tego same- 
go, co on, czasu, a w „Dekadach" Bonfiniusza szukając jedynie uzupełnień. 
Nadto na czele kroniki umieścił przekład „Chronologii Pannonii" uczonego 
szwabskiego, Jana Herolda, zasłużonego wydawcy i autora wielu pism teolo- 
gicznych, prawnych i historycznych. Źródłem zaś części drugiej, to jest „hi- 
storyi ziemie węgierskiej, teraz nowo przełożonych, począwszy od króla Lu- 
dowika aż do czasu dzisiejszego", są Broderyk i Jowiusz: według Broderyka 
opisał Bielski nieszczęsną bitwę pod Mohaczem, w której poległ król Ludwik 
(dnia 29 Sierpnia roku 1526), a według Jowiusza opowiedział dalsze 
dzieje AVęgier do r. 1543, niemal całkowicie wypełnione walkami z księ- 
życem ^°). 

Źródłem historyi czeskiej, urwanej na roku 1527, jest kronika Hajka, 
doprowadzona do tegoż roku; dodane zaś uzupełnienia, dot3'Czące jednego 
tylko roku 1562, mianowicie elekcyi i koronacyi Maksymiliana na króla 



— 67 — 

czeskiego i cesarza rzymskiego, wzięto sij,, jak się zdaje, bezpośrednio ze 
współczesnych broszur łacińskich i czeskich, opisujących to wydarzenia'^). 
Prawie cała księga „O narodzie moskiewskim albo ruskim" jest stre- 
szczeniem „wypisania Zygmunta llorberstyna, który tam trzykroć jeździł 
w poselstwie od cesarzów krześcijauskicli", to jest „Pamiętników" Herber- 
steina, głośnych w całej Europie, przekładanych na różne języki; a „posel- 
stwo Bazylego do papieża" opowiedział Bielski według Jowiusza; innych 

wiadomości, zawartych w tej księdze, dostarczyli Miinster i mnich ormiański 
Haithoni2)_ 

I wreszcie — księga ostatnia, o nowym świecie. Powołuje się w niej 
Bielski na różne opisy podróży: Kolumba, Wespucyusza, Wartomanna, ale 
o tem jedynem dziele, z którego dowiedział się o tych wszystkich podróżach, 
milczy, a jest niem „Nowy Świat" Szymona Grynaeusa, humanisty i teologa 
niemieckiego, wydawcy autorów rzymskich i tłumacza greckicli. Morza, gó- 
ry, rzeki i wyspy „wypisał" Bielski z Miinstera, któremu zawdzięcza nadto 
rozdział „O królu wielkim w Afryce", a po części także ^,0 raju ziemskim". 
O „szaleństwach i plotkach" żydowskich dowiedział się może z broszury 
łacińskiej „O dziwnych błędach Żydów", eschatologię zaś (o piekle, o sądnym 
dniu i t. d.) wyłożył na podstawie kroniki Schedla i pism świętego Augu- 
styna'^). 



Pomimo, że w przedmowie do ,, Kroniki świata" zastrzega się Bielski, 
że ,,sam z siebie nie pisze, tylko co w łacińskiem napisano" (dodajmy: i w Cześ- 
kiem), są w niej jednak wiadomości, które napisał ,,sam z siebie"; wprawdzie 
jest tych wiadomości bardzo niewiele, kilka zaledwie, lecz tem więcej warto 
zwrócić na nie uwagę. 

W rozdziale czwartym nowej kroniki węgierskiej przytacza Bielski na- 
stępującą mowę Hieronima Łaskiego, wypowiedzianą w roku 1540 wobec kró- 
la Ferdynanda w obronie Izabelli, wdowy po Janie Zapolyi, i jej małoletniego 
syna, Jana Zygmunta: ,,Co za myśli was nadchodzą, panowie, i wszytko ry- 
cerstwo, abyśmy co gw^ałtownie mieli poczynać z wolową, takież i dziecięciem 
jej, co jest przeciw Bogu, Mory kazał wdoivy, siroty i niewinne dzieci opatrzać, 
Jdóre słuszniej, abyśmy je my, jaJco Jer ześcij anie, opatrzijli, niżli poganin, któ- 
rych bez pochyhy bronić będzie? Co za męstwo otrzymamy, chociabyśmy 
■ wdowę z dziecięciem zwalczyli, a to w zysku otrzymamy, gdy Turka ze wsze- 
mi mocami na się pobudzimy, który się za nie zastawi, kto mu odeprze dzi- 
siejszych czasów, póki wszytcy królowie krześcijańscy nie będą w jedności ? 
Ahoście snadź zapomnieli utraty wielkich ludzi u Moacza, mało mniej w Ecechu 
albo Gary? Widzę, że wy sobie lekce pokładacie mocy tureckie, którym ża- 
den pan jeden krześcijański odeprzeć nie może bez rady i pomocy inszych 
królów. Nie jednegoby wojska trzeba mieć, ani div u, ani też na jednem miej- 
scu, ktoby chciał królestwo węgierskie luziąć a z Turki lualczyć: byłoćby co czy- 
nić z samym Budzyniem, niżliby mocy tureckie przyszły ratotoać ich, a gdyby 
przyszły, ogar7ięłyby nas wkoło, jako się stało u Gary albo Moacza, iżby żądny 



— 68 — 

nie uszedł. Wiem ich ja dobrze sprawę wojenną: nic oni nie pocz7ią pierwej^ 
czegohy doJcazać nie mogli\ logo w swój nieuwd tużoną, bez iiochyJyy już po woli 
mają! Trzeba fortelów na TurJci takich^ jakie oni drugim czynią, to jest, aż 
na iieiuną kazać, na niepewną uchodzić fortelini, wojska mieć blizko od siebie 
trzy albo czterzy, jedno po drugiem iviętsze: jeśliby jedno nieprzyjaciel ogarnął 
abo na drogach żyiuności odjął, aby je wnet drugie ratowało; jeśliby na hak albo 
strzelbę jedno prztjiviedli, aby wnet na to miejsce drugie 2)rzyszło; jeśliby klęskę 
jedno popadło, aby drugie ratowało. Atak, proszę, nie chciejcie nic gwałto- 
wnie na przodku poczynać, aż się wywiemy umysłu ich, którzy się na Budzy- 
niu zawarli, takież tureckiego, ale tak uczynimy: niechaj król Ferdynand po- 
śle posła swego do Solimana, prosząc go, aby tem prawem dał dzierżeć koro- 
nę węgierską, którem dzierżał król Jan nieboszczyk; jeśli to teraz odzierżemy, 
możem potem za Bożą pomocą lepszego szczęścia pokusić, opatrzywszy swój 
czas i -wdowę w siedmigrodzkiej ziemi ojczyzną". 

Jowiusz przytacza wprawdzie mowę Łaskiego '), dla tego to i Bielski 
nie zapomina o niej, ale — inaczej, jak Jowiusz — każe mu występować nade- 
wszystko z pobudek miłości chrześcijańskiej, w obronie pokrzywdzonej wdo- 
wy i dziecka. A i w szczegółach mowa Łaskiego w ,, Kronice świata" różni 
się nieco od mowy, zmyślonej przez Jow^iusza: Łaski nic nie mówi o niebez- 
pieczeństwie ze strony Francyi, natomiast przypomina królowi Ferdynando- 
wi i jego radnym panom klęski pod Mohaczem, Grarą, Eczechem i przestrzega 
ich, że, jeśli nie uda się zażegnać wojny, trzeba będzie, pod grozą klęski, za- 
żyć tych samych fortelów wojennych, którymi posługują się Turcy. Gdyby 
Bielski był humanistą, możnaby twierdzić, że te wszystkie drobne szczegóły 
są zmyślone; ale ponieważ humanistą nie był ani trochę, ponieważ nie pozwa- 
lał sobie na świadom.ą amplifikacyę źródeł, więc, jeżeli tym razem odstąpił od 
swej zasady i uzupełnił nieco Jowiusza, uczynił to z pewnością na podstawie 
własnych wiadomości o mowie Łaskiego, której treść mógł przecie znać z po- 
wieści ludzkiej albo nawet z opowiadania jego syna, Olbrachta, wojewody 
sieradzkiego, któremu w roku 1569 ,, Sprawę rycerską" zadedykuje. 

Nieszczęsne losy królowej Izabelli Jagiellonki zbyt żywo obchodziły Biel- 
skiego, aby nie miał ich dokończyć; opowiada więc, że w roku 1551, zawarłszy 
z królem rzymskim umowę, której mocą ustąpiła wraz z synem z królestwa 
węgierskiego wzamian za kilka księstw śląskich i trzydzieści tysięcy zło- 
tych, węgierskich rocznej pensyi, ,, przyjechała tedy napowrót do Polski, na 
granice śląskie do Krzepic i z synem królewicem tegoż roku, była tam czas 
niemały, potem w Wieluniu mieszkała, potem w Piotrkowie, czekając, aby 
król rzymski dosyć uczynił ugodzie, która się między imi stała, W Wieluniu 
będąc, strzelono na jej syna królewica z arkabuza, nie wiedząc, kto; ale chy- 
biono z Boskiego snadi przejrzenia; wywiadowano się pilnie tego, zwłaszcza 
Stanisław Koniecpolski, starosta wieluński, i wywiedział się ua jednego Cze- 
cha, który snadź z przenajęcia czyjego to uczynił, wszakże wziął swą zapłatę. 
W Piotrkowie tedy gdy mieszkała, przyjechali posłowie tureccy i z Węgier do 
królewica, prosząc, aby jechał do Węgier na swe królestwo; on się z tego 
długo wymawiał i z macierzą, wszakże za przyrzekanim i przysięgą posłów 
za wszelką prześpieczność wyjechał i z królową macierzą z Polski zasię do 
Węgier. Będąc tam zasię królowa, używała więcej trudności z pany węgier- 



— 69 — 

skimi, zwłaszcza z Bebekiem, nieprzyjaciołom Polaków (od których przodsię 
zabit), niż kiedy z Turki, którzy sił^ im we wszom dobrzo zachowali. Tamże 
w Węgrzech żywota swego dokonała. Biskup też waradzyński, opiekun króle- 
wiców, zabit na swoim pokoju, tegoż roku, kiedy królowa z Węgier wyjecha- 
ła z synem, od jednego AYłocha, Jana Baptysty Kastaldusa, którego był cesarz 
Karzeł V posłał, aby był radł\ pomoeen królowi rzymskiemu; przyczyna tego 
była, iż nań domnimanie mieli, jakoby on chciał zasię do Turka przystać; 
gniewał się on papież, bo b3'ł kardynałem nowo został, dla tego dał interdykt 
do Węgier, wszakże osłabił tę swoje srogośc, iż Włoch takie rzeczy sprawił". 
Opowiadanie to, stanowiące cały rozdział ósmy kronilci węgierskiej, zawdzię- 
cza Bielski także nie Jowiuszowi, który o tem wszystkiem milczy, ale znów po- 
wieści ludzkiej ^). 

W łcsiędze dziewiątej, w rozdziale o Inflantach, opowiada Bielski o ar- 
cybiskupie Wilhelmie szczegółowiej, aniżeli Munster, a nadto mówi o p(')źiiioj- 
szycli wypadkach. ,, Arcybiskupem był naszycli czasów Gwilełm z Brandcibur- 
gu, Wojciecha mistrza, albo książęcia pruskiego, brat, który wjechał do Rygi 
łata 1547, mieszczany pod posłuszeństwo przyjął". Źródłem tej notatki jest 
Munster ^), ale potem już od siebie dodaje Bielski, co następuje: ,, Mistrz za- 
się liwlancki ma swój dwór w mieście Wenden, 12 mil od Rygi. który się 
zwierzchniej szym być mieni; przeto dał wsadzić arcybiskupa Wilelma, skąd 
wiele złego powstało w tej ziemi niniejszych czasów, iż je ze wszech stron 
trapiono. Uciekł się arcybiskup do króla polskiego, aby go bronił, jako po- 
winowaty. Król polski, Zygmunt Augustus, acz mu łotrowski kus wyrządzili 
ci Liwlanci, gdy posła litewskiego zabili, wszakże się za nie mocno zastawił 
przeciw moskiewskiemu kniaziu Iwanowi. Który Iwan, poimawszy mistrza 
łiwońskiego, dał go do więzienia; tak go długo trapił, aż mu spuścić musiał 
ziemię liwlancką. Z tej przyczyny wielki kniaź moskiewski podniósł zbroje 
na króla polskiego, zebrawszy lud wielki, przyszedł bez wieści pod Połocko, 
50 mil od Wilna, takież od Nowogroda Wielkiego obegnał ji, strzelbę wielką 
zasadziwszy, dobył go miesiąca Lutego lata 1563, wiele łudzi i skarbów za- 
brawszy, pojechał precz, puściwszy wolno tylko Polaki samy. W ty czasy 
też szwedzki król, jestli na zmowie z Moskiewskim, cz3di z swej chuci to uczy- 
nił, wziął pod królem polskim w łiflanckiej ziemi zamek i miasto Rewel, po- 
tem Nowy Kamień,... a tak natenczas ucisk miała ziemia li flanek a ze wszech 
stron. A za słuszną przyczyną się to im dzieje od Boga, bo oni, pozostaw- 
szy swej sprawy, na którą ustawieni są (to jest walczyć przeciw poganom ), 
udali się na wszytki złości, które mogą być wymyślone na świecie nagorsze, 
to jest na hardość, pijaństwo, niewstydliwość, okrucieństwo tak poddanych, 
jako gości, i wiele inny cli rzeczy niesłusznych, które ich stanowi duchowne- 
mu nie należały". 

W tejże księdze pozwolił sobie Bielski na niektóre dodatki do Herber- 
steina. Na czele umieścił podobiznę Iwana Groźnego, a pod nią własnego 
pomysłu epigramat, w którym wyraził swój sąd, wcale dowcipny: 

Jestem ja pan wielki, kniaź z narodu ruskiego, 

Zdawna dziedzic w swej ziemi państwa moskiewskiego. 

Nie z cudzego narodu do tej ziemie wzięty: 

Spłodził mię w niej Jan Wasil i Włodzimierz święty. 



— 70 — 

Nie tak, jako sąsiedni książęta, królowie 

Przyszli do swoich dzierżaw z inszych stron na zmowie. 

Pi'zeto dajcie ręcznika, na miednicy wody, 

Bych umył od nich ręce, nie chcę z nimi zgody. 

Do charakterystyki narodu, wziętej z Herbersteina, dodał Bielski kilka 
własnycli rysów i szczegółów: ,, Posłuszeństwo takie u nich, gdy komu hospo- 
dar każe sobie gardło urżnąć, uczyni to wnet; gdy co namniejszego zginie, po- 
wiedzą, i wróci się; lud taki życzliwy sobie a chełpliwy, by je nabarziej kto 
poraził, rzeką, iż oni porazili". „Lud moskiewski na kupiectwo jest zdradliwy, 
chytry, wiary ani słowa nie dzierżą, popielice kretą nacierają, aby się białe zdały; 
Nowogródek takież: sobola nie ukaże, aż kiedy chmurny dzień, bobru każde- 
go poprawi skorupami zwierzchniemi włoskich orzechów i wszytkim kosma- 
tym towarem wnet okłamują; przeto się ich kupcy nie powiedzą nikomu, by 
był Moskwicin, jedno gościem" ^). 

Podobnież w rozdziale o cyganach niektóre szczegóły są niewątpliwie 
własnością Bielskiego, bo przecie nie z książek, tylko od własn3'ch się oczów 
dowiedział, że cyganki ,, praktykują białym głowam prostym, leda co mówiąc; 
gdy się nabarziej zapatrzy na nię, wtenczas lekką ręką wybierze, cokolwiek 
najdzie w mieszku, jedną ręką, a drugą kryślą po ręku, przeto w płachowiskach 
chodzą, aby pod nie snadniej ręce kryła, gdy się jej co trafi ukraść. Sami też 
mężowie rozmaitem szyderstwem się obchodzą, końmi f rymarczą, miedź pozło- 
ciwszy, żelazo posrebrzywszy, przedają, mynicę kują, wytrychy złodziejom 
kują i rozmaite igrzyska wymyślają, aby tern prace uszli, a nic nigdy nie ro- 
bili Powiedają też u nas, że im Turcy zamknęli drogę do ich krainy, to 

jest do małego Egiptu, iż ich wiary nie trzymamy, a gdy go spyta, gdzie jest 
Egipt mały, będzie plótł sam nie wie co, jako ten, który tam jako żyw nie 
był, ani wie, skąd się wziął, bo się tu porodziło to łotrostwo, u nas: jest na- 
szych dosyć miedzy imi łotrów, co też chronią się robót, aby się im tak 
zdało poczciwiej kraść, którzy sobie twarzy poczernili i włosy tym obyczajem: 
nabrawszy śnieci jęczmiennej, zbije ją z żółcią wołową, przyczyniwszy trochę 
oliwy, a tem się mażą na każdy miesiąc, a temże gryzienia od wszy i płech 

uchodzi, a na iną nędzę nie dba, kiedy nie robił Jest to z podziwieniem 

każdego mądrego człowieka, czemu te łotry wpuszczają do ziemie na granicach, 
czegoby mieli pilnie starostowie doględać, bo ci łotrowie wiele dobrych ludzi 
zamordowali potajemnie, łupiąc i wydzierając ludzkie prace, tak w nocy, jako 
we dnie, swowolnie bez żadnej pomsty, gdzie wiele ubogich ludzi, prostych 
kmieci, przez nie wzięło wielką szkodę i, strzegąc się ich każdej godziny, nie- 
prześpieczni są w nocy na gardlech i na statkach swoich, gdy je w ziemi 
czują". 

Jak o Cyganach, tak i o Żydach niejednej wiadomości dostarczyły 
Bielskiemu nie książki, lecz bądź to opowiadania ludzi, od których, jak sam 
wyznaje, ,, pilnie się wywiadował", bądź też własna obserwacya. Źródłem 
,, plotek", to jest legend talmudycznych, których kilka przytacza, są niewąt- 
pliwie książki łacińskie, o czem świadczy nawet styl tych ustępów, tu i ow- 
dzie wyraźnie zarywający stylem łacińskim, ale, aby opowiedzieć o ,,błazeń- 
skich obyczajach'' i „szaleństwach żydowskich", nie trzeba się było po mą- 



- 71 — 

drość do książek udawać: wystarczyło zapytać ,,krzczonych Żydów" albo się 
im samemu przyjrzeć. A jest tycli rysów obyczajowych niemało. 

,, Nożem szczyrbatym nic żywego nie rzeże; gdy się kładzie, strzeże tego, 
aby pierwej nóg nie położył, niż głowy, takież, gdy wstawa, boi się, by koszulo 
na nice nie oblókł; gdy wynidzie, czapki nie zejmie, a jeśli mu ją kto strąci 
z głowy, tak długo rękę będzie na głowie dzierżał, aż czapki dostanie. W piąt- 
ki w jedne godzinę wszyscy jedzą; bo jeden chodzi od domu do domu, tłukąc 
kijcem we drzwi, wołając: Żyd fis. To wszyscy zastawiają panwie na ryby 
i w piątek nawarzą, co w sobotę mają jeść. Mają swe czasy, zową święta 
do roku, co w nie napoły szaleją. Kwietnia księżyca czynią Porrym na 
pamiątkę Hester,.... w ten czas się spiją. W tenże czas i w Wielkęnoc 
sprawują baranka, jedzą prędko na trepkach, w koszulach, z kijmi. Sier- 
pnia zasię dzieci ich wynidą przed miasto z kordy, z mieczmi. rohatynami 
drewnianemi i będą szermować z sobą i szturmować ku miastu, na pamiątkę 

oblężenia Jeruzalem od Tj-tusa Dobytka sami nie rzężą, jedno rabiejo- 

wie ich, a któremu bydlęciu przyroście żyłka do serca, albo gdy się mu zrostą 
płuce, zową to oni trefe, nie jedzą go sami, jedno przedadzą. Takież poślad- 
ków nie jedzą, aż żyły suche z niego wybierze, przeto je przedają, iż wiole 
mięsa popsuje, wyrzazując żyły; ze krwą żadnego mięsa nie jedzą, ani gdy 
kto inszy rzeże, niż rabiej ich, albo, któreby wilk albo pies zajadł, nie jedzą. 
Takież i nabiały, tylko co sami sprawują, i wino, co sami prasują, piją. Ryby 
żadnej nie jedzą, która łuski niema, jako węgorz, śliż, ninóg, piskorz, takież 
ptaka, który na zad tak długi paznogieć ma u nogi, jako na przodku, jako 
jastrząb, kania, orzeł. Miedzy bydlęty, które nie ma rozpadłych kopyt, nie 
jedzą, jako konia, łosia, wielbłąda, zająca, świniny nie jedzą ani żadnego 
zwierzęcia, którego sami nie zarzeżą. Śluby gdy bierają z żonami, tak się 
zachowują. Tej dziewce, która idzie za mąż, nie dadzą jej nic jeść swemi 
usty do trzeciego dnia. wszakże, aby nie zemdlała, która jej nabliższa w rodzie, 
ta jej będzie mięso zwała a kładła w usta jej, aby tylko połykała, a nie zwała 
zębami. A gdy ją wiodą ku ślubu dwie jej przyrodzone, zasłonią jej twarz 
i oczy i także ją około jego będą wkoło wodzić dziewięć razów, a on będzie 
stał na kobiercu, śpiewając, dadzą mu list od niej i onej od niego. Po ślubie 
oczy jej odkryją, a gdy idą z cerkwie, będzie go chwytała za podołek, a on 
się jej umyka, jeśli go uchwyci, za znak to sobie mają wiernej miłości; na we- 
selu tańcują, na pokładzinach nowożenia ma objawić, jeśli już dosyć uczynił 
temu, o co się zawiódł, tedy będą wszyscy śpiewać nie bardzo poczesne pie- 
śni. A gdy się której trafi, iż jej mąż umrze bez płodu, winien ją pojąć nie- 
boszczyków brat rodzony albo nabliższy w rodzie. Jeśli nie będzie chciał, 
ma jej wydzierżeć stos, to jest da mu w gębę trzewikiem, zjąwszy z lewej 
nogi, by też był i kowany trzewik, a rzecze: Bodaj się chłopem nie rodził. Po- 
tem będzie jej winien dać list rozwodu, iż może za inego iść. Po porodzeniu 
i wywodzinach Żydówki muszą wskoczyć w zimną wodę, by był nawiętszy 
mróz". 

,, Strzegą tego pilnie, aby inszym nożem krajał mięso, a innym ser, a to 
dla onych słów, które napisał Mojżesz:... Nie warz koźlęcia w mleku matki 
jego. Takież to u nich przeklęta rzecz, gdy widzą kmiotka, a on zaprzęże 
woły przed konie albo konie przed woły, mówiąc, iż wół żuje zawżdy, koń 



— 72 — 

mnima, by co jadł, tedy ciężko sercu jego; z nożem oni dfJej nie idą z domu, 
jedno póki powróz zawloką starszy ich". ..Ten lud na świecie jeden taki jest, 
który tego pilnie strzeże, aby się ich obyczaje nie zgadzały z obyczajem ine- 
go narodu, nikomu inemu niczego dobrego nie życząc, jedno sami sobie; 
każdy u nich iny człowiek nieczysty, każdy potępiony, każdy bałwochwalca, 
tylko oni są święci; tajemnie oni z sobą żywią, dziwnie sobie sprzyjają, zwłasz- 
cza w gościnie, gdy jeden do drugiego przyjd/Je;.... wielka to ich pociecha, 
gdy się krześcijanom źle dzieje, bo tej nadzieje wszyscy są, iż posiędą wsz}'- 
stek świat, skoro przyjdzie Mesyasz"'. Wogóle Ż^^dów Bielski nie lubi, mówiąc 
np., że, ,, aczkolwiek Żydowie są prawi potomkowie Abraamowi, ale nie uży- 
wają z nami tej obietnice" (danej nam przez Chrystusa), ,^ako pies u woza 
strzeże siana, a nie chodzi w nim'-'-] ,, udali się na wszytkie złości, które mogą 
być nagorsze wymyślone na świecie, a nawięcej na bałwochwalstwo, brzydli- 
wość i gusła; przeto je Pan Bóg rozmaitemi plagami karał i karze do tego cza- 
su, iż zawżdy byli w niewoli u pogan po wszytkim świecie". Lecz ta niechęć 
Bielskiego nie przeradza się w ślepą nienawiść ku wszystkiemu, co żydowskie 
(jak np. u Nauklera, który Żydów znieść nie może): owszem, przyznaje, że 
Żydzi mają wielkie przymioty, np. miłosierdzie — ,,gdy się u nich dziecię ubo- 
gie urodzi, opatrzą je wszyscy, takież ubogie ludzi swoje zakładają" (wspie- 
rają) — , a nadto nie wierzy ślepo wszystkim plotkom ludzkim, mówiąc otwar- 
cie, że, ,,co się tycze tego, aby oni mieli pijać krew krześcijańską, którą z dzie- 
ci niewinnych wypuszczają, jako naszy mienią, tegom się za pewne nie mógł 
wywiedzieć, a tom się tego pilnie ivywiadoivał od hrzczonych Żydów, ani o Bo- 
żem Ciele, aby je oni mieli kupować u krześcijan, gdyż trudno poznać, jeśli 
opłatek poświęcony albo niepoświęcony. Ale to jest u nich, iż dziecię kupują 
radzi tajemnie, nie dla jakiej męki albo krwie, ale je przedają do Turek drogo, 
jako mi potoiadał jeden Ormianin, iż się był z niemi Żydowi przewrócił wóz 
u przewozu nad Dunajem, gdy z prumu występował". 

To byłyby już wszystkie własne wiadomości Bielskiego. Poza tern „Kro- 
nika świata" jest kompilacyą, zlepioną z różnych i różnej wartości książek ła- 
cińskich, a po części czeskich; zważywszy zaś, że książki te, z nieliczn^^mi 
wyjątkami (Slejdanus, Herberstein), posiadają także charakter kompilacyjny, 
dojdziemy do wniosku, że ,, Kronika świata" Bielskiego jest kompilacyą, 
sklejoną przeważnie z kompilacyi. 



VI. 

Lecz każda kompilacyą może być sumienną, a może być niesumienną, 
krytyczną i niekrytyczną, jednolitą i niejednolitą, słowem może być dobrą, 
a może być i złą. 

Jakąż jest kompilacyą Bielskiego? Czy przedewszystkiem sumiennie 
obchodzi się autor ze swemi źródłami, czy ich czasem dowolnie nie przei- 
nacza? 

Na ogół biorąc, trzyma się ich wiernie i, co najwyżej, w drobiazgach 
pozwala sobie na pewne zmiany czy uzupełnienia, bardzo niewinne zresztą. 
Eneasz Sylwiusz np., opisując obrządki, towarzyszące wyborowi księcia 



— 73 — 

w Karyntyi, mówi, że po prawej stronie chłopa stoi czarna krowa, a po lewej 
klacz: Bielski dodaje klaczy konia, a czarnej krowie — wołu. (ieorgiewicz 
opowiada, że Turcy na uroczystość obrzezania zabijają wołu, wołu nadziewa- 
ją baranem, a barana kurą: Bielski dodaje kurze koguta. Podol)nych przy- 
kładów możnaby przytoczyć więcej. Ale to drobiazgi. 

Są i niedokładności; czasem płyną one z niezrozumienia tekstu, a raczej 
pojedynczego wyrazu łacińskiego. Sylwiusz np. pisze: Non longe ah oppido 
sandr Viti in valle spaciosa^ a Bielski za nim: ,,Blizko kościoła ś. Wita w wa- 
le" (!). Już to wogóle nie szczęściło mu się z wyrazem rallis^ którego wyra- 
źnie od rallum odróżnić nie mógł; spostrzegł to nawet jakiś czytelnik współ- 
czesny, który, zdziwiony zapewnieniem Bielskiego, że ,,nalazł Neemiasz ten 
ogień, który był Jeremiasz zachował w wale", dopisał atramentem na mar- 
ginesie: ,,/?i valle^ stary ośle!" Czasem znów źródłem niedokładności jest nie- 
uwaga. Tak np. Jakub z Bergamo wylicza cztery rzeki, płynące w raju: 
Fizon czyli Ganges, Gion czyli drugi Nil, Tygrys i Eufrates; Bielski pominął 
Gion czyli drugi Nil, a jednak wypadło mu cztery rzeki, bo z Fizonu czyli 
Gangesu zrobił dwie: Fizon i Ganges. Ale i to drobnostki. 

Gorzej jest z chronologią. Wprawdzie, za niektóre błędy odpowiada 
z pewnością zecer, nie autor, ale nie brak takich, za które tylko autor odpo- 
wiedzialność wobec czytelników ponosi, płyną zaś te błędy stąd, że Bielski, 
idąc prawdopodobnie śladami Miechowity, zbija czasem (podobnie jak Kro- 
mer) kilka wypadków, o których jego źródła mówią pod różnemi datami, 
w jedną całość, lecz, sprzeniewierzając się metodzie Miechowity, zapomina da- 
tę późniejszego wypadku przesunąć. Tak np. Hajek pisze pod rokiem 1132, 
że książę Sobiesław wtargnął do Polski, spustoszył Śląsk i powrócił, obciążo- 
ny sowitym łupem, a pod rokiem następnym, 1133, mówi, że Sobiesław po- 
wtórnie najechał ziemię polską i trzysta wsi obrócił w węgiel i popiół; tym- 
czasem Bielski łączy te dwa wypadki w jeden, a zapisuje go pod datą 1125, 
już bowiem pod tym rokiem zaczął mówić o Sobiesławie: „Tenże to Sobie- 
sław, zapomniawszy dobrodziejstwa, które mu polscy panowie z królem czy- 
nili, wtargnął do Śląska i do Polski, a wiele szkody podziałał, to jest nakradł 
się dosyć, abowiem wtenczas król Bolesław miał z sobą co czynić w Rusi, 
a on około Krakowa trzysta wsi wybrał i popalił". Albo jeszcze. O tem, że 
Kazimierz Odnowiciel zobowiązał się Brzetysławowi ,,płat dawać każdy rok, 
aby go niechał w pokoju". Bielski opowiada pod rokiem 1039, Hajek, zgodnie 
z rzeczywistością, pod rokiem 1054. 

Czasem taka „metoda" Bielskiego płata jego kronice zabawne figle. 
Nauclerus pisze, że ,,roku od stworzenia świata 3539... po śmierci Ju- 
dy nastąpił Fares", poczem, w tymże rozdziale (to jest w tejże generacyi) mó- 
wi o Saturnie; Bielski, zapewne „folgując krótkości" (jak mawiał), Faresa po- 
mija, ale datę zostawia, i tym sposobem dowiaduje się czytelnik, że „lata od 
stworzenia wszech rzeczy 3539 Saturnus, według poetów pisania, był syn 
Uraniusa Celsusa". 

Przykłady powyższe dowodzą, że sposób, w jaki korzysta Bielski ze 
swych źródeł, jest czasem niedokładny; ale tylko czasem, bo, raz jeszcze, ob- 
chodzi się z niemi, na ogół biorąc, sumiennie i uczciwie. 

Bielski. 1^ 



— 74 — 

A nawet — zbyt uczciwie: będąc pewny, że ci historycy, z których ko- 
rzysta, są, jak to się wszyscy na to zgadzają, jedynymi, zasługującymi na bez- 
warunkową wiarogodność ^), nie śmie ich ani sprawdzać, ani krytykować. Od 
czasu do czasu budzą się w nim wprawdzie pewne wątpliwości natury kry- 
tycznej; mówiąc np. o Jazonie dodaje: ,,Ty rzeczy są wymyślone od poetów 
greckich, bo oni miary nie mieli chwale swej w pisaniu, zwłaszcza gdy co je- 
den z ich narodu ukazał osobliwego, przydali k temu wiele niepotrzebnych 
rzeczy"; a pisząc o koniu trojańskim, zaznacza: ,,Ale to są wymyślne rzeczy, 
ku przeszłej historyej nie zależą"; pominąć jednak tych niepotrzebnych i wymy- 
ślnych rzeczy nie śmie. Innym znów razem zaznaczy swą wątpliwość w ten 
sposób, że składa z siebie wszelką odpowiedzialność za to, co mówi, powołu- 
jąc się (ogólnikowo zwykle) na źródło, np. Lata 1542... ukazała się szarańcza, 
^jNiemcy pisali o nich, iż na skrzydlech miały pismo greckie"; albo: ,,Lata 
1093... temu to Bretysławowi wtóremu {jaJcoż ich Tcronilci ukazują) król pol- 
ski Włodzisław, który był po Audaksie, płacił dań wszytkę zadzierżaną, to 
jest sumę tysiąc grzywien srebra, a sześćdziesiąt złota", poczem jednak, tknię- 
ty widocznie w swojej dumie narodowej, dodaje nieśmiało: ,, Czego w polskiej 
kronice ani w innych niemasz". I jeszcze: ,,Solotureńskie miasto, jedno 
z miast wielkich szwańcarskiej zierai,... 2>owiaclają chronografi, iżby po Abraa- 
mie w kilkuset lat miało być założone", to jest: wiedz o tem, miły czytelniku, 
że to nie ja mówię, tylko chronografi, chcesz — uwierz, nie chcerz — nie 
wierz, ja przeczyć temu nie mogę, bo chronografi to ludzie mądrzy i uczeni, 
więc mówią prawdę, a ,, przeciw prawdzie rozumu nie"! 

Taką się kierując zasadą, najczęściej nie wątpi Bielski o niczem, wie- 
rząc ślepo mężom, którzy są jedynymi godnymi zaufania, a którzy np. ,,w tej 
Arabiej piszą ptaka feniksa jednego być na świecie, który, gdy przydzie ku 
sześciset i sześcidziesiąt lat, starzeje się, uczyni sobie gniazdo z kasyej, mirry, 
kadzidła, różdżek, położy się na tem i obumrze; z kości onych i z rozmaitych 
rzeczy wonności ożywię: jako chrobaczek będzie napirwej, potem jako gołą- 
bek, aż gdy przydzie ku swej mierze, będzie jako orzeł, nigdy nie jada". Wie- 
rzy również Bielski, że jest w morzu „rokien ryba, po włosku raja", która 
,, człowieka, w morzu umarłego, aby zwierz morski nie pożarł, zachowywa 
i broni"; że ,,w ziemi Chynchital jest góra, na której, miedzy innymi dziwy, 
jest też rodzaj jaszczorek z cielęcemi głowami, które zo wiemy salomendry; 
tych żądny ogień nie może strawić ani żądny żywioł: tak jej w wodzie być, 
jako w ogniu; ma na sobie wełnę żółtą, maluczką a miękką, jako jedwab'; su- 
kna, które z niej działają, kiedy się czem spluska albo zmaże, do ognia je kła- 
dą na godzinę, wnet się zmazy wyprawią, będzie jako nowe". I jakże nie 
miał temu wierzyć, kiedy ,, Paweł Wenet, wielki żeglarz i gwiazdarz, pisze, 
powiadając, iż widział okiem" te salomendry? Albo jak nie miał wierzyć 
w istnienie rozmaitych ,, dziwnych" narodów, jeżeli wierzył w nie nie tylko 
taki Nauclerus, ale, co ważniejsza, święty Augustyn? To też powtarza za ni- 
mi Bielski, że, „jako rozmaitość języków świata Pan Bóg raczył rozdać na 
ziemi, tak i też i rozmaitość osób żywych nad nim mieć raczył: niektóre cu- 
dne, niektóre żadne, niektóre z dary, drugie bez darów, niektóre zdrowe, 
a drugie chore — według wolej swej, aby każdy baczył Jego moc, iż On 
wszytkiem władnie, tak na niebie, jako na ziemi i w morzu. Ten dziwny na- 



— 75 — 

ród po potopie od ludzi się niektóry wyrodził, niektórzy też od zwierząt, nie- 
którzy z morskich ryb.... Satyry, ludzie leśni, w g(')rach albo niewielkich le- 
siech bywają, nago chodzą, z zwierzem żyją, kosmaci, mowy żadnej nie mają, 
tylko, jako małpy, krzykają. Androgine są w Afryce, mają prawe piersi męż- 
cz3'zny, a lewe żeńskie. Astromi w Indyej są, nie mając żadnych ust, nie 
jedzą ani piją, tylko przez nos dychaniem żywą. Hippopodes — z nogami 
końskiemi, z głową ludzką. Neury (u Tatarów) na czas pewien w wilki się 
zamieniają. Pigmeje (u Indyan) karły są, już w piątym roku dzieci mają, 
w ósmym starzeją się, walczą z żórawiami o żywność, na kozłach i baranach 
jeżdżą... Wiele innych dziwów albo wyrodków od ludzi na świecie, zwła- 
szcza w Afryce, Indyej a Scytyej, co niektórzy z psiemi głowami, niektórzy 
bez głów, niektórzy — w piersiach gęba, a na ramieniu oczy, niektórzy o dwu 
obliczu, a wszakże, jako Augustyn święty pisze, co ich kolwiek jest podo- 
bnych człowieku, wszyscychmy od jednego Ojca poszli" ^). 

A nie tylko z nauk przyrodniczych, ale i z dziejów pełno w „Kronice 
świata" równie ciekawych wiadomości. Adam spoczywa w grobie marmuro- 
wym. Set „u ojca swego Adama przewykł naukom i pismu, przygody powie- 
dział, które na świat miały przyjść; przeto był uczynił w Syryej dwa słupy, 
jeden ceglany, drugi kamienny: dla powodzi kamienny, a dla ognia cegielny, 
by się nie skaziły, na których napisał ty przygody albo plagi, które miały 
przyjść na świat.... Ceglany się skaził, ale kamienny jeszcze i dziś stoi. A tak 
ten Set napirwej ludziom ukazał drogę ku pismu i gwiazdarskim naukom na 
świecie" ^). Potop zaczął się dnia 17 Kwietnia. Po potopie „Noego potomko- 
wie poczęli miasto murować i wieżę wysoką pod rzeką Tygrys, której w^ieże 
już było wzwyż 5174 stopni albo siążeni, a chcieli jeszcze wyższej pod same 
obłoki, aby potem od potopu byli prześpieczni. Ale Bóg, który nie mieczem 
ani ogniem albo chorobą albo jaką plagą ten ich umysł zmienił, ale ku ich 
sromocie języki im zmienił, iż jeden drugiemu nie rozumiał, gdyż przedtem 
jednym samym mówili, to jest żydowskim albo kaldejskim; od tego czasu tę 
wieżę przezwano Babel, jakoby zamieszanie, iż się ich język zamieszał, gdy z 
każdego jednego słowa siedmdziesiąt słów powstało, to jest lehem, chleb po ży- 
dowsku, każdy ji inaczej swoim językiem mianował: Syryani — lahma, Greko- 
wie — arton, 'Niemcy— hrot, Słowacy — chleb, drudzy Słowacy, jako Serbowie, 
dziś zową — Jcriich, Liwlanci — meysse, Francuzowie albo Galii —pain, Węgrzy — 
hinnert, Indowie— oAo/o, Turcy — aethmek, Wołoszy — pin, Anglia — bred'' *). 
W Arkadyi mieszkał Prometeusz, „mąż ostrego rozumu, który lud prosty 
a bałwochwalny ku chędogim obj^-czajom przywiódł. Ten na wysokiej górze 
Kankazus (!) mieszkając, astrologią, to jest bieg nieba i gwiazd, wyrozumiał 
i Asyryany nauczył. Ten i ogień z krzemienia wynalazł, jako pisze Plinius. 
Był też w Arkadyej Atlas, człowiek wysokiego rozumu, który astronomią, to 
jest bieg spraw niebieskich, wynalazł i Greki nauczył; dlatego malują go z nie- 
bem, a on je nosi". „Kościół w Efezie w Grecyej, bogini Dyanie poświęcony, 
niezmiernej wielkości,... Amazones napierwej założyły". 

Wierzy Bielski ślepo i w różne cuda, powtarzając np. za kroniką węgier- 
ską, że w roku 1074 po śmierci króla Ładzisława „wiele się cudów działo,.... 
sam wóz bez koni szedł aż do Waradzina", albo pisząc, że papież „Sylwester 
wtóry.... pytał czarta, długoli będzie papieżem; powiedział: skoro mszą ode- 



- 76 — 

czciesz w Jeruzalem; pocztorzoch latach czcił mszą u S, Krzyża, gdzie zową 
Jeruzalem; skoro po mszy wpadł w niemoc, obaczył śmierć swoje". Przyjmuje 
na wiarę i dziwaczne etymologie, od który cli roją się współczesne kroniki, np. 
Nauklera, który tak tłumaczy nazwę Szwajcarów „Poszli Sasi w góry alpejskie 
i mówią: Hie wollent wir swHten, to jest, tutaj chcemy się pocić czyli w pocie 
czoła strzedz granic, od którego to wyrazu saskiego switten albo alemańskiego 
schioitzen, nazwano ich Switzer albo 8cliivHzer'^ . Powtarza więc Bielski za swe- 
mi źródłami, że, ,,gdy tak posiadali Tracyą, wezwani są od Traków Trucy, 
przesadziwszy dwie słowce, tedy — Turcy^'. Ulisses zabłądził na półwysep pire- 
nejski, ,,tam założył miasto od swego imienia Ulissybona, które i dziś tak zową". 

W kronice polskiej mówi za Miechowitą, że Henryk Brodaty ,,z namowy 
swej żony, ś. Edwigi, klasztor panieński założył w Trzebnicy w Śląsku, trzy 
mile od Wrocsławia, do którego kupił imienia za pięćdziesiąt tysiąc złotych; 
lata 1203 napierwej z Niemiec przywiódł do niego panny z Bamberku, z któ- 
rych była pierwszą ksienią Petrusya albo Petrusa Niemkini,... a gdy pytał 
Henryk ksieniej Petrusze, trzebali więcej czego do khisztora, odpowiedziała 
zniemiecka: trzeba nic. Stądże przezwano Trzebnica miasteczko, gdzie ten kla- 
sztor jest". 

Oto kilka przykładów naiwnej łatwowierności Bielskiego, wobec której 
o jakimkolwiek krytycyzmie w ;,Kronice świata" nawet mowy być nie może. 
Prawda, że większość kronik owoczesnych grzeszy taką samą łatwowiernością, 
ale, bądź cobądź, sceptycyzm zaczął już robić swoje. Kromer mówi wprawdzie 
jeszcze o cielętach z ludzkiemi głowami, o przybyciu aniołÓAv do Piasta, przy- 
tacza głosy czartowskie, które się odzywały do Zawiszy, biskupa krakowskie- 
go, ale pomija już np. cudowne widzenia senne, nie powtarza już baśni, żo 
czart spętał Łukasza Słupeckiego, gdy ten nie chciał płacić dziesięciny; słowem, 
Kromer otrząsa się powoli ze średniowieczczyzny; Bielski tymczasem siedzi 
w niej jeszcze po same uszy. W kronice polskiej będzie już nieco krytyczniej - 
szy, wątpliwości będą częstsze i przemówią silniej, ale w ,,Kronice świata" jest 
Bielski jednem z tych małych dzieci, o których mówi Marcin Kwiatkowski 
w swoich „Książeczkach rozkosznych o poczciwem wychowaniu dziatek", że 
„są wielcy dowiarkowie, abowiem z niedostatku doświadczenia wszystko, co- 
kolwiek słyszą, wierzą być rzecz prawdziwą". 

Idźmy dalej. Czy umiał Bielski opracować swą kompilacyę jednolicie? 
Wystarcza choćby pobieżnie przejrzeć „Kronikę świata", aby się przekonać, 
że niema w niej jednolitości ani w metodzie, ani w rozmiarach poszczegól- 
nych części. 

Co do metody, trzy pierwsze księgi opracowane są synchronistycznie, ale 
dalsze opowiadają historyę kilku narodów poszczególnie, kiedy tymczasem 
i Jakub z Bergamo i Nauclerus iCarion i Sabellicus dla żadnego narodu, nawet 
ojczystego, nie czynią wyjątku, stosując na całym obszarze dziejów metodę 
synchronistyczną. Pod tym względem Bielski wzorował się raczej na Schedlu, 
który przy końcu swej kroniki umieszcza rozmaite dodatki, np. „O królestwie 
polskiem i jego początkach", „O Krakowie, mieście stołecznem Sarmacyi", 
,,0 dziejach węgierskich", „O Wałachach", ,,0 Turkach", ,,0 zdobyciu Kon- 
stantynopola". Tylko, że w dziele Bielskiego tych dodatków jest więcej, i są 
one bez porównania obszerniejsze, odchodzą na nie bowiem — wszystkie pozo- 



— 77 — 

stafo księgi. Lecz zarzutu nie będziemy z togo Bielskiemu czynili: miał on nie- 
wątpliwie swojo zamiary, wiedział, że, nie mówiąc już o własnym narodzie, są 
jeszcze inne, których losy jogo czytelników szczególnie obchodzić będą: Czesi, 
Ruś, Węgrzy, Turc}'; więc wyodrębnił ich dzieje, nie włączył ich do ogólnego 
systemu, pomijając prawie wszystko, co pisały o nich znane mu kroniki świata, 
bo wolał się oprzeć na kronikach specyalnych. Że i nowemu światu osobną 
poświęcił księgę, to także zupełnie zrozumiałe: wielkie odkrycia morskie zbyt 
wielką budziły ciekawość, iżby je można było zbyć wzmianką kronikarską 
w szeregu innych wypadków (albo zupełnie je pominąć, jak Nauclerus); więc 
niejednolitość w opracowaniu tej księgi a trzech pierwszych jest w zupełności 
usprawiedliwiona. To samo— co do kosmograhi: umieszczenie jej w osobnej 
księdze zasługuje na uznanie, przez to bowiem uniknął Bielski w innych księ- 
gach plątaniny wiadomości historycznych i geograficznych, która tak szpeci 
np. dzieło Schedla; szkoda tylko, że nie uniknął jej w samej kosmografii, która 
wygląda prawdziwie jak groch z kapustą; wprawdzie, głównym winowajcą 
tej plątaniny jest nie Bielski, tylko Munster, ale otóż to właśnie, że, poświęca- 
jąc wziętemu z jego „Kosmografii powszechnej" materyałowi geograficznemu 
księgę osobną, można było cały materyał historyczny przenieść do ksiąg, wy- 
łącznie historyi poświęconych: Likurg np. ze swem mądrem prawodawstwem 
nicby na tom nie stracił, gdyby się był cały znalazł w kronice Grecyi, to jest 
w księdze pierwszej, nie zaś w połowie tu, w połowie tam. 

Jeżeli jednak brak jednolitości w opracowaniu poszczególnych części 
,, Kroniki świata" da się nie tylko wytłumaczyć, ale i usprawiedliwić, to tru- 
dno natomiast wybaczyć Bielskiemu niejednolitość w chronologii. Mniejsza 
o to, że w czasach przedchrześcijańskich, wśród różnych systemów, wiernie 
skopiowanych ze źróileł, panują dwa główne, niejeden, że raz liczy Bielski 
lata od stworzenia świata drugi raz — wstecz, od Narodzenia Chrystusa Ale 
dla czego w kronice czasów pochrześcijańskich nie sprow^adził chronologii do 
jednego mianownika? dla czego mianowicie w kronice Rusi podaje ni stąd 
ni zowąd daty od stworzenia świata, kiedy w innych księgach liczy lata od 
Chrystusa? Odpowiedź łatwa: jak zawsze, tak i tutaj jest Bielski na łasce 
swego źródła, w księdze o Rusi — Herbersteina, i tylko rok śmierci Iwana lU, 
u Herbersteina 7014, zamienia na 1505. Mówiąc nawiasem, chronologia Her- 
Ijersteina kłóci się straszliwie z chronologią Cariona, której czasem trzyma 
się Bielski, powtarzając za nim, że od stworzenia świata do Chrystusa upły- 
nęło lat cztery tysiące, a od Chr3'stusa do końca świata upłynie lat dwa ty- 
siące; gdyby więc zechciał policzyć, doszedłby do wniosku, że Iwan III unuirł, 
według Cariona, nie w roku 1505, ale w 3014 po Chrystusie, to jest w ro- 
ku 1014... po skończeniu świata. Ale on nie bawił się w obliczenia, wierząc 
ślepo ,, powagom", i w kronice czeskiej np., idąc za Hajkiem, umieścił Lecha 
i Czecha w wieku siódmym, a w polskiej, trzymając się Wapowskiego, — 
w szóstym ! 

Jak niejednolitą w metodzie (choć to może na żart czy ironię zakrawa 
posługiwać się tym wyrazem przy ocenie kroniki Bielskiego, któremu się z pe- 
wnością o żadnej metodzie nigdy nie śniło), jest też ,, Kronika świata", przy- 
najmniej na pierwszy rzut oka, bardzo nierównomierną w rozmiarach poszcze- 
gólnych ksiąg, części i rozdziałów, pomiędzy któremł żadnej niema proporcyi. 



— 78 — 

Histoiya biblijna np., traktowana obszernie aż do rozwlekłości, znajduje się 
w rażiicfj dysproporcyi z kroniką Rzymu i Grecyi, a cóż dopiero z kroniką 
średniowiecza; szczegółowy opis elckcyi Maksymiliana w rokn 1562 w kroni- 
ce czeskiej jaskrawo odbija od zwięzł;ości lat poprzednich i od... zupełnego 
milczenia o latach 1527 — 1561, a ta sama kronika czeska jest bardzo obszer- 
ną w porównaniu z króciutką kroniką Rusi, i t. d. Gzem się to tłumaczy? Po 
części znowu tem, że Bielski jest na łasce swych źródeł: łacińskie kroniki 
świata, nie W3^jmując Sabellika, najobszerniej rozwodzą się nad liistoryą bi- 
blijną (bo i one są na łasce swego źródła: Józefa Żydowina); Hajek poświęca 
kronice czeskiej cały foliant, Herberstein streszcza dzieje Rusi na kilku stro- 
niczkach. Albo cóż dziwnego, że rozmiarów liistoryi Skanderberga nie do- 
stroił Bielski do rozmiarów kroniki tureckiej, kiedy o pierwszej Barlccyusz 
napisał całą księgę, a drugą wypisał Miinster na kilkunastu kartach ? 

Lecz różnomierność źródeł to bynajmniej nie jedyna przyczyna nieró- 
wnomierności „Kroniki świata": ,, Pamiętniki" Slejdana są o wiele krótsze np. 
od kroniki Nauklera, a jednak Bielski nie pomija z nich ani jednego roku, 
skracając je o wiele mniej, aniżeli kronikę Nauklera, z której wybiera sobie nie- 
które tylko lata, np. 723 — 726 - 734 — 736 — 743 — 745 — 783 — 799; tak 
samo skacze sobie w kronice czeskiej i węgierskiej i tureckiej. Podobnież 
opisy wielkich odkryć morskich są w przekładzie łacińskim Grynaeusa bez 
żadnego porównania krótsze od oryginału czeskiego olbrzymiej kroniki Haj- 
ka, a dla czegóż w polskiem opracowaniu Bielskiego więcej zajmują miejsca, 
niż streszczenie kroniki czeskiej? Albo dla czego kronikę starożytną Nau- 
klera, wypisaną na 388 stronicach, streścił Bielski na 137 kartach, a średnio- 
wiecznej, obejmującej stronic 653, poświęcił tylko 54 listy, co, uwzględniając 
nawet przeniesienie liistoryi czeskiej, tureckiej węgierskiej, ruskiej i polskiej do 
innych ksiąg, jest rażącą dysproporcyą? Pokazuje się więc, że Bielski niejedna- 
kową stosował miarę do swych źródeł, tem więcej, że, nawet w obrębie jednego 
i tego samego źródła, niektóre ustępy streszczał krótko, niektóre obszernie, jedne 
pomijał zupełnie, a inne dosłownie tłumaczył. I oto dochodzimy do najważ- 
niejszego względu, który koniecznie trzeba mieć na uwadze przy ocenie „Kro- 
niki świata", jako kompilacyi, — do kwestyi wyboru materyału ze źródeł. 



VII. 

Sam Bielski w przedmowie do pierwszego wydania kroniki mówi, że 
,,z rozmaitych kosmografów i historyków" wybierał tylko „grimłoivm'ejs2e 
a potrzebniejsze części^^. Któreż części poczytywał za gruntowniej sze a po- 
trzebniejsze? Niechaj on sam odpowiada. 

Oto w jego wykładzie historya Grecyi. „Lata od stworzenia wszech 
rzeczy 3539" Saturnus okaleczył ojca ,,Uraniusa Celsusa, którego zwali nie- 
bem": to początek historyi Grecyi, po którym następuje genealogia bogów 
i ich „opisanie", zwłaszcza Apollona, a raczej ApoUonów, ,, którzy byli trzej": 
„jeden był lekarzem znamienitym" i ,,gądł na lutni, którą miał od Merkuryu- 
sza"; „wtóry, Delius,... umiał praktykę gwiazdarską, a snadź dyabelską"; 
„trzeci, pasterski, od Cerery syn, tego też pasterze za jednego pomocnika 



— 79 — 

mieli do bydła, tego to psi ujedli". Minerwa była tylko jedna, ale za to mia- 
ła trzy imiona: ,, Minerwa Tritonia zmysłu wielkiego była nad ludzi nalezio- 
na u jeziora Tritona, przeto rzeczona Tritonia; rzeczona też Pallas od wyspu 
Palantu, bo tam była wychowana; rzeczona też Bellonia, iż zal)iła giganta 
okrutnego". 

Po bogach — ludzie. ,,Lata przed Narodzeniem Pańskiem 1540" pano- 
wał „Deukalion, król tessalicki", o którym ,,poetowie wymyślnie pisali, przy- 
czytając mu to, iż on znowu" (po powodzi) ,, naród ludzki wGrecyej odnowił"; 
,, Prometeusz też, będąc ostrego rozumu, napirwej olirazy wymyślił, z gliny 
tworzone, które tak misternie przyprawiał, iż się ruszały"; ,, Atlas, Promete- 
uszów brat (drudzy piszą, iż syn), Maje ociec, tych czasów był znamienitym 
astronomem, przeto poetowie pisali o nim, iż podpierał niebo ramiony". ,, La- 
ta przed Narodzeniem Pańskiem 1240" żył ,,Dedalus, cieśla misterny", który 
siostrzeńca swego, Pardixa, ,, zepchnął z wieże (aby nadeń nie miał), wszakże 
się nie zabił; przeto poetowie wymyślili, iż się w kuropatwę przemienił i prze- 
zwali go tak". 

Współcześnie ,,Wulkanus, kowal misterny bogów, brat Jowiszów, uro- 
dził się szpetny a chromy, dla czego matka jego zaniosła go na wysep Lemnos, 
aby tam zginął; a gdy tam od małpy był wychowań, nauczył się misternej ro- 
boty kowalskiej". Potem walczyli bogowie z gigantami, wygrali wojnę i za- 
częli panować; rozpowszechniły się różne ,, sprośne modlarstwa", których ,, pi- 
szą b3''ć początkiem króla kreteńskiego", i trwały aż do czasu, ,,gdy Jowisz 
pięćkroć razów świat obszedł" i „umarł na wyspie Krecie" (na marginesie 
uwaga: „Jowisz .umarł"). „Lata przed Narodzeniem Pańskiem 1180" żyli 
„Ulixes, syn Laerta, króla z Antyochiej, Itakus rzeczony od tego wyspu", i żo- 
na jego Penelopa, która przez lata całe dotrzymała mu wierności. „Orfeus, 
muzyk albo gędziec znamienity tego czasu był w Grecyej"; kiedy grał, ,, ka- 
mienie skakało, i Lucyper w piekle mierniejszy a cichy bywał"; współcześnie 
żyli nadto: Egistus, Midas ze swojem złotem i oślemi uszami i Bellerofon, 
który „Chimerę, piekielną czarownicę, zabił". Następują krótkie wiadomości 
o ,,Rodys mieście na wysepie" i o ,, wielkim słupie,... który siedmdziesiąt miał 
siążeni na górę, z miedzi a ze złota, z rękoma i głową, jako jeden obraz"; 
o Atenach, które założył Cekrops; o Mitylenie; o Koryncie, założonym za cza- 
sów Mojżesza „od łotra jednego Zysyfa", a „niegdy wywróconym przez na- 
wałność morską, ale go potem Koryntus, Orestów syn, naprawił, a od niego 
przezwano Koryntus". 

W dalszym ciągu mówi Bielski ,,0 greckiem piśmie", które wymyślił 
Kadmus, a przy sposobności o jego siostrze, ,, pannie Europie", o jego bracie 
Feniksie, o ,, pannie Filomenie", o Herkulesie i Jazonie, , .chciwym sławy do- 
brej"; poczem bardzo szczegółowo opowiada o wojnie trojańskiej i bardzo krót- 
ko o wojnie tebańskiej, która była przed trojańską ,,mało nieco lat". Nastę- 
pują, raz jeszcze — Herkules, ,,o którym też poetowie wiele wymyślnych rze- 
czy pisali", ,,Agezylaus, lacedcmoński król szósty w Grecyej", Kodrus, „którego 
też Augustyn ś. figuruje Panu Krystusowi". Dalej czytamy ,,0 nabożeństwie 
greckiem", które ,,było barzo sprośne; aczkolwiek byli Noego potomkowie 
i Abraamowi, zostawili naukę i rozkazanie po sobie dobre, wszakże się to po- 
tem zmieniło; albowiem ten obyczaj mieli, iż każdy, będąc w jakim smutku, 



— 80 — 

niemocy albo przeciwności, wnet sobie bożka wymyślił leda jakiego, którego 
chwalił i polecał się mu w obronę, gdzie też i poeta o tern pisze: Primus in orhe 
deos fecfł trmor^ to jest, bojaźu napirwej poczyniła bogi na świecie". Po 
wzmiance o Homerze i Hezyodzie — kilka słów o wojnach messeńskich: ,,La- 
cedemon, miasto wielkie w Grecyej, miało króla Alkamene, po którego śmierci 
wiedli walkę dziesięć lat z Messeńskimi, a w tych dziesiąci lat często byli upo- 
minani od żon swoich, aby do domu przyjechali; a gdy się im tego nie godziło 
uczynić, dopuścili tego dziewkom swoim, aby się doma chowały z młodzień- 
cy pospolicie dla zagubienia potomstwa; z tej przyczyny potem Lacederaon 
zwali Sparta, a lud Spartani, to jest po naszemu bękarci". Współcześnie żył 
,,Archilochus poeta... w Lacedemonie, ale dla grubego a niewstydliwego pi- 
sania od nich wygnan. Aristodemus muzj^k też był tego czasu w Grecyej, 
który powiedał duszę człowieczą nic inego nie być, jedno harmonią, to jest 
śpiewanie wdzięczne". 

Wojny perskie zbyte... w kilkunastu wierszach: za Daryusza Grecy 
„miasto Sardys zborzyli", wojsko Daryusza pobił Milcyades (prawdopodobnie 
pod Maratonem), wojsko Kserksesa — Temistokles pod Salaminą, nadto od- 
nieśli Grecy zwycięstwo nad Mardoniuszem (prawdopodobnie pod Platejami); 
o Termopilach — ani jednego słowa, ale za to dowiadujemy się, że, Kserkses 
,,gdy się miał z wojskiem ruszać, świerzopa zająca urodziła". ,, Wiele dziw- 
nych a rozmaitych rzeczy historykowie o walkach greckich a perskich, które 
tu opuszczam, folgując krótkości, pisali". Nieco więcej miejsca (niecałą stro- 
nicę) poświęca Bielski ,,wnętrznym walkom greckim", to jest wojnie pelopo- 
neskiej, poczem mówi ,,0 mędrcach": Tales, Pitagoras, Solon, Sokrates, ,,ten 
pod Artakserksem Longimanem zginął w więzieniu; Arystoteles, ten był leka- 
rzem u Amintasa, króla macedońskiego; Ipokras, ten uzdrowił Perdykę, kró- 
la macedońskiego. Tych wszytkich i inych wiele mędrców żywoty wyłoży- 
łem po polsku dawno, i są drukowane", co nie przeszkadza, że rozwodzi się 
nad nimi szerzej, niż nad wojną peloponeską, zwłaszcza nad żywotem Likur- 
ga, ,,lacedemońskiego książęcia". Dalej — króciutko o ,, Początku Francu- 
zów" i szczegółowo — o .jmonarchii trzeciej greckiej", to jest ,,0 rodzaju Ale- 
ksandra Wielkiego, króla macedońskiego" i jego historyi, naszpikowanej bre- 
dniami z Aleksandreidy: o Nektanebie, o tem, jak się Aleksander ,, wpuszczał 
w morze w śklanej skrzyni, chcąc wiedzieć morską głębokość", i t. p. ,, Roz- 
dział królestw po Aleksandrowej śmierci" i rzecz ,,0 Arystotelesie i o inych 
mędrcach" kończą historyę Grecy i. 

Za taki zaś jej wykład spada odpowiedzialność wyłącznie na Bielskiego. 
Nauclerus bowiem, który jest głównem jego źródłem, wyłożył ją inaczej: nie 
żałując miejsca dla podań bajecznych i anegdot, nie szczędził go i dla ważnych 
wypadków historycznych; wprawdzie wojny messeńskie zbył w kilku wier- 
szach (które Bielski dosłownie przetłumaczył), ale np. o wojnach perskich, 
zwłaszcza o wyprawie Kserksesa, opowiedział bardzo szczegółowo. Bielski 
tymczasem na podania bajeczne i anegdot}^ o wiele pilniejszą zwraca uwagę, 
niż na wypadki histor^^czne, które poczytywał widocznie za rzeczy mniej „grun- 
towne" i mniej „potrzebne". 

Historya Rzymu zapowiada się z początku lepiej: rozdziały o królach 
i o pierwszych czasach rzeczj^pospolitej są niemal dosłownem tłumaczeniem 



— 81 — 

z Nauklera, ale potem znowu zaczyna Bielski już tylko wybierać „gruntow- 
niejsze a potrzebniejsze" części", wybiera zaś tak, że o bitwie pod Kannami nie 
mówi ani słowa, podbój Grecyi zbywa milczeniom, spisek Katyliny — krót- 
ką wzmianką, mowy Cycerona — znów milczeniem, pomimo że Nauclerus 
o wszystkiem mówi szczegółowo, i t. d. 

Jeszcze gorzej przedstawia się historya cesarstwa rzymskiego i Europy 
zachodniej w wiekach średnich, to jest księga druga, od pierwszej, poświęco- 
nej starożytności, przeszło dwa razy krótsza, kiedy tymczasem Nauclerus, 
wprost przeciwnie, opowiada o wiekach średnich blizko dwa razy obszerniej, 
niż o starożytnych. Tutaj więc zadanie Bielskiego było bez porównania cięż- 
sze, dokonać należytego wyboru ze źródeł było o wiele trudniej. Jakoż wi- 
doczną jest rzeczą, że ogrom materyału przytłoczył Bielskiego zupełnie, że nie 
mógł się w nim połapać. Bo i cóż się składa na tę drugą księgę? Życie 
Chrystusa i apostołów, z historyi kościelnej — krótkie wiadomości o papie- 
żach, o doktorach i ojcach kościoła (np. ,,0 wielebnym Augustynie"), o mę- 
czennikach i męczenniczkach, o herezyach; z historyi świeckiej — nadewszystko 
wzmianki o cesarzach, przeplatane krótkiemi opowiadaniami o Gotach, Wan- 
dalach, Bułgarach, o Mahomecie, o wyprawach krzyżowych. O Francyi 
i półwyspie pirenejskim — prawie nic, o Anglii — nic, pomimo że i Jakub 
z Bergamo i Nauclerus, a cóż dopiero Sabellik, mówią o niej szczegółowo. 

A i tutaj, jak w historyi starożytnej, nie odróżnia Bielski wypadków 
ważnych od nieważnych, — wszystko jest na jednym planie, np. ,,Lata 1531 
było wielkie trzęsienie ziemie w Portugaliej, tak iż w Lissybonie piętnaścieset 
domów upadło i kościoły, a potem był wielki mór; tegoż roku umarła Ludowi- 
ka, matka króla francuskiego; tegoż roku wyrzucona była na brzeg wielka 
ryba w Holandyej, którą zową balena, na dłuż 60 stóp, na szerz 30; tegoż ro- 
ku kometa stała długo, a naszy Wołochy porazili, o czem szyrzej będzie prz}'- 
kronice polskiej". Już to rozmaite dziwy rzadko kiedy pominie Bielski, za- 
pisując pilnie za swemi źródłami wiadomości o zaćmieniach słońca, kometach, 
szarańczy, ale nadewszystko (jak wszyscy za jego czasów) o potworach: ,, La- 
ta 154:2 w Niemcech, w mieście Wisenhausen, urodziło się dziecię o dwu gło- 
wach; tego też roku w księstwie witerberskiem urodziły się bliźnięta, które 
do siebie zrósł}- brzuchy, nogi i głowy osobno były". Bez porównania wię- 
cej, niż niejeden papież albo cesarz, obchodzi go ,, Zenobia, niewiasta ślachet- 
na, z królów egipskich Ptolomeusów", o której ,, piszą, iż z młodych lat swo- 
ich, chcąc zachować czystość swoje do śmierci w lesiech a pustyniach mie- 
szkała, chroniąc się z ludźmi obcowania, chodziła w grubem odzieniu, łuk 
przypasawsz}^, strzelała źwirz rozmaity, którym się żywiła". Kto był ,, Do- 
minik, XXXIV książę weneckie", tego się nie dowie czytelnik ,, Kroniki świa- 
ta"; dowie się za to, że miał on ,,za małżonkę siostrę Nicefora, cesarza grec- 
kiego, tak barzo cudną i tak rozkoszną, iż to za jeden dziw historykowie piszą; 
abowiem tak była chędoga i tak rozkoszna, iż nigdy się prostą wodą nie umy- 
wała, jedno jej musieli z rosy wodę zbierać, którą się w subtylnie udziałanej 
łaźni myła, rozmaitych ziół w nię nakładszy dla rozkosznej woniej; potrawy 
jej bywały w drobne kęsy zsiekane, których żądny ani sama ręką gołą nie do- 
tykali, jedno miała złote cewki, któremi potrawy takież picie ssała; takież 
łożnica jej była, iż Sidomona samego w tom przewyższała, który z libańskich 

bielaki. li 



cedrów rozkoszy miewał; naostatek z Bożego dopuszczenia tak śmierdziała, 
nie tylko sama, ale i jej gmach i szaty i gdzie się obróciła, iż żądny sługa nie 
mógł przy niej wytrwać; w tym smrodzie umarła". Dowiadujemy się także, 
że cesarz Tyberyusz „urzędników albo^starost nigdy nie odmieniał, dowodząc 
tego przykładem: liszką ranioną, która, leżąc na słońcu, nic odganiała much 
od rany; przyszli nad nią niektórzy, żałowali jej, mnimając, aby dla mdłości 
nie mogła much oganiać; odegnali muchy od rany, do których rzekła liszka: 
źleście mi posłużyli, abowiem ty muchy, któreście odegnali, pełne były a sta- 
ły spokojem, — głodne na ich miejsce przyjdą, gorzej będą kąsać". Cesarz 
Witelius ,, zjadał na wieczerzy dwa tysiąca ryb, a ptaków siedm tysięcy nad ino 
potrawy, acz jadł kilko raz przez dzień"; Maximinus ,, zjadał mięsa czterdzie- 
ści funtów na dzień, także i pił, przeto był wielkiej urody i śmiałości"; Bazyli 
Macedoński — ,,tego zabił jeleń rogami", to całe jego panowanie. O Karolu 
Wielkim — kilka wierszy, ale na anegdoty o Mahomecie znalazło się miej- 
sca dużo. Słowem, i tutaj pierwiastek anegdotyczny ma ogromną przewagę 
nad ściśle historycznym. 

To samo • — w pierwszej części kroniki węgierskiej. O założycielu dy- 
nastyi, Arpadzie, ani jednego słowa nie mówi Bielski, pomimo że nie zapo- 
mnieli o nim, naturalnie, ani Bonfiniusz, ani Riccio, nie pomija natomiast 
ani anegdoty o Gejzie, ojcu ś. Stefana, ani np. o Kakanie (którego Rej 
w ,, Zwierzyńcu" Kakarnem nazywa): ,,Była też tam i królowa z małemi 
dziećmi i z dziewką swą, która, gdy ujrzała z muru Kakana, męża krasnego, 
gładkiego i surowego, a on wojska swoje na koniu objeździ, szykując je ku 
szturmu, posłała do niego: chceli ją poznać za żonę, spuści mu miasto i wszyt- 
ko państwo Gizulfowe, aż dorostą synowie. On rozkazał do niej, iż chce to 
rad uczynić. Ona uwierzyła, przyjechała do niego na glejcie za jego ślubo- 
wanim, miasto i dzieci w moc mu dała, nie wiedząc węgierskiej chytrości. On 
miasto wziął i zburzył, skarby pobrał, królową Romildę na pal wbił, dziewkę 
jej wziął, na swą wolą chciał obrócić, ale mać jej przedtem, bojąc się, aby jej 
nie wolał, niż królowej, rozdarła dwoje kurcząt, włożyła jej pod piersi i przy- 
wiązała, tak iż, gdy się ono zagrzało, śmierdziało. Kakana gdy od niej 
smród zaleciał, wzgardził ją, i wszytcy się ją brzydzili; kazał ją wypuścić, ab}- 
szła spokojem do swoich, a tak była zachowana od posromocenia". 

Księgę Hajka, składającą się z •17'i kart, wtłoczył Bielski w kart jedena- 
ście, opuszczając z niej często najgruntowniejsze i najpotrzebniejsze części, 
mówiąc natomiast szczegółowo o Czechu i Lechu, o Libuszy, o przebieglej 
Sarce, o ,,Właście chytrej", która ,, wszytki.... nauki i wieszczby umiała; ze- 
brawszy się z innemi pannami uczyniły sjem taki, jakoby mężczyznom nad 
sobą nie dały panować, ponieważ ony są bieglej sze i trzeźwiej sze w sprawach, 
wieszczbach i w innych rzeczach, niż mężowie". Obszerne opowiadanie Haj- 
ka o zatargu Polski z Czechami za Brzetysława I streszcza Bielski w kilku 
słowach, walkę Brzetysława z Henrykiem HI pomija zupełnie, lecz nie żałuje 
miejsca, aby opowiedzieć, że ,,lata 909 Borzywoj, który był sobie obrał ku 
mieszkaniu państwo Tetińskie, jednego czasu z czeladzią jechał dla kroto- 
file na łów. Będąc w puszczy daleko, nadjechał łanią, którą postrzelił z łuku, 
a ona poczęła uciekać. Ody się puścił za nią, przywiodła go pod jedne wiel- 
ką skałę, z której woda ciekła, poczęła oną wodą psy parzyć. On, zsiadszy 



] 



— 83 - 

z konia, zabił ją rohatyną, z której nad przyrodzeniu mleko ciekło, aż s\ą 
wszytcy dziwowali. Po małej chwili wynidzie jeden mąż straszliwej postawy 
(bo był obrósł) i rzekł: czemuś mi moje zwierzątko zabił? Polękli się wszyt- 
cy. Rzekł Borzywoj: aza twoje było? Rzekł: moje, które mię tu już żywiło 
przez czterdzieści i dwie lecie. On go prosił, iżby mu powiedział, co tu dzia- 
ła. Powiedział, iżem jest Iwan z Karwackiej ziemie, już tu mieszkam czter- 
dzieści i dwie lecie, a żaden mię był człowiek jeszcze nie widział, jedno ty. 
Borzywoj go prosił, aby z nim jechał do jego przybytku. Powiedział, iż na 
koniu nie jeżdżę, ale tu pośli po mnie kapłana, z tym pójdę, gdzie każesz. 
Borzywoj posłał pou kapłana, przeciw któremu i z małżonką swą wyszedł. 
Tam Iwan, wysłuchawszy mszej, nie chciał nic pić ani jeść, prosił, aby na 
swoje miejsce był doprowadzeń. A gdy go miano prowadzić, wpadł w ciężką 
niemoc, iż w krótkim czasie umarł. Naleziono przy nim testament, ręką jego 
napisany, z którego porozumieli, iż był syn króla karwackiego, Gestimulus. 
Przy którego grobie wielkie cuda były". Z Wacławem I Jednookim (1230 — 
1253), najpotężniejszym pomiędzy owoczesnymi władcami słowiańskinii, zała- 
twia się Bielski krótko, pokrywając np. milczeniem jego walki z Tatarami, ale 
mówi zato o jego synu Władzisławie, który „tak był zhardział, iż nie tylko 
ludziom był hard, ale i Bogu; jednego czasu bluźnił przeciw Bogu, mucha ja- 
kaś wleciała mu w gębę, a przeszła ogonicą, za nią się krew rzuciła, iż mu jej 
żądny nie mógł ustanowić, a w tem umarł". W tejże kronice czeskiej, w któ- 
rej, „folgując krótkości", pominął tyle ważnych wypadków, nie folgował jej 
bynajmniej, kiedy opisywał uroczystości przy koronacyi Maksymiliana w Pra- 
dze i we Frankfurcie, bo czyż godziło się poskąpić czytelnikom tak ciekawych 
wiadomości, jak ta np., że w Pradze „naprzód za ludem pieszym jechało trzy 
tysiące Czechów ochędożnie, którzy między sobą mieli bębny i trębacze,.... za 
tymi szło sześć wielbłądów, na których siedzieli sześciu murzynów w tureckich 
zawojach, trzej na dudach, a trzej na surmach grając"; świta królewska ubrana 
była w tkaniny złote, uprzęż końska kapała od srebra, na szyjach książąt wi- 
siały złote łańcuchy, wozy były kryte czerwonem suknem, a strzelano i bę- 
bniono tak, „iże od brzmienia onych głosów prawie miasto drżało"; we Frank- 
furcie znów „była pośród rynku rura przyprawiona, na której stał orzeł czarny 
na jabłku królewskiem pozłocistem, na którem był herb rakuski, miał koronę 
złotą na obu głowach, z obu gąb mu wino barzo bystro szło, z jednej białe, 
z drugiej czerwone, a to wszytko w jedne skrzynię; to wino było wolno każdemu, 

ile chciał, pić; pieczono też kosztownie śród rynku wołu całego, który był 

ptactwem rozmaitem i zającmi, cielęty i jagnięty nadziany i naszpikowany'^ 

Jak kronika, tak i kosmografia rzuca obfite światło na upodobania Biel- 
skiego. Z Miinstera pomija całe rozdziały, np. o Cyprze, o Syrtach, o Macedonii, 
skraca go czasem tak, że, kiedy Munster poświęca z górą sto stronic ziemi 
włoskiej, Bielski opisuje ją na niecałych trzech stronicach. Z obszernego opi- 
su Wiednia niewiele więcej pozostało nad to, że „uczyniono dwa perlamenty, 
to jest urząd sądowych spraw"; dowiadujemy się za to o „jedn3^m dziwie", „iż 
ty rzeki, z jednego źrzódła idąc, Dunaj nie cierpi węgorzów, a w Renie ich dosyć". 
Rozdział o krainach niemieckich skrócony niemiłosiernie, ale znalazło się miej- 
sce na miasto Bingium, bo „u tego miasta prawie w pośrzodku Renu jest wie- 
ża, którą zwą Missa od takiej przygody: lata Pańskiego 914, za Ottona Wiel- 



- 84 - 

kiugo, biskup moguntyński Hatto, za którego był wielki głód na ziemi, ten, 
widząc ubogi lud głodem wielkim uciśniony, zebrał wiele ubogich do stodoły 
i zapalił je, mówiąc, iż ci nie są różni od myszy, lud jest niepożyteczny. Pan 
Bóg nie przecierpiał mu tego okrucieństwa: wnet się myszy zewsząd zebrały, 
a nań się rzuciły, chcąc go zjeść, nie dawając mu odpoczynku we dnie i w no- 
cy; on uciekł na tę wieżę, która była miedzy wodami, mając za to, aby myszy 
pływać przez Ren nie umiały, ale to nic nie pomogło, bo ony myszy i tam 
szły za nim wodą i na wieżę wbiegły, a tam go ujadły. Piszą drudzy, iż ony 
myszy nie tylko, że go zajadły, ale imię jego, na ścianach napisano, pomazały 
i wygryzły". O bogactwach kopalnych Dalmacyi, o których Munster opo- 
wiada wcale szczegółowo, Bielski nie mówi nic, ale tego nie pomija, że nieda- 
leko Dalmacyi „jest miasto nad brzegiem morskim, Apolonia, przy której jest 
góra skalista, która w sobie ma wieczny ogień, gore, płomień z siebie wymia- 
tając, a tam około góry wody gorące, wypuszczają z siebie klij, kiedy skała 
gore". I wogóle na rozmaite osobliwości zawsze się znajdzie miejsce, na Et- 
nę np., ,, która jest za jeden dziw światu, będąc pełna siarki, saletry, hałunu, 
kamienia, na swe czasy ogień straszliwy z siebie wypuszcza, mając w sobie 
otwory, jakoby kominy''; albo na wodospad reński: ,,Ren, z ciasnych gór idąc, 
gdy bywa uciśnion miedzy skałami, z wielkim szumem z wysokich skał pada 
na nizką ziemię, by działo idzie borzące; kto nie widał, przez strachu na to 
patrzeć nie może; by tam która nawa albo łódź z onych skał na ziemię upa- 
dła, w kęsyby się zdruzgała, by też z obłoków spadła". 

Ale co najwięcej zaciekawia Bielskiego w obcych krajach, to zwierzęta. 
Wprawdzie pomija z Mlinstera rozdział o lwach afrykańskich, ale nie pomija 
strusiów: „Strusowie ptacy płodzą się w Afryce, podobni głowami i szyją 
wielbłądom i takiej wielkości na wzwyż, przyrodzenia mocnego, tak iż żelazo 
trawi, latać nie może od wielkości, ale sobie pomaga skrzydły; gdy pieszki 
ucieka, trudno go ma kto ugonić, ciska też kamieniem nazad, gdy ucieka, bio- 
rąc kamienie w nogi, i prędko zabije. Pierze ma w ogonie wielkie i cudne, ale 
po sobie miękkie. Jest złej pamięci: gdy jajca zniesie samica, zagrzebie je 
w piasek ciepły, zapomni ich tam, iż się samy wylągą, potem je chowa, ale 
zwyrzuca pierwej jajca, które być rozumie niepłodne, a dla wody tedy je ogro- 
dzi piaskiem wkoło, jako murem". W tejże części świata są ,, zwierzęta jado- 
wite,... jako są lwowie, wsłoniowie, bazyliszkowie, kokodryłowie, pardowie, 
małpy, osłowie rogaci i rozmaity naród smoków, takież wężów, które całe la- 
to nie piją, bo tam wody niemasz leda gdzie, przeto są jadowite; jako piszą, 
iż tam więcej ludzi zamrze jadem zwierzęcym, niż wrzodem albo śmiercią 
przyrodzoną". W rzece Nilus ,, rodzą się kokodrilli, jadowici smocy, z jaja, 
które będzie tak wielkie, jako gęsie; uroście na dłuż 16 łokci, na grzbiecie ma 
twarde łuski, iż jej żadnem żelazem ani strzelbą nic nie uczyni, języka nie ma, 
ludzi i zwierzęta chwata, które ujrzy na brzegu rzeki". W Arabii znów jest 
,, niewymowna wielkość gołębi, bo powiadają, iż poszli rodem z tej gołębico, 
która Mahometowi rady w ucho dodawała". ,, Brzegi morza nordwejskiego, 
które są od zachodu słonecznego, czasu wiosny nieprześpieczne są tym, któ- 
rzy na morzu w okręciech jadą, bo cetus albo baleny, ryby wielkie morskie, 
tego czasu z sobą grają w nadzieję płodu; ty ryby ryczą, by lwowie, nosem 
wodę, oddychając, wzgórę wymiatają, okręt każdy przewrócą". „Phisiteres, 



- 85 — 

wielkie ryby balony, ty na głowie mają jakoby dwa kominki, którymi wodę 
wzgórę wymiatają, by grom a piorun, hucząc". 

Jeszcze obszerniej, jeszcze szczegółowiej opisuje Bielski wielkie odkrycia 
morskie i rozmaite osobliwości wysp, „nowo nalezionych", kt('>rc zaciekawiły 
go tak bardzo, że niektóre rozdziały książki Grynaeusa przetłumaczył prawie 
dosłownie, żal mu bowiem było pozbawić czytelników swoich przyjenmości 
czytania o tern np., że te krainy „ryb wielkość mają, nieprzyjaciel i nie znają 
żadnych, okrom zwierząt drapieżnych, których u nich dosyć, przeto do lasów 
nie chodzą ani zwierza łowią: owoców mają dosyć rozkosznych, naszym nic 

nie podobnych; złota, pereł, kamienia mają dosyć, ptaków dosyć, rzeki 

słodkich wód, drzewa słodkicli skór, takież suku słodkiego i inych rzeczy nie- 
wyliczonych tamten kraj w sobie ma, tak iż, jeśli raj gdzie na ziemi jest, tedy 
tam być musi". Gdzie indziej znów „pieniędzy żadnych nie mają ani kup- 
czą, w skarbiech żadnych się nie kochają, ludzkie mięsa jedzą, nawięcej nie- 
przyjacielskie; ociec kiedy się starzeje, zjedzą go synowie, takież ociec — sy- 
na"; ludzie „nago chodzą, wstydu żadnego nie mają, brwi nad oczyma farbu- 
ją rozmaitemi farbami, wargę spodnią u gęby dziurawią, w którą kamień dro- 
gi wprawują we złocie albo też kość białą rybią"; „niewiasty, acz są niewsty- 
dliwe w rzeczach przyrodzonych, wszakże nie szkarade, nago chodzą, wzrostu 
cudnego, po porodzeniu nazajutrz w wodzie się skąpie, boleści żadnej nie zna"; 
„panny... barzo piękne na wzrost, jedno czarnożółte na ciele, którym barzo 
przystało tak być"; jest też w Ameryce dziwne zwierzę: „przodek, jako u lisz- 
ki, pośladek, jako u małpy, nogi, jako u człowieka, pod brzuchem ma jako 
skrzynię, w której dzieci jej leżą". 

I wreszcie, wielką ciekawość musiały obudzić w Bielskim „plotki" 
żydowskie, to jest legendy i apokryfy talmudyczne, skoro aż kilka ich 
przytoczył. 

„Jednego czasu, gdy Helu panowała w Jeruzalem (muimam, iż ś. Hele- 
na), przyszedł Jezua Honocry, to jest Jezus Nazarański do kościoła Salomono- 
wego, nalazł na kamieniu, gdzie Arka Boża stała, karaktery napisane imienia 
wielkiego Bożego, oni zową Schemamforas; które karaktery kto przy sobie no- 
sił, a umiał się z nimi obchodzić, czynił takie cuda, jakie czynił Mojżesz. Dali 
tedy starszy onego kościoła uczynić dwa lwy miedziane, którzy tego strzegli, 
aby, jeśliby kto przepisał ony karaktery wielkiego imienia Bożego, a chciał 
je z sobą wynieść, ryknęli nań oni dwa lwowie, aż musiał upuścić onę kartkę 
i zapomnieć wszytkiego. Ale Jezus Honocry fortelem tego użył, rozprół sobie 
skórę pod kolanem, włożył tam kartkę; mocą onych karakterów wnet się zagoiło 
i nie bolało. Gdy wychodził z kościoła, obryknęli go lwowie, aż zapomniał słów 
onego imienia Bożego, ale karta z nimi została przy nim. Wyszedszy, dobył 
zasię karty, na której był Schemamforas, czynił cuda, jakie chciał, tak iż do 
niego wiele ludzi przystawało, zwłaszcza dzieci, które przed nim chadzały, 
czynięcy mu poczciwość na drodze, gdzie się jedno obrócił, a tern je zwiódł; 
gdy mu lepili ptaszki z gliny, stawiali je podle drogi, kędy szedł, a on na ony 
ptaszki skoro chuchnął, wzlatali w górę, jako żywi. Pospólstwo uwierzyło 
mówiąc: Zaprawdę, musi to być Mesyasz. Chcąc się pewniej wywiedzieć, przy- 
wiedli mu kulawego człowieka, który nigdy na nogach nie postał, takież śle- 
pego i trędowatego, uzdrowił je mocą Schemamforas. Widząc starszy naszy 



— 86 - 

zwłaszcza duchowni, poimali go i przywiedli przed Helu, która nad ten czas 
panowała nad Jeruzalem, rzekli jej: Pani miła, ten wielu ludzi zwiódł swoimi 
losv, a my go dobrze znamy, jako się urodził i czyj jest syn, a wżdy tak wiele 
przewodzi. Rzekł Honocry: Pani miła, jam jest Syn Boży, Mesyasz prawy, 
o mnie proroctwa wszytki mówili: oto Alma porodzi, a będzie syn jej wezwań 
Emanuel, to jest Pan z nami, a tak Bóg ze mną jest, a o tycli rzekł, co mię tu 
przyAviedli: błogosławiony mąż, który nie chodzi do rady złościwych etc. 
Rzekła Helu: Jestli to w waszem piśmie? Rzekli: Jest. ale się to nie nań ściąga; 
o nim napisano, Deuteronomium 18: który prorok będzie mówił przeciw Bogu, 
aby był zabit; o Mesyaszu rzeczono jest: w owych dniach, gdy przyjdzie, bę- 
dzie wyzwolou naród żydowski, czego po nim nie rozumiemy być. Posłała te- 
dy królowa Helu swoje wierne widzę z Jezusem, aby przed nimi cud uczynił, 
to jest, aby umarłego wskrzesił; i zstało się tak przed wszytkimi oczyma mo- 
cą Schemamforas. Powiedzieli to królowej. Zlękła się i rzekła: Zaprawdę to 
wielki człowiek, od Boga posłany. Pofukała Żydy i kazała im od siebie. AVy- 
szli tedy zasmuceni, a Honocry szedł do G-alilei. Potem szli do królowej star- 
szy, prosząc, aby Jezusa dała poimać, boć lud zwodzi na swą stronę i broni po- 
słuszeństwa panom rzymskim. Posłała z nimi królowa, aby go poimali, ale 
Galilejczykowie, zebrawszy się, bronili go mocą. Którym rzekł: Nie brońcie 
mię, obronić mię Ociec niebieski. Wtenczas kazał wrzucić na morze kamień 
młyński, wstąpiwszy nań, jeździł po wodzie, biorąc ryb}"- z wody, miotał na 
brzeg; brał, kto chciał. Słudzy Helu królowej powiedzieli jej to. Wezwawszy 
starszych, powiedziała im, iż bez pochyby jest to od Boga posłany człowiek. 
Wyszli zasmuceni. Posłali tedy po Judasza Skaryota, który wiedział Krystu- 
sowe tajemnice, puścili go do Kościoła, aby nawykł Schemamforas a przepisał 
sobie, abyjako mogli Krystusa zdziałać. Dali mu na to trzydzieści złotych czyr- 
wonych. A gdy tak uczynił, szli z nim w nocy poimać Krystusa. Grdy przyszli 
do ogroda, gdzie był z swymi zwolenniki, chcieli go poimać, ale im uleciał. Ka- 
zali tedy Judaszowi za nim lecieć, który, wzleciawszy, uchwycił go w pas, tak 
iż oba upadli na ziemię. Tam Jezus złamał nogę, a Judaszowi nic. Ten dzień 
kiedy się to działo, płaczą chrześcijanie cały dzień, zową to Wielkim piątkiem 
i nie jedzą do trzeciego dnia, żałując Krystusa Potem naszy starszy, poima- 
wszy go, chcieli go zawiesić na drzewie, ale go żadne strzymać nie mogło, bo 
był wszytki drzewa zaklął przez Schemamforas^ aż naleźli wielki głąb kapu- 
stny, na którym go zawiesili, bo tam w onych krainach wysoka i wielka ka- 
pusta roście. Tu się nie zgadza matactwo ich z inem pismem, bo ś. Helena 
nie była na świecie, aż we trzysta lat po umęczeniu pana Krystusa. a o Hero- 
dzie, Piłacie i o cesarzu Tyberyusie, za których Krystus umęczon, żadnej 
zminki nie czynili; albo takież, gdy mieli w mocy u siebie kościół, gdzie było 
napisano ten Schemamforas^ czemuż sobie nie mogli przezeń pomódz, gdy byli 
w ciężkiem oblężeniu od Tytusa z Wespezyanem? mógł-ci wżdy jeden albo 
kilko ich wylecieć mocą tego Schemamforasl Takież czemuż apostołowie czy- 
nili mocą Krystusa cuda, chocia nie mieli przy sobie tego Schemamforas? Ale, 
jako oni zwykli (a z przyrodzenia to mają) plotkom więcej wierzyć, niż praw- 
dziw^erau pismu, i dzisiejszy Żydowie ten obyczaj mają, iż więcej strzegą 
swych błazeńskich obyczajów, tajemnie żywąc, niż pisma Świętego, które na 
lewo obracają"'. 



Oburza się Bielski na „niegodiiość, bluźnierstwo i niepodobieustwo" plo- 
tek żydowskich, a jednak żal mu się z niemi rozstać: 

, Mizerni Żydowie nabajali też o raju w Talmucie,iż jeszcze jest na świecie, 
w którym wiele ludzi w ciele jest, a to tern dowodzą. Był jeden rabiJeosua, mąż 
święty, do któreoro przyszedł aniołśmiorci i rzekł mu: Żądaj od Bo<T;a czego, niżli 
umrzesz, a będzieć dano. Rzekł rabi: Proszę, aby mi ukaziił Gan Eden, gdzie mam 
być. Anioł go wziął i ukazał mu raj; i wydarł się angiołowi, wpadł do raju i dio- 
dził tam sobie wolno, ogledując dziwne rzeczy. Rzekł mu anioł: Wynidź stąd, 
boś przezdzięki wszedł w śmiertelnem ciele. On rzekł: Nie wynidę. Powtóre 
i potrzecie upominał go, aby wyszedł. On rabi przysiągł przez moc Bożą nie 
wynidź z tego raju. Szedł anioł, powiedział Bogu, iż przysiągł nie wynidź. 
Pan Bóg rzekł aniołowi, aby szukał w księgach żywota, jeśli przedtem Jeosua 
krzywo nieprzysięgał. Ody szukał, powiedział, iż nie przysięgał. Odpuścił mu 
to Pan Bóg, iż tam był w ciele, mówiąc: Mędrszy są synowie tego świata, niż 
synowie światłości, to jest mędrszy Żydzi, niż anieli. Chodząc po raju, ten Je- 
osua widział tam siedm gmach()w wielkich, które były na sto tysiąc mil na 
dłuż każdy z osobna, a na szerz dziesięć tysiąc mil. W pierwszym byli ci obrze- 
zańcy, którzy się z pogan nawrócili na żydowską wiarę; w wtórym byli" poku- 
tujący; w trzecim Abraam, Izaak i Jakub i wszyscy synowie Izraelowi, którzy 
wyszli z Egiptu, a pomarli na puszczy; w czwart3'^m nikt nie był jeszcze; 
w piątym Mesyasz, syn Dawidów, który ma przydź na świat, i Heliasz z Eno - 
chem; w szóstym ci byli, którzy w smutku i żałości z tego świata zeszli; 
w siódmym, którzy są pobici i potraceni mękami, takież którzy w boleściach 
pomarli". 

Z przykładów powyższych da się wyprowadzić wniosek następujący. Za 
„gruntowniej sze a potrzebniejsze części" Bielski poczyt3'wał anegdoty, poda- 
nia, różnego rodzaju dziwy i osobliwości, którym często oddawał pierwszeń- 
stwo nad wypadkami ściśle historycznymi i rzeczami ważnemi, co tłumaczy 
się naturalnie brakiem zmysłu historycznego i wogóle indywidualnością auto- 
ra, jego umysłem dziecięcym, a raczej, mówiąc ściślej, średniowiecznijni^ ro- 
dzajem jego fantazyi, ciekawej zwłaszcza tego wszystkiego, co niezwykłe i oso- 
bliwe. Innemi słowy, „Kronika świata" ma charakter anegdotyczny w więk- 
szym jeszcze stopniu, niż kroniki łacińskie i czeskie, które są jej źródłem, te 
bowiem zachowują większą równowagę pomiędzy pierwiastkiem anegdotycz- 
nym a historycznym. Ta zaś przewaga anegdotyczności w „Kronice świata" 
wraz z brakiem zmysłu historycznego, jak stanowi jedną z najgłówniejszych 
jej cech, tak jest zarazem jedną z przyczyn jej nierównomierności i braku 
proporcyi, — przyczyną nieświadomą, bo z pewnością sam autor nie zdawał 
sobie sprawy, dla czego anegdoty poczytuje za „ gruntowniej sze a potrzebniej- 
sze części". 



vm. 

Ale jest i druga przyczyna, zupełnie świadoma, mianowicie tendencya 
dydaktyczna, stanowiąca drugą wybitną cechę „Kroniki świata". Jak wszy- 
scy bowiem dawni kn^nikarze, tak i Bielski występuje w^ swem dziele jedno- 



— 88 - 

cześnie, jako historyk i jako moralista, i sam po kilkakroć wyraźnie zaznacza 
to swoje stanowisko. 

W rozdziale o bogach pogańskich powiada, że, „aczkolwiek niesłuszna 
rzecz jest święte Pismo mieszać miedzy sprośne pisanie błędów pogańskich, 
ale, aby się dosyć zstało tytułowi tych ksiąg dziejów rozmaitych od początku 
świata, musim przydać a napisać sposób szaleństwa ludzi prostych pogań- 
skich, które miedzy sobą naonczas w wiarach swoje zachowywali; ahoioiem kto 
złego nie ivie^ dobremu rozumieć nie może''. Opowiada więc o rozmaitych 
„szaleństwach" Greków, ale tuż potem oburza się na nie: ,,Co za ślepota 
onych czasów ludzkie myśli osiadała, iż stworzenie za stworzyciela chwalili, 
widząc nie tylko, by komu mieli pomódz, ale i sobie nic nie mogli pomódz; 
toli bóg nawyższy był Jupiter, co uciekał z nieba przed obrzymy z drugimi 
bogi aż do Egiptu, a jeszcze się i tam bał, aż się w zwierzę skopu przemienił"? 
I dodaje: „Karzmy się tedy cudzą przygodą, prosząc pana Boga, aby nas ta- 
Tcich błędów i potomkóio naszych raczył uchoioać'^. W podobny sposób wyra- 
ża się Bielski o Kaliguli: ,, W loojsce się urodził., o którym nie jest godno, aby 
co o nim piisano. dla jego sprosności, wszakże, aby się tego drudzy wiaro- 
wali, nieco o nim napiszę krótko"" . 

Znany to zwyczaj w literaturze średniowiecznej zarówno, jak humani- 
stycznej, że pod płaszczykiem moralizacyi często przemycano takie opowia- 
dania, które z pewnością nikogo zbudować nie mogły: dowodem kazania śre- 
dniowieczne i facecye humanistów, w których nawet pornografię ubierano 
w szaty dydaktyczne; dowodzą tego także „Żywoty filozofów". W „Kro- 
nice świata" sprosności prawie niema, nie brak za to anegdot, z których au- 
tor chce koniecznie wyprowadzić jakiś sens moralny, a kiedy sam nie może, 
zaleca to czytelnikowi. Opowiada np. znane podanie starożytne o Pandyonie 
i Fiiomeli i dodaje: „Możeć to być powieść zmyślona od poetów, ale w sobie 
ma loielkie przykłady: poruczam to każdemu na rozmyślanie rozmaite'', — 
choć licho wie, jakie to wielkie przykłady. 

A tak przy każdej sjDosobności uczy Bielski swoich czytelników. Chwali 
np. Turków, że u nich „mieszczanie przez kupne sługi orzą rolę, a dziesięcinę 
dają cesarzowi, a rzernieśnicy rzemięsłem żywą; który nie umie swema ręko- 
ma nic robić, musi głodem umrzeć albo w nędzy być", — i dodaje: Jako po- 
spolicie naszy księża albo ziemianie opili, który nie umie rękoma nic iwcząć". 

Czasem nawet, podobnie jak w kronikach Nauklera, Schedla, Sabellika, 
moralizacya w „Kronice świata" znajduje sobie ujście nie w sentencyacli 
wtrąconych, uwagach dorywczych, alluzyach przygodnych, lecz w dłuższych 
wycieczkach, jak np. na początku księgi pierwszej. Lecz najciekawszą jest 
niewątpliwie przyczepiona do opowiadania o królu Midasie wycieczka o astro- 
logii, tem ciekawsza, że, jak się zdaje, jeżeli nie w caiości, to w części samo- 
dzielnie skreślona: 

„Jestto jedno szyderstwo na świecie ta alkumia znamienite, która się 
jawnie sama w swej nikczemności wydawa, gd}^ to obiecuje dać z nauki, cze- 
go jej przyrodzenie broni, to jest, iż żadna nauka przyrodzenia swego przepo- 
módz nie może, bo musi każda za przyrodzenim postępować, a nie przyrodze- 
nie za nauką. Także każdy wiedz, iż wsz^^tki kruszce, rudy, ganki, płoki 
rzeczne, kamienie, kiezy i ine skarby ziemne mają swoje własność i wyobra- 



— 80 — 

żenię i okazują się przez swe znaki albo wietrunki, rano z ziemie wychodzące, 
czego świadomi ci, co się z tom obierają. Kiedy będziesz chciał jedno w dru- 
gie przemienić, już to będzie przeciw jego przyrodzeniu: nauka U-auu dosyć 
nie uczyni, jako oni chcą, aby było z miedzi srebro, a z srebra złoto, czego ich 
natura broni, bo osobną każde z nicli ma swoje przyrodzoną rudę i sprawę; 
gdzieby nad przyrodzenie icli nauką chciał co począć, już to będzie fałsz. 
Jako ich wiele znam, którzy s?c tern parają, to naprzyczynią testów, prochów, 
popiołu, sandaraki, purpurysy, auripigmentum, sahirmeniaku, siarki, arseni- 
ku. wódek rozmaitych, będzie rozdymał węgle mieszkami, patrzy aspektu pła- 
net, Marsa albo Merkuryusa, — upłaczże się od dymu, wtenczas słodszy 
smród, niżli miód, pomaże farbą z wirzchu, ukaże drugiemu, chwali, iż to do- 
l)re początki, ale jeszcze trzeba guldwasser lepiej przyprawić, oprawi to dzie- 
sięcią złotych czyrwonych, potem swoje majętność onym dymem wykurzy, 
naostatek takim pi-zychodzi albo żebrać albo mynicę bić na prostym paga- 
mencie. Drudzy zasię chytrzejszy: chcą dokazać rozumem swoim niepodo- 
bnej rzeczy, to jest kamień filozof ski (jako oni zową bogosławiony) złożyć ze 
cztorzech żywiołów miernych, iżby była rzecz cielesna, a onym kamieniem 
czego się dotknie, złotem się zstanie, jako król Midas. Drudzy też takież ze 
cztorzech żywiołów miernych, złożonych społu, piątą rzecz chcą uczynić (oni 
zową) ogieii niezagaszony, a co w ten ogień włoży, złotem się zstanie; słuszno- 
by im takież uszy osłowe przyprawić, jako Midasowi, gdy się tych rzeczy 
chwytają, które samemu Bogu należą. Drudzy zasię z czarty towarzystwo 
wezmą, wzywając ich imiony, aby się chłopu ukazali we zwierciedle kry- 
ształowem, a oznajmili skarby w ziemi; czart zaślepił takie wszytki, iż się nie 
mogą obaczyć. Była ta nauka alchiraiej pospolita u Egipcyan przed Naro- 
dzeniem Pańskiem, ale inszym obyczajem po temu tam kraina, iż rzeki są ta- 
kie, które piasek złoty w sobie mają. Jako i u nas się trafuje w rzekach, iż 
są rudy (zową płoki) w rzekach, w których łacno przyść k temu, gdyż to sa- 
mo przyrodzenie ich sprawuje. Przeto Dyoklecyan cesarz kazał takie księgi 
palić w Egipcie, aby czasu swego, dufając skarbom, nie pokusili się o Rzy- 
miany. Z tej nauki alchiraiej jednak wiele rzemiosł inszych powstało, świa- 
tu potrzebnych, jako jest śkło, które z ognia niezagaszonego a z popiołu spra- 
wują. Pisze losephus, iż widział w Rzymie takiego mistrza, co śkło rozbie- 
rał i ciągnął, jako wosk, a tak piękne, iż mógł z niego kamień przyprawić, ja- 
ki chciał, ale potem stracon od cesarza, aby złoto i srebro dla śkła tak pięk- 
nego nie zniszczało. Też saletra z tej nauki powstała; złotnicy, probierze, 
szejdownicy z tej nauki powstali. Piszą też niektórzy, iż aureum oelus. któ- 
rego z trudnością dojeżdżali w Kolchis Jazon i ini, nic nie było inego, jedno 
księgi tej alchimiej, wszakże tych błędów nikt nie był nasiał na świecie na- 
więcej, jako Żydowie-kabaliste a Persowie, bo to u nich jest, który nalepiej 
skłama, to nalepszy mistrz. Wszakże ty wszytki rzeczy ustały, skoro Pan 
Kry.stus na świat przyszedł. Przetom to tu lołożijł, aby każdy mądry nie utrą- 
cał -próżno czasu i dóbr swoich tą niczetrmą nauką alchimią, by się potem nie 
zfłal królem Mi dąsem'' V). 

Zobaczmy teraz szczegółowiej, czego uczy Bielski czytelników. Uczy 
ich przedewszystkiem religijności, którą przesiąknięta jest cała ,,Kronika 
świata^. B(')g mądrze stworzył świat i urządził go tak, aby człowiek mógł 

iiiel.ski. 1- 



— 00 — 

być szczęśliwym i wielbił we wszystkiem swego Stworzyciela. „Jako ziemie 
gorące w Afryce dziwne ptaki i zwierzęta mają, które przez gorącości ziemie 
indziej by żywy nie były, tak też zasię Stworzyciel zimnym stronam północ- 
nym właśnie dał zwierzęta, które gorącości słonecznej ścierpieć nie mogą, aby 
Pan Bóg wszędy był widzian dziwny, a człowiek we wszytkich świata stro- 
nach nalazł stworzenie, na które patrzając, byłby zachwycon w dziwowanie 
mądrości a mocy Pana Boga wszechmogącego, którego sprawą cóżkolwiek 
jest na niebie, na ziemi, na morzu, pod ziemią. Jego sprawa jest" ^). Jakoż, 
wsparci pomocą bożą, ludzie — już nawet po wygnaniu z raju — byli szczę- 
śliwi; „nierówne ludziem onym nauki i obyczaje niniejszym były,.,, jeszcze 
zazdrość z chciwością mienia w ludziech nie panowały, bo się równą rzeczą 
oni wychowywali, nic nie potrzebowali, w polach a w ziemiach mieszkali, dobyt- 
kiem się żywili, owoce, nasienia przez prącej mieli, złota, srebra ani szat ko- 
sztownych nie znali, krom żon a dzieci wszytko im spoino było, z walkami 
się nie obierali, wolno po świecie, gdzie kto chciał, chodzili, bez praw pisanych 
żyli, przełożeni według baczenia sądzili, na nich moc, rozum, sprawa wszytka 
zależała"^). 

Ale czart, który „się zawżdy o to ustawicznie pracuje, aby między na- 
rodem ludzkim wietrzył a na złe przywiódł" (który zwłaszcza „zdawna wich- 
rzył przez białe głowy"), umyślił popsuć dzieło boże i unicestwić szczęście lu- 
dzi, kusząc ich do grzechu. I, kiedy Noe, mąż boży, błogosławiąc swoich sy- 
nów, mówił: „Ty, Sem, bądź nabożny, jako kapłan; ty, Jafet, broń, jako ry- 
cerz; ty, Chamie, rób, jako chłop", — czart „winszował" im czego innego: 
„Ty, księże, cudzołóż; ty, rycerzu, drapież; ty, kmieciu, wierz w czary a bądź 
bałwochwalca". „A tak nie wiem — dodaje Bielski — czyje tu winszowanie 
u potomków Noego w więtszej mocy zostało albo się bardziej rozmogło". Aby 
odwrócić ludzi od prawdziwego Boga, czart stworzył religię pogańską. Lecz 
przyszedł na świat Jezus Chrystus i zwyciężył czarta. Przyjście Chrystusa 
przepowiedziały Sybille, które „miały chuć serdeczną ku Bogu a czystość mi- 
łowały, chocia poganki były; starzy ludzie zwali je WMZ2eres entheas po grecku, 
to jest niewiasty, których serce Boga przyjęło"; Warron, „wielkiego uczenia 
człowiek pogański", wylicza ich dwanaście: „Persyka, Libika, Delfika, Ku- 
mea, Erytrea, Samia, Europea, Helespontyka, Erygia, Tyburtyna;.... nalazły 
się k nim dwie z historyków, które się z drugiemi zgadzają, to jest Chimerya 
i Agrypa; wszakże z nich naślachetniejsza Erytrea, która jawnie przyście 
i mękę Krystusowę objawiła i o sądnym dniu wiele pisała pogrecku wiersza- 
mi". Ku zbudowaniu czytelnika, Bielski opisuje szczegółowo Sybille, jak 
każda z nich wyglądała, jak się ubierała, co prorokowała, a wszystkie wie- 
ściły jedno, wszystkie ,,pisma święte po sobie zostawowały o przyściu Kry- 
stusa, o Pannie Maryej, o sądnym dniu". Niektórzy wątpią wprawdzie o ich 
istnieniu i dowodzą, „żeby to było po Bożem Narodzeniu od krześcijan przy- 
czytano, — ale to nie może być": przeciw prawdzie rozumu nie ! 

Urodził się więc Jezus Chrystus — w Syryi, która też jest ., królestwem... 
naślachetniejszem na świecie" — i dał światu prawdziwą naukę. Ale czarci nie 
spali i znów wichrzyć zaczęli — całą gromadą, bo „książę ich ma też osobne 
swoje myśliwce, jedny wietrzne, drugie ziemne; ci myśliwcy nie ptaków ani 
zajęcy gonią, ale złości ludziom rozmaite wyrządzają, tak na powietrzu, jako 



- Dl - 

na ziemi, jako to często widzimy; nic trzeba szeroko wyliczać, bo i złego czło- 
wieka czart poduszczy i opanuje i będzie jego wikaryim" *). Ale ludzie dobrzy, 
choć i ich czarci kuszi^, nie powinni się ich lękać, gdyż Bóg zawsze obmyśli 
im pomoc; oto np. „Jan złotousty, który, będąc wygnaiicem, pisał księgi ko- 
ścielne, wtenczas mu czart kałamarz przewrócił, nio miał cz(łm pisać, aż na- 
plwał na kałamarz, pisał ślinami". Naj złośliwszym pomysłem czartów w epoce 
chrześcijańskiej było stworzenie nowego pogaństwa, to jest nauki Mahome- 
ta ^), która znów odciągnęła ludzi od prawego Boga. A tak ciągle zmaga się 
dobre ze złem, — im zaś dalej w czas, tem ludzie są gorsi. Przyjdą wreszcie 
czasy straszliwe: złość zwycięży, ukaże się Antychryst. „Łakomstwo a psoty 
ludzkie przewyższą miarę; męstwo ich obróci się w żeńskie panowanie, wnętrzne 
walki powstaną, ociec z synem, a syn z ojcem źle się zachowają. Stolec starszych 
nie będzie w poczciwości ani w słuchaniu zachowań. Każdy swą wiarę wymy- 
ślać będzie dla zbytków starszych Kościoła. Mądrzy a stateczni ludzie w po- 
śmiecli się obrócą. Błaźni, szaleni, pijanice, czarownice w powadze będą. Sta- 
rzy młodym, młodzi starym będą się przeciwić. Słońce, niebo i gwiazdy nad 
swoje przyrodzenie śię okażą. Głody, mory, walki, drżenie ziemie, zaćmienie 
słoneczne i miesiąca częste. Komety, powodzi, rozboje, chrobactwo panować 
będą. Potem się królestwa rozerwą, osiędzie świat dziesięć mężów mocnych, 
powstanie z uicli jeden gorszy a sroższy, który x\zyą i Afrykę osiędzie i ine 
ziemie pod się podbije i rozerwie wiary, a swój zakon i sprawę ustawi, pań- 
stwo swe przemieni z jednej strony świata do drugiej. Po nim jeszcze gorszy 
powstanie, który ostatki pirwszego trapić będzie. Wtenczas będzie do Boga 
wielkie wołanie, wzdychanie, narzekanie bez przestania ludzi pospolitych 
w ucisku, w strachu a w mordowaniu. Żadne odpoczynienie bezpieczne albo 
sen w pokoju nie będzie, tak wszystek świat z Kościołem spustoszeje od ludzi. 
Potem fałszywy prorok, |JseitfZo2Jro29^ei«, powstanie, ludzie święte, sprawiedliwe, 
Bogu poddane, prześladować będzie miesięcy czterdzieści dwa, a każe się 
chwalić, mieniąc się być Krystusem, i znaki będzie czynił, a wiele ludzi k nie- 
mu przystanie, poczyni im karaktery na czele, i będą się jego znamieniem 
żegnać, a którzy nie będą chcieć, będzie je prześladował, tak iż będą uciekać 
w góry, w pustynie, które gdy oblęże, będą ku Bogu wołać głosy wielkimi, 
wzdychając a płacząc: Panie! Panie nasz! Zmiłuj się nad nami!" ^). Wówczas 
dopiero Bóg się zmiłuje, usłyszy głosy nieszczęśliwych ludzi, „pośle do nich 
anioła z słońca, który wszytkę ziemię od okrucieństwa upokoi, złoży ciężkie 
jarzmo z ludzi, a ochłodzi serca ich". Jezus Chrystus po raz drugi zstąpi na 
ziemię, skruszy państwo Antychrysta, nastąpi sąd ostateczny, poprzedzony 
zmartwychwstaniem: „każde ziarno, które w ziemię posieją, nie wznidzie 
wzgórę, aż ono pierwej w ziemie zagrzebioue obumrze i spróchnieje, potem 
się odnowi, wszedszy wzgórę, jakoby zmartwychwstało: także i człowiek 
umarły, spróchniały w ziemi, wznidzie z ziemie, a odnowi się zasię". „Będzie 
odmienienie sprawiedliwych od niesprawiedliwych; niesprawiedliwi wieczną 
śmiercią pomrą", t. j. pójdą do piekła, o którem „pisze ś. Augustyn na do- 
mysł iż jest w pośrzodku ziemie; drudzy piekło kładą pod obłoki, gdzie barzo 

zimno, drudzy wyżej, gdzie barzo gorąco". „Sprawiedliwi będą żyć w uwiel- 
bionych cielech, niczego nie potrzebując ani się płodząc, tylko jako anieli, 
w radości a w łasce Pańskiej mieszkać będą. Na wieki wieczne". Tak się koń- 
czy „Ivrunika świata" ^). 



