(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Biodiversity Heritage Library | Children's Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Pamietnik"

THE ROYM CANADIAN INSTITUTE 



Digitized by the Internet Archive 

in 2009 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/pamietnik07pols 



PAMIĘTNIK " - 

AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

^SV KRAKO^VIE. 



WYDZIAŁY: 

FILOLOGICZNY I HISTORYCZNO-FILOZOFICZNY. 



7 

Tom. siódmy. 




KRAKÓW. 

]Valsła43eiu Akademii Umiejętności. 



DRUKARNIA UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO 

pod zarządeni A. M. Kosterkiewicza. 

1889. 



611215 

^. 7. Sb' 



TREŚĆ. 



Str. 

Dr. Kallenbach Józef: Czwarta część „Dziadów" Adama Mickiewicza, Studyjura porównawcze . . . 1—21 
Dr. D. Wierzbicki: Żywot i działalność Jana Heweliusza, astronoma polskiego. Skreślone ku uczczeniu 

dwusetnej rocznicy jego śmierci 22 — 78 

Dr. Smolka Stanisław: Kiejstut i Jagiełło 79 — l.^S 

Dr. Makstmilijan Kawczyński : Porównawcze badania nad rytmem i rytmami : 

Część trzecia: Rytmika romańska ; . . . 156 — 212 

Dr. JÓZEF Tretiak: Ślady wpływu Mickiewicza w poezyi Puszkina 213 — 261 



CZWARTA CZĘŚĆ „DZIADÓW" 

ADAMA MICKIEWICZA. 



STUDYJUM PORÓWNAWCZE 

NAPISAŁ 

JÓZEF KALLENBACH. 

: S3£> 

Czwarta część „Dziadów" pozostanie dla nas nazawsze skarbnicą wrażeń najszlachetniej- 
szych. Żar najgorętszego uczucia, obfitość myśli poważnych, owianych urokiem tajemniczości, 
siła niezrównana wiersza — wszystko się zeszło, aby obdarzyć poezyją polską klejnotem, 
jakiego słusznie zazdrościć jej mogą literatury obce. Miłość nieszczęśliwa zrodziła ten poemat 
z łez i ogni... Miłość była duszą jego; potężna z natury wyobraźnia nadała poematowi formy, 
w których się odzwierciedla duch czasu. Literatura współczesna zaznaczyła dobitnie swe wpływy. 
Zestawić zasadnicze cechy tej literatury obcej w stosunku do namiętnej skargi Gustawa — oto 
cel, do którego starałem się zdążyć w pracy niniejszej. 

Dawniejsi krytycy „Dziadów," zajęci bądżto zasadniczą ideą poematu, bądź też kwestyją 
etycznej jego wartości, nie zdawali sobie sprawy, o ile Mickiewicz w czasie tworzenia „Dziadów" 
ulegał wpływom literatury obcej, w której, jak wiadomo, poeta chciwie się wówczas rozczytywał. 
Albert Gąsiorowski ') pierwszy zwrócił uwagę na stosunek „Dziadów" do „Waleryi," romansu 
pani Kriidener i do „Fausta" Goethego. Adam Bełcikowski ^) porównał Gustawa z Werterem pod 
względem moralnej treści obu bohaterów. St. Tarnowski '), wskazując dokładniej na powino- 
wactwo duchowe Gustawa z Werterem, Linarem i Faustem scharakteryzował zarazem pierwszy 
dobitnie różnicę, dzielącą te poematy od IV. części „Dziadów": Gustaw jest wprawdzie ofiarą 
miłości chorobliwej, podobnie jak Gustaw pani Kriidener i wielu innych poetycznych lub roman- 
sowych bohaterów z tej epoki, ale „różni się od większej ich liczby tern, że ma świadomość 
tego, co w nim jest chorobliwem. Nie jest to obojętne, objektywne studyjum sentymentalnej, 



') „A. Mickiewicz i pisma jego do r. 1829." Kraków 1872, str. 179, 205 
") „Gustaw i Werter" r. 1872. 

') „Biblioteka Warszawska" 1877, II, str. 201 i nn. 
Wydz. filozof.-histor. T. VII. 



i JOZEF KALLENBACH. 

egzaltacyjiiej miłości, jal<: Werter; to jest osobiste wspomnienie, ale tak jak Groethe, pisząc 
Wertera, wiedział doskonale, że Werter jest człowiek cłiory, tak Mickiewicz, kiedy tworzył 
poemat ze swoich dawnycli uczuć i wspomnień , już wiedział , że w tycli uczuciach był nadmiar 
i była chorobłiwość." Dużo szczegółów analogicznych w „Werterze" i w IV. części ,, Dzia- 
dów" wykrył J. Tretiak '), uwydatniając tern samem bardzo trafnie wielką różnicę wewnętrzną, 
która istnieje między Gustawem a Werterem pomimo zewnętrznego podobieństwa. 

P. Chmielowski^) wreszcie dokładniej od swoich poprzedników zgromadził rysy wspólne 
„WalerjT," romansu pani Kriidener, i Gustawa, kochanka Maryli. 

W rozważaniu wpływów literatury obcej na twórcę „Dziadów" bardzo pobieżnie wspomi- 
nano dotychczas o „Nowej Heloizie"' Rousseau'a, zupełnie zaś przeoczono Jean Paula, jakkolwiek 
motto IV. części „Dziadów" mogło było do studyjów w tym kierunku zachęcić. Starałem się 
uwydatnić stosunek duchowy Mickiewicza przedewszystkiem do Rousseau'a i Jean Paula. Może 
w uwydatnieniu tego stosunku znajdziemy nową pobudkę do podziwiania rV. części ,, Dziadów," 
tego poematu, który M. Mochnacki nazywa wytryskiem ognistego ducha, sti-umieuiem najczyst- 
szeg"0 uniesienia , najwyższą liryczną iuspiracyją , płomieniem miłości . . . 



—135^- 



I. 

„Xięże, a znasz ty żywot Heloisy?" 

Jean-Jacques Rousseau wpłynął na rozwój idei politycznych i społecznych w^ drugiej 
połowie ubiegłego stulecia tak silnie, dał wątek tylu pokrewnym utworom we Francyi i w Europie 
w ogóle, że poznać tę bogatą naturę dokładnie w jej wszystkich oddziaływaniach, znaczyłoby 
poznać historyją duchowego rozwoju Europy w XVIII wieku. Wpływ jego na umysły polskie 
nie jest dotychczas wszechstronnie zbadany. Czuł wielką tego potrzebę X. Kalinka, kiedy krótki 
szkic idei socyjalnych Rousseau'a poprzedził tą trafną przestrogą: „Ktoby chciał napisać dzieje 
oświaty i cywilizacyi w Polsce w epoce Stanisława Augusta, ten nadewszystko zgłębić powinien 
dzieła Jana Jakóba Rousseau i śledzić wpływu, jaki ten człowiek osobliwszy wywierał na środ- 
kową Europę, a także na wyższe klasy naszego narodu" ^). 

Zastanawiając się nad czwartą częścią „Dziadów," uważałem za niezbędne zdać sobie 
wprzód sprawę, w jakim są stosunku wybucliy i skargi Gustawa do owej teki namiętnych listów 
Julii i jej kochanka. Ze Rousseau nauczył wszystkich póżniejszycli kochanków języka wymo- 
wnego a bezwzględnego, że porywał swobodą nieokiełzaną młode serca i głowy, tego wymownem 
świadectwem w liistoryi literatur}' powszechnej są utwor}^, jak „Werter," „Waleryja" lub idealne 
postacie romansów Jean Paula. Mickiewicz sam wskazał w „Dziadach" na autora „Nowej 
Heloizy," w owem pytaniu do księdza zwróconem. W innem miejscu z rozrzewnieniem przy- 
pomina sobie chwile, w których na wzgórku Rousseau'a czytali razem *). W rozprawce wreszcie 
o Goethem i Byronie wprost powoływa się na ustęp z Nowej Heloizy, gdzie to Saint -Preux 



') Mickiewicz w Wilnie i Kownie. Lwów 1884. Tom. III. str. 108 i nn. 

') Adam Mickiewicz. Tom. I, str. 258 i nn., 274. 

') Przegląd Polski, Styczeń 1886 r. 

*) „Tutaj na wzgórku Russa czytaliśmy razem". 



CZWAUTA CZĘŚĆ „DZIADÓw" ADAMA MICKIEWICZA. 3 

opisuje, jakiiiihy clicial mieć portret Julii. Przypatrzmy się bliżej analogii, która z samej iiatiii y 
przedmiotu między Dziadami a Nową Heloizą, bądź jawniej, l)ądź przysłonięta występuje. 

„Nowa Heloiza" składa się z sześciu sporycli części. Nic ma jednolitego nastroju, nie 
obudzała też u wsptUczesnycb i najbliższycb następców Rousseau'a jednakowych wrażeń. Zalety 
pierwszej polowy przemówiły do wrażliwych poetów (Goethe, Schiller, Tieck, IJernardin de St. 
Pierre, Cliateaubriand) ; drugą połowę wysławiają filozofowie (Diderot, M. Mendelssohn, Lessing ' . 
Łatwo to zrozumieć : pierwsze trzy części, zwłaszcza pierwsza i druga, są odurzającą synifoniją 
miłosną , w której wrażliwe uczucie znajdzie całą skalę erotyczną , od melancholii i rozpaczy, 
do egzaltacyi i niebiańskich zachwytów. Części następne (od 4-ej do G-ej) mieszczą zapewne 
wiele miejsc owianych tchnieniem poezyi; minio to jednak, przeładowanie treści romansowej 
szeregiem ustępów moralizujących , które sztucznie tylko z losem bołiatcrki są powiązane , roz- 
prasza myśl i nuży. Rzekłbyś, bystry zrazu potok górski rozlał się szeroko po nizinie i leniwo 
toczy swe nurty. 

Pierwsze trzy części są wiernem odbiciem uczuć namiętnycli, jakimi autor pałał ku pani 
d'Houdetot, trzy ostatnie są spokojnymi refleksyjanii teoretyka, kt(iry nawet w romansie chciał 
być szermierzem utopij, wyrażonycli w „Coutrat Social" lub w „Emilu". Można było z góry 
przewidzieć, że na tę parę kochanków, która „na wzgórku Russa czytała razem" wywrze głę- 
bokie wrażenie część pierwsza Heloizy, a więc historyja miłosna ; że szereg ustępów dydaktyczno- 
tendencyjnych , Avypełniających część drugą romansu J. Jacques'a, odbije się od rozmarzonej 
głowy Gustawa bez wrażenia głębszego. Jalioż rzeczywiście ślady Nowej Heloizy w IV części 
„Dziadów" dadzą się odnieść prawie wyłącznie do pierwszej części romansu Rousseau'a. 

Julija , Saint-Preux i Wolmar — kochanka, kochanek mąż, oto trójca, której powierzono 
role romansu. Już tytuł zaznacza, że Icochance dostanie się w romansie rola główna, Saint-Preux 
(kochanek) i Wolmar (mąż), służą niejako do w}'wołania przeróżnych zawikłań psycliologicznych, 
scen miłości, poświęcenia, podejrzywau itp. 

Miłość Julii, szlachcianki, do mieszczanina, Saint-Preux, a więc miłość dwojga ludzi, na- 
leżących do różnych stanów i to w XV IH w., kr}^e w sobie zawiązek wszelkich późniejszych 
nieszczęść. Miłość skryta przed ludźmi, tajona, wzrasta wśród sprzyjających okoliczności. Nie- 
obecność długa ojca Julii, nieoględność jej matki, niedoświadczenie obojga młodych powiększa 
niebezpieczeństwo tych lekc\'j, gdzie uczennica i nauczyciel oboje młodzi, pełni porywów i uniesień. 
Saint-Preux zaraz w pierwszym swym liście sekretnym do Julii uderza w strunę, którą odtąd 
oboje często potrącać będą: J'ose me flatter quelquefois, que le ciel a mis une conformite secrete 

entre nos affedions , ainsi qu'entre nos goufs et nos dqes nous avons des manieres uniformes 

de senłir et de voir..." słowem „ten sam powab we wszystkiem, tożsamo niechcenie, też same 
w myślach składnie i w czuciach płomienie" — i „wszędzie nas tożsamość" łączy niedościgła" *). 

„O Julie!" woła dalej Saint -Preus, „si cet accord renait de plus loin... si Je ciel nous 
avait (lestiues . . .'■'■ Ten ustęp jest bardzo charakterystycznym. To przekonanie kochanka, że 
niebo ich przeznaczyło dla siebie, pochwyci wnet Julia jakby miecz obosieczny, którym i-ozcinać 
będzie w przyszłości wszelkie skrupuły. Vi liście jedynastym pisze: „Nos destinees sont ajn- 
mais unieś. Nos §,mes se sont pour ainsi dire touchćes par tous les points, et nous avons par- 
tont senti la meme coherence. Corrigez-moi, mon ami, si j'applique mai vos lecons de physique". 
Czyż echo tej lekcyi fizyki nie dolatuje nas w słowach kocłiauka pustelnika: 



') Por. Hermamn Hettner, Geschichte der franzosischen Literatur im XVIII. Jahrhnndert, Dritte Auflage, 
Braunschweig 1872, na str. 490. 

*) Porównaj także I. list XI: „nous n'anrons plus que les nieines płaisirs et les memes peines". 



4 JÓZEF KALLENBACH. 

„On dusze obie łańcuchem uroku 

Powiązał na wieki z sobą! 

Rozciąga się ten łańcuch, ale się nie pęka! 

Czucia nasze dzielącej uległe przeszkodzie, 

Chociaż nigdy uie mogą napotkać się z bliska, 

Przecież zawżdy po jednym biegają obwodzie, 

Łańcuchem od jednego skreślone ogniska. 

Gwałtowny Saint-Preux zamieni rychło owo nieśmiałe: „poclilebiam sobie" na wezwanie 
stanowcze (I. 1. XXVI) „Non, connaissez-le enfin, ma Jnlie, nn ^ternel arret du ciel nous destina 
1'uu ponr l'autie; c'est la premierę łoi, qu'il faut dcoiiter". I wnet w liście do przyjaciółki 
(I. 1. LXIII) Julija powtórzy, jak wierne echo kochanka: „Ne crois-tu pas, chfere amie, que 
malgró tons les prójnges, tons les obstacles, tous les revers, le ciel nous a faits Tun pour Tautre? 
Oui, oui, j'en suis surę, ii nous destine ;\ etre unis; ii m' esł impossible de perdre cette idee^^- 
Już przeczuwamy, że to głębokie przekonanie o istnieniu w^-roku wyższego, który ich łączy, 
podkopie ostatnie wahania się biednej Julii. Julija oddaje się kocliankowi bez względu na 
przyszłość. Ale wnet oboje czynią smutne doświadczenie , że wyroki niebios nic nie pomogą 
na przesądy świata. Ojciec Julii , który nie domyśla się upadku córki , wydaje ją gwałtem za 
Wolmara „dobrze urodzonego," choć już nie pierwszej młodości. Saint-Preux opuścić musi nie- 
tylko dom ubóstwianej , ale nawet same miejscowość. Serce rozłąki tej znieść nie może ; darmo 
pocieszać się myślą, że łączność serc jest ich prawdziwem szczęściem, że ich w^zajemna attrak- 
cyja nie zna, co to odległość, nawet portret Julii nie wystarczy. Cóż, gdy się przyłączy do 
tego smutku ukrywana zrazu przed nim wiadomość, że Julija ma pójść za mąż. (DI, XVI). 
„Que m'as tu dit?... Toi, passer dans les bras d' un autre?... Non, j'aime mieux te perdre, 
que te partager. . . Que le ciel ne me dounat-il uu courage digne des transports, qui m' agiteut ! . . . 
avant, que ta main se filt avilie dans ce noeud funeste abhorrć par 1' amour et róprouvć par 

r honneur, firais de la mienne te plonger un poignard dans le sein Julie expirante! ces yeux 

si doux eteiuts par les horreurs de la niort! Non, vis et souffre '.'■'■ 

Równy bieg myśli u Gustawa, gwałtowniejszy tylko w w-ybuchu, silniejszy kontrastem: 

„Śmiertelne ścisnę w kolo szyi twojej wieńce ! 

Idę, jak moje własność, do piekła zagrabić, 

Idę... O, uie, nie nie! Żeby ją zabić. 

Trzeba być trochę więcej niż pierwszym z szatanów. 

Precz to żelazo! Niech ją własna pamięć goni, 

Niech ją sumienia sztylety ranią!" 

Rozpacz nie karmi się umiarkowaniem. Żal i gorycz płyną wrzącym potokiem ze zbolałego 
serca; wtedy raz jeszcze stare złudzenie odezwie się jękiem i groźbą zarazem: (HI 1. XIX). 

„Ne vous y trompez pas, Julie; ce n'est pas ^ Yotre ^poux, c'est h rotre ami, que vous 
avez manquć de foi. Avant la tyrannie de votre pfere, le ciel et la naturę nous avaient unis 
l'un k l'autre. Vous avez fait, en formant d'autres noeuds, un crime que Tamoiu- ni Thonnear 
peut etre ne pardonnent point..." 

Gustaw nie inaczej wybuchnie ; na wszelkie pociechy księdza odpowie : 

O nie! Nas Bóg urządził ku wspólnemu życiu . . . 
„Bóg osnuł przyszłe węzły, a tyś je rozstrzygła . . ." 



CZWAItTA CZI ŚÓ ^DZIADiWy" ADAMA MICKIKWICZA. 5 

To powoływanie się na wyższe, przedwieczne wyroki jest tedy obu poematom miłosnym 
zasadniczo wspólne. Saint -Preux tak samo jak Gustaw żyją w tej miłej a samolubnej iluz3i, 
że niebo icli wzajem dla siebie przeznaczyło; i w Nowej Heloizie i w IV cz. Dziad('jw wina 
główna zerwania tyeli węzłów spada na kocliankę. 

Dotyeliczas rozwój wydarzeń biegi aiialo{>icznic w Nowej Heloizie i w IV części Dziadów. 
Ale po za tą wspólnością cierpień i wyrzekań istotnego ducliowego podobieńst^'a między Gu- 
stawem a St. Preux nie ma. Saint-Preux schodzi w następnych częściach Nowej Heloizy do 
bardzo zagadkowej i niepoczesnej roli Ijiernego kochanka. Saint-Preux przebywa nawet spo- 
kojnie w domu dawnej kochanki, dziś żony Wolniara. Gustaw takieg"o towarzysza by się wyparł. 

Gustaw i)odkradł się pod okna domu, w kttnym rozbrzmiewały weselne dźwięki i znisz- 
czony nadmiarem bólu, padł, „myśląc, że bez duszy, tylko bez rozumu". Gustaw jest bezwątpienia 
silniejszym , naturalniej szym wyrazem namiętności młodzieńczej. On nie umie w}'perswadować 
sobie uczuć kochanka i stać się spokojnym przyjacielem. Saint -Preux, tak wyrazisty, i pełen 
życia w pierwszych częściach Nowej Heloizy, od chwili, gdy przel)ywa w domu Wolmarów, 
staje się anornialnością, cieniem dziwacznym dawnego kochanka. Utopia romansu teoretycznego 
nigdy nie wydała postaci tak jaskrawej , a w całem pojęciu bardziej nienaturalnej. Rousseau 
chciał w Saiut-Preux stworzyć ideał człowieka doskonałego, który panuje nad pragnieniem oso- 
bistego szczęścia — stworzył zaś tylko figurę bez krwi i kości, automat poruszany myślami autora. 

To jest powód , dla którego Nowa Heloiza nie sprawia tak potężnego wrażenia, jak rV 
część Dziadów. Podczas gdy w Dziadach wszystko ma na sobie cechę żywej , z własnego 
wnętrza zaczerpniętej prawdy — Nowa Heloiza na tysiącznych miejscach dysputuje, filozoficznie 
roztrząsa każdy symptom miłosny, zacieka się w drobne, nie należące do przedmiotu kwestyje 
i przez to znaczenie całości nadzwyczaj o.słabia. Są w Nowej Heloizie ustępy pełne prawdzi- 
wego ognia , reminiscencyje przebytych cierpień i wzruszeń, ale te spotykamy tylko w pierwszej 
połowie utworu. Druga połowa to ti"aktat filozoficzny o idealnym stosunku ludzi wyzuty cli 
z w.szelkich ziemskich pragnień ; a tak, zanim czytelnik przebierze się przez ten las WĄ'wodów^, 
już ma czas ostygnąć z pierwotnego zapału. liousseau chce obudzić zaciekawienie pod koniec 
romansu, stawiać heroinę w krytycznem położeniu wśród skał w Meillerie. Julija zwycięża tam 
wprawdzie nad wspomnieniami i budzącem się uczuciem, ale jak to pięknie zauważył Saint- 
Marc-Girardin : Ona zwycięża, tak — ale jeszcze dwa takie zwycięstwa, a jest zgubiona. Rousseau, 
wiedząc dobrze o tem, nie naraża Julii po dwakroć na podobne niebezpieczeństwa. Każe jej 
umrzeć. 

Ostatecznie jednak zaprzeczyć się nie da. że Nowa Heloiza wpłynęła na młodego autora 
Dziadów. Już to samo wspomnienie, że na wzgórku Rousseau'a czytali razem, musiało bezwiednie 
wcale niejedne reminiscencyją z Nowej Heloizy wprowadzić do Dziadów. Nie czyta się obo- 
jętnie takicli rzeczy nawet samotnie; cóż dopiero, gdy obok siedzi najdroższa istota, do której 
wprost wiele własnych myśli i uczuć w języku Rousseau'a odnieść się pragnie. Rozmarzyli się oboje 
tą lektui'ą, znaleźli w niej tyle tajemnej roskoszy, mogąc w słowa .Julii i jej kochanka własne 
wlewać ognie, że czar tych chwil wspólnie z Rousseau'em spędzonych — długo, bardzo długo musiał 
jeszcze działać nawet wtedy, kiedy już Gustaw mógł razem z Saint-Preux zawołać: „O temps, 
qui ne doit plus revenir! temps passe pour toujours, source de regrets eternełs! plaisirs, ti-ans- 
ports, douces extases, momeuts delicieux, ravissements celestes ! Mes amours, mes uniques amours, 
honneur et charme de ma vie! adieu pour jamais!'' 

Gustaw ścisnąwszy życie swe w krótkie trzy godziny, w końcu drugiej godziny popełnia sa- 
mobójstwo. Tak nie skończył Saint-Preux. Tak skończył kto inny, biedny marzyciel, kochanek Lotty. 

<3£> 



JOZEF KALLENBACH. 



II. 



„Znasz ogień i Izy Wertera?" 



Oto drugie pytanie, które pustelnik zwraca do księdza, chcąc niejako wskazać na drugie 
źródło swego szału. Źródło to wypłynęło z „Nowej Hełoizy". Młody Goetlie rozczytywał się 
z upodobaniem w pismacli Rousseau'a, a gdy niebawem życie kazało mu przejść przez podobny 
szereg tortur i męczarni, jalcie znosił kochanek Julii, Goethe jnż po całej katastrotie miłosnej 
z Lotta napisał świeże wspomnienia własne, napisał Wertera. Idea "Wertera była tylko pełniej- 
szem, naturaluiejszem rozwinięciem myśli zawartej w Nowej Heloizie. Z fatalnego stosunku 
trojga istot: kochanki, kochanka i męża, gdy już jedna z nich przestała w szale miłosnym 
prawie należeć do świata, nie było wyzwolenia chyba przez śmierć. Tak się też spowiada 
Werter: ..Tausend Anscliliige, tausend Aussichten wiitheten durch meine Seele und zuletzt stand 
er da, fest, ganz, der letzte einzige Gedanke : Ich ivlll sterben ! Ich legte mich nieder und morgens 
in der Ruhe des Erwachens steht er noch fest , noch ganz stark in meinem Herzen : Ich will 
sferbeii! Es ist nicht Yerzweiflung, es ist Gewissheit, dass ich ausgetragen habe und dass ich 
mich opfere fiir dich. Ja Lotte! Warum sollte ich's verschweigen ? Eins von mis clreien muss 
hinweg und (las will ich sein!^'' 

Zestawiano Wertera z Gustawem od dawna. 

„Ta czwarta część Dziadów — pisał Mochnacki ') — jest właściwie drugą częścią i do- 
kończeniem Wertera Goetego. Bo takim, jalc ów upiór z rozdartą piersią, jak ów obłąkany 
pustelnik w mieszkaniu księdza, niegdyś swego nauczyciela, z tą rozpaczą na duszy, z tą bo- 
leścią na sercu, z tem raelancholijnem , pochmurnem, fantastyckiem wejrzeniem na przeszłość 
i naturę, nie kto inny mógłby być tylko kochanek Karoliny, wywołany z grobu; jeżeli, rozcią- 
gnąwszy nić cierpień tego zapaleńca, wystawić sobie zdołamy, jakby mówił, czuł, rozmyślał 
i dumał po śmierci". 

Moclinacki, zestawiwszy oba poematy miłości, widział wiele wspólnego: nastrój ponury, 
upodobanie w drażnieniu ran własnych, głęboką miłość jednako nieszczęśliwą. Krytycy późniejsi 
stwierdzili zapatrywanie Mochnackiego, wykazując liczne analogije w szczegółach; i tak : Gustaw 
podobnie jak Werter odwiedza kąt rodzinny, Gustaw zachwyca się śpiewem kochanki, Werter 
grą Lotty na fortepianie : obie kochanki zarówno uj)ominają Gustawa i Wertera , aby nie pod- 
dawali się jednemu w-y łącznie uczuciu. 

Wreszcie, podobnie jak Werter zapowiada, że pójdzie naprzód do wspólnego wszystkich 
Ojca i czekać będzie na kochankę, a gdy ta wreszcie przybędzie, Werter w obliczu Najwyższego 
złączy się z nią na wieki; tak i Gustaw pod lvoniec Dziadów jest przekonany, że śladem lubego 
anioła cień jego błędny wkradnie się do nieba; spokojnie wyczekuje tej chwili, pewny, że dla 
niej i dla niego „przyszłość śmieje się wesoła". 

Ale obok tych podobieństw zauważyć należy istotną, indywidualną cechę obu bohaterów. 
Nie jest Gustaw naśladowaniem Wertera, bo żyje swojem własnem odrębnem życiem, żyje 
wspomnieniami całkiem innymi i pod wpływem innycli zapatrywań na świat. 

Doskonale uwydatnia się ta różnica zasadnicza w odmiennym stosunku obu bohaterów 
do natury. Werter zaraz w początkowych swych listach odsłania duszę wrażliwą nadzwyczajnie 

'j Dzielą Maurycego Mochnackiego, Poznań 1863, t. V, str. 118. 



CZWAUTA CZl^SC „DZIADÓW" ADAMA MICKIEWICZA. 7 

na piękno przyrody. Jest w nim o wiele }>łęljsze zrozumienie i poetyczniej sze pojęeie natury, 
aniżeli nawet u Kousseau'a w opisie Jeziora Szwaj carskie'>o lul) Alp. Jakaż poezyja zawarta w tym 
krótkim ustępie: „Wenn das liebe Tlial urn mieli danipft uud die liolie Sonnc an der Oberflache 
der undurelidringliclien Finsterniss meiues Waldes nilit und nur einzelne Stralilen sieli in das 
innere Ileiligtlmm stelilen, ich danii im liolien Grase ani fallenden Baclie liegc, und niilier an 
der Krde tausend manuiclifaltige Grasclien mir merkwiirdig- werden; wenu ich das Wimmeln 
der kleinen Welt zwisclien Halnien, die unziililigen , unero-riindliclien Gestalten der Wiirraclien, 
der Miickelien njlher au mcinera Herzcn fiihle, und fiilile die Gegeuwart des Allniaclitigen , der 
uns iiacli seinem Bilde schuf, das Wehen des AlUiebendcn, der uns in ewiger Wonne scliwebend 
trJigt und erliiilt! Meiu Freund, wenirs danii um meiiie Augen dammert und die Walt um mich 
lier und der llimmel ganz iii lueiner Seele riilien wie die Gestalt einer Gelieljten ; dann seline 
ich mich oft und denke: Ach! konntest du das wieder ausdriieken!" 

Pojmujemy Jasno, że taki człowiek w chwilach ważnych w życiu nie pójdzie za głosem 
trzeźwego rozsądku, ale będzie posłuszny uczuciu. Uczucie każe mu okiem zachwytu patrzeć 
na źdźbła, robaczki, muszki, cóż będzie, gdy większy, wspanialszy przedmiot wypełni całą treść 
tego uczucia? Wtedy, albo nastanie dlań raj na ziemi — albo piekło. Niestety Lotte Jest na- 
rzeczoną Alberta. Werter szaleje z nieszczęśliwej miłości. I wtedy już ta natiira, którą się 
tak zachwycał — ta sama natura stanie się dlań źródłem udręczeń strasznych ducha. Posłu- 
chajmy Jego skargi: „Czyż było to konieczne, aby to, co człowieka szczęśliwym czyni, stawało 
się napowrót źródłem wszelkiego utrapienia. To pełne gorące uczucie serca mego dla żywej 
przyrody, które napawało mię niezmierną roskoszą, stwarzając raj w około mnie na ziemi, to 
samo uczucie staje się teraz nieznośnie dokuczliwem , staje się duchem dręczącym , który mnie 
wszędzie prześladuje". Oto pod brzemieniem własnego nieszczęścia Werter widzi w naturze 
tylko niszczącą, burzącą siłę. Gdzie dawniej życie pulsujące mu się uśmiechało, tam teraz grób 
tylko widzi. 

Nic nie jest stałem na świecie, wszystko mija: 

Z Icażdą cliwilą wszystko się zmienia w około człowieka i on sam także. Bezwiednie, 
mimowolnie staje się człowiek narzędziem zniszczenia. Najzwyklejszy spacer pozbawia życia 
tysiące robaków. A cóż dopiero to straszne przeświadczenie, że nic nie utworzyła natura nie 
zniszczywszy wprzód innnego bytu, innego jestestwa; to przejmuje Wertera największym bólem, 
to każe mu upatrywać w naturze „potwór odwiecznie pochłaniający, wiecznie przeżuwający''. 
Na tę rozpacz, której Goethe tak silny nadał wyraz w Werterze , wynaleziono stosowną , choć 
tyle razy nadużytą nazwę bólu wszechświatowego „Weltschmerz". Otóż jako wjbitną różnicę 
obu poematów zaznaczyć należy, że tego bólu wszechświatowego, w Dziadach dopatrzeć się nie 
podobna. Owszem pojęcie natury u Gustawa jest raczej zbliżone do tego poetycznego , rozma- 
rzonego nastroju Wertera, Jaki przezierał z ustępu najpierw przytoczonego, kiedy to jeszcze 
Werter nie tak czarno na świat spozierał. Jest u Gustawa równie silne zamiłowanie przyrody, 
ale, podczas gdy ona Werterowi nie przynosi ukojenia w nieszczęściu, ale owszem go rozdrażnia, 
to Gustaw ożywia całą przyrodę i znajduje w^ niej wszędzie prz}'jaciół: Listek, ów dawny Gu- 
stawa przyjaciel, nie Jest dla niego martwym: „Czułem go powitał, długo z nim rozmawiałem 
i o wszystkom pytał!" 

Ale jest inny Jeszcze powiernik: 

Pu stelu i k. 

„Był ranek; kiedy dumam, uarzekam i jęczę, 
Deszcz lał jak z wiadra, tęgi wicher dmucliał, 



o JOZEF KALLENBACH. 

Utuliłem głowę w krzaczek: 
Ten ladaco mnie podsłuchał . . . 
Lecz nie wiem czy tylko jęki, 
Czy nawet imię podsłuchał, 
Bo bardzo blisko był krzaczek. 

Ksiądz. 
O biedny, biedny młodzieńcze, 
Co mówisz? Kto cię podsłuchał? 

Pustelnik (poważnie). 
Kto ? . . oto pewny robaczek maleńki , 
Który pełzał tuż przy głowie. 
Świętojański to robaczek. 
Ach, jakie ludzkie stworzenie! 
Przypełznął do mnie i powie : 
(Zapewne chciał mnie pocieszyć) 
Biedny człowieku, po co to jęczenie? itd." 

Za tyle współczucia w przyrodzie i Gustaw płaci wzajemnością. Spostrzega, że w roz- 
mowie z księdzem zapomniał o towarzyszu: 

„Ach ! tu tak ciepło, wygodna zacisza, 

A na podwórzu wicher, gromy, burza sroga; 

Mój towarzysz zapewne biedny drży u proga. 

I wnet zdumiony l^siądz widzi, jak Gustaw powraca z gałęzią jedliny. Ona to posiada 
wszystkie tajniki jego serca: 

„Jeśli chcesz o mnie wiedzieć, pytaj , przyjacielu ; 
Zostawię was sam na sam, niech resztę wygada. 

(do gałęzi). 
Powiedz, jak dawno płaczę lubej straty". 

Widzimy zatem, że Gustaw, wprost przeciwnie jak Werter, szuka pociechy w przyrodzie, 
a nie tylko, że natury nie uważa za potwór wiecznie przeżuwający, ale ożyivia ją i w poetycznym 
clioó chorobliwym nastroju widzi w niej samych przyjaciół: świętojańskiego robaczka, jedliny 
gałązkę. 

W ślad za odmiennem pojmowaniem przyrody idą też poglądy na żywot pozagrobowy 
zasadniczo przeciwne. 

Werter będzie się zaciekał w takie np. kwestyje: „Sagt nicht selbst der Sohn Gottes, 
dass die um ihn sein wiirden, die ihm der Vater gegeben hat ? Wenn ich ihm nun nicht gegeben 
bin? Wenn mich nun der Vater fur sich behalten will, wie mir mein Herz sagt?" Werter 
rzuci wreszcie demoniczne wezwanie Bogu : 

„Vater! den ich nicht hennę! Vater der sonst meine ganze Seele fiillte und mm sein 
Angesicht von mir gewendet hat! rufę mich zu dir! schweige, nicht langer! Dein Schweigen wird 
diese diirstende Seele nicht aufhalten!" Ale ani razu nie powie kochanek Lotty tych słów, które 
cierpieniom Gustawa tyle blasku dodają: 

„ . . . Bóg mię zrobił poddanym anioła: 

Dla niej i dla mnie przyszłość śmieje się wesoła. . . ." 



CZWARTA CZĘSC „DZIADOW" ADAMA MICKIKWH ZA. !) 

Jeśli porównamy wreszcie pielgrzymkę Wertera do rodzinnego zakątka z odwiedzinami 
domu matki (i ustawa, wystąpi iiaj wybitniej zasadnicza różnica cliarakteru narodowego. Werter 
na widok starej lipy przypomina sobie dzieciinie pragnienia: jak się wyrywał w nieznany sze- 
roki świat, pełen nadziei różowych i planów szczytnych. Patrząc na rzekę, nad którą tylekroć 
się zabawiał z rówieśnikami, wspomina te chwile zadumy, w których myślami biegł z rzeką, 
usiłując odgadnąć, jak to tam dalej i jeszcze dalej wyglądać musi. . . . Takie miewało myśli 
dziecko niemieckie. 

Gustaw ma inne wspomnienia : 

„Po krótkifui oddaleniu gdjiu wracał do mamy, 
Już mię dobre życzenia spotkały z daleka: 
Życzliwa domu czeladź aż za miastem czeka. 
Na rynek siostry, bracia wybiegają mali. . . . 



Tam do gaju chodziłem w wieczór lub przededniem, 
By odwiedzić Homera, rozmówić się z Tassem, 
Albo oglądać Jana zwycięstwo pod Wiedniem. 
Wnet zwoływam spóhiczuiów, szykuję pod lasem: 
Tu krwawe z chmur pohańskich świecą się księżyce, 
Tam Niemców potrwożonych następują roty. 
Każę wodze ukrócić, w toku złożyć groty, 
Wpadam, a za mną szabel polskich błyskawice! 



Jakaż urocza naiwność dziecięca, jakie życie i zdrowie w porównaniu z bladem, zamy- 
ślonem o dalszych ziemi kątach stworzeniem ! Gustaw nie rwie się do nieznanych krain, bo mu 
błogo w^śród swoich; rojenia jego i ambicj^ja w rodzinnych dziejach czerpią wątek, nie rozpra- 
szając się w bezowocnych tęsknotach za tem, co nieuchwytne '). 

Pytać, co wyższe , co prawdziwsze , Werter czy Gustaw-, jest bezowocnym trudem. Ale 
zauważyć warto, że wcale różnym był stosunek duchowy, jaki łączył później obu poetów z ich 
arcydziełami. Goethe napisawszy Wertera czuł się jakby ^po generalnej spowiedzi;" -) Werter 
nie żył w nim dalej. Mickiewicz, i pisząc czwartą część „Dziadów'', i długie lata po jej napi- 
saniu, nosił niezagojone blizny w sercu. Nie darmo Avolał w Dziadach: 

„Tak, póki żyję, te iskry nie zgasną!" 

Ze stepów akermańskich nadsłuchiwał głosu z Litwy, ale nikt nie wołał. Xa Alpach 
w Spliigen tak marzył: 

„Wstrzymuję krok wiecznemi utrudzony lody, 
I oczy przecierając z lejącej się wod}'. 
Szukam północnej gwiazdy na zamglonem niebie, 
Szukam Litwy i domku twojego i ciebie . . . ." 



') Bardzo prawdopodobną jest hypoteza pana A. G. Bęsia, że szaleniec z Wertera, szukający kwiatów na 
wianek dla kochanki, mógł Mickiewicza naprowadzić na myśl przedstawienia Gustawa w roli obłąkanego. Por. Przegl. 
literacki , Kraju" r. 1887, Nr. 18, str. 7. 

-) Dichtang und Wahrheit, III. Th. 13. Buch ed. Loeper, III, 1.32 (Również Appell, Werther und seine Zeit, 
Lpz. 1865, S. 88). Ow ustęp ma na myśli Mickiewicz, kiedy w artykule p. n. „Goethe i Byron" pisze: Sam (Goethe) 
wyznaje, że ilekroć wylał poetyckie swoje namiętności, zawsze czuł się spokojniejszym i ledwo nie zupełnie wyleczonym" . 
Wvdz. filozof.-histor. T. VII. 2 



10 JÓZEF KALLENBACH. 

Groethe wlał w utwór sw(')j wiele z życia własnego, wiele szczerych ogni i łez ; napisawszy, 
zapomniał o przebytych cierpieniach, w lat wiele później ze zdumieniem odczytywał dzieje swej 
młodości. Adam dawał się cały w^ Dziadach. Gustaw nie przyniósł mu tej ulgi, co Gothemu 
Werter ; poemat w bólu i mękach serdecznych poczęty, przetrwał w nim długie , bardzo długie 
lata. Oto, co pisze jeszcze w 1832 r. do Tgn. Domeyki: „Twój list dawny, smutny odebrałem 
w Rzymie. Było tam kilka słów Maryi. Widok jej ręki tak mnie upoił, że płakałem jak dziecko. 
Pierwszy to był płacz od pożegnania się z Czeczotem i Zanem. Nie będziemy już nigdy widzieć 
się z sobą. Ale powiedz jej, że ona zawsze ma w sercu mojem miejsce, z którego 
nikt jej nigdy nie usunął i gdzie jej nikt nie zastąpi..."') 

Werter jest dzieckiem nietylko swego wieku, ale swego społeczeństwa. I to jest jedną 
z najbardziej wstrząsających przypraw tragicznych tego utworu, że w nim nie tyle dzieje nie- 
szczęśliwej miłości są skreślone, ale raczej odkryta wielka rana społecznego rozstroju, która 
jednostkę nielitościwie depce i z praw jej najświętszych urąga. „Przypuśćmy, że Werter nie 
doznał nieszczęśliwej miłości, że nigdy nie znał Lotty ; a przeznaczenie jego takie samo będzie. 
T.Otta jest w życiu jego tylko przypadkiem, który przyśpiesza rozwiązanie. .Jego nieszczęście 
tkwi g^^ębiej , tkwi w tem rozpaczliwem przeświadczeniu , że uczucia jego zawsze i wszędzie 
będą w sprzeczności z wymaganiami świata" ^). Gustaw sam wyznaje, że tylko miłość przy- 
tłumiła w nim dawniejsze zapały: 

„Kiedyś duch mój przy wieszczym zapalał się rymie, 
Kiedyś budził mię ze snu tryumf ililcyada". 

Wyrzekania na świat i ludzi w nim nie ma. Jest silne pragnienie życia, jest pro- 
gram wspaniały, w szczęśliwszych chwilach poczet}-, który tragicznie brzmi w ustach biednego 
Gustawa : 

„Młodości ! ty nad poziomy wylatuj ! — 



Gustaw nie ma żalu do świata, bo nie świat podkopał w nim wiarę w siebie, ale miłość. „Już 
tchnienie jej rozwiało" zamiary, jakie Oda do 3Iłodości streszczała, owe „kształty olbrzymie;" 
został się lekki cienik, mara blada. Ale Gustaw choć już wyrzekł się pracy Atlasa, choć trawi 
się w sobie, przecież góruje nad Werterem jednym pozostałym skarbem: wiarą prostą i silną, 
jaką wyniósł dzieckiem z tego domku księdza. 



') Koresp. II, 151. 

') Emil Momtegut w Revue de fieux mondes, 18.5.5, XI, p. .339. 



— K£l- 



CZWARTA CZl^ŚC , DZIA DDW" ADAMA MICKIKWICZA. 



111. 



„Ich hol) alle niiirbc Lcichenschleier aiif, die in Sargcri l.igcii - - 
ich entfernte den erhabenen Trost der Ergebiing, bloss um mir 
immer fort zu sngen : ach, so war es ja sonst nicht! lauscnd 
Freuden sind aiif ewig nachgeworfcn in Griifte iind dii stehst 
allein hier und iiberrechnest sie. Diirftiger! Diirftiger! Sehlage 
nicht das ganze zerrisscne Buch der Yergaiigenheit auf! . . . 
Bist du noch niclit traurig geniig? . . ." 

Jean Faul 

Jak mityczny sfinks, przetl manzoleiim pamiątek, położył się ów urywek zaj^adkowy z Jean 
Paura przed IV'' częścią „Dziadów". Skąd jest? dlaczego on właśnie służyć miał za godło 
wyznaniom Gustawa — nie starano się dotychczas wykazać. A przecież Jean Pauł nie prze- 
lotnie tylko tu się zjawił; dał wątek myśli na „Nowy rok", tak cliarakterystycznej dla młodego 
więźnia w celi Bazylijańskiej. 

Jean Paul!... Iluż go zna dziś, ilu ocenia? -- nie u nas, ale choćby u Niemc()w. 
„Według wszelkich pozorów nikt prawie nie czyta dziś Jean PauTa, nikt go nie lul)i; przestarzaj 
się całkiem, nie licuje z wiekiem obecnym, zwróconym ku i-ealizmowi i rzeczywistości". Tak 
zaczyna Nerrlich poważne swe studyjum o Jean Pauru '). Ale nie zawsze był Jean Paul w po- 
niewierce. Miał świetne chwile, kiedy damy wejmarskie ku zgorszeniu Goethego i Schillera 
unosiły się nad jego „Hesperusem", kiedy pani de Stael poświęciła mu ustęp cały w swej 
książce o Niemczech, wyznaczając romansom jego zaszczytne miejsce obok „Wertera", „Wilhelma 
Meistra" i „Wahlverwandschaften". Dziś, gdy nas wiek cały przegradza, trudno sprawiedliwie 
ocenić te utwory, bądź cobądż, dziwaczne, pełne zachwytów i uniesień, a równocześnie niemal 
ustępów płaskich i nieudolnie skreślonych. Styl Jean PauFa jest jaskrawy, przeładowany l)ar- 
wami, które się ustawicznie z sobą kłócą, a męcząc uwagę, nie zadowalają smaku estetycznego. 
Ogrom erudycji w połączeniu z wybujałym sentymentalizmem wydawał u Jean Paul'a przeważnie 
płody niezdrowe: powieści, których bohaterowie czy bohaterki są to chore, egzaltowane istoty. 
Świat cały jest zły zdaniem ich; poznać łatwo, dla czego: bo nie jest po ich woli, bo nie jest 
chorym, jak one. Nieco niżej, przy rozbiorze jednej z gł()wniejszych kreacyj Jean PauFa, za- 
rysuje się wyraźniej owa wybitna cecha utworów Richtera. 

W latach 1820 — 22 Mickiewicz z żywem zajęciem rozczytywał się w Jean Paul"u. Do- 
wodem tego niezbitym jest motto IV części „Dziadów", ów ustęp przywiedziony wyżej. Ustęp 
ten wyjął Mickiewicz z niedokończonego, słabszego utworu Jean Paura p. t. : „Biograpliische 
Belustigungeu unter der Gehirnschałe eiuer Riesin. Eine Gf-istergfschichfe" ^j. Ową olbrzymką. 
w której czaszce Jean Paul „zabawy" swe opisuje, ma być kolosalna dziewica, „Europa", statua 
z ołowiu wylana. Znajduje się ona w jakiemś urojonem Waldkappel, w księstwie Flachsenfingen. 
W zmyślonej podróży do owego ósmego cudu świata Jean Paul spisuje w kolasie podróżnej 
wrażenia swe najrozmaitsze: historyją owcijo kolosu „Europy", smutne myśli w przejeździe 

przez dawne pobojowi.sko, wreszcie oczekiwanie wiosny nadchodzącej Poeta chce rano złożyć 

hołd naturze, budzącej się do życia, ale dusza, chciwa wrażeń, każe mu już wieczorem podpa 
trywać tajniki przyrody. 



') Jean Paul und scine Zeitgenossen von Dr. Paul Nerrlich, Berlin, Weidmann, 1876, str. 1. 
*) Utwór ten usuwano później dość często z wydań zbiorowych Jean Paula. 



12 JÓZEF KALLENBACH. 

Jean Paul uprzedza, że to, co ma opisać, będzie obrazem duszy zbolałej, w chorobliwej 
gorączce. Wśród zarośli i gajów, oblauych purpurą zachodzącego słońca, poeta ulega czarowi 
wiosny, czuje pulsujące w około życie, ale szczęścia nie znajduje. Ten ogrom życia przygniata 
go; „głuche, bezimienne smutki" rozsiadają się w sercu i jedno tylko na nie lekarstwo: roz- 
drażniać się jeszcze bardziej, rozkrwawić ranę, aby odpływająca krew ulgę chwilową przyniosła: ') 

„Ich ging zu meinem Wagen und opferte deu Wein, der den Musen zugehórte dem Genius 
der Trauer. Und ais ich trank vor der hinabgliihenden Sonne, und ais es um die Brandstatte 
der niedergebrannten Sonne weit umher rauchte wie Blut, — ais die Rauchsaulen des Dorfs 
unter mir den Goldrand des Abends, der an der graueii Masse glimmte, ablegten , und sie wie 
aufgerichtete Regenwolken emporstanden — ais auf den Wassern eine diistere Leichendecke 
liber die hiipfenden Brennpunkte und schillernden Farbenpulver gebreitet war, — und ais alle 
Schlosser und Walder und Berge, solche vom Abendglanz in die Luft gezogene Gebilde waren. 
wie sie die Feuerwerke der Menschen schaffen ; so stellte meine thranentrunkne P^antasie auf 
die rothe Begrabnissstatte der Sonne alle Gestalten und Zeiten, die mich je betriibt oder ver- 
lassen hatten — Ich hob alle milrhe Leichenschleier auf, die in Sar gen lagen — ich entfernte den 
erhaheiieii Trost der Ergehung, bloss um mir immerfort zu sagen: „Ach, so icar es ja sonst nicht — 
tausend Freuden sind auf ewig nachgeioorfen in GrUfte, ttnd du slehst allein Mer und iiberrechnest 
śie. . . ." Jetzt war es leichter traurig zu werden; aber ich wollte die ganze diinne Briicke, die 
die Yergessenheit iiber den Hollen- oder Fegfeuei"fluss des Kummers schlagt, abbrechen. — Und 
da ich mir ferner vormalte, wie viel mir jeder Friihling genommen, und wie wenig dieser gebe — 
wie langsam unsere Weisheit, wie langsamer unsere Tugend zunehme, und wie so schnell 
imser Alter und die Scheiterhaufen unserer Freuden und Freuude — und da ich daran dachte, 
dass im Tode nur wenige Schuhe Erde, aber im Leben die ganze Erde mit der Schwere ihrer 
Foderungen iiber unsere schwache Brust gewalzt sei, wie iiber jenen Riesen der Aetna; so fragte 
mich unanfliorlich etwas in mir: „Bist du derm noch nicht traurig genug?^^ Siehe, wie.bist du 
allein! Wie siehest du mit so nassen Augen in den aufbltihenden Friihling! Und bist du nicht 
tausendmal so mit dieser zusammengedriickten schmachtenden Brust vor der unermesslichen Fiille 
des Himmels gestanden? O, wie bist dn arm und allein! Kannst du deine Hand ausstrecken 
in den Nachthimmel und die zu dir herunterziehen , die hiniibergeflogen sind? Kannst du die 
vergessen, die dich vergessen haben? Diirftiger! BUrftiger! schlage nicht das gamę serrissene Buch 
der Yergangenheit auf — zahres nicht wieder, wie manches Gliick, wie manches Jahr, wie man- 
cher Freund darin durchstrichen ist. Bist du noch nicht traurig genug?^' Ich konnte niclit 
Nein sagen; imd ais ich dachte: „dass ist der erste Mai", so war es genug. . . . 

Es war mir ais wenn die gegen Morgen riickende Abendróthe heller bliihte, weil ein 
Engel in sie geflogen sei, der meiner Seele vorher zugelispelt habe: Das Buch eurer Yergan- 
genheit, Menschen, ist nur ein Traumbuch, das das Widerspiel der Zukunft bedeutet". 

Czy ten opis podróży Jean PauFa wywołał u Adama wspomnienie wycieczki niedawnej 
do Bołciennłk ^), czy też ówczesnemu usposobieniu jego najwięcej przypadł do smaku; bądżco- 
bądż, z tego to ustępu wyjął Mickiewicz myśli, służące za godło czwartej części „Dziadów". 
Malują one dokładnie stan duszy cierpiącej, niepokój jej wewnętrzny, szukający ukojenia — 
w czem? w jątrzeniu niezgojonej rany. Ale rój wspomnień obsiada serce strapione i o spokój 



') Por. Jean Paul's siimmtliche Werke, Berlin, 1826, XVII, na str. 26—29. 

*) Por. Tretiaka: Mickiewicz w Wilnie i Kownie, Lwów 1884, Tom. II, str. 187. 



CZWARTA CZi;ŚĆ „DZIADÓW" AIMMA MICKIEWICZA. 11] 

tnuliu). W tiikiej to oliwili, kiedy w „podartej księdze przeszłości" czytać począł samotnik 
Kowieński, zrodziła się czwarta księ<>a I)ziadi')w. 

Napisawszy ją, poeta ze sumtkieui i wyrzutem dla siebie pytać się musiał: po coV po- 
wtarzał sobie, że nie godzi się „targać łańcucba, by nic drażnić rany". Stąd, jakby srantną 
apostrofę dla siebie umieścił ])rzcd księgą przeszłości urywek z Jean Paul'a. Wyjął z jjrzyto- 
czonego w^vżej ustępu te słowa tylko, które wprost do siel)ie mógł stosować; opuścił np. zdanie 
poprzedzające ów wykrzyk: „Uiirfriger ! Diirftiger!" Czytamy tam: „Czy możesz o tych zapomnieć, 
którzy o tobie zai)oninieli ?" Gustaw nie mógł oskarżać o zapomnienie: 

„Wszakże ja widzę, wszak tu, o tu stoi, 
Płacze nademną, jaka łezka szczera!... 

Z rozwagą zatem, z pewnym namysłem Mickiewicz wybrał zdania z Jean Paula. 

Daremnie szulcalibyśmy w ciągu dalszym owych „zabaw biograficznych" Jean I^aula 
jaliiegoś śladu wpływu na autora „Dziadów". Historyja miłości lirabiego Lismore i Adeliny, 
Ictórą dalej Jean Paul opowiada, w niczem nie podobna do stosunku Gustawa i Maryli. 

W zapatrywaniach tylko, tu i owdzie, spotkasz u Jean Paul'a myśl dziwnie jirzypomi- 
nającą nastrcrj ówczesny młodego Mickiewicza. W końcowym ustępie szóstej „zabawy biogra- 
ficznej" czytamy u Jean PauFa : „Die Menschen siad einsam. Wie Todte, steben sie neben ein- 
ander auf einem Kirchhofe. . . . Wie ? Głaubt ihr , ich meine die Millionen dumpfe , niedrige, 
hungrige Menschen, die gern in ihre Graber zuriickkriechen , oline den Besitz nicht nur, auch 
ohne den Wimsch der Freundschafł und Liebe? Icli meine sie nicht; in ihrer niedrigen, dem Kothe 
paraUelen RicUung konnen sie keine Seele zu sich ziehen " 

Czy nie równą pogardą tcliuie ów niezrównany ustęp z Ody do Młodości? 

„Patrz na dół! kędy ■n-ieczna mgła zaciemnia 

Obszar gnuśności zalany odmętem: 

To ziemia ! . . . 

Patrz, jak nad jej wody trupie, 

Wzbił się jakiś płaz w skorupie .... 

Nikt nie znal jego życia , nie zna jego zguby : 

To samoluby!" 

Jean Paul był zawsze orędownikiem miłości wszechludzkiej , apostołem swobody myśli 
i czynów. Nigdzie jednak jaskrawiej nie wystąpił w obronie teoryi, że gienijuszom wszystko 
wolno, jak w romansie p. t. : „Siebenkas" '). Że romans ten znanym był Mickiewiczowi, możnaby 
a priori wnosić z tej okoliczności, że znał on tak drobny utwór Jean Paula, jak wspomniane 
„ Biographische Belnstigungen ". 

Szczęściem, nie ma potrzeby uciekać się do takich dowodów; jest inny, niezbity. Oto 
wiersz „Na Nowy Rok" jest wysnuty z myśli Jean PauFa, jak to Mickiewicz sam zaznaczył. 
Myśl zaś owa znajduje się w końcowym rozdziale wspomnianego romansu „Siebenkas". 

Wprawdzie wiersz na Nowy Rok napisał Mickiewicz w celi więziennej w pół roku 
przeszło po wydaniu „Dziadów", ale mógł czytać „Siebenkas'a'' jeszcze dużo wcześniej, jak to 
poniżej będę się starał uzasadnić. 



') Zupełny tytuł brzmi: „Blumen-, Frucht- und BornenstiicJce oder Ehestand, Tod und Hochzeil des Armen- 
advokaten F. St. Siebenkas im Eeichsmarktflecken Kuhschnappel" . Pierwsze wydanie wyszło w, r. 1796. Zupełnie 
przerobione i rozszerzone było wydanie drugie z roku 1818, które poniekąd za nowość księgarską ucliodzić mogło 
w Wilnie w latacli 1819—22. 



14 JÓZEF KALLENBACH. 

„Siebenkźis" jest przeprowadzeniem tej zasad)^, że gienijalny człowiek, jeśli go krępują 
wezly nieszczęśliwego małżeństwa, ma prawo te węzły sam zerwać. Firmian Stanisław Siebenkas, 
adwokat w Kulisclinappel, pojął za żonę Lenettę, istny wzór niemeczki potulnej. Nie może ona 
zrozumieć wielkich planów i literackich prac swego małżonka. Zapoznany gienijusz, biedzi 
się w ciasnych warunkach mało-miejskich, nie mogąc zaspokoić potrzeb materyjalnych domu. 
Niedostatek jest zwykłą zaprawą w.szelkicłi nieporozumień małżeńskich. Są jeszcze w domu 
Siebenkasa promyki szczęścia i humoru , ale coraz rzadsze. Na dobitek tego Siebenkas spo- 
strzega, że znajomy radca szkolny Stiefel kocha jego żonę. Lenette waha się między dawną, 
już stygnącą miłością a nowem silnem uczuciem. Wśród tak naprężonych stosunków jawi się 
przyjaciel Firmiana, Leibgeber, prawdziwy sobowtór, łudząco do niego podobny '). Leibgebm- 
namawia Firmiana, aby udaną śmiercią rozerwał węzły nieznośne dla siebie i dla drugich. 
Siebenkas opiera się z początku namowom. Ale nowe uczucie każe mu rychło wszelkie zarzucić 
skrupuły. Oto w czasie wycieczki do Bayreuth Siebenkas poznał Nataliją, znajomą Leibgebera; 
dwie te dusze, pokrewne sobie ideałami wspólnymi, wnet się pokochały. Siebenkas zrozumiał, że 
w Natalii tylko może znaleść urzeczywistnienie długoletnich swych marzeń , a jakkolwiek nie 
zdawał sobie jasno sprawy, jak mu się życie nadal ułoży, przecież usłuchał rady przyjaciela: 
odegrał tragedyją śmierci, umarł na pozór, rzekomo pochowany przez Leibgebera. Lenette opła- 
kuje szczerze zgon męża. Nataliją, która zgoła nie wiedziała o udanej śmierci, gdy ją wieść 
o zgonie Siebenkasa doszła , rozpacza po stracie Icochanka. 

Pisze do Leibgebera, chcąc się dowiedzieć o chwilach ostatnich zmarłego, a dla odma- 
lowania . swych uczuć posyła mu utwór: ^, życzenia noworoczne sobie samej". (Te to życzenia 
bądź przełożył, bądź parafrazował Mickiewicz w swym wierszu na Nowy Rok, jak to niżej 
zestawieniem udowodnię). Firmian Siebenkas, rzekomo umarły, znajduje na nowem stanowisku 
inspektora w Vaduz ukojenie po strasznych przejściach. Lenette wychodzi za radcę szkolnego 
Stiefeła. Firmian nie tak łatwo zapomina. Tęsknota bierze w nim górę; pragnie odwiedzić plac 
dawnego boju swego z życiem i obchodzić pierwszą rocznicę swej udanej śmierci na miejscu. 
Wyjeżdża do Kiihschnappel. Pierwsze kroki wiodą naturalnie na cmentarz. Wita go świeża 
mogiła. Lenette po roku pożycia nowego umarła. Firmian wzruszony do głębi tym niespodzie- 
wanym zgonem snuje się po cmentarzu jak duch z tamtego świata. Raz jeszcze odwiedza swój 
grób w nocy burzą brzemiennej. Spostrzega czarną postać na swym grobie. To Nataliją przy- 
była uczcić rocznicę śmierci kochanlca. Kiedy nadchodzi Firmian, strach odbiera jej przytomność: 
mniema, że duch kochanka stawił się posłuszny jej wezwaniu. Daremnie Siebenkas uspokaja ją 
i zapewnia , że żyje i że nie umierał nigdy. Dopiero opowieść szczegółowa o udanej śmierci 
dodaje sit wzruszonej Natalii. Po tylu wstrząśnieniach znachodzą wreszcie oboje szczęście 
na ziemi. 

Fantastyczny ten romans jest jedną z uajlepszych kreacyj Jean Paura. Nie jednolity, 
pełen wzniosłych ustępów, poprzegradzanych miejscami niesmacznymi, może dać najlepszy obraz 
rodzaju twórczości Jean PauFa i jego dykcyi. „Siebenkas" jest jakby zwierciadłem mało- 
mieszczaństwa niemieckiego u schyłku XVIII wieku. To, co nas dziś w romansie tym razi: 
frymarczenie najświętszymi prawami małżeństwa, wyrzekanie się ich dobrowolne, dziwacka awan- 
turniczość — wszystlio to rozumiała doskonale publiczność niemiecka ówczesna. Wszak mogła 
ona nie jednego Siebenkasa wskazać w otoczeniu własnem. Julijan Schmidt trafnie zauważył, 



') To sobowtórstwo (Doppelgangerei) bj'lo ulubioną igraszką Jeau P;iura. Takimi są w romansie jego 
„Titanr" Leibgeber — Scboppe, Liana — Idoina. 



CZWAKTA CZIJŚĆ „D/IAUÓW" AJ)AMA MICK IKWICZA. 



15 



że apolcMizeństwii tuk rozliiźiiMHiciiiii , ])C)trzcl)a hylo <;wiilto\viiic „katej^orycziic},^ imperatywu" 
obowiązku, uauki mędrca kMlewicckiego '). 

Najzdrowszą, a narażeni najwięcej sym])atyczną |)ostacią romansu „Siebenkiis" jest Na- 
talija; zbyt uczuciowa może, ale szlachetna, iizacniająca, rzec można, Firniiana. Jej to ży- 
czenia ]U)Woroczne, jńsane już po zf^onie kochanka, jjrzcmówiły tak wymownie do Mickiewicza, 
że odtworzył ów ustęj) Jean Paura w wierszu prześlicznym. Bo też wiele było podobieństwa 
w uczuciach Natalii i Adama-Gustawa. Oboje stracili to, co im najdroższe było na ziemi, obojga 
życic byk) złamane, nadzieja dla obojga jałowa. . . Życzenia na Nowy Kok, kreślące stan duszy 
kochanki osieroconej l)yly jakby wynurzeniem najskrytszych myśli Gustawa: 

Oto, jak w przekładzie dosłownym brzmią te życzenia: (Siebenkas, XXIII Kapitel). 



Mickiewicz. 



Nowy Rok. 

Skonał rok stary, z jego popiołów wykwita 
Fenix nowy, już l)łyszc7.y w złotej wscłiodii bramie , 
Świat go cały nadzieją i życzeniem wita. 
Czegóż przed nowym rokiem żądać masz, Adamie ? 

Może chwilek wesołych ? — Znam te błyskawice ; 
]viedy niebo otworzą i ziemię ozłocą, 
Czekamy wniebowzięcia, aż nasze źrenice 
Grubszą, niżeli przed tem, zasępią się nocą. 

Może kochania? — znam tę gorączkę młodości — 
W Platońskie wznosi sfery, przed rajskie obrazy. 
Nim silnych i wesołych strąci w ból i mdłości, 
Z siódmego nieba — w stepy, między zimne głazy. 

Chorowałem , marzyłem , łatałem i .spadam , 
Marzyłem boską różę, bliski jej zerwania 
Zbudziłem się, sen zniknął, róży nie posiadam. 
Kolce w piersiach zostały — nie żądam kochania. 

Może przyjaźni? — Któżby nie życzył przyjaźni? 
Z bogiń , które na ziemi młodość umie tworzyć, 
Wszakże tę najpięlcnie.jszą córkę wyobraźni 
Najpierwszą zwykła rodzić i ostatnią morzyć. 

O przyjaciele! jakże jesteście szczęśliwi, 
Jako w palmie Armidy, wszyscy żyjąc społem, 
Jedna zaklęta dusza całe drzewo żywi. 
Choć każdy listek zda .się oddzielnym żywiołem. 

Ale niechże po drzewie grad burzliwy chłośnie, 
Lub je żądło owadów jadowitych drażni , 
Jakże każda gałązka męczy się nieznośnie 
Za siebie i za drugie!... Nie żądam przyjaźni 



Jean Paul. 



Życzenia noworoczne samej sobie. 

„Nowy liok otwiera swą bramę, los stoi na popie- 
lisku zgasłego roku pomiędzy płonącymi obłokami 
poranku a słońcem, i wydziela dni — o cóż jjrosisz. 
Na tal i jo?" 

„Nie o radość — ach, wszystkie jakie Ijyły w mem 
sercu, nie pozostawiły tam nic prócz cierni czarnych, 
a woń ich różana uleciała szybko — chmura, burzą 
brzemienna rośnie obok blasku słonecznego, a kiedy 
w około nas jasno, to tylko od ruchu miecza połysku- 
jącego, który jutro w pierś wesołą ugodzi. — Nie! nie 
proszę o chwile radosne, pozostawiają próżnię w spra- 
gnionem sercu — troska je tylko wypełnia". 

„Los rozdaje przyszłość; czego życzysz sobie 
Natałijo ?" 

„Nie miłości; o, kto przyciśnie do serca kłójącą 
białą różę miłości, temu się serce zakrwawi, a ciepła 
radości łza, jaka w kielich róży spada, prędko stygnie, 
wnet wysycha. W poranku życia kwitnąca, jaśniejąca 
miłość — to rozpostarta na niebie jutrzenka, wielka, 
różowa. Nie wstępuj w płonący obłok, on z mgły i łez 
złożony. Nie — nie, nie życz sobie miłości, giń od pię- 
kniejszych bólów ; zamrzej pod wspauialszem drzewem 
trującem, nie pod nikłym mirtem". 

„Przed losem klęczysz, Natałijo. Powiedz mu, 
czego sobie życzysz ?" 

„Ani przyjaciół nawet — nie — my wszyscy 
stoimy na grobach pustych obok siebie. Kiedyśmy 
tak serdecznie razem za dłonie się ujęli i razem tak 
długo cierpieli, zapada się pusty wzgórek przyjaciela, 
wybładły stacza się weń, a ja osamotniona stoję obok 
napełnionego grobowca. — Nie! nie! ale w on czas, 
gdy serce stanie się nieśmiertełnem, gdy druhy kiedyś 
skupią się w wiekuistym świecie, wtedy pierś silniej- 
sza niech się ożywi gorętszem tętnem, oko nieśmier- 
telne niech weselej zapłacze, a usta, co już zblednąć 
nie będą mogły, niech wyszepcą : teraz przybądź uko- 
chana duszo, ninie kochajmy się, bo już nic nas nie 
rozdzieli". 



') Julian Schmidt, Gesch. der deutschen Literatur im neunzentijen Jahrliundert, Zweite Auflage I Band 1885, 
str. 255. W wydaniu trzeciem tegoż dzieła (Berlin, 1886, III Band) jest eliarakterystyka Jean Paura pobieżniejsza. 



16 JÓZEF KALLENBACH. 

I czegóż przed tym uowyai rokiem będc żądał? „Natalijo osamotniona! o cóż tedy prosisz na 

Samotnego ustronia, dębo\Yej pościeli, ziemi?" 

Gdzieby mnie ani promień słońca nie ogłądał, „O cierpłiwość i o grób, o nic więcej. Ale tego 

Ani wzroli nieprzyjaciół, ani przyjacieli. nie odmawiaj milczący losie ! Osusz powieki i zamknij 

je. Uśmierz serce i złam je. Tak, kiedyś, gdy duch 

Tam do końca, a nawet i po końcu świata, ™'Y^°^*^ ^^^"^^ f^''^^'^'^ f piękniejszych niebiosach, 

„, . ,, . . , , , . . . , , . kiedy nowy rok w czystszych się zacznie przestwo- 

Chciałbym we snie, z którego mc mnie me obudzi, ^^^ch i kiedy wszyscy napowrót się ujrzą, napowrót 

Marzyć, jakom przemarzył moje młode lata, pokochają, wtedy wystąpię z życzeniem... A nie dla 

Kochać świat, sprzyjać światu z daleka od ludzi. siebie — ja nad miarę już byłabym szczęśliwa - 



Jeśli z powyższym przekładem z Jean PauFa porównamy wier.sz Mickiewicza: „Nowy 
Rok" '), zauważymy, obok zachowania głównego tonn w całości, wiele dosadnycli zmian w szcze- 
gółach. Zaraz pierwszy wiersz u Mickiewicza dowodzi swobodnego traktowania oryginału: 

„Skonał rok stary, z jego popiołów wykwita 
Feniks nowy, już błyszczy w złotej wschodu bramie, 
Świat go całj' nadzieją i życzeniem wita, 
Czegóż przed Nowym Rokiem żądać masz, Adamie?" 

„Popielisko" Jean PauFa daje mu pocliop do rozwinięcia całego obrazu o feniksie. 
W strofie następnej wiersza oryginał zaledwie slabem echem dźwięczy: jedno zaledwie słowo 
„Gewitterwolke" wystarczyło, aby pobudzić Mickiewicza do pięknej myśli o błyskawicach. Strofa 
trzecia jest zupełną własnością naszego poety ; w czwartej dopiero rozwija myśl o róży, 
ale znów z oryginalnym dodatkiem: „Chorowałem, marzyłem, latałem i spadam" — mówi 
Mickiewicz z własnego doświadczenia. Następują wspaniale trzy strofy o przyjaźni, które prze- 
rastają o głowę Jean PauFa. 

Czegóż w końcu żądają Natalija i Adam. Ona cierpliwości i grobu, on „samotnego 
ustronia, dębowej pościeli". Ona w końcu życzeń wyraża nadzieję, że duch rozwinie swe skrzydła 
w piękniejszem niebie, on zaś, „cliciałljy we śnie, z którego nic go nie obudzi, marzyć, jako 
przemarzył swoje młode lata: kochać świat, sprzyjać światu, z daleka od ludzi". Porównanie 
obu ustępów przekonywa nas, że Mickiewicz przejął tylko zasadniczą myśl z Jean PauFa, tu- 
dzież podział życzeń na: chwilki wesołe, kochanie i przyjaźń. Ale w tych ramach pożyczonych, 
rozpostarł własne obrazy, całość przeniknął duch inny, może bardziej przygnębiony. Bo też wśród 
fatalnych warunków musiał Adam składać życzenia noworoczne sobie i filaretom ^). 

Wspomniałem wTŻej , że zamiłowanie w Jean PauFu musiało o wiele wcześniej , co naj- 
mniej rok cały przedtem, obudzić się u Mickiewicza. Dowodzi tego ustęp z „Biographische 
Belustigungen", użyty jako godło części IV. „Dziadów". Że także „Siebenkas" był mu również 
znanym przed wydaniem obu części Dziadów, wnoszę z pewnych ustępów tegoż romansu, których 
jakby odległe i przytłumione echo roznosi się w skargach Gustawa. Kto bacznie rozważał ro- 
dzaj i sposób zależności Mickiewicza od Jean PauFa w przytoczonym wierszu „Na Nowy Rok'', 
ten nie będzie oczekiwał prostych zapożyczań się w pomysłach lub słówkach naszego poety. 
Mickiewicz był zaw^sze sobą. Ale dostrzec można, jak tu i (iwdzie śmiała lub ekscentryczna 
myśl Jean PauFa jiorusza u Mickiewicza pokrew^ne zapatrywania z tej samej sfery, choć innego 



') Według autografu podanego w fotograficznem facsimile w numerze 1123-im „Kłosów" (z 6 Styczni.a 
1887\ Przeczytano tam żle „świtu" zamiast „wschodu", nie odczytano „Adamie", błędnie wydrukowano „za dru- 
gich" zamiast „za drugie". 

') W obec pewności żródla upadają domysły p. Tretiaka co do genezy wiersza „Nowy Rok", por. tegoż 
„Mlek. w Wilnie i Kownie" Tom III. str. 147 i nn. 



CZWARTA CZI,ŚĆ ^DZIADUW" ADAMA MICKIEWICZA. 17 

zakresu i odmiennego tonu. Koniuż nie znany okrzyk Gnstawa: „Gdy na dziewczynę zawołają 
żoną, już ją żyweem po^^i^ebiono! . .." Gtóż w tymże Siebenkiisie, a co ważniejsza, wnet po 
owem życzeniu noworocznem spotykamy zupełnie podobną refłeksyją Jean Pauł'a: „iJie Liebe 
ist die Sonnennahe der Madcłien — In diesem Friiłiłinge schlagen diese Nachtigallen bis an 
die Sommersonnenwende, der Trautafj ist ihr lanf/ster Tdfj...^ (następuje dłuższe uzasadnienie). 
l'odnl)mi analogiją znajdujemy w „Siebenkasie" na innem miejscu. Kr('»tko przed ową udaną śmiercią 
mówi do Siebenkiisa Leibgeber: „Sieli, liier habe icb mir eiiie alte Hauspostille urn hałlies 8iin- 
den^ijeld erliandelt, weil nirgends so eiiulringlielie Leielienpredigten gełiałtcn ais in diesem Werke 
und zwar in dessen holzernem Deckel, worin ein lebendiger Prediger wie in einer Kanzel ein- 
gepfarrt sitzt". Es sass uamlicli im Deckel der Ktifer, den man die Todłenuhr, auch den Jloh- 
hohrer, Trotzkopf (kołatek) nennt, weil er angeriilirt den Scliein eines Seheintoten unter allen 
Martern fortsetzt und tceil scine SchliUje fUr Anklopfen des icahren Todes genommen werden''. 

Zarzucić łatwo, że kołatek inną u Jean PauFa rolę odgrywa, aniżeli w Dziadach „mały 
robaczek, kołatek, a niegdyś wielki licłiwiarz". Nie myślę temu przeczyć; że jednals pomysł 
oryginalny czynnej roli kołatka zastanowił Mickiewicza, kiedy czytał romans Jean PauFa, że 
odtworzył go swobodnie, pisząc „Dziady", jest rzeczą wielce prawdopodobną. 

Ale żleby ocenił jakość wpływu Jean PauFa na Mickiewicza , ktoby poprzestał na po- 
równaniu kilku tylko wyrwanych ustępów, jakkolwiek i one rzucają niemało światła na wyjaśnienie 
stosunku wzajemnego obu poetów. Wpływ Jean PauPa zaznaczył się nie tyle w szczegółach, 
ile raczej w ogólnym nastroju ducha, w podwyższonej skali uczuć i pewnem zabarwieniu rai- 
stycznem. Tu konieczną wydaje mi się rzeczą dać poznać czytelnikom dwa, rzec można, tj^powe 
ustępy z Siebenkasa, z których łatwiej wytworzyć sąd o Jean Paulu , aniżeli z charakterystyki 
jego choćby najudatniejszej. 

I. Mowa zmarłego Chrystusa ze stropu świata, jako Boga nie ma. ') 

„Kiedy się słyszy w latach dziecięcych, że umarli powstają około północy ze 
snu, że w kościołach małpują nabożeństwa ludzi żyjących, wtedy z powodu 
zmarłych lęk zbiera przed śmiercią, a w nocnej samotności odwracamy wzrok od długich okien 
cichego kościoła, boimy się dochodzić, dla czego tak błyszczą, choć to od księżyca pochodzi. 
Dzieciństwo, a jeszcze więcej jego strachy niż zachwyty, te nabierają we śnie skrzydeł i blasku, 
igrając jak świętojańskie robaczki wśród małej nocy duszy naszej. Nie gaście tych ulotnych 
iskier. Zostawcie nam nawet ciemne, przykre sny, jako podnoszące nas półcienie rzeczywistości 
I czemżeż zdoła się nam zastąpić owe sny, które nas z dolnego szumu wodospadu przenoszą 
na cichą wyżynę dzieciństwa, kiedy to strumień życia na małej jeszcze równinie cicho, jak 
zwierciadło nieba, zdążał do przepaści? 

Leżałem pewnego wieczoru letniego na górze w blasku słońca i zasnąłem. Śniło mi się. 
żem się przebudził na cmentarzu. Obracające się koła zegaru wieżowego przebudziły mnie. Na 
opustoszałem niebie wśród nocy szukałem słońca , myśląc , że zaćmione księżycem. Wszystkie 
groby były otwarte, a niewidzialne ręce to otwierały to zamykały żelazne drzwi kostnicy. Po 
murach biegały cienie, których nikt nie rzucał, inne cienie unosiły się w powietrzu. W otwartych 
trumnach nikt nie spał krom dzieci. Na niebie wisiała w grubych fałdach szara, ciężka chmura, 
którą olbrzymi cień jakby sieć jaką naciągał coraz to bliżej , tak , że ciaśniej i goręcej się 



') Mowa ta następuje po ósmym rozdziale „Siebenkasa", jako „Erstes Blnmen.stiick". 
Wydz. filozof. -histor. T. Vn. 



18 JÓZEF KALLENBACH. 

zrobiło. Nad sobą słyszałem dalelii spad lawin, podemną pierwszy rucli niezmiernego trzęsienia 
ziemi. Kościół chwiał się tam i sam od dwu dyssonansów ustawicznych, litóre walczyły w nim 
z sobą i nadaremnie cliciały się zlać w hazmoniją. Czasem szary błysli czepiał się u olłien 
kościoła , a pod tym błysliiem topniały ołów i żelazo. Sieć , chmury i łsołysząca się ziemia 
wparły mnie do liościola, przed którego bramą w dwu zaroślach trujących wysiadywały dwa ba- 
zyliszki trujące. Szedłem po przez nieznane cienie, noszące piętna Avieków wszystkich. Wszystkie 
cienie skupiły się koło ołtarza, a zamiast serc piersi im biły się i drżały. Jeden tylko zmarły, 
którego dopiero w kościele złożono, leżał na wezgłowiu z piersią spokojną, na uśmiechuiętem 
jego obliczu sen się malował szczęśliwy. Ale ponieważ żyjący wszedł do kościoła, zbudził się 
ów, już się nie uśmiechał, z trudnością podniósł ciężką powiekę, ale wewnątrz oka nie było. 
W piersi drżącej zamiast serca była rana. Podniósłszy ręce, złożył je do modlitwy, ale wydłużone 
ramiona rozłączyły się, ręce złożone odpadły. W górze, na sklepieniu kościelnem, stała zegarowa 
tarcza wieczności, na której cyfry nie było, sama sobie była skazówką; czarny palec tylko 
wskazywał, a zmarli chcieli czas na niej widzieć. 

Wtem spłynęła na ołtarz z góry wysoka, szlachetna postać, z wyrazem bólu nieustawnego, 
a wsz)''scy zmarli zawołali: „Chrystusie, czy nie ma Boga?" 

On odrzekł: „Nie ma". 

Cień każdego ze zmarłych zadrżał całym sobą, nie samą piersią tylko ; drżenie rozłączyło 
ich od siebie. 

Chrystus mówił dalej: „Przez światy szedłem, w słońca wstępowałem, z mlecznymi dro- 
gami jam przez niebios pustynie leciał ; ale Boga nie masz. Zstępowałem wszędzie, gdziekolwiek 
byt cienie swe rzuca, w przepaści patrzyłem, wołając: „Ojcze! gdzie jesteś?" Ale tylko burzę 
wiekuistą słyszałem, nieokiełznaną niczem ; tęcza błyszcząca stała na zacliodzie bez słońca, który 
ją stworzył; stojąc nad prze])aścią, w Ivroplach spadała. A kiedym spojrzał w górę ku niezmie- 
rzonym światom, szukając oka boskiego, pusta, bezdenna jama oczna patrzała na mnie. Wieczność 
leżała na chaosie , gryzła go i przeżuwała się sama. Krzyczcież wciąż dyssonanse , krzykiem 
rozbijajcie cienie! boć Jego nie ma!" 

Wyblakłe cienie rozwiały się, jal^ para biała mrozem ścięta w cieple się rozpływa. 
Wszystko opustoszało. Wtedy przyszły — straszna to rzecz dla serca — dzieci pomarłe, które 
spoczywały na cmentarzu, do świątyni, padły przed wzniosłą postacią na ołtarzu i rzekły: 
, Jezusie! czyż nie mamy Ojca?" A on im wśród łez potoku: 

„Wszyscyśmy sieroty, ja i wy, bez Ojca jesteśmy!" 

Wtenczas dyssonanse gwałtowniej zawrzały, drżące mury świątyni rozchwiały się , świą- 
tynia z dziećmi się zapadła , za nią spadły ziemia i słońce , gmach cały światów w bezmiarze 
swoim runął przed nami, a w górze na szczycie niezgłębionej natury stał Chrystus i patrzał 
na wszecliświat podziurawiony słońc tysiącem, jakby na kopalnią wyżłobioną w śród nocy wie- 
kuistej, gdzie słońca były lampkami górniczemi, a mleczne drogi pokładami srebra. 

A kiedy Chrystus ujrzał ścierającą się nawałnicę światów, pochodniowy taniec niebieskich 
ogni ł)łędnych i koralowe ławy bijących serc i kiedy ujrzał jak jedna po drugiej żarząca się 
kula świata rzucała swą duszę w morze martwe — wtedy On , największy z śmiertelnych, 
podniósł wzrok ku nicości i ku pustemu bezmiarowi i rzekł: 

„Nieruchoma, wieczna nicości! Zimna, wieczna konieczności! Przypadku szalony! Kiedyż 
rozbijecie gmach i mnie z nim? Przypadku? a czy wiesz ty sam o tern, kiedy wśród orkanów 
przez śnieżycę gwiazd kroczysz i słońce zdmuchujesz po słońcu; kiedy wśród twego pochodu 
błyszcząca gwiazd rosa zagasa? — Jakżeż samotnym jest każdy na ogromnym kurhanie 
wszechświata ! 



CZWARTA CZĘŚĆ „DZIADÓW' ADAMA MICKIEWICZA. 19 

Ja tylko jestem przy sobie — Ojcze! Ojcze! fi;dzież jest Twoje bezmierne łono, na którein 
mófjłbym spocz.ić ! — Ach! jeśli każde ja jest własnem Ojcem i 8tw()rcą, dla cze{,n)ż własnym 
aniołem zniszczenia być nic możeV! 

Czy to człowiek obok mnie stoi? Biedaku! Wasze małe życie jest westclinieniem przyrody, 
albo tylko ecłiem Avestclinienia ! — zwierciadło wklęsłe rzuca swe promienie na ziemię waszą, na 
clnnury pyłu, wzbijające się z popiołów zmarłych, wtedy powstajecie wy: obrazy zam<jlonc, 
chwiejne... — Spojrzyj w dół, w przepaść, nad którą chmury popiołów się uno.szą: obłoki 
świat()w pełne powstają z morza zmarłych ; przyszłość, to wznoszący się obłok — teraźniejszość 
to spadający. Czy poznajesz ziemię?" 

Tu Chrystus spojrzał w dół, oczy mu łzami zaszły i rzekł: 

„Ach! byłem ja kiedyś na niej; wtedy lżyłem szczęśliwy jeszcze, wtedy miałem jeszcze 
nieskończonego Ojca, patrzałem wesoło z gór na niezmierzone niebiosa, koiłem przebitą pierś 
uśmierzającym ich widokiem, w godzinie śmierci mówiłem jeszcze: Ojcze! wyzuj Syna Twego 
z krwawiącej powłoki, przyjra Go do serca Swego. . . O wy, stokroć szczęśliwi mieszkańcy ziemi, 
wy jeszcze wierzycie w Niego. Może w tej chwili słońce wasze zachodzi, a wy wśród kwiatów 
blasku i łez, na kolana padacie, a podnosząc szczęśliwe dłonie ku górze, wołacie ku niebu 
otwartemu wśród tysiąca łez szczęścia: „O nieskończony! i mnie znasz Ty i wszystkie rany 
moje, po śmierci przyjmiesz mnie i zagoisz je wszystkie..." Nieszczęśni! po śmierci rany się 
nie goją ! Kiedy biedny człowiek ran pełen w grób się kładzie, aby śnić o piękniejszem jutrze, 
pełnem prawdy, cnoty i radości pełnem, to budzi się w burzliwym chaosie, w północy wiecznej — 
ani poranek nie nadchodzi, ani dłoń gojąca rany, ani Ojciec Wiekuisty. Śmiertelniku, co obok 
mnie stoisz, żyjesz-li jeszcze, to módl się doń; boś zresztą na wieki Go utracił". 

A kiedy upadłem na kolana i na świecącą budowę światów spojrzałem, zobaczyłem pod- 
niesione pierścienie potwornego węża wieczności, który się na okół wszechświata rozłożył; 
pierścienie opadły niżej , a wąż podwójnie wszystko opasał. Tysiącznym zwojem oplótł naturę, 
przydusił światy ku sobie, niezmierną świątynię rozgniótł na cmentarz, wszystko stało się ciasne, 
ponure, zastraszające, olbrzymio wydłużony młot od dzwonu miał wydzwonić ostatnią godzinę 
i na drzazgi zdruzgotać wszechświat.... gdy wtem przebudziłem się. Dusza moja płakała 
z radości, że może znów modlić się do Boga — radość, płacz i wiara weń były modlitwą". 

Objaśnienie powyższego ustępu podał sam Jean Paul w nocie następującej: „Gdyby kiedyś 
serce me było tak nieszczęśliwe i wyjałowione, że wszystkie uczucia, potwierdzające istnienie 
Boga, mogłyby w uiera zaniknąć ; wtedy powyższy ustęp wstrząsnąłby mną. uzdrowił i powrócił 
mi uczucia". A wiec bezgraniczna rozpacz, ogarniająca człowieka na samą myśl, że Boga nie 
ma, to jeden z najsilniejszych dowodów Jego istnienia. Nie podobna odmówić Jeau Paul'owi 
siły i fantazyi w przedstawieniu smutku i zwątpienia; z drugiej strony chorobliwość i nienatu- 
ralność nastroju, potworność wyobrażeń, są charakterystycznem znamieniem ducha Jean PauFow- 
skiego. O wiele podniósł ej szy, rzewniejszy nastrój panuje w ustępie II. p. t.: „Sen ive śnie^'. 
Ustęp ten znajdujemy w „Siebenkasie" tuż po mowie Chrystusa: 

„Śniło mi się, że jestem na tamtym świecie. Około mnie rozciągały się błonia ciemno- 
zielone, przemieniające się w oddali na kwiaty jaśniejsze, na purpurowe lasy i przeźroczyste 
góry, pełne pokładów złota; po za kryształowemi górami iskrzyła się jutrzenka, obramowana 
perłową tęczą; na borach żarzących się zamiast rosy leżały słońca spadłe, a naokół kwiatów 
rozwieszały się mgławice gwiazd... 

Czasem słaniały się błonia, ale nie od powiewu zefirów, tylko od tchnienia dusz, które 
muskały pola skrzydły niewidzialnymi. Na tamtym świecie nikt mnie nie widział. Powłoka nasza 
jest tam tylko małym całunem, strzępem mgły nie całkiem rozwianej. 



20 JÓZEF KALLENBACH. 

Na brzegu tamtego świata spoczywała Najśw. Panna obok swego Syna, patrząc na ziemię 
naszą, która poniżej pływała po morzu martwem z swą nikłą wiosną; ziemia mała i pognębiona, 
ponuro tylko oświecona odblaskiem odblasku, podatna każdej fali. Wtem tęsknota za ukochaną 
starą ziemią rozrzewniła tkliwą Maryi duszę. Z błyszczącym wzrokiem przemówiła: 

jSynu mój, serce mi się wyr}Tva z płaczem ku moim drogim ludziom. Przyciągnij ziemię, 
abym mogła bliżej patrzeć na drogie rodzeństwo; ach, będę płakać, skoro żyjących ujrzę". 

Chrystus rzekł: „Ziemia — to sen snów pełen; musisz usnąć, aby sny ci się zjawić 
mogły". Maryja odpowiedziała: „Chętnie usnę, aby o ludziach śnić". Chrystus spytał: „cóż 
ci ma sen ukazać!?" 

„O! pokaż mi ludzką miłość, ukochany, kiedy ludzie po długiej rozłące znowu się spo- 
tykają..." a, gdy to mówiła, anioł śmierci stanął po za nią i padła mu na pierś zimną, zam- 
knąwszy oczy. Ziemia mała wstrząsłszy się podniosła się; zbliżając się, malała i bledniała..." 

Matka Boska widzi kolejno ti'zy pary dusz rozłączonych a szczęśliwych z połączenia 
powtórnego. Najpierw kochanka, opłakująca zmarłego druha, przekonywa się, że tenże żyje. 
Następuje wzruszający obraz starca, rozpaczającego u zwłok długoletniej towarzyszki życia. 
Chrystus przenosi go w świat lepszy i łączy, co śmierć rozdzieliła. Wreszcie dwóch prz}^aciół, 
gotowych śmierć ponieść na polu bitwy, zostaje przy życiu w nagrodę niezłomnej przyjaźni. 

Ton religijny przytoczonego ustępu, myśl podniosła, że węzły serdeczne raz tu za- 
wiązane, przetrwaw'szy doczesność, jako rajska osłoda przykrych chwil walki z życiem, trwają 
święcie i nadal — wszystko to było pożądanym pokarmem dla duszy zwątpień pełnej. Jean 
Paul w podobnych ustępach był przyjacielem, pocieszycielem Gustawa. Podniecając imaginacyją 
w czystym, szlachetnym kierunku, stawiać mu przed oczy świat zaziemski, budził w nim słodką 
nadzieję, że, choć długo jeszcze po świecie błąkać się potrzeba, aż ją Bóg w swoje objęcia 
powoła, przyjdzie upragniona chwila, przyjdzie czas wyzwolenia i „śladem anioła cień jego błędny 
wkradnie się do nieba". 

Mickiewicz, przejmując z Jean PauFa, co zdrowe i posilne, odrzucał jego formę jaski"awą 
i nużącą. Nęciła go poezyja myśli i uczuć; ale żadna z licznych wad stylu Jean PauFa nie 
zepsuła nieskazitelnego wdzięku słowa Mickiewiczowskiego. W liistoryi rozwoju duchowego 
Adama nie należy pomijać Jean Paul'a. Pobudził on żywą imaginacyją młodego poety w kie- 
runku fantastycznym, mnóstwem swych porównań rozwinął i ożywił bogaty materyjał porównawczy, 
w którym spora część uroku poezyi Mickiewiczowskiej spoczywa, wreszcie prześlicznymi opisami 
krajobrazów i natury ') wpłjniął ożywczo na wrodzone zamiłowanie w przyrodzie późniejszego 
twórcy „Pana Tadeusza". Nie bez znaczenia jest zatem luźny urywek z Jean PauFa, który czy- 
tamy na czele IV. części „Dziadów", jak nie jest bez znaczenia myśl Szekspira, poprzedzająca 
część n, lub cytata ewangieliczna przed późniejszą częścią trzecią. Są to godła nastroju du- 
chowego poety w chwilach, gdy „nieśmiertelność tworzył..." 



Nowa Heloiza wpłynęła na powstanie Wertera; bez obu tych utworów nie mielibyśmy 
nigdy „Waleryi" pani Kriidener, ani „Siebenkasa"- Przecież, tak w Werterze, jak niemniej 
w Waleryi lub Siebenkasie obok pewnej zależności od pierwotworii znać wybitną cechę indy- 
widualną. Jak Julija i Saint -Preux są reminiscencyją stosunku i)ani d'Houdetot i Rousseau'a, tak 



') Tak np. sławne są opisy krajobrazów włoskich w romansie Jean Paura p. t. : „Titan" (Rzym, Neapol, 
IscLia), opis wycieczki Siebenkasa do Bayrentli itp. 



CZWAllTA CZĘŚĆ „dziadów" ADAMA MICKIEWIC/A. 21 

W Werterze i Lotte łatwo poznać Goethego i narzeczoną Kestiicra, w Waleryi i Liiiarze panią 
Kriidcncr i Stakicwa, a fantastyczny Siei)cnkas to wierny portret Jean I'aul'a. Wszędzie wylew 
()Mol)istycli uczuć i priiebytycli (diwil rozkosznych hib rozpaczliwych o(hIany jest nu tle zasadniczo 
wspólneni. Kochanka, kochanek, mąż: oto trzy typy psychologiczne, wszędzie się powtarzające. 
Rozwiązanie zawikhmego stosunku trojga osób jest celem każdego z powyższych utworów. 
W Nowej Heloizie heroina w podwójnej roli: uległej kochanki, a później przykładnej żony; 
wszystko troje pod jednym dachem, rzekomo uspokojeni, zadowoleni — na papierze. Werter 
rozwiązuje kwestyją jaśniej , oswabadza narzeczonych i siebie wystrzałem samoi)ójczym. Trawi 
się ogniem chorobliwym zwolna koi^hanck Waleryi, Linar. U Jean Paura wreszcie kończy się 
stosunek o wiele dziwaczniej : tu mąż opuszcza stanowisko , rzuca żonę w objęcia kochanka, 
rzuca tem skwajjliwiej , że sam nowem uczuciem zajęty. W Siebenkasie już ledwo dopatrzeć 
się można pierwowzoru francuskiego. 

I IV część „Dziadów" nie jest niczem innem, tylko jednem z ogniw w łańcuchu idei od 
Rousseau'a idącej. Ale ogniwo to olśniewa potężnem światłem, pali nieugaszonym żarem... Mickie- 
wicz znał wszystkie poprzednie ogniwa. Poznał utwory te w czasie, kiedy sam znalazł się 
w obec takiegoż zagadnienia, kiedy rozpaczliwie szukał rozwiązania, czując, że od tego za- 
wisło szczęście całego życia. Poeta kochał i szalał z miłości beznadziejnej. Ale czy uczuciom 
swym byłby był nadał taki a nie inny wyraz, gdyby icli nie podżegały i rozpaliły książki, 
które w rozpaczy, „zbójeckimi" nazywa! Bo ma on zupełne przeświadczenie o szkodliwości tych 
wpływów: spytawszy lisiędza, czy zna żywot Heloizy, ogień i łzy Wertera, wnet przerzucając 
książki w^y buchnie: 

„Wszakże hibisz książki świeckie?... 
Ach, te to są książki zbójeckie! 

(Ciska książkę). 

Młodości mojej niebo i tortury. 

One zwichnęły osadę mych skrzydeł 



Kochanek przez sen tylko widzianych mamideł. . . 
Bujałem po zmyślonem od poetów niebie... 



W tej surowej ocenie siebie samego, w tem jasnem zrozumieniu źródła mąk i cierpień 
leży moralna siła poematu, istotna wyższość jego nad bohaterami Rousseau'a, Goethego lub Jean 
Paul'a. Po godzinach miłości, rozpaczy, następuje godzina przestrogi. Nie sobie daje prze- 
strogę („Ja nic nie potrzebuję.... jest potrzebnych tylu"), ale wszystkim tym, „których wyobraźnia 
w górne pchnięta loty, których wrodzony ogień podniecano sztucznie". Mickiewicz rozwiązał 
w IV. części Dziadów zagadnienie, które zaprzątało niegdyś Jean Jacques'a : z trojga istot, skrę- 
powanych nienaturalnym stosunkiem, kochanek oddaje mężowi, co ziemskie, zachowując dla siebie, 
co boskie. Ziemską pielgrzymkę odbjć mu nie trudno, gdy przewodniczy wiara, że „Bóg go 
zrobił poddanym anioła. ..." 

Na powstanie czwartej części Dziadów wpłynęły tedy dwa potężne czynniki : miłość bez- 
mierna i owe książki „zbójeckie." Tamta była ogniem żywym z nieba, te — obfitym materyjałem 
palnym. Gusta w-Herakles wstąpił na stos; zgorzał, aby kiedyś innym powstać z popiołów. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ 

astronoma polskiego. 

Skreślone ku uczczeniu 200 -letniej rocznicy jego śmierci 

przez 

Dra D. Wierzbickiego. 



W roku 1887 dwie setki lat minęło od czasu, gdy mieszkańcy najdalej ku północy 
wysuniętycli kresów ówczesnej Rzeczypospolitej polsliiej kładli w g-rób na wieczny spoczynek 
zwłoki swego gorliwego o ich sprawy współobywatela, a wiernego i dobrze zasłużonego syna 
tej ziemi, na której się urodził. 

W tyclito czasacli zmarł tam w Gdańsku astronom Jan Heweliusz , który pracą swoją 
i poświęceniem całliowitem zasobnego mienia swego na cele wzniosłej nauki przyczynił się 
się bardzo do posunięcia jej naprzód i pozostawił drogocenne po sobie pamiątki , świadczące 
o wspaniałomyślności królów naszycli, pod których żył rządami i od których materyjalną 
i moralną aż do końca opieką był otaczany. 

Uczcił wiek przeszły pamięć wielkiego męża, obchodząc 28 stycznia 1787 w Gdańsku 
uroczyście stuletnią rocznicę jego śmierci , a w 3 lata później przypominają sobie znów Hewe- 
liusza Gdańszczanie przy sposobności odsłonięcia biustu jego, przysłanego im w darze przez 
króla Stanisława Augusta 

Dziś po stu minionych znów latach, godzi się nam odnowić pamięć jego i przypomnieć 
spółczesnym imię Heweliusza, jednej z pięknych pereł w dziejach oświaty narodu, i odnowić 
spójnię duchową z przeszłością, która jeszcze przed wiekiem pisała na jego grobowcu: „Memória 
nomenqice łimm laudesque scmper manehunt." 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWKLIUSZA. 23 

CZĘŚĆ 1. 
Z y Av o t Heweliusza.') 

Jan Heweliusz*; urodził się 28 stycznia 1611 roku z rodziców Abrahama ojca i Korduli 



') Szczegóły do uiniejszej pracy czerpaliśmy z następujących artykułów i dzieł: 

1. Excerpta ex literis iUnstrissiT>iornm et cłarissimorum virorum ad dominum Johannem HeveUum eon- 
scriptis, jtidicia de rebus ctstrotiomicis ejiisdemąiie scripiis exhibentia\ studio ac opera Jok. Erici Olhojii , Secre- 
tarii Gedani , 1683. (Bibl. XX. Czartor.). 

2. Der au^gekobene Leid und Freuden-Wechsel, Welchen bei ansehnlicher Beerdigung des WoU-edlen, 
besten und hoclnoeisen Herren, Hn. Johannis Hevelii , weltberuhmten Astronomi und in die 36 Jahr gewesenen 
wolmrdienten Rąhts - verwandten der Alten Stadt in Dantzig, ais derselbe anno 1687 im Monaht Januario eben 
an seinem Oeburtlis - Tage sein rilhmlich gefiihrtes Leben geendigel hatłe , und den 13 Febr. desselben Jahres in 
sein Erb-Begriibniss in der altstadłiscken Pfarr Kirchen zu St. Cathar. beygesetzet ward. Aus des Propheten 
Jesaiae LX Cap. V. 20. in einem christlicken Leich-Sermon vorgestellet hat Andreas Barth, bei gemeldeter 
Kirchen Pastor. Dantzig, gedruckt bey JoJiann Zacharias Stollen 1688. ('Bibl. jagiell.). 

3. Astronomisclies Jahrbuch oder Ephemeriden fur das Jahr 1780 etc. Berlin 1777. Tu znajduje sie 
artykuł pag. 168 et f. „Des Herm Bernoulli astronomische Nachrichten aus Danzig, nebst Litkauischen, 
Polnischen und Westpreussischen Beobachtungen der Herren Poczobout, Eostan und Wolf. (Bibl. Obserw. Krak.). 

4. Hevelłus, oder Anekdoten und Nachrichten zur Geschichte dieses grossen Mannes. In Briefen, mit 
erlduternden Zusćiłzen und Beylagen. Von Carl Benj. Lengnich , Danzig bey Jobst. Hermann Flórlce. 1780 
(Bibl. XX. Czartor.). 

5. Redę bei der Geddcktnissfeyer Hevelii den 28 Januar 1787 gehalten von Ephraim Philipp Blech, 
der Ąrzneykunst Doctor, derselben und der Naturicissenschaft offentl. ausserordenłlicher Lehrer, der konigl. 
Norwegischen Societat der Wissenschaften in Drontheim, und der natnrforsckenden Gesellschaft in Danzig 
Mitglied; der letztern d. z. Sekretar. Danzig, gedruckt bei Joh. Eman, friedr. Muller. (Bibl. XX. Czartor.). 

6). Reden bei der, auf allerhochsten Befehl S. konigl. Majestat von Pohlen Stanislans Augustus, auf 
dem altstddtschen Rathhause errichteten , und durch S. Hochioohlgebom Hm Friedrich Ernst von Hennig, konigl. 
polnisch. wUrkl. Legationsrath und von S. Mojest. ais auch der Durchlaucht. Republik an diese Stadt accredi- 
tirten Commissarius , den 3 Nouembur 1790 erfolgten offentlichen Uibergabe der Hevelschen Biisłe gehalten von 
Johann Ernst Schmidt, altester Rathsverwandter und d. Z. wortfilhr. Herr, und Johann Heinrich Soermanns, 
Gerichtsverioandter der alten Stadt, Danzig, bei 1. E. F. Muller. (Bibl. XX. Czartor.). 

7. AUgemeine geogr. Ephemeriden etc. 1798 von F. von Zach, 1 T. Weimar 1798. (Bibl. Obs. Krak.). 

8. Monatliche Correspondenz zur Befijrderung der Erd und Himmelskunde , herausgeg^ben von F. von 
Zach etc. 8 T. Gotha 1803. Tu kilka artykułów tyczących się Heweliusza , a podanych przez wydawcę , Bernoul- 
li'ego i Murra (Bibl. Obs. Krak.). 

9. Leben, Studien und Schriften des Astronomen Johann Hevelius. Von Johann Heinrich Westphal. 
Konigsberg 1820. (Bibl. XX. Czartor.). 

10. Bulletino di Bibliografia e di Storia delie Scienze matematiche e fisiche. Pubblicato da B. Boncom- 
pagni etc. Tomo V1U. Roma 1875. zawiera ua str. 497—558 i 589 — 669 artykuł p. t. „La vie et les travaux 
de Jean Hevelius far M. C. Beziat. (Bibl. Obserw. Krak.). 

11. Histoire des mathematigues , par J. F. Montucla etc. Paris. 1799 — 1802 T. 2. (Bibl. Jagiell.). 

12. Animadversions on the First Part of the Machina coelestis of the Honourable , Learned, and deser - 
vedly Famous Astronomer Johannes Hevelius Consid of Dantzick; Together with an Explication of some Instru- 
ments madę by Robert Hooke Professor of Geometry in Gresham College, and Fellow of the Royal Society 
London etc. 1674. (Bibl. XX. Czartor.). 

13. Wszystkie dzieła Heweliusza, których spis znajduje się w części 4. (Bibl. XX. Czartor.). 

') Zwany i pisany także: Hevelius, Hevel, Howełcke, Hewelke, Hofelcke, Howelcke, Hovelłius. Według F. 
Hoefera {Histoire de I' Astronomie , Paris 1873) prawdziwe nazwisko jest Hovel i Hovelke. Według Lengnicha 
w aktach sądu miej.skiego, jakoteż cechu piwowarów w Gdańsku, pisany jest Hofelcke, Howelcke, Hovellius. Według 
tegoż autora Heweliusz w latach młodszych, a mianowicie będąc w Londynie w r. 1631, podpisywał się „Joannes 
Hoffellius Dantiscanus ,'^ co minło pochodzić z chęci dopomożenia Anglikom do należytego wymówienia jego nazwiska. 



24 DR. D. Wlł^RZBICKI. 

Hecker matki. Według niektórych ') była to bardzo zamożna rodzina patrycyusz(5w Gdauskicli, 
według- innycli -) znów, ojciec jego Abraham był to bogaty wieśniak , handlarz zboża i piwowar. 
Rodzeństwo Heweliusza składało się z 3 braci , którzy zmarli w młodym wieku , i z 6 sióstr, 
z których tylko najmłodsza Konstancya go przeżyła. Przy rozległycli stosunkach handlowych, 
jakie Gdańsk, jako miasto portowe, miał z całym omal światem, gdzie prawie każden był 
kupcem i w tym stanie pomyślność swoją i dobrobyt znajdował, nic dziwnego, że ojciec 
Heweliusza, biorąc w tych stosunkach wielki udział, i widząc, że kiedyś zastępstwa poti-zebo- 
wać będzie, już w młodych latach przyzwyczajał i zaprawiał syna Jana do stanu kupieckiego, 
aby mu według mniemania swego jak najlepszy byt zabezpieczyć i reszcie młodszego odeń 
rodzeństwa, dobrego na przyszłość opiekuna zostawić. Aby się zaś przedewszystkiem z języ- 
kiem polskim dobrze obeznał, o co w samym Gdańsku, obsiadlym wówczas przeważnie Niem- 
cami, dość trudno było, posłał go do szkół polskich w Grudziążu , ") gdzie do 16 roku życia 
pozostawał. Po powrocie do domu w r. 1627, zasadzony został wprawdzie przez ojca do 
spraw kupieckich, ale nie na długo, bo pokazując we wszystkich swoich czynnościach wielką 
bystrość umysłu, a przytem wielką chęć i pociąg do nauki, dokazał tyle, że za przyczynieniem 
się znajomych i krewnych, rodzice zgodzili się na dalsze jego naukowe kształcenie się, i tako- 
we pomerzyli prywatnie *) profesorom giranazyum gdańskiego, między którymi odznaczał się 
Piotr Criiger , *} nauczyciel matematyki i poezyi w tejże szkole , bardzo przytem zamiłowany 
w praktyce astronomicznej. Prawo i literatura piękna były głównemi przedmiotami ^) obecnych 
studyów Heweliusza, szczególniej jednak pociągnęła go do siebie matematyka, do której zami- 
łowanie jak w ogóle do wszystkich nauk ścisłych , poznawszy jego talent , potrafił Criiger 
w nim nauką swoją obudzić. Patrząc na mistrza i nauczyciela swego, który stał się dlań 
powoli przyjacielem , podziwiającym jego zdolności , pomagając temuż często przy obserwacyach 
astronomicznych jakoteż w obliczeniach zaćmień słońca i miejsc planet na niebie,^) włożył 
zapalił się młody Heweliusz tak do tej nauki , że ją wkrótce w ówczesnych ramach poznał 
zrozumiał , nie przeczuwając wówczas jeszcze , że ona później stanie się jedynym celem życia 
jego, i że jej nietylko siebie, ale i wszystko co miał i posiadał, poświęci. Przeczuł to chyba 
i przewidział nauczyciel jego Criiger, za jegoto bowiem radami wziął się przyszły astronom 



Delauibre (Histoire de I' Astronomie modernę etc. T. 2) powiada, że w listaeh Heweliusza złożonych w obserwatoryum 
w Paryżu, a więc w jego manuskryptach, znajdują się sposoby pisania: Johannes Hoffelius, Johannis Hoffelii, 
Johanni Hoffelio itp. Zach {MonałUcIie Corresp. 8 T. pag. 363) powiada znów, że według pisma otrzymanego 
przezeń od Gadebuscha, prezesa sądu w Dorpacie, właściwe miano Heweliusza było Hewelke, a co miało powstać 
z niemieckiego : Hugelchen. 

') J. C. Poggendorff „Gesckichte der Physik etc." Leipzig 1879. 

-) Westphal („Leben Studien etc"). 

') Wszyscy dotychczasowi biografowie utrzymują, że Heweliusz wysłanym był w tych latach do szkół polskich 
w Gądeczu v. Gondeczu, miasteczku leżącem w powiecie bydgoskim. Prawdopodobnie atoli był to Grudziądz v. 
Grudziąż, (Graudentum , Graudenz), 15 mil od Gdańska odległy, a z niemieckiej nazwy tego podówczas a i dziś 
jeszcze ludnego miasta powstał błąd w pisowni , k^óry przechodził od jednego biografa do drugiego. Znajdują się 
wprawdzie tego imienia miejscowości w powiecie bydgoskim, a mianowicie Gądeez dolny i górny (zob. Słownik 
geograficzny Królestwa Polskiego), ale były i są to wsie skromne, w których, trudno przypuścić, by ojciec Heweliusza 
materyał naukowy dla swego dorastającego już syna mógł był znaleść. 

*) Według Westphara uczniem akademickiego gimnazyjum w Gdańsku Heweliusz nie był, bo nigdzie imienia 
jego w rocznikach tej szkoły spotkać nie można. 

^) Piotr Criiger albo Krłiger, urodzony w Królewcu w r. 1.580, od r. 1607 był profesorem w Gdańsku, gdzie 
umarł 6 czerwca 1639. 

*) E. Ph. Blech „Redę bei der Gediichtnissfeier Henelii etc."' 

') Johannis Hevelii „Machinde coelestis Pars prior etc." pag. 37, 38. 



ŻYWOl 1 DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELILSZA. 25 

i (1(1 iiiiiiki rysiiiiku, inicd/Jorytnictwa , a nawet do konstrukcyi narzędzi najrozmaitszych tak 
z drzewa jak z metalu , biorąc celem zapoznania i wydoskonalenia się w tycli sztukadi 
mcclianicznycli lekcyje od zdolnych artyst()w i mcchanik()w,'j a były to wszystko sztuki. kt()re 
później dlań drogocennemi się stały. 

W całym już dotycliczasowym trybie wychowania Heweliusza, (a kosztownym, jak łatwo 
zrozumieć) widzimy w rodzicach jego ludzi praktycznych , jakich sic najczęściej spotyka 
w stanie kupieckim. Nie chodziło im mać o to, by syn icłi przechodząc rozwlekłą naukę 
gimnazyjalną , chwalić się m()gł potem świadectwami i patentami, lecz o to, aby większym 
wjjrawdzie kosztem pieniężnym, ale za to z mniejszą stratą czasu i łat, widząc po temu 
w nim cłięci i talenta, dać mu oświatę i ogładę prawdziwą, kt(5raby w życiu p(5żniejszeni 
i w jakimljądż zawodzie dowiodła, że je rzeczywiście, a nie na papierze tylko posiada, i że 
zdolny jest sąd sw(Sj wydać zar(jwno i o rzeczach naukowych , jak i o takicli , na których każdy 
praktycznemu życiu oddany człowiek, znać się powinien. Jakoś nife mieli oni zaufania do 
ówczesnycli publicznych szkc^ł miejscowycłi, prowadzonycli na modłę niemiecką; dowodem tego 
i pierwsze lata Heweliusza, spędzone w szkole polskiej w Grudziążu, dowodem i pijżniejsze, 
w których wielkie koszta na prywatne jego stud}'ja łożyli. Tu widocznie prócz praktycznego 
pojmowania rzeczy, było w grze także uprzedzenie narodowe, które im radziło, już pierw- 
sze kroki dziecięcia swego uczynić niezawisłemi od niemieckiego otoczenia, silnie naówczas 
w Gdańsku reprezentowanego, — późniejsze zaś, już jako młodzieńca, od niemieckiej pe- 
danteryi i rozwlekłości szkolnej, jakoteż, uchronić go od nieprzyjaznego dla kraju rodzimego 
usposobienia, jakiemby w obcowaniu z licznymi kolegami niemcami mógł był nasiąknąć. 
Kosztowną a i forsowną była ta nauka , zważywszy, że prawdopodobnie w tychto latach prywa- 
tnych swoich studyjów, wyuczył się Heweliusz tałiże języka łacińskiego, którym wszystkie swoje 
a tak liczne dzieła napisał. Są to bowiem tylko dowody pedanteryi niemieckiej, jeśli niektó- 
rzy twierdzą, a choćby tylko przypuszczają, że Heweliusz nie znał łaciny, ponieważ do Gim- 
naz>jum nie chodził, i że dzieła jego na łacinę tłomaczył Titiusz, ówczesny profesor tegoż 
języka w Gimnazyjum. Trudno temu uwierzyć, jeżeli się zważy na ogrom tych dzieł, na niezna- 
jomość astronomii i jej nomenklatury u mniemanego ttomacza, a wreszcie na bardzo wielką 
i szybką wymianę korespondencyj , jakie Heweliusz z całym niemal uczonym .światem w ciągu 
swego życia prowadził. 

O pociągu i zakorzenionem już zamiłowaniu syna swojego do Astronomii rodzice Hewe- 
liusza nie wiedząc, lub wiedzieć nie chcąc, a pragnąc otworzyć mu przytem drogę do dosto- 
jeństw jeżeli nie krajow)'ch, to przynajmniej miejskich, w r. 1630, czyli po 3 latach prywat- 
nej nauki w Gdańsku, wysłali go do Lejdy na naukę prawa i kameralistyki, gdzie pod 
kierunldera profesora J. Frista przez rok się kształcił. Po roku opuściwszy Hołlandyję, udał 
się do Anglii. Tu w Londynie, zaznajomił się i nawiązał stosunki z najsławniejszymi uczo- 
nymi owego czasu, jak Jakóbem Usherem, Samuelem Hartliebenem i Janem Wallisem, póź- 
niejszym profesorem matematyki przy Uniwersytecie w Oxfordzie; dopuszczan}' i mający wstęp 
wszędzie z powodu swego wykształcenia, bywał tu częstym gościem na zebraniach uczonych, 
z których urosło później sławne królewskie Towarzystwo umiejętności (Roijal Society). Z An- 
glii w r. 1631 pojecłiał do Francyi, gdzie znów^ zapoznał się z M. Mersenne'm, znakomitym 
ówczesnym fizykiem , Piotrem Gassendi'm , profesorem Uniwersytetu paryzkiego, którego imię 
świetne podówczas było we wszystkich niemal gałęziach nauk przyrodniczych i humanitarnych, 
tudzież z Ismaelem Boulliau , matematykiem i astronomem , z którym jako prawie rówieśnikiem 



') Joh. Hevelii „Machinae coełestis Pars prior etc." pag. 38. 
Wydz. filozof.-bistor. T YII. 



26 DE. D. WIERZBICKI. 

swoim, szczególniej przyjazne i^rzez dlng-ie lata utrzymał stosunki. W Avinionie poznał jezuitę 
Atanazego Kirchera , sławnego podówczas polyhistora , który także na później został jego przy- 
jacielem i stałym korespondentem.') W czasie tych podróży nie zaniedbywał Heweliusz żad- 
nej sposobności, jeżeli ona się tylko nastręczała, obserwowania zjawisk niebieskich. Tak, wy- 
jechawszy z domu w pierwszych dniach czerwca 1630, obserwował już dnia 29 t. m. zakrycie 
Saturna przez księżyc, gdy okręt go wiozący, znajdował się w pobliżu wyspy Huenna (Hwen) 
na archipelagu duńskim.*) Dnia 10 listopada tegoż roku, znajdując siewLejdzie, obserwował 
zaćmienie księżyca , później także w Loudj^nie i Paryżu kilka częściowych zaćmień słonecz- 
nych itp. 

Opuszczając Francyję, miał Heweliusz zamiar zajrzeć do Włoch, aby tu zapoznać się 
ze sławnym po wsze czasy z swych odkryć astronomicznych Galileuszem, jakoteż z jezuitą 
Krzysztofem Sclieinerem, niemcem osiedlonym pod ten czas w Rzymie, człowiekiem bardzo 
cz}Tinym i uczonym a przeciwnikiem Galileusza z powodu jego popierania i rozszerzania sys- 
temu Kopernikowego. ^) Od tego atoli zamiaru odstąpić Heweliusz musiał , bo rodzice strapieni 
i znękani śmiercią kilkorga dzieci , zapragnęli T;\idzieć go przy sobie. Bracia powymierali (trzeci 
i ostatni umarł juź w. r. 1630), a ojciec, będąc w podeszłym wieku, nie był jiiż w stanie za- 
rządzać interesami i majątkiem rodziny, i kierować rozległym browarem, własnością jego bę- 
dącym. Obróciwszy więc swą di-ogę na Szwajcaryję i Niemcy, po czteroletniej uiebytności tj. 
w r. 1634 powi-ócił Heweliusz do Gdańska, którego już potem, wyjąwszy krótkich wycieczek 
do Królewca i Malborga, do śmierci nie opuszczah 

Po powrocie do miasta rodzinnego, chcąc dogodzić życzeniom ojca, oddał się studyjom 
praw i iu'ządzeń miejskich, a prócz tego dopomagał ojcu w zajęciach jego i prowadzeniu piwo- 
warstwa. W rok potem, tj. dnia 21 maja 1635, a więc mając 24 lat, poślubił Katarzynę 
Rebeszken, córkę Jana. bogatego kupca i przemysłowca w Gdańsku, z któregoto małżeństwa 
dzieci żadnych nie było. 

Ponowne zbliżenie się do swego nauczyciela i przyjaciela a zapalonego zwolennika Astro- 
nomii, Piotra Criigera, z jednej strony, z drugiej zaś pozbycie się zajęć i kłopotów domowych 
w ręce gospodarnej żony,^) ułatwiły Heweliuszowi podjęcie na nowo obserwacyj asti'onomicznych,*) 
które wraz z Criigerem i jego narzędziami robił. Do zupełnego odtąd oddania się astronomii, 



^) Wspomina o tej przyjaźni sam Kircher w postscriptum listu pisanego do Stanisława Lnbienieckiego, autora 
dzieła p. t. „TTieatriim cometicum,'^ powiada tam bowiem: „Salutevi quoque officiosissime conferas Inclyło Hevelio, 
quem antę 32 circiter annos Avenione amicum hahui officiosissimum etc." (Theatri comet. Pars j^rior pag. 755). 

-) Zjawisko to widział poraź drugi Heweliusz dopiero w r. 1661, o czem dowiadujemy się z listu jego pisanego 
19 czerwca 1671 do Henryka Oldenburga, sekretarza Twa naukowego londyńskiego. Pisze on tam: „Ego, ąuantum 
memini, his tantum si liujus anni obsewationem ewcijńas , intrą 41 annos, Sałurnum a Luna tectum vidi: Anno 
nimirum 1630^ die 29 Junii, vesp. hor. 11. cum in freto Danico circa itisulam Huennam versarer ; Rursus 
Anno 1661 die 3 augusti hic Dantisci hora l.oS.^SO." vesp." 

") Napisał on i wydał w r. 1651 dzieło p. t. „Prodromus pro sole mobili et terra stabili contra Galileum 
de Galileis'^ (Montucla ,,Hist. des math. II." pag. 300). 

*) Niektórzy biografowie utrzymują, jakoby pierwsza żona Heweliusza przez 24 lat ciągle chora leżała, a on sam 
musiał o całym domu i gospodarstwie pamiętać. (Reisen des Bernoulli, część 1, pag. 239). Sprzeciwiają się temu słowa 
samego Heveliusza, który pisze {Mach. coel. PCLrs I. praef. pg. 43)': „occupationibus potissimum domesticis singulari 
sollicitudine , atąue dębiła cura clarissimae consortis, pro voto mihi exemptis, aliquanto liberius rebus coelestihus 
invigilandi dabatur occąsio." 

') Nieprawdą jest, jakoby rodzice gwałtem Heweliusza odciągali od matematyki i astronomii, uważając to tylko 
za kaleudarską sztukę. Z własnych słów jego („Machinae coelestis , Pars prior etc." praef. pag. 40) wynika, 
że owszem tę chęć w nim wspomagali. Wprawdzie po powrocie z podróży do domu, za radą przyjaciół zrobił przerwę 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELICSZA. 27 

skłonił g'0 umierający Criiger, który wymógł ii;i nim uroczystf przyrzeczenie, że będzie obser- 
wował nadcliodzące dnia 1 czerwca Ui3J) r. zaćmienie słońca, kt<)rego już Criiger nie spodzie- 
wał się doczekać. „Zaklinam cię na miłość moje ku tobie, mówił doń leżąc już na łożu 
śmiertclnem, „abyś tę obserwacyję zrobił, i Astronomii potem staranniej się poświęcił; nie 
będziesz tego żałował, bo nie tylko ta nauka czcigodna sama przez się, ale wyjdzie to na 
pożytek umiejętności i na sławę twego miasta rodzinnego."') I rzeczywiście też dotrzymał da- 
nej obietnicy Heweliusz swemu mistrzowi, bo nie tylko obserwował to zaćmienie na pociechę 
zmarłego w 5 dni potem Criigera, ale także całego siebie poświęcił odtąd Astronomii. 

Nie zaniedbywał wszakże ani się usuwał nigdy Heweliusz od spełniania obowiązków 
obywatelskich , do których go i wychowanie i stanowisko w mieście , jako zamożnego miesz- 
czanina, wzyAvały. Już w r. 1636 wstąpił do towarzystwa piwowarów^, w Gdańsku siedzibę 
swą mającego, i na zawsze czyimym pozostał jego członkiem , zwłaszcza gdy oddziedziczywszy 
po ojcu browar, wielkie w nim znajdował dla siebie źródło dochodów, ktijre wszystkie niemal 
szły na jego przyrządy i urządzenia naukowe jakoteż kosztowne wydawnictwa. Jako obeznany 
z prawem, zo.stał w r. 1641 zamianowany członkiem trybunału sądowego na Starem mieście, 
później zaś członkiem Rady miejskiej , czyli tak zwanym tu konsulem ; w tejże Radzie zasiadał 
10 razy jako prezydent, a sześć razy jako sędzia. Urzędy te publiczne przysparzały mu trochę 
dochod(iw, których tak bardzo potrzebował. Jako radca i sędzia miejski pobierał przez 36 lat 
z publicznej kasy płacę wynoszącą .500 talarów, — głównem jednak źródłem jego dochodów 
był majątek po rodzicach oddziedziczony, a składający się z browaru, 7-miu domów i stadniny, 
jaką w pobliżu miasta , koło t. z. Oliwskiej bramy utrzymywał. Prócz tych dochodów^ pobie- 
rał, jak zaraz o tem obszerniej powiemy, pensyje i prezenta od monarchów i książąt, zwłaszcza 
zaś od królów polskich. 

Mając byt materyjalny zapewniony, a prócz tego i stanowisko poważne między obywa- 
telstwem wyrobione, przez ożenienie pozbywszy się drobnych trosk i kłopotów gospodarczych, 
wziął się Heweliusz do spełnienia ostatniej prośby swego ukochanego a nie żyjącego już nau- 
czyciela. A początek już sam spełnienia tego zamiaru i prośby na ówczesne czasy był bardzo 
trudny, wstęp do świątyni Uranii kolcami najeżony ! Trzeba było samemu o wszystkiem po- 
myśleć i wszystko stworzyć, począwszy od miejscowości, którą na obserwatoryjum posiadać 
i urządzić należało, kończąc na narzędziach, których, chociażby potrzebne na to fundusze 
w własnej Heweliusza znalazły się kiesie, kupić nie można było. Na urządzenie obserwatory- 
jum znalazł nie ustępujący przed przeciwnościami i przeszkodami Heweliusz, miejsce na dachach 
szczęśliwie ku temu miedzy innemi budynkami położonych domów swoich własnych, gdzie od- 
powiednio do widzianych za granicą wzorów takowe sobie przysposobił; na sprawienie zaś, 
a właściwie stworzenie sobie narzędzi , znalazł u siebie w tokarstwo, szlifowanie szkła i inne me- 
chaniczne prace , w latach młodzieńczych wprawioną rękę i zmysł. A zabrawszy się raz do 



w astronomicznych zajęciach , aby się poznać z obowiązkami obywatelskiemi , ale to nie na długo. Usprawiedliwia 
się on sam z tego, pisząc tamże: „Reversus feliciter rursus in Patriam , bene perspexi, quod is, qui honesłe ac 
eommode vitam cum siiis diicere satagat , animuni alio, qiiam ad nuddm Maihesin conferre necessum habeąt. 
Quam ob rem suadentibus amicis et praesertim honorandis Parentibłis — Commercium illud Uranicum, per 
temporis aliquod intervaUnin nonnihil suspendi; totus in eo incumbens, ut hic Gedani ad ea negotia , et guidem 
clviUa animum applicarem , prout optimis parentibiis considitim ridebatur, guibus possem vitam colere et hone- 
stam et salutarem, guibtis res ineae proficerent, minime vero deficerent, quo sic, cum Deo, liceat, rebus ita 
meis oeconomicis ex parte prospectis, etiam Astronomiae postmodum nonnullis subvenire, ejusąue operas aliguando 
proclimis ewpedire.'^ 

') J. Hetelii „Machinae coelestis Pars prior etc." pag. 40. .^ 



28 DR. D. WIERZBICKI. 

pracy, którą sobie za cel życia obrał , nie ustał już w niej ani na chwilę aż po jego lioniec. 
To też życie to popłynęło spoliojnym Icorytem, bo trzymając się zdała od wszełlsicli politycz- 
nych spraw, i nie biorąc na swe barlii żadnych publicznych ciężarów, lit<5rymby podołać nie 
mógł, lub też któreby go od jego głównego celu odwodziły, i poza pracą w swojem obserwa- 
toiyjum obracając się tylko w skromnym zakresie poruczonych mu obowiązków obywatelskich 
rodzinnego miasta, pozostał wolen od ciężldch zawodów, któremi życie kilku wielkich ludzi w owych 
czasach złamauem zostało. W cichej pracy na polu nauki schodziły mu odtąd lata i lat dzie- 
siątki, a schodziły z zadowoleniem wewnętrznem, bo gdy wkrótce jej obfite owoce poznane 
zostały w świecie naukowym, nie zabrakło mu na dowodach uznania, słowach zachęty i uwiel- 
bienia. 

Już pierwsze przez Heweliusza wydane dzieło w r. 1647, traktujące o księżycu, wi- 
doczny dla każdego wynik kilkoletniej pracy, mozołów i bezsennie spędzonych nocy, jakoteż 
szybko po sobie idące publikacyje innych prac astronomicznych, stosunkowo dość prędko imie- 
uiowi i siedzibie jego wyrobiły sławę w całej Europie. Uczeni, ambassadorowie a nawet ksią- 
żęta, ciekawością wiedzeni, zwiedzali jego wspaniałe obserwator}"jum , i jednogłośnie wyrażali 
»wój podziw nad zapałem jego do Astronomii. W roku 1660 dnia 29 stycznia odwiedził go ') 
król Jan Kazimierz wraz z żoną swoją Maryją Ludwiką Gonzaga, przy sposobności zawarcia 
pokoju między Polską a Szwecyją , który spisany został w klasztorze Oliwa -) niedaleko Gdań- 
ska. Korzystając z tych odwiedzin Heweliusz, wyprosił sobie pozwolenie u króla na założenie 
własnej drukarni, i miał się wywdzięczyć jak opowiadają,^) królowi za tę wielką przysługę, 
podarunkiem zegaru pendułowego, który jakoby on miał sam skonstruować nie znając jeszcze 
w tej mierze wynalazku Huyghensa,*) — w którą to okoliczność trochę trudno u^łierzyć,*) 
znając zasób narzędzi i instramentów przezeń używanych. Zresztą nie ma o tem żadnej wzmianki 
w liście pisanym przez jednego obecnego przy tej wizycie, ze świty Jana Kazimierza, do swego 
prz}-jaciela w Paryżu, a w którym on opowiada, że Heweliusz pokazywał królowi lunety „ijres- 
que aussi grosses que la cicisse^ i „si le ciel eust ete j)lus serain, U lui eusł faił voir les eminences, 
les vallons , le solicie et le liąuide clu glohe de la Lunę." ^) 

W rok. po tej wizycie królewskiej, tj. 15 marca 1661 zawitał w gościnę do Heweliusza 
przyjaciel jego, w r. 1631 w Paryżu poznany, Ismael Boulliau. '') Odbył on tę podróż z Pa- 
ryża do Gdańska, aby odnowić związki przyjaźni z naszym astronomem, i aby przytem za- 
poznać się z narzędziami i metodami obserwacyjnemi przezeń używanemi. Przyjęty nader go- 



') Westphal „Stiidien, Leben etc." pag. 22. 

*) Sławne i bogate opactwo Cystersów, ufundowane w r. 1170 przez księcia Subislawa, z bogatym również 
kościołem należącym do gdańskiego dekanatu, a zabranj^m na rzecz luteranów po okupacyi. Należało doń kilka 
kaplic okolicznych. Tu składali w r. 158G Gdańszczanie Zygmuntowi III swój hołd poddaństwa. 

^) Westphal „Leben, Studien etc." pag. 22. 

*) Chrystyan Huyghens po raz pierwszy opisał swój wynalazek zegaru pendułowego w r. 1658 w rozprawie 
p. t. „Horologium ," później zaś a obszerniej w innej p. t. „Horologium oscillatorium" w r. 1673 w Paryżu wydanej. 

*) Prawdopodobnie pomieszano tu sprawę z darem, jaki otrzymała królowa w r. 1676 od cechów rzemieślniczych, 
gdy podówczas dla poratowania zdrowia do Gdańska przybyła; był to właśnie kupiony przez nich za 500 Zł. piękny 
zegar w formie krzyża. (Słownik geogr. król. pols. II, 520^. 

*) Zach „Monatl. Corresp. 1803" pag. 40. W całości list -ten podany jest w Olhofta ^Excerpta ex litteris 
etc.^ pag. 06. 

') Ismael Boulliau albo Bullialdus urodził się 1605 w Loudon z familii wyznania kalwińskiego; przeszedł później 
na katolicyzm i umarł 1694 w opactwie S. Wiktora w Paryżu. Prawnik, teolog, matematyk, astronom i bardzo 
zdolny hellenista, robił wiele naukowych podróży do Włoch, Niemiec i Polski. Jest on między innemi autorem 
dzieł: „Astronomia Philolaica etc.'"' i ^Opus novum ad Arithmeticam infinitomm." 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWKLIU8ZA. 29 

ściiiiiic W (loimi Heweliuszowym, przebył tu parę miesięcy, w ciągu kt()rycli obserwował wraz 
z iiiiii zarinienie słoneczne 30 marca 1G61, jak również przejście Merkurego 3 maja t. r. Nie- 
kt()rycli szczegółów o prywatnem życiu łlewelinsza pod owe czasy, dowiadujemy się z listu 
Jana I*>nesta Sclimiedena konsula gdańskiego, pisanego do IJiillialda jnż po śmierci Heweliusza, 
i wydrukowanego w jcdnem z jego ))ośnuertnycli dzieł. 'j Według niego zwykłe towarzystwo 
Heweliusza składali: ojciec tegoż Schmicdena, a ówczesny prezydent Senatu, syndyk Fabrycy- 
jusz, ławnilc Belim, znany w 17 wieku z różnych doświadczeń chemiczny cli i anatomicznych, 
wreszcie duchowny Dilger. Zgromadzali się oni wszyscy codziennie w domu astronoma i tu 
spędzali wieczory na dysputach i rozmowach naukowych; aby zaś uniknąć wszelkich drażliwych 
kwestyj , zabronionem tam było wprowadzać rozmowy innej treści, prócz o astronomii i historyi. 
W tem to kółku poważnem przebywał ciągle w czasie swego pobytu w Gdaiisku także i Bul- 
lialdus , a swoim rozsądkiem i rozległą wiedzą zyskał sobie wielką u niego sympatyję , z której 
potem powstała przyjaźń , przez długie lata w korespondencyjach wzajemnych utrzymywana. 

Nic dziw-nego, że gdyby nie łaska i opieka panujących współczesnych , którzy Heweli- 
usza materyjalnie wspierali, nie byłby może cały jego majątek starczył na kosztowne wydaw- 
nictwa, jalcie z pod jego ręki wychodziły. Heweliusz przyjmował dary monarchów obcych dla 
dobra nauki, chociaż o nie wcale nie żebrał, czego się domyśleć można z początkowych słów 
listu pisanego doń 21 czerwca 1663 przez Colberta ministra Ludwika XIV, donoszącego mu 
o prz}'jęciu go na listę uczonych cudzoziemców, pobierających zasiłki od rządu francuskiego. *) 
Jak wielką była ta pensyja, nie wiadomo, gdyż listy Colberta, ogłoszone przez Olhotfa, nie 
podają cyfry. Według twierdzenia rodziny Heweliusza wynosiła ona 1000 talarów.') W latach 
1664, 65, 67, 68, 69 i 1671 otrzymywał on od Colberta wesle na tę pensyję ze wzmianką: 
„la meme gratificatton , — grątification ordinaire, — gratification queUe S. M. a accoutnine de 
vous donner tom les ans," nie dochodziły one go jednak corocznie, a nawet po r. 1671 nastą- 
piła dłuższa przerwa, i nowe listy Colberta znajdujemy dopiero w r. 1679 i 1681. W pierw- 
szym przeseła ten minister Heweliuszowi nadzwyczajny prezent z powodu poniesionych strat 
i szkód w pożarze, o którym później mówić będziemy, w drugim zaś uniewinnia się, dlaczego 
pensyja długo zalegała. Że pensyja ta, aczkolwiek co do sumy niepewna, musiała być przy- 
zwoita, łatwo pojąć zważywszy, że Ludwik XIV obzierając się za przydomkiem „Wielkiego'"*), 
próżny i pochwał szukający, nie byłby bagatelą sprawy tej zbywał, co nawet stwierdza ogól- 
nikowo Heweliusz w dedykacyjach dzieł swoich Ludwikowi XIV, podnosząc tamże jego wspa- 
niałomyślność i hojność. Prócz swych dedykacyj , przesłał Heweliusz Ludwikowi XIV wszystkie 
swoje publikowane dzieła, a nawet wywdzięczając się Cołbertowi za jego pośrednictwo, dedy- 
kował mu dzieło „Prodromus Cometicus" wydane w r. 1665. 



') Joh. Hevelii „Prodromus Astronomiae etc.'-'' 

') List ten według Olhoffa „Excerpta ex litteris etc.'^ brzmi w całości: „A Monsieur, Monsieicr Heyelius. 
Monsieur! 8i votis connois.iez vostre propre viente, vous ne devez point estre surpris, de recevoir une grati- 
fication de la part du Roy, qui desirant faire fleuris les sciences, honore d'une estime partictdiere tous ceux, 
qxii les cidtivent heuresement: Comme vostre repiitation est venue jus^iCa sa Mte, et qu'elle sait les progres, 
que voi(s j-aites , dans I' Astronomie , Elle m'a commande, de vous envoyer la lettre de change, qui accompagne, 
et de vo7(s asseurer en mesme temps , de sa protection et de sa hieiweillance ; Je m'acqtiite de cet ordre avec 
heaucoup dejoye, et je souhaite, qu'a l'advenir, ii se presente d'autres occasions , ou je puisse vous tesmoigner, 
que je suis , Vostre tres humble et tres affectionne Sewiteur Colbert.'^ 

^) Westplial jjLeben, Studien etc." 

*) Lengnich „Hevelius oder Anekdoten etc." 



30 DK. D. WIERZBICKI. 

Ale daleko więcej , niż poprzedni , świadczył naszemu astronomowi łask i dobrodziejstw 
Jan Sobieski, poznawszy osobiście jego wartość. W ostatnich dniach lipca r. 1677 król zawi- 
tawszy wraz z królową Maiyją do Gdańska, i tu przez dłuższy czas przebywając, ') odwiedzał 
często Heweliusza w jego obserwatoryjum, i zabawiał się z nim całemi godzinami obserwowa- 
niem nieba,-) a nawet sam robił obserwacyje, o czem Heweliusz w przedmowie do jednego 
z późniejszych swych dzieł wspomina. ') Celem zachęcenia go do dalszych badań i poszukiwań, 
a przytem wj-rozumiawszy na miejscu wielkie potrzeby i wydatki jego na te cele łożone, de- 
kretem z dnia 21 października 1677 wyznaczył mu 1000 Zł. dożywotniej pensyi,*) zaś dekre- 



') W czasie tego pobytu w Gdańsku urodził się królowi drugi syn Aleksander, umarł zaś w asysteneyi króla 
będący arcybiskup Jędrzej Olszowski, porobiwszy wielkie legata na kościoły i kaplice gdańskie, a szczególniej na 
tak nazwaną na pamiątkę pobytu tam króla „kaplicę królewską", której fundamenta wówczas położono, a w r. 1685 
konsekrowano. 

') 3. E. Schmidt „Reden etc.'' 

') W dedykacyi królowi dzieła swego p. t. „Muchinae coelestis, Pa.rs posterior etc.'-' pag. 62, mówi Heweliusz 
między innemi: „Quoties Gedanum nostrum es ingressus , totius non solum angiistum meum miisaeiim, sed et 
obsctii iores speculąs meas ura7ucas et supellectiłem instrumentariam faventissimis oculis perlustrare, et regiat 
Tuae Majestatis splendidissimis et corritscantibus radiis illustrare et condecorare non es dedignatus. Qiiid'? giiod 
non semel ipsis sidernm ohsewationibus et contemplationibus tam łelescopiis, ąuarn aliis organis asłronomicis per- 
agendis per horas integras non tantum interesse. sed Tuismet etiam regiis oculis mirabiles planetarum facies 
eorumąue macidas, fascies et comites contemplari , variisque de rebus aethereis sermones mecum reciprocare Tibi 
clementissime placuerit." Nieco dalej mówi tamże: „Praeter omne meum meritum , Regali Tua gratia, Protectione, 
immo Heroica etiam Magnificentia me dignum judicasti etc." — a dalej znów: ^In humillimi et grątissimi — 
animi mei — pro tot, ac tantis profusissimae Regiae Gratiae significationibus , monumentum,, Sacratissimae 
Tuae Majestatis Augustissimo Nomini (Opusculum hocce Sidereum) jurę optimo dicavi ac consecrayi." 

*) Prawdopodobnem jest, że H welicsz nie lubił o swych interesach finansowych z rodziną swoją rozprawiać, 
Lengnich bowiem powiada (Hevelius oder Anekdoten etc," Dritter Brief), że dzieci Heweliusza nic o zasiłkach 
odbieranych od króla Jana III lub Ludwika XIV nie wiedziały, co dziwna, zważywszy, że najstarsza córka jego 
miała już lat 23, gdy ojciec umarł. Autor (Lengnich^ atoli tę sprawę, co do Jana III, jako fakt niezbity konstatuje, 
w papierach bowiem po Wernsdorfie pozostałych znalazł oryginał dokumentu, w którym król w najpochlebuiejszycL 
wyrazach przeznacza Heweliuszowi roczną pensyę 1000 Zł. do śmierci. Brzmi on zaś tak : 

„Joannes Tertius Dei Gratia Rex Poloniae, Magnus Dux Liihnaniąe, Russiae, Prussiae, Masoviae, 
Samogitiae, Kiioviae, Volhyniae, Podoliae, Podlachiae, Livoniae, Smolensciae . Seoeriae, Czernichoviaeque. 