— 92 — 

A tych czasów ostatecznych już niedługo czekać: od Narodzenia Chrystu- 
sa upłynęło już półszesnasta wieku, upłynie półpięta— i świat się skończy ^). 

Wszytki znaki są skończenia świata, 

Skorą miną naznaczone lata. 
Radzę tedy wszytkim za pogody, 

Aby szukał z Panem swoim zgody, 
Boć uie długo to rozkoszne ciało 

Tu, na ziemi, będzie się kochało: 
Musim z niego na ine rozkoszy, 

Gdy precz z niego śmierć duszę wypłoszy. 
Kto w czas dobrze tu sobie poczynał. 

Tam w radości będzie odpoczywał. 
Ałe kto źle, wrzucą go przez dzięki 

Na otchłani i piekielne męki. 

Pismo święte mówi '•'). 

Aby zaś mieć „z Panem swoim zgodę", człowiek powinien wierzyć 
w Boga i we wszystko, co nam objawił, ~ bo „gdzie Krystusa niemasz, tam 
ludzka myśl nieustawiczna" — , wierzyć, że Bóg karze za grzech i zbrodnię, 
a wynagradza cnotę i zasługę; modlić się i ufać w skuteczność modlitwy — 
,,nie ma wątpić żadne serce w Nim, o co usty prosi". Wiara bowiem góry 
przenosi, a kiedy wątpił o tem jakiś Saracen, wówczas pewien chrześcijanin, 
„zupełną wiarę mając w Bodze, rozkazał onej górze wstać, a na inne miejsce 
przestąpić, i stało się tak; Saraceni się wnet pokrzcili". 

Wiara w Boga powinna być ślepa i pokorna: nie wolno człowiekowi zacie- 
kać się w tajemnice stworzenia, których nigdy nie pojmie, ;;bo to nie według 
ciała dano rozumieć, jedno według ducha przez wiarę.... I wierzymy stąd wszyst- 
ko dobre pojmować od Niego, poruczając Mu każdą rzecz w Jego moc, nie 
pytając się dwornie, Onli stworzył muchy, chrobactwo, źwirzęta jadowite, 
drapieżne, bo to z grzechem jest'^ W nieszczęściach człowiek nie powinien 
rozpaczać, budując się wiarą i pokorą Hioba, którego, „dał nam Pan Bóg na 
przykład, aby każdy nie rozpaczał w rzeczach przeciwnych, a w szczęściu 
wielkiem żadnej wieczności na tym świecie nie pokładali, abowiem, jeśli mo- 
cen Pan Bóg dać, mocen zasię wziąć na obie stronie, kiedy chce". Nie godzi 
się też ufać nadmiernie w siebie, trzeba się strzedz pychy, pamiętając na smut- 
ne losy następców Aleksandra Wielkiego, które powinny „przywodzić nas ku 
temu przykładu, abyśmy nie dufali w swojej mocy i mądrości". Podobnież 
i klęskę Persów pod Salaminą dał nam Pan Bóg „na przykład, aby żądny nie 
dufał swej mocy ani się podnosił, gdyż sam sobą człowiek nie władnie, jedno 
Bóg". I historyą Cyrusa powinien „karać się" czytelnik, bacząc, „jakie prze- 
mienności na świecie a nieustawiczność fortuny: ten, który mnimał wszytek 
świat zwalczyć mocą swoją, przyszedł na niewiastę mizerną, która go zwal- 
czyła, aby jego mocy pirwsze na ostatku w niwecz się obróciły". 

A tak, gdzie się tylko zdarzy, tam uczy Bielski swoich czytelników reli- 
gijności i wogóle cnoty, — Penelopie nawet nie darował, bo i ona ,,na przjj-kład 
wszystkim cnotliwym paniam na świecie jest dana". Mówiąc o Tatarach 
i chwaląc ich za to, że „nic własnego krom żony a szable nie mają, nic nie po- 
czynają, coby stracić mieli, pieniędzy żadnych, złota ani srebra nie znają, 
tylko frymarki swe potrzeby oprawiają", dodaje: ,, Abowiem gdzie w powadze 



— 03 — 

złoto, tam chciwość bywa, a gdzie cliciwość, tam łakomstwo, f^dzio łakom- 
stwo, tam zdrada;... gdziehy to inny naród miał w sobie ta/cą wierność i cier- 
pliwość, jako oni, nie tylko ziemia, ale i niebo kochaliby się w takich ludziach'', — 
mając oczywiście na myśli swojo własne społeczeństwo, któremu moraliści 
i satyrycy XVI wieku tak często zarzucają chciwość. 

Lecz historya powinna być mistrzynią życia nie tylko dla zwyczajnych, 
pospolitych ludzi, ale szczególniej dla panujących i wogóle dla tych, którzy 
ludźmi rządzą. Nie zapomina o tern Bielski, i pełno w jego kronice mora- 
lizacyi, dla nich właśnie przeznaczonych, pełno „przykładów" mądrości poli- 
tycznej, Z naciskiem zwłaszcza wypowiada tak ulubiony w literaturze XVI 
wieku pogląd, że nawet najpotężniejsze państwo w końcu upaść musi nie tyle 
pod najazdami nieprzyjaciół, ile pod brzemieniem własnych grzechów i zbro- 
dni, błędów i win: tak upadły i Babilonia i Asyrya i Persya i Grecya i Rzym, 
tak upada teraz nieszczęsna korona węgierska, 

K cóż jest podstawą i warunkiem trwałej potęgi państw? Przodewszyst- 
kium duch rycerski obywateli i gruntowna znajomość rycerskiego rzemiosła. 
W Persyi „lud onego czasu zawżdy był w^aleczny, czyniąc ręką zawżdy", to 
też państwo było potężne; ale teraz zanikła waleczność, i „strzelbą wielką 
od postronnych ludzi przemożeni bywają dzisiejszych czasów, z którą się oni 
nie rozumieją, zwłaszcza z działy i rusznicami". Etyopi „przez walki, któ- 
rym oni byli nigdy nie przywykli, postąpili ziemię obcym ludziom". Przeci- 
wnie, król Partów Arsaces był „w rycerskich rzeczach ćwiczony, przeto było 
rozszerzono to królestwo z nizczego, z którem mieli zawżdy co czynić Rzy- 
mianie za Metrydatesa, króla ich". Niemcy nie znali sztuki wojennej, „na 
wszytkiem sobie źle poczynali i okopanie było ich nie z rozumem, bo ziemię 
z przykopów, co mieli miotać ku wozom, to od wozów miotali na inną stronę 
przekopu, gotowe szańce nieprzyjacielem zdziałali": to też Soliman pobił ich 
na głowę pod Budzyniem. O wielkich wojownikach i narodach rycerskich 
zawsze z uznaniem odzywa się Bielski, np. o Hiszpanach, u których „obyczaj 
jest ten: żom^ gospodarstwa domowego patrzą, wszelkich pożytków; sami mę- 
żowie zbroją a łupem żywą, w męstwie się kochają, na taką się czerstwość 
wydawają, aby się strzale albo pociskowi umknął; w szaciech a zbrojach ba- 
rzo się kochają, na głód, zimno i na inną nędzę są barzo cierpliwi" (a nadto 
„we dni święte w kościelech składają pieniądze obyczajem jałmużny na wy- 
kupienie ludu z jęctwa i z niewolej, którymi ubogi lud wykupują u ludzi 
okrutnej wiary Mahometowej"). Ale najbardziej podziwia Bielski Turków, 
których zresztą serdecznie nienawidzi, i rozwodzi się szeroko nad ich sztuką 
wojskową i męstwem, nie bez widocznej aluzyi do narodów chrześcijańskich. 

„Jest przecz dziwować się sprawie tureckiej, a nawięcej prędkości ich, 
iż oni rzeczy przedsięwziętych w takiej wielkości zebrania ludu rycerskiego 
nigdy nie omieszkają, miernie znaszając fortunne czasy, a stale przeciwne 
przygody z wielką cierpliwością a zachowanim posłuszeństwa starszym. By 
to krześcijanie w sobie taką sprawę mieli wszyscy jednostajnie miedzy sobą, nie 
tylko ziemi, ale niebu mogliby rozkazoivać. Nic u nich, kiedy potrzeba, rzeka 
głęboka, nic góry wysokie, nic głód, nic niepogoda, nic niewczesność wy leże- 
nia albo spania, gdy też są ludzie, jako i drudzy, wszytko skromnie cierpią. 
Na wojnę idąc, nie śmie nic cudzego wziąć, w wojsce się cicho zachowują 



— 94 — 

Żadnej tam zwady, żadnych burzek albo roztyrków nie; ktoby inaczej uczynił, 
wina nie odpuszczona ani uproszona zawżdy. Przeto widzimy, iż od dwuset 
lut togo ludu żądny prawie do gruntu nie przełomił jego nieprzyjaciel, chyba 
mór, wiatr, ogień, głód, woda albo wnętrzne walki samych, tak iż je widzimy 
dziś lud być niezwalczony, a to niczem, jedno sprawą ich dobrą a zachowa- 
nim posłuszeństwa.... Strój na konie ich jest barzo skromny, krom zbytku 
wielkiego — dla obciążenia konia. Zbroją się wielką nie obciążają, chorągwi 
okazałych w wojsce nie noszą, t3do na drzewach znaki jedwabne rozmaitych 
farb, przez które znaczą swoje wojska osobne wodzowie ich.... Za rycerski się 
lud modlą wszyscy na każdem miejscu, tak na godziech, w łaźni, jako w ko- 
ściele, jako tych dusze, którzy są na walkach zbici, zowąc je szczęśliwemi 
a bogosławionemi, iż się im trafiło nie doma, w kłopocie, ale na posłudze po- 
spolitej i bożej umrzeć.... Grrania o pieniądze u nich niemasz; któreby takie 
naleziono, karzą je ustawioną winą.... Wina nie piją, iż od niego wszystki złe 
rzeczy początkiem bywają, to jest zwady i nieczystości" '"). 

Drugą zaś podstawą państwa jest zgoda współobywateli: nie brak, natu- 
ralnie, w „Kronice świata" ani sentencyi „Niezgoda jest macocha pokoja", ani 
tak częstej w owoczesnej literaturze politycznej i historycznej cytaty z Pisma 
świętego: „Każde królestwo, w sobie rozdzielone, bywa spustoszone" ^^). Grecy 
zwyciężyli Trojańczyków, bo się zgadzali, i ^hij taką zgodą Pan Bóg raczył dać 
krześcijańskim królom albo panom^ jako tym poganom natenczas, nie tylko zie- 
mia^ ale i niebo przeciw im nigdyby nie poiostaioali''^; odnosili zwycięstwa 
i nad Persami, póki byli zgodni, ale później, w wojnie peloponeskiej, „sami 
się zwalczyli, a to nawiętszy dziw, iż dla małych przyczyn", i t. p. 

I wreszcie sprawiedliwe prawa są mocną podporą całości państwa: 
dla tego to Bielski dwukrotnie opowiada o Likurgu, jako o mądrym prawo- 
dawcy, dla tego to przytacza anegdotę o Agezylauszu, „królu szóstym lacede- 
mońskim", który, „gdy był pytań jednego czasu, co lepszego, moc, czy spra- 
wiedliwość, powiedział, iżby mocy nie trzeba, by sprawiedliwość na świecie 
była". Tu i owdzie można się znów dopatrzeć aluzyi do własnego społeczeń- 
stwa. Tak np., mówiąc o surowych, lecz sprawiedliwych prawach u Turków, 
chwali ich Bielski, że „świadków nie przyjmują, aż doświadczone w cnocie 
męże, którym może luierzyć bez przysięgi'', mając może na myśli procedurę są- 
dów polskich, mianowicie przysięgę przekupionych woźnych, od której często 
zależał cały obrót sprawy, co później napiętnuje Górnicki w „Rozmowie Pola- 
ka z Włochem". A mówiąc o prawodawstwie egipskiem, nie pominie z Nau- 
klera tego szczegółu, że Egipcyanie mężobójców śmiercią karali, — nie tak, 
jak w Polsce. „Prawa egipskich ludzi takie były, zwłaszcza za króla Barbaryu- 
sza: gdy dwa mieli sprawę przed sądem, na spisek ją dawali sędziemu, tak 
powodna strona, jako i obwiniona, a to dla tego, iż drugi, rzewniwego przy- 
rodzenia będąc, przed płaczem swej rzeczy nie będzie mógł powiedzieć, snadnie 
mu przydzie napisać powoli, a przed sądem czytać; dopuszczał tego sąd obie- 
ma stronam do kila razów czynić, aby słusznie obaczyli rzecz ich, potem 
według baczenia skazania czynili Jeśli kto zabił kogo, gardło miał dac ka- 
żdy; takież, jeśli krzyiooprzysiągł, gardłem to zapłacił, wywodząc to, iż taki dwa 
razy grzeszy: przeciw Bogu i przeciw człowieku, zgwałcenim wiary. Podróżny 



— 95 — 

człowiek, gdy nadszedł kogo, ano ji biją albo zabito, a nie obronił go, jeśli 
mógł, winien dać gardło za zabitego, jeśli złoczyńców nie dostał" '^). 

Tak więc widzimy jasno, że „Kronika świata" jest dziełem nie tylko lii- 
storycznem, ale zarazem dydaktycznem, moralizująceui. Otóż, jeżeli spój rżymy 
na nią z tego stanowiska, łatwo zrozumiemy, dla czego jej zbywa na ró- 
wnomierności. Jeżeli np. Bielski, opisując w kosmografii Peloponez, mówi 
o wszystkiem tak krótko, ale o Likurgu szczegółowo, to z pewnością dla tego, 
że Likurg „ustawił hyl jwawa rządne mieszczanom lacedemouskim", a w Pol- 
sce takich praw nie było. A jeżeli cały rozdział przeznaczył na streszczenie 
ksiąg Ekklezyastes, o których inni kronikarze czynią tylko wzmiankę, to dla 
tego, aby wpoić w serca czytelników takie sentencye moralne, jak np.: „Kto 
miłuje pieniądze, nie będzie ich nasycon, kto miłuje bogactwo, nie używie go ... 
Jest też to niemoc wielka albo wrzód pod słońcem chować skarby na swe złe, 
bo przez ich złą sprawę wiele poginęło gospodarzów ich". W kronice węgier- 
skiej z dziejami dawnemi obszedł się Bielski po macoszemu, ale nowsze wyło- 
żył szczegółowo, — bardzo naturalnie: przecie te nowsze dzieje streszczają się 
w straszliwych zapasach z księżycem, chciał więc autor przestrzedz swych ro- 
daków, aby, mając w pamięci opłakane losy korony węgierskiej, mieli się na 
baczności przed Turkiem, —jak przestrzegało ich tylu innych i w pismach 
i w mowach sejmowych, Mikołaj Siennicki np., który na sejmie w roku 1558 
„przykład brał z sąsiedzkiego węgierskiego państwa, iż... obywatele... sławne 
państwo między sobą zgubili ku wielkiej szkodzie wszytkiemu chrześcijań- 
stwu" ^^). Z czasem z tego niepokoju o własną ojczyznę, wywołanego okro- 
pnym przykładem Węgier, wypłynie satyra Bielskiego, „Sen majowy", ale 
już i tutaj jest ten niepokój widoczny, już tutaj bije autor na trwogę i, nie 
umiejąc ukryć swego współczucia względem nieszczęśliwej ziemi węgier- 
skiej, uderza w ton uczuciowy (co się w ,,Kronice świata" bardzo rzadko 
zdarza), kończąc opis bitwy pod Mohaczem temi słowy: „Grdy już ta porażka 
l)yła i tę klęskę wzięło to lamentliwe królestwo, onejże nocy, mordy tak po mia- 
steczkach, jako po wsiach wielkie Turcy czynili, tak że słyszeć, że snadź matki 
niektóre dziatki swe przed okrucieństwem żywo zakopywały. Któż płacze 
onej to nocy, kto mordy mówieniem wysłowi albo z taką łzami wyrówna 
żałością!" 

Ze stanowiska tejże tendencyi dydaktycznej staje się rzeczą zrozumiałą, dla- 
czego w zwięzłą kronikę turecką wstawił Bielski długie opowiadanie o Skander- 
bergu. Dzieje bohatera, który zachęcał swych rodaków do sprawy rycerskiej, 
„abyście nie przekładali sromotnego pokój a nad sprawę wojenną"; który miał 
prawo mówić o sobie: „Juzem tak jest wyciągnion, iż nie mam całego miej- 
sca na ciele ku wzięciu nowych ran, ani krwie zbywa, coby dać dalej dla rze- 
czy pospolitej krześcijańskiej"; bohatera, po którego śmierci „Lecha Dukagi- 

nus... wołał : Posłuchajcie, posłuchajcie, wszytcy książęta z Epiru i Mace- 

doniej, dziś zamki macedońskie i epirskie połamały się, dziś nasza moc i wszy- 
tki mury upadły, dziś nasza nadzieja zagasła, dziś się droga otworzyła prze- 
strona nieprzyjacielowi'': — dzieje takiego bohatera warto było przecie stawić 
przed oczy społeczeństwu, które corazto więcej zatracało dawnego ducha ry- 
cerskiego. 



96 



IX. 



Lecz ani anegdotyczność, ani pierwiastek dj^daktyczny nie stanowią je- 
szcze tej cechy „Kroniki świata", któraby ją odróżniała od innych kronik po- 
wszechnych, włosko-łacińskicli i niemiecko-łaciuskich, będących jej źródłem, 
i one bowiem mają charakter anegdotyczny, cliociaż ten, wskutek obfitości 
materyału historycznego, nie jest tak rażący, jak w „Kronice świata"; i one, 
jedne mniej, inne więcej, są moralizacyą zabarwione. Co natomiast nadaje 
korapilacyi Bielskiego koloryt odrębny, to bardzo wyraźna niechęć względem 
Kościoła katolickiego i nie tak może wyraźna, bo czasem ukryta, nie mniej 
przeto niewątpliwie istniejąca, tendencya protestancka. 

Cóż jest źródłem niechęci Bielskiego względem Kościoła? Z pewnością 
zupełnie to samo, co odstręczało od niego tylu innych w Polsce wieku XVI. 
A więc naprzód rozgoryczenie przeciwko duchowieństwu katolickiemu za to, 
że niechętnem okiem patrzyło na społeczeństwo, coraz to silniej domagające 
się Pisma świętego w języku ojczystym i wogóle literatury narodowej, a już 
nawet słyszeć nie chciało o wprowadzeniu języka narodowego do nabożeń- 
stwa. Bielski tymczasem był jednym z rzeczników posługiwania się w nabo- 
żeństwie mową ojczystą, jako zrozumiałą; oto co mówi w przedmowie do pier- 
wszego wydania swej kroniki: „Naród nasz Sarmatów był bałwochwal- 
czy, okrutny i gruby, jako inych poganów, mało dalej od piąciset lat Zakon 
Pański przyjęli; od tegoż czasu potrosze jęli się czytać a pisać: Rusacy, naszy 
bracia, greckiemi literami, a my łacińskiemi; przeto nad nas wiele mają, iź 
2)rzyrodzo7iyni języJciem piszą i czytają, a my cudzoziemskim łacińskim, to jest 
włoskim, który nie może iść każdemu u nas w posłuch, tak w Jcościelech, pra- 
wiech, jako i indziej". Zniechęcały dalej Bielskiego do Kościoła niewątpli- 
wie te same, najważniejsze, przyczyny, które wywołały u nas reformacyę re- 
ligijną, a więc czynniki polityczne, społeczne i ekonomiczne: potęga politycz- 
na duchowieństwa i jego przywileje, których wyrzec się nie chciało, oraz po- 
tęga materyalna, na którą szlachta już od dawna trzywem patrzała okiem; 
wreszcie jego życie niemoralne i chciwość bogactw, której typowym, iście kla- 
sycznym W3'razem są znane słowa biskupa krakowskiego, Andrzeja Zebrzy- 
dowskiego: „Wierz i w kozła, jeśli chcesz, płać mi tylko dziesięcinę". 

Otóż w „Kronice świata" nie braknie wzmianek o chciwości i łakom- 
stwie duchowieństwa i wogóle dowodów niechęci względem Kościoła. Z iro- 
nią mówi Bielski, jak niegdyś Ostroróg, o „Włoszkach chytrych, łakomych 
na pieniądze'', z uznaniem natomiast odzywa się o królu Ludwiku węgier- 
skim, że podczas wojny z Solimanem zwołał sejm, na którym uchwalono, 
„aby wolno było królowi skarby kościelnymi ku tej potrzebie szafować". 
O papieżu prawie nigdy inaczej nie powie, tylko „ociec papież", co jest naj- 
oczywistszą ironią wobec takich sądów i opowieści o papieżach, jak na- 
stępujące. 

„Sergius trzeci był papieżem siedem lat i trzy miesiące; ten to był gniew 
a okrutność dawną w sercu swojem ku Formozo wi papieżowi zachował, abo- 
wiem, gdy byli oba na stolec papieski razem wybrani, wypędzon był Sergius 
od przyjaciół Formozowych aż do Francuz; a gdy przez Fdrmoza Arnulf był 



— 07 — 

pomazan na cesarstwo, miał dobrą swobodę Formoz na wszytki strony; Ser- 
gius, gdy był papieżem, dopiro się nad umarłym Formozom pomścił, kazał go 
z grobu wykopać a ściąć i hakiem do rzeki Tybru wlec, ubrawszy go w chło- 
pie odzienie i dwa palca uciąwszy, przyczy tając mu zdradziectwo, iż Niemce- 
cesarze do Włoch prz^^wiódł, dla tego nie godzien miedzy papieżmi leżeć". 
Jan XIII „poimał dwu kardynału, jednemu nos urżnął, a drugiemu rękę dał 
uciąć". „Celestynus piąty... pisma żadnego nie umiał, wszakże był z przy- 
rodzenia świętego, pustelniczego żywota, nie był papieżem, jedno pięć mie- 
sięcy: abowiem Benedyktus Anagninus, chytry, bacząc człowieka prostego, 
a zwłaszcza bez pisma, upatrzywszy swój czas, kazał się zakraść chłopcu pod 
łoże jego, gdzie legał papież, a w nocy wołać: Jeśli, Celestynę, nie spuścisz 
papiestwa Benedj-ktowi, zbawion nie będziesz, boś go nie godzien. Chłopiec 
tak uczynił, jako mu rozkazano.... Nazajutrz papież szedł do kardynałów, 
spuścił papiestwo, a żywot pustelniczy chciał przyjąć, ale go rzeczony Bene- 
dykt poimał i w więzieniu umorzył". „Bonifacyus siódmy był papieżem sześć 
miesięcy i dwanaście dni; ten, jakoż dziurą wszedł na ten stolec, także też po- 
czynał, i szkoda mu było tego imienia: lepiej bj^ło Malifacynus". 

Nie pominął naturalnie Bielski bajki średniowiecznej, którą już Marcin 
z Opawy w swej kronice zapisał. „Jan ósmy papież, niewiastą będąc, spra- 
wowała dwie lecie i pięć miesięcy stolec papieski. Ta była z Angliej z je- 
dn^-m uczonym doktorem wyszła do Grecyej na naukę,.... w szaciech mężcz}-- 
źnich nosił ją ten doktór. Potem gdy przyszli do Rzyma z Grecyej, mało 
ich było w Rzj^mie, któryby z nią w nauce zrównał, tak w świętem Piśmie, 
jako i w innych naukach. Ten jej miłośnik był wybran za kardynała dla je- 
go osobliwej nauki, który potem rychło umarł, a tego Jana na jego miejsce 
wsadzili, rozumiejąc go bj^ć niepośledniej szej nauki; aż gdy papiestwo wako- 
wało, wszyscy jednostajnj^^mi głosy na nię wotowali, aby była papieżem, bo 
miała rzecz gotową na każdą sprawę. Jednego czasu gdy szła w procesyej, 
a gdy było na tem miejscu, gdzie zową miedzy Kolizeum a miedzy świętym 
Klimuntem, zjęta boleścią, padła i urodziła dziecię martwe (bo przed czasem), 
bez żadnej mamki, omdlała i umarła na tem miejscu; a to dziecię miała z je- 
dnym służebnikiem swoim. Tamże potem bez żadnej czci pochowana i z dzie- 
cięciem na tem miejscu z wielkiem podziwieniem i strachem pospolitych lu- 
dzi, widząc dziw osobliw^y od Boga na Kościół święty przepuszczony. Pan 
Bóg to przypuszcza przez niewdzięczność świętych ludzi dobrych a cnotli- 
wych, którzy w małej powadze, jako Pismo święte mówi: Et effeminati domi- 
nahunhir rohis. Od tego czasu prz}^ wybieraniu papieża maca archidyakon 
przez stołek dziurawy, mali papież relikwie domowe". 

Prawda, że wszystkie te wiadomości są wzięte z Nauklera M, ale stosunek 
do nich dwu autorów jest inny. Nauclerus, który umarł na lat dziesięć przed 
wystąpieniem Lutra, jest prawowiernym katolikiem; nienawidzi sekciarzy, 
Savonarolę potępia, Albigensów i Waldensów poczytuje za ohydę ludzkości, 
nie tai się ze swym poglądem, że Rzym powinien panować całemu światu, 
w opisie walki Henryka IV z Grzegorzem VII staje po stronie papieża; po- 
wtarza za swemi źródłami wszystko, a więc i takie szczegóły, które na Ko- 
ściół rzymski niepochlebne rzucają światło, ale powtarza je biernie, bez ko- 
mentarzy. Bielski tymczasem, który już zamłodu oddychał w Krakowie 

Bielski. ii! 



— 98 — 

atmosferą reforraacyjną, miał poglądy inne. Nie zapomni w swej kronice 
zapisać, że na soborze w Konstancyi „Jana Husa spalono i ucznia jego Hiero- 
nima, którzy tak śmiele szli w ogień^ jako na jednij gody''''; Kalwina nazwie 
„człowiekiem uczonym"; pochwali ś, Dominika i ś. Franciszka, lecz doda: 
„Ale, jako mówią, która rzecz pospolicieje, nie ma powagi; takież dziś w małej 
powadze ci braciszkowie, iż się wiele naczyniło, a zwłaszcza tycli, którzy nie 
dla Boga, ani kazania, ale dla lekkiej żywności bez prącej w klasztory wstępują, 
daleko się od swych pirwszych odstrzeliwszy^ na wszytki się zbytki sami dziś 
udali" ^). Otóż, biorąc od Nauklera szczegóły o papieżach, Bielski dodaje do 
nich własne komentarze. A więc np., opowiedziawszy za Nauklerem o okru- 
cieństwie papieża Sergiusza (trzeciego), pisze od siebie: „Kto chce obaczyć 
wielkie a nieznośne okrucieństwo tych, którzyby takowe rzeczy sami po- 
winni miarkować a hamować, zaprawdę, straszliwe a niesłychane rzeczy w tym 
Kościele świętym zdawna się toczą; trzeba się obawać, aby to wszem nam złem 
się kiedy nie odprawiło" -). A wyliczywszy tych cesarzów, „którzy od papie- 
żów byli w klątv%ae" (Henryk IV, Henryk V i t. d.), dodaje: „Przypuszczam 
to na ludzki rozsądek, jeśli też to dobrze czynił święty ociec papież, nie mając 
baczności na stan przednich panów krześcijańskich, wiążąc je temi klątwami, 
albo deptać nogami na ziemi (jako czynił Aleksander Barbarossie), które sam 
Bóg przełożył i w uczciwości mieć kazał" ^). 

Lecz jeszcze jaskrawszym dowodem niechęci Bielskiego względem Ko- 
ścioła jest cała trzecia księga „Kroniki świata", choćby już przez to jedno, że 
jest streszczeniem słynnego dzieła Slejdana. Powtarza za nim Bielski, że księ- 
ża niemiecc^^ „za święte rzeczy... pieniądze brali", „w karczmach bywali", 
„szaty według stanów" nie noszą, „szkortów" się nie wystrzegają; że „w Kol- 
nie spalono ludzie uczone o wiarę, iż inaczej trzymali o Pańskiej Wieczerzy, 
niż Kościół rzymski ustanowił"; że w roku 1547 „cesarz w Auszpurku rozkazał, 
aby zasię po rzymsku boża chwała była w kościelech, a tak kapłani rzymscy 
znowu poświącali kościoły, ołtarze po luteryaniech, a gdy ludzie nie chcieli 
iść do kościoła, najmowali je za pieniądze". („Łżesz, panie Bielski, — dopisał 
jakiś czytelnik — bo wtenczas skarb cesarski ledwie na żołd żołnierski mógł 
wystarczyć, nie zaś na najęcie do nabożeństw ludzi"). I jeszcze. „Tegoż roku, 
to jest 1549, dnia 10 Listopada, Paweł III umarł, a przedtem trzeci dzień za- 
gasił podatki, które był z krzywdą ludzką ustawił. Po jego śmierci, albo tro- 
chę za żywota, wyszły książki o nim pod tytułem Barnardyna Ochinusa, na 
których wypisano jego niesłychane złości: jako mać zabił, sy nówce potruł dla 
imienia, przez siostrę Julią, Aleksandrowę nałożnicę, na kardynalstwo przy- 
szedł, w psotliwych uczynkach Kaligułę albo Nerona przewyższał, gdy i swo- 
jej córce Konstancyej nie przepuścił i prze tę przyczynę jej męża, Bossiusa 
Sforcyego, otruł; też i Ijaurę Farnezyą, synowicę jego, k niemu przykładali, 
a gdy to obaczył jej mąż, Nicolaus Querceus, ranił go deką, gdzie jeszcze bliznę 
znać było". „Rozjechali się z koncylium trydeńskiego wszytcy, tylko legat pa- 
pieski Crescencius został, bo wpadł w chorobę taką, w której się mu w nocy 
ukazał pies wielki czarny, któremu ogień z gęby pałał, uszy do ziemie zwiesił; 
zlękł się legat, wołał, aby zaświecono, a gdy zaświecono, aby tego szpetnego 
psa wygnano; ale go słudzy jego nie mogli widzieć; on powiadał, iż jest, rychło 
go wyżeńcie. Z onego myślenia, co dalej, to barziej chorował, aż umarł, woła- 
jąc: Wy żeńcie psa!" 



— 99 — 

Zupełnie inaczoj iimioni w „Kronice świata" Luter, który w „chorobie 
(q modlitwę wygłaszał: Ojcze mój niebieski, Boże i Ojcze Pana naszego, Je- 
zusa Chrystusa, Bożo wszelkiego pocieszenia! Dziękuję Tobie, iżeś Syna swe- 
go, Pana Krystusa, mnie objawił, któremum wierzył, któregom wyznawał, — 
(przypisek czytelnika: „Któregom bluźuił i świętą ewangelią Jego na złe tłu- 
maczył") — któregom miłował, któregom wielbił, którego rzymski papież 
z swoimi naśladowcy prześladował i potwarzał. Proszę Cię, mój Panie Jezu 
Kryste, przymi duszyczkę moje, jeśli pójdę z tego świata, aczkolwiek tu mu- 
szę ciało, na ziemi, położ3^ć, ale pewnie wiem, iż z Tobą będę mieszkał na wie- 
ki, ani mię z Twoich ręku żądny nie wyrwie. — („Nie z Tobą, Boże, lecz z dya- 
bły w piekle, ani mnie z paszczeki piekielnej żaden nie wyrwie'') — Po tej 
modlitwie trzy razy mówił: W ręce Twoje, Panie, polecam ducha mojego. 
Zatem skonał cicho, jako zasnął, bez żadnego w boleści narzekania". 

Wogóle, pomimo że Bielski, skracając Slejdana, musiał się bardzo liczyć 
z miejscem, nie skąpił go jednak, ilekroć w oryginale napotkał pochwałę 
Lutra, który tym sposobem ukazuje się nam w „Kronice świata", jako czło- 
wiek opatrznościowy, jako mąż boży, którego sam Bóg powołał na świat dla 
rozkrzewiania prawdziwej nauki i chwały Jezusa Chrystusa. „Nie o ludzką 
rzecz idzie — pisze do Melanchtona — ale o bożą sprawę i chwałę; przeto 
nie masz się smucić ani frasować w sobie, ale nań wkładać każdą rzecz. Cze- 
mu ty myśl swoje trapisz, gdy Krystus za cię utrapień jest? Zaż czart jest 
mocniejszy nadeń? Zaż On nas opuści w mał}^!! rzeczach, gdy nam więtsze 
dał? Czemu się świata albo czarta boimy, od Krystusa zwalczonego, gdy złej 
rzeczy bronimy? Czemu umysłu złego nie zmienim, jeśli dobry a sprawiedli- 
wy? Czemu Krystusowym nie mamy wierzyć obietnicom? Bądź tego pewien, 
iż nasze rzeczy Pan Bóg przed się wziął i strzeże ich krom naszej prace i ra- 
dy aż do tego czasu i ku dobremu końcu naostatek przywiedzie"? A wśród 
licznych pochwał, jakich Slejdanus nie szczędzi Lutrowi, nie opuszcza Biel- 
ski, naturalnie, i tej, że „był wymowny w niemieckim języku, tak iż nigdy 
Niemcy nie wierzyli przedtem, aby im kto mógł właśnie Pisma z łacińskiego 
języka wyłożyć, a on wyłożył z wielką ochędożnością słów i z wypolerowa- 
nim niemieckiego języka". 

Jednem słowem, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Bielski solidary- 
zował się ze Slejdanem, że, jeśli księga druga „Kroniki świata" świadczy je- 
dynie o niechęci autora względem Kościoła katolickiego, to trzecia jest już 
wyraźnym dowodem jawnej tendencyi protestanckiej, — tern wyraźniejszym, 
że tu i owdzie, w przypiskach na marginesie, autor wypowiada swoje własne 
zdanie albo sąd. Tak np., przytaczając słowa Lutra: „Rzym ten nie inaczej 
rozumiem, jedno jako Babilon albo Sodoma", pisze na marginesie: „Rzym co 
jest", chcąc wyraźnie zwrócić na te słowa uwagę czytelnika. Podobnież 
obok ustępu, zawierającego opis dysputy w Wormacyi, dysputy, któ- 
ra nie przekonała Lutra, nie zniewoliła go do „wzruszenia sumnienia", czy- 
tamy na marginesie: „Stałość luterska". Dodajmy wreszcie, że we wszyst- 
kich trzech wydaniach „Kroniki świata" znajduje się portret Lutra. 

Tendencyi protestanckiej można się dopatrzeć jeszcze w trzech ustępach 
„Kroniki świata". W rozdziale „O nabożeństwie greckiem" czytamy: „A nie 
mnimaj kto, iżby oni" (Grecy) „natenczas nie rozumieli obrazkowi, iż to nie 



— 100 — 

jest Bóg: rozumielić, iż jest drewno, kamień, farba, alo mnimali Boga ubła- 
gać przez ton słup albo obrazek, gdzie im czarci przez nie odpowiedź dawali. 
.1 to jest głowa ivielkiego hłędu^ kto ma nadzieję w inmjm bożku, ręką uczynio- 
nym albo jako mak ivymy.<lonym^ niżli w swoim Stworzycielu'" ^). Być może, iż 
słowa te zawierają w sobie aluzyę do czci obrazów, przeciwko którym tak 
często występowali w wieku XVI polemiści protestanccy. W rozdziale o piekle 
Bielski podaje jakby w wątpliwość prawdę nauki katolickiej o czyśćcu: „Nie- 
którzy ludzie uczeni mienią piekło czworakie: jedno nagłębsze, w którem lu- 
dzie wiecznie potępieni są, drugie wyższej, w którem dzieci niekrzczone, trzecie 
wyższej, które zoiuą mniszy czyściec, czwarte, które zową limbus", ^) i t. d. 
I wreszcie w kronice tureckiej staje w obronie sola fide: „To też u nich" (Tur- 
ków) „jest i wierzą temu, by w nawiętszycli grzechach umarł, a wierzył zako- 
nowi Mahometowemu, będzie zbawion, wszakże wiele z nich to domniemanie 
mają, ale tajemnie to zachowują, iż zakon Mahometów nic nie waży, jedno 
łaska boża, która sama człowieka zbawia krom uczynków dobrych i zakonu. 
Drudzy też są, co mnimająbyć zbawieni z dobrych uczynków, a z wypełnienia 
zakonu bez łaski bożej. Drudzy też tak dzierżą, iż każdy, który w swej wie- 
rze w dobrych uczynkach się zachowuje, będzie zbawion. A tak, gdzie Kryś tu - 
sa niemasz, ludzka myśl nieustawiczna, bo na rozmaite myśli rozchodzi się, 
chwiejąc się i na tę i na owę stronę, co też i u nas, krześcijan, to najdzie, któ- 
rzy gdzie indziej zbaioienia szukają, niżli u samego Zbawiciela'''' ^). 



X. 

Streśćmy się teraz. „Kronika świata" Marcina Bielskiego jestto konipi- 
lacya, zlepiona ze źródeł łacińskich i czeskich różnych czasów i różnej warto- 
ści, posiadających przeważnie także charakter kompilacyjny; korapilacya, po- 
zbawiona krytycyzmu i zmysłu historycznego, bez umiejętności rozróżniania 
prawdy dziejowej a wymysłu, wypadków i rzeczy prawdziwych a fantastycz- 
nych, faktów ważnych a nieważnych, w metodzie opracowania niejednolita, 
w ustosunkowaniu poszczególnych części nierównomierna, zabarwiona bardzo 
mocno pierwiastkiem anegdotycznym, który często bierze górę nad ściśle hi- 
storycznym, oraz tendencyą dydaktyczną, utylitarną, jednem słowem — kom- 
pilacya średniowieczna, którą od zupełnej średnio wieczczyzny ratuje tylko 
tendencyą protestancka, jako jedyny pierwiastek nowoczesny, jedyna cecha 
XVI wieku, bo innej cechy tego stulecia, ducha humanizmu, nie posiada 
„Kronika świata" ani ździebełka. 

Zdawałoby się więc, że na pytanie, czy „Kronika świata" jest kompila- 
cyą dobrą czy złą, jedna tylko może być odpowiedź: jest kompilacyą złą. Za- 
pewne, ze stanowiska wymagań dzisiejszych — nikt nie nazwie jej dobrą; 
i jeżeli nawet sądzić ją będziemy ze stanowiska tego poziomu, na który wstę- 
powała historyografia europejska już w połowie XVI wieku, stając się bar- 
dziej krytyczną i pragmatyczną oraz dbając o wykwintną formę, to i wów- 
czas jeszcze nie powiemy, że jest kompilacyą dobrą. Ale jeżeli spuścimy nie- 
co z naszych wymagań, jeżeli weźmiemy pod uwagę ten fakt niewątpliwy, 
który Szujski nazwał „młodszością naszego cywilizacyjnego rozwoju", fakt, 



— 101 — 

że Polska w swoim pochodzie cywilizacyjnym sj)()źniaJa się zawsze i do dziś 
dnia spóźnia o jakie lat kilkadziesiąt, to dojdziemy do wniosku, żo do „Kro- 
niki świata" nie wolno przykładać nawet tej miary, którą sądzić trzeba utwo- 
ry historyografii europejskiej XVI wieku, że więc nie wolno jej porównywać 
nawet z humanistyczną historyą Sabellika lub napoły humanistycznomi kro- 
nikami Nauklera i Cariona. Jedyną właściwą miarą oceny „Kroniki świata" 
będą kroniki późnego średniowiecza. Jeżeli zaś z tego stanowiska spojrzymy na 
nią, to nie nazwiemy jej złą, z pewnością nie gorszą np. od „Wiązanki czasów" 
Rolewinka, a nawet, kto wie, nie wiele może gorszą od kroniki naiwnego 
i łatwowiernego Schedla. Kiedy zaś zważymy nadto, że Bielski nie był prze- 
cie wykształconym historykiem, tylko samoukiem i dyletantem, wówczas sąd 
o jego kompilacyi należałoby może jeszcze nieco złagodzić, chociaż z drugiej 
strony nie można i nie wolno, unosząc się czy sympatyą względem Bielskiego 
(zupełnie zresztą słuszną i zrozumiałą), czy też tak pospolitą u nas chełpliwo- 
ścią narodową, twierdzić, że „autor pojmował i czuł prawdziwego ducha hi- 
storyi", albo nazywać jego kom})ilacyi „wspaniałą kroniką świata, która wła- 
ściwie jaśnieć powinna blaskiem gwiazdy pierwszorzędnej"' ^). Nie, „Kroni- 
ka świata" nie ma w sobie prawdziwego ducha historyi, na niebie współczes- 
nej historyografii europejskiej nie tylko nie jest gwiazdą pierwszorzędną, lecz 
wogóle wcale nie jest gwiazdą. Nie mniej przeto w historjd literatury polskiej 
jest dziełem wielkiego, bardzo doniosłego znaczenia, a nie tylko w historyi 
literatury, ale i cywilizacyi wogóle. 

Przedewszystkiem jest pierwszą u nas próbą zobrazowania dziejów ca- 
łego świata od jego stworzenia, i przykro pomyśleć, że tę pierwszą próbę hi- 
storyi powszechnej zawdzięczamy nie powołanym, a nawet nie powołańszym, 
ale dyletantowi, bo powołańsi, uczeni i mądrz}'' humaniści, trwonili swojo siły 
'i zdolności na wierszydła łacińskie albo na polemikę religijną, która tylu z nich 
wykoleiła; ale jeszcze boleśniej pomyśleć, że ta pierwsza próba jest zarazem — 
w literaturze staropolskiej — ostatnią. 

Wydawano wprawdzie u nas w drugiej połowie XVI wieku żywot 
Skauderberga, „Historyę o srogiem prześladowaniu Kościoła Bożego", „Kroni- 
kę mistrzów pruskich", „Krótką historyę o zwycięstwie króla francuskiego", 
„Żałosne opisanie o upadku króla hiszpańskiego" i t. p,, ale na złożenie cało- 
ści dziejów obcych nie zdobył się nikt, nawet Warszewicki, bo jego Descriptio 
hominum et rerum coaeuorum to nie kronika, tylko liche tablice synchroni- 
styczne, na których układanie szkoda było, prawdę powiedziawszy, czasu 
i atlasu ^). 

W wieku XVII pisano lub tłumaczono książki o Turkach i Tatarach, 
o wojnach krzyżowych, o wojnie belgijskiej, o zakonie maltańskim, ale na 
kronikę całego świata znowu się nikt nie zdobył, bo Piasecki poprzestał na 
epoce współczesnej, najobszerniejsze zaś u nas dzieło XVII stulecia, poświę- 
cone historyi powszechnej — ,,Relacye powszechne... dla uciechy rozmaitego 
stanu ludzi i nabycia wiadomości rzeczy o wszytkiem prawie w pospolitości, 
co się na świecie działo" jezuity Botera — to tylko przekład, nie własna 
kompilacya, a Historia universalis Jonstona to tylko podręcznik szkolny. 

W wieku XVIII tłumaczono u nas ,, Uwagi nad historyą powszechną 
Bossueta", które uzupełnił Zygmunt Linowski; ,, Historyą polityczna państw 



— 102 — 

starożytnych, od pewnego towarzystwa napisana" (przy współpracownictwie 
Naruszewicza) całości dziejów powszechnych nie wyczerpuje; poza tem zaś 
wydawano tylko podręczniki szkohie, z początku tak potworne, jak ,, Sukces 
świata" Gaudentego Pikulskiego, później coraz to lepsze — Jędrzeja Puczyń- 
skiego, Antoniego Kapicy, "Wincentego Skrzetuskiego i in. 

Jednem, słowem ,, Kronika świata" Marcina Bielskiego to, raz jeszcze, 
nie tylko pierwsza, ale zarazem ostatnia w naszej dawnej literaturze próba 
zobrazowania na większą skalę całokształtu dziejów powszechnych. Oto za- 
sługa Bielskiego, oto stanowisko jego kroniki w historyi piśmiennictwa pol- 
skiego, zasługa tem większa i stanowisko tem ważniejsze, że dzieło swoje na- 
pisał nie po łacinie, lecz w języku ojczystym, przeznaczając je nie dla arysto- 
kracyi umysłowej, nie dla uczonych humanistów, ale dla pospolitych ludzi, 
,, chcąc braciej swej miłej uszy ich, żądościwe dziejów zacnych rozmaitych, czy- 
tanim tem napełnić". I książka spełniła swoje zadanie: przesadził Pawiński, 
mówiąc, że ,, Kronika świata" jest gwiazdą pierwszorzędną, ale bynajmniej 
nie przesadził, wyznaczając jej ,, wysokie stanowisko w sprawie ówczesnej 
oświaty narodowej" *). Rzeczywiście, rola ,, Kroniki świata" w historyi cy- 
wilizacyi polskiej jest jeszcze donioślejsza, niż w historyi literatury, 
bo — co tu długo mówić? — któraż inna książka polska XVI wieku przyczy- 
niła się w takim stopniu, może nie tyle do pogłębienia, ile do rozszerzenia wi- 
dnokręgu umysłowego społeczeństwa, które wówczas nie zasklepiało się 
jeszcze w sobie, niby ślimak w skorupie, jak później, w drugiej połowie XVn 
wieku i w pierwszej XVin, ale, przeciwnie, było spragnione wiadomości 
o szerokim świecie, miało naprawdę uszy, ,, żądościwe dziejów zacnych roz- 
maitych"? To też czytano u nas ,, Kronikę świata" w XVI wieku, czytano! 
Później dopiero, kiedy minęły złote czasy tolerancyi religijnej i wolności my- 
śli, kied}^ pomiędzy umysłowością naszą a europejską zaczął wyrastać mur 
chiński, odwracano się od kroniki Bielskiego ze wstrętem i pogardą, jako od 
książki, zarażonej jadem ,,herezyi", od książki, wciągniętej do indeksu ksiąg 
zakazanych. 

Ale nie dosyć na tem. „Kronika świata" przekroczyła granice Polski 
i odegrała niemniej doniosłą, jak we własnej ojczyźnie, rolę cywilizacyjną na 
Rusi: ona to, przetłumaczona na języki białoruski i wielkoruski, rozszerzyła 
ciasny zakres historyografiii rosyjskiej, była jednem ze źródeł słynnego „Syno- 
psisu" XVn wieku, „Historyi scytyjskiej" Andrzeja Ły zło wa, wyroczni sy- 
billińskich i t. d. ^), a z Rusi zabłądziła i do Hercogowiny ^). 

„Kronika świata" Marcina Bielskiego to pierwszy wielki tryumf litera- 
tury naszej w jej pochodzie cywilizacyjnym na Wschód słowiański. 



Przy pis ki. 



I. 



') Ob. Wachler, Geschichte der historischen Forschung uud Kunst. 
2) Kaiaziołucki, Mater^-ały do biografii Mikołaja Eeja, Archiwum do dziejów 
literatury i oświaty w Polsce, YII, str. 247, 421, 433, 436. 



— 103 — 

•'') Joachim, Johannes Nauclerns und selne Chronik, Gottingen, 1874. 

••) Ob. Wachler, I. c. Wegele, Crescliichte der deutscheii llistoriogrupliie suit dem 
Auftreteu des Humaiiismus, i in. 

^) Chronograpliia sive annales omnium iere regum, priiicipum ot poteutatuum 
ab orbe coudito nsque ad huuc aunum Domini MDXLV. Cum aliąuali ratioue tempo- 
rum ac indice duplici in communem stndiosorum omnium utilitatem nunc primum odi- 
ta et evulgata. Autoro Alexandro Sculteto Priitio, cauouico Yarmiensi. Cum privilegio 
S. 1). N. Papae et Caesareae Maiestatis ad decennium. Komae in Platea Parionis 
MDXLVI. W przedmowie p. t. „Ratio huius Chronograpliiao" czytamy na początku: 
Quantam utilitatem afferat historia omnibus his, qui aut in disuiplinis eruditi, aut in 
rebus agendis prudentes futuri sunt, non modo cuivis e.\ploratura, verum etiam a mul- 
tis ingenio atque doctriua praestantibus viris, coiJiose vere(|ue conscriptum est. Quae 
tamen cum absque certa et conse(pienti temporum ratione ordine et serie intellegi et 
percepi («/c) non possit, visum est mihi non modo ad absolutam historicorum cognitio- 
nem hanc chronologiam elaborare, verum etiam iu eius lumine studioso lectori ąuandam 
vehiti formulam praefigere animumque eius nouniliil ad intelligeiida reh'([ua praeparare. 

'') Spis o novycli zemich a o novem swietie. W Plzni v Eakalaie (Hanka, Bi- 
bliografie prvotiskiiv ćeskych, str. 13j. 

^) Perwolf, Sławianie, II, 12.5. 

8) V16ek, Hist. lit. óesk., 361—363. 

^) Kronika o założeni zeme ćeske, Praga, 1.539. Jeden z rzadkich egzemplarzów 
tej książki znajduje się w bibliotece Zamoyskich. 

'") O vecech a zpusobech narodu tureckeho, 1540 (tłumaczył Sixt z Ottersdorfa); 
egzemplarz— tamże. 

") O porażce, ktera se stalą u Budina, 1541. JJowiny nowe o Turku a o Bu- 
dinu, 1542 (przekład z łaciny na niemiecki, z niemieckiegona czeski). 

'-) Knieha kronyk o wsselikych znameiiitych weccech od pocatku sweta zbf'hl3'ch 
mierne a pofadne wyprawugycy y kterycli óasuow a let co se prihodilo... od Jana Ka- 
ryoiia Hwezdate znameniteho sepsana a skrze pana Buryaua z Kornic z Latinj'^ do czes- 
stiny prelożeua. 

'") W trzy lata po pierwszem wydaniu „Kroniki Świata"* Bielskiego Czesi zdo- 
byli się na wspaniałe wydanie całkowitej ,, Kosmografii" Miinstera (przekładu dokonał 
Zikmund z Pucliowa i uzupełnił go historyą czterech monarchii): Kozmograffia Czeska, 
to gest wypsany o polożeny Kragiii neb Żemy y obycegych Nilroduow wsseho Swieta 
a Hystorygy podle Poćtu Leth na nom zhehl3'ch, prwe nikiia tak pospolku w żadueui 
Jazyku newidana", 1554. 



II. 

') Por. tę samą myśl w łacińskiej przedmowie do Zygmunta Augusta. 

2) Tamże: Nemo tam piinii laborcin hucusque voluit suscipere, qui tamen novas 
qnottidie fabulas et innumera opuscula ad abusum edere non cessant. 

3) Tamże: Nuuquam enim mei instituti fuit encomia, panegyricos falsasque łan- 
dationes ad quaerendam gratiam conscripsisse, neque ex adverso ad parandum odium 
satyricae acerbitatis stilum exercuisse. 

■') Por. te same poglądy na historyę w Kronice Cariona (wydanie z roku 1549, 
str. 1), np. Quamquam multis de causis, quas postea enumerabimus, ex aequo omnibus 

couducat lectio historiarum, tamen praecipue ad reges magnosque principes pertinet; 

gentium vero historiae tradunt de origlne et prinoipiis magnorum regnorum et quibus 
de causis in imperiis vicissitudiues rerum et gravissimae commutationes inciderint, con- 
tinent etiam praeterea praecepta de officiis et virtutibus, quibus feliciter constant et 

conservantur respublicae A Thucydide. ... dictum est historiani thesaurum esse, qui 

nunquam e manibus excidere debeat, ut eo adiuiti similia negotia paresque casus in re- 
publica commodius tractemus, quando causae incidunt fere semper simiies.... Porro vero 
praeter haec et huius modi quoque in historiis exempla reperiuutur, quae singulis pri- 



- 104 — 

vatam in sno genere conveniunt, etc. etc. Możliwą, jest także rzeczą, że Bielski znal 
kronikę Dliigo.sza i przedmowę do niej. 

ni. 

') Zamknięcie wydania trzeciego. 

^) Opis bibliograficzny trzecli wydań ob. Sobieszczański, 1. c, XXV— XLVII, 
i Estreicher, XIII, 84-88. 

IV. 

') Bielski, 272 verso (wszystkie cytaty w tym rozdziale — według wydania trzeciego) 
= Miinster, Cosmographia (1552), 924: De qna Strabo lib. 8 Corinthus, inquit, urbs ]o- 
cupletissima etc. 

^) Fragmenta vetustissimorum autorum, summo studio ac diligentia nunc reco- 
gnita. Basileae, 1530; str. 16—38 Berosi Babylonii antiąuitatum lib. V. 

3) Bielski, 5 =^ Nauclerus (1544), fol. 11. 

*) Wykaz poniższy źródeł Bielskiego uwzględnia, rozumie się, trzecie wydanie 
„Kroniki świata", jako najzupełniejsze i ostateczne. 

^) D. Johannis Naucleri, praepositi Tubingensis, Chronica succinctim coraprae- 
nendentia res memorabiles seculorum omnium ac gentium ab initio mundi usque ad 
annum Christi nati MCCCCC. Cum auctario Nicolai Baselii ab anno Domini MDI in 
annum MDXIIH. Et appendice n.ova, cursim memorante res, interim gestas, ab anno 
yidelicet MDXV usque in annum praesentem, qui est post Christum natum MDXLI1II. 
Rhapsodis partim D. Cnnrado Tigemanuo, partim Bartholomaeo Laurente. Coloniae, 1544. 

Opus praeclarum, Supplementum chronicharum vulgo appellatum, in omnimoda 
historia novissime cougesta fratris Jacobi Bergomensis.... 1486, in ciyitate nostra 
Bergom i. 

Carionis chronicon.... s. 1., 1549. 

Opera M. Antonii Coccii Sabellici, in duos digesta tomos, Rapsodiae historiae En- 
ueadum XI, quinque priores uno continentur, altero sex religuae, cum D. Casparis Hedionis 
historica synopsi, qua huiu§ autoris institutum summa fide et diligentia ad annum 1538 
persequitur. His veluti una perpetuaque oratione res memorabiles ab orbe coudito in 
praesens usque tempus gestae. Accesserunt libri decem Exemplorum, argamentis et 
thematis iustar locorum commuuium ordine distincti. Basileae, 1538. W bibl. Ord. 
Zamoyskich znajdują się dwa egzemplarze, jeden z biblioteki Zygmunta Augusta, dru- 
gi— Szj^monowicza. Dodane do kroniki Exempla służylj^ Bejowi, jako jedno ze źródeł 
pierwszego rozdziału „Zwierzyńca". 

Hartmann Schedel. Registrum huius operis libri cronicarum cum iiguris et jnna- 
ginibus ab inicio mundi..,. Norimbergae, 1493. 

^) Bielski, 1. Pierwszy wiek świata poczyna się od Adama do Noego, według 
Żydów jest lat 1656, według Euzebiusza lat 2243 (!), według Augustyna lat 2268 (!), 
według wykładaczów bibliej 2249 (!) = Nauclerus, 5. Generatio prima coepit sexta die 
ab exordio mundi in Adam protoplasto, haec est aetas prima saeculi et ad diluvium 
usque perdurat, continet autem annos iuxta Hebraicam veritatem 1656, secundum se- 
ptuaginta interpretes.... 2242. — Bergomensis, 2. Aetas saeculi prima.... ad diluyium usque 
perdurat, quaeque secundum Hebraeos 1556 continet annos, iuxta vero septuaginta in- 
terpretes et Isidorum.... 2242 annos,... Angustinus.... 2262 annos dicit. (Eusebius, Opera, 
Basileae, 1542, str. 5. Ab Adam usque ad diluvium sunt anni 2242). 

Bielski, 5 verso. Wiek wtóry świata poczyna się od Noego albo od potopu do 
Abrama, według Żydów 294 (! ale na karcie, poprzedzającej list 1, dobrze: „Od potopu 
do Abrama 292"), według wykładaczów bibliej 942 =: Naucł., 12. Anno ab exordio mun- 
di 2243, aetatis vero Noe 601. .. haec fuit aetas secunda saeculi, ab diluyio incipiens, et 
perdurat usque ad nativitatem Abrahae, annos habeus iuxta Hebraeos 292, porro se- 
cundum septuaginta interpretes... 942. — Berg., 4. Aetas secunda.... secundum Hebraeos 
292 continet annos, secundum vero interpretes et Isidorum 942. 



— 105 — 

Bielski, 10. Trzeci wiek świata poczyna się od Abrahama do Dawida, jest lat 
832, według niektórych lat 1)42 (!)... Roku od początku świata według siedniidziesiąt 
wykladaczów, Bedy i Orozyusza 3184, według niektórych 3034, według Żydów tylko 
1548 (!), według Karyona 2000 lat, urodził się Abraam, syn Tarę, w Kaldejej, patryar- 
cha pierwszy żydowski, za czasu Ninusa, króla asyryjskiego, panowania jego lata 42 = 
Naucl., 26. Aetas tertia mundi in Abraham patriarcha... ab exordio generis humani 
3184..., Orosius sic ait.... Ab Adam usque ad nativitatem Abrahae sunt anni 3184 vel, 
ut alii habent, 3034... Hebraei tamen, quos non seąuor, ab exordio mundi usque ad na- 
tivitatem Abrahae solum ponunt 1948 annos. Et sic secundum septnaginta interpretes, 
quos sequitHr Beda et Orosius et ecclesiu, exceditur Hebi-aeorum supputatio 1234 annos. 
—Berg., 8. Aetas tertia... continet annos 941, secundum Hebraeos 940. — Carion, ob. niżej. 

Bielski, 68 verso. Wiek czwarty świata poczyna się od Dawida do skażenia 
Babiloniej przez Cyrusa z Daryusem, jest lat według naszych historyków 486, a od 
początku świata do tego czasu wieku czwartego było lat, według wykladaczów bibliej, 
4126, a od Narodzenia Abraama lat 941 = Naucl., 146. Anno 4126 a mundi exordio se- 
cundum septuaginta interpretum sententiam... cum eodem rege David quarta aetas ad- 
venit, quae duravit usque ad transmigrationem Babylonis per annos 484 vel 485 secun- 
dum alios. — Berg., 38. Aetas saeculi quarta per annos 485. 

Bielski, 110 verso. Piąty wiek świata poczytają być od zniewolenia Żydów albo 
od skażenia Jeruzalem przez Nabchodnozora aż do Narodzenia Pana Krystusa, jest lat 
589, Philo kładzie 592; było od stworzenia świata 4610; niektórz\' kładą więcej; od po- 
topu 2369; olimpiady 47; Rzymowi 156; czasu Tarquiniusa, rzymskiego króla, a medzkie- 
go Astyagesa, a w Egipcie Wafresa, a w Kaldejej Nabchodnozora ^ Naucl., 203. Anno 
ab exordio mundi 4610, alias 1611, ab urbe coudita 156, olympiade 47.... aetas saeculi 
quinta iucepit et duravit usque ad nativitatem Salvatoris nostri per annos 589... secun- 
dum Philonem... 592. — Berg., 54. Quinta saeculi aetas.... a diluvio 2369.... 28 regni Tar- 
quinii, Roniauorum regis, regnantibus etiam apud Medos Astyage,.... apud Aegyptios 
Waphre ac apud Chaldeos Nabuchodouosor. 

Bielski, 138. Wiek szóstj' a ostateczny od Narodzenia Pana Krj^stusa aż do dnia 
sądnego albo skończenia świata; było lat stworzeniu świata do Narodzenia Pana Kry- 
stusa, według Żydów, 3952 (!), według Euzebiusza 5199, według astronomów 5328, we- 
dług Alfonsa 6984, a według Kariona lat 3962 = Naucl., 390. Anno.... ab exordio mundi 
secundum Hebraicam veritatem 3962, secundum septuaginta interpretes.... 5199.... sexta 
aetas mundi. — Berg., 99. Anni itaque ab origine mundi, videlicet a quintodecimo Kai. 
Aprilis, quo mundus iucepit, usque ad Christum incarnatum, secundum Orosium sunt 
5200, secundum vero Isidorum 5210, secundum Eusebium 5199 et secundum quandam 
aliam calculationem 5196. 

Carion dzieli historyę ludzkości na trzy epoki: od Adama do Abrahama, 2000 lat; 
od Abrahama do Chrystusa, 2000 lat; od Chrystusa do dnia sądnego, 20OO lat (Sex 
millia annorum mundus, deinde conflagratio, 7; cztery monarchie ob. 9 sq.), lecz przy- 
tacza i inne, sprzeczne z tym podziałem, daty, które często powtai-za Bielski. Por. np. 
Wieki świata według Pisma św. i Pilona, uczonego Żyda krzczonego. Od Adama do 
potopu było lat 1656, od Potopu do Abraama 292. do narodzenia Mojżesza 425, do 
wyjścia z Egiptu 80, do kościoła Salomonowego budowania 480, do Joasza króla 138, 
do wzięcia Jekomiasza do Babilonu 291, do zwojowania Jeruzalem przez Nabuchodonozora 
11, do wzięcia Babiloniej 70 = Carion, 11: 1656 ad diluvium, 292 ad Abraham natum, 
425 ad Moiseu natum, 80 ad exitum ex Aegypto, 480 ad templum Salomon is, 138 ad re- 
gem loas et finem stirpis Salomonis, 291 ad migrationem spontaneam leconiae, 11 ad 
excidium lerosolymae sub Nabuchodonozor, 70 exilii Babylonici post destructam 
lerosolymam, i t. d. i t. d. 

Schedel do sześciu wieków dodaje siódmy (ob. 262. Restant tamen perpauca de 
septima et ultima aetate ac fine saeculi mundanarum rernra... disserendum etc), t. j. 
panowanie Antychrysta. Bielski osobny rozdział poświęca Antychrystowi, ale w obrę- 
bie wieku szóstego. 

Bielski. 14 



— inr, — 



Tablice genealogiczne— z Nauklera, Cariona i Schedla. 



Wykazywać drobiazgowo, które szczegóły wziął Bielski z Nauklera, a które 
z innych źródeł, —to przekroczyłoby i zakres niniejszej pracy i zamiary autora, który, 
bynajmniej nie lekceważąc sobie szczegółowych badań nad źródłami naszej dawnej 
literatury, tutaj jednak, mając głównie na celu ogólną charakterystykę kroniki, poprze, 
staje na kilku wskazówkach i przykładach. 



O zależności od Nauklera świadczy zaraz początek ki-oniki: 



Bielski, 1. Kiedy Pan Bóg wszech- 
mogący, będąc w majestacie swoim przed 
czasy czasów wieczny i wszem chwale- 
bny poczynał gospodarstwo swoje, jako 
prawy ociec czeladny, na początku stwo- 
rzył jest niebo i ziemię, to jest duchowne 
i cielesne przyrodzenie, i ochędożył je 
świattościaml: słońcem, miesiącem, gwia- 
zdami i co okrąg jego w sobie zamyka 
ku ozdobie svvej. 
Dalej opowiada Bielski o stworzeniu świata: W początku stworzył jest Pan Bóg 

niebo i ziemię i t. d. Nauclerus nie cytuje słów z Pisma świętego, ale przytacza je Ber- 

gomensis (a^: In principio etc). Poczem wraca B. do Nauklera: 

Consummatoąue mundo animalia va- Postanowiwszy Pan Bóg świat we- 

rii generis, dissimilibus formis et magna dług wolej swej świętej, rozkazał źwirzę- 



Nauclerus, 5. Creator omnium, antę 
tempora aeternaliter existens, per suam 
omnipotentiam, voluntatem et bonitatem 
initio temporis creavit coelum et terram, 
id est spiritualem corporalemquenaturam 
et omnia, quae ad ornatum eorum perti- 
nent, solem, lunam et stellas ac quidquid 
coeli ambitu coutinetur. 



et minora ut f iereut, imperavit; ex quorum 
foetibus et aer et terra et marla comple- 
ta sunt, deditque his omnibus generatim 
Deus alimenta de terra, ut usui esse ho- 
minibus futuris possint, alia nimirum ad 
cibos, alia vero ad yestimentum, quae 
autem magnarum virium sunt, ut in co- 
lenda terra iuyarent, unde dicta sunt iu- 
menta. 



tom powstać wielkim i małym rozmai 
tycłi osób, i powstały a płodziły się po 
wszytkim świecie, a dał im żywność 
i ziemie wszytkim, aby potem były ku 
pożytku wszemu ludu, niektóre ku pokar- 
mu, niektóre ku szatom, niektóre ku ro- 
bocie. Takież i chrobactwu wszelkiemu 
wodnemu i ziemnemu kazał powstać, 
i zstało się tak. 



Następuje pobożna refleksya, napisana może pod wpływem Bergom, (a.^ — aj verso) 
albo SabelHka (I, 2). 



Potem jako dnia szóstego osobę czło- 
wieczą żywą z sztuki ziemie stworzył 
ku podobieństwu swemu za osobliwe swe 
kochanie i natchnął weń ducha wieczne- 
go, i zstał się prędko człowiek z duszą 
żywą, nieśmiertelną. 



Postrerao, omnibus mirabili discre- 
tione compositis, simulacrum sensibile 
atque intelligens, quo nihil potest esse 
perfectius, hominem sexto die figurayit 
ex limo terrae. Unde homo nuncupa- 
tus est, quod sit factus ex humo. Inspi- 
ravitque in faciem eius spiraculum vi- 
tae. et factus est continuo homo in 
animam viventem. 

Dalej mówi Nauclerus: Plantaverat autem Dominus Deus paradisum voluptatis 
a principio tulitque hominem ac posuit in paradiso, ut operaretur et custodiret illam. 
Lecz szczegółowo tego raju nie opisuje ani on, ani Sabellicus. Bielski: Postanowił raj, 
miejsce rozkoszy, miedzy rzekami przyrodzonemi, które zową Phizon, Ganges, Eufrates, 
Tygris, na wschód słońca i t. d. Wziął to z Bergom., a> verso: Paradisum autem vo- 
luptatis... a principio Dominus Deus plantaverat.... locus autem ille in oriente est, ion- 
go maris tractu a nostro habitabili segregatus, qui multam habet salubritatem et amoe- 
nitatem atque iucunditatem.... De cuius medio fons egreditur.... qui.... in quatuor nascen- 
tia diyiditur flumina, primum quorum appellatur Phison, qui et Ganges,.... Gion, qni 
Nilus secuudus appellatur,.... Tigris tertius,.... Euphrates quartus. — Por. także Schedel, 
7 verso— 8. — Stworzenie Ewy, upadek, wygnanie z raju -według NaucL, 5 albo Berg., 
1, poczem samodzielny ekskurs dydaktyczny. — Dalej: 



107 — 



Nauclenis, B. Proiecti antem pijmi pa- 
rentes in (>xilium, recurrunt ad hntnan""' 
solatiam, virgines de paradiso eggressi. 
Postquam vei-o cognovit Adam \ixorełn 
suam Evam, anno qHoque vitae eorum 
quintodeciino natiis est Caiii et soror eius 
Calmana, gemiiii.... Hic duxit sororem su- 
am (/almanam uxorem, quod propter ra- 
ritatem hominam, ut Augustinns inquit, 
quanto antiquius compellente necessitate. 
tanto postmodum factum est damnabilius 
religioiie prohibeate. Deinde post alios 
qaindecim annos natus est Abel et Delbo- 
ra, soror eius. 

7. In Ebron civitate (na marginesie: 
Arbeae) Arabiae sepulcro marmoreo, ut 
Egesippus scribit, sepelitur (Adam), in quo 
postmodum et Eva, uxor sua, Abraham 
et Sara, Isaac et lacob cum eorum coii- 
iiigibus sepulti perhibentur. Alii autem 
in monte Calvariae Adam esse sepultum 
Yoiuut, quo in loco, ut scribit beatus 
Ambrosius, Dominus postea crucitixus est. 

12. Hoc tempore' divisum est genus 
humanum in tria: in liberos, in milites, 
in servos, ve], ut alii volunt: in sacerdotes, 
in milites, in servos. Unde quidam versi- 
ficator in persona Noe ad filios sic ait: 
Sem, tu supplex ora; Japheth, tu protege, 
Cham, tuque labora. Ilefertque idem dia- 
bolum dotem his tribus adiecisse, dicens 
ad sacerdotes: tu fornicator, ad milites: tu 
praedo; ad rusticos: tuque lecator. 



Bielski, 2 verso. Wyszedszy Adam 
smutny z żoną swą, ciesz3'li się przyro- 
dzonemi krotofilami ziemskierai, straci- 
wszy wieczne, a zmieniwszy dziewiczy 
stan, poznał cieleśnie żonę swoje Ewę. 
A tak lata i)iętnastego od stworzenia ich 
urodził się im pirwszy syn Kain z siostrą 
Kaimaną, bliźnięta, z którą się potem 
oddał w małżeństwo; dopuścił im tego 
Pan Bóg dla rzadkości ludzi natenczas, 
po drugich piętnaście lat urodził się im 
drugi syn Abel z Delborą dziewką. 



3 verso. Pogrzeb jegogdzie był, rozma- 
icie powiedają. Egesipus pisze, iż w Ebro- 
nłe Arbee w grobie marmorowym. gdzie 
też potem patryarcha Jakub pochowa n 
z żoną i z syny. Drudzy piszą na górze 
Kalwaryej, gdzie Pan Krj-^stus cierpiał 
nad jego grobem. 



Bielski, 6. Tego czasu wszystek naród 
ludzki z winszowania Noego jest na trzy 
powagi rozdzielon, to jest kapłan}', rycerze 
i chłopy albo sługi, jako w tej figurze 
obaczysz: ty, Sem, bądź nabożny, jako ka- 
płan; ty, Jafet, broń, jako rycerz; ty. Cha- 
mie, rób, jako chłop. Ale czart, który się 
zawżdy o to ustawicznie pracuje, aby 
miedzy narodem ludzkim wietrzył a na 
złe przywiódł, winszował też z swojej 
strony narodowi ludzkiemu w ty słowa: 
ty, księże, cudzołóż; ty, rycerzu, drapież; 
ty, kmieciu, wierz w czary a bądź bał- 
wochwalca. 
Czasem naturalnie niepodobna rozstrzygnąć, któremu z kronikarzy zawdzięcza 
Bielski ten lub ów ustęp, wobec tego, że Nauclerus często dosłownie okradał Bergo 
mensa i Schedla. Nie brak też w „Kronice świata" takich ustępów, w których stopiły 
się w jedną całość wiadomości, wyczytane w dwu źródłach; takim jest np. ustęp o Ka- 
dmusie, 48 verso, zlepiony z Naucl., 114, i Bergom., 22 verso. Ale. raz jeszcze, głównem, 
źródłem jest Nauclerus: wiadomości uzupełniających, wziętych z Bergomensa, Schedla, 
Sabellika, Cariona, jest nie wiele. Z Cariona wziął Bilski np. opowiadanie o Homerze 
i Hezyodzie, opowiadanie, którego niema w kronice Nauklera 

Cario, 72. Primum apud Graecos poe- Bielski, list 9S. Homerus i Hezyodus, 

tae doctissimi habiti sunt, qui partim ci napirwej u Gieków byli nazacniejszy 

musici, partim sacerdotes, medicinae etiam poetowie, muz3'cy, gwiazdarze, lekarze, 

et astronomiae peritissimi fuerunt quidam. 
Inter eos autem, quorum scripta etiamnum 
extant, principes fuerunt Homerus et He- 
siodus. 

Cassius scribit vixisse Homerum post 
Troianum bellum anno centesimo sexa- 
gesimo et similiter antę conditam urbem 



jako o tem ich pismo świadczy. 



Kasyus pisze, iż Homerus po trojań- 
skiej walce łiył 160 lat, a takież przed 
założenim Rzymu, tego czasu, kiedy 
Jozafat królował nad Żydy. 



— lOS 



romanam circiter idem tempiis annorum 
centum et sexaginta, id quod fuisse col- 
ligitur sub id tempus, quo losaphat apud 
liidaeos regnavit. 

Egit autem Smyrnae, quae in prima 
Asiae parte sita est, ubi vetustissimi 
Graecornm liabitarunt, qui lones et Aeo- 
les dicti sunt. Et quanquam non f uerit Ho- 
merus in republica regenda potens, ta- 
men apparet eum maximorum principum 
totius Graeciae consuetudine usum esse. 

Nam omnium fere principum genus 
et originem rectissime descripsit, et libri 
eins omnium negotiorum civi]ium et hero- 
icarum virtutum piane speculum sunt. 
Depinxit enim omnia, quae in regenda re- 
publica accidere possunt. Praeterea et 
quod officium sit principum et summo- 
rum hominum inter se in coiisiliis atque 
in aliis negotiis quibuscunque tandem 
tractandis, ita proposuit ob oculos gra- 
phice, ut videri possit in omnibus comi- 
tiis et in maximis quibusque causis im- 
periorum agitandis esse apprime exerci- 
tatus. Proinde nuUius unquampoetae scrip- 
tum tam immodicis laudibus vexerunt 
sapientissimi authores, atque Horaericum 
carmen, quodnunquamsibi Alexander Ma- 
gnus e manibus excidere passus est, ut ha- 
beret, ex quo de officio et virtutibusprae- 
stantissimi regis institueretur et admone- 
retur. 

Hesiodus centum annos post Home- 
rus vixit, Porphyrio teste. Parochus fuit 
apud Heliconem montem, ubi ingens et 
celebrę templum erat. 

Scripta eius magna ex parte concio 
nas sunt de bonis moribus, sunt enim 
breves sententiae, vim omnis generis vir- 
tutum complectentes, caeterum de Christo 
nihil habent, nam caelestis haec doctrina 
gentibus abscondita erat. 

Continent quoque scripta liuius poe- 
tae veluti iustum et perpetuum calenda- 
rium, institutum ad cursum solip et ob- 
servationem illorum astrorum, quae anui 
discrimina ostendunt; libellus dignus est, 
qui proponatur ediscendus etiam pueris, 
et apparet ex eo olim sapientissimos ho- 
minesinGraecia pueros suos ad praeclaras 
has artes cognoscendas adhibuisse. 

Caeterum spectatae eruditionis et 
modestae vir Hesiodus poeta misere 
tandem periit per quosdam ex amicis suis, 
qui parum dignam gratiam ei retulerunt 
pro beneficiis. 



Spisał księgi o sprawie a rządzie, tak 
w rycerskich rzeczach, jako około prawa, 
które zawżdy Aleksander Wielki nosił 
w ręku a czytał. 



Hezyodus po Homerze był sto lat 
Ten był kapłanem w Helikonie, gdzie 
był wielki kościół pogański. 

Pisał księgi i kazania pogańskim 
obyczajem. 



Pisał też kalendarz według biegu 
niebieskiego. 



Potem nędznie umarł, bo mu źle je- 
go uczniowie dobrodziejstwo oddali. 



10'.) — 



Wzorem nio Nanklera, ale Sclicdla, końc/y Bicifki wiek pii^ty (to jest księ- 
gę pierwsza) rozdziałami ,0 narodzie Panny MaiyeJ" i „ O Janit; Krzciciolu"; por. Biel- 
ski, 136 verso — 137 verso - Schedel, 04 04 verso. 

Bezpośrednio z Pisma Świętego wzięta' jest cały rozdział 17 księgi I „O księgacii 
Salomonowych, które zowiemy Ekklezyastes albo Kaznodzieja". 

Historya Żydów uzupełniona tu i owdzie Józefem Fławiuszem, np. w <»pisie świą- 
tyni Salomona albo zburzenia Jerozolim3\ 

W rozdziale o Aleksandrze Wielkim si^ szczegóły, wzięte z Aleksandreidy. 

O Sybillach wspominają wprawdzie Bergomensis i Nauclerus, Sabellicus i Carion, 
ale nie przytaczają ich wyroczni. Schedel (3.5 verso, 3G, .5G verso, »J4, 60, 78, 03 verso) 
przj^tacza je wprawdzie, i od niego to wziął Bielski pomysł napisania obszernego roz- 
działu o Sybillach; ale tylko -pomysł, źródłem bowiem tego rozdziału (132 nast.), jak to 
widać i z niektórych szczegółów o Sybillach i, nadewszysfcko, z samych wierszy sybil- 
lińskich, niezawsze zgodnych z wierszami Schedla, są bezpośrednio Orticala SibifUinti; 
te, rozproszone po różnych autorach średniowieczn^^ch, zebrał po i-az pierwszy i wydał 
znany humanista i dramatyk Xystus Betuleius (Sixtus Birken) w Bazylei, 154.5, — po grec- 
ku (ob. Oracula Sibyllina, receusuit Aloisius Rzach, Wiedeń, 1801); w roku następnym 
ukazały się wyrocznie w przekładzie łacińskim Sebastyana Chastillona (Castalio), teologa, 
poety i uczonego wydawcy pism Laktancyusza: Sibyllinorum oraculorum libri V1IT, 
versibus heroicis graece scripti, Himc primain in lucern editi, adiecta quoque sunt Lac- 
tantii excerpta de his testimouia cum annotatiouibus, Basileae, 1545; już w roku 1546 
wyszło drugie wj'danie. Poszczególne wyrocznie wydawano już wcześniej nie tylko 
zagranicą, ale i u nas, Jip. Carmina Sibyllae Erythreae, in quibus resurrectio corporum, 
rautatio saeculorum, Dei adventns ad iudicium, praemia et supplicia hominum describun- 
tur, in linguam latinam ad verbum translata, schołiis, quae ad grammaticam attinent, 
additis. Cracoviae, excussum per Fioriauum Uuglerum, 1.528, 1535, 1544, 1545 (Ob. Jo- 
cher, I, nr. 60—63; fragment w3'dania z r. 1535 posiada biblioteka Krasińskich w War- 
szawie). Otóż wiersze polskie Bielskiego są parafrazą łacińskich oracula. 

Oto kilka przykładów (ponieważ nie miałem możności korzystać bezpośrednio 
z Castaliona, więc cytuję według późniejszego wydania: Servatii Gallaei Dissertationes 
de Sibyllis, Amstelodami, 1688). 



Sibylla Delphica, 94. 

En Dominum cognosce tuum veram- 
que parentis Excipio prolem principis at- 
qne Dei. Exspectandus erit vates ter 
maximus et cui Nullus erit terris vir pa- 
ter, ergo Deus. 

Sibylla Phrygia, 166. 

Ipsa Deum vidi, summum punire 
Yolentem Mundi homines stupidos et pe- 
ctora caeca rebellis, Et quia sic nostram 
complerent crimina pełłem. Virginis in 
corpus Yoluit demittere coelo Ipse De- 
us prolem, quam nunciet angelus almae 
Matri, quo miseros contracta sorde le- 
varet. 

Sibylla Cumaea, 153. 

lam mea certa manent et vera iio. 
Yissima verba. Ultima venturi quod erant 



Sybllla Delfika, 133. 

O człowiecze, poznaj Pana swego, 
Przydzie prorok dla zbawienia twego. Ten 
wszytek świat nauką oświeci, Miej go 
każdy na dobrej pamięci, Boską sprawą 
z Panny się narodzi, Swoim wiernym 
swe serca ochłodzi. 

Sybilla Frygia, 134 verso. 

Widziałam z wszech Nawyższego, 
Na świat barzo gniewliwego; Miał ludzi 
zlościwe stracić. Zaś się z nimi chce po- 
bracić. Pośle do Panny Anioła, Aby go 
z wiarą przyjęła. Tak się Bogu podoba- 
ło, Grdy On weźmie z Panny ciało. Ma 
je za swe ofiarować, Upadłe ludzi za- 
cliować. 

Sybilla Kumea, 183 verso. 

Już me słowa ostateczne Prawdziwe 
są, będą wieczne. Które króla znamionu- 



— 110 



oracula Regis, Qui toti veniens mnndo 
cum pace placebit Et voliiit nostra ve- 
stitus carne decenter In cunctis humilis 
castam pro matre piiellam Deliget; haec 
alias forma praecesserit omues. 



Sibylla Erythrea, 127. 

ludicii sigiio tellus sndore madescet, 
E caelo rex adveniet per saecla futurus, 
Scilicet in carne praesens, ut iudicet or- 
bem, Uude Denm cernent iucredulus at- 
que fidelis Celsum cum sanctis aevi iam 
termino in ipso, Sic animae cum carne 
aderunt, quas iudicet ipse. Cum iacet 
incultus densis iu vepribus orbis, Reii- 
cient simulachra viri cunctam quoque 
gazam, Exuret terras ignis pontumque 
polumque Inquirens, tetri portas effringet 
Averni, Sanctorum sed enim cunctae lux 
libera carni Tradetur, fontes aeternum 
flamma cremabit, Occultos actus retegens; 
tunc quisque loquetur Secreta, atque De- 
us reserabit pectora luci. 



ją, Na świat go przjść obiecują, Który 
w pokoju będzie żyl, Wszytkiemu świa- 
tu będzie mil, Przyjmie na się ludzkie 
ciało. Tak się Bogu podobało. Pannę za 
matkę wybierze, Bo ją pozna w prawej 
wierze, Przejdzie nas, żony, godnością, 
Cnotą, pokorą, cudnością, Przeto zwabi 
Pana swego W żywot z nieba wysokiego. 

Sybilla Erytrea, 135. 

Znamię sądnego dnia będzie: Ziemia 
się zapoci wszędzie, Bowiem przydzie Pan 
stworzenia Na świat z nieba dla sądze- 
nia Sądzić z uczynków każdego, Objawi 
moc państwa swego. Ujrzą Go wszyscy 
swem okiem. Źli, dobrzy, każdy swym 
tokiem, Z wielkimi zastępy świętych, 
K tej sprawie od Boga wziętych. W ma- 
jestacie swym usiędzie, Różno dusze są- 
dzić będzie. Puszczą bałwochwalstwa 
wsz3'tki. Srebro, złoto, ine zbytki. Aby 
wszech umarłych ciało W jasności z gro- 
bu powstało; Serca, skryte tajemnością. 
Otworzy je Bóg jasnością. 



Raz dwa ordcuhi łączy Bielski w jeden wiersz. 



Sibylla Liblca, 81. 

I. Ecce dies venient, quo aeternus 
tempore princeps, Irradians fato laeta, 
viris sua crimina tollet, Lumine clares- 
cet cuius synagoga recenti, Sordida qui 
solus reserabit labra reorum, Aequas erit 
cunctis, gremio rex membra reclinet Re- 
ginae mundi, sanctus per saecula vivus. 

II. Discutiet tenebras lux alma et 
Yincula priscae Legis, rex vitae conspi- 
cietur homo, Virgo hunc sancta dabit 
terris gremioque fovebit, Pressis et mi- 
seris conferet auxilium. 



Sybilla Libika, 132 verso. 

Oto przydzie dzień światłości. Roz- 
pędzi wszytki ciemności. Którego czasu 
wieczny Pan Dla wszech błędu będzie 
posłań, Nowy dar światu objawi, Sam 
się za wszytki zastawi, Nizko się światu 
ukorzy. Nieme usta im otworzy, Będzie 
chowan według ciała, A Panna go bę- 
dzie miała, Swemi Piersiami żywiła: Ta- 
jemność Boska sprawiła, Którego Koś- 
ciół zaćmiony Będzie przezeń naprawio- 
ny, A będzie trwał aż na wieki. To ma 
uznać człowiek wszelki. 



Tuż po Sybillach następuje opis świata przed sądem ostatecznym, wzięty z I^ak- 
tancyusza. Por. Divinarum institutionum lib. VII (Antverpiae, 1570, str. 547). Cum 
coeperit mundo finis ultimus propinquare, malitia invalescet, omnia vitiorum et fraudum 
genera crebrescent, iustitia interibit, fides, pax, misericordia, pudor, veritas non erifj 
vis et audacia praevalebit; nemo quicquara habebit, nisi małe partum manuque defen- 
sum; si qui erunt boni, praedae ac ludibrio habebuntur, nemo pietatem parentibus ex- 
hibebit, nemo infantis aut senis miserebitar; avaritia, libido universa corrnmpet, etc. 
Bielski. 135 verso. Sprawiedliwość, wiara, pokój, prawda, wstyd, miłosierdzie i lue 
cnoty poginą; jeśli którzy dobrzy będą, od złych uciśnieni będą; żadna litość nad 
dziećmi i nad sirotkami nie będzie; łakomstwa a psoty ludzkie przewyższą miarę i t. d. 

'') De statu religionis et reipublicae Carolo V caesai'e commentarii, Argent. 1555. 

*) Pii II Pont. M., Asiae Europaeque elegantissima descriptio, s. 1. 1531, 



111 — 



Cosmographine iiniversalis lib. VT, in qnibiis inxta certioris fidei scriptorum 
traditionem desciibuntur omniuni habitabilis orbis partiuni situs priopriae^ue dotes, re- 
gnorum topograpbicae effigies, terrae, ingenia, quibus fit, ut tum differentes et varias 
specie res et animatas ec iiiaiiimatas ferat, animalium peregrinoruni natiirao et picturae, 
nobiliorum civitatain icoiies et dosciiptioiies, reguoiiiin initia, incremouta et tianslatio- 
iies, omiiimii gentium mores, leges, religio, res gestae, miitationes, iterii regiim et priii- 
cipum geuealogiae. Autore Sebast. Muiistero. Basiloae, 1552. 

Burletius, De vita, et l&udibns Scanderbergii sive Greorgii Castriotae, Epirotarum 
princ.ipis, libri XIII, Argent. 1537. 

De Turcarum moribus epitome Bartholomaeo Georgieviz, peregriiio autore, Pari- 
siis, 1553. 

Początek księgi czwartej (to jest kilkanaście wierszy na liście 239 verso) napisan3' 
na podstawie Sylwiusza, 303—309, i Miinstera, 95G -957. Listy 239 verso-24I (t. j. od 
rozdziału „Orchanes Otomanus, wtóry król turecki" do rozdziału „Amurates wtóry, ale 
w rzędzie siódmy cesarz turecki") = Mimster, 957—963 Od 2łl verso -258 verso lii- 
storya Skanderberga, wielce skrócona (por. np. mowę Skanderberga na sejmie w Lissum, 
214 -2-44 verso z tąż mową w przekładzie Bazylika, 64—71). -258 verso— 259 verso (ciąg 
dalszy historyi tureckiej aż do roku 1543) =: Miin. 965 - 970. — „O sprawie tureckiej 
i ob3'Czajach domowych" (259 verso) = Miin. 970—971, De militia et moribus domesti- 
cis Turcarum. — „Wszytki królestwa, Turkom poddane, dzielą się na dwa narody i t. d." =: 
Miia. 971 -972, De administratione imperii Turcarum. — O nabożeństwie tureckiem 
260—261 verso) = Miin. 972 sq., Quid Turcae credant et quomodo Deum colaut. De tem- 
plis Turcarum et cerimouiis, Quid Turcae sentiaiit de futuro saeculo. De ieiunio et ci- 
bis Turcarum, De circumcisione Turcarum, Qualis iustitiae executio apud Turcas, qualia 
coniugia et qualis vestitus atque victus. De mortuis Turcarum et variis consuetudini- 
bus atque observantiis eorum, Quomodo christiani in bello a Turcis capti tractentur. 



Miiuster, 961. Mahometus hoc nomine 
primus, sextus Turcarum rex. Mahome- 
tus, defunctis fratribus reguum incruen- 
te adeptus, ipsum tum armis et diligen- 
tia, tum dolo et astu terra marique non 
modo incolume tenuit, verum etiam adau- 
xit yehementer. Valachis, bellicosis na- 
tionibus, bello attritis, tributa gravia 
imperavit. Ipse Macedoniam bello domuit 
promovitque Turcarum signa ad lonium 
usque pelagus. 

Et quum quandam Moesiae partem, 
quam hodie superiorem Bosnam appella- 
mus, suae ditionis fecisset, placuit illi 
novum in terra illa designare regem. Con- 
stituit igitur hominem uovum, humili lo- 
co genitum, Isahac, regem bosnensem. Qui, 
successu elatus, finitimas regiones popu- 
labatur, praedas agębat ac spoliis se suos- 
que locupletaverat. Et quia Sigismundus 
imperator tum aberat, quidam strenuus 
miles de Macedonia, Nicolaus nomine, re- 
guli illius insolentiam non passus, cum 
praedabundus omnibus insultaret, etsi 
viribus impar esset, expectata occasione 
cum regem videret egredi, in hunc mox 
animum atque oculos intendeus, praecipiti 
cursu equo deiecit ac, in terram prosiliens, 
ense iugulum confodit; exercitus regius, 
in fugam versus, militi huic palmam de- 



Bielski, 241. Mahomet tem imie- 
niem pierwszy, ale w rzędzie szósty król 
turecki . Mahomet po ześciu braciej 
królestwo przez krwie rozlania otrzymał, 
które sprawował i rządził rozumnie i ono 
rozszerzył. Wałachy walkami częstemi 
uspokoił i trybuty ciężkie im ustawił. 
Granice tureckie aż do morza, które zo- 
wą lonium, naznaczył. 



W ziemi Boseńskiej króla postano- 
wił, którego potem prze jego zuchwal- 
stwo jeden G-rek pobił. 



— 112 — 

reliquit. Pari audacia paulo post cum 
Tnrcis idem miles congressus mii'0 stra- 
tegemate eos fefellib, media scilicet nocte 
in castra dormientium hostium irruens 
et tumultuui tympanis atque fistulis ex- , 
citaiis atque ingenti clamore omues in 
fugam solvens. Nam clade edita victo- 
ria penes Ungaros fiiit. 

Mortuus est autem Mahometus, post- Umarł potem Mahomet, panował 17 

quam imperavit 17. annos, anno Christi lat, roku od Narodzenia Krystusa 1442. 

1422 constituitąue regiam sedem in Adria- Ten postanowił królewski stolec w Adry- 

uopoli. nopolu. 

Munster, opisując zwyczaje tureckie, korzystał z popularnej książeczki Georgie- 
wicza, okradając go niemiłosiernie. Otóż i Bielski, posługując się głównie Miinsterem, 
(czego dowodzą rozdziały o królach, tureckicli) zaglądał jednak niekiedy, opisując oby- 
czaje Turków, i do Georgiewicza. Por. np. Georgiewicz. str. 16 sq. Utuntur circumci- 
sione, eorum lingua Tsuneth dicta, non octava die morę ludaeorura, sed quam primum 
natus septimum aut octavum annum exegerit, sermonis iam peritus, idque ipsis my- 
sterium est propter verba confessionis, quae antę circumcisionem requiruntur, erecto 
pollice manus, Parmath dieto, haec videlicet, quae supra ostendimus in templis descri- 
pta. Puer oh id non defertur in temphim, sed in domibas paroitum circumciditur. Huic 
solennitati saepe interfui, quae ita se habet. Primo convocatis amicis ad convivium, 
quibus satis delicata parantur fercula ox omni genere caruium, quo ipsis vesci licet, et 
passim (ut apud ditiores) bos caeditur, in hunc excoriatum et exenteratum includunt 
ovem, in qua gallinam, et in illam ovum, quae integre affantur ad splendorem illius di- 
ci := Miinster, 974. Utuntur Turcae circumcisione non octavo die morę ludaeorum, sed 
quam primum natus septimum aut octavum annum exegerit, sermonis iam peritus id- 
que ipsis mysterium est propter verba confessionis, quae antę circumcisionem requirun- 
tur. Convocantur autem amici ad convivium preciosum, et passim apud ditiores caedi- 
tur bos et in hunc exoriatum et exenteratum iucludunt ovem, in qua gallinam, et in 
illam ovum, quae omnia integre affantur ad splendorem illius diei=Bielski, 260, verso. 
Obrzezanie tureckie bywa nie ósmego dnia, jako u Żydów, ale siódmego albo ósmego 
roku, kiedy pocznie mówić dobrze, a to dla tego, aby sam odpowiadał, kiedy go będą 
pytać. Mozę nie tylko lu kościele, ale i w domu rodziców obrze2ałiiebyd,& na. to h^dąwezwa.ni 
przyjaciele, prze które gody wystroją według dostatku znamienicie, a pospolicie tak czynią. 
Zabiwszy wołu, odrą skórę z niego, wywnątrzą chędogo, włożą weń barana takież odar- 
tego i wyprawionego, w barana ZRsię włożą kura albo kokosz też oprawioną, w kokosz 
zasię jaje i zawrą, upieką dobrze, dadzą jeść ku więtszej powadze onego wesela. 

Księgę czwartą kończy ustęp o cyganach, napisany może pod częściowym wpły- 
wem Alberta Krantza, Saxonia, XI, 2. Quum autem ageretur a Christo aunus decimus 
septimus post miUe quadringentos, apparuere his nostris maritimis locis ad marę 
Germanicum homines, nigredine iuformes, excocti sole, immundi veste et usu ve- 
rum omnium foedi, furtis imprimis acres, praesertim foeminae eias gentis,'' nam viris 
ex furto foeminarum victus est... Literas tum praetulernnt Sigismundi regis et aliquot 
principum, ut transitus illis per urbes et provincias incolumis permittatur innoxiusque. 
Ferunt ipsi ex iniuncta sibi poenitentia mundum peregrinantes circumire.... Por. Biel- 
ski, 261 verso. Lata od Narodzenia Pańskiego 1417. Napierwej się rodzaj cygański 
u nas i w Niemczech ukazał, lud próżnujący, chytry, tajemny, plugaw3', dziki, czarny, 
wiary ani postanowienia nie mając,.... są misterni złodzieje, zwłaszcza żony ich, z któ- 
rych kradzieży mężowie żyją.... Powiadają ci matacze u nas, aby to pokutowali, włó- 
cząc się po rozmaitych krainach, iż byli odstąpili wiary krześcijańskiej, a na maho- 
metowę przystali; a w Turcech takież, iż się byli obrócili na krześcijańską wiarę.... 
Mają listy niektórzy z nich cesarza Zygmunta, aby byli wolni w krainach krze- 
ścijańskich. 



— 113 — 

^) Ogólnego układu Miiustera uie trzymał się Bielslci, wysuwając na czoło ge- 
ografię Azyi, na której Miirister kończy; geografię Europy Munster zaczyna od półno- 
cy (Anglia), Bielski — od południa (Grecya). — Azya (263 verso — 269 verso) = Miinster, 
979 - 1098. Afryka (269 verso — 271) = M. 1113 - 1160. Europa (271 — 295 verso) ^ 
= M. 39 — 978; krajom niomieclcim poświęca Miinster przeszło pięćset stronic (261 — 812), 
Bielski — dwadzieścia dwie (281 verso — 292). — O korytu iiskiej ziemi (275) := Silvius, 
1. c. 347 — 349. — O Wałaszech (275 verso) = Silvius, 303 ~ 304. Nadto za Sylwiuszem 
mówi, że „Peloponezus albo Morea, naślachetniejsza część Grecyej, prawie zamek a mur 
wszytkiej ziemie = Silv. 337, Peloponnesus Atticae iungitur totius Graeciae arx quon- 
dam dicta. — O włoskich ziemiacli (275 verso — 276 verso) = Miinster, 137 — 260; lecz 
spis krajów i miast =:: Blondi Flavii Forliviensis De Roma triumphante libri decem, 
Basileae, 1531, str. 293 sq. 



Miinster, 1031. Arabia triplex, petrea, 
deserta et felix. Asia ubi Africam a- 
spicit, ibi Arabia est inter ludaeam et 
Aegyptum; estąue triplex: una petrea, 
a septentrione et occasu Syriae inserta, 
cui a fronte deserta praetenditur Arabia, 
a meridie altera, quae felix nominatur. 
In Ai'abiam desertam venerunt filii Israel, 
postquam Dominus Deus eos stupendis 
miraculis traduxerat per marę rubrum, 
liabitaruntque in ea quadraginta annis, 
ciba^it et potavit eos sine omni huma- 
no pi-aesidio in tam vasta solitudine, quae 
nec aquam liabet ad bibendum, sed ha- 
bitatio est serpentam et scorpionum. Nam 
quae vergunt ad orientem partes, Arabes 
Abati inhabitant desertas, inaquosas et 
in paucis fructus ferentes ideoque latro- 
ciniis vicinis gentibus infesti atque bello 
invicti. 

Qui regionem aquis carentem tenent, 
puteos infodiunt exteris ignotos, quae res 
hostium pericula depellit. Nam qui eos 
persequuntur aut errantes siti deficiuut 
fontium iuscitia, aut vix redeunt, labore 
defatigati. Ob hanc causam Arabes, ea 
loca incolentes, cum bello expugnari ne- 
queant, liberi vivunt neque ulli uuquam 
externo regi, non Assyrio, non Medo, 
non Perso, paruerunt. Strabo vocat eos 
Arabes Scenitas, qui per parvas quosdam 
potentias in sterilibus locis propter aqua- 
rum inopiam possident. Agriculturam 
aut parum, aut nihil exercent, pascua 
omnis generls pecorum, praesertim came- 
lorum, optima habent. Yocantur Scenitae 
et Nomadae, quae gens vaga et sine 
aedificiis in tentoriis habitet. 

Prope Euphraten versus Chaldaeam 
et Persiam pauca haec Arabia habet op- 
pida, in mediterraneis autem nuUa, sed 
vagantav cum pecoribus et tuguriis suis 
de loco ad locum, latrociniis viventes. 

Bielski. 



Bielski, 263 verso. Arabia trojaka, 
opoczysta, pusta i fortunna. Azya gdzie 
patrzą na Afrykę, tam jest Arabia mie- 
dzy żydowską ziemią i Egiptem; Arabia 
opoczysta od północy i od zachodu Sy- 
ryjskiej ziemi przyległa, a tuż przeciwko 
sobie ma pustą Arabią; zasię Arabia for- 
tunna, ta jest od południa. Do Arabiej 
pustej przyszli byli Żydowie, kiedy je 
Pan Bóg cudy wielkimi przez morze 
przewiódł, i w tej Arabiej mieszkali 
czterdzieści lat, karmił je, napawał je 
przez wszytkiego ludzkiego wspomożenia 
w tak wielkiej a szerokiej puszczy, która 
ani wody ma ku piciu, tylko jest mie- 
szkanie wężów i niedźwiadków, bo wo- 
dy naprzód nie ma ani urodzaju żadnego. 



Kopająwodę na niektórych miejscach, 
ale nie każdemu ty miejsca wiadome, 
dla tego żądny nieprzyjaciel tych miejsc 
posieść nie może, bo trudny przejazd, 
gdzie ani paszej, ani wody nie najdzie. 
Dla tego też tam Arabowie mieszkają, 
żadnego nad sobą pana uie mając, mie- 
szkają na miejscach niepłodnych, tylko 
wielbłądy chowają, lud dziki mieszka 
w namiecie przez domów. 



Mało ta Arabia ma miasteczek, we 
śrzodku żadnych, ale się tułają z bydły 
od miejsca do miejsca, łoterskie żywiąc. 



15 



114 



Insignior eorum civitas dicta fuit 
olim Tapsacum et postea Amphipolis. In 
hoc regione ait Diodorus stagnum esse 
ingens, asphaltum producens, ex quo nou 
parvum vectigal percipitur; eius aqua 
odoris est pessimi atąue amari, quo fit, 
ut neque pisces producat neque a]iquod 
aquatile animal; et cum plures dulcis aquae 
fluvii in illud decurrant, iiequaquam tamen 
aqaae naturam immutatur etc. Haec cum 
Siculus obscure scribat, Strabo multo di- 
lucidius de mari mortuo in Arabiam pe- 
tream sese extendente explicat, cuius 
mentionem supra in Palestina ampliorem 
fecimus. 



Silvius, 347 sq. Carintliia montana 
et ipsa regio Carnis applicatur ad ortum 
ac septentrionem Stiriae iuncta, ad occa- 
sum ac meridiem Alpes Italos et forum 
lulii contingit. Multae in ea valles col- 
lesque feraces tritici, multi lacus, multi 
amues, quorum praecipuus Dravus, qui 
per Stiriam ac Pannoniam in Danubium 
fertur, haud inferior Savo. Imperium 
provinciae Australes obtinent et archi- 
ducem. appellant, cui ea regio paret. Quo- 
ties novus princeps reipublicae guberna- 
tionem init, solennitatem nusquam alibi 
auditam observaut. 

Non longe ab oppido sancti Viti, in 
valle spaciosa, vetustae civitatis reliquiae 
visuutur, cuius nomen temporis abolevit 
antiquitas. Iuxta, in pratis late patenti- 
bus, marmoreus lapis erectus est; hunc 
rusticus ascendit, cui per succesionem stir- 
pis id officium haereditario iure debetur. 
Ad dexteram bos mater nigri coloris ex- 
tat, ad sinistram... deformis equa, fre- 
quens circa cum populus et omnis ru- 
stica turma. 

Tum princeps ex adversa pratorum 
parte procedit, purpurat! circum proceres 
ambiunt; vexillum antę ipsum et insignia 
principatus. Comes Goritiae, qai palatii 
curam gerit, inter XII minora vexilla 
praecurrit. Reliqui magistratus sequun- 
tur. Nemo in eo comitatu non dignus 
bonore videtur, nisi princeps ipse, prae 
se rustici speciem ferens; agrestis ei ve- 
stis, agrestis ei pileus calcesque, et ba- 
culus in manu gestantis pastorem osten- 
dit. Quem postquam rusticus ex lapide 
yenientem conspicatus est, sermone schla - 
vonico (suut enim et ipsi Carinthiani 
Schla viae): quis hic est, inclamat, cuius tam 



Bielski, 275. Korytańska ziemia gór- 
na, przyległa Styryej, od zachodu i po- 
łudnia góry włoskie, które zową Alpes, 
trzyma, z której też rzeka Draw przez 
Styr^^ą i Węgry do Dunaj a wchodzi, dziś 
Rakuskim książętom posłuszni, ale pier- 
wej mieli swe książęta, które tym oby- 
czajem wybierali, jaJco Sylwius pisze. 



Miedzy górami, na czystem błoniu, 
blizko ś. Wita kościoła w wale (!) jest 
kamień wielki marmurowy, na którym 
chłop, mając z sobą drugie chłopy wgru- 
bem odzieniu, siędzie na którego też to 
spada prawem przyrodzonem, mając ua 
prawej stronie wołu i krowę czarne, a na 
lewej konia i klacze. 



Przeciw któremu przyjdzie książę 
wybrane z wielkością panów, tak książąt, 
jako grabiów, z chorągwiami ochędożnie 
przybranemi. On chłop, gdy je ujrzy, za- 
woła i rzecze po słowieńsku: kto to jest, 
co tak pyszno po naszym gruncie chodzi? 
Odpowiedzą panowie: jest nowy sprawca 
tej ziemie. Chłop rzecze: a sprawiedliwyli 
sędzia? jeśliże miłośnik tej ziemie abo 
poddanych? godnyli jest ćci? niemali na 
sobie wady? jeśli krześcijaniu dobry, 
obrońca wiary i poddanych? 



- 115 



superbum incessum yideo? Eespondernnt: 
circumstautes principein terrae adventare. 
Tum ille: iustusne iudex est, salutem pa- 
triae ąuaereiis, liberae conditionis dignus 
lionore? estne Christianae cultor fidei et 
defensor ac propagator? 

Responderunt omnes: est et erit. Rur- 
sus ille: quaero igitur, qao me iure ab 
hac sede dimoveat? Ait Goritiae comes: 
LX denariis abs te hic locus emitur; iu- 
meiita haec tua erunt, bovemque atquae 
equam ostendeus; vestimeutaqnoque prin- 
cipis, quae pauIo aute exnit, accipies, 
eritąue domus tua libera et absque tribu- 
to. Quibus dictis rusticus levi alapapriucipi 
data boiium iudicem esse iubetet, surgeus 
iumentaque secum duceus, loco cedit. 

Priuceps vero coascenso lapide, uu- 
dum gladium manu yibrans. ad omnem 
se partem convertit, aequum iudicium 
populo promitteiis; feruiit et aquam frl- 
gidam, rustico illatam, pileo bibere, tau- 
quam vini usum darauet; deinde ad tem- 
plum solenne pergit, quod in propinquo 
tumulo situm est, sanctae Mariae vocabu- 
him habens, et olim pontificale faisse 
traditur; ubi peractis sacrificiis princeps 
rustica indumenta deponit paludameutum- 
que iuduit convivatusqQe splendide cum 
proceribus, iu prata revertitur ibique pro 
tribunali sedens, ius petentibus dicit et 
fundos confert. 

Fama est anuo DCCXC post Christi 
salvatoris ortum, imperante Carolo Ma- 
gno, ducem gentis, Ingonem nomine, 
itigens convivium provincialibus praepa- 
rasse et agrestibus qaidem ad conspe- 
ctum suum intromissis, in vasis aureis 
atque argeuteis, nobilibus vero ac magi- 
stratibus, procul ab oculis collocatis, fi- 
ctilibus ministrare iussisse; interrogatum, 
cur ita faceret, respondisse non tam mun- 
dos esse, qui urbes et alta palatia, quam 
qni agros et humiles casas colerent; ru- 
sticis, qni Christi evangelium accepissent, 
baptismatis unda purificatis, candidas 
et nitidas esse animas, nobiles ac poten- 
tes, qui spurcitias idolorum sequerentur, 
sordidas ac nigerrimas; sic vero pro ani- 
marum qualitatibus instruxisse'convivium 
castigatosque ea re nobiles, catervatim 
sacri baptismatis undam quarentes, brevi 
tempore sub Vergilio et Armone, Iuva- 
niensibus episcopis, universos Christi 
fidem accepisse. Hinc honos investiendi 
principis rusticitati datus. 



Wszytcy będą odpowiadać za nim: 
Jest, jest. Potem rzecze: którem prawem 
mię z tego kamienia zbędzie? Odpowie 
grabią Goricki: czterdzieścią (!) złotych 
czerwonych dom twój wiecznie na wszy- 
tkiem wolny będzie, dobytek ten twój 
będzie, ubiór książęcy weźmiesz. A gdy 
to wyrzecze, chłop mu każe przed się 
przystąpić, da mu lekki policzek, aby 
pamiętał, co mu przypominał. 

Książę gdy siądzie na owym kamie- 
niu, chłop mu przyniesie w czapce wody, 
mówiąc, aby pił, moim darem ubogim nie 
gardził, bo więtszego przepomóc nie mo- 
gę, a też ta ziemia potrzebuje trzeźwiego 
pana dla lepszej czujności. Potem książę, 
dobywszy miecza, przyrzeka ludu pospo- 
litemu prawa i wszytki zachowania trzy- 
mać. Sprawy wielkie, takież sejmy, na 
tym kamieniu siedząc, często sprawują. 



A to zwoleństwo temu chłopstwu 
dat był cesarz Wielki Karzeł, iż się pier- 
wej pokrzcili, niż panowie z ślachtą. 



116 



'") Aut. Bonfiuł Rerum Ungaricaram decades tres, nunc demum industria Mar- 
tini Brenneri Bistricensis Transsjlvani in lucern editae. Basileae, 1543. — Mich. Ritii De 
regibus Francorum libri tres, de regibus Hispaniae libri tres, de regibus Hierosolymorum 
liber unus, de regibus utriusque Siciliae libri quattuor et de regibus Ungariae historia, 
1507, 1517, 1534 i t. d. — Herold, Chronologia Pannoniae. — C3'taty według wydauia 
Bonfiniusza z roku 1568 (Rerum ungaricarum decades quatuor cum dimidio, Basileae), 
które zawiera, pomiędzy innemi, historyę Riccia, chronologię Herolda i Descriptio 
cladis in campo Mohacz^ Broder3'ka, 



Herold, 837. Cum Tuiscone igitur 
gigante, filio Semi, progeniem etiam ad 
Arcticum misit, ubi nepotis Mesae, 
Aramei filii, proles Bannon Istri regio- 
nem inferiorem ac uberiorem sortitus, 
provinciae nomen suum^imposuit. Hi dein- 
de, aGraecis Paeonesdicti, postąuam autem 
Latinis innotuere, Paunones vocitati sunt. 
Anno diluvii CLV Bannon primus in Pan- 
nonia reguavit et provinciae^nomen de- 
dit. Anno diluvii MDCCXCVI Dareius, 
Hydaspis filius, horum libertati ac virtu- 
ti insidiatus est. Liberos Megabyzo, Eu- 
ropae praefecto,'^operam navante subegit, 
subactos magna ex_ parte In servitutem 
abegit. Sed anno statim tertio, quum Ari- 
stagoras, Mileti tyrannus, rebellaret, ite- 
rum in patriam rediere. 