Signijicamus praesentibus Literis Nostris , guorum interest Universis et Singiilis Praesertim tero Commi- 
sario Portorii Nostri Gedanensis nunc et pro tempore existenti, ad notitiam deducimus. Celeberrimus aevi 
Nostri Astrologus et Mathematicus , quem totus Europeus veneratur Orbis, et vel ipsa invidia unum sine aemtdo 
esse fateri necessum habet , Excellens Vir -loannes Hevelius adeo sibi Nostrum Regium eximiae doctrinae , et 
snmmae experientiae dotibus devinxit animum. ut ipsi aliguod Regiae munijicentiae Nostrae specimen ultro 
offerendum censuimus , quo aestimationem , ac pretium Divinae arti suae apud Nos esse agnoscat, et experiatur 
Assignamus proinde ipsi de proventibus Portorii Nostri Gedanensis , annuam- Mille Florenorum monetae argenteae 
pensionem: Quam eidem Commissarius Noster Portorii nunc et pro tempore existens, ad Vitae suae tempora qnotan- 
nis pro die prima Mai, numerabit et persolvet, ab imminenti Mensę Maio, in Anno proxime seguenti septtia- 
gesimo octavo incipiens, idgue sine omni controversia, aut recursu ad Nos faciendo. Quietationem tameii 
a praedicto Excellenti Hevelio accipiet , ąuoties ipsi ejtismodi Summam persoherit , quam Nos in recipiendi-s 
Portorii rationibus pro persoluto libenter acceptabimus. In cuius rei Jidem praesentes manu Nostra subscriptas , 
Sigillo Camerae Nostrae communiri mandavimus. Batum Gedani Die uigesima prima Mensis Ocłobris Anno 
Domini Millesimo sexcentesimo septuage^imo septimo Reyni Nostri Anno Quarto, Joannes Rex. (LS) Joannes 
Szumowski Thes. Curiae Regni mppria. Pensio annua lOCHJ fiorenorum. Excellenti mro Joanni Hevelio Astrologo." 
Ponieważ pensyja ta była płynną od 1 maja 1678 r. , czas więc obdarowania nią i wypłaty dowodzi, że 
nie była odszkodowaniem za straty przez Heweliusza poniesione skutkiem pożaru, bo ten dopiero w roku następnym 
się przytrafił, ani też była to nagroda za nazwanie konstelacyi niebieskiej imieniem królewskiem, bo dopiero 
później z wdzięczności dla króla przeniósł Heweliusz herb jego na niebo. 



ŻYWOT 1 DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 31 

teni z 3 Grudnia t. r. uwciliiił yd od wszclkieli podatków płaconych przezeń z browarów, jako- 
tcż dal pozwolenie na sprzedaż piwa wszędzie, nawet poza obrębem miasta. Wdzięczność 
swoją za te wszystkie łaski króla Jana III, kt(>ry jeszcze i wdowie po Heweliuszu a drugiej 
jego żonie, świadczyć icli nie przestawał,') uwidocznił nasz astronom w łmrdzo dobitny sposól), 
bo nic poprzestając na dedykacyi królowi jednego ze swych późniejszych dzieł, przeniósł na 
niebo jego nazwisko, które tara odtąd świeci między gwiazdami, nazwanemi przezeń „Scutum 
Sobiescil'^ „i'zyli Tarczą Sobieskiego ' i świadczy o wapaniałomy-ślności i szlachetności jednego 
z największych królów naszycli. 

Nie brakło Heweliuszowi i na innych dowodach uznania u współczesnych a obcych. Tak 
w r. 1664 Towarzystwo naulcowe królewskie w Londynie na posiedzeniu publicznem dnia 10 
kwietnia t. r. mianowało go jednogłośnie swoim członkiem. -) Z Towarzystwem tem znosił on 
się ciągle, przesełal do „Philosophical TransacHous ," organu tegoż towarzystwa swoje prace, 
dzieła i odkrycia , ') a to za pośrednictwem Henryka Oldenbourga , .sekretarza i pierwszego 
redaktora tego pisma. Nie znając dobrze języka angielskiego, (bo jak wiadomo, przebywał 
w Anglii tylko rok w młodszych latach) żalił się w listacli swoich pisanych do Oldenbourga 
na trudności , jakie mu sprawia czytanie i zrozumienie artykułów w piśmie towarzystwa zamiesz- 
czonych , i proponował, iżby jego rzeczy podawano w języku łacińskim, który pod owe czasy 
był wszędzie w świecie naukowym nżywany. W ogóle był Heweliusz w wielkiej estymie 
u Anglików, i dokładność jego obscr'^^ac)'j wielce była cenioną ; dowodem czego, że gdy później 
zawikłany został w spór naukowy z Hookiem . byłym sekretarzem Towarzystwa powyż rzeczo- 
nego, a to właśnie w kw estyi obserwacyj , Anglicy nie polegając na zdaniu swojego ziomka, 
wysłali jednego z grona Towarzystwa do Gdańska celem naocznego rzeczy zbadania, co tylko 
na korzyść Heweliusza wypadło. O całej tej sprawie w części drugiej obszerniej opowiemy. 

Wśród tych wszystkich honorów i dostojeństw, jakie na Heweliusza niemal zewsząd 
spływały, nie pominęły go kłopoty i nieszczęścia familijne. Po 27 latach pożycia zmarła mu 
10 marca 1662 r. żona, z której nie doczekał się żadnego potomka. Całe gospodarstwo do- 
mowe i troski spadły znów na niego, któremi bardzo nękany i odry^rany od swycli studyjów 
i prac w obserwator\'jum , po roku żałoby, tj. w r. 1663 ożenił się po raz drugi z Elżbietą 
Koopmann, młodą, bo dopiero 16 lat liczącą córką Mikołaja Koopmann, bardzo poważanego 
kupca w Gdańsku. Zona ta powiła mu syna, jak zaś on sam był ucieszony z dziecięcia po 
tyhi latach bezdzietnego pożycia, dowodem imię „Adeodatus", jakie mu dał Heweliusz. Nie 
długo jednak cieszvł się tym synem, bo po roku on mu już umarł, *) i nie dochował się innego 



') Świadczy o tem samaż wdowa po Heweliuszu pozostała, w dedyi?acyi bowiem królowi Janowi III dzieła 
p. t. „Prodromus Astronomiae etc." przez nią po śmierci już męża wydanego, chwali ona hojność króla w słowach, 
z których widocznie nie pochlebstwo, lecz prawda i wdzięczność się przebijają. Mówi ona tam, że niegodziwem 
byłoby zamilczeć, jak Heweliusz po królewsku od Jana III, zwłaszcza po nieszczęśliwym pożarze, zawsze był wspie- 
rany. „Nefas sit involvere silentio, ąuantopere talia molientem Regia Mnnificentia Tua provexenł etc." Sławi 
wyraźnie dalej króla, że niotylko jej męża, lecz także ją swą łaską i hojnością obdarza, której dowodem jest 
właśnie dzieło, które Heweliusz tak bardzo pragnął mieć wydane. 

') Dyplom odpowiedni znajduje się w Olhoffa „Excerpta ex litteris etc." pag. 121. 

^) Spis artykułów Heweliusza w tem piśmie drukowanych podany jest w części 4. 

■*) Jak był zmartwiony niespodziewaną stratą tego pierwszego jedynego syna swego, dowodem słowa, jakie 
o tem pisze do Lubienieckiego (Theatr. Comet. P. I. pag. 403) dnia 5 września 1665 r. : Veniam dabis inaximo 
meo moerori atque dolori, queni nuper ob praematuiiim et insperatttm charissimi ac unici filioli mei ohitum 
percepi, qnod tardius, — ad 2 was — respondeam." 



32 DK. D. WIERZBICKI. 

spadkobiercy swojego imienia , prócz trzech córek : Katarzyny Elżbiety, Julianny Renaty i Flory 
Konstaneyi , ') z których potomstwo po Heweliuszu przynajmniej po kądzieli pozostało. 

Najboleśniejszym w życiu Heweliusza, o ile sądzić o tem można z własnych jego stów 
i opisów, był rok 1679, w którym nieszczęście najmniej spodziewane i niezwykłe go nawiedziło. 
Dnia 26 września wybuchł o godzinie 9 wieczorem pożar, podłożony -) z zemsty przez jednego 
z domowników, i to w czasie, gdy Heweliusza ani w domu, ani w mieście nie było, przeby- 
wał bowiem chwilowo w posiadłości swojej na wsi. Wszystkie 7 domów jego, wraz z całem 
ich urządzeniem, zasobami, a nawet pieniędzmi, co zaś ważniejsze i boleśniejsze dla niego 
było, całe obserwatoryjum , to jego najszczytniejsze i najbardziej cenione bogactwo, z wszyst- 
kiemi przyrządami , biblioteką , drukarnią , warsztatem rytowniczym , z całym niemal zapasem 
dzieł jego na składzie jeszcze leżących, poszły z dymem w ciągu jednej nocy. Uratowane 
zostały od ognia szczęśliwie tylko rękopisy Keplera, które przypadkowo były w posiadaniu 
Heweliusza , wielki zbiór jego własnych korespondencyj , klisze miedziorytnicze z dzieł poprzed- 
nio przezeń wydanych , wreszcie niektóre prace do druku dopiero przygotowane , a między niemi 
niedokończony katalog gwiazd. 

Nieszczęście to bardzo przygniotło Heweliusza, stojącego już niemal nad grobem. W kil- 
ku godzinach stracił wszystko co miał, owoc pracy całego życia; znalazł się nagle bez dachu 
własnego, bez swego ukochanego obserwatoryjum, oderwany od swycli ulubionych zati-udnień i obser- 
wacyj , i zagrożony materyjalną ruiną. Straty, jakie poniósł , obliczono na przeszło 30 tysięcy 
talarów. Sam powiada , ^) że nie byłoby nic dziwnego, gdyby z przestrachu , trosk i zgiyzoty 
życiem tę klęskę przypłacił, a Bogu tylko zawdzięcza, że ż}^e i zdrów, i że ma nadzieję wró- 
cić jeszcze do swych prac. „Muszę znieść," mówi do swojego pastora, który z słowami po- 
ciechy do niego przyszedł „co Bóg zesłał na mnie za grzechy moje,"*) i rzeczywiście zniósł 
ten cios z pokorą i wytrwałością, godną wielkiego i nieustraszonego ducha. A bólu przyspa- 
rzali mu przyjaciele, o których powiada:^) miałem wprawdzie przyjaciół (a Bóg niecli zachowa 



') Pierwsza z nich urodziła się w r. 1666, druga w r. 1668, zaś Konstancya w r. 1672. Wnuków Heweliusz 
się nie doczekał, bo wszystkie córki wyszły za mąż dopiero po jego śmierci, a mianowicie Ivatarzynę poślubił w r. 
1696 radca Ernest Lange, Juliannę Dietrich Maciej Henriclison, nadleśniczy króla polskiego na wyspie Nehring, wreszcie 
najmłodszą Konstancyję poślubił w r. 1694 radca i obywatel w Gdańsku, Karol Adolf Ferber (Leugnich,, HeveUus eic") 
Z córek tych pozostało liczne potomstwo, które idąc również po kądzieli, było obecnem jeszcze przed 100 laty na 
pamiątkowej uroczystości śmierci swego praojca. 

^) Według historyi Gdańska, napisanej i wydanej w r. 1688 przez Grzegorza Curicke'go („Der Stadł Danzig, 
Hisłońsche Beschreibung etc") wypadałoby, że ogień do domów Heweliusza dostał się z dalszych części palącego 
się Starego Miasta; to atoli sprzeciwia się słowom samego Heweliusza, który w przedmowie do ,^Anmis CUviactericus" 
mówi (pag. 2): Nam, cum die 26 Septembris st. n. ejtisdem dicti anni immane et atrocissimum illud inforttinium, 
ex proposito et summa malitia bipedum neg^dssimi cujusdam hominis, et qiddem, mci famtdi miki acciderit, 
ut nefandis ignibus (id quod privato cuidam sicuti miJii, ea ratione, guantum sciam, hciud unguavi forte 
obtigit) aedes meas numero septem, cum omnibus meis in iis existentibus rebus , mtmmis, auro, argento, omnigue 
prorsus supellectile , TypogrąpliUs, magna parte Bibliothecac, omnibusgue Operibus, ab Anno 1647 ad Annum 
1679 sumptibus meis editis, cum pretiosissima mea Urania, Specula, cunctisąue Organis, tam Astronomicis, 
quam Opticis, in Machinae meae Coelestis Parte Priori descriptis, ac delineatis, alia guamplurima pretiosa 
ut modo taceam, penitus perdiderim; atgue ita unius , aut alteruis lioridae spatio, omnibus f erę meis substantiis, 
et facultatibus exutus omnino fuerim , facile, mi Lector, colligere datur, guomodo talis insperattis, suhitaneus, 
horrendtis ac tristissimus casus, aliąuem etiam longe animosiorem prosternere. circulosque ejus omnimode con- 
turbare valeat." 

') „Anmis Climactericiis" pg. 3 i 105. 

■•) Bartha, Mowa pogrzebowa pg. 39. 

*) „Annus Climactericus" pg. 105. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 33 

każdego dobrego człowieka od takicli iir/,\jaci('>ł), ale kt()rzy zamiast boleć ze mną, ricszyli 
się z mego nieszczęścia. Lecz Uóg mię nie opuści." Bo też nietylko cieszyli się ci przyja- 
ciele ale i korzystali z jego nieszczęścia, ') widząc starca zanurzonego w pracy i płaczącego 
tylko nad swojem obserwatoryjum , — lub wreszcie co ohydniejsze, szerz} li niegodne dziwy 
i baje o przyczynach pożaru, kt(')remi go jeszcze i poza grol)em raczyli. Wobec bowiem sze- 
roko jeszcze wówczas rozpowszcclmionej wiary w astrf)logiją, a identyfikującej astronomiję ze 
sztuką wieszczbiarstwa , nie trudnem było rozszerzyć pogłoski złośliwe i wmówić takowe 
w łatwowierzących , że Heweliusz sam wzniecił pożar, a to, aby się jakaś rzekoma przepowied- 
nia jego w tej mierze spełniła; inni znów twierdzili, że uczynił to, aby się zrzucić z obietnicy 
napisania jakiegoś zapowiedzianego przezeń dzieła, — wszyscy zaś godzili się na to, że o ma- 
jącym nastąpić pożarze wiedział z gwiazd już kilka tygodni przedtem. Cliciano w ogóle , zwłasz- 
cza po śmierci naszego astronoma, wmówić w świat, że zajmował się astrologiją. Na jedne 
atoli z tych zarzutów wystarczy odwołać się na powyż cytowane słowa samego Heweliusza, 
zasługujące przecież na wiarę, bo znamy jego nieskazitelne i dalekie od szalbierstwa życie, 
a w których on powiada , że ogień był niespodziewany, i co więcej , że publicznie w dziele 
swojem oskarża on służącego swego o wzniecenie pożaru. Na drugie zaś usiłujące dopatrzeć 
się w nim astrologa , wystarczy znów, prócz świadectw współczesnych , *j czytać przedmowę 
jego p. t. „de astrologia judiciaria'^ do dzieła „31aclihiae Coelesłis 7" (pag. 19), gdzie wyraźnie 
przeciw wieszczom tego rodzaju i praktykowanemu przez nich stawianiu lioroskopów się oświad- 
cza, — a przynajmniej wystarczy wiedzieć, że jeżeli zupełnie nie odrzucał astrologii, niewiele 
jednak o niej sądził, i z lekceważeniem się o niej wyrażał, ^j Zresztą, zupełny u niego brak 
poetycznego zmysłu , niezbędny w tej sztuce , chronił go od próbowania sił swoich na tem polu, 
a stosunki jego majątkowe nie zmuszały go nigdy, tak jak nieszczęśliwego Keplera, do szu- 
kania ua tej drodze kawałka chleba, lub dobijania się imienia, które bez tego podówczas wszę- 
dzie było znanem.*) 



') LeDgnich opowiada, że gdy po pożarze zawaliła się na stronę sąsiada ściana jednego z jogo spalonych 
domów, przy której stała szafa ze znacznym zasobem kosztowności i naczyń srebrnyołi, sąsiad pozbierawszy takowe, 
zaprzeczył mu zwrotu rzeczy na swym gruncie znalezionycli . a poczciwy staizec przesłał mu w odpowiedzi na to 
życzenia szczęśliwego icli posiadania. 

'j Bartłi w swojej mowie pogrzebowej (pag. 38) mówi: ^Ja in dem Fali ist Er (tj. Hevelius) mehr zu preisen 
ais Tycho, weil dieser auff das Weissagen aus dem Himmels-Layffe viel gegeben, Er aber gantz nicht davon 
gehalten, und sich also niemahlen vor einen Prophettn ausgegeben hat." A dalej : „Denn er wusłe wol , dass diese 
Kunst, wenn sie gar zu ahergliiubig geliebet wird, zuwider lauffe dem Gesetze Gołtes, den giiten Creaturen, 
den Sternen selbst , dem Gemeinen Besten, vnd einzelnen Menschen, ja auch selbst den ungluckseeligen Astro- 
logis. Wenn Aeschylus und Stoejlerus nicht vorwitzig gewesen wciren in Erforsi-himg ikres Lebens — Zieles, so 
mochten sie vielleickt nicht so umbkommen seyn, ais sie umbkommen sind. Wdre Tycho nicht vorwitzig gewesen 
in Erforschung seines Ungliicks , so wdre er vieUeicht nicht umb seine halbe Nase kommen. ZJnser kluger HeiT 
Hevelius wusłe gar lool, dass den Menschen zioar geboten tcdre, an den Werken des Horhsten seine Weissheit 
und Allmacht zu erlernen, aber {hm gar nicht zugelassen sey,Zin die innere Kummern der Alhcissenheit Gottes 
vorwitzig hinein zu sehen. Darumb gieng Er, so weit Ihn Gottos Wort leitete , gpdachte unter andern, Sapiens 
dominabitur Astris , ein kluger loird iibcr die Słerne herrscheń; und fiihr wol dabi>y." 

') W dziele swojem„ Cometographia" (pag. 718) mówi: „Universam guideni Astrologiom non prorsus contemno 
ac rejicio; sed tamen ei etiam tantum, ąuantum a plurimis consuetum est, non attribuo, nec fundamentis ejus 
adeo firmiter insisto. Quippe rałiones illae, guibus Astrologi res suas adstruere conantur, haud mihi satis- 
faciunt, scrupulumgue omnem removent." 

*) Długo jeszcze te baje tułały się po świecie. Lengnich opowiada (pag. 41) rzecz zasłyszaną przezeń osobiście 
od pani Davisson , wnuczki Heweliusza, że Piotr Wielki będąc w Gdańska w r. 1716, pytał się Lange'go zięcia 
Heweliusza, ćzy to prawda, że jego teść ów wielki pożar naprzód przepowiedział? Na co tenże miał odpowiedzieć, 

Wydz. filozof. -histor. T. VU. 5 



34 DE. D. WIERZBICKI. 

Po pożarze, porachowawszy się z swojemi silami, nie opuścił rąk Heweliusz. Eześki 
jeszcze i krzepki na umyśle i ciele starzec, który od 38-go roku życia swego choroby nie 
zaznał, pragnąc do końca doprowadzić pozaczynane swoje prace, od których go t}'lko nie- 
szczęście powyżej opisane odciągnąć mogło, nie zapragnął wcale dobrze zasłużonego spoczynku, 
lecz wziąwszy się energicznie do odbudowy swoich domów, myślał przedewszystkiem o wskrze- 
szeniu z popiołów swego obserwatoryjum. Do tego ostatniego celu dopomogła mu hojność 
Ludwika Xr\"-go, ') zasiłki, jakie podostawał z Anglii, Holandyi, a przedewszystkiem z wielką 
wspaniałomyślnością udzielona mu subwencyja przez Jana Sobieskiego. ^) Aby mu wszelkiemi 
możliwemi sposobami przyjść w pomoc, wojewoda ówczesny pomorski wyrobił mu uwolnienie 
od opłaty akcyzy od słodu do jego browaru przywożonego, uzasadniwszy w sejmie gorącemi 
słowy zasługi jego dla miasta i kraju, i wspomniawszy, że nawet król i królowa bardzo nad 
stratami Heweliusza , które kraj cały obchodzić powinny, ubolewają. ^) Tak więc skrzepiony 
materyjałnie Heweliusz, a co więcej zewsząd do kontynuowania swych prac zachęcany moral- 
nie przez książąt i króla, których jak sam powiada,*) słuchać jest obowiązany, tudzież przez naj- 
znakomitszych uczonych a przyjaciół swoich, posprawiał sobie i sam sporządził w krótkim 
czasie nowe a iiajniezbędniejsze przyrządy, i zasiadł znów niebawem do swej ulubionej pracy. 
Widzimy go bowiem obserwującego już kometę w roku 1680, w styczniu 1681 okkultacyje 
gwiazd, a od sierpnia 1682 prowadzącego już nowe spostrzeżenia na odbudowanem obserwato- 
ryjum. 

Tak więc, rozpoczął Heweliusz jakby drugą epokę życia swojego, która atoli niedługo 
już trwać miała. Na gruzach wygodnej i obszernej da'0'niejszej swej spostrzegalni , urządziwszy 
sobie nową skromniejszą, zasiadł w niej do pracy starzec przeszło 70-letni, z młodocianym 
jeszcze zapałem i zamiłowaniem. To też jeszcze teraz, w tym czci i spoczynku godnym wieku 
zasila on swemi pracami i obserwacyjami zagraniczne pisma, jak „Acta Eruditorunr'- i „Philo- 
sophical Transactions ;" ') prowadzi dalej pracę nad katalogiem gwiazd, rozpoczętą jeszcze w r. 
1641, którą wraz z nowemi kartami niebieskiemi i nową kulą niebieską, wydać zamierzał; roz- 
poczyna druk kilka dzieł nowych, z których jednak tylko jedno („Anmis climacteńcus'^) jesz- 
cze za życia jego w r. 1685 miało się pojawić, bo do spełnienia ostatnich pragnień i zamia- 
rów siły ciała już mu nie dopisały. Zgryzoty lat ostatnich, do których i usiłowania podkopania 
sławy jego przez Hooka^) zaliczyć należy, wysilone zabiegi o odbudowanie spalonego obserwa- 



że Heweliusz o toż samo za życia pytany, rzekł: „przecież mię ladzie za tak naiwnego nie mogą uważać, iżbym 
z domu wychodził, wiedząc z pewnością, że się będzie palił." 

') Olboff („Excerpta ex litteris etc." pag. 201 i 209) cytuje 2 listy ministra Colberta, w których tenże 
zawiadamia Heweliusza o poleceniu królewskiem wypłacenia mu zapomogi, której cyfry atoH OlhoflF nie podaje. 
W jednym z tych listów, datowanym z St. Germain 28 grudnia 1679, wspomniawszy o nieszczęsna, jakie Heweliusza 
nawied/.iło, pisze Colbert dalej: „et Sa Mte veut bien pour ladoucir, et a Votis donner moyen de continuer vos 

exercises, vous faire un present de ... . que le Sr de Dantzic a ordre de vou-is faire payer^ etc. W drugim 

zaś, pisanym z Fontaineblaa 19 września 1681, czytamy: „U y a long temps, ąiie je vous ny promis une lettre 
de change de...., pour wie gratification que le Roy vous a faite, en consideration de l'application , qut> Vous 
continuer tous jours de donner et. I' Astronomie , et de la pertę, que vous avez faite ii y a quelques annees, 
pour l'inc'-ndie de Vołre Maison, et de Yostre Laboratoire" etc. a na końcu: „Continues tousjours, a donner 
Vos observations au puhlic'^ etc. 

') Poświadcza to wdowa po Heweliuszu pozostała, w przedmowie do dzieła pośmiertnego „Prodromus Asłro- 
nomiae etc." 

') Biech „Rfde bei der Geddchtnissfeier etc." pag. 26. 

*) „Prodromus Astronomiae etc." pag. 4. 

') Tytuły ich podane są w części 4. 

*) Spór z Hooke"m opisany w rozdz. 2. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 36 

toryjum i powetowanie strat materyjalnych , nai)rężony op/tr wewnętrzny w obee rozmaitydi 
przeciwności, wszystko to bez wątpienia wpłynąć musiało z czasem na podkopanie zdrowia 
i wyczerpanie tego wielkiego zasobu sił, natura nie mogła się ojjierać juź długo w podeszłyeli 
latacli takim przypadkom. Po raz ostatni, słabym już będąc, pożegnał się z ukochanem przez 
się niebem, z tyra odwiecznym i cudownym warsztatem, na którym on przez pół wieku tak 
niezmordowanie pracował, dnia 8 maja 1686 r. , obserwując dnia tegoż okknitacyję Jowisza.') 
Odtąd rozwijająca się coraz dokuczliwiej i boleśniej cliorolm kamienia, nie dozwalała mu już 
imać się żadnej pracy, aż wreszcie po 12 tygodniowem przykuciu go do łóżka, przerwała 
pasmo dni jego ziemskicłi dnia 28 stycznia 1687 r. , w sam dzień urodzin 

Zwłoki Heweliusza zostały złożone w kościele św. Katarzyny na Starem Mieście. 

Jednym z pierwszycłi , łitórzy boleśnie odczuli tę stratę dla nauki i kraju, był król 
Jan Sobieski. Zaraz po śmierci Heweliusza jjrzesłał on do pozostałej wdowy pismo z kondo- 
lencyją,*) w którem zapewniając ją o swojej niezmiennej łasce i życzliwości , zapewnił jej także 
dalszy pobór pensyi 1000 Zł., wypłacanych jak wiadomo z jego polecenia nieboszczykowi od 
r. 1677. Współobywatele i przyjaciele Heweliusza również pospieszyli z okazaniem swojej 
czci zmarłemu i żalu po nim, przedewszystkiem rada miejska, której przez lat tyle był człon- 
kiem i prawnym doradcą , a ślady tej czci i żalu pozostały w licznych podówczas prozą i wier- 
szem drukowanych pismach.^) Jedni tylko astronomowie i uczeni francuscy zapomnieli w owej 
chwili o swym przyjacielu a niegdyś gościu, co im też E. Schmieden w liście do Bullialda go- 
rąco wyrzuca. 

Upłynął atoli omal wiek cały, nim pomyślano o tem , by potomnym pozostawić przy- 
najmniej wslcazówkę, gdzie szukać popiołów wielkiego naszego astronoma. Najbliższa rodzina, 
która nie poszanowała pamiątek po nim pozostałych , dziś drogocennych , i roztrwoniła je lek- 
komyślnie, — tem mniej o tem pamiętała. Dopiero w r. 1780, G. Davisson, prawnuk Hewe- 
liusza i ówczesny radca wojenny króla polsłdego, najwięcej z całej rodziny interesujący się 
i dbający o tułające się po różnych miejscach i rękach pamiątki po swym pradziadku, wysta- 
wił pomnik nad grobem jego w kościele św. Katarzyny. Jest to obelisk z kolorowego, ■•) a na 
nim biust Heweliusza z białego marmuru, w formie medailonu z napisem łacińskim do okoła 
tegoż: „Nał. Ao. 1611. (cyframi rzymskiemi) Denat. Ao. 1687 f pod spodem zaś napis: „Jo- 
hanni IIeveUo, ea, quae tanto debełur viro pietate, Daniel Goftlob Davisson 1780.^ Na ściętym 
u góry wierzchołku spoczywa urna, na pół okryta całunem , po obu zaś stronacli szerokiej 
podstawy grobowca znajdują się dwie kadzielnice i wreszcie u dołu samego na froncie podstawy 
insignia asti'onomiczne , w marmurze ciosane. *) 



') Obserwacyja ta ostatnia Heweliusza drukowana jest w „PJiilosopkical Transactions" Vol. XVI. 

*) W liście pisanym do Bullialda w Paryżu przez J. E. Schmiedena, konsula gdańskiego a przyjaciela całej 
rodziny zmarłego Hewelijusza, znajduje się ustęp: „Exemplo summo praeivit Opt. Max. Princeps , Rex meus, 
Qui mox a funere ad Yidiiam Eegiis pleniquf gratiae et teneritudinis Literis memoriam Yiri honestare dignatus 
est." {J. Hevelii „Prodromus Astronomia^" pag. 20). 

') Jest tego 6 kart fol. spisanych przez różnych autorów. (Znajdują się w bibl. Jagiell. przyłączone do mowy 
pogrzebowej Bartha). 

*) Rysunek tego pomnika znajduje się na końcu dziełka Lengnicha ^HiiVflius etc." 

*) Nie zadowolnił czcicieli Heweliusza pomnik postawiony przez Davissona, gdyż jeszcze Lengnich {Hevelius 
etc." pag. 49) żali się, że „dotąd nie pomyślano o uczczeniu popiołów wielkiego astronoma godnym tegoż pomnikiem." 
W r. 1861 zawiązał się komitet w Gdańsku celem postawienia statuy Heweliusza na koszt publiczny; czy rzecz ta 
przyszła do skutku , nie zdołaliśmy się mimo starań dowiedzieć. 



36 DR. D. WIERZBICKI. 

W roku 1787 obclioclzono w Gdańsku , jak wspomnieliśmy na samym początku, stuletnią 
rocznico śmierci Heweliusza,') a w czasie tej uroczystości wygłosił mowę profesor tameczny 
Dr. Efraim Filip Blecli na cześć zmarłego. -) 

AY trzy lata po tej pamiątkowej uroczystości, tj. 3 listopada 1790. odbyła się znów 
inna , a mianowicie , odsłonięcie biustu Heweliuszowego, przysłanego miastu w darze przez króla 
Poniatowskiego, a wykonanego z bronzu na polecenie i koszta jego przez artystę Ditricha 
w Warszawie. Biust ten, po uroczystości odbytej w sali radnej Starego Miasta, umieszczony 
został j)óżniej w sali posiedzeń T-wa przyrodników. Wysokość jego wraz z dwiema podstawa- 
mi, jedną mniejszą z marmuru białego, drugą zaś większą z granitu gdańskiego, wynosi 6 
stóp, wysokość samego popiersia 3^4 stopy. Na murze, przy którym ustawion3'm jest ten 
biust, a powyżej tegoż, znajduje się tablica z wyzłacanym na niej napisem: y,Stamslaus Augu- 
słus \ Rex '] Monument urn hnc \\ Johanni IIeveUo jl erigi fecit jj Ao Dni MDCCLXXXX. W imie- 
niu króla oddany on został miastu przez radcę legacyjnego i komisarza królewskiego Ernesta 
Henniga w obec licznego zebrania obywatelstwa, rady miasta i trybunału sądowego, a w cza- 
sie tej uroczystości wypowiedziane zostały dwie mowy dziękczynne ^) za ten dar na cześć Króla 
i na cześć Heweliusza, jedna przez najstarszego członka rady miejskiej Jana E. Schmidta, 



') Nie b.irdzo szczęśliwie obmyślany bj'ł program tej uroczystości, a opisuje ją Westpbal [„Lehen, Studien 
etc."' pag. 49, 40) według jednego z dzienników miejscowych. Najpoważniejszą jej częścią była mowa Dra Blecha, 
poczem rozpoczęła się uczta wesoła, trwająca do późnego wieczora, przy illuminacyi domu niegdyś Heweliuszowego, 
transparentach przedstawiających króla Stanisława Augusta, herby miasta itp. 

*) Mowa ta cytowana powyżej międzj' źródłami do niniejszej biografii, dedykowana jest przez autora królowi 
Stanisławowi Augustowi. Na początku znajduje się w niej apostrofa do króla, podnosząca wdzięczność i wierność 
wszystkich dla tronu. Następnie mówca wspomniawszy obszernie, źe nauki przyrodnicze a głównie astronomija nie 
tylko kształcą ale i uszlachetniają ducha i serce człowieka, czynią go czułym na troski i nieszczęścia bliźnich, 
powiada, źe dowodem lego był Heweliusz, który miał wszystkie zalety poczciwego, uczynnego i bardzo gorliwego 
o sprawy publiczne obywatela. I mówi dalej między innemi, „Hevdins war die Liebe der Fursten, dar Stolz 
seint-s Jahrhundertes, aiif das er so machłig gewirkt, und die Ehre seincr Yaterstadt , fur die sein Herz unauf- 
horlich foll edlem Patriotismus schhig." Wątpimy, by tu Blech pod patryjotyzmem Heweliusza rozumiał patryjo- 
tyzm niemiecki, co jasne, bo niżej mówi znów, że król „auch dem Mannę hat ein Monument errichten lassen, 
der der Stolz dieser Nation war, und voll cichtem Patriotismus einst dem siegreichen Fursten derselben , Johann 
Sobieski, ein eviges Denkmal unter den Sternen setzte." (O tym pomniku Sobieskiego przez Heweliusza na niebie 
mu postawionym, będziemy mówić jeszcza w rozdziale 2). 

^) Mowy te wyszły z druku w Gdańsku w r. 1790 (tytuły ich cytowane są między źródłami do niniejszej 
biografii) z dedykacyją królowi Stanisławowi Poniatowskiemu. W mowie Schmidta , po wstępie sławiącym sprawie- 
dliwość i łaskawość króla czytamy: "Die ZeitbUcher dieser Stadt bezeugen, dass Danzig , seit beinake vierhalb- 
hundert Jahren, in welchen sie das Glilck genossen, unter dem Schutz der durchlmicht. Konige von Polen zzi 
siehen , nicht nur von gertchłen fiirsten regiert worden'i sondern dass sie auch , bei versckiedenen Gelegenheiten 
M. Unternehmungen , mit dem hoheii Beifall u. den Gnadenbezeugungen ihrer huldreichen Bekerrscker beehret 
ioorden. Allein — hat je in den dlteren u. neuern Zeiten eine dieser Gelegenheiten verdient, bemerkł, u. der 
Nachwelt zur Bewnnderung ąufbehalten zu werden; ist je ein Tag fur diese alte u. erste Stadt Danzig, ein 
Tag der Freude, der dankbarsten Freude geicesen; so ist es die heutige Gelegenheit, so ist es der heutige Tag, 
an welchem wir des Gliicks u. der Ehre gewuhrdiget werden, ein ąus den theuersten Hdnden unsers itzt glor- 
reichst regierenden, allergnddigsten Koniges und Herm empfangenes, sowohl an sich kostbares , ais auch der 
Yorstellung negen, uns hockst angenekmes Geschenk, auf diesem unseren Eathhause offentlich aufzustellen etc." 
Potem mówi o zasługach Heweliusza, które każdy z królów polskich za jego czasów żyjących ocenić umiał, o ich 
odwiedzinach u Heweliusza w Gdańsku itp. W drugiej mowie Soermanns'a znajdujemy mniej więcej wszystko to 
samo, powtórzone tylko innemi słowy, a świadozącemi tylko o wielkiem przywiązaniu obywateli gdańskich do kraju 
i tronu. Tenże wspomina także, że drugi takiż biust kazał ustawić pomiędzy biustami uczonych ludzi Stanisław 
Poniatowski w sali na zamku warszawskim przezeń zbudowanej. 



/A'WUT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HRWELIUSZA. 37 

(lni^'a zaś ])rzez radce Sfjdowego Jana H. Socrinaiiii8'a. Dwóch z należących do komitetu urzą- 
(lzaj;u'eg"0 tę uroczystość, a miedzy niemi Schmidt, obdarzeni zostali przy tej sposol>iiości pier- 
ścieniami bryhintowemi z cyfrą kr('»le\vską. 

Oprócz i)omnikó\v wyżej wspomnianych, są jeszcze w hiblijotece miejskiej gdańskiej 
dwa biusty marmurowe Heweliusza i jego drugiej żony, kt(>re negocyjant Simpson podarował 
tamże jeszcze przed inauguracyją daru królewskiego, liiust żony jest naturalnej wielkości, 
a dosyć jjodobny do jej portretu znajdującego się w pierwszym tomie „Marhlnae Coeleatia." 

Nie brak także wizerunków i portretów lieweliuszowych. W bildijotece bodlejańskiej 'J 
w Oxfor{lzie znajduje się portret naszego ziomka między największemi astronomami i uczonymi, 
pochodzący z daru samego Heweliusza jeszcze za jego życia. ^) Westphal i Lengnich ^) nniwią, 
że w gimnazyjum i w biblijotece Rady miejskiej w Gdańsku są 2 jednakie portrety, robione 
przez Daniela Schultza, (w postawie siedzącej, z ręką wspartą na globie niebieskim), a prócz 
tego inne jeszcze egzemplarze były w posiadaniu sjtadkobierców. Towarzystwo gdańskie przy- 
rodników posiadało także jeszcze w r. 1820 piękny portret olejny Heweliusza, mniejszych roz- 
miarów niż poprzednie. W tymże roku rodzina jego miała portret oryginalny, robiony przez 
Twcnhusen'a, ^) jakoteż dwa inne, Heweliusza i drugiej żony jego, rysowane ołówkiem na 
pargaminie przez Michała Thiela malarza gdańskiego. Wizerunki takież można widzieć przy 
dziełach Heweliusza, jak przy Selenogratii , drugiej części ^,31nchinae Coele^tis" i przy y,Pro- 
domus Asłronotniae." Przy mowie pogrzebowej Bartha jest także portret Heweliusza, ale już 
w podeszłym wieku. W Warszawie, w bogatej galeryi polskiej Edwarda Rastawieckiego, jest 
również portret naszego astronoma, zdaje się, że współczesny jemu, nader podobny do znanych 
wizerunków, ale bez podpisu malarza itp Jeden wreszcie z najpiękniejszych portretów znajduje 
się w zbiorach wdowy po Aleksandrze Makowskim zamieszkałej w Lubelskiem. 

Ivu czci Heweliusza wybite zostały dwa luedale. ^) Jeden z nich , mniejszy, wykonany 
przez mincarza A. Karłsteena, wystawia popiersie Heweliusza z napisem do okoła: „Johannes 
Eevelius, Dantisca. Consul'' z podpisem Karłsteena, na odwrotnej zaś jego stronie jest orzeł 
ulatujący ku promieniom słonecznym z boku padającym, i z napisem w około: „In sunimis 
cernit. acute ," — na dole zaś napis: „Nat. A. 1611. Dic 28 Jan. \\ Mart. ipso natali Die \\ 1687. 
Drugi medal większy, roboty Jana Hohna, 12 cali średnicy, który miasto Gdańsk wybić kazało, 
przedstawia na jednej stronie również popiersie jego, ale na przeciwny bok zwrócone, udeko- 
rowane płaszczem, ł.nńcuchem i małą czapeczką na głowie; na drugiej zaś stronie medalu napis: 
Johannes HeoeUus || Daniiscan. consul veL civitat. || Delicium Begum ac Principuni \\ Astronomorum 
Ipse Princeps |j In gloriam atque admirationem || Saeculi Patriae orbis \\ Anna 1611 die 28 Janu- 
arii natus j| Rem consiliis publicam juuit \ Literariam praecellentibus monument || Auxit j| Meritis in 
utramąue illustris. \\ Splendorem nominis aeternitati || Inseruit || Ipso natali die \ Anno 1687 11 Denatus. 



") Tak nazwana od Tomasza Bodley'a (1544 — 1612), angielskiego męża stanu i posła przy kilku dworach 
zagranicznycli , który wielkim zapisem wzbogacił uniwersytet w Oxfordzie. 

') W Ollioffa „Excerpta ex litteris etc." pag. 190 znajduje się podziękowanie zań przysłane Heweliuszowi 
przez Tymoteusza Haltona, ówczesnego wicekanclerza uniwersytetu oksfordzkiego, z datą 20 sierpnia 1679. 

') Westphal („Leben, Studien etc") pag. 121; Lengnich („Hevdius etc") pag. 66. 

*) Według tego portretu są ryte sztychy |)rzez Jeremiasza Falcka, sławnego sztycharza rodem z Gdańska 
(1619 — 1670), który dla zabezpieczenia się od Niemców, podpisywał się zawsze „Polonus." 

^) Oba te medale, pięknie utrzymane, znajdują się w zbiorach XX. Czarturyskich w Krakowie, zaś ich rysunki 
bardzo wierne, w dziele hr. Edw. Raczyńskiego pt. „Gabinet medalów polskich etc." Tom II. Wrocław 1838. 



— 13®£>- 



38 DR. D. WIERZBICKI. 



CZĘSC ]I. 
Obserwatoryjiim, narzędzia i pomocnicy Heweliusza. Spór z Hookem. 

Mimo majątku i zasobów materyjalnych , jakie Heweliusz posiadał , i mimo najszczerszej 
chęci i)OŚwięcenia ich na cele, jakie sobie założył, nie było wcale łatwem na owe czasy zada- 
niem doprowadzenie ich do skutku, i potrzeba było posiadać tyle jak Heweliusz hartu duszy 
i wytrwałości , by nie pozostać na zawsze w granicach skromnego dylettantyzmu. Ówczesnych 
pragnień i czynów, jak omal we wszystkich, tak w tym szczególniej kierunku, nie można 
wcale dzisiejszym mierzyć łokciem. Dziś zdolni mechanicy i optycy dostarczają prawie na za- 
wołanie potrzebnych narzędzi lub lunet, we wszystkich cywilizowanych państwach Europy są 
obserwatoiyja publicznym kosztem urządzone, a w nich pracujący za swą pracę opłacani, — 
lub też, co najczęściej za oceanem się spotyka, występują prywatni i dają potrzebne fundusze, 
przy których w krótkim czasie wszystko w należytym porządku nauce do użytku oddanem bywa. 
Inaczej atoli rzeczy te stały na początku 17 wieku, gdy Heweliusz zaczynał swój zawód. Po- 
mijając już stronę moralną tego przedsięwzięcia, w którem nie wiele przykładów zachęcających 
widział , — nie miał on wcale pod ręką , ani bliżej , ani dalej , mechaników i optyków, którzyby 
rzeczy jemu potrzebne na zapas wyrabiali, a nawet w tym wyrobie z powodu małego na nie 
pobytu wydoskonaleni byli; nie miał w pobliżu wcale obserwatoryjum drugiego, któreby mu za 
wzór posłużyć mogło. Obserwatoiyja w dzisiejszem słowa znaczeniu, tj. trwałe i stałemi fun- 
duszami opatrzone, któreby byt ich na długie czasy zapewniały, popowstawały dopiero po za- 
łożeniu usankcyjonowanych przez rządy uczonych towarzystw i Akademij ; zaś ówczesne, trudne 
do odszukania, były to przeważnie zakłady efemeryczne, chwilowe, które się kończyły najczę- 
ściej ze śmiercią swych założycieli i mecenasów, lub z ubytkiem ludzi w nich pracujących. 
I tak, aby tylko jeden przytoczyć przykład, stało się z Uranienburgiem Tychona Brahe,') 
z tem, tak przezeń nazwanem sławnem obserwatoryjum, założonem przez króla duńskiego 
Fryderyka 11 w r. 1576, a które po 2 dziesiątkach lat pod skąpemi rękami następcy jego 
upadło, Ale nawet i ludzi, którzyby się rozumieli na talcich przedsięwzięciach, nie miał koło 
siebie Heweliusz; zabrakło mu nawet doświadczonego Criigera, a ci z jego przyjaciół, któ- 
rych poznał w czasie swych podróży, zadaleko odeń żyli, aby zasięgać ich czynnej rady 
i z ich doświadczenia korzystać. I mimo tych wszystkich wcale niezachęcających okoliczności, 
brał Heweliusz w ręce spuściznę po Koperniku, Tychonie Brahe i Keplerze,^) ale spuściznę 
ogromnie, dwa lata przed swojem urodzeniem skutkiem odkrycia lunety przez Zachariasza Jan- 
sena, przeistoczoną, a więc w warunkach bardzo dla siebie niekorzystnych, bo nie miał czasu 
i sposobności przekonać się o postępach i ulepszeniach tej spuścizny. Nie zawachał się jednak 



')Tycho Brahe (właściwie Tyge) szwed z rodu, jeden z najsłynniejszyck astronomów jako obserwator, żył 
w latach 1546 — 1601. Po śmierci l<róla Fryderylia II przeniósł się do Niemiec, gdzie w zamku Benatek pod 
Pragą, oddan}'m mu w tym celu przez cesarza RudoIt;i, nowe obserwatoryjum urządził. 

'■') Kepler Jan, genialny astronom, teoretyk, rodem (1571) z Wirtenbergu, po śmierci Tychona matematyk 
cesarski, mimo tego żyjący w nędzy i prześladowany różnemi cierpieniami. Zmarł w Kegensburgu r. 1630, gdzie 
wybrał się piechotą ze Szląska w podróż , aby od stanów niemieckich tam zgromadzonych , wyżebrać zaległe mu 
należytości, — lecz znużony podróżą padł pierwej, nim takowe odebrał. 



ŻYWOr I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELUBZA. 39 

przed żadiiemi trudnościami, i w tein jej-o wytrwaniu w wymarzonym przez sieljie od młodości 
celu życia, wielka jego zasługa. Pod ciosami 30 letniej wojny, nie mogło wzróść żadne dzieło 
ducha, — a kapłani jego jak Kepler, głodowt} padali śmierciij. Młoda jeszcze podówczas Astro- 
noraija, poniewierany często kopciuszek w służbie Astrologii, łjyłaby pod temi ciosami uległa, 
gdyl)y Heweliusz z nialą garstką innych tego samego co i on ducha, nie będąc klęskami tej 
bratobójczej wojny z l)liska dotknięty, nie był jej hodował. A chociaż nie był to takiego po 
kroju człowiek, jak Kopernik, Kcjtler lub Tyclio, kt()rzy wyro.śli nad swój wiek i nauce nowe 
zupełnie tory i ścieżki wskazali, to przecież sztuką i niezmordowaną pilnością zdołał on to, co 
było i co już zastał, utrzymać a nawet posunąć dalej. Nie jego w tem wina, że mało w ogóle 
owoców przyniosła potomnym jego praca i pilność, bo w jesieni już omal życia, zaskoczony 
został wynalazkami, które niezmiernie ulepszyły dotychczasowe narzędzia, tak że już najl)liżsi 
następcy jego, jak Flamsteed (1646—1719), Huyghens (1629— lfi95) i Dominik Cassini 
(1625^1712) mniejszym zasobem czasu i pracy więcej zdziałać zdołali aniżeli on, i nauka 
olbrzymiemi naprzód posunęła się krokami. Nie przyniosła zbyt wiele owoców jego praca, to 
prawda; ale owoc jest rzeczą publiczną, wsp('dną, kwiat zaś jest rzeczą duchową, boską, 
a z takim kwiatem porównać się Heweliusza godzi. Co on zrobił i stworzył, leży jakoby 
martwa, bezużyteczna masa, ale w pełnej okazałości wiecznej wiosny, którą aby zebrać, on 
swój majątek i godziny wszystkie wypoczynku poświęcał i to w tym celu tylko, aby Astrono- 
miję podnieść i świetną uczynić. 

Początkowo urządził sobie Heweliusz ganek na jednym swoim domu , i ten mu służył 
za spostrzegalnię ; później atoli, gdy w miarę powiększającego się zasobu narzędzi, miejsce to 
okazało się zbyt małe i niewygodne, rozszerzył je wielkim nakładem w ten sposób, że na trzech 
domach swoicli sąsiednich , będących przypadkowo równej wysokości , rzucił dach płaski wspólny, 
czyli terasę, która miała 50 stóp długości a 25 szerokości, narożniki zaś jej były zwrócone 
dokładnie ku czterem stronom świata. Tutaj to miał kilka kopuł i pawiloników zbudowanych 
dla umieszczenia szczególnych i ważniejszych narzędzi, a jedna z takich kopuł, urządzona na 
kółkach, dawała się przesuwać z miejsca na miejsce w razie potrzeby. Z punktu tego dość 
wysokiego miał widok piękny i otwarty; z jednej strony na ujście Wisły i morze, z innych 
na łąki, lasy, miasto i przedmieścia, a tylko od zachodu horyzont był troszkę zamknięty wzgó- 
rzami małemi , co ponieważ przeszkadzało czasami przy obserwacyjach przypoziomowych , zwła- 
szcza zaćmień, wynosił się w takich razach Heweliusz dla ich uskutecznienia na wieżę św. 
Katarzyny. Oprócz tych ogólnych urządzeń , miał on jeszcze w domach swoich , otrzymawszy 
na to, jak nam wiadomo, pozwolenie od króla Jana Kazimierza, własną drukarnię, dalej warsztat 
miedziorytniczy i bogatą biblijotekę. 

Zawód swój rozpoczął Heweliusz uzbrojony tylko w dwie lunety, jedne 6, drugą 12 sto- 
pową, przez siebie samego wykonane, tudzież w kwadrant azymutalny, spuściznę po Criigerze, 
ale niewykończony. Prócz swej własnej pracy nad narzędziami, przyjaciół swoich w Anglii, 
Francyi i Włoszech bezustanku nagabywał prośbami o ich zakupywanie, na co, jakoteż na ich 
domorodną konstrukcyję poświęcał znaczne sumy, a przedewszystkiem wszystkie dochody z roz- 
sprzedarzy dzieł jego różnych pochodzące. W późniejszych czasach zdolny optyk i mechanik 
włoski , T)'tus Liwiusz Burattini , osadowiwszy się przy dworze królewskim w Warszawie , skon- 
struował dla Heweliusza także kilka instrumentów większych rozmiarów. ') 



') Objeklyw wykończony przez tegoż Burattiniego dla teleskopu Heweliusza , znajdował się jeszcze , jak pisze 
Westphal („Le&ert, Studien etc " pag. 65) w r. 1«20 w muzeum Towarzystwa przyrodników w Gdańsku. 



40 DR. D. WIERZBICKI. 

W ciągu długoletniej pracy powiększył się naturalnie znacznie zbiór narzędzi Heweliusza, 
od czasu do czasu bowiem , przekonawszy się o niedokładności używanych dotychczas , lub dowie- 
dziawszy się o jakich innych korzystniejszych konstrukcyjach i urządzeniach, albo poprawiał i ule- 
pszał swoje dawniejsze przyrządy, albo też odstawiwszy je na bok , konstruował nowe , zastępując 
małe drewniane lub też tylko obijane blachą, wielkiemł, do kt(5rych miał szczególną słabość 
i predylekcyje, oraz mosiężnemi. Wzorów na to nie miał przed oczyma, znał je tylko z opi- 
sów i słuchu, to zaś, co widział w tym kierunku w czasie swoich dawniejszych podróży, stawało 
się zwolna przestarzałem. Instrumenta starszych astronomów, szczupłe co do liczby i rozmaitości,') 
nie tylko bywały źle i bez precyzyi wykonane , lecz także w swem urządzeniu wadliwe. Starał 
się je wprawdzie ulepszyć Tycho Brache, jak np. armille (sfery armillarne) i kwadranty, ale 
gdy mu się to nie udało, zarzucił je i używał lepszych swojej własnej konstrukcyi , tj. sekstan- 
tów i oktantów. Heweliusz, który nie wiele sądził o armillach i był zdania, że pożytek z nich 
w żadnym stosunku nie stoi z uciążliwą metodą robienia niemi obserwacyj, nie używał ich 
zupełnie ; także nie uznawał korzyści kwadranta murowego, przez Tychona najprzód używanego, 
i cenił go daleko raniej, aniżeli ruchome kwadranty. Według spisu i opisu narzędzi, illustro- 
wanych nawet bardzo pięknie w jednem z dzieł jego, gabinet jego astronomiczny, pomijając na 
razie zegary i lunety, składał się z 7 kwadrautów, 5 sekstantów i dwóch oktantów, między 
niemi atoli wielki kwadrant azymutalny, 6 stopowy ruchomy kwadrant wysokości, 6 stopowy 
sekstant i 9 stopowyoktant uważał za najlepsze , i ciągle tych tylko przeważnie używał. W skró- 
ceniu podajemy opis tych ostatnich. 

1) Wielki kwadrant azymutalny.^) Był on kosztem miasta jeszcze dla Criigera sprawiony, 
ale z powodu jego śmierci nie wykończony, spoczywał na składzie w arsenale miejskim ; wydobył 



') Dawniejsi astronomowie nie mieli wieliciego wyboru w swoich narzędziach , ograniczał on się bowiem tylko 
na następujące: gnomon, triquetnim , astrolahiwm i sfera armillarna. Pierwsze z nich tj. gnomon, jestto najstarszy 
i najprostszy przyrząd astronomiczny, który w późniejszych czasach różne kształty i modyfikacjje przybierał, w za- 
sadzie atoli, składał się ze słupa pionowo ustawionego, od którego cień rzucony służył do pomiaru wysokości słońca, 
pochyłości ekliptyki itp. Triąuetrum, używane już przez Greków szkoły aleksandryjskiej, służyło do pomiaru wy- 
sokości gwiazd, a składało się z trzech liiiij albo drążków, z których jeden na podstawie wsparty był pionowy, 
dwa zaś inne, w pewnej od siebie odległości doń przymocowane i przeziernikami opatrzone, dawały się ustawiać 
dowolnie w miarę potrzeby i kierować na gwiazdę obserwowaną, będąc ruchome w punkcie przymocowania do drążka 
pierwszego. Astrolabium, składało się- z płyty zwykle metalowej, kołowej, podzielonej na okręgu na 360 stopni, 
w środku której osadzoną była t. z. alhidada flineał) ruchoma wraz z przeziernikami w niej będącemi. Służył ten 
przyrząd do podobnych co i powyższe celów, a był używanym szczególniej w marynarce, aż do przeszłego stulecia. 
(Kilka pięknych okazów astrolabiów znajdują się w obserwatoryjum krakowskim, jak również i sfera armillarna). 
Sfera armillarna f/reazcie. jestto połączenie różnych kół, przedstawiających równik, ekliptykę i inne linije w teoryi 
astronomicznej używane. Przyrząd to również stary, bo już przez Hipparclia i Ptolemeusza używany, a posługiwał 
się nim jeszcze Tycho Brahe przy obserwacyjach planet, mianowicie do wyznaczenia ich deklinacyi, kąta godzinnego 
itp. Triąuetrum używali także Arabowie, lecz później zastąpili je kwadrantem, tj. przyrządem podobnie jak asiro- 
labium urządzonem , ale mierzącem tylko ćwierć okręgu koła. Kwadranty te były konstruowane niekiedy na bardzo 
wielką skalę, jak np. kwadrant używany przez Ulug Beigh'a w 15 wieku w Samarkandzie miał według opowiadań 
tureckich pisarzy, promienia 180 stóp. Z powodu tej zbytniej ich wielkości, a ztąd idącej malej pewności w ich 
ustawieniu, osadzano je za przykładem pr/.ez Tyhona Brache danym, w ścianie murowanej i do południka zoryjen- 
towanej, zkąd kwadrant taki przybrał nazwę „kwadrant murowy" albo ,,quadrans Tychonicus." Zamiast kwadran- 
tów używano także sekstantów i oktantów, tj. przyrządów będących wycinkami koła o łuku mierzącym 60 lub 45 
stopni, które zupełnie wystarczuły do pomiarów małych odległości między dwiema bliskiemi siebie gwiazdami, w użyciu 
zaś były wygodniejszemi. To był więc cały zasób narzędzi astronomicznych, jaki, pomijając teleskopy, jeszcze 
podówczas do narzędzi mierniczych nie przytwierdzane, zastał Heweliusz przy rozpoczęciu swego zawodu. 

'^) „Machinae coelestis , Pars prior etc." pag. 149. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 41 

go stamtąd dopiero Heweliusz w r. 1(144 i wykończył. Podstawa jej^o nicruclionia i stale osa- 
dzona, miała G stóp wysokości, nogi i podpory tejże po części z drzewa, po części z żelaza 
i mosiądzu; u doiu o śruby do poziomowania koła azynmtainego. Koło to miało 4 stopy śre- 
dnic), z podziałem, którego dwa przeciwległe diameti-alnie sobie punkta, przez zero oznaczone, 
dokładnie ku północy i południowi były skierowane; obrót kwadrantu odbywał się około piono- 
wej metalowej osi, która na statywie na jaspisie spoczywała, tak że kwadrant dotykał się 
])ru\\ie kola azymutalnego. ł^rzeg był transwerśalnemi od 10" do 10" podzielony,') alhidada 
zaś opatrzoną była zwyklemi jn-zeziernikami. 

2) 6 stopowy kwadrant ruchomy.*) Budowa tego narzędzia była bardzo prosta. Ze 
środka kołowego zagłębienia w podłodze, wznosił się mocny słup dębowy, w środku wydrążony 
i z czopem, na którym metalowy, 800 funtów ważący kwadrant był osadzony. Zagłębienie 
powyż rzeczone było tak obliczone , że obserwator mógł w razie potrzeby do niego wejść i w ze- 
nicie obserwować, lub też stojąc na brzegu, mógł na horyzoncie przez dioptry robić spostrze- 
żenia. Podział brzegu szedł od 5' do 5', zaś wernier i szruba mikrometryczna dozwalały odczy- 
tywać pojedyncze sekundy. Do ustawienia narzędzia służył pion, do poziomowania zaś rodzaj 
poziomu rtęciowego, tj. rurka szklanna G stóp długości, na końcach kulami opatrzona i przeszło 
do połowy wypełniona rtęcią. Nad tern narzędziem znajdował się pawilon, chroniący go od 
wpływów atmosferycznych, a w nim klapa otwicralna. 

3) 6 stopowy sekstant.^) Tern narzędziem mierzył Heweliusz zawsze odległości gwiazd: 
bo było bardzo wygodne. Na słupie drewnianym osadzonym był sekstant zapomocą kuli , która 
na łatwy jego obrót we wszystkie strony dozwalała. Podział łuków zapomocą wernicra i śruby 
mikrometry czn ej był jak przy poprzedniem narzędziu. 

4) 9 stopowy oktant,^) mosiężny, ozdobiony wizerunkami Hipparcha, Ptolemeusza, Ko- 
pernika i Tychona Brahe, był uży^^anym głównie do pomiaru odległości gwiazd blisko siebie 
leżących , np. Plejad , do czego sekstant był niewygodny. 

W ogóle, mówiąc o narzędziach Heweliusza, zapewnić można, że były one najlepsze 
z tych, jakich podówczas używano, bo nie szczędził on na nie ani pracy ani kosztów, i sam 
robił podziały limbów i inne, dokładności wymagające szczegóły. Robił atoli błędy nie dające 
się na razie spostrzedz, a to wprowadzając do swych narzędzi w}Tniary, które szkodziły już 
samej delikatności podziałów. Podczas gdy np. Tycho miał ruchome metalowe przyrządy o pro- 
mieniu co najwięcej 3 stóp, i tylko przy kwadrancie murowym wziął promień 6 stopowy, — 
Heweliusz powiększył go do 6, a nawet 9 stóp, skutkiem czego zginanie i zmiana kształtu były 
nie do uniknięcia. Inny zarzut, jakiby uczynić można jego narzędziom, był ten, że używał 
przy nich zwyczajnych diopter czyli przezierników, zamiast teleskopicznych , czyli wyraźniej 
mówiąc, że obserwował golem okiem, nie chcąc nżj^wać lunet podówczas już do rarzędzi mier- 



') Sposób ten dzielenia łuków podanym został przez Scultetusa (właściwie: Bartłomiej Scliultz, rodem z Gorlitz, 
matematyk, 1540 — 1614) i używanym dopóty, dopóki wynaleziony już w r. 1542 noniusz nie został praktycznie 
przez Verniera w r. 1631 do podziałów drobnych przekształcony. (Sposób dzielenia transwersalnemi polega na zna- 
nej niemal każdemu metodzie robienia' zmniejszonej skali np. tysi.-jcznej). Heweliusz przy swoicłi większych instru- 
mentach używał często obok siebie i transwersalnych i noniuszy; z pomocą pierwszych otrzymywał np. pojedjTicze 
minuty, z pomocą drugich zaś odczytywał łuki z dokładnością 5", aby zaś i tercyje otrzymać z odczytu, łączył on 
z dioptra czyli przeziernikiem jeszcze śrubę mikrometryczna, której obroty .-sapomocą kilku kółek były przenoszone 
na wskazówki ruchome wzdłuż podziałów głównych. 

"j „MacJiinae Coelestis" 1. pag. 183. 

») Ibid. pag. 122. 

*) Ibid. pag. 253. 

Wydz. filozof.-histor. T VII. 6 



42 DR- D- "WIERZBICKI. 

niczych zastosowanych. Ten atoli, możnaby powiedzieć upór, który mu nawet później wiele 
przykrości zgotował, da się po części usprawiedliwić tyloletniem przyzwyczajeniem do swoich 
narzędzi dotychczasowych i łatwem z niemi się obyciem, nie pochodził zaś z zapoznania i lekce- 
ważenia nowszych wynalazków, bo ich nawet praktycznie nie znał ; a zresztą, jak daleko byłby 
z niemi doprowadził, przesądzać trudno, zważywszy, że pierwsze teleskopiczne dioptry nie były 
z pewnością szczególnej dobroci i że nie znano wtedy jeszcze korrekcyj błędów podziału, ekscen- 
tryczności, kollimacyi itd. 

Nie tak łatwo, jak w inne narzędzia, możliwem było dla Heweliusza zaopatrzyć swój 
gabinet w najniezbędniejszy dla astronoma przyrząd , tj. w zegar pendułowy, któryby dobrze 
i wiernie odbijał lub znaczył sekundy. Znane one były dopiero od końca 16 stulecia i jak na 
początek, nie bardzo się dokładnością odznaczały. Skarżył się swego czasuwjednem ze swoicli 
dziel ') Tycho Brahe, który przy swoim kwadrancie murowym używał pendnła sekundowego, 
(tj. pendnła bez zegaru!) że tylko z największym wysiłkiem czasu i trudów był w stanie choćby 
jaki taki regularny ruch jego utrzymać. Też same kłopoty miał z tą rzeczą i Heweliusz, który 
od r. 1640 używał także wolno wiszącego pendnła.^) Gdy atoli liczenie tych oscyllacyj było 
zbyt utrudnionem, zrobił on przy nim przyrząd rachunkowy, za pomocą którego przynajmniej 
skazówka na cyferblacie znaczyła liczbę wahnień. Zrobiwszy w ten sposób parę kroków na- 
przód, próbował rzecz jeszcze dalej udoskonalić, a mianowicie przemyśliwał nad tem, w jakiby 
sposób penduł utrzymać w ciągłym ruchu, tj. bez nadawania mu tegoż ruchu każdorazowo 
w razie potrzeby za pomocą popchnięcia. Czy mu się to udało, nie wiadomo z pewnością, 
chociaż twierdzi, że tak rzeczywiście było, tylko że w czasie, gdy jego pomysłu zegar był 
w robocie u mechanika, t}'raczasem Chrystyjan Huyghens na swój wynalazek w tymże kierunku 
wziął w r. 1657 patent, i za prawdziwego odkrywcę zegarów pendułowych uchodzi. Łatwo 
ztąd zrozumieć, jak bardzo uciążliwą i długiego czasu potrzebującą, była w owych czasach 
z powodu braku automatów zegarowych, każda obserwacya. Prócz bowiem właściwej takiej 
obserwacyi, np. zaćmienia słońca lub księżyca, potrzeba bj^ło na drugim instrumencie wyzna- 
czać jej czas, co w razie pożądanej dokładności, obszernych rachunków wymagało, i prócz tego 
współcześnie z główną obserwacyją odbywać się musiało; skutkiem czego nietylko dwa narzę- 
dzia, ale i dwaj obserwatorowie współcześnie zajętymi byli. 

Co się tyczy wreszcie lunet, to zasób tychże miał Heweliusz stosunkowo dość wielki, 
dzięki wprawie, jaką posiadał w szlifowaniu soczewek, do czego miał odpowiednie maszyny.") 
Ale także ta łatwość w nabywaniu i przysposabianiu sobie szkieł i soczewek, wyprowadziła 
go cokolwiek na manowce. Aby bowiem siłę swoich lunet powiększyć, sądził, że wystarczy 
dorabiać do nich soczewki oczne o odległości ogniskowej większej, aniżeli ona była w szkłach 
przedmiotowych, następstwem czego znów była niepomierna długość jego lunet, narażająca na 
nieuniknione zginanie się rur teleskopowych i na ogromne wymiary ich umontowania czyli osady. 
Miał więc lunety o długości 30, 40, itd. aż do 150 stóp. Tuby czyli rury tych lunet były 
czterokątne z grubych desek, a do nich w pobliżu objektywu był przymocowany wieloklub, 
z pomocą którego cała luneta mogła być podnoszoną i zniżaną.*) Największa z jego lunet tj. 
150 stopowa,^) z powodu swej długości nie mogąc być pomieszczoną na obserwatoryjum, usta- 



') „Astronomiae instauratae progymnasmała , Prngae^ 1603 II, pag. 423. 

*) Podczas obserwacyj zaćmienia słońca w r. 1649 używał np. Heweliusz penduła, który mu 43^/^ oscyllacyj 
na minutę robił. („J. Hevelii, Eclipsis Solis 1649"). 
') „Mach. Coel. /." pag. 426. 
*) Ibid. pag. 391. 
') Ibid. pag. 403. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA UEWELIU8ZA. 43 

wioną była obok doiim jego na wsi przy kościele Aiii()li'»w Str(')ż()W przed bramą oliwską. Maszt 
o wysokości 90 stóp trzymał tę olbrzymią rurę, która dla zmnit^jnzcnia ciężaru miała tylko 
dwa przeciwległe boki pełne tj. drewniane, a za to od 3 do 3 stóp czworokątne również z desz- 
czek wązkie ramy, które oba tamte boki spajały. Objektyw do tej lunety szlifowany był 
przez Burattiniegu z Warszawy. Prawdopodol)nie doznał zawodu z tą lunetą Heweliusz, bo 
nigdzie nie wsi)omiiia, żel)y nią pracował; zawód ten jednak był do i)rzewidzenia, bo przy tak 
wielkiej długości rury, zginanie się jej, zwłaszcza przy wystawieniu jej na wpływ różnych 
zmian atmosferycznych, było koniecznem, a prócz tego światło z otwartych stron rury pada- 
jące, obserwacyje utrudniało. 

Miał także Heweliusz w gabinecie swoim przyrząd przez siebie obmyślany, nazwany 
„polcraoskop," a nazwany tak dla tego, że w^edhig jego zdania miał on być użytecznym do 
celów wojskowych. Była to poprostu luneta łamana pod kątem prostym wewnątrz, ze zwier- 
ciadłem plaskiem pod 45", dozwalająca więc oku patrzącemu wprost, widzieć przedmioty z boku 
leżące. Oprócz tego posiadał jeszcze różne przyrządy do wyznaczania południka, i do obser- 
wacyi zboczenia igły magnetycznej, co opisiije obszernie w rozdz. 16 swego dzieła „]\Iachinae 
coelestis Pars prior etc." 

Z tego ostatniego dzieła dowiadujemy się również o pomocnikach i assystentach , których 
Heweliusz przy swych obserwacyjach używał, a do których w ogóle jakoś nie miał szczęścia. 
Na początek miał przy sobie młodego człowieka, Michała Kretschmer, rodem z Gdańska, bardzo 
zdolnego i pilnego, ale ten po 3 latach umarh') W miejsce jego wszedł mechanik, który się 
miał także zajmować budową nowych narzędzi, ale ten zmarł znów po roku, a gorzej jeszcze 
następca jego, Krystyjan Pelargus z Frankfurtu, bo ten w parę dni po przybyciu do Gdańska, 
nie zrobiwszy ani jednej obserwacyi , skutkiem ciężkiej choroby z życiem się pożegnał. Po 
takich niepomyślnych dla Heweliusza przypadkach, ograniczał on się początkowo na pomocy 
niektórych swoich domowników, swojego drukarza; a na koniec swojej żony, ^) która mu rzeczy- 
wiście wielką pomocą była przez czas, dopóki zawezwany poprzednio przezeń Andrzej Jlark- 
wardt z Wittembergu, do Gdańska nie przybył. Gdy ten po dwuletnim tu pobycie, posadę swoją 
opuścił, wziął na jego miejsce Heweliusz do pomocy dwóch rachmistrzów, których nazwiska nie 
podaje, tyle tylko wspomina, że jeden był rodem z Pomeranii, drugi z Niemiec. Z tych, gdy 
pierwszy z powodu lenistwa , drugi znów z powodu śmierci po kilku latach go opuścili , załrezwał 
powtórnie żonę swoją do pomocy. W r. 1679 asystentem jego był Nataniel Biithner, młody 
człowiek rodem z Gdańska , później zaś Gotfryd Kirch ') rodem z Guben w Luzacyi , znany 
w świecie uczonym jako uczeń Heweliusza. Następcą Kirch'a był uczeń tegoż, Albinus, bardzo 
zdolny obserwator, ale człowiek rozwięzłych obyczajów,*) skutkiem czego miejsce jego niebawem 



^) Bardzo go żałuje Heweliusz, pisząc o nim : „Dignissimus profecto, ut quam diutissime vitam vixissetf sed 
Deo aliter visum fuit: mors enim, postquam vix t7-ibus annis Observationibus mecum operam dederat , magno 
meo dolore, illum eripuit." („Mach. coel. Z" pag. 55). 

*) Była to druga żona Heweliusza, którą kilkakrotnie w dziele swojem („MacJiinae Coelestis Pars prior etc") 
za tę pomoc chwali, a nawet z wdzięczności tamże dwa razy ją w całej postaci rj'tuje. 

') Kircli (1639 — 1710) był później (od r. 1700) pierwszym astronomem nowo założonego obserwatoryjum 
w Berlinie , gdzie życie zakończył. 

■•) W liście Colbego do Kircha . pisanym z Gdańska 26 marca 1687, znajdujemy taką notatkę o Albinim: 
„ Was den Abscheidt des Herren Albini bettifft , ist selbiger aus dieser Ursache so schlimm gewesen. Er hat sick 
taglich voll besoffen , so dass ihn die Pferdeknechte von der Gassen kaben miissen nach Haitse tragen. Andern 
Untugenden zugesckweigen , will ich noch dieser gedenken , dass er grosser Untreue ist beschuldigt worden. Er 
ist von hier nach Holland gereiseł; zu wem, wissen wir nicht." (Zach „Monutl. Corresp. 1803"). 



44 DR. D. WIERZBICKI. 

zajął drugi uczeń Kirclia, Krzysztof Colbe, rodem z Królewca, któiy już pozostał przy Hewe- 
liuszu aż do jego śmierci. 

Aczkolwiek narzędzia przez Heweliusza uźjT^-aue, były może najlepszej jakości i nie 
ustępujące wcale tym, któremi obserwując przed pół wiekiem Tycho Brahe zyskał sobie nie- 
zaprzeczoną sławę , to przecież nie odpowiadały one już ówczesnemu stanowi i postępowi prak- 
tyki astronomicznej. Jak wiadomo, w pierwszym dziesiątku lat 17 wieku, wynalezioną została 
luneta, a w parę łat później już na niebo skierowaną została. W rękach Galileusza przyspo- 
rzyła ona dużo rzeczy ludziom dotąd nieznanych i niewidzianych; już w roku 1610 wskazał 
on tam z jej pomocą doliny i góry księżycowe, plamy słoneczne, satellity Jowiszowe, fazy 
Wenery itp. Nie jedyny to jednak, ani nie najważniejszy byłto pożytek, jaki astronomija 
z lunety osiągnęła. Wprawdzie za pomocą niej rozszerzył się horyzont niebieski przed oczyma 
ludzkiemi, jako też uwydatniły się szczegóły przedmiotów poprzednio powierzchownie widzia- 
nych, — pomiary atoli odnoszące się do wielkości i położenia ciał niebieskich pozostały pod- 
ległe tym samym niedokładnościom i błędom, na jakie już starzy Grrecy i Arabowie się uskar- 
żali. Jak długo zaś musiano się zadowalniać tylko przeziernikami , w które wszystkie starsze 
narzędzia zaopatrzone były, albo też zastępującą miejsce przezierników prostą rurą, na której 
jednym końcu był mały otworek dla oka, a na drugim krzyż nitkowy, — tak długo przy jak 
najdokładniejszym nawet podziale takich narzędzi nie można było dokładniejszych obserwacyj 
otrzymać nad te, jakie dla gołego i nieuzbrojonego oka były możliwemi. Dopiero gdy taką 
pustą rurę zaopatrzono w soczewki czyli we właściwą lunetę przekształcono, pozostawało tylko 
gwiazdę obserwowaną wprowadzić każdorazowo do środka tejże lunety przy instrumencie mier- 
niczym umieszczonej, i obserwacyja stawała się o tyle już dokładniejszą, o ile silniejsze po- 
■naększenie i wyrazistość obserwowanego przedmiotu z lunetą połączonem było. I tak też ob- 
serwowali pierwsi astronomowie, używający lunety w miejsce przezierników przy narzędziach 
mierniczych, czyli dijopter teleslcopicznych. Ale to nie był jeszcze kres ostatni w wydoskona- 
leniu tej rzeczy. Wprawdzie widziano teraz gwiazdy lepiej i wyraźniej, i obsem^acyja była 
dokładniejszą, — ale, ponieważ chodziło o to, by zawsze do środka pola widzenia przedmiot 
obserwowany wprowadzać, a środek ten niczem odznaczonym nie będąc, musiał każdorazowo 
niejako być odgadywanym i na oko ocenianym , rosły więc z tego powodu błędy obserwacyjne, 
i to tern więcej, im większe było pole widzenia lunet. Tej to niedogodności i rosnącym ztąd nie- 
dokładnościom w obserwac}'jach , zaradził dopiero w r. 1640 William Gascoigne, anglik, a to 
zastosowaniem do lunet t. z. mikrometru, znanego dziś pod nazwą nitkowego, (składa on się 
bowiem z nici pajęczych , ki-zyżujących się z sobą pod kątem prostym , pierwotnie zaś był 
wyrabianym z nitek lub pasków metalowych), który umieszczony w ognisku soczewki ocznej, 
daje na przecięciu dwóch krzyżujących się z sobą nitek punkt stały i niezmienny pola widzenia, 
do którego przy każdej obserwacyi za pomocą odpowiedniego ruchu lunetą , obserwowaną gwia- 
zdę doprowadzić można. 

Tak więc stały już rzeczy w czasach Heweliusza, a przezieraiki oczne ustępowały coraz 
więcej miejsca dioptrom teleskopicznym. Heweliusz atoli miał jakiś wstręt do tych nowości, i nie 
chciał ich wprowadzać u siebie w przekonaniu , że wprawa jego i doświadczenie tę rzecz zastąpią. 
Ten jego upór sprowadził mu dosyć kłopotów, a nawet i zgryzot, które, zważając na jego wiek 
podówczas już trochę starszy, bezwątpienia niekorzystnie na niego wpłynęły. Rzecz się zaś tak miała. 

Już pierwszy Flamsteed ') podniósł stanowczo powątpiewania o dokładności obserwacyj 
czynionych gołem okiem, czyli bez użycia szkieł. Że Heweliusz, czy to skutkiem tego zdania 

') Jan Flamsteed, iir. w Derby 1646, astronom królewski i dyrektor nowo zbudowanego w r. 1675 obserwa- 
toryjum w Greenwich, gdzie zmarł r. 1719. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 45 

Flamstocda, czy też skutkiem zarzutów w tej mierze z iuiiycli stron mu stawianych, nie za- 
przeczał pożytkowi a nawet potrzebie zastosowania lunet ilo przyrządiny astronomicznycli , do- 
wodem te}^o, że nawet w pierwszej części swe<>-o dzieła „31achuiae Coelestis" ^) łjroni tej sprawy 
przeciw niektórym przeciwnym a nie uzasadnionym głosom. Mimo bowiem, że ten postęp 
w nauce rozpowszeclniiał- się i udoskonalał, nie brakło takich, którzy go potępiali, twierdząc, 
że astronomija, która wzrosła i uprawianą była tak długo bez uciekania się do takich narzędzi, 
może sic i nadal bez nich obejść, zwłaszcza, że lunety nie dając się należycie do oczu zasto- 
sować, często zawodzą itp. Nie zgadzał się widocznie Heweliusz z tcrai i tym jjodobnemi 
poglądami i nie zapoznawał wcale korzyści , jakie lunety w pewnych okolicznościach przynoszą, 
głównie zaś przy pomiarach kątów bardzo małych , z tera wszystkiem jednak był tego przekona- 
nia, że byłoby nierozsądkiem zastępować niemi bezwarunkowo i wszędzie przezierniki , zwłaszcza 
gdy on sam je udoskonalił i ulepszył, i gdy pewnym był, że osiągnie niemi daleko większą 
dokładność w obserwacyjach , aniżeli lunetami. Szczególną niekorzyść lunet upatrywał on w tem, 
że trudno je utrzymać w położeniu niezmiennem ; dalej, że nitki w nich często się niszczą i często 
trzebaby je poprawiać, a wreszcie, że i szkła w nich nie są bezpieczne, przedewszystkiem, 
gdy w skutek wielkich mrozów, oddech obserwatora i para z ust jego idąca, osadza się na nich, 
zaciemnia je itp. Tymczasem zaś, nim przekonany zostanie , że jest w błędzie, prosi, aby mu 
pozwolono i dalej trzymać się swoich udoskonalonych i doświadczonych instrumentów.-) 

Nie długo czekał na skutek swej rzekomej prośby. Już bowiem w rok po wydaniu 
jego dzieła „Macliinae Codesfis Pars prior etc." 1673, Robert Hooke,') sekretarz królewskiego 
Twa naukowego w Londynie, ogłosił pismo,'') w którem dość złośliwie, jak to było jego zwy- 
czajem, zaczepił Heweliusza z powodu złych według jego zdania narzędzi, twierdząc przytem, 
że obserwacyje Heweliusza są całkiem bez pożytku. Nie bez żółci i nie zbyt przedmiotowo 
wystąpił w tej materyi Hooke, co może ztąd pochodziło, że Heweliusz rozsyłając wszystkim 
uczonym w Europie w prezencie swoje dzieło, jego z rozmysłu czy też przez zapomnienie po- 
minął,*) a co dumny i zgiyżliwy Hooke bardzo sobie wziął do serca. W rozprawie swojej 
utrzymuje on, że obserwacyje robione lunetą i kw-adrantem, chociażby małych wymiarów, są 
daleko dokładniejsze i pewniejsze, aniżeli robione samym kwadrantem lub sekstantem , chociażby 
one miały i po 60 stóp promienia ; dalej, że robiąc lunetą połączoną z sekstantem można otrzy- 
mać 40 a nawet 60 razy dokładniejsze obserwacyje, aniżeli są Heweliuszowe,^) i że to jest 
niepodobieństwem , ażeby Heweliusz mimo największej staranności mógł otrzymać wypadki 
z lepszem nad 3 do 4 minut przybliżeniem.') 

Heweliusz przeczytawszy to, podrażniony w miłości własnej, odpowiedział ostro, a prze- 
dewszystkiem wezwał Hooke'go, aby raczył ogłosić te swoje tak dokładne obserwacyje, czego 
naturalnie Hooke, nie mając ich, uczynić nie mógł. Mówi o tem zgryźliwie Heweliusz w je- 



') 0305113' rozdział 14 poświęci! on prawie cały tej rzeczy. 

') „Machinae Coelesłis /." pag. 295. ff. 

') Robert Hooke, rodem z wyspy Wight (1635 — 78), był to człowiek wielkich wiadomości i bystrego umysłu, 
miał jednak tęwadę, że żadnego talentu obok siebie nie cłiciał widzieć; dlatego ciągłe prowadził kłótnie nawet o rzeczy, 
którycłi z pewnością nie bardzo rozumiał, lub też o pierwszfństwo w wynalazkach, które inni porobili. R. Wolf 
(„GescJiichte der Astronomie pag, 464) nazywa go „wszechwiedzącym" (Alhoissender). 

*) Tytuł tego pisma cytowany jest między źródłami do niniejszej biografii, Nr. 12. 

') Beziat „La vie etc." pag. 614. 

') Hooke „Animadfersions etc." pag. 43, 44. 

') Ibid. pag. 7. 



46 DE. D. WIERZBICKI. 

dnem ze swoicb późniejszych dzieł') między innemi w słowach: „chociaż bardzo często dotych- 
czas o to wzywałem , nic przecież nie oti-zyraalem i mogę zaręczyć , że one (tj. obserwacyje 
Hoolve'g"o) z mojemi co do dolcładności porównane być nie mogą , choćby nawet Hoolie wszystliie 
swoje teleslcopy i lunety na swój nos sobie wsadził." 

Nie da się zaprzeczyć, że obserwacyje Heweliusza nie były wolne od błędów, lecz nie 
tyle może z winy jego narzędzi i jego metod obserwacyjnych, ile z tego powodu, że w rachun- 
kach swoich redukcyj sposfcrzeżeu asti'onomicznych nie uwzględniał reft*akcyi, przyjmując ją 
jako bardzo małą, nie znał zaś, podobnie jak Flamsteed, ani aberracyi, ani nutacyi, gdyż 
znajomość refrakcyi była dopiero w kolebce , zaś znajomości aberracyi i nutacyi , które dopiero 
później odkrył Bradley,-) zupełnie brakowało. Lecz także trudno było na niektóre uwagi Hoo- 
ke"go sie nie zgodzić, jak np., że skoro gołe oko nie jest zdolne odróżnić przedmiotów, których 
kąt widzenia jest mniejszym od pół minuty, niemożliwem więc jest przeziernikami zrobić obser- 
wacyje , któraby była w^olną od błędu przynajmniej tyleż wynoszącego ; dalej , że zapomocą 
lunety oko jest zdolnem odróżnić najmniejsze nawet cząstki przedmiotu obserwow^anego, czyU 
z dokładnością kilku sekund obserwacyje swoje robić, wreszcie, że ponieważ wszystkie części 
składowe instrumentu powinny się zawsze. w równej mierze składać na jego dokładność, bez- 
korzystnem więc jest zwracać uwagę tylko na usunięcie błędów jednej z tych części, jak np. 
przy podziale limbu, podczas gdy inne przysparzają błędów daleko znaczniejszych. 

Pomimo siły tych rozumowań i zdania Flamsteeda, zgadzającego się w tej mierze 
z Hooke"m, pozostał Heweliusz przy swoim uporze i swoich zarzutach przeciw użyciu lunet 
przy narzędziach, które już wszyscy omal współcześni mu astronomowie w praktykę u siebie 
wprowadzili. Natomiast przedłożył on listy Bullialda, Burattiniego i innych astronomów, którzy 
mieli sposobność widzieć i poświadczyć jego oględność i staranność przy obserwacyjach, a po- 
party został w tern przez niektórych uczonych, którzy krytykę Hooke'go za zbyt parcyjalną 
i osti-ą uznali. Prócz tego zewezwał Hooke'go, aby celem porównania wzajemnego metod obser- 
wacyjnych , obserwował w spółcześnie z nim odległości ośmiu przezeń podanych kombinacyj 
gwiazd stałych. „Obserwacyje te, powiada Heweliusz , nie będą przecież trudnemi dla doktora 
Hooka, który się chełpi, że zapomocą swojej metodysto a nawet dwieście obserwacyj wciągu 
jednej nocy jest w stanie zrobić." Propozycyi tej Hooke nie przyjął, wyi-ęczył go atoli 
Flamsteed, który te obserwacyje wykonał i przesłał je do porównania Heweliuszowi, co też 
tenże uskutecznił, przybrawszy jeszcze i obserwacyje Tychoua Brahe, i wynik tych porównań 
ogłosił w dziele swojem „Prodromus Astronomiae." ^) 

Ponieważ Heweliusz dopiero krótko przed swoją śmiercią obserwacyje Flamsteeda w ręce 
dostał, żądny satysfakcyi, nie przestawał od samego początku swych zatargów z Hooke'm na- 
legać na królewskie Towarzystwo naukowe londyńskie, aby wysłało do Gdańska kogoś ze swych 
członków, obznajomionego z użyciem lunety, a któryby naocznie poznał metodę jego obserwacyj. 



') j^Prodromus Astronomiae etc." pag. 28. 

') Jan Bradley, ur. 1692 w Gloucester, znakomity obserwator, dyrektor obserwatoryjum w Greenwich, 
zmarł 1762 r. 

^) Najlepsze świadectwo w tej sprawie daje Delambre w dziele swojem p. t. : Histoire de F Astronomie modernę" 
(II, 476), gdzie porównawszy obserwacyje Heweliusza , Flamsteeda i Tychona z katalogiem Piazzi'ego, powiada między 
innemi: „U parait au reste, que les instrumens et les observations d'Hevelius ant un peu plus de precision que 
celles de Tycho, et celles de Flamsteed un peu plus que Welles d'Hevelius. Aiiisi Hevelius est incontestablement 
un des grands ohservateurs , qui aient existe etc.'^ Między 8 pozycyjami z sobą porównanemi , znachodzimy tam tylko 
jedne, gdzie różnica w wypadkach między Heweliuszem a Flamsteedem wynosi 55", w pozostałych zaś 7miu nie 
przenosi ona 15". 



ŻYWOT I DZIAł.ALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 47 

i wspólnie z nim, każdy swojcnii wlasiienii iiarzędziaiiii , obserwacyje cclcni ich porównania 
robił. Życzeniu jeg"o i i)rośb(»ni stało się zadosye dopiero w rolcii IfiTO, i w progi jego zawitał 
26 maja t. r. młody jeszcze naówczas K. llalley '), kt('»ry z so])ą przywiózł doskonały tełeskop, 
jalco też przyrządy miernicze opatrzone dioptrami tełcskopiczncmi. Rozpoczęły się więc obser- 
wacyje, przy Ictóryeli pomagali N. Biithner asystent i Szymon Rciniger, drukarz Heweliusza. 
Heweliusz robił je swoim wielkim sekstantem, a mianowicie za zgodą oł)opólną pomierzył w obe- 
cności Halleya odległość gwiazdy Regulusa od jednej z gwiazd w gromadzie l*anny, i znalazł 
ją na kilka sekund zgodną z wypadkami przez się otrzymanemi już w latach 1658, 61 i 71. 
Potem mierzyli wspólnie odległość Ataira od o Wężownika. Zrobili 7 obserwacyj , zmieniając 
za każdym razem osobę asystującego pomocnika, i otrzymali wypadki tylko o 20" od siebie 
różne , a jeden z nich był nawet zupełnie równy temu , jaki poprzednio już Heweliusz ogłosił 
w swojej „Machina Coelestls." Tak prowadząc blisko przez 2 miesiące obserwacyje, których z po- 
AYodii sprzyjającej temu pory roku wiele zrobili, a nad któremi kierownictwo i dysponowanie, 
aby ujść zarzutu jakiegoś podejścia i oszukaństwa, Heweliusz oddał zupełnie Halleyowi, zakoń- 
czono je w pierwszych dniach lipca, a Halley odjeżdżając 8 t. m. z Gdańska, na pożegnanie 
pozostawił naszemu astronomowi świadectwo w formie listu *) , w którym podnosi do uwierzenia 
trudną dokładność jego narzędzi, jako też zgodę obserwacyjnych wypadków. Nic też dziwnego, 
że Heweliusz drażniony przez lat kilka w swojej ambicyi, otrzymawszy w ten sposób zadosyć- 
uczynieuie, policzył pobyt Halleya do najszczęśliwszych dni swojego życia. 

-iSSS^ ■ 



OZĘSO III. 
DziaJalność Heweliusza jako astronoma. 

1. Po raz pierwszy wystąpił Heweliusz, jako samodzielny obserwator i astronom, dnia 
1 czerwca 1639 przy obserwacyi zaćmienia słonecznego, do której, jak nam to z żywota jego 
już wiadome, zobowiązał go umierający Criiger. Powoli odtąd urządzał on sobie swoje obser- 
wator}jum, a przedewszystkiem konsti-uował potrzebne narzędzia. Mając zaś wielką wprawę w ob- 
rabianiu i szlifowaniu soczewek, sporządził najprzód na swój własny użytek dwie lunety, które 
mu wielkie przysługi w najbliższym czasie przy obserwacyjach księżyca oddały. Do tego to bo- 
wiem ciała niebieskiego zwrócił się przeważnie na sam początek Heweliusz. Po odkryciu gór 
i dolin na naszym satellicie przez Galileusza i jego współczesnych, między któremi głównie 
Piotr Sarpi ") gorliwie tą sprawą się zajmował, chodziło teraz o dokładną topografiję księżyca. 
Galileusz pomierzył wprawdzie wysokości niektórych gór księżycowych , a nawet później zwrócił 



') Edmund Halley, ur. 1656 w Haggerston kolo Londynu, sławny fizyk i astronom, profesor matematyki 
w Oxfordzie, zaś od r. 1719 dyrektor obserwatoryjum w Greenwich, gdzie 1742 r. umarł. 

■■') W liście tym mówi Halley: „Me vero nitro testem offero certitudinis vix credendae Instrumentorum, 
contra omnes qui imposterum Observationes Yestras in dubium vocare possitit, ąidppe qui liisce oculis vidi, 
non unam vel alieram, sed etiam pltires Observationes stellarum jixarum Sextante magno Orickalcico, a diversis 
etiam Observatoribus , quandoque etiam a me ipso, licet parum exercitato peractas, ac amoła reguła repositas 
accuratissime atgue fere incredibiliter inter se convenire, ac nunquam nisi temnendą minuti parte inter se 
discrepare." (J. Hevelii „Annus Climactericus etc." pag. 101). 

') Nazwany także Servita, urodzony w Wenecyi 1552 i tamże zmarły w r. 1623 jako prowincyjał zakonu 
Serwitów. 



48 DR. D. WIBEZBICKl. 

uwagę ua libracyję czyli kołysanie się księżyca, — jako na pierwsze jednak owoce zastosowa- 
nia lunet, prace jego i odkrycia tylko ogólną, z grubsza naszkicowaną przezeń kartę księżyca 
przyniosły. Rzecz ta, pomijając i rysunki Fontany ') , które tenże z obserwacyj księżyca w la- 
tach 1630 — 1646, w każdym razie lepiej już i dokładniej niż Galileusz wykonał, — pozostała 
całkowicie niemal do wykonania Heweliuszowi , który ją też z wielkiem zamiłowaniem podjął 
i do skutku doprowadził. A miał on do tego wszystkie potrzebne warunki, tj. znakomity wzrok, 
rękę wyćwiczoną w rysunkii i rytownictwie, a co najważniejsza, wielki zasób cierpliwości i wy- 
trwałości przy obserwacyjacli. 

Postąpiwszy cokolwiek w tej pracy, dowiedział się przypadkowo, że przyjaciel jego Gas- 
sendi pracuje także nad kartami księżycowemi, które z pomocą zdolnego lysownika i sztycha- 
rza wydać zamierzał. Napisał więc do niego, pytając się o to, a przytem prosząc o radę i sąd 
o kilku już gotowych swoich rysunkach i sztychach, które do listu dołączył. Na to odpisał mu 
Gassendi (w dwóch listach z marca i kwietnia 1644), że rzeczywiście przed paru laty wziął się 
do tej pracy, a nawet w r. 1635 miał już wyrytowane 3 fazy księżycowe, tj. nów, pierwszą 
i ostatnią kwadrę, że jednakowoż zrzeka się nadal zamiaru swego na korzyść Heweliusza, jest 
bowiem tego przekonania, że on lepiej i dokładniej tę rzecz do skutku doprowadzi ^) , nie po- 
trzebując obcych rąk do pomocy. 

Po takiej zachęcie z większą jeszcze niż dotąd usilnością zabrał się do pracy Heweliusz, 
a nawet rozszerzył teraz swój pierwotny plan, postanowiwszy zamiast tylko pełni księżycowej, 
odrobić wszystkie zmiany księżyca od dnia do dnia, do któregoto zamiaru doprowadziła go 
uwaga, że nie robiąc poprzednio rysunku różnych faz księżyca, nie byłby w stanie dokładnej 
mapy jego pełni wykonać, gdyż jak wiadomo, przy tej fazie plamy księżyca najniewyrażniej 
się pokazują. Praca ta zajmowała go we dnie i w nocy, nocami bowiem obserwował i rysował, 
w dzień rytował na miedzi, — aby zaś od tych czynności niczem nie być odrywanym, wydzier- 
żawił swoje browary. Po 5 latach usilnej i cierpliwej pracy (1641 — 47), ukończył ją wreszcie 
i wydał w r. 1647 na własne koszta dzieło znane p. t. ,.,Selenographia" ^). 

Dwa pierwsze rozdziały tegoż są bardzo ciekawe dla historyi optyki, mówi on tam bo- 
wiem o sposobach robienia i szlifowania szkieł czyli soczewek. Następne poświęcone są obser- 
wacyjom, które wykonał dotąd swemi lunetami, a mianowicie obserwacyjom niektórych planet, 
drogi mlecznej, słońca, szczególniej zaś księżyca (od sti". 109 do 495). Liczne rysunki zdobią 
to dzieło, a przedstawiają fazy księżyca rosnącego i malejącego w bardzo drobnych szczegółach. 
"W tekście im towarzyszącym , rachuje on tych faz 40 , z których każdej daje osobną nazwę, 
a właściwie ich połowie dla księżyca rosnącego, jak np. inłerhmiion , luna prima, cornicuJała, 
falcata, cornigera, ciiwata itd. aż do PlenUimium czyli pełni, zaś dla księżyca malejącego przy- 
chodzą też same nazwy w porządku odwrotnym i z małemi zmianami. Ta nomenklatura Hewe- 
liusza się nie uti-zymała, a podobnież po części stało się i z jego nazwami plam księżycowych. 
Początkowo zamyślał on większym z nich pouadawać imiona sławnych uczonych, odstąpił jednak 
od tej myśli z obawy wzbudzenia nienawiści i niechęci ku sobie, gdyby pominął którego z licz- 



') Franciszek Fontana, urodzony w Neapolu 1585, prawnik, a przytem wielki amator Astronomii i konstruk- 
tor lunet. 

') W liście z 26 Marca pisze Gassendi do Heweliusza: „Fdcit koc certę, nt non modo consentiam, sedąuan- 
tum licet etiam exhortor, ut quam ego Selenographiam affectaui , ipse perficias ; siguidem, cum miła pingendi 
ignaro utendum aliis fuerint manihus, potes tu rara foelicitate łuismet uti , et pingendo , et quod maximttm, 
aeri incidendo.'^ (Olhoif „Excerpta ex littteris etc") 

") Całkowity tytuł znajduje się w części 4, Nr. 1. 



ŻYCIE I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 49 

iiych do tef>:o zaszrzytu kandy(1at(')w , liil) te:^. ])izy(lziclil komuś niiiioj st/i.sowiie na kBiężycii 
nnejscc 'j ; miast wioc, tego wprowadził nazwy wzięte z geografii ziemskiej, zastrzegając się je- 
dnak wyraźnie przeciw temu, jakoljy nazwami tenii cliciat jakieś podoljieństwo między koniigu- 
racyją księżyca i ziemi zaznaczyć. W ten sposób wprowadził na księżyc nasze Apeniny. We- 
zuwiusza , Kar])aty itj). , a ponieważ zn()W widzialne nawet gołera okiem ciemne plamy poczy- 
tywał za zl)iorniki W(')d, ponadawał więc im nazwiska: Marę serenitatis, marę friyoris, oceanus 
proceUarum itp. , z których tylko nazwy mórz, oraz nazwy łańcuchów gór utrzymały się w to- 
pogratii księżycowej, nazwy zaś pojedyńczycli miejscowości zastąpione zostały przez Ricciolego 
w r. 1651 przy wydaniu nowej karty księżycowej*), według pierwotnej myśli Heweliusza, na- 
zwami zasłużonycli ludzi w astronomii, przyczem imię Heweliusza dostało sic jednej z gór, po- 
łożonej w stronie zacłiodniego brzegu tarczy księżycowej, a którą astronom gdański nazwał był 
poprzednio „Pherme, Mons Aegypti." Dzięki próżności ludzkiej nomenklatura Ricciolego została 
ostatecznie przez astronomów przyjętą, chociaż Heweliusz ciągle używał swojej, i cliociaż tejże 
długo jeszcze potem trzymano się w Niemczech. 

Heweliusz obserwował w ogóle 550 plam księżycowycli, i rysował je metodą przez Scliei- 
nera ') przy obserwacyjacli plam słonecznych używaną. Polegała ona na tem, że wyciągnąwszy 
lunetę trochę więcej , aniżeli to do dokładnego i wyraźnego widzenia jest potrzebnem i skiero- 
wawszy ją w ciemnym pokoju ku księżycowi , na tablicy białej lub papierze olejem napuszczo- 
nym, a umieszczonym poprzed soczewką oczną, otrzymać można obraz księżyca, a na nim rzuty 
plam większych księżycowych , których kontury następnie należało tylko naznaczyć. Obraz 
w ten sposób jjowstały nie jest wprawdzie tak wyraźny i o tak ostrych zarysach, jaki otrzy- 
mywany bywa przy bezpośredniem patrzeniu lunetą, ma atoli tę korzyść, że może być współ- 
cześnie przez kilka osób naraz obserwowanym. Ponieważ rysunek mniejszych plam nie. daje się 
za pomocą takiej metody z równą pewnością i dokładnością jak plam większych wykonać, kre- 
ślił więc Heweliusz najprzód kontury zbiorowisk takich plam, następnie powiększał te rysunki, 
a wreszcie wkreślał w nie szczegóły podług oceny oka, w czem , jak rewizyja tych prac jego 
świadczy, niepospolitej nabył wprawy. 

Prócz tych obserwacyj zajmował się także Heweliusz pomiarami wysokości gór księży- 
cowych, których wyniki, porównywując je z obserwacyjami dzisiejszemi, świadczą również o wiel- 
kiej jego biegłości i pewności w użyciu tak małych ówczesnych środków pomocniczych. Jego 
metoda w tym kierunku poszukiwań używana, była znów następująca : oczekując chwili, w któ- 
rej szczyt góry obserwowanej , a na stronie nieoświecouej księżyca leżący , otrzymał pierwszy 
promień światła słonecznego, następnie zaś mierząc pozorną odległość tego jasnego punktu od 
granicy światła, otrzymywał ztąd dane, z którycli prawdziwą odległość wierzchołka góry od 
środka kuli księżycowej obliczał, a wreszcie, odjąwszy od tak otrzymanego wypadku promień 
księżyca, 234 mil, otrzymywał wysokość samejże góry. W ten sposób postępując, obliczył, że 



') „Selenographia etc." pag. 224. 

') Kartę te załączył tylko Riccioli do swego dzieła, wydanego w r. 1651, p. t. „Almagestum novum,'' ryso- 
wał ją zaś właściwie Franciszek Grimaldi, nauczyciel matematyki w kolegium jezuickiem w Bolonii, wsławiony przez 
odkrycie uginania się światła. Żył wiatach 1618 — 1663. Jan Baptysta Riccioli rodem z Ferrary (1598 — 1671), 
jezuita, autor wielu cennych dzieł. 

') Krzysztof Scheiner, jezuita, rodem ze Szwabii (1575 — 1630), profesor matematyki we Freiburgu, w Ingol- 
stadzie, a wreszcie rektor kolegium jezuickiego w Nissie na Szląsku, zasłużył się nauce szczególniej swemi obser- 
wacyjami plam słonecznych. 

Wydz. filozof.-histor. T. VII. 7 



50 DE. D. WIERZBICKI. 

wysokość najwyższych gór księżycowy cli , jak iip. Albategnius (u niego Mons Didymus), Era- 
tosthenes (u niego Mons Apenninus) itp. wynosi 12600 stóp gdańskich. 

Co do fizycznych własności księżyca, przypuszcza Heweliusz, prócz światła otrzymywanego 
tam od słońca, możliwość także własnego, acz bardzo słabego śmatła. Uzasadnia on to, twier- 
dząc , że podczas zaćmień księżyca będącego w apogeum czyli punkcie odziemnym , gdy cień 
przez ziemię rzucony jest węższy a księżyc dalej od słońca, przedstawia on się trochę różowo 
i jaśniej , aniżeli podczas zaćmienia w perigeum czyli punkcie przyziemnym '). Powiada także, 
że fazy malejącego księżyca są mniej świetlne aniżeli rosnącego, co zdaje mu się wskazywać, 
że polowa zachodnia tarczy księżycowej jest więcej uzdolnioną do odbijania światła słoneczne- 
go, aniżeli wschodnia. Domyśla się, że góra Aristarchus (u niego Mons Porphyrites) jestto ro- 
dzaj wulkanu ziemskiego ^), ciągle się palącego, ponieważ kolor jej zawsze i we wszystkich jej 
położeniach zdaje się być więcej czerwonym, aniżeli innych miejsc powierzchni księżyca. Wie- 
rzy wreszcie, tak jak Galileusz, że księżyc jest zamieszkały, ale przez zwierzęta i rośliny zu- 
pełnie różne od ziemskich co do wielkości i jakości, a które nazywa Selenitami, i powiada, że 
muszą one być innego ustroju na każdej z półkul księżycowych, tj. zwróconej do ziemi i od 
niej odwróconej ^). 

Przy tak szczegółowych i drobiazgowych badaniach , jakie Heweliusz nad księżycem 
przedsięwziął, nie mogło także ujść jego uwagi zjawisko libracyi czyli kołysania się księżyca, 
które Galileusz również pierwszy spostrzegł, i które sprawia, że chociaż księżyc zawsze jedną 
i tą samą stroną ku ziemi naszej jest zwrócony, to przecież więcej niż połowę, bo około ^s 
całkowitej jego powierzchni znamy. Zjawisko to, jak wiadomo, jest następstwem dwojakiego 
ruchu księżyca: jednego wirowego koło osi, drugiego postępowego koło ziemi naszej ; pierwszy 
z nich jest wprawdzie stały, drugi jednak podlega pewnym zmianom, które aczkolwiek są bar- 
dzo małe, to przecież wystarczą na to, aby skutkiem przyśpieszania lub opóźniania się jednego 
ruchu względem dnigiego, zmieniać wygląd księżyca i nam już to na zachodnim, już na wscho- 
dnim jego brzegu odsłaniać okolice, które właściwie do odwróconej od nas jego połowy należą. 
Heweliusz, który tak przed, jak i po wydaniu Selenografii zjawisko to obserwował, tłomaczy 
je już w temże dziele swojem jako wynik ruchu księżyca w długości i szerokości, skutkiem 
czego środek jego zmienia ciągle swe miejsce, oraz podaje tablicę dla wszystkich miesięcy i lat 
17 stulecia, służącą do znalezienia każdorazowo pozycyi tego środka, — w ogóle atoli daje wy- 
jaśnienia tego zjawiska przewlekłe i niedostateczne ^) , nie mogące przyczyny i wartości jego 
dokładnie określić. 

Prócz obserwacyj księżyca , którjTn głó\\Tiie pierwsze to dzieło Heweliusz poświęcił , są 
tam jeszcze, jak wspomnieliśmy, i inne, a z tych najważniejsze tyczące się słońca, poczynione 
wiatach 1642 do 1645. W tymto czasie, badając wytrwale plamy słoneczne, które niezbyt da- 
wnio przedtem, bo dopiero w r. 1610, współcześnie przez Galileusza i K. Scheinera odkryte zo- 
stały, stwierdził obserwacyje tych dwóch astronomów, że te plamy nie rozciągają się dalej nad 
30" od równika słonecznego, a z czasu, jakiego jedna i ta sama plama potrzebuje do ponownego 
zjawienia się w tym samym punkcie obserwowanej tarczy słońca, obliczył czas jego wirowego 



') „Selenographia etc." pag. 116. 

') Ibid. pag. 353. 

') Mówi w tej mierze : „ Ex quibus quoque haud difficulter cognosciłur , quod si in Luna dentur res crea- 
tae viventes, quod illae quae habitant in hemisphaerio Lunae patenie, et aperto Terrae, rałione luminis, dnt 
melioris conditionis, quam illae, quae colunt hemisphaerium Lunae nohis abscondiłum ac latens.^ 

*) „Selenographia etc." pag. 247 fF. 



ŻAWOT I DZIAftAIiNOŚĆ JANA HliWKLIUKZA. 5] 

obrotu około oh! iia 27 dni '). Do rysunku phini słonecznydi używał zuaiu-j nam już metody 
Scheiuera. Samo slouce ma on za kulę of,niistą, otoczoną atmoMferą ])0(lol)nu do zicmHkicj, 
a plamy według niego pochodzą ze; zgęszczenia wyziewów w tejże atmosferze '^J. Co d(» zaćmień 
slonecznycli, nie opuścił Heweliusz obserwacyi żadnego z nich ; w swojej Selenografii podaje on 
obserwacyję zaćmienia z 21 Sierpnia 1045 *), późniejsze zaś ogłosił w pracach, o których w dal- 
szym ciągu mówić Ijcdziemy. 

Co się tyczy planet, nie wiele na tern polu zdziałał w og('de Heweliusz, a z tego co zro- 
bił, nie wszystko było zbyt szczęśliwe i wielkiej wartości. W Selenografii swojej przytacza 3 
obserwacyję Wenery z lat 1644 i 1645, i powiada, że fazy tej planety łatwiej dadzą się ob- 
serwować we dnie, aniżeli w nocy *). Przejścia Wenery poprzed tarczą słoneczną, które się i)rzy- 
tratiło 4 grudnia (v. s.) 1639 r. , i poraź pierwszy przez astronomów obscn-wowanem l)yło, He- 
weliusz nie widział , — ale otrzymawszy od Huygliens'a kopiję obserwacyi, zrobionej w Hoole 
(w pobliżu Liwerpoolu), przez młodego i wcześnie zmarłego astronoma, Jeremiasza Horrox'a, 
umieścił takową jako dodatek do jednego z późniejszych swoich dzieł *) wraz ze swojenii uwa- 
gami i niefortunuemi poprawkami. 

Obserwacyję Marsa, prowadzone przez Heweliusza, a obejmujące 11 obrotów tego pla- 
nety, nie dostarczyły mu żadnego wypadku godnego uwagi. 

O Jowiszu, którego obserwował często, bo jak twierdzi w jednej ze swoich późniejszych 
także pubłikacyj *), ma tych obserwacyj około 2500 , — powiada w Selenografii , że w)'daje on 
mu się „satis rotundus", ale że oczekuje na lepsze lunety, by przy ich pomocy bliżej zapoznać 
się z tym planetą '). Że istotnie w tym wypadku lunety jego już nie wystarczały, łatwo poznać 
z niebardzo dokładnego rysunku Jowisza. Acz poznał on tam na tarczy Jowiszowej pojedyncze 
ciemne plamy, ale dużo później dopiero dojrzał pasy ^), tak łatwo dobrą lunetą dojrzeć się da- 
jące. Natomiast jego obserwacyję trabantów Jowiszowych są staranne i dokładniejsze, aniżeli 
obserwacyję Galileusza i Szymona Mariusza '') , którzy między sobą spór wiedli o pierwszeń- 
stwo w ich odkryciu. Między elementami np. icłi drogi koło Jowisza, podaje czasy icb sjmo- 
dycznego obiegu, które porównane z dzisiejszemi datami, tak się przedstawiają: 

dla trabanta 4go według Heweliusza'") 16 dni 18.1 godz. — dziś 16 dni 18.1 godz. 

„ „ 3go „ „ 7 „ 3.9 „ — „ 7 „ 4.0 „ 

« „ 2go „ „ 3 „ 13.3 „ — „ 3 „ 13.3 „ 

Igo „ ■ „ 1 „ 18.5 „ - „ 1 „ 18.5 „ 

Trabantom tym ponadawał on nazwy planet słonecznych, które się nie utrzymały, a mianowicie : 

„Mercurius Jovialis, Venus JoviaUs, Jupiter Jovialis i Saturnus Jovialis.^ Prócz tego jeszcze 



') „Selenog7-aphia etc." pag. 505. 
") Ibid. pag. 88. 
') Ibid. pag. 106. 
*) Ibid. pag. 69. 

') J. Hev. „Mercurius in Sole visus etc." 
°) J. Hev. „Prodromus Astronomiae etc." 
') „Selenographia etc." pag. 45. 
*) J. Hev. „Cometographia etc." pag. 371. 

'j Szymon Mayr albo Marius, nadworny astronom i kalendarzopisarz magrabiego Grzegorza Fryderyka w Ans- 
pach, na którego cześć nazwał trabanty Jowiszowe „Sidera brandenburgica." Zyl w latach 1570 — 1624. 
'") ^Selenographia etc." pag. 47. 



52 DE. D. WIERZBICKI. 

5 nowych gwiazd, do który cli odkrycia dnia 29 Września 1642 r. kapucyn Antoni Schyrle *) 
rościł sobie prawo, a uważając je za trabanty jowiszowe, nazwał takowe „Vrhan - Octayiani" 
na cześć ówczesnego papieża Urbana VIII, — Heweliusz sprawdziwszy, że to są gwiazdy stałe*), 
nazwał je „Stellae Vladislavianae^'- na cześć i pamiątkę pobytu króla polskiego Władysława TV 
w Gdańsku w r. 1643. 

Najwięcej kłopotów miał Heweliusz z Saturnem. Jak poprzednio dla Galileusza, który 
pierwszy spostrzegł lunetą dziwaczny kształt tego planety, tak i dla niego było to trudnem 
orzechem do zgryzienia, ocenić prawdziwy jego kształt i wytłomaczyć tenże. Galileusz w liście 
pisanym z Florencyi 13 listopada 1610 roku do Juliana de Medicis , ambassadora księcia to- 
skańskiego w Pradze, powiada, że widział Saturna złożonego z trzech części , i że zabezpieczył 
sobie pierwszeństwo tego odkrycia w anagrammie, który odczytany znaczy: „Alłissimum PInnefam 
tergeminum observavi ,^' tj. „najwyższą planetę trójdzielną widziałem." Gassendi, który później 
obserwował Saturna, powiada w r. 1643, że zdawał on mu się być w towarzystwie dwóch kul 
tej samej co i on sam białości. Nie lepiej się powiodło w tej mierze i Heweliuszowi. Już około 
r. 1640 oświadcza on stanowczo, że nic nie rozumie tych zjawisk szczególnych, jakie widzi 
na Saturnie, a nie wiele w tym względzie postąpił do r. 1647, w którym ukazała się jego Se- 
lenografija. Pojmuje on i nazywa tam ^) pierścień saturnowy jużto jako dwie kule z głównym 
planetą w związku będące, już też jako jego ramiona, w ogóle nie ma idei ściśle określonej 
o jego naturze; a ponieważ, jak powiada, obrót tego planety około słońca jest bardzo powolny 
(ocenia go na 15 lat), potrzeba więc wiele czasu na to, iżby dokładnie zjawisko to wytłomaczyć. 
Mimo tej niepewności , której i później obserwacyjami swemi nie zdołał usunąć, wydał w roku 
1656 rozprawę o Saturnie *), w której powiada, że ten planeta składa się z trzech części, mia- 
nowicie ze środkowej elliptycznej i dwócli pobocznych, mniej więcej do siebie zupełnie podob- 
nych i podobnych do uszu albo rączek półokrągłych, kształtu księżyca rosnącego, a które się 
w czasie swego obiegu około słońca równocześnie ze środkowem ciałem raz około swej osi 
obracają. Rozróżnia przytem 6 różnych faz pojawiania się tego planety *), tłómacząc np. kształt 
jego okrągły z ziemi widziany, jako słaitck obrotu i odwrócenia obu tych uszu, jednego w tył, 
drugiego na wprost obserwatora, a poprzed tarczę głównego środkowego ciała, przez co stają 
się one dlań niewidzialne, — jak w ogóle, odpowiednio założeniu swemu o kształcie Saturna, 
stara się on tam niedokładną teoryją zjawisko to wyjaśnić. Całą tę zagadkę wyjaśnił dopiero, 
jak wiadomo, w r. 1659 Hnyghens, który przyczynę rozmaicie jawiących się kształtów Saturna 
znalazł w pierścieniu otaczającym knlę saturnową. W ogóle, tak obserwacyje Saturna jak i wy- 
ciągnięta z nich teoryja o nim, były błędnemi i nie wytrzymującemi krytyki. A Heweliusz wraca 
dość często do tego trudnego dla siebie zadania. Tak, w późniejszych czasach w innem swojem 
dziele ^) powiada, źe Saturn, a także i Jowisz, otoczone są dość grubą powłoką atmosferyczną, 



') Antoni Maria Schyrlaus, członek zakonu 00. Kapucynów w Rheit w Czechach, teolog i astronom, wynalazca 
lunety ziemskiej (o 4 soczewkach), autor nazw „ohjectiv i ocular" przy lunetach. Żył w latach 1697 do 1660. 

*) „Selenografhia etc." pag. 49 — 52. 

') Ibid. pag. 42, 43. 

*) J. Hev. „De Nativa Saturni facie etc." Zupełny tytuł tej rzeczy znajduje się w części 4, Nr. 7, — jak 
również tamże od Nr. 2 do 6 tytuły poprzedzających ją innych publikacyj, między rokiem 1647 a 1656 wydanych, 
a obejmujących obserwacyje zaćmień słonecznych i księżycowych , jakoteż poszukiwania jego dalsze nad libracyją 
księżyca. 

^) Nazywa je: monosphaericum, trisphaericum, sphaerico-cuspidatum , sphaerico-ansatum , elliptico-ansatum 
diminutum i elliptico-ąnsdtum plenum. 

*) „Cometographia etc." pag. 387. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 53 

którą na 2 do 3 minut pozornej wysokości ocenia i twierdzi, że na Saturnie jest bardzo wiele 
zmian atmosfcrycznycli z powodu właśnie wpływu owycli pol)ocznycli ciał księżycowycłi. Tra- 
banta Saturnowego, odkrytego w r. IGSfj przez IIiiy}«liens'a obserwował także Heweliusz i wyzna- 
czył ') pozorną jego odległość od środka głównego planety na 3', zaś jego pozorną średnicę 
ze Saturna widzianą na 19', podczas gdy nowi astronomowie obliczają pierwszą na 3'15", zaś 
drugą na 13'30", a największą pozorną średnicę zewnętrznego brzegu pierścienia obliczył*) znów 
na 72", podczas gdy ona według nowszych i)omiar(5w znacznie mniej, bo tylko 40" wynosi. 

Jak widzieliśmy, obszar prac Heweliusza w Selenografii jego zawartych , zważając także 
i na krótki stosunkowo czas w zawodzie jego do owej pory ubiegły, był wielki , a co do treści 
bardzo, zwłaszcza na ówczesne czasy, ciekawy. To też ogłoszenie tego dzieła obudziło powszechny 
podziw i uwielbienie w kołacli uczonych. Gassendi , Mersenne i Boulliau , którzy od autora 
egzemplarze w upominku dostali, zaledwie, jak pisze Westphal , ukradkiem zdołali je czytać, 
bo przyjaciele i znajomi ich ciągle się schodzili, aby je widzieć i podziwiać. Uniwersytety 
w Oxford i Cambridge przesłały autorowi urzędowe, a jak najpochlebniejsze podziękowania 
za egzemplarze w darze im przesłane; książęta i sam król z ciekawością je przeglądali, a pa- 
pież Innocenty X, gdy mu je O. Mikołaj Zucchi ') pokazał, miał powiedzieć: „Sat-ebbe questo 
libro senza pari, se non fosse scrifto da un erełico.^ ■*) To dobre przyjęcie, jakiego Selenogratija 
doznała, i pochwały, jakiemi zewsząd Heweliusza za nią obsypywano, (czy zaś słusznie i .spra- 
wiedliwie , to dość wiedzieć , że z powodu rysunków i map księżycowych w niej zawartych blisko 
przez półtora wieku prym ona między tego rodzaju innemi pracami trzymała, a wypartą z tego 
stanowiska dopiero została w r. 1837 przez pracę Madlera, ogłoszoną p. t. ,,Mappa selenogra- 
phica^) zachęciły bardzo Heweliusza do dalszej pracy i wytrwania w obranj'm , choć kosztownym 
dla niego zawodzie. Ku temu celowi zmierzając, postanowił przedewszystkiem postarać się 
o silniejsze lunety, bo widział, o czem już przy jego obserwacyjach Jowisza wspomnieliśmy, 
że dotychczasowe, wystarczające przy obserwacyjach księżyca, nie wystarczają mu już przy 
innych ciałach niebieskich z powodu małej siły powiększającej. Źle się jednak i niepraktycznie 
wziął do rzeczy skutkiem fałszywego mniemania, że osiągnie to przez powiększenie odległości 
ogniskowej szkieł przedmiotowych czyli objektywów,*) albo inaczej mówiąc, przez przedłużenie 
lunety, zamiast myśleć o dokładniejszym obrobieniu i polerowaniu soczewek. Zaczął więc kon- 
stiTiować lunety o długości 40, 60 a nawet 150 stóp, które jednak z powodu zginania się i skrę- 
cania ich opraw czyli tubusów, jakoteż trudności w ich ustawianiu, okazały się zupełnie nieuży- 
teczne, a przez tento niefortunny dlań przebieg sprawy, mimo całej jego pilności i nie szczę- 
dzonych kosztów, ominęły go rzeczymście wszystkie odkrycia, które nieco później Huyghens 
i Cassini nierównie krótszemi poczynili lunetami, a co więcej, narzędzia te, według jego naj- 
głębszego przekonania, doskonałe i nadzwyczajnej siły, prowadziły go na manowce , do błędnych 
teoryj i wniosków, jak np. przy Saturnie, które tylko szkodziły imieniowi jego. 



') „Gometographia etc." pag. 399. 

') Ibid. pag. 397. 

') Mikołaj Zucchi albo Zucchius, jezuita rodem z Parmy r. 1586, a zmarły 1670 w Rzymie, nadworny kazno- 
dzieja papieski, zasłużony w udoskonaleniu lunet. 

*) Westphal „Leben, Studien etc." pag. 19. 

°) Dość powszechnem było to mniemanie podówczas, przy którem obstając, aby ominąć trudności w konstruo- 
waniu i uż}'waniu bardzo długich lunet, urządzano t. z. lunety powietrzne, polegające na tem, że obie soczewki, 
tak przedmiotową jak oczną, zawieszano w powietrzu bez żadnej oprawy czyli tubusu (pierwszą np. na wysokiej 
wieży, oczną zaś w pobliżu ziemi). Pomysł ten przypisywał sobie Hooke , znany nam już z żywota Heweliusza. 



54 DE. D. WIERZBICKI. 

2) Nadwichniętą cokolwiek ostatniemi czasy wydawnictwem o Saturnie sławę swoją, 
poprawił Heweliusz ogłoszeniem nowej pracy w r. 1662 p. t. „Mercurius In Sole ?;<sms",*j 
obejmującej w części obserwacyje zaćmień i okkultacyj gwiazd, poczynionych w latach 1659 
do 1661, ale poświęconej giównie obserwacyi przejścia Merkurego poprzed tarczą słoneczną, 
które się przytrafiło dnia 3 Maja 1661. Zjawisko to jest bardzo interesujące dla astronomów, 
gdyż według myśli rzuconej pierwotnie w r. 1677 przez Halleya, gdy na wyspie św. Heleny 
takowe obserwował , służy ono do wyznaczenia parallaksy słońca , a w następstwie wyznaczenia 
odległości jego od ziemi. Nie znał jeszcze podówczas Heweliusz doniosłości tego zjawiska, ale 
wiedząc, że za pomocą obserwacyi tegoż można z bardzo wielkiem przybliżeniem wyznaczyć 
orbitę planety, postanowił pilnie nań oczekiwać, zwłaszcza, że tej pilności poti"zeba nawet było, 
gdyż różne tablice rozmaicie czas pojawu tego zjawiska z rachunku podawały. Według tablic 
Longomontana miało ono nastąpić 1 Maja, według rudolfińskich 3, według tablic Alfonsa dnia 
11, poti-zeba więc było w danym razie przygotować się na 11-to dniową a ciągłą obserwacyje 
słońca, tem więcej, że i z niektóremi plamami słonecznemi trzeba się było dobrze poprzednio 
obeznać, aby której z nich nie wziąść za Merkurego. Po uciążłiwem a próżnem oczekiwaniu 
przez pierwsze dwa dni , udało mu się szczęśliwie mimo przesuwających się często chmur już 
trzeciego dnia przed południem ujrzeć poraź pierwszy tego planetę, który jako maleńki punkcik 
aż do godz. 7 '/a wieczorem przesuwał się wzdłuż tarczy słonecznej ; z 7 pozycyj obserwowa- 
nych następnie, mimo, że początku zjawiska z powodu chmur, a końca z powodu zachodu słońca 
nie widział, czas zjawiska dokładnie wyznaczył i przekonał się, że tablice rudołfińskie wejście 
Merkurego o 11 godzin zawczas podawały, — prócz tego z rysunków przezeń na podstawie 
obserwacyj otrzymanych , obliczył szerokość tego planety a więc i odległość od węzła podnoszą- 
cego, dalej pochylenie jego orbity, ruch dzienny i długość. Była to obserwacyja bardzo ważna, 
zjawisko bomem samo przez się rzadko, a od czasu wynalazku lunety po raz trzeci wówczas 
się powtarzające. Po raz pierwszy obserwował je 7 Listopada 1631 r. Gassendi w Paryżu, 
jezuita Jan Bapt. Cisatus w Insbruku, Dr. Jan Remus Quietanus w Ruffach w Alzacyi i jakiś 
nieznany obserwator w Ingolsztadzie ; drugi raz zaś dnia 24 Października 1651 r. obserwował 
je Jeremiasz Shakerley, asti'onom angielski, w Indyjach wschodnich, dokąd się właśnie w tym 
celu udał, w Europie bowiem było ono niewidzialnem. To trzecie z kolei podówczas przejście 
Merkurego obserwował w środkowćj Europie Heweliusz , a w liście do Justusa Benjamina Rabe- 
nera *) żali się nad obojętnością asti-onomów, pomijających takie ważne zjawiska. 

') Całkowity tytuł podany jest w części 4, N. 10. 

*) Justus Benj. Kabener, do którego Heweliusz listy swoje adresował pisząe: „Nobilinsimo ac consultissimo 
viro Dno. Rahenerio, Sereniss. Elect. Brandeb. Consiliario amico honorando. Franco, Wutzkaw" był , jak się 
z tych listów okazuje , nie tylko wielkim miłośnikiem astronomii , ale i pilnym obserwatorem , spostrzeżenia zaś swoje 
często posełał Heweliuszowi. Otóż w jednym z takich listów, dnia 5 Lipca 1661 pisze doń Heweliusz między innemi : 
„ Wie ich den auch fast nicht dafilr halte das irgentwo in Deutschland (ob es in ąndern Laendern iceiss ich 
auch noch nicht) die neuerlich iiberaus rara conjiinctio Q a ^ die den 3 May st. n. dieses Jahres einfallen, wie 
der Q in der Sonnen selbsten ais ein macula solis zu sehen gewesen, sey von niemand recht iind richtig oOser- 
viret worden ; da doch dieses eineS von den vornembsten Sachen ist, die in Astronomia vorfaUen, und icelche 
es nur noch ein eintzigesmahl von Anfang der Weldt observirten; ivovon ins kunftige vielleicht ein mehres. 
Diese Observation habe ich Gott sey Dank alhier zu Damig glucklichen verrichtet , wie oder wo mochte vielleicht 
mit dem ersten gedruckt loerden." (Zach, Monatl. Corresp. 1803, pag. .35 i 36). Myli się tu w niektórych 
swoich twierdzeniach, Heweliusz i tak: 1) w Polsce, Niemczech i Francyi nikt nie obserwował tego zjawiska, ale 
obserwował je Huyghens w Londynie, tudzież Mikołaj Mercator i Street w Longacre; 2) nie była to pierwsza obser- 
wacyja tego zjawiska, gdyż jak już powyżej wspomnieliśmy, przejścia tak w r. 1631 jak w r. 1651 obserwowanemi 
były, Heweliusz tylko o obserwacyi z r. 1651 wiedzieć nie mógł, gdyż ogłoszona ona była dopiero w r. 1669, 
i to po śmierci Shakerley'a w Indyjach zaszłej. (Ibid.). 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 



55 



Całą obserwacyję powyż rzeczoną, podobnie jak Gassendi , tak i Heweliusz, wykonali 
metodą Sclieinera. Aby ni()dz porównać wielkość pozornej średnicy Merkurego ze średnicą 
innych gwiazd, użył Heweliusz kartonu, (na którym obserwował rzucony przez hmetę obraz 
słońca) drobno poliniowanego, i znalazł, że średnica Merkurego zajęła 56 części tego podziału, 
zaś bezpośrednio potem obserwowany Syryjusz zajął ich 60, x Orionis .56, Regidus 48. Z takich 
obserwacyj ol)liczył średnicę Merkurego w chwili przejścia przez tarczę słoneczną, a więc 
w czasie złączenia dolnego, na ll."8 '), tj. otrzymał wartość bardzo zbliżoną do dziś przy- 
jętej (12."9), podczas gdy Gassendi z obserwacyi w r. 1631 otrzymał ją o wiele gorszą, bo 
20". I w ogóle można powiedzieć, że Heweliusz w swoich pomiarach, mimo różnych jeszcze 
niedostatków, którym zaradzić nie potrafił, przewyższył przecież swych poprzedników, o czem 
przekonać się można, porównywując jego i Gassendi'ego wartości średnic pozornycli wszystkicli 
planet przezeń obserwowanych , z dzisiejszemi. Mamy to zestawienie w następującej tablicy : 



Średnica pozorna z ziemi widziana. 


Obserwator 


Saturna 


Jowisza 


Marsa 


Wenery 


Merkurego 




Max. 


Min. 


Max. 


Min. 


Max. 


Min. 


Max. 


Min. 


Max. 


Min. 


Gassendi 


0'31" 


0'43" 


0'38" 


1' 2" 


C 9" 


1' 4" 


0'15" 


1'40" 


010" 


0'28" 


Heweliusz 


0'14" 


0'20" 


0'15" 


0'24" 


0' 3" 


0'21" 


0'10" 


1' 6" 


0' 4" 


0'12" 


dziś przyjęte 


0'15" 


0'21" 


0'31" 


0'51 " 


0' 6" 


0'25" 


0' 9" 


r 1" 


0' 5" 


0'13" 



z której widzimy, że daty Heweliusza są daleko więcej zbliżone do dzisiejszych , aniżeli Gassen- 
di'ego, wyjąwszy przy Jowiszu , co prawdopodobnie ztąd pochodzi , że podane tam przez Hewe- 
liusza wartości ^) nie do średnicy, lecz do promienia Jowiszowego się odnoszą. 

3). W pracach Heweliusza dziwną jakąś fluktuacyję co do ich wartości napotkać można, 
wyraźnie, jak gdyby duch jego potrzebował był po każdej udałej pracy, więcej odpoczynku 
i skupienia , aniżeli on ich sobie pozwalał. Jak widzieliśmy Selenografia , która mu sławę po- 
wszechną zjednała, przegrodzoną została od również udatnej pracy o Merkurym, jego niefor- 
tunnemi badaniami nad Saturnem , czego winę przynajmniej na karb jego narzędzi złożyć można 
było. Teraz nadchodzi praca jego o kometach , która mu znów nie wiele zaszczytu przyniosła, 
bo w dumnem zaufaniu w swoje siły, brał się do prac i później takich, przy których duch 
i narzędzia placu nie dotrzymywały. Gorąco rozmiłowany w nauce i w zapale posuwania jej na 
coraz wyższe szczeble, przebiegał jej ogromne pola i orał ugory, mało lub nic dotąd nie iipra- 
wiane, ale nieumiejętnie lub złem narzędziem siane tam ziarno nie wszędzie mu dobry owoc 
zrodziło, któryby z wiecznym pożytkiem dla nauki pozostał. Chwała mu tylko za jego usiło- 
wania , które zawsze naukę miały na celu , bo one wielom dały dobry przykład , bardzo potrzebny 
na owe czasy, tj. wspierania nauk i ludzi niemi się zajmujących , a prócz tego wielom wskazały 
drogę, którędy chodzić należy. 



') „Mercurius in sole etc." pag. 80. 
') Ibid. pag. 101. 



56 DR. D. WIERZBICKI. 

Między ciałami uiebieskiemi najwięcej zagadkowe, a przytem różnemi mytami upstrzone 
i niewłaściwe sobie stanowisko zajmowały komety. Przez długie wieki postracli ludów, które 
w nich tyllv0 zapowiedź bożego gniewu i kary, a nigdy nic dobrego się nie dopatrywały, jak 
gdyby odpycliały one tradycyjnie szerzoną grozą swoją dawnycli astronomów od wzięcia się do 
nich na seryjo, i od poważnego a naukowego icli tralitowania. Dopiero, gdy niemal pierwszy 
początek w tej mierze i dobry przykład danym został przez Regioraontana ') i Apiana,^) którzy 
pilnych i dobrych obserwacyj nauce dostarczyli , zaczęła i dla komet jutrzenka lepszej przyszłości 
świtać. Najprzód Tj^cho Brache i Kepler z małej parallaksy komet udowodnili , że one dalej 
poza ziemią się znajdują aniżeli księżyc, i tym sposobem wyciągli je z poniżenia, w jakiem 
w niezasłużony sposób od czasów Arystotelesa przebywały, kiedyto wszystko, co poniżej księ- 
życa się znajdowało, za ziemskie i znikome, zaś co powyżej było, za niebieskie i trwałe uwa- 
żano. Naturalnem następstwem twierdzeń postawionych przez Tychona i Keplera było obmy- 
ślenie dla tych ciał niebieskich , które dotąd tak sobie bezmyślnie się błąkały i jawiły, jakichś 
praw ich ruchu i wyznaczenie im pewnych dróg. Ale już sam Kepler, sławny z postawienia 
swych praw planetarnych, jakotez Cysat,') który pierwszy obserwował komety z pomocą lunet, 
w pismach swoich o komecie z r. 1618 godzą się w zapatrywaniach swoich o drogach kome- 
tarnych , a mianowicie, jakoby one były prawie zupełnie prostolinijnemi, zaś hrabia Henryk 
Northumberland idzie dalej twierdząc , że i komety podobnie jak i planety mają orbity eliptyczne, 
które to zdanie później Borelli*) w swojem, w r. 1665 w Pizie wydanem piśmie p. t. , „Del 
monimento delia. Cometa apparsa U mesę dl dicemhre 1664" ponownie podnosi. Pod powagą 
takichto ludzi, a na których czele bezsprzecznie Keplera postawić należy, zaczęły się wyłaniać 
jakieś teoryje kometarne , chociaż jeszcze niezdecydowane i mało określone i uzasadnione , a ich 
potrzeba i pragnienie, idąc naturalnym biegiem rzeczy w obec tak hojną ręką rozsianych przez 
Keplera teoryj, coraz mocniej czuć się dawały. 

Pokusił się o te sprawy nasz Heweliusz. 

Podczas gdy wyżej wspomnieni poprzednicy jego, patrząc tylko przy sposobności na 
komety czyli przypadkowo, bo jak wiadomo, taki nawet rzec można geniusz , jak Kepler, mało 
lunetą się posługiwał, rzucali zdania i twierdzenia swoje, nie starając się ich stwierdzić i idei 
swoich, mniej lub więcej szczęśliwych uzasadnić, pierwszy HeAveliusz położył fundamenta pod 
teoryję kometaruą , czy zaś wytrzymało i wystarczające , zobaczymy później. 

Długo i darmo wzdychał Heweliusz za tern, aby raz przecież widzieć kometę, przeko- 
nany, że przy pracy i usilności swojej, coś więcej zdziała, aniżeli jego poprzednicy. Pragnienie 
jego zaspokojone zostało dopiero w r. 1652, w którym piękna kometa na niebie się zjawiła 
już pod koniec roku, tj. 20 Grudnia, w pobliżu gwiazdy Regulusa. Heweliusz ujrzał ją 23 Gru- 
dnia i odtąd pilnie do 10 Stycznia obserwował.*) Jak na wyznaczenie kolei komety było od 



') Regiomontanus a właściwie Jan Miiller, tak zaś nazwany od miasteczka Konigsberg we Frankonii, gdzie 
1436 r. się urodził, profesor astronomii na Uniwersytecie wiedeńskim, zmarły 1475 w Rzymie, gdzie przez Syxtusa 
IV do zamierzonej już wówczas reformy kalendarza powołany został. 

") Piotr Apian, właściwie Piotr Bienewic albo Bennewitz, rodem 1495 r. ze Saksonii, profesor matematyki 
w Ingołstadzie , przytem pilny obserwator i wynalazca kwadranta astronomicznego. Autor dzieła „Astronomicum 
Caesdreum etc." wydanego 1540 r. obejmującego bardzo wiele obserwacyj komet. Zmarł w r. 1552. 

') Jan Bapt. Cysatus urodzony 1586 w Luzern, jezuita, astronom, zmarł w swem mieście rodzinnem, jako 
rektor kolegium Jezuitów. 

*) Jan Alfons Borclli, ur. 1608 w Castelnuovo w Neapolu, profesor matematyki w Messynie i Pizie, także 
członek akademii ^del Cimento''' we Florencyi, zmarły 16 79 w Rzymie. 

°) Westphal „Leben, Studien etc.'* 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 57 

biedy tych obserwacyj dosyć, w każdym atoli razie za mało, aby na icli podstawie, tyle tylko 
widząc i obserwując, zabierać się do czegoś nad to poważniejszego. A postanowił on nietylko 
te obserwacyje wraz z ich rachunkami ogłosić, co jeszcze najlepszą przysługą dla nauki byłob}' 
zostało, ale także teoryją przez siebie ztąd wyrozumowaną o fizycznych własnościach i biegu 
komet w ogóle, w osobnem dziele wydać. Gdy z powodu wielkiej obszerności i rozmiarów 
tego dzieła, — napakował weń bowiem wiele niepotrzebnych rzeczy i obciążył nużącym balla- 
stem, zwłóczyło się wykończenie jego aż do r. IG 68, co o tyle dla Heweliusza było korzystnem, 
że mógł jeszcze trzy inne w ciągu tego czasu jawiące się na niebie komety (tj. w r. 1661, 
1664 i 1665) obserwować, i spostrzeżenia swoje nad niemi w temże dziele pomieścić. Aby zaś 
tymczasem niecierpliwość swoich przyjaciół zaspokoić, którzy z upragnieniem, dawno a cheł- 
pliwie przezeń zapowiadanego dzieła wyglądali, poprzedził je rozprawą wydaną w r. 1665, 
p. t. „Prodromus Cometicus etc."^), w której ogłosił obserwacyje i rachunki komety z r. 1664 
jakoteż zarys swojej teoryi kometarnej. Ogłoszenie atoli już tej rozprawy sprowadziło Hewe- 
liuszowi wiele przykrości , astronom bowiem francuski Adryjan Auzout *) w liście pisanym do 
Piotra Petit,') znakomitego matematyka i fizyka ówczesnego, wykazał liczne błędy w obscrwa- 
cyjach Heweliusza, jako też i)odniósł poważne zarzuty przeciw jego teoryi. Heweliusz rozdra- 
żniony, i jak zawsze zaufany zbytecznie w siebie, bronił się z wielką żywością i obronę tę 
umieścił w piśmie wydanem już w roku następnym tj. 1666 p. t. „Mantissa Frodrotni Comctici 
etc." a dołączonem do innego p. t. „Bescriptio Cometae Anno Aerae Christ 1665 exhorłi etc."*) 
Ale bezpodstawna i niekorzystna łjyła ta obrona, bo w obserwacyjach rzeczywiście l)łędy były, 
teoryja zaś jego także krytyki nie wj'trzymy wała , tak że słuszność została po stronie prze- 
ciwnej. Niezrażony tem wszystkiem Heweliusz, a właściwie nie dając się przekonać o słuszności 
zarzutów mu czynionych, zwłaszcza, ^e już podówczas druk głównego jego dzieła był daleko 
posunięty, i trzy t. z. księgi (wszystkich 12) pozostawały tylko do wykończenia, nie cofnął 
się wcale przed jego opublikowaniem, i wydał tym sposobem w r. 1668 najniefortunniejsze 
dzieło swoje p. t. „Cometographia etc."^) 

Dzieło to, które Heweliusz już przed jego na świat przyjściem z wielkiemi pochwałami 
w swoich poprzednich publikacyjach zapowiedział, zawiodło rzeczymście oczekiwania wszystkich. 
Różne czynniki zaś na to się składały, aby je omal najgorszem jego dziełem uczynić. O ile 
bowiem wszystko jakoś szczęśliwie się składało, aby Selenografija wyszła z pod jego rąk 
udatnie, tak tu znów przeciwnie. Tam instrumenta wystarczały do tego celu, tu były niedo- 
stateczne, i dawały czasem dokładne ale także i fałszywe rezultaty; tam była wytrwałość i pe- 
dantyzm koniecznemi, aby pracę wykończyć i wydoskonalić, tu posłużyły te cnoty na to, aby 
pracę rozwlec, nudną uczynić i zaspokoić swą chęć wygadania się szerokiego, tam właśnie, 
gdzie rzecz mogła być w krótkości , jasno i węzłowato załatwioną , (tak np. wyznaczenie paral- 
laksy dla 15 obserwacyj zajmuje 150 folio stronnic, — teoryja fizycznego ustroju komet i ich 
ogonów, stronnic 207, — teoryja ich ruchu 159 itp.j; tam teoretyczne badania, wsparte na 
dobrych obserwacyjach i na podstawie matematyki, mogły i zdołały znaleść prawdę, tu usiłował 
Heweliusz za pomocą niedostatecznych narzędzi, dać piętno prawdy pozorom; tam wreszcie 
młodość, zapał i żądza sławy kierowała dziełem, tu starość, zepsuta pochwałami. Wszędzie 



') Całkowity tytuł zob. część 4. Nr. 11. 

*) Adryjan Auzout, nr. 1630 w Rouen, wynalazca mikrometru nitkowego, zmarł 1691 w Rzymie. 

') Piotr Petit, ur. 1598 w Montlucon, zmarł 1667 w Lagny. 

*) Całkowity tytuł obu tycli rozpraw zob. cz§ść 4. Nr. 12. 

'') Całkowity tytuł zob. część 4. Nr. 13. 

Wydz. filozof- histor. T. YU. 



58 DR. D. WIERZBICKI. 

przytem niesmacznie i ckliwo autor z apoteozą swego dzieła występuje, zaczynając od history- 
cznego w niem przeglądu, w którym poprzednicy jego w czambuł potępieni i zganieni, kończąc 
na uwagach podnoszących wrzekomo jego wartość, jak np. że przedmiot jest bardzo trudny, 
i że on , choć przeświadczony o swych siłach małych i bez nadziei dobrych skutków, z pomocą 
jednak Bożą zaczął i skończył szczęśliwie, — co wszystko jakby naumyślnie pisał w kontra- 
dykcyi własnym swym słowom „ne gloriari fidear." 