Ricius, 843 — 4. Regem declarant 
Abam. cni soror antę dicti Stephani nup- 
ta erat, Andrea, Bela Leventaque sobri- 
nis ipsius regis repulsam passis, qui 
quum Cheilae Petrique saevitiam formida- 
rent, in Boemiam se receperant. Aba, col- 
lectis Ungarorum copiis, in Petrum profi- 
ciscebatur, at is, hostis adventu non ex- 
pectato, supplex ad Henricum confugit 
imperatorem, qui per id tempus erat Ba- 
variae. Potitus Aba sine caede toto regno, 
nihil habuit antiquius, quam publico 
omnium decreto res, a Petro gestas, ut 
irritas, inducere. 

Nec Henricus hospitem Petrum negle- 
xit annoque ex fuga tertio tentavit eum 
restituere. Sed Aba, non expectandum sibi 
ratus, ultro cum copiis irruit in Austriam 
factisque maximis incursionibus, onustus 
ingenti praeda, rediit in Pannoniam. 

Unde Henricus, infestior in eum fac- 
tus, apud Agrippinam Coloniam coacto 
concilio, summo principum Germaniae 
conseusu statuit ulcisci iniuriam. Sed Un- 
gari per legatos imperata se facturos pol- 
licentur, modo Petri tyrannidem ne redu- 
ceret. Interea Gothofredus, Lotharingiae 
dux, adversus imperatorem bellum movet. 



Bielski, 296. Węgrzy swoje przodki 
w swej kronice kładą w Pannoniej od 
Bannoua, który był z rodu Sema, syna 
Noego, od Mezee potomków aż synów 
Aramei. Ten tedy Bannon z przodków 
swych, którzy byli rozesłani od Noe- 
go na wszytki części świata, panował 
z swymi potomki w tym kraju nad Du- 
najem, a od swego imienia zwano po 
grecku Peonią. Potem Łacinnicy wezwali 
Panuonia; było od potopu świata 155 lat. 
Potem lata 1769 (!) od potopu Darius, 
Hidaspów syn, zajrzał Pannonom wolno- 
ści, posłał na"'nie Megabiza, hetmana swe- 
go, który je przyniewolił służyć; wszakże 
się z tego wyłamali. 



Bielski, 300. Abba, od siostry ś. Szcze- 
pana syn, na Petrowe miejsce wzięt, 
a Petr się uciekł do cesarza, o pomoc 
prosząc. 



Abba, nie czekając cesarza, wtargnął 
do Rakus, uczynił cesarzowi wielką szkodę. 



Cesarz, uczyniwszy sjem na książęta 
niemieckie w Agripinie, umyślił jechać 
do Węgier pomścić się szkody, a Petra 
wsadzić na królestwo, ale wtenczas miał 
czynić z Gotfredem, lotarińskiem książę- 
ciem, przeto odwlókł. A wtem Węgrowie 
posłali k niemu, nagradzając mu szkodę 
i poddaność chować, jedno aby im Piotra 



117 — 



Ad huius ergo couatus imperator omni 
studio coiwersus Ungaris puoem dat. 

Hicius, 840. Anno saliitis itanue 401... 
iruimoruni oiuiiium consensu re.K Atila 
creatus est, quem lluiini geiitilitor Etlulo 
Yooant. Is Hiiiuiornm primus in Pannoiiia 
rex, acris ingenii vir, rei militaris peri- 
ti.-jsimiis, iiigentis aniiiii, corpore robusto, 
in hoste failendo callidus, liabitu caete- 
risque domi forisąue spleiididus, insigne 
gestabat asturem, ex accipitrum geiiere, 
coronatum. Decies centena armatoriim 
millia praeter gregarios sub eo meruisse 
traditur. In epistolis diplomatibusąue ita 
se inscribebat: Atila. ftlius Bendeciici, ne- 
pos Magni Nemroth, nutritus in Engaddi, 
Dei gratia res Hunnorum, Medornm, Got- 
torum, Dacorum, nietus orbis et flagel- 
liim Dci. 

Z Bonfiniusza czerpał Bielski nadewsz 
je znacznie. Por. np. anegdotę o Gejzie 229 



okrutnego nie dawał Cesarz rzekł wszytko 
uczynić. 

Bielski, 298. Attila, pierwszy wę- 
gierski król, którego Tatarzy zwali E- 
tlielo, mąż mocny, rozumu chytrego, ser- 
ca śmiałego, fortunny, tak się [tisal: At- 
tila, syn Bendekuków, Niemrota wielkie- 
go wnuk, wychowaniec w Engaldzie, 
z łaski bożej król węgierski, medzki, goc- 
ki, dacki, bicz boży, strach świata. 



3'stko opowiadania anegdot^-czne, skracając 
verso =^Boufinius, 195 sq. 



Część druga kroniki węgierskiej składa się z ośmiu rozdziałów. Pierwszy, o bi- 
twie pod Mołiaczem = Broderith,,762 sq. Por. np. 



Bielski, 306. Wieść przyszła, że ce- 
sarz turecki, zburzywszy kilka miasteczek, 
Waradyń obiegł. Król, słysząc to, acz 
jeszcze pomoc nie była Czechów, Moraw- 
czyków, ale, tę potrzebę bacząc, ruszył 
się z Budzynia dwudziestego czwartego 
dnia lipca, nie mając koło siebie tak je- 
zdnych, jako pieszych, więcej trzech 
tysięcy, przeto lekko ciągnął, aby się 
z nimi ludzie zjeżdżali. Pierwszy nocleg 
miał dwie mili od Budzynia, a tam mu 
naprzedniejszy koń, którego żałował, 
zdeclił; za niedobry znak niektórzy to 
mieli, i t. d. 



Broderitb (w temże wydaniu Bonfi- 
niusza, 762). Auditum est eum, Savotran- 
sito, aliquot castellis obviis dirutis, Vara- 
dinum Petri obsidere et iaiu arcem (nam 
oppidum parum muuimentum liabebat) 
acerrime terra et aquis oppugnari. Tum 
denique rex, licet ex Boernia nequealiun- 
de quisquam adhuc adveiierat et paucas 
admodum copias apud se haberet, ne quid 
tameii in tanto regni periculo omisisse 
videretur, quod a se fieri posset, 24. Julii 
Buda egreditur.... Habuit tunc rex, cum 
ex Buda egrederetur,.... equitum ac pedi- 
tum ad tria milia. Eo die, quo Buda 
egressi sumus, ad suburbanum Ambrosii 
Sarkani pervenlmus, duobus miliariis 
a Buda distans; Erd loco est nomen; ibi 
rex equum amisit, quem habebat omnium 
charissimum ac praestantissimum, repen- 
tino morbo absumptum, ex quo incredi- 
bili dolore est affectus; multi id pro in- 
fausto ominę habuerunt, etc. 

Rozdział 2 (o porażce wojsk chrześcijańskich pod Eczechem, pod wodzą Kocian- 
dra^ = Iovius, Historiarum sui temporis liber I, Lutetiae, 1558, str. 189 sq. Rozdział 3 
(zatargi pomiędzy cesarzem Ferdynandem a królem Janem, poselstwo Łaskiego do Rzy- 
mu == lov., 64 sq. i 239 sq. Rozdział 3 (intrygi Ferdynanda po śmierci króla Jana, po- 
selstwo Łaskiego do Turcyi, poselstwo niemieckie do Izabelli, Soliman) = Iov., Hist. sui 
temporis tomus secundus, ].,utetiae, 1560, str. 242 sq. Rozdział 5 i 6 (bitwa pod Budzy- 
niem) =^ Iov. 246 sq. Rozdział 7 (wojna 1542 - 3 r.) = Iov. 288 sq. Rozdział 9 — na- 
pisany samodzielnie. 



— 118 — 



Iovius, tom I, str. 197 verso). 
Inter eos, qui interfecti sunt, nobilissimi 
fuere Sebastianus Metescus et lacobus 
ScuUemburglius. Eadein quoque irritae 
yirtutis sorte Austriani, elabente Nicolao 
Turriano, eorum praefecto aliquandiu, resi- 
stentes, ad extremum deleti sunt, quum 
ex his Yirtnte atque iiatalibus clari ceci- 
dissent Fettaius et Hofcliircluus reguli et 
secundiim eos Hoheufelder et Aauspurger 
atque item duo e Naidega familia claris- 
simi proceres et cum his Lambergerus et 
Yeleserus, vin honestissimi, cecidisseut. 
E superiore etiam Austria, Rhetiae finiti- 
ma, desiderati suut Gulielmus Folgenhens- 
torfus, Leonardus Lambergus, Bernardus 
Scherfembergus et Gaspar Bergeheim et 
Schellembergus, qui domi et foris cum 
dignitate conspicui fuerant, Verum longe 
maxiraa caedes edita est in Bohemos equi- 
tes. 



Bielski, 310. Poległo tam (w bitwie 
j)od Eczechem) prawie wszytko czoło 
niemieckich zacnych rycerzów, z których 
zacuiejszy są: Fetaius, Hoschirchius, Hoch- 
felder, Auspurger, Lamberger, Welesern, 
Sebestyan Meteskus, Schelemberg, Fol- 
gienstorf, Lamberg, Scharfemberg, Ber- 
kein i wiele innych. Więtsze jeszcze po- 
bicie miedzy Czechy było. 



Iovius, ibidem, 240. Solimanus con- 

versus... ad Luphtibeium: quam indignam, 
inquit. infidis capitibus christiani hi duo 
reges coronam gestant? postquam impo- 
stores longe turpissimi nuUo hominum 
pudore nuIloque deornm mętu deterren- 
tur, quin ex commodo mutuae fidei sa- 
cramentum dissolvant. 



Bielski, 310 verso. Soliman... rzekł... 
Luftybegowi baszy: o, jako ci dwaj 
królowje niegodni korony, gdyż swej 
przysiędze jeden z nich dosyć nie uczy- 
nili' 



") Że kronika Hajka jest źródłem kroniki czeskiej Bielskiego, o tem wiedział 
już Jirecek, Zpravy o zasedani kralovske ceske spolecnosti nauk w Praze. Rocuik 
1879 (1880). Czytał nadto Bielski De Bohemorum origine ac gestis Sylwiusza i od 
niego to dowiedział się, że Przemyśl Ottokar I poległ na polu bitwy (r. 1230), Hajek 
bowiem nie wspomina o wojnie Przemyśla z Rudolfem i mówi tylko: Tehoż leta (1230) 
Pfemysl, ginak Ottakar, slavny kral cźesky, miesyce Ledna unirel] i Kuthen (pod tym 
samym rokiemj pisze tylko: kducI: Bielski tymczasem: „Przemyśl albo Ottokar, czeski 
król, zabit^^. Zresztą wszędzie idzie za Hajkiem, pozwalając sobie tylko na takie np. 
własne uwagi, jak: „Miedzy innemi dziwy tedy to jeden, iż trzej królowie czescy, któ- 
rzy się do Polski wojować stroili, każdy z nich na drodze haniebnie zabity, to jest 
Swatoploh, Bretysław a Wacsław". Czy Bielski korzystał z Kuthena, jest rzeczą wąt- 
pliwą; jest wprawdzie jedno miejsce, które zdawałoby się przemawiać za tem: pod 
r. 1093 mówi Bielski, że książę polski Władysław płacił daninę księciu czeskiemu Brze- 
tysławowi. Hajek mówi o tem pod rokiem 1094, ale Kuthen pod r. 1093: Bfetislaw 
do Polsky tahl a gi welmi zhubil, tak że Wladislaw, kuyźe polskę, gsa k tomu pri- 
nutkau dań. Lecz może data 1093 w kronice Bielskiego jest jedną z licznych omyłek 
druku w cyfrach chronologicznych. 



Hajek (ed. priuc, 1541) 1. Leta 
od JS^arozeny Syna Bożyho ssestisteho 
cźtwrteho, a od stwor eny swieta giź było 
piet tisytz osmset cżtyridcet a tri za 
duiiw Konstantyna tfetyho, cysafe kon- 
stautynopolitanskeho wedle poótu sedmde- 
sateho cźtwrteho, za Jana toho gmena 
cźtwrteho, biskupa rźymskeho, w poćtu 



Bielski, 317 verso. Lata od Narodze- 
nia Bożego 644. Za cesarza Konstantina 
trzeciego, cesarza konstantynopolskiego 
dwudziestego i czwartego, a za papieża 
Jaua czwartego, w rzędzie siedmdziesią- 
ty czwarty, Lech a Czech, rodzeni bracia, 
książęta karwackie, bacząc udręczenie 
w zebi"aniu wielkiego ludu w ziemiach 



J 



— 119 - 



sedmdesateho cztwrtelio, knyźata char- 
watskłi, Czech a Lech, pribiali su se 
s swymi do zemie bohemske a pfigeli 
aż pod gedeu weliky wrch, a tu se po- 
sadiwsse sobie y swym dietem y dobyt- 
kuom, aby odpoćinuty, ucinfli, zetni ohle- 
dawsse że gest urodna znamenali. Na- 
zagtry pak rano Czech, pogaw Lecha, 
bi-atra swehn, a ginó ktomu cżtyrzy, 
wstupili su na ten wrch a odtud' spatri- 
li lesy a rzeky, hory y rowiny, a nawra- 
tiwsse se k swym zase, rzeki gest Czech: 
tuto mamę geden weliky zrip, po slo- 
wauskem yazyku wrch, a około nieho 
hogne rowiny a urodnii zemi, ale wsecc- 
ku lesy porostlii. Druheho pak dne ssli 
su około a nalezli rzeky s obii stran te 
hor^"^ hogne a welmi rybne y nawratili 
su se k swym opiet a wyprawowali gym 
wseckem zpusob te kraginy. Nazagtry 
pak, kdyż slunce z hor wychazeti poćalo, 
Czech powołał bratra a starssych, rozka- 
zał swolati wssecku rodinu y gycli slu- 
żebnyky, a posadiw se na godnom pafe- 
zu, y ucinil gest rzeó tuto: nuże, miły 
bratf e, mili pfatełe a towaryssy, genż ste 
ucastnycy meho putowany a teto prarze 
widiel sem kterak negednu se mnu tież- 
ku snassełi gste pracy, gezdyce a chody- 
ce po pustinach bezcestnych a hustych 
lesych aż do tohoto dne; giż aspoń tu- 
to wassym noham ućiute odpoćinuty a 
ućińte obiet wzacnii tiem, kteryż su was 
do teto uwedli zeraie; tot' gest ta, tot' 
gest ta zemie, o ktereż castokrat sem 
wam prawił, a do ny was uwesti slibił, 
zemie wam zaslibena, zwieri a ptakuow 
plna, medem a mlekem opliwagic3', ya- 
koż pak sami widyte, k obywauy welmi 
pfihodna, wody se wssech stran hogne 
a nad obyćeg rybne; tut' wam se ne bu- 
dę nic nedostawati, nepratele ne budau 
mocy wam usskoditi; y poniewadz tak 
pf e utiessena kragina a wełmi urodna giż 
w wass3xh rukii gest, rozwazte, prosym, 
yakym a yak prihodnym gmenem ta 
wlast gmenowana by byti mielą. 

Ktei'yź to hned yako bozskym wnu- 
knutym gsuce wzbuzeni y odkawad rze- 
kli su: lepssy a pfihodniegssy te zemi 
gmeno dano byti ma gedine od tebe, 
knyże a pane nass; poniewadz sy ty Cze- 
chem gmenowan, też ona aby Czechowa 
zemie slula, slussne gest. 

Tehdy powstaw Czech a hnut sa 
swelió lidu napomenutym wzliledl wzliuoru 



na południe, wezbrali się z swym ludem 
ku zachodiiyni krainam i przyszli pod 
góry, gdzie pierwej obywali Boemowie, 
naród niemiecki, widząc ziemię uro- 
dną , żyzną , przestroną , nie osiadłą, 
zsvierzu, ptaków pełną, poczęli się tam 
osadzać, kopać, orać, płonić, budować, 
aczkolwiek tam było trochę łudzi, ale je 
wycisnęli z nienagła. I spytał Czech po- 
spolitego ludu, jeśli się im ta kraina po- 
doba. Wszystcy zawołali: podoba, tu cłice- 
my z żonami i z dziećmi swemi odpoczy- 
wać, póki naszych bogów woła będzie 
Pytał ich też, jałio ją chcą przezwać. 



Wszyscy zawołali jednostajnym gło- 
sem, iż od ciebie, panie nasz, aby była 
zwana Czechowa ziemia. 



potem 



on padł, pocałował ziemię, wstał 
a bogom uczynił ofiarę (według 



120 — 



Bielski. Lata 799 Morawianie zało- 
żyli miasto Ihlawę, a dali imię jemu .Te- 
lawa, od jeża wezwane, bo kopając grun- 
tjj^, jeżów dosyć naleźli, a jeż po czesku 
był zwań iehlak od igieł. 



a padł na zerai a libal gi, z tołio se- pogańskiego obyczaja), mówiąc: witaj, 

welmi raduge, że od gelio gmena ma by- ziemio święta, nam zdawna od bogów 

ti gmenowana, a wstaw na łioru obu rukń obiecana, zdrowo nas w sobie zachowaj, 

poćal k nebi pozdwihati a rzka: witag, a rozmnóż od narodu do narodu na wie- 

zemie pfeswata tisycy sliby od Bohuow ki wieczne. Amen. 

nam zaslibena czasu pfedessleho była sy 
lidy zbawena, ale giż nyny sy nam na- 
wracena, nas zdrawe zachowag a roz- 
mnóż od narodu aż na weky. 

Hajek, 34 verso. Leta 799 Morawane, 
spuntowawsse se s Niemcy v welikem, 
se poctu sebrali a do Cżecli na laupeż 
piistiti se clityce, sspeliefe napfed posiali, 
a sami take za nymi tahli. Sspebefy, na- 
wratiwsse se, oznamili, kterak Cżaslaw 
pewny sobie duom postawił, od kterehoż 
aż do lior welike zdielal zaseky, netoliko 
gizny, ale ani piessy żądny tam progyti 
nemuoż. Morawane, zastawiwsse se w ge- 
dnom lese pfi wodie, dlułio se radili, co 
magy óiniti, aż na tum zustali, aby na 
tom mystie tu hned ołiradu około wssełao 
wogska udielali a wnitrz baudy a srubj' 
stawieli. Niektery pak byt sobie tu obłi- 
biwsse mysto raubene obrady zdi wyso- 
ke stawieli, cbtyce tu miesto myti. 
a kdyż grunty zdem kopagice wen zemi 
wymytali, mnoho tu geżkuow nalezałi, 
a na ten ćas Cżechowe y Morawane rzy- 
kali geźkowi gehlak. od toho dali gsu 
miestu gmeno Gehława. 

Źródłem „Koronacyi Maksymiliana.... na królestwo czeskie... w Pradze" jest mo- 
że współczesna broszura niemiecka (zapewne i na język czeski tłumaczona, a może 
z czeskiego przetłumaczona): Warhafftige Beschreibung, welcliergestalt Maximilian und 
dero Gemahl zu Beheimischen Konig und Konigin in Prag den 20. Sept. gekrónet seyud 
waren, s. 1. 1564. Jako źródło „Elekcyi koronacyej.... na rzymskie królestwo.... we 
Frankfurcie" wymienia Ossoliński (Wiadomości I, 427): De electione et inauguratione 
Maximiłiani Austrii II, Romanorum regis, Francofurti ad Moeuum 1562 historia, per 
Adamum et Nicolaum Heydenos, fratres gemellos, descripta. Stąd też dowiedział się 
może Bielski o „wetowaniu kurfierstów przeciw królestwu polskiemu o szpital". Por. 
także broszurę czeską: Kratky a gruntowni spis, kterak najjasnejśi a welikomocny 
Maximilian atd. w Praukfurte pri fece Maynu 24 dne mesice Listop. 1562 na kralostwi 
fimske korunowan b.yti raćil.. . Nakładem Seb. Oksa z Kolowsi, z nera. jazyka w ćesky 
pfelożeno a wytiśteno w Starem meste Prażskem. (Jungmann, wyd. 2, 150—151). Tych 
wszystkich broszur autor tego studyum nie miał możności poznać; stwierdził natomiast, 
że „Poselstwo carza tureckiego" jest skróconym przekładem broszury: Litterae Sułtani Su- 
lemanui Turcarum imp., missae Constautinopoli ad Ferd., imperatorem Rom. etc, ab 
Ebrahimo Strotschio, Polono apostata, Pataviae, 1562 (istnieje także przekład czeski: 
Predlożeui tureckeho legata Ebrahima Strotskeho etc. 1562). Por. np. 



Magnificentissime potentissimeque 
christiauoruin electe caesar Ferdinande! 
Inyictus, maximus poteutissimusąue do- 
minus, Turcarum imperator, dominus me- 
us clementissimus, certo iustructum mau- 



Bielski, 331 verso. Nawielmożniejszy, 
najaśniejszy, miłościwy u krześcijanów 
w3'brany cesarzu Ferdynandzie! Nieprze- 
zw3^ciężny a nawielmożniejszy turecki 
cesarz, mój namiłościwszy pan, odesłał 



- 121 — 

dato ad maiestatem tuam me ablegavil", mię z takowem poselstwem, abym jasno- 

ut ei suae maiestatis noraiiie salute plu- ści waszej imieniem jasności jego win- 

rima, imperio felici, usu vitac longo et szował wszego dobrego, szczęśliwego na 

incolumi impertirem, etc. długie czasy panowania, fortunnego kró- 

lowania, i t d. 

'■'') Niektóre rozdziały Herbersteina (Rerum Moscoviticarum commentarii) pomi- 
ja Bielski zupełnie, np. o religii i Kościele, o zawieraniu małżeństwa, o monecie; inne 
streszcza aż nadto zwięźle. Rozdziały 1 -3 są streszczeniem pierwszego rozdziału Her- 
bersteina (str. 1 — 20 w wydaniu: R. M. com. Sigismundo Libero autore, Antverpiae. 
1567); daty podane (za pierwowzorem) od stworzenia świata. — Roz. 4—6, Wypisanie 
krain i miast zacniejszych w Moskwi = Herb., 64—92, Chorographia priucipatus et 
dominii magni ducis Moscoviae. — Roz. 7, Jako Moskiewski posły wielkie przyjmuje ^= 
Herb., 127 - 144, De modo excipiendi et ti-actandi oratores. - Roz. 8, Co za przyczyna 
tego była Herberstyna poselstwa do Moskwy =: Herb., 144—162, Itinera ad Moscoviam. — 
Koniec tego rozdziału (rozmiary terytoryalne) wzięty z Miechowity, De daabus Sarma- 
tiis (w przekładzie Glabera r. 1535, str. 106 nn.). Roz. 9, O poselstwie Bazylego do 
papieża = Pauli Iovii Novocomensis de legatione Basilii, magni priucipis Moscoviae, ad 
elementem VII (str. 163 sq. w temże wydaniu Herbersteina). — Roz. 10, O Litwie = 
Herb., 111 — 117, De Lithuania. - Roz. 11, O Liwlanckiej ziemi —z Miiustera, 786—789 
(por. Rudolf Meringer, Ein altes lettisches Vaterunser, Archiv fiir slavisch.e Philologie, 
XVII, 483 sq.). — Roz. 12, O Tatarach = Haithoni Armeni ordinis Praemonstrat. de Tar- 
taris liber (w Novus orbis Grynaeusa, str. 402 sq., ob. niżej). 

'3) O nowym świecie opowiada i Miinster, lecz Bielski sięgnął bezpośrednio 
do tej księgi, którą Miinster okradał: Sim. Gryuaei Novis orbis regionum ac insularum, 
yeteribus incognitarum, una cum tabula cosmographica et aliquot aliis consimilis argu- 
ment! libellis, nunc novis uavigationibus auctus, Basileae, 1555. — Rozdział 1, O żeglo- 
waniu Krysztofa Kolumbusa = Gryń., 64 — 84, Christopłiori Columbi navigatio ex iussu 
Hispaniae regis ad multas insulas, liactenus incognitas... Madrignano interprete.— Roz. 2, 
Jako Petrus Akmsus uaiazł nowe krainy, światu nieznajome = Gryń. 84 — 85 Petri 
Alonsi nayigatio eodem interprete. — Roz. 3, Jako Pinzonus, towarzysz Kolumbusów, 
szukał nowych krain na potudnie=Gryn., 85-87, Pinsoni nayigatio eodem interprete.— 
Roz. 4, Jako Alberykus Wespucyus Hiszpan żeglował do nieznajomych krain =: Gryń., 
87 — 94, Alberici Vespucii nayigationum epitome. - Roz. 5, Jako Portugalczycy żeglo- 
wali na wschód słońca, szukając nowych krain, jeszcze światu nieznajomych = Miin- 
ster, 1103 — 1106, Portugalienses in oriente quaerunt novasterras. — Roz. 6, O żeglowa- 
niu Amerykusa Wespucya — Gryń., 211 - 232, Americi Vesputli nayigationes. — Roz. 7, 
Jako król portugalski Emanuel poraził Maury i wziął niektóre krainy w Indyej=:Gi-yn., 
232 — 236, Epistoła Emanuelis, regis Portugaliae, ad Leonem X Pont. Max. de yictoriis, 
habitis in India et Machała etc; O wyspach Medera i Kanaryjskich=Miinster, 1112-1113, 
De Medera atque Canariis insulis. — Roz. 8, Jako Aloizyus Kadamustus żeglował do Ni- 
grytów, to jest do Murzynów, ludu nieznajomego, sam pisze o sobie =^ Gryń., 1 — 64, 
Aloisii Cadamusti nayigatio ad terras ignotas Archaugelo Madrignano interprete. — 
Roz. 9, O pielgrzjanowaniu i żeglowaniu Ludwiga Wartomannusa Rz3'mianina po roz- 
maitych krainach świata i przygodach jego, sam o sobie napierwej pisze ^= Gryu., 

234 — 235, Praefatio Ludovici Vartomanni Bononieusis. qui et patricius romanus, — oraz 

235 — 314, Ludoyici Roniani Patritii nayigationis Aethiopiae, Aegypti utriusque Ara- 
biae, Persidis, Syriae, Indiae intra et extra Gangem libri VII, Archangelo Madrigna- 
no interprete. 

Grynaeus, 64. Itaque Christophorus, Bielski, 440 yerso. Krysztow Kolum- 

natione Italicus, patria Genuensis, geute bus, rodem Włoch, z miasta Genua, z do- 

Columba, vir erat procera statura, colore mu zacnego Kolumbów, służąc długo na 

ad rubedinem inclinato, facie oblonga. Is, dworze króla Ferdynanda, będąc świa- 

quum diutius in regia regis Hispaniarum dom żeglarskiej sprawy, prosił króla, pa- 

inyictissimi diyersatus fuisset, auimum na swego, aby mu w tem pomocen był, 

induxit, ut hactenus inaccessas orbis par- co przedsięwziął, to jest w dalekie krai- 



Bielski. 



16 



— 122 



tes perquam diligenter peragraret. Petiit 
propterea rursiis et iteriim instantissime 
a vegę memorato, ut voto suo tam pio 
non deesset, futnrnm sibi et toti Hispa- 
niae decus praeclarum adservabat, si sua 
opera et impensa novas inaccessasąue re- 
giones nactas esset, et ad id opus navi- 
gandi ultro se offerebat, nam pollicebatur 
plures posse naacisci iu occidente insulas, 
quae ad usum, immo ad delitias morta- 
lium minime forent ineptae et inprimis 
iu eis iusulis, quae conterminae sunt In- 
diae, inveuiri posse arbitrabatur bac- 
cas, id est nniones lapidesque preciosos, 
fore omne genus nec non aromata omui- 
fariam aurique plurimum. 

Haec meditantem rex et reginaiden- 
tidem derisere, utpote cogitantem inania 
et pensi nullins, Yertebaturque liic sermo 
prope in fabellam. Tandem peroctis an- 
nis VIIT, iiisistente adhuc Columbo, coe- 
pit rex his sermonibus aures praestare at- 
tentiores decrevitque post multa experin 
viri ingenium, propterea in effectum hu- 
ius celebris instituti iussit liburnicam 
unam et celoces duas omni genere anno- 
nae armanientorumque communiri, qui- 
bus expeditis, prima Septembris luce 
MCCCCXC1I solvit ab hispanis littoribus 
et diu optatum iter est aggressus. 

Itaque solvit a Gadibus, iter faciens 
versus insulas Fortunatas, quas nunc His- 
pani appelaut Canarias, ob id quod cani- 
bus maxime abundent, antiqui vero For- 
tunatas dicebant, Hae enim absunt a Ga- 
dibus milliaribus MCC, prout i psi compu- 
tant suas leucas, dantes unicuique leucae 
Mim. Fortunatas propterea eas dicere, ab 
aeris miram temperiem coelique clemen- 
tiam.... Eas incolunt feriuae gentes, quibus 
nulla est religio, nullius Dei timor, nulla 
verecundia, utpote quae nudi inceduut 
usquequaque; eo Columbus concessit, aquae 
nonnihil sumpturus, ut vel inibi socii pri- 
us parumper conquiescerent, quam atro- 
cioribus assuescerent laboribus.... 

Solvens igitur, illinc arabat maria et 
per dies XXXin totidemque noctes na- 
vigans versus occidentem, nihil tellu ris 
unquam apparuit; tandem e specula quis- 
piam insulas quosdam conspicatus est, 
propius accedentes videre insulas sex, 
quarum duae erant vastissimae, eisque 
nomina indidit, alteram Hispanam, loan- 
nam alteram nuncupavit. 



ny na morze zajechać, a wzwiedzieć 
i oględać miejsca nieznajome i ku sła- 
wie i ku pożytku panu swemu co osobli- 
wego przywieść albo i oznajmić, coby 
było ku osobnej rozkoszy jemu i wszemu 
światu za wdzięczną nowinę. 



Z czego król i królowa uczynili wiel- 
ki pośmiech, rozumiejąc a mnimając, iż 
niepodobnej rzeczy żądał. Wszakże po 
kilku lat, za ustawicznemi jego prośbami 
a nawodem, widząc męża k temu chci- 
wego a sprawnego, kazał mu sprawić 
wielki okręt jeden a dwa mniejsze 
i wszelkiej żywności do nich nakłaść, 
strzelby, zbroje i inszych potrzeb, takież 
ludzi, z którymi się puścił na morze pier- 
wszego dnia miesiąca Września, lata 
1492, z Hiszpaniej Portugalskiej na za- 
chód słońca po morzu, które zowiemy 
Atlantykum. 

Napierwej przypłynął na wyspy, któ- 
re zową Kanarye od wielkości psów, dru- 
dzy też zową Fortunatae, to jest szczę- 
śliwe, od powietrza miernego. Widząc 
tam niczemny lud w rozmowie, takież 
w sprawach, nago chodząc, nabożeństwa 
żadnego nie mając, nabrawszy wody do 
okrętu, puścił się od nich. Jest mil (albo, 
jako oni zową, leuki) do Kanaryej 1200. 



Puściwszy się od Kanaryej wyspu, 
jeździł trzydzieści i dwa dni, nigdziej 
ziemie nie widząc, aż przypłynął do wy- 
spów niektórych, między któremi były 
dwa nawiętsze, którym dał imona: jednej 
Joanna (imę królowej hiszpańskiej), dru- 
giej Hiszpana. 



— 123 — 

Rozdział 10, O wypisaniu morza— zestawienie wiadomości z Miinstera; O królu wiel 
kim w Afryce, którego zo wiemy pop Jan =: Miiuster, 1159— 1160, De regno Preto lo- 
anuis, quem vulgo presbyterum loannem vocaut. —Roz. 11, O szaleństwie ży do wskiem 
i o plotkach ich — źródłem częściowem tego rozdziału jest może, oprócz Pisma 
Św. i Józefa Flawiusza, broszura, którą znał Czacki (Dzieła, wyd. z roku 1845, 
III, 181): De stupeudis erroribus ludaeorum. Ob. także Omnium gentium mores, 
leges et ritus, ex multis clarissimis rerum scriptoribus a loanue Boemo Au bano 
Teutonico uuper collati et novissime recogniti, Friburgi Brisgoiae, 1536, str. 66 sq. 
(De ludaea et ludaeorum vivendi ritibus, legibus ac institutis). — Lecz nie brak 
ti] z pewnością wiadomości własuycłi. — Roz. 12, O raju — por. Miiuster, 35 — 36.— 
Roz. 13, O piekle, dyabłach i Antycłir3'ście — por. Schedel, 263, De Antichristo, 
i ś. Augustyn, Tractatus de Antichristo (Opera, Antverpiae, 1576, IX, 454 — 455) 
i o piekle, passim. — Roz. 14, O zmartwychwstaniu i sądnym dniu — por. Schedel, 263 
Terso, De morte ac fine rerum, i 265 — 266, De extremo iudicio ac de fine mundi. 



') II, 242. Summa sententia eius (Laschi) haec erat, ut regnnm a Solymano pe- 
teretur, eo beneficiarii iuris nomiue, quo id douo datum loannes accepisset. Posse enlm 
supplicando adulandoque facile Impetrari ab homine generoso et ab insita barbarorum 
ani mis vanitate, inepte saepe gloriam affectanti, quod vi atque armis minime potest 
extorqueri. Abunde se novisse Solymani spiritus et praetumida purpuratorum ingenia; 
illum contemnere opes et tot regua fastidire, hos vero inexplebili avaritia et arrogan- 
tia ingenti nihil magis optare ac suadere, quam bellum. Proinde cavendum esse, ne eo 
repentini belli strepitu parata atque intenta Turcarum arma excitarentur, quibus resi- 
sti non posset, nisi coactls totius Occidentis viribus bellum inferretur. Id autem uco 
omuium consensu expediri posse, sed, ne id videant fatali caligine suffuudi regum ocu- 
los; atque ita christiauorum concordiam, louge lateque deploratam, a diis supei-is iu me- 
Jiora tempora reservari, postquam reges nuper a mutuis complexibus infecta pace dis- 
cessissent. Annon, inquit, G-allus, elusus spe sua ac, uti cupit existimari, mirę traduc- 
tus, ad hanc novam peracerbi doloris offensionem, recrudescente antiquo vulnere, im- 
plorabile odium resumet? Facessat omnis simulatio, magnis inimica consiliis, atque 
omnem prorsus adulationem vel ingrata regiis auribus veritas antevertat. Ule profecto 
non degeneris animi, uti caeco dolore convulsis plerunque accidit, irate atque inimice 
dabit operam profuso auro, quo multum abundare dicitur, ut graviores difficultates 
Caesaris consiliis innectat, designatos G-ermaniae conventus perturbet, principum dis- 
trahat voluntates sibique eas inprimis largitione obnoxios reddat, qui romani imperii 
decus, aequa sorte virtutis ac meritis dari dispensarique solitum, Austriae domui vehe- 
menter invideant, uti quaesitum haereditate, quando iam in hac tot caesarum perpe- 
tua serie, uti ab longa consuetudiue, legitimi iuris nomen induerit. Occulte itaque conspira- 
bunt naturaque cessatores eximii nullam omniuo aut certę seram opem ferent, quuni Turca- 
rum auxilia ad tuendum puerum regem advolabunt. Neque est, cur quisquam finitimos prae- 
fectos speret huic causae vel retardante hieme defuturos, honestam enim et piane decoram 
ferendae opis speciem praeferentes. haud dubie pupilli et viduae iniurias defeudent, ut occul- 
tae cupiditati ad occupandum regnum aditus paretur. Contracto nanque semel certami- 
ne, vel si fortuna primis ausibus nostris arrideat, aeternum profecto tibi erit bellum 
cum eo hoste, qui inexhaustas opes, invicta robora hominum, indomitos spiritus et devo- 
tos in necem nostram militum animos sit allaturus. Ita fiet, uti auguror, et utinam sim 
falsus vates, ut, si Pannonia petatur armis, tibi demum de Austria avitoque imperio sit 
dimicandum. 

2) Na końcu kroniki węgierskiej dodaje jeszcze Bielski od siebie te słowa: T3'ch 
rzeczy nie mogłem nigdziej w kronikach węgierskich naleźć, jedno, aby Węgrowie 
kiedy psa za króla mieli, jako o tern pospolity człowiek mówi: ale stąd to musiało 
uróść, iż byli wybrali Węgrzy za króla Ottona, baworskie książę, a ten dom bawor- 
skich książąt zwano Catuli, a katulus po łacinie szczenię albo pies młody; potem ich 



- 124 - 

przeciwnicy mogli stąd tę drogę naleźć urągania na nie. Drugie, nie mogłem naleźć 
o naszym królu Bolesławie, co świętego Stanisława zabił, aby się mu ta przygoda 
w Węgrzech trafiła, co o nim u nas pisano, alem czytał indziej, iż między górami 
w jednym klasztorze zakonniczy żywot wiódł, a tam żywota w wielkiej pokucie doko- 
nał, nie objawiając się nikoma. — Ta druga wątpliwość powstała zapewne pod wpły- 
wem Miechowity, Chroń. Pol. 30. 

3) 788 Arcliiepiscopatum teuet Vuilhelmus, marchio brandeburgensis, frater Al- 
berti, ducis Prussiae. Hic anno 1547, circa festum Purificatiouis Mariae, ingressus no- 
mine imperii Rigam, cives in fidem recepit. 

*) list 429 — 430. Herberstein (1. c. 68) nie wymienia tych sztuczek, mówi tylko: 
Gens Moscoviae caeteris omnibus astutior et fallacior esse perhibetur, fluxa inprimis iu 
contractibus fide; cuius rei ipsi haud ignari, si quando cum externis commercia habent- 
quo maiorem fidem obtineant, non Moscovitas se, sed adyenas esse simulant. 



VI. 

') Ob. przedmowę łacińską do wydania trzeciego: illos historicos secutus, penes 
quos fides magno omnium consensu hactenus unice sita est. — Por. Naucleras: libuitex 

his, quae in probatorum virorum scriptis reperi, historias aliąuas compilare Animus 

nunc est, ut aliqua dicta gestaque, memoratu digna, prout ab usu iam probatis scripto- 
ribus accepimus. Deo auxiliante, comportemus. 

2) Nauclerus, 16. Monstrosorum quoque multa hominum genera post linguarum 
varietatem a Deo facta, variis in locis producta fuisse etiam divus Augustinus, 16. de 
civit. Dei, cap. 8, commemorat, dicens: Deus enim ipse, cum sciret, quarum partium simili- 
tudine vel diversitate contexeret pulchritudinem universi, etiam monstrosos homines iu 

mundum producere Quibusdam uterque sexus et dextra mamma virilis, sinistra vero 

muliebris.... Aliis aut ora non esse, sed per nares solo halitu vivere. Alios statura esse 
cubitales, quos Pygmaeos Graeci vocant, qui per anuum octavum vivendo non exce- 
dunt, etc. 

^) 3 verso = Nauclerus, 7. 

*) Wyd. 1, A 4 verso — B ^^ Miiuster, 1025. Nam Syri panem exprimuut per 
lahma, Graeci per artoii, et vulgares per pcsomi, Germani per brot, S]avi per dileb, Livo- 
ni per maese, Lappones per leipae, Galii per pain, Ungari per chinaeer, Indi meridiani 
per ohoło, Turcae per actweck, Bulgari et Sclavonici per knich, Yualachi per pin, Angli 
per bred. 



VIII. 

') Potępiając alchemię. Bielski nie wzniósł się jednak do potępienia astrologii: 
ob. opis poselstwa tureckiego, list 331 verso: A snadź poruszon Soliman z tej przyczy- 
ny, iż na ten rok (1563) przychodzą k sobie planety nawyższe Saturny z Jowiszem 
na nowie Września miesiąca w znamieniu Lwa, skąd wielką odmienność w królach 
wyrozumiał na świecie bj^ć, zwłaszcza w tureckicli krainach, a trwać do ośmi lat, bo 
umie naukę gwiazdarską. 

2) 295 verso. 

^) Przedmowa do wydania pierwszego. 

*) 467. 

^) Przedmowa do wydania pierwszego. 

*) 135 verso sqq. Por. Lactantius, 1. c, i Scłiedel, 262: Postremo vero tam dete- 
stabile atque abhominandum tempus existet, quod nulli hominum sit vita iocunda; ever- 
tuntur funditus civitates atque interibunt etc. 

') Por. Schedel, 263 yerso, De morfce ac fine rerum; 265, De extremo iudicio ac 
fine mundi; 266: Deprecemur igitur, ut nobis... concedat Dominus fide, qua suscepimus, 



— 125 — 

custodita, cursu consummato expectare institiae repositam curonum et inveuiri iuter eos, 
qni resurgunt in vitaui aeternani, liberari vero a confusione et supplicio aeterno, per 
Christuni, Dominum nostruni, per quem est Deo Patri omnipotenti cum Spiritu Sancto 
gloria et imperium in saecula saeculorum. Amen. 

') Karion pisze świat stać sześć tysięcy lat według objawienia Eliaszowi proro- 
kowi: dwa tysiąca lat bez zakonu, dwa tysiąca z zakonem, dwa tysiąca z ewangelią.... 
tąd może każdy obaczyć rychłe skończenie świata. Ob. Carion, 7: Sex millia an no- 
rum mundus et deinde conflagratio. Duo millia inane. Duo millia lex. Duo millia 
dies Messiae. Et propter peccata nostra, quae multa et magna sunt, deeruut anni, qui 
deerunt. Hoc modo Elias de duratione generis humani vaticinatus est. Escłiatologia to 
ulubiona broń protestantów XVI wieku. 

3) Wydanie pierwsze: Do tego, co czcie. 

'0) 259 verso. 

1') 121. 

*2) 9 verso = Nauclerus, 21. 

1^) Dzienniki sejmów walnycłi koronnych 1555 i 1558 r., w Piotrkowie złożo- 
nych. Kraków, 1869, str. 182. 



IX. 

') Ob. up. o Sergiuszu, Imielski, 172 verso = Nauclerus, 657. — O Joannie, B. 
171 verso = N. 649. 

2) 183. 

3) 98. 
*) 467. 

^) 261 verso. Por. w kronice polskiej, 338 verso: Natenczas jeszcze Słowacy bał- 
wany czartowskie chwalili, tylko to wżdy u nich było. — ze złego lepsze dzierżano, iż 
w człowieku śmiertelnym żadnej nadzieje zbawienia nie pokładali, jako natenczas in- 
ni czynili, tylko w samym Bodze nadzieję mieli. 



X. 

') Sobieszczański, 1. c, XLVIII. 

2) Pawiński, Tj^godnik Ilustrowany, r. 1880, nr. 216. 

3) Wierzbowski, Krzysztof Warszewicki, str. 245. 
*) Pawiński, 1. c. 

^) Ob. Pypin, Istorija russkoj litieratury, wyd. pierwsze, II, 483 i 491. Sobolew- 
skij, Pieriewodnaja litieratura moskowskoj Rusi, 41, 53, 221, 259. Sobieszczański, 1. c, 
L nn. Ptaszycki, Zapadno-russkije pieriewody chronik Bielskago i Strykowskago (No- 
wyj sbornik po sławianowiedieniju, sostawlennyj i izdannyj uczenikami W. I. Łaman- 
skago. Petersburg. 1905, str. 372 — 384). 

*) Irećek, 1. c. 



EOZDZIAŁ CZWARTY. 



KRONIKPi POLSKPi. 



I. 



„Miedzy.... królestwy inemi napisanemi nie zapomniałem matki swojej, 
Sarmacyej, która nas wszech, Polaki, w swej ziemi chowa, żywi, ćwiczy". 
Pobudką więc do napisania kroniki polskiej, stanowiącej księgę ósmą ,, Kro- 
niki świata", była miłość ojczyzny. Chodziło Bielskiemu mianowicie o sła- 
wę narodu polskiego, ,,aby tak za niedbanim naszem dzieje zacnych przodków 
naszych z pamięci ludzkiej, zwłaszcza nas, potomków ich, na wieczne czasy 
nie wychodziły, chcemyli też potem od swoich, będących po nas, takowe da- 
ry odzierżeć" ^). A drugą pobudką było to samo, co przy pisaniu ,, Kroniki 
świata": wzgląd dydaktyczny; nie tylko bowiem od ludzi obcych, ale i od 
własnych przodków można się bardzo wiele nauczyć; nie byli oni tak bogaci, 
jak my, ale za to ,, pracą a czujnością w Rzeczypospolitej i w wspólnej miło- 
ści daleko nas przechodzili"; więc nie odradzajmy się od świętych naszych 
przodków, a wówczas potomkowie nasi będą ze czcią i z pożytkiem dzieje na- 
sze czytali, — ,,nie inaczej, jako my dziś o Aleksandrze "Wielkim albo o wal- 
kach trojańskich albo o naszym królu Krzywoszu, o Chabrym, takież o Bole- 
sławie Śmiałym" czytamy ^). 

Niebrak wprawdzie w Polsce kronik, z których wiele się o przeszłości 
swej ojczyzny nauczyć można; ale te kroniki są pisane połacinie, tymczasem 
on. Bielski, pisze swoją po polsku. Nie dosyć na tem. Dawne kroniki, zda- 
niem Bielskiego, nie odpowiadają potrzebom społeczeństwa, gdyż, po pierw- 
sze, są nieco stronnicze: autorowie ich ,, więcej i dłużej pisali o przeciwnem 
szczęściu starszych naszych, niżli o fortunie ich" ^); a po drugie, pisali je du- 
chowni, co się ujemnie odbiło na ich treści, bo, ,, opuszczając zacne dzieje, 
których jednak Polska miała dosyć, pisali swoje rzeczy, to jest wsi kościelne 
a dziesięciny albo kanonizacye, które więcej przysłuszają legendom, niż kro- 
nice" ^); zresztą niepodobna się im dziwić, ,,gdy oni sprawom rycerskim nie 
rozumieją, trudno mają dobrze kroniki napisać: musi pisać nie to, czego po- 
trzeba, jedno to, co się mu podoba" ^). Nawet Długosz, zdaniem Bielskiego, 
pisał niemało ,, próżnych rzeczy"; Miechowita, który ,,z długoszowej pisał, je- 
dno iż krócej", opuścił wprawdzie wiele tych próżnych rzeczy, lecz ,,sam ich 
też przedsię dosyć nakładł; ale nie dziwuję się temu: z czem się kto obiera, 
o tem myśli i to pisze" *). Jest jeszcze kronika Wapowskiego, pisana ,,do- 



- 127 — 

syć ochędożnerai słowy i szeroko;.... ten wiele z postroiniycli kronik wyl)iłirał 
rzeczy, które się działy za przodków naszych, o których postronni historyko- 
wie więcej pisali, niżli my sami", ale ta kronika ,,nio wyszła na jasność" ^). 

Po takim sądzie o dawnych kronikach, Bóg wie nie co obiecuje sobie 
czytelnik po kronice polskiej Bielskiego; spodziewa się, że bodzie lepsza, grun- 
towniejsza, ,,próżnyc]i rzeczy'* wolna, szeroka, więcej fortunie, niż ,, przeciw- 
nemu szczęściu" przodków, poświęcona! Bo że się tylko o przodkach dowie, 
że historyi współczesnej nie znajdzie, o tem ostrzega czytelnika autor, uspra- 
wiedliwiając się, iż ,, takowe rzeczy za żywotów naszych nie mogą być prze- 
śpiecznie pisane, bowiem przyrodzenie ludzkie jest chciwe sławy dobrej za- 
wżdy, a złej niecirpliwe, zwłaszcza którzy są takowi, iż woli być, niż się 
mianować, złym, a w tem się nie chce obaczyć, skądby mu co nie ku myśli by- 
ło, chociaby i prawda, mógłby co złego za to pom3^ślić, miasto dziękowania, 
jako tyranom obyczaj bywał"; ^) pochwalisz kogo, powiedzą, żeś pochlebca, 
zganisz, krzykną, żeś zbrodniarz: tak czy inaczej — strach pisać. ") Wpraw- 
dzie, w wydaniu pierwszem kroniki (1551) uwzględnił Bielski dzieje współ- 
czesne, doprowadzając je do śmierci Zygmunta Starego, ale w wydaniach na- 
stępnych (1554 i 1564) j uż ich nie uzupełniał (poprzestając na krótkiej wzmian- 
ce o śmierci swego pana. Piotra Kmity). 



II. 

Kronikę polską poprzedza rozprawa, napisana za przykładem Miecho- 
wity i Wapowskiego, p. t. ,,0 wywodzie narodu polskiego" ^). Nie tai Biel- 
ski, że powiedzieć coś pewnego o pierwotnej historyi słowiańskiej jest rzeczą 
niesłychanie trudną wobec braku źródeł: przodkowie nasi ,, długo pisma nie 
znali", to też ,,my i drudzy o dawności swej prawie powiedzieć nie możem, 
a jeśli kto pisze o niej, tedy więcej z mnimania, niż z wiedzenia". To zaś 
mniemanie Bielskiego jest takie. 

„Ojcem naszym krześcijańskim" był młodszy syn Noego, Jafet, który 
po potopie przyszedł do Europy, syn zaś Jafeta, Gomer, „z synem swoim 
Ascenesem albo Jasceną Sarmaty założył", to jest osiedlił się w Sauromacyi 
czyli Sarmacyi europejskiej (,,tak nazwanej od ludzi z jaszczurczemi oczyma, 
bo sauros po grecku — jaszczurka, omma — oko; może się też rozumieć od 
straszliwych ludzi, bo przed tymi ludźmi wszytka ziemia drżała, jakoż i Pismo 
święte powiada"), mianowicie w ,,Wolgaryi", pomiędzy Wołgą a Dnieprem, — 
na tych ,, polach", które dziś „ku Moskwi przyległy". Wsławili się Sarmaci 
swojem męstwem: „Świat wszytek nigdy nie miał waleczni ej szych łudzi nad 
Sarmaty a Scyty, a to z tej przyczyny, iż krainy północne są zimne, a w zim- 
nie będąc, człowiek jest czerstwiejszy i zdrowszy, niż w cieple, przeto iż pory, 
które są w ciele człowieczem, zawżdy zawarte u nich bywają, a stąd człowiek 
bywa świeży, kiedy pory zawarte ma;.... a to pory zową dziurki subtylne, 
których człowiek nie dojrzy w ciele człowieczem, a z nich włosy wyrastają 
i pot wychodzi". 

Tym tedy walecznym Sarmatom panował, ,,od rzeki Tanais aż do Renu 
szeroko" (!), potomek Noego, król niemiecki, Tuiskon: „przeto my z niemiec- 



— 128 — 

kim narodem w przyległości zawżdy byli, aczkolwiek starzy naszy kronikarze 
kładli nas od Jawana z Greki pospołu wynidź, ale k temu żadnego znaku 
nie mamy". 

Z czasem rozpoczęły się wędrówki plemion sarmackich. Jedno z nich 
ruszyło się ze swych siedzib i udało się ,,do tych krain, gdzie my dziś siedzi- 
my", to jest nad Wisłę, do krain, które zamieszkiwali Niemcy, „ale rzadko, 
bo pustynie były wielkie"; plemię to mieszkało przez pewien czas wespół 
z Niemcami i wraz z nimi ruszyło dalej, ,,a stąd je przezwano Wandality, iż 
od Wisły wstali, bo Wisłę zwano zdawna Yandalus". Przyszli Sarmaci-W^an- 
dalici do Węgier i mieszkali tam lat czterdzieści, ,,aż je do Włoch Stillico 
przywabił, potem szli do rranc3'^ej, do Hiszpaniej aż do Afryki". 

Drugiem plemieniem sarmackiem byli Sarmaci-Roksolanie; ci ,, budowa- 
nia, skarbów nie mieli ani się w nich kochali, pod namioty mieszkali, dobyt- 
kiem się żywili, w łowy jeździli, bo nie orali, nie siali, ani wsi stawiali, szaty 
proste albo kożuchy sobie działali, Boga jednego chwalili, zwłaszcza tego, 
który gromy sprawował, bo się gromu bali". Mieszkali Roksolanie około ,, je- 
ziora Słowionego, które jest w Moskwi", i stąd to, jak pisze Wapowski, ,,są 
wezwani Słowianie, naszy przodkowie". Na miejscu pozostała tylko część 
Roksolanów, i ,,ty dziś zową Rusią od Russaków albo Roksolanów z Moskwą 
społu". Inna zaś część, kiedy Wandalici opuścili brzegi Wisły, ruszyła się, 
jak świadczy Prokop, z Wolgaryi, a jak mniema Wapowski, z nad brzegów 
jeziora Słowionego; obydwa te świadectwa zgadzają się z sobą doskonale, po- 
nieważ ,,to tam wszytko w jednym kraju, bo ty pola ku Moskwi przyległ}^, 
jeziora i rzeka Volha, od której Yolgary albo Wołyńcy rzeczeni są". Ruszyła 
się tedy część Sarmatów-Roksolanów, czyli już Słowian, i poszła na południe, 
mianowicie „do Tauryki, to jest do Przekopskiej", kiedy, — „o tern pisma nie- 
masz". Z Tauryki zaś jedni poszli na Wołyń, inni ,,do Litwy na Podlasze, — 
ci się z swych miejsc do tego czasu nie ruszali" ^); a jeszcze inni udali się na 
zachód, przeprawili się przez Dunaj, pobili cesarzów bizantyńskich, Nicefora 
i Kutoplata, i ,, posiedli Miz^^ą, Dacyą, Dalraacyą, IHiryą, Pannonią, Liburnią 
takież Istryą, acz nie razem, bo o ty miejsca długo czynili z Greki i Rzymia- 
ny": to Słowianie południowi *). 

Ale locześniej jeszcze^) ,, drugie hordy słowańskie obróciły się ku zacho- 
du słońca" — a więc wprost z Roksolanii ^) — „w niemieckie krainy, jako na- 
szy Słowianie; Czech z Lechem posiedli krainy niemieckie, Czech w Czechach, 
Lech w Wandaliej". Kiedy to nastąpiło, dokładnie nie wiadomo, w każdym 
razie, wbrew dawnym kronikarzom, już po Narodzeniu Chrystusa: „Naszy 
Grakusa kładli być przed Bożem Narodzeniem czterysta lat "), a Methodiusa 
z Czuryłem pisali przyść wiary krześcijańskiej nauczać Słowaki za króla Pia- 
sta, lata Pańskiego 895, ledwa piąty potomek od Wandy, Grakusowej dziew- 
ki; musieliby tych pięć potomków Grakusowych być na świecie więcej, niż 
tysiąc lat, co nie mogło być, ))o nie długo po sobie żywi byli Leszkowie trzej, 
a Popielowie dwa". „A tak czasu pewnego nie możem wiedzieć, którego to 
nasz}^ przodkowie przyszli nad Wisłę do Wandaliej; w czeskiej kronice stoi 
w sześćset lat po Bożem Narodzeniu, ale to nie może być, bo u nas dawniej 
naznaczyli historykowie starzy tu być, niż Czechowie napisali'-. Ostatecznie 
umieszcza Bielski przyjście Lecha i Czecha w wieku szóstym, pod rokiem 550 



— 129 — 

Skądże wziął tę datę i wogóle cały wywód narodów słowiauskich? (o jego 
samodzielności bowiem nie może być, naturalnie, nawet mowy). W pi-zedmo- 
wie do wydania pierwszego czytamy, co następuje: „Nie ma też to żadne- 
go wzruszać, iżem polski naród zinąd przyśó do tych krajów pisał, co jest 
przeciw naszym starym kronikarzom: musimy dać pierwsze miejsce historykom 
wielkim a (/runłownym, Jcturzy, za cnych czasów bqdąc (drudzy widzieli swemi 
oczyma), dzieje wszytkiego świata z pilnością, nie z pochlebstwa ani z żadnego 
powinowactwa, bo im do tego nic nie było, prawdziwiej pisali, niżli naszy ka- 
płani". Nietrudno się domyślić, że przez tych wiolkicli i gruntownych histo- 
ryków, którzy za onych czasów byli, rozumie Bielski Prokopa i Jornandesa, 
których też potem, w toku swych wywodów, wymienia. Ale czy wykombino- 
wał je bezpośrednio z ich pism, o tem można i należy wątpić. Bo i po co miał- 
by sobie głowę nad kombinacyami łamać, kiedy znalazł je już gotowe w „Enne- 
adach'' Sabellika, w „Dekadach" Bionda, w „Wandalii" i „Saksonii" Krantza? 
Jeżeli zaś przypomnimy sobie, że w „Kronice świata" Bielski powołuje się 
często na takie źródła, których nigdy na oczy nie widział, to, idąc dalej, doj- 
dziemy do wniosku, że nie łamał sobie zapewne głowy nad Sabellikiem, Bion- 
dem i Krantzem, ale że wywód narodów słowiańskich zawdzięcza głównie je- 
dnemu z tych „naszych kapłanów", na których się tak zżyma, mianowicie — 
Wapowskiemu. Nie odszukano wprawdzie dotychczas pierwszej części kroniki 
Wapowskiego, ale nie trudno udowodnić, że ona to jest głównem źródłem mą- 
drości naszego autora. 

Przedewszystkiem sam Bielski, mówiąc o jeziorze Słowionem i o tem, że 
Czech i Lech wyszli nie z Dalmacyi, ale wprost z Roksolanii, powołuje się na 
Wapowskiego "). Od niego dowiedział się także, że Lech panował w połowie 
szóstego wieku po Chrystusie. Kromer bowiem świadczy, że „Wapowski nasz, 
który tegoż rozumienia" (co Dubrawski) „być się pokazuje, powiada, że się to 
działo około roku Chrystusowego 550". **) W przedmowie zaś do swych poe- 
zyi łacińskich, wydanych w roku 1515, twierdzi Wapowski, że Słowianie „za- 
jęli dawne Wandalów siedziby", mówi także o zdobycia przez Słowian kilku 
prowincyi państwa rzymskiego. ^) 

W roku 1555 ukazała się kronika Kromera. Z jej pierwszej księgi, 
o pochodzeniu Słowian, z jedjmej księgi, sprawiającej prawdziwy zaszczyt swe- 
mu autorowi, niewiele się Bielski nauczył. Zaznaczył wprawdzie w trzeciem 
wydaniu swej kroniki, że jego wywód „nie zgodzi się z kroniką doktora Kro- 
mera, który pisze nie od Jafeta przez Jawana, ani ich potomka, ale od Jekta- 
na, którego losephus pisze Assarmot z potomstwa Semowego Sarmaty założyć" 
wspomniał, że Kromer strofował starych kronikarzy, którzy umieścili Lecha 
i Czecha w czasach przedchrześcijańskich: ale na to, żeby Wandalici i Goci 
mieli być narodem nie słowiańskim, lecz niemieckim, nie przystał stanowczo 
i, wyraźnie dotknięty w swej ambicyi narodowej (jak tylu innych, któray nie 
mogli darować Kromerowi, że „Wandalitów nas pozbawił"), usiłował zbić 
wywody Kromera, — że w sposób naiwny, tego mówić chyba nie trzeba. Ja- 
kim sposobem, pyta, Wandalici mogli być narodem niemieckim, kiedy pomię- 
dzy Wołgą a Dnieprem nie było przecie Niemców? „śmieją się nowi kronika- 
rze z tych, którzy pisali Wandality być rzeczone od Wisły albo od Wandy 
królewny, która się utopiła w Wiśle, a sami przed się nie pisali, skąd je we- 

Dielski. ^~* 



— 130 — 

zwano Wandality, albo jeśli je tam jeszcze zwano Wandality, gdy byli przy 
jeziorze Meotis, jako piszą, czyli tu, przyszedszy nad Wisłę, od niemieckich 
krain, albo jako oni mogli być Niemcy, gdyż od jeziora tego Meotis przyszli, 
gdyż tam żadnych Niemców w przyległości nie mieli".... „Ale mojem zdaniem^ 
(a więc już nawet nie „mnimaniem"!) „Wandalitowie naród sarmacki" i t. d. 

Nie mniej naiwnem jest rozumowanie o Gotach. Kłamią Niemcy (a za 
nimi Kromer!), że Goci to naród niemiecki, że „wyszli z morza niemieckiego 
albo sarmackiego, z wyspu Skandy nawiej, Gotlandyej, Szwecyej, Finlandyej 
i z drugich krain, przyległych Moskwy"; kłamią dla tej prostej przyczyny, że 
„tych ludzi tak wielkich nie znosiłby jeden wysep morski, ani dwa, ani trzy"! 
Któż więc byli ci Goci? Był to naród.... składkowy,— złożyło się nań „dosyć 
Rusaków^, Alanów, Moskwie, Gepidów, Litwy, Swędów, Duńczyków, Tatarów, 

Prusów i drugich, — to wszytko Niemcy sobie przywłaszczają" „Ty krainy, 

z których Gotowie z sąsiady wyszli, były i są przyległe Roksolaniej albo Mo- 
skwi, było tam wiele naszych przodków Roksolanów, to jest Rusaków albo 
Słowaków, jako i między "Wandality". 

Nie dosyć na tem. Kronika Kromera nie otworzyła Bielskiemu oczów na 
te brednie, które powypisywał w pierwszem i drugiem wydaniu, że ,, naród 
starodawny naszego języka był też zdawna w Azyej Małej, w Paflagoniej 
czasu trojańskiej walki"; że ci Słowianie po upadku Troi powędrowali do 
Włoch i założyli miasto ,,na pagórku okrągłym, jako wieniec, a od wieńca 
Wenecyą przezwali"; że, jeśli historycy włoscy przeczą temu, to jedynie dla 
tego, iż ,, nie mają o tem pewnego pisma, jedno z mataczów poetów wybierają, 
gdzie im się podoba"; że Słowianie założyli jeszcze drugą Wenecyę — w Wę- 
grzech, ,,po węgiersku Welincze dziś zową, przeto nas zową Weneci". Nie po- 
mógł także protest Kromera przeciw tak zwanemu ,,majestatowi", to jest owej 
bajce o liście Aleksandra Macedońskiego, wymyślonej na początku XV wieku 
przez Czechów, mistrzów w fabrykowaniu podobnego rodzaju falsyfikatów. 
List ów, wzięty żywcem z kroniki Hajka, wydrukował Bielski we wszystkich 
trzech wydaniach swej kroniki, jako dowód oczywisty, ,,iż byli w Macedonii 
Roksolani za Aleksandra Wielkiego" (,, przeto jest wiele greckich słów w na- 
szym języku"!): 

„My, Aleksander, boga nawyższego, Jupitera, syn na niebie, a Filipa, kró- 
la macedońskiego, na ziemi, pan świata od wschodu do zachodu słońca, a od 
południa do północy, potłoczyciel medzkich i perskich królestw, greckich, sy- 
ryjskich i babilońskich etc. Oświeconemu pokoleniu słoweńskiemu a języku 
ich miłość, pokój, zachowanie i pozdrowienie od nas i naszych namiastko w, 
będących po nas w sprawowaniu świata. Przeto, żeście nam zawsze przytomni 
byli, w wierze prawdomówni, we zbroi stateczni, bojowni a nigdy nie ustali, 
dawamy a na was przenaszamy swobodnie na wieczność wszytki krainy od 
północnego morza, wielkiego oceanu lodowatego, aż do morza włoskiego skal- 
nego południego, aby w tych krainach żądny nie śmiał się sadzić ani osiadać, 
jedno nasze pokolenie, a jeśliby kto taki był nalezion z obcych, bądżże wasz 
poddany abo służebnik z potomki swymi na wieki. Dan w Aleksandry ej, mie- 
ście naszego założenia, nad sławną rzeką Nilus, lata panowania naszego 
12, z pozwoleniem bogów wielkich: Marsa, Jupitra, i boginie Minerwy" ^°). 



— 131 — 

Oczywiście, przytoczył Bielski ten „majestat", powodowany tą samą 
ambicyą plemienną, która nie pozwoliła mu wierzyć w prawdę uczonych wy- 
wodów Kromera o Wandalach i Gotach. Bo że Bielski miał dość silnie rozwi- 
nięte poczucie plemienne, o tom świadczy to, co mówi w pierwszem wydaniu 
kroniki o językach słowiańskich: 

„Aniżby to podobna rzecz była, aby ci ludzie słowiońscy rozerwani nie 
mieli kiedy z sobą być w jedności, ponieważ i dziś, będąc rozstrzelanymi po 
świecie, jedne mowę mają wszyscy, choć drudzy między obcym narodem sie- 
dzą, swej mowy używają, choć jej nieco zodmieniano. Mam za to, że tak nie- 
masz między nami żadnego głupiego^ cohy mnimał hyc inszą motoę ruską, serb- 
ską, czeską, niżli naszą: jednać to wszytko, po rozdzieleniu społecznem nie- 
dawno słowa się w niej drugdzie zmieniły. Widziałem ja teraz biblią polską 
starego pisania, w której więtsza połowica serbskich słów, a ta Serbia leży po- 
społu z Bolgaryą a Bosną, w której Despot mocnie panował, póki był od Tur- 
ków nie potart. Jeszcze i dziś ludzie wiele słowiańskich słów mówią: gospo- 
nie, po słowieńsku hospodinie, to jest panie; też to nam w rzeczach przycho- 
dzi mówić z słowieuska, iże prawi, to jest mówi, dzieci zową po słowieńsku 
ojca: tata, iż przyrodzona rzecz, jednych słów przestawamy mówić, a drugich 
się chwytamy; tylko sami Rusacy a Czechowie mało albo nie odmienili rzeczy 
w naszym języku". 

Jedyny to, prawdę powiedziawszy, ciekawy, jedyny cenny, a do tego, 
jak się zdaje, oryginalny, ustęp w całym rozdziale „O wywodzie narodu pol- 
skiego". Wszystko inne posiada wartość chyba przez to jedno, że rzuca świa- 
tło na tę samą naiwność i łatwowierność Bielskiego, którą poznaliśmy już, 
rozpatrując ,, Kronikę świata". 



III. 

Po wywodzie narodu polskiego ,, poczyna się kronika polska Bernata 
Wapowskiego, niegdy kantora, prałata krakowskiego kościoła" ^). Wobec 
tych własnych słów Bielskiego zdawałoby się, że głównem źródłem jego kro- 
niki polskiej jest rękopiśmienna kronika Wapowskiego; tak też mniemają po- 
wszechnie, często nawet słyszymy zdanie, że część pierwsza kroniki Wapow- 
skiego (do roku 1380), dotychczas nie odszukana, ocalała w przekładzie czy 
też w skróceniu Bielskiego. Otóż mniemanie to jest najzupełniej błędne. Sło- 
wa: „Poczyna się kronika polska Bernata Wapowskiego" należy rozumieć 
tylko dosłownie, to jest tak, że jedynie początek kroniki Wapowskiego (w skró- 
ceniu zapewne) wcielił Bielski do swej kroniki. Wiemy już, że za powodem 
Wapowskiego posunął Bielski Lecha i Czecha o kilka wieków naprzód. Wa- 
powskiemu także, nie komu innemu, zawdzięcza całą chronologię czasów przed- 
chrześcijańskich oraz opowiadanie o Wizymirze, skoro go umieścił tuż po Le- 
chu, a przed Krakusem; wynika to zresztą z tych jego własnych słów: ,,Tuć 
nie wiem, którzy się na tym Wissymirze omylają, jeśli starzy kronikarze, czyli 
teraz Wajjowski, bo tego Wismira starzy kronikarze kładli być syna Leszka 
trzeciego, nie z własnej żony urodzonego, a tych jego dziejów znamienitych 
zaniechali w starych kronikach pisać, aż to Wapowski kantor z duńskiej kro- 



- 132 — 

niki loijhieral krótko^ gdzie tam jego dzieje szyroko pisali Duńczycy. Pisał go 
też być z potomstwa Lechowego jeszcze przed Grakusem, a starzy kronikarze 
po Grakusie". ^) Ale też, jak się zdaje, są to niemal jedyne gfówne wiadomo- 
ści (z dziejów do roku 1516), które Bielski zawdzięcza Wapowskiemu. Że znal 
jego rękopis, to nie ulega wątpliwości, ale, że bardzo mało z niego korzy- 
stał, to zdaje się być również rzeczą pewną. 

Głownem źródłem kroniki Bielskiego do roku 1506 jest nie Wapowski, 
tylko Miechowita. Już Szujski spostrzegł, że Bielski korzystał z Miechowity, 
mówiąc, że ,,Wapowskiego rękopism zastępował Marcinowi Długosza, które- 
go nie miał, łatał on jednakże Miechowitą i podawał tu i owdzie własne wia- 
domości; nie można zatem sądzić zaginionej części Wapowskiego wedle tego, 
co z niej Bielski podał, a wykrycie jej manuskryptu byłoby pożądaną dla 
nauki rzeczą" ^). Lecz i na ten pogląd trudno się zgodzić: przedewszystkiem, 
niema żadnego dowodu na to, żeby Bielski Długosza nie znał (przecie w przed- 
mowie do kroniki polskiej mówi o nim wyraźnie i zdaje sobie jasno sprawę, 
że kronika Miechowity jest do roku 1480 skróconą kroniką Długosza, o czem 
się przecie nie dowiedział od Miechowity, bo ten raz tylko jeden przyznaje się, 
że znał Długosza); powtóre, Bielski, jak to zaraz zobaczymy, nie łatał Wapow- 
skiego Miechowitą. Nie łatał także Miechowity Wapowskim: kronika Miecho- 
wity, od kroniki Wapowskiego krótsza i zwięźlej sza, zupełnie mu wystar- 
czała, a nadto więcej z pewnością trafiała mu do serca, niż pełna humanisty- 
cznej blagi i wodnistości kronika kanonika krakowskiego. Jeżeli przejął od 
Wapowskiego opowiadanie o Wizymirze, to jedynie dla tego, że ono połechta- 
ło mile ambicyę narodową pisarza, który i z Gotów chciał zrobić Słowian. Ale 
poza tem oparł się prawie wyłącznie na Miechowicie. 

AVprawdzie, nie znając pierwszej części kroniki Wapowskiego, trudno, 
zdawałoby się, udowodnić, że Bielski z niej nie korzystał, ale z tego, że nie 
korzystał z drugiej (1380 — 1506), którą znamy po części z przekładu Mali- 
nowskiego, a po części z wydania Szujskiego, wolno wyprowadzić wniosek 
i co do pierwszej, zwłaszcza, jeśli się udowodni, że i w układzie materyału, in- 
nym u Miechowity, jak u AVapowskiego. nie za Wapowskim poszedł Bielski. 

Naprzód więc kilka słów o kronice Bielskiego od r. 1380 do 1506. 

Pod rokiem 1387 mówi Bielski, że król Jagiełło, jadąc na Litwę, ,, wziął 
też z sobą... Krysztyna z Koziegłów, sądeckiego, Mikołaja z Ossolina, wiślic- 
kiego kasztelany; Zaklikę z Międzygórza, kanclerza; Mikołaja z Moskorze- 
wa, podkanclerzego polskiego, Spytka z Tarnowa, podkomorzego, i inych 
wiele". I Wapowski wylicza wprawdzie kilka osób z orszaku królewskiego, 
ale nie wymienia nazwisk kasztelanów, a o Zaklice z Międzygórza, o Mikoła- 
ju z Moskorzewa, o Spytku z Tarnowa milczy zupełnie. Wymienia ich wszyst- 
kich, za Długoszem, Miecłiowita, a za Miechowitą Bielski. *) 

W dalszym ciągu, pod tym samym rokiem, czytamy: ,, Przyjechawszy 
do Litwy, król Władzisław, jeżdżąc od ziemie do ziemie, kazał się schodzić 
ludu prostemu na krzest święty do głównych miast. A dla lepszej chuci ich 
nakupił był w Polszczę sukna białego bardzo wiele, w które je ku krzczeniu 
obłóczono i darowano im każdego. A tak ze wszytkich stron ono pogaństwo 
szło na krzest, słysząc o swobodzie królewskiej, bo dragi nie tak do krztu, ja- 
ko dla sukna szedł. Aby się ze krztem prędko odprawiali, wszytki razem wo- 



— 138 — 

dą krzc/.ono, kropiąc, kazawszy im na kilko miejsc stanąć, a imiona nic każ- 
demu zosobna dawali, ale tej gromadzie — Piotr, drugiej — Jan, trzeciej — 
Stanisław, czwartej — Jakub, aż do końca; takież i niewiastam kazano stanąć, 
jednej gromadzie — Anna, drugiej — Katarzyna, trzeciej — Edwiga, aż pó- 
ki ich zstawało... Potom W/adzisław postanowił im kapłany, z Polski przy- 
wiódszy, w swoich biskupstwach, z którymi przedsię dosyć trudności mieli, 
niżeli pierwsze bałwochwalstwa W3-bili. Abowiem chwalili z przodków swych 
za Boga leda co: ogień, węże, lasy, słońce. Ogień zwali swoim językiem Zync 
za jedną świątość, na której kładli drwa kapłani ich. Węże każdy chował 
w domu dla szczęścia; kto go nie miał, już to nieszczęsny był. Lasy mieli za 
domy świętych. Słońce gdy chmury zasłaniały, mnimali się na nie gniewać, 
przeto się mu ofiarowali, Władzislaw kazał ich kościoły błędliwe popalić, 
lasy posiekać, węże pobić, ogień święty niezagaszony zalać, gdzie się dziwo- 
wali, iż Bóg czego na Lachy złego nie przepuścił, mówiąc: by to z naszych 
kto uczynił, nie cierpiałby mu Bóg". Otóż, jeśli porównamy ten ustęp z od- 
powiednimi ustępami Wapowskiego i Miechowity, łatwo się przekonamy, że 
nie tamten, ale ten posłużył Bielskiemu, jako źródło; Wapowski bowiem nie 
mówi, że Litwini nazywali ogień Zync^ a opis chrztu nie jest tak szczegóło- 
wy, jak u Bielskiego, który, jak się zdaje, i do Długosza zaglądał^). 

Opowiadając o śmierci królowej Jadwigi, nie mówi Wapowski, że umarła 
w Czerwcu ani że pochowana na zamku krakowskim, ,,na lewej stronie koru 
przeciw zakrystyej", jak również milczy o tem, że święta królowa rada czyty- 
wała księgi pobożne w języku polskim: tych wszystkich szczegółów dowiedział 
się Bielski od Miechowity ^). W charakterystyce Jagiełły nie znajdziemy 
u Wapowskiego kilku szczegółów, któro przytacza Bielski, np., że Jagieł- 
ło nie bał się głodu, wiatru, dymu, że ,,w łaźni trzeciego dnia bywał", że, ,,gdy 
z przygody pirwej lewy but albo trzewik obuł, niż prawy, on dzień niefortun- 
ny mnimał być", że ,,w podnoszenie Bożego Ciała, cokolwiek około siebie na- 
lazł blizko, to zmiął i zwinął, oplunąwszy, i zarzucił": to wszystko powtarza 
Bielski bezpośrednio za Miechowitą, pośrednio za Długoszem 'j. 

Opisując nieszczęsną wyprawę wołoską. Bielski mówi szczegółowo o złych 
wróżbach, których Wapowski nie wylicza; nie pokrywa też milczeniem, że 
w obozie polskim panowały nieład i rozpusta, co ostrożny Wapowski wolał 
przed czytelnikiem zataić: ,,Król jadąc przez równy potoczek, padł z nim koń 
żywotny, dosyć dobry, chędogi, utonął w trosze wody... We Lwowie ziemia- 
nin Sropski, któremu się głowa kaziła, wołał jawnie, iż naszy na swe złe jadą. 
Też grom pod namioty zabił jednego szlachcica i koni dwanaście. Kapłan, 
gdy miał mszą, nieopatrznie zwalił rękawy Boże Ciało z ołtarza, które aż sam 
król obaczył i ukazał temu, co mszej pomagał; podnieśli je obadwa, kapłan 
i ministrant. W obozie gdy leżeli, jawne złości i niewstydliwe uczynki takież 
opilstwa sami przełożeni czynili: nie tylko w nocy, ale i we dnie, przyprawiali 
sobie łaźnie, w wannach siedząc, z nieuczciwemi się niewiastami obłapiali 
jawnie, z chudziną się gwałtownie obchodząc około żywności bez wszelkiej bo- 
jaźni albo kaźni". Milczy również Wapowski o tem, że śmierć Olbrachta zwia- 
stowały ,,ty znaki: kometa, która trwała miesiąc. Kurza Noga na zamku zgo- 
rzała, gaika z ratusza krakowskiego spadła, którą nowo i mocno był cieśla 
wprawił". Jedno i drugie wziął Bielski z Miechowity. 



— 134 - 

Jednem słowem, porównanie kroniki Bielskiego z kronikami Miechowi- 
ty i Wapowskiego, od roku 1380 do 1506, okazuje, że jej głównem, prawie wy- 
łącznem źródłem jest kronika Miechowity. Wapowskiego Bielski czytał, ale 
trudno udowodnić, iżby z niego, w obvębie pomienionych lat, korzystał ^). 

Lecz teraz zachodzi jedno pytanie: jeżeli Bielski znał Długosza, to może 
on, nie Miechowita, jest głównem źródłem jego kroniki do roku 1480? Nie; 
z Długosza wziął Bielski, co najwyżej, kilka drobnych szczegółów (np. w opisie 
chrztu Litwy), które pominął Miechowita, ale po za tern trzymał się wiernie 
Miechowity, trudno bowiem prz3'puścić, iżby dziełem prostego prz^^padku 
było pomijanie przez dwu autorów, korz^^stających niezależnie od siebie z trze- 
ciego, wciąż jednych i tych samych szczegółów; a jeszcze trudniej zgodzić 
się na to, żeby obydwaj skracali swoje źródło według jednej i tej samej meto- 
dy, zwłaszcza, jeżeli się wie, że jeden z nich do samodzielnego stworzenia me- 
tody był zupełnie niezdolny. 

Wiadomo, że pod względem układu kronika Miechowity stanowi dość 
znaczny postęp w porównaniu z kroniką Długosza ^i, a postęp ten polega na 
tem, że, kiedy Długosz trzyma się metody ściśle kronikarskiej, opowiadając 
dzieje z roku na rok, Miechowita usiłuje łączyć z sobą i wiązać wypadki, na- 
leżące do jednej i tej samej całości, opowiadając o nich w jednym ciągu, nie 
pod poszczególnemi latami. Rządy każdego panującego dzieli zwykle na dwie 
części: w pierwszej mówi o wojnach, jakie prowadził panujący, i wogóle o je- 
go życiu, w drugiej zaś o dziejach Polski wewnętrznych; niekiedy mamy jeszcze 
dział trzeci, poświęcony historyi narodów ościennych. Otóż Bielski trzyma się 
najczęściej tego samego układu, zrywając tym sposobem z metodą ściśle kroni- 
karską: i to właśnie najlepiej dowodzi, że źródłem jego jest nie Długosz i nie 
Wapowski, który o wszystkiem opowiada z roku na rok, tylko Miechowita. 

Dowodów nie braknie. Dość przejrzeć panowanie Jagiełły, aby się 
przekonać, że nie tylko fakty, ale także ich ugrupowanie, zawdzięcza Bielski 
Miechowicie, mówiąc np. pod rokiem 1396 o ivszysthic1i sprawach śląskich 
w jednym ciągu. I jeszcze. Pod rokiem 1461 opowiada Bielski o Andrzeju 
Tęczyńskim, a później dopiero — o wojnie z Januszem, księciem oświęcimskim, 
pomimo że wojna ta odbyła się wcześniej, w roku 1453. Albo: r. 1474 — po- 
selstwo króla perskiego do Krakowa, 1476 — walka wojewody mołdawskiego, 
Stefana, z Turkami i Tatarami, 1476 — zdobycie Kafy przez Turków. I tu 
i tam porządek lat naruszony, bo naruszył go Miechowita ^^). 

Ciekawą jest rzeczą, że Bielski zdawał sobie widocznie sprawę z inno- 
wacyi, wprowadzonej u nas do metody historycznej przez Miechowitę, skoro 
raz jeden naśladował go świadomie, łącząc w jedną całość wiadomości o Szach- 
Achmecie, rozstrzelone pod różnerai latami w kronice Miechowity. 

Jeżeli tedy głównem źródłem kroniki Bielskiego od roku 1380 — 1506 
jest kronika nie Wapowskiego, tylko Miechowity, to godzi się przypuścić, że 
i ta jej część, która opowiada dzieje dawniejsze, na tem samem opiera się źró- 
dle. Jakoż świadczą o tem nietylko poszczególne ustęp}^, będące to dosłownym 
niemal przekładem, to, bez porównania częściej, streszczeniem odpowiednich 
ustępów Miechowity ^^), ale i ugrupowanie materyału — takie samo zupełnie, 
jak w dziejach późniejszych, nie trzymające się ściśle porządku lat, a więc inne, 
jak w kronice Wapowskiego. Oto np. panowanie Bolesława Chrobrego: wsta- 



— 135 — 

pienie na tron, sprowadzenie zwłok św. Wojciecha, opis jego męczeństwa, 
przybycie Ottona; dalej — wojny, opowiedziano jednym ciąf]^iom; śmierć; cha- 
rakterystyka; klasztory: lOOG na Łysej g(')rze, 1010 w Sieciechowie, poczem 
pod rokiem lOOo — o przybyciu „dwu mężów świętych z klasztora Pereańskie- 
go, Benedykta i Jana, ku którym j)rzystali czterej Polacy święci", — cały 
układ kubek w kubek, jak u Miechowity. W panowaniu Bolesława Krzywo- 
ustego pisze Bielski pod rokiem 1124 o Piotrze Duńczyku, poczem cofa się 
o trzy lata i opowiada, pod rokiem 1121, o wojnie z Węgrami; w panowaniu 
Bolesława Wstydliwego czytamy, że ,.lata 1267 ,, świętej Jadwigi kości pod- 
niesiono", a potem dopiero, że ,,lata i^6'6" Prandota, krakowski biskup, umarł": 
i tu i tam trzyma się Bielski układu Miechowity ^^). 

Dochodzimy więc do wniosku, że kronika polska Bielskiego aż do roku 
1506 jest streszczeniem kroniki Miechowity. Nie przyznał się do tego autor, 
chociaż nie omieszkał pochwalić swego mistrza: ,, Tegoż roku (1523) Maciej 
Miechowita umarł, doktór w lekarstwie niepospolity, człowiek dobrego a pra- 
wie świętego żywota, jałmużnik wielki ubogich, wielki miłownik swej ojczy- 
zny, bo ten napierwej podjął pracą około imprymowania kroniki polskiej; spi- 
sał też obie Sarmacye, europską i scytyjską, to jest o nas i o Tatarzech, z któ- 
rej wszytcy nowi kronikarze naukę wzięli ku wypisaniu północnych krain, 
bo pierwej nie tak gruntownie wypisane były". Ale powołuje się na niego 
raz tylko jeden ^^), jakby mszcząc się tej zniewagi, którą Miechowita wyrzą- 
dził Długoszowi, skracając jego kronikę, a raz tylko jeden powołując się na nią. 

Z własnych wiadomości Bielskiego jedna tylko zasługuje na uwagę. 
Miechowita opowiada, że do dziś dnia jeszcze przechowuje się w Wielkiej Pol- 
sce zwyczaj topienia bałwanów na pamiątkę wytępienia pogaństwa. Bielski 
uzupełnia tę wiadomość: ,, Jeszcze dziś ten obyczaj mają w Wielkiej Polsce 
i w Śląsku^ iż siódmego dnia Marca topią Marzannę, ubrawszy jako niewiastę, 
wyszedszy ze wsi, śińewając: Śmierć się wije JJO płotu, szukający kłopotu'^ ^^). 

Streszczając Miechowitę, nie zawsze jest Bielski ścisłym i dokładnym. 
Pierwszy np. wypadek zarazy francuskiej kładzie pod rokiem 1493, kiedy 
Miechowita — pod r. 1495. Królowa Eżbieta Jagiełłowa ,,nie umiała inakszego 
języka, jedno niemiecki, wszakże za ośm niedziel nawykła po polsku"; Miecho- 
wita każe się jej uczyć po polsku przez osiem miesięcy ^^). Czasem bywa i go- 
rzej. Mówi Miechowita, że Bolesław Chrobry, kiedy upłynął czas żałoby po 
matce, Dąbrówce, pojął w małżeństwo księżniczkę węgierską, Judytę, z którą 
miał syna, Mieczysława; a Bielski: ,, Urodziła mu" (Mieszkowi) ,, Dąbrówka sy- 
na, któremu imię dała ojca swego — Bolesław... Rychło po nim matka umar- 
ła.... Pojął" (kto?) „drugą (!) żonę, imieniem Judyta, z którą miał drugiego (!) 
syna, imieniem Miecsław". Przyczyną niejasności tego ustępu jest oczywiście 
nadmierna zwięzłość w streszczeniu odpowiedniego ustępu Miechowity. 

Ale, na szczęście, to wyjątki. Naogół biorąc, Bielski streszcza Miecho- 
witę, raz dłużej, drugi raz krócej, ale sumiennie, wiernie i umiejętnie: pod tym 
względem kronika polska posiada wartość bez żadnego porównania większą 
od „Kroniki świata" już przez to jedno, że nie pomija ważnych wypadków — 
z dziejów świeckich. Bo dzieje kościelne, w myśl zamiaru, wyraźnie wypowie- 
dzianego w przedmowie, uwzględnia Bielski nierównie krócej, aniżeli świeckie. 



— 136 — 

Miechowita wylicza wszystkie kościoły, pubudowane przez Mieczysława I, 
Bielski — tylko trzy: w Grnieźnie, w Krakowie i w Kruszwicy, resztę zbywając 
ogólnikow^ą wzmianką: „Wiele innych kościołów pobudował i nadał znamieni- 
cie, tak sam, jako żona jego". Miechowita opowiada szczegółowo o założeniu 
klasztorów^ w Jędrzejowie, za Władysława II, i w Miechowie, za Bolesława 
Kędzierzawego, a khisztorom, powstałym za Kazimierza Sprawiedliwego, po- 
święca prawie cały rozdział; Bielski tymczasem poprzestaje na krótkich 
wzmiankach: ,,Tego czasu klasztor w Jędrzejowie założon przez Jamka, bisku- 
pa wrocławskiego".... ,,Lata 1162 klasztor w Miechowie założon od Jaksy z do- 
mu Gryfów".... ,,Ten król Kazimierz kościół w Sulejowie fundował, jeszcze 
będąc książęciem sędomierskiem, i nadał lata 1176; także też w Pokrzywnicy 
lata 1186; Gedeon albo Getka, biskup krakowski, założył też klasztor w Sie- 
ciechowie nad rzeką Kamień i z dziesięcin biskupich nadał lata 1179" ^^). Cu- 
da po śmierci świętego Stanisława, które ze wszystkimi szczegółami opowiada 
Miechowita, pisząc nawet, ku zwróceniu uwagi pobożnego czytelnika, na mar- 
ginesie: ,,Cud pierwszy", ,,Cud drugi",— Bielski pomija zupełnie. Słowem, jego 
kronika w porównaniu z kroniką Miechowity na charakter bardziej świecki. 



IV. 

Na roku 1506 kończy się kronika Miechowity. Ale Bielski nie pozostał 
jeszcze sam na sam z Wapowskim: przez całe lat dziesięć, 1506 — 1516, do- 
trzymał mu towarzystwa Decyusz, którego ,, Księga o czasach króla Zygmun- 
ta" służyła mu, jako główne, prawie wyłączne źródło wiadomości o tem dzie- 
sięcioleciu ^), pomimo że znów się do tego nie przyznał, raz tylko jeden powo- 
łując się na Decyusza -). Że z niego przedewszystkiem, nie zaś z Wapowskie- 
go, korzystał Bielski, o tem przekonać się bardzo łatwo. Tak np. AVapowski 
twierdzi, że ogień w żupie wielickiej w roku 1510 ugasił Mikołaj Kościelecki; 
Decyusz tymczasem, a za nim Bielski wymieniają (zgodnie z prawdą) Andrze-* 
ja Kościeleckiego ^). O tem, że w roku 1508 Jan Boner odegrał ważną rolę 
w sprawach finansowych Polski, dowiedział się Bielski nie od Wapowskiego, 
bo ten o tem milczy, tylko od Decyusza *). Wapowski nie wylicza biskupów, 
obecnych przy koronacyi Zygmunta I, a Bielski przytacza ich imiona, znów 
za Decyuszem^). „Lata 1510 — opowiada Bielski — posłowie od króla duń- 
skiego przyjechali, żądając królewny Elżbiety, siostry Zygmuntowej, w mał- 
żeństwo; gdy to na jej wolą dano, powiedziała, /i 70 ivolągłoivąsivojąpodlegrohów 
swoich miłych położyć^ niż w cudzej ziemi'' . Wapowski mówi o tem tak: „Wkrót- 
ce potem przybył poseł króla duńskiego, aby własnem okiem sprawdzić krasę 
dziewiczą Elżbiety, siostry królewskiej, i przymilić się królowi, by ją królewi- 
czowi duńskiemu w małżeństwo dać raczył. Lecz tę mierziło łoże małżeńskie 
na dalekiej północy, zadrżała na samą myśl o nawałnościach srogiego morza 
i odmówiła". Decyusz: „Przyjechał poseł od króla duńskiego.... i żądał prze- 
sławnej dziewicy Elżbiety, siostry Zygmuntowej, w małżeństwo dla królewi- 
cza duńskiego; ale ta, lękając się niebezpieczeństw morskich i woląc zostać 
'podle kości ojców swoich^ odmóioiła"' . Oczywistą jest rzeczą, że Wapowski okradł 
tutaj Decyusza, upstrzywszy tylko jego relacyę frazesem humanistycznym 



— 137 — 

o łożu małżeńskiem na dalekiej północy. Bielski, który nie lubił pustych słów, 
poszedł za Decyuszem. I tak na każdym kroku. Wapowskicmu zawdzięcza 
jedną tylko wiadomość: pod rokiem 1512 opowiada Decyusz, że wtargnęli do 
Polski Tatarzy przekopscy w 25,000 koni; Wapowski mówi o 24,000, i tę też 
liczbę przytacza za nim Bielski '). Po za tom trzyma się wiernie Decyusza, 
sumiennie streszczając jego dzieło z roku na rok (dawnej metody łączenia wy- 
padków w jedną całość już ani śladu!), niemal ustęp po ustępie *), nie gardząc 
ani przejściami dyalektycznemi, ani zwrotami ^), ani nawet uczuciami i są- 
dami Decyusza ^°). 

Wiadomości własnych posiada Bielski bardzo niewiele. Decyusz, opi- 
sując wojnę wołoską roku 1509, mówi, że ,,bvli w wojsku żołnierze najemni, 
czescy i niemieccy, którzy służyli pod wodzem czeskim, imieniem Sczirneus". 
Bielski uzupełnia Decyusza: „Był też Czernin natenczas Morawiec, który pie- 
szy lud sprawował i dobrze sobie poczynał, do których też dobrowolnie przy- 
stał Wąsko Wałaszyn i przywodził nasze na pewne miejsca z pożytkiem, swa- 
ka swego poimał, drugiego Wąska, co mu był żonę wziął, i na pal wbił" ^^). 
Pod rokiem 1511 opowiada Bielski: ,,Sjem w Piotrkowie uczynień jest, na 
który panowie i rycerstwo polskie przyjechało, a tam uradzili, aby monety 
przestano kowae dla wiele przyczyn: jedna, iż gęsta moneta czyni drogość 
złotj^ch czyrwonych, bo już przychodziły blizko trzech wierdunk; druga przy- 
czyna, iż Piorun, będąc przedtem podskarbim koronnym, wiele monety na- 
działał niewarownej, którą już musim brać, jaka jest, snadźby tą gardzili po- 
stronni, kiedyby insza była. Ten Piorun Kurozwęcki wywołań był o monetę 
i co uczjmił szkodę w skarbie pospolitym, mieszkał w Wiedniu, a gdy umarł, 
przywieziono jego ciało do Sanica, a tam pochowan". Szczegółów tych mu- 
siał się Bielski dowiedzieć z powieści ludzkiej, ani Wapowski bowiem, ani 
Decyusz nie mówią nic o wygnaniu Pioruna Kurozwęckiego ^^). 



Doprowadziwszy swoją kronikę do końca roku 1516, na którym kończy 
Decyusz, Bielski pozostał sam na sam z Wapowskim i, rad nie rad, musiał się 
z nim przeprosić. Ale korzystał z niego bardzo jakoś niechętnie. Ktoby się 
koniecznie uparł, ten mógłby od biedy wykazać, że Bielski streszczał czasem 
Wapowskiego, ale w każdym razie inaczej, zupełnie inaczej, jak Miechowitę 
i Decyusza, bo tak krótko, że bardzo mało jest ustępów, któreby się dały ści- 
śle zestawić z odpowiednimi ustępami Wapowskiego ^). W częściach poprze- 
dnich kroniki jej zależność od Miechowity i Decyusza bije w oczy, tutaj zaś 
zależności od Wapowskiego trzeba się często dopiero doszukiwać ^). Wogóle 
porównanie kroniki polskiej Bielskiego od roku 151G do 1535 z kroniką Wa- 
powskiego upoważnia, a nawet prawie zmusza, do wniosku, że w czasie pisania 
Bielski, wbrew swemu zwyczajowi, nie miał przed oczami całkowitego źródła, 
to jest rękopisu Wapowskiego (czy nie porwał mu go czasem Kromer?), lecz 
korzystał z dawniej zrobionych notatek, które niekiedy przedostawały się 
żywcem do kroniki, nieobrobione i nieuzupełnione. Tak np. pod rokiem 
1522 zapisuje tylko: „Był pokój w Polszczę, przeto nic zacnego ku pisaniu nie 

Bielski. 1^ 



- 138 — 

było; tego roku Ciołek, biskup płocki, w Rzymie powietrzym umarł miesiąca 
Września". To już cały rok: oczywiście, poprzestał tutaj Bielski na przepisa- 
niu notatki — niedokładnej, bo Wapowski, oprócz śmierci Ciołka, opowiada 
jeszcze pod tym rokiem o sejmie piotrkowskim. Albo jeszcze: „Lata 1532. 
Nie było u nas nic takiego, coby ku pisaniu godnego, tylko to, iż nad Ołomuń- 
cem w Morawie widziano trzy słońca być. Tegoż roku Krysztof Szydło wieck i, 
kasztelan krakowski etc, umarł w Krakowie, mając wieku lat 67, miesiąca 
Grudnia, pocbowan w Opatowie. Tegoż roku Piotr Opaleński, poseł wielki 
do Turek jeździł w poselstwie; ten zjednał i przyniósł przymierze do żywota 
obu królów Zygmuntów tak od Tatar, Wołochów, jako od Turków". I znów 
notatka była niedokładna, bo Wapowski zapisał jeszcze coś ,, takiego, cob}^ ku 
pisaniu godnego", mianowicie bitwę tysiąca rycerzów polskich z Wołoszą pod 
Tyraszkowcami: czyby Bielski, który tak chętnie opowiada sprawy rycerskie, 
nie opisał tej bitwy, gdyby miał przed oczami Wapowskiego? Albo cz3!'by 
pominął porażkę wojsk moskiewskich pod Połockiem w roku 1518? ^) 

Ale po większej części notatki swoje Bielski opracował, a co ważniejsza, 
uzupełniał je własnemi wiadomościami. A ich poczet jest niemały. Mniej- 
sza o takie wiadomości, że w roku 1518 był pożar ,, Radomskiego miasta w sie- 
radzkiej ziemi" i że wilki bardzo dokazywały; że ^y roku 1521 ,,zima była wolna, 
jako jesień"; że r. 1523 znaleziono skarb w kollegium krakowskiem; mniejsza 
o datę śmierci Jana Łaskiego (18 Lipca 1531), której Wapowski nie podaje; 
mniejsza nawet o rodowód Sforcyów, o męczeństwo piekarki z Krakowa i zie- 
mianki Kliczowskiej, o pijaństwo księcia Janusza mazowieckiego, którego 
śmierci ,, rozmaite przyczyny powiadali być: jedni przez trucinę, drudzy przez 
opilstwo;.... szlachta mazowiecka winowała pannę Radziejowską, jakoby ona 
miała być przyczyną jego śmierci, a by była nie w królestwie osiadła, pomy- 
śliliby byli o jej złem, czego niewinna była, bo mu w tem żądny winien nie 
był, jedno sam sobie, pijąc bez miary"; mniejsza nakoniec o fałszywego Chry- 
stusa, chociaż to opowiadanie, tak miłe przez swoją prostotę i wcale ciekawe 
dla obyczajowości owoczesnej, posiada z pewnością dużo większą wartość, niż 
wszystkie szablonowe, blagi i wody humanistycznej pełne, mowy, zmyślone 
przez Wapowskiego: — są wiadomości ważniejsze. 

Bitwę pod Sokalem (1519) opisał wprawdzie Bielski mniej szczegółowo, 
aniżeli Wapowski, który, rozumie się, nie omieszkał wyssać sobie z palca kwie- 
cistej mowy Konstantego Ostrogskiego, ale za to o bohaterskim czynie Fredru- 
sza nawet wspomnieć nie raczył; Bielski tymcz£\sem uczynił o nim wzmiankę 
(która później natchnie Szarz^^ńskiego do wyśpiewania pięknej dumy histo- 
rycznej): „Poległo tam wiele rycerstwa polskiego, prawie czoło wszytko, okrom 
tych trochę, którzy mogli na Sokal zameczek ubieżeć; Fredrusz, bacząc upadek 
naszych, jako był człowiek serca wielkiego, żywota nizacz nie ważąc, rzekł: 
„Boże! Tego nie daj, abych przy mej miłej braciej gardła nie dał!" Rozpuści- 
wszy koń ze wszego skoku, dobrowolnie, jako jeden Kurcyus rzymski, sko- 
czył miedzy nie z drzewem swojem, bił się z nimi, póki mógł sobą władać; tam 
miedzy Tatary rozsiekan z krzykiem a z żałością więźniów, których natenczas 
dosyć nabrali". 

Wapowski mówi o zdradzie rotmistrza Radwankowskiego podczas wojny 
z Albrechtem brandeburskim, ale, co się z nim później stało, milczy. Bielski 



— 139 — 

dodaje, że ,.dla te^o uczynku na sejmie walnym piotrkowskim l)ył czci odsą- 
(Izon; w drn<^im roku potem wpadł w rozpacz; będąc we Lwowie, począł ko- 
ścioły łupić, tam wziął ostatnią zapłatę" ^). Milczy również Wapowski o spra- 
wie Słabosza, chociaż, jako mieszkaniec Krakowa, znał ją zapewne; Bielski 
opowiada o niej szczegółowo; „Tegoż roku (1520) na zamku krakowskim rajco 
kazimierskie ściiuino o Słabosza szlachcica, którego byli ścięli niesprawiedli- 
wie; lata 1518 saraotrzeciego z krakowskiej ziemie i w dół niekrześcijańskim 
obyczajom wrzucili, mieniąc, nań, aby gwałt uczynił, gdy tłukł do gospody, 
gdzie mieszkały niewiasty gościnne, gdy tam chciał uporem wnidź, niewiasta 
gwałtu wołała; drudzy mienią, iż chłop poiman Słabosz i przywiedzion na ra- 
tusz; osadzili o nim prawo gorące i ścięli. Przyjaciele jego, zjechawszy się, ża- 
łowali się tego przed urzędem wyższym krakowskim na urząd kazimierski, iż 
skwapliwie a bez winy nieboszczyka Słabosza zamordowali. Urząd zamku 
krakowskiego w tej rzeczy posłał do Torunia do króla, bo tam był natenczas. 
Król kazał najdować, jeśli był gwałt, abo nie był; jeśli nie był, aby byli na 
gardle karani rajce z burmistrzem. A gdy się tak nalazło, iż gwałtu nie było, 
dali za to gardła pod miecz burmistrz i dwa rajce: Kawka, Sieczek, Szeling. 
A od tego czasu uchwalono jest ten statut, al)y urząd miejski nie tracił żadne- 
go ślaclicica gorącem prawem, przy któremby nie było urzędu grodzkiego, to 
jest starosty albo podstarościego; jeśliby inaczej czynili, burmistrz ze dwiema 
rajcy ma gardło dać" ^). 

O urodzinach królewicza Zygmunta Augusta opowiada Wapowski, co 
następuje: „AVśród tej strasznej burzy wojennej król Zygmunt bardzo rado- 
sną otrzymał wieść, że królowa Bona powiła syna, któremu na chrzcie świę- 
tym dano imię ojcowskie. Niepodobna dać wiary, jak wielką ta rzecz wszyst- 
kim sprawiła radość, ale bo też tego mu tylko jednego do najwyższego szczę- 
ścia brakowało, i to, z łaski bożej, teraz otrzymał: miał już następcę z własnej 
krwi królewskiej. To też odtąd przybyło mu ducha do prowadzenia rozpo- 
czętej wojny''. Typowy to okaz wody humanistycznej: ani jednego pozytyw- 
nego szczegółu! Bielski tymczasem opowiada, kto zwiastował królowi wieść 
radosną, jak się cieszono, dla czego dano królewiczowi imię August i co sobie 
obiecywano po tern imieniu: „Tegoż roku, to jest 1520, urodził się syn kró- 
lowi Zygmuntowi, pierwszego dnia miesiąca Sierpnia, w^ niebytności królew- 
skiej w Krakowie, któremu imię dano Zygmunt wtóry, a cesarskie przydano 
imię od miesiąca, bo ten miesiąc zową Augustus po łacinie, w którego się dzień 
urodził. Cesarz Oktawian tego miesiąca wybran był na cesarstwo. Wykła- 
dają drudzy Augudiis — ah augiirando^ to jest od wieszczby, abowiem Okta- 
wianus Augustus miał wieżę w Rzymie z taką przyprawą, iż, ile królestw pod 
swą mocą trzymał, tyle było na onej wieży malowanych, mając każdy swego 
przełożonego z dzwonkiem. A gdy się które królestwo burzyło przeciw cesa- 
rzowi, w onem królestwie na wieży on przełożony w dzwonek dzwonił, ostrze- 
gając cesarza; potem cesarz, wiedząc, w czas wyprawił wojska do tej ziemie 
a skrócił przeciwniki; przeto był za jednego wieszczka rzeczon — Augustus. 
Drudzy też wykładają Augustus -ah augrnentando, iż powinien rzeczpospolitą 
mnożyć każdy monarcha". Nie z książek wziął Bielski te wywody, ale z pe- 
wnością z żywych ust. I dalej: „Napierwej tę nowinę Jan Zaręba z Kalino- 
wej, mając rozłożone konie k temu do Torunia z Krakowa, królowi przyniósł 



— 140 - 

z wielką radością królewską i pospolitego człowieka, dla czego czyniono roz- 
maite tryumfy tak w Krakowie, jako w Toruniu, dziękując Panu Bogu wszy- 
scy za to pocieszenie" ®). 

W opisie bitwy pod Obertynem (1-631) Bielski, jako jej świadek naocz- 
ny i czynny, jest od Wapowskiego najzupełniej niezależny: nie zawdzięcza 
mu ani jednego szczegółu, ani jednego zwrotu. Bo też niema u Wapowskie- 
go pozytywnych szczegółó\v , jest zato pochwała Tarnowskiego, jego mowa do 
rycerstwa (na szczęście, bardzo krótka), są naturalnie takie szablonowe wyra- 
żenia, jak magna celeritas, terribilis helli apparatus^ ingentes copiae, bomhardae 
horrendo sono rehoahant, i tym podobne, nic nie mówiące, kwiatki humanizmu. 
W kronice Bielskiego jest kilka szczegółów wymownych, jak ten np., że „dra- 
bi naszy, cicho skradając się z rusznicami, wiele ich" (Wołochów) „postrzelali, 
zwłaszcza ty, którzy, najeżdżając na obóz, wywabiali na harc, wykładając na- 
szych obyczaje, harcowali naszy z nimi"; że Staszkowski zgruchotał oś u dzia- 
ła nieprzyjacielskiego; że „Balicki, acz w latach podeszły był, ale na sercu 
nic, potkał się napierw^ej z swoją rotą z AYołochy"; że „Mikołaj Sieniawski 
Leliwczyk, Maciej Włodek, nasz Prawdzie^ bili się z nimi, jakoHanibal z Rzy- 
miany" (!), a „Prokop i Aleksander, bracia z Sieniawy, i drudzy z rotami swe- 
mi, którzy stali u przedniej bramy,... wystąpili ku obozu, przyszli prawie 
w bok Wołochom... i przełomili je"; że, kiedy o tern zwycięstwie przyleciała 
wieść do Krakowa, „tryumfy z radością sprawiano rozmaite, a nawięcej pan 
podskarbi Szydłowiecki, chodząc około rynku krakowskiego, pieniądze mio- 
tał miedzy pospólstwo" ''). 



Yl. 

W roku 1535 umarł Wapowski; nie odwdzięczył mu się Bielski ani 
wzmianką o jego śmierci. Teraz więc pozostał już sam jeden, co też odbiło 
się na dalszym ciągu jego kroniki, która odtąd po większej części jest już tylko 
krótkim szeregiem luźnych notatek. Pod rokiem 1536 zapisuje Bielski tyliio 
pożar zamku krakowskiego, a o dalszym ciągu wojny moskiewskiej milczy. 
Pod rokiem następnym wspomina krótko o napadzie Wołochów, zapominając 
o rozejmie z Moskwą, a „rakosze" pod Lwowem zbywa krótką wzmianką: 
„Będąc we Lwowie, rycerstwo, zjeżdżając się na osobne miejsca w polach, 
potem w klasztorze we Lwowie w radę wstępowali, co zowiemy Rakosze; 
tam wolno mówili zosobna, kto chciał, widzenie swoje powiadał, domagając 
się tego na królu, aby ich artykułom, które na spisku dawali, egzekucyą 
uczynił, inaczej się nie chcąc ruszyć przeciw nieprzyjacielowi. Król im takie 
rzeczy odkładał na sjem do Piotrkow^a i wszytko uczynić, co słusznego będzie, 
aby ciągnęli przeciw nieprzyjacielowi. Ale oni nie chcieli, jedno za razem 
to mieć; temże się przedłużenie zstało, aż dni jesienne zaszły; potem ruszyli 
się do domów, nic nie postanowiwszy". Pod rokiem 1538 opowiada Bielski 
(nieco szczegółowiej) o bitwie z Wołochami nad Seretem, a pod 1539 — zapi- 
suje tylko małżeństwo Izabelli i spalenie Malcherowej, o sejmie zaś, na któ- 
rym szlachta w dalszym ciągu domagała się egzekucyi, — ani słowa. „La- 
ta 1540 nic się u nas nie działo zacnego natenczas, takież lata 1541, jedno 



- 141 - 

tych czasów Tatarowie wtargnęli do Rusi", których Bernard Protfic pogro- 
mił. W roku 1542 umarł Jarosław Łaski, w następnym zaś był mór w Kra- 
kowie, i król pojął w małżeństwo Elżbietę, „ale, jako nas był Pan Bóg przez 
nię prędko pocieszył, tak zasię zasmucił, nie chcąc dosyć czynić ludzkiej 
woli, rychło ją zjął z togo świata., snadź-eśmy Mu tego nie zasłużyli albo jej 
niegodni byli za swymi W3'stępki". „Lata 1544 było czworo zaćmienie jednego 
roku, słońca dwoje, miesiąca takież, co się przedtem nigdy nie trafiało, 
O nich zdawna powiadali Kapistran i inszy, pisząc, iż fortunni to ludzie będą, 
jeśli ty czasy cało przetrwają. Za łaską Bożą przetrwaliśmy nie tylko mie- 
siące zaćmione, ale i praktykarze"; w Piotrkowie i Warszawie były pożary. 
W roku 1545 umarli Piotr Gamrat i królowa Elżbieta. „Lata 1546, tego 
i drugiego u nas nic nie było takiego nowego, jedno cesarz krześcijański wal- 
czył z książęty niemieckimi, jakom na swem miejscu pisał u Szlejdana". 
W roku 1547 odbył się sejm piotrkowski, na którym „postanowiono Rzeczy- 
pospolitej sprawy wszelakie około praw, obrony i inych rzeczy, których po- 
trzebuje zawżdy rzecz pospolita w Koronie tej''. Wreszcie pod rokiem 1548 
zapisał Bielski śmierć Zygmunta Augusta i opisał bardzo szczegółowo, wy- 
raźnie jako naoczny świadek, pogrzeb królewski. 

To już cała historya polska lat czternastu, jedyna część kroniki polskiej, 
napisana samodzielnie, dowodząca aż nadto jasno, że Bielski historykiem nie 

był. 

VII. 

Tak więc, pod względem źródeł, z których korzystał Bielski, jego kro- 
nika polska składa się z czterech części: pierwsza (do roku 1506) jest stre- 
szczeniem Miechowity, uzupełnionem kilku szczegółami, wziętymi z Wa- 
powskiego i Długosza; druga (1507 — 1516)— streszczeniem Decyusza; źródłem 
trzeciej (1517 -- 1535) są notatki z Wapowskiego i własne wiadomości; czwarta 
(1536—1548) powstała z własnych notatek autora, z powieści ludzkiej i z au- 
topsyi. Dwie pierwsze opracował Bielski wcale szczegółowo, mając w czasie 
pisania obszerne źródła przed oczami; trzecia jest znacznie mniej szczegółową, 
bo przed oczami były tylko krótkie notatki z obszernego źródła, a czwarta, 
z wyjątkiem opisu bitwy nad Seretem i pogrzebu króla Zygmunta, składa się 
już tylko z krótkich, luźnych notatek. 