Powiedzieliśmy powyżej, że pierwszy Heweliusz położył fundamenta pod teoryję kome- 
tarną, i że on pierwszy pokusił się o to, czego postęp oświaty i rozwój nauki wymagał. 
Wprawdzie te fundamenta przezeń położone pokazywały, że nie były dziełem architekta, myślą- 
cego nad tem, by cała budowa późniejsza na nich wsparta, stała się jednolitą i trwałą, to 
przecież nie były bez pożytku przynajmniej pośrednio; bo gdy wytrzymałość ich małą i wąt- 
pliwą dla przyszłego budynku się okazała, zostały one usunięte, a miejsce po nich pozostałe 
i opróżnione nawoływało pracowników na tem polu do położenia lepszych, a przedewszystkiem 
do postarania się o lepszy na nie mater3Jał. Już jego zasługa wielka w tem, że zwrócił uwagę 
na wielkie znaczenie komet dla astronomii, jakoteż na prawdopodobieństwo, że one dające się 
wyznaczyć, a prawdopodobnie paraboliczne, lub przynajmniej wklęsłe względem słońca przebie- 
gają drogi, którąto myśl Jerzy Samuel Dorfel,') ogłaszając obserwacyje swoje komety z r. 1680, 
nietylko na nowo podniósł, lecz nawet szczęśliwie uzupełnił twierdząc, że jeżeli nie przy wszyst- 
stkich, to przynajmniej przy tej komecie z r. 1680 ognisko jej orbity w słońcu leży. Pod takiemi 
bodźcami poruszył się umysł ludzki do szukania prawdy na polu tak długo odłogiem leżącem, 
a chociaż początkowo szła ta praca chwiejnie i jakby lękliwie, to przecież jedna myśl rodziła 
drugą i rozszerzało i rozwidniało się pole działania. Tak np. przy sposobności pojawienia 
się tejże komety w r. 1680, a w czasie czego przesąd*! uprzedzenie względem komet po raz 
ostatni w swoich starych wystąpiły kształtach,^) nietylko podniesiono poraź pierwszy ponowne 
zjawienie się komety jako rzecz możliwą i dyskusyi godną, ale popróbowano nawet czas jej 
powi-otu oznaczyć. Inicyjatorem w tej sprawie był Jakób Bernoulli, sławny matematyk bazy- 
lejski, który w rozprawie swojej w r. 1681 w Bazylei wydanej, postawiwszy hipotezę, że 
komety są trabantami planety daleko poza Saturnem stojącej, wyznaczył czas obiegu owej ko- 
mety z r. 1680 na 38 lat i 147 dni, — a chociaż ta próbka przepowiedni nie bardzo była 
udatną, to przecież jako pierwsza, wielkie miała znaczenie. 

Ale przypatrzmy się bliżej pracy HeAveliusza i teoryjom w niej zawartym. 



') Grzegorz Samuel Dorfel, iir. 1643 w Plauen, duchowny protestancki, umarł 1688 w Weida w Saksonii, 
jako superintendent tameczny. 

^) Z powodu zjawienia się tej wielkiej komety opowiadano w Rzymie nawet o różnych cudach, a między 
innemi np. o złożeniu przez kurę jaja pod szczególnemi warunkami, a co właśnie zjawienie się tej komety miało 
zapowiadać. W to jajo kometarne tak tam podówczas wierzono, że nawet „Journal des Savants" (z r. 1681, I, 
20), pismo zależne od Akademii umiejętności, widziało się zmuszonem dać jego rysunek swoim czytelnikom, a przy 
nim sprawozdanie, które tu dla jego ciekawości przytaczamy: „La nidt du lundi 2 decembre dernier environ les 
huit heures (qid repondent d, une heure aprcs minuit selon notre manierę de compłer) une Fonie qui n'avait 
jamais encore fait d'ouefs, apres avoir chante d'une facon extraordinaire ęnsuite d'un grand bruit, fit un oeuf 
d'une grosseur beaucoup au deld, de la naturelle margue non pas d'une Comete comme le Peuple l'a cru, mais 
de plusiers ełoiles, ainsi que la figurę le represente. Si tout cela est hien vrai, ce ne serait pas le premier 
prodige de cette naturę, qui aurait paru en Italie pendant les Eclipses ou les Cometes, car sans parter des 
Croix qui parurent en Calabre sur le lingę lors de la comete de 1669 on a fait voir autrefois et, M. Cassini 
dans la ville de Bologne une coque d''ouef sur laguelle on voyait un soleil en relief parfaitement Men marque 
et on Tassura que cet oeuf avait ete pondu dans les temps d'une Eclipse." (Wolflf „Geschichte der Astronomie, 
1877, pag. 184"). 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA IIKWELIUSZA. 59 

Ogromne to dzieło, bo obcjimijące lOOn stron folio i 39 tablic tegoż formatu, wydancm 
zostało na koszt autora, a poświecone ł^udwikowi XIV, kt(5remu w przedmowie Heweliusz za 
jego dobrodziejstwa dziękuje. W 12 księgach, na które całe dzieło jest j)odzielonem, tak on 
swoją pracq rozdziela: w 1-ej księdze podaje obserwacyje komety z r. 1652 wraz z rachunkami 
i dowodzi w 2-cj, że ona w szczególności, zaś w 3-cj, że wszystkie w ogóle komety poza 
atmosferą ziemską się znajdują; w 4-ej znajduje się obszerny traktat o paralaksie i sposobach 
obliczania tejże; w 5-ej o prawdziwem miejscu komety i jej odległości od ziemi, w 6-ej wreszcie 
o jej wielkości jakoteż jej ogona, — i tu właściwie kończy się rzecz do komety z r. 1652 się 
odnosząca. Od 7-ej księgi zaczynają się teoryje jego ogólne, a mianowicie w tejże znajdują 
się uwagi o materyi kometarnej, ustroju komet, ich kształcie itd. ; w 8-ej o ogonach komet, zaś 
w 9-ej ogólna ich teoryja. Na tem miało całe dzieło się skończyć , ale że w czasie druku przy- 
były mu jeszcze obserwacyje komet z lat 1661, 64 i 65, więc av księdze 10-ej i 11-ej takowe 
podaje, a zamyka wszystko w księdze 12-ej historyją komet. W tej ostatniej podaje opis wszystkich 
komet od czasów Mathusaleraa i potopu aż do roku 1665, zaczerpnięty przezeń z dzieł history- 
cznych i astronomicznych, a wzbogacony jego objaśnieniami, uwagami, jakoteż tablicą ogólną, 
zawierającą zestawienie szczegółów obserwowanych przy r('iżnych kometach , jak np. czasu ich 
pojawu, widzialności, ich położenia, kierunku i chyżości ich ruchu, wiadomości o ich głowach 
i ogonach. Zaczyna się ona od r. 1656 po stworzeniu świata, czyli od r. 2292 przed Chr. 
Przytacza w niej Heweliusz tylko 250 komet, ale powiada, że z pewnością było ich w tym 
czasie daleko więcej, tylko że nie wszystkie były obserwowane lub zarejestrowane, już to przez 
lenistwo, już nieświadomość. Pomiędzy autorami, którzy pisali podobne historyje, wspomina 
Myzałda , Lavathera , Rockenbaclia i Eckstorraa , mÓAvi o różnych kształtach Icomet i podobień- 
stwie ich do beczki, rogu, hallabardy, dzidy, smoka itp. , o jednych z dwoma lub trzema ogo- 
nami , innycłi znów zupełnie bezogoniastych ; dalej o ich jasności , że bywają takie , które świecą 
w nocy silnie i zaciemniają gwiazdy; że bywają okrągłe, owalne, łub czworokątne; że ogony 
niektórych miewają 30, 40 itp. a nawet 100 lub więcej stopni długości itd. Powiada, że przed 
Tychonem Brahe nie obserwowano ani nie opisano dokładnie żadnej komety, w^yjąwszy z i: 
1472; rozwodzi się szeroko nad obserwacyjami Tychona komet z łat 1577 i 1590, dalej nad 
kometą z r. 1607, obserwowaną przez Longomontana i Keplera, jalioteż nad 4 kometami z r. 
1618. Przypuszcza możliwość otoczenia ziemi przez ogon komety, co tylko dałoby się poznać 
przez ubytek światła dziennego,') a dalej, że ciemności, które zapanowały w czasie śmierci 
Chrystusa, były następstwem jakiejś komety koło ziemi przechodzącej. 

Obserwacyje komet przez Heweliusza jakoteż rachunki nad niemi szły w takim porządku: 
najprzód mierzył wysokość tak komety jak i niektórych gwiazd pobliskich, tudzież jej od nich 
odległość; z wysokości gwiazd obliczał czas, zaś z wysokości komety i tego czasu, jej wzno- 
szenie się proste i zboczenie, (czyli jej współrzędne odniesione do równika niebieskiego), następ- 
nie zaś długość i szerokość (tj. współrzędne odniesione do ekliptyki); z tych danych znajdował 
odległość komety od słońca w łuku, jej dzienny ruch, tudzież pochylenie jej kolei do równika 
i ekliptyki wraz z odpowiedniemi punktami ich przecięć wzajemnych, czyli węzłami. To pocłiy- 
lenie i węzeł drogi pozornej są według niego zmienne,*) czyli kolej komety zbacza znacznie 
od koła; bywa zaś niem, jeżeli ruch ziemi weźmie się pod uwagę. ^) Parałlaksę znajduje się 
według niego z porównania zmierzonych odległości z obliczouemi z azymutu i wysokości. 



') „ Cometographia etc." pag. 539 i 540. 
') „Cometographia etc.''' pag. 111. 
') Ibid. pag. 132. 



60 DR. D. WIEEZBICKI. 

albo też z porównania ze sobą zmierzonych i obliczonych zboczeń Inb wysokości. Na wyzna- 
czenie parallaksy nie kładł atoli wiele wagi, twierdząc, że w wielu przypadkach ± G^ nic 
nie znaczą. 

Teraz przechodzimy do najciekawszych rzeczy, tj. w jaki sposób Heweliusz pojmował 
tworzenie się i ruch komet. 

Początek powstawania komet przypisuje on w ogóle atmosferom planetarnym, w których 
byt przy słońcu, księżycu, Jowiszu i Saturnie na mocy wrzekomej swojej obserwacyi wierzy, 
a także je i przy innych planetach w przyszłości za pomocą szlifować się dopiero mających 
szkieł hiperboliczi}ych, dostrzedz spodziewa '). Te atmosfery tworzą się z grubszych wyziewów 
planetarnych, delikatniejsze bowiem wznoszą się w górę i wiszą wolne od działania na nie pla- 
net, naokoło w przestrzeni. Często atoli skupiają się one i tworzą kometę (ten proces pierw- 
szego wytworzenia się komety z wyziewów jest tu tylko pobieżnie przedstawiony, a niedowiar- 
kowi na pociechę przytoczone , że trudno jest wymagać znajomości wszystkiego , co się dzieje 
na niebie, podczas gdy tyle rzeczy na ziemi jest nieznanych), która, ponieważ ciało gęstsze 
więcej ma siły ruchomej aniżeli mniej gęste, z atmosfery ku słońcu poruszyć się musi. Grdy 
kometa zbliża się ku słońcu, w drodze swojej przecina jedne lub więcej sfer planetarnych bli- 
żej leżących , a zarazem wszystkie ich wyziewy , które natrafi , zabiera z sobą i w ten sposób 
się powiększa; najszybciej dzieje się to w pobliżu słońca, bo tu najwięcej ku temu materyjału. — 
i dlategoteż tu kometa najjaśniej się jawi. Wracając od słońca, przecina ona znów też sfery 
planetarne, a że każda z planet zatrzymuje stale prawo własności do wyziewów w jej sferze le- 
żących, więc pozwala wpraAvdzie brać je z sobą na paradę w drodze do słońca, ale też powra- 
cającej ztamtąd komecie odbiera takowe. W ten sposób kometa słabnie, a nakoniec i znika, gdy 
planeta, która ją zrodziła, swoje także nazad odbierze *). Ponieważ każda kometa ma swój ko- 
lor, z niego więc można znów wnioskować , której planety wyziewy są w niej przeważające ') ; 
i tak, ponieważ najwięcej z nich blado i smutnie wyglądają, pochodzą więc od Saturna, trochę 
jaśniejsze znów, od Jo^yisza. Z tej barwy komet wnioskować nawet według niego można, czy 
blisko lub daleko od ziemi lub słońca będą one przechodzić, dlatego też radzi szczególniej 
astronomom na te barwy dobrze uważać, jeżeli chcą coś pewniejszego z komet przepowiadać. 
Niektóre komety zbliżając się do słońca, zmieuają swój kolor na czerwony, a to sprawia znów 
Mars i Merkury. 

Współczesny Heweliuszowi Jan B. Cysatus, w swojem dziele o komecie z r. 1618 twier- 
dzi, że ogony komet są następstwem promieni słonecznych tak załamanych jak odbitych od jej 
gło^ny, która składać się może z kilku jąder. Heweliusz przyjmuje także tę mnogość jąder, 
z których każde według jego hipotezy pochodzi od innej planety; jądra te skupiają się z sobą 
lub rozdzielają, i przyjmują różne położenia. Przypuszcza jednak, że one znajdują się w jednej 
płaszczyźnie, a przynajmniej, że ich powierzchnie górne, widziane ze słońca, tworzą rodzaj tar- 
czy. Otóż, przy tworzeniu się komety zostaje dużo materyi , która się nie skupia i nie łączy 
z kometą, lecz tworzy atmosferę około niej, litóra szczególniej na stronie odwróconej od słońca 
najdalej się rozciąga. Światło słoneczne oświeca z kilku części złożoną tarczę kometarną, pro- 
mienie zaś odbite od nich oświecają atmosferę i tworzą w ten sposób ogon komety. Ze zaś te 
części ciała kometarnego są w ciągłym ruchu, musi więc odbite światło na ogonie w falistym 



') „Cometographia etc." pag. 372. 
') Ibid. pag. 384. 
') Ibid. pag. 388. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HKAYKLlfSZA. 61 

nicliu się jawić, a z powodu r<)żnego załamania sic światła w atmosferze, ogon musi być zakrzy- 
wiony. W ogóle mówiąc, tworzenie sic ogonów próbował Heweliusz wyjaśnić w ten sam spo- 
sób, jak tworzenie się komet, ale już mu tu jakoś trudniej było uporządkować te chaotycz- 
ne myśli. 

Co do drogi przez kometę przebieganej, stawia znów taką hipotezę: Gdy materyja z wy- 
ziewów planet pochodząca, z której kometa ma powstać, w atmosferze planety ją tworzącego 
się skupi, podlega ona wprawdzie jeszcze wirowemu obrotowi planety, ale ciągle się od niego 
skutkiem siły odśrodkowej oddala i opisując spiralną , dochodzi wkrótce do granic atmosfery. 
Tu ustaje już działalność planety, i kometa, gdyby jej żadna inna siła nie skręcała z jej drogi, 
szłaby w prostej linii we wszechświecie , a w kierunku stycznej do koła obrotu tego punktu, 
w którym kometa atmosferę planety opuściła, i z tym większym impetem (mpełus) i cliyżością, 
im większy był promień tego koła '). Tymczasem, ponieważ wszystkie ciała mają pociąg (aj^pe- 
tentiam) do słońca, co u komety ołjjawia się przez to, że ona zawsze płaską stronę swej tarczy 
ku niemu zwraca, ta strona więc tejże tarczy zostaje ukośnie względem orbity pochyloną i ko- 
meta przez o])ór eteru z prostej drogi zepchniętą, — a że to spychanie jest ciągłe, zatem kolej 
komety jest liniją krzywą, a mianowicie parabolą. Parabolę tę aby łepiej uzasadnić, porównywa 
Heweliusz kometę z kamieniem wyrzuconym z procy , który , gdyby na niego siła ciężkości nie 
działała, szedłby ciągle w linii prostej, gdy tymczasem pod działaniem tej siły i siły rzutu, opi- 
suje on parabolę. Otóż tą procą, która wyrzuciła kometę z siebie, jest atmosfera planety, która 
na jej utworzenie wyziewów dostarczyła, i która jest pierwszą przyczyną prostodrożnego rucłiu 
komety. Stanowczo jednak nie oświadcza się za parabolą, a nawet powoli przystaje na liniję 
prostą, utrzymując, że przyjęcie mchu prostodrożnego najlepiej tłomaczy wszystkie zjawiska 
kometarne, zwłaszcza wychodząc z założenia, że słońce jest środkiem wszechświata a ziemia 
w ruchu, — i stara się udowodnić, że ruch taki przyjąć nawet mogą obrońcy systemu Ptole- 
meusza. Odrzuca możliwość ruchu kołowego lub eliptycznego , ponieważ ruch taki przysłużą 
tylko według niego ciałom okrągłym, podczas gdy komety według jego przypuszczenia są cia- 
łami płaskiemi. Mimo tego próbował przy 10 kometach wprowadzić w rachunek orbitę kołową 
eliptyczną-), ale, jak powiada, na próżno, bo żadna z nich nie odpowiadała wszystkim poti"ze- 
bom i zjawiskom. 

Pomimo tego niezdecydowanego a nawet bałamutnego sądu o rzeczy, było wielu, którzy 
Heweliuszowi przypisywali stanowczo autorstwo drogi parabolicznej u komet, jak np. Lalande, 
który powiada w swojej astronomii (T. HI, p. 220) : Heveliys me paroit ełre celui qui, dans cette 
theorie fit cVahord le plus grand pas, puisą^U jugea h premier . non seukment, que la roułe des co- 
metes etoit courbee vers le Soleil, mais encore, que cette courhure etoit paraboliąue.'^ Słusznie jednak 
podnosi Montucla, że między teoryją Newtona, (który pierwszy w wieku 17y™ z obserwacyi ko- 
mety r. 1 680 uzasadnił rachunkiem paraboliczną postać drogi kometarnej) , a teoryją Heweliu- 
sza, jest wielka różnica; według bowiem pierwszego, kometa skutkiem ciążenia powszechnego 
opisuje krzywą paraboliczną, w której ognisku znajduje się słońce, — podczas gdy Heweliusz 
nigdzie o tym ostatnim a bardzo ważnym punkcie nie wspomina, — a sama nawet kartka ty- 
tułowa do Kometogratii daje nam najlepszy dowód jego niepewności, widzimy tam bowiem ry- 
sunek drogi kometarnej, która zdaje się być krzywą stożkową, ale jedno jej ramię ku końcowi 
zakrzywione jest w spiralną. 



') „Coriietographia etc." pag. 644. 
') Ibid. pag. 591. 



62 DE. D. WIERZBICKI. 

Lepsze w każdym razie niż teoryje, są obserwacyje komet przez Heweliusza dokonane, 
a jużto w Kometografii, już też w późniejszych dziełach jego ogłoszone. Z nich obliczył para- 
boliczne koleje Halley pięciu komet, tj. z lat 1652, 61, 64, 65 i 72 według teoryi Newtona, 
zaś Heweliusz obliczył pozorną prostodrożną kolej pierwszych czterech. Między temi kometami 
niektóre sam odkrył, niektóre zaś tylko odnalazł, i tak: 

Kometę z r. 1652 odkrył 20 Grudnia i obserwował od 23 t. m. do 10 Stycznia 1653. 
Była to kometa słaba, z takimże ogonem ^). Kometę z r. 1661 odkrył 2 Lutego t. r. i obserwo- 
wał do 10 Marca narzędziami mierniczemi , a do 20 t. m. lunetami^). Z początku miała ona 
jądro wielkości Jowisza i ogon długości 6". 

Kometę z r. 1664 znalazł 14 Grudnia i obserwował do 18 Lutego 1665. Jądro jasne, 
ogon 14" długości przy odkryciu ^). Obserwacyja jego z dnia 18 Lutego jest niepewną, bo ko- 
meta już wtedy gołem okiem nie mogła być znalezioną , jakoby ją zaś spostrzegł lunetą , jest 
znów niemożliwe, bo znalazł ją w miejscu nieodpowiedniem jej ruchowi; to wprowadziło go 
w kłótnię z Auzoutem i Petitem , o którym już wspominaliśmy , a co on wtedy właściwie wi- 
dział, niewiadomo. 

Dnia 5 Kwietnia odkrył nową kometę z r. 1665 *), i obserwował do 20 t. m. , w któ- 
rymto czasie przebiegła ona łuk 46°, od Pegaza aż do Barana. Była to jasna, biała jak Jowisz 
kometa, z jądrem wielkiem, ogonem 17". 

Kometa z r. 1672 była przezeń od 6 Marca do 6 Kwietnia obsenvowana *) , (widzialną 
była gołemi oczyma do 24 Kwietnia), — głowa nie wielka, ogon długości 2°. 

W roku 1677 obserwował także kometę od 29 Kwietnia do 8 Maja *). 

Utrata instrumentów w czasie pożaru, nie dozwoliła mu obserwować komety z r. 1680 
należycie; przynajmniej wyznaczył jej miejsce małemi i lichemi narzędziami, ale sam powiada, 
że te obserwacyje są małej wartości '). 

Kometę Halley'a z r. 1682 obserwował od 26 Sierpnia do 17 Września^), wprawdzie już 
lepiej jak poprzednią, ale nie tak dokładnie jak dawniejsze. Wreszcie : 

Dnia 30 Lipca 1683 znalazł nową kometę, którą obserwował do 4 Września '). Głowa 
jej była bez jądra, ogon bardzo krótki. 

Wracając jeszcze na chwilę do kometografii Heweliusza, znajdujemy tam także niektóre 
jego myśli słońca się tyczące, dodatkowo do tych, które już w Selenograiii swojej ogłosił, 
a które nawiązał teraz do swej teoryi kometarnej. Otóż plamy słoneczne według niego powstają 
tuż przy słońcu z bardzo delikatnych wyziewów *"), które z niego się wznoszą i stają widoczne, 
skoro się skupią w większą masę; w tym stanie zostają potem w miejscu przez czas pewien, 
i obracają się wraz z słońcem około jego osi, wreszcie maleją, rozdzielają się na mniejsze 
i znikają. Według niego jest to więc coś podobnego do komet {pseudo - comełae), i tak jak te 



') „Cometograpkia etc." pag. 887. 

=) Ibid. pag. 720 i 892. 

') Il)id. pag. 894. 

*) „Bescriptio Cometae Anno Aerae Ckristi 1665 exhorti etc." 

') „Epistoła de Cometa anno 1672 etc." 

*) „Epistoła de Cometa Anni 1677 ad Amicum etc." 

') jjAnnus Cłimactericiis etc." pag. 106. 

') Ibid. pag. 120. 

°) Ibid. pag. 169. Tytuły całkowite tycłi ostatnich publikacyj podane są w części 4, Nr. 17. 

'") „Cometographia etc." pag. 407. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HKWELIUSZA. 63 

ostatnie powstałego. Ponieważ ])lamy na brze^^u słońca wązkic się jawią, nie są więc kuliste, 
lecz płaskie i nieregularnego kształtu. Składają się one z jądra, otoczonego mgłą, lecz nie za- 
wsze w środku będącego; jądro powstaje później i znika wcześniej, aniżeli ta mgła. Materyja 
je składająca jest czarna i ciemna; są one od słońca oświecone, ku któremu, podobnie jak climury 
ziemskie, zwracają zawsze te sarnę stronę itd. 

4) Po ogłoszeniu koraetogratii , czynny i rucldiwy, a nie dający się żadnemi zl)ić z toru 
przeciwnościami umysł Heweliusza, nazbierawszy w ciągu kilku dziesiątek lat wiele doświad- 
czenia i praktyki, nie pozwolił mu długo odpoczywać, lecz kazał mu prędko wziąść się znowu 
do pióra. Przypomniawszy się światu w r. IG 72 wydaniem małej rozprawy: „Epistoła de Co- 
meła anno 1672 etc.,"' w)'dał Heweliusz już w roku następnym lG7i5 jedno z najważniejszycli 
dzieł swoicli p. t. ..Machinae coelestis pars prior etc.'''' '), które i zewnętrzną formą swoją i we- 
wnętrzną treścią, prawdziwą mu chlubę przyniosło. Idąc za przykładem Tycliona Bralie, po- 
stanowił on dać tutaj opis narzędzi przez się używanych , jako też metod obserwacyjnych, 
w czem zostawił po sobie ważny zabytek z przeszłości , dający pojęcie i o teclinice ówczesnej 
i o postępach nauki. 

Dzieło to obszerne (stron 474 fol.) i ozdobione 30*" bardzo pięknemi rysunkami*), na- 
rzędzi w całkowitym ich składzie jakoteż niektórycli poszczególnych a ważniejszych ich części, 
podzielonem jest na 24 rozdziałów , które poprzedza przedmowa 78 stron obejmująca. W niej 
podaje autor krótki obraz historyi astronomii od najdawniejszych czasów aż do Tj-chona Brahe 
i Keplera, wraz z notatkami biograficznemi znaczniejszych astronomów; dalej mówi o postępach 
poczynionych w tej umiejętności za jego czasów, tj. w ciągu 17 wieku w Anglii, Niemczech, 
we Francyi i AYłoszech, poczem daje dokładne wiadomości o sobie, a mianowicie historyję swych 
obserwacyj i studyjów dawni ej szj^cli , swoich pierwszych występów i kroków w zawodzie astro- 
nomicznym, swych metod obserwacyjnych itp. W ogóle jestto część dzieła bardzo ciekawa, obej- 
mująca jakoby spowiedź z dotychczasowego jego życia. Z niej dowiadujemy się także bardzo 
ważnej rzeczy, a mianowicie, że Heweliusz był w posiadaniu wszystkich niewydanych mauu- 
skr}'ptów i korespondencyj Keplera"), które zakupił od syna jego Ludwika, lekarza, podobnie 
jak ojciec, często w biedzie żyjącego. Manuskrypta te zamyślał Heweliusz wydać, zwłaszcza 
zaś rozprawę p. t. „Ilipparch'^ którą bardzo cenił, gdy atoli inne zajęcia nie dozwoliły mu do- 



') Zupełny tytuł zob. Część IV, Nr. 15. 

*) Dopiero przj-sposabiając do wydawnictwa to dzieło, aby przyśpieszyć takowe, sprowadził sobie Heweliusz 
do pomocy z Holandyi rytownika Karola Hiiye. Poprzednio zamyślał i do tego dzieła wszystko przygotować własną 
ręką, pisze bowiem jeszcze w r. 1661 w liście swoim do Rabenera: „Die Figuren alle mit einander , welche in 
meine Selenograpkia , Epistołą und Dissertatione denativa 1>' facie vorlianden, sind gar nicht geetzet , sondern 
habe sie alle mit meiner Hand geschnitten, gehet zwar viel langsamer zu, ist auch viel miiksamer, aber man 
kann allcs viel reinlicker zuwege bringen. Ąuch alle Figuren , die in meine Cometograpkiam und machinom 
coeiestem kinein sollen, derer ein grosser numerus, gedenke ich icils Gott selbsten zu schneiden; wozu aber viel 
Zeit gehort." (Zach, „Monatl. Corresp. 1803", pag. 36). 

') Jak tułaczem było życie Keplera, tego wielkiego astronoma i filozofa, takim bj'ł długo także los jego ma- 
nuskryptów, o których tu mówimy. Z pożaru domów Heweliusza w r. 1679 szczęśliwie uratowane, po śmierci tegoż 
zostały sprzedane przez zięcia jego Lange'go za 100 fl. Gottliebowi Hantsch. Ten w roku 1718 wydał w Lipska 
część tych listów, lecz nie mając funduszów na dalsze wydawnictwo, a nawet będąc w potrzebie, zastawił resztę ma- 
nuskryptów w r. 1721 we Frankfurcie za 828 fl. , zkąd dopiero w r. 1774 za namową Eulera wykupiła je carowa 
Katarzyna za 2000 rubli, i darowała Akademii petersburgskiej ; ztąd po długiem odleżeniu się, dostały się do Puł- 
kowy, a wreszcie oddane zostały prof. Chrystyjanowi Frischowi w Stnttgardzie, który je wiatach 1858 — 71 wydał 
wraz z innerai dziełami Keplera p. t. „Joannis Kepleri opera omnia" 8 Vol. in 8o. 



64 . DE. D. WIERZBICKI. 

prowadzić do skutku tego projektu, przesłał tylko icłi spis Oldenbourgowi do Londynu, a ten 
umieścił go w „Philosoplikal TransacHons" (Vol. IX, r. 1674). 

Z następujących po tej przedmowie 24''h rozdziałów dowiadujemy się znów o wszystkicli 
pomocniczycli środkacli, jakiemi wówczas nauka rozporządzała, a także i o trudnościacli, z któremi 
tak przy konstrakcyi swycli narzędzi, jak i przy obserwacyjacłi miał do walczenia Heweliusz, - 
jak wielki byłto nakład czasu , pracy i pieniędzy, który on dla SAvego zawodu poświęcił, a za- 
razem znajdujemy tam dowód, jak mało wówczas miano pojęcia o prostocie instrumentów. 
W 22 pierwszych rozdziałach opisuje autor szczegółowo wszystkie narzędzia swoje i illustruje 
je rysunkami, mówi o sposobach dzielenia narzędzi (cap. 15), o wyznaczaniu linii południkowej 
i obserwowaniu zboczenia magnetycznego (cap. 16), o zegarach (cap. 17). W rozdziale 23'"" po- 
daje sposoby obrabiania i polerowania soczewek o sekcyjach konicznych, zaś w ostatnim opi- 
suje różne obserwatoryja astronomiczne, a także i swoje, które na wielkim rysunku przedstawia. 

Jak nam już wiadomo z części drugiej, ogłoszenie tego dzieła było przyczyną sporu He- 
weliusza z Hookiem i źródłem wielu nieprzyjemności. A chociaż obronną ręką wyszedł on z ca- 
łej tej niemiłej sprawy, to przecież łatwo uwierzyć, że zwycięstwo to nie wynagrodziło mu 
wszystkich przykrości , jakie on , siedmdziesięcioletni już prawie starzec , poddając się po tylu 
latach pracy , acz dobrowolnie kontroli 23 - letniego młodzika , Halleya , i cały swój dorobek 
w imieniu i sławie na jedne kartę stawiając, znieść w duszy musiał. To też tern więcej podzi- 
wiać w nim należy ten hart ducha , tę wytrwałość w pracy i wiarę w siebie , które go nigdy 
nie opuszczały, i nie dawały mu czuć tych kolców, w jakie róże życia jego obfitowały. Tak 
i teraz się stało. Zaledwie manuskrypt do pierwszej części swej „Machina coelestis* wykończył 
i do druku przygotował, już jął się nowej pracy, którą w szerokich ramach sobie zakreślił, 
a mianowicie, przebiegłszy dotąd cały obszar obserwacyj , jaki podówczas dla nauki stał otwo- 
rem, i nazbierawszy już po ogłoszeniu specyjalnych swych dzieł wielką liczbę różnych obser- 
wacyj , które jużto do pomnożenia , jużteż do sprawdzenia dawniejszych służyć miały, postano- 
wił je wszystkie wjednem zbiorowem dziele ogłosić. Wziął się do tej pracy w r. 1671, której 
owoc ukazał się dopiero w r. 1679, w parę dni po wyjeździe Halleya z Gdańska, p. t. „ilia- 
chinne CoelesUs. Pars posterior etc.^' '). Ogromne to i największe z dzieł SAvoich (1366 stron fol.), 
dedykował w pielonych i wdzięcznych słowach swemu królowi i dobrodziejowi Janowi Sobie- 
skiemu. 

W dziele tem zebrał Heweliusz wszystkie swoje dotychczasowe obserwacyje. Dzieli on 
je na 3 księgi, a mianowicie 2ą, 3ą i 4tą , podczas gdy pierwszy tom tegoż dzieła (tj. „Jfa- 
chinae coelestls, pars prior") stanowi lisięgę pierwszą. W przedmowie rozpisuje się nad brakami 
i niedokładnościami katalogu gwiazd Tychoua, i mówi, że to go skłoniło coś lepszego i dokła- 
dniejszego po sobie pozostawić ^) ; dalej zapowiada około 20 tysięcy odległości różnych ciał 
niebieskich i obserwacyj przez się dokonanych, a między niemi wię(;ej niż 2 tysiące obserwa- 
cyj księżyca; wylicza, że obserwował Jowisza około 2500 razy. Marsa w 11*" rewolucyjach, 
Wenerę około 2000, Merkurego 1100 razy, zaś odległości samych gwiazd stałych do 7 tysięcy. 
Pierwsza księga tego tomu (a druga według tytułu , stron 840) obejmuje obserwacyje zaćmień, 
okkultacyj począwszy od 10 Czerwca 1630 r. aż do 8 Stycznia 1679 r., czyli do czasu oddania 
tego dzieła pod prasę ; druga księga zawiera obserwacyje słońca, księżyca i planet z lat 1 652 
do 78; trzecia wreszcie mieści odległości gwiazd, i porównanie tychże z takiemiż obserwacyjami 
Tychona Brahe, Gassendi'ego i innych astronomów. 



') Tytuł w całości zob. Część 4, Nr. 17. 

') O ile się jego nadzieje w tym punkcie sprawdziły, mówić później będziemy. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 65 

Nie wiele egzemplarzy tego, tak kosztownego dzieła w świat się rozeszło, pożar bowiem 
iiara już znany, zniszczył cały niemal nakład. Prócz 90 egzemplarzy rozesłanycli poprzednio 
przez Heweliusza, jak sam w jednym z swych listów o tem wspomina, w prezencie do swych 
przyjaciół i znajomych, uratowanych zostało z pożaru tylko dwa, dlatego też należą one do bar- 
dzo poszukiwanycli i kosztownych rzadkości '). 

5) Po pożarze, który zdawało się położył kres czynnościom Heweliusza, skrzepiwszy się 
cokolwiek na duchu i materyjalnie, a ob8erwator}'jum swoje do jakiego takiego stanu dopro- 
wadziwszy, zabrał się on na nowo do pracy. Prócz obserwacyj szczególniej gwiazd stałych, kon- 
tynuowanych dalej narzędziami, jakie na prędce dostał lub sam sporządził, wziął się skrzętnie 
do wykończenia pozaczynanych dzieł nowych, których jeszcze kilka miał w planie. Jedno atoli 
z nich tylko udało mu się wydać jeszcze przed śmiercią, p. t. „Annus cłlmactericus etc." ^) w r. 
1685. W niem podaje on najprzód swoje różne obserwacyje, zrobione w czasie od 3 Stycznia 
1679 aż do chwili pożaru, jakoteż późniejsze popożarowe aż do Lipca 1684, — w dalszym 
ciągu zajmuje się opisem znanych nam zatargów z Robertem Hooke'm, szczegółami pobytu Hal- 
leya w Gdańsku, jakoteż wyciągami z korespoudenc}'j do tejże sprawy się odnoszących, a na 
końcu wreszcie podaje przegląd swych obserwacj^j z lat 1662 do 1685 nad zmiennością gwia- 
zdy o w gromadzie wieloryba''). Tytuł tego dzieła nawiązał do r. 1679, który uważa jako 
szczególny w swem życiu , — raz , że w nim kończyło się 49 lat (7 X 7) jego zawodu astrono- 
micznego od czasu pierwszej obserwacyi w r. 1630, następnie zaś, że rok ten był bardzo dlań 
zmienny, zaczął się bowiem szczęśliwie odwiedzinami Halley'a i wydaniem drugiej części „3Ia- 
chinae Coelestis^, a zakończył smutno klęską pożarową. 

6) Rok 1687 przerwał, jak wiemy, pasmo dni jego, — ale nie zamknął jeszcze księgi 
tego pracowitego życia. 

Jeszcze za życia swego rozpoczął Heweliusz druk nowego dzieła, pod zbiorowym tytu- 
łem: „Prodromus Astronomiae , cum catalogo fixarum, et firmamentum Sohiescianum" *), jak. to po- 
kazuje ta okoliczność, że część środkowa, pod osobnym tytułem obejmująca katalog gwiazd, ma 
datę wydania r. 1687, zaś tytuij skrajnych części są pod datą 1690 roku. Prawdopodobnie 
drukiem wszystkich tych części kierował jeszcze Heweliusz, a wlókł on się długo, skoro w roz- 
dziale IX (pag. 127) wspomina o 76 roku życia swego, czemu tak bardzo dziwić się nie mo- 
żna, zważywszy, że część trzecia obejmuje 56 przepysznie illustrowanych konstellacyj niebie- 
skich, — różne jednak przeszkody i zajęcia, a wreszcie śmierć przeszkodziły mu doczekać się 
ostatecznego ich wykończenia i publikacyi. Dopiero czynna i energiczna wdowa po nim pozo- 



') Biblijoteka miejska w Gdańsku posiada obie części tego dzieła, zakupione od jednego ze spadkobierców He- 
weliusza za 651 talarów; prawdopodobnie jestto jeden z trzech egzemplarzy , jakie on każdej z swych trzech córek 
zostawił. Zach {„Monatl. Corresp. 1803" pag. 363) wspomina w liście, przez jednego z potomków Heweliusza do 
Bemoulli'ego w Berlinie w r. 1778 pisanym, o egzemplarzu drugiej tylko części, zakupionym za 2603 złotych gdań- 
skich, czyli przeszło 216 dukatów. W ogóle, na początku bieżącego zwłaszcza wieku, były pilne poszukiwania za 
liczbą dochowanych i ocalonych egzemplarzy tego dzieła. W piśmie zbiorowem Boncompagni'ego, a w artykule Be- 
ziafa (pag. 627 i 628) znajdujemy nawet szczegółowy spis bibliotek i zakładów naukowych, w których znajdują się 
obie jego części, a których liczbę w ogóle oblicza Beziat na 42 , między niemi atoli nie ma egzemplarzy znajdują- 
cych się w Polsce, którychby się także z pewnością do 6 doliczył. 

') Tytuł w całości zob. Część 4, Nr. 18. 

') Obszerniej o tej gwieździe powiemy, mówiąc o jego katalogu gwiazd. 

") Tytuł w całości zob. Część 4, Nr. 19. 

Wydz. filozof.-histor. T. ^TI. 9 



66 DR. D. WIERZBICKI. 

stała, z pomocą kolegi i przyjaciela jego, Jaua Ernesta Schmiedena, druk ten wykończyła, jako 
też w tytuły i dedykacyję królowi Sobieskiemu, z którego pomocą ') się to stało, zaopatrzyła. 

Pierwsza część tego dzieła, tj. „Prodroinus Astronomiae etc", obejmująca stron 143 fol., 
traktuje o różnych rzeczach, a prawdopodobnie jestto tylko ułamek z zaginionego w pożarze ob- 
szerniejszego manuskryptu. Jest tu mowa o sposobach wyznaczania odległości biegunowej ró- 
żnych ciał niebieskich, o instrumentach i obserwacyjach , o W3'znaczaniu refrakcyi słonecznej 
i parallaksy , o ruchu i refrakcyi gwiazd stałych , o pochyłości ekliptyki itd. Z ważniejszych 
rzeczy, podane są elementa i tablica drogi słonecznej, które jednak nie weszły nigdy w użycie, 
gdyż rudoltiaskie tablice Iveplera hy]y już przedtem rozpowszechnione. Rozwięzuje tu także He- 
weliusz zadanie: którego roku, dnia i godziny odbyło się stworzenie świata, jaka była podów- 
czas pora roku i w jakim znaku znajdowało się słońce i jego punkt odziemny '% — i dochodzi 
za pomocą tablic, które mu się w pożarze spaliły, do odpo\viedzi, że stało się to w roku 3963 
przed Chr., 24 października (według starego kal.) , o 6 godzinie wieczorem ; w południku Raju 
słońce znajdowało się w tej chwili w 6^™ znaku O" (tj. w konstełacyi wagi) zwierzyńca niebie- 
skiego , zaś jego punkt odziemny [apogetmi) w znaku barana ; było to więc porównanie dnia 
z nocą [neąmnoctitmi) jesienne. 

Druga część, obejmująca, jak nam już z tytułu wiadome, katalog gwiazd, jest wynikiem 
długoletnich obserwacj-j Heweliusza. Aby ocenić należycie, czego dokonał, i o ile w ogóle naukę 
posunął w tym kierunku, zobaczmy najprzód prace, które go poprzedziły i które zastał już 
gotowe. 

Hipparch, najsławniejszy astronom starożytności, był pierwszy, który przez pojawienie 
się nowej g^\iazdy przekonany, że lepsza teoryja ])lanet tylko na drodze wyznaczonej pozycja 
gwiazd da się oprzeć, postanowił następcom swoim pozostawić wykaz najcelniejszych gwiazd, 
oparty na ich położeniu względem ekliptyki. Wyznaczył więc miejsce 1022 gwiazd , co zasłu- 
guje ną podziw zważając, że metoda, jakiej używał, była bardzo mozolną i trudniejszą, aniżeli 
używana przez późniejszych astronomów. Przechowanie tej jego pracy zawdzięczamy Ptolemeu- 
szowi, który w 300 lat później w swoim Almageście ją pomieścił. Czternaście stuleci siała jak 
wiadomo, astronomiczna budowa Ptolemeusza, i Arabowie byli jedyni, którzy w ciągu tego czasu 
coś dla wyznaczenia gwiazd uczynili, a przecież minęły te 14 wieków, nim astronomowie za- 
brali się do zweryfikowania pozycyj gwiazd przez Ptolemeusza podanych. Dopiero Oloug-Beg 
(1393 — 1449) wnuk sławnego Tamerlana, urządziwszy w swej stolicy Samarkandzie około r. 1420 
obserwatoryjum, sporządził rzeczywiście nowy katalog gwiazd, ale mniej obfity niż Ptolemeusza, 
a który dopiero przez Tomasza Hyde w Oxfordzie w r. 1665 wydany i w Europie poznany został. 

Odtąd pojawiają się coraz więcej usiłowania i prace na tem polu. Nasz sławny Koper- 
nik zebrał także w katalog 48 konstellacyj z 1022 gwiazdami, zuanemi już przedtem; Tycho- 
Brahe zebrał ich tylko 777, obserwowanych przez siebie samego, zaś Kepler doprowadził ich 
liczbę do 1163. Przez Tychona do tego zachęcony Wilhelm TV, landgraf hesko-kasselski, z po- 
mocą astronomów Krzysztofa Rothmanna i Justyna Burgn, wydał katalog obejmujący 386 gwiazd ; 
Jan Bayer w swojej Uranometiyi , wydanej w r. 1603, z własnych i obcycli dawniejszych ob- 



') W przedmowie dedykacyjnej mówi wdowa między innemi : „Divaii kac Liberalitate Tua, quae refecit 
Aucforem Operis, et ab obitu ejus, aedes meas viduitate desolatas , laetor ego devotissime , et gloriatus est Ule, 
ąuoad vita supererat voluitque extare posthumum religiosi cidtus judicmm." (pag. 6) 

*) Prócz Heweliusza zajmowali się tem pytaniem i inni astronomowie. W 17 wieku kładziono początek świata 
na r. 3950 przed Chr., co według Ga8sendi'ego i innych francuskich astronomów data najprawdopodobniejsza; je- 
zuita Petawiusz (1583 — 1652) kładł go na r. 3983, Kepler na 3993 itp. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA JIKWELIUSZA. 67 

serwacyj, zcl)ral i('li 172.5 w 72 koiistellacyjacli , a wreszcie Jan Kiecioli w swojeni dziele z r. 
1G51 „Almafjestum nonum^ podał pozycyje 1408 gwiazd. Te ostatnie j)raee poprzedziły wiqc 
bezpośrednio pracę Heweliusza, z nłcli atoli, właściwie mówiąc, tylko praca 'ł^ychoiia r>ialie była 
oryginalną, wydawnictwa zaś Bayera i Riccioli'ego były przeważnie kompilacyjauii z innych 
autor<')W. 

Heweliusz już od r. 1041 zbierał obserwacyje i materyjały do swego katalogu, który 
do 3000 zamyślał doprowadzić '). Lecz mu się to nic udało. Uadiinia nad księżycem do jego 
Sełenogratii oderwały go na dłngo od tej pracy , potem troclię cliorował *j , nakoniec kometa 
z r. 1652 zabrała mu dużo czasu. Właściwie zaczął na seryjo pracować nad nowym katiilogiem 
gwiazd w r. 1657 '*), zaopatrzywszy się w tyra celu w większe niż miał dotycliczas, i metalowe 
sekstanty, czyli podobnie jak Tycho lirahe i landgraf lieski obserwował przeziernikami , twier- 
dząc, że lunety mu gwiazd nie powiększają. Jego katalog obejmuje 1888 gwiazd stałych (od 
stron. 143 do 37G), rozdzielonych na 79 koustellacyj ; w tej liczbie znajduje się 335 gwiazd 
połutluiowych, obserwowanych przez Halley'a na wyspie S. Heleny, a w ogóle 950 znanych jego 
poprzednikom, których pozycyje on tylko stwierdził. Reszta, w liczbie 938, są to nowo przezeń 
obserwowane gwiazdy, których większą część przyłączył do daAvno znanycli gwiazdozbiorów, 
z innych zaś utworzył 12 nowych konstelłacyj *) , które opisuje i nazwy im przez siebie dane 
szeroko motywuje w swojem dziele „Prodromus Astronomiae." Gwiazdy redukowane są do roku 
1660, konstelacyje uporządkowane według alfabetu i wielkości swojej. Co do nazw znaczniej- 



') Westpbal „Leben, SiucUen etc." pag. 28. 

') Ibid. pag. 29. 

') „Machinae Coelestis, pars I efc." pag. 62. 

*) Między tern i , jedne, złożoną z 7iu gwiazd poświęcił pamięci dobrodzieja swego, króla Jana Sobieskiego, 
dając jej nazwę „Sciiium Sobiescii" tj. „Tarcza Sobieskiego." Jakim on był przesiąknięty pietyzmem dla tego króla, 
dowodem motywa jego tłomaczące przyczynę wprowadzenia tej nazwy na niebo, a z których wyjątki niektóre tu 
podajemy. 

„Scutimi ąuod atłineł," pisze tam Heweliusz („Prodromus Asłron." pag. 115, 116; „praegnanłibiis ex ra- 
Honibus ad firmamentum usque inter Astra evexi , in perpetuam nimirum memoriam Augusiissimi nostri Fegis ac 
Bomini, Domini Johannis III, Regis Poloninrum, ob immensa Ejus merita, heroicas Aninu dołes, niagnanimitatem, 
et ob res strenue, ac forłiter gestas, non solum in Begno Poloniae, sed etiam in Imperia Romano, imo in maximum 
comniodum, et incrementum łoi im Chrisłianae Religionis. Dum Suo Regno. cum toto exercitu Polonica egressus, Ur- 
bem fiennatn, saedem Romani imperątoris, a crudelissima obsidione Ottomannica gloriose liberavit, Mam cohortem Bar- 
barorum in fugam profligamt, ac funditus prostravit, sicąue magnam partem Eorum, qui pro fide Christiana mili- 
łanł, a jugo Mahometis , et Antichristi rursus e serviłute expedivit, atque in libertatem vindicavit. Et cum dicfus 
Rex meus longe clementissimus, tanąuam Magnus et Incomparabilis Heros, pro fide Christianorum militaverit, atąue 
insignia Ejus ac praedecessorum , Scułum re omni nudatum ac vacuum prae se ferant: idcirco eo ipso Coeli loco 
collocare volui, ac dehui, quo totam illam heroicam historiam omnimode, et nałiuo colore depingerem ac exprimerem.'^ 
Tu wytłomaczywszj', dlaczego konstellacyję Sobieskiego kjadzie w pobliżu Orła {Aguila) , między Antinousem a wę- 
żownikiem (Serpentarius) itd. , dlaczego jej 7 gwiazd wyznacza (mają one 7 członków rodziny królewskiej przedsta- 
wiać), pisze dalej: ^Adeo (iłerum iterwnque dico) ut nuliibi melius, et conrenientius , quam hoc Coeli loco collocari 
potuerit. Quibus Deum O. M. animiius veneror, ut Scułum istud Sobiescianum in hocce Globo terreno, tam diu vi- 
geał, floreat, firmiterqae subsisłat, quam diu Słellae istae, Scułum Coeleste referenłes, splendenłes et mieantes se ge- 
neri kumano ezhibeatU; in Dei gloriam, Begni Polonici, Regiaeque Familiae maximum incrementum, tam Subditorum, 
Reique; Literariae grandę Solatium: inprimis quo Urania mea miserrima et afflicta, ex Yulcani summa saciitia ac 
clade Ula ingemiscenda, omnibus viribus et facultatibus prorsus exuta, rursus Regiae Majesłałis , Clementiae Benig- 
nissimis et Munificeniissimis radiis refocilląri, et erigi non nequeat, et porro Divina affulgenłe ope, ut hacłenus , ad 
enarrandam Dei Gloriam, et promoiendum siderale studium, quoad Altissimo vlsum fuerit , quales ingenii sui vires 
alacriłer impendere et cotisecrare." 



68 DR. D. WIERZBICKI. 

szych gwiazd, zatrzymał stary sposób ich oznaczania zapomocą miejsca, jakie która zajmuje 
w odpowiedniej sobie konstellacyi, nie przyjąwszy sposobu podanego przez Bayera, który w swo- 
jej Uranometryi zaproponował ogóhiie potem przyjęty zwyczaj oznaczania gwiazd literami alfa- 
betu greckiego ') z dodaniem nazwy konstellacyi. 

O ogromnej odległości gwiazd stałych w porównaniu do odległości planet od ziemi, wnio- 
skuje Heweliusz z tej okoliczności, że ich lunety powiększyć nie zdołają. Scintillacyja czyli wi- 
bracyja ich światła, pochodząca z nadzwyczajnej małości średnic pozornych, zdawała mu się być 
dowodem, że światło gwiazd nie pochodzi od słońca tak jak przy planetach, lecz że one świecą 
własnem światłem (lumen proprimn^ a Deo nativum *). Celem porównania i oceny względnej wiel- 
kości gwiazd, umieszczał przed objektywem lunety karton z maleńką dziurką okrągłą, przez co 
uwalniał się przy obserwacyi od drgającego światła bocznego gwiazdy. W ten sposób ocenił, 
że Arctur jest dużo większy niż Aldebaran, ten znów trochę większy niż Regulus ') itd., — da- 
lej, że średnica pozorna Syryusza wynosi 6""3, Capelli 6"-0, czyli wartości kątowe równe 228 
milijonom mil. 

Prócz obserwacyj przeznaczonych do przyszłego katalogu gwiazd, zajmował się Hewe- 
liusz także wiele gwiazdami nowemi i zmiennemi, co było naówczas rzeczą dość świeżą. Stara 
wiara o niezmienności nieba, zagnieżdżona we wszystkich umysłach, została obaloną w 1 7 wieku. 
Według teoryi dawiiych astronomów i filozofów, odradzanie się i wszelka zmiana możliwe są 
tylko w sferach sublunarnych i ziemskich , gdy w- sferach wyższych , a szczególniej w sferze 
gwiazd stałych, duch wszechświata zostaje wiecznie niezmienny, i tam panuje mądrość doskonała. 
To też aż do czasów Tychona i Keplera poczytywano nowe gwiazdy za proste meteory zro- 
dzone w sferach niższych, a ta wiara zaczęła dopiero upadać skutkiem jawienia się od czasu 
do czasu gwiazd, które świadczyły przeciw tej niezmienności sfer wyższych w sposób najwi- 
doczniejszy. Na początku 17 wieku zaczęto zajmować się temi szczegółami astronomii gwiaź- 
dzistej, a lekarz padueński, Liceti (1577 — 1657), poświęcił jej nowe dzieło p. t. „De novis Astris 
et Comełis etc." w r. 1623. 

Z gwiazd zmiennych (variabilis), szczególniej gwiazda o wieloryba (o Ceti) zwracała 
w tych czasach na się uwagę astronomów. Odkrytą ona została przez Pawła Fabrycyusza, pro- 
fesora matematj^ki w Wiedniu, dnia 13 sierpnia 1596 r. , a peryjodyczność jej skonstatowana 
przez astronoma holenderskiego Jana Holwarda w roku 1638 i 1639 ^). Zmiany jej światła ob- 
serwował odtąd często Heweliusz, a wyniki tych obserwacyj pomieścił w r. 1662 w rozprawce 
p. t. „Historiola, Novae iUius, ac mirae Stellae in collo Ceti etc." dołączonej do dzieła jego o Mer- 
kurym („Mercurius in Sole t^isMS"). Jestto historyja obserwacyj zrobionych przezeń i innych astro- 



') Juliusz Schiller, zmarły w Augsburgu 1627 r. przyjaciel i towarzysz Bayera (Bayer, astronom i prawnik, 
żyjący w latach 1572 — 1625, rodem z Bawaryi, zmarł w Augsburgu), sam prawnik i scholastyk, chcąc usunąć do- 
tychczasowe pogańskie nazwy konstellacyi, wydał wraz z Bayerem w r. 1627 pięknie wykonane karty niebieskie 
p. t. y^Codum sfellatum christianum etc.*^ , w których 12tu znakom zwierzyńca niebieskiego dał nazwy 12tu aposto- 
łów, konstellacyję Cassiopeję nazwał Maryją Magdaleną, Pegaza Gabryelem, Oriona Św. Józefem, słońce Chrystusem, 
księżyc Maryją itp. Nomenklatura ta, jak wiadomo, nie utrzymała się w praktyce. 

") „Selenographia etc." pag. 38. 

') Ibid. pag. 37. 

*) Jestto jedna z najznaczniejszych gwiazd zmiennych. Czasami nietylko słabnie ona co do światła, ale staje 
się nawet niewidzialną. Znika zupełnie 12 razy w ciągu 11 lat, czyli peryjod jej zmienności wynosi 331 dni 20 go- 
dzin. W czasie maximum swego światła, świeci na niebie około 14 dni jako gwiazda od 2 do 4 wielkości, potem 
maleje przez 3 miesiące, aż nareszcie znika zupełnie na 5 miesięcy; po upływie tego czasu jawi się znów na swo- 
jem miejscu bardzo słabo, i rośnie przez następujące 3 miesiące. Przez Heweliusza została nazwaną „Mira Ceti.^ 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 69 

nomów wciągu 24 lat (1638 — 1662). Podaje on tam jej odległości od niektórych gwiazd są- 
siednich, jak Aldcbarana, I\Iarca])a, Algola itp. , zaś w „Prodromus Astronomiae" ') powiada, że 
co rok zmienia ona swą wielkość, a od Października 1672 do Grudnia 1676, tj. przez lat 4 była 
zupełnie niewidzialną. Co do fizycznego ustroju gwiazd, ma on je za ciała zupełnie podobne do 
słońca ; świecą one według niego skutkiem obrotu wirowego i wznoszenia się z nich wyziewów, 
a według mocy tych wyziewów zmienia się także światło gwiazd ^). W ten ostatni sposób tło- 
maczy zjawiska przy gwiazdach nowych i zmiennych widziane. 

Trzecia część pośmiertnego dzieła Heweliusza, czyli „Firmamentum Sobiescianum^ , a którą 
on także „Uranografiją" nazywa, jestto zbiór tablic przedstawiających poszczególne konstella- 
cyje, objęte katalogiem gwiazd w drugiej części. Poprzedza je przedmowa, w której autor tłó- 
maczy się, dlaczego dla gwiazd zatrzymał stare nazwy pogańskie, a nie poszedł za przykładem 
Bayera i Schillera. Tablice są bardzo pięknie rysowane, a obejmują: 1) dwie wielkie karty 
dwustronnicowe, przedstawiające obie półkule niebieskie ; 2) 54 kart z głównemi konstellacyjami, 
opatrzonych rzutami linii astronomicznych, jak ekliptyki, równoleżników, równika itp. podzielo- 
nemi na stopnie. Rytował te tablice Karol Haye; snąć już nie dowierzał Heweliusz swojej 
starej ręce. 

Mimo bardzo pięknego , jak na ówczesne czasy , a kosztownego z powodu tablic wypo. 
sażenia tego dzieła, nie znalazło ono przecież pokupu i wziętości takiej, jak inne przedśmiertne 
wydawnictwa Heweliusza. Pisze o tem jeszcze w r. 1778 prawnuk jego. Daniel Gottlieb Da- 
visson w liście do Bernoulli'ego *) , i opowiada w nim , że matka jego posiada płyty z miedzio- 
rytów do Prodromusa, ale zamyśla je sprzedać kotlarzowi, ponieważ uczeni lekceważą sobie 
dzieła jej dziadka, które za życia jego tak wysoce były cenione ; powiada dalej, że jeszcze na 
składzie dużo leży egzemplarzy, dlatego chętnie z nich robi prezenta każdemu, bojąc się, aby 
po jego śmierci nie poszły na masło, a o rozsprzedaży ich nie ma mowy, skoro np. jeden z księ- 
garzy, któremu w drodze zamiany chciał to dzieło za 2 złote gdańskie oddać, zbył go niegrzecz- 
ną odpowiedzią. Wyraża wreszcie żal, że bomba, która w czasie oblężenia Gdańska w r. 1734 
wpadła do składu tych książek, i wiele z nich spaliła i zniszczyła, nie zniszczyła raczej wszyst- 
kiego, wtedyby bowiem z powodu rzadkości z pewnością więcej to dzieło poszukiwanem było. 

7) Gorszy jednak los spotkał resztę spuścizny naukowej i literackiej po Heweliuszu. 
Co oszczędził ogień w r. 1679, roztrwonili spadkobiercy po jego śmierci. Tak się stało naj- 
przód z płytami miedziorytniczemi do „ Machina Coelestis." Powyż wspomniany Davisson w tymże 
samym liście donosi, że Bagge, ojciec jego szwagra a zarazem i prawnuka Heweliuszowego 
(od najmłodszej córki tegoż idący) posiadał te płyty, ale sprzedał je księgarzowi Riidigerowi 
w Gdańsku. Chciał je później wydobyć ztamtąd Davisson, a to, gdy professor Reccard z liró- 
lewca pragnął je nabyć do zużytkowania przy zamierzonem nowem wydaniu „Machinae Coele- 
stis,^^ — lecz było już za późno, bo Riidiger nie mogąc ich inaczej spożytkować na razie, sprze- 
dał je handlarzowi miedzi w Lipsku. Na marne poszły także i Idisze, rytowane przez Hewe- 
liusza do Selenografii. Otrzymał je w spadku Schroeder, mąż wnuczki Heweliusza, — a chociaż, 
jak pisze Davisson, był to człowiek naukowy (Homme de Lettres), to przecież, chcąc niby prak- 
tycznie te rzeczy spożytkować, i pamiątkę po Heweliuszu w domu przechować, kazał z wielkiej 
kliszy księżycowej zrobić tacę do kawy. 



') Prodromus Astronomiae etc." pag. 122. 

') „Cometographia eic." p. 373. 

^) Zach „Monatl. Corresp. 1803," pag. 366. 



70 DR. D. WIERZBICKI. 

Na tułaczkę w obce kraje poszedł talŁŻe wielki zl)iór listów Heweliusza, przez niego sa- 
mego chronologicznie uporządkowany, a zaAvierający, przy tak rozgałęzionycli stosunkach, jakie 
on miał z uczonemi omal całego świata, cenne materyjały do historyi i postępów astronomii 
w owycli czasach. Zbiór ten , złożony z 1 7 fol. tomów , a między niemi z 4<'^ tomów samych 
obserwacyj , dalej z listów tak przez Heweliusza odbieranych , jakoteż z kopij listów przezeń 
pisanych, zakupił w r. 1725 Józef Delisle, geograf francuski, za 100 ') dukatów, w czasie prze- 
jazdu swego przez Gdańsk, od Lange'go, jednego z potomków Heweliusza po kądzieli. Od De- 
lisle'a dostał się ten zbiór do ministerstwa maiynarki francuskiej *), a potem do biblijoteki Ob- 
serwatoryjum paryskiego, gdzie się dotychczas znajduje ^). Beziat *) podaje spis alfabeczny osób, 
do których lub od których listy znajdują się w zbiorze zakupionym przez biblijotekę narodową 
paryską , a w nim spotykamy wiele nazwisk polskich ^) , lub też osób w Polsce podówczas ba- 
wiących. 



') Davisson w liście do Bernoulli'ego (Zach. „Monatl. Corresp. 1803," pag. 367) pisze w tej mierze : „ Was 
mich am bUtersten schmerzt, ist der Yerlust der Handschriften und des Commercii EpisioUci in zioolf FoUobćinden, 
icorin auch viele Mamtscripte des grossen Kepler waren. Die de Lisle's toussłen sie Lange'n, meiner G^-osstante Mann 
fur hundert Ducaten abzuschtcatsen." Żle tu był poinformowany prawdopodobnie Davisson co do liczby tomów, o 17tu 
bowiem mówi Montucla, Lalande, Zach itd. 

") Montucla w drugiem wydaniu swojej „UHistoire des mathematiąuc'^ (t. U, pag. 640) powiada, że zbiór ten 
od Delisle'a dostał się w ręce Ludwika Godina, który powołany na dyrektora szkoły marynarki do Kadyxu w r. 
1750, tamże go z sobą zabrał, a po jego śmierci, prawdopodobnie stał on się własnością króla hiszpańskiego. We- 
dług Beziafa myli się jednak Montucla, Godin bowiem posiadał tylko kopije tego zbioru, a nie oryginały, i te ko- 
pije przeszły później w ręce Lalanda, od którego zakupiła je biblioteka narodowa w Paryżu w r. 1841. 

') Wierząc w powyższe twierdzenie Montiicli, ubolewa bardzo Zach {,^Monatl. Corresp. 1803," pag. 34) nad 
takiem ulokowaniem tych skarbów, mówiąc: „Es ist ewig Schade , dass solche Schcitze mmer an das Ausland kom- 
men ; mehr dhnliche Beispiele, selbst in neueren Zeiłen, sind nicht selten. Bafilr kaufen toir aber typograpMae incu- 
nabula, Psalłeria, alłe Bibeln und Missalien. Montucla sagt bei Gelegenheit der Handschriften des HeveUus: d Dieu 
ne plaise que je veuille rien dire de defavorable d la natlon Espagnole, mais U me semble que la vraie place d'une 
colleciion sembluble eut ete la bibliotheąue de l'Academie des' Sciences de Paris, on la bibliotheąue natiotiale. Das 
selie ich nicht ein! La vraie place Deutscher Handschriften eines Deutschen Astronomen ware meines Erachtens 
denn doch, sous łous les Bapports, auf einer deutschen Bibliothek." Zgadzamy się najzupełniej z odprawą daną Mon- 
tucli przez Zacha, a nawet naukę jego bierzemy sobie do serca, ale zastrzegając sobie zarazem prawo pierwszeń- 
stwa przed Hiszpanami, Francuzami, a nawet Niemcami , — najprawdziwszy bowiem i najwłaściwszy przybytek dla 
tych pozostałości po polskim astronomie, który polskiemi przeważnie pieniądzmi był wspierany, nie zaś niemieckiemi, 
który zawsze i w każdej potrzebie doświadczał łaski i dobrodziejstw królów naszych, — jest tylko polska, a nie 
niemiecka biblioteka! 

*) Boncompagni „Bulletino di Bibliografia cic." T. VIII, pag. 650 — 658. 
°) Znajdujemy tu np. nazwiska: 

Działyński Michał. 

Głoskowski Maciej (matematyk i poeta, autor dzieła „Geometra peregrinus," f 1658). 

Kochański Adam Adamandy (nadworny matematyk Jana III, f 1695). 

Lubieniecki Stanisław (autor „Theatrum Cometicum"). 

Lubomirski Stan. Herakliusz (podstoli koronny, autor kilku dzieł naukowych). 

Morsztyn Stanisław (poeta, kasztelan czerski). 

Niewieski Stanisław (lekarz, prof. mat. w Krakowie, potem w Akad. zamojskiej, autor dzieła „Komety w r. 
1680 widziane" f 1699. 

Piotr des Noyers (sekretarz królowej Maryi Ludwiki). 

Orschowski (?) Paweł. 

Sarnowski Stanisław (biskup przemyski a później kujawski, f 1680). 

Skrodzki Grzegorz. 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWELIUSZA. 71 

Prócz tego zbioru manuskryptów i listów, wiele ich także znajduje się w różnych pi- 
smach naukowych lub też w bib]ijuteka«;h , tak np. 19 listów w „Philosophlcal Transadions" , 10 
w „Acta ErudUorum", 6G >v bibliotece Towarzystwa naukowego królewskiego w Londynie, j)isa- 
nych przez Heweliusza, zaś 30 adresowanych do niego, itp. 

A c(>ż się wreszcie stało z obserwatoryjum Heweliusza? Poszło i ono wkrcjtce w zanie- 
dbanie, bo nie zostawił Heweliusz potomków po sobie, którzyby poczuwali się do obowiązku 
strzeżenia i szanowania cennych po nim pamiątek, do poszanowania miejsca, na którem on prze- 
szło pół wieku w bezsennych nocach przepędził, i które on, prawdziwy kapłan w świątyni bo- 
żej, której cuda opisywał, pilnował zawsze jak oka w głowie, a płakał nad utratą chwilową 
przez ogień. Ustała z jego śmiercią i shiżba w tej świątyni, i przestały zwracać się oczy uczo- 
nych, potentatów i królów do owego Gdańska, z którego przez tyle lat dziesiątek słał im He- 
weliusz prezenta i bukiety nieocenione , uwite z kwiatów niebieskich, świadcząc o tej na wliróś 
przez się pojętej prawdzie, że 

„Zycie nasze o tyle tu warte, 
O ile z niebem człek je związać zdoła." 

Wiadomości, cliociaż już trochę późniejsze, o tem obserwatoryjum podaje Benioulli w spra- 
wozdaniu swem z podróży naukowej do Gdańska, Litwy i Polski na końcu zeszłego wieku od- 
bytej '). Donosi on tam: „gdy wielkie obserwatorj^um Heweliusza ponad trzema jego domami 
zbudowane, a którego obraz znajduje się w „Machina coel." , spaliło się w r. 1679, zbudował 
sobie nowe mniejsze na domu j)rzez się zamieszkałym, ale mało już i z tego pozostało, z powodu 
bowiem niebezpieczeństwa zawalenia się, kazała je przed 15 laty wnuczka Heweliusza rozebrać; 
na pamiątkę tylko zbudowano na tem miejscu mały belweder, ua którego dachu jest ustawiony 
anemometer (wiatrak), spuścizna po Heweliuszu. Dostęp jednak do tego miejsca zaczyna już być 
niebezpiecznym, dom zaś jest własnością Leonardi'ego , męża prawnuczki Heweliusza." Wie- 
życzka ta pamiątkowa utrzymała się jednak szczęśliwie jeszcze dłuższe lata, zwiedzali ją bo- 
wiem w r. 1851 astronomowie francuscy Mauvais i Goujon, i donoszą o jej dobrym stanie, co 
potwierdza także w r. 1862 Karol Anger ^), profesor gimnazyjum gdańskiego. 



Solski Stanisław (matematyk, jezuita, autor dzieł „Geometra polski," „Architekt polski" etc. f 1690). 

Wydżga Jan Stefan (arcybiskup gnieźnieński). 

List króla Michała do Heweliusza. 

Zbązki, biskup warmijski. 
') Bodę „Astronomisches Jahrhuch etc. fur d. J. 1780 etc."' pag, 168. 
*) „Populdre Yorłrage iiber Astronomie^ von Dr. Karl Anger," pag. 325, 



— 5^^H5- 



72 DB. D. WIERZBICKI. 



CZĘSC IV. 

Spis dzieł samoistnych 

HEWELIUSZA 

porządkiem chronologicznym. 

'>-^Si^ 



1) „Johannis Hevelii Selenographia^ ) sive Lunae Descriptio, tam macularum quam motuum diverso- 
rum, aliarumąue omnium yicissitudinum, phasiumąue Lunarium, telescopii ope deprehensarum, delineatione ac- 
curata, atąue locupleti rerum Coelestium, auctorio exornata: prodiit Gedani, Anno a Christo nato 1647. Auto- 
ris sumptibus, Typis Hiinefeldianis." 

Ozdobny ten tytuł ryty jest na miedzi z podpisem : Adolf Boy delineav. J. Falck Polonus sculps. 
U góry umieszczona Uranija na orle, trzymającym w szponach wstęgę z napisem „contemplałio," — po 
bokach dwa wizerunki z napisami : Alhasen i Galilaeus, — w środku na wstędze trzymanej przez 2 anioł- 
ków napis: „Ałłolliie in sublime oculos vestros, et videie quis creaverit isła," wreszcie u dołu widok 
miasta, a nad nim herb Gdańska. Po tym tytule następuje drugi drukowany: 

„Johannis Hevelii Selenographia, sive Lunae Descriptio; atąue Aceurata, Tam Macularum ejus, quam 
motuum diversorum, aliarumąue omnium vicissitudinum, phasiumąue, telescopii ope deprehensarum, delineatio. 
In qua simul caeterorum omnium Planetarum nativa faeies, variaeque observationes, praesertim autem Macula- 
rum Solarium atąue Jovialium, Tubospicillo acąuisitae, figuris accuratissime aeri incisis, sub aspectum ponun- 
tur: nec non ąuamplurimae Astronomicae , Opticae, Physicaeąue ąuaestiones proponuntur atque resolyuntur. 
Addita est, lentes expolieudi nova ratio; ut et telescopia diversa construendi, et experiendi, horumąue admi- 
niculo, varias observationes Coelestes, inprimis ąuidem Ecclipsium, cum Solarium, tum Lunarium, exąuisite 
instituendi, itemąue diametros stellarum veras, via infallibili, determinandi methodus: eoque, quicąuid prae- 
terea circa ejusmodi observationes animadverti debet, perspicue explicatur. Cum gi-atia et priyilegio ^) S. R. 
M. Gedani edita, Anno Aerae Christianae 1647. Autoris sumptibus, Typis Hiinefeldianis." 

Po tym tytule na następnej karcie fol. znajduje ślę napis: „In Dei O. M. Rerum omnium Pa- 
rentis , Gloriam. , Coelesti affulgente ope, elucubratas has operas, Selenographicas , Regiae urhi, Gedano 
CJiariłates omnes complecfenłi Pałriae, cum majorum semper — incremenłorum voto , honoris et amoris 
dehiti caussa, B. D. B. Johannes Henelius." Na następnej karcie znajduje się portret autora, jego wła- 
snej roboty, — poczem następuje przedmowa do czytelnika 9 stron fol. , — dalej wierszy różnego pióra 
a z pochwałą autora stron 8, — spis rozdziałów i figur stron 5, wreszcie tekstu stron 563 z 110 tabli- 
cami figur, także przez autora na miedzi rytych. 

2) „Transitus Jovis, Gedani. Anno Aerae Christianae, 1647 die 12 April. st. n. vesp. observatus a Jo- 
hanne Heyelio." 

Fol. stron 1 z jeduą tablicą rytą przez autora. 



') W biblijotece XX. Czartoryskich (której zarządowi na tem miejscu przynajmniej składamy winne podzięko- 
wanie za uprzejme dozwolenie korzystania z jej cennych zbiorów) na wewnętrznej stronie okładki frontowej tego 
dzieła znajduje się autograf Heweliusza w słowach : lllusfrissimo atq. Excellentissimo Bno Bno Seguierio Begni Gal- 
liae Cancellario, Bomino Gratiosissimo, Operas has Selinographicas summa ohservantia restanda ergo, sttbmississime 
offerł, atq. omnigenam felicitatem ex animo precatur. Bantisci Anno 1663. Bie 21 Septemh. Autor. '■^ 

') Westphal, autor biografii Heweliusza p. t. „Lehen, Studien u. Schriften etc.,'^ a dość wierny cytator dzieł 
tegoż, opuszcza wszędzie skrzętnie w tytułach wzmianki o przywilejach przez królów polskich Heweliuszowi na wy- 
dawnictwa jego dawanych, — co wyrywając ze środka tytułów, robi to naturalnie tendencyjnie ! 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA IIEWKLILSZA. 73 

3) „Transitus Jovis, Geilani Anno 1047 <lie O Junij ves|). st. n. obseryatus a Jolianne Hcvelio." 

Jestto tylko tablica ryta przez autora, z krótkim obok opisem. 

4) „Observatio eclipseos luuae, instituta Gedani, anno a nato Christo 1647, die 20 Jan. st. n. yesp. 
a Johanne IleYelio." 

Fol. stron 2 z jedną tablicą figur rytych przez autora. 

5) „Eciipsis Solis observata Gedani anno a nato Christo 1G49 die 4 Novenibris st. Greg. a Johanne 
Herelio. Dabam Gedani 1650 die 5 Nonarum Januarii." 

Fol. kart 2 zjedna tablicą rytą przez autora. Dedyk. D. Laurentio Eichsladio Medic. D. et Phy- 
sico CiviłaUs ordinario, nec non in Gymnasio Gedanensi Małheseos Professori. 

6) „Observatio Eclipseos Solaris Gedani. Anno Aerae Christianae 1652 die 8 Aprilis 8t. n. a Johanne 

Hevelio peracta." 

Fol. kart 4 z jednii tablicą figur wśród tekstu, rytą przez autora. Dedyk. Pełro Gassendo et 

IsmaeJi BuUialdo Philosophis ac Mathemałicis Te dwie obserwacyje powtórzone są w „Machinae 

Coelesłis^ pars II, pag. 17 i 18, a nadto w zbiorze listów poniżej pod 8) podanych. 

7) ,Johannis Hevelii Epistolae II. Prior de motu Lunae libratorio, in certas tabulas redacto. Ad per- 
quam Rev. Praeclarissimum atque Doetissimum Yirum, P. Johannem Bapt. Rieciolum Soc. Jes. , Philosophiae. 
Theologiae, ac Astronomiae Professorem Bononiensem Celeberrimum. Posterior: De utriusąue Luniinaris de- 
fectu Anni 1654. Ad Generosum et Magnificum Dominum Petrum Nucerium, Serenissimae lieginae Poloniae et 
Sueciae Consiliarinm et Secretarium etc. Gedani Anno a nato Christo 1654. Sumtibus Autoris, typis Andreae 
Julii Molleri." 

Na tym tytule ryta winieta z widokiem Gdańska i napisem u góry: „Enarrant Bei gloriom," 
z podpisem zaś: Boy i F. Allen. Pierwszy list zajmuje stron fol. od 1 do 48, drugi od 49 do 72, oba 
razem 5 tablic z figurami przez autora rytemi. Publikacyje 5) 6) i 7) zebrane są znów pod osobnym 
tytułem : 

8) „Johannis Hevelii Epistolae IV. I. De observatione deliąuii Solis Anno 1649 habita. Ad Excel- 
lentissimum et Praeclarissimum Yirnm Laurentium Eichstadium, Med. D. et Phys. Civ. Gedan. Ordinarium etc. 
n. De eclipsi Solis anno 1652 observata. Ad Illustres Yiros, Pet. Gassendum et Ism. Bullialdum, Philosophos 
ac Matbematicos nostri seculi summos. III. De Motu Lunae libratorio Ad perquam Ect. Praeclar. et Doctiss, 
Yirnm P. Joh. Bapt. Rieciolum Soc. Jes. Philosophiae Theol. ac Astron. Prof. Bononiensem Celeberrimum. 
lY. De utriusą. Luminaris defectu anni 1654. Ad Generosum et Magnificum Dominum Petrum Nucerium, Ser. 
Reg. Pol. et Suec. Consil. et Secretarium. Gedani, Anno a nato Christo 1654. Sumtibus Autoris, typis An- 
dreae Julii Molleri." 

Tak pod tym jak i powyższym (pod 7) tytułem listy te znajdują się w bibliotece XX. Czarto- 
ryskich , nigdzie atidi i u żadnego bijografa Heweliuszowego , nie zdarzyła się nam spotkać ze zbiorem 
tychże listów , a pod tytułem przytoczonym przez Dr. Żebrawskiego w jego Biblijografii , pod Nr. 976. 
Notatki podane tam przez tegoż biblijografa świadczą, że on ani takiego egzemplarza w swoim zbiorze 
dzieł Heweliuszowych nie miał, ani go też nic widział. Zresztą i miejsce wydania „Frankfurt 1658" 
tam cytowane, nasuwa także wątpliwości co do istnienia tego zbioru, wiedząc, że żadne z dzieł Hewe- 
liuszowych poza Gdańskiem drukowanem nie było. 

9) „Johannis Hewelii dissertatio, de Nativa Saturni Facie, ejusąne variis phasibns, certa periodo 
redenntibus. Cui addita est, tam Eclipseos Solaris anni 1656 observatio, quam diametri Solis, apparentis ac- 
curata dimeusio. Ad Serenissimum, Lndovici a Deodati, Eegis Christianissimi Patruum, Gastonem Borbonium, 
Aurelianensium Ducem etc. Gedani edita Anno aerae Christianae 1656. Sumptibus Autoris, tj-pis Reinigeri." 

Fol. stron 40 i 4 tablice z figurami rytemi przez autora. Na tytule winieta taka sama jak 

pod Nr. 7. 

10) „Johannis Hevelii Mercnrius In Sole visus Gedani, Anno Christiano M. DC. LXI, d. DI Maji, 
St. n. Cum aliis quibusdam rerum Coelestium obserTationibus, rarisque phaenomenis. Cui annexa est, Yenus 
In Sole pariter visa, Anno 1639 d. 24 Nov. St. Y. Liverpoliae, a Jeremia Horroxio: nunc primum edita, no- 
Wydz. filozof.-histor. T. VII. 10 



74 DR. D. WIERZBICKI. 

tisąue illustrata. Quibus accedit succincta Iiistoriola, Novae illiiis, ac mirae Stellae in collo Ceti , certis anni 
teniporibus clare adinodum affulgentis, nirsus omniuo eyanescentis. Nec uou geuuina deliueatio, Paraselena- 
ruai et Parelioruni ijuoruudam larissimorum. Cum Privilegio Sac. Caesareae, et Regiae P. et S. Majestatam 
Gedani. Autoiis Typis, et Siimptibus, imprimebat Simon Reiniger. Anuo M. DC. LKU." 

Na tytule winieta taka sama, jak pod Nr. 7. — Dedykacyja Ism. Bullialdowi zajmuje 3 pierw- 
szych stron, następnie od strony 1 do 110 idzie rzecz o Merkurym, od 111 do 14.5 o Wenerze, od 146 
do 176 o Mirze, wreszcie od 177 do 181 spis rozdziałów. Figur rytych na miedzi przez autora 10 tablic. 

11) ,,Johanuis Herelii Prodromus Cdmetieus, quo historia cometae Anuo 1664 exorti Cursum, Facies- 
que diyersas Capitis ac Caudae aecurate deliueatas eomplectens; Nec non Dissertatio de Cometarnm omnium 
Motu, Generalione, variisque Phaenomenis, exhibetur. Ad Illustrissimum ac Excellentissimum Dominum, Dn 
J. Bapt. Coibert, Regis Christianissimi a Sanctioribus Consiliis, Summiąue Galliarum Aerarii Moderatorem fide- 
lissimum, etc. etc. Dominum Gratiosissimum. Cum Privilegio Sac. Caesar. et Regiae Pol. et Suec. Mąjesta- 
tum, Gedani, Autoris typis et sumptibus. Imprimebat Simon Reiniger Anno M. DC. LXV." 

Fol. Na tytule winieta taka sama jak przy Nr. 7. Przedmowa do Colberta zajmuje stron 2, po- 
tem idzie 64 stron tekstu, przy którym 3 tablice figur przez autora ryt3'ch. 

12) ,,Johanuis Heyelii Descriptio cometae Anuo Aerae Christ. M. DC. LXV, exorti. Cum genuinis 
Obserratiouibus , tam nudis, quam enodatis, Mensę Aprili habitis Gedani. Cui addita est Mantissa Prodromi 
Cometici, Obserrationes omnes prioris Cometae M. DC. LXIV, ex iisque genuinum motum aecurate deductum 
cum notis et animadversiouibus exhibens. Ad Serenissimum Leopoldum, Etruriae Principem. Cum Priril. Sacr. 
Caes. et Reg. Poloniae ac Sueciae Majestatum. Gedani Autoris typis, et sumptibus. Imprimebat Simon Rei- 
niger. Anno M. DC. LXVL- 

Fol. Na tytule winieta taka sama jak przy Nr. 7. Przedmowa dedykacyjna zajmuje stron 3, 
przedmowa do czytelnika stron 7, następnie opis komety od str. 1 do 56, zaś „J/aw^Jsso" od str. 57 
do 188, przyezem 4 tablice figur przez autora rytych. 

LS) „J. Heyelii Cometograpbia," 

Po tym krótkim tytule następuje druga karta tytułowa , ryta na miedzi , przedstawiająca trzech 
astronomów i z napisem u dołu: „Johannis Hevelii Comełographia'^ >ndr. Stech delin. L. Viseher sculps. 
Trzeci oddziflny tytuł jest następujący: 

„Jobanuis Heyelii Cometograpbia, Totam Naturam Cometarnm; utpote Sedem, Parallaxes. Distantias, 
Ortum et luteritum , Capitum , Caudarumque , diyersas facies , affectionesque , Nec Non Motum eorum summe 
admirandum. Beneficio unius, ejusque tixae, et conveuientis hypotbeseos exbibens. In qua, Uniyersa insnper 
phaenomena, quaestionesque de Cometis omnes, ratiouibus evidentibus deducuntur, demonstrantur, Ac Iconibus 
aeri incisis plurimis illustrantur. Cumprimis yero, Cometae Anno 1652, 1661, 1664 et 1665 ab ipso Auctore, 
summo studio obseryati, a]iquanto prolixius, pensiculatiusque expouuutur, expenduntnr, atque rigidissimo cal- 
culo subjiciuntur. Accessit, Omnium Cometarum. a Mundo condito hucnsque ab Historicis, Pbilosophis et 
Astronomis annotatonira. Historia. Notis et Animadyersionibus Auctoris locupletata, cum peculiari Tabula Co- 
metarum Uniyersali. Cum Priyilegio Sac. Caesareae, et Reg. Pol. et Suec. Majestatum. Gedani. Auctoris Ty- 
pis, et Sumptibus, Imprimebat Simon Reiniger Anno M. DC LXVin." 

Fol. Dzieło to dedykowane jest Ludwikowi XIV, co zajmuje 4 kart pierwszych z 2 winietami 
rytemi na miedzi. Dalej idzie przedmowa do czytelnika stron 12, — po niej przywileje cesarza Leopolda 
i króla Jana Kazimierza stron 4, — mdex Ubrortim et cntdorum kart 3, — wiersz Titiusa do autora 
karta 1, — wreszcie tekst zajmujący 913 stron osobno numerowanych, a po nim jeszcze index rerum 
kart 23. Prócz wielu figur w tekście odbitych z miedziorytów, jest tablic oddzielnych 38 z podpisem: 
^ Autor sculpsit.'^ 

14) Johannis Heyelii Epistoła, de Cometa Anno MDCLXXII, Mensę Martio, et Aprili, Gedani obser- 
vato. Ad Iliustrem et Celeberrimum Virum, Dn Heurieum Oldenburgium Reg. Societ. Secretarium, Amicum 
bonorandum. Cum Priyilegio Sac. Caes. et Reg. Polon. Majestatum. Gedani Autoris Tj'pis, et sumptibus Im- 
primebat Simon Reiniger Anno MDCLXXII." 

Fol. Na tytule piękna winieta z napisem: „Magna Opera Jehotae," — A. Stech delin., I. Saal 
sculps. Kart 5 i jedna tablica. 



iiYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWKLIUSZA. 75 

15) „Joliannis llevelii Macliiuac Cdclestis pars prior; organograpliiam , 8ive Instrumentornm Astrono- 
micorum nmiiiiim, (|uibu8 Auctor Lactcnus Sidora rimatus , ao (limensiis CHt, accuratani delincationcni et de- 
scriptioncni, pluriiiiis ieonibiis, aeri iiicisis, illustratain et exornatam exhibens: cum aliis (|iiil)iisdani, tam ju- 
cumlis, (luam scitu di^niis, ad Mechanicam. Opticamque Artem pertincntibu.s; iiiprimis, rle maximorum tuboruni 
constriictioue , et eommodissima directioue; nec ntm nova ac iacillima Leutcs (luasyis, ex sectionibus conicis, 
expoliendi ratioue. Cum Privilegio Sae. Caesareae et Reg. Polem. Maje.statum. Gedani Auctoris Typis et 
sumptibus, imprimebat Simon Kciniger. Anno M. DCLKKIII." 

Tytuł ten poprzedzony jest dwoma innemi , a mianowicie: na pierwszej fol. karcie brzmi on 
krótko: „J. HeveHi Muchina Coelestis." Na dniufiej karcie jest piękny rysunek, przedstawiający dwócli 
astronomów i Heweliusza obok króla Ludwika XIV, stojących ponad globusem, a u dołu napis: „Johan- 
)iis llirelti Machina Coelestis.'-' Dedykacyja Ludwikowi XIV zajmuje początkowych stron 5,— dalej 
spis rozdziałów 1 strona, — przedmowa do czytelnika od strony 1 do 78, zaś od 79 do 448 tekst, po- 
ezem jeszcze spis rzeczy od str. 449 do 464. Przy tem dziele znajduje się 30 bardzo pięknie i ozdobnie 
rytych tablic, na których często autor w całej figurze jako obserwator obok narzędzi, a parokrotnie i żona 
jego jako obserwatorka są przedstawieni; są tu także widoki jego obserwatoryjum i narzędzi, — wszyst- 
kie te r3'sunki z podpisem: A. Stech delin. T. Saal sculps. 

16) „Johannis Hevelii epistoła ad amicum, de Cometa anni 1G77. Gedani a. 1677." 

Ma to być jeden arkusz fol. bez osobnego tytułu, a kto tym przyjacielem, do którego ten list 
pisany, niewiadomo. Według Westphala {„Leben, Słudien etc.") list ten je.st największą rzadkością z wy- 
dawnictw Heweliuszowych, a są tylko 3 jego egzemplarze, jeden w Paryżu, niegdyś własność Lalanda, — 
drugi w Wrocławiu w biblijotece prof. Scbeibla,— trzeci wreszcie w Gdańsku w zbiorach Towarzystwa 
przyrodników. 

17) „J. Hevelii Machina Coelestis sive Uranicarum rerum Observationes." 

Po tym ogólnym tytule następuje na drugiej fol. karcie drugi obszerniejszy: 
„Johaunis Hevelii Macbinae coelestis pars posterior, rerum uranicarum observationes tam eclipsium 
luminarium, quam occnitationum planetarum et fixarum uec non altitudinum, meridianarum solarium , solstitio- 
rum et aequinoctiorum ; una cum reliąuorum planetarum, fixarumque ; omnium hactenus eognitanim, globisąue 
adscriptarum, aeque ac plurimarum hucusque ignotarum obseryatis; pariter qnoad distantias, altitudiues meri- 
dianas et decliuationes; additis innumeris aliis notatu dignissimis, atque ad Astronomiam excolendam maxime 
spectantibus rebus , plurimorum annorum , summis vigiliis , indefessoque labore , ex ipso aetłiere haustas , per- 
multisque iconibus, Auctoris mann, aeri incisis illustratas et exornatas, tribus libris exhibens. Gedani. In ae- 
dibus Auctoris, ejusq. typis et Sumptibus Imprimebat Simon Reiniger. Anno M. DCLXXIX." 

Na trzeciej karcie jest dedykacyja dzieła królowi Janowi III w słowach: „Serenissimo, et Po- 
tentissimo Principi. ac Domino, Johanni 111 Dci Gratia Regi Poloniarum , Magno Puci Lithuaniae, 
Riissiae, Prussiae, ' Masoriae, Samogitiae, Eioiiae, Yolhiiniae, PodoUae, Podlachiae, Liioniae, Smohnsciae, 
Seieriae, Czernichoiiaeąue, — Regi, ac Domino lotige clemenłissimo ;" na drugiej stronie tej dedykacyi piękna 
winieta, przedstawiająca króla na tronie w otoczeniu siedzącego, do stóp tronu składa autor księgę. Da- 
lej idzie przedmowa do króla stron 7, — potem różnych wierszy adiesowanych do autora stron 7, — 
portret autora, — przedmowa do czytelnika stron 46, — spis figur; dalej tekst, a mianowicie druga 
księga, kończy sie na stronie 840, poczem nowa paginacyja dla księgi trzeciej od strony 1 do 250, 
zaś' w dalszym ciągu księga czwarta od str. 2.51 do 429. Na końcu spis alfabetyczny gwiazd w księ- 
dze IV podanych 3 strony, tudzież index rerum, spis dzieł wydanych i wydać sie mających od str. 430 
do 447. Tablic z figurami przez autora rytemi w calem dziele 42. 

18) „Johannis Hevelii Annus Climactericus. Anno M. DC. LXXXV" '). 

To pierwszy tytuł tego dzieła, opatrzony winietą taka samą jak pod Nr. 7, — po nim zaś 
następuje drugi obszerniejszy: 
„Johannis Hevelii annus climactericus, sive rerum uranicarum observationum annus quadragesimus 
nonus; exhibens Diversas Occultationes , tam Planetarum, quam Fixarum, post editam Machinam Coelestem; 



•) W bibliotece XX. Czartoryskich jest to dzieło z autografem autora w słowach: „Clarissimo ac Doctissimo 
Yiro Dno Gotlof Kirchio, dono mittił Auctor." 



76 DE. D. WIERZBICKI. 

nec nou Plnrimas Altitudines Meridianas Solis, ac Distantias Planetanini, Fixarumque, eo anno, ąuousciue Di- 
■rina concessit Beuiguitas, impetratas: cum Amicoruin nouuullorum Epistolis, ad rem istam spectantibus : et 
coutiuuatione Historiae noyae Stellae in Collo Ceti, ut et Annotatiouum Rerum Coelestium. Cum Gratia et 
Prhilegio Sacrae Regiae Majest. Polon. Gedani. Sumptibus Auctoris, Typis Dav. Frid. Rhetii. AnnoM.DC LXXXV." 

Fol. Dedykaeyja z winietą chór aniołów przedstawiającą: „Domino Gabrieli Krumhausen civita- 
tis pafriae Gedanensis Pro- Consuli. .." Ta dedykaeyja zajmuje stron 6. poczem idzie przedmowa do 
czytelnika stron 24, a wreszcie tekstu stron 189 z 7 tablicami figur przez autora rytycb. 

19) „J. Hevelii Prodromus Astronomiae cum Catalogo fixarum et firmamentum Sobieseianum." 

Po tym tytule idzie drugi następujący : 

„Jobaunis Hevelii Prodromus Astronomiae, Exhibeus Fundamenta, quae tam ad noTum piane et cor- 
rectiorem Stellarum Fixarum Catalogum construendum, quam ad omuium Planetarum Tabulas corrigendas 
omnimode spectaut; nec non Novas et correctiores Tabnlas Solares, aliasąue plnrimas ad Astronomiam perti- 
nentes, utpote Refractionum Solarium, Parallaxium, Declinationum, Angulorum Ecliptieae et Meridiani, Ascen- 
sionum Rectarum et Obliąuarum, Horizonti Gedanensi inserrientium, Differentiarnm Ascensionalium, Motus item 
et Refractionum Stellarum Fixarum. Quibus additus est uterąue Catalogus Stellarum Fixarum, tam major ad 
Annum 1660, quam minor ad Annum completum 1700. Accessit Corollarii loco Tabula Motus Lunae Librato- 
rii, Ad bina secula proxime ventura prolongata, breyi cum Descriptione, ejusąue usu. Cum Gratia et Priyile- 
gio Sac. Reg. Maj. Polon. Gedani, Typis Jobannis Zachariae StoUii, Anno M. DC. XC." 

Po tym tytule dedykaeyja dzieła przez wdowę Heweliusza królowi Janowi III: „Serenis. et Po- 
tentiss. Principi ac Domino, Domino Johanni III. Begi Poloniarum etc. etc. Eegi ac Domino meo cłe- 
meniissimo." Dalej następuje przedmowa do króla stron S, — po niej „Cenotaphium lUustri Yiro Joanni 
Hevelio" przez Jana Ernesta Scbmiedena stron 8. — portret autora z podpisem: „A. Stech pinxił, Lam- 
bertns Yisscher sciclps." — dalej piękna arkuszowa rycina, przedstawiająca Uraniją siedzącą przy stole 
w otoczeniu 6 astronomów i z napisem u góry: „Si/nodus Astronomorum , qui prae Aliis Fixarum Ca- 
talogo operam dederioit" , a między nimi Heweliusz, u dołu zaś ryciny napis: „.lohannis Herelii Prodro- 
mus Astronomiae.^^ Teraz dopiero idzie właściwy tekst od strony 1 do 142, z jedną tablicą figur, bez 
podpisu. Na stronie 143 następuje drugi tytuł: 

„Johannis Hevelii Catalogus stellarum fixarum, ex ObserTationibus multorum Annorum, indefesso la- 
bore Gedani habitis, constructus, supputatus, correctus, ac plurimis Stellis hactenus nondum a ąuopiam rite 
observatis, loeupletatus, Exhibens; tam Longitudines, Latitudines, quam Ascensiones Rectas et Declinationes, 
Ad Annum Christi completum MDCLX. Cui Annexa sunt, quorundam Illustrissimorum Yirorum Loca, ad eun- 
dem Annum deducta; earum yidelicet Fixarum, olim ab Ipsis observatarum , secundum nempe Longitudinem 
et Latitudinem . utpote Tychonis Brahaei , Principis Hassiae, Riccioli, Ulug Beighi, et Ptolomaei. qao protinus 
ad oculum cuique pateat. quousque Obseryationes omnium inter se conyeniant, yel discrepent. Cum Priyilegio 
Sacr. Regiae Majestatis Polon. Gedani Sumptibus Auctoris. Typis Johannis Zacbariae StoUii Anno MDCLXXXVn." 

Fol. Dzieło to ma paginacyję w dalszym ciągu poprzedzającego, tj. od str. 143 do 360, z do- 
datkiem na końcu 2 stron „indexu rerum." Nareszcie następuje trzecia część dzieła pod tytułem : 

„Johannis Heyelii Firmamentum Sobieseianum, siye Uranographia, totum coelum stellatnm, utpote tam 
ąuodlibet sidus, quam omnes et singuias stellas, secundum genninas earum magnitudines, nudo oculo, et olim 
jam cognitas, et nuper primum detectas, accuratissimisque orgauis rite obseryatas, exhibens. Et quidem quod- 
yis Sidus in peculiari Tabella, in piano descriptum, sic ut omnia conjuuctim totum Globum Coelestem exac- 
tissime referant: prout ex biuis Hemispbaeriis Majoribus, Boreali scilicet et Australi, adbuc clarius unicuique 
patet. Cum Gratia et Priyilegio Sac. Reg. Maj. Polon. Gedani Typis Jobannis Zacbariae Stollii Anno M. DC. XC." 

Po tym tytule następuje bardzo piękna arkuszowa rycina, przedstawiająca Uraniją w otoczeniu 
10 astronomów, poniżej których stoi Heweliusz z tarczą Sobieskiego w ręku; u dołu widok Gdańska 
i skrócony tytuł: ^^Firmamentum Sobieseianum sive Uranographia Joh. Hecelii. Gedani Anno 1687" 
i podpisy: „Andreas Stech pinx., Carolus de la Haye sctdps." Dalej następuje wstęp obejmujący stron 21, 
po nim zaś 54 przepysznie wykonanych i rytych przez Hondiusa tablic z konstelacyjami, a na końcu 
2 wielkie tablice z półkulami niebieskiemi. 

20) "W" piśmie „Philosophical Transactions^^ królewskiego Towarzystwa naukowego w Londynie, znaj- 
dują się następujące publikacyje Heweliusza, jako też wyciągi z jego listów tam pisanych : 



ŻYWOT I DZIAŁALNOŚĆ JANA HEWEMIISZA. 77 

„Kclipsis Liiiiiie Totiilis A. 1671 Sepł. 18 st. n. obseiTata Gcdani a Joh. IIcvelio, solumniodo Hub 
finem." (Vol. VI, KJTl). 

„Occultatio Priiiii JoviaIiuni ab uiiibra Joyis" (ibid). 

„Jovis et Lunac Tiaiisitus A. li!71 , die 30 Septenib. .st. n. mane obsciratiis Gedani a Job. llcvc- 
lio." (ibid). 

„Facies Saturni A. 1(571, de 11 et 12 Septeinb. st. n. in 17° observata Gedani a Joh. Hevelio." (ibid). 

„A ccrtuin Phaenomcnon, seen i)y Moiisieur Ilorelius (sic), feb. 5. 1074, St. No. not far from Marien- 
burg in Boroussia about the Sun a littie belbre his setting und the Moon'.s conjunction, and the Sun's Eciipse, 
which yet was not seen l)y hini." (Vol. IX, 1674). 

„Obseryatio Eclipseos Lunae totalis cum Occultatiouibus quarundam Fixainun, liabita a Joli. IIevelio 
Anno 1675 die C, 11 Januarii St. n. Vesp." (Vol. X, 1675). 

„Ecli])sis Lunaris Anno 1676, die 1. Januarii mane obseryata Gedani a Johanne HeYelio." (Vol.XI, 16(6). 

„Eclipsis Solis Anno 1675, die 23 Junii mane st. n. obsery. Gedani a Joh. Heyelio" (ibid). 

„Occultatio Martis et ąuarundam Fixarum obseryata Gedani Anno 1676, die 1. Sept. st. n. mane 
Tubis imprimis 12 et 20 pedum a Joh. Heyelio." (ibid . 

„A Letter of Monsieur lleyelius, giving an account of his Ob.servations madę for severat years to- 
gether concerning three New Stars, etc." (Vol. XII, 1083). 

„Eclipsis Lunae Totalis cum mora, Anno 1682, die 21 et 22 Feb. yesp. et mane .st. n. obseryata 
Gedani a Joh. Heyelio." (Vol. XIII, 1683). 

„Succinta Uistoriola, De tribus Conjunctionibus Magnis Saturni scilicet Joyis nec non Martis, Gedani 
exeunte Anno 1682 et initio Anni 1683 ad 28 Maii st. n. usąue, a Johanne Heyelio obseryatis." (ibid). 

„Johannis Heyelii Obseryatioues, circa uonnuUas Occultationes Fixarum, Gedani Anno 1683 habi- 
tae." (ibid). 

21) Odnośnie do komet w temże piśmie znajdują się następujące listy Heweliusza: 

„Extract of a Letter of Monsieur Heyelius from Dantzig written to the Publisher in Latin, March 9 
1672; giying some Accompt of a Nevy Comet, lately seen in that Country Englished as followeth." (Vol. 
VII, 1672). 

„Monsieur Heyelius's Letter written to the Publisher, contaiuiug his Obseryations of the late Comet, 
seen by him the 27, 29 and 30 April, and the first of May, 1677 st. noY. in Dantzick." (Vol. XII, 1683). 

„Extract of a Letter from Mr. Heyelius; beiug Obseryations by him raade at Dantzick, of the Comet 
which began there to appear, Aug. 16. 1682." (Vol. XIII, 1683). 

„Joh. Heyelii Historiola Cometae Anni 1683." (ibid). 

22) Znajdują się także niektóre listy Heweliusza o kometach drukowane w „Tkeałrum Cometicum" 
Stanisława Lubienieckiego. (Amsterdam 1667). 

23) W dwóch pierwszych tomach z roku 1682 i 1683 pisma w Lipsku wydawanego „Ada Erndito- 
runi" znajdują się znów artykuły Heweliusza: 

„Eclipsis Lunae Anno 1681 die 29 August, mane Gedani a Joh. Heyelio obseryata." 

„Eclipsis Lunae Totalis cum mora, Anno 1682, die 21 et 22 Febr. yesp. et mane st. n. obseryata 

Gedani a Joh. Heyelio." 

„Occultatio Palilicii Anno 1681, die 1. Januarii yesp. st. n. obseryata Gedani a Johanne Heyelio." 
„Excerptum ex Literis Illustris. Heyelii die 9 Junii, hoc anno, Gedani datis, de phaenomeno quodam 

aereo obseryato." 

„Exeerpta ex epistoła Du. Johannis Heyelii, Gedano Lipsiam missa d. 17. Noy. st. n. a. 1682." 

„I. De yariatione Acus Magneticae. II. De Cometa Anno 1682 mensę Augusto et Septembri yiso. III. De 

Phaenomeno ąuodam circa Auroram deprehenso." 

„Occultatio Palilicii obseryata Gedani a Johanne Heyelio Anno aerae Christ. 1683, die 9 Januarii 

St. n. yesp." 



78 



DK. D. WIERZBICKI. 



„Succincta Historiola De tribus Conjunctionibus magnis Saturni, scilicet Jovis, nec non Martis Ge- 
dani, Exeuute Anno 1682, et initio Anni 1683 ad 28 Maji st. n. usque a Johanne Hevelio, observatis! Ex 
Epistoła ilhistris hujus Viri Lipsiam transmissa." 

„Johannis Heyelii Obserrationes Circa nonnullas Occultationes Fixarum Gedani Anno 1683 habitae." 

^Joh. Herelii Historiola Cometae Anni 1683." 

„Conjnnctio Lunae et Palilicii de die observata Gedani Anno 1683 d. 6. Nov. stylo novo a Johanne 
HeveIio." 

„Transitus Lunae et Stellae in medio corpore Leonis infimae Tychoni, alia in ventre Australioris ; 
Anno 1683, die Saturni, 13 Novemb. st. n. mane obsery. Gedani a Job. Herelio." 

„De rarissimis quibusdam Paraselenis ac Pareliis, Gedani, observatis ab autore." (Rozprawa ta dołą- 
czoną jest do dzieła: „Mercurius in Sole visus etc"). 



*«»»■>-»«»- 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 



Napisał 

Stanisław Smolka. 



Przedmiot niniejszej pracy stanowią dzieje pierwszych lat panowania Jagiełły na Litwie, 
od śmierci Olgierda w r. 1377 aż do upadku Kiejstuta w r. 1382. Ponieważ zaś w dziejach 
tych lat kilku stosunek Jagiełły do Kiejstuta jest niezawodnie jednym z najważniejszych poli- 
tycznych czynników, nie wahałem się nad tą pracą położyć powyższego napisu. 

Nie można powiedzieć, żeby ten przedmiot był zaniedbanym w współczesnem dziejopi- 
sarstwie; przeciwnie od lat trzydziestu dotykało go kilka piór, i to znakomitych. W r. 1855 
i 1861 rozpoczyna ich szereg Szajnocha, opisując historyję walki między Jagiełłą a Kiejstu- 
tem w obu wydaniach „Jadwigi i Jagiełły" >); na jego pracy opierają się głównie dwaj obcy 
pisarze, Caro (1863) 'J i Smirnow (1868)*), jakkolwiek retuszują opowiadanie Szajnochy według 
własnych na te rzecz zapatrywań. W r. 1870 pisze o tym przedmiocie Kazimierz Stadnicki*), 
w r. 1873 poświęca mu sumienne studyjum niemiecki historyk Boldt. Mimo to nie będzie by- 
najmniej zbytecznem nowe jego opracowanie, jakkolwiek źródeł nie przymnożyło się wcale od 
wyjścia prac powyżej wymienionych autorów. Ruskie letopisy. z których nam przyszło czerpać 
w niniejszej pracy, wydane zostały jeszcze w wydawnictwie no.iHoe coópanie pyccKiixi. .ition. przed 
r. 1860^), dwa wydania najdawniejszej kroniki litewsko - ruskiej wyszły jeszcze w r. 1827 (Dani- 
łowicza) i 1854 (Popowa); źródła krzyżackie, w znacznej części już dawniej znane, doczekały 
się krytycznego wydania w II i III tomie Scripłores rerum Prussicarum w r. 1863 i 1866, 
wszystkie zaś źródła dyplomatyczne, które odnoszą się do tego przedmiotu, mieszczą się w pu- 



') Jadwiga i Jagiełło przez Karola Szajnochę. Tom I. Lwów 1855, str. 239 n. , wyd. II. Lwów 1861. 
Tom I, str. 308. 

') Geschichie Polens von Dr. Jacoh Caro. II Theil. Gotha 1863, str. 467 n. 

') areM0-aK0Bi,-Bja4iic.iaBi n nepBoe cocjuHenie JIhtbb ci IIoJbuieK). Hsc.itjoBaHie M. CjinpHOBa. lacT-b 
HcpBaa. Ojecca 1868. str. 10 n. 

■*) Olgierd i Kiejstut, synowie Gedymina W. Xięcia Litwy przez Kazimierza Stadnickiego. Lwów 1870. str. 157 n. 

<■) Ber Deutsche Orden und Littauen 1370-1386 von Fritz Boldt. Konigsberg 1873. Zlekka tylko potrąca 
o ten przedmiot BecTyjKest PioJniHi: PycCKaa nciopia. T. II, str. 7. 



80 STANISŁAW SMOLKA. 

blikacyjach z przed r. 1860. Nie rozporządzaliśmy zatem żadnemi źródłami, któreby dla auto- 
rów powyżej wymienionych nie były dostępne. Inne są więc prz}'czyny, dla których w tym 
pi'zedmiocie, na pozór tak dokładnie opracowanym, dojść było można do nowych, i to zupełnie 
nowych wyników. Przedewszystliiem, zdaje mi się, potrzeba było pewnego czasu, aby zwróciła 
się uwaga ku rzeczom, które w dawniejszych opracowaniach pomijano zupełnie; to zaś było 
możebnem dopiero wskutelc badań Szajnochy a zwłaszcza Stadnickiego i Antonowicza ^). Nastę- 
pnie, wszyscy dawniejsi autorowie, nie wyłączając Smirnowa, obchodzili się bardzo po maco- 
szemti ze źródłami ruskiemi, które stanowią bodaj czy nie najcenniejszy w tym przedmiocie ma- 
teryjał. Wreszcie w żadnem z opracowań powyżej przytoczonycli nie była zastosowana umieję- 
tna metoda krytyki historycznej z taką ścisłością, jak tego wymaga i natura źródeł, skąpych 
i małomównych, i doniosłość przedmiotu, nie dozwalająca pominąć żadnego rysu, który z tego 
szczupłego zasobu źródeł da się wydobyć, a w zestawieniu z innymi, na pozór może obojętnymi 
rysami prowadzi nieraz do ważn}'ch wcale wyników. Dokładniejsza zaś analiza źródeł historyjo- 
graficznych i ścisłe, na przedmiotowem badaniu oparte, odważenie wartości każdego świadectwa 
nie wchodziły już zgoła w zakres dawniejszych opracowań. 

Należało się zatem nowe opracowanie temu przedmiotowi, który — nie waham się tego 
twierdzić — należy do najdonioślejszych zagadnień naszej historyi. Jeżeli bowiem powołanie 
Jagiełł}' na tron polski jest niezawodnie jednym z najważniejszych momentów naszej przeszło- 
ści, to fakt ten nigdy w właściwem swem znaczeniu nie będzie rozpoznany, dopóki nie stwier- 
dzimy, w jakich nastąpił warunkach. Te zaś warunki uwydatniają się jasno w dziejach pierw- 
szych lat panowania Jagiełły na Litwie. Zamiarem też moim było pierwotnie doprowadzić wątek 
niniejszej pracy aż do powołania Jagiełły. Przekonałem się jednak, że dla dokładnego Avyja- 
śuieuia tej sprawy potrzebaby rzecz dociągnąć aż do r. 1387. Rozszerzył się wskutek tego za- 
kres przedmiotu, że zaś dzieje lat 1383 i 1384 wyjaśniają się niepospolicie w zestawieniu z wy- 
padkami r. 1386 i 1387, wydało mi się stosownem podzielić rzecz na dwie części, z których 
każda przez się stanowi całość zaokrągloną. Część drugą, obejmującą dzieje lat 1382 — 1387, 
od upadku Kiejstuta do pokonania Andrzeja Połockiego i Świętosława Smoleńskiego, spodzie- 
wam się niebawem wykończyć. 

Przed dwoma laty, pisząc o znaczeniu roku 1386, dotknąłem z konieczności przedmiotu 
niniejszej pracy ^). Mogłem wówczas zlekka tylko zaznaczyć wyniki szczegółowego badania, 
które tutaj rozwijam obszernie, jali to wyraźnie zapowiedziałem *}. Zdawałem sobie bowiem do- 
brze z tego sprawę, że rzucenie nowego pomysłu w przedmiocie tego rodzaju obowiązuje do 
szczegółowego uzasadnienia postawionej tezy. Przyznaję, że ten obowiązelc naukowy ciężył mi 
przez dwa lata ubiegłe, w ciągu których z powodu studyjów archiwalnych w Rzymie spełnić 
go rychlej nie mogłem. Ciężył mi on tem bardziej, że krytyka właśnie przeciw tej tezie o zna- 
czeniu pierwszych lat panowania Jagiełły podniosła różne wątpliwości *), czemu wobec tak lek- 
kiego zaszkicowania rzeczy nie mogłem się wcale dziwić. Niechaj mi wolno będzie wyrazić na- 
dzieję, że obecnie te wątpliwości znikną. Co do mnie, starałem się usilnie wobec doniosłości 
przedmiotu, wszystkie twierdzenia, zawarte w pracy niniejszej, określać z ścisłem rozróżnieniem 
tego stopnia pewności albo prawdopodobieństwa, które każdemu z nich winien być przyznany 
według zasad krytyki umiejętnej. 



') 0'iepKi iiCTopiii Be;iHKaro KHHH<ecTBa JIiiTOBCKaro 40 no.ioBnHH XI crojitTia B. B. AniOHOBima. Kieei 1878. 
') Rok 1386. W pięciowiekową rocznicę. Napisał Stanisław Smolka. Wydanie pomnożone przypiskami. Kraków 
1886, 8tr. 113. 

') Tamże str. 141, przyp. do str. 114. 

■*) Kwartalnik łiistoryczny, Rocznik I, str. 103. 



KIEJSTUT I JAGIlCŁfcO. Ol 

§• 1- 

System wspólnych rządów. 

Szczególny, wyjątkowy był stosunek między Olgierdem a Kiejstutem. Olgierd był wiel- 
kim księciem, dzierżył najwyższą władzę na Litwie, Kiejstut jednak zajmował obok niego tak 
wybitne, znaczące stanowisko, że za granicą nieraz nie wiedziano, kto właściwie na Litwie pa- 
nuje, Olgierd czy ICiejstut '). 

Genezę tego stosunku wyjaśniają zgodnie dwa klasyczne świadectwa źródłowe: skarga 
Witolda na Jagiełłę i Skirgielłę, spisana między r. 1390 a 1393, i najdawniejsza kronika Li- 
tewska, wydana przez Daniłowicza *). 

Obaj bracia sprzysięgli się przeciw Jewnucie (1345), którego Gedymin osadził b}! umie- 
rając na stolicy wielkoksiążęcej *). Kiejstut jednak wykonał zamacb, opanował "Wilno i wygnał 
Jewnutę, Olgierd bowiem nic zdążył stawić się w oznaczonym czasie. Vńcl vnsz fater Kinstut — 
powiada Witołd — der quam vff den tag vor das lius czur Wille, vnd herczog Algart der hondę 
nicht komen, vnd vnsz fater herczog Kinstut der hesas di Wille vnd treib Jmvnufen dor vs, vnd di 
landlute all Jiilden sich an jn vnd alle ander Jmzer gdben sich jm. Dornoch ąuani herczog Algart 
hen der Wille czu iinszm fater tmd vnsz fater durch des alders iville, ais her sin eldester hruder 
tvas, vnd gah jm di Wille czu besitczen, vnd ander land vnde borge; das teilten sg jn all czu mole 
enczwei vnd globłen den ander, was man mochłe jn andern landen geivinen, das solde man alls ent- 
czwei teilen ; ais man jn Russclien lande vii 'huzer hat gewtmnen vnd gegenot, das teilten sy jn al- 
czumol jn dl helfte vnd tvoren jn mit enander jn grosen truwen. Najdawniejsza kronika litewska 
kładzie równy, silniejszy może jeszcze nacisk na opóźnienie się Olgierda a ubieżenie Wilna przez 
Kiejstuta. Poczem mówi, że Kiejstut protiwu brata swojeho tvelikoho kniazia Olihorda posłał końca, 
czto iże wo Wilni seł a brata kniazia welikoho Jaicmdia iniał..,. I kniaź tcelikij Olhird borzdo po- 
speszit' ... A-o bratu stcojemti icelikomu kniaziu Kestutijił i kniaź u-elikij kniaź Kestutij, recze bratu 
swojemu, wclikomu kniaziu Olhirdu: tobie podabajef kniaziem icelikim byti zoo Wilnie, tg stąreszij 
brat, a ja z toboju za odno żiivu. 1 posadi jeJio na toelikom kniażenii Wilni a Jaicnutiju dał Ize- 
sławl. A dokonczajut meżi sebe, kniaź Kestutij welikij i weliki kniaź Olhird: szto bratii wsej posłu- 
sznu byti kniazia welikoho Olhirda, iii kotoryi wolosti to sobie rozdelili. A to sobie dokonczajut, szto 
pridobuduf kradli, iii wołosti, da to deliti na poły, a byti im do żiwota w liubwi wo welikoj tni- 
łostl; a praiudu meżi sebe na tom dali: nemyślifi lichom nikomuże na nikohoż: takoże byli i do żi- 
wota sicojeho w toj praivde. 

Zgodność tych świadectw jest tak uderzająca, że mimowoli nasuwa się pytanie, czy je- 
dno nie jest źródłem drugiego. Przedmiotowi temu poświęcimy na innem miejscu osobne uwagi *}. 
Zdaniem naszem o prostej zależności w właściwem tego .słowa znaczeniu nie może tu być mowy. 



') Por. Stadnicki, Olgierd i Kiejstut str. 5 — 19, ob. zwłaszcza przyp. 1 na str. 6, AHTOHOniiiii, 0<!cpKi iict. 
B. KHH/K. ailTOBCK. Str. 99 — 103. 

*) SS. rerum Pruss. II. 712, Danilewicz, Latopisiec Litwy 28. 

') Przypuszczenie Antonowicza 1. c. 88, że Jewnuta nie dzierżył władzy wielkoksic-jżccej, zbił stanowczo Wolff, 
Ród Gedimina 33. 

*) Wśród studyjów nad tym przedmiotem przekonałem się, że dokładny rozbiór krytyczny najdawniejszej kro- 
niki litewskiej jest niezbędnym warunkiem oparcia tych badan na ściśle umiejętnej podstawie. Dokonałem zatem tego 
rozbioru, przygotowałem go już w przeważnej części do druku i zamierzam niebawem ogłosić w pismach Akademii. 

Wydz. filozof.-histor. T. VII. 11 



82 STANISŁAW SMOLKA. 

Uderzająca ta zgodność czern innem się tłómaczy : tern, że pierwsze świadectwo jest świadec- 
twem samego Witołda, drugie zaś wyszło z kół, blisko z Witołdem związanych. Tak więc dla 
obu świadectw, choć niezależnych od siebie, możemy wskazać jedno źródło intelektualne : Wi- 
tołda, któremu w każdym razie dokładnej znajomości rzeczy nie brakło. Nie uszczupla to jednak 
wartości świadectwa kronikarskiego: świadectwo to, chociaż stwierdza to samo, co skarga Wi- 
tolda, nie staje się przez to zbytecznem. Skarga bowiem Witołda jest pismem tendencyjnem ; 
możnaby mniemać, że Witoldowi, w okolicznościach, w których ją podał, zależało na takiem 
przedstawieniu rzeczy, aby niewdzięczność Olgierdowego syna w tem jaskrawszem postawić 
śflietle. Kronika zatem dowodzi, że co najmniej na dworze Witołda tak pojmowano zawsze hi- 
storyją obalenia Jawnuty i historyją stosunku między Kiejstutem -a Olgierdem, tu zaś świeża 
jeszcze tradycjja była bądź co bądź skutecznym środkiem kontroli. Dla objaśnienia tego sto- 
sunku warto zaznaczyć, że kronika litewska Olgierda i Kiejstuta zarówno nazywa wielkimi ksią- 
żętami, podobnie jak kronikarze krzyżaccy regres Litlmanorum. 

Według obydwu powyższych świadectw, Olgierd i Kiejstut postanowili dzielić się po po- 
lowie wszelkiemi zdobyczami; skarga Witołda stwierdza nadto, że układ ten był rzeczj-^iście 
wykonywany i że wszelkie zabory w ruskich ziemiach szły do równego podziału pomiędzy obu 
braci. Przeciw temu ostatniemu twierdzeniu zdają się fakta przemawiać, cliybaby należało dać 
mu rozleglejsze i swobodniejsze tłómaczenie. Zabór)' Olgierda na Rusi obejmowały bowiem 
Siewierszczyzuę z Brańskiem, Nowogródkiem Siewierskim i Czernichowem (r. 1356), Mścisław, 
Mohilew i nadgraniczne grody smoleńskie od strony Witebskiego księstwa (1359 — 63) '), wreszcie 
Podole i Kijowszczyznę (1362) -). Dzierżawy te dostały się przeważnie synom Olgierdowym 
z pierwszego małżeństwa (Brańsk, Czernichów, Kijów), prócz Podola, które otrzymali synowco- 
wie Olgierda i Kiejstuta: Koryjatowicze, oraz Mścisławia, którj' prawdopodobnie pozostał pod 
bezpośredniem panowaniem Olgierda. Kiejstut nie miał żadnego udziału w tych zdobyczach, 
które już dla samego położenia na wschodnich i południowych kresach państwa nie miały dla 
niego wartości. Może też należy przypuszczać, że układ podziału wykonywano drogą kompen- 
sat i że w ten sposób rozprzestrzeniło się panowanie Kiejstuta na całem wschodnio-północnem 
pograniczu Litwy, obejmując opi-ócz ziemi Ti-ockiej i Żmudzi, ziemię Grodzieńską, Podlasie 
z Bielskiem i Polesie z Brześciem litewskim'). 

Wspólne rządy Olgierda i Kiejstuta wytworzyły pewien system, który stanowił podstawę 
bytu państwa litewskiego i jego stanowiska. Nie twierdzimy, żeby ten system był wynikiem 
jakiegoś planu, z góry ułożonego, w którymby obaj bracia rozebrali pomiędzy siebie wyzna- 
czone role. Był jednak program, z góry wytknięty, ten, który tak zgodnie kreślą powołane wy- 
żej świadectwa. Z wiernego zaś wykonania tego programu wytworzył się system, o którym 
mówimy. Litewskie ziemie rozebrali obaj bracia w równym podziale ; oprócz litewskich, jednego 
i drugiego panowanie rozciągało się nad dzierżawami ruskiemi. Kiejstut był główną siłą woj- 
skową dynastyi i państwa, niedarmo go nazj^wają Krzyżacy: princeps miUfiae, Kelstid frater re- 
gls, qul est dux exercitus paganorum ■*) ; jego też udział roztoczony szerokiem pasmem kresowem, 
zasłaniał państwo od strony zachodniej, jako przednia czata w zapasach z Ki"zyżakami i z Pol- 
ską. Udział Wielkiego księcia natomiast, zasłonięty dzierżawami Kiejstuta, a o Litwę właściwą, 



') Stadnicki, Olgierd i Kiejstut str. 134. 
') AuTOHOBnm. OyepKi iict. .ini. kh. 149. 

') Co do udziału Kiejstuta por. Stadnicki: Olgierd i Kiejstut str. 23, uw. 37, i Boldt: Der Deutsche Orden 
und Littauen 1370—1386. str. 39 uw. 111. 

*) Ob. Stadnicki, Olgierd i Kiejstut str. 6 przyp. 1. 



KirjSTUT I JAOIKhLO. 83 

o jej rdzeń opuity, wychylał się ku wschodowi, ku łatwym na liusi zdo])yczoni; na jiółiiocuej 
i wscliodnio południowej rubieży okalały go księstwa dzielnicowe; posterunki kresowe dzierżyli 
w nich synowie Olgierda z pierwszego małżeństwa, drugą środkową warstwą rządzili inni sy- 
nowie lub wnuki Gedyniina. Nad wszystkiem zaś unosihi się zgodna wola (Jlgierda i Kiej- 
stuta: ich stolice, Wilno i Troki, w rdzennej Litwie, przedzielała droga dwócli godzin; jeśli 
ich wojna w^ dalsze strony nie odwoływała, łjyli tuż obok siebie i o wszystkiem mogli stanowić 
za współnera porozumieniem. 

Takie były zewnętrzne warunki systemu, na którym opierała sic w czasacłi Olgierda 
potęga Litwy. Dopełnienie ich stanowiła osobistość jednego i drugiego władcy. Jaki był sto- 
sunek Olgierda do clirześcijaństwa, do ruskiej cerkwi i do ruskiego żywiołu, nad tern zastana- 
wialiśmy się na innem miejscu. ') Streścić go można w tycli słowacli, że Olgierd był Litwinem 
zruszczonym, że pod wpływem pierwszej i. drugiej żony, które były ruskiemi księżniczkami, 
przecłiyłał się ku chrześcijaństwu prawosławnemu, ale ocłirzcił się pokryj omu dopiero na łożu 
śmiertelnem. Kiejstut natomiast przez całe życie został wiernym czcicielem litewskich bogów, 
w zapasach z Krzyżałcami i w rzadkich chwilach odpoczynłcu na zamku Trockim, gdzie na 
straży starego obj-czcju stała Biruta, kapłanlca żmudzka z Połęgi. Jeśli to Litwinów raziło, że 
Wielki książę lgnął ku ruszczyżnie, przecież ani on się nie wyparł bogów, ani jego synowie 
z drugiej małżonki; pół<i zaś Kiejstut razem rządził z Olgierdem, stara Litwa nie miała po- 
wodu narzekać. 

Osobisty zatem stosunek między Olgierdem i Kiejstutem był istotą tego systemu. Jakże 
ten system miał się utrzymać w przyszłości ? Na to odpowiada kronika litewska : Sinow że lyło 
u welikoJio kniazia Olhirda 12, a u kniazia -welikolio Kestutija sinow 6 było. A meżi wsieli sinotv 
liiibili : kniaź Ollurd kniazia loelikoho Jahajła, i kniaź ivelikij Kestufij polubił kniazia tcelikoho Wi- 
towta: i narekli pri swoich żiwotiech ich, szło im hyti na ich miesłech, na welikich kniażenich. Oni 
pak kniaź lueliki {Jahajło i kniaź toeliki) Witowi także wo welikoj drużbie byli pri otcech swoich "). 
Tak więc w drugiem pokoleniu miał utrzymać się ten sam system, z jedyną zmianą osób : 
Jagiełło i Witołd chowani byli wo zoelikoj drużbie, aby zastąpić z czasem Olgierda i liiejstuta. 

Po śmierci Olgierda, Kiejstut stał na straży tego programu. Sam dopełnił wszelkich 
zobowiązań, osadził młodego Jagiełłę na stolicy wielkoksiążęcej. Witołd twierdzi, że ojciec 
mógł wówczas z łatwością władzę wielkiego księcia zagarnąć. Bor jnne tvas her gewaUig, tven 
er hette gewolt, so hette her di Wille genomen vnd herczog Jagal, wo her hełłe geicolt, hełte jm ge- 
geben ein herczogtiim, dorvmb das herczog Jagal gar jung was noch sinem fatere. Vnd vns2 fatir 
wolde des mit nichten nicht tun, das her vor jn di Wille wolde nemen, vm sines bruder willen des 
eldesten vnd sącz te herczog Jagaln jn das hus csur Wille vnd behutte jn von allen siten, 
ais lange bis das her vff geiouchs, vnd ais lange bis das die lute sin gewonłen. % Trochę przesady 
jest niezawodnie w tem przedstawieniu rzeczy; dorosłym był już Jagiełło w każdym razie w r. 
1377. Ale że Kiejstut był naówczas panem położenia na Litwie, że wyniesienie Jagiełły w zna- 
cznej części zależało od jego dobrej woli, że mianowicie poparcie Kiejstuta bis das di lute sin 
geivonten mogło być Jagielle bardzo potrzebne, to możuaby już wnosić z samych stosunków, 
jak nam je odsłaniają zdarzenia z czasów Olgierda i z lat najbliższych po jego zgonie. Skoro 



') Smolka: Rok 1386. W pięciowiekową rocznicę. Wydanie pomnożone przypiskami str. 105 — 107 i 139, 140. 

') Daniłowicz : Latopisiec Litwy 29, 30. Wyrazy w nawiasie nie znajdują się w tekście, potrzebne dla dopeł- 
nienia sensu. 

') Skarffa Witolda 1. c. 



84 STANISŁAW SMOLKA. 

to wszystko Witold stwierdza swem słowem, nie ina powodu mu niedowierzać. Toż samo, kró- 
cej ale niemniej dosadnie, powiada kronika litewska, płynąca równie z Witołdowej tradycyi: 
Potom pak kniaź tceliki Olhird timre. 1 kniaź weliki Kestuti neostawi brata sicojeho tcelikoho kniazia 
OUiirda^ kak do jeho źiicota iv odinotstwe snim byli: pocznet derżati kniaziem loelikim tvo Wilni 
sina jeho kniazia weUkoJio Jahajla i pocznet pak prijezditi ko starym dumam, kak ko bratu prijez- 
ditrai, ko starejszemu. Ile wymownej prostoty zawierają te ostatnie słowa przytoczonego ustępu : 
Kiejstut z Trok swoich przyjeżdżał po dawnemu na narady do Wilna, na te narady, kturemi 
od lat trzydziestu wespół z Olgierdem rządził litewskiem państwem; przyjeżdżał po dawnemu, 
jalc gdyby nic się nie zmieniło, jak gdyby i po jego zgonie -nic nie miało się zmienić, tylko 
że w jego miejscu będzie przyjeżdżał sam Witołd. 

Zdaje się, że na zewnątrz, zrazu przynajmniej, rzeczywiście nie wiele się zmieniło. Da- 
wniej, Olgierda otaczali synowie z drugiego małżeńątwa; obecnie przy nowym "Wielkim księciu 
bawili niezawodnie ciż sami jego bracia rodzeni: Skirgiełło, Korybut, Lingwen, Korygielło, 
Wigunt i Swidrygiełło. W tym porządku wymieniają ich obok Jagiełły dokumenta współczesne 
IBawili snąć na dworze brata, przy matce ^), gdy bracia ich przyrodni siedzieli na kresowych 
dzielnicach, w Połocku, Brjausku, Trubczesku i Kijowie. Podobno i to nie było dziełem przy- 
padku, i w tem może wolno upatrywać coś w rodzaju systemu. Z synów Kiejstuta ^) bowiem 
(a było ich sześciu) żaden także nie miał osobnej dzielnicy. Snąć Jagiełło wziął po Olgierdzie 
niepodzielną spuściznę a W^itołd miał odziedziczyć cały udział Kiejstuta, aby w drugiem poko- 
leniu rządzić Gredyminowem państwem według systemu ojców. 

l^ejstut powagą swoją osłaniał Jagiełłę, „dopóki się ludzie do niego nie przyzwyczaili". 
Trafne to wyrażenie Witołdowej relacyi: bis di lute sin gewonten. Siła przyzwyczajenia, to do- 
niosły czynnik potęgi. Jeżeli zaś nim jest wszędzie, w państwach dobrze zorganizowanych, 
o uregulowanem następstwie tronu, cóż dopiero w takiem świeżem, na prędce ukleconem pań- 
stwie, jakiem była Litwa w drugiej połowie XrV wieku. Olgierda przyzwyczajono się słuchać 
od lat trzydziestu; Jagielle tylko dla tego należało się posłuszeństwo, że tak za życia rozpo- 
rządził Olgierd. A różni to byli rzeczywiście ci „ludzie," którzy musieli przywyknąć do no- 
wego władcy, jeżeli miało utrwalić się jego panowanie. Przedewszystkiem zruszczeni dzielnicowi 
książęta, a w ich rzędzie na pierwszem miejscu przyrodni bracia Jagiełły, starsi wiekiem, od 
dawna przywykli do kniażenia w własnych, ruskich dzielnicach; dalej stryjowie i bracia sti-y- 
jeczni. Wreszcie, w dzierżaAvach podlegających bezpośrednio Wielkiemu księciu, te dwa ży- 
wioły, z których składało się państwo Gedyminowe, od których niedarmo już sam Gedymin 
używał tytułu rex Littcanorum et midtorum Rutenorum. *) Nie był Jagiełło takim Litwinem, jak 
Kiejstut albo jego synowie, bo rodził się z Twerskiej księżniczki i przez nią wychowany, prze- 
siąkł od lat najmłodszych ruskim obyczajem; nie był też znów takim Rusinem, jak bracia jego 
przyrodni, Andrzej, Dymitr-, Konstanty, Włodzimierz, Fedor, z dawna ochrzczeni, Litwie zupełnie 
obcy. Litwinom łatwiejby było przywyknąć do władcy z krwi Kiejstutowej, Rusinom do któ- 
rego z starszych, przyrodnich braci Jagiełły. Ale właśnie dla tego mógł Jagiełło, najstarszy 
z synów Julianny Twerskiej, panować nad Litwinami i Rusinami, bo ani jednym ani drugim 



') R. 1381 Kiejstut zdobywszy Wilno ving in selhen lierczogen Jagal jn gefengnisse md sine bruder vnd sine 
mnłir. Skarga Witolda 1. c. 

*) Wolff: Ród Gedimina str. 47 — 69. Z sześciu synów Kiejstuta w r. 1377 najstarszy Patirg prawdopodobnie 
już nie żył, trzeci zsś z rzędu Butawt bawiJ za granicą. 

^) Bulla Jana XXII z 1 Czerwca 1323, Cod. dipl. Lithiianiae str. 25. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 85 

nic był zbytecznie niemiły. Nicdarrao wszyscy synowie Julianny mają litewskie imiona, nic 
ruskie i chrześcijańskie, jak ich bracia i)rzyro(liii ; nicdarnio żaden z nich nie ochrzcił się za 
życia ojca. W tern również niech będzie wolno widzieć jedno z ogniw systemu, który rządził 
ówczesną Litwą. 

Mamy jednak wyraźne ślady, że nie liczono tylko na samą siłę przyzwyczajenia. Naj- 
starszym z braci przyrodnich Jagiełły był Andrzej, książę I^łocki. O tej to dzielnicy swojej 
mówi Andrzej w dokumencie z r. 1385: łotum reynum Ploscoviensc, ąiiod pater noster AUfirde 
nobis in vita sua assignauit et dedit, et post patris nostri ohitum fratres nostri nohis dederunt et 
assignaverunt, sicut in eorundem fratrum nostrorum patentibus litteris clarius 
apparet^). Istniał zatem dolumient, zatwierdzający Andrzeja na księstwie dzielnicowem w Po- 
łocku, dokument, na którym snąć obok Jagiełły, podobnie jak w układach z Zakonem Niemiec- 
kim, wymienieni byli Skirgiełło, Korybut, Lingwen, Korygiełło, Wigunt i Swidrygiełło. Doku- 
ment ten był wydany, jak już widać z samego tekstu przytoczonego, po objęciu rządów przez 
Jagiełłę. Nie ma zaś povfodu przypuszczać, żeby samemu tylko Andrzejowi dokument taki 
wydano. Prawdopodobnie wszyscy dzielnicowi książęta otrzymali takie dyplomy, a może w za- 
mian za to zażądano od nich dokumentów homagijalnych tego rodzaju, jakie w kilka lat później 
po wstąpieniu Jagiełły na tron polski, litewscy książęta składali Jadwidze i polskiej koronie. 
Wszakże Jagiełło jeszcze przed r. 1386 posiadał archiwum: alle dy schrin vnd kasten, gdzie 
przecłiowywano starannie dawne pergaminy, nie takiej doniosłości praktycznej, jakąby miały 
dokumenta homagijalne dzielnicowy cli książąt -). 

Tak samo, jak za życia 01giei'da, cały pas nadgraniczny od wschodu składał się z dziel- 
nic, na Ictórych osadzeni byli zruszczeni jego synowie z pierwszego małżeństwa: obok wspo- 
mnianego co dopiero Andrzeja, który już od lat 80 władał Połockiem, *) Dymitr na Siewiersz- 
czyżnie z naczelnym grodem Erjańskiem, ^) Konstanty na Czernichowie, ^) Włodzimierz na 
Kijowszczyżnie. '') Nie było to zapewne także rzeczą przypadku, że wszystkie te dzielnice 
kresowe, bez wyjątku, widzimy w ręku synów Olgierda z pierwszego małżeństwa, zwłaszcza 
że w tym fakcie nie trudno dopatrzeć się również pewnej myśli politycznej, któraby wchodziła 
w cały system i stanowić mogła w nim ważne nawet ogniwo. Rzecz jasna bowiem, że poste- 
runki kresowe należało powierzać książętom dzielnicowym, na których wielki książę z zaufaniem 
mógł liczyć. Nic dziwnego zatem, że te ziemie znajdują się w ręku* synów Olgierda. Jeżeli 
zaś dostały się bez wyjątłai synom jego z pierwszego małżeństwa, ochrzczonym i zruszczonym, 
rozporządzeniem takiem mógł kierować wzgląd na położenie geograficzne tych kresów, zamie- 
szkałych przez ludność rdzennie ruską, wysuniętycli na wschód daleki, graniczących z Moskwą, 
której wpływ na wschodniej połaci ziem ruskicłi coraz bardziej się wzmagał. Książętom nie- 



') Voigt, Cod. clipl. Pruss. IV, 39. 

") Ob. skargę Jagiełły przeciw Zakonowi Niem. z r. 1388, SS. rerum Pruss. II. 714. 

') Stadnicki : Bracia Władysława Jagiełły 20. 

*) Wolff: Ród Gedimina 90. 

^) Tamże 95. Wprawdzie późniejsze tyłko źródła wymieniają Czernichów jako dzielnicę Konstantego, nie po- 
dając wiadomości kiedy ją otrzymał. Samo jednak położenie geograficzne Czernicliowa, pomiędzy dzielnicami dwóch 
braci Konstantego, Brjaóskiem a Kijowem świadczy za prawdopodobieństwem tej wiadomości i przemawia za tam, 
że Konstanty dzielnicę tę otrzymał jeszcze za życia ojca, podobnie jak jego bracia. 

*) Tamże str. 101. Czy ostatni z braci przyrodnich Jagiełły, Fedor, raiał jakąś dzielnicę w tym czasie, i jaką, 
niewiadomo. Por. tamże str. 116. Nadanie Ratna na Wołyniu nastąpiło zapewne później, gdy już przyrodnich braci 
Jagiełły zaczęto rugować z kresowych dzielnic. 



86 STANISŁAW SMOLKA. 

ochrzczonym, jakimi byli synowie Olgierda z drugiego małżeństwa, trudnoby może było utrzymać 
się w tycłi dzielnicacli. 

W ten pas kresowy wchodziło klinem księstwo Smoleńskie, nad którem panowała ro- 
dzima dynastyja ruska z rodu Rurykowego, już od czasów Gedymina shołdowana przez Litwę. 
Od r. 1359 rządził Smoleńskiem Swiatosław Iwanowicz, który Olgierdowi wiernie się wysługi- 
wał w wyprawach jego na Moskwę '). 

Pomiędzy Kijowszczyzną, stanowiącą południowe kończyny tych kresów wschodnich, 
a Brześciem litewskim, który, jak wiadomo, należał już do dzielnicy Kiejstuta, rozciągał się 
na Wołyniu udział starego Lubarta-Dymitra, -) od dawna ochrzczonego i zruszczonego stryja 
Jagiełły, z naczelnym grodem Łuckiem; posterunek również ważny, stojący na straży dzierżaw 
litewskich od strony rozległych państw króla Ludwika, pana Węgier, Polski i Rusi Czerwonej. 
Podobne stanowisko zajmowała ziemia Podolska, niedawno przez Olgierda zawojowana na Ta- 
tarach, granicząca z Kijowszczyzną, Wołyniem, Rusią Czerwoną i hospodarstwem Mołdawskiem; 
na niej od lat kilkunastu siedział Konstanty Koryjatowicz z braćmi. ') Na Wołyniu obok 
Lubarta, w cieniu jego powagi, dzierżyli drobne udziały młodzi Gedyminowicze, synowie Ko- 
ryjata i Narymunta, stryjeczni bracia Jagiełły, w drugiem już pokoleniu ochrzczeni i zruszczeni. *) 
Niektórzy z nich utrzymali się w posiadaniu nadgranicznych grodów, za uznaniem zwierzchnic- 
twa korony polskiej albo węgierskiej, wskutek wojen z Kazimierzem Wielkim i Ludwikiem 
w latach 1366 i 1377. 

Tak naokół całego państwa litewskiego, wszystkie ziemie kresowe znajdowały się w ręku 
książąt dzielnicowych. I po za tym pasem kresowym, w głębi, było jeszcze kilka dzielnic ksią- 
żęcych: Pińszczyzna, dawna dzielnica Narymunta-Hleba, r. 1377 już w posiadaniu jego wnuka 
Wasila Michajłowicza, *) nad Berezyną Swisłocz, udział Szymona Narymiintowicza, "j v.Teszcie 
w samem sercu litewskiej monarchii Zasław, który po zrzuceniu Jewnuty z tronu dostał mu 
się w udzielę a po nim przeszedł ua jego syna Michała Jewnutiewicza. '') Nie bez przyczyny 
pewno Jewnucie i jego potomstwu dostał się udział nie na kresach, ale w pobliżu Wilna, oko- 
lony dzierżawami wielkiego księcia. 

Odliczywszy ten rozległy obszar dzielnic książęcych, widzimy, że dzierżdwy Wielkiego 
księcia składały się z ziemi Wileńskiej, Witebszczyzny, którą Olgierd odziedziczył po przodkach 
pierwszej żony, z ziemi Mścisławskiej, Mińskiej i Nowogródka. Ale i w granicach tych ziem 
znajdowały się drobne udziały Gedyminowiczów (Zasław i Swisłocz). Nie był to zatem tak wielki 



') EecTy!KeB'B - PioMHHi : P3'CCKaa iiciopia, I. 432. 

') Wolflf: Ród Gedimina 73. 

°) Stadnicki: Koryjat Gedyminowicz i Koryjatowicze, Rozprawy wydz. fil. hist. Akad. Um. VII, 21. 