Podobnie zatem, jak „Kronika świata", jest kronika polska utworem 
niejednolitym i nierównomiernym. Wogóle posiada ona te same główne cechy, 
co i „Kronika świata'', a więc przedewszystkiem łatwowierność, z jaką Bielski 
powtarza za swemi źródłami, że np. w roku 1269 „na powietrzu widziano, 
gdy się wojska potykały okrutnie na koniech; na drugi rok jedna niewiasta 
sześć a trzydzieści dzieci urodziła. Wyrobosławowa żona w krakowskiej 
ziemi"; że „w Krakowie na Szpitalskiej ulicy.... niewiasta urodziła pospołu 
i węża i dziecię, który wąż przejadł ono dziecię aż do wnętrza, tak że było 
dziecię umarło, a wąż żywy" ^j; że „lata 1275 dziecię w Krakowie, któremu 
ledwa miesiąc było, opowiedało Tatary przyść rychło"; że śmierć Bolesława 
Chrobrego „znaczyła kometa, która natenczas była wielka", i t. d. Wogóle 
przywiązuje Bielski wielką wagę do różnych prognostyków, zapisuje więc 



— 142 — 

skwapliwie zaćmienia słońca i księżyca, komety, trzęsienia ziemi, nie zapo- 
mina o pożarach, głodacli, morach, deszczach, powodziach, wilkach i t. p. 

Nie brak i anegdot, jak w ,, Kronice świata"; powtarza np. Bielski za Mie- 
chowitą, że, kiedy Bolesław Krzywousty, „przyciągnął do Kruszwice, ujrzał mło- 
•dzieńca na kościele, a on sobie igra jabłkiem; ruszyli się z tego miejsca, on 
młodzieniec spuścił się z kościoła, zabieżał im drogę, wprzód jabłkiem sobie 
ciskając; król obaczył doliry znak, ciągnął za nim wszędzie, aż, gdy było bli- 
zko Nakła, młodzieniec cisnął jabłkiem ku zamkowi, dając znak, aby ciągnęli 
ku niemu" -). Lecz pierwiastek anegdotyczny w kronice polskiej nie przy- 
tłacza tak bardzo pierwiastku ściśle historycznego, jak w „Kronice świata"; 
przeciwnie, ten posiada nad tamtym stanowczą przewagę, i pod tym wzglę- 
dem kronika polska stoi bez porównania w^yżej od powszechnej. 

A i pierwiastek dydaktyczny ukazuje się tutaj i o wiele rzadziej i o wie- 
le mniej samoistnie. Przy sposobności uczy wprawdzie Bielski swych czy- 
telników nadewszystko wiary w Opatrzność, w ciągłą interwencyę Boga 
w sprawach ludzkich: Popiela zjadły myszy, ponieważ był człowiekiem złym: 
„jawna to była plaga od Boga, gorzej, niż kiedy Faraona, którą moglibyśm}- 
się Avszyscy karać a wspominać na nią zawżdy"; w roku 1307 „Litwa pogani 
z książęciem swym Witenem, gdy z Prus wyciągała z plonem, na granicy, 
gdzie prześpieczny był, Witen wziął z puszki srebrnej Boże Ciało, rzucił 
na ziemię, oplwał i podeptał, mówiąc ku więźniom: gdzie jest teraz wasz Bóg, 
iż wam nie pomoże? Rychło potem Henrikus z Płocka Sasek, mistrz pruski 
nadjechał go potajemnie i poraził, tak iż ledwa ich sześć uciekło, i to ranni: 
Bóg za hluźnienie doiniścU'''^ Bolesław Chrobry sprawował się cnotą, więc mu 
Bóg błogosławił, i t. d.: ale niema już w kronice polskiej tych długich mora- 
lizacyi, tych samoistnych wycieczek pouczających, jakie poznaliśmy w „Kro- 
nice świata". 

Co jeszcze odróżnia kronikę polską od powszechnej, to że pierwiastek 
osobisty uwydatnia się w niej o wiele częściej: w „Kronice świata" nie wypo- 
wiada Bielski swych osobist3^ch sądów ani uczuć, w kronice polskiej, pisząc 
o swoich, jest śmielszy. Prawda, że czasem przytacza' sądy nie swoje, ale cu- 
dze, chwaląc np. za Decyuszem królowę Barbarę Zapolska, albo wtórząc Mie- 
chowicie, że Bolesław Krzywousty był tak waleczny, jak Hanibal. Ale nie 
brak i własnych sądów. Jana Tarnowskiego nazywa „wszem pamięci go- 
dnym". Bernarda Pretfica — .,pamięci u nas, wszech Polaków, i sławy go- 
dnym". Zupełnie samodzielnym jest sąd o Janie Łaskim: „Wielki dobrodziej 
Rzeczypospolitej naszej, abowiem on sam pierwszy nasze prawa polskie, roz- 
strzelone na kartach, zgromadził społu i wytłoczyć dał, których jeszcze dziś 
używamy, lecz nad wolą ślachty wszej uczynił, iż napisał w statut egzekwo- 
wanie na ty, którzy klątwy na sobie dalej roku trzymają. Był człowiek 
roztropny, sprawny, w wielkich poselstwach bywały" ^). I sąd o Kallimachu 
jest po części samodzieln}'^: po klęsce bukowińskiej było „wiele ich, co ten upa- 
dek wkładali na Filipa Kallimacha, którego rady król Olbracht więcej słu- 
chał, niżli swych obywatelów, a pospolicie na to prztjchodzi takim., którzy cu- 
dzoziemcom więcej wierzą i na nie przekładają sprawy wszelakie, niż na swoje., 
którzy zaiużdy lepsze dośtoiadczenie, takież sprawy, położenia i obyczaje swego 
nieprzyjaciela wiedzą, niż cudzoziemiec. Był ten Kallimach rodem z Włoch, 



— 143 — 

z miasta Florencyej, człowiek uczon}'^, mistrz króla Olbrachta, wiary roztar- 
(jnionej, rad ij płochej, dla tego b}'! uciekł do Polskiej z Włoch prze niektóry 
występek i z Polskiej hyl ucichł po tym upadku za morze, wszakże przez łisty 
króla Olbrachta zasią przywiedzion i tu umarł" ••). Pokazuje się więc, że cen- 
zorowie Miechowity już zrobili swoj(^ żo Kalliniach padł już w opinii szlache- 
ckiej kozłem oźiarnym za wyprawę bukowińską i że Bielski tę opinię po- 
dzielał *). 

Najczęściej sąd swój własny zaznacza autor krótko — w dopiskach mar- 
ginesowych. Pisząc o Bolesławie Śmiałym, że w Kijowie „jął się rozkoszy, 
opilstwa, myślistwa, godowania, miłowania z pokoja i innych rzeczy, rycer- 
skim rzeczom szkodzących", dopisuje: ,,Pokój szkodzi". O ustawach Kazi- 
mierza Sprawiedliwego, który, „udziaławszy w Łęczycy sjem, tam wszytki 
złoczyńcę rozmaitemi mękami potrapił, którzy byli przyczyną wnętrznych 
rozterków; oraczom, aby krzywdy wielkiej ani przylisznych robót, takież pła- 
tów od ziemian nie cierpieli, ustawił; podwody, zboża, siana, takież inne gwał- 
towne brania pospolitemu człowieku pod winami zakazał, j(>dno aby każdy 
na ustawionym płacie albo swojej majętności przestał", — wypowiada swój 
sąd w słowach: „Ustawy słuszne". A mówiąc o nieudałej kandydaturze Zie- 
mowita mazowieckiego na tron polski po śmierci króla Ludwika, dodaje na 
marginesie: „Chciał być królem Mazurek". 

I uczucia swoje wyraża Bielski w kronice polskiej śmielej, niż w „Kro- 
nice świata". Nie ukrywa swej niechęci względem Władysława II, a nade- 
wszystko względem jego żony, Krystyny, która „wzgardziła była Polaki, przy 
stole żadnemu być nie dała, mówiąc, iż Polacy plugawi; urzędów żadnych nie 
dała Polakom, jedno Niemcom, mówiąc, iż niesprawni, tak iż na tem stała, ja- 
koby ty krainy Niemcy osadziła. Ale się to odmieniło: kto na kogo sidła stawia, 
sam w 7iie lupada; przeto Krystyna z żałością i z hańbą z Polski wyjechała... 
Otóż tak byiua: kto cudzego pragnie, siuoje zatraca'"''. Nie ukrywa natomiast 
Bielski swej sympatyi dla Bolesława Chrobrego i Krzywoustego, a podziwu 
dla Zygmunta Starego: „Aczbym tu wypisał jego zachow^anie albo obyczaje 
żywota jego prawie świętego, którymi się sprawował, będąc na stolcu królew- 
skim, zda mi się, iż nie trzeba, gdyż się samy jawnie w kronice jego żywota 
dobre okazują; nadto jeszcze dosyć dobrze i szeroce wypisa.li je uczeni ludzie 
w swoich oracyach alljo kazaniu i wydali pospolitemu człowieku jawne, 
zwłaszcza Stanisław Orzechowski, który go prawie do nieba pisanim swem 
postronnym ludziom wystawił, dla czego jego śmierć nietylko nas, ob3'-watele 
tej ziemie, ale i postronne ludzi krześcijańskie zasmuciła". 

Krzyżaków nie cierpi i nazywa ich poganami i łotrami; ,,jako mó- 
wią, z bogactwa albo z dostatku człowiek ku złościam przychodzi, takież 
też ci mili zakonnicy, kiedy się nawięcej wspomogli a ku państwu przy- 
szli, poczęli hardzieć, bierać ludzi w niewolą w Polsce i w Litwie, a robić imi, 
jako bydłem, żony cudze od mężów brać: to wszytko było u tych Krzyża- 
ków"; „nie przyszli nam nigdy w Polszczę ci Krzyżacy ku pożytku, jedno 
zawżdy z szkodą, na statki się ludzkie miecąc". 

Do Litwinów nie ma szczególnego pociągu, i jakoś niebardzo. chce mu się 
wierzyć „naszym kronikarzom", którzy ,,domnimawali się ich naród wynidź 
z Włoch" ^), bo, raz, o tem ,, pisma nigdziej niemasz", a powtóre, .^obyczaj 



— 144 — 

z przyrodzenim tego nie ukazują do 7iich^^. Niechęć to do Litwinów skłoniła go 
zapewne, że w trzeciem wydaniu kroniki przytoczył za Kromerem mowę Jana 
z Rytwian, wygłoszoną na zjeździe sejmowym w Piotrkowie w roku 1459 
w obecności Kazimierza Jagiellończyka, a będącą aktem oskarżenia przeciw Li- 
twinom, że krzywdzą Polaków; król tymczasem „dopuszcza Litwie brać na- 
sze krainy w Rusi, których naszy przodkowie gardły swemi dostawali, jako 
teraz uczynili, iż łucką ziemię posiadają, gdzie grunt jest niepospolitej urody; 
wsi też wiele opanowali w parczewskim kraju, w Podolu wiele zamków posie- 
dli i ku drugim się przymykają Gdy się dobrze rozmyślisz a rozważysz 

zasługi tego i onego ludu, najdziesz to niesprawiedliwie być od ciebie, bo oni 
nie byli nigdy loierni tioemu ojcu, ani tobie będą, a gdyście im prawem waszem 
co kiedy rozkazali, szukali tej rady, jakoby się tego nad wami pomścili. A my, 
Polacy, jako jest wszem wiadomo, twego przodka (Hory poiv stał z ludu ni - 
czemnego) tak ku górze dobrowolnie wystawili, wsadziwszy go na stolec kró- 
lewski, iż z jednym królem nawiętszym mógł porównać i wszemu światu się 
okazać, jakoż był i jest". 

Struna patryotyczna rzadko odzywa się w^ kronice polskiej, ale się odz}^- 
wa, i to nie tylko pośrednio, np. w wywodzie narodu polskiego, ale czasem 
i bezpośrednio, w takim np. okrzyku: „O! jako nędzna wtenczas" (za Bolesła- 
wa Wstydliwego) ,,była rzecz pospolita a utrapiona w Polszczę przez wnętrzne 
walki: czego Tatarowie wtenczas niechali, to swoi do gruntu skazili, aż się 
snadź Pan Bóg smiłował, iż tego Konrada skrzętnego zaraził śmiercią!" Albo 
np. nie ukrywa Bielski swego oburzenia przeciwko książętom śląskim, że 
„Niemcy się podziałali, swoje matkę Polskę opuściwszy"; cieszy się serdecznie 
ze zwycięstwa pod Oi^szą (1514), mówiąc: „Zabitych około czterdzieści tysiąc 
być piszą, drudzy trzydzieści tysiąc; ale, cokolwiek jest. Panu Bogu bądź z te- 
go chwała na wieki!" ") Ta zaś miłość ojczyzny nigdy się nie przeradza w nie- 
smaczne samochwalstwo i w niezgrabne przechwałki, jak u Wapowskiego, 
dla którego niemal każda bitwa zwycięska, choćby najmniejsza, jest świet- 
nym, wielkim tryumfem; który tak lubi schlebiać próżności narodowej; któ- 
ry w całej kronice nikomu łatki nie przypiął. Bielski nikomu nie schlebia, on 
ma wstręt do ,^ivszytkich oratoryi pochlebnych, które więcej jadu, niż miodu, 
przynoś zci'-'- ^); on nie boi się, jak Wapowski, powtórzyć za Miechowitą, co 
się działo w obozie polskim na Bukowinie, ani napisać, nie obwijając 
prawdy w bawełnę, że Janusz mazowiecki rozpił się na śmierć, że zdrajca 
Radwankowski był czci odsądzon, że Piorun Kurozwęcki poszedł na 
wygnanie. 

Ale najsilniejszym rysem indywidualnymi najznamienniejszą cechą kro- 
niki polskiej Bielskiego jest jego niechęć względem Kościoła katolickiego, 
uwydatniająca się nie mniej wyraźnie, jak w „Kronice świata", a jednocześnie 
pewien krytycyzm, a raczej sceptycyzm, względem trądy cy i kościelnej. 

Z całą wiarą powtarza wprawdzie Bielski za Miechowitą, że Piotr Duń- 
czyk, chociaż mu księżna Krystyna kazała „język urżnąć i oczy wyłupić", 
„wszakże z boskiego przejrzenia osobliwego i mówił i widział przez pięć lat"; 
że licszkowi Czarnemu objawił się święty Michał; że ciało zamordowanego 
świętego Wojciecha „nic nie ważyło z boskiej sprawy": w to wszystko wierzy, 
ale, kiedy wyczytał w Miechowicie, że Tatarzy nie spalili klasztoru sądeckie- 



- 145 - 

go jedynie dla zasług świętej Kingi, nie śmie wprawdzie pominąć w swej 
kronice tej wiadomości, ale dodaje podejraliwie: ,,jaJc<) p/s.zą'*. A dalej: „Lata 
1292 Kimegundis, królowa wielkiej nabożności, umarła, w sądeckim klaszto- 
rze pochowana, która po śmierci wielkie cuda czyniła, jako p/s.~<{, iż ośmdzie- 
siąt umarłych wskrzesiła, sześćdziesiąt ślepych przeźrzało, pięćdziesiąt wię- 
źniów wybawiła, sześćset uzdrowionych przez jej prośby". Do słów tych, 
które znajdują się we wszystkich trzech wydaniach''), w trzeciera, nie bez wy- 
raźnej ironii, dodaje: „yi za niej się w Polsce wszytko źle działo, chociaj była 
iinbożna, iż nif/dy gorzej"'. Podobnież do relacyi, że „świętej Jadwigi kości 
podniesiono i w winie umyto w klasztorze trzebnickim we dwudziestu i we 
trzy lata po śmierci jej" ^°), dopisuje (w wydaniu trzeciem), z większą jeszcze 
ironią: ^^za datkiem dobrym'''-! W wydaniu pierwszem stwierdza bez żadnych 
komentarzy, że przez utopienie księdza Baryczki „szczęścia swego naruszył 
Kazimierz, abowiem rychło potem Litwa z Rusią i z Tatary ruskie krainy 
trapili"; ale już w drugiem zrzuca z siebie odpowiedzialność za taki pragma- 
tyzm 1 dodaje: ^^Piszą kronikarze naszy, iż to Bóg przepuścił na króla prze 
niewinność Baryczki". Mówiąc o świętym Jacku, że cudów „jeszcze za ży- 
wota dosyć czynił, dwu mnichu za sobą przewiózł na kapicy swojej przez Wi- 
słę u Zakrocima w powódź, bo nie śmieli pieszki iść za nim", dopisuje na 
marginesie: ^^Cuda mnisze'^. 

Cóż jest przyczyną tego sceptycyzmu w człowieku, tak łatwowiernym, 
jakim był Bielski? Przecie, jeżeli kto ślepo wierzy w jedne cuda, ten powi- 
nien, zdawałoby się, wierzyć i w inne. Otóż jasną jest rzeczą, że głównem 
źródłem tych wątpliwości jest duch reformacyi, którym się przejął Bielski, 
powszechna wśród szlachty XVI wieku i aż nadto zrozumiała niechęć wzglę- 
dem chciwego, zazdrosnego o potęgę materyalną i polityczną i zepsutego du- 
chowieństwa, zwłaszcza podejrzliwość względem mnichów-„żółtobrzuchów", 
którzy dyskredytowali samych siebie i powngę Kościoła opowiadaniem o różnych 
rzekomych cudach. Z pewnością, gdyby owe cuda stwierdzili swą powagą 
taki np. Miinster albo Sabellicus, ludzie świeccy, wyrozumowałby sobie Bielski, 
że „przeciw prawdzie rozumu nie", i wierzyłby; ale co innego mnisi: nie wolno 
wierzyć we wszystko, co oni mówią, bo to przecie fałszerze prawdziwej tra- 
dycyi kościelnej, którzy zaćmili „plotkami" swemi „szczerą bożą chwałę". 
Kronika Bielskiego to jeden z objawów i dowodów tego krytycyzmu, który 
budził się nawet w głowach niekrytycznych pod wpływem reformacyi. 

Pozumie się, że, ilekroć w źródłach swoich znajdzie jaki szczegół, prze- 
mawiający na niekorzyść duchowieństwa katolickiego, nie omieszka go wcią- 
gnąć do swej kroniki i często opatrzyć stosownym komentarzem. Biskupa kra- 
kowskiego, Pawła z Przemankowa, nazywa bez ogródki łotrom i zdrajcą. 
„Ten to był biskup w Skale mniszkę z klasztora wziął, mieszkał z nią, jako 
z miłośnicą, kościół opuściwszy, z rajtary wiódł towarzystwo; dla czego jeden 
mnich u świętej Trójce ujrzał wilka, a on się wspiął na poślednie nogi, mówił 
człowieczym głosem: biada tobie, Pawle, boś wziął i zabił; a gdy mu to po- 
wiedział, żałował za występki, jeśli tak hyło, jako pitizą, iż potem słyszał 
głos: odpuszczonoć złości, nie bój się, jedno czyń dobrze: pisali też naszy 
przodkowie Icda sny iv kroniki" . I znów dodaje: „Cuda mnisze". Opowiada- 

Bielski. 19 



— 146 — 

jąc, jak „Paweł, biskup krakowski; Warszyc, kasztelan; Żegota, wojewoda 
krakowski; [Janusz, wojewoda], Krystyn, kasztelan sędomierscy, i wiele inszych 
panów... jednostajnym głosem przywiedli Konrada, mazowieckie książę, do 
sędomierskiej ziemie", wypowiada swój sąd tylko o jednym biskupie, pisząc 
na marginesie: „Paweł biskup zdawna wichrzy", kiedy Miechowita zaznacza 
tylko: „Wojnę wielką wypowiedziano Leszkowi" ^^). Nie pomija też Bielski 
milczeniem, że biskup krakowski, Zawisza z Kurozwęk, „dobierając się do 
dziewki wiejskiej na bróg siana, spadł i szyję złamał"; po pogrzebie „w nocy 
w kościele był słyszan głos od sług kościelnych czartów, wołających: poje- 
dziemy na hops, to jest na gamracyą". Wprawdzie i Miechowita przytacza 
to opowiadanie o rozpustnym biskupie, ale dodaje: ut alii tradunt, Bielski 
zaś opuszcza tym razem swoje ulubione „jako drudzy piszą", aby czytelnik 
nie miał co do gamracyi biskupa żadnej wątpliwości ^^). 

Lecz nie koniec na tern. Nie bez powodu przytacza Bielski za Miecho- 
witą wzmiankę o Cyrylu i Metodym: „Przyszli do słowieńskich ziem dwa mę- 
żowie krześcijauscy, jeden Słowak Czuryło, a drugi Grek Metodius"; gdy 
wezwano ich do Rzymu i zapytano, „czemu słowieńskim językiem mszą 
miewali, a nie łacińskim, odpowiedzieli: napisał Dawid: wszelki duch niechaj 
chwali Boga; też i śioiąty Paioeł pisał do Koryntóio: jaJci Jcto jezijh rozumie^ ta- 
kim mu ma być słoioo hoże poioiadano. Po tych rozmowach dopuścił papież 
w kościele krześcijańskim mszą mieć słowieńskim językiem. Na Kleparzu 
w Krakowie niedawno ten obyczaj zaginął, bo tam u świętego Krzyża mszą 
słowieńskim językiem śpiewano" ^^). Owe słowa świętego Pawła wtrąca 
Bielski od siebie, Miechowita bowiem nie przytacza ich zupełnie; oczywiście 
więc i w kronice polskiej, jak w „Kronice świata", występuje Bielski, jako 
rzecznik języka narodowego w nabożeństwie: na marginesie dodaje nadto: 
„Msza słowieńskim językiem", chcąc zwrócić na to uwagę czytelnika. Jakoż 
zauważył to jakiś czytelnik i dopisał: „Bielski heretyk". 

Innemu znów czytelnikowi nie podobała się wj^cieczka autora przeciw- 
ko klasztorom. Widzieliśmy, że Bielski po macoszemu obchodzi się z hi- 
stor3^ą kościelną, mówiąc krótko i ogólnikowo o zakładaniu kościołów i kla- 
sztorów, które szczegółowo wylicza Miechowita. Ale raz jeden zrobił wy- 
jątek: wylicza wszystkie niemal klasztory, założone za panowania Bolesława 
Wstydliwego, lecz uczynił to jedynie dla tego, aby mieć sposobność do skre- 
ślenia własnej uwagi: „Tu przypuszczam na rozeznanie każdego, co za myśli 
w onycli ludziech natenczas były, iż kościoły zakładali, mnichy nadawali 
a nieprzyjacielem swoim (którzy je ze wszytkich stron mordowali, palili, 
wiązali okrutnie) odpierać nie chcieli, bom tu krótko pisał, jako nie tylko 
Tatarowie, ale i Litwa z Rusią przechodzili Polskę, Mazowsze, Kujawy aż 
do Poznania, kiedy chcieli, wielekroć do roku bez żadnego odporu, Mem 
zdanim, iż to było prze wielkość panów polskich, bo tu było w Polszczę 
natenczas czterzy a dwadzieścia książąt, poczytaj ąc Śląsko, które za wżdy 
było ku Polszczę, ale się przez dział bracki książąt polskich od nas oderwało,... 
tak że jeden na drugiego walczył, mnimając się w dziale być oszukanego, cu- 
dzemu nieprzyjacielowi nie odpierali, a snadź też riie mieli czem, wykładając 
na to murowanie kościołów, jako każdy rozumieć może, co to za koszt, 
zwłaszcza na on czas, gdy nie częsty grosz był miedzy ludźmi;... by byli ty 



— 147 — 

skarby obrócili na nieprzyjaciela, które na klasztory, snadnieby im byli od- 
parli". Ktoś dopisał: „Refleksya heretycka barzo śliczna"! 

Przeciwko odpustom dwa razy występuje Bielski. Pod rokiem 1510 
powtarza za Decyuszem, że „papież Juliusz posłał do Polski jubileusz abo od- 
pusty i skrzynię żelazną na pieniądze, takież i do Niemiec; naszy nie chcieli 
ich przyjąć aż za tą umową, iż dwie części mają zostać dla pospolitej obrony, 
a trzecia na papieża, którą potom wzięli Fokarowiez rozkazania papieskiego"; 
i zgadza się zupełnie z poglądem Decyusza: „Snadż to było lepiej na granicz- 
ne zamki obrócić" i*). Od Decyusza również dowiedział się, że w roku 1516 
„papież Leo przysłał jubileusz do Polski, z którego część pieniędzy z skrzy- 
nie miała iść na murowanie Kamieńca miasta, dwie części na obronę pospoli- 
tą, czwarta część na papieża. Ale już ludzie, co dalej, to nie dbali na odpusty, 
przeto mało było w skrzyni" ^^), Joachim Bielski, dosłownie powtarzając za 
ojcem wiadomość o jubileuszu, wypacza jednak zupełnie myśl ojcowską: „Ale 
już ludzie, co dalej, to barziej o rzeczy zbawienne (!) nie dbali" ^'°). 

Najznamienniejszem jednak dla poglądów autora miejscem w kronice 
polskiej jest ustęp o zatargu Bolesława Śmiałego z biskupem Stanisławem. 

O świętym Stanisławie opowiada Bielski według Miechowity, ale raz po 
raz wtrąca swoje własne uwagi. Po opisie wskrzeszenia Piotrowina Miecho- 
wita woła: „O Stanisławie! jakże wielka musiała być twa wiara, skoro Piotr, 
już od lat trzech w grobie leżący, posłuszny głosowi twemu, natychmiast 
wstał z martwych i stanął przed tobą!" ^^) Bielski pomija te słowa, w nawia- 
sie dodaje natomiast zupełnie co innego: ..jako w legendzie pisząc (a więc na- 
wet — nie „jako kronikarze piszą"!); Joachim Bielski opuszcza ten dodatek. 
Mówi dalej ojciec, że biskupowi przyznano grunty, o które się z nim prawo- 
wano, poczem, w wydaniu pierwszem kroniki, czytamy: „ Jeśli c' tak było, wiel- 
kie to rzeczy bj^ły! Nie mogło to być bez strachu!"; w drugiem: „Kiedyć to 
tak było, wielkieć to rzeczy były! Nie mogło to być bez strachu, zwłaszcza 
tym, którzy na sądzie siedzieli!"; a w trzeciem: „Aleó mi to jest z wielkiem 
podziwieniem, iż tego kupna nie wpisano w księgi ziemskie" (! !), „gdyż już na- 
tenczas pisać umieli i prawa szły, zwłaszcza o tak wielką rzecz, która szła 
o grunt dobry dobrej wsi, nie szukając świadków" '^). Oczywiście i tego do- 
datku nie znajdziemy w kronice syna. 

Swój sąd o zabójstwie świętego Stanisława wypowiada Miechowita (za 
Kadłubkiem i Długoszem) w słowach następujących: „O zbrodnio bezprzy- 
kładna! bezbożnik i zbrodniarz zamordował męża zbożnego i świętego, świę- 
tokradca— kapłana, oblubieńca na łonie oblubienicy, pasterza w owczarni je- 
go" ^^). Bielski tymczasem nazywa zabójstwo nie zbrodnią, tylko „grzechem"; 
nie dosyć na tem; usiłuje, acz nieśmiało, usprawiedliwić ten grzech wrodzoną 
popędliwością: „Tu przypuszczam na rozsądek każdemu i rozumieć o tym kró- 
lu, jako go Pan Bóg raczył sprawować, dawszy mu szczęścia dosyć i wszyt- 
kiego, czego mu była potrzeba na sprawach rycerskich. Srogość mu tu nasze 
Icronihi przypisują^ bez Mórej żądny monarcha loaleczny być nie może., jaJco pi- 
szą: Mars duro milite gaudet. Popądliioość abo zapalenie — to trud^io przyro- 
dzeniu czyjemu odjąć''. Joachim Bielski nie myśli nawet o apologii Bolesła- 
wa; zresztą i ojciec doszedł widocznie do przekonania, że się trochę zapędził, 
i z trzeciego wydania kroniki apologię swą usunął. 



— 148 — 

Miechowita opisuje w dalszym ciągu cuda po śmierci biskupa, Marcin 
Bielski pokrywa je milczeniem, ale Joachim opowiada i o orłach i o zrośnięciu 
się ciaJa i o świecy gorejącej ^^). „Za pomstą bożą— mówi Miechowita — wkrót- 
ce potem wpadł Bolesław w szaleństwo i.... zginął, pożarty, jak piszą, przez 
własne psy, którym się opędzić nie mógł" ^^). Joachim Bielski: „Tam" (w 
Węgrzech) „będąc, jedni powiadają, że się sam swą własną ręką zabił; drudzy, 
że, polując, spadł z konia i szyję złomił, i tak go psi jego właśni zjedli". Mar- 
cin: ^Wielce niepotrzebnych rzeczij o tym Tcrólu pisali drudzy naszy Tcroniharze^ 
powiadając, jako go psi zjedli, albo oszalał, uciekszy do AVęgier, co nie mogło 
być: pisali Węgrowie wszytki inne zbiegi i inne równiejsze rzeczy, a o tem 
nic nie pisali". 

Charakterystyka Bolesława Śmiałego brzmi n Miechowity (i Długosza), 
jak następuje: „Ten to jest Bolesław, który po pradziadzie swoim, Bolesławie 
Chrobrym, zwycięstwy swemi granice ojczyzny znakomicie rozprzestrzenił, 
dla wszystkich nad obyczaj hojny, śmiałością innych prześcignął, okropną 
zbrodnią sodomską się plamił, jako tyran najdzikszy dla żołnierzy i poddanych 
zasłynął, w zabójstwie świętego Stanisława okrutny i straszliwy, na kata 
krwiożerczego przydomek sobie zarobił" 2^). Bielski tymczasem pamięta Bo- 
lesławowi tylko zasługi: „A tak kto to baczyć chce, iż ty czasy takiego króla 
potrzebowały, gdy po Chabrym wielki upadek ta Korona wzięła, by go był Pan 
Bóg natenczas z pośrzodka nas nie dał, snadżbyśmy byli w niewoli albo u Ru- 
si, jako oni u nas, albo u innych granicznych panów, bo tu było przedtem 
wielkie zamieszanie". Sąd Joachima Bielskiego jest łatany, kompromisowy: 
„Wszakoż, jakożkolwiek zszedł z świata ten król, tedy go mamy dziś pożytek 
dobry; bo, gdyby go był Pan Bóg nam natenczas nie dał, bylibyśmy byli pod 
mocą Rusi, jako Ruś u nas dziś; lecz, że nie umiał miarkować gniewu swojego 
w sobie, jako pospolicie Marciales bywają, także że szczęścia swego, które mu 
był Bóg dał, miernie nie chciał używać, przyszło do tego, że, co, nieborak 
napisał złotem, to zmazał błotem". 

Wogóle kronika Marcina Bielskiego a Joachima to dwa zupełnie inne 
utwory, pomniki dwu różnych indywidualności i, nadewszystko, dwu różnych 
epok: z pierwszej wieje duch reformacyi, na drugiej wycisnęła silne piętno 
reakcya katolicka. Czasem obydwaj, ojciec i syn, mówią niby jedno i to sa- 
mo, ale zabarwienie indywidualne jest inne: syn, prawowierny katolik, sta- 
rannie zaciera w kronice ojcowskiej to wszystko, co „herez^^ą" trąci. 

Ale jest jeszcze inna różnica, mająca także swoje źródło w różności dwu 
epok. Bardzo słusznie nazwano kronikę Joachima Bielskiego rocznikami 
szlacheckimi z uwagi, ,,że jak najskrzętniej są tu pozapisywane herby wedle 
okazyi podanej i imiona tych, którzy kiedykolwiek się odznaczyli czy to 
w boju, czy w radzie" ^^). Kronika Marcina Bielskiego nie ma tego znamie- 
nia i mieć nie mogła, za czasów bowiem jego młodości nie była jeszcze szla- 
chta polska tak rozkochana w swoich klejnotach, jak później, nie ogłupiały 
jej jeszcze żadne ,, Herby rycerstwa polskiego"; jego kronikę polską możnaby 
raczej nazwać rocznikami rycerskimi z uwagi, że najwięcej miejsca poświęca 
czynom rycerskim; że ze szczególną lubością opowiada o bitwach — pod Płow- 
cami, Warną, Grunwaldem, Orszą, Obertynem, dodając do opisów illustracye; 
że z największem uznaniem odzywa się o mężach walecznych. Wzmianka 



— 140 — 

ogólnikowa o fortelu wojennym Przemysława czyli Leszka I wydaje mu się 
zbyt krótką, więc w trzeciem wydaniu rozwiedzie się (za Kadłubkiem) szcze- 
gółowiej o jego mądrości rycerskiej; pochwała Miechowity, który mówi, żo 
Bolesław Krzywousty był tak waleczny, jak Hanibal, wydaje mu się za małą, 
więc od siebie doda jeszcze: „jako jeden Hektor trojański"; kiedy Szach-Ach- 
met pyta w Brześciu panów, dla czego w Polsce jest tak mało rycerzów, od- 
powiadają mu, że w krajach chrześcijańskich, inaczej, jak u Tatarów, nie 
wszyscy przecie tylko o wojnie myśleć mogą, — Bielski dodaje od siebie: ,,je- 
dny chowają od rolej, drugie na rzemiosła, drugie na służbę bożą, drugie na 
sprawy sądowne i na opatrzenie zamków" ^*), jakby chcąc powiedzieć: nie brak 
w Polsce rolników i rzemieślników, nie brak księży i sędziów, ale ,,na co je 
chowacie", kiedy rycerzów niema? Bolesław Śmiały popełnił ,, grzech", za- 
bijając biskupa, ale, że był mężem walecznym, więc godzi się powiedzieć, że 
go Polakom sam Pan Bóg przysłał. ,,Lata 1522 był pokój w Polsce, przeto 
nic zacnego ku pisanhi nie było'-'-. Jednem słowem, znać, że kronikę pisał 
człowiek, nie w herbach, ale w mieczu rozmiłowany. 

Do godności dziejowego źródła kronika polska Bielskiego, jako będąca 
prawie w całości kompilacyą, nowych wiadomości przynosząca bardzo mało, 
chociaż ciekawych szczegółów (jak opis pogrzebu Zygmunta Starego) nie po- 
zbawiona, — rościć sol)ie prawa nie może. Ale historyk literatury ocenić ją 
musi z innego stanowiska. Istniała już przed rokiem 1547 jakaś „Kronika 
Polaków" po polsku, skoro sprzedawał ją w Krakowie Maciej Scharffen- 
berg ^•'), ale przepadła bez śladu, jak przepadło tyle innych starych książek 
naszych. Wobec tego historyk literatury musi orzec, że kronika Bielskiego jest 
pierwszą, znaną nam dzisiaj, drukowaną w języku ojczystym historyą ojczy- 
stą, pierwszą więc książką, z której ci, co nie umieli po łacinie, mogli się do- 
wiedzieć o przeszłości własnego kraju, a do tego pierwszą historyą polską, na- 
pisaną przez autora śiuieckiego, który nie pisał „rzeczy niepotrzebnych, jako 
o fundacyach kościelnych, prebend, klasztorów, wsi klasztorne i gdziekolwiek 
dziesięciny mają", bo te wszystkie rzeczy „więcej przysłuszają legendom, niż 
kronice", ale który główną uwagę skupił na dzieje świeckie, zwłaszcza na 
sprawy rycerskie; i wreszcie historyą, owianą duchem reformacyi. „Objawił 
nas światu, co za lud jesteśmy, ludziom obcym ukazał", pisał o Kromerze 
Orzechowski i, co mu się nie tak często zdarzało, napisał prawdę. Bielski, ja- 
ko autor „Kroniki świata", objawił — świat nam, a jako autor kroniki pol- 
skiej, co za lud jesteśmy, ludziom własnym, nie umiejącym po łacinie, ukazał. 



Przypiski. 
I. 



') Zamknięcie wydania pierwszego. 

2) Wydanie drugie, 228 un.: Wszemu rycerstwa polskiemu Marcin Bielski S. S. P. 
z winszowanim wszego dobra. — Sobieszczauski, XII, mówi, że Bielski byl „w jakimś 
urzędzie, co w swych przedmowach do rycerskiego stanu pierwszemi tylko głoskami: 
S. S. P. namienih wszakże tego wyraźniej doczytać się nie można". Ależ owe głoski 
oznaczają: Służby Swoje Poleca! 



— 150 — 

') Przedmowa do wydania pierwszego. 

*) Wydanie drugie, j. w. 

^) Zamknięcie -wydania pierwszego. 

") Dedykacya łacińska w wydaniu trzeciem. 



II. 

') Wydanie pierwsze, 154 — 157; to samo (bez zmian) w wyd. drugiem, 230 — 232. 
W wydaniu trzeciem rozprawę tę znacznie uzupełnił Bielski (pod wpływem kroniki 
Kromera) i rozbił ją na trzy rozdziały: O początku a wywodzie narodu polskiego; 
O Wandalitach, O Gociech Gotacłi. 

2) Tak w wydaniu pierwszem i drugiem. W trzeciem wydaje się, na pierwszy 
rzut oka, rzeczą niejasną, czy na Wołyń i na Litwę poszli Słowianie wprost z Wol- 
garyi, czy już z Tauryki, lecz, skoro Bielski mówi: „Drugie hordy Roksolanów obrócili 
się na północi/, tamże osiedli, gdzie dziś zową Podlasze, drudzy na Wołyniu", więc 
widać, że 1 w tern wydaniu Roksolanie wstąpili po drodze do Tauryki. 

^) W wydaniu trzeciem wyruszają na zacliód przyszli Słowianie południowi już 
nie tylko z południa, ale i bezpośrednio ze wschodu: Upatrzywszy swój czas, gdy się 
włoskie państwa, takież greckie, dalmackie, węgierskie i drugie walkami wyciągnęli, 
Słowianie, powstawszy z pól swoich z hordami swemi, od rzeki Wolhi niektórzy, jako 
Bolharowie...., drudzij od jeziora icielkiego, które zowiemy Meotis, drtidzy Tauryki, gdzie 
Frzekop, drudzy od Noiroyrodn, przeprawiwszy się przez Dunaj niektórzy i t. d. 

*) Wszakże sie najduje z niektórych historyków, zwłaszcza z Jornandesa, iż my, 
Polacy i Czechowie, pierwej eśmy tu, w ty krainy, przyszli nad Wisłę, niż drudzy Sło- 
wacy do Mizyej albo Dalmacyej; a tak rozumiem, iż się nie razem wszytcy ruszyli, 
pierwej jedni, potem drudzy, 

5) Też i Bernat Wapowski.... pisał, iż Lech takież Czech, przodkowie naszy, 
słowańskie książęta nie z Dalmacyej albo Karwacyej tu przyszli w krainy niemieckie, 
ani też z Czech do Dalmacyej, jako Krancius pisał albo i drudzy, ale z ruskich krain. 

^) Ma tu Bielski na mj^śli Miechowitę, str. 7 (wyd. drugie): Is autem Grachus^ 
Lechitarum princeps, ut produnt eorum historiae, quadrtngentis annis nativitatem Chri- 
sti praecessit. 

') Por. Stryjkowski, I, 101 (wyd. warszawskie, 1846): Wapowski.... pisze w ty 
słowa, iż Sławacy albo Słowianie, naszy przodkowie, od jeziora Słowionego, które jest 
w moskiewskich stronach, są nazwani. 

^) Księga 1, rozdział 16, przekład Błażowskiego, w wydaniu Bohomolca, str. 29. 

^) Ob. Szujski w przedmowie do wydania ostatniej części kroniki Wapowskiego, 
Scriptores rerum polonicarum, tom II, str XXVII. 

'°) Hajek, 319. Leta tehoź (1314) kazał zalożiti (kral Kareł) w temż miestie 
Prażskem klasster weliky blizko od kaply swatych Kozmy a Damiana we gmeno swa- 
teho Jeronyma a vwesti do niebo rozkazał knieży prawe Slowaky, rządu swateho Be- 
nedykta, na pamatku toho, że su Cżechowe od Slowakuow swuog pocatek wzali a z ya- 
zyku slowanskeho possli, a ten iazyk że gest w swietie był welmi znamenity; y zge- 
dnal to V biskupa rźymskeho, aby tu, w tom klasstefe, toliko slowanskym yazykem 
było zpywano y msse swate slaużeny, yakoż gest gym Slowakuom to w g.ych zemiech 
wssech dopusstieno, aby wssecka poslucliowany Panu Bohu w kostelech swych ne 
rżymskym aneb latinskym yazykiem, ale swym pfyrozenym ćinili a puosobili. A toho 
na znameny wydań gym zpuosob listu, kteryż był niekdy dawno, pfed pfigitym Pana 
Krysta na tento swiet, dal Alexander, kral persky (!j, tymż Slowakuom, swym sluźe- 
bnykuom. Genż byl psan w tato słowa: My, Alexander Filippa, krale macedouskeho, 
w kuyżestwy znamenity, rzeckeho cysafstwy zacai^el, welikeho Jupitera syn. skrze Nec- 
tanebu oznameny, pfyznawatel bragmanskych, a stromu, slunce a miesyce, potlaćytel 
perskych a medskych kralowstwy, pan swieta, od wychodu slunce aż do zapadu, od 
poledne, ay do puolnocy. Oswycenemu pokoleny slowanskemu a yazyku gych milost, 
pokog y take pozdraweny od nas a buducych nassych namiastkuow po nas w zprawo- 



— 151 — 

wany swieta. Proto, źe gste ndm wżdycky pfytomni byli, v wyre prawdomluwny, 
w odieny statećny, nassy pomocnycy bogowny a nevstaly nalezeni byli, dawane a na 
was pfenassyme, wara swobodnie a na wiećnost wssecku kraginu swieta od puolnocy 
aż do kragin wlaskych polednych, aby tu źadny nesiniel bydliti, ani se posaditi, ani 
se osaditi, gedine wassy, a gestlizeby pak niekdo tu ualezon byl tu obywag*', budiż 
wass sluzebnyk, y buducy geho slużebiiycy bud'te wassych potomkuow. Dau w mie- 
stie nowóm nasseho zalożeny Alexandr^'', genz gest zalożeno na welikem potoku, rzeće- 
nem Nylus, Ićta dwanactćho kralovvstwy nassych, s powolenym welikych bohuow: Ju- 
pitera, Marsa a Plutona, a welikó bohj-uie Minerwy. Swiedkowie teto wiecy gsu: sta- 
tećny rytyrz nass Lokoteka a ginych knyźat gedenact, ktereż gestlize bychom bez 
płodu sessli, zuostawugeme ge diedice wsseho swieta. 

List ten jest przekładem z łaciny; oryginał łaciński (t. zw. „majestat") znajduje 
się w „Kratkę sebranie z kronik ćeskycli k vystraże vernych ('ecłióv", słynnem piśmie 
polityczno-historycznem z początku XV wieku. Ob. A. Polak w „Vestnik krulovske 
ceske spolecnosti nauk, trida filosoficko-historicko-jazykozpytnd". 1904. 



in. 

') Tak w wydaniu pierwszem i drugiem; w trzeciera: Bernat Wapowski, kano- 
nik niegdy krakowski, tak swoje kronikę poczyna. 

2) Wyd. 1, 160 verso = 2,233 verso. W wyd. 3,340 dodaje Bielski: O tym Wy- 
ssymirze doktór Kromer wątpliwie pisze, nie dając temu do końca wiary, bo go starzy 
kronikarze naszy (albo snadź innego) kładli być syna Leszka trzeciego i t. d. 

3) 1. c, XXIII. 

*) Wapowski (wyd. Malinowskiego, I, 72). Gdy się to w Węgrzech dzieje, Wła- 
dysław, tego imienia drugi król polski, wyruszywszy z Poznania, udał się pierwszy raz 
po wzięciu korony przez Mazowsze do Litwy. Królowa Jadwiga, arcybiskup gnie- 
źnieński Bodzęta, Ziemowit i Janusz Mazowieccy, Koni^ad Oleśnicki książęta, prócz tego 
Bartosz Wissemburg, wojewoda poznański, tudzież kasztelanowie wiślicki, sądecki i wie- 
lu innych, godnością, piastowanymi urzędami i bogactwem słynących w królestwie mę- 
żów, towarzyszyło mu w tej podróży". 

Miechowita, 270. Praterea rex Wladislaus, gentem Lithuanicam ab idolatria re- 
Yocaturus, anno Domini 1387 in Lithuaniam porrexit assumptisque secum Bodzantha, 
archiepiscopo gneznensi, et pluribus viris ecclesiasticis atque religiosis. Item assumpsit 
secum reginam Hedyigam, Semoyitum et loannem Mazoviae, Conradum Olesznicensem 
duces, Bartholomeum de Vissemburk, palatinum posnanieusem, Cristinum de Kozeglo- 
wi sandecensem, Nicolaum de Ossolni visliciensem castellanos, Zaclikam de Miedzigorze 
cancellarium, Nicolaum de Moskorzow, yicecancellariuni regni Poloniae, Wlotkonem de 
CarbimoYicze' pincernam, Spitkonem de Tarnów succamerarium et Tomcouem, subpin- 
cernam Graccovi., pluresque alios. 

5) Wapowski, I, 72. Do Wilna, stolicy Litwy, przybywszy, nakazał zjazd walnj^ 
narodowy w początkach wiosny, na który gdy Skirgiełło trocki, Witold grodzieński, 
Włodzimierz Kijowski i Korybut nowogródzki książęta, bracia królewscy, oraz inni 
znakomici ^mężowie w wielkiej liczbie przybyli, otrzj'^mał od nich zgodną uchwałę, aby 
wszyscy rodowici Litwini, gaje, węże i duchy we czci mający, do prawdziwego Boga 
Chrystusa i do prawdziwej wiary nawróceni zostali. Przedewszystkiem święty wiecz- 
nie gorejący ogień, który z największem poszanowaniem w Wilnie był czczony, zgasił, 
świątnicę zburzył, węże, po mieszkaniach żywione i poczytywane za domowe bogi, 
pozabijać, święte~gaje schronienia duchów wyciąć rozkazał, śród zdumienia i łez ludu, 
bolejącego nad temi nowościami. Wszakże wkrótce Litwini, uznawszy czczość dawnego 
bałwochwalstwa, wszyscy gromadnie rzucili się do chrztu Św. z taką skwapliwością, że 
kapłani nie pojedynczo, ale liczne gromady ludzi, jednem imieniem mianując i wodą 
świętą skraplając, chrzcili. Król zaś, dla ochotniej szego przyjmowania wiary przez 
ubogich wieśniaków, każdego z nich nowem odzieniem darzył. Tą wczesną szczodro- 



152 



bliwością chrześcijański książę sprawił, że wkrótce większa część Litwinów prawdziwą 
wiarę przyjęła. Zajął się później król Władysław budowaniem kościołów, i t. d. 

Miecliowita, 271. Colebant autem ab origine Lithuani numina ignem, silvas, 
aspides et serpentes. Ignem, qui per sacerdotem lingua eorum Zincz nuncupatur, sub- 
iectis ligais adorabatur. Silvas autem et' lucos sancrosanctos et habitacula deorum 
putabant. Aspides vero atque serpentes in singulis domibus, velut deos penates, nutrie - 
bant et venerabantur, R.ex itaque Wladislaus ignem, sacrum putatum in civitate Vil- 
nensi, barbaris inspectantibus, extingui, templum et aram. in ąuibus fiebat hostiarnm 
immolatio, destrui, silvas vero suscidi et coufringi, serpentes quoque necari praecepit, 
barbaris flentibus deorum suorum falsorum exterminium, adversus tamen regem nec 
mussitare audentibus mirantibus quoque, quam Poloni, sacrorum yiolatores ignis, sil- 
varum et serpentium, intacti illaesique a diis eorum secus, quam ipsimet, quotiens vio- 
labant, fuerunt. Exterminatis itaque idoiis gens Lithuanorum per aliquot dies de ar- 
ticulis fidei et oratione Dominica per sacerdotes polouos, magis tamen per regem Wla- 
dislaum, qui linguam gentis noverat, edocebatur et sacra baptismatis unda renasceba- 
tur. Largiente pio rege Wladislao singulis ex popularium numero post susceptum 
baptisma ex panno, de Polonia adducto, novas vestes, qua provida liberalitate effecit, 
ut natio illa rudis et pannosa, lineis in eam diem contenta, fama łiuiusmodi liberalita- 
tis Yulgata, pro consequeudis laneis, catervatim ad suscipiendum baptisma ex omni re- 
gione accurrebat. Et quoniam unumquemque credentium baptisare singillatim immen- 
sus labor videbatur, mandante rege, raultitudo in turmas et cuneos sequestrabatur et 
universis, cuiuslibet turmarnm benedicta aqua sufficienter conspersis cui libet turmae 
et nniversis qui ea constiterant, nomen usitatum Petrus, secundae — Paulus, tertiae — 
loannes etc, feminis. per turmas divisis, Katherinam, Margaretłiam etc. iuxta turma- 
rnm numerum imponebatur. 

Że Bielski, pisząc przytoczonj'^ ustęp, zaglądał i do Długosza, świadczyłyby imio- 
na, dawane mężcz^^znom. te same, co u Bielskiego: Opera omnia, XII, 467 videlicet 

primae turmae Petrus, secundae Paulus, tertiae lohannes, quartae lacobus, quintae Sta- 
nislaus.... Szczegół, że Litwini czcili słońce (Długosz, Miechowita i "Wapowski mówią 
tylko o ogniu) wziął Bielski z Eneasza Sylwiusza, Asiae Europaeque eleg. deser., j. w., 
str. 368. 



6) Wapowski, I, 141. 
Królowa, małżonka jego, 
naj niewymowniej kocha- 
na, powiwszy córkę Ja- 
dwigę Bonifacyę, wpadła 
w osłabienie. Dziecię dwa 
imiona na clirzcie otrzy- 
mało przez wzgląd na Bo- 
nifacego papieża, który 
jeszcze podczas zleżenia 
królowej przez posła o to 
prosił, aby, jakiejkolwiek 
płci dzieciątko się urodzi, 
jego imieniem było na- 
zwane. Niemowlę trzy 
dni tylko po urodzeniu 
żyło, siły królowę codzien- 
nie opuszczały. Aleksan- 
der Witold, wróciwszy z 
wojny, śpieszył odwiedzić 
ją w Krakowie razem z 
małżonką swoją, księżną 
Anną, lecz, nim przybył, 
królowa życie skończyła. 



Miecliowita, 275. Sub 
idem tempus, anno vide- 
licet 1399, duodecima lu- 
lii, Hedvigis, regina Po- 
loniae, in castro Graccovi 
mortua est. Enixa fuit 
siquidem duodecima lunii 
filiam binomiam, Eliza- 
beth Bonifaciam yocatam, 
quae in triduo obiit. Re- 
gina vero Hedyigis ex 
partu aegrotare coepit et 
deyotissime sacramentis 
perceptis duodecima lulii, 
hora meridiei, defuncta 
est. 



Bielski, 382 yerso. Lata 
1399 królowa Edwiga 
Włodzisławowa na zam- 
ku krakowskim umarła po 
porodzeniu rychło; bo- 
wiem była urodziła dziew- 
kę, mianowaną Elżbieta 
Bonifacya, która trzecie- 
go dnia umarła, i sama 
też rychło po niej, mie- 
siąca Czyrwca. 



— 153 — 



Nieobecnym hyl wten- 
czas król Władysław w 
stolicy, lecz za otrzj^ma- 
uiein tej okropnej wieści 
dla urządzenia pogrzebu 
powrócił. Zdążył i Wi- 
told, zjecliali się gromad- 
nie biskupi i iiajpierwyi 
mężowie kraju, pogrzeb 
królewskim nakładem i 
wspaniałością odbyt^', 
zwłoki w głównym ko- 
ściele krakowskim, obok 
wielkiego ołtarza, złożone. 

Budujące wzory nie- 
winności życia tej królo- 
wej przytaczano, poboż- 
ność jej wielką; ciało 
częstymi postami trapiła, 
liczne kościoły, klasztory 
i zamki w Królestwie 
i Litwie pozakładała i sta- 
łym dochodem opatrzyła, 
nadto świętemi naczy- 
niami, ornatami, ozdobny- 
mi w perły ii klejnoty, 
wzbogaciła; na zbudowa- 
nie akademii krakowskiej, 
co wkrótce potem Wła- 
dysław Jagiełło uiemniej 
chwalebnie, jak poŻ3'tecz- 
nie, dokonał, wielkie pie- 
niądze odkażała. Gdy 
więc królowa Jadwiga 
tylu cnót dała dowody, 
zwłoki jej poczytywane 
są za święte i wsławiły 
się cudami, co z wielu 
rozmaitych ślubów, przy 
grobie jej zawieszonych, 
widzieć można. 



In ecclesia Grace, in 
sinistra parte chori, anto 
sacrarium, perregem Wla- 
dislaum quartadecima Au- 
gnsti sepulta, epitaphio 
apposito: Sidus Polono- 
runi iacet hic, Hedvigis 
eorum, regina nobilis, ge- 
nerosa etc. Vide appen- 
sum ad eius sarcophagum. 



Haec fuit facie et mo- 
ribus yenustissima. Haec 
in diebus quadragesimae 
et Adventus Domini cor- 
pus aspero ieiunio et ci- 
iicio domabat. Haec in 
egenos profusissima, haec 
sua instautia et cura re- 
gem Wladislaum ad con- 
ficiendum collegium psal- 
teristarum in ecclesia 
Graccoviensiinduxit, psal- 
mos cantantium. Et ad 
instaurandum atque com- 
plendum generale gymna- 
sium per Kazimirum se- 
cundum olim, regem Po- 

ioniae, iucoeptura Haec 

pecunias, vestes, clenodia 
et uuiyersam supellectilem 
regiam in fundationem 
universitatis studii Grac- 
coYiensis in relevamen 
miserabilium personarum 
executoribus testamenti 
yidelicet et Petro Vissh, 
episcopo Graccoviensi, et 
laszkoni de Thanczin, ca- 
stellano Grac, commen- 
davit. Haec plures adole- 
scentes ingeniosos in gy- 
mnasiis tenuit et aluit. 
Legebat autem consuete 
testamentum vetus et no- 
vum, yitaspatrum, home- 
lias quattuor doctorum, li- 
bros sermonum et pas- 
sionalia sanctorum, libros 
meditationum et oratio- 
num sancti Bernardi et 
s. Ambrosii, libros revela- 
tionnm sanctae Brigittae 



Pochowana w krako- 
wskim kościele na zamku 
przez Jagiełłą poczciwie, 
na lewej stronie koru, 
przeciw zakrystyej. Na- 
pis ten na joj grobie wi- 
si: Sidus Polonorum ia- 
cet hic, Hedyigis eorum 
etc. 



Wiele o jej świątobli- 
wości kronikarze pisali, 
jako wiele pościła, ubo- 
gim dawała, we Włosieni- 
cach chodziła. Królak te- 
mu przywiodła, iż psał- 
terzy sty, którzy żołtarz 
w kościele śpiewają na 
zamku krakowskim, zało- 
żył i nadał. Też go przy- 
wiodła k temu, iż kolle- 
gium i wielkiego dokonał, 
które był Kazimierz wtó- 
ry począł zakładać w Ka- 
zimierzu, i nadał, przy- 
wiódszy mistrze i do- 
ktory, nauczone Niemcy, 
Czechy, Polaki, z Pragi; 
na które też dała swe 
szaty, klenoty, ubiory, 
perły, srebra i którekol- 
wiek miała aparaty kró- 
lewskie, takież i na szpi- 
tal ubogich. A poleciła 
to biskupowi krakowskie- 
mu, rzeczonemu Wiszch. 
k wiernej ręce szafować. 
Czytała rada stary i no- 
wy Zakon, przełożone ua 
polskie modlitwy ś. Bry- 
gidy, żywoty mężów 
świętych i ś. Ambrożego 
księgi. 



Bielski. 



20 



154 — 



et qaam plures alios de 
latino in polonicum trans- 
latos. 
Oto jeszcze dla przykładu opis zjazdu w Lublinie w 



Wapowski III, 34 un. 
Wcześnie na wiosnę Ka- 
zimierz udał się do Pol- 
ski i odbył zjazd, złożo- 
ny z wysokich urzędni- 
ków obojga narodów 
w Lublinie, dokąd i kró- 
lowa Zofia dla widzenia 
syna przybyła. Tu uaoż- 
niejsi Litwini narzekali 
na Władysława Jagiełłę 
i Aleksandra Witołda, iż, 
ziemie litewskie,"' żmudz- 
kie i ruskie nieczystym 
związkiem do Korony 
polskiej wcielając, stwier- 
dzili tę czynność przez 
listy i zapisy; błagali, 
aby je wolno było po- 
prawić i te potężne na- 
rody, uwolniwszy od wę- 
zła wspólnego zjednocze- 
nia, do dawniejszej nieza- 
leżności wrócić; nadto, 
aby ziemia podolska, za- 
mek Olesko, Wietły, Ło- 
pacin, Horodło, które 
Aleksander Witold za ży- 
cia swojego dzierżał, na- 
zad odzyskać. 

Na co urzędnicy kró- 
lestwa polskiego równie 
skromnie, jak rzetelnie, 
odpowiedzieli, że W^ła- 
dysław pod czterema 
głównymi warunkami, 
zgodnie przez wszystkich 
znakomitszych Litwinów, 
Żmudziuów i Rusinów 
przyjętymi, na tron pol- 
ski był wezwany. 



Naprzód, aby, wy- 
rzekłszy się bezecnej czci 
bałwochwalczej i duchów 
ciemności, wiarę i naukę 
bałwochwalczą przyjął; 

powtóre, aby te ludy 
i ziemie, w całej rozcią- 
głości rządowi jego pod- 
ległe, do królestwa pol- 



Miechowita, 311 sq. 
Anno sequenti, puta 1448, 
post Corporis Cristi in 
conventione Lublinensi 
praelati, principes et bo- 
yari Lithuaniae a praela- 
tis et dignitariis Poloniae 
optabant, ut inscriptiones, 
foedera et uniones terra- 
rum Lithuaniae, Russiae 
et Samagitiae cum regno 
Poloniae tollerentur, ro- 
gabant, deinde et rec[uire- 
bant, ut eis terra Podo- 
liae, item castrum Oleszko 
et districtus Yiethli, Lo- 
pacin et Hi-odlo reddere- 
tur. 



Super quo proceres 
Poloniae responderunt 
non licere eis inscriptio- 
nes praedictas corrigere 
vel ab eis aliquicpiam 
detrahere, quoniam casse 
ac vane viciarentur et 
redderentur, ita etenim 
Wladislaus lagello quat- 
tuor suscepit conditiones 
et confirmavit. 



Primam, ut fi dem ca- 
tholicam cum omni geiite 
sua acceptaret; 



alteram, ut omnes ter- 
ras suae ditionis regno Po- 
loniae appropriaret et per- 
petuo incorporaret; 



roku 1448. 

Bielski, 390 verso. Na 
drngi rok, to jest 1448, 
przyjechali posłowie z Li- 
twy na sjem do Lublina, 
na któiym żądali panów 
i Rady polskiej, aby za- 
pisy zjednoczenia Litwy, 
Żmodzi, Rusi z Polską 
były zmienione, aby im 
Podole, zamek Olesko 
z powiatem Wietle, Ło- 
pacin i Hrodło było wró- 
cone. 



Na co panowie pol- 
scy odpowiedzieli, że się 
im tego nie godzi uczy- 
nić, co jest mocnie za- 
pisy i przysięgami przez 
króle nasze utwierdzono, 
zwłaszcza przez Jagiełłą, 
który się obowiązał i po- 
tomki swoje mocnie za- 
pisy i przysięgami ty 
czterzy artykuły dzier- 
żeć. pierwej niż króle- 
wnę Edwigę z królestwem 
wziął. 

PLrwszy artykuł, iż 
miał święty krzest przy- 
jąć z bracią i z podda- 
nymi, i uczynił temu 
dosyć; 

drugi, iż wszytko swo- 
je księstwo i ine dzier- 
żawy, które miał i nabyć 
mógł, ku królestwu pol- 



— 155 — 



skiego przyłączj'ł i wcie- 
Jił; 

po trzecie, aby wszyst- 
kie skarby swoje do Ko- 
rony wprowadził; 

nakoniec, aby jeńców 
i zbiegów chrześcijań- 
skich wolnością i swobo- 
dą udarował. 

Te warunki za zupeł- 
ną" zgodą wszystkich pod- 
danych swoich najchfjt- 
niej przyjął i spełnił, al- 
bowiem, wiarę i naukę 
chrześcijańską z całym 
narodem litewskim przy- 
jąwszy, wszystkie kraje 
uroczyst3'm obrzędem, na 
mocy uajdowodniejszego 
świadectwa wydanj^ch 
zapisów, do królestwa 
polskiego włączył i wcie- 
lił, niemniej wszelkie 
inne warunlci, W3'^raźnie 
przymierzem wieczystem 
objęte, ziścił. Aleksander 
Witold, wasz książę i je- 
den z najsławniejszy cli 
bohaterów Litwy, ojco- 
wie wasi, a może z icli 
liczby jeszcze niektórzy 
dotąd żyją, przyzwole- 
niem swojem to wszyst- 
ko umocnili, stwierdza- 
jąc węzłem trwał3'^m i nie- 
rozerwan^^m; wnet przez 
wzajemne małżeństwa, 
przez braterstwo herbów, 
abyśmy niejako zdawali 
się zrastać w jedno cia- 
ło, przez zrówuauie w za- 
szczytach i rycerskiej za- 
cności, obadwa narody, 
aby nic zgoła zjednocze- 
niu sławnych i potężn^^cli 
ludów nie przeszkadzało, 
nazawsze między sobą 
skojarzyli; wy zaś, zamie- 
rzając dziś rozważać i 
zdeptać tę jedność, do- 
puszczacie się najokrop- 
niejszej zbrodni; wszakże 
dokonać jej niepodobna, 
chybabyście razem i wia- 
rę chrześcijańską, z na- 



tertiam, ut omnes tlie- 
sauros suos in regnum 
Poloniae iuduceret; 

ąuarta, ut singulos 
captivos catholicos a ca- 
ptivitate solveret. 

Is tandem vobis, fon- 
te baptismatis renatis, 
arma nobilitatis, quae 
I^loni deferunt, vobis 
dedit, vos regno Poloniae 
inviscerando ac glutinan- 
do. Sed et multas inscrip- 
tiones, diversis tempori- 
bus habitas, duce magao 
Vitowdo totoque ducatu 
Lithuaniae laudante, con- 
sentiente et approbante, 
dictavit, appropriavit et 
rectificayit. 



skiemu przyłączyć i przy- 
właszczyć miał, i także 
uczynił; 

trzeci, wszytki skarby 
swoje na potrzeby kró- 
lestwa polskiego obrócić; 

czwarty, iż miał wszy- 
tki więźnie krześcijańskie 
wypuścić. 

Z tych artykułów 
przerzeczonych was krze- 
ścijany i dobrymi ludźmi 
podziałał z niczeninych, 
rozdawszy wam podarze- 
nia klenotne, których pol- 
skie rycerstwo używa za 
osobny znak ślachectwa, 
jakoż tego listy osobne 
dostatecznie są opisane, 
na co Witułt i ine ksią- 
żęta, waszy przodkowie, 
dostatecznie przyzwolili 
i kochali się w tern zje- 
dnoczeniu, co wam wię- 
cej pożytku i poczciwości 
przy nasza, uiżli umniej- 
sza. 



— 15G — 



tchnienia książąt waszych 
z wielką pobożnością przy- 
jętą, odrzucić i zdeptać 
chcieli, co jak byłoby nie- 
godziwem, bezbożnem i 
oki'opnem, sami osądźcie. 

'■) Miechowita, 290. Venator ab in- 
fantia sua ad diem mortis, vir staturae 
niediocris. faciei oblongae, auribus gros- 
sis, voce tubali et cita, oculis nigris et 
parvis, nunąuam stabilibus, sed contiuue 
in suo orbe cursum quendam et volubi- 
litatem habentibus. Corporis nitidi et 
gracilis, cervice longa, laboris etfrigoris, 
aestus ventoriimque, fumi patientissimus. 
Tam in cessu, quam investibus, humilis. 
Sabellinis mardurinisque coutemptis, pel- 
libus agnellinis utebatur. Commessationi 
longe intentus, sopore et qulete ut saepe 
usqae ad meridiem yacans, in admini- 
strandis bellis remissus ettardus, omnem 
sollicitudinem in alios deferebat. Balne- 
orum fomentis alternatis diebus crebro 
utebatur. Ad effudendum sanguinem hu- 
manum continentissime se gessit, ut 
etiam saepe nocentissimis parceret. Cle- 
meutiae in subditos et victos singularis; 
per singulas hebdomades diem Yeneris 
mira abstinentia in pane et aqua ieiuna- 
bat. Homo semper sobrius nec viuum, 
nec siceram aliquando gustans, poma et 
odorem eorum magna nauseaexecrabatur. 
In moribus gravis et singularis, in ora- 
tionibus et poplitum fractionibus proli- 
xus. in praetereundis ecclesiis multum 
devotus, in promisso et concluso constans 
et fidelis. Tam sua, quam baronum de- 
creta abrogare aut variare, nisi necessi- 
tate aut utilitate magna praeveniente, 
passus non est. Pauperum, orphanorum 
et yiduarum causas etsi per se expedire 
et audire non poterat, aliis tamen bonis 
viris expediendas committebat. 

Certarum superstitionum, quas eum 
afferunt ex bona causa continuasse et 
quas illum mater sua, ritu Grraecorum 
foemina, afferebatur insrruxisse, sectator, 
ut, si prius sinistrum inopinate calceum 
accepisset, infaustum ei diem omiaaba- 
tur, quasdam etiam girationes in uno 
pede versando, antequam de habitaculo 
progrederetur, interdum faciebat. oub 
elevatione diyinissimi Sacramenti, quid- 
quid iuxta se inveuiebat, pulverem, stra- 
men aut festucas, digitis comminuebat 
et proiiciendo expuebat. Super quo dum 



Bielski, 387. Człowiek był serca do- 
brego, urody średniej, twarzy długiej, 
uszu wielkich, głosu miąższego. oczu 
czarnych, małych i niespokojnych, nie- 
wczesnościam przywykły, jako jest zim- 
nu, głodu, wiatru, dymu, pragnieniu, ła- 
knieniu i gorącu. Myślistwem się obie- 
rał. Sobolich ani żadnych kosztownych 
szat nie miewał, jedno baranie od zimna. 
Na walki nieskwapliwy był, które wię- 
cej przekładał na ine, niż na się, w ła- 
źni trzeciego dnia bywał, do południa 
spokojen bywał, nad złoczyńcami byt 
litościwy, wina ani piwa nierad pijał, 
tylko wodę przyprawną, woń się chro- 
nił, zowąc to zgagą, w kościele długo 
bywał, ubogimi nie gardził, sam ich 
krzywdy słuchał, jedno na skazanie le- 
niwy. 



Miał też w sobie wiele obyczajów 
macierzyńskich około czarów, która była 
Ruska. Grdy z przygody pirwej lewy 
but albo trzewik obuł, niż prawy, on 
dzień niefortunny mnimał być; też, niżli 
z domu wyszedł, pierwej nogą kółko za- 
kreślił; w podnoszenie Bożego ciała, co- 
kolwiek około siebie nalazł blizko, to 
zmiął i zwinął, oplunąwszy, i zarzucił. 
A gdy był od biskupów przestrzegan o to, 
odpowiedział, że to nie są żadne czary, 
ale się tak rozumiem być niczemnym 
prochem i wzgardzonym przed obliczno- 



— 157 — 



W darzech się uie kochał, co 
rycerstwu rozdawał. 



miał, 



a praesulibus provinciae polonicalis re- ścii^ bożą, jako ten proch albo wiechtek, 

dargueretur, excandesceus in bilem pro- który zarzucani ode mnie. 

siliit et non ominatioue incantationeve, 

prout putabant, uti res])Oudit, verum 

stramen aut alia minuta afferendo et in 

pulverem redigendo se ipsum in conspe- 

ctu diviuo pulverem et abiectissimum 

aestimatum iri docebat. 

In reddendo rautuo gratiis et verax, 
prodigus magis, quam largus. Singula, 
quae habere, poterat iramo et regni sui 
amplissima dominia militibus suis ero- 
gabat, multo plura largiens, quam sibi 
reservans, parvam in largiendo in meri- 
ta et conditionem hominum considera- 
tionem habendo. 

Universitatis Graccoviensis et psal- 
teristarum in ecclesia Graccovieusi cnm 
Hedvigi regina, item monasterinm s. 
Brigittae in Lublin et s. Spiritus Prae- 
monstratensis ordinis in Sandecz, item 
s. Mariae in arena aute Graccoviam or- 
dinis Carmelitarum, item ecclesiae paro- 
chialis Corporis Christi in Kaziniiria in 
conditionem canonicorum regularium per- 
mutator et fundator. Castrorum et civita- 
tum suarum aliorumque aedificiorum pa- 
rum diligens provisor, ut pleraque in die- 
bus suis prolabi et ruiuari permitteret. 
In Lithuaniam, patriam suam, cousangui- 
neosque et fratres adeo charitate affectio- 
neque proclivus, ut regnum suum Foloniae 
bellis periculisque plurimis miscei-e non 
horruerit, omnes thesauros et proventus 
regis aut pro defendenda Litliuania aut 
pro locupletanda effundens. Gentem au- 
tem lithuanicam et samagitticam opera 
sua ad fidem catholicam convertit, ut me- 
rito gentium illarum conversor et apo- 
stolus appellari possit. Cordis erat simpli- 
cis, sed magaifici. intellectus tenuis, sed 
vafri. Ecclesiarum Vilnensis et AEendicen- 
sis seu Samagitiensis in Lithuania, Chel- 
mensis, Kioviensis in Russia fundator et 
dotator. In Tenerem, non permissam mo- 
do, sed etiam prohibitam, proclivus Inre- 
ligionem catholicam piissimus, in paupe- 
res munificus. Pro suis meritis, signanter 
pro fidei orthodoxae dilatione, gaudiis coe- 
lestibus perpetue fruiturus. 

8) Opisując sejm piotrkowski z roku 1459, Bielski przytacza mowę Jana z Ry- 
twian, której u Miechowity niema; przytacza ją Wapowski (III, 381-382), ale nie on 
jest tutaj źródłem Bielskiego, tylko Kromer (mowa ta znajduje się dopiero w wydaniu 
trzeciem kroniki Bielskiego). 

Kromer (wydanie z r. 1558y, str 548. Bielski, 392 verso. Z wielką tego 

In gentem animis dolorem haurimus, rex żałością używamy, oświecony królu, iż 



Naród swój litewski barzo miłował, 
tak iż wszj-tki kłopoty litewskie Polska 
musiała zastępować od Prus, cokolwiek 
tam Litwa broiła, i więcej się starał o nię, 
niż o swe królestwo, tak iż go mogą dziś 
zwać ociec ojczyzny święty, bo je on 
gwałtem na krzest święty sam nawrócił. 
Na budowanie i oprawę miast był nie- 
dbały, tak iż icli wiele obleciało za nie- 
go, które Kazimierz Wielki murować dał. 
Kolłegium dał zmurować i kościołów 
wiele pozakładał: w Lublinie ś. Brygidy 
z namowy pierwszej żonj- Edwigi, kla- 
sztor ś. Ducha w Sączu, też Panny Ma- 
ryej na piasku przed Krakowem, drugi 
na Kleparzu Ś. Krzyża; w Litwie - w 
Miednikach. w Wilnie, w Kijowie, 
w Chełmie i wiele inycłi nadał i poza- 
kładał. 



158 — 



iUustrissime, quod nos, immerentes ac ti- 
bi addictissimos, pro hostibus ducis et 
armatnm praesidium contra nos compa- 
rasti. Nemo est nostrum atque adeo ex 
omni numero polonae nobilitatis, quem 
odisse aut metuere debeas: omnes te sum- 
mo studio prosequimur semperąue prosecuti 
sumus. Verum dura necessitas et im- 
pendens exitium nos impulit comitia haec 
abs te efflagitare, non qnod aliqnid con- 
tra te molireraur, sed ut saluti et inco- 
lumitati nostrae liberorumque nostrorum 
et longae posteritati simulque digiiitati 
reipublicae nostrae calamitosae tandem 
aliquando prospiceremus. Quod si roges: 
quid id ma li aut unde est? undenam cen- 
ses? nisi unde minime sperabamus et 
unde minime decuit: abs te. inquani, 
tuisque magistratibus, quorum etiam cul- 



nas, niewinne swe poddane, za nieprzy- 
jaciele sobie masz, ludzieś zbrojne prze- 
ciw nam zgotował. Niemaszci tak miedzy 
nami żadnego, któregoby się obuwać miał: 
wszyscyć z pilnością służymy. Wielkać 
potrzeba k temu nas przypędziła, żeśmy 
u ciebie to słożenie sejmu uprosili, nie 
dla tego, abyśmyć co przeciwnego my- 
ślili, ale abyśmy około zachowania zdro- 
wia swego w całości, wolności żon, ta- 
kież i dzieci naszycli co dobrego uradzili, 
takież abyśmy pospolite dobra nasze 
upadłe opatrzyli. Jeśliby się chciał pra- 
wie wywiedzieć, jako, co a skąd ty złe 
rzeczy u nas pochodzą: stąd pewnie, 
skądeśmy się ich nigdy nie domniemali, 
abo też skąd się nie godziło, to jest od 
ciebie samego a od twoich urzędników, 
i t. d. 



pa omnis in te redundat, etc. 

'•) Ob. Borzemski, Krcnika Miechewitj', rozbiór krytyczna-, Kraków, 1890, str. 9. 
1°) Zresztą nie zawsze trzymał się Bielski układu Miechowity, np. w panowa- 
niu Warneńczyka: o tem np., że „Swidrygał z Korybutem bratem,.... wziąwszy na po- 
moc Tatary, Rusaki, Liwlanty, ciągnęli do Litwy przeciw Zygmuntowi", opowiada, 
tym razem może za przykładem Wapowskiego, tuż po opisie korouacyi, ale opowiada — 
słowami Miechowity (który mówi o tem dopiero później). 



") Por. np. Miechowita, 17. In 
Russia principantibus apud Kyoviam Os- 
kald et Dir nationes Ruthenorum multi- 
plicatae novas sedes ad septemtrionem 
dilatavei'unt et duces super se constitu- 
erunt ex alienigenis, quoniam ex propriis 
propter parilitatem non placuerunt. 

Primus dux Rurko, qui in Novogrod, 
alter Schiniew, qui in Bj^aleyezoro, ter- 
tius Trubor, qui in Sborsk sedes suas po- 
suerunt. 

Processu autem temporis, mortuis 
Schiniew et Trubor absque prole. Rurko 
utriusque possedit ducatum et ipse, mo- 
riens, reliquit filium adolescentem, lior 
nomine; is dolose occidit Oscaldum et Dir, 
principes Kiovienses, nil hostilitatis ab 
eo suspicatos, et possedit terras eorum. 

Invadit deinde Drewlianos, popu- 
los ruthenici generis, et Nyszkinam, du- 
cem eorum, coegitque eos tributa solvere 
et, non contentus unica contributione, 
eodem anno alteram exigebat, propter 
quod insurgentibus Drewliauis, occisus 
per eos, interiit. 

Miserunt depost nuntios primos et 
secundos praefati Drewliani ad Olham, 
uxorem lior, ut acciperet in matrimo- 
niuin priiicipem eorum JSTyskinam. 



Bielski, 343 verso. Potomkowie Ki- 
jowi byli Oskald a Dir, którzy rozsze- 
rzali państwa swe na północy, a książę- 
ta ustawili nad sobą z innego narodu, 
dlatego aby nie folgowali bratu ani 
swatu żadnemu, co kto zasłuży abo ma, 
aby tegO' używał. 

Pierwsze książę było Rurko, który 
był w Nowogrodzie, drugi Sejniew, któ- 
ry był na Białemjezierze, trzeci Trubor, 
który był na Zborsku. 

Na ostatku Rurko panował we 
wszytkiem po śmierci tych dwu. Fo 
śmierci Rurka syn jego został Geor; ten 
zabił Oskalda i Dira zdradą, książęta 
kijowskie, i posiadł ich państwa. 



A gdy dań wielką na ludzi ustawił, 
zabili go Drewlanie, 



a posłali do jego żon3'^ Olhy. jeśliby 
chciała iść za ich książę Niskina. 



— 159 — 



Ipsa vero, oport unita tern et astntiam 
concipiens, siiuulabat se nupturam Nysz- 
kine, dummodo veniret cum suis, matii- 
monium celebraturiis. 

Quo procedeute cum suis, duduiu le- 
tentos apud se luintios, clam variis affectos 
tormentis, interfecit. In occursum deiiide 
procedit, et locato suo forti exercitu in 
angustiis et locis malignis, Drewlianos, 
cum duce advenientes, insperate occidit 
in numero quasi c|uinqiie railia, occisioui 
mariti sui lior parentando. 

lusuper JSwautoslaus, filius lior et 
Olhae, aetatem pertingens adultam, Dre- 
wlianos gravi caede domuit et, sub iu- 
gum mittens, tributa eis imposuit, OJha- 
que, matre sua, monente fidem Christ! 
suscipere vołuit. Transfretaverat etenim 
Olha in Constantinopolim et, de f ide Chri- 
stiana per patriarchom edocta, spurcitiis 
gentilitatis abiectis, in baptismo nomen 
Helena pro Olha suscepit, in recessuque 
benedixit ei patriarcha Constantinopoli- 
tanus, dicens: Benedicta tu iuter mulie- 
res Ruthenorum. 



Ona, jako chytra, obiecała to uczy- 
nić, jeśli do niej w dom przyjedzie ślu- 
bu brać. 

■A- gdy jechali Drewlanie z swem 
książęciem do niej, zasadzili na nie woj- 
sko ludzi na takiem miejscu, gdzie Dre- 
wlany do gruntu pobiła i rozmaitemi 
mękami dręczyła, mszcząc się swego mę- 
ża Geora. 



Potem syn Georów a Olhiii Swato- 
sław, gdy dorósł, przywiódł Drewlany 
zasię ku swemu państwu i dań dawać 
ułożył. Ta OUia jeździła do Konstanty- 
nopola wiary krześcijariskiej wykuąć 
i tam się okrzciła, ale syn nie chciał, 
a imię jej dano Helena. Gdy jechała 
z Carzyhroda. błogosławił jej patryar- 
cha, mówiąc: Błogosławionaś ty miedzj' 
niewiastami ruskiemi etc. 



Miechowita, 21 sq. Post mortem Ze- 
momislai assumptus est in monarcham 
Poloniae Miesco, unicus filius eius. Pri- 
mus quidem vigilans et reipublicae inten- 
deus, sed, aetatem matur i orera nactus, ocio- 
sus et pellicibus alligatus. Tenuit etenim 
septem pellices, usores eas vocans. Ex 
nulla autem prolem suscipieus, orbitatis 
suae inconimoda saepe accusabat. 

Quod agnoscentes, viri catholici, qui 
in curia eius versabantur, iuste et sau- 
cte cousuluerunt, ut spretis et abiectis 
spurcitiis gentllium, unum verum Deum 
et eum, quem misit, lesum Christum, 
colcret, a quo et prolis solacia et, quae- 
cumque posceret, impetraret; qui cum 
aurem in audiendo accommodaret, viri 
religiosi et spirituales, tunc in regno 
Poloniae heremitice viventes, sacra do- 
gmata cogaitionis fidei christianae ei 
instillarunt uniusque legitimae coniugis 
matrimonium persuaserunt, intantumqne 
eis acqniescebat, ut prope cathecuminus 
fieret. 

Mittit deinde cousilio eoram iu Bo- 
hemiam ad procandum ducalem virgineui 
Dąmbrovvkam, filiam Boleslai, ducis Bo- 
li emiae, interfectoris sancti Yenceslai, ger- 
man! sui. 



Bielski, 343 verso. Mieszko, który 
był ślepo urodzon, po ojcu swym na 
monarchią polską wybran. Ten miał 
siedm miłośnic, z któremi żadnego pło- 
du nie miał, a stąd bywał smutny. 



Przeto był namawiań od niektóiych 
krześcijau, aby się krzcił, chceli potom- 
ki mieć. 



Postał do Czech po córę króla Bole- 
sława, co brata Wacława był zabił, iuiie- 
uieui Dąbrówkę. 



— 160 



Yratislaus siąuidem, princeps Bohe- 
miae, genuit ex Drahomicia uno partu 
geminos, Venceslaum et Boleslaum; V'en- 
ceslaum educavit Ludomilla, aria ipsius, 
et optimis moribus christianis imbuit; 
Boleslaum mater eius Drahomicia fovit 
et detestabilem moribus, ąuemadmodum 
ipsa fnit, effecit. Mortuo itaque Wrati- 
slao, electus successit ei Yenceslaus, filius 
eius, vir piissimus in ducatu Bohemiae. 
Ordinatione autem Drahomiciae, iniquae 
mulieris, suffocata est Ludomilla, cuius 
consiliis sauctus Venceslaus multum in- 
haeserat, et in numerum sanctorum est 
relata. Boleslaus autem, invidia ducente, 
germauumsuum, beatum Yeuceslaujn, post 
epulas ad orationem euntem, in limine 
templi obtruncat et super Bohemos, pro- 
ut concupivit, domiuatus est. Vence- 
slaus vero decalogo sanctorum martyrum 
ascriptus. Huius ergo Boleslai, principis 
Bohemorum, germani, sancti Venceslai, 
natam Myesco, monarcha Polonorum, in 
uxorem poposcit. 

Nec abnuit praefatus Boleslaus dan- 
dam, dummodo, ritu gentili abrogato, 
undis sacri baptismatis ablutus Myesco 
iunoyaretur. 

Consensu autem et conclusione utrim- 
que facta, adducta est in Gneznam virgo 
Dambrowka i u regiam Myesconis cum 
ampla dote. 

Auno ergo Christi Domini 965 uno 
et eodem die Miesco, princeps Polonorum, 
cum maioribus sui regni in praesentia 
Dambrowka et Bohemorum sacrum ba- 
ptisma propiciacione divina G-neznae sus- 
cepit, pro Miesca nomen Myeczslai ac- 
cipiens, et aliud sacramentum matrimo- 
nii cum virgine Dambrowka, ex Bohemia 
advecta, contraxit, convivia, munificen- 
tiam et spectacula pluribus diebus elar- 
giendo et cuncfeis regnicolis baptisari 
praecipiendo. 

Et quia muiti restabaut sacro fonte 
baptisandi, ideo per edictum stricte de- 
mandavit, ut omnes in civitatibus et vil- 
lagiis, nobiles atque ignobiles, septima die 
Marcii adveniente, idolis confractis et in 
lacubus aut aquis submersis, simul et la- 
pidibus ab utriusque sexus hominibus 
abrutis, sub contiscatione bonorum et 
exterminatione baptisarentur. Qua die 
superveniente, ut erat statutum, cuncti, 
iussa exsolventes, renascebautur in Christo 
et baptisabantur. Scrutaturque ille mos 



Król czeski prz^^zwolil tym obycza- 
jem, jeśli się chce okrzcić. 



Uczynił to Mieszko rad, okrzcil się 
lata od Narodzenia Pańskiego 965 w Gnie- 
źnie; tam go mianowano Miecsław, od 
stawy dobrej^ a pierwej Mieszko był rze- 
czony, od zamieszania Rzeczypospolitej, 
gdy się ślepo urodził (= Miechowita. 16... 
nomen Myeska, quod sonat confusionera 
seu commotionem etc.) 



Przykazał też wszytkim, tak boga- 
tym, jako ubogim, aby się pokrzcili 
siódmego dnia Marca, wmiotą wszy w o- 
gień bałwany drzewiane, a kamienne, 
pofełukszy, do wody. A stąd jeszcze dziś 
ten obyczaj mają w Wielkiej Polsce 
i IV Śląslii, iż siódmego dnia Marca to- 
pią Marzannę, ubrawszy jako niewiastę, 
wyszedszy ze wsi, opiewając: Śmierć się wi- 
je po płotu, szukajęcy kłopotu etc. Bo przed- 
tem leda co chwalili: Planety, Pogody, 
Pogwizdy, Heli, Ladę, Dziewannę, to 



— 161 — 



usque in hodiernam diem in Maiori Po- 
lonia. Nam pueri in domiuica Laetare, 
facto idolo seu imagiiie alicabi in ligno 
longo portant, alibi in vehiculo ducunt 
et, in aquain proiicentes, demergunt, sin- 
gali prope domum repedantes. 

Ad dilataudum autem et augendum 
orthodoxae fidei rudimenta inclitus prin- 
ceps et monarcha Myeczslaus erexit no- 
vem ecclesias cathedrales in suo domi- 
nio: duas metropoles Gneznae et Grac- 
coviae, caeteras snffraganeas ecclesias in- 
ciso lapide exstruxit, ferro et plumbo iun- 
xit et sufficienter dotaylt, prout tempo- 
ris conditio permittebat. Primam metro 
polim la Gnezua tanque in loco protunc 
celebriori in titulum et honorem beatis- 
stmae Mariae; alteram in Graccovia. ad 
iustantissimas preces suae coniugis Dam- 
browka, in titulum s. Venceslai martyris, 
ąuoniam eius neptis erat Dambrowka; 
fundavit episcopales ecclesias septem, his 
subiectas: talibus titulis ornatas conse- 
crari disposuit Crusviciensem, quae prop- 
ter solitudinem loci in WJadislayiam suc- 
cessu temporis est translata, in honorem 
sanctissimac Dei genitricis Mariae, Smo- 
gorzoyiensem, quae translata primum fuit 
in Ryczynam, oppidum districtus Bregen- 
sis, ex post propter uberiorem situm in 
Wratislaviam; in honorem sanctis Joannis 
Baptistae post intemeratam Dei genitri- 
cem inter sanctos maiorem, Posnanien- 
sem, praecipuis apostoł is, Petro et Paulo; 
Plocensem. sancto Sigismundo, regi et 
martyri; Culmensem s. Cruci; Camieneu- 
sem iterum s. Joanni Baptistae; Lubu- 
censem s. Joanni Evangelistae in titulos 
erexit et eorum praefatas basilicas dedi- 
cari iussit. Primus autem archiepiscopus 
Gneznensis ordinatus est Yillibalmus, 
Graccoviensis priinus archiepiscopus — 
Prohorius, etc. etc. 

Egidius cardinalis, episcopus Tuscu- 
lanus, a summo pontifice loanne XIII 
missus, praefatos episcopatus coufirma- 
vit et singulis diocesim et terminos dis- 
tinxit et posuit. Erexit idem inclitus 
princeps et primus fidei plantator plures 
dignitates, praelaturas, canonicatus, ec- 
clesias collegiatas, parochiales et conven- 
tuales, omnibus pro dote decimas frugum 
assignando, praedia, redditus, clenodia et 
vasa ex auro et argento. Dambrowka 
etiam de sorte sua universis ecclesiis 
providit, variis apparatibus, ornamentis 

liieliiki. 



jest Dyanę, Marzanę i wiele takich. (O 
bogacił słowiańskich mówi Miechowita 
w rozdziale następnym). 



Na znak dobrego krześcijaństwa 
ustawił Mieszko, aby, gdy czciono we 
mszy ewangelią świętą, każdy do pół 
miecza dobył, będąc gotów umrzeć o wia- 
rę krześcijańską. Założył też dwa kościo- 
ły arcybiskupie, jeden w Gnieźnie, dru- 
gi na zaniku, ś. Wacława, kwoli królo- 
wej Dąbrówce na pamiątkę stryja jej 
Wacława, którego był ociec zabił. Zbu- 
dował też biskupi kościół w Kruszwicy, 
ale potem przeniesion do Włocsławia 
nad Wisłę. Wiele innych kościołów po- 
budował i nadał znamienicie, tak sam, 
jako żona jego. 



21 



— 162 — 



et calicibus. Sed et barones universaque 
nobilitas Polonorum, aemulando principem 
suum et eius consortem, praodiis, vilJis 
et dotationibus ecclesias ferventius dota- 
bat clerumque venerabatur et, quotiens 
sacrum in ecclesiis legeretur evange!ium, 
dum sacerdos diceret: Sequeutia s. evan- 
gelii secundum Matheum etc, de vagina 
quilibet baro extrabebat gladium. usque 
ad medietatem., ostendendo se paratum 
evangelium tueri et pro eo mori; sacer- 
dote autem prosequente lectionem evan- 
gelii, mittebant gladios in Yaginas; sed 
is mos per incuriam abolitus est. 

Myeczlao Dambrowka, uxor eius, an- 
no Domini 976 peperit filium, cui prae- 
catibus matris nomen impositum est 
Boleslaus, quod sonat magnus et f amosus. 
Hic est ille Boleslaus Chrabri, de quo 
infra dicetur. Ipsa vero Dambrowka post 
decennium absumpta est rebus humanis 
de anno Dom. 977, in Gnezna tumulata, 
lugentibus eam Mieczlao marito, Boleslao 
filio et omnibus viris ecclesiasticis non 
secus, quam piam matrem. Haec, coniu- 
gata, caput non velabat, sed instar vir- 
ginum serto ornata incessit. Post dies 
luctus materni, iussu Mieczlai, Boleslaus 
filius anno Dom. 984 accepit ludith, 
filiam lesse, ducis Hungarorum, in couiu- 
gem"et nuptias in Gnezna sub multitu- 
dine praelatorum et baronum celebravit. 
Quae ludith anno sexto virilis sexus 
puerum effudit, et ei nomen avitum im- 
positum est Mieczlaus, quod significat 
habiturus laudem. 

Interim Mieczlaus, Polonorum prin- 
ceps, sedula admonitione suorum consi- 
liariorum, ad Benedictum VII, pontifi- 
cem maximum, mittit Lampertum, arcliie- 
piscopum Gi'accoviensem , et caeteros 
nuncios, coronam sibi et regiouibus Po- 
lonorum dari petendo. Cuius petitioni 
papa Benedictus VII respondit nondum 
dignos fore Polonos, ut eis corona hacte- 
nus deberet conferri, in proxiino vero 
Deus placatus coronam dabit ei exalta- 
bitque illam. Sic locutus, Stephano, duci 
Hungarorum. qui et ipse pro corona mi- 
serat, per Astericum, nuncium eius, tra- 
didit coronam, Polonis vero denegavit. 

Expugnavit sub Mieczlao dux Russiae 
Wladimirus castra Przemisl et Cyrwen et 
Radimiczis, in regione Russiae parentibus, 
Polonorum ditioni tributa imposuit. Mor- 
tuus est praefatus Mieczlaus, primus 



Urodziła mu Dąbrówka syna, które- 
mu imię dala ojca swego Bolesław, Ruś 
go potem przezwała Chabry, to jest wa- 
lecznJ^ Rychło po nim matka umarła, 
pochowana z wielkim płaczem pospolite- 
go ludu w Gnieźnie. Ta chodziła za- 
wżdy przestowłosa w wieńcu i w^ koro- 
nie. Pojął drugą żonę, imieniem Judyt, 
książęcia węgierskiego Jesse córę, z któ- 
rą miał drugiego syna, imieniem swojem 
Miecsław. 



Lampert, biskup krakowski, był po- 
słań do Rzyma od Miecsława, prosząc 
o koronę królestwu polskiemu, ale, obie- 
cawszy, zasię jej odmówił, rzekąc: jeszcze 
jej nie godzien, mniraając go jeszcze nie 
być prawym krześcijaninem. A wten- 
czas od króla Stefana z Węgier też po- 
seł był o koronę królewską Asterykus; 
przez tego ją do Węgier papież siódmy 
Benedykt posłał Stefanowi królowi, pierw- 
szemu krześcijaninowl. 



— 163 — 



fidei plantator christianae, anno Domini 
099, sacrameutis Ecclesiae rite perceptis. 
Et in medio ecclesiae cathedralis Posna- 
niensis sepnltus. 

Miechowita, 132. Cumqne ex oppido 
Legiiicensi agmina duceret et ea obeąui- 
taret, lapis de snmmitate ecclesiae bea- 
tae Mariae decidit, paruinc[ue abfuit, 
quin caput ducis Henrici non diripuit, 
quod revera infaustum omen fuit. 

Suburbana itaque oppidi Legnicen- 
sis praetergressns, quattuor acies instru- 
xit et ordinavit. Pi'imum de cruce si- 
giiatis Yoluntariis et de anrifossoribus 
oppidi Goltberk aliisque peregrinis mili- 
tlbus; banc Boleslaus Szepiolka, filius 
marchionis Moraviae, ducebat. 

Altera acies milituni Graccovi et 
maioris Poloni ae fuit; buic Sulislaum, 
fratrem Wlodimiri, olim palatini Grac- 
covi, circa Chmielik occisi, praefecit. 

Tertiam aciem, in qua erant milites 
Oppolienses, et Pompo, magister Prussiae, 
cum fratribus et militia sua, Myeczlaus, 
dux Oppoliensis, gubernavit. 

Qaartum, ex praestantioribus mili- 
tibus Slesiae et maioris Poloniae ac prae- 
tio conductis militibus Henricus dux 
regebat. 

Totidem erant Thartarorum agmina, 
sed robore et frequentia pugnatorum 
praestantiora, ita ut unum agmen eorum 
omnia Polonorum agmina excederet. 

In campo igitui", qui bonus campus 
dicitur, porrecto et in omnes partes lato, 
iiterque exercitus 5 idus Apri., alias feria 
secunda post octavas Paschae, convenit. 

Primumque crucesignatorum et auri- 
fossorum exercitus cum Thartaris magno 
impetu congressus, velut tenerae aristae, 
a grandine percussae, a sagittis Tharta- 
ricis obtritus est. 

Deinde duo agmina, sub gubernatio- 
ne Sulislai militis et Myecslai, ducis Op- 
poliensis, consistentia, pugnam cum tri- 
bus Thartarorum agminibus ingressi, va- 
lidam in Thartaros stragem ediderunt, 
ita ut pędem referrent et fugam inirent. 

Quidam autem celerrimo cursu circa 
utrumque exercitum discurrens, terribili 
voce clamavit: byegaycze, byegaycze, 
quod sonat: currite, currite, Polonis ter- 
rorem incutiens; quam vocem Myeczlaus, 
dux Oppoliensis, audiens, deserto praelio 
fugit et secum magnam partem militum 
traxit. 



Bielski, 360 verso. A gdy u Legnice 
wojska objeżdżał Henryk, upadł nań ka- 
mień z kościoła Panny Maryej, mało go 
nie zabił: złe znamię było. 



Zszykował wojska na czwórę. W jed- 
nem wojsku byli Krzyżacy z Niemcy; 



w drugiem Polacy, u których był 
przełożony syn nieboszczyka Włodzimie- 
rza, zabitego od Tatarów; 

w trzeciem wojsku byli Prusacy z 
mistrzem swoim Pomponem; 



czwarte wojsko było nalepsze Ślęza- 
ków a wielgich Polaków i żołdnierzów, 
które sprawował Henryk sam. 

Także też tatarskie wojska na czwó- 
rę były zszy kowane, ale jedno tatarskie 
więtsze było, niż nasze wszytki. 

Tamże na dobrem polu potkanie z 
nimi uczynili w poniedziałek przewodnej 
Niedziele. 

Napierwej Krzyżacy, którzy byli 
z Niemiec hawerze, ale od Tatarów po- 
tarci, jako od gradu zboże; 



potem Prusacy i Slężaki, ci w nich 
dziurę niemałą udziałali, miedzy którymi 
był wodzem Miecsław, Opolskie książę, 



który uciekł z wojska z niemałym 
ludem, gdy usłyszał Tatarzyna wołając, 
z tyłu Polakom zaszedszy: biehajte, bie- 
hajte, mnimał, by kazano uciekać. 



— Ifi4 — 

Qiiod videns, (iux Henricus, ingemi- Henryk, ujrzawszy, westchnął i rzekł: 

scens, dixit: Górze sze nam stało, i. e., Górze się nam zstalo, to jest, źle o nas. 

peius et moleste nobis accidit. 

'2) 1 w tej części kroniki Bielski łączy czasem w jedną całość wypadki, o któ- 
rych Miechowita opowiada w różnych miejscach; tak np. mówi w jednym ciągu o kla- 
sztorach za Bolesława Wstydliwego; tak samo — o Rusi, 343 verso ;= Miech. 6 i 17. — 
Oprócz Miechowity, Wapowskiego, Długosza i Kromera Bielski czytał Kadłubka, powo- 
łując się {ł>/lko w wyd. 3, 841) na „Wincenci, 9"; powołuje się w tem miejscu na Ka- 
dłubka i Kromer, ale nie przytacza rozdziału.— Mówiąc o klasztorze łysogórskim (345 
verso), dodaje: ,0 czem już są po polsku książeczki-', mając na myśli „Powieść rzeczy 
istej o założeniu klasztora na Łysej górze, braciej zakonu świętego Benedykta, i też 
o tem, jako drzewo świętego Krzyża na tę górę jest przyniesione" (egzemplarz — w bib), 
ces. w Petersburgu; facsimile — w bibl. uniwers. w Warszawie; w bibl. ord. Krasińskich 
znajduje się odpis, dokonany własną ręką Lelewela; przedruk w „Pamiętniku Sando- 
mierskim", poszyt 8). 

'^) 399, Tegoż roku (1493), nasz kronikarz Miechowita napisał, wrzód gallijski, 
który zowiemy franca, do Polski przyniosła jedna niewiasta z Rzyma, na odpust cho- 
dząc = Miechowita, 353. Apud nos, in Graccovia, prima mulier hoc morbo infecta 
anno 1495, quae ex peregi*inatione de Roma redeundo praefatum morbum secum Grac- 
coviam attulit. O Miechowicie wspomina Bielski raz jeszcze (za Decyuszem), że ostrze- 
gał Zygmunta Starego, by nie jechał na zjazd z Maksymilianem. 

'^) Inne dodatki Bielskiego są bez znaczenia. Powtarzając za Miechowitą, że 
„Brzetysław, Oldrychów syn, książę czeskie, z kmiecej dziewki urodzony, z Bożeny, 
nasza kronika pisze, iż nie był z własnej żony", — dodaje: „Ale piszą Czechowie, iż 
brał z nią ślub".— Pod rokiem 1496 opowiada za Miechowitą (357) o skarbie, znalezionym 
w kollegium krakowskiem, „był na tych złotych naleziony napis: Marya, królowa wę- 
gierska"; od siebie dodaje: „Mnimam, iż ta, co była za Zygmuntem, Jagiełłowym swa- 
kiem". — 388, verso: „Po wyjechaniu Władzisława z Polski zabił w Litwie CzartorN^jski 
Z^fgmunta, wielkiego księdza litewskiego, tym obyczajem. Zwykła była niedźwiedzica 
do niego chodzić na pokój, kiedy chciała, tak że Czartoryjski z drugimi do łożnice jego 
we drzwi kołatał; komornik mnimał, by niedźwiedzica drzwiami ruszała, otworzył, 
a wtenczas Czartoryjski Rusin werwał się z towarzystwem, udawił go". Ani Długosz 
(s. a. 1440), ani W^apowski (II, 326) nie mówią o tem; niema i-ównież tego szczegółu 
w kronice Miechowity, ale jest w „Wypisaniu Sarmacyej", przekład Glabera r. 1535, 
listy 94 — 95: „Ksiądz Zygmund z Staroduba, wygnawszy Swidrygała, państwo litewskie 
posiadł, wszakoż go wrychle zabił Iwan ksiądz Kartorzyjski, z rodu i z sekty ruskiej, 
a to tym obyczajem. Miał ksiądz Zygmund niedźwiedzia, którego hyl nałożył do siebie 
puszczać do łożnice, gdy zaskrobał do drzwi paznogty. Bacząc to, Ruś poczęli czasu 
jednego obyczajem niedźwiedzia drapać we drzwi do księdza; on, mniemając, aby nie- 
dźwiedź był, gdy drzwi otworzył, przyskoczywszy, Ruś przebodli go aż do śmierci. 
Pisał też o tem Eneas Silvius, ale powiada, aby Witolda tym obyczajem zabili, nie 
Sigmunta; wszakoż się na tem omyła i na wiele inszych rzeczach, gdy o polskiej ziemi 
albo o litewskiej pisze, powiadając, co się nigdy nie urodziło. — (Sil vius 1. c, 365—366). 

'5) Bielski, 380 verso = Miechowita, 275. Bielski dodaje: „Gdzie się temu wszyscy 
dziwowali". 

»6) B., 355 = M., 88 - 89; B., 355 verso = M., 94; B., 357 =M., 105 sq. 



IV. 

•) I inne dzieło Decyusza, De lagellonum familia, znał Bielski i zapożyczył 
z niego ustęp następujący: 

Decius, de lag. fam., 48 (w wyd. 2 Bielski, 403 verso. Piszą drudzy, gdy 

Miechowity). loanne Alberto extincto, go na księstwo Litwa przekładała, Lita- 

succesit illi senatus assensu et naturae wer, onej ziemie marszałek, z przyzwo- 

ordine Alexander germanus. Qui, patre lenim drugich panów litewskich miecz 



— 165 — 



goły jemu podawał, mówiąc: weźmi ten 
miecz od Jias gotowy, wielki książę nasz, 
aby nam zupełnym, sprawiedliwym a 
srogim panem był, któregośmy cię sobie 
na to księstwo litewskie obrali, na któ- 
rem jeśli się rządnie a czujnie zachowa- 
wać będziesz, możesz porównać nie tylko 
z książęty, ale i z królmi krześcijański- 
mi w Europie, gdy nam będziesz obiema 
rękoma rozkazowal, mając w jednej sza- 
blę, w drugiej Jaśkę, to jest, aby złym 
srogi był, a na powolne łaskaw był, ta- 
kież na cnotliwe; spraw wielkicli na swą 
głowę jedne nie bierz, jedno na drugie 
przekładaj, i nie włoskim, ani niemieckim, 
takież czeskim obyczajem nas sprawuj, 
ale litewskim, a Witułtowym przykładem 
idź; jeśli się na iną drogę od tej obró- 
cisz, wiedz pewnie, iż i nas i sam siebie 
ku upadłcu przywiedziesz 



Cazimiro absumpto, a Lithuanis mox 
apud Yilnam in magnum Lithuaniae du- 
cem praefectus est. Quando vero liuius 
dignitatis apicem et nmnus accepit, haec 
verba a Lithaver, einsdem ducatus mar- 
schalko, omnium procerum iussu ac con- 
sensu, strlcto eiise dicta fuisse mihirela- 
tum est. Accijje, princeps clarissime, 
qnem nobis ducem praefecltnus, euseni 
et integrum in nos imperium atfjue Li- 
thuanis praeesse memineris, quodsi aninius 
tibi fuerłt strenuus, erit hic ducatus sin- 
gulis Europae imperiis, regnis sen prin- 
cipatibus comparandus, modo tu ambabus 
manibus nobis praeesse studeas, altera 
frameam, altera gratiam semper gestans, 
hoc est, mała facta sererirate et iustitia 
coerceas, virtutes vero clementia persol- 
vas atque demum vutis omnium rogatus 
nos non italico, boliemico sed germanico 
raore, sed vero lithuanico et Yitowdi 
exemplo gubernes; quod si feceris. sin- 
galis certę regibus comparandus eris, sin 
vero ab eo instituto discesseris, et tui 
et nostri interitus tu ipse causam prae- 
stabis. Hisque dictis nudum, quem manu 
gestabat, eusem Alexaudro porrexit, quo 
snscepto Lithuanis ad regni Poloniae sus- 
ceptionem ac deinceps ad mortem utro- 
bique pace. quam bello, clarior praefnit. 

Utiuam huius orationis semper ex- Boże! daj, aby wszem ])rzełożonym 

titisset niemor, cuius series in hanc ae- takie przypominania wiuszowane bywały, 

tatem recitata valeret! * a czuć się w nicli chcieli, opuściwszy 

wszytki oratorye pochlebne, które wię- 
cej jadu, niż miodu, pi-zyuoszą! 
-) 409 verso. Pisze Just Ludwig w swojej kronice, jako od tej bitwy (pod Wi- 
śniowcem) Polacy prędko przemienili swe obyczaje, abowiem, jako pierwej nosili włosy 
długo, tak zasię krótko, takież szaty, zbroje, obyczaje, picie niezmierne, i wiele takicli 
rzeczy odmienili, skąd, co dalej, to lepiej, uczeńszy, opatrzniejszy i ćwiczeńszy poczęli 
b3'ć = Decius (Biblioteka pisarzów polskich, nr. 39, str. 61). Ex ea pugna, mirabile dictu, 
quam cito Poionornm animi moresque mutati. Narratum est, quibus studiis Sigismun- 
dus rex Sarmatiam et Poloniam susceperit; hoc loco non ab re videtur referre, quibus 
yirtutibus sub eius imperio hactenus creyerit. Abiectis nuper longis strictisque vesti- 
bus, novum vestium usum suscepere, crines item, longo usu tortos post Yalachicam pu- 
gnam abiici coeptos, tunc communi studio abhorruere, potationes comessationesque łiac- 
tenus observatas contineutius gesserunt. Ebrietatem principis exemplo exsecrare ple- 
rumque invaluit, sobrietati łionos ingens habebatur, atque in parvo temporum intervallo 
Sarmaticarum rerum rituumque summa variatio fuit. Ab his initiis omnes fermę virtu- 
tes hactenus auctae magis magisque crevere, atque hinc multorum populorum animi 
in polonicarum rerum contemplationem evecti sunt. 

3) Por. Wapowski (Scrip. Ber. Pol., II), 98; Decyusz, 46; Bielski, 407 verso. 
*) 24. 
5; 20. 

«) Decyusz, 42. Regę cum senatu apud Petrcoviam agente, quarta Februarii 
1510 Danorum seu Daniae regis legatus Cracoviam venit. Hic a loanne Bonero cum 
aliis legatis ad regis adventus praestolari iussus. Auditus deinde, Danorum regis filio 



166 



inclytam Elizabeth, Sigismundi sororem, virginern, in coniugem postulavit. Ilia, dum 
maris pericula metueret atque apud parentum ossa iucundius manere duceret, matri- 
mouium recusavlt. := Wapowski, 94. Siipervenit non multo postea regis Daniae legatus 
ad Elizabethae virginis sororis regis explorandam venustatem ac in connubium pro re- 
gis Daniae filio procandam. Sed illa, longinqaos ad Boream pertaesa thalamos saevien- 
tisąue maris horrens iactationem et pericula. connubium recusavit. 
^) Por. Decyusz, 59; Wapowski, 106; Bielski, 407 verso. 

*) Por. Decyusz, 42, Decima deliinc 
mensis Martii (1510) Baisseti, Turcarum 
caesaris, legatus Cracoviam venit. Huius 



legationis summa fuit: postąuam Sigis- 
mundo regi munera Turcarum impera- 
toris obtulit Baisseti nomiue, quod in 
paternum ac avitum regnum evectus es- 
set, congratulatus est, optans, ut haec 
sceptra diu gestaret ac Peipublicae feli- 
citer in nominis sui gloriam praeesset, 
cupiens cum eo foedus (quod cum pa- 
rente ac fratribus polonici populi regibus 
observasset) firm^are. 

Post hunc Bogdani, palatini Vala- 
chiae, legati, ut in pacis conditionibus 
cautum faerat, 12 Martii venerunt. Hi 
vero, ąuando inagis necessarium videretur, 
primum auditi, die quarta, postąuam ad- 
venerant, regem adieruut. Deferebant 
tunc templorum abactam supellectilem 
et ea, quae praeda ex Pussia aurea argen- 
teaque receperant; mannmissi sunt item 
haeredes Rołiatin oppidi, item populi di- 
strictus illius, et lii qnoque palatini pro- 
ceres, qui ex proxima pugna capti, Leo- 
poli tenti fuerant. Confirmata pace simul 
cum Wladislai legatis dimissi, per Hun- 
gariam in Daciam redierunt, eadem pri- 
us, quae cum Polonis, pace confirmata. 
Tredecima dehinc mensis Maii a Wladi- 
slao, Hungariae rege, Cracoyiam venit 
praepositus Alberegalis legatus. Bogda- 
nus item, palatinus Valacliiae, legatum 
misit, cuius legationis summa de Thraciae 
rebus erat. Venit paulo post Cracoyiam 
legatus Basi lii, ducis Moschorum, de re- 
bus adhuc Litliuaniae et Moschoviae actu- 
rus Hunc Thaurici caesaris legati secuti, 
foedus. cum Kazimiro antiquitusservatum, 
renovare postulautes. 

Eo anuo, die 20 Aprilis, Audreas Ro- 
za, archiepiscopus gneznensis, morte ab- 
sumptus est. Huic loannes Laskeus, re- 
gni supi-emus cancellarius et regis assen- 
su iam pridem coadiutor, die dehinc 23 
Maii per regem confirmatus est. 



Bielski, 407 verso. Tegoż roku poseł 
od Turka Bajzeta przyjechał do króla 
Zygmunta; dawszy podarzeuie, winszo- 
wał mu vA'Szego dobra z radością, iż go 
Pan Bóg na ten majestat przełożył, po- 
tem o potwierdzenie umówionego przed- 
tem przymierza, jako z jego przodki dzier- 
żą!, i uczyniono to jest. 



W tym też czasu poseł wałaski i wę-, 
gierski przyjechali od Bogdana woje- 
wody, przynieśli srebro, złoto i ine 
klenoty, które był pobrał walaski woje- 
woda z kościołów w Rusi, takież więź- 
nie, według umowy i postanowienia kró- 
la węgierskiego, Wladzislawa, którzy też 
posłowie, tak wałaski, jako węgierski, 
z królem około wyprawy do Tracyej na 
Turka pospołu gadali. Przyjechali też 
posłowie moskiewscy litewskie rzeczy 
postanawiać. Też poseł Przekopskiego 
carza o przyjacielskie przymierze, jako 
z Kazimierzem ojcem, dzierżeć. 



Tego też czasu Andrzej Róża, arcy- 
biskup gnieźnieński, umarł. Na jego 
miejsce Jan z Łaska, kanclerz, wstąpił. 



— 1G7 



Interea, dum haec apud Polonos agun- 
tur, Thaurici Tartari, pristiiiae (iladis nie- 
mores, arma corripiniit atąue caesarem No- 
haiisczeum invadunt iinoque proelio vi- 
ceruiit, praeda abacta in propria redie- 
runt. Eo proelio tantam foeminarum pue- 
roruinqiie vim abegisse foruntur, ut ex 
Nobaisceis essent, qui, sponte eos secuti, 
societatem et bospitia susciperent. 

Apud Cracoyiam in Veliciensi oppido 
in cayerna montium salinarum bomo ne- 
quam laborator montanus exeundo ignem, 
ipsis cavernis iuiecerat. quo exsuscitato 
montes fumo atque foetore repleti, pleri- 
qaeex laboratoribus, dum fumo impediren- 
tur, aberrautes in ipsis cayernis, aut colla 
fregere, aut suffocati sunt. Andreas Cos- 
cieleclus, salinarum tunc praefectns, mętu 
perculsus, periculo se iugenti exposuit. 
Dum enim ex obscniis etiam nemo esset, 
qui descendere yellet, ipse accinctus, ut 
rem salvaret, descendit. Eum comitatus 
est Seyerinus Betbmanus, consul craco- 
yiensis, fermę nonagenarius, homo yene- 
randa canitie, montium magister, qui 
Audream, iam fumo delapsum in montis 
summa profunditate, seryayit. Nibilomi- 
nus utriusque postea industria ignis ex- 
tinctus et montes in maximo discińmine 
positi amborum diligenti opera seryati 
sunt. 

Deinde septima Noyembris Bogdani 
palatini legatus Cracoyiam venit. Huius 
legationis summa fuit, ut rex auxłlia 
contra Tauricos Tartaros illi summittere 
utque ad Basilium, Moschorum ducem, 
legatum per Sarmatiam transmittere pos- 
sit. Haec, ut mox promissa, ita seryata 
fuere, legatusque dimissus est. 

Legato Bogdani vixdum expedito, 
Imbremus, Turcarum imperatoris legatus, 
24 Noyembris Cracoyiam yenit 

Hic annus Prussiae rebus nihil me- 
morabile addit, hoc uno narraudo 

Res quoque lithuanicae ad ultimum 
anni tempus quietae fuere, in quo Taurici 
Tartari, ducatum illum ingressi usque Vii- 
nam et debinc duodecim millibus passuum 
grassati, ingentem hominum atqiie peco- 
rum vim, nemine prohibente, abegerunt. 
His felicibus successibus animati, in Da- 
ciam eruptionem fecerunt, ingenti praeda 
conlecta, ad Przekopiam redire conati. 
Ea eruptione supra septuaginta millia 
hominum atque pecorura abacta fama fe- 
runtur. Dum autem ad Tyrae aranis ri- 



Tego też czasu Tatarowie Przekop- 
scy naszli na Tatary Nohajskie, porazili 
i pobrali im tak wiele ludzi, iż drudzy 
dobrowolnie za nimi szli, nie mając 
z kim na miejscu zostać. 



Tego też czasu Wieliczka, góra sol- 
na w ziemi, zapalona od jednego łotra, 
gdzie się wiele ludzi zadusiło. Koście- 
lecki Andrzej, natenczas będąc żupni- 
kiem, wpuścił się z Betmanem starym 
w górę dymną, tam ugasili ogień z wiel- 
ką swoją pracą i nieprześpiecznością. 



Tego czasu przyjechał poseł walaski 
żądać króla o pomoc przeciw Tatarom 
Przekopskim albo przepuścić posła do 
Moskwy. Odzierżał to u króla. 



Wnet potem Tatarowie wtargnęli do 
Litwy, wiele ludzi zabrali i przyszli do 
domu w całości. Rychło potem do Wa- 
łach weszli, którą na wielu miejscach 
przecłiodzili, czyniąc szkodę przez miecz 
a ogień; nabrawszy korzyści, do domu 
się wrócili. A gdy się przez Niestr prze- 
pi-awiali, bojąc się Wolocliów, gwałtownie 
w wodę wjeżdżali; potonęło ich kilka tj'- 
sięcj' z carzem młodym, Petykierem. Wa- 
łaszy gdy je nadjecliali, bili się z nimi 
długo, ale od wielkości ogarnieni Woło- 



168 — 



chowie i porażeni, wszak wiele więźniów 
i plonu Tatarom odeszło. Wtenczas Ko- 
pacz zabit, sprawca wojewody wala- 
skiego. 



pani venissent, mętu Dacorum seąuenti- 
uin territi, tnmultuosius fluiniiie trnnata- 
to Pethikereus, caesaris filius, cum ali- 
quot Tartarorum millibus et multis ca- 
ptivis ab aquis absorptus est. Interea Co- 
pacius, palatini militiae praefectus, paucis 
collectis militibus, Tartaros, eo in loco 
abeuntes, adsecutus est, proelium perti- 
nacius, quam prudentius, iucoepit, hosti- 
bus circumseptus, viriliter pugnans, oc- 
cisus est. Cecidere Valachi plus septiugen- 
ti, fuere item per fugam circiter trecenti 
servati. Atque ita Tartari, magis aquis, 
quam hostibus, afflicti, ad propria redie- 
runt. 

Hoc anno in quadragesiraa lulius se- 
cundus, romanus pontifex, jubilaei gra- 
tiam pro fabrica basilicae S. Petri Romae 
in Poloniam destinavit. Ea res initio non 
succeserat; ne vero frustra tentata esset, 
reipublicae duae et pontifici una pecunia- 
rum summae partes sen tertiae admissae: 
duae partes integrae in reipublicae defen- 
sionem contra Tartaros erogatae, tertiam 
Puggari mercatores, surami pontificis ius- 
su, perceperunt. Cessit in hanc gratiam 
summa non modica. At magis forte po- 
lonicis rebus ex usu erat arces in confi- 
nibus geutilium pro reipublicae christia- 
uae defensione exstruere, quam pecunias 
Eomam mittere et, ut divi Petri templum 
(postea nunquam aedificandum forte) di- 
rueretur, occasionem praebere. Hoc mihi 
certo constat supra partem, quae reipu- 
blicae cessit, sumptus maximos esse fac- 

tos atqne annis singulis aerarium in « 

eum usum exhauriri. 

Hic anno ab orbe redempto decimo A tu koniec tego roku, w który się 

supra millesimum quingentesimum rerum nic takiego nie toczyło, coby ku pisa- 

status fuit. jjj^ godnego. 

Czasem streszcza Bielski Decyusza jeszcze krócej, np. Dec. 25. Die 5 Aprilis lu- 
daeus, qui cum ceterls complicibus sacramentum Eucharistiae delionestaverat ceteraque 
nefaria facinora perpetrayerat, Cracoyiae in divae Yirginis aede, frequenti doctorum coe- 
tu praesente in scalam erectam statutus. Nicolaus vero, divi Dominici institutum 
professus. sacrarum litterarum doctor et haereticae prayitatis (ut illis dicere mos est; 
iuqui3itor, ludaei facinora arguebat atque pałam fecit. Ego, tunc polonicae linguae 
ignarus, actum non potui, nisi ex relatione, intelligere. Indaeus, postquam summo co- 
natu intrepide se tueretur, tandem uolens convictus, saeculari potestati traditus atque 
igni combustus est. = Bielski, 405. Tegoż roku Żyda w Krakowie spalono, przeko- 
nawszy go pismem, który wiele przeciw Ciału Bożemu mówił. 

^) Por. Decyusz, 59. Rerum iam prutenicarum nullum erit negotium, donec 
anni 1515 narratiouem suscepero illicque sub compendio, quae interea absumpto Fede- 
rico, Prussiae magistro, ad illud tempus gęsta sunt, enarrabo; iaiii interim, quae apud 
Jiutlienos hoc mino gestu fuere, hoc loco referre negotium 2)ostiih(t := Bielski, 409. Tubych 
miał początek uczynić pruskich dziej po śmierci Tyfeła, który umarł we Lwowie, ja- 



Tego czasu papież Julius posłał do 
Polski jubileusz albo odpusty i skrzynię 
żelazną na pieniądze, takież i do Niemiec. 
Naszy nie chcieli przyjąć, aż za tą umo- 
wą, iż dwie części mają zostać na miej- 
scu dla pospolitej obrony, a trzecia na 
papieża, którą potem wzięli Fokarowie 
z rozkazania papieskiego. Snadź to było 
lepiej na graniczne zamki obrócić. W 
Niemczech, acz przyjęli jubileusz, ale 
skrzynie z pieniędzmi nie chcieli potem 
wydać, gdy nastawał kaznodzieja Marcin 
Luter, który wiele przeciwko takowym 
odpustom mówił i kazał w Witembergu, 
o czem jest na swem miejscu szerzej. 



— 169 — 

dąc na pomoc królowi do Wałach, ale to zachowam, gdy się będzie pisać 1515-, J.n Un- 
si prz>/stt{pir. 

Dec3'usz, 48. Hic auno ab orbe redempto decimo supra millesimum ąuingentesi- 
mum rerum status fuit. Por. Bielski, 408. A tu koniec tego roku, w który się nic 
takiego nie toczyło, coby ku pisanin godnego. 

Decyusz, 70. Hisque consiliis tredecirai anni supra MD apud Sarmatas rerum 
gestarum finis erat. Por. Bielski, 410 verso. Tyłkoż tego roku zacniejszego było. 

'") Decyusz, 71 (Oblężenie Smoleńska, roku 1514). Proh pudor, eo res nostra 
aetate devenit, ut per licentiam agantur omuia. Basilius, princeps Moscliornm dux, 
christianae reipublicae hostis, contra Sigismundum, Sarmatiae et Poloniae regem, hel- 
ium suscepturus, neque viribus, neque consilio (quantumvis opibus pollens) satis fidens, 
apud christiauos summos principes facinoris alimenta — cum nec usu, nec arte tanto 
principi bello satis facere posset — ultro Italorum Germanorumąue ingentem numerum 
ohtinuit, qui, fidei ac religionis cultu neglecto, barbaricam rabiem ultro in christiano- 
rum vastationem llagrantissimis auiniis incensam evehunt, factis multis variisque belli 
machinis et iustrumentis, corporibus etiam propriis his facinoribus inserviunt, — adde, 
quod pessimum hominum genus variis ingeniis atque artibns instruunt atque edocent. 
Por. Bielski, 410 verso. Tak się naszy krześcijanie miłują, iż woleli z odszczepieńcy 
być, niż z swoimi. 

Decyusz, 58 — 59 (O Barbarze Zapolskiej). Aucta hic fortuna Polonis, dum ilia 
principis plus, quam cuigue credibile, voluntatibus semper accessit parique clementia, 
quod toto regno intercluditur, vera Hester pietate summa tutata est, yirtutibus omnis 
redimita, specie formosa, vitae sanctimonia atque religionis cultu clara. His virtutibus 
hoc summum adiecit mouimentum, ut hos, quibus praeesse Deo Optimo Maximo fortu- 
naque favente coucessum fuerat, non mętu terroreque suprimeret, sed pietatis clementi- 
aeque beueficiis in coutemplationem sui, priscis abiectis moribus, patriis virtuosis ritibus 
se conformans, totis animis eveheret, iusta, sed non nimia severitate importabilis, cle- 
meas, sed nusquaui vitiis patrocinata, per omnes fortunae casus innocentissima vita ad 
extremos usque dies venit. Por. Bielski, 408 verso. Bych miał wszytki dzieje tej paniej 
cnotliwej, królowej Barbary, pisać, niedostałoby mi czasu i papieru na to, jako ona 
swoją dobrocią niezmierną wszytki ludzie była zołdowała, aż i ci, którzy jej nie znali, 
jedno na powieść jej cnotliwe a miłościwe uczynki zawżdy wspominają, jako Hester 
niegdy Żydowie. Ale nas Pan Bóg w tem nie chciał pocieszyć, aby była dłużej żywa, 
suadź-eśmy tego Jemu nie zasłużyli byli. — Opisując kongres wiedeński w r. 1515, się- 
gnął Bielski do samego źródła: Cuspinianus, Congressus ac celeberrimi conventns cae- 
saris Maximiliani et trium i-egum. 

") Dec\'usz, 37. Bielski, 406 verso. Wapowski nic o tem nie mówi. 

'2) Decyusz, 48, mówi tylko: In ipsius fermę anni (1511) initiis apud Peterko- 
wiam comitia pro Pebruario de morę habita sunt. In his ad aerarium publicum tum 
ex spirituałibuś, tum etiam ex saecułaribus exactiones variae decretae fuere. Sed et sena- 
tus monetariam officinam claudere et a labore cessare voluit eo, quod moneta argentea 
crescente carius aurei redimendi essont, estque postea pro festo Pentecostes cessatum.— 
Wapowski, 100. Decretura etiam, ne moneta, quae ob nimiam eius cusiouem ac frequen- 
tiam yilesceret et ob id aureus carior efficiebatur, amplius non cuderetur. 



>) Wapowski, 222. Qui (loannes, rex Bielski, 420. Tegoż czasu król Jan 

Ungariae), Sigismundi regis auxiliis de- w Węgrzech był porażon od Ferdyuan- 

speratis, ex Ungaris et Polonis mercena- da, przybieżał do Polski, pierwej na Ka- 

riis militibus exercitum comparavit et, mieniec, potem do Tarnowa, a tam był 

contra Germanos profectus, die sexta Mar- poczciwie chowan kilko miesięcy, 

tii anni sequentis apud Tibiscum amnem 
cum eis conseruit victQsque ac castris 
exutus, in Poloniam profugit primumque 



Bielski. 



22 



— 170 — 



Bielski, 420. Tegoż roku Zygmunt 
król ruszył się z Litwy do Polski, pro- 
sto na sjem do Piotrkowa, gdzie tam po- 
stanowiwszy obronę, której było> potrze- 
ba, jechał do Ki-akowa. 



in Camenecium apud Crosno arcem vali- 
dam se recepit, ubi a Martino, palatino 
Podoliae, hospitaliter ac benigne est lia- 
bitus. Tarnoviam inde ad loannem comi- 
tem transivit, ubi in exilio maximam 
anni partem absumpsit, a comite multa 
humanitate ac profusa liberalitate trac- 
tatus. 

Wapowski, 225. Alterius anni (1529) 
initio regni procerum conventus Petrico- 
viae est tentus, Sigismundo rege praesi- 
dente. Hic primum Masoviae consiliarii 
ac magnates in consilio regio sedere, ut 
de regni commodis consuitarent. Post 
multas cum nunciis terrarum regni 
difficultates ac tractatus senatus tan- 
dem decrevit, ut pro orientalis regni 
partis defensione contra Turcos, Tartaros 
ac Moldavos, Sigismundi regis ex confes- 
so bostes, pecuniaria contributio villarum 
colonis ac oppidanis Imperaretur et ad 
hoc Masoviae incolae, qui longo velati 
postliminio ad regnum rediissent unius- 
que iam cum Polonis iuris essent, strin- 
gerentur, pro coUata pecunia miles mer- 
cenarius conscriberetur Podołiamq[ue ac 
Poxiam ab omni hostili iniuria tueretur; 
adiunctum insuper, ut Roxana ac Podo- 
lica nobilitas, equis armisąue egregie in- 
structa, omni tempore parata esset ad 
Tartarorum eruptiones ac impetus exci- 
piendos mercenariisq[ue militibus opem 
ferendam. Sigismundus rex, Petricoviensi 
absoluto conventu, Cracoviam rediens, ad 
iter lituanicum sese accingere coepit. 

Mówiąc nawiasem, Bielski popełnił tutaj, z łaski Wapowskiego, aż trzy kłam- 
stwa, bo, po pierwsze, w roku 1529 odbył się wprawdzie sejm, ale nie w Piotrkowie, tylko 
w Warszawie; po drugie, króla na sejmie nie było; po trzecie, po ukończeniu sejmu 
król nie pojechał do Krakowa, lecz siedział na Litwie. Ob. Lukas, Rozbiór podługo- 
szowej części kroniki Wapowskiego, str. 158. 



2) Wapowski, 151 — 153 (pod rokiem 
1517). Tumultuatum est saepius in fini- 
bns citra et ultra Boristenem. Maximilia- 
nus caesar, ut pax inter Sigismundum 
regem et Basilium, Moscovitarum ma- 
gnum ducem, componeretur, per legatos, 
citro ultroque missos, est adnixus. Sed 
dum MoscoYitae Smolenskum arcem resti- 
tuere renuunt, ad arma est recursum. 

Enimvero Sigismundus rex, ubi Ba- 
silium ducem ad aequas pacis couditiones 
non posset deducere, ingenti comparato 
exercitu ex Lituanis, Roxanis, Massage- 
tis, nec non ex mercenariis Poloniae mi- 
litibus, tam cataphractis equitibus, quam 



Bielski, 417. Lata 1516 (.stt!, ale w 
wyd. drugiem, 298, lata 1517) Wasil, mo- 
skiewski ksiądz, nie mając baczności na 
słowa i upominania cesarskie, którym go 
przez posły swoje upominał, abij z królem 
polsJdm icieczny pokój wziął albo do żywo- 
tóto, czynił króloici szkody w Litwie i zam- 
ków granicznych dobywał. 

Zygmunt król, nie mieszkając, zebrał 
ludzi służebnych pieszych i jeznych za 
pieniądze, tak z Czech, Morawy, śląska, 
jako z Polski. K nim też posłał litew- 
skie rycerstwo z hetmanem ich i strzel- 
ba^. Moskiewski, mając o nich sprawę. 



\ 



- 171 — 



peditibus, extremis mensis luli i diebus, 
Vii na movens, vicesimis castris cum ter- 
ribili belli apparatu ad Poloczko perve- 
nit (lacet arx haec ad Turunti seu Dwiuae 
amnis ripam, qua iu Plescoviam ac Ma- 
gnam Novogrodiam itur) eo consilio, ut 
eas urbes et proyiuoias totius septentrio- 
uis opulentissimas, quae olim Casiiniro pa- 
tri et Lituanis erant vectigales, ad. obse- 
quium, Moscovitis inde eiectis, retrahe- 
ret. Yicenos Sigismuudus rex dies, dum 
couvenientes copias praestolatur, in Po- 
locko absumpsit; quae posteaąuara con- 
venere, Sigismundus, rex Polonorum, co- 
piis loannem Swirciowski praefecit, Litu- 
anorum vero Constautinum Ostroviensem 
ducem, virum rei bellioae peritissimum, 
eosque Plescoviam versus sub signis ire 
iussit. Ipse Yilnam versus se recepit, il- 
lic motae expeditionis eyentum praesto- 
laturus. Regia agmina, equitum et pedi- 
tum, Moscoviam ingressa, eam terram lon- 
ge et late populata suat. Saevitum in 
Moscovitas atrociter ferro et igne, com- 
plura oppida et villae direptae et incen- 
sae, agrestium fuga, pavor et trepidatio 
tumultum augebaut. Regiorum eąuitum 
turmae, quae ad PIescoviam usque fero- 
citer excurreruiit, hand procul ab ea ur- 
be signa retro vertere; praeda ingens 
inde relata cum multis captivis. 

In reditu apud Opocicam bellum 
haesit; tentata est eius arcis expugnatio, 
quae validissimo Moscovitarum nec non 
yicinorum Livonitarum firmata erat prae- 
sidio. Oppugnata est Opocica arx oppu- 
gnatione difficili ac periculosa, quae prae- 
ter hoc, quod eam amnis cii'cumfluit 
efficitque munitiorem, in eminenti colle 
sita est, ex materia lignea fabrefacta, 
quales arces in tota fermę Sarmatia plu- 
rimae sunt, adversus tormenta bellica 
prope iuexpugnabiles, ob stagna et palu- 
des circumiacentes, quae hostes ab accessu 
arcent. Moenia insuper etsi lignea, quia 
tamen plerumque terra sunt referta, bom- 
bardarum globis sunt impervia. Primo 
aspectu arx Opocica expugnabilis videba- 
tur, quo factum est, ut poloni milites, per 
coutemptum nullis factis praeparamentis, 
quibus hostiles bombardarum globi excipi 
militesque tuto arcem adire et moenia 
subire potuissent, cursim et sine ordine 
ab una parte arcem sunt aggressi. Mos- 
covitae et Livonii primo quieti stabant 
et nulla defensionis signa ostenderunt; at 



ustąpił precz z ludźmi swymi. Ale na- 
szy, po nich ciągnąc, mieli z nimi kilko 
bitew postronnych wygranych. Widząc 
uaszy swoje szczęście, przechodzili sieirier- 
sk({ ziemię od końca do końca, paląc, 
biorąc, zamków dobywając prześpiecz- 
nłe. 



Gdy przybj^li pod Opoczkę, zamek 
drzewiany, prosty, przeto ji sobie lek- 
ceważyli, zwłaszcza Czechoirie; ale się 
było ludzi barzo wiele na nim zawarło; 
strzelili k niemu kilka raz, lękali się 
w zamku; przypuszczali ku szturmowi, 
ale niezicyczajnie, to je-^t, dziury w nim 
pierwej nie uczy)nwszy: acz uczynili, ale 
predlco zaprawili; nasi uprzejmie leźli na 
blanki, bo był przystęp dobry do niej. 
Moskwa drzewo, które była wkoło zwie- 
szała na wiciach, obcinała, kamieniem, 
ogniem, drzewem ciskając, naszych wie- 
le porazili i pomordowali takież strzelbą, 
z zamku strzelając. Naszy, popadszy 
szkodę w ludziach niemałą, odciągnęli 
na ine miejsca, a gdy zimna zachodziły, 
do domu się ruszyli. 



— 172 — 

ubi se oppugnari compluresąue moenia 
snbisse conspexere, tiinc tanta bombarda - 
ram vis in oppugnantes exonerata, ut 
plurimi bi-evi temporis spatio occubue- 
rint. Ad haec Moscovitae in subeuntes 
milites truncos magni ponderis a conti- 
gnatione pensiles abrumpebant, qui, te- 
mere ex alto provoJuti, milites misere ob- 
terebant, alios ad imum coUis supinos 
devolvebant. Eo truiicorum demissorum 
strategemate multi sunt periclitati, alii 
cruribus brachiisąue perfractis inutiles 
ad pugnam reddebantur, etsi qui ad sum- 
mum collis sub ipsa moenia evaserant, 
a praesidiariis arois militibus harpagoni- 
busque correpti, in sublime trahebantur 
obtruncatiąue ac, in frusta consisi, per par- 
tes extra arcem eiiciebautur. Inordiuata 
oppugnatio effecit, ut loannes Swierciow- 
ski, mercenariorum militum dux, signo 
receptui dato, non sine acceptae cladis 
ignominia, suos a temeraria oppugnatione 
revocare sit adactus. Et erat in arce va- 
lidissimum praesidium bombardarumque 
vis ingens, quibns vel contra potentissi- 
mum exercitum Moscovitae se tueri po- 
tuissent. Eegiarum copiarum duces, op- 
pugnatione ulterius non tentata, quia an- 
nus iam in brumam vergebat, cum prae- 
da. quam ex Yielicoluki nec non Turope- 
censi ac Plescoviensi satrapiis congesse- 
raut, ad Poloczko cum omnibus copiis 
sese receperunt. Satis constat in loan- 
nem Swierczowski, mercenariorum mili- 
tem ducem, arcis Opociae non expugnatae 
aut temere oppugnatae culpam reiectam 
fuisse, cum, disciplinae mijitaris oblitus, 
multa obmiserit, quae in oppugnationibus 
fieri consuevissent; vir a]ioquin bellica 
laude praeclarus, magnanimus et manu 
promptus, ni ei subinde temulentia ob- 
fuisset, qui aute triennium Orsensi con- 
tra Moscovitas praelio insignem victoriae 
laudem reportaverat. Incidit haec me- 
morabilis Sigismundi regis Plescoviam 
versus expeditio ac magnae partis Mos- 
coviae depopulatio in annum decimum 
septimum liumanae salutis supra quin- 
decies centesimum, regni vero Sigismun- 
di undecimo. 

3j Ze Bielski robił notatki niezbyt dokładnie, o tern świadczy data korouacyi 
Zygmunta Augusta: 21 Lutego, kiedy Wapowski podaje 20 Lutego. 
*) Bielski, 418 ^ por. Wapowski, 174. 
5) 418. Ob. Yol. legum, I (wyd. r. 1732), str. 396. 
«) Bielski, 418 verso. Wapowski, 172. 



— 173 — 

n Bielski, 422. Wapowski, 231—233. Lukas (1. c, 142 - 143), podobnie jak 
Czulowski, nie odróżniając kroniki Marcina Bielskiego od Joachima, niesłusznie twier- 
dzi, że M. B. „opis ten (Wapowskiego) prawie dosłownie pi-zejął do swego opowia- 
dania". 



VII. 

•) 399 verso = Miecliowita, 358. Muller in platea Sancti Spiritus Graccoviae 
puerum mortificatum et serpentem vivum peperit, qai cavavit, exedit atque profuude 
dorsum infantis corrosit. 

*) 352 verso = Miechowita, 73. 

^) 422 verso. Wapowski, 230 - 231: Vir consilii et eloąuentiae non vulgaris, 
qui, ab adolescentia in cancellaria regla plurimum versatus, regni inde cancellarius fac- 
tus, metropoliticam sedem ob sua merita et virtutem Sigismundi regis beneficio est 
adeptus. 

*) 398 verso. Miechowita (wyd. drugie), 352. Summa vero culparum omnium 
reiciebatur in Philippum Callimachum, Italum Fiorentinum, qui cum Alberti regis, in 
paterna educatione nutriti, praeceptor esset, vir doctrinae summae et huraanarum non 
Yulgaris professor litterarum, caeculus et vafer. Wiadomo, że złożenie odpowiedzialno- 
ści na Kallimacha za klęskę jest pomysłem nie Miechowity, ale jego korektorów z kan- 
cełaryi królewskiej. Ob. Bostel, Zakaz Miechowity, Lwów, 1884. Wśetećka, Rady 
Kallimachowe, w „Pamiętniku słuchaczy uniwersytetu jagiellońskiego'*, Kraków, 1887, 
str. 134 nu. 

5) Jeżeli jednak prawdą jest, iż to wszystko, co mówi o Kallimachu Joachim 
Bielski, wyszło z pod pióra ojca, w takim razie dojdziemy do wniosku, że z biegiem 
lat zmienił M. B. swój pogląd na Kallimacha, że nie nazywał już jego rady „płochą", ale 
owszem miał mu za zasługę, że króla namawiał, by wolności szlacheckie krócił; w ta- 
kim razie niepodobnaby odmówić słuszności mniemaniu Wśetećki (1. c), że Marcin 
Bielski włoż\'ł w usta Kallimacha swój H-łaHuii pogląd, „iż się tak z tą wolnością nigdy 
nieprzyjacielowi nie odejmiecie, jedno zawsze król u ślachty w niewoli będzie, a ślachta 
u nieprzyjaciela, a tak będzie to jako niewieście, nierządne królestwo za wżdy" (wj^d. 
Gałęzowskiego, VI, 42;. Ale równie możliwą jest rzeczą, że słowa te wyszły z pod 
pióra syna, nie ojca. 

6) Miechowita, 169. 

'') Por. Decius, 79. Sunt, qui ad quadraginta millia occisorum percenseant, sunt 
item, qui paulo plus triginta millibus supputent: mihi in re tanta nuUum est negotium 
nihilque placet affirmare, satis esse videtur yicisse Sarmatas eousque hostes caesos, 
quousque regiis sequi non fuerit difficile. 

8) 403 verso. 

9) Wyd. 1, 206 yerso; 2, 257 verso; 3, 367 verso. 
'0) Wyd. 1, 199; 2, 254; 3, 363. 

1') 176. Bellum grandę indicitur Lestkoni. Bielski, 365. 

•2) 378^Miechowita, 262. Anno Domini 1382, lauuarii duodecima, Zavissius de 
domo Rosarum, episcopus graccoviensis, in villagio ecciesiae graccoviensis Dobrayoda, 
prope Visliczam, aeger factus, vel, nt alii tradiud, dum acervum per scalam ad corrum- 
pendum yirginem rusticanam ascenderet, cum scala deiectus, cołlisus mortnus est et in 
ecclesia graccoviensi in sacello Corporis Christi tumulatus. Patre eius Dobeslao, castel- 
lano graccoviensi, et germano eius Creslao, castellano sandomiriensi, pompam fuueris 
morę vulgi, equis purpuratis et curribus superbe adornantibus. Unde nocte sequenti 
strepitus. velut equorum, per ecclesiam discurrentium, et Yociferatio demonum, dicentium: 
Poiedzmi na hops, quod sonat: equitemus meretricatum, a sanctuariis ecciesiae audita est. 

'^) 343 =r Miechowita, 15 — 16. Circa haec tempora, sub imperatore Arnulpho, 
Graecorum vero imperatore Micliaele, adyenerunt Cirullus, doctor et apostolus omnium 
Slavorum, lingua graeca et slavonica prompti, missi a praefato imperatore Michaele 
graeco ad postulationem principum Slayorum in Morayiam et iacientes fundamenta 



- 174 - 

christianae fidei, elexeruut ecclesiam cathadralem iii Vielagrad Moraviae. Evocati tan- 
dem Romam et inqalsiti, quare in lingua slavica divina oelebrarent, et non in latina, 
responderunt eo, quod scriptum esset: omnis spiritus laudet Dominum. Post alterca- 
tiones ergo romanus pontifex perraisit, ut lingua slavica celebrando laudaretur Deus, 
perinde atque latina et graeca. Qui mos ad tempora mea circa Graccoviani in ecclesia 
Sanctae Crucis in Clepardia observatus, sed lam extinctus est. 

'*) 408 = Decius, 47 — 48. Hoc auno in Quadragesima lulius secundus, romanus 
pontifex, iubilaei gratiam pro fabrica basilicae s. Petri Romae in Poloniam destinavit. 
Ea res initio non succeserat; ne vero frustra tentata esset, Reipublicae duae et pontifici 
uua pecuniarum summae partes seu tertiae admissae; duae partes integrae in Reipu- 
blicae defensionem contra Tartaros erogatae, tertiam Fugari mercatores, summi ponti- 
ficis iussu, perceperunt. Cessit in hanc gratiam summa non modica. At magis forte 
polonicis rebus ex usu erat arces in confinibus gentilium ^ro reipublicae christianae 
defensione exstruere, quam pecunias Romam mittere et, ut divi Petri templum (postea 
nunquam aedificandum forte) dirueretur, occasionem praebere. Hoc mihi certo constat 
supra partem, quae Reipublicae cessit, sumptus maximos esse factos atque annis singulis 
aerarium in eum usum exhauriri. 

'5) 416 = Decius, 128. Hoc tempore Leo decimus, pontifex romanus, iubilaei 
gratiam in Poloniam dedit, cuius quarta pars in restaui"ationem arcis Camienecensis, 
trium vero reliquarum partium directa medietas, una in Reipublicae contra infideles de- 
fensionem, altera in restaurationem ecclesiae gnezuensis archiepiscopo cessit. In eam 
vero gratiam et quae annis duobus postea data est, hominum devotione vel frigescente 
vel de iudulgentiis et veniis iam remissius sentire incipiente, parum pecuniarum acces- 
sit. Klerykaluy Wapowski (145 — 146) pomija, oczywiście, ten dodatek. 

i«) VI, 181. 

''') 47. O Stanislae, quam magna fides tua erat, ut Petrus, triennio vita functus, 
voci tuae obediens, protinus ab inferis evocatus paruerit. 

18) Wyd. 1, 174; 2, 240 verso; 3, 348 verso. 

'^) 49. O scelus immensum, impius et scelestus occidit pium et sanctum, sacrile- 
gus praesulem, sponsum in gremio sponsae, pastorem in suo ovili. 

20) I, 200. 

-') 50. Deo autem vindicante, cito postea in amentiam rex Boleslaus incidit et., 
interiit, a suis canibus (ut ferunt), eum insequentibus, devoratus. 

22) tamże. Iste est Boleslaus, qui post suum prótavum, Boleslaum Chrabri, pa- 
triae fines tropheis magnifice propagavit, in onines liberalissimus fuit, in audacia cae- 
teros superavit, in vicio Sodomiae foedissimus apparuit, in tyrannide militum et subdi- 
torum efferus innotuit, in beati Stanislai nece truculentus, carnifex cognomen invenit 
et reportavit. 

23j Nehring, O Życiu i pismach Joachima Bielskiego, 52. 

2*; Dodatku tego niema ani u Miechowity, ani u Wapowskiego. Por. Bielski, 
402. A wtenczas poźrzał po ludziech, których było dosyć, ukazawszy ręka, i rzekł: a ci 
azaby się też nie bili, kiedy trzeba, na co je chowacie? Odpowiedziano mu, iż tu nie 
w Tatarzech, nie wszj^scy u nas na "wojny jeżdżają, jedny chowają od rolej i t. d. 
Miechowita, 366. Ule, inspecta multitudine hominum: et isti, inquit, cur non bellarent? 
Responsum est: non sicut iu Thartaris christiauos omnes passim bella obire. Wapow- 
ski, 57 — 58. Promiscua hominum multitudine conspecta, ad proceres quosdam conver- 
sus: cur, inquit, omnes hi arma non sumerent, vel his solis copiis Tauricanus Tartarus 
debellari posset. Cui responsum electam duntaxat geutem, bello et miliciae laboribus 
aptam, apud Christianos in hostes educi. 

25) Benis, Materyały do historyi drukarstwa i księgarstwa w Polsce, Kraków, 
1890, str. 17. 



ROZDZIAŁ PIATY. 



KOMEDYA JUSTYN/^ I KONSTPiNCYI. 



Dosyć się inszy w folszcze błazeństw napisali 

I koło nich rozumy doma uwikłali; 
Gdzie poźrzysz, ali fraszki, a dziś są też w cenie, 

Z którycłi snadnie prostaka do sieci przyżenie. 
I t3'cli się naczytawszy, ali pieprz zawinąć, 

Żeś dał pieniądze w ten dzień, źle możesz wspominać; 
I składaczowi za to sławy nie przyroście, 

Jeszcze za próżne słowa źli go wezmą goście. 

Tak skarży się Bielski w wierszu, poprzedzającym „Sprawę rycerską", 
jego bowiem zdaniem, literatura lekka, mająca na celu jedynie zabawę, 
a nie dbająca o pożytek moralny, jest złą i szkodliwą zarówno dla czytelnika, 
jak i dla autora: czytelnika „do sieci przyżenie", to jest zbije go z toru moral- 
ności, autora zaś za .,próżne słowa" sam Bóg ukarze, podsyłając poń „złych 
gości", to jest śmierć i czartów (jeszcze w wieku XVII groził tymi gośćmi spo- 
wiednik Wacławowi Potockiemu, jeżeli swych fraszek nie spali). Nie był 
Bielski bezwzględnym przeciwnikiem literatury krotochwilnej, owszem poczy- 
tywał ją za pożyteczną, a nawet zbawienną, ale pod warunkiem, żeby, bawiąc, 
uczyła, żeby przedewszystkiem odciągała „prostaka" od sieci, którą nań chy- 
try świat zastawia. „Mamy tedy w takie krotofile ugadzać, które sumnienia 
naszego obrazić nie mogą, hiorąc przed się ty przyhladij, bądź to krotofilne, al- 
bo żałoblme^ Tctóre serce nasze zmiękczyć mogą; gdy je sobie rozważymy, wiele 
rzeczy złych od myśli naszej odpadnie, słysząc osób rozmaitych na wszytki 
strony rozmowę, tem więcej z trybowania ich rzeczom potrzebniejszym wyro- 
zumieć możem. Nie tylko też o tem ciele naszem wszytko myślić się nam 
godzi, jakoby w dostatku a w powadze było chowano, zażeśmy się jeszcze nie 
najedli albo nie napili, albo też ludziom nie okazali do tego czasu, bo to są rze- 
czy nietrwałe, ale więcej o tych, które nam wieczność przynoszą" ^). '"Święty 
Paweł powiedział: „Ciało pożąda przeciw duchowi, a duch przeciw ciała, bo 
te się sobie wzajemnie sprzeciwiają, abyście nie, cokolwiek chcecie, to czynili"; 
„kto sieje na swem ciele, z ciała też żąć będzie skażenie, a kto sieje na duchu, 
z ducha żąć będzie żywot wieczny" ^). Otóż „przykłady" powinny zachęcić 



- 176 - ^ 

czytelnika, aby siał na ducliu, nie na ciele, powinny pomódz jego duchowi do 
zwyciężenia ciała. 

Taki właśnie „przykład" postanowił Bielski napisać i złożyć w upomin- 
ku ,, wszem Polakom, dobrym krześcjjanom", — „przykład o nieustawiczności 
świata, jako ustawicznie walczy ciało z duchem, jaką naukę ociec dzieciom 
dawa, co jest człowiek, co świat, co dusza, co cnota, co zbytek, co trwa, co nie 
trwa". Przykładowi zaś temu postanowił nadać formę taką, żeby słychać 
było ^osób rozmaitych na wszytki stronę rozmowę", to jest formę dramatycz- 
ną, — z uwagi, że nie tylko fraszki, ale i utwory dramatyczne „prostaka do 
sieci" przyganiają, mianowicie komedye Plauta i Terencyusza, na których nie- 
moralność piorunowali humaniści, ale których nie mogli czy nie chcieli ze 
szkół wyrugować, poczytując ich lekturę (zwłaszcza Terencyasza) za najlep- 
szy środek do przyswojenia sobie wyrażeń i zwrotów potocznych, niezbędnych 
zarówno w rozmowach, jak w pisaniu listów. Do tego to celu służyły właśnie 
owe „Formuły rozmów z komedyi Terencyusza", które opracowali u nas dwaj 
bakałarze w Przemyślu, Mateusz i Walenty z Kęt, trzykrotnie w stuleciu 
XVI w Krakowie wydane ^). Lecz nie poprzestawano na samych ,,Formu- 
łach": jak pisze Konacz w przedmowie do przekładu czeskiego ,, Judyty" 
Greffa, Polacy, ,, którzy niegdyś dość mało albo nic swą mową przyrodzoną 
pisać nie umieli, ale cudzej łacińskiej używać musieli, teraz nie tylko proste 
rozprawki spisują, ale rytmy miernymi gry rozliczne znamienitych poetów 
krotochwilnych, Terencyusza i Plauta, swym tym grubym a twardym języ- 
kiem cisną a na światłość wynaszają". O istnieniu Terencyusza polskiego 
świadczą także katalogi księgarskie ^). 

Otóż Bielski pragnął niemoralnym sztukom Terencyusza i Plauta prze- 
ciwstawić swoją, moralną, jak to wynika z jego własnego wyznania, że pisze 
,,nie ku zgorszeniu, jako pirwej bywały komedye Terentii, Eunuchii (!j, Plau- 
ti i ine, skąd pogorszenie młodzi ludzie mieli, ale ku wyrozumieniu, co komu 
czyje afekty przynoszą". 

Główną treścią ,, Komedyi" jest psychomachia, to jest walka afektów 
dusznych (affectus animi) z afektami cielesnymi (affectus carnis). Pomysł ten 
w literaturze chrześcijańskiej ukazuje się po raz pierwszy w słynnym poema- 
cie allegorycznym Prudencyusza, p. t. ,, Psychomachia". Poczytując za główne, 
a raczej jedyne, zadanie życia ludzkiego, „aby duch waleczny zadał klęskę 
potworom, dokazującym w rozszalałej duszy", kreśli Prudencyusz obraz wal- 
ki uosobionych cnót z owymi potworami, a więc Wiary z Pogaństwem, Czy- 
stości z Chucią, Cierpliwości z Gniewem, Pokory i Nadziei z Pychą i Podstę- 
pem, Zbytku ze Wstrzemięźliwością, Szczodrobliwości ze Skąpstwem, Zgody 
z Niezgodą. Wszystkie te afekty są w poemacie żywemi postaciami, których 
wygląd nawet wcale plastycznie opisuje poeta; Zbytek np. ,,włos trefiony, 
głos miękki, ruchliwe ma oczy"; 

Nadęta Pycha, pędząc na dzikim rumaku, 
Lwią skórą go odziała, a potężne boki 
Kudłami obciążyła, by, na nich. oparta, 
Sroższe miała wejrzenie i z większą pogardą 
Na tłumy patrzeć mogła; niby wieża jaka, 
Długie warkoczów sploty piętrzą się na głowie, 
I tak wyniosłe czuby powiększyła jeszcze 



— 177 — 

Obcych włosów dodatkiem nad wysokiem czołem. 
Płaszczyk też batystowy, fałdzisty ua barkacli 
Schodził się tuż pod szyją, węzeł tworząc zgrabny. 

Oczywiście, walka kończy się, ku zbudowaniu pobożnefco czytelnika, 
zwycięstwem cnót: 

Choć Zgoda raima, przecież ocalała Wiara! 
Nawet i Zgoda cała, — z ran swoich się śmieje 
I stoi obok Wiary, której szczęścia szczytem, 
Że Zgoda ocalona. . . . *) 

„Psychomachia" Prudencyusza wywarła olbrzymi wpjyw na literaturę 
średniowieczną, — tem większy, że czytywano ją po szkołach: na jej to obraz 
powstaje niezliczone mnóstwo poematów allegorycznycli, rojących się od uoso- 
bionych, cnót, występków i wogóle od uosobionych pojęć oderwanych; posta- 
ciami allegorycznemi zaludniły się i powieści i wiersze polemiczne (np. fran- 
cuskie dćhats) i poematy okolicznościowe (np. znany dyalog Kadłubka); wtar- 
gnęły również te postaci i do misteryów, aż wreszcie wyw^alczyły sobie całą 
odrębną gałąź poezyi dramatycznej, tę właśnie, której jedną z gałązek jest 
„Komedya" Bielskiego: są to tak zwane moralitety, to jest sztuki, w któ- 
rych występują, bądź wyłącznie, bądź przeważnie, uosobione pojęcia,*^) sztuki, 
których najpospolitszym, ulubionym wątkiem jest walka dobrych i złych 
skłonności natury ludzkiej, a więc właśnie psychomachia.") 

Moralitety, jako odrębny rodzaj poezyi dramatycznej, powstały w Euro- 
pie zachodniej już w wieku XIV, ale dopiero z wieku XV posiadamy dzisiaj 
ich zabytki, że przypomnimy tylko takie sztuki, jak „Gród stałości", „Ro- 
dzaj człowieczy" (ManJiijnd) i „Interludyum o naturze" — w Anglii; Bień Aui- 
sć-Mal Arise, V Homme juste et Vhomme mondain^ Les enfants de Maintenant — 
we Francyi; Ton der alten Welt, von der neuen Welt — w Niemczech. Wystę- 
pują w tych sztukach naj różnorodniej sze postaci allegoryczne, np. Świat, 
Ciało, Pokuta, Zmysłowość, Nadzieja długiego życia, Strach przed pokutą 
i t. d.,®) które walczą z sobą o człowieka: jedne zachęcają go do cnoty, inne 
do występku. Często bohaterem, o którego toczy się walka, jest w moralite- 
tach człowiek chory, spoczj^-wąjący już na łożu śmierci. Pomysł ten ukazuje 
się i w moralitetach wieku XVI, na który przypada ich rozkwit najpiękniej- 
szy, — zwłaszcza w HoUandyi i w Anglii. Słynny moralitet angielski Eueryman, 
w którym człowieka umierającego opuszczają Koleżeństwo, Pokrewieństwo, 
Bogactwo i t. d., a którego zbawiają Dobre uczynki, przetłumaczony na różne 
języki, wywołał mnóstwo przeróbek i naśladowań i przyczynił się do rozpo- 
wszechnienia i utrwalenia w literaturze dramatycznej pomysłu o umierającym 
człowieku. 

Od średniowiecznj^ch różnią się moralitety XVI wieku nadewszystko 
różnorodnością tendencyi: chodziło już nie tylko o umoralnienie widzów albo 
czytelników, nie tylko o zachęcenie ich do cnoty, — zabarwiano moralitety 
gryzącą niekiedy satyrą na współczesność, poruszano w nich ważne aktualne 
sprawy polityczne, a zwłaszcza religijne: moralitety stały się bronią polemiki 
religijnej.^) 

Ale te moralitety nowoczesne nie zdołały wj^płoszyć dawnych, średnio- 
wiecznych: walka cnót z występkami jest podawnemu ulubionym ich wątkiem, 

Bielski. 23 



— 178 — 

osobliwie moralitetów szkolnych, pisanych w języku łacińskim, posiadających 
tendencyę wyłącznie moralną, wychowawczą. Uprawiali je nauczyciele hu- 
maniści tem chętniej, że przecie i literatura starożytna przekazała potomności 
psychomachię: Herkulesa na rozdrożu. Takim Herkulesem jest np. młody 
książę Karol burgundzki w sztukach: „Cnota i Rozkosz" i „Spór Cnoty z Roz- 
koszą", wystawionych w Wiedniu, na dworze Maksymiliana I; autorami są 
humaniści niemieccy: pierwszej — lohannes Pinicianus, drugiej — Benedictus 
Chelidonius. Lecz najgłośniejszą psychomachią dramatyczną w Niemczech, 
była sztuka Jakuba Schoppera: „Walka Rozkoszy z Cnotą, komedya tragiczna, 
i nowa i pobożna", ^^) sztuka bez wartości artystycznej, rozpaczliwie rozwle- 
kła i śmiertelnie nudna, ale powszechnie znana i naśladowana. Jej treść 
stanowi psychomachią: Rozkosz (Yoluptia) wysyła na świat swoich służebni- 
ków (Apitius i Epiciirus), aby go podbili pod jej panowanie; lecz ukazuje się 
Cnota, i wybucha walka, w. której Cnota zw3'cięża przy pomocy zesłanej 
z nieba Sprawiedliwości: oprócz tych głównych osób występują jeszcze: Sar- 
danapal, Parys, Semiramida, Kleopatra; aniołowie: Rafael i Uriel; postaci 
allegoryczne: Czystość (Hagnia)^ Pociecha (Paramythia), Męstwo (Andria), 
Rozpusta {Aphrodisia), Marnotrawstwo (Asotia)^ Lenistwo (Argia) i t. d. 

W Polsce pierwszym znanym nam dzisiaj moralitetem we właściwem te- 
go słowa znaczeniu jest „Komedya" Bielskiego. 



n. 

„Komedya" składa się z trzech „spraw", to jest aktów. 

W sprawie pierwszej, jak opiewa „przełożenie rzeczy pirwsze", to jest 

prolog. 

Starość z młodością wojuje, 

Ociec dziatkom rozkazuje, 
Jako się mają sprawować, 

Gdy sobą będą szafować. 
Potem ojca Niemoc zbodła, 

Pokusa go wżdy nie zwiodła: 
Niecudnie Czarta odprawi, 

Bo się Anioł zań zastawi. 

Sędziwy ojciec, spoczywający prawdopodobnie na łożu boleści (scena- 
ryusza nie posiada „Komedya", bo przecie Bielski równie mało myślał o sce- 
nie, jak Rej, kiedy pisał swój „Żywot Józefa"), dziękuje Starości, że go na- 
wiedzić raczyła: on się już dosyć napatrzył „omylnemu światu" i zmiennościom 
losu, a teraz, kiedy już opuszcza „tę świata gospodę", prosi Starości, aby go 
do samej śmierci w cnocie sprawowała. Kiedy zaś Starość chętnie się na to 
zgadza i obiecuje „zalecać go z jego cnót" Bogu i starym patryarchom, ojciec 
zanosi do niej jedną jeszcze prośbę: „Winszuj dobrze mym dziatkom użyć 
swej stałości". 

Starość odpowiada, że, aby żyć cnotliwie na świecie, trzeba mądrości, 
której też „winszuje" dziatkom: 

A tak niecliaj twe dziatki roztropnie się rządzą. 

Tedy w cnotliwycłi sprawach nigdy nie pobłądzą. 
Panie Boże, pomnóż je z mego winszowania. 



— 170 — 

Gdy wynidą od ojca z dobrego chowania, 
Aby pokusam świeckim nie dali się zwodzić.... 

Nu, tedy posłuchajmy wszyHC3' tej Mądrości! 

Jakoż ukazuje się Mądrość i, zapewniając ojca i dzieci, że „treść miodo- 
wa z jej ust popłynie, droższa, ulż srebro, złoto", pali im kazanie, długie, roz- 
wlekłe i nudne, któn^ jednak, jak twierdzi Starość, „ludzkim synom" wielki 
pożytek przynieść może. Poczem ojciec, czując zbliżającą się godzinę śmierci, 
wzywa dzieci, aby „się przychyliły i skłoniły uszy swe"; przypomina im o swej 
miłości rodzicielskiej, której wzorem ów pelikan, co to, „gdy krew dzieci piły, 
dobrowolnie się zabił, a dzieci ożywił", i szczegółowo wykłada im, osobno Ju- 
stynowi. osobno Konstancy i, naukę cnoty. 

Starość raz jeszcze poleca ojca Bogu, kiedy wchodzi Niemoc i na pytanie 
ojca, kto jest, przedstawia się mu, jako poseł śmierci, od którego nikt „się 
wywiercić" nie może, — nie pomogą doktorz}', ani aptekarze. Ale ojciec nie 
boi się Niemocy, bo wie, że człowiekiem jeden Bóg rządzi, to też zanosi do 
Niego modlitwę, by mu jeszcze życia przedłużył. Wtem „Pokusa, przyszed- 
szy, cicho mówi", że skrucha ani modlitwa nic tu już nie sprawią, i ukazuje 
ojcu kartę z rejestrem jego grzechów. 

Lecz przybiega Anioł „z wielkim pędem", gromi Pokusę, grozi jej kijem 
raz i drugi, a kiedy groźba nie pomaga, „kijem pokusi", i Farel „przed kijem 
precz musi"; poczem Anioł wygłasza kazanie oraz pochwałę chorego ojca, 
którego modlitwy Bóg wysłuchał i któremu życie przedłużył, jak to się oka- 
zuje później; tymczasem czytelnik jest w niepewności, czy ojciec umarł, czy nie. 

Akt drugi, ,0 afekciech człowieczych", jest psychomachią Justyna: 

W drugiej sprawie na człowieka 

Przyjdzie ze dwu stron opieka: 
Z prawej dusza, z lewej ciało, 

Każdeby go z nich mieć chciało, 
Rozmaicie go trapięcy, 

Na swe strony nawodzęcy. 
Ale będzie stała młodość, 

Nie zwiedzie jej cielesua złość. 

Justyn płacze nad sieroctwem s wojem, bo już „widzi śmierć ojca miłe- 
go", ale zdaje się na wolę Boga, chociaż nie przestaje gorzko wyrzekać na 
świat. Przychodzi Świat i obiecuje mu złote góry, byleby się tylko wyrzekł 
..córek prawdy"; ale Ju.?tyn .,nie chce wsiadać do jego łodzice", pomny rad 
ojca, który go przestrzegał, by kapryśnemu światu nie wierzył i „w pracy 
wiódł żywot prześpieczny". Świat jednak nie daje za wygraną, usiłuje prze- 
konać Justyna, że, „kto w ustawicznej pracy, wieczny z niego osieł". Wywo- 
dy jego zbija Praca w długiej perorze i wyrzuca mu, że ludzi tylko do złego 
prowadzi. 

Perora skutkuje: Justyn odwraca się od Świata. Ale ten ma sprzymie- 
rzeńca w Młodości, która żartuje sobie z postanowień Justyna, że swoją „mło- 
dość z cnotą spoi •: jej nie przystoi cnota, ona „musi dosyć czynić przyrodze- 
niu swemu", które jest inne. jak „plugawej starości", cnotliwej wcale nie 
z dobrej woli, tylko z musu. 



- 180 — 

Trudno skoczyć staremu w grubych sulejaciech, 

Albo pannę oględać w starych okulaciech. 
Mnima panna, by ją, chciał wystraszyć od siebie, 

A tak każda, niebożę, uciecze od ciebie. 
Takież przeklęte baby z swej wielkiej zazdrości 

Nie życ/ą nic dobrego ludziom w ich młodości; 
Fuka, łaje, markoce, trzeba ją darować, 

Jeśli ją kto rozdrażni, będzie go czarować 

Idzieszli też do pana albo wojewody, 

By go nie zjął Saturnus, patrz czasu pogody; 
Puka, łaje, gniewa się, muszcząc się po brodzie, 

Będzie groził kijem bić, przyprawi ku szkodzie. 

Na wezwanie Justyna ukazuje się na pomoc Karność i miotłą wygraża 
Młodości; ta jednak, pewna swego, ani myśli ustąpić; ale dalsze wymyślania 
i argumenty Karności skutkują widocznie, skoro Młodość już się nie odcina, 
tylko narzeka, że Karność zatruwa ludziom życie. 

AVchodzi „świetlna pani", Wenera, „niosąc miód do ust, jako miła 
pczółka", lecz Justyn oddaje się w obronę Wstydowi, który otwiera mu 
oczy: ,,ta psina" jest chytra, tylko pozory ma piękne — ., soból jest włosa 
pięknego, ale sam jest mięsa psiego"; historya uczy, że ona ,,bez liczby lud 
potraciła, rozum, wstyd, cnotę zaćmiła'', że, ,, kto jej sieci nie przeskoczy, pe- 
wnie oślepion na oczy, potem muchy gonić musi, skoro jej dworu zakusi". 
Słysząc to, Justyn chce się udać .,do miłej Mierności, — ta rozezna nasze wąt- 
pliwości", gdy wtem ,, Bachus z brzuchem przydzie" i tak zręcznie namawia 
do swego ,, zakonu" Justyna, że ten woła uszczęśliwiony: 

Ha, ha! Tuć-em trafił na dobre ćwiczenie! 

Z takich weźmiem uczynków zbawienie! 

Ale Mierność demaskuje Bachusa, szczegółowo i drastycznie opisując jego 
,, zakon", Bachus nie posiada się ze złości, nazj^wa Mierność „nędznym mrzy- 
głodem", drwi z niej: ,,otoś wyschła, czarna, chuda; chodzisz, jakoby obłuda, 
otoś z przemorów zemdlała, a z obyczajów zbabiała"; nie pomaga nic, — mło- 
dzieniec ,,woli mierność swą zachować, niż brzuchowi bez miary ołdować". 
Z kolei przychodzi Sors i namawia Justyna do gry w karty i kostki: 

A to masz kostki prawdziwe. 

Takież karty sprawiedliwe. 
Łacno też nam i o bierki, 

Dostawszy prątka, siekierki. 

Justyn jednak czeka, co powie Sprawiedliwość. Tej z łatwością udaje się go 
przekonać, że z gry „pochodzą marne rzeczy: zwady, klątwy, czarowania, roz- 
paczy i zabijania, naostatek i bluźnienie, bożej pomsty przepuszczenie", że 
chytre namowy tego ,, desperata" są ,,szkodne, przeto nie są odpowiedzi go- 
dne". Sors, mrucząc, ,, idzie precz". Zabiera głos Postawa (Pycha) i kusi Ju- 
styna, by się nadinnych wynosił. Ale on niegłapi wierz3'^ć Postawie, która wzło- 
ści nazywa go błaznem i przypomina, że pokorą niczego się uie dobije, bo 
,,kozy skaczą na jedl pochyloną"; lecz większym jeszcze gniewem wybucha 
Postawa przeciwko Pokorze, aż wreszcie, znudzona jej gadaniną, która ją aż 
o ból głowy przyprawia, bierze nogi za pas i umyka. 



— 181 - 

Ale na tem nie koniec. Kuszą Justyna jeszcze Pomsta, która jednak 
ucieka przed Cierpliwością, i Krotofila, z którą walcizy Czas, ,,niiornik wszech 
rzeczy", uczący młodzieńca, że wszystko jest na świecie znikome, tylko ,, cnota 
z prawdą — ty się wymierzyły, nieśmiertelność sobie zostawiły". 

Na tem kończy się sprawa dniowa. ,, Ostatka się domyślaj", zda się ni«)- 
wić Bielski, hołdując zasadzie Reja, to jest: pamiętaj o tem, miły czytelniku, 
że, czego nie sprawisz odrazu, to sprawisz z czasem, jeżeli nic stracisz cier- 
pliioości. 

Treść sprawy trzeciej: ,,0 radzie żeńskiej", stanowi psychomacliia Kon- 
stancy!: 

W trzeciej sprawie żeńska rada, 

Pospolitej rzeczy wada, 
Na swą wolą wszędzie gonią, 

Aby zabrnąć, gdzie clicą, z tonią. 
Ale zasię córki cnoty 

Namawiają do swej roty, 
Aby nie szły za swą wolą, 

Ani w klasztor, bo tam galą; 
Prz3'jedzie-li panic luby. 

Złom klasztorne, panno, ślubj'. 
Bądź pod swego męża ręką, 

Chowaj wierność z Pańską dzięką. 
"Wiele tu rzeczy uznacie, 

Jeśli pilno posłuchacie. 

Panna Konstancya, której ,,od myślenia aż w uszu piszczy", strapiona 
chorobą ojca i pomna rad jego, wzywa swoje służebnice, aby wotow^ały, ,, ja- 
ką ma mieć od pokus obronę" i jaki stan sobie obrać. Wdowa radzi, by 
nie wychodziła za mąż, bo, „która w cudzej mocy, pracuj we dnie, nie śpi 
w nocy"; mąż fuka, łaje, a czasem nawet kijem żonę okłada. Lecz Posłu- 
szność błaga Konstancyę, by słuchała nie Wdowy, ale wiary chrześcijańskiej, 
która nakazuje małżeństwo i posłuszeństwo; nawet państwo posłuszeństwem 
stoi, a takie, ,, gdzie sobie każdy fray hem bywa", upada. Stara pani radzi 
wstąpić do klasztoru, gdzie nawet na krotochwilach nie zbywa. Sprzeciwia 
się temu Wierność, mówiąc, że przecie ,,lepszyć pacierz jest po dobrej woli, 
niż z kęsym warkoczem po niewoli, lepiej przyjąć małżeński stan święty, ni- 
żli skakać w zawarciu z cielęty"; czystość w klasztorze zachować nie tak ła- 
two (,, gdzież to która nie skoczy jędrnoszka, gdy zagęda, z okna do miłosz- 
ka?"), a małżeństwo sam Bóg, jeszcze w raju, ustanowił. Panna służebna, pra- 
gnąc swoją panią z kłopotu wybawić, ofiaruje się dobrowolnie wstąpić do 
klasztoru na próbę, pod warunkiem, że ją później za mąż wydadzą, a wów- 
czas powie, co lepsze, klasztor, czy małżeństwo. Nadzieja radzi zdać się na 
wolę Boga, a gdy Konstancyi trafia do serca ta rada, obiecuje, że ,, Pańskie 
dary pewnie cię nie miną". 

Jakoż wchodzi Pociecha z wiadomością, że ojciec wyzdrowiał i że ,,ty 
też masz mieć małżonka miłego Charitatem, z przeźrzenia boskiego". Wnet 
Panna służebna oznajmia gości; drzwi się otwierają, i wkracza pan Charitas: 

Awo ja twój, panno, oblubieniec. 

Chciej mi posłać swój małżeński wieniec. 
Pan Bóg nam jest to małżeństwo sprawił. 



— 182 — 

Sam się nama dziewosłębem stawił: 
Nie pacierzmi sobieś mię w^^piała, 

Ani z woskiem na wodzie wylała, 
Ale taka boża wola była, 

By ty ze mną w społeczności żyła. 

Za panem młodym wbiega Radość, niosąc dla niego od panny klejnoty 
ślubne, i taką wygłasza dla narzeczonych naukę: 

Pirwej, uiżli ku sobie przydzieta, 

Panu Bogu dziękować będzieta.... 
Drugiej nocy wasze stadło święte 

Będzie między patryarchy wzięte. 
Trzeciej nocy po modlitwach śpicie, 

Błogosławieństwa tak dostąpicie; 
Czwartej nocy już k sobie przydzieta, 

Ku czci Pańskiej swój płódwywiedzieta. 

Konstancya nie posiada się ze szczęścia i dziękuje za nie Bogu: 

Jakoż ja to mam Panu zasłużyć, 

Że mi dał swej wiele łaski użyć, 
Wywodząc mię z rozlicznych trudności, 

Opatrzył jest stanem poczciwości. 
On sam dary wszelkimi szafuje, 

Które swoim ludziom okazuje. 
Dziękuj ęż Ci za to, miły Panie, 

Niech się według Twojej wolej stanie. 



III. 

Taka jest treść pierwszego moralitetu w literaturze naszej. Czy utwór 
to oryginalny? 

Postaci allegoryczne znał dramat polski już przed Bielskim; w ,,Dyalo- 
gu dominikańskim" (1533), oprócz Chrystusa, apostołów i innych postaci biblij- 
nych, występowały jeszcze: Pokuta, Rozpacz, Smutek, Symfonia, Echo i Mi- 
łość ^); w ,, Kupcu" Reja występuje Sumienie. I pomysł psychomachii nie był 
już u nas nowością: pierwszą psychomachią polską XVI wieku jest przetłu- 
maczona z czeskiego ,, Fortuny i cnoty różność, w historyi o niektórym mło- 
dzieńcu ukazana" (1522), opowiadanie allegoryczne o młodzieńcu, którego 
Swawola, Łakomstwo i Żądność, dworzanie pana Szczęścia, namówili, by po- 
rzucił gospodę Prawd}^ i poszedł na służbę do ich pana. Lecz psycho- 
machią ta ma formę powieściową, nie dramatyczną. Udramatyzowaną psy- 
chomachią było może ,,Zatargnienie Fortuny z Cnotą" Reja, ale utwór ten, 
o którego istnieniu wiemy od Trzecieskiego, nie odnalazł się dotychczas. 

Nie pozostaje więc nic innego, tylko przypuścić, że pomysł udramatyzo- 
wania psychomachii powstał w głowie Bielskiego pod wpływem moralitetów 
obcych, łacińskich, może pod wpływem sztuk Schóppera, którego „Walkę 
Rozkoszy z Cnotą" czytywano w Polsce, skoro sprzedawał ją w swej księgarni 
Scharffenberger. ^) Główny pomysł tej sztuki jest zupełnie ten sam, co „Ko- 
medyi": walka afektów ciała z afektami duszy, „synów grzechu" z „córkami 






— 183 — 



prawdy i cnoty;" z każdym występkiem walczy wprost przeciwna cnotn, to 
jost „przystaw", jak ją nazywa Justyn, mówiąc do Wenery: 

Rad-ci widzę piękność twoje okiem, 

Lecz przed słowy uciekę precz skokiem, 
By nie była żółć pod takim miodem, 

Suadźby ze mnie plyui^ł ciężkim wrzodem, 
Poruczam to twemu przystawowi, 

Cnotliwego narodu Wstydowi. 

A i w sposobie walki przypomina „Komedya" sztukę Schćippera: i tu i tam 
wystę})ki i cnoty wypowiadają długie i nudne oracye, w których wymyślają 
sobie wzajemnie, nie cofając się ani przed wyzwiskami niezbyt parlamentar- 
nemi, ani nawet przed kijem. 

Zresztą pomysły takie znajdują się we wszystkich prawie moralitetach, 
np. w sztuce francuskiej Honneur des dames, w której Danger, Enuie i Malle- 
houche biją się na kije z Franc-Vouloir i Coeur-Loyal. To też niema potrzeb}- 
obstawać za tem, żeby koniecznie tylko sztuki Schoppera miały być źródłem 
pomysłu „Komedyi"; ale że napisał ją Bielski pod wpływem dramatów obcych, 
z których niejeden zapewne czytał, to przypuścić wolno, a nawet trzeba, wo- 
bec niezaprzeczonego istnienia wspólnych cech nie tylko w głównym pomyśle, 
ale i w szczegółach. 

Bielski przeciwstawia swoją moralną „Komedyę" niemoralnym kome- 
dyom Plauta i Terencyusza: nauczył się tego z pewnością od autorów szkol- 
nych dramatów łacińskich, którzy, jeden za drugim, chwalą się w przedmo- 
wach, że ich komedye są ,, prawdziwe", ,, święte", ,, czyste", ,, poważne", ,, po- 
bożne", słowem inne od „fałszywych", „światowych", „tłustych", „trefnych", 
,, bezbożnych" komedyi starożytnych. Tak mówi np. Korneliusz Crocus 
w przedmowie do „Komedyi świętej pod tytułem Józef", znanej w Polsce, 
skoro się Rej w niej rozczytywał, a za Crocusem powtarza to Schopper 
w przedmowie do ., Pojedynku Dawida z Goliatem"*. ^) 

Aby ułatwić uczniom należytą rytmiczną deklamacyę, autorowie dra- 
matów szkolnych często poprzedzali je wskazówką, jak należy czytać miarowe 
wiersze łacińskie, tem potrzebniejszą, że posługiwali się różnorodnemi miara- 
mi *): Bielski zwraca się „ku czytelnikowi" z tą samą wskazówką: 

Pomni na to, czytelniku miły. 

By się według miary wiersze czciły, 
Hóżne w sobie mają zacliowanie: 

Kto nie baczy, nie trafne czytanie, 
AIh kto z ich miary nie wyki-oczy, 

Dobrze się wiersz w czytaniu potoczy. 
Przeto liczba przy nich ukazuje, 

Wiele który sylab zawięzuje. 
Pospolicie się to zachowuje: 

Złem czy tanim dobry wiersz zepsuje. 
I sam możesz baczyć! 

,, Komedyę" Bielskiego poprzedza nie tylko ,, przełożenie rzeczy", ale 
i wiersz, w którym ,, mistrz ku swoim książkom mówi", a ,, książki ku mistrzo- 
wi": bez prologu nie obeszła się chyba ani jedna komedya szkolna XVI wieku, 



— 184 — 

a w wiersz do książki zaopatrzył np. wspomniany Pinicianus swój „Spór 
Cnoty z Rozkoszą". 

Parafrazowanie tekstów Pisma świętego (nie mówiąc już o powoływaniu 
się na przykłady z historyi biblijnej i starożytnej) to chleb codzienny kome- 
dyi szkolnych; Birck w ,, Judycie'' i „Zuzannie", Schopper w ,, Pojedynku Da- 
wida z Goliatem" parafrazują psalmy: całe kazanie Mądrości w pierwszej 
sprawie ,,Komedyi" Bielskiego jest parafrazą kilku urywków „Księgi przy- 
powieści". '") 

Niektóre postaci allegoryczne w ,,Komedyi" są zupełnie te same, co 
w dramatach szkolnych łacińskich, np. Sprawiedliwość, Świat, Mierność i t. d.; 
inne, jak Wstyd (PuiUcitia), Cierpliwość (Patientiu), Pomsta (Ira)^ Postawa 
(Superbia), Pokora (Humilitas), mógł Bielski zapożyczyć wprost z „Psychoma- 
chii" Prudencyusza. 

Nie brak dalej w ,,Komedyi" postaci, które, chociaż noszą imiona żeń- 
skie, są jednak rodzaju męskiego, mianowicie Postawa *") i Charitas-mąż, — zu- 
pełnie tak samo, jak w moralitetach zagranicznych, w których np. Zazdrość 
(Inuidia) i Spowiedź ( Confessio) to panowie, nie panie; panem także, nie panią, 
jest Instruction w moralitecie Les enfants de Maintenant, a i w „Kupcu" Reja 
Sumienie jest nie dzieckiem, lecz dojrzałą niewiastą. 

Oto kilka rysów podobieństwa pomiędzy ,,Komedyą" polską a dramatami 
obcymi. .Dodajmy, że i pomysł udzielania rad moralnych dzieciom jest za- 
pożyczony; jego źródłem jest zapewne (oprócz księgi biblijnego Tobiasza) śre- 
dniowieczna Disciplina clericalis Piotra Alfonsa. ^) 

Lecz i względem literatury ojczystej zadłużył się Bielski. Ulubiony po- 
mysł moralitetów europejskich — człowieka chorego lub umierającego, którego 
opuszczają jedni, a doglądają i pocieszają drudzy, — mógł wprawdzie przejąć 
Bielski z moralitetu angielskiego Everyman^ który, w przeróbkach łacińskich 
Chrystyana Ischyriusa (Homulus) i Macropediusa (Hecasłus), obiegł całą Eu- 
ropę zachodnią, ale najprawdopodobniej zawdzięcza ten pomysł „Kupcowi" 
Reja, skąd wziął nadto inne jeszcze szczegóły. Niemoc np., która przychodzi 
męczyć ojca, a która nazywa siebie „posłem od paniej swej śmierci", przypo- 
mina bardzo mocno posła Rejowego, który dziwi się, że ludzie tak mało o go- 
dzinie śmierci pamiętają: 

Miły, wszeclimogący Panie, 

Dziwne to jest sidło na nie, 
Iż o to ludzie nie dbają, 

Nic się śmierci nie lękają,. 

Dziwi się temu i Niemoc Bielskiego: 

Dziwny sposób w ludzliiem przyrodzeniu. 

Iż nie mają mnie na swem baczeniu, 
Wiedząc, że ja po kolędzie chodzę, 

Mięso strawię i kości ogłodzę. 

Przychodzi poseł do księcia i wita go: „Pomaga Bóg, miłe książę, posła- 
nym k tobie na ciążę„.. już tu natychmiast drgniesz nogą, umrzeć musisz po 
godzinie"; przychodzi do biskupa, tak ,, bezpiecznie", że się ten ani spostrzegł, 
i mówi: 



— 185 — 

Zdarz Bóg, miłościwy księże! 

Wiem, że cię pokład doIęże. 
Kiedyć powiem złą nowinę; 

Gotuj ryclilej tę ł3'sinę, 
Abyś z nią stanął przed Bogiem, 

A tu już wnet trzaśniesz rogiem... 
A już ci teraz składam czas, 

A odwlec go — rady nie masz. 

Równie cicho i niepostrzeżenie, wkrada się Niemoc do ojca, wita go w imię 
Boga i zapowiada, że już przyszedł czas: 

....widzę jednego z swej roty, 

Pomieszkam z nim jeszcze do sobot3\ 
Pomóż Pan Bóg, śmiertelny człowiecze! 

Chcę z tobą być, już się nie odwlecze. 
Przetom cię tak cicho nawiedziła, 

By eh się milczkiem w twe członki wpoiła. 

A potem przechwala się Niemoc, że człowieka zdrowia pozbawia, i opi- 
suje drastycznie przypadłości choroby: 

Kiedy się już przyrodzenie zmieni. 

Oczy wpadną, a język się pieni, 
Kości, żyły wystąpią z swej miary. 

Krew zczyrnieje, amocz będzie krwawy. 
Oddech trudny, jedzą nie smakuje: 

Wtenczas każdy mnie bardzo folguje. 

Tę samą rolę odgrywa i poseł w ,, Kupcu'': kiedy przyszedł do biskupa, 
ten narzeka, że ,, wszytko mi się coś zieleni, serce drży, żyły martwieją, wszyt- 
ki członki już truchleją"; Kupcowi „oczy błoną zaszły, serce drży, głowa się 
chwieje,.., już prawie zmarły żyły". 

Sprzeczka Pokusy z Aniołem o duszę chorego ojca żywo przypomina 
kłótnię Czarta z Chrystusem o duszę umierającego Kupca, a jak Czart przy- 
nosi z sobą rejestr, na którym spisał całe „łotrostwo'' Kupca, tak i Pokusa 
,, ukaże kartę": 

Wejrzy, oto grzechy twoje: 
Spisały je ręce moje. 
Dał mi Bóg w moc ty urzędy — 
Pisać ludzkie złości, błędy 
I równą miarą oddawać. 

Którzy do nas chcą przystawać; 
Jeszcze się nie wszech spisało. 
Bo pargaminu nie stało. 

Są też w ,,Komedyi" Bielskiego reminiscencye z , .Józefa" Reja, — choć- 
by zaraz na początku: kiedy czytamy, jak ojciec dziękuje Panu Bogu, że go 
starością ozdobić raczył, 

Iż mię z chucią do siebie dziś raczyła przyjąć 

A mię z wielkich na świecie btędliwych dróg wyjąć: 

to przychodzi na pamięć stary Jakub, dziękujący Bogu, że „mnie dziś raczysz 
chować w mej starości,.... wywodząc mię wielekroć z rozlicznych trudności". 
A jak Rachel ,, dziękuje, przypominając też i dziatki swoje": 



— 186 — 

I jaóbych też tak mogła rzec: 

Dziwnie mię ten Pan raczy strzedz, 
A z kłopotów rozmaitych 

Dosyć radości obfitych: 
Kiedy patrzę na swe dziatki, 

Ony stoją, jako kwiatki: 

tak i ojciec z ,,Komeclyi" nadewszystko o swych dzieciach myśli i błogosła- 
wi je: 

Już was Bogu poruczam, moje miłe dziatki, 

Rośćcie ku ozdobieniu, jako polne kwiatki. 

W sprawie trzeciej Wdowa, kusząca pannę Konstancyę, aby, póki młoda, 
zażywała świata i wolności, przypomina Achizę, namawiająca Zefirę: 

Pókiś młoda, świata zażyw, * 

A za dyabła młodość stoi. 
Kto się swego cienia boi. 

Lecz nie tylko w pomysłach, ale i w wyrażem*ach, zwrotach, fymach na- 
wet, zadłużył się Bielski u Reja, w takich np. dwuwierszach, jak: „Takież ku- 
na albo liszka, ta pani, ich towarzyszka", albo: ,,A tyżeś to wyleciała, próż- 
nych ta słów nabajała", tak żywo przypominających dwuwiersze , .Krótkiej 
rozprawy": ,, Sarna, zając, soból, liszka i kuna, jej towarzyszka" i ,,A wójtże 
się to jął gdakać, czemżeby tę gębę zatkać". Pod wpływem Reja powstały 
może również takie wiersze, jak ,,Zowią cię z łaciny mundus, anoby lepiej 
immundus^^j ,,Tak się rad zachowuje sors, wnet po desperacyej mors", i t. d. 
I poezyą średniowieczną nie pogardził Bielski. Pokusa przechwala się, 
że dręczy wszystkich grzesznych ludzi, nie bacząc ani na ich stan, ani na 
zajęcie: 

Z hipokrytów biorę ciała, 

By dusza łagodność miała. 
To mój urząd — doźrzeć pychy, 

O porcyą zwadzić mnichy. 
To jest wielka ma uciecha. 

Gdy plebana urwie klecha, 
Mniszy zasię gardyana, 

Kmiecie w karczmie swego pana, 
Ch łop gdy się otiesi w lesie, 

Baba gdy dziewkę uniesie; 
I owić też w naszej szkole, 

Co jeżdżą w święta na pole 
Ze psy na zając, na ptaki: 

Popiątnujem nieboraki. 
Takież oszczyrce, bezżeńcy — 

Wszytko to naszy młodzieńcy, 
Pijanice, kosterowie, 

Mężobójce i łotrowie — 
Ci są wszyscy w naszej rocie, 

Bo nie chcieli być w robocie.... 
Tylko źli z martw3'ch nie wstaną. 

Gdy którego zakopają; 
A dobry, który w grób wnidzie. 

Odnowi się, gdy czas przydzie. 

Tak samo chwali się śmierć swą potęgą w dyalogu średniowiecznym 
o Polikarpie; te same pomysły, ten sam wiersz ośmiozgłoskowy, ten sam 
rytm: 



- 187 — 

Toć jest mojej mo^jy /.iiainię: 

Morzę wszytko lud/kie plemię... 
Zbawię żiywota każdego, 

Lubo stary, lubo młody..,. 
Duchowuego i świeckiego. 

Zbawię ż^^wota każdego.... 
Kauonicy i proboszcze 

Będą w mojej szkole jeszcze, 
1 plebani z miąższi^ ^zyją, 

Iżto barzo piwo piją.... 
Mam moc nad ludźmi dobrymi, 

Ale więcej nade złymi.... 
Bo dobremu mało płaci. 

Acz [ci] umrze, nic nie straci: 
Pozbędzie świeckiej żałości, 

Pójdzie w niebieskie radości. 

Pokusie na imię Farel, — znana to postać ówczesnej demonologii; jestto 
ten sam Farel, którego później, w „Postępku prawa czartowskiego", znaj- 
dziemy w rozdziale o „pokusach, przeszkadzających ludziom": „wkradł się 
między ludzi tak chytro, jako jaskółka, od ptaków odłączywszy się, w do- 
miech ludzkich się leże, także i on czyni". A nie tę jedną postać „Komedyi" 
zawdzięcza Bielski rodzimej demonologii. Los (Sors)^ który kusi Justyna 
kostkami, i Bachus, który go do pijaństwa namawia, dostali się do ,,Ko- 
medyi" może nie tylko pod wpływem znanego zapewne Bielskiemu dyalogu 
satyrycznego Filipa Beroalda^), i te bowiem postaci zaliczała demonologia do 
czartów: Los to ów Kozyra albo Bierka, który „przygląda graczów, kostarzów 
i wszytki, którzy się losy parają, przywodząc je na to, aby w rozpacz wpadli, 
zwłaszcza, kiedy przegra, aby się obiesił, aby łajał, klął się, czarta brał na 
pomoc, zabił, towarzysza złupił, skradł, nie robił i ku wszem złym rzeczam 
przywodził"; Bachusa zaś ,, wysadził Lucyper na przodek z swoją rotą, ro- 
zumiejąc o naszych krześcijanach, iż są poddani jemu, jako temu, który trun- 
ki ludzkimi szafuje, to jest wszystkie opilie na świecie sprawuje". Postawa, 
który namawia ,,Justka", aby był postawny, światu okazały, ,,czyrstwo po- 
chodź a patrzaj wysoko,.... niechaj czapki w potkaniu na głowie, .... dzierż 
się zawsze miejsca wysokiego", — przypomina Kofla z hordy Bachusowej, 
który kusi człowieka: ,,odmi gębę, nastrój wąs, krokiem chodź, bądź srogi, 
każ sobie pełnić; nie chceli, zalej mu oczy, aby była sławna biesiada twoja; 
nigdy nie ujeżdżaj cicho"; w bliższem jeszcze pokrewieństwie jest pan Postawa 
z czartem pysznym, Strojnatem, ,, który stroi pyszne ludzi, przyglądając py- 
chy, pompy, postawy, wkradszy się w afekty ludzkie, tak w ubierze, w cho- 
dzie, jako w potrawach" ^). 

Nie brak wreszcie w „Komedyi" szczegółów, wziętych wprost z życia: 
są rysy obyczajowe, satyrą zwykle zabarwione. 

Może za przykładem „Kupca" Reja wprowadził Bielski do swego utworu 
doktorów-łgarzów (tylko że w ,, Kupcu" doktorzy sami mówią i biorą udział 
w akcyi, a w ,, Komedyi" słyszymy tylko o nich od Niemocy), ale ich praktyki 
opisał samodzielnie i z drastyczniejszymi jeszcze szczegółami: 
Jedni radzą posłać po doktora. 

Bo nie strawił kęsa, co jadł wczora... 
Doktór powie: „Prędki puls u ręki, 



— 188 — 

„Mdłość nań idzie". Z kartką do apteki: 
To aptekarz da ho f xiii świeżego, 

Zmówiwszy się, łgarze, na chorego. 
To się k niemu wszyscy wyścigają, 

Co ma trochę, na nim wymatają. 
Baba z wanną, aptekarz z klisterą. 

To go poją śmiertelną sycerą; 
Doktór po nich z urynałem bieży; 

Chory omdlał, za martwe już leży. 
Chce być zdrowia jego uczesnikiem, 

Trze pietruszką, napawa jęczmykiem, 
Swojej rzeczy wszytko dobrze tuszy, 

Aż go moja pani śmierć zagłuszy. 
Rzecze doktór: „Nie moją przyczyną. 

„Nie chciał słuchać: umarł swoją winą". 

Własne zapewne wspomnienia o dworze Piotra Kmity dostarczyły 
Bielskiemu rysów do skreślenia krótkiego, ale wcale udatnego obrazka dwo- 
rów wielkopańskich, na których ,, jeden o drugim szyje; kto kogo nachyli, 
myje;.... ukłoni-ć się i pozdrowi, wilczą pokorą ułowi, czapkę tylko z głowy 
wzniesie, a serce będzie gdzieś w lesie; strzeż się w mowie, strzeż się w tańcu, 
postawią cię w pierwszym szańcu". 

A oto obrazek życia klasztornego: 

I krotofile bywają, 

Gdy się panny rozigrają, 
Dziewczęta primę śpiewają, 

A panny stół przyprawiają. 
Jedna drugiej na cześć prosi, 

Rodzina strawy nanosi, 
Odśpiewają msze, kolędy, 

To ich będzie dosyć wszędy. 
Zjąwszy swoje wela z głowy. 

Pójdą w skoki i pi-zez stoły... 
Potem uczynią waletę, 

Rozejdą się na kompletę. 

Z innych rysów obyczajowych zasługuje na uwagę krótka wzmianka 
o pannach, lejących wosk na wodę: 

Nalejcie wosku na wodę, 

Ujrzycie swoje prz3^godę. 
Słychałam od swej macierze. 

Gdy która mówi pacierze, 
W wigilią Andrzeja świętego 

Ujrzy oblubieńca swego. 

Jest także w „Komedyi'* obrazek z życia małżeńskiego, świadczący, że 
już za czasów Bielskiego byli mężowie, którzy obchodzili się z małżonkami 
swemi tak, jak gdyby już mogli czytać i wypełaiac „Dziesięcioro przykaza- 
nie mężowo" Paprockiego: kiedy się mąż rozfuryuje. 

Próżno uciekać, — ugoni, 

Pogoniwszy, włosy łomi; 
To cliowaj głowę w przyłbicy. 

Szukaj gospód po ulicy 
Albo uciekaj zarazem, 



— 189 — 

By nie obłożył żelazem, 
Zwłaszcza, kiedy chłop opiły. 

Śmierdzący, jalio pies zgniły. 
Przypadszy, szulca przyczyny, 

Utłucze cię przez twej winy; 
Potem będzie chciał trefnować, 

bmieszki swymi prześladować. 

A tak zewsząd, z literatury i z życia, chwytał i zbierał Bielski szczegóły 
i pomysły do swojej „Komedyi", korzystał z rzeczy czytanych i rzeczy wi- 
dzianych — choses lucs i choses vues (jak nazywał pierwiastki twórczości li- 
terackiej Wiktor Hugo) — podobny do owej ulubionej przez literaturę XVI 
wieku pszczółki, która, jak mówi Rej, „napirwej sobie ulepi nadobny pla- 
strzyk z wosku, potem się rozleci po rozlicznych ziołach,... a nazbierawszy 
miodu, do onego plastrzyka nanosi, a nanosiwszy, potem nadobnie powierz- 
chu zalepi". Ale cóż jest w „Komedyi'' owym plastrzykiem? Może własne 
życie autora, — rzecz, już nie czytana i nie widziana, lecz przeżyta, chose 
Ąnoiwće: może Bielski sam ciężką przebywał chorobę, która go o mało życia 
nie pozbawiła, i przed spodziewaną śmiercią błogosławił własnym dzieciom 
na drogę życia, pragnąc, aby córka, której nie tylko w ,, Komedyi", ale 
i w rzeczywistości było na imię Konstancya, nie sprzeniewierzyła się imie- 
niu: Stałość, a syn Joachim aby nie tylko w ,, Komedy i", ale i w życiu był 
Justynem^ to jest sprawiedliwym. Taka jest może psychologiczna geneza 
„Komedyi", pierwszy jej pomysł, do którego wykonania zbierał Bielski miód 
„po rozlicznych ziołach". Kochał on swoje dzieci, wychowywał je sta- 
rannie i marzył w starości o tem, aby to wychowanie wydało plon: odzwier- 
ciedleniem tych marzeń rodzicielskich i uczuć serdecznych starca, któremu 
się zdawało, że już nad grobem stoi, jest właśnie „Komedya". Bo cóż jest 
jej myślą przewodnią? To, że dobre wychowanie wydaje plon: utwór swój, 
jak to zaznaczył zaraz w tytule, napisał Bielski „wa przyJcład wszem, którzy 
swe dziatki roztropnie chować żądają^''. A prolog tę samą myśl wypowiada: 

Próżne są świeckie rozkoszy, 

Bo je prędko śmierć rozproszy, 
Wszakże dobre wychowanie, 

Za wielką rzecz człeku stanie'. 

Jeżeli Justyn i Konstancya zwycięsko oparli się pokusom, to głównie 
dla tego, że siłę do ich zwalczenia dało im dobre wychowanie, — owe rady 
ojcowskie, o których nie zapomnieli oboje. Justyn, kiedy go Świat kusi do 
próżniactwa, odpowiada mu: 

Teżem słijchał od ojca miłego, 

Bych nie trawił marnie czasu swego. 

Kiedy go zaś Młodość do swawoli, a Karność do posłuszeństwa nama- 
wia, mówi: 

1'omnię dobrze ojca swego radę: 

Wolę karność, niżli z nią mieć zwadę. 

Podobnież Konstancya nie zapomniała o tem, że ją 

ociec dobry upo)!/ inał, .... 

Bijch naukę jego pamiętała, 
A pokusom stale odpierała. 



— 190 — 

I ten właśnie pomysł jest do pewnego stopnia węzłem logicznym, łączą- 
cym akt pierwszy z drugim i trzecim: w pierwszym ojciec uczy swe dzieci, 
jak mają ,,za pasy z światem chodzić", a drugim i trzecim syn i córka chodzą 
z nim za pasy i odnoszą zwycięstwo. , 

Te zaś rady ojcowskie inne są dla syna, a inne dla córki. W syna wpa- 
jał ojciec ,, nauki dobre" i cnotę, w wychowaniu córki nie było mowy o nau- 
kach, — tylko o cnocie. Synowi udziela ojciec o wiele więcej rad, aniżeli 
córce: bądź umiarkowany w biesiadach; unikaj złego towarzystwa, bo ,,wnet 
się smołą umażesz"; zbądź się pychy i wyniosłości: ,,co o sobie rozumiesz, to 
o drugich mnimaj'': nie wierz zmiennemu szczęściu, tylko Bogu; ,, jeśli cię też 
rzewniwość do gniewu przywiedzie, ściskaj zęby, taj w sobie"; ,,nie miej 
nad się mężniejszych żony ani sługi"; ,,nie czyń kosztu większego, niż docho- 
dy znoszą": nie śmiej się z cudzego kalectwa ani nieszczęścia; ,,nie czyń po- 
stawy twarzą więcej, niż rozumem"; ,,nie zamj^kaj na piersiach, co usta po- 
wiedzą"; 

Miej wstrzymanie, cirpliwość, bądź chędogi, mierny, 

Sfcaly. mężny w swych sprawach, opatrzny i mierny. 
Na który stan wezwaneś. miej to na baczności. 

Byś nie wykroczył z miary dla nieopatrzności. 
Nie czyń kunsztów z przyjaciół, nie przywodź ku grzechu, 

Oko, sława i wiara nie chcą cirpieć śmiechu.... 
Nie bądź chciwy imienia i rozkazowania, 

Bo państwa potrzebują liczby z włodowania. 

Nic z tego wszj^stkiego nie znaleźć w radach, których ojciec udziela 

Konstancyi: 

Miej uszy pogotowiu kluczem otworzone, 

Ale usta w mówieniu kłóteczką zamknione. 
Miej zwierciadło przed sobą z Pasyą w swej ręce. 

Rozmyślaj dary boskie i o Pańskiej męce 

Pracuj na końskich nogach, chroń się próżnowania, 

Zbytnim kosztem ubiorów, twarzy malowania. 

A wszystkie te upomnienia streszczają się w jednem, głównem: pamiętaj 
o tern, „byś umiała odeprzeć pokusam na świecie", 

Przypasz pod się odzienie straszliwego węża, 

By tam iny nie ruszał, prócz własnego męża; '^) 

to jest wiedz, że Pan Bóg po to cię tylko stworzył, byś pracowała, rodziła 
i była koroną mężowi; stanowisko to średniowieczne, zupełnie to samo, na któ- 
rem stoi np. autor ,,Nauk duchownych dla Odrowążówny" albo autor fałszy- 
wie przypisywanej Seklucyanowi ,,Oeconomii": ,, Po winna też wszelka żona 
albo matka czeladna wszytki niepotrzebne sprawy, a które na nię nie zależą, 
precz puszczać, a swych spraw domowych potrzebnych pilna być, a to, co mąż 
zarobi albo przysporzy, pilnie zachować i pożytecznie sprawować;... nadto 
jeszcze ma żona przeciw swemu mężowi nie tylko poddana a posłuszna być, 
ale też we wszem obyczajna,... zawżdy na baczności mając, że jej nie ma być 
żaden piękniejszy, wdzięczniejszy, mędrszy, ani milszy nad jej męża, chociaż- 
by ten był szkaradny, ułomny albo ubogi, ponieważ jej takiego Pan Bóg 
dai i jemu też takową obiecać i zjednać raczył" ^^). 

Zgodnie z takimi poglądami na wychowanie i cele życia syna a córki,] 
kreśli Bielski inaczej psychomachię Justyna, a inaczej Konstancyi; Justyna 



— 191 — 

kuszą różnorodne pokusy szerszego życia, towarzyskiego i społecznego, Kon- 
stancyę —jedynie ,,niiło służebnice", w domu rodzicielskim zainicszkide; Ju- 
styna kusi nie Wolność, tylko Świat, Koustancytj -nie Świat, tylko Wolność, — 
wszystko jedno, pod jakiem imieniem: Wdowy, czy starej pani; czy wstąpi do 
klasztoru, czy stanie na ślubnym kobiercu, nie wolno jej wolności zażyć: i tu 
i tam panią będzie jej Posłuszność. 

Jednem słowem, i w „Komedyi", jak w poprzednich swoich pismach, 
ukazuje się nam Bielski, jako człowiek średniowieczny, a od zupełnej średnio- 
wieczczyzny ratuje ,,Komedyę'' jedynie wycieczka satyryczna przeciwko klasz- 
torom i ślubom czystości zakonnej, które zdaniem wszystkich wogóle zwolen- 
ników reformacyi, są jawnem pogwałceniem prawa bożego: „Mnóżcie się". ^-) 



IV. 

Złożona z rozmaitych szczegółów i pomysłów, wśród których, jak wi- 
dzieliśmy, niebrak zapożyczonych z literatury obcej i ojczystej, jest jednak 
„Komedya", jako całość, utworem oryginahiym. Czy posiada jakąkolwiek 
wartość artystyczną, czy umiał Bielski, ,, nazbiera wszy miodu'' do plastrzyka, 
„nadobnie'-'' go ,, zalepić"? 

Niemal zupełny brak i monotonność akcyi oraz bardzo słaba naogół 
charakterystyka postaci — oto dwie główne wady ,,Komedyi" ze stanowiska 
artystycznego. 

Pod względem akcyi przewyższa ,,Komedyę" nawet licha elukubracya 
Schoppera, w której jest przynajmniej trochę ruchu na scenie: ludzie biją się, 
tańczą, śpiewają. Utwór Bielskiego nawet takiego ruchu nie posiada; postaci 
wchodzą na scenę, powiedzą to, do czego je najęto, czasem jedna drugą ,, kijem 
pokusi", i wychodzą. Że się ojciec nie rusza, to trudno: jest stary i śmiertelnie 
chory, ale Justyn jest, chwała Bogu, młody i zdrów, a stoi w miejscu, jak słup, 
i, co najwyżej, ,,tak się jedno obraca, by cielę u kołka" (jak mawiał Rej). Pan- 
na Konstancya nawet cielęcia nie przypomina. W ,, dramatach" Reja ruch, 
bądź co bądź, jest: ,,Zefira już gwałtu woła", ,,Achiza na ratunek przybiegła", 
Potyfar się lękł", ,,Pani docierana Józefa"; ,, Kupiec się porwał, usłyszawszy", 
„doktorowie pulsu macają", ,, Sumienie się śmieje", ,, Kupiec narzeka, iż barzo 
kicha": w ,,Komedyi" nawet i tego niema; sztuka jest monotonna i nudna. 
Jedna tylko scena, kłótnia Postawy z Pokorą, ma odrobinę życia, jest w niej 
bowiem przynajmniej coś nakształt żywszego dyalogu, — ale po za tern mar- 
twota zaległa „Komedyę", dyalogu, prawdę powiedziawszy, niema, są tylko 
długie i rozwlekłe monologi, będące najczęściej kazaniami. 

O wygląd zewnętrzny swoich postaci nie troszczył się Bielski zupełnie, 
pomimo że Prudencyusz i autorowie moralitetów europejskich usiłowali zwykle 
nadawać nawet postaciom allegorycznym cechy żywych ludzi; dowiadujemy 
się tylko, że Anioł trzyma kij w ręku. Karność — miotełkę, że Bachus ma 
duży brzuch i ,, zatrąca szpetnym kwasem", że Wenera ma jasne oblicze i jest 
„piękniejsza nad kwiat": to już wszystko! Po za tem charakteryzują się po- 
staci w tem co mówią, ale ta charakterystyka jest blada. 



— 192 - 

Postaci dobre, zwłaszcza ., afekty duszy", nie mają nie tylko ciała, ale 
i duszy, nie umieją ani zachwalić cnoty, ani zohydzić występku, zanudzają 
tylko biednego Justyna rozwlekłemi moralizaeyami, przykładami z Pisma 
świętego i z historyi starożytnej, i trzóba być tak naiwnym, jak Justyn, i tak 
dziwnie cierpliwym, jak on, aby słuchać grzecznie tych kazań i stosować się 
do tych rad. Jedna tylko Mierność zdobywa się na plastyczne zohydzenie 
występku: 

Pomni na mię, synu miły. 

Aby cię nie uwodziły 
Słowa ludzi grubych, z brzucłiy, 

Co im na twarz lecą muchy. . . . 
Bo takie u nich ćwiczenie, — 

Lać w się i nad przyrodzenie. 
Gęba woła: jeszcze nalej. 

Brzuch się nie chce ciągnąć dalej, 
A żołądek mówi: jużci! 

Na ostatek szj^ja puści. 
Odprawiwszę onę forę, 

Będzie śmierdział i przez skórę. 
To gorzałka smród zatyka, 

Ano się barziej wymyka. 
Leży cały dzień w barłogu, 

Ni do ludzi, ni ku Bogu; 
Doczekawszy zasię nocy, 

To dobywa gardłem mocy; 
Stracił wczorajsze pamięci, 

Bo się mu chmiel we łbie kręci. 

Z innych postaci dobrych jeszcze Anioł, pocieszający ojca i broniący 
go przed Pokusą, nie jest pozbawionj^ pewnej plastyki; wcale wdzięcznym 
zwłaszcza w swej naiwności pomysłem jest sposób, w jaki Anioł chciał po- 
módz ojcu: oto ukradł Pokusie kałamarz, aby nie mogła spisać wszystkich 
grzechów. 

Charakterystyka postaci złych jest, jak to zwykle bywa, o wiele lepsza. 
Niemoc np. i Pokusa mają bez porównania więcej życia, aniżeli zanudzająca 
chorego ojca Starość i Mądrość, nie mówiąc już o tem, że Wdowa, Stara pani, 
Panna służebna, jako żywi ludzie, nie uosobienia pojęć oderwanych, mają 
więcej krwi i ciała od Starości, Posłuszności, Wierności, zanudzających Kon- 
stancyę. A i ,, afekty ciała", kuszące Justyna do złego, sprawiają się lepiej od 
„afektów duszy". Wprawdzie Świat, Młodość, Pomsta, Krotofila to blade 
cienie, niezdolne nikogo skusić; a i Wenera, mimo swego ,, jasnego oblicza" 
jest straszliwie niezgrabna, nie zdobywa się nawet na takie pokusy, jakiemi 
w roku 1522 na zamku Zygmunta Starego Wenera wabiła Parysa, ,,królowica 
trojańskiego", obiecując mu „piszczki, skrzypki, wesołe gęńce, niewieście śmie- 
szki", a wreszcie ,,żonę, panią czarnobrwią, której Helena rzekają" ^), Wenera 
,,Komedyi" poprzestaje na obiecywaniu Justynowi „potraw rozkosznych, ko- 
rzennych i przasnych"; o ,, niewieścich śmieszkach" ani słowa nie wspomina. 

Bachus za to udał się Bielskiemu wcale nieźle; on jeden zdobył się na 
dobry koncept: aby skusić Justyna, udaje człowieka poczciwego, a nawet 
wielce pobożnego: 



— 193 — 

Jam jest człowiek sprawiedliwy, 

Towarzyski, nieswarliwy .... 
Nie myślQ wyrządzić złości, 

Jedno piję do sytości. 
A skoro żak dzwona wzbierze, 

Pójdę trocłię na pacierze. 
Potem pójdę do obiada, 

Gdzie towarzyska biesiada. 
Z karczmarzem się pobracimy, 

Na wszytkiem go opatrzymy, 
Bośmy tacy ludzie dobrzy: 

Już ty nas, karczmarzu, odrzy. 
Przedsię mu to odpuścimy. 

Bo w pacierzu tak mówimy: 
Odpuszczamy winowajcom, 

Bądź statecznym, bądź zufalcom, 
Aby też nam odpuścili, 

Gd3'byśmy się zadłużyli 

Lichwy żadnej nie bierzemy, 

A wżdy pijem, dobrze jemy. 

Głównym środkiem, Jakim się Bielski posługuje dla nadania swoim 
postaciom życia, to styl, nadto może rubaszny, ale z pewnością z życia po- 
chwycony. Oto np., jaką odprawę daje Postawa Pokorze: 

Owam przyszedł na babie ćwiczenie, 

Wykładasz mi z pokory zbawienie, — 
Ano lepiej by z dziewką cłiodziła, 

Rychlej bywa się z sobą zmówiła. 
Każesz ty mnie równo z chłopem chodzić, 

A on mi będzie, jako pies, smrodzić: 
Albo takież z grubym rzemieślnikiem, 

A on mata, przetoż pachnie ł3'kiem: 
Albo z księżą markotać nieszpory, 

I tak mam łeb z ich wołania chory. 

Jakby się słyszało szlachcica-rubachę, wychodzącego z kościoła — po 
kazaniu, na którem ksiądz grzmiał na temat, żeśmy wszyscy z jednej gliny 
ulepieni! I ciekawą jest rzeczą, że ze wszystkich pokus w „Koniedyi" Posta- 
wa — „szara pycha" szlachecka — jest najuporczy wszą. 

Nie przebierają w wyrażeniach i „afekty duszy", np. Mierność, w roz- 
mowie z Bachusem: 

Co ja to słyszę, nędzniku, 

Epikurów urzędniku. 

Co jedno służysz brzuchowi 

Gorszyś jeszcze, niż dobytek, 
Boś utonął w drożdżach wszytek. 

Kochasz się w trunku, w urodzie. 
Prawie twe miejsce w wychodzić. 

Bo zatrącasz szpetnym kwasem, 
Spada-ć się brzucłi przed swym czasem, 

.Na taczkacli ji wozić musisz, 
Bo ji na ziemię upuścisz. 

Nawet Anioł wymyśla Pokusie od duszników i zwodników; Świat nazy- 
wa Justyna bydlęciem, Wenera — wiła i t. d. 



— 194 — 

Wogóle ,,Komedya" jest dowodem, że Bielski, który, jako prozaik, był 
jednym z poprzedników Reja, jako poeta, był jednym z jego uczniów i za jego 
to prawdopodobnie przykładem posługuje się w ,,Komedyi" różnolitym wier- 
szem. Ojciec np., Starość, Mądrość, jako ludzie starzy i poważni, przemawia- 
ją wierszem dłuższym, trzynastozgłoskowym; Justyn i Konstancy a, jako młod- 
si, żywsi, — krótszym, dziesięciozgłoskowym, w rozmowie z poważnym Czasem 
płocha Krotofila mówi wierszem ośmiozgłoskowym, Czas odpowiada jej — 
dziesięciozgłoskowym i t. d. Otóż ta różnolitość wiersza to drugi, zupełnie, 
jak się zdaje, świadomy środek artystyczny do indywidualizowania postaci, 
ale zastosowany nie zawsze konsekwentnie; Młodości np. przystawałby 
raczej wiersz ośmiozgłoskowy, aniżeli trzynastozgłoskowy. Zresztą, środek 
to czysto zewnętrzny: najistotniejszym, bo zgodnym z prawdą psycho- 
logiczną, środkiem artystycznym do uwydatnienia temperamentu i chwilo- 
wych stanów uczuciowych mówiącej osoby jest nie ilość zgłosek w wierszu, 
ale rytm, jako wyraz fluktuacyi uczuć; otóż w ,,Komedyi" jest różnolitość 
wiersza, ale świadomego cieniowania rytmu niema ani śladu. 

Co jeszcze przy rozbiorze artystycznych czynników ,,Komedyi" zazna- 
czyć trzeba, to wyraźną dążność autora do pewnego wycieniowania walki 
wewnętrznej Justyna, mianowicie jego wahań pomiędzy złem a dobrem, wa- 
hań, których ojciec ani Konstancya nie doświadczają, ojciec bowiem złe afe- 
kty już dawno był w sobie poskromił, a Konstancya to przecie kobieta, nad 
której duszą, według pojęć średniowiecznych, nie warto się zastanawiać; dla 
tego to rola Konstancyi w ,,Komedyi" jest najzupełniej bierna: kuszą ją Wdo- 
wa, Stara pani. Panna służebna, a ona ani słówka nie piśnie. Justyn tym- 
czasem raz w raz, ilekroć przyjdzie na scenę jaka nowa postać i przemówi do 
niego, wypowiada w kilku słowach, co się w jego duszy dzieje. 

Z początku, mając jeszcze świeżo w pamięci rady ojcowskie, czuje się 

mocnym wobec pokus i, kiedy go Świat ku sobie wabi, daje mu odrazu 

odprawę: 

Nie do końca-ć. Świecie, będę wierzył.... 

Nie chcę wsiadać do twojej łodzice! 

Później, kiedy przychodzi Młodość, Justyn, widocznie już własnym si- 
łom nie ufając, szuka pomocy u Karności, a niebawem zaczyna się wahać: 

Ach, ach! Panie, co mam dalej czynić? 

Trudno człeku z błędliwych dróg wynić, 
Słyszałem tu osoby rozmawiać: 

Nie wiem, do kogo mam przystawać. 

Przypomniawszy sobie rady ojca, zwycięża pokusę, ale, kiedy przychodzi We- 
nera, boi się, czy ją pokona, skoro woli przed jej ,, słowy uciec precz skokiem". 
Gdy zaczyna mówić Bachus, a potem Sors, Justyn słucha ich z radością (,,rad 
cię słyszę, mężu urodliwy", ,,rad to widzę, towarzyszu miły"), i trzeba było 
dopiero wymowy ,,przystawów", Mierności i Sprawiedliwości, aby go na dro- 
dze cnoty utrzymać. 

Postawie odpowiada zrazu: 

Nic mię słowa twoje nie ruszają, 

Bowiem w sobie trwałości nie mają; 



— 195 — 

ale potem zaczyna jej ulegać widocznie, skoro Pokora woła: 

Młodzieńcze, postój małol Będę prosić Boga, 

By-ć była okazana do cnót lepsza droga... 

Już ja muszę dla niego sama pokutować. 

Gdym go swoją namową nie mogła zołdować. 

Jakoż Justyn czuje się już wyczerpanym walką wewnętrzną, tak dalece, że 
wypowiada myśl pesymistyczną: 

Lepiej się snadź nigdy nie rodzić, 

Gdy tak nam świat nio może ugodzić; 

ale trzyma się dzielnie do końca przy pomocy Cierpliwości i Czasu. 

Zapewne, cała ta psychomachia Justyna, AYSzj^stkie te jego wahania po- 
między złem a dobrem przedstawione są w sposób nieudolny, naiwny, nie 
mniej przeto nie dopatrzeć się ich niepodobna. I wogóle można odmówić ,,Ko- 
medyi" istotnej wartości artystycznej, ale każdy, kto się bez uprzedzeń wczy- 
ta w ten utwór, musi się zgodzić na to, że są w nim pewne usiłowania autora 
w tej mierze, są pewne ślady świadomej roboty artystycznej, których lekcewa- 
żyć nie wolno. 



Lecz jest w ,,Komedyi'', a raczej przed ,,Komedyą", coś, co posiada na- 
prawdę istotną wartość artystyczną: to ów dyalog mistrza z książkami, który, 
mimo wszystko — mimo różnicę dwu wieków i dwu autorów, z których je- 
den jest tylko wierszopisem, a drugi wielkim, genialnym, natchnionym poetą — 
przypomina, w zasadniczym pomyśle, nie w wykonaniu,.... ,, Pierwiosnek" Mi- 
ckiewicza: i tu i tam poeta rozmawia z dzieckiem swego ducha, tylko że pier- 
wiosnkowi pilno główkę wychylić na świat boży, że poeta boi się o swój 
kwiatek, którego nie zdobią ,,ni to kolory jutrzenki, ni zawoje tulipana", że 
kwiatek musi dodawać poecie odwagi; w rozmowie mistrza z książkami — 

wszystko inaczej: 

Idźcie na świat, moje książki, 

Przedajcie się za pieniążki! 
Próżno tu kogo winować. 

Musicie w świat pielgrzymować. 
Idźcie, idźcie w cudze kraje, 

Bo nam wiela nie dostaje.... 
Nic doma nie wyleżycie. 

Nie dajcie się czytać skrycie! 

Ale -książkom nie pilno z domu uciekać i wędrować ,,prześpiecznie między 
ludzkie plemię", bo nie całe plemię ludzkie jest dobre, są ludzi źli, którzy na- 
łają, skrzywdzą, obmówią. 

Bo to, miły mistrzu, wielkie rzeczy, 

Kto się na swój rozum uprześpieczy, 
A ma wszytkim uszom dosyć czynić: 

Trudno mam\' bez obmówki wynić. 

Lecz mistrz nie daje się tak łatwo wzruszyć: ,, sroka, gdy głodna, szczebiece, 
wszytki strachy precz odmiece...; wilk na miejscu nie utyje, choć wie, iż nań 



— 196 — 

czynią kije''; trudna rada, musicie się przygotować na „obmówki", bo, 
gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, zresztą, jeżeli będziecie ostrożne, ,, snadnie 
wam dudka ominąć'', więc już ,,W imię boże idźcie". 

Dobre książki już miękną: już ,,pójdziem wszędzie, gdzie rozkazać ra- 
czysz", tylko powiedz nam, ,,co dolega ciebie? zaż ty nie masz poczciwej ży- 
wności?" I oto mistrz zaczyna się zwierzać swym książkom: wydatków dużo, 
a niech tylko w domu pieniędzy zbraknie, zaraz żona zacznie mu głowę suszyć, 
że woli ,,nad księgami leżeć", niż pilnować gospodarstwa. 

Książki już zmiękły zupełnie, już o nic nie pytają, już idą w tej chwili. 

Lecz nie wiemy, gdzie iść pirwej mamy, 

Wstyd nas będzie za swe tanie kramy. 

Odpowiedź mistrza to jakby pierwsza w poezyi polskiej pieśń o ziemi 
naszej: oblecicie całą Polskę, — zaczniecie, rozumie się, od Krakowa, bo tam 
mój król miły mieszka, wstąpicie do Wieliczki, a potem pójdziecie na Ruś, 
,, zwłaszcza do ziemie przemyskiej", stamtąd do ziemi bełskiej i na Podole, 
a potem już Litwa niedaleko - ,,wieldzy tam rządzą panowie, dobrze baczni 
na rozmowie, radzi też pismo czytają, bo wielkie urzędy mają"; z Litwy pój- 
dziecie do Prus, z Prus na Mazowsze, z Mazowsza nakoniec wrócicie do mojej 
rodzinnej Wielkopolski, — w całej Polsce mam dobrych znajomych, wszędzie 
znajdziecie serca życzliwe! 

Skądże Bielski wpadł na myśl napisania rozmowy? Jej główny pomysł 
— wysyłanie książek w świat boży — przypomina trochę list Horacego ,,Do 
swej księgi", ale więcej jeszcze epigramat Marcyalisa: 

Z obczyzny pójdziesz, książko, dziś w mury stoliczne, 

Z nad wód złotego Taga, prostaczej Salony, 
Z krainy, gdzie mój ojciec, dziad, pradziad zrodzony; 

Lecz cię obcą nie nazwie nikt w licznym narodzie.... 
Idź śmiało, zdążaj w nowej świątyni podwoje, 

Gdzie rzesza pieryjska ma pewną ostoję. 
Lub może wolisz pierwej wstąpić na Suburę, 

Gdzie dwór mego konsula wznosi czoło w górę, 
Dwór Stelli wymownego w wawrzynowym stroju?.... 