*) Takim był Aleksander Koryjatowicz, którego Kazimierz W. po wojnie w r. 1366 zostawił w posiadaniu 
Włodzimierza i Krzemieńca, zniewalając go do uznania zwierzcłinictwa polskiej korony, takim był też Jerzy Nary- 
muntowicz, który w tych samych warunkach utrzymał się w posiadaniu ziemi bełskiej i chełmskiej, ob. AHTOHOBimi, 
oiepKi HCTopiii Be;i. khhik. Jhtobck. 155, 156. Takim też był Dymitr Koryjatowicz, o którym wspomina Letop. 
Woskr. (ITojH. co6p. pycc. jtron. VIII, 34), jako o księciu wołyńskim, nie wymieniając jego dzielnicy; por. WolflF, 
Ród Gedimina 71. Może i inni Koryjatowicze i Narymuntowicze, jak Lew i Bazyli Koryjatowicze (ob. tamże) lub 
Patrycy Narymnntowicz (ob. tamże 16) mieli jakieś drobne udziały na Wołyniu albo na Podolu, podobnie jak 
ich bracia. 

*) Wolfl: Ród Gedimina 19. 

°) Tamże 25. 

') Tamże 35. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 87 

obszar, nad którym rozciągało się bezpośrednio panowanie Jagiełły, mniejszy znacznie od obszaru 
wszystlcicli dzielnic l<siążęcycli, a mało co rozleglcjszy od udziału Kiejstuta. 



§. 2. 
Litwa i Zakon Krzyżacki. 

System, oparty na wspólnycli rządacli Olgierda i Kiejstuta, wytrzymał długą próbę więcej 
niż lat trzydziestu. Starano się go przedłużyć, odrodzić w drugiem pokoleniu; utwierdzano 
wszelkie rękojmie jego trwałości, usuwano roztropnie z drogi, co mogło mu grozić jakiem nie- 
bezpieczeństwem. Tymczasem, ledwie cztery lata ubiegły od śmierci Olgierda, gdy nagle 
wstrząsł się i runął system, któremu Litwa przez tale długie czasy zawdzięczała wzrost i po- 
tęgę. R. 1381 Kiejstut panował w Wilnie, Jagiełło spadł do rzędu dzielnicowych k.siążąt, 
osadzony na Witebszczyźnie, dawnej dzielnicy ojca za panowania Jewnuty. W następnym roku 
Jagiełło z pomocą krzyżacką odzyskał wielkoksiążęcą stolicę, Kiejstut zginął w wiezieniu 
a Witołd, do współrządów z Jagiełłą przeznaczony, u tych samych Ki-zyżaków szukał scliro- 
nienia i pomocy przeciw Jagielle. 

Z wielką prostotą wyjaśnia zamach Kiejstuta klasyczny tych zdarzeń śmadek — Witołd. 
Vnd dornoch vnsz fater derfur von eczlichen stjnen rrunden. das herczog Jagal an vmz fater wisscn 
vnde vorswigende vnszm fater vnd nam einen frede jm lande czu Pnissen vnd mit dem lande czii 
Iffland vnd vnszn fater gah er vs, das ker der heeren solde vnd glohte, das her vnsz fatir nicht 
helfen welde vnd romte alle cziet, wie er minen fater vnd mich selber finge, vnd wi her minen fater 
vnd mich totte vnd vnsz land jm neme; vnd vnsz fatir das vor wor derfur vnd sach iff sich eijne 
vnselde vnd czouch hen der Wille vnd besas di Wille vnd ring jn selhen herczogen Jagal jn gefeng- 
nisse vnd sine hruder vnd sine mulir itd. ') Fakta, przywiedzione w tern opowiadaniu, dają sie 
sprawdzić z wszelką ścisłością dokumentami. •) Jakie zaś Jagiełło miał ostateczne zamiary 
względem Kiejstuta i Witolda, tego nam dokumenta nie mówią, ale szczegóły układów, zawar- 
tych z Krzyżakami, świadczą dowodnie, że w tym względzie świadectwo Witolda zasłu- 
guje zupełnie na wiarę. 

Jeżeli chodzi o motywa takiego postępowania, znajdziemy je także w źródłach. Najda- 
wniejsza ki-onika litewska powiada: Nekto pak był u tcelikoho kniazia Olhirda parobok newolnyj 
chłop, zwali jeho Wojdiłom, perwoje był pekarom, potom lostawili jeho posłeliu błati i wodu datcati 
sobie piti, i potom pak poUubiMa był jemu, dał był jemu Lidu derżati r jmu-eł był jeho w dobrych. 
Potom po żiicote ivelikoho kniazia Olhirda dwie li liete minuło, kniaź toeliki Jahajło poioedet jeho 
tuelmi wo tcysokich i dast za neho sestru siooju rodmiju kniaziniu Mariu, szto jjotom była za knia- 
ziem Daicydom. Kniaziu ivelikomu Kestutiju tcelmi neliubost' uczinił i załost\ szto bratannu jeho 
a swoju sestru za chłopa dał. I był tot Wojdiło tv welikoj mocy, u welikoJio kniazia Jahajła, po- 
czął so Nemci sobe sojmy cziniti i zajmytcatisia hramofami, protiwu welikoho kniazia Kestutija ^). 

Świadectwo to ma wszelkie cechy wiarygodności. Mamy wszelkie prawo uważać je za 
owoc świeżej tradycyi, która utrzymywała się w kołach bliskich Witołda ; Wojdyłę kazał Kiej- 



') Skarga Witołda 1, c. 

') Rozejm międzj' Mistrzem Inflanckim a Jagiełłą z wykluczeniem Kiejstuta i Żmndzinów dd. Ryga, 27 lutego 
1380, BuDge III, 361. Pokój, zawarty między Jagiełłą a Zakonem Niemieckim w Prusiech i Inflantach, tf dem 
velde Daiidisken, 31 maja 1380, zwrócony wyraźnie przeciw Kiejstutowi, Bunge III 362. Ob. niżej §. 5. 

') Daniłowicz, Latopisiec Litwy 30. 



OO STANISŁAW SMOLKA. 

stut iwwiesić w r. 1382. Jeżeli zatem w niewiele lat po tych zdarzeniach tak pojmowano ge- 
nezę waśni między książętami, widać, że postać tego zausznika Jagiełły przemawiała żywo do 
wyobraźni, że jego uważano za właściwego siewcę niezgody w domu książęcym. Godzi sie 
zwrócić na to uwagę, że nawet dokładność dat przemawia za wiarygodnością tej tradycji : we- 
dług kroniki ożenienie Wojdyłły nastąpiło we dwa lata po śmierci Olgierda, a więc w r. 1379, 
w następnym zaś już roku, 1380, wiązał się Jagiełło według świadectwa dokumentów, z Za- 
konem Niemieckim. Czy jednak sprawa Wojdyłły była rzeczywiście głównem albo też jedynem 
źródłem niesnasek, następnie walki między Jagiełłą a Kiejstutem, to znów inne pytanie. Wła- 
śnie dlatego, że ta postać pachołka, wyniesionego do najwyższych dostojeństw, ożenionego 
z córką Olgierda, działała tak potężnie na wyobraźnię, łatwo przyjść mogło do przecenienia do- 
niosłości tego czynnika, który w rzeczywistości miał może nieobojętne, ale epizodyczne zna- 
czenie. 

Sprawa Wojdyłły jednak, chociażby jej doniosłości wcale nie przeceniać, służyć może 
w każdym razie za ciekawą ilustracyję całego położenia. Jeśli księżniczkę Maryję wbrew woli 
Kiejstuta wydano za Wojdyłłę, musiało to być przedewszystkiem dziełem księżny matki, Ju- 
lianny. Jej wpływ był znaczny, jej słowo ważyło wiele nietylko w domowych, lecz i w publi- 
cznych sprawach; pomimo szczupłego zasobu źródeł, przechowały się o tern bardzo wyraźne 
świadectwa. Jagiełło wydaje jeden z najważniejszych swycli aktów z przed r. 1386, akt daro- 
wizny Żmudzi z r. 1382, mit rałe, meteioissen und volhort unser Uben muter Juliannę, der grossen 
honiginen czu Littowen uud dessir undergeschribener unsir brudere, also Cariebut, Langtcenne etc. ') 
Współczesny historyjograf Zakonu zaznacza wyraźnie jej wpływ polityczny: magister dolum et 
frandem ipsortmi considerans, que de suggestione matris eorum Butene, nomine Jidiana, que prius 
dev()ta et chrisłianorum ainica apparmt, progredi dicebatur ^). Liczył się też Zakon z jej wpływem, 
znosił się z nią, zjednywał sobie podarunkami względy der grossen koniginnen czu Littoiven. Za- 
chował się z tych czasów jeden list Zakonu do Julianny, z napisem: O nobilis et virłuosa Do- 
mina Regina^)] w tym liście znajduje się charakterystyczny ustęp o Kiejstucie: Yesłra etiam 
perpendat nobilitas, ad ąiiid iste furens tamąiiam canis rubidus non sohim in Christianos sed etiam 
in Litwinos sua fovetur in malitia, qui cottidie prout alias vos latius premunimus, ttt ab aliis aii- 
divimus, ad regmim anhelaf Littainorum et ąiiomodo vestrum gloriosum possit tradere filium Jaga- 
lum, sihi genłes et castra cnm toto regno valeat suhjugare. Zarówno krzyżackie, jak i litewslcie 
źródła, piszące o pierwszych latach Jagiełły, wymieniają przy nim często w ważniejszych chwi- 
lach Juliannę. I w polskiej nawet trądy cyi ze wspomnieniem Jagiełły wiązała się pamięć jego 
matki Rusinki, chociaż jej w Polsce zgoła nie znano (f 1392) ;» Długosz powiada w charakte- 
rystyce Jagiełły: certarum superstitionum, quas eum asserunt quidam ex bona causa continuasse, 
et quas illum mater sua, ritus Graecorum femina asserebatur insłruxisse, sectator; poczem dodaje: 
Gnesnensein, Sandomiriensem et Yisliciensem ecclesias sculptura Graeca [Ulani enim inagis quam La- 
tinam probabat) adornauit*). 

I bez Wojdyłły zatem byłoby łatwo zrozumieć, że niebawem po śmierci Olgierda zamą- 
cił się stosunek między Kiejstutem a wileńskim dworem. Samo położenie ogólne tłomaczy tę 
rzecz dostatecznie. Jeśli Kiejstut rozumiał, że swą powagą jedynie utrzymuje synowca na tronie, 
to Juliannie ta przewaga stryja nad Jagiełłą musiała być solą w oku. Gdyby też tylko o to 



') Bnnge, Liv. Esth. und Ktirldndisches Urliundenhuch, III. 395. 
') Annales Thorun. SS. rerum Pruss. III. 126. 
') Lucas David, Pieuss. Clironik VII. 155 — 157, ob. niżej §. 3. 
*) Długosz, Hist. Pol. t. IV, 535. 



KIEJSTUT I JAGIKŁI-.O. 89 

chodziło. Ale to pewiin, że f^dy Kiejstut „przyjeżdżał po dawiicnm do Wilna na narady" '), 
w wielu rzeczach i to najważniejszycli, musiały się rozcliodzić mniemania i zamiary hohatcra 
pogańskiej Litwy a wnuki Michała Twerskiego, którego cerkiew ruska czciła jako świętego 
męczennika. ^) Nie pisze o tera żadne źródłowe świadectwo; rzecz to jednak niezawodnie pe- 
wniejsza, niż niejedno, o czcm w źródłach współczesnycli czytamy, inaczej bowiem być nie 
mogło. Dosyć zaś będzie rozpatrzeć Avydarzenia z pierwszycli lat po zgonie Olgierda, aby się 
przekonać dowodnie, że w niejednym wypadku ta różnica zdania musiała się uwydatniać 
jasłcrawo. 

Śmierć Olgierda zaszła właśnie wśród krwawych zapasów z Krzyżakami. J*o kilku ła- 
tach, wciągu których te walki zwolniały (1371 — 1374), od r. 137.5 z niebywałem dotąd wytę- 
żeniem rozpoczęły się na nowo najazdy Krzyżaków na Litwę. Obok łujjieskich, kilkodniowycłi 
wycieczek, obliczonych na zdobycz w brańcach i w bydle, raz wraz poAvtarzają się znaczniejsze 
wyprawy, z wyraźnym celem politycznym, sięgające daleko w głąb ziem litewskich i ruskicli. 
W lutym 1375 r. z dwóch stron równocześnie uderza Zakon, znaczne siły wyprowadzając do 
boju, z Prus i z Inflant; prócz tego przez rok cały wre walka na pograniczu. W następnym 
roku biorą odwet Litwini, przez trzy tygodnie pustosząc ziemie ki"zyżackic; w lecie r. 137G 
uderza Litwa z dwóch stron na InHanty, pod wodzą Kiejstuta i Andrzeja Połockiego, w obu 
wyprawach padają pod jej ciosem nadgraniczne grody. Role śmierci Olgierda 1377 szczególnie 
krwawo się zaznaczył. Znów w lutym z Prus i z Inflant uderzył Zakon na Litwę. Inflanckie 
wojslco dla śniegów musiało powrócić do domu; druga armija jednak dotarła tym razem po za 
Wilno, dalej, niż którakolwiek krzyżacka wyprawa. Pomścił się za to Kiejstut napadem na 
Kurlandyję, w marcu, w towarzystwie swoich i Olgierdowych synów. W kilka tygodni później 
gdy Olgierd dogorywał, Marszałek Inflancki pustoszył żmudzką ziemię *j. 

Odtąd, od chwili śmierci Olgierda, widoczna zachodzi zmiana w postawie Litwy. Jeżeli 
dawniej za Icażdy cios krzyżacki płacono krwawym odwetem, teraz niesłychać o żadnem zna- 
czniejszem przedsięwzięciu książąt litewsl^ich, nigdy ich wojska nie zapuszczają się dalej w głąb 
ziem Zakonu. Krzyżacy natomiast z podwojoną energiją uderzają na Litwę. We wrześniu 1377 
wyrusza wielka, świetna wyprawa na Żmudź: widowisko walki z pogaństwem, wyprawione dla 
Albrechta HI, księcia Austryjackiego, który odbył tale daleką podróż, aby tutaj otrzymać pa- 
sowanie rycerskie ■•). Cięższem brzemieniem spadły na Litwę dwa napady równocześnie przed- 
sięwzięte w grudniu tego roku; jeden zwrócony był ku ujściu Wilii, drugi w Grodzieńskiem 
rozpostarł spustoszenia^). W ciągu pierwszych tygodni następnego roku (1378), Mistrz Inflancki 
łupi ziemię między Niewiażą a Świętą, ^) a z Prus w tym samym czasie wyrusza wielka wy- 
prawa, skierowana ku Wilnu, w której bierze udział ks. Lotaryński ''). Reszta roku schodzi na 
drobnych utarczkach, ku schyłkowi jego wyruszają znów Krzyżacy na wojnę z księciem Au- 
stryjackim Leopoldem ^). W r. 1379 przybierają działania Zakonu niezwyczajne rozmiary. 
W lutym z czterech stron równocześnie uderzają Krzyżacy, z Prus i z Inflant; dwie wyprawy 



') Ob. wyżej str. 84. 

') Ob. Stadnicki, Bracia Władysława Jagiełły 12. 

^) Ob. Boldt, Der Deutsche Orden und Littauen 21 — 28. 

*\ Herman de Wartberge, Scriptores rer. Prussicarum II. 113. Wigand, tamże 585. 

^) Herman de Wartberge, I. c. Wigand 584. 

*) Herman de Wartberge 115. 

') Wigand 594. 

") Wigand 595. 

Wydz. filoz.-hist. T. Vir. 12 



90 STANISŁAW SMOLKA. 

srożą się na Żmudzi, na południu i na północy, trzecia ku Wiliui znów skierowana, zwraca się 
w samo serce Litwy, czwarta zapuszcza się aż nad Bug, na Podlasie '). W stronę Podlasia 
znów w kwietniu przedsięwzięto wycieczkę ^). W dalszym ciągu roku • .nawet wśród lata oręż 
nie spoczywał. Komtur Ragnicki po kilkakroć robił wycieczki w granice Żmudzi, może w tym 
celu, aby tu zaprzątnąć nieprzyjaciela i odwrócić jego uwagę od znaczniejszej, z niezwykłą 
liczbą AYOJska przedsięwziętej wyprawy, która w początku sierpnia wyruszyła w stronę Podlasia. 
Aż pod Brześć Litewski dotarli tym razem Krzyżacy, kusząc się po kilka razy o zdobycie tej 
twierdzy ; okolice Drohiczyna, Mieluika, Kamienicy, Bielska i Grodna uległy strasznemu spu- 
stoszeniu, które tern dotkliwiej dało się uczuć ludności, że już w ciągu tego samego roku po 
raz trzeci dotknął ją najazd krzyżacki '). 

Od tego zaczepnego działania obu Zakonów odbija w uderzający sposób miękkie zacho- 
wanie się Litwy. Raz tylko w r. 1379, około Zielonych Świątek, zrywają się Litwini do nie- 
śmiałych zaczepek. W samą Niedzielę świąteczną podpalają Kłajpedę, a Icorzystając z zamieszki, 
spowodowanej pożarem, uderzają na zamek; odparto ich bez trudności. Nie była to nawet wy- 
prawa wojenna w właściwem tego słowa znaczeniu, ale awanturnicza Avycieczka nadgranicznj^ch 
mieszkańców *). W tym samym czasie ubiegł znienacka Kiejstut- zamek Eckersburg nad jezio- 
rem Spirding, odległy o dzień drogi od litewskiej granicy ^). To jednak wszystko ; o żadnych 
innych zaczepnych Icrokach nie słycliać. Wszelkie wysiłki Litwy miały snąć na celu tjdko 
obronę stolic książęcych. Trok i Wilna, przeciwko którym coraz częściej teraz zwracały się 
działania Krzyżaków. Temu też zadaniu umieli Litwini sprostać, po wyprawie bowiem z r. 1377, 
łitóra aż za Wilno dotarła, dwie następne, ku Wilnu słiierowane, musiały się z drogi zawrócić. 

Prócz tych wypraw przeciw stolicom książęcym, jedno jeszcze zasługuje na uwagę 
w wojennych działaniach Zakonu z tego czasu. Oto coraz częściej i z zawziętością szczególną 
zwraca się w tych latach oręż krzyżacki przeciw nadgranicznym ruskim dzierżawom Litwy, 
które należały do udziału Kiejstuta. Rzecz to uderzająca tembardziej, że dawniej Krzyżacy nie 
wyprawiali się w tamte strony, w ciągu zaś trzech lat od zgonu Olgierda, co roku spada na 
Podlasie najazd krzyżacki, w r. 1379 aż trzy razy w przeciągu 8 miesięcy, ostatnim zaś ra- 
zem szczególnie w sposób dotkliwy i znaczący. Czy był to prosty przypadek, czy też wolno 
domyślać się w tych napadach na ruskie ziemie jakiegoś celu politycznego? Trudno dać na to 
odpowiedź. To jednak pewna, że krzyżackie najazdy dotkliwiej dawały się uczuć Rusinom ni- 
żli Litwinom. Pogańska Litwa wiedziała przynajmniej, za co cierpi, broniąc wiary przodków 
przeciw rycerzom Zakonu. Z Podlasia w r. 1379 uprowadzono w lutym 200 brańców, w sier- 
pniu 400, niewiadomo, ilu w kwietniu; jeżeli takie klęski spadały na ludność ruską, za to, że 
nad nią panowali pogańscy władcy, łatwo pojąć, że jej cierpliwość i gotowość do ofiar rychło 
się mogła wyczerpać. 

Ten wzgląd zapewne spowodował litewskich władców do zawarcia układu z 29 września 
1379, którym właśnie te nadgraniczne ziemie ruskie zabezpieczone zostały na czas jakiś od 
krzyżackicli najazdów. Zdaje się, że Kiejstut pierwszy począł czynić starania celem zawarcia 
tego układu. Podczas wycieczki Marszałka Kuna von Hattenstein, która dotarła do Wilii, 
Kiejstut pojawił się na drugim brzegu rzeki i zażądał rozmowy. Marszałek wysłał do Kiej- 



') Wigaad 592, Annalista Thorun, i Jan von Posilge, SS. rer. Pruss. III, 110. 

') Wigand 593. 

^) Wigand 593, 594. Por. sumienne opracowanie historyi tych napadów, Boldt, 1. c, 31 — 35. 

*) Ann. Thorun. Detmar, Joh. v. Posilge 1. c. 110, 111. 

■*) Wigand 596. 



KIEJSTUT I JAOIKfcŁO. 91 

stut.i koiutiini z liiilj^i, rozmowa sic odbyła, a po jej iikoi'iczciiiii wojsko krzyżackie powróciło 
do domu. ') Słuszna ])rzypuszczać, że tn się rozi)oczęly rokowania, uwieńczone układem z 2!) 
września. Sam układ stanął w Trokacli, w stołicy Kiejstutowej, dokąd jako pełnomocnicy Za- 
konu przy])yli komtur brandcł)urski Gunter von Holienstein i wójt tczewski Albreclit von Luełi- 
tenl)er<^. W dokumencie tutaj wydanym, jako książęta zawierający układ z Zakonem, Avymie- 
nieni są: Jagel ohirster Herczoge der Littouwin unde Kensttide Jlerczof/e czu Tracken; u dokumentu 
przywieszono pieczęci Jagiełły i Lingwena, Kiejstuta i Witołda. Zdaje się jednak, że Kiejstut 
najczynniejszy brał udział w sprawie tego układu, co już tern samem się tłomaczy, że cliodzilo 
tu o ziemie, należące do udziału Kiejstuta. W Trokacli układ przychodzi do skutku, a jeśli 
nie jest to rzeczą zupełnie pewną, czy rokowania nad Wiliją były z nim w jakim związku, to 
w każdym razie według Wiganda Kiejstut wyprawił poselstwo do Zakonu, na które odpowie- 
dzią było przybycie posłów krzyżackich na zamek trocki. Wigaud pisze: Jagel erigitur in re- 
gem et hic oppostdt se germano pcdris stu Kynstut, quod dispUcuit ei. Misitąue łegatos ad Magi- 
słrum Wynricum, qui ohlinuerunt a Magistra^ et consultałione preceptortim misit 3Iagister commenda- 
łnrem Brandenhurgensem itd ^). Według Wiganda był zatem układ trocki w calem tego słowa 
znaczeniu dziełem Kiejstuta, zwróconem przeciw Jagielle. Może tak znów nie należy pojmować 
tego faktu, może Wigaud, nie mający w ogóle wiele zmysłu politycznego, ze względu na zda- 
rzenia, które zaszły we dwa lata później, błędnie już tłómaczył sobie znaczenie układu trockiego. 
Bądź co bądź jednak układ ten był jeszcze raczej wyrazem przewagi Kiejstuta na Litwie, 
aniżeli jego polityczną porażką ^). 

W układzie trockim zawarto częściowe zawieszenie broni, obowiązujące na przeciąg lat 
dziesięciu. Częściowe, ponieważ objęte uiem były ze strony Litwy grody: Wołkowyska, Sarasz, 
Droiiiczyn, Mielnik, Bielsk, Brześć, Kamienica z przyległemi ziemiami i cała ziemia grodzieńska 
{imsir landt der Biisen, das an dem teil der Memmll gelegen ist kegin dem lande Prusen, also 
W ilkeuńtzke itd.), z państwa zaś krzyżackiego okręgi zaralców Osterode, Ortołfsburg, Allenstein, 
Gunbenken, Seeburg. Ziemie te, w*olne być miały od najazdów przez cały czas rozejmu. Wolno 
jednak było władcom litewskim powoływać pod broń ludność ziem, rozejmem objętych {unser 
lute der BuscJicn landt tind des landes Garten) do wypraw na inne ziemie państwa krzyżackiego 
i odwrotnie, mieszkańcom zaś der gefridten lande, którzyby się na wojnie dostali w niewolę, 
przysługiwało prawo wykupu w wysokości wergeldu (opłaty, należącej się za zabicie). Gdyby 
zaś wycieczka jaka wojenna przecież wtargnęła w granice rozejmem objęte, zobowiązano się 
wzajemnie do zwrotu szkód według oszacowania. Oprócz tych zasadniczych warunków, układ 
trocki zawiera nadto rozliczne szczegółowe postanowienia, dotyczące łowów, rybołóstwa i innycli 
użytków w puszczy na pograniczu ziem, rozejmem objętych *). 

Takie były warunki pierwszego układu, który stanął między Litwą a Krzyżakami po 
śmierci Olgierda. Dyi)lom rozejmu wydano w Trokach, gdzie toczyły się rokowania, gdzie Kiej- 
stut, według słów Wiganda, posłów krzyżackich po królewsku przyjmował '). Dodaje jednak 
Wigaud: post hec transeunt in Wgllam, Willen vulgariter, uhi stefertmt 3 diehiis et 3 noctihus cum 



') Wigand 1. c. str. 597, 601. 

*) Wigand str. 604. 

^) Trafnie zapatruje się na ten układ Boldt 1. c. 39, wykazując, że niewłaściwie pojmuje sprawę Caro, Gescli. 
Polens, II. 470. 

*) Dokument Jagiełły i Kiejstuta dd. Troki 29 września 1379, Raczyński, Cod. dipl. Lithuan. str. 53. 

^") Wigand 1. c. 605: et veninnt in Lifhuaniam ad Tratten et a rege, tit decuit, regaliter sunt suscepti et ami- 
cabiliter tracłati. 



92 STANISŁAW SMOLKA. 

rege Jagal secreła łracłanłes et revertuntar in Prussiam. Jakie to były secreła, nie pisze herold 
krzyżacki, o treści ich jednak wnosić możemy z współczesnego, zagadkowego co prawda, zda- 
rzenia, na które tem baczniejszą musimy zwrócić uwagę, ponieważ go dotąd nikt jeszcze nie 
starał się wyjaśnić. 



§. 3. 
Podróż SkirgieJZy. 

Układ ti'Ocki z 29 Września 1379 r. był ostatnim wyrazem współrządów Jagiełły i Kiej- 
stuta na Litwie. Dyplom, wydany w przedmiocie tego układu, zaopatrzono, jak wiadomo, pie- 
częciami Jagiełły i Lingweua, Kiejstuta i Witolda. Lingwen był jednym z młodszych braci 
Jagiełły, czwartym — zdaje się — z rzędu. Drugim z rzędu był Skirgiełło, najbliższy Jagielle 
jak urodzeniem, tak ucznciem, niestrudzony, nieodstępny jego towarzysz i współpracownik w złej 
i dobrej doli. Jeśli zatem u tego ważnego dyplomu Lingwen a nie Skirgiełło przywiesił swoją 
pieczęć, nie było to rzeczą przypadku. Od trzech miesięcy bowiem nie było wówczas Skir- 
giełly na Litwie. Niewiadomo, jak długo bawił za granicą, ale o początkach jego podróży mamy 
wiadomości dokładne. Oto, co donoszą o tem źródła krzyżackie, współczesna zapiska rocznika 
toruńskiego i kronika Wiganda, w lat 14 po r. 1379 spisana: 

Ann al. Thorun. 'j 1379.... Eodem anno Stoidrigall, frater regis Lituanorum, venit in 
crastino S. Margarete-) in Resenborg cum XXX equis et processit ulterms ad regem Ungarie et 
ad regem Romanorum et fuit dux Russie. 

W i g a n d '). Deinde prima dominica post Petri et Pauli ■*) Schirgal rex, filius Algardis, cum 
XXX famidis venit in Prussiam et a magistra honorifice suscepłus liberaliter dotatus; proposuit de- 
inde visitare regem Ungarie, tandem papam Urbanum, a quo si absoheretur a peccatis, fidem ca- 
tholicam susciperet etc. 

Do tej podróży Skirgiełły odnosi się także list jakiegoś dygnitarza krzyżackiego, praw- 
dopodobnie Wielkiego Komtura lub Marszalka do księżuy Julijanny Olgierdowej, pisany w chwili, 
gdy Skirgiełło opuścił granice państwa krzyżackiego i udał się na Mazowsze ''). 

List ten usuwa przedewszystkiem wszelką wątpliwość co do osoby Olgierdowicza, który 
tę podróż odbywał: Swidrigall w tekście rocznika toruńskiego musi być pomyłką, którą 
prawdopodobnie położyć należy na karb późniejszego odpisywacza ^). O celu podróży tak dale- 
kim, jaki wymieniają kronikarze, nie ma wzmianki w tym liście. Po opisie uroczystego przy- 
jęcia, jakiego Skirgiełło doznał w Malborgu, u W. Mistrza i w innych zamkach krzyżackich, 



') SS. rerum Pruss. III. 111. 

') 14 Lipca. 

') SS. rerum Pruss. II. 592. 

*) R. 1379, 3 Lipca. 

*) Lucas David, Preuss. Chronik VII. 155; z formularza pergaminowego, przechowanego w Archiwum króle- 
wieckiem. W formularzu nie ma daty. Historycy pruscy mylnie odnoszą ten list za Davidem do r. 1382, nawet 
Boldt 1. c. 55. Wszystkie jego znamiona wskazują" dowodnie, że odnosi się do podróży Skirgiełły w r. 1379, ob. 
Stadnicki, Olgierd i Kiejstut str. 165. przyp. 366. Data ślubu wreszcie, o którym niżej, rozstrzyga o dacie listu. 

*) Świdrygiełło umarł r. 1452 (Długosz, Hist. Pol. V, 104), żona jego Anna żyła jeszcze 1471 (Wolfi, Ród 
Gedimina 166). Był to niezawodnie najmłodszy syn Olgierda, o pierwszych jego czynach słychać w r. 1392 (Sta- 
dnicki, Bracia Władysława Jagiełły 306), w r. 1379 liczył zapewne dopiero lat kilka. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 93 

(lowiiuhijeniy się, że ne miptias explendas ad ąiias Ul. principes et duces tres de MaHovia et quam- 
plures (dli nohiles convencrunt, ncfjligeret, j)roui, ut eiim ad eos securo conducto conducereł. Magi- 
stra nostro liberaliłer suppllcatuin per magnificum ducem de Thessin extiterat, solicni pro una nocłe 
permansit in Marieburgo et in nohili conductu et securo peruenit in Thorun, uhi in castro nostro 
moram trahens, se vestire decenter, ut suam decuit nobilitatem, proposuit, et postmodum sibi associato 
ąuodam milite ex speciali commissione Magistri, ad prefatos principes propter predicias nuptias con- 
gregatos ad locum pewenit ftliciter preoptatum. Nie przemawia to przeciw wiarygodności świa- 
dectw historyjograficznycb o dalszych zamysłach Skirgiełly, celem listu bowiem było, zawiado- 
mić księżnę o przebiegu podróży syna przez ziemie krzyżackie. 

Dygnitarz krzyżaclii nic pisze, na jakie to uroczystości weselne Skirgiełło tak spiesznie 
podążał; i jemu i księżnie Julijannie zanadto dobrze to było znane, aby potrzebował wymieniać 
miejsce godów weselnych i osoby oblubieńców. Okoliczności te jednak, wcale nieobojętne ze 
względu na cel podróży litewskiego księcia, możemy stwierdzić z innych źródeł. Wówczas bo- 
wiem właśnie, w lipcu 1379, odbywał się ślub córki Ziemowita III Mazowieckiego, Małgorzaty, 
z synem Ludwika I, Icsięcia na Brzegu, Henrykiem '); w przytoczonym zaś ustępie czy- 
tamy, że na gody weselne zjechali trzej książęta mazowieccy, t. j. stary Ziemowit z dwoma 
synami, Januszem i Ziemowitem młodszym. Ślub ten nie odbywał się jednak prawdopodobnie 
na Mazowszu, ale w ziemi Dobrzyńskiej ^), Małgorzata bowiem była wdową po zmarłym od 
dwóch lat Kazimierzu księciu Szczecińskim, (który wskutek testamentu Kazimierza W. otrzymał 
był Dobrzyń w lenno od polskiej korony), i przez trzy lata blisko po śmierci męża, aż do końca 
r. 1379 utrzymała się w posiadaniu tej dzielnicy. Mógł więc Skirgiełło — jak to w liście czy- 
tamy — w Toruniu już przywdziać szaty weselne, w pobliżu zamku, na którym odbywały się 
gody. Z listu tego dowiadujemy się również, że podróżą Skirgiełły zajmował się tak żywo 
książę Cieszyński, który prosił Wielkiego Mistrza, ut eum ad eos securo conductu conduceret. 
Księciem Cieszyńskim był zaś naówczas Przemysław I, brat cioteczny oblubienicy, a wuj pana 
młodego, i zapewne za jego staraniem, jako bliskiego krewnego obu rodzin, związek ten przy- 
szedł do skutku *). Wobec tych wszystkich olcoliczności nie można wątpić, że wzmianka listu 
o owych godach weselnych odnosi się właśnie do ślubu Małgorzaty ks. Dobrzyńskiej. Udział 
w tej uroczystości nie był snąć wyłącznym celem podróży Skirgiełły, widać jednak z brzmienia 



') Grotefend, Stammtafeln dtr schles. Fiirsten Tab. IX, podaje jako datę tego ślubu : vor 1379, Aug. 19, w ob- 
jaśnieuiach zaś ua str. 47 uzasadnia ją odsyłaczami: Rzyszczewski i Muczkowski, Cod. dipl. Pol. TL. 761. 762. 
Cod. dipl. Sil. IX. Nr. 428. Dwa pierwsze odsyłacze odnoszą się do dokumentów, które Małgorzata wydała jaiio 
księżna Dobrzyńska z Lipna 29 czerwca 1378 i 26 listopada 1379; trzeci odsyłacz do dokumentu, w którym 
rada miasta Brzegu ułaskawia pewnego zabójcę na wstawienie się księżniczki Mazowieckiej, małżonki księcia Hen- 
ryka. Wynika ztąd zatem, że Małgorzata przed 16 sierpnia (nie 19) 1379 zaślubiła Henryka, oraz, że jeszcze po 
ślubie, w jesieni tegoż roku była w posiadaniu Dobrzynia; dopiero na Boże Narodzenie 1379 objął ziemię Dobrzyń- 
ską Władysław Opolczyk (ob. Caro, Gescli. Polens II. 412). Ułaskawienie zbrodniarza na wstawienie się księżny 
Małgorzaty, nastąpiło zapewne z okoliczności jej przyjazdu do Brzegu, zkąd widocznie dla załatwienia sprawy z Opol- 
czykiem powróciła jeszcze późną jesienią do ziemi Dobrzyńskiej. Jeżeli zatem ułaskawienie to nastąpiło 16 sierp- 
nia, a na drogę z ziemi Dobrzyńskiej do Brzegu czas jakiś trzeba odliczyć, ślub odbyć się musiał właśnie w lipcu, 
kiedy Skirgiełło podążał nań tak spiesznie przez Prusy. , 

^) Skoro obydwa przytoczone powyżej dokumenta Małgorzaty, jako księżny Dobrzyńskiej, z różnych lat po- 
cłiodzące, datowane są z Lipna, nasuwa się przypuszczenie, że ten zamek, od Torunia niespełna o 6 mil odległy, 
był właśnie jej rezydencyją. 

') Dla objaśnienia załączamy tu następującą tabliczkę genealogiczną (ob. Grotefend 1. c. tab. I, VII i IX, oraz 
Caro, Gesch. Polens II. 189, 411 — 412), związki bowiem powinowactwa, które na niej uwidoczniono, ważne są ze 
względu na dalsze zamysły Skirgiełły, o któryclł^pisze Annal. Toruński i Wigand. 



94 STAMSŁAW SMOLKA. 

listii, Że mu na tern bardzo zależało, aby się na te gody nie spóźnić. Zobaczymy, jaki to mo- 
gło mieć związelc z dalszemi celami zamierzonej podróży. 

Co do zamiarów Skirgiełły względem przyjęcia chrztu, list teu nadmienia wyraźnie: 
...Skyrgailo, quem de tenebris ad lucern, ut speramus, vocavit AUissimus, et induhitanter vestris ex 

informationihus maternis ad superna tendit ex infimis Vos igitiir cum vesłns haheatis, liujus vife 

fragilitatem aduertentes, de bono vestri fiUi Skyrgail mchoato neguUo I)eo infinitas agendo gratias, 
ceterosąiie vestros filios ad similem inducatis. Widać z tych słów, że sprawa nawrócenia Skir- 
giełł)^ była rozpoczęta, nie dokonana. Ze zaś z tą sprawą łączyły się plany wielkiej donio- 
słości politycznej, wnosić można ze słów, bezpośrednio po tem następujących: Supplicnmtis in- 
super, ut nostris nuntiis, presenłimn exhibltoribus, qui multa ex parte Magistri et nostri nec non Or- 
dinis, que scribere esset diffidle, vobis et filio vestro (t. j. Jagielle) satls referre Jiabent, veras ad- 
hibere dignemini credulas, tanąuam vobis projma loąueremur in persona. 

Cóż zaś mniemać należy o dalszych owych planach Skirgiełły. 

Przedewszystkiem stwierdzić wypada, że świadczą o nich dwa źródła współczesne, wza- 
jemnie niezależne, a w tym przedmiocie zgodne i w szczegółach uzupełniające się nawzajem. 
Wigand zapisuje datę przybycia Skirgiełły w granice państwa krzj-żackiego, rocznik toruński 
datę przejazdu przez Riesenburg; obie daty, znamionujące wzajemną niezależność źródeł, świad- 
czą zarazem o dobrej informacyi, na przejazd całych Prus wypada bowiem w ten sposób dni 
jedenaście, co najzupełniej zgadza się z charakterem podróży, opisanej w liście dygnitarza krzy- 
żackiego, przeplatanej uroczystemi przyjęciami w zamkach Zakonu, ale przyspieszonej z po- 
wodu terminu godów weselnych, których Skirgiełło nie chciał opuścić. Zaznaczyć należy ścisłą 
zgodność obu świadectw co do ilości orszaku, który Skirgielle towarzyszył: cum XXX equis, 
cum XXX faniuJis. Co do dalszych planów podróży, oba źródła nadmieniają o zamiarze odwie- 
dzenia króla węgierskiego (Ludwika), prócz tego rocznik toruński wymienia króla rzymskiego '), 
Wigand papieża Urbana ^). 

Wiadomo, że autor rocznika, prawdopodobnie gwardyjan klasztoru Franciszkanów w To- 
runiu, wtajemniczony był w ważne sprawy polityczne Zakonu Niemieckiego, że mu nieobce były 
nawet tajemnice stanu, że informacyje swe opierał nieraz na znajomości współczesnych aktów 
dyplomatycznych "). Co innego rycerski herold, Wigand z Marburga. Ten, ani zmysłem poli- 
tycznym się nie odznaczał, do tajemnic stanu nie miał przystępu, ani też nie zajmował się bardzo 
dyplomatycznemi zawiłościami ■•). Do rycerskiej jego wyobraźni przemówiła snąć żywo podróż 



Trojden Henryk V 

ks. Mazowiecki 1313—1341 ks. Wrocławski t 1296 



Ziemowit III Eufemia Bolesław III 

1341 — 1381 żona Kazimierza I ks. na Lignicy i Brzegu 

Cieszyńskiego (t 1358) 1296—1352 



Janusz Ziemowit Offka Małgorzata Przemysław I Katarzyna Ludwik I 

żona Włady- wdowa ks. Cieszyński żona ks. na Brzegu 

sława Opolczyka po Kazimie- 1358 — 1409 Przemysława I 1352—1398 

rzu Szczecin- ks. Cieszyńsk. ^ 



skim zmarłym 
2 stycz. 1377 



Henryk 



') Był nim od r. 1376 Wacław, wybrany za życia ojca, który umarł był właśnie przed 7 miesiącami, 29 li- 
stopada 1378. 

*) Urban VI, wybrany 9 kwietnia 1378. 
') Ob. Scriplores rerum Pruss. III. 19. 
*) Tamże II. 450. 



KIKJSTLT I JAGIEŁŁO. 95 

j)()gaiiskiego księcia na obce dwory i do kiiryi j)apie8kiej. Jeżeli jednak o tycli zamiaracli po- 
słyszał, znak to. że one nie były tajemnicą stanu, że o nicli mówiono powszeclmie między 
Krzyżakami. 

Zamiar podróży na dwór węgierski wyda nam się zupełnie zrozumiałym na tle ówczesnej 
sytiiacyi i)olitycznej. Właśnie przed dwoma łaty, niebawem po śmierci Olgierda, odbył Ludwik 
zwyciezką Avyprawę na Wołyń, uwieńczoną jjoskromieniem Jerzego Narymuntowicza. 'j Litwa 
znękaiui w ostatnicli latach tak srodze wyprawami Krzyżaków, musiała obawiać się co chwila 
od południa napaści potężnego Ludwika na ruskie swe dzierżawy. We dwa ognie wzięta, mo- 
gła być narażona na wielkie niebezpieczeństwo, tern bardziej, że ruskim ziemiom zaczynało już 
snąć ciężyć to dobrodziejstwo inwentarza, połączone z panowaniem litewskiem a wystawiające 
bez ustanku na napaści sąsiadów; w układzie trockim, który przyszedł do skutku niebawem, 
widzieliśmy wymowną ilustracyję tego położenia. Ze względu zaś na dwór węgierski, udział 
w uroczystościach weselnych Małgorzat}- księżny Dobrzyńskiej mógł Skirgielle oddać wielkie 
usługi. Oto właśnie siostra oblubienicy, druga córka Ziemowita, Oflfka, była żouą Władysława 
Opolczyka, głośnego doradcy i przyjaciela króla Ludwika, spowinowaconego blisko z węgier- 
skim dworem. Opolczyk zaś niezawodnie znajdował się na tem weselu, nietylko dla tak bli- 
skiego powinowactwa, ale i z tego powodu, że właśnie wówczas toczyły się układy, skutkiem 
których jemu dostało się w końcu tegoż roku księstwo Dobrzyńskie, pozostawione po śmierci 
Kazimierza Szczecińskiego ^lałgorzacie. *) 

Podróż do króla rzymskiego i papieża, do obu głów chrześcijaństwa, łączyła się wido- 
cznie ze szczerym czy udanym zamiarem nawrócenia, który — co do siebie samego przynajmniej — 
Skirgiełło w przejeździe przez Prusy rozgłaszał niewątpliwie. Wacław świeżo objął był rządy, 
a przez księcia cieszyńskiego Przemysława, zręcznego dyplomatę, który na dworze praskim za- 
żywał wielkiego wpływu, ^) mógł Skirgiełło utorowaną mieć do niego drogę. Rzecz to zaś w każ- 
dym razie ciekawa, że Przemysław zajmował się tak żywo podróżą Skirgiełły. Co do kiiryi 
papieskiej, pamiętać trzeba, że właśnie przed 10 miesiącami wybuchła była wielka schizma za- 
chodnia, 21 września 1378 wybrano w Awenionie Klemensa Vn, w odpowiedzi na rzymski 
wybór Urbana YI. Jeśli Skii-giełło rzeczywiście miał udać się do Rzymu, przyznać należy, że 
była wówczas pora stosowna do targów wszelakiego rodzaju, czy to ze względu na Zakon 
czyli też na inne polityczne interesa; osoba zaś księcia, brata panującego na Litwie monarchy, 
księcia, którego poprzedzał rozgłos zamierzonego nawrócenia — w każdym razie dobrze wybrana. 
Warto też na to zwrócić uwagę, że Przemysław Cieszyński miał również i z kuryją papieską 
bliskie stositnki. *) 

Drogę na Prusy mógł Skirgiełło wybrać umyślnie dla uśpienia czujności Krzyżaków. 
To jednak w każdym razie jest dziwne, że tę drogę odbwa w lipcu 1379, w roku tak krwa- 
Avych zapasów między Litwą a Zakonem, na trzy miesiące niespełna przed układem trockim, 
który zresztą wprowadził tylko tak częściowe zawieszenie broni. TMaśuie w czasie jego pobytu 
w Pnisiech przygotowywała się ta wielka wyprawa, która takiem ciężkiem brzmieniem w sier- 
pniu spadła na Podlasie. Współcześnie z temi przygotowaniami. Krzyżacy przyjmują na sw}'ch 



') Ob. Caro, Gesch. Polens II. 466; AHTOHOBimt, Oiepni i t. d. 156 i por. Ann. Tlior. I. c. str. 105. 

'j Ob. tabliczkę genealogiczną na str. 94, oraz por. Grotefend, Stammtafeln der schles. Fursten tab. IV i Caro, 
Gesch. Polens 411—412. 

') Biermann, GesckicMe des Herzogłhums Teschen str. 145 n. I Władysław Opolczyk również, jako brat cioteczny 
matki króla Wacława mógł być pomocnym Skirgielle w tym względzie. 

*) Ob. Boniecki, Książęta szląscy. Część II. str. 79. 



96 STANISŁAW SMOLKA 

zamkach tak uroczyście brata Jagiełły, a wysoki dygnitarz Zakonu pisze tak Serdeczne i uni- 
żone wyrazy do jego matki. 

Zawiłość tę wyjaśnia poniekąd jeden ustęp tego listu, ustęp, który dla charakterystyki 
stanowiska księżny Julijanny przytoczyliśmy już powyżej. ') Wyprawy krzyżackie skierowane 
były przedewszystkiem na dzierżawy Kiejstuta, Marszałek zaś czy Wielki Komtur pisze do 
księżny Julijanny: Yestra etiam perpendat nobiliłas, ad quid iste furens tanquam canis rabidus non 
solum in ChrisHanos sed etiam in 14łtvinos sua fovetur in malitia, qui cottidie prout alias vos latius 
premtmirmts, ut ab aliis atidivimt(s, ad regnum anlielat Liłwinorum, et ąuomodo vestrum gloriosum 
possit łradere fiUum Jagalum, slbi gentes et castra cum toto regno valeat subjugare. O tych rzeko- 
mych czy rzeczywistych zabiegach Kiejstuta mieli księżnę niezawodnie dokładniej objaśnić 
(prout alias vos latius premunimus) oddawcy listu, posłowie krzyżaccy, jak świadczy dalszy ustęp, 
powyżej przytoczony. Jasne światło rzucają te wyrazy na ową głęboką przepaść, jaka już 
wówczas rozwarta była między dworem wileńskim a trockim, pomimo niezamąconej na zewnątrz 
harmonii, pomimo tych współrządów, Ictóre w kilka tygodni później zaznaczyły się tak wyraźnie 
w układzie trockim. Z samych tych słów widzimy, jak skwapliwie Zakon pracował nad po- 
głębieniem owej przepaści. W końcu listu jednak, tenże sam korespondent księżny, nadmienia- 
jąc o podarunkach, które przesyła dla niej i jej syna, dziękuje zarazem za dar, który od Ja- 
giełły otrzymał. Widać zatem, że pierwszy krok wyszedł od Jagiełły, albo co najmniej Jagiełło 
skwapliwie chwycił się tych konszachtów, jeżeli — o czem nie wiemy — Krzyżacy je rozpo- 
częli pierwsi. 

Tem dziwniejsza, że Skirgiełło odbywa swą podróż w takich warunkach, gdy jeszcze 
współrządy Jagiełły i Kiejstuta trwają, na zewnątrz, niezachwiane. Wszakże odbywał ją jawnie, 
przed Kiejstutem nie mogło być tajemnicy. Tu nasuwają się dwa przypuszczenia. Albo przed 
Kiejstutem rzecz była tale upozorowana, jakoby Skirgiełło wybrał się w tę podróż na własną rękę, 
sprzeniewierzywszy się domowi swemu i ojczyźnie, albo też wyprawiono Skirgiełłę za wspólnem 
porozumieniem, jak gdyby na obałamucenie Krzyżaków. I jedno i drugie jest możliwe.. Za 
płerwszem mogłaby przemawiać ta okoliczność, że przecież i w samej rodzinie Kiejstuta zda- 
rzały się podobne przypadki: niedalej, jak przed laty czternastu, syn jego własny umknął do 
Prus, przyjął chrzest i podążył na dwór Karola IV; ^) w półtora roku później powtórzyło się 
to samo z jego wnukiem. ^) Ale i drugie przypuszczenie ma wiele prawdopodobieństwa. Kiej- 
stut, znękany napadami Krzyżaków, mógł łatwo zgodzić się na wybieg polityczny, któryby na 
czas jakiś przynajmniej odwrócił ich zamachy od Litwy; wszakże on sam przed laty (r. 1351) 
przysiągł był uroczyście, że się ochrzci, aby wydobyć się z niewoli Kazimierza Wielkiego ; "*) 
pomimo rycerskości, jaką się Kiejstut odznaczał, przeciw łudzeniu Chrześcijan niewzdrygało się 
jego sumienie i poczucie honoru. Wybierając jednak to drugie przypuszczenie, należałoby 
mniemać zarazem, że właściwy cel podróży Olgierdowicza był przed Kiejstutem ukryty. Jeżeli 
stary książę uważał ją za środek polityczny dla obałarauceuła Krzyżaków, sam wpadał tym 
sposobem w zasadzkę, dwór wileński bowiem pod osłoną tego wybiegu zawiązywał po za jego 
plecami tajne porozumienie z Zakonem. List dygnitarza krzyżackiego do księżny Julijanny 
świadczy o tem tajnem porozumieniu, a wypadki następnego roku jasno dowodzą, że tu cho- 
dziło rzeczywiście nie o zbałamucenie Zakonu, ale o układy, których ostrze zwróciło się prze- 



') Ob. wyżej str. 88. 

") Ob. Herman de Wartberge, SS. rer. Prus. H, 85, Wigand tamże 551. Ann. Thoi: tamże III, 84. 

') Ann. Thor. 1. c. 115. 

*) Ob. Stadnicki, Olgierd i Kiejstut 109. 



KIEJSTUT 1 JAGIEŁŁO. 97 

ciw Kiejstutowi. Na teni tle uwydatni nam się jasno właściwe znaczenie tego ostatniego aktu 
współ izą(li')w Jagiełły i Kiejstuta, znaczenie układu trockiego z 29 września 1379. Dogadzał 
on obydwu dworom: trockiemu i wileńskiemu, nic wiec dziwnego, że Kiejstut raial w nim udział 
przeważny. Obydwu dworom ze względów politycznych zależało na ubezpieczeniu ruskich 
dzierżaw Kiejstuta. Dwór wileński miał jednak dalsze cele, do których urzeczywistnienia układ 
trocki l)yl pierwszym dopiero krokiem. Według jego brzmienia ruskie dzierżawy na pograniczu 
ubezjiieczonc były na lat dziesięć' od najazdów krzyżackich, cała icli siła jednak zwrócić się 
mogła przeciw ziemiom litewskim, przeciw Żmudzi, Trokom i — Wilnu. Wszystko zależało od 
tego, jakie stanowisko względem przyszłej walki z Zakonem zajmie dwór wileński, który już 
z Ki'zyżakami wchodził w tajne porozumienie. 

Jakie zaś dalsze cele mogła mieć rzeczywiście podróż Skirgiełły. Trudna na to odpo- 
wiedź, tem bardziej, że od wkroczenia w granice ^lazowsza nie mamy o jej ])rzebiegu żadnych 
wiadomości. Nic wiemy nawet, czy udał się na dwory zagraniczne i do papieża; dopiero w dwa 
lata później, w lecie r. 1381, słyszymy o jego działaniach na Litwie. W każdym razie trudno 
przypuścić, żeby Skirgiełło w r. 1379 myślał szczerze o przyjęciu chrztu w katolickim Kościele. 
Przemawiają przeciwko temu dalsze jego losy, przemawia wreszcie i ta okoliczność, że podróż 
tę przedsięwziął widocznie z inicyjatywy matki, tak gorliwej zwolenniczki wschodniego Kościoła. 
Jeżeli dotarł rzeczywiście na dwory króla Ludwika i Wacława, albo nawet do Rzymu, godzi 
się przypuszczać, że ten rzekomy zamiar nawrócenia się na wiarę katolicką służył mu tylko 
za środek w zabiegach dyplomatycznych, które go tam zawiodły. 

Na jeden szczegół jeszcze należy zwrócić baczniej uwagę. Annalista toruński zapisuje, 
że Skirgiełło processit ulterms ad regent Ungarie et ad regem Bomamrum et ficif dux Russie. 
Strehlke tłomaczy te zagadkowe wyrazy: offenhar s. v. a. er erhielt von dem Kniser den Tifel, 
powołując się na analogiję historyi Butawta Kiejstutowicza. *) Ów Butawt, o którym nadmie- 
niliśmy powyżej, przybył podobnie w roku 1365 do Krzyżaków, ochrzcił się u nich na imię 
Henryka i udał się następnie na dwór Karola IV. O nim pisze wyraźnie Herman de Wartberge: 
Quem imperator postea ducem fecit. *) Przez czas dłuższy, w latach 1369, 1370, 1372, 1374, 
1377 spotykamy go w orszaku Karola IV, w Luce, w Pradze, w Tangermiinde, gdzie zapisany 
jest jako świadek w dokumentach cesarskich, z lu-zędowym swym tytułem: Henriais dux 
lAthuaniae. ^) 

Czyż Skirgiełło odegrał w r. 1379 tę samą rolę na dworze Wacława. Nie śmielibyśmy 
twierdzić tego tak stanowczo jak Strehlke, w braku wszelkich bliższych wskazówek. To je- 
dnak co najmniej wynika ze złów Anualisty, wtajemniczonego w sprawy polityczne Zakonu, że 
Skirgiełło w przejeździe swym przez Prusy, w czasie krótkiego poljytu swego u Wielkiego 
Mistrza, zwierzał się z podobnemi zamiarami, może nawet z umysłu rozsiewając te wieści; 
wśród Ki-zyżaków było snąć mniemanie, że śladem Butowta podąża na dwór Wacława, z tą 
tylko znaczącą odmianą, że nie jedzie tam jako zbieg z ojczyzny, ale z wiedzą i z przyzwole- 
niem wileńskiego dworu. 

W każdym razie dziwny jest ten tytuł dux Bussiae. Butawt, otrzymując od Karola R' 
urzędowy tytuł: dux Liłhuaniae, został przez to platonicznym, co prawda, chrześcijańskim pre- 
tendentem na tron litewskiego państwa. Taka rola nie była dla Skirgiełły, jeżeli go sam dwór 



•) SS. rer. Prtiss. III, 111 uw. 2. 

') Tamże II, 85. 

') SS. rer. Pruss. II, 551, 805, HI, 84. 

Wydz. filoz.-hist. T. Vn. 13 



98 STANISŁAW SMOLKA. 

wileński wysyłał do Wacława. Dziad Skirgiełły, Gedymin, tytułował się Bex Lethwinorum et 
mulłorum Bułhenorum, albo Lełhphanorum Ruthenorumąue Rex, Princeps et Dux Semigallie, *) 
współcześnie zaś Jagiełło, jeszcze przed powołaniem na tron polski, uź}Tvał niekiedy pełnego 
tytułu: maipius Bex vel Dux Litwanorum Russieque dominus et heres. ") Dawniejsze zatem i współ- 
czesne, podobnie jak późniejsze akta urzędowe uwzględniają w tytule litewskich władców, te 
dwie części składowe monarcłiii. Jeżeli więc Skirgiełło miał starać się u świeckiej głowy 
chrześcijańskiego Zachodu o tytuł di(x Mussiae, musiało to mieć jakieś głębsze polityczne zna- 
czenie. Godzi się na to położyć nacisk tem większy, że pierwsze świadectwa źródeł, w których 
spotykamy Skirgiełłę po owej zagadkowej podróży, ukazujcą nam go na Rusi północnej przy 
oblężeniu Potocka, zkąd tymczasem wyparto Andrzeja Olgierdowicza, najstarszego z przyrodnich 
braci Jagiełły. Czy Skirgiełło na to nowe pole działania przywiózł sobie ów urzędowy tytuł 
dux Bussiae, nadany przez śmecką głowę chrześcijańskiego Zachodu? To pytanie, na które 
nam źródła nie dają odpowiedzi. Ale co taki tytuł znaczył, według teoryi politycznej średnio- 
mecznego świata, jest rzeczą zupełnie jasną. Cesiirz był terrarum mańsąue dominus, *) władza 
jego teoretyczna rozciągała się nad całym obszarem ziemi i mórz, jeżeli zatem nadawał komu 
tytuł księcia jakiejś ziemi, tę ziemię mu darow}'wał, t. j. upoważniał go do legalnego panowa- 
nia nad całym obszarem tej ziemi. W darowiznach tego rodzaju, nic nie kosztujących, Cesarze 
bywali szczodrymi. Darowywali ziemie chrześcijańskie, jak Rudolf Habsburski, który Wacława 
Czeskiego Polską obdarzył. Mniej jeszcze było trudności z darowizną ziem pogańskich albo 
jak tutaj — odłączonych od katolickiego Kościoła. Słowem, ten tytuł dux Bussiae nie znaczyłby 
nic innego, jak upoważnienie cesarskie do opanowania schyzmatyckich ziem ruskich. 

To tylko pewna, źe talde upoważnienie nie tylko nie mogło się na nic przydać Skir- 
gielle na Rusi, ale przeciwnie, byłoby wobec ruskiego żywiołu, przywiązanego do wschodniej 
Cerkwi, niemałem utrudnieniem; w oczach Rusi Cesarz zachodni był głową heretyków. Zbyt 
śmiałym byłby zaś wniosek, jakoby dwór wileński zamierzał oprzeć się wówczas o Zachód 
chrześcijański, i z rąk jego świeckiej głowy przyjąć misyję propagandy katolickiej na Rusi. 
Jeżeli staraniom o ten tytuł lub pogłoskom o takich staraniach nie można odmówić politycznego 
znaczenia, to cel ich był niezawodnie inny, nie na Ruś obliczony, ale właśnie na te potęgi 
chrześcijańskiego Zachodu, do których Skirgiełło podążał. Rozważmy podróż jego z tego sta- 
nowiska, a przestanie być dla nas zagadką. Jeżeli bowiem dwór wileńsld przygotowywał jakąś 
wielką akc}'ję na Rusi, nie mógł się na nią odważyć, dopóki nie miał zabezpieczonych tyłów 
na zachodzie i na południu, od Ki-zyżaków i od króla Ludwika. Ten też cel zapewne miała 
misyja dyplomatyczna Skirgiełły, a za środek służyły mu starania o ów zagadkowy tytuł, 
który nie na chwilę tylko, ale na czas dłuższy, dopókiby tego ruskie sprawy wymagały, zapewnić 
mógł wileńskiemu dworowi bezpieczeństwo od zachodnich sąsiadów. Jakie to zaś były te 
sprawy, zaraz poznamy. Dwór wileński znajdował się w r. 1379 wobec Rusi, wobec wschodnich 
kresów litewskiego państwa w położeniu tak rozpaczliwem, że musiał wszystkie siły swoje 
w tym kierunku wytężyć, żeby ustrzedz monarchiję Gedyminową od katastrofy grożącej. 



') Raczyński, Cod. dipl. Lith. 25, 27, 28, 30. 

') Tamże 69. 

') Por. Waitz: Deutsche Yerfassungsgeschichłe V. 113. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 



99 



§• 4. 
Litwa i Moskwa. 

Głównym sprawcą zawikłań na wschodnicli kresacli litewskiego państwa, był w owycłi 
latacli najstarszy z Olgierdowiczów, Andrzej Połocki. Czytamy o nim w letopisach niskich, co 
następuje: 



I. Letopis Pskowski. ') 
6885 (1377) 

Opiiótwe Kiia3Ł AHAplibi Oarep- 
AOBimi. ni> IlcKom. n nociMnuia ero 

1ICK0I!U>III lia KIIHHtCHle: 



I. Letopis Nowogrodz- 
ki. «) 6886 (1378) 

Ha TjHce 3iiMy npiif)t)Kc irt FIckubI) 
KiiflSb jliiTOBCKifi 0H4peii Ojirepoiiii"ifc 
n i<t.ioBa KpecTT) hti HcKOBimeMB, h 
notsa iia MocKuy iist HoBaropo- 

4a KI KHaSK) BCJIlIKOMy KI 4MiiTpeio 

HBaHOBimy ; kiihsl jkc ero npia. 



I. Letop, Sofijski (Let. 
Woskr.) ») 6886 (1378) 

Ha Ty we 3HMy npiiótaca (npu- 
ótroiiia Woskr.) Bt IIckobi KBH3b 
Aii.iptii (A. O.ircpjoBiuii. Woskr.) 

JIlITOBCKOft, H I10CllBX BI, FICKOBt 

HCMHoro (h. bt. H. Woskr.). u no- 
■bxa (ttAe Woskr.) na Mocnuy . k7. 
Be;iHK0My Kaasio 4ńMiiTpcio HBaHO- 
Bimy; BcawKuń Hte KHa3b (k. ate b. 
Woskr.) npiHT^ ero bt> ,iio6onio 
(;iio6oB'b Woskr.) 

Letopisy ruskie nie są dostatecznie zbadane, aby o stosimku wzajemnym powyźszycli 
tekstów można stanowczy sąd wydać. To jednak nie ulega wątpliwości, że teksty Letopisów 
Sofijsk. i Woskresensk. różniące się między sobą tylko nic nie znaczącemi waryjantami, pole- 
gają na wspólnej podstawie z I. Letop. Nowogr. Zdaje się natomiast, że tekst I. Let. Pskowsk. 
nie ma z tamtemi żadnego zwaązku; do wspólnego wyrażenia npaótjKe nie należy przywiązywać 
wagi, ponieważ jestto niemal termin techniczny, oznaczający przybycie litewskiego księcia do 
Pskowa lub Nowogrodu. Natomiast odmienna data w I. Let. Pskowsk. ani nie może być po- 
czytaną za znamię odrębności ani też na uwagę nie zasługuje. Jest to z pewnością tylko myłka, 
skaza aparatu rękopiśmiennego. I. Letop. Psków, odznacza się właśnie w dziesięcioleciu 6879 
do 6889 (1371 — 1381) oschłością zapisek i niedostatkiem wiadomości, tak że w obrębie tego 
dziesięciolecia z pięciu lat (6880, 6882, 6884, 6886, 6887) brak w nim wszelkich zapisek. 
Lata nie następują tutaj po sobie koleją, wskutek czego kopiści dopuszczali się myłek w cy- 
frach; trzy daty w obrębie tego dziesięciolecia odmiennie są podawane w różnych rękopisach. 
Wszystkie rękopisy podają wprawdzie przy zapisce o przybyciu Andrzeja Olgierdowicza tę 
samą datę. Wobec okoliczności powyższych można ją jednak bez wahania uważać za myłkę, 
skoro wszystkie inne letopisy podają zgodnie datę r. 6886 (1378). 

Zapiska I. Let. Psków, nieobojętną jest jednak ze względu na wyrazy: n noca4iiuia ero 
HcKOBnin aa KHawenie. Nie sprzeciwiają się temu świadectwa innych letopisów, mogłyby jednak 
pozostawiać w tym względzie wiele wątpliwości. L Let. Sof. powiada tylko: h móm-b bt, Hckob* 
HeMHoro, CO możnaby tylko za prosty przejazd uważać, I. Let. Nowogr. mówi : h ątjoBa Kpecn, ki 
neKOBnqeMi, co może oznaczać zawarcie przymierza lub jakiegokolwiek układu nieznanej treści; 
w obec dalszej zaś wiadomości tego Letopisu o zatrzymaniu się Andrzeja w Nowogrodzie mo- 
głoby się wydawać, że krótki jego pobyt w Pskowie był tylko w związku z akcyją dyploma- 



') HoM. co6p. IV, 193. 

*) Tamże Ul, 94. 

') Tamże V. 237, YDI, 33. 



100 . • STANISŁAW SMOLKA. 

tyczną, która go ostatecznie powiodła do Moskwy. Tekst Let. Psk., zasługujący przedewszystkiem 
na wiarę w sprawie dla Psliowa tali ważnej, nie pozostawia żadnej w tym względzie wątpli- 
wości: w zimie z r. 1378 na 1379 Andrzej Połocki został kniaziem w Rzeczypospolitej Pskow- 
skiej. Z tem wszystkiem nasuwałaby się jedna jeszcze wątpliwość. Wobec wyrazów I. Let. 
Sof. n noóiiBŁ Ul IlcKOBt HeMHoro, możnal)y mniemać, że Andrzej przed udaniem się do Moskwy 
postradał to stanowislio. Tale jednak nie było, mamy bowiem wyraźne świadectwo, ze r. 1380 
Andrzej był kniaziem w Pskowie, zkąd W. ks. Moskiewskiemu przyprowadził posiłki przeciw 
Tatarom. •) Widać zatem, że podróż jego do Moskwy niebawem po zajęciu stolicy książęcej 
w Pskowie była tylko jednem, niezawodnie ważnem ogniwem w tej akcyi politycznej, do której 
należał także pobyt w Nowogrodzie, zapisany w I. Nowogr. Letopisie. 

Pozostaje pytanie, w jaliich warunkach Andrzej Połocki zasiadł na stolicy książęcej 
w Pskowie; pytanie nieobojętne, na które jednak w obecnym stanie źródeł trudno dać odpo- 
wiedź zupełnie pewną i zadowalającą. 

Nie tu miejsce zastanawiać się nad stanowiskiem kniazia w Rzeczypospolitej Pskowskiej. 
Dość zaznaczyć, że w Nowogrodzie i w Pskowie kniaź był zupełnie czem innem, aniżeli na 
całej Rusi, że w obu tych grodach nie utwierdziła się.;.dynastyczność, a zachowało się z wybu- 
jałością, rosnącą coraz bardziej, pierwotne, charakterystyczne pojęcie stanowislca ruskiego knia- 
zia, jako najemnika Rzeczypospolitej do sprawowania władzy książęcej. ") W wieku XIV brała 
sobie Rzeczpospolita Pskowska kniaziów z domu Rurykowego lub z rodu Gedymina, według 
chwilowych okoliczności politycznych, zmieniając ich często; bywali w tym czasie nawet 
w Pskowie kniaziowie nie z książęcego rodu. Sam Andrzej, za młodu, jeszcze przed 37 laty, 
był przez czas krótki kniaziem w Rzeczypospolitej Pskowskiej. ') Od tego czasu różni knia- 
ziowie przesuwali się w Pskowie, w ostatnich latach przed przybyciem Andrzeja był tam knia- 
ziem nieznany bliżej Matfiej. ^) Co z nim się stało w ciągu trzechlecia 1375 — 1378, niewiadomo. 
Czy Pskowianie sami powołali Andrzeja, zapomniawszy mu dawnej za to urazy, że przed laty 
Rzeczpospolitą opuścił i zniewolił do zawarcia pokoju z Nowogrodem, z którym naówczas wal- 
czyła ? Niewiadomo również. Są pewne wskazówki, mętne co prawda i niejasne, że Andrzej 
zasiadł na stolicy książęcej w Pskowie, wskutek interwencyi Mistrza Inflanckiego, wśród walki 
stronnictw w Rzeczypospolitej Pskowskiej. Wnosić to można mianowicie z niejasnego tekstu 
kroniki Wiganda, który prawdopodobnie dotyczy tej sprawy: Magister.... transiit ad opidum Plas- 
ków, ubi Butheni a Magistra petunt sibi regem dare; unde consilia preceptorum dedit eis Andream 
de semine regla ortum in regem. ^) 

Jeszcze trudniej odpowiedzieć na pytanie, czy Andrzej, obejmując rządy książęce w Psko- 
wie, został nadal księciem na Połocku, czy też postradał tę dzielnicę, którą dzierżył od lat 



') Sof. Let. IIpnóaBi, IloM. Co6p. VI, 91. Woskr. Let. tamże YUI, 35. 

') Por. Smolka, Rok 1386, str. 99. BecTyjKeBŁ-PiOMiiHi : Pyccnaa HCTopia 1. 363 n. 

') I. Psk. Let. UojH. co6p. IV. 188. 

*) I. Psk. Let. tamże str. 193 pod r. 6883 (1375): Ilpn BeJiimtuiŁ khasii ^MHTpeii a npn FIckobckomi khh3h 
MaTfCH... 