Przez Stellę lud cię pozna, senat i rycerze. 
Sam się nieraz, wzruszony, do ciebie zabierze. ') 

Lecz wątpliwą jest rzeczą, czy Bielski Marcyalisa czytał; znał raczej 
,, Wiersz do książeczki, by sobie szukała opiekuna", współczesnego humanisty 
Pinicianusa i od niego to może przejął ów pomysł wędrówki z miejsca na 
miejsce oraz formę rozmowy autora z książkami. ^) 

Zresztą i w poezyi polskiej ,, składacze" już mawiali ,,ku swoim książkom'": 
rozmowa mistrza z książkami przypomina wiersz autora ,, Rozmów polskich, 
łacińskim językiem przeplatanych'*, Wita Korczewskiego, który, podobnie jak 
Bielski, przewiduje, że znajdą się niechętni jego książkom, ale to nie powinno 
ich zniechęcać do wędrówki po świecie: 

Jeśli wam człowiek uczony 

Da przyganę z której strony, 
Poddajcie się pod jego sąd.... 

Traficie-li na nieuka, 
A on na was srogo fuka. 



— li)7 - 

Za mało to sobie miejcie, 
Jego się słowam rozśmiejcie. 

Ainbicyę ma Korczewski l)ez porównania mniejszą, niż liielski: on nawet nie 

marzy o tern, by jego książka całą Polskę obiegła; jemu wystarcza — jedna 

j)arafia: 

Pójdziecie do libraryej, 

Do ksiąg, do swojej drużyny; 
Tam będzie gospoda wasza 

W kąciku, podle „Waiwasa".,.. 
Potem, gdy upatrzycie czas, 

Pójdziecie do wsi na kiermasz 
I staniecie przed kościołem. 

Bijąc plebanowi czołem.... 
Już potem dalej nie chodźcie. 

Do mnie się tern rychlej wróćcie. 

Ale z jakiegokolwiekbądź źródła zaczerpnął Bielski pomysł rozmowy 
z książkami, napełnił ją treścią własną. Bo i czemże jest cała rozmowa? Jest 
liryczną, tonem elegijnym zleklca zabarwioną autobiografią poety, pełną wła- 
snycli wspomnień i uczuć, własnycli trosk i myśli, i jest przez to pierwszym 
silniejszym wyrazem indywidualizmu w poezyi polskiej XVI wieku (poezya 
łacińska zdobyła się na indywidualizm wcześniej, że tylko przypomnimy elegie 
Janickiego). Wprawdzie, już na lat dziesięć przed ,, Komedy ą" poprzedził 
Seklucyan swój ,,Catechismus" (1547) ,,Do czytelnika upominaniem", w któ- 
rem z własnych wspom.nień młodości opisuje wierszem, „j^-ko w szkołach 
uczono dzieci": ale w opisie tym ani razu nie uderza serce, struna ind3'widu- 
alna dźwięczy nadzwyczaj słabo, słowem, opis to suchy, wszelkiego wdzięku 
pozbawiony, z poezyą nic wspólnego nie mający. Wiersz Bielskiego tymcza- 
sem posiada naprawdę wdzięk poezyi: ujmują nas w nim prostota wykonania 
i szczerość tonu i ta lękliwość biednych książek, którym niepilno z domu na 
świat szeroki wyruszyć, i wiara autora w życzliwe serca dawnych przyjaciół 
i zupełny brak tej fałszywiej skromności, która Horacemu kazała udawać oba- 
wę, że jego książki ,, pójdą na pjistwę rńólów próżni aczy eh"; ale nadewszyst- 
ko ujmuje nas ten ciepły, serdeczny, poufały stosunek pomiędzy autorem a je- 
go książkami: zaufanie, z jakiem się autor swym książkom z własn3'ch trosk 
i kłopotów zwierza, i uległość książek, gotow^ych narazić się nawet na ,,ob- 
mówki" ludzkie, byleby tylko ich pan miał „żywność poczciwą". Rej nigdy 
nic równie miłego nie stworzył; jeden to z naj wdzięczniej szych utworów na- 
szej dawnej poezyi, tem wdzięczniejszy, że zupełnie od pstrocin humanizmu 
wolny. 



Przy piski. 
I. 



') Przedmowa do Komedyi, wyd. prof. Wierzbowskiego w Bibliotece zapomnia- 
nych poetów i prozaików polskich, Warszawa 189G. 

■^) Te i inne jeszcze tym podobne cytaty z Pisma świętego przytacza Bielski, 
jako motto Komedyi. 



— 198 — 

^) Bruckner, Przyczynki do słownictwa polskiego (Rozprawy Wydz. filolog. 
XXXVni, str. 312 nn.). 

*) Tamże, 336 — 337. 

^) Przekhid ks. A. Kanteckiego, Poznań, 1888. 

'') Creizenach. Geschichte de.s neueren Dramas, I, 458 nn. — Raab, [Jeber vier 
allegorische Motive in der lateinischen und deutschen Litteratur des Mittelalters, Loe- 
beu, 1885, str. 25 nn. 

^) Oprócz Psychomachii Prudencyusza, nie pozostał może bez wpływu na rozwój 
moralitetów przypisywany świętemu Augustynowi traktat De conflictu vitiorum et vir- 
tutum liber unus, będący typową psychomachią; oto np. jak Siiperhui kusi człowieka: 
Multis, imo peue omnibus, melior es verbo, scientia, divitiis, lionoribus cunctisque, 
quae carnalibus vel spiritualibus suppetunt charismatibus; cunctos ergo despice, cunctis 
temet ipsum superiorem attende. Humilitas vero respondet: Memento, quia pulvis es, 
quia cinis es, quia putredo et vermis es, quia, etsi aliquid es, nisi tantum te humiles> 
quantum magnus es, perdes omnino quod es; numquid tu altior es, quam primus angelus? 
numqa)d tu splendidior in terra, quam Lucifer iu coelo? etc. (Augustini Opera, Antver- 
piae, 157G, IX, 440 sqq.) 

^) Por. E. Dreger, Ueber die dem Menschen feiudlichen allegoriscłien Figuren 
auf der Moralitatenbiihue Prankreicbs. Góttingen, 1904. 
^) Creizenach, tom drugi i trzeci. 

'") Voluptatis ac Virtutis pugna, comoedia tragica et nova et pia. Per lacobum 
Schoepperum, Ecclesiastam Tremonianum. Coloniae excudebat Mart. Gymnicus, 1546- 
Ob. H. A. Jungliaus, Jakob Schopper, ais theologischer und dramatisclier Schriftsteller 
(rozprawa ta znajduje się w studyum A. Doringa, Johann Lambach und das G-ymna- 
sium zu Dortmund, Berlin, 1875, str. 85 nn). — E. Schroder. Jacob Schopper von Dort- 
mund und seine deutsche Synonimik. Marburg, 1890, str. 15 nn. 



III. 

') Juszyński, II, 403. 

-) Benis, 1. c, str. 17: Yoluptatis et Virtutis pugna. 

^) Crocus, Comoedia sacra, cui titulus loseph: Apporto nanque non Plauti aut 
Tereutii, Quas esse fictas nostis omnes fabulas, Vanas, prophanas, ludicras ac lubricas, 
Yerum veram sacramque porto et seriam, Castam, pudicam, sic ut ipsas virgines Dictasse 
Musas ac Minervam diceres. — Schopper, Monomachia Davidis et Goliae: Si igitur Te- 
reutii aut Plauti comoediae, Quas fictas plerumque esse nostis fabulas, Authoritatem 
apud vos tantam vendicant Omnino sibi, ut harum exhibitione vel Subinde repetita 
exaturarier tamen Nunquam pro voto possitis, etc. 

') I w wydaniach Prudencyusza są takie wskazówki, ob. Aurelii Prudentii Cle- 
mentis... Psychomachia etc, Basileae, 1540, str. 1. Carmen iambicum senarlum acatalecti 
cum habens locis imparibus spondeum, anapaestum, iambum, tribrachum, paribus vero 
iambum et nonnunquam anapaestum, in sexto pyrrhicium etiam. 

*) Por. np. Prov., 22 — 23. Pan mię posiągł na początku dróg swoich, pierwej 
niżli co czynił z początku. Od wiekum jest zrządzona i zstarodawna, pierwej niżli się 
ziemia stała. Jeszcze nie było przepaści, a jam już poczęta była, ani jeszcze źródła 
wód były wyniknęły. Ani jeszcze góry ciężką wielkością były stanęły przed pagórkami, 
jam się rodziła. Jeszcze był ziemie nie uczynił ani rzek, ani zawias okręgu ziemie. 
Gdy gotował niebiosa, tamem ja była: gdy pewnym porządkiem i kołem otaczał prze- 
paści. Gdy niebiosa utwierdzał wzgórę i ważył źródła wód. Gdy zakładał morzu gra- 
nice jego, a ustawę dawał wodom, aby nie przestępowały granic swoich: kiedy zawie- 
szał fundamenty ziemie. Z Nimem była, wszystko składając, i kochałam się na każdy 
dzień: Igrając przed Nim każdy czas. Igrając na okręgu ziemie: a kochanie moje być 
z synmi człowieczymi. Teraz tedy, synowie, słuchajcie mię: błogosławieni, którzy 
strzegą dróg moich. Słuchajcie ćwiczenia a bądźcie mądrymi, a nie odrzucajcie go. 



— 190 — 

Błogosławiony człowiek, który mię słucłia i który cznje u drzwi moicli na każdy dzień 
i pilnuje u podwojów drzwi moicli. Kto mię najdzie, najdzie żywot i wyczerpiiie zba- 
wienie od Pana. Ale kto przeciw mnie zgrzeszy, obrazi duszę swoje. Wszyscy, którzy 
mię nienawidzą, kochają się w śmierci. = Bielski, 116 — 134. Od początku dróg swoicli 
Pan Bóg już mną władał. Jeszcze morzu i ziemi celu nie układał, Jeszcze ziemie nie 
było i gruntu żadnego, Byłam zawżdy przed wieki przed stworzeniem wszego. Byłam, 
gdy niebo stworzył, okrąg, utwirdzenie, Gdy uczynił od ziemie wodzie rozdzielenie, 
Aby woda na ziemi miała swoje brzegi, A na niebie planety okoliczne biegi. Byłam 
przy wszytkiej sprawie, w tymem się kochała, Na każdy dzień z weselim na ziemim 
igrała. Bowiem to me rozkoszy być z ludzkimi syny. Które Pan Bóg wystawił rękoma 
swoimi. Przeto mię posłuchajcie, synaczkowie moi. Każdy, który jedno z was na mej 
drodze stoi. Abowiem treść miodowa z mych ust wam popłynie, Droższa, niż srebro, 
złoto, a nigdy nie zginie. Bogosławiony będzie, co mi usługuje, U moich wrót każdy 
dzień z pilnością nocuje. Najdzie żywot i łaskę Pana swego taki, Kto inaczej uczyni, 
śmiertne w nim są znaki. 

^) 1391, A tak radzę, ty jjostawinj panie. 

O Z tego samego źródła pochodzą takie np. utwory, jak Castoiement d'un pere 
a son fils w literaturze francuskiej. Rada otce synowi w literaturze czeskiej, i wiele 
innych. 

8) Briickner, w recenzyi wydania Wierzbowskiego, Kwartalnik Historyczny, 1898, 
str. 121. 

^) Postępek prawa czartowskiego, wyd. w Bibl. Pis. Pol, str. 98, 102, 103, 106. 

'") Motyw to czysto średniowieczny, por. np. Le chastiement des dames: Gardez 
qu'a nul home sa main, Ne lessiez metre en vostre sain, Fors celui qui le droit i a. 
(Ob. Lenient, La satire en France au moyen age, Paris, 1893, str. 104). 

") Jana Seklucyana Oeconomia albo Gospodarstwo; wyd. w Bibl. Pis. Pol., 39, 42, 43. 

'-0 Briickner, 1. c, 122. 



IV. 

') „Sąd Parysa" Lochera, wyd. H. Łopaciński, Prace filologiczne, V, 482 — 483. 



') 12, 3, w przekładzie Jana Czubka (w książce zbiorowej Almae Matri Jagel- 
lonicae etc. Leopoli, 1900). 

■) Carmen ad libellum, ut sibi patronum quaerat (Yirtus et Voluptas, Augustae 
Vindelicorum, 1511). 



ROZDZIAŁ SZÓSTY. 



S /^ T Y R Y. 



I. 



Ze wszystkich rodzajów literatury naszej XVI wieku satyra w treści 
swojej (nie w formie) jest najbardziej oryginalną, najbardziej rodzimą: o sa- 
tyrę bowiem wołało samo życie, w którem pod świetną i błyszczącą powłoką 
dostrzegali bystrzejsi — politycy i moraliści, mówcy sejmowi i poeci — obja- 
wów zepsucia: zaniku dawnego ducha rycerskiego, rozstroju politycznego, 
zbytku, osobliwie zaś prywaty. Widział to wszystko i stary Bielski i, wy- 
pisawszy w kronice jDrzeszłość swego narodu, postanowił wypisać jego teraź- 
niejszość, która mu się inną, gorszą, od przeszłości wydawała, aby ostrzedz 
społeczeństwo, że złą drogą kroczy, jak ostrzegało je przed nim tylu innych: 

Wołają Odmieńcowie, dzicy Satyrowie, 

Po chwili będą wołać i leśni kotowie, 
Wołają Pustelnicy: i my też wołajmy, 

A ludzie nieopatrzne pilnie przestrzegajmy. 

Sam więc Bielski stwierdził w tych słowach związek swoich satyr ze swymi 
poprzednikami na tem polu: z Kochanowskim i z autorem ,,Proteusa abo Od- 
mieńca". Bezpośrednią zaś pobudką do pisania satyr były mu smutne losy 
ziemi węgierskiej, które się zawsze odbijały w naszej literaturze XVI wieku 
głośnem i żałosnem echem. 

Kiedy w roku jeszcze 1540, po śmierci Jana Zapolyi, wtargnął do Wę- 
gier król Ferdynand i przystąpił do oblężenia Budy, wyrwał się z piersi Ja- 
nickiego krzyk bolesny: 

Na Węgrzecli smutno! Ziemia nieszczęśliwa! 
Klęski po klęskach ustawnie nań biega! 

A kiedy Turek, śpiesząc Węgrom niby to na pomoc, sam im jarzmo swoje 
narzucił, kiedy zdobył Budę, jeńców w pień wyciął, katedrę na meczet zamie- 
nił, — wtedy znów zapłakał Janicki: 

I długo jeszcze ból serce rozrywa; 
Jęczała Buda, póki siły stało, 
Więc na murawę padła, jak nieżywa, 
I biła pierśmi o ziemię stwardniałą. 

Elegiom łacińskim Janickiego wtórowała polska ,, Pieśń o posiedzeniu i znie- 
woleniu żałosnem ziemie węgierskiej i o pogrozić boskiej srogiej złym krze- 
ścijanom, przez widzę boże objawionej": 



— 201 — 

Już Tuiry w Węgrzech panują, 
Na' Budzyniu rozkazują; 
Jeszcze ua tem mało mają, 
Z pogrożą odpowiadają 

Nie mieli tam w uczciwości 

Nadostójniejszej Świątości, 

Deptali po Bożem Ciele, 

Rozproszywszy po kościele. 
Jawnie mężatki gwałcili, 
Boga i ludzi nie czcili: 
Niecny się Turczyn nie wstydzi, 
Działa to, co mu się widzi. 

Jaki smętek matki miały, 

Kiedy na to poglądały. 

Ano ich namilsze córki. 

Krzyczą, biadają przed Turki.... 
A my też, grzeszni Polanie, 
Prosim Cię, nasz miły Panie, 
Odmień Twój gniew sprawiedliwy, 
Jako ociec miłościwy! 

Pod wpływem rosnącej potęgi tureckiej zaczynają się ukazywać pobudki 
wojenne, jak np. ,,Turcyki" Orzechowskiego albo „Napomnienie polskie ku 
zgodzie" Stanisława Łaskiego, który biadał nad tem, że jakieś ,,boże przejź- 
rzenie i kaźni nam nie dopuszcza, iż z cudzych upadów a postronnych bliz- 
kich przyległych ziem brać przykładu nie możemy''. ^) Przed niebezpieczeń- 
stwem tureckiem ostrzegał i Modrzewski, wołając w swej księdze ,,0 napra- 
wie Rzeczypospolitej": ,, Przyciągnie Turek.... z końmi, łuki, strzałami i sza- 
blami swemi nie inaczej (ach! aż mnie strach bierze, o tem mówiąc) karać nas, 
jedno jak Węgry, sąsiady nasze, skarał". 

W roku 1566 uderzył nowy grom. Ruszył na Węgry Soliman i obiegł 
twierdzę Sziget. Podczas oblężenia umarł Soliman, lecz następca jego, Selim, 
pomimo bohaterskiej obrony Mikołaja Zrinyego, zdobył warownię dnia 8 
Września tegoż roku i ziemię węgierską spustoszył ogniem i mieczem. 

Otóż pod świeżem wrażeniem tej klęski postanowił Bielski ostrzedz ro- 
daków, że ,,od sąsiada do sąsiada rad więc ogień przyjdzie", i tak powstała 
satyra ,,Sen majowy", będąca zarazem satyrą i pobudką do wojny z Turkami, 
A kiedy już raz przemówił, jako satyryk, mówił dalej i napisał jeszcze dwie 
satyry: ,, Rozmowę baranów" i ,,Sejm niewieści". Ale to tylko przypuszcze- 
nie, ^) czas bowiem napisania satyr i ich kolejne następstwo nie dadzą się do- 
kładnie określić. Wiemy tylko, że pierwsza, skoro jest w niej mowa o zdo- 
byciu Szigetu, mogła powstać co najwcześniej w ostatnich miesiącach roku 
1566; druga, skoro wspomina o unii lubelskiej (,, Litwin nie rad uniej") — co 
najwcześniej w drugiej połowie roku 1569; trzecia, skoro przy końcu zapo- 
wiada ,, Sprawę rycerską", która się ukazała w roku 1569, musiała powstać 
przed tą datą. Ale kiedy ją autor zaczął pisać i kiedy wykończył swoje sa- 
tyry, tego już nie wiemy; godzi się jednak domyślać, że wszystkie trzy b3'^ły 
gotowe już przed śmiercią Zygmunta Augusta, inaczej bowiem trudno, a ra- 
czej niepodobna, przypuścić, żeby Bielski mógł o niej nie wspomnieć, wobec 
tego silnego wrażenia, jakie zgon królewski wywarł na cały naród, któremu 

Bielski. 2G 



— 202 - 

się, jak świadczy Januszewski, ,, inszego nic nie zdało, jeno że się świat 
wszytek na nas obalić miał". •'*) 

Dlaczego satyry swoje odumarł Bielski w rękopisie, trudno, doprawdy, 
zgadnąć. Że nie zbywało mu na odwadze cywilnej, tego dowodzi, oprócz 
kroniki, i ,, Sprawa rycerska", która jest niczem innem, tylko protestem prze- 
ciwko temu, co szlachta tak bardzo ukochała, przeciwko ,, zależeniu w pokoju". 
Więc może, widząc, co się dzieje w Polsce, doszedł Bielski na starość do prze- 
świadczenia, że prawdę powiedział Modrzewski: ,,To wszystko się mówi, jako- 
by groch na ścianę miotał"? a jeżeli tak, to po co i na co wołać i karcić? 
A może kochający syn, Joachim, lękając się, że ludzie sarkać będą na starego 
ojca, który, jako „heretyk", i tak miał już za swoje, uprosił go, by satyr na 
światło dzienne nie wypuszczał, przyrzekając mu za to, że je sam po śmierci 
jego wyda? Jeżeli tak było, to przyrzeczenia dotrzymał i w lat kilka po 
śmierci ojca wszystkie trzy satyry drukiem ogłosił. 



II. 

Satyra polska XVI wieku najchętniej posługiwała się zrazu formą roz- 
mowy, której uczestnicy są jakby przedstawicielami różnych stanów i zajęć. 
Czy forma ta rozwinęła się na gruncie własnym, czy też przeszczepiono ją 
z zagranicy, — dość, że była to forma dla satyry najodpowiedniejsza, 
doskonale harmonizująca z jej treścią, i rozwijała się u nas jaknajświet- 
niej: dowodem ,,Komedya o mięsopuście", ,, Prostych ludzi w wierze nau- 
ka", ,, Krótka rozprawa" Reja, rozmowy Wita Korczewskiego i t. d. Hu- 
maniści dopiero, nie gardząc naturalnie formą dyalogu, jako odziedziczo- 
ną po literaturze starożytnej, starali się nadawać satyrze formę coraz to kun- 
sztowniejszą, wysilając się na rozmaite pomysły (np. na postaci allegoryczne), 
czem zresztą przysługi rodzimej poezyi satyrycznej bynajmniej nie wyrządzili: 
skargi na nierząd Rzeczypospolitej, na zamieszanie religijne, na upadek oby- 
czajów brzmią bez porównania naturalniej w ustach panów, wójtów, pleba- 
nów, klechów, studentów, aniżeli w ustach jakiegoś tam Satyra, który licho 
wie po co przylazł do Polski ze swą ,, twarzą nie prawie cudną", albo jakiejś 
tam Zgody, która niechby sobie była ,, sporne planety sprawowała", ale nie 
przychodziła „nieproszona" do ,, potomków Lecha słowieńskiego". Przykład 
jest zaraźliwy nietylko w życiu, lecz i w literaturze: pod wpływem humani- 
stów i niehumaniści zaczęli się wysilać na kunsztowność formy, czego, po- 
między innemi, dowodzą satyry Bielskiego, 

Pierwsza, ,,Sen majowy", ma postać widzenia sennego. Pewien pustel- 
nik (Marcin Bielski), chodząc raz w Maju po dąbrowie, rozmyślał o tern, co 
się dzieje na szerokim świecie, i ,, słuchając rozkosznego śpiewania słowika, 
słodki sen mię umorzył nagle pustelnika". Ale to, co widział we śnie, bynaj- 
mniej słodkie nie było. Śniło mu się, że zwierzęta walczą z ptakami: 

Wilk ze wszemi zwierzęty na orła powstawał, 
Orzeł z ptaki wszystkimi naprzód mu nie dawał. 

Wilk domagał się od orła, aby z jego ziemi ,, precz wyciągał", orzeł natomiast 
czynił krwawe zarzuty wilkowi, ,,że przywiódł cudzy naród na niewinne pta- 



- 203 - 

ki", mianowicie naród dzikich rosomaków; to samo wyrzucał mu i harpiami 
groził struś, przez orła na pomoc wezwany. Lecz wilk dał strusiowi ostrą 
odprawę, mówiąc, że harpie jemu, wilkowi, pomagać będą; wówczas struś jął 
grozić krukami i gryfami, poczem zaczęła się walka straszliwa: 

Zatem przyszły zwierzęt.i z wielką mocą starsze 

I wzięły gwałtem gniazdo w ouym Icraju ptaszę; 
Starego rosomalia z pośrodka stracili, 

A nowego wybrali, co z nim dobrze pili. 
Ten to ptakom jął mówić: „Jestem ja bicz boży, 

„Który Mahometowę wiarę wszędzie mnoży. 
„Nie przepuszczę żadnemu, kto nie Besermanem, 

„Bóg w niebie rozkazuje, ja na ziemi panem*. 

Tu zaszła zmiana w widzeniach sennych pustelnika. Oto na stolcu, 

,, cudnie przyprawionym," siedzi monarcha w otoczeniu panów, biskupów 

i rady ziemskiej, którzy się kłócą, co naprzód czytać, Pismo święte, czy 

statut; 

Przed monarcłią goły miecz jeden pan piastował. 

Jakoby był pijany, przed wszemi szermował; 
Wyszedł k niemu z cepami jeden błazen prawy: 

,Pódź ty ze mną szermować, a scłiowaj miecz krwawy!-* 

Po chwili ukazały się trzy wojska z białogłowami na czele. Pierwsza 
trzymała w prawej ręce sierp ostry, w lewej kłosie; 

Wzięła miecz rycerzowi, wzięła księgi księżej: 

„Kiedy się nie zgadzacie, będzie wszystkiem ciężej". 
Prokuratowi statut on z ręku wydarła. 

Uderzyła o ziemię, a potem podarła. 
Mówiąc srogiemi słowy, żeście pobłądzili 

Tak w wierze, jak w statucie, alboście się spili. 
Do błazna się rzuciła i skłuła oń cepy: 

„Więcej się ten lud kocłia w błaźniech, alboć ślepy!"* 

Na czele drugiego wojska stała pani dwugłowa, trzymająca w prawej 
ręce kubek pozłocisty, w lewej — winne grono, w ustach — chleb; na jednej 
głowie miała czapkę, na drugiej koronę. 

Trzecie wojsko białychgłów barzo płocho stało, 
Stroną wszystko chodziło, jakoby się bało. 

Starsza się rozkudłała, posąg miała srogi, 

Wołu dwiema rękoma trzymając za rogi. 

Teraz ukazuje się Anteus, syn Gei, i wyjaśnia pustelnikowi całą tę aller 
goryę, którą zresztą po części wyjaśnił już sam autor w przypiskach na mar- 
ginesie: wilkiem jest królewicz węgierski, Jan Zygmunt Zapol3'^a; orłem — ce- 
sarz niemiecki i król węgierski, Maksymilian; rosomakami — Turcy, których 
Zapolya wezwał na pomoc przeciwko cesarzowi; strusiem — papież Pius V; 
harpiami — Tatarzy, którzy Zapolyi na pomoc przyszli; krukami są Hiszpanie, 
gryfami— książęta niemieccy; rosomacy zdob3di gniazdo ptasie: to znaczy, że 
Turcy zdobyli Sziget pod dowództwem młodego rosomaka, Selima, bo sta- 
ry, Soliman, umarł; monarchą na kłótliwym sejmie jest, oczywiście, król pol- 
ski, Zygmunt August; trzema białogłowami wreszcie — uosobione ziemie: pol- 
ska, węgierska (czapka — Zapolya, korona — Maksymilian) i wołoska. 



— 204 — 

Zrozumiawszy to wszystko, pustelnik, ciągle jeszcze we śnie, tem uwa- 
żniej przysłuchuje się bolesnym skargom i żalom trzech niewiast. Skarży 
się Ziemia polska, że ją dzieci rodzone opuściły, to też, kiedy Ziemia węgier- 
ska błaga ją o ratunek, ona odpowiada: 

Panu Bogu się poleć, ma miła siestrzyczko.... 

Wszystko to, co u ciebie, u mnie się też dzieje... 
Ze wszech stron nieprzyjaciel dobrze mi nie myśli. 

Więc idzie nieszczęsna Ziemia węgierska do wołoskiej, ale ta jest jeszcze od 
polskiej nieszczęśliwsza: 

Pobrali mi niedawno dziatki Tatarowie.... 

Syny me drugie, których Tui-cy nie pobrali, 
Te Polacy u siebie pościnać kazali. 

(W roku 1564 ścięto na rynku lwowskim hospodara Stefana Tomżę i dwu 
bojarów wołoskich, — ,,nawięcej dla zachowania przymierza z Turkiem", jak 
mówi Górnicki). 

Boże się ial na imszc głupie chrześcijami, 

Iz icoht oto przestać z niecni/mi pof/anif, 
Anizli z sobn viieszkae' w chrześcijańskiej zgodzie.... 

Święty Duchu, natchnijze Ty sam zwierzchne pain/, 
A daj zgodę i miłość między chrześcijany, 

Aby się wżdy nad nami kiedy zmiłow(di^ 
A tym srogim pohańcom spoinie odpierali. 

Zapłakała na te słowa Ziemia węgierska i jęła ostrzegać Ziemię polską, że 
i na nią takie nieszczęście spaść może; co usłyszawszy. Ziemia polska znów 
wyrzeka na dzieci swoje; 

To rzekszy, ona pani do ziemie zniknęła. 
Wtem się ocknął pustelnik, snem ciężkim zmorzony, 
I jął z sobą rozmyślać dziwne sprawy ony. 

A kiedy się ocknął, sen jego ,, precz nie leciał przez wrota kościane" i, pomny 
przestrogi Anteusa: ,,Pisz, które widzisz, trwogi", opisał wszystko. 

W taką to formę przyoblókł Bielski swą satyrę, której m3'slą przewodnią, 
wyraźnie uwydatnioną w zaznaczonych słowach Ziemi wołoskiej, jest potrzeba 
zbrojnej koalicyi narodów chrześcijańskich przeciwko Turkowi, koalicyi, 
która udać się może jedynie pod warunkiem zgody wszystkich państw i dobrze 
wyćwiczonego wojska. 

Wizyą senną, jako formą literacką, posługiwała się już literatura sta- 
rożytna. ..Snu" Lucyana nie znał zapewne Bielski, ale czytał może 
„Sen Scypiona", i ten bowiem utwór Cycerona, obok innych, wydawano 
w Krakowie już w pierwszych dziesięcioleciach XVI wieku: Scypionowi 
Emilianowi, ,, utrudzonemu podróżą", ukazuje się we śnie Scypion Afrykański 
i objawia mu tajemnice życia poza grobem; „on znikł, a jam się obudził". 
Lecz całe podobieństwo pomiędzy snem Scypiona a snem pustelnika polega 
jedynie na .... śnie i zbudzeniu się. Bez porównania bliższe pokrewieństwo 
łączy „Sen majowy" z niektórymi ,,listami" Eneasza Sylwiusza, które, jako 
drukowane po wydaniach zbiorowych dzieł Piusa II, czytał Bielski niewąt- 
pliwie. Oto np. w liście do kardynała Carvajala opowiada Sylwiusz, że miał 
kiedyś sen: chodził raz samotnie po lesie (tak samo, jak nasz pustelnik!), gdy 



— 205 — 

nagle usłyszał jakiś szept, płynący z zarośli bukowych, poczem zbliżyli się 
doń jac^^ś ludzie; W3-stąpił z pośród nicli kanclerz Sclilick. wyjawił nni (po- 
dobnie jak Anteus — pustelnikowi) ich nazwiska (jiapież, król Albrecht i t. d.) 
i zaczął narzekać na podłości tego świata. W innym liście, do Prokopa 
z Rabensteinu. drukowanym często osobno p. t. ,.Sen o fortunie*', opowiada 
Sylwiusz, że śniło mu się pewnej nocy, iż chodził sobie po gaju i natrafił na 
uroczą polankę, otoczoną strumieniem i murem, a w murze było dwoje wrót: 
jedne rogowe, drugie z kości słoniowt^j i t. d. ^). Wzmianka o wrotach kościa- 
nych znajduje się i w ,,Śnie majowym" Bielskiego, który o znanem podaniu 
starożytnem dowiedział się zapewne nie od Penelopy Homera-), tylko ze 
„Snu o fortunie", który, mówiąc nawiasem, Konacz przełożył na język 
czeski ^). 

Na treść wizyi sennej „Snu majowego" składają się, jak widzieliśmy, 
trzy główne pomysły: walka zwierząt z ptakami, trzy postaci allegoryczno 
i postać Anteusa, 

Co do walki zwierząt z ptakami, sam Bielski zdradził się, skąd wziął 

ten pomysł: 

Wszak wiesz, jako o naju it Ezopa stoi, 

Iż się orła zębiaty wilk namniej nie boi. 

Ezop nie opowiada wprawdzie o walce wilka z orłem, ale mówi zato wogóle 
o ptakach, walczących ze zwierzętami; bajka ta w przeróbce Biernata z Lu- 
blina ma tytuł: „Pomoc nierówna — niepewna": 

Ptacy wielcy i też mali 
Niegdy sie wojskiem zebi'ali, 
A z zwierzęty walczyć chcieli, 
Pokój im wypowiedzieli, i t. d. 

Rozumie się, że z Ezopa wziął Bielski tylko pomysł ogólny; szczegółów zaś 
dostarczyły emblematy: Jan Zapolya miał wilka w herbie, Maksymilian — 
orła; ,,strusa z kluczem malują na miejscu papieskiem" i t. d. Turcy wystę- 
pują, jako rosomaki, ze względu na żarłoczność tych zwierząt (o której wspo- 
mina Miechowita w ,, Opisaniu Sarmac}'i"'). Możliwą jest wreszcie rzeczą, 
że całkowitem źródłem pomysłu walki allegorycznej w ,,Snie majowym ' jest 
jakaś współczesna ,, malowana" karykatura polityczna, podobna do tej, którą 
Joachim Bielski przyozdobił wydanie satyry ojca. 

Postaci allegoryczne, uosabiające państwa, znała literatura nasza już 
przed Bielskim. Na swoje dzieci wyrodne skarży się nieszczęsna Polska 
w „Narzekaniu Rzeczypospolitej i Religii" Krzyckiego, w elegii Janickiego, 
napisanej z powodu sejmu w Piotrkowie z r. 1538, w ,, Krótkiej rozprawie" 
i „Zwierzyńcu" Reja, w „Lamencie i napominaniu" Melchiora Pudłowskiego 
i t. d. '^) W elegii Janickiego ,,Do Jana Antonina lekarza" ukazuje się uoso- 
biona Buda, „z podartą twarzą, z rozwianymi w^łosy", i skarży się na swe nie- 
szczęścia, podobnie jak Ziemia węgierska w „Śnie majowym". O Ziemi wo- 
łoskiej także nie zapomnieli humaniści: skarży się ona gorzko i błaga króla 
polskiego o pomoc w „Trenodyi" Krzyckiego. 

Anteus nakoniec to rodzony brat Proteusa, albo, jeżeli kto woli, rodzony 
syn Satyra Kochanowskiego. Proteus „odmianę wieku myśli wam powie- 
dzieć": tak samo i Anteus „płacze w swej starości, iż doczekał na świecie ta- 



— '206 — 

kiej odmienności". A jak Satyr już od dawien dawna zamieszkał w lasach 
polskich i, zapomniawszy o swem greckiem pochodzeniu, stał się Polakiem, 
a nawet „papieżnikiem", tak i Anteus ma zamiar „przed Antychrystem uciec 
w góry, lasy", a o tern, że na świat wydała go grecka Gaja, zapomniał, skoro 
mieni się być synem polskiej Ziemi. ^) 

Tak więc „Sen majowy", podobnie jak „Komedya Justyna i Konstan- 
cyej", jest połączeniem w jedną całość różnych pomysłów, wziętych z litera- 
tury przeważnie humanistycznej, obcej zarówno, jak własnej, i, dodać trzeba, 
jest połączeniem wcale udatnem: pomysł uosobionej ziemi węgierskiej, skar- 
żącej się na swe opłakane losy, pozostaje w ścisłym związku z pomysłem wal- 
ki zwierząt z ptakami, jako przyczyny nieszczęścia; a i skargi Ziem polskiej 
i wołoskiej nie są bez związku logicznego z tą walką, bo jej widok musiał 
w nich wywołać bolesną troskę o przyszłość własną i swych dzieci; łącznikiem 
nadto pomiędzy walką zwierząt i ptaków a skargami uosobionych państw jest 
postać Anteusa, który wyjaśnia pustelnikowi i jedno i drugie. A i w szcze- 
gółach nie jest „Sen majowy'" bez zalet artystycznych: kłótnia wilka z orłem, 
a zwłaszcza rozmowa strusia z wilkiem, są skreślone wcale nieźle; wszystkie 
zaś trzy ziemie uosobione to już nie martwe cienie, jak większa część postaci 
allegorycznj^ch w „Komedyi", ale naprawdę żywe postaci — nie dla tego, że 
każdą z nich wyposażył autor w cechy zewnętrzne, opisując ich wygląd, ale 
dla tego, że ich skargi drgają prawdziwem życiem, że jest w nich pewna siła 
liryczna. 

Satyra druga ma postać bez porównania prostszą, niż pierwsza, miano- 
wicie formę rozmowy dwu „nowych proroków", ale nie ludzi, tylko „baranów 
o jednej głowie, starych obywatelów krakowskich". Stał w Krakowie na ro- 
gu rynku i ulicy świętej Anny „dom pod barany", który już w wieku XVI 
uchodził za bardzo starożytny; nazwa ta poszła od dwu zdobiących go bara- 
nów kamiennych, mających wspólną głowę, a patrzących jednocześnie na ry- 
nek, na ulicę Wiślną i świętej Anny. Te to barany rozmawiają z sobą w sa- 
tyrze o różnych „przemiennościach niniejszego w^ieku naprzeciw staremu", 
nie mogąc się wydziwić zaszłej zmianie „w porządkach, w obyczajach i w spra- 
wach ludzkich". Źródło tego pomysłu wyjawił autor w przedmowie: 

Długośmy tu niemymi stali na tym rogu; 

Już nam. duch usta otwarł, chwała Panu Bogu. 
Którzy id?^ do Rzymu, powiedzcie te cuda, 

Iż już kamienie woła do wszystkiego luda; 
Powiedzcie też tam hiritn, zwłaszcza PasIciciUoiri, 

Iż w Krakowie powstali już prorocy nowi. 

Drugiego brata barany nie wymieniły, a mieszkał on także w Rzymie i nazy- 
wał się Marforio. Rzecz jest taka. Żył w Rzymie przy końcu XV i na po- 
czątku XVI wieku szewc Pasąuino, który ostro i dowcipnie piętnował i ośmie- 
szał zdrożności, wady i śmieszności ludzkie. Kiedy umarł, znaleziono w zie- 
mi, w pobliżu jego grobu, kolumnę marmurową, którą lud rzymski nazywał 
Pasąuino albo Pasquillo; naprzeciwko tej kolumny wzniesiono inną, zwaną 
Marforio, na której zawieszano wypisane na papierze lub tabliczkach "różne 
pytania, pobudzające do ciętych odpowiedzi: odpowiedzi zawieszano na" kolu- 
mnie Pasąuillo (stąd nazwa: paszkwil) ^). Skorzystała z tego w lot i satyra 



— 207 — 

literacka, której odtąd często nadawano postać rozmowy pomiędzy Paskwilom 
a Marforiem, naprzód we Włoszech, a potem w całej Europie zacliodniej; za- 
błt^dziła ta forma i do Czech, ') a i u nas się nią posługiwano/) Otóż Bielski, 
skoro się sam na Paskwila powołuje, musiał znać takie rozmowy,^) czeskie za- 
pewne albo łacińskie, i na ich wzór napisał swoją satyrę, zamieniając włoskie 
kolumny marmurowe na kamienne barany krakowskie; pomysł to bardzo 
szczęśliwy, bo nadaje satyrze cechę rodzimą. Te barany już od wieków pa- 
trzą na rynek krakowski. 

Bo już dwieście biskupów zmarłych pamiętawa 

I wiele kardynałów w swej pamięci mawa, 

wiedzą zatem wszystko, co się w Polsce działo i dzieje; 

A gdyż nam ta kraina wychowanie dała, 

Radzibyśmy, by w sobie wszystko dobre miała; 

ale, ponieważ dobrego widzą mało, więc mówią o złem „prawdę szczerą", mia- 
nowicie o zepsuciu obyczajów wśród szlachty i mieszczaństwa: jak „Sen majo- 
wy" jest satyrą wybitnie polityczną, tak „Rozmowa baranów" — wybitnie 
obyczajową i przez to ze wszystkich satyr dla historyka obyczajowości pol- 
skiej najciekawszą i najcenniejszą, szkoda tylko, że nadto rozwlekłą wskutek 
zbyt częstych, narzekań na „przemienność niniejszego wieku" i powtarzań 
jednych i tych samych myśli; nie rozmowa to, właściwie mówiąc, tylko ga- 
węda, nie dyalog, tylko zbiór monologów. Ale wybaczmy baranom ich ga- 
dulstwo, zważywszy ich wiek sędziwy, — tern bardziej, że same otwarcie ten 
swój grzech wyznają: 

A raczej się na ten czas, mój bracie, prześpiwa, 

Bo więcej, niż potrzeba, zda mi się, mówiwa. 

Satyra trzecia, „Sejm niewieści", posiada, jak to sam tytuł wskazuje, 
formę rozmowy pomiędzy kilku kobietami, które się na sejm gromadzą, aby 
radzić o naprawie Rzeczypospolitej. Źródłem zaś tego pomysłu jest „Sejmik 
czyli rada kobiet" Erazma z Roterdamu. Krótka treść tego słynnego utwo- 
ru, który w Europie zachodniej wywołał całą, rzec można, literaturę sejmików 
niewieścich, jest następująca. 

Zbierają się na posiedzenie: Kornelia, Małgorzata, Perota, Julia i Ka- 
tarzyna. Kornelia skarży się, że kobiety, zapędzane do igły i pończoszki, za- 
pomniały o swej godności i nie obradują o swoich sprawach, — inaczej, jak 
mężczyźni: „biskupi mają swoje synody, trzody mnichów — swoje kapituły, 
żołnierze — swoje stacye, złodzieje — swoje schadzki, wreszcie nawet ród 
mrówek odbywa narady; ze wszystkich stworzeń my tylko jedne, kobiety, nie 
zgromadzamy się". Przerywają Kornelii Małgorzata i Perota, ale ona ciągnie 
dalej: trzeba wskrzesić koniecznie mądrą tradycyę szlachetnego Heliogabala, 
z którego rozkazu matka jego, Augusta, miała swój senat; rozstrząsano na 
nim sprawy kobiet, a złośliwi mężczyźni przezwali go senacikiem; otóż trzeba 
wznowić ten zwyczaj, ustanowić senaty niewieście, a wszystkie sprawy pójdą, 
jak z płatka, byleby tylko odpowiednią powagę zachować, inaczej bowiem 
mężczyźni, tak wymowni, gdy mówią o kobietach, znów przezwą nasze se- 
naty senacikami; a więc do dzieła! Trzeba się jednak zastanowić, kto ma 



208 



ii 



w senacie zasiadać, żeby nie było krzyków: dziewice powinny być wyłączone. 
Zrywa się mała burza, ale Kornelia pozostaje przy swojem: jedynie mężatki 
są godne tego zaszczytu, niech pamiętają tylko, że o mężach swoich zbyt 
zuchwale i otwarcie mówić nie wolno. Katarzyna oponuje: mężowie gadają 
o nas niestworzone rzeczy, a my język za zębami mamy trzymać? „mój Ty- 
cyusz, kiedy sobie podchmieli, opowiada, co ze mną w nocy dokazywał, a jak 
zmyśla!" Ale Kornelia broni mężów: „na ich to głowach spoczywa utrzy- 
manie domu, oni to latają po wszech ziemiach i morzach, nadstawiając głowy; 
wybuchnie wojna, — muszą śpieszyć na głos trąby i w zbrojach żelaznych sta- 
wać w szeregach, a my sobie bezpiecznie za piecem siedzimy". Poczem, wśród 
ciągłych przerywać i protestów, omawia Kornelia porządek i sposób posiedzeń: 
pierwsze miejsce brać będą szlachcianki, drugie — mieszczanki, trzecie — „te, 
co jeszcze nie rodziły", czwarte i ostatnie — kobiety bezpłodne; prostytutki 
będą wyłączone zupełnie; o nałożnicach i księżych żonach będzie mowa 
później; głosowanie odbywać się będzie nie kreskami i nie przechodzeniem 
na stronę (bo długie ogony sukien narobią kurzawy), tylko ustnie, pod kon- 
trolą notaryuszek; głównym przedmiotem obrad będzie, naturalnie, sprawa 
godności kobiecej, ta zaś polega przedewszystkiem... na stroju (tu następuje 
cięta satyra na stroje szlachcianek i mieszczanek; Kornelia oburza się na 
mieszczanki, że noszą ubiór, szlachciankom jedynie przystojny); mężczyznom 
trzeba pozostawić wszelkie urzędy i pieczę o wojnie, z czasem zresztą, „być 
może, wywalczymy sobie prawo kolejnego piastowania urzędów publicznych, 
mianowicie miejskich i tych wszystkich, które można piastować bez broni"; na 
teraz — dosyć, następne posiedzenie — jutro. 

Rozumie się, że streszczenie to nie daje pojęcia o wartości literackiej 
utworu, zwłaszcza o dowcipie autora i ciętości satyry, wymierzonej przeciwko 
kobietom; ale wystarcza, aby uwydatnić zależność „Sejmu" Bielskiego od 
„Sejmiku" Erazma. 

W „Sejmie niewieścim" te są „persony rozmawiające": Kataryna, Beata, 
Ludoniiła, Konstancya, Potencyana, Eufemia i Poliksena. Nasamprzód za- 
bierają kolejno głos Kataryna, Beata i Ludomiła, i wszystkie, jak u Erazma, 
bij zabij na mężów: ponieważ mężczyźni źle rządzą Polską, więc „trzeba nam 
ławę swoje osobno zasadzić, mężom każmy kądziel prząść, samy będziem ra- 
dzić"; obierzemy więc posłów, którzy pójdą ,,do Polski, naszej miłej matki", 
niosąc z sobą ,, artykuły pisane gotowe", z prośbą, ,,aby nam sjem złożyła" 
przecie już cesarz rzymski ,, żeński senat ućciwy, osobny ustawił", który prze- 
wrotni ludzie ,,senatulusem z zazdrości okrzcili"; ,, jeśli będzie nasz senat 
mierny, zgodny, trwały, wielebyśmy w swych sprawach nad swe męże mia- 
ły". W obronie mężów występuje Konstancya, twierdząc, że i , .przyrodzenie" 
i Pismo święte wymagają od żon posłuszeństwa, i parafrazując obronę Kor- 
nelii Erazma: 

Mężowie są naszy gospodarze, 

Muszą zawżdy w prącej być ua sparzę, 

Nędze cierpieć na wojnie, gaidłować: 

Jako ich stąd nie mamy żałowaór' 

A my doma siedzimy, by kwoczki, 

Upstrzywszy się, rzegocząc, by sroczki; 

Pójdziem w plęsy, gonionego, w skoki, 



I 



— 209 — 

A męże nam pozwano na roki. 
Musi jechać, bo już rok zawity, 

Wdział opuńcztj, pani — aksamity. 
Pani doma, co chce, to je, pije, 

A mąż w drodze iście nie utyje.... 
Próżno tedy tych rzeczy poruszać, 

Ma-li być źle, lepiej nie pokuszać. 

Wogóle obrady nad zwołaniem sejmu toczą się w satyrze Bielskiego da- 
lego dłużej, rozvvlelvlej, niż w „Sejmiku'' Erazma, każda bowiem przedstawi- 
cielka „płci subtelnej, wdzięcznej na wejźrzeniu" musi się wygadać. Poten- 
cyana wyrzeka na mężów, nie zapominając naturalnie o skardze Kornelii, że 
mężowie zapędzają żony do kądzieli i motania, poczem, jak z rękawa, sypie 
dowodami z historyi, że kobiety wszędzie i zawsze sprawowały się dobrze 
i dzielnie; Eufemia nawołuje do szybszej akcyi, Kataryna i Poliksena kłócą 
się z Konstancyą i zarzucają jej obłudę, bo wiadomo przecie, że ona, co tak 
żonom posłuszeństwo względem mężów zaleca, swojego „miotłą bija" i drę- 
czy; Ludomiła raz jeszcze dowodzi koniecznej potrzeby urządzenia sejmu, po- 
sługując się tymi samymi dowodami, co Kornelia Erazma: 

Mają księża swe sejmy, mniszki — kapituh'^, 

I złodziej na swobodzie jest w swej rzeczy czuły, 

Tylko my same, żony z swego urodzenia, 

Nie mamy społecznego ku radzie schodzenia. 

Wreszcie dowiadujemy się od Potencyany, że 

Już wszystkie jednostajne wota swoje zdały, 

By Kataryna z Bietą w poselstwie jechały, 
Doległości od wszech nas nasze powiedziały, 

Od paniej miłościwej sejmu pożądały. 

Ruszają więc w drogę Kataryna i Beata i, przybywszy na miejsce (któ- 
rego autor nie określa), wygłaszają „rzecz posłów przed księżną, to jest przed 
polską Ziemią, matką naszą", oskarżając mężów i prosząc, by kobietom wol- 
no było zwołać sejm i ująć w swoje ręce wszystkie rządy. Matka dziękuje 
i przyrzeka spełnić prośbę: 

Sejm wam składam, gdziekolwiek miejsce obierzecie, 

A nas k temu sejmowi przed czasem "wzowiecie. 
Art3'kuły, któreście nam w ręce podały. 

Nie wszystkie, ale drugie nam się podobały. 
Tam na sejmie będziemy o nicli praktykować, 

Które są potrzebniejsze, ty możem zachować; 
Kiedy do was z radami swemi przyjedziemy. 

Niegdzie jeszcze przydamy, a drugdzie ujmiemy. 

Wracają posłowie, a raczej posłowe, i, jak w satyrze Erazma, zaczyna 
się dysputa, kto ma w sejmie zasiadać: panny dobrowolnie uchylają się od 
uczestnictwa, „bo nie mamy oleju do swojej świecznice"; pierwsze miejsce 
w sejmie zajmą mężatki, drugie — wdowy; sejm zaś radzą mężatki „położyć 
pod górą Krępakiem", na co się wdowy chętnie zgadzają. Zaczyna się od- 
czytywanie artykułów. 

Tych jest dwadzieścia jeden, a wszystkie zmierzają ku naprawie pań- 
stwa i rzemiosła rycerskiego, którą podejmą kobiety wobec gnuśności i złej 

'>7 

Bielski. -• 



— 210 — 

woli mężczyzn. Po odczytaniu artykułów in extenso przez Eufemię Konstan- 
cya znów bróździ, ale towarzyszki już nie zwracają na nią uwagi, odbie- 
rają jej prawo udziału w naradach, poczem, poczytując dobrą organizacyę 
rzemiosła wojennego za najważniejszy warunek naprawy Rzeczypospolitej, 
postanawiają raz jeszcze udać się do Ziemi polskiej: 

Gdzież indziej rady szukać na nieprz3'jaciela, 

Jedno u naszej matki, a tać nam rad wiela 

Może dodać i wszelkiej użyczyć żywności, 

Także też i dostatku, według swej możności; 

Ta nas dobrze nauczy, jako walczyć mamy. 

Jej radą Moskwę, Niemce, Tatary zdziałamy. 

Matka nie odmawia prośbie swoich wiernych córek i wykłada im zasady 
sztuki wojskowej: jakie przymioty zdobić powinny rycerstwo, jak się w po- 
chodzie i w obozie sprawować, jak bitwę zwodzić i toczyć, jak zamki nieprzy- 
jacielskie oblegać, jak z Moskwą walczyć, jak z dział strzelać i t. d., — wszyst- 
ko długo, szeroko i szczegółowo; 

Umiałabycłici więcej wam tego powiedzieć, 

Aleby nieprzyjaciel wasz o tem mógł wiedzieć... 

Już na ten czas, córacłiny, macie dosyć o tem. 

Drugie Bycerskie sprairy napiszę wam potem. 

Zatem byście szczęśliwy swych, spraw skutek znały. 

Szczęście, zdrowie, w niem będąc, łaskę Bożą miały. 

I na tem kończy się satyra Bielskiego, której zależność od. „Sejmiku" 
Erazma staje się teraz, po streszczeniu obu utworów, niewątpliwą i jasną ^''). 
Mniejsza o szczegóły, mniejsza o to, że niektóre ustępy satyry Bielskiego są 
parafrazą odpowiednich ustępów satyry Erazma: ważniejszą jest rzeczą, że 
sam pomysł sejmu niewieściego jest zapożyczony; tylko że Bielski znacznie go 
rozszerzył i uzupełnił: narady kobiet, ich kłótnie, wymyślanie na mężów, po- 
stanowienie zwołania sejmu i obrady nad jego organizacyą: te wszystkie po- 
mysły wziął Bielski od Erazma; wszystkie inne: poselstwo do Ziemi polskiej, 
sprawozdanie z poselstwa, artykuły, nowa kłótnia po ich odczytaniu, wre- 
szcie wykład sprawy rycerskiej, — są oryginalne ^^). 

Ale nie dosyć na tem. Czem jest „Sejmik" Erazma? Jest przedewszyst- 
kiem satyrą obyczajową. Tymczasem „Sejm niewieści" Bielskiego, chociaż 
nie braknie w nim rysów obyczajowych, jest satyrą wybitnie polityczną: jej 
myślą przewodnią jest potrzeba naprawy Rzeczypospolitej. Sejmikowanie 
kobiet, stanowiące samo jądro satyry Erazma, jest w utworze Bielskiego tyl- 
ko łupiną, jakby tylko dodatkiem albo raczej ramą, w którą autor wstawił nie 
satyrę, ale traktat, a nawet dwa traktat}^: jeden o naprawie Rzeczypospolitej, 
drugi — o rzemiośle rycerskiem. To jedna zasadnicza różnica pomiędzy 
„Sejmikiem" a ,,Sejmeni niewieścim". Jest i druga, płynąca z pierwszej: 
Erazm prawie całe ostrze swej satyry wymierza przeciwko kobietom, zwła- 
szcza przeciwko głupim, kłótliwym i lubiącym się stroić mieszczkom, które 
bez litości ośmiesza, tu i owdzie tylko czyniąc aluzyę do mężczyzn, np. do 
niemoralnych księży; Bielski zupełnie inaczej: jego „Sejm niewieści" to prze- 
dewszystkiem satyra na tych, którzy rządzą, a raczej którzy nie umieją rzą- 
dzić państwem polskiem, satyra więc na mężczyzn, na szlachtę polską, na 
anarchię polityczną i zanik ducha rycerskiego. Ta zaś satyra polega na iro- 



— 211 - 

nii samego pomysJu, to jest na toin, żo autor traktaty swoje w takie właśnie, 
a nie w inne, ojłrawił ramy: mężczyźni rządzić państwem nie umieją, niech 
myślą o rządzie kobiety; mężczyźni nie clicą walczyć za ojczyznę, niech żo- 
^y w jej obronie piersi nadstawiają, w^^ćwiczywszy się poprzednio w rzemi(j- 
śle rycerskiem. 

Z tego jednak bynajmniej nie wynika, iżby „Sejm niewieści" nie był je- 
dnocześnie satyrą na kobiety-rzędziocliy. Chyba tylko na żart ktoś powie- 
dział ^^), że Bielski przemawiał za jakąś emancypacyą kobiet, że naprawdę 
domagał się np. tego, aby „dziewka w dobrach dziedziczyła, siostra bratu 
trzecią część dóbr swych wydzieliła", albo tego, aby ,,nasze niewiasty mogły 
nosić miecze" i t. p. Podsuwać Bielskiemu takie myśli to znaczy nie znać go 
zupełnie, znaczy zapomnieć o średniowiecznych „Żywotach filozofów", o śre- 
dniowiecznej „Kronice świata", a nadewszystko o średniowiecznej pannie Kon- 
stancyi z „Komedyi". Bielski podzielał niezawodnie w zupełności pogląd 
Modrzewskiego (któremu, jak to zobaczymy, zawdzięcza niejeden „artykuł" 
swej satyry): ,,Ono też trzeba postanowić, żeby białegłowy do spraw Rzeczy- 
pospolitej nie były przypuszczane, które Bóg pod moc mężów poddał;.... bo 
jako wiele białegłowy w sprawach ludzkich zaszkodzić mogą, dosyć jaśnie 
okazała ona ze wszech nacudniejsza i namędrsza Jewa, której rada wszyt- 
kicmu narodowi ludzkiemu zginienie przyniosła, i Piłata, starosty ż3'dowskie- 
go, żona, która też radą swoją wszytkiego świata zbawienie przekazie chciała; 
a to one białegłowy były dosyć zacne, a nie leda jakie, ale przedsię białegło- 
wy były, to jest: zwierzęta słabe, a które do błędu i do występku, jako Paweł 
świadczy, skłonniejsze są". Aby zaś mieć możność zaznaczenia własnego 
stanowiska w sprawie sejmu niewieściego, wyprawił Bielski na posiedzenie 
panią Konstancyę; jedyna to w całej satja^ze postać, posiadająca odrębną in- 
dywidualność (wszystkie inne niewiasty są jakoś dziwnie do siebie podobne); 
białogłowa to energiczna, okładająca (jeżeli Kataryna nie kłamie) miotłą swe- 
go męża, chromego, jednookiego i jąkającego się Gotarda, i płatająca mu róż- 
ne figle: 

Gdy mu kradnie pieniądze, oko mu zasłoni, 

Kiedy się nań rozgniewa, nazywa go: smrodzie! 

Grochu pospie, przyłoży deszczułką na wscliodzie: 

Spadnie na łeb nieborak, nie wie, co się dzieje. 

Pani rzkonio żałuje, a z niego się śmieje. 

A mimo to wszystko, mimo, że mężowi ., więcej panuje, niż kiedy on jej", 
szydzi z zakusów emancypacyjnych swoich towarzyszek i, kiedy stanęła już 
uchwała zwołania sejmu, zachęca je ironicznie do dzieła: 

Nuże, nuże, moje przyjaciółki, 

Czas do rady, zdziaławszy gomółki! 
Trzeba, by się każda wystrzegała. 

By serwatką, w radzie nie śmierdziała. 
Bo my często małdrzyki tworz3'my. 

Ludziom pod nos podołki kurzymy. 
Włosy długie, rozum l<fótki mami/: 

W takie rzeczy próżno się icdatcamy. 
Moja wróżka tak mi ukazuje. 

Iż się wasza rada zopakuje. 



212 

Niemniej ironicznie zachęca Konstancya swoje przyjaciółki, by siadały na 
koń i pędziły na Tatarów: 

Nuże, nowi, stateczni rycerze, 

Bierzcie na się zbroje i pancerze; 
Ubrawszy się z lukiem w szarawary, 

Jedźcie skokiem, poraźcie Tatary! 
Ale patrzcie pogody i czasu, 

By nie był gon za wami po lasu: 
Rzeczonoby, iż nowi Kozacy 

Rozpierzchli się w lasy nieboracy. 
Na wielkie się tu rzeczy sadzicie, 

Zda mi się, śmiech z siebie uczynicie; 
Nie dało wam tego przyrodzenie. 

Byście miały rycerskie ćwiczenie 
Tylko samym mężom to przystoi, 

Czynić ręką a jeździć we zbroi, 
A wam łajać, gdy się rozgniewacie; 

Żadnej innej obrony nie macie. 

Tak więc w „Sejmie niewieścim" należy rozróżniać trzy pierwiastki: 
projekt naprawy Rzeczypospolitej, satyrę na mężczyzn, nie umiejących rzą- 
dzić państwem, i satyrę, na kobiety, chcące niem rządzić. Pierwsze dwa 
pierwiastki, jako będące w ścisłym związku z życiem polskiem XVI wieku, 
mają pod sobą grunt realny, ale trzeci opiera się wyłącznie o fikcyę czysto 
literacką, wziętą z Erazma, o jakichś bowiem zakusach emancypacyjnych 
kobiet polskich XVI stulecia historya milczy. 

Tej zaś fikcyi literackiej nie umiał Bielski połączyć w jednolitą całość 
logiczną z pomysłami, opartymi na rzeczywistości: pod względem logicznym 
„Sejm niewieści" razi czytelnika swoją niekonsekwencyą. Ujmuje nas w sej- 
mujących kobietach ich miłość ojczyzny, ich gotowość służenia krajowi, ich 
zapał r3'cerski: ale, żeby te same kobiety, które plotą brednie o cesarzu rzym- 
skim i jego „żeńskim senacie uczciwym"; które poważnie debatują nad tem, 
„kto ma naprzód wotować", panny, wdowy czy mężatki; które domagają się, 
żeby szlachcianki ubierały się inaczej, jak mieszczanki; ,które wreszcie, za- 
hukane przez mężów, ślęczały dotąd nad kądzielą i nigdy w życiu publicznem 
udziału nie brały, — żeby te same kobiety zdobyły się nagle na cały szereg 
„artykułów" politycznych, naprawdę poważnych i naprawdę mądrych, na to 
już przystać niepodobna. „Sejmik" Erazma jest wolny od zarzutu takiej nie- 
konsekwencyi: wprawdzie i Erazm ośmiesza sejmujące kobiety, ale też nie 
każe im pisać mądrych projektów politycznych. Płynie zaś ta niekonsekwen- 
C3'a stąd, że Bielski chciał od razu dwie sroki za ogon złapać i że się nie spo- 
strzegł, iż pomysły humorystyczne Erazma będą się kłóciły z jego własnymi, 
poważnymi, pomysłami. 

A jak nie umiał Bielski stopić pierwiastków swej satyry w jednolitą ca- 
łość logiczną, tak nie zdołał ich połączyć w kształtną całość artystyczną: 
budowa „Sejmu niewieściego" nie posiada ani spoistości, ani składności; co 
zwłaszcza w niej razi, to ów monolog „Matki Ziemi polskiej, uczącej biało- 
głowy walczyć", sam w sobie stanowiący całość, przytłaczający jednak swym 
ciężarem satyrę, i tak już spłaszczoną i rozepchaną przez panią Eufemię wy- 
recytowaniem dwudziestu przeszło artykułów. Dodajmy do tego, że sejmu- 



— 213 — 

jące kobiety są jeszcze gadatUwszo, mówią jeszcze rozwlekłej, powtarzają się 
jeszcze częściej, aniżeli nawet „dwa barany o jednej głowie'*; że w tej gada- 
ninie rozpuściła się jakoś bez śladu cała sól atyoka, że przepadła gdzieś ze 
szczętom cała subtelność ironii i dowcipu Erazma z Roterdamu, — a dojdziemy 
do przekonania, że „Sejm niewieści" nie posiada wartości artystycznig. 
1, kiedy się go porówna z „Sejmikiem" wielkiego humanisty, mimowolnie 
przychodzą na myśl słowa: 

Ma Wenecyę, Paryż, Londyu drugi. 
Prócz ich piękności, poloru, żeglugi! 

Tyle o formie satyr czyli raczej o ramach, w jakie Bielski oprawił swoje 
pomysły satyryczne. A teraz przyjrzyjmy się bliżej zawartemu w nich obra- 
zowi społeczeństwa polskiego XVI wieku. 



m. 

Tło tego obrazu jest bardzo ciemne. „Zaburzone niebiosa, walki, głody, 
mory"; „złość z świętą cnotą śmie chodzić w zapasy"; w „ludziech odmienność 
te czasy zczyniły, zwierciadło boskiej prawdj^^ na ziemi zaćmiły": „wszystko 
się zodmieniło i zopakowało", „co rok, to przychodzimy ku gorszemu latu"; 
„Rzeczpospolita tam i sam się chwieje", „niestworność w moich wielka, nie- 
sporo obronie, gdzie co jedno poczniemy, wszystko w łeb Koronie"; „płocho 
stoją porządki, płocho i kościoły", „spora wielka powstała, rozerwana wiara, 
pycha, chciwość, łakomstwo, zaginęła miara, stan duchowny odmienion, nie 
ma swej powagi król, ksiądz i nikt"; „błaznowie przed mądrymi wszędzie 
przodek mają"; „prawa za mocą idą"; „nie wiem, by to na Polskę przedtem 
przychadzało, aby kiedy ze wszech stron tak barzo gorzało": 

Litwin nierad unijej, Prus egzekucyjej, 

Ale naszym Polakom pilniej defensyjej, 
Moskwa za uchem trąbi, a Szwed w bęben tłucze, 

Radby nam wziął od zamków snadź inflanckicli klucze. 
Tatar od nas chce dani, sukna i kożucliów, 

Nie dadząll, strzeżyż się, jak innych złych ducliów. 
Wołoszyn tego pilen, jakoby nas zdradził, 

A niżowy zaś Kozak radby z Turki zwadził. 

Jednem słowem, obraz nędzy i rozpaczy, aż ręce łamać, włosy wyry- 
wać i chyba tylko Pana Boga o litość i zmiłowanie prosić: oto pierwsze wra- 
żenie, jakiego się doznaje, czytając satyry Bielskiego. Ale czy obraz to 
zgodny z rzeczywistością? Nie. Źle się działo w Polsce, ale ratunek jeszcze 
był, — z tego, że go nie znaleziono, nie \vynika jeszcze, by go nie było, wy- 
nika tylko to, że go szukać nie umiano: cała nasza literatura polityczna XVI 
wieku, pomimo całej swojej mądrości, szlachetności i patryotyzmu, nie zdo- 
bywa się na rozpoznanie najcięższej chorób}'" państwa, którą był tron elekcyj- 
ny, a stąd i uzdrowić państwa nie mogła, lecząc je półśrodkami. Zresztą 
nawet i te półśrodki nie były stosowane: pomiędzy literaturą a życiem pano- 
wał rozbrat zupełny ^), — inaczej, jak w drugiej połowie X\T!n wieku, kiedy 
to literatura nie ocaliła już wprawdzie państwa, ale przyczyniła się ogromnie 



— 214 — 

do uzdrowienia narodu. W wieku XVI literatura płynęła swoim strumieniem, 
życie swoim, a połączyć tych dwu strumieni nie zdołały nawet zaklęcia 
i wielki rozum Skargi. Wobec tego nie dziw, że ci, którzy nawoływali naród 
do poprawy, a żadnych skutków nie oglądali, musieli, choćby tylko siłą 
logiki serca, które drżało na myśl o przyszłości, nadto uogólniać swoje spo- 
strzeżenia; musieli, nie umiejąc rozpoznać głównej choroby, ręce łamać; 
musieli jak na.j ciem niej szych barw dobierać do podmalowania tła, na któ- 
rem umieszczali poszczególne, konkretne objawy złego: te malowali zgodnie 
z rzeczywistością, ogólne tło — zbyt ciemno. ,,Jaka swawola i niekarność 
u nas — skarży się syn przed ojcem w „Ziemianinie" Orzechowskiego — roz- 
terki i zjątrzenie, tak między stany, jako między osobami we wszech staniech; 
niewstydliwość, gwałty, zufalstwa, okrucieństwa, uciski poddanych, mordy, 
najazdy domowe; zjazdy a buntowania jakieś, a snadź i sprzysięganie i skła- 
danie skarbu jakiegoś pospolitego między niektórą szlachtą; praw i sądów 
przekazy, a mało nie rozboje; nieposłuszeństwa wobec i wzgarda nie tylko 
niższych, ale i przed niej szych urzędów i dostojeństw i majestatu królewskiego, 
i owszem i bożego; bluźnierstwa rozmaite, a sobie przeciwne, wiary i sekty, 
co jest grunt niezgody, a zatem upadu: tak, iż, jeśli jaka inna pomsta boża 
nie uprzedzi, leda kiedy się trzeba obawiać, aby takowa sieczka nie była, iż 
konie we krwi ludzkiej brodzić będą, z czem się snadź niektórzy naszy koronni 
synowie w głos słyszeć dają. Słyszałem też pogróżki ludzi, nam przyległych, 
którzy tylko pogody na nas czekają, a inne sąsiady na nas podszczuwają, 
chcąc się zewsząd hurmem na nas oburzyć". A nie tylko pisarze, ale i mę- 
żowie stanu w podobnj' się sposób odzywali. Myszkowski np., który na sejmie 
w roku 1563 ogólny stan Rzeczypospolitej w takich nakreślił rysach: „Rzecz- 
pospolita mało do gruntu nie zginęła; granice otworem stoją, .... młódź się za- 
leżała a zbytki tak potargała, że, gdzie ich pospołu kilka albo kilkanaście 
będzie, ledwie się między niemi jeden prawie zdrowy obierze; kmiecie, rze- 
m leśnicy niewolą ściśnieni;.... porządku żadnego niemasz, sprawy żadnej, 
karności żadnej, nakoniec i wstyd... i bojaźń boża.... i ta już w nas gaśnie, 
a na to miejsce następuje swawola, zuchwalstwo, najazdy, gwałty, mordy, 
wzgarda prawa i wszelakiej zwierzchności; tę niesprawę nasze widząc, nie- 
przyjaciel serce na nas bierze:... Despot ... dwakroć przez Koronę z małym lu- 
dem przeszedł, hołdownego wojewodę tej Koronie wygnał i ziemie jego, 
z wielką osławą naszą, posiadł; Eryk także, książę brunświckie, swoje utra- 
ciwszy i ledwa sobie miejsce w Rzeszy zostawiwszy, do nas na zdobycie po- 
szedł, pomorską i pruską ziemię wybrał;.... król szwedzki.... teraz się sławi 
osławą naszą, biorąc i niewoląc miasta, zamki, porty;.... Moskiewski.... też 
sobie o szczęściu swem obiecuje;.... nie tajne są WMościam wieści, które 
z Śląska i z Niemiec przychodzą;.... i z "Węgier wielkie się najazdy do Korony 
dzieją;.... Tatarowie.... niedawno u Bracławia, u Winnice, u Kijowa.... wielkie 
szkody poczynili" ^). 

Tak więc glos Bielskiego nie był odosobniony; powtarzał on to tylko, 
co za jego czasów mówili i pisali wszyscy, przyłączył się do tego chóru, który 
zgodnie wołał: „Byś serce moje rozkroił, nie nalazłbyś w niem nic inego, 
jedno to słowo: zginiemy!" 



— 215 — 

A te same glosy, które wołały: „Zginiemy!", śpiewały jednozgodnie 
pieśń na cześć przeszłości, która się wszystkim stokroć szczęśliwszą i pod 
każdym względem lepszą od teraźniejszości wydawała. „Naszy przodkowie, 
chociaj prości byli, niewiele mędrowali, a wiele czynili"; „pozewek był na 
trzy palce, a minutka na dłoni". — mawiał Rej, wynoszący pod niebiosa 
i umiarkowanie przodków, którzy, „zjadszy gęś a smażoną pieczenia a groch 
z jagłami, a postawiwszy dunicę na stole pieprzem natartą z piwem a grzan- 
kami, używali wolnej myśli". „Przodkowie WMości — mówił Myszkowskj 
na sejmie egzekucyjnym — nigdy ani bogactwem, ani czem innem, jeno czuj- 
nością, dzielnością, męstwem a gotowością przeciwko każdemu nieprzyjacie- 
lowi u postronnych ludzi słynęli; gospodarstwem się nie bawili, bo je włoda- 
rzom a kmieciom swoim zlecali; prawa nie umieli, bo się każdy z nich nie 
statutem, ale swą cnotą sprawował; pisma języków postronnych uczyli się 
wprawdzie niektórzy, ale nie dla wykrętów, nie dla skazy dobrych, staropol- 
skich obyczajów, ale żebj^ tern ojczj^znę swoje zdobili;..,, innemi rzeczami ma- 
ło się bawili, ale prawemu szlachcicowi żadnej przystojniejszej zabawy nie 
najdowali nad rycerskie rzemiosło". Pod wpływem tej mowy Myszkowskie- 
go palił kadzidła na cześć przeszłości i Kochanowski w „Satyrze". Zdaniem 
Orzechowskiego, „nie było w Polsce za naszych przodków takiej obłudności, 
podejrzenia, szacowania, zniewierzenia i oszczerstwa....; była więtsza miłość 
spoina i ku Rzeczypospolitej, chocia z nią nie tak na targ wyjeżdżano; była 
uprzejmość..., była wielka wstydliwość i też uczciwość" ^). Jeden z mówców 
na sejmie piotrkowskim w roku 1565 wołał: „A ono to w Polszczę posłuszeń- 
stwo i zgoda bywała, że, by sobie rzekli i nosy rzezać, tedy już inaczej nie by- 
ło" ^). Proteus nie mógł zapomnieć o ,onym pięknym wieku złotym, na któ- 
ry pamiętając, serce mi się kraje". 

Otóż i Bielski występuje w swoich satyrach, jako laudator temporis adi, 
sięgając myślą do owego wieku, rzekomo złotego, kiedy to 

Wiele i królów sławnych z rycerstwem bywało: 
Był on święty Piast, byli cui Bolesławowie 

I z Władysławy oni też Kazimiero wie; 

Bj^wali i panowie radni prawie święci, 

Którzy Rzeczpospolitą mieli na pamięci.... 

Patrzą jcie, jako wielka pierwej Polska była, 

Kiedy z Rusią, z Wołochy i z Prusy walczyła; 

Wszystkimeśmy ze wszech stron na celu siedzieli 

Stąd o przodkach rozumiej, iż ci nie leżeli, 

Prostą rzeczą mówili, co się im godziło, 

Kto szczerą prawdę mówił, wszystkim było miło. 

Siedząc w Radzie, jako my, jedne głowę mieli, 

Wszyscy to prz^^jmowali, co ci powiedzieli. 

Unosi się Satyr Kochanowskiego nad duchem rycerskim dawnej Polski, 
mówiąc, że „kmieca to rzecz naonczas patrzeć rolej była, a szlachta się rycer- 
skiem rzemięsłem bawiła; nic to nie było siedm lat walczyć, nie przestając;.... 
temci Polska urosła, a granice swoje rozciągnęła szeroko między morza dwo- 
je". Tego samego zdania jest i Bielski, wielbiąc przodków, że „zostawili tę 

Koronę w cale"; 

Te wielkie gospodarstwa mając sobie za nic, 

Od swoich własnych dziedzin nie czynili granic, 



— 216 — 

Woleli wszyscy społu przyczyniać królestwa, 

Niżli patrzeć własnego na kmiotku łupiestwa. 

Obyczaje przodków naszych były, zdaniem Satyra, ;,święte": „nie było 

tej chciwości, która dziś panuje", „nie statutem, ale cnotą się rządzili", nie 

było zbytków, we wszystkiem umiano zachować umiarkowanie, „żaden nie 

był w pieniądze bogaty". I Bielski chwali owe „święte" obyczaje: nie było 

chciwości, 

Starzy ludzie pieniędzy niewiele miewali, 

Bo się w zbytnich pokładziech nie bardzo kochali: 
Tylko, aby miał za co kupić konie, kuszę, 

Łacno więc wyposaŻ3ł swą pannę Maruszę: 
Odprawiał dziesiącią kóp na wieś pana zięcia... 

Tak pierwej posażono ślacheckie dziewice: 
Pięćset złot3'cli nawięcej po wojewodziankach, 

Trz^^sta złotych dawano też po kasztelankach. 

Stroje były zawsze proste: Mazury „na koń w kar watkach z miekow- 
skiem wsiadali i nóg sobie kitajką nie podwięzowali; chociaż nie po magiersku, 
przecięć dobrze było"; „nie stroili ojcowie w łańcuchy dziecięcia", „nosiły 
nasze panie duszki pacierze bursztynowe, nie złote łańcuszki, na szyi prosty 
czecheł, albo było goło, na głowie toczenice, a chomlą na czoło". Jadano na 
prostych talerzach, bez serwet, pijano nie wino, tylko miód i piwo, a wszyst- 
ko było tanie. I właśnie dzięki duchowi rycerskiemu i umiarkowaniu mieli 
nasi przodkowie „rząd i dobrą sprawę": „starzy w radzie siadali, młodzi wo- 
jowali"; na sejmach wszystko jednozgodnie uchwalano; wszyscy mówili „pro- 
stą rzeczą", rządzili się więcej cnotą, niż statutem: 

Za starych ludzi pierwej niewiele pisano, 

Jedno, co czyje było, jawnie powiedziano. 

Jednem słowem, panował niegdyś w Polsce wiek złoty, w którym były 
nawet „wspólne pastwy dziedziczne: tak moja, jak twoja"; ale dziś wszyst- 
ko na opak, i, gdyby „przodkowie naszy" wstali z grobu, nie poznaliby swo- 
ich potomków-wyrodków i „zwaliby was żaki". I na tego konika wsiadano 
już często przed Bielskim: w „Dyalogu o niestałej rozmaitości odzieży" Ja- 
nickiego nie poznaje zmartwychwstały król Jagiełło swoich dawnych dziel- 
nych Sarmatów w nowoczesnych wystrojonych żołnierzach^); Orzechowski 
skarżył się, że ,, teraz wszystko opak, tak, iż ledwaby się Lech a Piast k nam, 
jako potomkom swoim, przyznali" i t. d. 

A główna przyczyna tego „zopakowania" ? Odpowiada Satyr Kocha- 
nowskiego: 

Ja, głupi, tak rozumiem i przy tem zostanę, 
Że Polskę nic inszego o taką odmianę 
Nie przyprawiło, jedno postronne ć w leżenie. 

Ten sam ciasny pogląd znajdziemy i w satyrach Bielskiego: wszystko złe 
płynie z zagranicy. 

Gdy z obcych ziem zwyczaje wy do mnie naszacie. 

Wiedzcie, że mię na sztuki, matkę swą, targacie... 

Póki naszy Polacy tych Włochów nie znali, 

Poty nieprzyjacielom dobrze odpierali.... 

Pierwejci tu tych Włochów nigdy nie bywało. 
Franca, piżmo, sałata — z nimi to nastało; 



I 



— 217 — 

Owy pludry opnchłe, pończoszki, mostardy — 

Niedawno to tu przyniósł włoski nanid hardy.... 

Jakoż u nas niemieckie talery nastały, 

Także też wszystki rzeczy, żywności zdrożały. 

A teraz wniosek. Jeżeli niegdyś było dobrsie, a, dziś jest źle wskutek 
,, postronnego ćwiczenia", to zamknijcie się na cztery spusty w Polsce, uie po- 
syłajcie dzieci za granicę, powróćcie do dawnych obyczajów, nie postępujcie, 
tylko cofajcie się, a ów wiek złoty powróci! Oto jtnnaccum^ któreni często- 
wali społeczeństwo nasi moraliści, czy to Kochanowski, kiedy wołał: ,, Przy- 
wróćcie dawne obyczaje'' i wymawiał rodzicom: ,, Wolicie do Włoch albo do 
Niemiec słać syny", czy Orzechowski, kiedy radził: ,, Wróćmy się co rychlej 
ku staremu; gdy to uczynimy, będziemy też i my całymi po staremu". Nie 
sprzeniewierzył się tej zasadzie i Bielski, nawołując Polaków, aby się ,.tak 
sprawiali, jako ich przodkowie, i niebyli od swych cnych ojc(nv wyrodkowie;... 
postępujcież tą drogą, którą od nich macie!" 

Wszystko to razem wzięte — i ta bezkrytyczna apoteoza przeszłości i to 
nawoływanie do powrotu na jej święte i błogo.4awiono łono — nie lua. j)raw- 
(lę powiedziawszy, ani źdźl)ła sensu. 

Daremne żale, próżny trud, 

Bezsilne złorzeczenia! 
Przeżytych kształtów żaden cud 

Nie wróci do istnienia!... 
Wy nie cofniecie życia fal, 

Nic slcargi nie pomogą; 
Bezsilne gniewy, próżny żal: 

Świat pójdzie swoją drogą! 

Tymczasem nasi moraliści i satyrycy wieku XVI (niestety, nie tylko 
XVI!), widząc, że fale życia polskiego płyną w złym kierunku, chcieli je co- 
fnąć, zamiast nadać im kierunek właściwy, nie rozumiejąc, że to niemożliwe. 
A skądże to pochodzi? Z dwu nadewszystko przyczyn. Nasamprzód, ze zna- 
nej povvszechnie i wspólnej wszystkim wiekom słabości myśli ludzkiej, która, 
nie mogąc zoryentować się w teraźniejszości (zwłaszcza w epokach przełomo- 
wych, a taką epoką w historyi kultury polskiej i państwa polskiego był wła- 
śnie wiek XVI), nie chce się z nią pogodzić, a stąd potępia ją często — i mimo- 
wolnie, nieświadomie zwraca się ku czasom przeszłym, dopatrując się w nich 
jakiegoś wieku złotego, zamiast go szukać — w przyszłości. Lecz obok tej 
przyczyny, mającej swe źródło we właściwościach duszy ludzkiej, niemałą 
rolę odegrała tu inna: wpływ literatury starożytnej, zwłaszcza pism Cycerona, 
który, przerażony rzeczywistym upadkiem obyczaj ów i dawnej cnoty rzymskiej, 
tak często piorunował na teraźniejszość, tak chętnie wspominał dawną świe- 
tność Rzymu; owo ulubione „przodkowie naszy", z którem tylekroć nasi 
mówcy sejmowi na harc wyjeżdżali, jest niczem innem, tylko ulubionem 
maiores nostri Cycerona. Z tego zaś, że analogia pomiędzy konającą Rzeczą- 
pospołitą rzymską a młodą, pełną jeszcze sił życiowych, Rzecząpospolitą 
polską jest najzupełniej fałszywa, nie zdawano sobie u nas sprawy — w epoce 
kiedy powaga starożytności była tak wielka, że powtarzano za Platonem, 
iż nawet odmiana muzyki, nie mówiąc już o odmianie obyczajów, nieszczęścia 
na kraj ściąga. Więc powtarzali humaniści za panią matką pacierz, naukę 

Bielski. ^B 



- 218 — 

Cycerona przykładali do Polski, a za humanistami poszli i niełiumaniści, nie 
wyjmując Reja i Bielskiego. I oto nie tylko bezkrytyczne, na uczuciu raczej, 
aniżeli na myśli badawczej, oparte uogólnianie objawów złego, ale i równie 
bezkrytyczne uwielbianie przeszłości (której się dokładnie nie znało!) oraz na- 
woływanie do cofnięcia fal życia — przeszły w manierę literacką, stały się 
liczmanami mowy i, niestety, liczmanami myśli. 

Ale ta maniera satyryczna, te liczmany mowy i myśli nie wyczerpują 
całej treści satyr Bielskiego: jest w nich satyra na poszczególne, na konkretne 
objawy życia polskiego wieku XVI; zapewne, i na nią wpłynęła poniekąd 
dawniejsza i współczesna literatura, jakoto pisma Reja, Orzechowskiego, 
Kochanowskiego, ale głównem jej źródłem są niewątpliwie własne postrze- 
żenia autora. 

IV. 

Życie publiczne Rzeczypospolitej najsilniej znicował Bielski w ,, Sejmie 
niewieścim", którego sam już pomysł jest, jak widzieliśmy, satyrą na rządy 
polskie. 

Z poszczególnych objawów nierządu najmniej uwagi poświęcił stosun- 
kowi poddanych do króla: 

Króla, pana swojego, mało sobio ważą, 

Grdzie mu prawdy potrzeba, tam się nie okażą. 

To już wszystko! Ani słowa o słabości władzy królewskiej! Równie ogólni- 
kowo mówi o nadużywaniu wolności, przestrzegając szlachtę, aby ,, klejnotu 
tego nie straciła kiedyś marnie". 

Daleko szczegółowiej scharakteryzował sejm}?^, jako źródło rządu, 
czyli raczej nierządu, w Polsce. Wyrzucał Skarga posłom ziemskim w ro- 
ku 1597, że ,, zjeżdżają się z wielkiemi kupami jezdnych i pieszych, jako na 
wojnę, nie na radę". To samo działo się już za czasów Bielskiego: 

Siedli też w swych infułach księża po prawicy. 

Ziemska rada siedziała króla po lewicy, 
Zbiory wielkie ze wszech stron pieszych, jezdnych stali. 

Skarżono się powszechnie, że wśród posłów są ludzie zbyt młodzi, nie mający 
pojęcia o sprawach publicznych, co Kochanowski poczytywał za wielkie nie- 
szczęście, a nawet za wróżbę upadku Rzeczypospolitej. Tak było istotnie. 
Na sejmie egzekucyjnym np. ,, wiele między nimi" (posłami) ,, ludzi młodych, 
w sprawach pospolitych niewiadomych, było, wielkie też niesnaski między 
nimi bywały i dziwne opinie, co się z aktu sejmowego wszytko łatwie obaczy, 
kto zechce czytać" ^). Nie zapomniał o tem i Bielski: ,,Do rady wybierają 
młode ludzi płoche, .... co jeszcze mało doświadczenia mają". 

Jakże odbywały się narady sejmowe? ,,Naszy na swych sejmiech wiel- 
kich poczną, ale nie dotrą ruszać rzeczy wszelkich". 

Na sejmiech per amhages wkoło rzeczy toczą, 

Awpośrzodek, gdzie trzeba, tam śmiele nie wki-oczą. 

Różne cola szeroko podawając sobie. 

Wszędzie z naszą utratą folgując osobie. 

Nasza prosta chudzina musi w kącie siedzieć, 

A na wszytko przyzwolić, co pan chce powiedzieć. 



— 219 — 

Panowie, zjechawszy się, czynią z księżą spory, 

Naostatek sjem zatkną czopem i pobory.... 
Przed duchownymi zasio księgi piastowano, 

Spory Pisma świętego przed wszemi czytano; 
Wyrwał się jakiś rzecznik, statutem szermował. 

Gadanie w świętem Piśmie zaraz zahamował.... 
Czytajcie radniej statut, pożyteczniej będzie! 

Głośniej wam, niż biblija, w imieniu zagędzie! 

Wszystkie szczegóły tej charakterystyki sejmów — i przewlekłość obrad 
i czcza gadanina i kłótnie religijne i jałowość uchwał — są zupełnie zgodne 
z rzeczywistością. Oto np. na sejmie roku 1555 żegnano króla temi słowy: 
.,Gdyż już tak k temu przyszło, Najjaśniejszy Miłościwy Królu, że za zjecha- 
niem tu ich m. panów rad koronnych, za naszem też pilnem staraniem a po- 
niżonemi prośbami naszemi ku W. K. Mci, .... za strawieniem też czasu wiele 
mało się potrzebnego czego w Rzptej postanowiło, nie możem tego i bez wiel- 
kiej żałości i bez strachu wielkiego używać" ^i. Skarżył się i król, że posło- 
wie ,,już od niemałego czasu, a prawie za początku panowania królewskiego, 
nic na sejmiech około potrzeb koronnych i obrony stanowić nie chcą, a pra- 
wie sejmy rozrywają''. Jeden z senatorów bolał nad tern, że, pomimo całego 
szeregu ważnych i pilnych spraw, ,,jedneż te de religione et vero cultu divino 
same natenczas wzięli przed się panowie posłowie". Rafał Leszczyński 
w imieniu posłów prosił króla, ,,aby miłościwie to przymować raczył, iż tak 
długiemi namowami zabawiają osobę królewską, bo nam o rzecz naprzedniej- 
szą gra idzie, a to o postanowienie rozumienia wiary, na czem samem wszytko 
nam należy''; kiedy zaś król ,,już więtszych namów około religiej słyszeć nie 
chciał", oburzali się posłowie ^). Na sejmie roku 1558/9 ,, posło wie .... tego 
uprosić nie mogli, aby się egzekucya tak małym rzeczom stała, jeno tylko 
zabawa była czytaniem statuta Casimiri Magni, rzeczy mniej potrzebnych, 
a ważniejsze odkładano opozad" *). Kied}?- na sejm egzekucyjny przyszła wia- 
domość o zdobyciu Połocka, ,, panowie przy poślech bez króla o ratunku Litwie 
przeciw Moskiewskiemu namawiali, którym podatkiem odprawion mógłby być, 
i mianowali niektórzy ratunek dwiema albo trzema tysiącami ludzi konnych, 
drudzy wojennem ruszeniem i podatkiem jakim^ et nihil erat conchisiim!'''- 
Na tymże sejmie, dnia 3 Marca, ,, między posły było niejakie disturbium^ iż 
w piśmie, które czytali wczora (skrypt księży), była zmienka idolatriae, przeto 
ci, qiii seąuuntur Romanistat^^ uciążali, iż o biskupiech i o kościelech ich to 
rozumieją, aby oni idolatrae być mieli" ^). ■ Na sejmie roku 1565 wyrzekano 
w witaniu poselskiem, że ,,leczemy wrzody, któremi ten nasz świat polski 
boleje, aleć się bardziej szerzą a do zgubienia naszego bardziej gotują; z tak 
częstych sejmów, których ojcowie naszy tak często nie znali, innego pożytku 
nie widziemy, jedno iż jeden sejm rodzi drugi". Biadał nad tern i kasztelan 
sandomierski, Stanisław Myszkowski: ,,Każń boża, iż i zdrowie i czas i pie- 
niądze traciemy, tak często sejmując, a nic się przedsię dobrego nie dzieje, 
i prawda jest, co o Polakach mówią: alboć rozumu nie mają, a ono to wszystko 
czynią prwata odia'"-; podczas obrad sejmowych ,,była wielka rozmowa panów 
z księżą promiseue, aż spectahat ku poswarkowi jakiemuś" "). 



- 220 — 

A nie tylko dyaryusze sejmoue, ale i literatura satyryczna stwierdza, 
że sejmy tak się właśnie odbywały. Rej już w „Krótkiej rozprawie" nie 
szczędzi nagany obradom sejmowym: 

Już to kiełka niedziel bają. 

A w niwczem się nie zgadzają 
Podobno, jako i łoni: 

Każdy na swe skrzydło goni. 
Pewnie pospolitej rzeczy 

Żądny sam nie ma na pieczy. 

W „Zwierzyńcu" dosadniej jeszcze wyraża się o „sejmach chwalebnych", 
na których Rzeczpospolita „okrutnie ta nędzica wszeszczy, co ją tak rozcią- 
gają, aż jej skóra trzeszczy'-. Satyr Kochanowskiego wyrzuca Polakom, „iż, 
kiedy wy mówić poczniecie, końca w swych oracyjach naleźć nie możecie". 
Orzechowski: „Ewanielikowie o papistach, papistowie o ewanielikach radzą". 
Modrzewski: „Co rok się.... na sejmy zjeżdżają, z wielkimi je zjazdami wszyst- 
kich stanów sprawują, koszty wielkie na nich wiodą, wiele czasu na biesia- 
dach trawią, a na ostatku na kmiecie i na mieszczany podatek ustawiają". 

Jak charakterystyka sejmów, tak i obraz ,,zawikłanego prawa" i wy- 
miaru sprawiedliwości, a raczej niesprawiedliwości polskiej, w satyrach Biel- 
skiego jest zupełnie zgodny z prawdą. ., Prawo jjolskie widzimy, jako błaho 
skacze, gdy żaczysko leda co przed urzędem gdacze; sześć arkuszów napisze 
kontrowersyi stronie"; ,.kto mocniejszy, ten wygrał u naszego prawa; musisz 
uciec z Piotrkowa, przedzierży cię sprawa"; ,, prawa za mocą idą, pan chudzi- 
nę gniecie": to nie paszkwil, jak mniemał zasłużony wydawca satyr '), ale 
szczera prawda, stwierdzana przez pisarzów naszych XVI wieku, którzy je- 
den za drugim zaznaczają brak sprawiedliwości. ,, Sprawiedliwość nasze — 
mówi Rej — zową pajęczą siecią, którą bąk" (t. j. pan) ,, przebije, a nędzna 
mucha" (t. j. chudzina). ,,uplotszy się. uwikławszy się. utraciwszy wszystko, 
nie doczekawszy się żadnej pociechy w upadku swoim, idzie z kijem, becząc, 
do domu, ręce załomiwszy". , .Prawo jest — woła Proteus — jako pajęczy- 
na: sieci targa, kto możny, uwięźnie chudzina". I podobnych głosów moż- 
naby całe mnóstwo przytoczyć. Bezkarność zbrodni wołała o pomstę do nie- 
ba, i nie przesadzają barany, kiedy mówią: ,, Widzisz, jakie zuchwalstwa, mor- 
dy, zabijania; ci wszyscy za swe zbytki uchodzą karania". Ujść karania moż- 
na było, przekupując czy to świadków, czy sędziów; a zresztą od czegóż byli 
prokuratorowie? ci zawsze umieli bądź to przewlec sprawę w nieskończoność, 
bądź odrazu znaleźć w prawie jakąś dziurę, którą wyciągali z sieci oskarżo- 
nego (jak dobitnie wyraził się Rej), byleby im tylko słono zapłacił. Wobec 
tego, kto miał pieniądze, ten wj^grywał sprawę, 

A nędzny nieboraczek, niżli dojdzie swego, 

Musi wszytko utracić i co miał własnego: 

bo „prokurator z nędznikiem, by z małpą, kugluje". Rej ma słuszność: kult 
rabulistyki prawnej święcił podówczas nie tylko w Polsce, ale wogóle w całej 
Eurojjie zachodniej, wiek złoty swego istnienia**), i niedarmo hetman Tar- 
nowski radził piętnować prokuratorów. To też Bielski, napiętnowawszy przy 
końcu ,, Rozmowy baranów" osławione prawo o mężobójstwie (^„człowiek za 
dziesięć grzywien, szkapa za sto złotych" ^); „większa wina w statucie, gdy 



— 221 — 

kto drzwi wybije, niż gdy jeden drugiego umyślnie zabije"), Lak opisuje pra- 
ktyki sądowe: 

Jedzieszli gdzie do prawu, jakie tam przewłoki! 

By miał nasprawiedliwszą, pojedziesz na roki. 
Prokurator akcyją twoje tak powlecze, 

Czekając długo sprawy, od prawa uciecze. 
Który u nas językiem będzie lepiej śmigał. 

Ten wszystkiego u prawa bez pochyby wygrał. 
Statutu naciągając, ferują dekreta, 

Siiiiile alegują, zlęknieó się kaleta. 
Przyjdzie (/e tiequitiite drugie rzeczy sędzić, 

Nie możno wszystkiego w statucie narzędzió: 
Skąd ją poczniesz, wszędzie źle, ze wszech stron utrata, 

Niemaszli forytarza, nie zyszczesz ni płata: 
Bo cię wnet zdadzą w zysku sądowni panowie, 

Zadrapiesz się. niebożę, który raz po głowie! 

Nie pominął też sądów sejmowych, znów ujmując się za ubcimi: 

Poźrzy, jako u prawa płaczą, narzekają. 

Nigdy prędkiej odprawj' ubodzy nie mają. 
Będzie na sejmie akcyj o kilka tysięcy, 

Kilka ich król osądzi; a drudzy, płaczęcy. 
Pojadą precz do domu, muszą się, nieradzi. 

Jednać z tym, co im ojca, syna, brata zgładzi. 
A krew niewinna woła, pomsty szulca w niebie!... 

I ta skarga należy do najpowszechniejszych w literaturze XVI wieku. 
,, Bodaj tam" (na sejm) — mówi ewangelik do Orzechowskiego w ,,Quincun- 
xie" — „drugi raz nie jeździć, ani na tych sejmach bywać! Azaż tam czasu 
użyjesz albo sprawiedliwości, po którą jedziesz, dostaniesz? Utraciwszy osta- 
tek tego, czegoć sąsiad nie wziął, płacząc i narzekając i Boga nakoniec prze- 
klinając, do domu z sejmu tego jedziesz. A co się nędze nacierpisz, co się za 
prokuratorami nabiegasz, co się asesorom, referendarzom i odźwiernym ich 
nakłaniasz, to w niwecz". Uchański, mówiąc na sejmie egzekucyjnym, że są- 
dom sejmowym podlega spraw ,,tak wiele, iż niepodobno, aby się tu odpra- 
wić mogły", groził, że ,, płacz sierot, w-dów na nas Turki przywiedzie" ^^). 
Najwymowniej jednak powstawał na sądy sejmowe Rej w ,, Wizerunku": 

Przydzie sjem, niebożątka po stodołach leżą, 

A jako woźnj' krz\'knie, to, by pczoly. bieżą; 
Ano jedno bogaczów kilka odprawiają, 

A nędznikom przez tydzień sądy odwołają, 
Przybiją kartę u drzwi, iż koleją jutro 

Będą sądzić: patrzajże, alić kunie futro 
Albo wilcze daleko przed baranem stoi: 

Lecz nie dziw. bo się baran zawżdy wilka boi. 
Tak od jutra do jutra wlecze się rzecz ona, 

Przedsię on nędznik płacze, — śpiewa druga strona.... 
Osobna to kaźń boża na pomstę nadana, 

Iż święta sprawiedliwość jest tak zawil^łana! 

Z urzędników wymienia Bielski mytników, komisarzów i starostów. 
Mytników oskarżano publicznie na sejmie w roku 1555: ,,Na wodnych my- 
tach wielkie łupiestwo; .... we Włocławku wielkie łupiestwo i szacowanie łasz- 



— 222 — 

tów, .... w Nieszowie po trzy grosze od komiegi, od młynów każdych wielkie 
2upiestwo" ^^); podobnie skarży się Bielski: 

Daruj pierwej pisarka, kiedy pędzisz woły... 

Jedzieszli też z szkutami, za tobą wołają: 
„Tratuj, tratuj, daj myto"! Nie daszli, targają. 

„Daj wojskie, daj ducliowne wymyślone myta"! 
Lepiej by się do Gdańska odrzec wozić żyta. 

Starostom zarzuca Bielski to samo, co Rej, — że, „strzegąc rzkomo dóbr 
pańskich, w granicach je trapią i bez miary ściskają ubogie ziemiany"; spro- 
wadzisz komisarzów (nie bez truciu, bo to wielcy panowie, trzeba ich, jak 
o Jaśkę, prosić, by się zjechali), nie wiele ci to pomoże: 

Sieje, orze na cudzem słomiany starosta, 

Żelazny ziemianinie, tu stój końcu mosta; 

Pótyć pole zajechał, nie śmiej z pługiem cłiodzić, 

Jeśli co poczniesz gwałtem, tobie będzie szkodzić. 

Wytykano starostom podobne nadużycie na sejmie egzekucyjnym: ,, Sta- 
rostowie aby nie rozsypowali kopców, które komisarze uczynią, a ty, które 
rozsypali, aby byli powinni do świętego Jana usypać" ^^). 

Jednej jeszcze strony życia publicznego dotknął Bielski w swoich saty- 
rach, mianowicie rozluźnienia dyscypliny wojskowej, braku karności w po- 
chodzie zarówno, jak w obozie, i wogóle braku wyćwiczonego wojska; mówią 
o tem wszystkiem kobiety w „Sejmie niewieścim": 

u naszych wszystka sprawa zgasła, 

Niemasz strażej, karności, nie rozdają hasła; 

Piją, huczą, wołają, ogień wielki gore, 

Przeto też w wojsku naszem są rady niespore. 

Wie wszytko nieprzyjaciel, bezpieczność panuje. .. 

Stroją się rycerze świetnie, ale strój błyszczący nie zastąpi męstwa i ćwiczenia: 

Którzy u nich nawięcej dóbr swych zutracali, 

Ci się wtenczas naświetlaj z pocztem okazali; 

Jako sroczki, pawowie, świetlno się być zdali, 

Ale kohutów mało, coby się z kim kiwali. 

Co się działo podczas pochodu wojska, o tem wiedział już Stańczyk, który 
przedrwiwał owo ,,A daj sam dwie na łęk", szydząc z żołnierzy, co to niby 
chłopa przed napaścią bronią, ale każą sobie dać na siodło choć ze dwie gęsi. 
Rej często wyrzekał na ciągnące wojsko, które łupiło po drodze, co i jak 
mogło (w epigramacie na rotmistrzów przytacza przysłowie Stańczyka), 
a i Modrzewski biadał nad tem nadużyciem: ,,W ciągnieniu cudze wydzierają, 
zboże i paszą, b3^dło i woły, abo darmo, abo za barzo małe pieniądze trawiąc, 
i tak wyjeżdżają przeciw nieprzyjacielowi, niosąc na sobie płacz i narzekanie 
pospólstwa, życzącego im tego, aby się nigdy nie wrócili". Na to samo 
oburzają się kobiety w „Sejmie niewieścim": 

Co też na wojnie zbroją, widzimy na oko, 

Jako ziemię spustoszą braciej swej szeroko; 

Ci o tem dobrze wiedzą, co ich to dolega, 

Jako rycerz od łasa pstrej krowie zabiega. 

Jako zasię z niewodem do stawku zachodzi, 

Chocia tam ryb nie sadzał, a wżdj' po nie brodzi. 



— 223 — 



Na prywatę szlachty polskiej, na jej obojętność względem matki-oj- 
ozyzny wyrzekali wszyscy niemal pisarze nasi XVI wieku, począwszy od 
Krzyckiego. Słychać tę skargę i w satyrach Bielskiego: 

Wszyscy własnych pożytków, gdzie mogą, macają, 
A o Rzeczpospolitą mało prawie dbają. 

Własne zaś pożytki upatrywała szlachta w gospodarstwie, jako główneni 
źródle dochodów, to też oddawała mu się zapamiętale, lekceważąc sobie obo- 
wiązki publiczne, zwłaszcza sprawę rycerską; z rycerskiego społeczeństwo 
stawało się ziemiańskiem, i nastąpiło za panowania Zygmuntów owo ., zale- 
żenie w pokoju", które karciła literatura, biadając nad zanikiem ducha rycer- 
skiego, owo zadomowienie, którego pierwszym wyrazem w poezyi naszej jest 
wiersz bezimienny: ,, Spokojny kąt komu Bóg dał i myśl spokojną" ^), a któ- 
rego apoteozą jest ,, Żywot człowieka poczciwego". ,,Niemasz dziś w Polszczę — 
mówi Satyr — jedno kupcy a rataje; to nawiętsze misterstwo, kto do Brzegu 
z woły, a do Gdańska wie drogę z żytem i popioły"; Bielski wtóruje Kocha- 
nowskiemu: wszyscy ,, tylko macają, gdzie kupić zagony", myślą o tem je- 
dynie, aby „ćci sprawiać, do Gdańska szafować, zarosłe lasy kopać, stare wsi 
kupować". I rośnie wśród szlachty chciwość niepomierna grosza: 

Dziś młodzian lu-asny pyszno, przeglądając, chodzi, 

G-dzieby dostał pieniędzj' gotowj^ch, tam godzi; 

Włożyłby swoje wszystko imienie w biesagi, 

Wżdy się bierze po żenię brać wielkie posagi . . . 

Drugi mówi: „Pojąłbych i świnię z obory, 

„Gdyby miała pieniądze i pełne komory". 

Powtórzy to później za Bielskim Piotr Widawski w swoich ,,Exorbitan- 
cyach", mówiąc: ,,A drugi i świnię i kozę pojąłby, by pieniądze miała"; ale 
przed Bielskim już Rej gromił myśliwych, polujących na posagi: ,, Drugi zasię 
nie dba ani o miłość, ani o powagę, ani o urodę, ani się żadnym obyczajom 
przypatrując, kiloby miała ze dwie wsi, a w trzeciej połowicę, by też była 
i garbata i żadna i głupia, tedy jednak będą powiedać, iż się barzo dobrze 
ożenił". 

I w satyrze na ucisk chłopów wyprzedził Bielskiego Rej, któr}'' już w 
„Krótkiej rozprawie" tak dosadnie i tak szczegółowo skreślił ich niedolę, jak 
może nikt w XVI wieku; i, kiedy czytamy w ,, Rozmowie baranów" skargę: 

Są oni a wszech ludzi, jako niewolnicy, 

Co żywo, imi żywię, nakoniec i wilc3': 
Pan wołu zje, wilk konia, pleban dziesięcinę, 

Jeszcze wsadzą, ubiją i założą winę; 
Przy robocie urzędnik kijem mu dopierze, 

Lada z jakiej przyczyny winę z niego bierze: 

to odrazu przypominają się słowa wójta z ,, Krótkiej rozprawy": 
Ale nam, chudym prostakom. 

Zewsząd cierpieć nieborakom .... 
Urzędnik, wójt, sołtys, pleban, 

Z tych każdy chce być nad nim pan; 
Temu daj gęś, temu kokosz .... 



224 

A nie daszli, wezmą ciążą, 
A bo cię samego zwiążą. 

By więc i dzieci zastawić, 
Musisz się dusznie wyprawić. 

Skargi na zanik ducha rycerskiego zbyt często i zbyt głośno rozbrzmie- 
wały w literaturze i w mowach sejmowych, żeby Bielski mógł je pominąć, 
zwłaszcza, że sam był rycerzem i pamiętał lepsze czasy, więc ze smutkiem 
spoglądał na zn i e wieści ałość społeczeństwa: 

By się clicieh' zabawić sprawy rycerskiemi. 

Poprzestawszy tych biesad z półmiski zbytu im i. 

W lud się dobrze opatrzeć i ćwiczyć siodłaki, 

Łacno z takich poczynić piesze i kozaki.... 

Porzućcie też na ten czas grace i motyki, 

Zmylcie nieprzyjacielom nastrojone szyki. 

Porzućcie też mj^ślistwo, sokoły i charty. 

Te ,, zbytnie półmiski" to także ulubion}^ pomj^sł literatur}^ XVI wieku: 
wojewoda sieradzki np. na sejmie lubelskim r. 1569 mówił: ,,Do obrony nie 
tylkoby potrzeba, żebyśmy się bronili, ale walczyli nieprzyjaciela, a trzebaby 
półmisków ująć i szerokich szat" -j; Rej uczył: ,,Jednoby nam trzeba ująć tych 
pieszczot swoich, tych półmisków, tych rzezanych aksamitów"; znajdą się 
półmiski i w pieśni Kochanowskiego: 

Wsiadamy. Czy nas półmiski trzymają? 
Biedne półmiski, czego te czekają? 

Wszyscy też, jeden za drugim, przestrzegali, że wskutek upadku ducha 
rycerskiego ojczyźnie zewsząd grożą niebezpieczeństwa, na które jednak nie- 
czuli są jej synowie wyrodni. Kochanowski woła: 

W kilku lat Tatarowie pięć kroć was wybrali.... 

Despot, w rzeczy Despotów onych dawnych plemię. 
Xii wasze wieczną hańbę dwakroć przeszedł ziemię; 

Moskiewski wziął Połocko 

Szwedowie was przez morze sięgają, 

A Inflant3^ wam prawie z garści wydzierają.... 
Toć owoc waszych bogactw, i toście ^vygrali. 

Za przykładem Kochanowskiego i Bielski mówi o niebezpieczeństwach 
i utratach: 

Ze w.szech stron nieprzyjaciel dobrze mi nie myśli, 

Zły Tatarzyn podolskie często pola kryśli, 
Moskwa za uchem trąbi, od Szweda przestrogę 

Mieć muszę .... 
Smoleńsk wzięto, a wżdy ich to namniej nie ruszy, 

Śląsko dawno odpadło, a wżdy na to głuszy; 
Tatarzyn ruskie ziemie częstokroć plondruje: 

A przedsię przeciwko im nikt się nie gotuje. 

Wszyscy dalej, za Przyłuskim czy Tarnowskim ^j, powtarzali, że nie 
należy się spuszczać na pokój, że zawsze o wojnie myśleć trzeba. W ,, Sa- 
tyrze" Kochanowskiego uczy Chiron młodego Achillesa: ,,Ale tobie tak trzeba 
myśleć o pokoju, jakobyś się mógł zaraz przydać i do boju"; Rej ostrzegał 
,,miłą, zacną krew stanu rycerskiego": „Nie wdawaj się w wszeteczność, 
a czasu pokoju, tak jakoć to należy, pomyślaj o boju"; a Bielski: 



225 — 

Na pokój się, ma rada, uigdy nie spuszczajcie, 

Gdy rzeczecie, że pokój, ale wojnę macie: 
Z pokoja więc niepokój pospolicie roście, 

Przeto zbroje na sobie we dnie, w nocy noście, 
By was nieprzyjaciele śpiących nie dostali; 

Potembyście po czasie tego żałowali. 

Żałując krwi i pieniędzy dla obrony Rzeczypospolitej, hojnie szafowała 
nimi szlachta w sporacli granicznych i najazdach sąsiedzkich; szlachcic ., są- 
siada swego, jako Turczyn łupi", biadał Protous i gorzko Polakom wymawiał: 

Ty swej żałosnej matce i grosza żałujesz, 

A z wojskiem na sąd jedziesz, gdy się z kim prawujesz: 

Na sąsiada pacliołki, zbroje, konie zbierasz, 

Matce swojej z posługi czemu się w^ułzierasz? 

Na to samo skarży się Bielski: 

Ociec z synem, brat z bratem często za łeb chodzą .... 

Ale się wy podobno wolicie gnieść sami, 
Wszędzie pełno jest niezgod, waśni między wami.... 

Nuż zasię na granicacii jakie icli utraty! 
Stroi się, by na wojnę, w samsiedztwie na bratj^: 

Zbrojniej się wyprawiają w granice na swary, 
Niżli kiedy do ^NEoskwy albo na Tatary. 

I mniemanie, że bogactwo, za którem się każdy ugania, nie wzbogaciło 
Polski, dostało się do satyr Bielskiego zapewne pod wpływem często wypo- 
wiadanych na ten temat poglądów. Na sejmie np. roku 1555 mówił Siennicki: 
„Powiedają niektórzy, iż nigdy Polska bogatsza nie była, jako dziś, na czem 
się barzo mylą, bo, acz najdzie dostatek apud yionnuUas jrriuatas persoiias, 
a więtszy snadź, niż kiedy był. ale res pubh' ca hsirzo uboga ^ ii^gdy uboższa 
nie była, a gdzie res pnhlica uboga, prruatorułn facultates nie uczynią temu nic, 
aby obronić mogli, a też nie każdy na to da: a tak privata corruunt, gdy ich 
publica nie obronią, a puhlica bronić nie mogą, gdzie ubóstwo a niedostatek 
jest" ^). Nie inaczej myślał Kochanowski, który zarazem wskazuje przyczynę, 
dla której bogactwa idą na marne: 

Ale się tam ożywa jeden między wami, 

Mieniąc, iż gospodarstwo Polskę zbogaciłc... 

AJeó ja i tycłi bogactw nie znam między wami.... 

Cóż wżdy w tem jest, dla Boga, iż, będąc takimi 

Grospodarzmi, zdacie się przedsię ubogimi? 

Zbijtek, sąsiedzi, zbytek, Ictóry, jako morze, 

Wszytko potrze, byś mn tkał, nie wiem, jako sporze. 

Bielski podziela ten pogląd: skargi na zbytek, powszechne zresztą w ca- 
łej literaturze europejskiej XVI wieku, zwłaszcza protestanckiej^), zajmują 
w satyrach jego poczesne miejsce. Jak Rej i Kochanowski, tak i on wyrzeka, 
że zbytki prowadzą często do ruiny gospodarstwa i całych majątków, a przed- 
mioty zbytku stają się potem własnością Żydów: „Drugi więc swą wioskę mija: 
rozwiodła go z nią delija", mówi Rej. „Więcejci was daleko, co swe wsi mi- 
jacie i ojcowskie kredence u Żydów chowacie", mówi Satyr, a za nim Bielski: 
„Prz3'jdą potem na Żydy twe kosztowne stroje": 

Ale wioskę z folwarkiem na ten strój zastawi.... 

Ociec będzieli rządny, to S3'n marnotrawca, 
liielski. 29 



— 226 — 

Zostawi go duchownym przyjaciel podawca; 

Drugi na mnichy przyjdzie i, w szarej kapicy 
Włócząc się. chleba będzie żebrał na ulicy. 



gie-| 



Są jeszcze inne reminiscencye z „Satyra"; o tera np.. że .Jeden się na drugie- 
go przesadza na stroje", wspomina i Kochanowski: ,,A by miał zginąć, nie 
chce ustąpić nikomu.... Ty w rysiu, on w sobolu; ty na czapce złoto, on ma 
i na trzewiku, chocia czasem błoto". 

Z objawów zbytku naj szczegółowiej rozwodzi się Bielski nad zbytko- 
wnymi strojami: ,, weneckie tkanice", złotogłowy, aksamity, ,,owy pludry 
opuchłe, pończoszki, mostardy"; ,,falend3^szem przezwali włoskie sukno dro- 
gie", ,,dla prałatów per cento drugie sukno zowie"; ,, pozłociste zbroje, rząd 
i alzbant ze srebrem"; ,, turecka szata, ciżmy, wielkie ostrogi"; ,, kołnierz 
wielki, mały kraj czapką się nadstawi, wiatr go z tyłu żegluje"; „więcej koł- 
nierz kosztuje, niżli wszystka szata'- — oto katalog mater^^ałów kosztownych 
i strojów wykwintnych, katalog jeszcze niezupełny (,, papieru by nie stało, by 
miał pisać wszytki"), a wszj^stko to przyszło z zagranicy, zwłaszcza z Włoch; 
właśnie na mody zagraniczne najsilniej naciera Bielski, podobnie jak Rej 
i Modrzewski, który świadczy, że ,,av jednym domu jedni się ubierają po nie- 
miecku, drudzy po włosku, drudzy po turecku,.... a to jeszcze dziwniej, iż 
kto, chodziwszy po ranu w kapie włoskiej, tenże zasię w wieczór chodzi w tu- 
reckiej fałsurze, w kołpaku, w półbutkach czerwonych abo w białj-ch". 

O zbytkownem urządzeniu dworów pańskich, obsługiwanych przez liczną 
służbę, Bielski zaledwie wspomina (,, Lepiej, niż pod namioty, legać w cudnych 
dworzech'': ,, przed drugim stoi służebników rota"); szczegółowiej opisuje uczty 
szlacheckie, kończące się zwj^kle bijatyką, i polowanie na zająca, na którem 
„Boga tam nie wspomioną, ale w.szystkich czartów". 

Jaki pan. taki sługa. Panowie hulają, — naśladują ich pachołkowie; 
dawniej 

Cnotliwszego. niżli dziś, znalazł pacholika. 

Chowaszli dziś pacłiołka, inakszyć nie będzie, 

Jedno za stół pospołu z swoim panem siędzie. 

Opiwszy się w ten czas mąż, wnet na harc wyjedzie, 

Ale pana przy sobie on łotrzyk zawiedzie. 

Że W pijatyce pańskiej i pachołkowie brali udział, o tem świadczy Rej 
w „Żywocie": „Więc i slngam, choćby też czasem drugi nierad, nieborak, te- 
dy mu dzbanem gwałtem będzie lał w gardło: spełniż mi, bo to za zdrowie 
twego pana łaskawego, — chociaj do niego nikt pić nie będzie". Nad swa- 
wolą pachołków rozwodzi się także Proteus w tych słowach: 

Ale zasię mieć trzeba w grozie swe pachołki, 

Bo tam chodzą samopas pod zamkiem w Krakowie, 

('zasem idą za nimi dla rzajln panotrie. 

Nie boją się, choć widzą korczaka bez głowy, 

Bo też kryjomką łowią, jako nocne sowy, 

A choćby ty m3'śliwce zastano, i z trudem 

Umieją się wywiwać.... 

Osobny ustęp poświęcił Bielski szlachciankom, bo i w nich dopatrzył 
się zmiany na gorsze: 



ooy 

liUdzi się nio sroaiajii, ani Boga I)ują, 

Jęły się pisma czytać, kądziele przestały, 
Przeto nam na koszulo tak płótna zdrożały. 

A więc i w satyrach, jak w ,, Komedyi", patrzy się aulor na kohicU? /.i- 
stanowiska czysto średniowiecznego, podobnie jak Si^kliicyau, który już [)rzO(l 
Bielskim w „Upominaniu do czytelnika" ni(')wił zupełnie to samo: 

Ale i wy, panie duszki, 

Już też widzę u was książki. 
Obyś ty patrzała swoich wzorków, 

Koronki, onych świętych paciorków! 

Wyrzuca Bielski szlachciankom zbytkowne stroje: drogocenne tkanki, 
koszulki perłowe, pierścienie, złote łańcuszki, „junkiery, saltarelle, mętlik, in- 
deraki", które „przywodzą ku utratam nieboraki"; szydzi z nich, że przebie- 
rają się po kilka razy dziennie, „a która na odmianę nie ma szat, ubioru, zada 
sobie chorobę, leży do nieszporu"; zarzuca im pychę i zarozumiałość: „z po- 
stawą chodzą, miłościwać każą, godnych ludzi statecznych nizacz sobie ważą"; 

Gdy na wesele jadą, kmieć wiezie tlumoki, 

Twarz baba uwałkuje, idzie w pląs^', w skoki, 

Pomoże gonionego i gęsiego tańca, 

Wygra czasem na głowę skoczonego szańca; 

ale i wesela nie potrzeba: niech tylko mąż wdzieje opończę i z domu wyrusz}-, 
pani wnet wdzieje aksamity i nuż „w plęsy, gonionego, w skoki". 
Od matek nio lepsze córki: 

Panny takież mają swe kosztowne noszenie 

I osobne od macior z karaniem ćwiczenie: 
W łaźni myjąc w subotę, miotełką upierze, 

A w niedzielę do tańca w aksamit ubierze. 
Skacze panna w sobotę, skacze i w niedzielę, 

Naskaczesz się, panienko, jako dzikie cielę! 
Obciągnie się sznurkami, ledwo dychać może. 

Łańcuchów pełno na niej, ledwo chodzić może. 

Niektóre rysy tej satyry na szlachcianki znajdujemy już w „Krótkiej 
rozprawie" i w „Wizerunku" Reja, np. zamiłowanie do strojów, „koszt około 
białych głów" i t. p. Są jednak w satyrze Bielskiego szczegóły nowe, mia- 
nowicie ustęp o położnicach i ich pocieszycielkach: 

A gdy w sześciniedziałkach która kiedy leży, 

Poduszek pstry cli do wierzchu nad sobą najeży; 
Kobiercami ze wszech stron ściany zobijano, 

Pi-ześcieradła tkankami w koło zbramowano. 
Przyjadą, nawiedzając, przyjaciółki miłe. 

Ukażą, co umieją, a zwłaszcza opiłe. 
Lada co powiadają, przy łożu siedzęcy, 

Miód, wino, małmazyją z kosmatym pijęcy. 
To będą pić maciorki, pani młoda mdleje, 

Jedna z tyłu podnosi, druga na nię wieje: 
Druga woła dyptanu: ., Dobry na omdlenie, 

„Uskromi to niewieście w żywocie gryzienie". 
Popiwszy się, to stroją rozliczne firleje. 

Jedna drugą odczepi i oczy zaleje, 
A drugiej zawijają mokrą chustką głowę. 



228 — 



VI. 



% 



Wydatne miejsce w satyrach, mianowicie w ,, Rozmowie baranów" zaj- 
muje pierwiastek mieszczański. 

Krytyka sądów miejskich jest jeszcze surowsza, niż ziemskich: ;, Je- 
szcze większe łupiestwa są w niemieckiem prawie;.... nuż zasię frystowanie? 
z komisyi rotunki, pójdą, by na jarmarku, z kalety wiardunki, a jeśli się na 
siedm miast twoja rzecz odwlekła, jakoby się, niebożę, dostała do piekła: już 
z kalety nie wyjmuj nigdy swojej ręki". Szczera to prawda: sprawy w są- 
dach miejskich musiały się długo przewlekać, a więc i kosztować drogo, po- 
nieważ od ortylów rad miejskich apelowano do sądu krakowskiego, a od niego 
jeszcze do sądu sześciu miast na zamku krakowskim. I wogóle cały obraz 
sądów miejskich w satyrze Bielskiego jest najzupełniej zgodny z rzeczywisto- 
ścią: prawdziwość wszystkich szczegółów dowodnie stwierdzają pisma Gro- 
ickiego. Oburza się Bielski na ,,języcznych prokuratów", — nie lepsze świa- 
dectwo wystawia im Grroicki w ,, Porządku sądów i spraw miejskich": ,,Z ła- 
cińskiego nieprawnego pisania wielkie często spory miedzy niebogohojnymi pro- 
kuratorami rostą, gdzie słowo albo wyrozumienie wątpliwe ułapić mogą, a na 
nie, jako kot na mysz, dybią, przez co wielekroć sprawiedliwość tępią i prze- 
dłużają, nie inaczej, jako łakomy barwierz, mogąc rychło uleczyć ranę, gnoi 
ją, aby na dłuższem leczeniu więtszą zapłatę wziął". Mówi Bielski, że ,,o gie- 
rady domowe" (to jest o sprzęty, pozostałe po zmarłym), ,,zapisne wielkierze 
pójdą gęste u prawa z kalety halerze": Groicki w ,, Tytułach prawa majde- 
burskiego" świadczy, że tak było naprawdę: ,, Wielkie poswarki miedzy ludźmi 
o gieradę w Polszczę bywają, gdzie się podług praw niemieckich rządzą, iż, 
kiedy się o nią prawo toczy, każdy, chcąc do siebie przyciągnąć spadek gie- 
rady, a sobie więcej, niż drugiemu, życząc, mówi tak: to mnie prawem sa- 
skiem, niemieckiem ku gieradzie należy; a drugi mówi: to prawem majde- 
burskiem nie ku gieradzie, ale ku dziedzictwu; moje to, nie twoje! Przeto, 
kiedyby się miała rzecz toczyć o gieradę okrom różnice i kłopotów, musiałby 
rzeczy, ku gieradzie należące, wielkierzera znacznie mianować,... abowiem 
niektóre rzeczy prawem pospolitem saskiem do gierady służą, a zasię tyż 
rzeczy prawem majdeburskiem do dziedzictwa, nie do gierady.. . Z której 
więc niezgodności praw dosyć więc kłopotów i zajątrzenia miedzy krewnymi 
roście" ^). I jeszcze jeden szczegół mamy w ,, Rozmowie baranów", dotyczący 
sądów miejskich, mianowicie o ,, gwarze", to jest o rękojmi, którą powód 
dawał pozwanemu za pomocą podniesienia palca: 

Jeśli gwaru nie umiesz palcem wydać słusznie. 

Musisz palec odkupić, — gdzie wziąć, tu wziąć dusznie. 

,, Spory się dziś wielkie — mówi Groicki — miedzy ludźmi zaczęły, ja- 
ko ten, którego do przysięgi wiodą, dwa palca prawej ręki trzymać ma; jedni 
powiadają, iż je na krzyżu winien położyć, drudzy powiadają, iż je na ewan- 
geliej, trzeci je każą podnieść wzgórę, i niemały spór około tego, ile ja baczę, 
niepotrzebnie wiodą" ^). Zapewne, dla prawujących się stron wszystkie te 



— 229 — 

sztuczki były niepotrzebne, alu dla ,,języcznycli prokuratów" — barclzij jio- 
trzebne, bo napełniały ich kalety. 

Lecz nie tylko prokuratorowie zdzierają. Wszystko, co żyje w Krakowie, 
wypędza grosz z kalety; już ,, wszędzie pobożna pi-awie taniość z^^asła", czego 
dowodem targi krakowskie, ua których kupcy i poborcy ze skóry obdzierają 
zarówno szlachtę, jak biednych kniieciów, bo „ustawy żadnej nioniasz". Słów 
tych nie trzeba rozumieć dosłownie, ustawy bowiem były; jedna głosiła: ,,0d 
kmieci, co ku swej potrzebie kupują, iż nie na przekup albo też kiedy swe 
własne przedają, targowe nie ma być brano"; druga: ,, Jeśliby poborca cło al- 
bo targowe wybierał nad wolności ludzi ślacheckich albo duchownych, tako- 
wego poborcę jego pan ma stawie u sądu"; trzecia: ., Miasta wszytkie nie mo- 
gą nikomu w jarmark bronić przedawać i kupować łokciami, wagami etc, 
a tego wojewodowie mają doźrzeć" ^); ale cóż z tego, kiedy ani wojewodowie, 
ani ich zastępcy ustaw nie strzegli, na co się często na sejmach skarżono; więc 
działy się nadużycia: 

Patrzaj, jakie lupiestwa, drogości nastały; 

Nigdy takie przeszłych lat w Polsce nie bywały. 
Jako łupią na targacłi, jako rzemieśuicj'. 

Jaki w jatkach jest nierząd, jako drą kupczycy. 
Wkzieszli co do targu, podwyższono korca, 

Gdzie się koliriek obrócisz, za tobą poborca. 
Jakie zasię w towarzech nieznośne drogości, 

Pzemieśnik, szyukarz, kupiec łupią przez litości. 
Jako chcą, sobie miei-zą, bez wszelkiej ustawy^ 

A przez kmiotka idzie pot, robiąc na to, krwawy. 
Mają też swą wymówkę, iż chleb na nie drogi, 

Wżdy z nim kmiotek nie zrówna w dostatku ubogi. 
Kupiec kląska zęboma, pali go korzenie, 

Dobrem winem zaleje ono zapalenie. 
Kmiotek tylko w niedzielę piwa trochę skusi. 

Już na to cały tydzień ciężko robić musi. 

Nie lepiej dzieje się w Sukiennicach: i tu panuje okropna drożyzna, 
zwłaszcza na sukna cudzoziemskie, które tak chętnie kupują głupi Polacy, 
a kupiec, korzystając z ich głupot}^, zawsze ich oszuka: ,, najdzie w Sukienni- 
cach takowego nogcia: mierząc, sukna wyciąga, — zginą go dwa łokcia". Kra- 
marki po niebywałej cenie sprzedają duplę (podwójną) kitajkę, płótno rąbko- 
we, pytle do młyna, galery (kapelusze paradne): Sraatruzianki za skórkę zam- 
szu skopowego każą sobie płacić nie trz3^ jak dawniej, ale piętnaście groszy, 
,, skóry z cielców wyprawią, a rzeką: jelenie"; zdzierają nawet ,,ony baby, co 
siedzą na trecie", i szwaczki i sienniczki, słowem wszystko, ,,co żywo, stawia 
sieci na pieniądze". 

W szynkach — ta sama drożyzna: u ,,paniej Marty" kwarta złego wina 
kosztuje pięć gro szj^, u „pani ej Haski", „pod Wieńcem", kwarta „małmazki" — 
siedem groszy. Drożyzna w szynkach nie uszła uwagi Modrzewskiego: ,,Szyn- 
karze wielkiego swowoleństwa używają, fałszując a przyprawiając wina i dro- 
go szacując;.... nieznośna jest w tej mierze piekarzów i szynkarzów przewrot- 
ność, którzy po tejże cenie i chleb i piwo, gdy zboże tanie, przedawają, jako 
i kiedy drogo". 



— 2B0 — 

"\V Piotrkowie dzieje się to samo, co i w Krakowie: 

Pódźmyż zasię do szynku: jaki nierząd w mierze, 
Bez ustawy, jako chce, tak za kwartę bierze! 

JdliOiii iri(i:uił iiii scjiiiic luitciiCiUs ir Piofrloirie: 

Kwart(j wina ośm groszy dawali szynkowie. 

Może ma tu Bielski na myśli sejm piotrkowski z roku 1565, na którym 
zajmowano się żywo sprawą miast i na którym, pomiędzy innemi, wydano 
ustawę, mocą której tylko obcym kupcom wolno było wywozić towary kra- 
jowe i dowozić obce; w związku z tą uchwałą są niewątpliwie słowa Bielskiego: 

"Więcej się temu dziwuj, iż to wolno czynić: 

Towar cudzy z szkodą wieść, a swemu precz wynić, 
Jako czynią kupczycy, co przedają fraszki. 

Na tymże sejmie głośno wyrzekano na .,drogość tak żywności, jako 
materyej wszelakiej", i postanowiono ., rzemieślnikom wszelakim sposób i sza- 
cunek roboty, kupcom i handlownikom towarów ich ustawić, funty, miary 
wszytkim humidorimi et aridorum równe i jednakie powierzyć, a on szacunek 
na spisku za pieczęcią swą urzędom miejskim miast i miasteczek, tak królew- 
skich, jako też pańskich i duchownych, każdy w swem województwie oddać 
i obwołać....; którą ustawę we wszystkich miastach i miasteczkach przerze- 
czonych będzie powinien każdy rzemieślnik kupić i handlownik, trzymać 
i według niej się zachować....; gdzieby więc rządową ustawę kto wykradł, 
a drożej się nad onę ustawę przedawać rzeczy ważył, tedy uciśniony nad onę 
ustawę w tej mierze każdego stanu człowiek będzie się mógł do burmistrza.... 
ze skargą uciec" *). Dozór nad tern wszystkiem powierzono wojewodom, któ- 
rzy byli obowiązani ,, ustawy i ceny rzeczom czynić przynajmniej dwakroć do 
roku", mieli też ,, miary wymierzyć, postanowić i opowiedzieć" '"). Ale wo- 
jewodów nie trudno było przekupić, — o tem może coś powiedzieć ,, Zwierzy- 
niec" Reja; to też po dawnemu sprzedawali rzemieślnicy wyroby swoje ,,nad 
ustawę", i jeszcze w roku 1567 w ,, Tytułach prawa majdeburskiego" pisał 
Groicki: ,,Rzemieślnicy.... robotę swoje.... drożej, niż pobożny zwyczaj niesie, 
przedają albo takie zmow^}^ miedz}' sobą czynią, aby żaden roboty swojej ta- 
kiej nie przedawał, jedno wedle ich uchwały". Otóż całe ,, rozdzielenie" 
czwarte ,, Rozmowy baranów" jest właśnie skargą na sprzedawanie wyrobów 
rzemieślniczych w Krakowie ,,nad ustawę" i na owe zmowy w cechach: 

Już zasię rzemieśnicy mają też swe sprawy, 

Grdy się zejdą do cechu, strzegą swej ustawy.... 
Jako w cechu ustawią, tak każdy przedaje. 

Rzemieślnicy hulają sobie, piją na umór, strzelają do kurka, w poście ,, ści- 
nają świece": 

Któż to ma nam nagrodzić? Nikt, jeno ziemianie. 

Zmówmy się jednostajnie, zszedszy się w cech na nie: 
Nie wadzi ich nam podskuść.... 

Mało pieuiędzj' w skrzynce, raalo mamy w mieciiu: 
Już czas przyszedł ćwiczenia, będziem strzelać kurka, 

Niejedna się uczyni w naszym mieszku dziurka: 
Co wszyscy rzemieśnicy na kurku utracą, 

To wszystko bracia miła swym groszem zapłacą. 



— 231 — 

Z wyjątkiem garncarzów, którzy ,, garnca pol)Ożnie ludziom sprzedawają" 
,Boga starszego mistrza w swym cecłiu wybrali, bo z tejże materyjej Bóg; 
człeka sposobił, z której garncarz piec działa i garnce sposobił", suchej nitki 
nie pozostawia Bielski na rzemieślnikach krakowskich, opowiadając szczegó- 
łowo, na jakie to sztuczki się zdobywają. Oto złotnik np. ,,flo grzywny srebra 
miedzi trzy łuty przysądza", ,,gli\vaksem srebro złoci, rozpuści kęs złota" 
rymarz ,, dziesięć złotych wyrobi z jednej krowiej skórki"; kuśnierz — 

Lepiej cię on podgoli, niżli barwierz zmyje: 

Nigdy się rękaw z szatą od niego nie zgodzi, 

Przeto mu sporo futro podszywać przychodzi. 
Ukażeć rozmaite futra, czarne bobry, 

Chocia drogo szacuje, rzadko który dobry. 

Natrze kretą wiewiórkę, rzecze: popielica: 

dasz krawcowi materyał na ubranie, zawsze mu ,,w zysku zostaną rozmaite 
płatki", a na czas nigdy żupana ci nie uszyje. W podobny sposób odzywa 
się autor o czapniczkach, szewcach, bednarzach, garbarzach, goldszlarach i t.d. 

Badania nad historyą cechów krakowskich stwierdzają prawdziwość je- 
go zarzutów, niektórych przynajmniej. Tak np. w roku 1544 towarzysz sztu- 
ki złotniczej, Herman, zrobił sygnet srebrny, wewnątrz pusty, środek zalał 
C3'ną, zalutował srebrem i .sprzedał Żydowi, jako srebrny pierścień. Że zaś ta- 
kie sztuczki nie były wcale zjawiskiem odosobnionem, widać stąd, iż sami 
złotnicy uchwalili, co następuje: ,,Nie ma się żaden ważyć rzeczy podejrza- 
nych, to jest łańcuchów mosiądzowych, także i kamieni zasadzać fałszywych 
we złoto, a mianowicie wszelakich dubletów, kamieni farbowanych na kształt 
kamienia dobrego i groszów nie złocić, które są bite na kształt czerwonych 
złotych" ^). 

I pisarkom mieszczańskim nie darował Bielski, oskarżając ich, że, jak 
mogą, tak oszukują swoich panów, piją i hulają za ich pieniądze po gospo- 
dach, a potem ,, wszystko w regestr napiszą, co kędy utracą", i wyrachują się 
do ostatniego grosza. 

Wreszcie — satyra na mieszczanki: ,, języczkiem" doskonale umieją 
szermować, lokatorów swoich obdzierają i nic im na kredyt dać nie chcą: 

Daj, coś wiuieii, młodzieńcze, nic tu na odwłoki: 

Moja kuchnia, naczynie, postąpię i ławy, 
Dam i obrusa na stół, jedno nakup strawy, 

Dam i konwie po wino, dam też na stół clileba, 
Ale, co jedno powiem, to zapłacić trzeba! 

Poza tern są dla swoich ,, młodzieńców" bardzo uprzejme, zwłaszcza wtedy, 
kiedy... mąż na jarmark pojedzie, nie tylko dla młodzieńców zresztą, ale i dla 
mnichów.... Mąż się nie dowie, bo nie wszystko przecie mu powie zielona 
papuga! Jak szlachcianki, tak i one lubią się stroić, ,,by sroczki": 

Twarz gore, trzewik skizypi, brwi czarne i oczki. 

Buciki sznurowane, tabinowa szata! 
Folwarków żadnj^ch nie ma, dobytka ni płata, 

Ma pierścienie, ma perłj', klejnoty od złota. 
Ostrzegajże się, mężu, bj^ś nie ciągnął kota! 

Bo w tycli strojach ozdobnych, w tych kosztownych chuściech 
Rady chodzą na Skałkę panie po odpuściech. 



__ 232 — 

O tych strojach mieszczanek sporo ciekawych szczegółów opowiada Gro- 
icki: ,,Żona przedsię.... nad swój stan się stroi ubiery kosztownymi, którym 
końca niemasz, a zwłaszcza, gdy za naszych czasów niektóre białegłowj'-, za- 
niechawszy skromnych ubiorów polskich ojczyzny swojej, na których matki 
ich, żywąc w pobożności, przestawały, jęły się cudzoziemskich szat i innycli 
dziwnj^ch strojów: nie dosyć mieć szatę po polsku, ale po niemiecku, po wę- 
giersku, po hiszpańsku, także inne stroje główne, szyjne, ręczne, jako są: 
cepliki, oswiki, tkankij^bramki, czepki morawskie, staroświeckie chomle, kę- 
dziorki, celpy z knaflami, toczenice, łubki, biret}^ z poutałmi, czapki od słoń- 
ca, mycki, ścierki, rąbki, serpanki, jedwabniki, latawczyki, rańtuchy, swoje- 
rze, potyczki, podwiki, przednice perłowe, kołnierze z przednicami, kołnierze 
opadłe, obojczyki, kołnierze do obojczyków, kruszki, trepelle, zapony, krzyży- 
ki, halsbanty rozmaitym strojem, koszulki rozliczne, gurgole, czechliki, szor- 
ce, fartuchy, opasania dziwne, obrączki rozmaite, szersze, węższe, gołe, dru- 
gie z łańcuszkami, łańcuszki ku opasaniu, wacki, mieszki perłowe aż do zie- 
mie, pacierze, facelety, bryżyki rozmaite, książki ze srebrem, letniki, szubki 
rozmait^an strojem, płaszcze, kożki: a ktoby ty stroje mógł wyliczyć! Skąd 
też widzimy, iże mężowie tymi strojmi sobie i potomstwu swojemu wiele złe- 
go czynią: siebie ubożą, gd}^ na ty ubiory żonam albo ojcowie dziewkam swo- 
im wielki nakład czynią, których potem na tandecie i u Żydów w^ zastawie 
widamy dosyć: potomstwo też swoje bliższe jakoby z ich własności odzierają, 
gdy na ty ubiory kosztowne wszystkę prawie majętność swoje włożą". 

Dodajmy do tej charakterystyki mieszczaństwa kilka słów o doktorach, 
którym Bielski, podobnie jak Rej w ,,Wizerunku-", zarzuca, że ,, receptami 
szalą", że ,,zamorskiem ziele zową, które od nas mają", a treść satyry Biel- 
skiego będzie wyczerpana. 



VII. 

Co przedewszystkiem uderza i dziwi czytelnika satyr, to, jeżeli po- 
minąć przygodną wzmiankę o mnichach, zalecających się mieszczankom, zu- 
pełne milczenie o duchowieństwie, którego chciwość i zepsucie właśnie 
w wieku XVI same się niemal napraszały, jako bardzo wdzięczny temat saty- 
ryczny. Zapowiadają wprawdzie na początku swej rozmowy barany o jednej 
głowie, że i tluchowieństwa oszczędzać nie będą: „Królom, panom, hishupoyn, 
wszem nie przepuszczajwa". Ale przy końcu śpiewają zupełnie inaczej: 

Tuby był plac co mówić o duchownym stanie, 

Którycli pierwsza powaga dzisia chodzi tanie... 

Ale, iż to nie naszej rzecz tak wielka głowy, 

Dajwa pokój, bożych sług nie tykaj wa słowy! 

Czy przyznawał Bielski słuszność poglądowi Grórnickiego, że „teraz ma- 
ją księża tak wiele prażniku, iż go przysparzać im namniej nie trzeba"; czy 
wziął do serca maks^^mę Reja: ,,Nie trzeba szacować, co rozeznać snadno", 
maiisymę, której się Rej sam nigdy nie trzymał; czy może syn Joachim upro- 
sił ojca, aby „bożych sług nie tykał słowy'': dość, że takie zakończenie „Roz- 
mowy baranów", przypominające owo „Strach o tej skórze pisać" Klonowicza, 



- 233 — 

jest prawdziwą niespodzianką w satyrach autora „Kroniki świata", pełnej 
ostrych wycieczek przeciwko duchowieństwu katolickiemu. W każdym razie, 
czy ta, czy inua przyczyna skłoniła Bielskiego do zaniechania satyry na 
księży i wogóle wszelkiej polemiki religijnej, godzi się zaznaczyć, żenię wstą- 
pił w ślady Kochanowskiego, że w swoim programie naprawy Rzeczypospo- 
litej, wyłuszczonym w „Sejmie niewieścim", nie dawał czytelnikowi nieszcze- 
rej rady: „Jedź do Trydentu". 

Ale jeszcze pod jednym względem satyry Bielskiego sprawiają czytelni- 
kowi, znającemu życie autora, pewien zawód: po pisarzu, który w młodości 
służył woj skowo, a w starości pisał „Sprawę rycerską", dla którego więc 
skargi na zanik ducha rycerskiego nie były ani manierą literacką, ani sug- 
gestyą z zewnątrz, lecz płynęły z głębi wewnętrznego przekonania, — można 
się było spodziewać, że rozluźnienie dyscypliny wojskowej i wogóle życie obo- 
zowe opisze w swoich satyrach ze wszelkimi szczegółami. Tymczasem szcze- 
gółów jest bardzo niewiele: powtórzył Bielski to tylko, na co już przed nim 
skarżyli się Rej i Kochanowski, wszystko zaś, co mówi o rzemiośle rycer.skiem 
w ..Sejmie niewieścim", to już nie satyra, tylko uczony traktat. 

"Wogóle, jako obraz życia szlacheckiego, nie odznaczają się satyry ani 
obfitością, ani, co ważniejsza, świeżością podpatrzonych rysów: jest ich 
wprawdzie więcej, aniżeli w ,, Satyrze*' i w innych pismach Kochanowskiego, 
ale niewiele — w porównaniu z pismami Reja. O ileż szczegółowiej scharakte- 
ryzował Rej życie domowe szlachcica, o ileż dokładniej opisał uczty szlachec- 
kie, ubior}^, kłótuie sąsiedzkie, myślistwo, dwory, służbę i t. d. i t. d. A życie 
rodzinne? w całej satyrze Bielskiego nie znaleźć takich szczegółowych obra- 
zków, jakimi są np. w ,, Wizerunku" owe ,, trudności żonatego", ,, trudności 
około wychowania dzieci", ,, trudności około żony", które należą do najświet- 
niejszych obrazk(nv rodzajowych w całej literaturze naszej XVI wieku! 
A i szczegółów życia publicznego nie wyczerpał Bielski: satyra na brak spra- 
wiedliwości jest słuszna, prawdziwa, ale nie może się nawet równać pod 
względem bogactwa szczegółów z satyrą Reja, zwłaszcza w ,, Wizerunku" 
i w ,,ZwierzyTicu". To samo — satyra na urzędy: w ,, Krótkiej rozprawie" 
przypiął Rej łatkę i kasztelanom i starostom i poborcom i mytnikom i żupni- 
kom, a w trzecim rozdziale ,, Zwierzyńca" w uszczypliwych epigramatach zni- 
cował wszystkie wogóle urzędy, nie zapominając nawet o burmistrzach; Biel- 
ski tymczasem pamiętał tylko o mytnikach, komisarzach i starostach. 

Lecz nie tylko bogactwem szczegółów w obrazie życia szlachty polskiej 
góruje Rej nad Bielskim: bije go i talentem satyrycznym, mianowicie śmiało- 
ścią rysów i plastyką, a raczej dosadnością swoich obrazków rodzaj ow3'ch. 
Wprawdzie satyry Bielskiego nie są bynajmniej pozbawione pierwiastku 
epicznego, i w nich bowiem są obrazki, np. uczty szlacheckiej: 

Zjadą się na biesiadę, będą sobie radzi, 

Z przodku on podgolony z drugim się powadzi; 
Pachoł kufel piastuje, mieczem się podpiera, 

Chocia go nikt nie wściąga, rzkomo się wydziera, 
Aby pana ratował, bo go już raniono: 

pPomógłcibycłi był, panie, ale mi brouiono"... 
Rzadko chłop bywa trzeźwy, zawżdy się popiją. 

Wstanie ku południowi, oczy mu zagniją. 

Bielski. 30 



— 234 — 

Szatę zguiótł, ociera się, idzie do kościoła, 

Twarz pijana, zapuchła, ujadła go pszczoła. 

Ale z opisami uczt i pijaków w ,,Ki'ótkiej rozprawie", w ,;Wizeranku", 
w , .Zwierciadle" ten obrazek mierzyć się nie może, nie posiada bowiem tego 
życia, którem tryskają obrazki Reja. 

Nie posiadają satyry Bielskiego i tego humoru, który znamionuje satyrę 
Reja (zwłaszcza w obrazkach życia rodzinnego), co się tłumaczy różnicą indy- 
widualności dwu pisarzów: Rej niewątpliwie śmiał się daleko głośniej i czę- 
ściej, aniżeli Bielski, któremu wcale nie do śmiechu było, kiedy opisywał 
,,przemienność niniejszego wieku naprzeciw staremu"; więc nie humor, ale 
raczej zgryźliwość stanowi tło uczuciowe jego satyr, którym też nie zbywa na 
ironii, czasem nawet na goryczą zaprawionym sarkazmie, np.: ,,Błaznowie 
przed mądrymi wszędzie przodek mają". I, jeżeli godzi się powiedzieć, że 
Rej przez pogodę i humor swojej satyry podobny jest do Krasickiego, to Biel- 
ski przez zgryźliwość swoją i ironię przypomina Naruszewicza. Satyra Reja 
jest zazwyczaj zabawna i wesoła, Bielskiego — poważna i smutna. Najsilniej 
zaś przebija smutek w ,,Snie majowym", w skargach uosobionej Rzeczypo- 
spolitej polskiej na swoje niedobre dzieci: 

Patrzcie, jalłiem ja państwo wam nagotowała, 

A jak walecznych ludzi dość poliołdowała; 
I chowałam w^as prawie, jako syny, córki, 

W dostatku wielkim, właśnie jako matka pszczółki: 
Płodem świętym, powietrzem zdrowem opatrzała, 

A wżd^-m a was niewdzięczną macochą została... 
Chcę, aby syn każdy mój był stateczny, cichy, 

Jeździł po moich piersiach na koniu we zbroi: 
Takiej się gotowości zły Tatarzyn boi; 

Nie na swoje samsiady, ale na Turczyny, 
Konia osiadł i zbroję włożył z szefeliny... 

Cóż tedy dalej czynić, Panie Boże miły?. . 
Niebo, ziemia, p]anety przeciw mnie povvstały, 

Żadnej mi w mem nieszczęściu pociechy nie dały... 
Cóż ja mam z nimi czynić, uboga sierota? 

Nie mam skarbów po temu, nie mam srebra, złota, 
"W budownych miastach, zamkach małom się kochała, 

W przestronem polu zawsze wszystkę ufność miała. 
Skarby moje: chleb, piwo, żelazo na płagi; 

Potraciłam cne ony swej ojczyzny sługi, 
Którycliem dość piersiami swemi wychowała 

I prawie na wszystek świat wszędzie rozsyłała... 

Smutek patryotyczny przemówił u Reja, mianowicie w ,,Spólnem narze- 
kaniu", o wiele wymowniej, ale z pewnością nie szczerzej, jak w tej elegii. 
Szczerym smutkiem dźwięczy również skarga na ucisk chłopów w ,, Rozmo- 
wie baranów". W ,, Sejmie niewieścim" zaś widać tu i owdzie szczery zapał 
rycerski. Szkoda tylko, że ten pierwiastek uczuciowy ukazuje się w satyrach 
rzadko, że przytłaczają go moralizacye, rady, groźby, słowem pierwiastek dy- 
daktyczny, który nie łączy się w harmonijną całość ani z lirycznym, ani 
z epicznym. 

Jakież stanowisko zajmują satyry Bielskiego w historyi naszej poezyi 
satyrycznej XVI wieku? czy wnoszą do niej coś nowego? Niewątpliwie. 



— 235 — 

Przedowsisystkioni, wzboyticujci i urozmaicają formę i pomysły satyry polskiej, 
która niu posługiwała się doleci ani wizyą senną, ani rozmowa zamienionych 
na kamienno barany krakowskie, a więc unarodowionych, Marforia i Pas- 
kwiUi; (sejmy niewieście znano już przed Bielskim). Po druhnę, wzho^M- 
<^''^j'l j®j treść. Nic rzadszego w literaturze luiszuj XVI wieku, jak pier- 
wiastek mieszczański. W pismach Reja ukazuje się on tylko wyjł^tkowo. 
W „Krótkiej rozprawie'' jest wzmianka przygodna o kupcach, którzy 
„wszystko na tobie ugouią, jedno funtem, drugie łokciem; trudna sprawa 
z chytrym nogciem"; w ,, Wizerunku" skazał Rej na męki piekielne „onych 
aż nazbyt, ćo w mieściech bywają, funty, wagi i łokcie bardzo krótkie 
mają", ,, owych kwartarzów, co wam tu szynkują, daleko nie dolawszy, na 
tram przypisują", „owych rzemieśników a owych partaczów"; w ,, Zwierzyń- 
cu" jest epigramat na burmi.strza; w ,'Zwierciadle" mamy kilka słów o ,,ży- 
. wnościach dziwnych ubogich ludzi", które sprzedają na rynku krakowskim 
straganiarki, kramarki, smatruzianki: to już cały pierwiastek mieszczański 
w pismach Reja, który, jako typowy szlachcic XVI wieku, na miasta z góry 
spoglądał i z życiem miejskiem mało miał wspólnego. Bielski tymczasem, 
który dłuższy czas nie tylko w Krakowie mieszkał, ale i z mieszczaństwem 
przestawał, znał doskonale życie miejskie w najdrobniejszych szczegółach 
i on pierwszy, w ,, Rozmowie baranów, starych obywatelów krakowskich", 
wprowadził na większą skalę jego rysy do poezyi polskiej, wyprzedzając tym 
sposobem Klonowicza. I to właśnie jest najgłówniejszą cechą oryginalności 
jego satyry, to nadaje jej prawdziwą wartość i zapewnia wybitne stanowisko 
w satyrze polskiej XVI wieku. Bielski to pierwszy u nas przed Klonowiczem 
malarz życia mieszczańskiego. 



VIII. 

We ,, Wróżkach" Kochanowskiego mówi Ziemianin do Plebana: .,Owa 
nie umiesz, jeno ganić, co jest łacno; ale ukazać drogę, jakoby to naprawić, 
toby mądrego rzecz". Bielskiemu tego zarzutu uczynić nie można: on nie 
tylko gani, ale i ukazuje drogę do naprawy Rzeczypospolitej, stając w ,;Sej- 
mie niewieścim" do szeregu pisarzów politycznych. 

Ośm rzeczy na świecie, które przekażają 

Nam w Rzeczypospolitej i szkody działają: 
Sędzia w prawie fałszywy, kupiec, który szydzi, 

Ksiądz łakomy w kościele, a z Cygany Żydzi; 
Pocłilebce też w tym cechu _u króla na dworze 

I ony wszetecznice i ten, co nie orze. 
Wyżeńmyż tę szarańczą, bo próżno chleb jedzą, 

Nic nie robią, ni radzą, a w pokoju siedzą. 

Niektóre z tych myśli rozwija autor obszerniej w poszczególnych ,, arty- 
kułach, od białychgłów podanych", które (wraz z pomysłami, wypowiedzia- 
nymi w ,, Rozmowie baranów") tworzą program naprawy Rzeczypospolitej. 
Ale program to nie oryginalny: prawie wszystkie jego myśli są tylko echem 
bądź projektów już znanych, zwłaszcza Modrzewskiego, którego dzieło Biel- 
ski najwyraźniej czytał, bądź mów i ustaw sejmowych. 



— 236 — 

Za jedną z naj silniej szjłcli podstaw państwa Modrzewski poczytuje mo- 
ralność jego obywateli, nad którą radby, w swojej szlachetności, rozciągnąć 
dozór państwowy: ,,Jest toż, mem zdaniem, i on urząd potrzebny, któryby 
doglądywał obyczajów ludzkich"; pozywać przed sąd i karać należy nie tylko 
tych, co przestępują prawo, ale i tych wszystkich, którzy żyją niemoralnie, 
a więc, pomiędzy innymi, marnotrawców, rozpraszających ,, majętność swoje 
i bogate ojczyste imiona", oraz graczów, ,,na majętność cudzą czyhających". 
Bielski powtarza tę myśl: 

Niechaj każdy starosta swych urzędów strzeże. 
By zuchwalec karano, sadzano do wieże, 

I wszytki mężobójce, gracze, maniotrawcc 
By je srodze karali urzedoini spratrce. 

„Karczmy winne i piwne abo wygładzone, abo mieszczanom zapowie- 
dziane być mają", mówi Modrzewski, a za nim Bielski: 

Wina i mocnych trunków by nie szynkowano; 

Ktoby je śmiał' szynkować. bj' mu je zabrano. 

Pod wpływem Modrzewskiego, który tak wyrzekał na zbytkowne stroje 
szlachty, radzi Bielski, aby szlachta ubierała się skromnie. W celu zapobie- 
żenia mężobójstwom i wogóle rozlewowi krwi proponuje, 

Aby naszy mężowie nie chodzili z kordy, . . . 

Bo ci naszy mężowie ten obyczaj maja, 
Iż swe miecze i zbroje na się obracają, 

Leda o małą, krzywdę, ali się w^net biją. 

I ten projekt ma swoje źródło w dziele ,,0 naprawie Rzeczypospolitej": 
,, Miecze i insze naczynia, do obrażenia uczynione, nie mają być noszone 
w Rzeczypospolitej spokojnej; ... aby ta spólnego walczenia skwapliwość była 
wygładzona, zda się być potrzebna rzecz zakazać, aby żaden w mieście 
i w schadzkach nie śmiał nosić broni wszelakiej, : ... bo ludzie, czując je przy 
boku, prędcy są do uczynienia krzywd, z leda czego swary wszczynają, drugie 
biją i zabijają". 

Do tych pomysłów, wziętych z Modrzewskiego, a dotyczących kontroli 
państwowej nad obyczajnością mieszkańców, od .siebie dodaje Bielski jeden 
jeszcze: w celu zahamowania niezmiernej żądzy bogactw trzeba postanowić, 
Posag i ty nieznośne aby zaginęły,.... 

Po ślachciance z jednej wsi sto złotych dawano; 
Która nie ma całej wsi, tego połowicę. 

Podzielał widocznie autor pogląd Groickiego, że celem posagu jest nie 
wzbogacenie się tanim kosztem, ale jedynie ,, znoszenie przypadłych brze- 
mion w małżeństwie". 

O prawach mówi tylko ogólnikowo, że należy je koniecznie ,, przekuć", 
bo są ,, nierządne"; na mężobójców domaga się, za Modrzewskim, kary śmierci: 
,, Jeśli go" (chłopa) ,,kto zabije, wziąć gardło samemu: niemasz ceny^u Boga 
człowieku 'każdemu". Poza tern, sprzeniewierzając się swemu mistrzowi, nie 
mówi ani słowa o potrzebie zmiany prawodawstwa względem chłopów i zdo- 
bywa się tylko na dwie rady: 

1) Abyśmy im też na czas w czem pofolgowali, 

Przez kilka lat dziesięcin i ospów nie brali. 



— 237 — 

2) Naszy kmiecio dawali nieziiuśne pubory, 

A musiał nań druyi zl)yó i wołu z obory: 
Chcąc my kmiotkom folgować i swojeiini słtdiii (.'), 

Po dwu groszu matce swej złożym na rok z łanu. 
A ona nam powinna za to radzić będzie, 

Gdzie się kolwiek obrócim, dawać żywność wszędzie. 

O innych źródłach zao})atiywania skarbu jakoś głucho w satyrach Bi*;!- 
skiogo, który, „folgując swojemu stanu*', nie miał widocznie ochoty wyrze- 
kać się przywileju koszyckiego; zapomniał, że w dziele ,,0 naprawie Rzeczy- 
pospolitej-* znajduje się obszerny projekt finansowy prymasa Łaskiego. Do- 
dajmy, że przeciwko wyciskaniu podatku z chłopów powstawali już Orzechow- 
ski i Modrzewski. 

W projektach, dotyczących reformy sądownictwa, idzie Bielski za Mo- 
drzewskim, który, z uwagi, że ,.król, będąc inszemi rzeczami zabawiony, żad- 
nym sposobem tak wiela spraw sądzić nie może", domaga się ustanowienia 
,,konsystorza", składającego się z dziewięciu sędziów, którzyby ,, mieli moc 
sądzić, skazować i skutecznie kończyć wszystkie sprawy, do nich przycho- 
dzące, bez dalszego odrywania"; różnica polega tylko na tem, że Bielski po- 
większa liczbę sędziów^: 

Ustanawiam^', aby ich dwamiśne siedziało, 
Żadnej apelacyjej od nich nie byv/ało. 

A jak Modrzewski pragnie, aby sędziom ,, słuszne dochody postanowić"^ 
( 12,000 złotych rocznie), tak i on żąda, aby ich ,, opatrywać'' „z pospolitej skrzyn- 
ki", bo inaczej będą się działy nadużycia. Procedura sądowa powinna być szyb- 
ka („a tym prawnym poswarkom, które idą z prawa, aby była porządna a rych- 
ła odprawa"),— znowu w myśl Modrzewskiego: ,, Odwłoki, których w naszych 
sądziech używają, bardzo są przykre tym ludziom, którzy krzywdę cierpią". 
Modrzewskiemu dalej zawdzięcza Bielski pomysł, żeby „w żyzny rok na spi- 
chlerze żywności nakupić, tak jakoby w głodny rok nie mógł nas nikt łupić": 
,, Słusznie ma być chwalon on obyczaj, który się w wielu państwach zachowuje, 
iż, gdy której ćwierci roku żyto albo i insze zboże najtańsze bywa, urząd sku- 
puje go bardzo wiele i do miejskich spichlerzów dawa chować, iż, jeśliby była 
od nieprzyjaciela niebezpieczność, albo się też ku jakiej drogości albo niedo- 
statku zboża skłaniało, zawżdy bywa dobrze opatrzona żywność ludzka". 

Inne projekty powstały pod wpływem obrad sejmowych. To, co Bielski 
mówi o handlu, domagając się, żeby ustanowiono ceny na towary; żeby ;,ku- 
piec wszelkich towarów w ziemi tu nakupił, aby nas więcej Włoszek i Nie- 
miec nie łupił"; żeby nie wolno było ,, wozić zinąd towarów", — to wszystko 
jest niczem innem, tylko żądaniem, aby wykonywane były uchwały, zapadłe 
na sejmie piotrkowskim w roku 1565, mianowicie ustawa o cennikach i wspo- 
mniana już ustawa, zakazująca wywozu towarów krajowych i dowozu obcych 
przez kupców krajowych, a j)Ozwalająca na to kupcom obcym. 

Na tymże sejmie uchwalono, „Cygani żeby w Koronie nie byli"; Bielski 
wyprawia ich na kresy: ,, Osadzajmy je w polach od tatarskiej ściany". Na 
sejmie egzekucyjn3'm skarżono się głośno na Żydów, że ., niemałą szkodę" 
miastom koronnym przynoszą: Bielski zalicza ich w poczet ,, ośmiu rzeczy na 
świecie, które przekażają ham w Rzeczypospolitej". Domagano się już za 



— 238 — 

Zygmunta Starego ujednost a i iiioiiia inuncly (co iiastŁipilo dopiero w roku 1569), 
to też Bielski żąda, 

Moneta aby była w swej ziemi kowana, 

A po ir:uj/sł kiciu //Yy/f.sy/cłt' jawnie obwołana. 

I O sprawie pruskiej zbyt głośno było za jogo czasów, iżby ją mógł pominąć. 
Na sejmie egzekucyjnym skarżył się wojewoda sieradzki, Janusz Kościelecki, 
że ,, Prusowie, acz zdawna są przyłączeni Koronie, ale jednak onera reyni 
z nami nie niosą, ani obrony, ani podatków ^). ,,0 Prusy prosim — mówiono 
na sejmie lubelskim roku 1569 — aby się przeciw nim postąpiło wedle konsty- 
tucyej" -). W „Sejmie niewieścim" czytamy: 

Przyplączmy k sobie w jedność pod książęciem Prusy! 

Powiedzieć im, iż mają przed sobą dwa musy: 
Albo ciągnimy równo, albo daj pobory, 

A nie daszli, pójdziesz precz z matczynej komory! 
Który wstąpi na urząd, by palcy poprawił. 

Słuchać nas, przełożonych, gdzie każą, się stawił, 
I wszystko podejmow^aó, co starszy rozkażą! 

Słowa te, w których znać gniew przeciwko Prusom, powstały zapewne 
pod wpływem wypadków r. 1566 i niegodziwych praktyk Jana Olbrachta 
meklemburskiego, który zamyślał o oderwaniu Prus książęcych. 

Lecz nie tylko zupełnej inkorporacyi Prus domagał się Bielski; marzył 
i o tern, aby Niemcy Polsce „Śląsko w^rócili, które polskie książęta naonczas prze- 
pili;.... powiedzcie im, iż Wanda królowa ożyła, hardego Rotogara co niegdy 
zwalczyła". Nie mógł również przeboleć utraty Smoleńska i Połocka, więc 
marzył o ich odzyskaniu: 

Zamki wam popalamy, pobierzemy włości. 

Pomściwszy się nad wami waszej okrutności; 

Więtszą lekkość weźmiecie od nas zwyciężeni, 

Niż Pigmaei, od złośnj'ch żórawi zwalczeni. 

Ale rozumiał Bielski, że te marzenia nigdy się urzeczywistnić nie będą 
mogły, dopóki szlachta nie odzyska dawnego ducha rycerskiego, dopóki nie 
będzie się pilnie ćwiczyła w rzemiośle wojskowem. Oto dla czego w ,, Sejmie 
niewieścim" poświęca tyle miejsca wykładowi sztuki wojskowej; czy ten długi 
wykład posiada praktyczną wartość, o tem niech sądzą znawcy; zresztą spo- 
tkamy się z nim jeszcze w ,, Sprawie rycerskiej". Tutaj zaznaczymy tylko, 
że o potrzebie ćwiczenia wojska w czasie pokoju, o karności w pochodach 
i t. d. pisano i mówiono u nas w wieku XVI powszechnie, żeby tylko Reja przy- 
pomnieć; projekt zaś, „aby też ustawiczna służba u nas była, niechby rok 
każda ziemia koleją służyła", znajduje się w statutach Przyłuskiego, w dziele 
Modrzewskiego, w pismach Orzechowskiego, Reja i innych. O potrzebie 
osadzenia pól podolskich i wogóle obrony kresów wschodnich, o której tak 
szczegółowo mówią kobiety w ,, Sejmie niewieścim", także mówiono powszech- 
nie, zarówno w literaturze, jak na sejmach. 

Lecz Bielski poszedł dalej, sięgnął głębiej : — do samej przyczyny złego. 
Zdając sobie sprawę, że główną przyczyną zaniku rycerskości w szlachcie 
i wogóle zaniku poczucia obowiązków względem ojczyzny jest płynące 
z „zależenia w pokoju", z chciwości bogactw i z prywaty zadomowienie 



— 239 - 

szlaclity, zbyt gorliwo, ku szkodzie rzeczy pospolitej, oddanie się rzeczy pry- 
watnej, mianowicie gospodarstwu rolnemu, zamykanie się na cztery spusty 
we ,,wsi spokojnej, wsi wesołej", - wystąpił z projektem, zupełnie u nas no- 
wym, wyjątkowym w całej naszej literaturze politycznej XVI wi(.'ku, z pro- 
jektem takim,.... jak gdyby jego autor nie był szlachcicem i zicjniiininem: 
wiedząc, że w Europie zachodniej kwitną miasta i że nie stronią od nich ludzie 
stanu szlacheckiego, wypowiedział w ,,Huzmowio baranów'" i w ,, Sejmie nie- 
wieścim" tę samą myśl, którą już był rzucił w przedmowie do drugiego wy- 
dania kroniki polskiej, 

Slnchtii ir iiiieścic hi/ ipołii obecnie iinexzlcnłti. 

Reforma ta, zdaniem Bielskiego, przyniosłaby społeczeństwu i państwu wiel- 
kie korzyści. Przedewszystkiem, szlachta, mieszkając razem, w większych 
zbiorowiskach, musiałaby się uspołecznić i umoralnić, bo w miastach, gdzie 
sądy są surowsze, nie uchodziłaby jej płazem swawola: 

By ślachta, jako indziej, po mieściecli mieszkała, 

Takby też młódź statecznem ćwiczeniem zrównała: 

Strzegliby się srogości miejsckiego urzędu, 

Przestaliby zucłiwalstwa i innego błędu. 

Na wsi kto kogo ma karać?.... 

Szczegółowiej wyjaśnia tę myśl Joachim Bielski w swej kronice (pod rokiem 
1496), korzystając tutaj zapewne z pośmiertnych notatek ojca: ,,A tym oby- 
czajem" (t. j. mieszkając w miastach) ,,uszliby zwad i trudności domowych, 
tak około granic, jako około zajmów dobytka; k temu, w mieściech mieszka- 
jąc, w rząclziehy byli lejjszymi i karaby snadniejsza była, boby się urzędu oba- 
wiać musieli". 

Lecz, jeżeli szlachta będzie mieszkała w miastach, któż będzie gospo- 
darował? Odpowiada na to pytanie artykuł pierwszy: 

Dawamj'' to Paniej w moc, jak swemu królowi, 
By grunty szafowała, my dochody brał3', 

Z tego się ku potrzebam wszystkim wyprawiały, 
A któraby się z więtszym pocztem okazała. 

Aby ta więtszy docliód z Icrólewskicłi dóbr miała. 

I znów, aby lepiej tę myśl zrozumieć, trzeba zajrzeć do kroniki Joachi- 
ma Bielskiego: „iżby oni" (t. j, szlachta) „grunty swoje wszystkie królowi pu- 
ścili,.... a od króla żołd pewny brali, a w mieściech mieszkali, na co żeby konie 
choiuali i sami zatożdy f/otowi ku potrzebie loojennej we zbroi na rozkazanie 
królewskie wsiadali, dozwoliwszy im tylko folwarków jakich małych mieć na 
wsiach swych, coby im swym pługiem zorać mogli; a starostowie królewscy 
mieli płacić każdemu z onychże dóbr, gdy czas przyjdzie, wybrawszy czynsz 
od kmieci ich, z których da każdy rad dziesięć złotych płatu do roku panu, 
gdzie nie będzie nic robił". A więc Bielskiemu chodziło o to, aby szlachta 
stała po miastach załogą, gotowa, na rozkaz królewski, do obrony ojczyzny, 
a dalej o to, nie żeby dobra szlacheckie przeszły na własność Korony (myśl 
upaństwowienia ziemi nie przemknęła się z pewnością Bielskiemu przez gło- 
wę), ale żeby były porównane z koronuemi: a wówczas „ręka starościńska nie 
będzie tak ciężką, kmiecie podniosą się z ekonomicznego upadku, nie będą 



— 240 — 

nadal odrabiali robocizny, a zato uiszczą na rzecz pana roczny czynsz do 
skrzynki starościńskiej" ^). 

A tak jednym zamachem pragnął Bielski i doli chłopów ulżyć i szlachtę 
oświecić, umoralnić, uspołecznić, do lepszych rządów zaprawić! Myśl to, nie- 
wątpliwie, śmiała, ale czy praktyczna? czy wykonalna? A gdyby tak napra- 
w^dę jaki mąż stanu chciał wykonać ten projekt, coby na to powiedziała szlach- 
ta? Z pewnością, jak jeden mąż, wybuchnęłaby oburzeniem: wiedział o tern 
Joachim Bielski i cały projekt ojca przypisał... FCallimachowi, czem, nawia- 
sem mówiąc, pamięci ojca — wobec znanej nienawiści szlachty ku Kallimacho- 
wi — wyśw^iadczył niedźwiedzią przysługę. 

Ale idźmy dalej. Jeżeli szlachta zamieszka w miastach, co będą robili 
mieszczanie? W artykule trzecim żąda Bielski, aby szlachta 

Wszystkie miejskie porządki sama opatrzaiu, 

Kramarz, szi/nkarz, rzemieśiuk na przedmieściu robił. 

Wyszło szydło z worka: niechaj w miastach polskich zapanuje żywioł naro- 
dowy, ale żywioł szlachecki, a mieszczanie niech się wynoszą na przedmieścia! 
Oto dowód, że Bielski i tutaj „folgował swojemu stanu", że i on nie umiał się 
wznieść ponad stanowisko wyłączności szlacheckiej. 

I wogóle, jak trudno się zgodzić z wydawcą satyr,żeone„ zakrawają raczej 
na paszkwile, niż na rzeczywisty obraz ówczesnego życia polskiego", tak nie- 
podobna przystać na jego pogląd, że Bielski jest „wyższy pojęciami nad swój 
wiek" *). Nie, nie był Bielski wyższy nad swój wiek; przeciwnie, był nie- 
odrodnym synem swego wieku, — wieku wyłączności szlacheckiej, wieku sta- 
nowego pojmowania praw i przywilejów. Jego program naprawy Rzeczypo- 
spolitej jest dorywczy, niezupełny, a nadto, w jedynym oryginalnym projekcie, 
niepraktyczny. To jednak bynajmniej nie przeszkadza zgodzić się na to, że 
projekt ten i wogóle wszystkie trzy satyry sprawiają prawdziwy zaszczyt swe- 
mu autorowi, bo dowodzą niezbicie, że kochał ojczyznę, że zastanawiał się 
poważnie nad jej sprawami, że pragnął ją ze złej drogi sprowadzić. 



Przy pis ki. 
I. 



1) Wyd. Wierzbowskiego w Bibliotece zapomnianj^ch poetów i prozaików pol- 
skich, Warszawa, 1896, str. 11. 

2) Ob. Wisłocki, w wydaniu satyr (Bibl. pis. pol.), str. 107. 

3) Sion pochylony, Kraków, 1587, str. 110. 



II. 

') Ob. Voigfc, Enea Silvio, Berlin 1856, I, 441. — Somniuin de fortuna (Aeneas 
Silvius poeta S. P. D. Domino Procopio de Rabenstein, militi literato et praestanti), 
Aen. Silvii Piccolominei.... Opera quae extant omnia, Basileae, s. a., fol. 611 sq. Vi- 
sionem hanc habui: in locos laetos et amena vireta deveni, gramineus campus in medio 



— '241 — 

fortunat! nemoris erat, rivo ciiictns et muro, duae illic portae, al tera candenti nitens 
elephante etc. — Por. także Dialogas, Romae, 1475 — także wizya senna. 

2) Od., 19,562 sqq. —Por. fraszkę Kochanowskiego „Dd drużby" (2,1011 
') Enea Silvia poethy o śtiesty diwny y vżitećny seu (Praga, 1516). Ob. Josef 
Truhlaf, Huraauismus a humanistę w Cechach za krdle Yludislawa II, str. 148. — Ma- 
jowy sen Hynka z Podebrad, mladsiho syna krale Jiriho (ob. Hanka, Starobyla składa- 
ne) jest to utwór erotyczny, nie satyryczny; bądź co bądź, wizya senna w nim jest, 
a więc, mimo całkiem odmiennej treści, i on mógł ł)3'ć jednem ze źródeł pomysłu Biel- 
skiego, za czem przemawiałaby tożsamość tytułów. 

*) Por. np. Bielski, 195 nn. Patrzcie, jakiem ja państwo wam nagotowała, A jak 
walecznych ludzi dość pohołdowała, I cliowałam was prawie, jako syny, córki, W do- 
statku wielkim, właśnie jako matka pszczółki; Płodem świętym, powietrzem zdroweni 
opatrzała, A wżdym u was niewdzięczną macochą została.... Takież, gdy nieprzyjaciel 
zbrojno po mnie chodzi, Ciężko mi to, a ciężej, gdy w naszej krwi brodzi. — Krzycki 
Querimonia, 1 sqq. Ilia ego publica res, utinam privata vocarer, Me miseram, qualis, 
quo sum perducta:,videtis. Cum mihi sit princeps, qno nil praestantius orbe. Imperium 
late celebris prndensque senatus, Sint proceres, equites, variae dominatio gentis, In- 
nunieri popali, vire.s, animosa, iuventas, Sint et opes et equi. sint munera plurima ter- 
rae, Quodiiue magis mirum, cum me florere peroptet, De me sollicito quivis sermone 
loquatur. Pauper inopsque tamen cunctis invisa velat sim Gentibus ipsa meis, laceranda 
domiqae forisque Hostibus exponor passim, consumor ab omni Parte, etc. 

Bielski, 193, Otoście mię, matkę swą własną, opuścili. — Rej, Rozprawa, 2027 — 8, 
A snadź mię ci opuszczają. Którzy ze mnie dobrodziejstwa mają. 

Bielski, 389 — 890, Cóż ja mam z nimi czynić, uboga sierota, Kie mam srebra i)0 
temu, nie mam skarbów złota. — Rej, tamże, 2074 — 5, Cóż mnie po tern, ubogiej sie- 
rocie. Widzę ludzi w rozkoszach a w złocie i t. d. 

^) 132, Nie wiem, co z Anteusem, si/iiem siri/m, gadała (Polska). 
'^) Voigt, Ueber Pasquille, Spottlieder uud Schmahschriften aus der ersten Hiif- 
te des XVI Jahrhunderts (Raumer, Historisches Tascheubuch, IX Jahrgang, Leipzig, 
1838; str. 340 nn.) 

'■) Pasquillus, noviny o ćertu a... dwau sobe wern.ych a sstaupen,ych towaryśich 
spolecne rozmlauwani, 1557 (Jungmann, wyd. 2, str. 140). 

^) Ob. Dialogus adversus Neminis auctorem, qui, cum videri nollet illius fuisse 
auctor, Pasquillum eius auctorem faciebat. Interlocutores: rasqaillus, Morforius (Wierz- 
bowski, Materyały, I, 56). 

8) Ob. np. Pasquillus ecstaticus non ille prior, sed totus piane alter, auctus et 
expolitus, cum aliquot aliis sanctis pariter et lepidis dialogis. Genevae, 1544. Por. str. 4, 
Pasquillus: Magna omnibus temporibus fuit praedicandae veritatis necessitas; et, po- 
steaquam iam passim illa enecata' iacet et vulgo siletur, necessum est, testo Evangelico. 
ut.-.nos, saxa, praedicemus. Marphoriu?: Nesciebam hoc, Pasquille, providebo, ne ego 
deinceps mutus reperiar. Tu autem, perge, sicut institueras, ad narrationem. —Bielski 
1—3, Święte Pismo powiada: jeśli przestaniecie wołać, kamienie będzie, kiedy wy nie 
chcecie. Już tedy nasz czas przyszedł; baranie, wołaj w a! 

^°) Zależność tę wykazał szczegółowo T. Sinko w rozprawie „Marcin Bielski 
i Erazm z Rotterdamu" (Przegląd Polski, 1905, zeszyt styczniowy, str. 10 nn.), co zwal- 
nia autora niniejszej książki od zestawienia cytat analogicznych; w tejże rozprawie wy- 
kazano, że Potencyana w opowiadaniu „o zacnych białogłowach, co o nich czytała" 
czerpie swą inądrość z Boccacia De mulieribus claris. — Dodać trzeba, że, jak świadczą 
katalogi Scharffenbergera (Benis, Materyały etc. I., nr. 125), istniał w literaturze pol- 
skiej 'już przed\ Bielskim jakiś Senatulus mulierum polonicus: osiem kart niezupełn3'ch 
(arkusze B i C) posiada p. Zygmunt Wolski w swej bibliotece (fragmenty te jednak 
tak się gdzieś zaprzepaściły, że właściciel, pomimo usilnych próśb autora, nie mógł idi 
na razie odszukać). 

"j Możliwą zresztą jest rzeczą, że pomysł zakończenia satyry wykładem Ziemi 
polskiej o sprawie rycerskiej powstał pod wpływem przemowy Chirona. .stanowiącej 
zakończenie Sat^Ta Kochanowskiego. 

Eielski. ^^ 



— 242 — 

'*) B. Kalicki, O pomysłach emancypacyi kobiet w Polsce XVI i XVIT wieku, 
Przegląd Polski, 1873, tom I, str. 185 nn. 

III. 

') Por. Bruckner, Mikołaj Rej, str. 228 nn. 

2) Źrzódlopisma do dziejów unii, 194 nn. 

3) Ziemianin (^Kraków, 1859), str. 12—13. 

») Dyaryusz sejmu piotrkowskiego 1565 (Bibl. Ord. Krasińskich, Warszawa, 
1868), str. 60. 

5) Por. Bielski, 2, 17 — 18, Hiszpany, Włochy, Niemce, ba, widzę i Hury, A po- 
lacy kędy są z dawnymi Mazury. — lanit. Dialogns: Stan. lUam adspice turbam. J)'rr. 
Tota peregrina est turba ea, mitte iocos Et nunc, quae.so, mihi (piam primnm ostende 
Polonos.... Germanos, Italos, Gallos quot conspicor! 

6) Satyr Kochanowskiego, 245. 

IV. 

1) Żrzódłopisma, 157. 

2| Dzienniki sejmów walnych koronnych .. 1555 i 1558, w Piotrkowie złożonych, 

Kraków, 1869; str. 89. 

^) tamże, 94, 8, 11. 

*) tamże, 167. 

=•) Żrzódłopisma, 103, 117. 

6. Bibl. Ord. Kraś., 1 c, 36, 59. 

5") Wisłocki, 1. c, 107. 

*) Balcer, Geneza trybunatu koronnego. Warszawa, 1886, str. 75 nn. 

'■>) Por. Proteus: Głowy teraz tak ważne, jako łb\' skopowe. 

'") Żrzódłopisma, 9. 

") Dzienniki sejmów etc, 51. 

'-) Żrzódłopisma, 121. 

V. 

') Bruckner, Biblioteka Warszawska, 1893, IV, 414. 
^) Żrzódłopisma, część ti-zecia, 42. 

2) Ob. Przyłuski, Leges seu statuta, str. 947: Nam securitate nihil in Republica 
perniciosius est, quam credulitas. — Tarnowski, Cousilium rationis bellieae (wyd. Mali- 
Tiowskiego, str. 173), Felix est enim civitas, ut vulgo dicitur, tempore qnae pacis bella 
futura timet. 

*) Dzienniki sejmów etc., 100. * 

5) Por. St. Estreicher, Ustawy przeciw zbytkowi w dawnym Krakowie, Rocznik 
Krakowski, tom I (1898). 

VI. 

•) Tytuły prawa majdeburskiego, Kraków, 1573, list 1 — 2. 

2) tamże, 117 verso. 

^) Jan Tarnowski, Ustawy prawa ziemskiego, Kraków, 1579, str. 168, 118. 

*) Bibl. Ord. Krasińskich, j. w., str. 118 nn. 

'=) Ob. Konstytucye sejmowe z r. 1565. 

•') L. Lepszj', Cech złotniczy w Krałvowie, Rocznik Krakowski, I, 1898, str. 

210 - 211. 

VII. 

') Briickner, Mikołaj Rej, str. 320. 

VIIT. 
') Żrzódłopisma, 204. 
^) tamże, część trzecia, 234. 

^) R. Wśetećka, Rady Kalli machowo. Pamiętnik słuchaczy uniwersytetu krakow- 
skiego, Kraków, 1887, str. 140. 
*) Wisłocki, 1. c, 107, 



ROZDZIAŁ SIÓDMY. 



SPRPiWA RYCERSKA. 



I. 



Początek świetnego rozwoju strategii i taktyki wojskowej w Europie za- 
chodniej przypada dopiero na wiek XV, kiedy to dziełem sztuki staje się nie 
tylko państwo, ale i wojna — wskutek coraz to powszechniejszego użycia broni 
palnej, która musiała dokonać zupełnego przewrotu w rzemiośle rycerski em. 
przenosząc punkt ciężkości z walecznych jednostek na artyleryę i na dobrze 
wyćwiczone, umiejące się z bronią palną obchodzić, szeregi. M 

Jednocześnie z rozwojem sztuki wojskowej rozwija się bujnie literatura 
strategiczna, na którą ożywczy wpływ wywarła znajomość strategików staro- 
żytnych, w wiekach średnich, z wyjątkiem Wegecyusza, nieznanych. Poznano 
ich dopiero w epoce odrodzenia: w roku 1486 przetłumaczono na język łaciń- 
ski dzieło Eliana o taktyce greckiej i wcielono ten przekład do wydawnictwa 
zbiorowego, które się w tymże roku ukazało w Rzymie, p. t. Yeteres de rc rni- 
liłari scrijiłores, scilitet Yegetii, Aeliani, Frontinl et Mndestl opera. 

Mądrość starożytnych była główną podstawą wiedzy dla strategików 
epoki odrodzenia, którzy często powtarzali za swymi mistrzami takie nawet 
zasady i przepisy wojskowości, które już były utraciły swoje znaczenie prak- 
tyczne, nie mówiąc już o tem, że, jak wszyscy humaniści, lubowali się w pisa- 
niu recept na idealnych ludzi: żołnierza, wodza i t. d. Wogóle pierwiastek 
teoretyczny, filozoficzny i historyczny przeważa w wielu pismach o wojsko- 
wości (o ile ich przedmiotem nie były specyalne jej gałęzie) nad pierwiast- 
kiem praktycznym. Typowym okazem tej literatury jest znakomite dzieło 
Walturyusza (Roberto Yalturio), De re militari lihri ATJ (1472); autor omawia 
tutaj, pomiędzy innemi, związek sztuki wojskowej z historyą, filozofią, wy- 
mową, poezyą, muzyką, astronomią, prawem, medycyną. Charakter bardziej 
praktyczny posiadają dwa dzieła, będące najwspanialszą ozdobą literatury 
strategicznej XVI wieku: Machiavelli'ego / sette lihri delV arte delia guerra 
(1521) i nieogłoszone drukiem pismo księcia pruskiego Alberta (1552), dedy- 
kowane Zygmuntowi Augustowi i z jego rozkazu przełożone przez Macieja 



— 244 — 

Strubicza z języka niemieckiego iia polski, p. t. „Księgi o rycerskich rzeczach 
a sprawach wojennych, z ])ilnością zebrane, a porządkiem dobrym spisane"; 
lecz i przekład nie ukjizał się w druku, to też, jak się zdaje, nie znano go 
u nas zupełnie ^). 

W Polsce pierwsze dzieło o sztuce wojennej powstało już w pierwszej 
połowie XVI wieku, i to w języku polskim. Autorem jest Stanisław Łaski 
(f 1550). Przez długi czas krążyło jedynie w odpisach (pod imieniem Jana 
Tarnowskiego), a wydrukowano je dopiero w r. 1599, p. t. ,, Spraw i postęp- 
ków rycerskich i przewagi opisanie krótkie z naukami, w tej zacnej zabawie 
potrzebnemi". Księga pierwsza, ,,0 gotowości wojennej'", jest nieoryginalna: 
składa się z sześćdziesięciu pięciu krótkich aforyzmów — bo ,, rzecz a nauka, 
krotce podana, smaczniejsza i snadniejsza bywa, niż długa, ku nauczeniu i pa- 
miętaniu" — bądź dosłownie tłumaczonych, bądź przerobionych z AVegecyusza. 
Księga druga, ,, Szersze i osobliwsze opisanie spraw rycerskich i rzeczy bojo- 
wych, tak do staczania bitew walnych i potocznych, uwodzenia ludzi, jako 
i bronienia zamków i miast, wprzód hetmanom, rotmistrzom, porucznikom, 
potem wszelakiego stanu ludziom, chlebem rycerskim parającym się, bardzo 
potrzebne" — posiada charakter praktyczny i jest od pierwszej o wiele sa- 
modzielniej sza, jako owoc nie tylko lektury, ale i własnego doświadczenia: 
autor, ,,co we Francy ej 'widział, czytał, także i we Włoszech, av Hiszpanie], 
w Angliej, w Portugaliej, w Niemczech, przedsię napisał: co pomoże, to 
pomoże". 

Inny charakter ma szósta księga ,, Statutów" Jakuba Przyłuskiego (1553), 
poświęcona sztuce wojskowej. Księga to typowo humanistyczna: znajdzie się 
tu prawie cały Wegec^^^usz, jest także Elian i Frontinus, jest Valturio i Lori- 
chius. Wiadomości i projektów praktycznych wprawdzie nie brak (np. nie- 
fortunny projekt kolejnej służby województw na Ukrainie, powtarzający się 
do znudzenia w naszej literaturze XVI wieku), ale najchętniej mówi autor 
o wojskowości starożytnej (o legionach, o machinach oblężniczych i t. d.), 
wyszczególnia obowiązki wodza i żołnierza, dowodzi, że lepszy pokój od woj- 
ny, że król winien pilnować granic, że sprawa rycerska jest pożyteczna, za- 
stanawia się nad tem, kiedy wojna jest sprawiedliwa, a kiedy niesprawiedliwa, 
i t. d,, — słowem porusza i rozwija ulubione przez humanistów zagadnienia 
i ogólniki. 

Dziełem nawskroś humanistycznem jest również poświęcona wojnie 
trzecia księga dzieła „O naprawie Rzyczypospolitej" Modrzewskiego (1554), 
który się pilnie w Walturyuszu rozcz3'ty wał. Mamy tutaj znów rozprawy na 
temat, kiedy wojna jest godziwa, jakim ma być hetman, jak się obchodzić ze 
zwyciężonymi; mamy przestrogi i nauki, jak granic strzedz, jak utrzymać 
karność podczas pochodu i w obozie; mamy rzecz o organizacyi wojskowej, — 
wszystko to bardzo mądre, piękne i szlachetne, jak wszystko, cokolwiek Mo- 
drzewski napisał, ale wykładu taktyki wojskowej niema, pierwiastek politycz- 
ny, a zwłaszcza etyczny, góruje nad praktycznym: odrazu poznać, że księgę 
tę pisał nie wojskowy, ale zacny i oczytany myśliciel i... marzyciel. 

Wojskowym za to i rycerzem, i to nie byle jakim, był hetman wielki ko- 
ronny, Jan Tarnowski, więc też książeczka jego, napisana po polsku, chociaż 
mająca tytuł łaciński, Consiliimi rationis hellkae (1558), nie jest wprawdzie 



- 24') 

od wpływu starożytności wolna, alo, podobnie jak pismo Łaskiego, zawiera 
w sobie cały szereg rad i wskazówek praktycznych, — o składzie wojska 
i uzbrojeniu, o pochodzie i obozie, o hetmanie i rotmistrzu, o furmanach 
i szynkarzach, o obronie pospolitej i obecnej. 

Dodajmy jeszcze do tych czterech pism o wojskowości przekład kroniki 
Janczara, zawierającej w sobie opis „spraw i porządku rzeczy wojemiycli w Tur- 
czech", oraz rzecz „O tajemnicach puszkarskich, każdemu rycerskiemu człowie- 
kowi potrzebnych, które były włoskim językiem napisane, a darowane od ksią- 
żęcia ferarskiego panu Janowi Radziwiłłowi, krajczemu w. ks. lit., r. 15-47, "'; 
a będzie wszystko, co u nas przed ,,Sprawą rycerską" Bielskiego (15G9) o woj- 
skowości napisano (jeżeli pominąć przekład Koszuckiego „Ksiąg o wychowa- 
niu i o ćwiczeniu każdego przełożonego" Lorichiusa, jako mających ze sprawą 
wojskową tylko częściową styczność). 



II. 

Bielski znał niezawodnie te wszystkie pisma, od Przyłuskiego przejął 
nawet kilka myśli i wypowiedział je w poprzedzającej ..S|)rawę rycerską" de- 
dykacyi łacińskiej Wojciechowi Łaskiemu, ^) ale przeważnie cz»'ri)ał ze źródeł 
obcych, które w tejże dedykacyi wylicza, mówiąc, że, ponieważ san) żadnego 
praw^a do zabierania głosu o sztuce wojskowej rościć sobie nie może, więc po- 
daje to tylko, co o niej napisali, ze starożytnych, słynny Katon Censu- 
rius, Wegecyusz, Elian, Frontinus, a z nowszych — Robert Walturyusz, 
Paweł Jowiusz ^) i Robortello. Ze spisu tego jednak dwa nazwiska należy 
wykreślić: Katona, którego pismo o sprawie rycerskiej mógł poznać Bielski 
jedynie z drugiej ręki (mianowicie z Wegecyusza), fragmenty bowiem jego 
wydano po raz pierwszy dopiero w roku 1579 (Riccoboni), i Rol)ortella, który 
o wojskowości nic nigdy nie pisał, którj^ wydał tylko w roku 1553 Eliana.^i 
Z drugiej zaś strony spis źródeł, podanych av przedmowie, sam autor uzupełnia 
w tekście .,Sprawy rycerskiej" nazwiskami Egidyusza Rzymianina*) i Petancyu- 
sza').Zródłatejednak weszły do „Sprawy rycerskiej" nie w całości, ale w skró- 
ceniu,— o czem sam autor ostrzega Wojciecha Łaskiego *^), chociaż są miej- 
sca, będące dosłown}^! przekładem z łaciny; niejedno pominął Bielski zupeł- 
nie, to mianowicie, co uznał dla czytelników polskich za niepotrzebne, opuścił 
więc np. z Wegecyusza rozdziały o wielbłądach i słoniach, opuścił także ..spra- 
wę wodną, ....gdyż się my z nią nie obieramy" ')• 

„Sprawa rycerska" składa się z ośmiu części. Cztery pierwsze, stano- 
wiące dwie trzecie całego dzieła, poświęcił autor wojskowości starożytnej 

W części pierwszej mianowicie i drugiej wykłada zasady sztuki wojsko- 
wej u Rzymian; mówi więc o rekrutach i rzemieślnikach, potrzebnych w obo- 
zie, o zaprawianiu młodzieży do rzemiosła rycerskiego, o ćwiczeniach (jak 
uczono obchodzić się z procą, jak na koń wsiadać i t. d.), o zbrojach i cho- 
rągwiach, o pochodzie wojska i obozowaniu; dalej — o rozmaitych rodzajach 
i częściach składowych wojska rzymskiego (legiony, kohorty i t. d.), o do- 
wódcach i ich przysiędze na wierność cesarzowi; teraz dopiero następuje wła- 
ściwa taktyka: ,.;jako lud szykować ku bitwie", „jako miejsca wybierać ku 



— 246 - 

potykaniu i potykać się", „jaki ma być podysmus, to jest, jako ma stać da- 
leko jeden od drugiego"; rozmaite rodzaje ,, ordynków" (z figurami), ,,o spra- 
wie rycerskiej przeciwnej", ,,jako lud uwodzić, jeśli nie k myśli potkanie", 
wreszcie, ,,jako poznać szpiega w wojsku". 

Główną treść części trzeciej stanowi ,, sprawa rycyrska według greckiego 
macedońskiego obyczaja, wypisana przez Eliana". Poświęciwszy kilka słów 
starożytnej literaturze strategicznej (od Homera, który ,,u Greków napirwej 
sprawy rycerskie pisał" aż do Eliana), tej doniosłej roli, jaką znajomość rze- 
miosła wojskowego w państwie odgrywa, oraz ,, sprawcom" rzymskim, grec- 
kim i tureckim, — opisuje Bielski szczegółowo falangę macedońską i wo- 
góle macedońską ,,ordynacyę", „nad którą żadna inna nie może być 
wymyślona", illustrując swój wykład licznemi figurami; terminy tech- 
niczne, jak i w dwu pierwszych księgach, podaje, oczywiście, w języku 
łacińskim, ze względu, że one ,,nie mogą być powiedziane po polsku właśnie". 
Przy końcu tej części przytacza w dosłownem tłumaczeniu z Wegecyusza kil- 
kanaście ,, pospolitych zachowań obyczajów- spraw rycyrskich ostrożnych", to 
jest kilkanaście aforyzmów, które już Stanisław Łaski był przełożył. 

Część czwarta mówi „o fortelach a zasadzkach, które po grecku zowią 
strategemata, jako a gdzie starzy walecznicy używali ich, tak w Grecyej, jako 
we Włoszech, krotce wypisane przez Fronty na". Jestto więc zbiór anegdot 
o słynnych wojownikach starożytnych: greckich, rzymskich, perskich i kar- 
tagińskich, a mianowicie o ich fortelach, którymi bądź to wroga zwalczali, 
bądź miast i zamków dobywali, bądź bunty uśmierzali, bądź chytrze listy tajem- 
ne pisali i t. d. i t. d. Znajdą się wśród tych wojowników znane już nam z „Kro- 
niki świata", „Amazones, żony tatarskie", które, „gdy ku walce jadą, miasto 
zbroje, skóry wężowe na się kładą". Pomiędzy innemi jest następująca anegdo- 
ta o Metellusie: „Metellus, gdy zRzymiany walczył, gdy go jeden pytał z naj- 
wierniejszych, co jutro będzie poczynał, odpowiedział tak: by moja suknia 
wiedziała, com ja umyślił poczynać, rzuciłbych ją w ogień". Otóż tę anegdotę 
Frontyna znano u nas już w wieku XV na dworze królewskim: Kallimach 
opowiadał ją z pewnością wychowankowi swemu, Aleksandrowi Jagielloń- 
czykowi, który też przypomniał ją sobie podczas wyprawy wołoskiej i, gdy 
go panowie litewscy pytali o cel wyprawy, odpowiedział: „Koliby wmysł moj 
koszula moja, kotoraja na meńe jest, wedała, jabych i tuju zżoch". Z czasów 
nowszych jest tylko wzmianka o Arabach, którzy, „przeciw Karolusowi Wiel- 
kiemu walcząc, ubierali konie i sami siebie w straszliwe larwy, które czynili 
z skór bazyliszkowych, lwich i innych, których się z przyrodzenia konie boją, 
i postawili je na czele przeciw nieprzyjacielskiemu wojsku, uderzyli w bębny, 
wstraszyli konie ich, aż im musieli oczy zasłaniać i uszy zatykać". 

W części piątej opisał Bielski .,sprawę i zachowanie tureckie w rzeczach 
rycerskich", a więc ustrój państwa, podległego potężnemu cesarzowi, którego 
Turcy „zową swym językiem Patizan Osman'' \ ich waleczność i rycerskość; 
organizacyę wojska, zwłaszcza hufców janczarskich; pochód niezwykle kar- 
nej armii tureckiej; sposób rozbijania namiotów i obwarowania obozu, taktykę 
wojskową podczas bitwy. Nadto mamy tutaj szczegółowy opis bitwy pod 
Mohaczem i wogóle rys historyczny podbojów tureckich oraz szczegółowy 
projekt koalicyi narodów chrześcijańskich przeciwko Turcyi („którym oby- 



— 247 — 

czajem Turcy byliby porażeni od chrześcijan, piszą o tom Petancius, Paulus 
Iovius i inni w ty słowa"). 

W części szóstej „rzecz przychodzi do tego, aby też co było naznaczono 
przez pisanie potomkom naszym, którym sposobem i obyczajem nasze sprawy 
rycerskie zacliowane bywają na przestrzeganie albo na przykład dru<jjini na 
potem;.... gdyśmy tedy przyszli na inny świat i na inne czasy i na inno oby- 
czaje, tedy też i na inaksze sprawy wojenne i obrony grodów albo miast;.... 
inna też z czasem nastała na wszystkie sprawy.... nauka w rzemieślech, chytr- 
sza, szkodliwsza, a okrutniejsza, niż pierwszo machiny, to jest sprawa pusz- 
karska, która stoi za on potop, który był za Noego, bo wiele ludzi na walkach 
przez nię poginęło". Lecz nie odrazu przystępuje Bielski do wykładu tej no- 
wej nauki; nęci go jeszcze dawny świat, więc wylicza i opisuje starożytne ma- 
chiny oblężnicze: taran}^ „wieże/lrzewiano", wielkie proce, katapulty, „wozy 
szerokie o czterzech kołach rozmaite, jedny falcaty, drugie armaty"; wieże na 
słoniach i t. p.; potem dopiero opowiada, jak dzisiaj zamków dobywać (za po- 
mocą wiatru, wody, ognia i ziemi), jak się pod mury podkopywać, jak się na 
zamkach bronić i t. d., powtarzając po części to samo, co już był w „Sejmie 
niewieścim" wyłożył. 

Część siódma — .,o sprawie i obyczajach ludzi postronnych w rzeczach ry- 
cerskich" — na bliższą zasługuje uwagę, jedyny to bowiem rozdział, jak się zdaje, 
przynajmniej częściowo ov3'ginalny, mianowicie w ustępach o Moskwie, Tata- 
rach, Wołochach i Polsce. Naprzód kilka słów poświęca Bielski Niemcom, ich 
konnicy i piechocie, ich taborom, które Turcy głodem zdob3'wają: „To jest na- 
gorsze na nie, gdy im zaskoczy drogi ze wszech stron, a nie dopuści do nich 
żywności, sami się tak porażą, bo lud niecierpliwy, nie przywykli głodu, zim- 
nu, wnet się imą mrzeć z nędze, kterau lud ciężki, nie barzo zwyczajny; a co 
jeszcze gorszego, nieradzi słuchają swoich starszych i rzucają się na nie, kie- 
dy im zadzierżą miesiąc, wołają: Gielt^ gielt\ jeśli im nie dadzą, nie będą po- 
słuszni; a tak lepiej umieją powiedzieć, napisać. niiU walczyć\ To .samo, 
mnic] więcej, czytamy i w ,,Sejmie niewieścim": 

To jest fortel iiawiętszy na Niemca zbrojnego — 

Oskoczyć go ze wszech stron, uczynić głodnego, 

Zalegszy wokół drogi, żywność zahamować. 

Nie trwa długo w taborze, musi wnet rokować... 

Zwłaszcza ci Niemczykowie uczynią to radzi, 

Dla geltu do przeciwnej strony się przesadzi. 

Ma tutaj Bielski wyraźnie na myśli niemieckie wojska najemne. 

Pochlebniej sze świadectwo wystawia wojskom węgierskim, zwłaszcza 
husarzom, którzy „się potkają z nieprzyjacielem dobrze ze wszego skoku;.... 
są dobrzy mężowie miedzy nimi, bo często w potrzebach bywają;.... pieszego 
ludu nie bywa z ich narodu, lecz z postronnego, ale Cakłowie, Hajducy, Mar- 
talausy, Słowacy — ci są barzo skoczni pieszo; gdzie przyjdzie w górach, ża- 
den ich nie zwalczy, bo skoczni są, bronią ich szabla a tarcze małe; mają dru- 
dzy rohatyny i rusznice; kamieńmi z gór ciskając, wiele ludzi zbiją pociski". 

Prawie cały ustęp o Moskwie jest tylko powtórzeniem tego, co powie- 
dział o niej Bielski w „Sejmie niewieścim'': 



•- 248 — 

Lud hardy i niczemny, w postawie swej głupi, 

Nie trzeba mu wiary dać, bo fałszem okupi. 

Podobnież i w „Sprawie rycerskiej" mówi autor, że ,,Moskwa jest Ind w ob\'- 
czaju innemu narodu różny i przeciwny, bo są chłopi hardzi, ch(!łpliwi, prości, 
okrutni, nieśmidi, na walkę nikczemni i niesprawni"; umieją się za to dosko- 
naU^ bronić w zamkach warownych i fortelów zażywać i wogóle posiadają 
wielkie zalety: 

Swego przełożonego z pilnością słucłiają, 
' Wierni są pauu swemu, bo w wielkiej karności, 

Knucim biją leda ocz, bez wszelkiej litości; 

Nie dadzą się przenająć za żadne monety. 
Bo u nicli każdy zmiennik z narodem przeklęty.... 

Grłód, mór, zimno, niewczesność nigdy im nie szkodzą, 
Bo się oni w tej nędzy posjjolicie rodzą. 

..Ma też Moskwa swe dary osobne w rzeczach rycerskich, że są czujni, 
opatrzni, posłuszni, nędze i niewczas wytrwają, jako jest głód, zimno, gorą- 
cość, mokrość; karność wielka, posłuszeństwo, zgoda; przeto pod nimi trudno 
albo z pracą zamek wziąć; jest też u nich bogactwo wielkie, dostatek wszyst- 
kiego w ziemi, bo nie dopuszczą z ziemie swojej wywozić złota, srebra ani że- 
laza, tylko towar kosmaty przedają; ktemu rzemieśnicy pilni, czyniąc ochę- 
dóstwo na swój koń, jako buty, siodła, dyraitry, jarczaki, tebieńki, łuki i wiele 
rzeczy innych, które zależą ku rycerskim rzeczam". Poczem, jak w „Sejmie 
niewieścim", uczy Bielski, jak „pod Moskwą zamku dobywać". 

W ustępie o Tatarach autor powołuje się na dawnych historyków, alo 
nie brak tu własnych, bardzo ciekawych, wiadomości, bo przecie Bielski, nio 
raz jeden z pewnością na własne oczy oglądał zagony tatarskie i walcz3'ł 
z nimi, to też zapamiętał, że .^jednego czasu^ gdy u Mościsk leżeli, jednego 
dnia loszystką przemyską ziemią i sanocką zapalili''^ Opowiada więc wcale 
szczegółowo, jak ciągną i skradają się Tatarzy, jakie ,, ordynki ku potykaniu 
miewają", jak się łupem dzielą; świadczy, że ,, niewiast miedzy nimi dosyć 
w chłopim ubiorze bywa, które też z łuków strzelają i potykają się, jako 
i chłopi". ,,Mają też swe wróżki Tatarowie rozmaite przez wiatr, przez ptaki 
i przez konie, ale tej nawięcej wierzą: gdy języka dostaną, wyjmą z niego 
serce, włożą je ua ogień albo swemu kapłanowi na głowę, jeśli go mają; gdy 
z głowy spadnie serce, zły znak [z] tego mają; jeśli się ostoi, tedy dobry; tak- 
że i w ogniu: je.śli skacze, zły znak, a jeśli nie skacze, tedy dobry. Naszy też 
tę próbę mają, jako lud jest wielki nieprzyjacielski i jako daleko od wojska 
jeszcze są: ukopają dół w równi, włożą weń bęben, obłożą ji zasię ziemią 
w koło, na świtaniu położ}^ jeden ucho na bębnie, tam on bęben poda znak: 
gdy się ziemia trzęsie, obaczy według podania głosu z bębna onego, albo jako 
ich wiele, jako daleko nieprzyjaciel jest, ciągnąc; też się znaczą, przez ptaki 
i przez zwierz, jeśli się ruszają z pól, zwłaszcza pardwy, kuropatwy i inni 
ptacy polni, takież zwierzęta wszelkie uciekają, gdy się wojska zlękną; też 
znaczą przez dymy, bo, gdzie wojsko leży, jest mgła nad nimi zawżdy; roz- 
maite znaki mogą być wynalezione od roztropnych sprawiec; ale szpiegowie 
są nad inne pewniejszy, kiedy wierni a sprawni; ci mają wszystkę sprawę 
nieprzj^jacielską obaczyć a powiedzieć dla Jepszej ostrożności". 



— 249 — 

Nieco krócej opowiada o Wołochach, którzy .,po rusku Włoszy się ro- 
zumieją, nie od Flaccusa wezwani tern imieniem, jako Silvius pisze, który uie 
rozumiał ruskiej i polskiej rzeczy, ale od narodu włoskict^o, 1)0 z Włoch przy- 
szli w ty krainy, gdzie dziś są;.... zową oni nas Sasy, bo jednak naszy przod- 
kowie pierwej dzierżeli saskie krainy''. Męstwo Wołochów, ich konie, „r<)w- 
ne, ale prędkie", ich osęki i zbroje, ich strawę, którą ^na łęku przed sobą no- 
szą, to jest bryndzę w koziej skórce z białym chlebem": wszystko to Bielski 
na własne oczy „widział naonczas, gdy z nimi bitwa była u Obertyna"; opi- 
suje więc tę bitwę (ale bardzo krótko, żeby nie powtarzać tego, co już w kro- 
nice polskiej był opowiedział), szczeg<')lną uwagę poświęcając zdoi)ytym przez 
rycerstwo polskie „działom śpiżanym" i „hakownicom żelaznym, których było 
w jednem łożu po sześci i w drugiem po ośmi; na dwu kółkach lekkich przy- 
prawione, iż nie może nic lepszego być i potrzebniejszego wszędzie pieszemu 
ludu, jako takie, bo je może drab za sobą wozić, kędy chce, i obrócić na 
wszystki strony, gdzie potrzeba ukaże w ciągnieniu, kiedy po wszystkich stro- 
nach wojska takowe postanowi, może iść, kędy chce, z niemi; żaden nieprzy- 
jaciel jezdny na nie nie prz3^trze. bo tam jedno od drugiego się zapala, 
gdy z jednego puścisz; ktemu prędkie nabicie może być, gdy masz gotowe 
nabicie, w papierze zawinione, a tem może prędko nabijać, tak iż bez prze- 
stania może strzelba iść; są trochę dłuższe, niżli na łokciu, kulka w nie wcho- 
dzi tak wielka, jako do hakownice, chocia żelazna albo ołowiana". 

Wszystkie te szczegół}' o Tatarach i Wołochach, opowiedziane przez na- 
ocznego świadka, są dla nas dzisiaj bez porównania ciekawsze, aniżeli długi 
wykład o sprawie rycerskiej Greków, Rzymian i Turków, będący kompilac^^ą 
z różnych źródeł. 

Zamyka część siódmą rozdział p. t. ,, Obyczaj i zachowanie w rzeczach 
rycerskich naszych Polaków". Na wstępie — ciekawy rys historyczny: ,,Racy 
albo Rascy (Słowac}^ to byli z Rascyej, ruskiego narodu) ci napierwej do nas 
wnieśli obyczaj służby żołnierskiej na Podole z drzewem a z tarczą jeździć, 
jeszcze za Loisa, potem za Władzisława, królów polskich i węgierskich, któ- 
rzy czynili z Litwą za króla Loisa, a z Tatary za Władzisława królów, od gra- 
nic. Potem naszy Polacy od nich obaczyli ich sprawę, służąc z nimi, bo przed- 
tem z kuszami jeździli a z rohatynami, które po prawej stronie podle siebie 
włóczyli jednym końcem po ziemi, a drugi na łęku zawiesił; przeto je zwali 
włócznie od włóczenia; od tegoż czasu ich obyczajem jeżdżą ku potrzebie wo- 
jennej z drzewem a z tarczą, porzuciwsz}' kusze, odprawiwszy- Race, kt(')- 
rzy szkody swoim czynili, sami żołnierską służbę przyjęli, po sześci zło- 
tych na koń na ćwierć roku im płacono i szkod\' końskie według regestru, 
jako którego pisano, to jest strzelczy siedm złotych, kopieńczy — piętnaście, 
turecki — trzydzieści". Następuje krótki opis ,, porządku służby żołnierskiej": 
hetman i rotmistrz, popis wojska, obozowanie, ,, wojsko główne" i ,,posiłecz- 
ne ufy", szyk wojskowy, bitwa, ,,okazowanie wojska w powieciech", ordynki 
(z figurami), — to wszystko zbyte raczej, niż opisane, na pięciu niespełna stro- 
nicach; i doświadcza czytelnik zawodu, bo miał prawo spodziewać się, że, kto 
tak szczegółowo opisał strategię staroż^^tną, ten nad polską rozwiedzie się tem 
szerzej, że sam w szeregach ojczystych walczj'!. 

Bielski. 32 



— 250 — 

Część ostatnią wreszcie, ósmą, poświęcił Bielski „sprawie puszkarskiej, 
która też może być rzeczona za jedne dzielność rycerską, gdyż przez nię cza- 
sów niniejszych więtszą moc i obronę ma każde wojsko, zamek i miasto, niżli 
kiedy ręką czyniąc". Mamy tutaj szczegółowe przepisy --te same, co w „Sej- 
mie niewieścim" — jak robić proch, kule, sz3'^py i smoki ogniste, race, garnce 
szturmowe, wieńce słomiane i jak się obchodzić z działami wielkiemi i dzia- 
łami małemi ( polnemi), „które zowiemy ufnice, szlęgi, półhakownice". 

III. 

Powyższe krótkie streszczenie „Sprawy rycerskiej" pokazuje, że dzieło 
to posiada inny charakter, jak pisma poprzedników Bielskiego na tern polu. 
Kiedy, z jednej strony, Łaski i Tarnowski mają nadewszystko na celu korzyść 
praktyczną, Bielski tylko w dwu częściach swego dzieła (w szóstej i ósmej), 
i to w najkrótszych, udziela czytelnikowi wskazówek praktycznych; z drugiej 
zaś strony, zupełnie inaczej, jak Przyłuski i Modrzewski, nie porusza zaga- 
dnień ogólnych, w pośrednim tylko związku z właściwą sprawą rycerską ])ę- 
dących, nie zastanawia się np. nad godziwością albo niegodziwością wojny, 
nie pisze receptj^ na idealnego wodza, nie rozpatruje stosunku sprawy rycer- 
skiej do moralności i religii i t. d. Słowem, „Sprawa rycerska", jak nie ma 
prawie wcale charakteru praktycznego, tak pozbawiona jest zupełnie barwy 
humanistycznej, i znamienną jest rzeczą, że autor daleko pilniej wertował 
średniowiecznego Egidyusza Rzymianina, aniżeli humanistę Walturyusza. 
Nie strategik i nie humanista napisał „Sprawę rycerską", ale stary nasz zna- 
jomy, — autor „Kroniki świata", historyk i zarazem moralista: 
„Sprawa rycerska" to nie tyle traktat strategiczny, ile zarys dziejów sztuki 
wojskowej u narodów starożytnych i nowoczesnych, kompilacya histo- 
ryczna, nie wyczerpująca przedmiotu, niejednolita, nierównomierna — tak 
samo, jak „Kronika świata". Bo też nie o historyę chodziło Bielskiemu: hi- 
storya sztuki wojskowej była dla niego nie celem, tylko środkiem, — środkiem 
do zachęcenia czytelnika, by się w rzemiośle rycerskiem rozmiłował i ćwiczył; 
niedarmo na czele swego dzieła umieścił przemowę „ku wszemu rycerstwu 
polskiemu, a ziołaszcza tym^ Jdóre młodość na stronę utoodzi": 

ćwiczcie się rycerskim sprawom, młodzi Sarmatowie, 

Byście byli ku potrzebie zawżdy pogotowie.,.. 
Czas prz3'^chodzi obaczyć się, panowie żołnierze, 

Zbroje na się przystosować, odpruwszy kołnierze. 
Przycliylcie się wszyscy k temu, prawdzie miejsce dajcie, 

A. swoim nieprzyjacielem mocnie odpierajcie. 
Wziąwszy w swoje prawą rękę koncerz, szablę, drzewo, 

Wsiądź na swój koń, a bądź gotów, obróć tarcz na lewo. 
Lepiej zaczni z Tatarzynem towarzyski taniec. 

Weźmiesz za to swą nagrodę: sławy dobrej szaniec... 
Ale wy to w obyczaju pospolicie macie: 

Kiedy na wojnę jedziecie, szable przegrawacie, 
1 zbroiczka u płatnerza leży zardzewiała: 

Może każdy dobrze baczyć, iż to rzecz niemała. 
Lepsze konie do rydwana paniej zaprzągacie, 

Niżli kiedy trzeba, pod swój żywot go nie macie. 



— 251 — 

Strzeżcie sitj takowych utrat, k(uie uujstwu szkod/.a, 

Kofol. karta, spólne zwady ws/,\slko /Ic luzywodzi^: 
Ho ty rzeczy z mężów dobiycli czynią, lucwicściiichy, 

Znikczenuiieje taki każdy, zło miewa posłucliy. 
Macie po temu wiek młody: utrącać go szkoda, 

Snadnie przyjdziem ku o])ronie, kiedy btjilzie zgoda 

Mając tedy z przodków swoich sławę znamienitą, 

Starajcie się wszyscj' pilno o Rzeczpospolitą, 
Jakobyśmy ty złe ludzi w góry precz zagnali, 

A sami za dobrą sprawą w pokoju zostali, 

Nie czekając wici. 

Otóż przemowa ta wyjaśnia nam najlepiej intcncyę autora: poczytując 
historyę za magistra vitae^ pragnął, kreśląc dzieje wojskowości u różnycli na- 
r«)d()W, starożytnych i tych, z którymi Polska ustawiczne ma stosunki, uczyć 
„młodych Sarmatów" sprawy rycerskiej, przestrzedz ich, by „się karali" 
przykładami i przygodami plemion walecznych i poszczególnycli znakomitych 
„waleczników". Dlatego to całą część poświęcił „strategematom" Frontyna, 
bo „każdy przykład pobożny jest Rzeczypospolitej potrzebny". Dlatego to, 
chociaż nie mówi, jaka nagroda za męstwo czeka Polaków, przypomina im, 
że Rzymianie nagradzali za waleczność pięknemi zbrojami, wieńcami, posą- 
gami; że u starożytnych Sarmatów nie wolno było młodzieńcowi w śluby 
małżeńskie wstąpić, dopóki nie złożył u stóp królewskich głowy zabitego 
wroga; że u Turków „żadnej różności niemasz w rodzaju szlachectwa: ten 
tam urodzony i sławny, który sobie mężnie a dobrze pocznie: ten lepszy do- 
chód ma, kto lepiej wojuje; ten zbawienie duszne otrzyma, który zabit o po- 
spolitą rzecz będzie". Dlatego to, chociaż nie uczy, jak Polacy mają „na 
swój koń wsiadać", ani jak „obracać tarcz na lewo", wykłada im szczegółowo, 
jak Rzymianie konno jeździli i jak się z bronią obchodzili i t. d. Z pewnością 
Bielski zdawał sobie sprawę z tego, że już minęły te czasy, żeby „ordynki" 
macedońskie i rzymskie mogły mieć jeszcze zastosowanie, ale wyłożył je szcze- 
gółowo, aby pouczyć czytelnika, że właśnie dzięki doskonałej sprawie rycer- 
skiej „Grekowie .... jakmiarz wszemu światu rozkazowali z panem swoim, 
Aleksandrem Wielkim, albo Cyrus, król perski, wszystkiej Azyej"; że Rzy- 
mianom „żadna się kraina nie mogła oprzeć; by byli potomcy ich tej sprawy 
nie opuszczali przez niedbałość swoje, dochowaliby nam jeszcze byli do tego 
czasu w całości monarchiej swojej rzymskiej bez wątpienia"; że Turcy tylko 
dzięki znakomitemu wojsku są dzisiaj tak potężni, bo własne wojsko to najpe- 
wniejszy warunek potęgi każdego państwa; wojsko najemne nigdy własnego 
nie zastąpi: „Lepiej i pewniej swoje nauczyć rzeczam rycyrskim, niż cudzy 
naród zinąd z najmu wieść", cudzoziemcy bowiem „łacno się dadzą przena- 
jąć za pieniądze, uczyniwszy zmowę z nieprzyjacielem, strzelając listy w za- 
mek albo do miasta, dając porozumienie przeciwnej stronie, co się tam 
dzieje". 

Lecz, aby wojsko odpowiadało swemu zadaniu, musi być karne, ducha 
rycerskiego pełne i wyćwiczone. 

Narody starożytne wiedziały dobrze, jak wielkie znaczenie ma karność 
wojskowa: „Starzy sprawce w rzeczach rycyrskich żadnej szkodliwszoj prz}'- 
gody nie pokładali być, jedno tę, jeśli którzy płocho a niesmyślnie nad wolą 



— 252 — 

hetmańską z wojska wyjeżdżali przed potkaniem"; Ezymianie „przysięgali 
tak wszystko poczynać opatrznie, wiernie, jako cesarz rozkaże", bo ^^wszelhe 
przelożeństwo od Boga jest''. Turcy „zachowanie porządku w ciągnieniu takie 
mają, iż przechodzą Rzymiany i Greki, stare waleczniki, bo tam wielką spra- 
wiedliwość, zachowanie w pokoju, milczenie, niedrapiestwo, bo nad takimi 
wielką srogość pokazują; wiele obyczajów lepszych mają, niż krześcijanie 
w tych rzeczach, a to jedno, iż każdy z chucią posłuszen starszego swetjo^ chocia 
z prostego narodu będzie"; „gdyby który uczynił jakie omieszkanie w potrzebie 
wojennej, gardłem je karzą"; „kiedy rozkażą, gdzieby tego nie uczynił, pod- 
jąwszy się, gardłem takie karzą". Nawet dzicy Tatarzy są karni i „to mają 
prawo, który co pierwej postrzeli z łuku, to jego, by nabogatszy albo nauboższy 
człowiek". 

Częściej jeszcze mówi Bielski o duchu rycerskim w wojsku i o tern 
wszystkiem, co go zabija, a więc nadewszystko o próżniactwie, zbytkach 
i zabawach: „Pijanice, gamraci, myśliwcy z ptaki, alchimiste i ci wszyscy, 
którzy się lekkiemi rzeczami obierają, — ci się nie godzą: powiadają ludzie 
uczeni, zw^łaszcza Egidius Eomanus^ tego przyczynę, iż każdy taki, który się 
na co z młodości zwyczai, wszystkę chuć swoje k temu obróci, jakoby mu 
była przyrodzona, a stąd zawżdy mdłą naturę ma, a tak, będąc w wojszcze, 
myśli, jakoby się rychlej wyrwać, a nałogowi swemu dosyć uczynić: tahie 
lepiej odesłać do fraucymeru służyć^''. ,, Nieprzyjaciel nie boi się strojnych mę- 
żów ani łańcusznych albo dostatnich, albo poważnych, gładkich person i uro- 
dziwych, tylko samych zbrojnych a ćwiczonych, w sprawie rycerskiej dobrze 
stojąc, mężnie sobie poczynając''. Turcy nie zatracili ducha rycerskiego, bo 
nie wolno im wdawać się w zbytki: są umiarkowani w piciu i jedzeniu, ,,bo 
się małą rzeczą wychowają, inszego trunku nie mają, jedno wodę, pościeli 

z sobą żadnej nie noszą, okrom koców a kołder; są cierpliwi na głód, na 

zimno, na gorąco z zwyczaju, a też oni rzadko w domiech mieszkają, więcej 
pod namioty, przy wodzie a pastwie końskiej ''. Nie mogą mieć ducha rycer- 
skiego ci, którzy próżnują, „z myślistwem się obierając, pijąc, grając, jeżdżąc 
po biesiadach, przy kuflu męstwa dokazując"; ze zbytków i próżniactwa po- 
wstaje „zamieszanie" w obozie i warcholstwo, to też „na to jest lekarstwo — 
takich.... na dobrej pieczy mieć i w dobrej straży zachować, aby nigdy nie 
próżnowali, ale częstokroć do celu strzelali, z drzewcy harcowali albo pieszo 
szyrmowah, z ręku do celu ciskali, kulami, .... procami, mieczmi, sztychem 
umieli pod tarcz trafiać, szablą, kordem umieć ranę zadać, rohatyną pod pachę 
ugadzać albo tam, gdzie zbroja nie dostawa, i turnieje czynić, a każdy, pod 
którem poruczeństwem są, ma tego doglądać i nauczać je; tak będąc w usta- 
wicznej pracy a ćwiczeniu, wezmą zwyczaj, jako mają czynić z nieprzyjacie- 
lem, i przywykną niewczasowi i pracy i społecznych schodów na buntowanie 
odporne starszym swoim mieć nie będą". 

Bo ćwiczenie to nieodzowna, najważniejsza podstawa dobrej sprawy ry- 
cerskiej: dla tego to Bielski tak szczegółowo opowiada, jak Rzymianie mło' 
dzież swoją ćwiczyli: „Mieli to w obyczaju, iż młode ludzi k temu przypra- 
wowali, aby się ćwiczyli szermować, kroków stawiać każdą bronią, strzelbą, 
mieczem, pociski, do pala poczyniwszy sobie tarcze, jako puklerze, z różdżek 
plecionych, któreby cięższe, niżli żelazne, aby się im potem zdały być żelazne 



— 253 — 

lżejszo" i t. d.; „wycliarlzali na toewiczoniona każdy dzioń, czasem i dwa razy 
przez dzień, rano i po południu, na to miejsce, które zwano Campus Marcitis; 
....mać nie dała dziecięriu jeść, aż pierwej swój cel uhił^ . „Lepiej jest tysiąc 
koni mieć ćwiczonych a zwyczajnych hidzi, niż dziesięć niećwiczonych". 
^Malo przyrodzenie dawa z siehie m^żów dobrych, )nocuyr/i, sprawnych: więcej 
wyćwiczenie a zwyczaj-. nGdy na plac postawisz pachoł Im niezwyczajnego, — 
jakohy nieioiastą postawił"". 

Aby jednak ćwiczenie wydało owoce, musi być ustawiczne, a więc nie 
tylko podczas wojny, ale i podczas pokoju: nic szkodliwszego, nic niebezpiecz- 
niejszego dla państwa, jak „zależenie w pokoju". Wiedzieli o tern Rzymianie 
i „strzegli tego, aby nigdy długo w pokoju nie stali, gdyż z pokoju niepokój 
roście, ale zawżdj^ na ustawicznych walkach byli; .... potem, gdy się im tra- 
Hł<^ być długo w pokoju i na ćwiczenie im ciężko było w^yjeżdżać, z onego 
zależenia długiego zapomnieli spraw rycerskich, gdy pomarli sprawce starzy? 
udali się na rozkoszy świeckie, na igrzyska sprostne, na czci, kołacye, gospo- 
darstwa, maszkary, gamracye; obaczył to do nich Hanibal.... i drudzy, ....rzu- 
cili się na nie, pobrali im wiele krain"; ale, kiedy się na nowo rzemiosła ry- 
cerskiego jęli, „wszystki państwa swoje zasię pobrali, poraziwszy nieprzyja- 
ciele swoje". Turcy, jak ognia, boją się pokoju, .,aby przez pokój nie prz}'- 
szli ku opilstwu albo łakomstvvu". 

Otóż to ostrzeganie przed „zależeniem w pokoju" stanowi myśl prze- 
wodnią „Sprawy rycerskiej", jej główne zadanie i cały jej sens. Bielski 
potępiał kw-ietyzm szlachty polskiej XVI wieku, nie podzielał joj optymistycz- 
nych złudzeń, że pokój zygmuncowski będzie trwały, więc wołał: 

Aczci pokój (za łaską Bożą) teraz mamy, 

Ale wżdy przed oczyma one słowa mamy: 
Szczęśliwe to królestwo, które za pokój a 

Gotuje się do tarczej, do szturmu, do boja. 

„Jeśliby tak kto rozumiał albo mniemał sobie: wolę ja spokojny żywot 
floma wieść, niżli na wojnie cierpieć nędze, mewczesność, śmierć, ranę podjąć, 
na to jest odpowiedź: nigdy pokój trwać długo nie moż(f, bo z pokoja niepo- 
kój bywa, a z niepokoją pokój, gdzie jeśli ręką mocną nie nabędziesz pokoja, 
nigdy praeśpieczny nie będziesz w pokoju rozkoszy domow^ej". Jak w „Śnie 
majowym'- i w „Sejmie niewieścim", tak i w „Sprawie rycerskiej" przestrze- 
gał swój naród, że sąsiedzi nie śpią: 

Ze wszystkich, stron w ty krainy na nas zły wiatr wieje; 

Bacząc nasze niegotowość, poganin się śmieje. 
Patrzcie jedno ku północy, patrzcie na południe. 

Jako się k nam przymykają Zagórzanie cudnie, 
Jako się też ci Latawcy roją, jako pczoły, 

Popalili ruskie ziemie, wygnali plon woły; 
Drudzy przeorują miedze w Litwie na granicy; 

Trzeba się spodziewać tego i w pruskiej ziemicy. 

To też z bólem w sercu patrzył na ślepotę swego społeczeństwa, które 
ani myśleć nie chciało o wojnie, które rozkoszowało się pokojem, które 
,,barzo zależało i zaniedbało rycerskich spraw, używając rozmaicie do- 
mowej wczesności przez wymyślne strojenie tak żon, jako siebie, przez 
potrawy, trunki i czty rozmaite z szkodą Rzeczypospolitej, a z ubo- 



- 254 - 

gacenim krainaizów, szynkarzów i cudzoziemców''. A jak gdyby się 
bal, że czytelnicy nie zrozumieją jego myśli, wypowiedział ją raz jeszcze 
w zakończeniu, które najlepiej odsłania jego szlachetną intencyę: ,,Temu każ- 
dy możerozumieć, iż my, w tych krainach będąc prawie w pośrodku wielkich 
monarchów świata, w pokoju być długo nie możem; bo ci mocarze na tern 
zawżdy są, aby przyczyniali swoich dzierżaw, a nigdy nie umniejszali: ucho- 
dziszli jednego, rozgniewasz drugiego; uchodziszli wszytki, najdzie lada przy- 
czynę złamania przymierza. Patrzcież, jeśli się tu wyśpimy, ano jadą od gra- 
nic jeden za drugim z nowinami, rzadko z dobremi. Jeśliby kto tak mówił: 
siedzieli noszy przodkowie w pokoju, i my będziemy, — odpowiedź na to, iż 
nigdy albo rzadko w pokoju bywali: walczyli napierwej z Niemcy, o ty miej- 
sca czyniąc, gdzie dziś siedzimy, o saską ziemię, o myszeńską; czynili też dłu- 
go z Prusy-pogany; czynili z Rusią, z Czechy, z Litwą, z Prusy-krzyżowniki, 
dziś z Tatary, z Moskwą, z Wałachy; wie Bóg, kiedy koniec temu będzie, bo 
się z czasy wszytko mieni. Cóż tedy inego mamy czynić, wybierając ze złego, 
jedno lepsze? Opuściwszy wczesności domowe i gospodarstwa zbytnie i swary 
o wiarę niepotrzebne, obronę taką stanowić, któraby była pożyteczna Rzeczy- 
pospolitej, pamiętając na to, iż lepiej jest poczciwie umrzeć, broniący gardła 
swego, żon, dzieci i wszytkiej majętności, niżliby miał doma czekać haniebnej 
a mizernej śmierci \).... Ten bicz boży rozciąga się po wszystkich narodziech 
dla ludzkich występków, a końca mu nie będzie aż do skończenia świata, a to 
nagorzej, iż nie wiemy czasa ani godziny, kiedy ta plaga boska przychodzi na 
ludzi. Trzeba tedy nam wszystkim uciekać się z prośbami ku Panu Bogu 
pokornie, a wzywać Go sobie na pomoc we dnie i w nocy, a On będzie raczył 
być szczytem naszym i wieżą mocną przeciw każdemu nieprzyjacielowi na- 
szemu każdej godziny. Amen". Słowa te należą z pewnością do najpiękniej- 
szych w całej literaturze naszej X\T wieku. 

Do obrony ojczyzny przed złymi sąsiadami radby Bielski zapędzić 
wszystkich, nie wyłączając braciszków zakonnych, których, jak mówi w ..Ar- 
gumencie". ,, wiele jest na to nadanych, jedno przez niedbałość starszych nie 
przychodzi to ani Bogu, ani nam ku pożytku: bo ci braciszkowie, niepoboż- 
nie żyjąc, w próżnowaniu nikczemnieją, mając na to dwoje compatibiliai na- 
bożeństwo w sercu, a miecze w ręku, to jest, aby i śpiewał i nieprzyjaciele bił 
Kościoła świętego; pobożniej szeby to były preces^ niżli nalewać feces^ wi- 
dząc nasze Polskę często złego sąsiada grać, a oni leżą, próżnując, 
tyjąc, jako wieprze, w klasztorzech; lepiej, aby brali przykład z tych cnotli- 
wych rycerzów, bratów swoich, które zowiemy Bożego grobu: ci to niedawne- 
go czasu wielgą posługę uczynili i czynić nie przestają, potrzebną wszemu 
krześcijaństwu, na wyspie Mellicie, broniąc się przez długi czas wielkiej 
mocy tureckiej;.... takżeby mieli i drudzy braciszkowie przykładni tę sprawę 
u siebie w klasztorzech zachować, pamiętając na niniejsze i na przyszłe czasy, 
jako wszystki rzeczy zawichrzone są, iż z tego odmętu nie możem nigdy wy- 
liłyn({ć. jeśli do wiosła mocy ^lieprzylohjmy wszyscy". I raz jeszcze, w rozdziale 
„O sprawie puszkarskiej " , wraca Bielski do tej myśli, mówiąc, że wartoby 
uczyć mnichów strzelać, a wówczas mogliby młodzież tego nauczyć, ,,/^o ja 
znam wiele mnichów w klasztorzech, którzy prochy dobrze czynią ruszniczne^ 
a na prochu wszystka strzelba zależy i inne wszystki kunszty puszkarskie; 



— 255 — 

kiedyó braciszkowie dohrzo n^asza o<j:ioVi, crdy nroro miasto, tedyćby też poinorrli 
bić iiieprzyjacioLr. Miiisi odpłaciH sit^ Bielskiemu za te projekty: „Sprawa 
rycerska" poszła na indeks! ^). 

Lecz, nawołując społeczeństwo do gotowości wojennej i zachęcając je 
do sprawy rycerskiej, miał Bielski na myśli nietylko bezpieczeństwo i obronę 
Polski od chciwych państw ościennych, ale i wojnę zaczepną z Turkiem, tym 
najstraszliwszym i najpotężniejszym wrof^iem całego chrześcijaństwa, który 
już tyle państw i tyle narodów wolności i ojczyzny pozbawił. Pragnąc zaś 
tem silniej to niebezpieczeństwo uwydatnić, przypomina czytelnikom zwy- 
cięskie wojny Turków, zwłaszcza ze Słowianami i Węgrami, i opisuje strasz- 
ną bitwę pod Mohaczem, pomimo że raz już w „Kronice świata" ją opisał, 
i znów wybucha żałością: ,,Kto może powiedzieć a wysłowić, jaka była na- 
tenczas żałosna a utrapiona rzecz pospolita i pospolitego człowieka w Wę- 
grzech! i do tych czasów jeszcze to złe nie ugasło, gdzie był szczyt wszystkiego 
krześcijaństwa w Europie, to tak przez niedl^ałość a przez wnętrzne walki pn- 
nów krześcijańskich to złote jabłko czerwiem upadło z żałością i z szkodą 
wszego krześcijaństwa, a gdy więc u jednego sąsiada gore, u drugiego się po- 
trzeba spodziewać". Aby zwalczyć potęgę Turków, ,, gęstej ręki trzeba, bo im 
jeden pan ani dwa nic nie uczynią", wojna więc z nimi pomyślnym uwieńczy 
się skutkiem wtedy tylko, kiedy „naszy mili panowie" porzucą „domowe nie- 
chuci", zaprzestaną przelewać krew bratnią w walkach o wiarę i utworzą 
zbrojną koalicyę przeciwko Księżycowi. ,,Jeszczećby nie było p«')źno zabieżeć 
temu złemu wiatru, aby na nas nie wiał morowem zarażeniem: mogąc to 
w ręku mieć u siebie przed niejszy panowie, i pan Bógby to od nich wdzięcz- 
nie przyjmował, aby się wyprawili zgodliwą chucią a stałością przeciw temu 
zagubcy krześcijańskiej wiary, a oparli się mu i wyzwolili lud boży krześci- 
jański z niewolej od niego, jako niegdy Gedeon wyzwolił Żydy od Amalechi- 
tów; byłaby to rzecz sławna ws-zystkiemu światu, a wszemu krześcijaństwu 
pożyteczna; gdzie jeśliby to tak uczynili naszy panowie krześcijańscy przcd- 
niejszy, bez pochyby skaziliby serce Turkom, a rzekliby, iż z tyjn ludem Bóg 
jest, kiedy się zgadzają". Otóż ta pobudka do wojny z Turkami to druga 
myśl przewodnia „Sprawy rycerskiej", drugi powód jej napisania. 

Tak więc, zważywszy intencye Bielskiego, dojdziemy do przekonania, że 
najstosowniej będzie nazwać „Sprawę rycerską" utworem dydaktyczno-publi- 
cystycznym, w którym autor, serdecznie kochający ojczyznę i lękający się 
o jej przyszłość, nawołuje swych współbraci, aby, nie spuszczając się na po- 
kój, „nie czekając wici", ćwiczyli się w rzemiośle rycerskiem i myśleli o woj- 
nie—w obronie ojczyzny i całego chrześcijaństwa. I to jest testament Mar- 
cina Bielskiego, to jego ,, żegnanie ze światem". 



Przy piski. 
I. 

') Burckhardt. Die Cnltuf der Renaissance in Italien. Księga pierwsza, rozdział 
dziewiąty. 

•'') Max JiUius, Geschichte der Ivrief?swisseuschafteii voriiehinlił-h iii Dontschland. 
Erste Abteilnng, Altertnm, Mittelalter, XV und XVi Jahrliundert. Miiucheu und Lei- 
pzig, 1S89. 



— 256 — 

3) Obydwa te pisma wydał z ręknpisn M. Malinowski w „Stanisława Łaskiego, 
wojewody sieradzkiego, pracacłi naukowych i dyplomatycznycli". 

II. 

') Dedykacya ta (czj^ nie przez Joachima Bielskiego napisana?) nie zawiera 
w sobie, podobnie jak przedmowy do ,,Kronlki świata", ani jednej nowej myśli, po- 
wtarza to tylko, co powszechnie pisali o zacności i doniosłości sztuki wojskowej okra- 
dający się wzajemnie liumaniści, np. że ars rei niilitaris obscurae sortis homines łre- 
rpienter in sublimi loco statuit, quae reges, principes toto orbe terrarum clarissimos 
effecit, i t. p. Myśl, że wojna, chociaż sprzeciwia się nauce chrześcijańskiej, jest je- 
dnak koniecznością wobec instynktów zaboi-czych ludzkości, to także jeden z ulubio- 
nych pomysłów w epoce humanizmu. Otóż te pomysłj' wypisał Bielski z Przj'- 
łuskiego (albo też z jakiego wspólnego źródła, np. Walturyusza). Por. np. Bielski, 
a,: Qnae ąuidem ars militaris, licet pugnet ex diametro cum legę Christi — quid 
enim magis esse potest impium, quid crudelius excogitari potest, quam ex humano 
sanguine gloriam quaerere artibus bellicis, quibus tot hominum innocentissimorum 
sanguis quotidie funditur, quibus tot pereunt animae. urbes diripiuntur, regna flo- 
rentissima evertuntur, divina humanaque sursum ac deorsum feruntur et conci- 
dnnt, — ac tamen unicaique Reipublicae ars militaris est necessaria, maxime vero 
hac tempestate, quando hominum pessimorum hucusque progressa est audacia, ut 
aut seryiendum sit bonis universis, aut impiis conatibus resistendum. Nemo igitur 
vicio dabit, ut opinor, si quis ea proferat in lucem, quorum adminiculo facile 
ab iniuriis et oppressionum (.s/c) perditorum hominum tuti esse possunt homines, idquod 
(si aliquando necessarium fuit) nostro aevo magno operę necessarium duco, quo uni- 
versus paene orbis discordiis agitatur et concutitur, ut vix aliquis hominum in domi- 
cilio proprio securus esse possit. (Ob. także przedmowę polską) = Przyłuski, Leges, fol. 855: 
Quo (beUo), per Deum iramortalem, quid belluinum magis, quid magis impium.... quid 
inhumauius excogitari ab hominibus poterat? quo tot hominum innocentissimorum 
sanguis quotidie funditur, quo tot pereunt animae etc. Sed tamen, quando huc quoque 
hominum pessimorum est progressa audacia, ut aut seryiendum sit bonis universis, aut 
iliorum impiis conatibus resistendum, nemo mali cousulet, opinor, si quis ea curet pro- 
ferenda in lucem, quorum adminiculo facile ab insultibus ac iniuriis aliorum tuti esse 
possimus, id quod nostro hoc aevo, si unquam alias, ego necessarium esse duco, qno 
uuiyersus paene orbis christianus itabellis ac discordiis inundatur, ut ne angulus quidem 
uUus haius quasi cataclysmi esse possit omnino expers. 

~) Turcicarum rerum commentarius.... ex italico latinus factus, Francisco Nigro 
Bassianate interprete. Origo Turcici imperii, vitae omnium Turcicorum imperatorum. 
Ordo ac disciplina Tnrcicae militiae, exactissime conscripta, eodem Iovio Paulo anthore. 
Parisiis, 1538. 

^) Aeliani de militaribus ordinibus instituendis morę Graecorum liber a Franci- 
sco Robortello Utinensi nunc primum graece editus mu]tisque imaginibus et picturis ab 
eodem illustratus. Yenetiis, 15.53. Oczywiście, Bielski nie korzystał z tego wydania, 
bo po grecku nie rozumiał; mógł zato czerpać z niego figury, illustrujące wykład o fa- 
landze macedońskiej. 

^) Aegłdii Columnae Romani De regimine principum libri tres; dzieło to, napisa- 
ne pomiędzy rokiem 1271 a 1285, wydrukowano po raz pierwszy w Augsburgu w ro- 
ku 1473 (Jiihns, str. 194). 

^) De itineribus in Turciam Hbellus Felice Petantio cancellario Segniae auctore. 
Yiennae, 1522. 

^) Nihil vero autoritatis in hac arte mihi assumo, sed liorum fretus auctoritate, 
quorum superius feci mentiouem, ea, quae dispersa et latissime tractata ab aliis, iii cpi- 
tomas redegi et proprio idiomate conscripsi. 

^) Szczegółowy i dokładny wykaz źródeł „Sprawy rycerskiej'' przekracza zakres 
niniejszej pracy i wymagałby osobnych poszukiwań, których autor na razie dokonać 
nie mógł; tutaj poprzestaje na kilku wskazówkach. Źródłem części pierwszej i drugiej 



— 2r)7 — 



są Wececyiisz i Egidyusz Rzymianin (o ile wnosić wolno ze streszczenia jego dzieła 
przez Jahns'a, str. 189— 193); trzeciej -Klian, alo, jak się ziiajc, nio bezpośredniem, o czem 
świadczyłoby już to jedno, że nie wszystkie figury Bielskiego odpowiadają figurom 
Eliaua; prawdopodobnie Bielski posługiwał się znanym powszechnie w XVI wieku 
atlasem, dodanym do niemieckiea^o przekładu Wegecyusza (1473) i do dzieła Walturyu- 
sza fob. Jiihns, str. 204 — 2G7). Aforyzmy są przekładem z Wegecyusza. Anegdoty czę- 
ści czwartej są przetłumaczone z Froiityna (z wyjątkiem, naturalnie, wzmianki o Karo- 
lu Wielkim). Źródłem części piątej są ])omieuione pisma Jowiusza i Petanc3nisza; sz('is- 
toj i ósmej — ?; część siódma — prawdopodobnie oryginalna. — Dla przykładu — kilka zesta- 
wień. (Cytaty —według wydania: Flavi Vegeti Renati, viri inl. de re militari libri 
ijuatuor... Sex. Juli Frontini Strategematon libri ąuattuor... Lugduni Batavorum, 1592*. 



Yegetius, TTI, 26. 
generał es. 



Regulae belłorum 



In omnibus proeliis expeditionis con- 
ditio talis est, ut quod tibi prodest, ad- 
yersario noceat, quod illum iuvat, tibi 
semper officiat. Nunquam igitur ad iliius 
arbitrium aliquid facere aut dissimulare 
debemus, sed id solum agere, qund no- 
bis utile iudicamus, contra te enim esse 
incipis, si imiteris, quod fecit ille pro se, 
et rursus quicquid pro tua parte tentaris, 
contra illum erit, si voluerit imitari. 

In belło qui plus in angariis vigi- 
laverit, plus in exercendo milite labora- 
verit, minus periculum sustinebifc. 

Nunquam miles i u aciem producen- 
dus est, cuius antea experimenta non ce- 
peris. 

Aut inopia, aut superventibus, aut 
terrore melius est li ostem domare, quam 
proelio, in quo amplius solet fortuna po- 
testatis habere, quam virtus 

Nulla consilia meliora sunt, quam 
illa, quae ignoraverit adversarius, ante- 
quam facias. 

Occasio in bello amplius solet iuva- 
re, quam virtus. 

In soUicitandis suscipiendisque hosti- 
bus, si cum fide veuiant, magna fiducia 
est, quia adversarium amplius transfugae 
frangunt, quam peremti. 

Melius est post aciem plura servare 
praesidia, quam latius militem spargere. 

Difficile vincitur, qui vere potest de 
suis et de advei'sarii copiis iudicare. 

Amplius iuvat virtus, quam multi- 
tudo. Amplius prodest locus saepe, quam 
virtus. 

Paucos viros fortes natura procreat, 
bona institutione plures reddit industria. 



Bielski, 35 verso. Pospolite zachowa- 
nia obyczajów spraw rycerskich ostroż- 
n3'cli, krótko wypisane. 

Napirwej to jest: co tobie pożytecz- 
no, nieprzyjacielowi twemu to zawadza, 
a co jemu jest ku pomocy, to tobie wa- 
dzi. NigdN'^ tedy tego nie czynić, co się 
jemu podoba, ale tak poczynać, coby się 
tobie podobało, a jemu nie podobało, bo 
to przeciw sobie poczynasz, jeśli tego 
naśladujesz, co on dla siebie czyni, tak- 
że i on, jeśli tak czyni, tedy na tem 
utraci. 

Na walce który nawięcszą niewczes- 
nośó wycirpi, czujność ma o sobie, ma 
dobro znaki zwycięstwa. 

Bojaźliwego rj^cerza nie wywodź na 
liarc ani na sprawę, jedno doświadczo- 
nego. 

Lepiej jest nieprzyjaciela pożywać 
albo okrócić fortelem, niż. się z nim wal- 
nie potykać, bo dziwne ma fortuna swo- 
je przeskoki. 

Żadna rada nie jest lepsza, jedno ta. 
której nie wie twój nieprzyjaciel, niżli 
co poczniesz, a ty jego wiesz. 

Zbiegowie od nieprzyjaciół, jeśli się 
wiernie zachować będą, dobry znak C7.y- 
nią ku zwycięstwu, bo ci więcej nieprzy- 
jaciela złomią frasunkiem, niż pobicie. 

Lepiej jest za wojskiem zachować 
ufów nie mało, niżli je szeroko a rzadko 
rozstawiać. 

Z trudnością ten bywa zwyciężon, 
który umie rozeznanie dać o sprawie: 
swojej i nieprzyjacielskiej. 

Więcej pomaga moc, niż wielkość, 
a więcej wspomaga miejsce, niżli moc. 

Mało przyrodzenie dawa z siebie mę- 
żów dobrych, mocnych, sprawnych, wię- 
cej wyćwiczenie a zwyczaj. 



Bielski. 



33 



258 — 



Esercitus labore proficit, ohio conse- 
nescit. 

Nunquam ad cerfcanieii publicum pro- 
duxen"s militem. nisi cum vidoiis spei-ate 
yictoriam, 

Subita conterrent hostes, iisitata vi- 
lescnnt. 

Qni dispersis suis iuconsulte sequi- 
tnr, quam ipse acceperat, adversario 
vult dare yictoriam. 

Qui frumentum necessaiiumque coni- 
meatum non praeparat, vincitnr sine 
ferro. 

Frontinus, II, 9. Hermocrates Syra- 
cusanus, superatis acie Carthaginiensi- 
bus, veritus, ne captivi, quorum ingeu- 
tem manum in potestatem redegerat, pa- 
nini diligenter ciistodirentur, quia even- 
tns dimicationis in epulas et securitatem 
compellere victores poterat, finxit proxi- 
nia uocte eqaitatam hostilein yenturum: 
qaa expectatione assecutus est, iit solito 
attentias yigiliae agerentur. 

Frontinus, II, 5. Hannibal directa 
acie ad Cannas DC equites Numidas 
iussit transfngere, qni ad fidem facien- 
dani gladios et scuta nostris tradidere 
et, in nltimnm agmen recepti, ubi pri- 
mum concurri coepit, strictis minoribus 
(qnos occnltaverant) gladiis, scntis iacen- 
tium assumptis, Romanornm aciem ce- 
cidernnt. 



Frontinus, II, 3. Permenes Tlieba- 
nns, conspecta Persarum acie, quae robn- 
stissimos copias in dextro cornu colloca- 
tas habebat, simili ratione et ipse suos 
ordinavit omnemque eqaitatum et fortis- 
simum quemque peditum in dextro cor- 
nu, infirmissimos autem contra fortissi- 
mos bostium posuit praecepitque, ut ad 
primum impetum eorum sibi fuga con- 
sulerent et in silvestria confragosaque 
loca se reciperent; ita frustrato robore 
exercitus, ipse optima parte yirium sua- 
rum, dextro cornn, totam circnit aciem 
hostium et evertit. 



Każde wojsko z prace roście, z próż- 
nowania mdleje i stai-zoje się. 

Nigdy jawnej bitwy nie zwódź, 
gdzie się nie spodziewasz zwycięstwa. 



Którzy nierządnie gonią nieprzj^ja- 
ciela, przycbodzą na bak. 

Którzy się nie opatrzą w strawę 
i w inne rzeczy potrzebne, zwalczą się 
sami bez żelaza. 

Bielski, 39. Hermokrates Sj^raknzan, 
gdy poraził nieprzyjaciela swego, oba- 
wiając się, by nie upadł lud jego z ja- 
kiej zlej przygody przez więźnie, któ- 
rych mieli dosyć przy sobie, dla wesela, 
które mieli z zwycięstwa, prześpieczni 
będąc, zasłał swoje tajemnie, aby na- 
jeżdżali wojsko w nocy na szlak nie- 
przyjacielski, a stąd ostrożuiejszy hj]i 
każdej godziny. 

Bielski, 43. Hannibal, gdy z Rzj^- 
miany walczył (d/ Chuikis, zmówił się 
z swoimi,' których było 600 pieszych, 
aby uciekli do rzymskiego wojska i tak 
ncz3'nili, iż do nich prz^-słali, a dla lep- 
szej wiary dali od siebie miecze i zbro- 
je Rzymianom; giiy tedy mieli zwieść 
bitwę z Hannibalem, na zad je stawio- 
no; gdy się wojska potkały, rzucili się 
do pobitych ludzi, odjęli im miecze i tar- 
cze, uderzyli na Rzymiany z tyłu, któ- 
rym się poczęło było dobrze wieść. A tym 
obyczajem poraził Hannibal Rzymian}'. 

Bielski, 40. Pai-meues Tebański, gdj' 
z Persy czynić miał, obaczył wszystkę 
moc perską na rogu prawym w swoim 
ordynku stać, przeciw którym na swo- 
im lewym rogu ordynował co napodlej- 
SZ3' lud, tak jezdny, jako pieszy, a roz- 
kazał im, aby na pierwsze potkanie 
pierzchnęli w stronę do blizkicli gór 
w trudne miejsca; a swój lud co najmo- 
cniejszy stawił na prawym rogu, który 
przyszedł nieprzyjacielowi na lewą stro- 
nę. A tym obyczajem poraził perskie 
wojsko, obegnawszy je wkoło, gdy uszli 
w pogonią co nalepszy mężowie perscy. 



III. 



') Por. Przyłuski, Statuta, fol. 855. Poloniae autem nostrae praecipue tot hostes 
imminent, quot sunt fere vicini. cum quibus tam dubia pax, quam certnm bellnm est... 
Quocirca nihil reliqnum nos iam facere oportet, qnara ut tempori rei militaris discipli- 



— 250 — 

nam, longa pace iu uaiyersiuii fere (pruh dolur!; iu)Iliipsaiii, rfsUtuaimis, iw. si illam ad 
extrenium abiiciainus, praedao 41104116 hostiuiu, vel»l inerim's tuluiiil)ac aiiiiilariini, ex- 
positi, prius pereamus (4aod absit!), 4uani nos periisse yideamus. 

-) Oprócz przytoczonych nst^pów zapewne jeden jeszcze wydal się ducliuwień- 
stwu katolickiemu pudtgizanyui. Mianowicie przy końcu rozdziału ,Jako miejsca wy- 
bierać ku potykaniu i potykać się* i,'-^ verso), uczy BieLski, jak się ma żołnierz zacho- 
wać przed bitw<i, poczem dodaje: „Inych rzeczy, około brania Swii^tości rańskicli allło 
spowiedzi, takież śpiewania nabożnego tu nie piszę, gdyż to każdy może wiedzieć, iż 
ty rzeczy si^ nam potrzebniejsze nie tylko na ten czas, ale i każdego czasu inogo". 



ROZDZIAŁ ÓSMY. 



CZŁOWIEK I PISPiRZ. 

Humanizm rozbudził w duszy ludzkiej rozmaite uczucia i dążenia, jakich 
wieki średnie prawie zupełnie jeszcze nie znały, a jednem z tych dążeń było pra- 
gnienie nieśmiertelnej sławy. Pod wpływem napływającej do Polski kultury 
włoskiej i u nas pragnienie to stało się powszechnem, tylko że na naszym 
gruncie przeistoczyło się i uszlachetniło: we Włoszech pożądano często sławy 
herostratesowej, kupionej choćby takimi czynami, jak zamordowanie Galeazza 
Sforzy albo niszczenie posągów starożytnych w Rzymie; u nas dążono i za- 
chęcano do nabycia sławy dobrej, „poczciwej". I głośno rozlegało się to 
hasło w literaturze XVI wieku. „Tak rozumiem — mówił na sejmie egzeku- 
cyjnym król Zygmunt August — że to naprzed niej sza rzecz, aby się starał, 
żeby po sobie dobre rozumienie u ludzi ostawiał, bo wszytko inne ustać musi, 
sama dobra sława trwa". „Służmy poczciwej sławie", wołał Kochanowski 
w jednej z najpiękniejszych swoich pieśni. A nie tylko humaniści, ale pod 
ich wpływem i niehumaniści marzyli o dobrej sławie i zachęcali innych do jej 
zdobycia, Rej np., który uczył, że 

Pieniądze, skarby, dobre mienie minie. 
Sława poćciwa — ta na wieki słynie. 

Otóż i Bielski miał to pragnienie, i on dążył do nabycia poczciwej sławy, 
naprzód, jako rycerz, walczący za ojczyznę z Wołoszą i Tatarami, potem, 
jako pisarz, uczący swój naród. Spłaciwszy na dworze Piotra Kmity dług 
młodości, przypatrzywszy się „światu omylnemu, który się różno stawi czło- 
wieku każdemu", .,odstąpił Kupida", party żądzą wiedzy, „przystał k Miner- 
wie" i służył jej wiernie do śmierci. 

Dziwny to, naprawdę, był człowiek, tak niepodobny do ogółu braci 
szlachty! Kiedy inni przepadali za biesiadami i rozrywkami w gronie „do- 
brych towarzyszów", on unikał towarzystwa, stronił od biesiad; kiedy inni 
namiętnie oddawali się gospodarstwu wiejskiemu, stając się „kupcami a ra- 
tajami'-', jego do gospodarstwa aż żona musiała gwałtem zapędzać; kiedy inni 
stronili od miasta, on go szukał, nie aby hulać, lecz żeby się uczyć. To też 
uczył się zapamiętale, kochał się w książkach, które były głównem źródłem 



— 2(U - 

jego wiedzy: bo, o ile wnosić woluo z pism jego, niu tyle życie hylo inu szko- 
łą, ile właśnie książki, literatura. Tłumaczy się to rodzajem jego umysło- 
wości, zupełnie innej, jak umysłowość Reja. Ten był niezwykle wrażliwy 
na podniety zewnętrzne, na otoczenie, wogóle na życie, któremu przypatry- 
wał się nietylko z wielką lubością, ale i z niepospolitą umiejętnością, natura 
bowiem obdarzyła go znakomitym zmysłem spostrzegawczym; to też głównym 
pierwiastkiem jego zasobu umysłowego było doświadczenie: własne wrażenia 
i własne postrzeżenia, nagromadzone z otaczającej go przyrody i świata 
ludzkiego, z którym tak chętnie przestawał. Bielski tymczasem nie miał 
jak się zdaje, zbyt rozbudzonej wrażliwości; zmysł wzroku i zmysł słuchu 
nie były w nim tak silne i czujne, jak u Reja, nie one też były głównem źró- 
dłem jego wrażeń, ale książki, to jest cudze doświadczenie: świadczą o tem 
jego pisma, w^ których mało jest życia, ale dużo wiedzy, nabytej w pocie czo- 
ła. Bo wybitniejszych zdolności do nauki nie miał, przychodziła mu ona 
z pewnym oporem, tem więcej, że i mocnej pamięci nie posiadał, skoro np. 
w „Sprawie rycerskiej" on, autor „Kroniki świata"', Temistoklesa nazywa 
królem ateńskim. Otóż ten brak większych zdolności starał się zastąpić ucz- 
ciwą, sumienną, ciężką pracą, i, choćbyśmy nawet nie posiadali świadectwa 
Andrzeja Trzecieskiego, musielibyśmy i tak poczytać niezmierną pracowitość 
za jedną z najistotniejszych cech jego charakteru, dowodzącą silnej w'oli, któ- 
ra powiedziała mu, że „tak żadnej rzecz}' trudnej niemasz, którejby nie mógł 
umieć, kto ma chuć do tego" ^): przecie nie szkołom, ale sobie samemu za- 
wdzięcza on swoje oczytanie. A było to oczytanie bardzo rozległe: dosyć 
przypomnieć, ile to ksiąg naukowych przestudyował, zabierając się do pisania 
„Kroniki świata" i „Sprawy rycerskiej"; a „Komedya" i satyry, świadczą, 
że i w pismach poetów, polskich i nie polskich, rozczytywał się bardzo pilnie. 
Najmniej nęciły go pisma starożytnych: nie znaleźć w jego dziełach 
stanowczego dowodu, żeby czytał choć jednego z poetów rzymskich, a jeżeli 
ich czasem cytuje, to za innymi autorami, średniowiecznymi i nowożytnymi; 
nie znać również wpływu Seneki, z pism Cycerona znał może jeden tylko .,Sen"; 
na historyków starożytnych powołuje się często, ale znów za innymi; napewno 
twierdzić tylko można, że przestudyował dawnych strategików. I wogóle 
humanistą nie był ani trochę; czytał historyków humanistycznych, cenił wy- 
soko Erazma z Roterdamu, ale duch starożytności pozostał mu zupełnie obcy: 
Homer był dla niego autorem ksiąg o sprawie rycerskiej, Wirgiliusz — czarno- 
księżnikiem, mitologia — „szaleństwem" i dziełem czarta; bogowie — śmier- 
telnymi ludźmi; z komedyi Plauta „Eunuch" zrobił komedyopisarza, Eunu- 
chiusza i t. d. Swój pogląd na Boga i Opatrzność, na świat i ludzi, urobił 
sobie nie pod wpływem literatury starożytnej, ale średniowiecznej; zasad mo- 
ralności szukał nie w Cyceronie, Senece i Horacym, ale w Piśmie świętem; 
na kobietę zapatrywał się ze stanowiska czysto średniowiecznego: kobieta jest 
istotą słabą, na to tylko stworzoną, by się modliła, pracowała w domu .,na 
końskich nogach", rodziła dzieci i słuchała męża, wykształcenie zatem jest jej 
zgoła niepotrzebne; w alchemię nie wierzył, ale wiary w „płanety" nie pozbył 
się; w organizacyi państwa trafnie dostrzegł wielu braków, ale o tem, że należy 
je gruntownie przekształcić, ani nawet pomyślał; łatwowiernym był, jak 
dziecko: skoro Bóg stworzył świat według swej woli, a ta wola jest i będzie 



— 262 — 

niezbadana, wi»^c wszystko jest na świecie możliwe: ludzie mogą, się rodzić 
z psiemi głowami, świerzo})a może urodzić zająca, — owszem, wszystko to 
tern wyraźniej świadczy o wielkości Boga i małości rozumu ludzkiego, który 
powinien badać, ale nie mędrkować, wierzyć, ale nie wątpić, bo iwzeciw 
prawdzie rozumu nie. Ulubiona to dewiza Bielskiego, którą też umieszczał 
na kartach tytułowych swoich dzieł: rozum jest błogosławionym darem bo- 
żym, jest wielką siłą i potęgą, ale, jeżeli coś jest prawdą, faktem, to nawet 
on tego obalić nie zdoła, żadne rozumowanie na nic się nie przyda. Piękna 
to i śmiała, szlachetna i mądra zasada; ale co w pojęciu Bielskiego jest prawdą? 
Nasamprzód Objawienie, a potem to, co ludzie mądrzy i uczeni w książkach 
swych za prawdę podają: przed drukowaną bibułą, przed ,, zdechłą skórą", 
jak nazywał książki Rej, miał Bielski ogromny respekt, to też, szukając 
prawdy, chciwie pochłaniał książki, wszystko jedno, czy napisali je średnio- 
wieczni Burley, Piotr Alfons, Egidyusz Rzymianin, czy nowocześni Naucle- 
rus, Sabellicus, Jowiusz, i często, oczywiście, nie zdawał sobie sprawy, dla 
czego jednemu wierzy, a drugiemu nie wierzy, dla czego z dwu sprzecznych po- 
glądów za prawdę poczytuje ten, a nie ów. Innemi słowy, przy całej swojej 
miłości prawd3% nie posiadał nasz Prawdzie umysłu krytycznego; i wogóle, 
przy całem swem oczytaniu, którem o całe niebo przewyższał Reja, był to, 
podobnie jak Rej, człowiek średniowieczny, chociaż niezaprzeczenie wśród 
ludzi średniowiecznych ówczesnej Polski — a tych był cały legion, nie tylko 
w pierwszej, ale jeszcze w drugiej połowie XVI wieku — wyróżniał się swoją 
wiedzą bardzo zaszczytnie. 

Jeżeli jednak humanizm nie wywarł na niego wpływu, nie przerobił go 
na człowieka nowoczesnego, to natomiast drugi główny prąd umysłowości 
XVI stulecia, reformacya religijna, wywarł nań wpływ głęboki i doniosły. 
,, Przeciw prawdzie rozumu nie", powiedział sobie Bielski; prawdą jest Pismo 
święte, wńęc rozum ludzki nie ma prawa uzupełniać go i wypaczać ,, plotkami", 
jak to cz3'ni Kościół katolicki, który też nie pozwala pospolitym ludziom 
czytać ksiąg objawionych, aby się na tych ,, plotkach" nie poznali; jestto bez- 
prawie: każdy ma prawo je czytać. Bóg bowiem dla wszystkich naukę swoją 
objawił; ,, księża każą nam głupimi być": nie, nie wolno zmuszać człowieka 
do tego, aby sam nie korzystał z tego wielkiego daru bożego, którym jest ro- 
zum; a zresztą ci księża, którzy chcą opanować rozumy i sumienia ludzkie, 
nie zasługują na szacunek, bo są niemoralni i chciwi! Tak, mniej więcej, ro- 
zumował Bielski, z pewnością w tern głębokiem przekonaniu, że teraz dopiero 
jest prawdziwym katolikiem, że teraz dopiero prawdziwie i uczciwie służy 
Panu Bogu, który wymaga od człowieka nade wszystko wiary — takiej, jaką 
On sam przez Syna swego postanowił, nie jaką ludzie urobili. Tak więc re- 
formacya wniosła jednak do niekrytycznego z natury umysłu Bielskiego tro- 
chę krytycyzmu, coś nakształt racyonalizmu, chociaż w znacznej mierze był 
to krytycyzm raczej uczuciowy, płynący nietylko z głębokiej i serdecznej 
miłości Boga, którego chciał Bielski prawdziwie chwalić, ale i z powszechnej 
wśród szlachty polskiej XVI wieku niechęci względem duchowieństwa kato- 
lickiego, niechęci, której pobudki miały charakter nie religijny, ale społeczny 
i polityczny. 



- 203 — 

Występuje więc Biolski, jako zwolennik roformaryi. T^ecz, nie posia- 
dając w swym charakterze tej odruchowości, co Rej, ani Uigo, co on, tempe- 
ramentu sangwinicznego, będąc raczej człowiekiem zamkniętym w sobie, 
kierującym się raczej refleksyą, aniżeli uczuciem, nie brał ani w ruchu refor- 
macyjnym, ani w polemice religijnej żywego udziału; nie porywał się na 
objaśnienie Pisma świętego, nie czując się powołanym do apostolstwa, przyło- 
żył tylko, jak się zdaje, rękę do przekładu Nowego Testamentu na język oj- 
czysty, aby i prostaczkowie mogli czytać i rozumieć słowo boże, i do przekładu 
„Proroctwa Hozeasza", jako tej księgi, która, zdaniem zwolenników relor- 
macyi, jest bronią przeciwko Kościołowi katolickiemu; nie pisał również ani 
złośliwych inwektyw, ani uszczypliwych epigramatów na ,,bałwocliwalstwo 
rzymskie", występując przeciwko niemu raczej pośrednio, włączając miano- 
wicie do swej ,, Kroniki świata'' dzieło Slejdana i odsłaniając w niej bez ogródki 
różne „cuda mnisze", nadużycia i niemoralnośó duchowieństwa, nie wyjmu- 
jąc papieżów, — zawsze w myśl swej ukochanej zasady ,, Przeciw prawdzie 
rozumu nie": chytrzy mnisi zbrukali pierwotną czystość słowa bożego, wśród 
namiestników Chrystusa nie brakło nawet zbrodniarzy, — to prawda, to fakt, 
bo o tem mądrz}' i uczeni ludzie piszą, a więc przeciwko temu ,, rozumu nie", 
prawdy nie wolno oI)alać ani ukrywać, choćby się gniew ludzki ściągnąć na 
siebie miało. 

Nie dosyć na tera. Reformacya pobudziła Bielskiego (jak tylu innych) 
do pisania w języku ojczystym, o czem świadczy on sam w przedmowie do 
pierwszego wydania „Kroniki świata", bolejąc nad tem, że Polska „mało sy- 
nów ma w sobie sprzyjaźliwych, coby się w jej mowie przyrodzonej kochali; 
podobno, iż muszą być pasierbowie jej, a nie właśni synowie, iż tak gardzą 
macierzyńskim językiem, w cudzym się więcej kochając, a swój opuszczając, 
zivłaszeza Jcsieża jej''. Tak to reformacya, jako opozycya przeciwko Kościo- 
łowi katolickiemu w^ogóle, wystąpiła do walki i z językiem łacińskim, nie 
tylko w Kościele, ale i poza Kościołem, w literaturze, a więc do walki o una- 
rodowienie literatury ^). 

Lecz sama opozycya nie wystarczała: główną pobudką do posługiwania 
się mową rodzinną w literaturze była niew^ątpliwie coraz to silniej rozbudza- 
jąca się (także przy współudziale reformacyi religijnej) świadomość narodowa 
i nieodłączna od niej miłość ojczyzny. Otóż Bielski kochał ojczyznę szczerze, 
prawdziwie i rozumnie, — głęboka miłość Boga i patryotyzm to najsilniejsze 
objawy jego uczuciowości. Nie miał wygórowanej ambicyi osobistej, owszem 
pisma jego dowodzą raczej, że był człowiekiem skromnym, ale, kochając oj- 
czyznę, miał silne i szlachetne pragnienie, aby przysłużyć się „matce swojej 
Sarmacyej, która nas, wszech Polaki, w swej ziemi chowa, żywi i ćwiczy'^; 
i wierzymy mu w zupełności, że pisał nie tylko dlatego, aby jego książki 
„przedały się za pieniążki", ale przedewszystkiem dla tego, ,,iż go zwyciężyła 
miłość ojczyzny". 

Nie stworzył Bielski sam języka literackiego, lecz nie ulega wątpliwości, 
że był jednym z jego spółtwórców, mianowicie języka prozy polskiej (bo, jako 
poeta, wystąpił z większym utworem dopiero w roku 1557). Rozumie się, że 
język „Żywotów", będących niewolniczym przekładem z czeskiego, nie 
stanowi w^ rozwoju prozy polskiej postępu, ale postępem, i to ogromnym, jest 



— 264 — 

język ,. Kroniki świata", poraź pierwszy zastosowany na wielką skalę 
do prozy historycznej i w późniejszych wydaniach tegoż dzieła oraz w,, Spra- 
wie rycerskiej" wciąż przez autora udoskonalany. Trudno się wprawdzie zgodzić 
z pogląd"m profesora Nehringa, że Bielski pierwszy zrozumiał, ,,czem właści- 
wie powinien być język piśmienny, to jest pośrednikiem pomiędzj'^ językiem 
potocznym, z którego czerpie się materyał, a pomiędzy przedmiotem, do któ- 
rego się ma zastosować, którego ma się stać widomą formą": rozumieli to już 
prz€'d Bielskim i Andrzej Grlaber i tłumacz ,, Ksiąg, które zową język" i Sta- 
nisław Łaski i autorowie zielników i, nadewszystko, Kromer, który pierwszą 
część swego ,, Mnicha" wydał w tym samym właśnie 1551 roku, w którym 
ukazało się pierwsze wydanie ,, Kroniki świata"; ale za to ma zupełną słusz- 
ność prof . Nehring, twierdząc, że ,, język Marcina Bielskiego ma naturalną 
prostotę, jaką się odznaczał język wówczas żyjący, ale też ma zarazem har- 
ność sJcladni i perijodów^ która bardzo korzystnie odbija od niewymuszonej 
rubaszności i gadatliwości Reja; w Marcina Bielskiego języku widać, że każde 
zdanie i Jcażdy zwrot przeszły przez egzamin myślącej głowy^^^). W słowach 
tych doskonale ujął i określił prof. Nehring główną zasługę autora ,, Kroniki 
świata" i ,, Sprawy rycerskiej" w historyi języka literackiego: Bielski przy- 
czynił się ogromnie do wyrobienia składni polskiej, do prawidłowej budowy 
zdań złożonych, z któremi Rej do końca nie umiał sobie dawać rady ^). Są 
wprawdzie i w pismach Bielskiego, nawet w „Sprawie rycerskiej", której ję- 
zyk jest najbardziej wyrobiony i poprawny, anakolutye, np.: ,,Horacius Coc- 
les był tak mężny na pływanie, iż, zastanowiwszy na sobie nieprzyjaciela 
w końcu mosta, ażby swoi przez most przeszli; potem, gdy przeszli most, po- 
rąbali; widząc to, Cocles skoczył w rzekę we zbroi, przepłynął ją do swoich"; 
albo: ,,Scorillo, książę sarmackie, gdy Rzymianie wnętrzne walki wiedli mie- 
dzy sobą, mówili mu poddani, aby teraz na Rzymiany podniósł rękę zbrojną, 
gdy sami miedzy sobą walczą, kazał przynieść przed obliczność wszystkich 
dwu psu" i t. d. '")•. nie umie również Bielski ściśle odróżniać zdań dopełniają- 
cych od przytoczonych, mowy prostej od zawisłej, ale to pospolita cecha 
składni naszej XVI wieku. Na ogół jednak buduje zdania złożone dosko- 
nale, — wszędzie widać naprawdę ,, egzamin myślącej głowy", kiedy tymcza- 
sem Rej nie łamał sobie wcale głowy nad budową zdania. 

Górując jednak znacznie nad Rejem widoczną dbałością o poprawność 
składni, nie może się z nim nawet porównać pod względem bogactwa słowni- 
ka; źródłem języka Reja jest nadewszystko żywa mowa, dlatego to właśnie 
tyle w nim wyrażeń jędrnych i dosadnych, tyle zwrotów rodzimych, tyle 
przysłów ludowych. Otóż język Bielskiego w porównaniu z językiem Reja 
jest zapewne bardziej literacki, ale uboższy, i nie tylko uboższy, ale nieskoń- 
czenie mniej obrazowy, zwłaszcza w prozie, bo w poezyi trafiają się takie np. 
wyrażenia, jak „łowić dudki za plecioną wiechą", ,,oni sieją pszenicę, a mój 
je kołacze", „siodła z siebie nie składać" (t. j. pracować bez wytchnienia), 
,, gorczycę z miodem mieszać", ,, muchy gonić", ,, rozum gdzieś w lesie", ,, cią- 
gnąć kota", ,, kijem doprać", ,, czart rozedrze oczy", i inne: ale, popierwsze, 
takich dosadn3^cli wyrażeń jest stosunkowo niewiele, a po drugie, posługiwał 
się niemi Bielski prawdopodobnie — za przykładem Reja. 



— 265 — 

Styl Bielskiego odznacza się jasnością i prostotą, w prozie zarówno, jak 
w poezyi, oraz zwięzłością — w prozie, bo poozya giv,eszy często rozwlekło- 
ścią wskutek wstawiania wyrazów i całych zdań nu^ dla myśli, ale dla ilości 
zgłosek i rymu; z wyjątkiem „wnk kościanych- i Tytana, który „pod Bliź- 
nięty swój wóz wozi", nie znaleźć naleciałości klasycznych; słów pustych ani 
spłowiały eh frazesów humanistycznych niema; ta niewymuszona prostota, 
ta miła naturalność i szczerość nadają stylowi niezaj)rzeczony wdzięk, w przy- 
toczonem np. w rozdziale pierwszym opowiadaniu o fałszywym Chrystusie, 
będącem prawdziwem arcydziełem prostoty, albo w rozmowie mistrza z książ- 
kami, która jest jedną z perełek dawnej naszej poezyi; ta sama prostota na- 
daje czasem stylowi Bielskiego prawdziwą powagę, jak np. w zakończeniu 
„Sprawy rycerskiej". Ale pozatem Rej, jako stylista, znów ma wyższość, 
i to ogromną wyższość nad Bielskim. Cóż z tego, że długich zdań budować 
nie umie, że często wpada w rozwlekłość, że jest nadto rubaszny? Obrazo- 
wość i żywość z liclnyą wynagradzają te wszystkie braki, i śmiało powiedzieć 
można, że przed Rejem był już język literacki, ale stylu, właściwie mó- 
wiąc, nie było, bo niema stylu bez życia i bez indywidualności pisarskiej, 
a te Rej dopiero dał naszemu językowi literackiemu. Język Bielskiego tym- 
czasem, na ogół biorąc, niema życia, nie ma silnych cech indywidualnych, 
bo też autor ani nie był tak wybitną indywidualnością, jak Rej, ani nie 
posiadał takiego, jak on, talentu. 

Wszystko, co dać może usilna i sumienna praca, jest w jego pismach: 
poprawność mow}^, wszędzie jasność, z góry obmyślany plan, widoczna sta- 
ranność o budowę („Komedya"' i „Sen majowy"), wyraźna dbałość o to, „by 
się według miary wiersze czciły", niekiedy świadoma praca artystyczna, wresz- 
cie widoczny postęp wpisaniu (co za różnica np. pomiędzy wierszami w „Kro- 
nice świata" a wierszem satyr?). Tego wszystkiego u Reja niema, ale za to 
jest talent — niewyrobiony, nie uszlachetniony pracą, ale talent. Jeden obra- 
zek w „Krótkiej rozprawie" czy w „Wizerunku" drga większem życiem, 
aniżeli wszystkie obrazki w „Rozmowie baranów", razem wzięte; pięknie 
i poważnie przemawia Bielski do czytelnika w zakończeniu „Sprawy rycer- 
skiej", ale o ileż większy rozmach uczucia i stylu bije z niektórych 
rozdziałów „Spólnego narzekania"; wiersze Bielskiego są gładsze, nie- 
ma w nich tak potwornych rymów, jak wróble i yumnie, świnio i mimo, 
świnia, i rodzina: ale ani jednego razu nie zdobył się Bielski na taki rytm 
silny, jakim dźwięczą niektóre wiersze „Kupca" albo wiorsz na orła l)iałego 
w „Postylli".'') 

Słusznie pisał o Reju w ,, Wizerunku" ,, dobry przyjaciel" : 

Ten Polak, co to pisał, nie chciał się mianować, 

Ale jednak z przypadków barzo snadnie poznać. 
Bowiem każdy rzemieśnik jednym kształtem kuje, 

Kowal młotki kołace, a ślosarz piłuje; 
Także w tern śiachetnem rzemieśle pisania, 

Nie trzeba długiej prącej w tem do rozezn.nnia. 
Czyja kuźnia, weźrzawszy pirwej w ine sztuki, 

Obaczy każdy snadnie bez trudnej nauki. 
O Bielskim nie można tego powiedzieć: i on, naturalnie, jak każdy pi- 
sarz, „jednym kształtem kul", ale poznać go z „przypadków" wcale nie 



— 26G — 

„barzo snadnie", dla tego właśnie, że te „przypadki" nie mają wybitnych 
cech indywidualnych. Nietrudno się domyślić, że listy łacińskie Lipomana 
i Radziwiłła tłumaczył Rej: może niejeden z anonimowych utworów XVI 
wieku wyszedł z pod pióra Bielskiego, ale udowodnić tego ani sposób; nie 
trudno wyłowić z „Proroctwa Hozeasza" ustępy, które napisał Rej: ale, co 
napisał Bielski, wyróżnić niepodobna. 

Bez porównania niższy od Reja talentem, nie posiadający ani tej fan- 
tazyi i werwy pisarskiej, ani tej wrażliwości na otoczenie i zmysłu spostrze- 
gawczego, ani wreszcie tej bezpośredniości i żywości uczucia, co on, przewyż- 
sza go Bielski znacznie kulturą umysłu, rozwagą i powagą. Obydwaj byli 
samoukami, ale Bielski usilną pracą wchłonął w siebie bez porównania wię- 
cej wiadomości, i wiedza jego była bez porównania gruntowniej sza. Oby- 
dwaj pragnęli podzielić się nabytą wiedzą ze swojem społeczeństwem, to jest 
pragnęli być i rzeczywiście byli nauczycielami swego narodu; otóż z Rejem, 
jako autorem „Postylli", jako głosicielem i nauczycielem słowa bożego, któ- 
rego tak bardzo pożądało owoczesne społeczeństwo, Bielski nawet mierzyć się 
nie może; ale, jako nauczyciela mądrości ludzkiej, świeckiej, przewyższa go 
stanowczo. 

Rej starał się wpoić w swych czytelników miłość cnoty i to piękne 
przekonanie, że cnota jest największym skarbem człowieka, ale w poglądach 
swoich na cnotę i wogóle na życie duchowe człowieka jest rozpaczliwie ciasn}^ 
i jednostronny; on nie zastanawia! się nad tern, jaką drogą powinien czło- 
wiek iść ku cnocie: bądź cnotliwym, bo inaczej będziesz „sprośną świnią", 
i basta; nie rozumiał tego, że dusza ludzka ma i mieć powinna, oprócz 
cnoty, inne jeszcze ideały, nadewszystko prawdę, bez której niema i nie 
może być cnoty, bo wszystkie ideały duszy są od siebie nieodłączne; nie ro- 
zumiał, że drogą, wiodącą do nabycia zarówno cnoty, jak prawdy, jest mą- 
drość, że, jak ślicznie powiedział Górnicki, ponieważ „z głupstwa wszytki 
nieprawości rostą'', więc, ,, jeśli pirwej nie W3^purguje człowiek oczu umysłu 
swego, a nie będzie widział tej dobrej drogi, którą iść ma, nie jest rzecz moż- 
na, aby kiedy sam z siebie przystojnie żyć mógł". A cóż ,,purguje oczy 
umysłu"? Oczywiście, nauka. Rej t3^mczasem, sam nieuk, lekceważył naukę 
w tem miłem złudzeniu, że i bez nauki człowiek może być mądrym i cnotli- 
wym. Bielski — zupełnie inaczej. I on poczytywał cnotę za skarb drogocen- 
u}", to też zachęcał do niej czytelników zarówno w ,. Żywotach filozofów" 
i ,, Kronice świata", jak w ,,Koraedyi"; ale zdawał sobie jasno sprawę z tego, 
że bez prawdy niema dobra, bez mądrości niema cnoty; doskonale rozumiał, 
że „z głupstwa wszytki nieprawości rostą", więc postanowił, w miarę sił swo- 
ich, ,,purgować oczy umysłu" swoich czytelników. I na tem właśnie polega 
ogromna wyższość Bielskiego, jako dydaktyka, nad Rejem, i to jego najwię- 
ksza zasługa: zachęcał społeczeństwo do nauki, nad którą ,,nie może być wy- 
myślono więtsze dobrodziejstwo", i w tem do Górnickiego podobny, tylko że 
Górnicki był humanistą i posiadał systematycznie nabytą wiedzę, on hyl 
człowiekiem średniowiecznym i samoukiem; Górnicki przemawiał do wybra- 
nych, do najkulturalniejszj^ch kół narodu. Bielski — do szerokich warstw 
nieukształconego społeczeństwa. 



— 2fi7 — 

,, Pismo niopotrzi-hnu zabawa", \voh\l Ruj. Biolski iifzył, że „ludzie 
bez pisma na świecie żyli nie inaczej, jedno jako niemy dobytek, co jedno 
brzuchowi fol<;uju". ,,Adrianus cesarz.... nakładał na nauki tym, Ictórzy się 
uczyli i miał swoje libraryii,.... przclo hijl wczioan ociec ojczyzni/^. ^) 

Nieukowiu szaleństwo dziedzicznie tr/ymajii, 
A roztropni korouę nauki miewają. 



Który pismo waży lekce, 

Czytających słuchać nie chce, 
Jest podobien ku głuchowi 

I niememu dobytkowi, 
A kto się kocha w czytaniu, 

Bywa z duchem w rozmawianiu. 

Bez nauki niema, zdaniem Bielskiego, cnoty, dobrej siawy, szczęścia: 
ta właśnie zasada skłoniła go do napisania „Żywotów". Bez znajomości bi- 
storyi człowiek nie będzie wiedział, jak żyć na świecie: stąd ,, Kronika świa- 
ta". Bez znajomości sztuki wojskowej Polak nie będzie umiał ojczyzny bro- 
nić: stąd ,, Sprawa rycerska". A tak od pierwszego do ostatniego swego 
dzieła oświecał Bielski społeczeństwo, namawiał je do nauki, którą sam nad 
wszystko ukochał, a której potrzebę nie wszyscy rozumieli. On pierwsz}' 
w naszej literaturze występuje przeciwko dyletantyzmowi, który jest odwiecz- 
ną naszą wadą, z którego nie uleczyliśmy się do dziś dnia jeszcze: „Przypatru- 
jąc się ludziem niniejszego czasu, jako są rozmaitych rozsądków, afektów i za- 
wiści jeden ku drugiemu, jako je też myśli wysokie sprawują, widzimy, iż 
z swoich opinii, a nie z pisma ani z nauhi iuclicia swoje różne daiuają, tak 
w świętym, jako w świeckim, tak priuatim^ jako publice"'] ludziom młodym 
„się zda wszystko umieć, nie mając jeszcze doświadczenia żadnego ani na- 
uki"^). A jakiż środek zaleca Bielski do nabycia nauki? Pracę, pracę i, raz 
jeszcze, pracę. Jego zdaniem, trzy rzeczy urabiają „dobrego męża": rozum, 
nauka i doświadczenie; ale te rzeczy trzeba nabyć, J)0 się żądny z tymi dary 
z matki nie urodzi, ani też doświadczenia żadner/o mieć będzie bez prace osob- 
nej swojej i chuci;.... te rzeczy na woli są każdego, a kto tem źle szafuje, szczę- 
ście mu nic nie krzywo, iż go opuściło, bo też szczęście za rozumem pochodzi. 
Jako jest ludzkie przyrodzenie złożone od Boga z ciała a z ducha, także je też 
i my na dwoje obracamy, jedno na smysł, drugie na pracą; z prącej miewa- 
my dobre mienie, dobre życie i bogactwa, ale z tem człowiek pospołu umiera: 
jako się urodzą, tak się starzeją, jaki ich początek, takie dokonanie. Ale 
smysł jest sprawca ludzkiego przyrodzenia, jest też wieczny i nieśmiertelny, 
bo jego pamięć wiecznie zostawa na świecie. Z płaczem tedy możem żałować 
niektórych ludzi, patrząc, jako swą młodością źle szafują, podawając ją w zby- 
teczne obyczaje, to jest w chciwości, w lenistwa, opilstwa, zabijania i w inne na- 
ruszone obyczaje, którymi s\vój wiek młody i zdrowie marnie utrącają, a rozum 
swój inaulci, nad które nie ma nir, lepszego przyrodzenie ludzkie, imo się pusz- 
czają, gdyż jest wiele nauk pożytecznych, któremi człowiek mógłby sobie ua- 
rzędzić wieczną pamięć, sławę i poczciwą żywność przez rozmaite postępki 
w dzielności jakiejkolwiek potrzebnej, bądź to przez nauki pisma, bądź przez 
rycerskie rzeczy, przez urzędy, rzemiosła i inne wszelkie, które się w poczci- 



— 268 — 

wej sławie zamykają, tego sobie nizacz nic mają, żywiąc, jako dobytek, co 
tylko brzuchowi ołdujc. Stądże i z wiela inycb przyczyn pochodzi skaza 
pospolitej rzeczy, iż leży, jako napoły umarła, tak w radach, w sprawach, jako 
i w rycerskich rzeczach, tuszęcy sobie źle, mniemając, aby to zasię nie było 
naprawiono przez mądre a opatrzne ludzi" ^). 

Lecz nauka i oświata to dopiero jedno hasło, pod którem Bielski wy- 
stąpił, jako nauczyciel narodu, pierwsza myśl przewodnia, która przyświe- 
cała jego działalności literackiej, a która uwydatniła się naprzód w „Żywo- 
tach filozofów", później zaś w „Kronice świata". Drugą myślą przewodnią 
jest, że zanik ducha rycerskiego, zadomowienie, „zależenie w pokoju" są dla 
Polski, jak dla każdego państwa, zgubne. Nie on jeden usiłował wpoić w spo- 
łeczeństwo to przekonanie, ale nikt nie nastawał na to tak usilnie i tak wy- 
trwale, jak on; myśl ta przebija się wyraźnie w „Kronice świata" i w kronice 
polskiej, jeszcze wyraźniej- i już bezpośrednio w „Śnie majowym" i w ..Sej- 
mie niewieścim", najwyraźniej i najsilniej w ..Sprawie rycerskiej", zwłaszcza 
w jej zakończeniu. I tutaj to okazała się w całej pełni wyższość umysłowa 
Bielskiego nad Rejem, który niby to namawiał szlachtę do ćwiczenia się 
w rzemiośle rycerskiem, ale który w istocie odwodził ją od niego, zalecając 
jej ,, żywot człowieka poczciwego" na wsi. 

Wogóle, porównanie działalności literackiej Bielskiego z działalnością 
Reja doprowadza do wniosku, że tamten rozwijał się i postępował, ten cofał 
się i kostniał. Zaczął Rej od orlich lotów— bo orlim lotem jest ,, Krótka roz- 
prawa", stawiająca pod pręgierz niedomagania społeczeństwa polskiego — 
ale skończył na czem? na pełzaniu żółwia, na uwielbianiu kwietyzmu na 
łonie ,,wsi spokojnej, wsi wesołej", na apoteozie ,, zależenia w pokoju". Praw- 
da, że w ,, Zwierciadle" jest nie tylko ,, Żywot człowieka poczciwego", ale 
i ,,Spólne narzekanie wszej Korony na porządną niedbałość nasze": cóż z tego, 
kiedy jednym pociągiem pióra zmazał Rej całe narzekanie, ucząc ,, poczciwego 
Polaka", że Bóg miłosierny „iv ocemgnieniu wszytko opatrzyć, odmienić, na- 
prawić i postanowić może wedle wolej swojej; a wtenczas już sią nie hój żad- 
nego przestrachu, żadnego niehezpieczeństwa, ani żadnego omylnego zaburze- 
nia śiciata tego, ho wnet znajdzie Pan okręt każdemu luiernemu swemu, jako 
Noemu, iż będzie bezpiecznie płyiuał po wszijtkich naiuałnościach świata tego; 
najdzie mu się i Abakuk, jako Danielowi, miedzy lwy zgłodniałemu, co opa- 
trzy wszytki niedostatki jego; najdzie się i Daniel, jako Zuzannie, co po- 
deprze sprawy każdej i krzywdy jego; a muszą się nad każdym wiernym peł- 
nić ony nieomylne obietnice Jego, gdzie mówić raczy, iż, bych się rozgnie- 
wał na świat, iżbych ji miał wolą wykorzenić ogniem, mieczem, morem, gło- 
dem, a wierny stanie przed oczyma memi, tak jako stał Jop, Daniel, Noe, — 
zginąć może świat, ale ten przez wiarę swoje wybawi z każdego niebezpie- 
czeństwa duszę swoje". To znaczy: pamiętaj, miły Polaku, w-yzbądź się swej 
niedbałości, opatruj, jak możesz, niebezpieczności koronne, ćwicz się na ry- 
cerza, broń granic, ale wiedz także o tem, że, choćbyś nawet ręce założył, by- 
lebyś tylko Bogu ufał, On cię nie opuści. On nie pozwoli tak zacnemu kró- 
lestwu, jak Polska, zginąć w jiOmylnj^-ch zaburzeniach świata tego", bo miło- 
sierdzie Jego nie zna miary ni granic. Pokój zygmuntowski zrobił swoje: Rej. 



— 260 — 

jak oo;ół szlachty, iM»«;rążył sic w ilolrc far nlcnłc\ w młodości płynai iirzcciw 
prądowi, ua starość popłynął 'a [nadciii i stał sitj.... lilistruui. 

Bielski — inac/.oj. Jego początki były boz porównania skroiniiicjsze; nie 
posiadając rzutkości i samodzielności Reja, zaczął od pełzania ż()łvvia, od nu- 
wolniczego przekładu średniowiecznych ,, Żywotów", ale potem, chociaż ua 
orli lot nie zdobył się ani jednego razu, rozwijał się i kształcił, dzięki mrów- 
czej pracy, coraz więcej, to też nie stał się filistrem, nie apoteozował nigdy 
kwietyzmu szlacheckiego, przeciwnie, walczył z nim wytrwale i na starość 
zagrał swemu narodowi pobudkę wojenną; i on wierzył w miłosierdzie boże 
z pewnością nie mniej gorąco, jak Rej, ale rozumiał, że Bóg wtedy tylko lu- 
dziom dopomoże, kiedy oni sami sobie pomagać będą; więc nawoływał do sa- 
mopomocy, do obrony przed ,,omylnemi zaburzeniami świata tego". 

W historyi literatury polskiej nie posiada Bielski tak wybitnego stano- 
wiska, jak Rej, nie położył około jej rozwoju tak olbrzymich, tak nieśmier- 
telnych zasług; pomimo, że pisać zaczął wcześniej od Reja, nie on jest jej 
ojcem i nie on stworzył szkołę literacką, tylko Rej; nie jego, ale Reja pisma 
są zwierciadłem życia polskiego XVI wieku i żywej mowy polskiej. Nic 
mniej przeto i on zdobył sobie piękne imię w dziejach naszej literatury na- 
rodowej i sumiennie zapracował na wdzięczną pamięć, jako ten, który „jesz- 
cze od swoich młodych lat, pisał wszem polskie rzeczy rad", który, jeżeli nie 
pierwszy, to w każdym razie jeden z pierwszych ,, drogę impresorom podał 
pisma polskie imprymować"; jako autor pierwszej w Polsce historyi powszech- 
nej; jako rozumny nauczyciel społeczeństwa, naw^ołujący je do nauki; i wresz- 
cie, jako jeden z tych dobrych synów ojczyzny, o których pięknie mówi 
Proteus: 

Ale wżdy wiernym stróżom i raz i powtóre 

Niech wolno będzie wolaó, kiedy gore: „Gore"! 



Przy piski. 



') Sprawa rycerska, 28 verso. 

2) Powszechne u nas w wieku XVI skargi na zaniedbanie języka ojczystego 
w hteraturze powstały zapewne pod częściowym wpływem autorów czeskich, Ictórzy 
w przedmowach do swych dzieł często tę sprawę poruszają. Konać np. mówi, że nie 
chce, „aby ćesky nas pfirozeuy jazyk tak hojny, tak lahodny a tak prijeuiny, kterymż 
nemene pine, ozdobne a foremne mluveno muoże byti, neżh latinskym, bez rozmnozo- 
vani leźal a obecnemu dobremu żadneho prospechu neprinaśel'; do pisania w języku 
ojczystym pobudziła go dbałość innych narodów „o rozmnożeni jaz^^ku sveho pfiroze- 
neho" (Ob. Vlćek, Dejiny ceske literatury, 1896, str. 351). 

3) W. Nehriug, Rozkwit języka polskiego w wieku XVI, zapomniany rozdział 
z historyi literatury polskiej w. XVI, str. 13 (referat ua trzeci zjazd historyków pol- 
skich w Krakowie, 190U). 

*) Ponieważ Bielski zasilał się głównie źródłami łacińskiemi, więc wzorował się 
na składni łacińskiej; pełno w jego pismach takich oczywistych latyuizmów, jak „ro- 
zumiesz nieprzyjaciela przyciągnąć", „uczynisz Niemca głośnego" „starzy kronikarze 



— 270 _ 

kładli "Wyszymira być synem Leszka trzeciego" i t. d.; wogóle dIa'prz3'szlego history- 
'^a składni polskiej „Kronika świata" i „Sprawa rycerska" będą bardzo cennym ma- 
teryałem dla wykazania, jak się składnia polska wyrabiała pod wpływem łacińskiej. 

*) Sprawa rycerska, 5 — 5 verso i 39 yerso. 

'') Por. Cłilebowski, Mikołaj Rej, jako pisaiz, Warszawa, 1905, str 81 i 108. 

O Kronika świata, wyd. drugie, 120. 

") Zakończenie Sprawy rycerskiej, 75 verso. 

") „Argument na ty książki", Sprawa rycerska, b, — b^. 



ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY. 



SĄDY WSPÓŁCZESNYCH I POTO/^NYCh. 

Jeżeli miarą uznania dla pisarza jest jego poczytność, to Bielski cieszył 
się niemalem uznaniem: świadczą o tern niezbicie trzy wydania „Kroniki 
świata" w ciągu lat czternastu, jak niemniej i to, że wszystkie wogóle jego 
pisma zaczytano prawie ze szczętem, tak, że dziś należą one do najrzad- 
szych książek polskich, co zresztą i tern się po części tłumaczy, że niszczono 
je zapewne w wieku XVII, jako „heretyckie" i przez władzę kościelną zaka- 
zane: „Martini Bielscii Spniwa Rycerska... et alia omnia, ąuaecunąue exdant 
dicti auctoris opera prohihentur'' \), czytamy w Indeksie z roku 1604. Z pism 
poetyckich największem uznaniem cieszył się „Sejm niewieści", jedyny utwór 
Bielskiego, który często naśladowano w XVII wieku, jak tego dowodzą, 
oprócz „Konsultacyi przezacnych matron koronnych" Stanisława Jeżowskie- 
go, będącej plagiatem, takie utwory, jak „Sejm białogłowski", „Sejm panień- 
ski", „Wiersz o fortelach białogłowskich" i t. d. 

Lecz ta poczytność była uznaniem milczącem. Głośnych pochwał do- 
czekał się Bielski bardzo niewielu, a i te, z wyjątkiem zaszczytnej wzmianki 
Orzechowskiego o opisie pogrzebu Zygmunta Starego ^), są nieszczerymi, 
pełnymi przesady ogólnikami, bo pisali je z urzędu humaniści, na obstalunek 
autora czy też drukarza, jako wierszyki, zalecające czytelnikowi „Kronikę 
świata". A więc Andrzej Trzecieski zapewnia, że, co tylko napisali history- 
cy duchowni i świeccy, to wszystko zawiera w sobie „Kronika świata"; książ- 
ka obiegnie całą Polskę, przyniesie pożytek młodzieńcowi, starcowi, kobiecie, 
autor zaś posiędzie niechybnie sławę nieśmiertelną; Florus skrócił Liwiusza, 
Justyn — Troga Pompej usza, Carion opowiedział w swej mowie ojczystej hi- 
storyę powszechną: jego to naśladował Wolski, ślęcząc całe dnie i noce nad 
książkami; godzien też mienić się Carionem sarmackim ^). Andrzej Ciesiel- 
ski chwali Bielskiego, że „nam podał napierwej w piśmie polskiem drogę" ^). 
Wacław Szamotulski woła: „Niech zginę, jeśli w historyach sarmackich ist- 
niało kiedykolwiek coś grzeczniej szego i gładszego!" •'). Krzysztof Kobyliń- 
ski, sąsiad i przyjaciel Bielskiego, chwali powagę i mądrość jego ;,Komedyi"''). 
Rej ani wspomniał w „Zwierzyńcu" o swoim sl^yju-Okszycu. 



— 272 — 

Wzmianki nieurzędowe mają charakter bardziej jeszcze ogólnikowy i są 
bardzo chłodne, a czasem wręcz nieprzychylne. Paprocki to tylko w „Her- 
bach rycerstwa polskiego" zapisać raczył, że „był Marcin, który pisał kroni- 
kę polską językiem polskim i inszych ksiąg nie mało"; obydwaj, ojciec i syn, 
,,byli alieni a fide całholica'' ^) Warszewicki szydzi z Bielskiego, że w swej 
kronice tylko dziwy opisuje, a o rzeczach ważnych milczy ^), Starowolski 
świadczy, że kronika, jako ,, heretycka", poszła u katolików w zapomnienie ^); 
Andrzej Węgierski zalicza Bielskiego w poczet ewangelików, na równi z Ko- 
chanowskim ^"). Bardzo pochlebne świadectwo wystawia kronice Okolski, 
mówiąc, że jest ,, sławą i ozdobą krwi sarmackiej", ,, chociaż" (!) jej autor od- 
wrócił się od wiary katolickiej ^^). 

Liczniejsze od tych sądów drukowanych, ,, uczonych", są niedrukowane, 
mianowicie notatki marginesowe, kreślone przez różnych czytelników-Sarma- 
tów (albo laczej Wandalów), którzy wyrażali swe sądy — inkaustem na książ- 
ce. Aż się roi od tych przypisków w egzemplarzach ..Kroniki świata", a są 
one wcale ciekawe, jako bezpośrednie odzwierciedlenie doznawanych przy jej 
czytaniu wrażeń. Wykrzykników i ,,notabenek" — co niemiara, zwłaszcza 
w kosmografii i w księdze o odkryciu Ameryki, przy opisach różnych osobliwo- 
ści zamorskich; czasem zdziwienie czytelnika przemawia silniej: ,,Patrzaj dzi- 
wów", ..Zwirz srogi", ,,Ryba wielga" i t. d. Ale najciekawsze są przypiski 
do historyi średniowiecznej i do księgi Slejdana; jedne z nich kreślili, najwy- 
raźniej, protestanci, inne — katolicy. Przy ustępie, w którym Bielski oburza 
się na papieżów, wyklinających monarchów, ktoś zaznaczył: „Pan Bóg przez 
ciebie mówi". Do ustępu o małżeństwach księży w Niemczech dodano: „Pew- 
niejszać być z żoną w niebie, niż z miłośnicą". Przy słowach: ,,Bonifacyus IX 
wyrwał.... Rzymianom zwirzchność, postanowił ze swej strony starosty, het- 
many i ine urzędniki, którzy wszytkiem miastem władali", czytamy przypi- 
sek: ,,A na co duchownemu świecki urząd? lejyi było pilnować księży, aniżli 
się w urząd miejscki wdawać"; i jeszcze: ,,Sąd gdy mam świecki z księdzem 
uprawa, ksiądz mię sądzi, świecki przegra". Do słów: ,, Ten to papież roz- 
grzeszył był Władzisława, polskiego i węgierskiego króla, przez kardynała 
Juliana od przysięgi przeciw Turkom", dopisał czytelnik: ,,Radszejby zwać 
ji psem, niż papieżem, bo dla niego król potrzebny zginął u Warny". 

Daleko więcej jest przypisków katolickich. Oto próbki. ,, Łżesz, szelmo 
Lutrze, nie taki Kościół stary, jako twój, chłopie, luterski"! ,,Kto nie słucha 
Kościoła, przeklęty niech będzie". ,,Nad Lutra nie było durnia więtszego, 
a ty, panie Bielski, łżesz, jako luterski naśladowca i przyjaciel"! ,,Dał się 
uznać Bielski kompanom obłęd liwym luterowej sekty — łacno zrozumiesz 
z pisania". ,,Zawżdy heretycy, jako nieprzyjaciele Kościoła świętego kato- 
lickiego, potwarz rzucają na głowę Kościoła świętego, jako członki gniłe, za- 
rażone jadem heretyckim, właśnie jak gangrena, dla której odcięte i podeptane 
zostały". „Kaznodzieje nieumiętni okazyą herezyi i tobie, psie, sobako Biel- 
ski"! ,, Dureń jesteś, stary heretyku, bo nie wierzysz w słowa Krystusa, 
które nam zostawił"! ,,Nie twoja rzecz, sk.... synu, strofować zwirzchność"! 
,,Bluźnisz, heretyku, kamienim tobie zęby wybić"! ,, Łżesz, Bielski ze szkoły 
abo zboru luterskiego, bestya, nogieć, sieJma, kanalia, heretyk, świnia"! Przy 
ustępie o elekcyi papieża (po śmierci Pawła III), na którą zgromadzają się 



— 278 — 

kardynałowio, kosztownie ubrani, kto.ś napisał: ,,Nio lutrowio tam zasiadają, 
ani tacy bluźnierze, jako kiep Bilski, nie byłeś ty, psu; Bilski, w Rzymie na 
żadnej elekcyej, bo tam takicłi psów nie przypuszczają, więc łżesz, psia mać"! 
Ktoś inny tak napisał: ,, Łżesz, nop:ciu! Luter nagle itmar, wiedział U7i dobrze, 
że jego wiara przeklęta, alo na złość tylko robił, z przeciw iał się, jak do niego 
])redykanci przyszli do konającego, prosząc o zostawienie ewangeliej i wiary, 
im odpowiedział: jechał was pies; dyabli wzieni duszę jego, przyda i po twoje, 
psie, sobako BiJskil"' ^■) 

Oto jak się odwdzięczyli Bielskiemu ,,mili czytelnicy" XVI i XVII wieku 
za tę pracę, której dla nich ,,nie litował". Za to jeden czytelnik XVII wieku, 
kiedy dowiedział się z kroniki Bielskiego, jak wielka i potężna była dawniej 
Polska, i kiedy porównał z przeszłością smutną teraźniejszość, napisał piękną 
elegię patryotyczną: 

Gdybyż piękne boginie tak łaskawe były, 

Żebym ja, ile clięci, tyle miał i siły 
Służyć Ojczyźnie miłej, a jej sprawom sławin^m 

Nie dopuszczał zamierzcłinąć w ciemnym wieku dawnym! 
Gdzie pojrzę, wszędy widzę polskiej siły znaki: 

Tu od Czarnego morza jeszcze świeże szlaki. 
Tu droga znakomita przez śnieżne Bałkany, 

Tu Psie pole, a tam brzeg pruski zwojowany! 
A ktoby oczy podał jeszcze w lepsze lata, 

Przodkom naszym większa część hołdowała świata: 
Bo od Zmarzłego morza po brzeg Adryjański 

Wszytko był opanował cnj^ naród słowiański. 
A teraz co? Podole Turcy zwojowali 

Wespół i z Ukrainą w dziedzictwo zabrali; 
Moskwicin Zadnieprze wziął i prawem wywodzi 

Wrodzonem, że nąń także wszytka Ruś prz3'cliodzi: 
Kijów i Smoleńsk puszczon dziedzicznie... Acli! miła 

Ojczyzno, toś swych granic siła ustąpiła! 
Cóż dalej? Szwedzi wzięli Inflanty, Prusowie 

Imieniem tylko samem stoją przy swej głowie. 
Siedzi m właśnie, jakoby dąb, zewsząd obcięty, 

Wpół uschły słabo stoi w korzeniu swej pięty. 
Z strachem czeka, ostatniej zbywszy już nadzieje, 

Iluski gdy uprzykrzony wschodowiec zawieje. 
Wińmy w tern Xie posirahnn a dumną swawolą: 

Zbytnia wolność w ciężką nas wprawiła niewolą!.... '^j 

Czy autorem tego wiersza nie jest czasem Wacław Potocki? 
W wieku XVIII pamięć Bielskiego ginie prawie ze szczętem; milczy 
o nim Braun, a Niesiecki, Janocki i Bohomolec już nie odróżniają należycie 
ojca od syna ^^). Załuski oglądał na własne oczy „Kronikę świata", i to 
w czterech wydaniach (?), rozwodzi się nad nią dość szeroko, ale mylnie 
twierdzi, że źródłem „sześciu wieków" jest Slejdanus, bo jego ,, Pamiętniki" 
mówią nie o sześciu wiekach, tylko o wypadkach współczesnych, a z drugiego 
dzieła Slejdana, ,,0 czterech pionarchiach", Bielski nie korzystał. Oto słowa 
Załuskiego: 

Bielski Marcin (a iuter) W3'dał dwie kroniki: 

Jedne całego świata, drugą samej Polski. 
Teraz o pierwszej. Na sześć części, wieków 

Bielski. 35 



— 274 — 

Rozdzielił ją, jak zwykle. A choć jest W3'dan.i 
Cztery razy, zaledwie gdzie bywa widziana: 

Poszła pod placki czij też w nabój z pintoletK. 
Mam wszystkie, ale trzy z nich są bez tytułu. 

W ostatniej edycyi dołożono dzieje 
Polskie Z3-gmuiita króla, które pisał Bernard 

Wapowski, dziad stryjenki mej, kantor krakowski, 
Po łacinie, a Bielski przełożył po polsku. 

Narzekają, a często, literaci nasi, 
łże się z cytowanym tekstem nie zgadzają 

Bielskiego cytacyje: a to nie badają. 
Że dwojaka kronika jest, a pierwszej cztery 

Odmienne edycyje są od siebie cale. 
Prócz sześciu wieków, które są wzięte z Slejdana 

1 kontynuacyi jego (ta w dwudziestu piąclu 
Rozdziałach) jest prócz tego życie Skanderbega 

Z Barleta, historj^ja turecka i wszystkich 
Kosmografija Itrajów Europy, a zwłaszcza 

Węgier, Czecli, Polski naszej, a tej w ósmej księdze. 
Idę teraz do polskiej kroniki Bielskiego 

Marcina. Tę po śmierci ojca wydał jego 
Syn, Joachim, przydawszy koutyunacyją. 

Tęm ja dał Franciszkowi w druk Bohomolcnwi.... 
A pamiętaj, że autor i syn jego luter. 

Latet anguis in herba: ostrożnie ją wartuj. 
Jakoż Zamo3'skl, biskup chełmski, onę kładzie 

In indice lilirornni, nam prohibitonim. 
Ksiądz Włyński w tłumaczeniu swem Orzechowskiego 

„Rocznych dziejów" cytuje Maicina Wolskiego 
Ki'onikę, a tej niemasz iu rerum natura, 

Chyba, że Marcin Bielski młał przydomek Wolski. '^) 

„Sprawę rycerską" znał Franciszek Paprocki, dziekan inflancki, i prze- 
drukował z niej kilka rozdziałów w dziele swem ,,Flawiusza Wegecyusza Re- 
nata o sprawie rycerskiej nauka" ^^); znał ją również Tadeusz Czacki i powo- 
łuje się na nią w dziele „O litewskich i polskich prawach" ^'). Satyry nato- 
miast i „Komedya" były, jak się zdaje, w wieku XVIII zupełnie nieznane. 

Dopiero w wieku XIX zaczynają uczeni nasi wydobywać z ukrycia pisma 
Bielskiego i wogóle zajmować się jego postacią. Pierwszy wspomniał o nim 
biskup Adam Prażmowski ^^), który, mówiąc o ,, najdawniejszy eh dziejopi- 
sach polskich" na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie 
dnia 21 Stycznia 1811, pochwalił go za to, że ,, pierwszy.... kronikę polską 
w ojczystym języku napisał" (chociaż miał może tu na myśli kronikę Joachima 
Bielskiego). Pierwsze studyum napisał o Marcinie Bielskim Ossoliński ^"); 
zgromadził w niem kilka danych biograficznych, zaznaczył niechęć względem 
Kościoła katolickiego, scharakteryzował ,, Żywoty filozofów", ,, Kronikę świata", 
,, Sprawę rycerską", „Sen majowy" i ,,Sejm niewieści", przytoczył kilka wy- 
jątków z tych pism, ocenił język; domyślił się, że wydana w roku 1597 ,, Kro- 
nika polska" jest dziełem nie ojca, ale syna; słuszny wypowiedział pogląd, że 
,, Kronika świata" to kompilacya, a sąd swój o niej zawarł w następu- 
jących słowach: ,, Czyta się kronika Bielskiego z takiem zajęciem, jak się słu- 
cha z natury donośnego i sposobnego, chociaż jeszcze sztuką do przyjemnycli 



i:<;) 



tonów nic ułożonogo głosu. Nawet micszaiiiiin prawdy z l)aśniaini niu odstrę- 
cza. Skoro wcześnie się wio, że niema się tu niezawodnego wyboru s})odzie- 
wać, bawią baniabiki. Wreszcie prawda zachowuje się w rzetehieni o cudzych 
łgarstwach zeznawaniu. Należą zaś i fałsze.... do zbioru hidzkich dziejów: 
nawet można z zabląkanycli wieści niejeden zdrowy wniosek zawiązać, a na 
ten sposób z samej łatwości pisarza, wszystko co tylko mu się pod sieć nada- 
rzy zajmującego, jakim też był nasz Bielski, korzystać. Ohydziła to dzieło 
duchowieństwu owa sławna baśń o papieżnicy Joannie VIII, przytoczona 
żywcem z Nauklera. Prócz tego gorszyła je to niektórych zdań ol)OJętność, 
to w opisywaniu rozterków religijnych na stronę katolicką ostygłość; jątrzyła 
tu i owdzie przyczajona przeciwko ich stanowi uszczypliwość, ani letko ubóść 
musiała przygana Łaskiemu za wemknienie w statut swój nie zozwolonej, jak 
twierdzi, przez stan rycerski ustawy względem wykonywania klątew za nie- 
oddawanie dziesięcin na trwających pod niemi więcej roku". Charakterystyka 
to, jak widzimy, bardzo niezupełna, ale w szczegółach trafna; są jednak 
wiadomości błędne, jak ta np., że „powtórzył Bielski po większej części 
Życia iilozofów w Kronice świata". W każdym razie studyura Ossolińskiego 
jest, jak na owe czasy (1819), bardzo cenne, wyróżniające się bardzo zaszczy- 
tnie od niejednego z późniejszych ,,studyów"'. 

Wszystko, co o Bielskim napisał Wójcicki, nie ma żadnej wartości: 
„pismami swemi stanął w rzędzie najznakomitszych historyków XVI wieku"; 
wiersz wstępny do ,, Żywotów" posiada „wykształcenie znakomite, wdzięk 
i prostotę" (!); ,,ukształcony żołnierz, który z historycznego stanowiska na sztu- 
kę wojowania zapatrywać się umiał", — oto próbki frazesów i ogólników. 
Zasłużył się jednak Wójcicki prawdziwie około Bielskiego, podając pierwszą 
szczegółową wiadomość o ..Rozmowie baranów", której Ossoliński nie znał, 
oraz wydając ,,Sejm niewieści" i ,, Sprawę rycerską"; obydwa wydania nie 
wytrzymują najpobłażliwszej krytyki, jak wszystkie przedruki Wójcickiego -"). 
Maciejowski poświęcił Bielskiemu osobną pracę, ale pism jego najwy- 
raźniej nie znał, skoro feruje takie np. wyroki: „Żywoty filozofów kilkakrot- 
nie przerabiał Bielski i mieścił je w wydaniach zrobionej przez siebie kroniki 
świata"; ,, Sprawa rycerska posiada takież same zalety, co najlepsze technicz- 
ne dzieła z tego wieku" (!); w ,, Kronice świata" „zostawił nam Bielski dzieło, 
które najlepszym ówczesnym kronikom nie ustępuje" (!); ,, usposobienie jego 
naukowe nie zalecało się wykończoną gruntownością, ale dzieje pojmował do- 
kładnie i snadż z ówczesnych Polaków najlepiej czuł Bielski ducha histo- 
ryi" (!); ,, chociaż zawsze prawowiernym był katolikiem, przecież o sprawach 
Kościoła otwarcie myśl swoją wynurzał, lubo zawsze z Avielkiem dla głowy 
katolickiego Kościoła uszanowaniem" (!) '^^). 

Wiszniewski, chociaż krytycznie nie ocenił pism Bielskiego, ale lepiej 
od swoich poprzedników ocenił jego zasługi: „Bielski tę ma wielką w litera- 
turze zasługę, iż on niemal pierwszy pisał wszystko po polsku, chcąc poży- 
teczne dla kraju wiadomości rozszerzać, język podnieść do wyższego stylu"^^). 
Bardzo sumiennie, zwłaszcza pod względem bibliograficznym, rozpa- 
trzył pisma Bielskiego (z wyjątkiem ,,Komedyi") Sobieszczański; wydobył 
z akt archiwum sieradzkiego kilka dokumentów, dotyczących rodziny Biel- 
skiego, opisał szczegółowo stary dom w Białej ^3); pierwszy wypowiedział 



— 276 — 

przypuszczenie (cliociaż <^o nie uzasadnił), że „Żywoty filozofów" są, „jeżeli 
nie tłumaczone, to, bez wątpienia, z czeskiego naśladowane"; sprostował 
mylny pogląd Ossolińskiego, jakoby ,, Żywoty" Bielski ])0wtórzył w „Kronice 
świata"; stwierdził, że istnieją tylko trzy wydania „Kroniki świata" i opisał 
je bardzo szczegółowo; wykazał, że kronika ojca a kronika syna to zupełnie 
co innego ^*). Lecz sąd Sobieszczańskiego o Bielskim jest nadto pochlebny: 
,, Żywoty filozofów'" są ,, zaczątkiem filozofii krajowej" (!); „autor pojmował 
i czuł prawdziwego ducha liistoryi, jak o tem najlepiej we wszystkich jego 
przedmowach przekonać się można" (!), i t. p. ^'^). 

I Pawiński, któremu zawdzięczamy cenne przyczynki do życiorysu 
Bielskiego, przesadził w pochwałach: nikt jeszcze nie zajął się rozbiorem 
„Kroniki świata", „która właściwie jaśnieć powinna blaskiem gwiazdy pierw- 
szorzędnej''; język kroniki — „jędrny, jak ciało hartownego rycerza, dźwięczny, 
jak odgłos spiżowego dzwonu"; ,, niejeden rym wyśpiewał" w niej Bielski, 
,, niejedną myśl wylał w miodopłynnym strumieniu poetyckiej harmonii, 
a później nawet grał na swej cytrze nie tylko z historycznego tonu, ale i z mo- 
tywów spółczesnych; oddzielnie też wyszły na świat te dzieła natchnienia 
poetyckiego" (I!)^*^). 

Tyszyński zbyt pobieżnie przeglądał „Kronikę świata", przecenił ,, Ży- 
woty", niepotrzebnie rozwijając pogląd Sobieszczańskiego, że to zaczątek fi- 
lozofii krajowej; ale pierwszy skreślił ocenę literacką satyr (chociaż powierz- 
chowną), a sąd ogólny o Bielskim jest zupełnie słuszny: „Rozmaitość w utwo- 
rach Bielskiego, tak co do treści, jak formy, była wielką; hyla wszakże, do- 
dać to trzeba, i nić, która dodawała im jedności, łączyła je: nicią tą była tro- 
ska o dobra krajowe; pierwsze z ogłoszonych dzieł jego miało na celu przelać 
w swych ziomków cnotę, drugie wiedzę, trzecie naukę obrony, ostatnie kształ- 
cić obyczaje, postępki".... ,, Marcin Bielski nie był zapewne geniuszem pierw- 
szego rzędu, był on w części największej tłumaczem i skrócicielem, lecz nie 
był bynajmniej próżnym i pewnej twórczej fantazyi.... Był on nie tylko jed- 
nym z pierwszych twórców,.... ale też i jednym ze świetnych budowników 
złotego okresu literatury za Jagiellonów" 2^). 

Słuszny pogląd Tyszyńskiego, że wszystkie utwory Bielskiego, pomimo 
różnorodnej treści, posiadają jednak nić wspólną, silniej jeszcze uwydatnił 
A. G. Bem w oryginalnie obmj^ślanym artykule, w którym jednak wpadł w aż 
nadto wyraźną przesadę, mówiąc np., że Bielski ,,w ciągu całego życia starał 
się o to, ażeby każde jego słowo harmonizowało z myślą, każdy czyn ze sło- 
wem" (jak gdyby Ż3'cie Bielskiego było znane w najdrobniejszych szczegó- 
łach!), albo, że Bielski to ,, człowiek, stojący na wyżynach umysłowych, mę- 
drzec, co studyował dzieje powszechne i przejął się ich duchem" i t. p. ^^). 

Lecz i te pochwały bledną wobec sądu, wypowiedzianego przez Juliana 
Bartoszewicza, który chyba nigdy w życiu nie miał w ręku ,, Kroniki świata": 
,, Wszystkie zasługi literackie Bielskiego nikną przed jego zasługą dziejową. 
Historyę widział w żywotach wielkich ludzi, których nazywał filozofami, 
i dlatego pisał ją etnograficznie, to jest żywotami narodów. Nic wprawdzie 
nowego przeto nie utworzył, ale mimo to nikt ze spółczesnych nie dorównał 
Bielskiemu w sposobie pojmowania dziejów. Pod tym względem zrobił krok 
wielki. Po Janczarze i Chwalczewskim pierwszy to historyk w naszej litera- 



— 277 - 

turzo, gudzion tego nazwisku. Pobratał dzieje z geografią fizyczną, zjawiska 
historyi poddał warunkom fizyologii, a dzieje wysnuwał z czynów społeczeń- 
stwa, oparłsz}' wszystko na faktacli. Mało obeznany z krytyką, widział prze- 
cież, że liistorya polityczna bez wewnętrznej na mało się przyda i dlatego poj- 
mował nawet dzieje organicznie, czyli w związku z życiom narodów. Wska- 
zał powinowactwo pomiędzy podaniami ludów, dał poznać stosunek teraźniej- 
szości do przyszłości, a zakończywszy trzecie wydanie swojej kroniki na sądzie 
ostatecznym i zmartwychwstaniu ciał, dzieje swoje chciał, jak słusznie po- 
wiedziano o nim, oprzeć o krawędź św^iata i czasu. Nie jest to artysta, nie 
jest to Tacyt, ale zawsze jest to człowiek z pewnym poglądem na świat i życie, 
z zamiłowaniem swego kraju, z miłością dla ludzkości". W tem wszystkiem 
tyle jest tylko prawdy, że Bielski był miłośnikiem swego kraju i że nie był 
Tacytem 2-'). 

Studyów, poświęconych rozbiorowi poszczególnycli utworów Bielskiego, 
ukazało się dotychczas bardzo mało. Wisłocki napisał rozprawę o ,, Żywotach 
filozofów'', w litórej udowodnił, że ich źródłem jest Burley, chociaż nie wie- 
dział, że ze źródła tego Bielski korzystał przy pomocy przekładu czeskiego 
Konacza ^"). Większą jeszcze zasługą Wisłockiego jest obszerne streszczenie 
,,Snu majowego" i ,, Rozmowy baranów", największą — wydanie wszystkich 
trzech satyr'^^). Wydanie to pobudziło Chmielowskiego/ło napisania bardzo do- 
brego szkicu o satyracli, w którym, pomiędzy innemi,taki (zupełnie słuszny) wy- 
dał sąd o Bielskim: ,, Oczytanie jego bardzo rozległe, pisał popularnie, prz}^- 
stępnie, jasno, mało się troszcząc o ozdoby stylu, gdyż na pierwszym planie 
miał tylko samo nauczanie, samo zapoznanie z treścią. Nie odznaczał się ani 
bujną wyobraźnią, ani gorętszem uczuciem, ani głębokim, przenikliwym ro- 
zumem; był talentem średnim, ożywionym najszczerszą chęcią oświecania 
współziomków".... ,, Stylistą nie był,.... wyrażał swe myśli jak najprościej, 
jak najzwyczajniej, a że nie posiadał wyobraźni w tym nawet stopniu, co Rej, 
brakło jego frazeologii barwności, zwrotów oryginalnych, malowniczych lub 
dosadnych; w każdym jednak razie władał piórem biegle i, co chciał, umiał 
wypowiedzieć jasno, a niekiedy bardzo udatnie" ^^). 

,,Komedyę Justyna i Konstancyej" znamy w całości dzięki profesorowi 
Wierzbowskiemu, który wydał ją w swej ,, Bibliotece" z jedynego ocalałego 
egzemplarza^-''). Ocenił „Komedyę" profesor Briickner ^*), którego sąd o Biel- 
skim jest ze wszystkich dotychczasowych najlepszym: ,, Bielski ni<' był histo- 
rykiem z zawodu; i^isarz to średnioiuieczny, moralista, satyryk, dydaktyk 
i, prócz kroniki, tylko na tem polu pracował, ale zawsze po polsku i tem na 
wielką wdzięczność zasłużył, chociaż mu to niepamięcią oddano, wysuwając 
Reja na plan pierwszy. Prawdzie ten, met/mięty od humanizmu, pokazał 
w swoich wierszach, satyra(;h, allegoryach, jakiemi drogami samorodna, do- 
morosła poezya polska kroczyć mogła bez podpór i ozdóbek humanistycznych, 
fałszujących stylpolski"^^). Świeżo wystąpił przeciwko temu sądowi profesora 
Brucknera p. Tadeusz Sinko w cennej swej pracy (w której udowodnił, że 
źródłem pomysłu ,, Sejmu niewieściego" jest ,, Sejmik" Erazma z Roterdamu), 
twierdząc, że Bielski był humanistą, skoro zasilał się nie tylko Erazmem, ale 
i innymi humanistami. Lecz niepodobna przystać na ten pogląd: przecie 
i Rej czytał Erazma, Palingeniusza, Lorichiusa, Cycerona, Senekę, ale czy 



— 278 — 

wynika stąd, że był humanistą? Otóż uzasjidnić szczegółowiej sąd profesora 
Briiciknera i wogóle przyczynić się do ustalenia sądu o Bielskim; połączyć 
w jedną całość szczupłe dane biograficzne; zbadać szczegółowo ,, Żywoty filo- 
zofów", kronikę polską, satyry i ,,Komedyę"; ułatwić przyszłym badaczom 
studya nad ,, Kroniką świata" i ,, Sprawą rycerską"; scharakteryzować indy- 
widualność i zasługi Bielskiego; wreszcie, z uwagi, że pisma jego są mało 
znane, przytoczyć z nich dłuższe wyjątki: oto zadanie niniejszej książki. 
Autor zdawał sobie wprawdzie jasno sprawę, że Bielski nie należy do najwy- 
bitniejszych w wieku złotym postaci, to też początkowo zamierzał skreślić 
o nim tylko krótki szkic dla księgi jubileuszowej ,,Z wieku Mikołaja Reja"; 
a jeżeli pomimo to napisał, ,,nie litując prace", dłuższe studyum, to ,, prze- 
to, iż go zwyciężyła miłość" przesławnej i ukochanej literatury zygmuntow- 
skiej, której Bielski był jednym z najpracowitszych budowników. 



Przy piski. 
I. 

1) Jocher, III, 391 

2) De quibus rebus omnibus Martinus Yolski iutegra fide ia historia polonica 
perscripsit. Annales. Dantisci, 1643, I, 14. 

") Lectori candido Audreas Tricesius w ,, Kronice świata". 

*) Andrzej Ciesielski łaskawemu czytelnikowi, tamże. 

^) Dispeream, si quid cultum magis atque politum Usquam sarmaticis extat in 
historiis. tamże. 

'') Ad Martinum Bielski, amicum et vicinum. Extrema in moribus damnat me- 
diumque optat. Rusticitas olim, nunc at lasuivia mundum Occupat, hic medium Belsce 
venire velim. Tu medium spectas, donans mihi nempe libellum, In quo vis nientis in- 
geniosa latet. Nam Comoedia te abs gravibus distincta figuris Et gravibus dictis est 
mihi forte data. — Christophori Kobilieński Epigrammatum libellus, Cracoviae, 1558, 
karta e._,, ob. Przewodnik bibliograficzny, 1884, str. 228, i Wierzbowski w przedmowie 
do wydania Komedyi, str. 2. 

• *") Wyd. Turowskiego, str. 680. — Podobnież i jezuita, Adryan Jungę (Rozwiąza- 
nie pięćdziesiąt i dwu kwestyi ministrów ewangelickich, jezuitom zadanych. Poznań, 
1593, str. 34) nazywa Bielskiego (na równi z Krowickim) ,.nowowiernikiem". Ob So- 
bieszczański, 1. c, str. XII. 

*) Ac noster Martinus Bielski nuUo pacto est illis (scriptoribus et historicis 
aliarum gentium) conferendus, qui consiliis explicandis sterilis, nonnisi quando Istula 
iuundaverat, aut platea aliqua Cracoviae, aut quando ob iudaismum Malcherowa exusta 
est, scribit. De origine seu derivatione generis et nominis poloni dialogus, Romae, 
1601, pag. 18. 

^) Joachim Bielski pisał „historiam... gentis suae, quae a parente scripta ob 
haereseos suspicionem a catholicis lectoribus penitus neglecta fuit (Hecatontas, 1625, 
str. 100). 

'") Andreae Wengerscii Libri quatuor Slavoniae reformatae, Amstelodami, 1679. 
Appendix. Quidam ex ordine politico in Polonia et Lituauia scriptores eyangelici, 
str. 454: Martinus Bielscius, qui Chronica totius mundi polonica liugaa consignavit, re- 
cussa Cracoviae 1564, in libro de Turcis eam fidei sententiam prodit, pag. 260 b. Ubi 
Christus non est, mens humana inconstaus, nam in varias cogitatioues abripitur, flu- 
ctuans modo in hanc, modo in illam partem; quod etiam apud nostrates christianos re- 



— 279 — 

peritnr, ąiii alibi salutem quaerere malnnt, qaam apud solnm Servatorem. loannes 
Cochanovius etc. 

") Oibis polonus, II, str. 513. Bielscii,... cpioruni praeclara virtiis. cum nobilita- 
te coniuncta, plnrimum elucescit, tam iii amore erga patriam, qnam in laboribus causa 
ipsius iutrepide perpessit, uiide non defueiant ex ipsorum familia, (jui, commodo Hei- 
publicae consulere voleutes, labori et privata(i utilitati suae minime pepercerunt. E <juo- 
rum numero fuit Martinus de Biała Bielski (licet a fide catiiolica alienus), cuius studio, 
labore et cura extat chroiiica, polonico idiomate conscripta et ia lucern edita, (juae 
quantum decoris et ornamenti sarmatico sanguini contulerit, legenti ipsam facile paterę 
po test. 

"*) Przytoczone dopiski — zebrane z egzemplarzy Kroniki świata w bibliotekach: 
Ordynacji hr. Zamoyskich i Krasińskich w Warszawie, uniwersyteckiej warszawskiej, 
cesarskiej w Petersburgu i polskiej w Paryżu. 

*^) Wiersz ten znajduje się na ostatniej karcie drugiego wydania Kroniki świa- 
ta w egzemplarzu biblioteki cesarskiej w Petersburgu. 

"j Niesiecki, wyd. Bobrowicza, II, 148: Wsławione tego domu imię Marcinem 
Bielskim, historykiem polskim, który od Lecha aż do Zjfgmunta III (!) przeciągnął 
swoje liistoryą, ojcz3^st3'm językiem napisaną, Kromera torem idąc. Dokończył tej lii- 
storyi po śmierci ojcowskiej, która na rok 1595 (!) przypadła, i do druku podał w roku 
1597 syn Joachim Bielski. — lanociana, II (r. 1779), str. 297: Martinus Wolski, eques 
polonus, Sigismundi primi felici principatu vixit. Scripta ab ipso historia polouice, ab 
aetatis eiusdem auctore gravissimo, Stanislao Orichovio, in annali primo, edit. Dol>ro- 
milen. p. 17., Gedanen. p. 14, Lipsien. p. 8, laudatur. Quam polonorum litteratorum 
aevi nostri princeps, loseplius Andreas Zaluscius, episcopus kioviensis, exploraie liaud 
potuit. — Bohomolec, Zbiór dziejopisów (1764), tom I, w przedmowie: Namieniają nie- 
którzy o nim, iż się był zrazu chwycił błędów luterskich, ale się potem ich wyrzekł; 
lecz drudzy pewniej twierdzą, iż zawsze był prawowiernym katolikiem; umarł 157G 
dnia 18 Grudnia. 

•5) Biblioteka historyków, Kraków, 1832, str. 59. 

'^) Ob. O.ssoliński, I. 433 i Sobieszczański, LIII. 

'') Tom I, Warszawa 1800, str. 70, 216, 242. 

'") Wiadomość o najdawniejszych dziejopisach polskich, Warszawa, 1811, str. 8. 
Bentkowski mówi (za Załuskim) o czterech wydaniach Kroniki świata, II, 725 i 785; 
o Sejmie i Śnie wspomina I, 408 — 409. 

''J) Wiadomości historyczno-krytyczne, I, 394—436 (por. Dziennik Wileński, 1820, 
tom II, str. 177—209, i 457 — 464 (o Joachimie Bielskim).- X. Ign. Chodynicki ( Dykcyo- 
narz, I, 18 — 22) streścił studyum Ossolińskiego; od siebie dodał tylko bajkę o.s,res-c/« (!) 
wydaniacli Kroniki świata. Na Ossolińskim opiera się również Ł. Gołębiowski, O dzie- 
'jopismach polskich. Warszawa, 1826, str. 104, i Brodziński w prelekcyach. Pisma, III, 
296 - 299. — J. S. Bandtkie, Historya drukarń krakowskich, str. 334, wspomniał o Biel- 
skim za Janockim i Paprockim; w Historyi drukarń w Królestwie Polskiem, I, 272, 
znajduje się krótki opis bibliograficzny „Żywotów". — Wzmianki bibliograficzne o pis- 
mach Bielskiego ob. także Lelewel, Bibliograficznych ksiąg dwoje. I, 180; II, 209. 

2°) Pierwszy szkic Wójcickiego o Bielskim znajduje się w Muzeum domowem, 
Warszawa, 1836, str. 134 — 135; drugi — w Życiorysach znakomitych ludzi, wsławio- 
nych w różnych zawodach, Tom I, Warszawa, 1850, str. 497 — 501. Przedruk spra- 
W3' rycerskiej i Sejmu - w Archiwum domowem do dziejów i literatury krajowej, 
Warszawa, 1856, str. 179—391. 

■^') Tygodnik Literacki (poznański). 1840, i Przegląd Warszawski, 1841, zeszyt I, 
str. 17 —31. Piśmiennictwo, I, 393 - 413. 

22) VI, 380, 386; VII, 61, 150, 306, 420, 423, 559; VIII, 154, 463, 485; IX, 528. 

2^) Ob. także W. H. Gawarecki, Wiadomość historyczna o wsi Biała, niegdyś 
dziedzicznej Marcina i Joacliima Bielskich, kronikarzy polskich (Gazeta poranna, r. 1840, 
nr. 21) i Dalsza wiadomość o Bielskich i ich pismach (tamże, nr. 25). 

-*) Por. Nehring, O życiu i pismach Joacliima Bielskiego, Poznań, 1860. 



— 280 — 

25) Poszukiwania histoiyczno-bibliograficziie do żywotów znakomitych uczonych 
polskich i dzieł ich s/:czególnie rzadkich t^ Album literackie, tom II, Warszawa, 1849, str. 
353 — 454); studyuni to, uzupełnione, wyszło ponownie p. t. O życiu i pracacli piśmien- 
nych Marcina i Joachima Bielskicli, jako przedmowa do Joacliima Bielskiego dalszego 
ciągu kroniki polskiej, Warszawa, 1851. Obi także Eucyklopedya Orgelbranda, III, 
524 — 526, i Tygodnik Illustrowany, 1861, tom IV, 245 -246. 

-••) Marcin Bielski, przed sądem Icrólewskim w Piotrkowie 1552 roku, Biblioteka 
Warszawska, 1872, II, 225 — 232, i O Marcinie Bielskim kilka nowych szczegółów, Ty- 
godnik Illustrowany, 1880, nr. 216 - 222. 

2") Marcin Bielski, najdawniejszy prozaik polski, — rozprawa, drukowana pier- 
wotnie w Kronice rodzinnej (II, 259 nn.), później w Wizerunkach polskich, Warsza- 
wa, 1875. — Ob. także Kilka słów z powodu artykułu profesora Pawińskiego, Wiek, 
1880, nr. 59. — Pogląd Tyszyńskiego na Żywoty filozofów powtórzył prof. Ilenryk 
Struve w rozprawie Rzut oka na pierwszy okres historyi filozofii w Polsce, Ateneum, 
1877, II, 318 - 332. 

28) Wielka Encyklopedya Powszechna lUustrowana, tom YIII (r. 1892). — Wcale 
niezły, zwięzły, chociaż nic nowego nie przynoszącj^, artykuł o Bielskim znajduje się 
w Encyklopedyi Kościelnej, 1873, tom II (r. 1873). 

29) Historya literatury polskiej, wydanie drugie (r. 1877), tom I, 354—355. 

^'') Gwalter Burley i Marcin Bielski, Odbitka z VI tomu Rozpraw filolog. Akad., 
Kraków, 1878. 

^') Dwie rzadkości bibliograficzne. Marcina Bielskiego Sen majowy jednego pu- 
stelnika i Rozmowa dwu baranów o jednej głowie (z dwiema podobiznami), Lwów, 1873 
(Odbitka z Przewodnika naukowego i literackiego). — Wydawnictwa Akademii Umie- 
jętności w Krakowie. Marcina Bielskiego Satyry. Kraków 1889. Ważniejsze recen- 
zjł^e: Briicknera, Kwartalnik historyczny, 1889, str. 759; Kryńskiego, Prace filologiczne, 
III, 554 - 559; K. M., Przegląd polski, 1889, Lipiec, str. 173 - 175. 

•■■2) Satyry Marcina Bielskiego, Tygodnik Illustrowany, 1890, nr. 3 — 4. Por. 
Historya literatury polskiej, I, 191. 

22) Biblioteka zapomnianych poetów i prozaików polskich XVI — XVIII w. Ze- 
szyt VII, Warszawa, 1896 (Pierwszą wiadomość o komedyi podała Biblioteka War- 
szawska, 1860, II, 513; ob. także Wisłocki w Przewodniku bibliograficzuN^m, 1884, str. 
186 i 228. Nadto ogłosił prof. Wierzbowski kilka dokumentów^ do Bielskiego, Materya- 
ły do dziejów piśmiennictwa polskiego i biografii pisarzów polskich. Tom I, Warsza- 
wa, 1900. 

^^) Kwartalnik Historyczny, 1891, str. 121 — 123. 

55) Dzieje literatury polskiej w zarysie. I, 145. — Profesor Tarnowski w swej 
Historyi literatury nie scharakteryzował postaci Bielskiego, Kronikę świata pominął 
milczeniem, szczegółowo ocenił zato Sejm niewieści (I, wyd. drugie, 306 — 308). 

2*) Marcin Bielski i Erazm z Roterdamu, Przegląd polski, 1905, St3'czeń,str, 10 — 18. 



KONIEC. 



1301 4 



'2 



c?? 



BINDING SECT. Jl)N4 t970 



DK Chrzanowski, Ignacy 
4.18 Marcin Bielski 

.95 
B5C5 



PLEASE DO NOT REMOYE 
CARDS OR SLIPS FROM THIS POCKET 



UNIYERSITY OF TORONTO LIBRARY