') Wigand cap. 101, SS. rer. Pruss. II. 591. W tym ustępie (por. cap. 119 str. 607) Ploskow oznacza bez 
wątpienia Psków. Trudno przypuścić, żeby kronikarz mógł użyć wyrazów powyżej przytoczonych, gdyby tu była 
mowa o przywróceniu Andrzeja na stolicę książęcą w Połocku, gdzie on przez lat 30 z górą panował. Natomiast 
w cap. 110 jest widoczne pomięszanie Pskowa z Połockiem; do tego niżej powrócimy. Ważną to jest wreszcie 
wskazówką, że cap. 101 znajduje się właśnie pomiędzy wiadomościami, które odnoszą się z pewnością do r. 1379 
(cap. 100 b. i 102 a.). Niejasny tekst Wiganda o walce, która poprzedziła przybycie Mistrza do Pskowa, najłatwiej 
wytłomaczyć w ten sposób, że była to walka stronnictw, a Mistrz z jednem stronnictwem się połączył. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 101 

przeszło 30, i może Już jako książę wyzuty z (Izielnicy j)izyltyj do Pskowa na kniażenie. I je- 
dno jest możliwe i drugie. Wiadomo, że po śmierci Olgierda, jednym z pierwszych aktów 
panowania Jagiełły było zatwierdzenie Andrzeja na dzielnicy połockiej, 'j że zaś w lutym 1380 
Połock był już w mocy Jagiełły. ^) Czy więc Andrzej utracił tę dzielnicę przed przybyciem do 
Pskowa, czy też mu odebrano Połock dojjiero w ciągu r. 1379, albo innemi słowy: kto w tej 
waśni był stroną zaczepną, Andrzej czy Jagiełło — oto pytanie, które w obecnym stanie źró- 
deł musi pozostać bez odpowiedzi.. To tylko pewna, że Andrzej przybył do Pskowa „na knia- 
żenie" jako wróg .Jagiełły i rozpoczął natychmiast wielką akcyję polityczną, która wstrząsnęła 
posadami litewskiej monarcliii. Niedługo ])0wiem zabawiwszy w Pskowie, udał się drogą na 
Nowogród do Moskwy i zawarł przymierze z W. ks. Dymitrem Iwanowiczcm, z któr\ m za ży- 
cia Olgierda nieraz wojował. A i)obyt Andrzeja w Nowogrodzie nie l)ył r()wnież rzeczą przy- 
padkową, ale miał zapewne na celu wciągnąć Rzeczpospolitą Nowogrodzką do wielkiej koali- 
cji przeciw Jagielle, do której — jak zobaczymy — przystąpili niebawem także iuni litewscy 
książęta dzielnicowi. Koalicyja ta miała doniosje znaczenie, bo opierała się o W. Księcia Mo- 
slciewskiego, najgroźniejszego wroga litewskiej monarcliii, który tyra razem po raz pierwszy 
znalazł w jej własnem łonie chętnycłi sprzymierzeńców. 

Antagonizm między Litwą a Moskwą miał dwie przyczyny. Jedna; epizodyczna ale sta- 
nowiąca bezpośredni powód do coraz to uowych zatargów, dotyczyła stosunku obydwu potęg do 
dynastyi twerskiej. Druga, głębsza, zasadnicza, wynikała ze stanowiska Litwy i Moskwy wobec 
całego obszaru ziem ruskich. 

W ciągu XIV stulecia rozgałęził się szeroko ród Jerzego Dołgonikiego (f 1157), księ- 
cia Suzdałszczyzny, od którego pochodzili wszyscy książęta t. z. dzielnic zaleskich. W rodzie 
tym dwie linije wzbiły się do szczególniejszego znaczenia: linija starsza, pochodząca od Ale- 
ksandra Newskiego (f 1263j, której siedziba od czasów Iwana Kality (f 1341) utsyierdziła się 
stanowczo w Moskwie, i ■ linija młodsza, która ród swój wiodła od Jarosława Twerskiego 
(t 1272), brata Ałeksandrowego, a panowała nad rozdrobnionemi dzielnicami Twerskiego księstwa. 
Pomiędzy temi linijami toczyła się od dawna walka o „ władymii-skie kniażenie", t. j. o zwierz- 
chnictwo nad wszystkiemi dzielnicami Rusi zaleskiej, przywiązane do posiadania Włodzimierza 
nad Klazmą, od czasów Jarosława Włodzimierskiego, ojca protoplastów jednej i drugiej linii. 
Stolica włodzimierska przechodziła z jednych rąk do drugich; dzierżyli ją przez czas jakiś, 
i to po kolei, zarówno Aleksander Newski (1252 — 1263), jak i Jarosław Twerski (1263 — 1272), 
potomkowie ich zaś walczyli o „wtadymirskie kniażenie" tak między sobą jak i z reprezentan- 
tami innych linij suzdalskiej dynastyi. Za linija moskiewską przemawiało wobec twerskiej wzglę- 
dne tylko starszeństwo, utrzymywały się bowiem na drobnycłi dzielnicach starsze od niej linije 
suzdalskiej dynastyi, których reprezentantom udawało się nawet po dwa kroć wśród tej walki 
wydobyć na wierzch, chociaż tylko przelotnie (Andrzej Gorodecki 1294, Dymitr Perejasławski 
1359). Nie było zresztą żadnego prawidła co do następstwa ti-ouu na „władymirskiem kniaże- 
niu" ; o wszystkiem rozstrzygała siła — i despotyczny kaprys Chana Ordy Nadwołżańskiej, 
którego jarłyk to tego to owego kniazia wprowadzał na włodzimierską stolicę. Zręcznym zabie- 
gom w Ordzie zawdzięczała też Moskwa głównie utwierdzenie swojej przewagi, zwłaszcza od 
r. 1326, od czasów Iwana Kality, gdy za staraniem Iwana i jego brata, dwaj po kolei wielcy 
książęta z linii twerskiej, Michał (1317) i Aleksander (1326), położyli w Ordzie głowę pod 



') Ob. wyżej str. 85. 

*) Ob. dok. Mistrza Inflanckiego z 27 lutego 1380, Bunge, Liv. Esłh. und Eurlandisches Urkundenbuch 
m. str. 361. 



102 STANISŁAW SMOLKA. 

miecz katowski. Od tego czasu hegemonija Moskwy nad księstwami zaleskiemi nie zachwiała 
się już ani razu. Wprawdzie jeszcze po dwakroć dostał się jarłyk cłiański na „władymirskie 
kniażenie" książętom innych linij, w r. 1359 Dymitrowi Perejasławskiemu, a w r. 1371 Micha- 
łowi Twerskiemu, synowi ściętego w Ordzie Aleksandra; były to jednak już tylko chwilowe 
objawy złego humoru Chanów, którego niebezpieczeństwo pierwszym i drugim razem umiał od- 
wrócić W. Książę Moskiewski Dymitr Iwanowicz (1359 — 1389) '). 

Z tą rywalizacyją pomiędzy Twerem a Moskwą były w ścisłym związku wszystkie wojny 
Olgierda z Dymitrem Iwanowiczem w ciągu dziesięciolecia 1367 — 1375. Druga żona Olgierda 
była bowiem siostrą owego Michała Twerskiego, który w r. 1371 wyjednał sobie jarłyk na 
„władymirskie kniażenie", córka i wnuka kniaziów, którzy wskutek zabiegów Moskwy ścięci 
zostali w Ordzie*). Olgierd wspierał zatem szwagra zarówno przeciw Dymitrowi, jak i prze- 
ciwko jego własnym strj^jom i braciom stryjecznym, kniaziom dzielnicowym na obszarze księ- 
stwa Twerskiego. Mylnem byłoby jednak mniemanie, jakoby to powinowactwo stanowiło jedyną, 
a chociażby tylko główną sprężynę w zaczepnych działaniach Olgierda przeciwko Moskwie. 
W pierwotnem swem założeniu nawet, małżeństwo Olgierda z Julijanną Twerską (r. 1350) miało 
przeciwnie stanowić zakład jego przyjaźni z Moskwą. Linija twerska była bowiem podówczas, 
od owych gromów, które na nią spadły w latach 1317 i 1326, tak zmiażdżoną i upokorzoną, 
że Moskwa nie lękała się jej rywalizacyi. Z siostrą Julijanny ożeniony był sam ówczesny 
W. Ks. Moskiewski Symeon Iwanowicz, Olgierd zatem biorąc ją w małżeństwo, wchodził zara- 
zem w związki powinowactwa z linij ą moskiewską, a polityczne znaczenie tego faktu tem się 
najlepiej tłómaczy, że równocześnie brat Olgierdów Lubart ożenił się z inną krewną Symeona, 
księżniczką Eostowską ^). Ale właśnie geneza tych obydwu małżeństw świadczy dowodnie, że 
źródło antagonizmu między Litwą a Moskwą tkwiło głębiej, aniżeli w stosunku obu potęg do 
książąt twerskich. Chodziło bowiem wówczas o wydobycie brata Olgierdowego, Koryjata i in- 
nych Gedymiuowiczów z moskiewskiej niewoli, do której się dostali byli w poprzednim roku 
(1349), jako posłowie Olgierda do Ordy, wyprawieni dla zawiązania przymierza między Litwą 
a Ordą na zgubę Moskwy. Zabiegi te spełzły na niczem, a Chan Dżauibeg wydał posłów li- 
tewskich księciu moskiewskiemu, ale ten krok Olgierda z r. 1349 rzuca jasne światło na za- 
miary, jakie ten władca Litwy żywił względem Moskwy od pierwszych lat swego panowania. 

Co zaś było właściwą sprężyną tych zamiarów, o tem poucza nas dokładnie tekst współ- 
czesnej, nieocenionej kroniki Hermana de Wartberge pod r. 1358, świadczący o warunkach, pod 
któremi Olgierd przyrzekał przyjąć chrzest *). Jednym bowiem z tych warunków było : ąuocl Ordo 
locaretur ad solitudines inter Tartaros et Butenos ad defendendum eos ab impttgnatione Tartarorum 
et quod nihil iuris Ordo sihi reservaret apud Butenos, sed omnis Bussia ad Litwinos debe- 
ret simpliciter pertinere. Trudno o klasy czniejsze świadectwo, że Olgierd zmierzał do 
zagarnięcia wszystkich ziem ruskich pod panowanie Litwy. Od r. 1358 zawojował Olgierd Po- 
dole i Kijowszczyznę, posunął znacznie zabory Litwy na Białorusi i dotarł do granic W. ks. 
Moskiewskiego. W ostatniem dziesięcioleciu swego panowania toczył nieustanne zapasy z Mo- 
skwą, działając za Icażdym razem zaczepnie: jeżeli omnis Bussia miała należeć do Litwy, podbój 
Moskwy i księstw zaleskich musiał wchodzić w zakres jego programu. Ale w wojnach z Moskwą 



') Por. BecTymeB^B-PioMHHt, PyccKaa ncTopia, I str. 186 n., 387 n., 417 n., AHTOHOBn^b, GąepKt hct. b. k. 
Jhtobck. 136 n., Hammer -Purgstall, Geschichte der gołdenen Hordę 290 n. 
') Stadnicki: Bracia Władj'sława Jagiełły 12 n. 

°) Letop. Woskr. IIom. co6p. VII. 215. Por. AHTOH0BHqB, OiepK nCT. jht. KHHat. str. 135. 
*) Script. rerum Pruss. II. 79. 



KIKJ8TOT I JAGIEŁŁO. 103 

spotkał się po raz ])icrwszy z oporem nieprzezwyciężonym, jakiego nie doznawał nigdy w swydi 
podbojach na Uusi; znalazł tu organizacyje zu|)ełnie odmienną od innych ruskich dzierżaw, 
a zarazem wyniósł z tych wojen jedno doświadczenie, kt()re mu do owego czasu było podobno 
obcem. W przebiegu tych wojen bowiem uderzyć musi każdego jeden rys charakterystyczny. 
Prócz pierwszej wyprawy na Moskwę z r. 1368 i wojny z r. 1372, która toczyła się nie z Mo- 
skwą samą, ale z dzielnicowymi kniaziami, Twerszczyzny, wszystkie wyprawy (Jlgicrda na Moskwę 
kończą sic niemal bez rozlewu krwi (1370, 1373, 1375j, bo i w r. 1373 pod Lubuckiem po 
pierwszej porażce przednich szyków litewskicłi przyszło do układów; na walną bitwę nigdy 
Olgierd się nic odważa. ') Czyż więc samo nie nasuwa się przypuszczenie, że na tę wstrze- 
mięźliwość wpływała postawa ruskich wojsk Olgierdowych, które według świadectwa źródeł 
w każdej wyprawie stanowiły przeważną część siły zbrojnej litewskiej? llusini musieli tu wał- 
czyć pod wodzą swego pogańskiego władcy z księciem prawosławnym, którego orężowi błogo- 
sławił metropolita kijowsko- włodzimierski, zwierzchnik ruskiej Cerkwi, rezydujący w Moskwie. 
To w każdym razie pewna, że wobec tego faktu, w ostatnich latach Olgierda nietyłko podbój 
wszystkich ziem ruskich pod panowanie Litwy wydawał się coraz trudniejszą rzeczą, ale 
nawet o utrzymaniu tego stanowiska, które Olgierd zdobył Litwie na Rusi, mogły się budzić 
usprawiedliwione obawy. 

Dotychczas wprawdzie Moskwa, w trudnem położeniu pomiędzy Litwą a Ordą, nie wy- 
stąpiła nigdy z ściśle obronnego stanowiska względem litewskiej potęgi ; do Itroków zaczepnych 
nie zerwała się ani razu. Gdy Andrzej Połocki w r. 1379 przybył do Moskwy, W. ks. Dymitr 
Iwanowicz już od lat kilku toczył zapasy z Ordą, zwierzchniczką Moskwy, wobec której ślepa 
uległość była dotychczas dogmatem polityki moskiewskich książąt. Przeciw Litwie nie zr}-^ał 
się był jeszcze i teraz. Ałe gdy się sprzymierzył z najstarszym Olgierdowiczem, głównym 
malkontentem na Litwie, który jako chrześcijanin, wyznawca wschodniej Cerkwi, mógł ku sobie 
pociągnąć łatwo całą rzeszę ruskich malkontentów; gdy nadto mógł liczyć na koałicyję z Psko- 
wem a może i Nowogrodem : wówczas Dymitr Iwanowicz nie wahał się porzucić tę wstrzemię- 
źliwą dotychczas postawę i postanowił rozpocząć kroki zaczepne przeciwko Litwie. 

W kilka miesięcy po przybyciu Andrzeja do Moskwy, w zimie z r. 1379 na 1380, wy- 
ruszyła pierwsza wyprawa moskiewska na Litwę. Letopis Woskres. pisze o niej pod r. 6887 : ^ 

Toa -Ke SHMii Be.iiiKin KHast /iMiiipeft IlBauoBiiMb cópa eoa MHora ii nocja opara CBoero Bojo^iiMcpa Ah- 
4p'teBHqa, 4a nnasa Aaapta 0.irep4.;Biiqa IIo.ioTCKaro, 4a KHasa 4MiiTpia Miixan.iOBnqa Bo.uiHLCKaro n bocboju CBoa 
MHoria H OTn_ycTii hm BoeBam jinTOBCKiix-B ropojOB-b n Bo.iocTen : ohii H;e mejme Bsama ropojOKi PpyćMecK-b 
n CTapo4.v6x, n imua jiHoria Bo.iocin n ce.ia Taa;KO n.i-BHnma u Bsepainuiaca bb CBoacn cł MHororo Kopncrio. Kiiasb 
we JsiiiTpefl 0.irep40Bnqb rpy6qecKH He era npoinBy Ha óoft, ho BMft4e nsi ropo4a h cb KHaanHeio cBoeio 
n 31 4tTMn n ci, óoapii, n n4e na MocKsy kł Be.mKOJiy KHasio /iMiiipiio IlBaHOBiiqy; KnasŁ ate BCMKiii npiaii ero 
Cl .iioóoBio, n 4acT'b eay rpa4'B ITepeacjaB-ib cb BcfeMJi noimnHasin. 

Znaczenie tego tekstu jasne. Nie była to nieznaczna wycieczka w granice Litwy^, ałe 
walna wyprawa, pod wodzą stryjecznego brata W. księcia, Włodzimierza Andrejewicza, który 
był wówczas główną wojskową powagą moskiewskiej d}Tiastyi, wyprawa skierowana na dziel- 
nicę brańska, graniczącą z połuduiowemi dzierżawami państwa moskiewskiego. "W wyprawie 
tej wziął udział Andrzej Połocki, który właśnie dał hasło do buntu przeciw wileńskiemu dwo- 
rowi w łączuości z Moskwą. Obok niego wymieniony jest zagadkowy „książę woł}"ński," Dy- 
mitr Michajłowicz. Był to widocznie jeden z młodszych synów Koryjata, który na chrzcie 



') Wojny Olgierda z Moskwą opracowane są na podstawie źródeł ruskich przez Stadnickiego, Olgierd i Kiejstut 
str. 134 do 153 i Antonowicza, OqepK'B hot. nea. KHaat. inr. 135 n. 
») DoaH. coóp. VIII, 34. 



104 STANISŁAW SMOLKA. 

otrzymał był imię Micliała, Dymitr, znany tylko z tego, źe w r. 1352 pojął w małżeństwo 
księżniczlię moskiewską, siostrę W. ks. Dymitra '). Obecność szwagra W. księcia na tej wy- 
prawie łatwo się ttomaczy _ powinowactwem. Zresztą nieznana to osobistość. Bawił już od 
dłuższego czasu na dworze szwagra, któremu wysługiwał się w wyprawach wojennycli. 'j Jeśli 
go jednak Let. Woskr. nazywa „kniaziem wołyńskim," miał snąć pierwotnie dzielnicę swoją 
na WołjTiin, podobnie jak brat jego Aleksander Koryjatowicz. ') 

Dwóch zatem Gedyminowiczów. brat przyrodni i brat stryjeczny Jagiełły, wzięli udział 
w pierwszym napadzie Moskwy na Litwę. Ale zaledwie wojska najezdcze wkroczyły do brań- 
skiej dzielnicy, książę jej, drugi Olgierdowicz Dymitr, stanął również po stronie Moskwy, z ro- 
dziną i bojarami swoimi. Za przykładem brata Andrzeja, i on podążył do Moskwy i osiadł 
w Perejasławiu Zaleskim, którym go W. książę obdarzył. *) 

Jakiż był zatem wynik wypraw)'? Do walki prawdopodobnie wcale nie przyszło, skoro 
książę napadniętej dzielnicy połączył się z nieprzyjacielem. Ze wiele „włości i siół" spusto- 
szono, to należało już naówczas do przebiegu każdej wojennej wyprawy. Let. Woski-, nadmienia 
o zajęciu dwóch grodów, Trubczeska i Staroduba; co do pierwszego zaznacza wyraźnie, że pod- 
dał się bez oporu; nie wspomina o Brańsku, naczelnym grodzie dzielnicy. Trwały zabór brań- 
skiej dzielnicy nie był snąć wynikiem, nie. był też może i celem wyprawy; niewiadomo nawet, 
czy moskiewskie załogi pozostały w zajętych grodach. Ale pamiętać trzeba, że był to dopiero 
wstępny bój Moskwy z litewską monarchiją. „Mnogie korzyści" tej wypra^\-y nie wyczerpy- 
wały z pewnością celu koalicyi, która się zawiązała przeciw Jagielle. W każdym zaś razie 
miedzy zniszczony ród Gedymina, pomiędzy ruską ludność litewskiej monarchii padło hasło 
buntu przeciw wileńskiemu dworowi, które od razu odgłos znalazło. 

Czy Nowogród przystąpił do koalicyi przeciwko Litwie, tego nie wiemy.' Ale w żadnym 
razie nie mógł nań liczyć Jagiełło, bo wpływ moskiewski przeważał stanowczo w Rzeczj^łospo- 
litej Nowogrodzkiej. ^) Warto zatem zaznaczyć, że w tym samym czasie, kiedy się odbywała 
wyprawa moskiewska na Brańszczyznę , w zimie z r. 1379 na 1380 do Nowogi'odu przybył 
jeden jeszcze zruszczony Gedyminowicz, również brat stryjeczny Jagiełły, Jerzy, syn Narymuuta- 
Hleba, z bełzkiej swojej dzielnicy uprowadzony niedawno do Węgier przez króla Ludwika. Tru- 
dno przypuścić, żeby tam przybywał w zamiarach przyjaznych dla Jagiełły. L Let. Nowogr. 
nadmienia tylko sucho pod r. 6887: 

ToSse 3iiMn npn'fexa b-b HoBiropoji khasb .IniOBCKiii lOpbu HapuMaHieBn-ib . ^) 

Nie wspomina zaś Letopis, czy go Nowogrodzianie „posadzili na kniażenie," co jednak 
stało się prawdopodobnie ; tak mało znaczył kniaź w Nowogrodzie. Ale w roku następnym za- 
pisuje tenże letopis wiadomość o uroczy stem poselstwie Nowogrodzian do Moskwy, pod wodzą 
archiepiskopa Aleksego, które zawarło sojusz z W. ks. Dymitrem. ') 



') Wolff, Ród Gedimina etr. 71. 

*) Letop. Woskres. wspomina o nim także pod r. 6879 (1371). IIojh. co6p. YIII, 18. 

') Stadnicki, Koryjat Gedyminowicz i Koryjatowicze, Rozprawy wydz. hist. fil. Akad. Umiejętności w Krakowie 
VII, .33. 

*) Por. Wolff, Ród Gedimina str. 91. 

^) Świadczy o tem odpowiedź Nowogrodu dana metropolicie Kipryjanowi r. 1376, ob. I. Let. Nowogr. IIojh. 
co6p. III, 94, oraz przymierze zawarte w r. 1380, (ob. tamże), o którem niżej. 

^) IIoJH. cu6p. III 94. Zwykle w tych słowach zapisuj;^ letopisy nowogrodzkie przybycie jakiegoś księcia na 
kniażenie. 

') Tamże. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 105 

Tak groźnie zasępiał się na i)oczątku r. 1380 widnokrąg Litwy od wschodu. Niebezpie- 
czeństwo to zaś trwało jnż od roku, od jjrzybycia Andrzeja Olgierdowicza do Pskowa. Na tłe 
tego położenia łatwiej nam jeszcze będzie zdać sobie sprawę z właściwego znaczenia rozejrau 
trockiego z 29 września 1379, którym ubezpieczono pogranicze ruskie na zacliodzie od krzy- 
żackicli najazdów, jak i z celów zagadkowej podróży Skirgiełły na Zacliód po tytuł księcia 
ruskie go. 



Rok 1380. 

Groźna postawa, jaką w zimie z r. 1379 na 1380 zajął względem Litwy Dymitr Mo- 
skiewski, sprzymierzony z litewskimi malkontentami, oraz z Pskowem i Nowogrodem, zniewa- 
lała Jagiełłę do wytężenia wszystkich sił przeciw Moskwie. Na to jednak potrzeba było ubez- 
pieczenia granic od zacliodu i od północy. Od południa było już może bezpiecznie, wskutek po- 
dróży Skirgiełły na dwór węgierski. 

Przedewszystkiem potrzebny był pokój od północy, od strony dzielnicy połockiej, z któ- 
rej wyszło pierwsze hasło buntu i łączności z Moskwą. Jeżeli Andrzej zasiadł na kniażeniu 
w Pskowie wskutek interwencyi Mistrza Inflanckiego '), to sojusz jego z Inflantami stawał się 
ogniwem, łączącem Zakon z koalicyją, która pod wodzą Moskwy zawiązała się przeciw Litwie. 
Rozerwanie tego sojuszu było zatem pierwszem zadaniem, które Jagielle spełnić należało. Jeżli 
mimo tych wszystkich trudności, Jagiełło zdołał utrzymać panowanie Litwy nad Połockiem, 
musiał starać się o ubezpieczenie tej dzielnicy przed najazdami Mistrza Inflanckiego, który ją 
wespół ze Pskowianami łatwo mógł wziąć we dwa ognie. Jakoż celu tego dopiął -Jagiełło je- 
szcze w ciągu owej fatalnej zimy z r. 1379 na 1380. 27 lutego 1380^) stanął rozejm między 
Jagiełłą a Mistrzem Inflanclcim. Rozejm był krótki, zawarto go na półczwarta miesiąca, do Zie- 
lonych Św4ąt tego roku (13 maja). Znać, jak wiele było warte ubezpieczenie Połocka, chociażby 
tylko na najbliższe miesiące. Ziemia Połocka objęta jest tym rozejmem i wymieniona po kilka 
razy w tekście dokumentu Mistrza Inflanckiego, który zaznacza wyraźnie, że rozejm stanął 
inter nos et magnum regem Lettoviae Jagellonem et suam terram et iłlos de Bloczek. Wyjęty zaś 
został z rozejmii Kiejstut: ab istis vero pace et treugis rex Keystuten, sui ac terrae suae, ac Uli 
de Samoyten omnino esse debeant exclusi, ita quod nullas pacem et treugas inter predictos regem 
Keystuten et illos de Samoythen volumus obtinere. 

W warunku tym mamy ciekawą ilustracyję stosunku ówczesnego między Jagiełłą i Kiej- 
stutem, którzy jeszcze przed pięciu miesiącami zawierali wspólnie układ trocki z Zakonem. Ze 
w'arunek ten nie był znany Kiejstutowi, godzi się przypuszczać; prawdopodobnie cały układ 
z Inflantami zawarto w tajemnicy przed nim. 

Tymczasem dwór wileński nie ustawał w zabiegach, żeby ubezpieczenie granic w sto- 
sunku do Krzyżaków oprzeć na ti"walszych podstawach. Jeśli układy, zawiązane w czasie po- 
dróży Skirgiełły, toczyły się w dalszych miesiącach, to pora zimowa w końcu r. 1379 i na po- 



•) Ob. wyżej str. 100. 

') Tę datę ma dokument rozejmu, wydany przez Mistrza Inflanckiego w Rydze, feria proxima qua cantatur 
Oculi post dominicam. Jest to właściwie ratyfikacyja układu, zawartego, jak widać z tekstu dokumentu — wcześniej, 
przez Hermana, posła Mistrza Inflanckiego. Układy toczyły się zatem na Litwie, prawdopodobnie w ciągu lutego. 
Bunge, Liv. Eslh. und Kurlandisches UrJcundenhuch III. 361. 

Wydz. filozof.-łiist. T. YU. - 14 



106 STANISŁAW SMOLKA. 

czątku 1380 sprzyjała im wyjątkowo. Oręż spoczywał. Non fuit reisa — pisze Anualista Toruń- 
ski pod r. 1380 ') — propter defectmn nivis et glaciei, nec Lituani fecerunt damna. W Maju 
r. 1380 rzecz dojrzała o tyle, że potrzeba już było tylko osobistego zjazdu Jagiełły z dygni- 
tarzami Zakonu, aby ułożyć ostatecznie piinkta trwałego pokoju. Czas naglił, bo właśnie upły- 
wał termin rozejmu z Mistrzem Inflanckim. Trudno było odbyć zjazd z Krzyżakami w tajem- 
nicy przed Kiejstutem, zręcznego zatem chwycono się sposobu. Na pograniczu, w puszczy le- 
śnej, zwanej Dawidyszki, odbyły się wielkie łowy, na które przybyli z licznym orszakiem po- 
słowie, wyprawieni przez W. Mistrza: W. szpitalnik Zakonu i komtur elblągski Ulryk von 
Fricke i wójt tczewski, Albrecht von Luchtenberg. Na te łowy zjechał także Jagiełło z swoim 
orszakiem. Nic w tera jeszcze nie było tak bardzo rażącego, bo właśnie już od dłuższego czasu 
nie było walki, a od pół roku z górą obowiązywał częściowy przynajmniej rozejm. Zresztą 
w orszaku Jagiełły znajdował się obok Iwana Olgimuntowicza i Wojdyły — sam Witold, wi- 
docznie dla uśpienia czujności trockiego dworu. Obie strony zapraszały się wzajemnie na uczty; 
pierwszego dnia przyjmował Wielki Szpitalnik Jagiełłę „królewską biesiadą", wyprawioną wśród 
puszczy leśnej, to samo trzeciego dnia z kolei- Przed ucztą polowano, po uczcie toczyły się 
iikłady. Tak cztery dni minęły, piątego Krzyżacy i Litwini rozjechali się w różne strony '). 

Jagiełło był namiętnym myśliwym i biesiadnikiem. W późniejszym wieku po obfitych 
biesiadach używał długiego wczasu, czemu się dziwić nie można, bo codzieu po pięćdziesiąt, 
na wy sta wiuej szych zaś ucztach po sto potraw bywało na jegO stole. Witołd lubił także zaba- 
wiać się łowami, ale spraw publicznych nigdy dla nich nie zaniedbywał. Tak mówi o nich 
współczesna tradycyja, tnńerdząc zarazem, że ani Witołd ani Jagiełło przez całe życie nigdy 
się nie tknęli piwa ni wina^). Z takiem usposobieniem, na układach, które się toczyły w czasie 
tych łowów, wobec sprzecznych interesów, gorzej mógł wyjść Jagiełło aniżeli Witołd. Tymcza- 
sem stało się przeciwnie. Trudno pi-zypuścić, żeby wszystkie rokowania toczyły się skrycie. 
Ale komedyja była dobrze odegrana i Witołd odjechał z tych łowów, nie znając treści układu, 
który Jagiełło zawarł z Krzyżakami „na polu w Dawidyszkach" dnia 31 maja 1380. 

Dokument tego układu, wydany przez Jagiełłę i jego pieczęcią zaopatrzony, zachował 
się do dnia dzisiejszego w archiwum królewieckiem *). Jestto prawdziwe arcydzieło zdradzieckiej 
polityki. Jagiełło, obirster hung der Liftomcen zawiera pokój z całym Zakonem Niemieckim 
w Pnisiech i Inflantach, pokój wieczysty, bez ograniczenia czasu. Układ ten nie przeszkadza 



') SS. rerum Pruss. III. 113. 

') Tak trzeba rozumieć tekst Wiganda c. 115. 1. c. 60-1. Rex Jagel lioc (empore per nuntios optinet a magi- 
stra Wynrico, ut ad eum dirigeret fratres ad venationem in Bowidisken. Hahita consulłałione missi sunt magnus com- 
mendator de Elbing Yriclce, adcocatus de Byrsow etc. Quo facto Jagel adduzit duos duces sc. Witauł et Ttvan vul- 
gariter dictos et Waydelen baiorem etc. Quos omnes magnus commendałor vocatos ad prandium in deserto regaliter 
tracłat Similiłer fecit in tertia die; antę prandium venabantur, peracto prandio tractaius mutuos habehant et inier 
regent et ordinem pax facia est et in Sta die redeunt a statione. Z tej dokładności szczegółów można się domyślać, 
że Wigand sam był tam obecny, tem więcej zatem szczegóły zasługują na wiarę. Skoro Krzyżacy podejmowali Ja- 
giełłę 1. i 3. dnia, łowy zaś trwały właśnie przez dni cztery, widać że 2. 1 4. dnia Jagiełło wyprawiał ucztę. Obe- 
cność Witolda nie może ulegać wątpliwości. Zupełnie płonne są domysły Hirscha, że to był Wigand brat Jagiełły 
(SS. rerum Pruss. 604 uw. 1419), Stadnickiego (Olgierd i Kiejstut str. 170 uw. 379) i Voigta (Gescli. Preussens 
V. 356), którzy w Witaucie tekstu Wigandowego domyślają się jakiegoś innego księcia. Wszystkie te domysły zbija 
napis rozdziału u Wiganda : Nota hec de Jagello rege et Wytaudo. Fortel ten był zresztą najzupełniej w stylu ów- 
czesnej polityki wileńskiego dworu. 

') Długosz, Eist. Pol. IV. 415 n. 535 n. 

*) Bunge, Liv. Esth. und Kurlandisches Urkundenbuch III. Nr. 1153. 



KIEJSTUT 1 JAGIKŁŁO. 107 

jednak Krzyżakom przedsiębrać wypraw w ziemie Kiejstuta. Przewidziano w układzie, że Ja- 
giełło może w takim razie, oczywiście dla zamaskowania swego stanowiska wobec Kiejstuta, 
\vysyłać wojska swoje przeciw iiajezdczym siłom Krzyżaków. Ale wojska Jagiełły mają służyć 
tylko do odegrania komedyi, — w walce nie mają brać udziału. Rzecz jasna, było to już rze- 
czą dowództwa, do|)iliiować warunku; w układzie zaznaczono wyraźnie, że wojskom tym może 
przywcłdzić sam Jagiełło, albo kto inny ')• Gdyby przypadkiem wojska krzyżackie zapędziły się 
w dzierżawy Jagiełły i tam dokonały spustoszenia, nie ma to być uważane za naruszenie układu. 
Przewidziano zarazem dokładnie, że podczas odgrywania takiej komedyi mogą łatwo ludzie Ja- 
giełły dostać się w niewolę krzyżacką i odwrotnie. W takim razie obie strony obowiązywały 
się zwracać sobie jeńców bez wykupu; dla zachowania pozoru wykup miał być składany, ale 
przez jeńca, ażeby się tem nic zdradzić: der geuangene sal also nil gebin uf das, das man dis 
deste minre merken mogę, abir kein gelt noch gut sal man von beiden sieten vor keinen gevangenen 
nemen. Tych wszystkich warunków zobowiązał się Jagiełło dotrzymać Zakonowi im ganczen gu- 
ten truwen one allerlei Ust. 

Podobny dokument, takież same zobowiązania zawierający, wydał W. Mistrz Winiyk von 
Kuiprode Jagielle imieniem Zalconu ^). 

Przeciw Kiejstutowi zatem, na jego zgubę i jego rodu był ten układ zawarty. Krzyża- 
kom od lat czterdziestu Kiejstut ciężko się dawał we znaki, nie ma się zatem co dziwić ich 
gotowości do zawarcia tego układu. Zguba Kiejstuta nie była jednak celem właściwym polityki 
krzyżackiej w tym alccie; Jagiełło nie okupywał sobie wieczystego poltoju wydaniem Kiejstuta 
na pastwę Zakonu. Widać to jasno z dalszego postępowania Krzyżaków, że celem icli rzeczy- 
wistym było rozbić system polityczny, łctórym się Litwa rządziła od lat 35 ; korzystając ze sto- 
sunku między Kiejstutem a Jagiełłą obalić współrządy trockiego i wileńskiego dworu, odoso- 
bnić Kiejstuta i złamać, a później rzucić się na Jagiełłę z tem większemi widokami powodzenia. 

Nie tak łatwo rozpoznać właściwe pobudki w postępowaniu Jagiełły. Jak trudne, rozpa- 
czliwe prawdziwie było jego położenie wobec groźnej postawy Moskwy i sprzymierzonych z nią 
zruszczonych Gedyminowiczów, jak bardzo wobec tego potrzebny mu był pokój z Zakonem, 
wszystko to stwierdziliśmy powyżej. Już ten sam wzgląd mógł go skłonić do poświęcenia Kiej- 
stuta, jeżeli w środkach nie przebiei'ał. Ale że to nie było dla niego ofiarą, że go to wiele nie 
kosztowało, związać się z Krzyżakami na zgubę stryja — można także twierdzić na pewno. 
Działały tu uietyłko osobiste pobudki, niezadowolenie z tej zależności moralnej, w jakiej się 
znajdował wobec trockiego dworu, wrażliwość na wpływ matki, nieprzyjaciołki Kiejstuta. Poło. 
żenię było w ogóle tak zawiłe, że niezawodnie różne pobudki złożyły się na ten krok Jagiełły 
To pewna jednak, że w nim nie brakło głębszych politycznych motywów, które łączyły się 
wprawdzie ściśle z pobudkami osobistemi, ale wykraczały daleko po za sferę zniecierpliwienia 
wskutek moralnej przewagi stryja. Jeśli gmach litewskiej monarchii zarysowj^wał się w swych 
posadach, jeżeli żywioł ruski poczynał ciężyć ku Moskwie, zbliżała się coraz bardziej chwila, 
w którejby władcy litewskiego państwa przyszło wybrać pomiędzy Litwą a Rusią. Dwór wileń- 
ski musiał to widzieć jasno, że na sparaliżow-anie tej siły przyciągającej, jaką wywierała ]\Ioskwa, 



') Sundir ab das geschege, das si mit eime here in unsers vettern Einstutten adir in siner kinder land qtie- 
men mit eime here tmd dorinne herten, ab wir do csu jageiin mit unsirn łutin adir unser lute ane uns, do mite 
solde unser gelobde und unsir hrief nicht sień gebrockin, doch so sidle wir noch unsir lute keinis strites toedir si be- 
■ ginnen, noch keinen schaden tun mit strite. 

") Bis vorgeschrebene ding und alies das uns der vorgenanntc herre, der homeister und sine gebiteger in iron 
brife uns gelobt haben ... 



108 STANISŁAW SMOLKA. 

był jeden niezawodny acz radykalny środek : rzucić się otwarcie w objęcia Rusi, wywiesić ja- 
wnie w Wilnie sztandar prawosławia. Ze księżna Julijanna była za tern, nie ma co powątpie- 
wać. Ale nie można było zdobyć się na ten krok stanowczy ze względu na starą Litwę, do- 
póki Kiejstut stał na jej straży. Jeżeli zatem rzeczy miały pójść po myśli wileńskiego dworu, 
starą Litwę należało tak zgnębić, żeby się ruszyć nie mogła, Kiejstuta zgubić; to był warunek 
konieczny. Układ z Zakonem prowadził do tego celu. Rdzenne ziemie litewskie. Żmudź i zie- 
mia Trocka, były wydane na pastwę Krzyżakom: Kiejstut odosobniony i zdradzony, miał 
zginąć. 

Nie spieszono się jednak z wykonaniem planu. Od Śwdąt Zielonych cały rok 1380 mi- 
nął bez szczęku oręża na zachodnich granicach Lit^y)^ Można zatem przypuszczać, że to takie 
nie było rzeczą przypadku. Bardzo być może, że w Dawidyszkach, obok tajnego układu, za- 
warto jawne zawieszenie broni do końca roku, zaczepne kroki Krzyżaków rozpoczęły się bo- 
wiem dopiero w pierwszych tygodniach r. 1381. Mógł to być rezultat układów, do których 
w Dawidyszkach dopuszczono Witolda. Przypuszczenie takie, wielce prawdopodobne, w^yjaśnia 
całą sprawę niepospolicie, staje się zresztą niemal koniecznem wobec udziału Witolda i jego 
późniejszej postawy. Zakon mógł życzyć sobie takiego rozejmu, dla należytego przygotowania 
na rok następny, Jagielle zaś był on w tej chwili pożądany nietylko wobec Witolda i Kiej- 
stuta. Grotował się bowiem do wielkiej akcyi na wschodzie, do czego mu był potrzebny zupełny 
spokój na zachodnich gi-anicach. Rzecz jasna, że w chwili stanowczego ciosu, który Kiejstuta 
miał spotkać, Jagiełło musiał być w pobliżu, nie mógł oddalać się na wschodnie kresy. Nadto, 
dopóki na pozór trwały współrządy obu dworów, Jagiełło nie mógłby był ze względu na dwór 
trocki przedsiębrać walnej na wschód wyprawy, jeżeli zachodnie granice nie były ubezpieczone. 
Wszystko więc za tem przemawia, że rozejm taki zawarto. Jeśli nie znamy dokumentu, który 
w tym przedmiocie musiał być wydany, nie ma się czemu dziwić. Dokument taki mógł się za- 
chować tylko w archiwum krzyżackiem, a rozejm czasowy, kłlkomiesięczny nie miał dla Za- 
konu żadnego znaczenia Avobec tajnego układu, który z Jagiełłą zawarto. 

Dzięki tym układom, mógł Jagiełło z całą swobodą przystąpić do wielkiej akcyi na 
Wschodzie, przeciwko Moskwie. Śladem ojca, chwycił się tego samego środka, którego Olgierd 
przed laty trzydziestu próbował bezskutecznie, wszedł w sojusz z Ordą. Gzem innem, co prawda, 
była potęga Złotej Ordy w r. 1349, za panowania Dżanibega (1342 — 1357), jednego z najdziel- 
niejszych chanów, który jeszcze wszystkie ordy jednolitego Kipczackiego Chanatu umiał utrzy- 
mać w surowej karności. Od jego śmierci nastało w Złotej Ordzie wielkie rozprzężenie. Przez 
lat dwadzieścia występowali różni pretendenci i walczyli ze sobą o władzę Chana, w ciągu lat 
kilku miała Orda naraz dziesięciu samozwańczych Chanów '). Korzystał z tego W. ks. Moskiew- 
ski Dymitr Iwanowicz i nie zrywając jeszcze węzła zależności, coraz śmielej sobie poczynał 
z Tatarami. Rad nierad musiał oręż na Tatarów podnosić, bo wskutek rozprzężenia w Ordzie 
uległość, choćby najściślejsza, nie chroniła granic moskiewskich od najazdu wodzów, którzy 
podlegali samozwańczym Chanom. Tak więc w tych latach urzędowa uległość względem prawo- 
witego Chana szła w parze z krwawemi walkami, w których Dymitr Iwanowicz odpierał tatar- 
skie najazdy. W r. 1377 doznała Moskwa znacznej klęski nad rzeką Pianą, następnego roku 
za to wzięła odwet w zwycięstwie nad Wożą^). Słowem w stosunku Moskwy do Ordy zaszedł 
zwrot stanowczy : po okresie sromotnej niewoli, kiedy to kaprys Chana stanowił o życiu i losach 



') Hammer- Purgstall, Geschichłe der goklenen Hordę 313 — 322. 
') Woskr. Let. IImh. coóp. VIII. 25, 32. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 109 

moskiewskich władców, rozpoczynał się okres walk z Tatarami, w ktfnycli jeszcze Moskwa nic 
opuszczała ściśle oljronnego stanowiska. 

Właśnie zaś w owym czasie, kiedy Jagiełło myślał o stanowczem wystąpieniu przeciwko 
Moskwie, w rozbitej Ordzie wytwarzała się nowa potęga. Od lat dwudziestu, wśród rozbicia 
i zamieszek, najwięcej siły i znaczenia posiadała orda Dońska pod wodzą Mamaja. Dzielny ten 
wódz przez długie lata sam nie sięgał po władzę Chana, ale rzeczywiście był panem swojej 
licznej i potężnej ordy, władając nią w imieniu dwóch po kolei Chanów, Abdallaha i Moliara- 
meda, których podczas wojny domowej wyniósł na tę godność. W r. 1380 Mamaj zrzucił na- 
reszcie maskę, sprzątnął Moliammeda, ogłosił się Chanem Kipczaku, a dążąc do przywrócenia 
dawnego blasku zjednoczonej Ordzie, gotował wielką wyprawę na Chrześcijan, śladem Batu- 
Chana, zdobywcy Kusi. Umiał rozniecić namiętności w Tatarach wspomnieniem dawnej chwały 
a świeżej porażki nad Wożą i zgromadził pod rozkazami swoimi kilkanaście ord z siłą prze- 
szło 700,000 jazdy, z którą w jesieni r. 1380 postanowił rzucie się na Moskwę. ') 

Między Mamajem a Jagiełłą stanął sojusz, do którego przyłączył się trzeci wróg Mo- 
skwy, Ołeg Iwanowicz, książę Rjazański, od dawna zagrożony jej zaborczemi dążnościami. 
Świeżo zawarł był właśnie Oleg przymierze z W. ks. Dymitrem, obowiązując się zerwać wszel- 
kie traktaty z Litwą. Według brzmienia tego układu miał Oleg z Litwą tylko w takim razie 
pozostawać w przyjaźni, jeżeliby z nią zachowywał prz};jaźń W. ks. Moskiewski, w przeciwnym 
razie przyrzekał trzymać z Moskwą przeciw Litwie; do takiego samego postępowania zobowią- 
zywał się wobec Tatarów. ^) Układowi temu spi'zeniewierzył się zatem Oleg, wchodząc naraz 
w sojusz z Mamajem i Jagiełłą. Udział jego w tej koali cyi był ważny, ponieważ właśnie przez 
dzielnicę Rjazańską prowadziła droga z nad Donu do Moskwy. Z tem wszystkiem zajął — 
zdaje się — Oleg dwuznaczne stanowisko, prawdopodobnie na wszelki wypadek pragnął się 
ubezpieczyć. W chwili stanowczej bowiem połączył się wprawdzie z nadciągającemi ordami 
Mamaja, wprzód jednak ostrzegł W. ks. Dymitra o zamierzonym najeździe i o sojuszu Mamaja 
z Jagiełłą. 

Kto pierwszy szukał tego sojuszu, Mamaj czy też Jagiełło, trudno rozstrzygnąć. ') Dość, 
że pomiędzy trzema sprzymierzeńcami stanęła umowa, jako w „Semen r/ew", na 1 września, 
stawić się mają z wszystkiemi siłami swemi nad brzegiem Oki, u granic moskiewskich dzier- 
żaw i Ejazauskiej dzielnicy. *) Niewiadomo, kiedy tę umowę zawarto. Zważywszy jednak, że 
na przygotowania wojenne potrzeba było choćby kilku tygodni czasu, łatwo pojąć ten gorącz- 
kowy pośpiech, z jakim Jagiełło właśnie na trzy miesiące przed 1 września zawierał z Krzy- 
żakami tajny układ w Dawidyszkach. 

Pierwsze wieści o ruchu ord tatarskich doszły do Moskwy w sierpniu, w ślad za niemi 
przybyło ostrzeżenie od Olega Rjazańskiego. Dymitr* Iwanowicz dał dowody nadzw}'czajnęj 
energii. Nie tracąc nadziei, że groźne to niebezpieczeństwo da się jeszcze odwrócić tradycyj- 



') Hammer-Purgstall 1. c. 325. 

"J Daniłowicz, Skarbiec dyplomatów. Nr. 461. Data tego układu niepewna; prawdopodobnie zawarty został 
r. 1378, tj. w roku bitwy na Wożą. 

') Według Let. Woskr. i Sofijsk. (ITyiióaB.ieHia) Ilo.iH. co6p. VIII. 34 i VI, 90, które zawierają dosłownie 
zgodny, obszerny opis wojny r. 1380: ABiirnymaca Bca Ko.it.Ha TaiapcKaa h na^a nocMain ki wliiTBt kł noranojiy 
flrafl.ij' II vb .ibCTnBOJij' . . . O.iry PasaHtCKOJiy. Do tej wiadomości jednak nie należy przywiązywać wagi, ponieważ 
przebieg układów między trzema sprzymierzeńcami nie mógł być w Moskwie wiadomy. 

') Tamże: H yąniin ce6t CTapufl 3.i04tH Maiiafi ciBtTi HeiecTiiBtirt cł noraHoio .IniBOio n cb 4yiiiery6HfciM'B 
Ojtomi, ciarn nyn> y oku na óepest, ua CeJienŁ 4eHŁ, na ó.iaroBtpnaro b. k. ^Minpia IlBaHOBnwa. Gdzie innych 
źródeł nie przytoczono, wszystko poniżej polega na obszernym opisie obu wyżej przytoczonych letopisów. 



110 STANISŁAW SMOLKA. 

nemi środkami, haraczem i uległością, gotował się zarazem do rozpaczliwej walki, jeżeliby jej 
nie zdołał uniknąć. Wszystkich kniaziów zaleskich powołał pod swój sztandar; nie zawiodła 
go również przyjaźń ze zbuntowanymi Olgierdowiczami, bo Andrzej Połocki przywiódł mu na 
pomoc Pskowian, Dymitr Brański przybył — jak piszą ruskie roczniki — „so tvsieju Brjańskoju 
sihju." *) Według świadectwa tych latopisów, z samych dzierżaw moskiewskich, nie licząc sił 
dzielnicowych kniaziów, zebrało się pod wodzą W. księcia na Kołomnie, u ujścia Moskwy^ do 
Oki, na pograniczu rjazańskiej dzielnicy: 110,000 wojska. Szybko ściągały posiłki dzielnico- 
wych kniaziów; razem cała siła zbrojna moskiewska wynosić miała 150,000 do 200,000 wojska 
bez hufców obydwu Olgierdowiczów. Letopisy powiadają z naciskiem: 

Otl Haua.ia .nipy rahOBa He óuBa.ia cii.ia P3CbCKiixx Knasen u BOCBOjt MtcTHiix'B, hko H;e npii ceMi BC.in- 
KOMt Knaan ^untpiii IlBaHOBim-fc. 

Parę dni drogi zaledwie oddzielało obóz moskiewski od brzegów Donu, a za Donem 
rozciągały się obozowiska 700,000 hord Mamajowych, które tam stały już od trzech tygodni; 
pomiędzy dwoma obozami rozciągały się dzierżawy Olega Rjazańskiego na obszarze mil kilku- 
nastu. Mamaj nie ruszał się z za Donu; jeszcze brakowało dni kilkunastu do 1. września, 
umó-naonego dnia, w którym ordy miały się spotkać nad Oką z litewskiemi wojskami. Aby 
zyskać na czasie, wyprawił Mamaj do Dymitra posłów z żądaniem haraczu. Dymitr, mimo tak 
znacznych sił, jakie zdołał zgromadzić, lękał się nierównej wałki, pragnął odwrócić straszny 
cios, którym Moskwa mogła być zdruzgotaną, i obiecywał haracz obfity. Pokazało się jednak, 
że żądanie haraczu było podstępem; Mamaj przyjąć go nie chciał, bo „snuł śmiałe marzenia, 
czekając na niegodziwego sojusznika litewskiego." ^) 

Dymitr nie miał już zatem wyboru, gdy Chan wzgardził haraczem. Tradycyjna polityka 
pokłonów i okupu zawiodła: pozostawało zwyciężyć albo zginąć. Dymitr postanowił zatem nie 
czekać na granicy; jeśli się uda, uprzedzić przybycie Jagiełły i przyspieszyć bój rozpaczliwy. 
20 sierpnia ruszył z Ivołomny, 26 przebył Okę i wkroczył w ziemię rjazańską. W czasie po- 
chodu przez tę dzielnicę minął Semen deń, 1 września; 6 września stanął Dymitr nad Donem. 

Jagiełły jeszcze nie było w obozie tatarskim. Mamaj, słysząc o zbliżaniu się Moskwy, 
rozkazał szykować się ordom i rzekł: „Ruszmy wszystkie siły nasze i ustawmy się nad Donem 
naprzeciw kniazia Dymitra, dopóki nie przybędzie nasz sojusznik z całą swoją siłą litewską." ^) 

Minął dzień 7 września, Jagiełły jeszcze nie było. 

W obozie moskiewskim, w radzie W. księcia, dwa zdania się odzywały: uderzyć na 
Mamaja, zanim zdąży Jagiełło i — nieprzyjmować bitwy z przeważną siłą, za którą stała Litwa 
i Rjazańszczyzna. Jeszcze był czas się cofnąć, wydać Moskwę na łup najezdców, unieść życie 
za lasy. Ale Dymitr postanowił odważyć się na wszystko i poszedł za pierwszem zdaniem. 
Nazajuh-z, 8 września, w sam dzień Bogarodzicy, nad ranem, pod osłoną gęstej mgły jesiennej, 
która brzegi Donu zalegała, przeprawiły się wojska moskiewskie przez rzekę u ujścia Nieprja- 
dwy do Donu, na Kulikowskie pola, zasłane czernią hord Mamajowych. W obozowiskach 
tatarskich nie spodziewano się zaczepki. Moskwa uderzyła znienacka, zawrzał bój straszny. 



') W r. 1379, po wyprawie zimowej na Brańszczyznę, Dymitr Olgierdowicz, przyłączywszy się do Moskwy, 
osadzony został na Perejasławiu Zaleskim, ob. wyżej str. 104. Zdawałoby się zatem, że ztamtąd w następnych mie- 
siącacłi zbuntował dawną swą dzielnicę przeciw Jagielle. 

^) Letop. Woskr. i Sof. 1. c. OHt ate He B'BcxoTt, ho bhcoko MHCiame, osiuarae CBoero HC^ecinBaro CB-bia 

.IHTOBCKarO. 

') Tamże: n pcie KHa3eMX cbohm-b TeiiHUM-B: MBiirHeji-B Bceio cn.roio Jioeio TeiiHoio n cianeMi y 4oHy npoTHsy 
KHaaa 4MUTpia, AOKO.Tb npiicnteTi vt> kslut> ctBtTHUKŁ KHasb flraii.io co Bceio cmok) CBoeio .Idtobckok)." 



KIEJSTUT I JAGlFŁfcO. 111 

niezliczona moc tnipciw legia na placu, ') przeważnie po stronie tatarskiej. Przed schyłkiem 
dnia wszystkie ordy poszły w rozsypkę, Mamaj sam ratował się ucieczką i pognał ku Krymowi, 
umykając przed pogonią moskiewskich wojsk. A ł)ymitr, od pamiętnego dnia tego Dońskim 
nazwany, przepędził z pozostałemi hufcami szczęśliwą noc na pobojowisku. 

Jagiełło nic zdążył na dzień bitwy. Był już jednak w ])obliżu so wsieju siłoju łytowskoju, 
tak blisko, że się spóźnił ledwie o chwilę, o dzień jeden, albo i mniej : 

til' IlOintlUa Hit CpiIKT. 311 Mil.lUMI., 3a CIIIHO 4Hlim(' 11.111 SICIIIIIII. 

Będąc tak blisko, na czas posłyszał o klęsce Mamaja i szybko rozpoczął odwrót. Według 
letopisów ruskich, powrócił do domu bez przeszkody ; zwycięzca Ordy nic posłał za nim pogoni : 
Ho T()'iiio c.iiiuiaBuic khasb flraft.io Ojirop40Bimb ii bch ciua ero, sko BeJiiiKOMy khasio 4MiiTpiio IlBaHOBiiiio ci. Ma- 
MaeMT. 6oń 6u.n, u BtMiiKbift Knasb 0A0jiiiii>, a MaMafi iioOtłKe 6e30 bchkofo no)K4aHifl, khhsb >Ke flrań.io co Bceio 
ciuoK) jIiitobcuoh) noótwe Hasami co MHoroio CKopocTio, HiiKiisiTi He ronniii; ne Biijtiua 6o Tor4a Knasa Be.iiiKoro, 
Hii parn ero, uii opyatiH ero, tokmo iimchii ero 6oaxj' ca ii TpcneTaxy. 

Inne o tern wiadomości mieli Krzyżacy. Ich kronikarz bowiem, współczesny Jan von 
Posilge pisze pod r. 1380: Stretin di Bussin mit den Tatern bie dem Błocn Wassir, und von 
heydin syłen tvordin irslagen lool XL tiisimt man; sunder die Bussin behiłden das velt. Und also 
sie von dem strite czogen, ąwomen yn die Liłłotoen enłkegen, loend sie von den Taiłem geladin tvo- 
rin yn zcu kulffe. und slugen der Bussen gar vii czu łode und nomen yn grossen roub, den sie 
von den Tałtern hatten gcnommen. ^ 

Nie ma powodu podejrzy wać krzyżackiego pisarza o stronniczość; przeciwnie można 
przypuszczać, że ruski latopisiec nie chciał wiadomością o tej porażce umniejszać chwały Dy- 
mitrowi Dońskiemu. Musiało snąć przyjść do starcia, skoro o niem wiadomość doszła do Zakonu. 
Ale to może być prawdą, co piszą ruskie źródła, że Dymitr nie posłał wojsk swych przeciw 
Jagielle, po krwawym boju bowiem nie chciał ich na nową walkę wystawiać; i to zapewne 
jest prawdą, że Jagiełło nie spotkał się z Dymitrem. Na wieść o klęsce Mamaja pewno się 
cofnął, na potężną armiję moskiewską sam się nie ważył uderzyć, co wcale nie przeszkadzało, 
że będąc jeszcze w pobliżu, napadł na jakiś oddział powracający z nad Donu i odebrał mu 
łupy tatarskie. Takie niezawodnie, a nie inne znaczenie miało to starcie, o którem pisze Jan 
von Posilge. 

W każdym razie wielka wyprawa, którą Jagiełło przedsięwziął w tak pomyślnych wa- 
ninkach, so wsieju siłoju łytowskoju — spełzła na niczem; po zwycięstwie nJld Donem, D}Tnitr 
stał się inną zupełnie potęgą, niż przed tą wojną. Czy Jagiełło był temu winien, że nie podą- 
żył na czas, że się spóźnił nieledwie o dzień jeden? To pewna, że Mamaj czekał na niego; 
gdyby się z nim był połączył, nie byłby pewno wyczekiwał natarcia Moskwy, a to natarcie 
niespodziewane, pod osłoną mgły, stanowiło ])odobuo o wyniku bitwy na Kulikowskiem polu. 
Tak też pojmował tę rzecz autor Letopisu, któremu zawdzięczamy obfite wiadomości o całej 
wojnie, w spóźnieniu się Jagiełły widział zrządzenie Opatrzności, jawny dowód opieki boskiej 
nad Dymitrem i Chrześcijanami: 

A OTce.Tfe OTi cipann .liiTOBChia, KHasb Hrartjo .liiTOBCKift npift4e co Bceio ciuoio .IiItobckoio, Majiaio 
nocoó.iauiii u noranuMt TaiapoMi na nojiomb, a xpiieTiaH0MX na naKocib, ho n otł 14x1 Bon. n36aBii.i:B: ho 
nocntma na cpoKi. 3a jia.ibiMib, sa e4nH0 4Hiime njiii jieHiuii. 

Właśnie to tak małe spóźnienie, to jedyno dniszcze iii menszy, prawdziwie cudowne jeżeli 
nie umyślne, zniewala do zastanowienia się, czyli było rzeczywiście rzeczą przypadku. Spóźnia- 
nie się bywało niejako familijne w tym rodzie: wszak i Olgierd, w najważniejszej chwili swo- 



') Źródła podają bardzo różne cyfry od 40,000 do 200,000. 
=) SS. rer. Pruss. Ul, 114 



112 STANISŁAW SMOLKA. 

jego życia, w czasie zamacliu na Jewnute, spóźnił się także i przybył do Wilna dopiero wówczas, 
gdy Kiejstut miał jnż w swej mocy stolicę, na Ictórej go osadził jako starszego brata. *) 

Niewiadomo, jaką drogą podążał Jagiełło na umówione miejsce spotkania z Mamajem. 
Mieli się spotkać, jak wiadomo, 1 września nad Oką, dokąd najbliższa droga z Litwy wiodła 
przez Sraoleńszczyznę, i to zaś niewiadomo, jakie stanowisko zajmował naówczas książę Smo- 
leński, Światosław Iwanowicz, w jakim znajdował się obozie, moskiewskim czy litewskim. 
Prawdopodobniej w litewskim, -) a nawet w przeciwnym razie, jeśli podążył pod sztandar Dymitra, 
trudno przypuścić, iżby Jagiełło napotkał opór w ogołoconej z wojsk Smoleuszczyżnie. Od gra- 
nic zaś smoleńskich, czy to pogranicze moskiewskie nad Oką, czyli też pola Kulikowskie były 
oddalone zaledwie o mil 20 — 25. Pamiętać trzeba, że i Mamaj w dniu umówionym nie stawił 
się nad Oką, chociaż od trzech tygodni z ordami swemi obozował bezpiecznie, w niewielkiej 
odległości, nad Donem. Jeżeli zatem na 1 wi-ześnia nie przybył nad Okę i dozwolił wojskom 
moskiewskim przybliżyć się do swego obozowiska, oczekując za Donem przybycia wojsk litew- 
skich, jeżeli nadto Jagiełło w dniu bitwy znajdował się w odległości niecałego dnia drogi od 
pól Kulikowskich, widać ztąd, że między Mamajem a Jagiełłą przyjść musiało przed 1 wrze- 
śnia do nowego porozumienia. Niezawodnie więc między obozowiskiem Mamaja a Jagiełłą 
musieli ki-ążyć gońcy w ostatnich dniach, które poprzedziły bitwę, Jagiełło zaś wiedział bez 
wątpienia, gdzie się znajdowały oba nieprzyjacielskie obozy, tatarski i moskiewski. ') 

Wobec tego słusznie należy przypuszczać, że Jagiełło spóźnił się nie przypadkiem, ale 
z umjsłu. Jeżeli stał w pobliżu so wsiej u siloju łyłowskoju, znaczną, jeżeli nie przeważną część 
tych sił jego zbrojnych stanowiły chrześcijańskie hufce ziem ruskich. Nie potrzeba tu było 
podejrzliwości Litwina, żeby się mieć na baczności, skoro Jagiełłę na czele tych hufców a po 
stronie Ordy tatarskiej czekał bój z 150 — 200 tysiączną armiją moskiewską, z ruskich także 
zastępów złożoną; wszakże w licznym szeregu ruskich kniaziów, którzy przywodzili tej armii, 
znajdowali się obaj bracia przyi-odni Jagiełły, a hufce brańskie, które powinny były stać pod 
jego rozkazami, słuchały rozkazów W. ks. Dymitra. Jeżeli Olgierd w wyprawach swoich na 
Moskwę, nigdy prawie nie stanął do boju w otwarłem polu, tutaj, w przededniu bitwy kulikow- 
skiej tem łatwiej zrozumieć przezorność Jagiełły. Co innego spóźnić się i przybyć już po bi- 
twie, po zwycięskiej dla Mamaja bitwie, której wobec przewagi liczebnej ord tatarskich można 
się było spodziewać. W razie klęski Dymitra, gdyby wojska moskiewskie poszły w rozsypkę, 
nie byłoby prawdopodobnie obawy o wierność ruskich hufców Jagiełły, zwłaszcza w obliczu 
zwycięskiej Ordy. Do zupełnego zniszczenia Moskwy w spółce z Mamajem mógł Jagiełło 
śmiało przyłożyć rękę: co innego jednak było zmierzyć się z Dymitrem w otwarłem polu, w bi- 
twie walnej, rozstrzygającej, z obawą, że znaczna część wojsk litewskich przejdzie na stronę 
nieprzyjaciela, za przykładem obu Olgierdowiczów i brauskich hufców. Po bitwie na kulikow- 
skich polach Jagiełło rozumiał zapewne, że ta przezorność zachowała go od nieuchronnej zguby. 
Ta pociecha też tylko mu zostawała; łupem, który zdobył na utarczce z powracającemi hufcami 
moskiewskiemi, nie miał się co radować ; z wielkiej wyprawy, która miała ugruntować panowa- 
nie Litwy nad wszystkiemi ziemiami ruskiemi, wracał — pobity. Klęska polityczna, jaką Litwa, 
poniosła na tej wyprawie, mało ma równych sobie w dziejach litewskich. 



•) Ob. wyżej str. 81. 

') Por. EecTyaceB-B - ProMAH^B ; PyccHaa ncTopia I. 432. 

') Oprócz głównego, na str. 109 uw. 3. i 4. przytoczonego źródła do łiistoryi bitwy na kulikowskiem poln, 
por, Let. Nowogr. I. IIojh. co6p. III. 92, Let. Nowogr. II. tamże HI. 133. 



KIEJSTUT I J^\011.;fcł-,0. 113 



Rnskii Cerkiew. 



Doniosłość klęski politycznej, jaką Jagiełło i)oniusl wskutek niepomyślnej wyprawy na 
Kulikowskie pola, ukaże nam się w całej jasliiawości, gfly zwrócimy uwagę na współczesne 
wytlarzcnia w łonie Ruskiej Cerkwi. 

Zljyteczną byłoby rzeczą rozwodzić się nad tern szerzej, jak trudne było stanowisko dworu 
wileńskiego Avobec spraw kościclnycłi na Rusi. Wiedziano to dobrze, że ród Olgierda cliyli się 
ku ruszczyźnie, a jakkolwiek on sam przyjął chrzest dopiero na łożu śmiertelnem, i ze względu 
na pogaiislcą Litwę nie ochrzcił żadnego syna z drugiego małżeństwa, to znów prawowierność 
księżny Jułijaniiy, wywierającej wpływ tak znaczny na dwoi'ze wileńskim, służyła niezawodnie 
w oczach Rusi do osłonicnia jej małżoniła i nieoclu-zczonych synów. Z tem wszystl<iem położenie 
było drażliwe, zwłaszcza, ż« odkąd w ruskich dzierżawach Litwy zabrakło książąt rodzimych, 
właściwą reprezentacyją interesów ruskiej ludności stanowili biskupi, których zwierzchnik na- 
czelny, metro])olita całej Rusi, od początku XIV stólecia rezydował zrazu we Włodzimierzu Tiad 
Klaźmą, następnie ay Moskwie. Jeśli zważymy, jaki był zawsze w Cerkwi wschodniej, a zwłasz- 
cza w Moskwie, stosunek pomiędzy władzą świecką a duchowną, łatwo nam będzie osądzić, ile 
niebezpieczeństwa dla Litwy tkwiło w tym stanie rzeczy, gdy W. X. Moskiewski mógł posłu- 
giwać się głową ruskiego Kościoła, jako swem politycznem nai"zędzicm. 

Olgierd zdawał sobie jasno sprawę z doniosłości tego niebezpieczeństwa, zwłaszcza odkąd 
w ostatniem dziesięcioleciu swych rządów, z Moskwą był w ciągłej wojnie. Widać to z listu 
jego do patryjarchy Carogrodzkiego, który napisał w r. 1371, starając się o ustanowienie osobnej 
metropolii dla zićm ruskich, znajdujących się pod panowaniem albo też pod wpływem politycznym 
litewskiej mouarchii. Skarży się na metropolitę Alexego, i pisze: „Aż do czasu obecnego, ani 
za czasów przodków moich nie było takiego metropolity, jak ten metropolita... Daj nam innego 
metropolitę do Ivijowa, do Smoleńska, do Tweru, do Małej Rusi, do Nowosila, do Niżnego 
Nowogrodu." ') To żądanie tak kategoryczne, obok innego ustępu tegoż samego listu, gdzie 
wymieniono ziemie ruskie, do których Olgierd rościł sobie pretensyje, ^) służyć może za najle- 
pszą ilustracyję jego dążności, schodzącą się najzupełniej z dawuiejszem jego wyrażeniem, 
że cała Ruś musi do Litwy należeć.') 

W zestawieniu z temi dążnościami, skargi zawarte w liście Olgierda rzucają jasne świa- 
tło na trudności jego położenia. Oto metropolita z W. X. Moskiewskim krzywdzi wszystkich 
krewnych Olgierda, a zwłaszcza prześladuje jego szwagra, księcia Twerskiego. Ale, co naj- 
ważniejsza: metropolita mając władzę błogosławienia od Patryjarchy samego, błogosławi Mo- 
skali na rozlew krwi w wojnach z Litwą, nie dotrzymując krestnego ciełoioanija, którem wespół 



•) Acta Patriachatus Consiantinopolitani ed. Miklosich et Muller, Yindobonae 1860, I. 581 jj-ś/p; -.z\> vjv oiits 
ei; Touc TCaTspa; [j-ac TotsuTOt (Aif)Tpo'::sX't-ai oun e-yeyoyco, oloc cutoc 6 [XY]Tp3-oXiTv;;... obc r,]^h aXXov i;.r,Tps-5X(Trjv vą -zo 
Kus^oy, v.c, tb 2[j.oXśvi;y.ov, się to Tuośpt-;, etę Tr)v [Aiy.pay 'Pco(jiav, etę io Nspo5tX'.v, si; ts XaiJ.ćXbv N2p0Ypaiiv. 

') Tamże: liv^ci%w> d-' si^ou naorpa to 'PCó^a, tb Sn/Cica, to FouSujy, to '01^Y)£Tl^gvo, to rop-i^t;£VO, to 'Pa(r;oij, to 
AiuiJL'. TO ■t>.t{<x., TO ]sli(iQvi, TO B3ŚXou5c, Tb BóXyo, to Ko!;Xópo, Tb k-łt~r(zQrt, to TecsP, to Xkir^i'i, toD 4>(i)[A5 Tb y.a3Tpov, 
TO M-epsCouT), Tr)7 KaXoJYav, Tbv MTCśytsy.oy, TajTa t^ti-zo: ih -/.iz-^a. v.m TaJTa oXa a-ri^pxv. Pomiędzy temi zgreczonemi 
nazwami, łatwo odgadnąć Rżew nad Wołgą, Kłuszyn, Kaługę i Mczeósk ; są to zatem ziemie, ciągnące się szerokim 
pasem od źródeł Wołgi do źródeł Oki, dotykające kończynami swemi wscbodniemi samycli okolic Moskwy. 

') Ob. wyżej str. 102. 

Wydz. fiIoz.-bist. T. VII. 15 



114 STANISŁAW SMOLKA. 

Z W. X. Moskiewskim związał się wobec Olgierda. Nie przybywa nigdy do dyjecezyj litewskich, 
uie zjawia się w Kijowie, ktokolwiek zaś z Olgierdem na znak przymierza krzyż pocałuje 
a później złamie przysięgę i do Moskwy przystanie, metropolita uwalnia go od najuroczystszej 
przysięgi. ') Na tę okoliczność kładzie Olgierd szczególny nacisk, wymieniając kilku kniaziów, 
bądź to udzielnycli, bądź shołdowanych przez Litwę, -) którzy z nim krzyż całowali, a później 
przez metropolitę od przysiąg uwolnieni, stanęli zdradziecko po stronie Moskwy. 

Łatwo też zrozumieć, jak wiele Olgierdowi na tem zależało, żeby ruskie ziemie litew- 
skiego państwa wyzwolić z pod władzy kościelnej moskiewskiego metropolity. Długo jednak 
wszystkie starania w tym względzie rozbijały się o opór Carogrodzkiego Patryjarchatu. Dziwić 
się temu zresztą wcale niemoźna, że .u Patryjarcbatu miał więcej względów prawowierny W. X. 
Moskiewski niźli Olgierd, „shirienii/j, hezhożnt/j i netzestijwyj,^- jak go ruskie źródła nazywają, ^) 
ć \>.v;xz pr,; -Gi-i z-jpr:XaTfi5v, wielki król czcicicli ognia, jak o nim mówiono w stolicy patryjarszej.'') 
Wszakże bez skutku starali się przez długie czasy o kanoniczne ustanowienie osobnej metro- 
polii prawowierni książęta lialiccy, z tycli samych co później Olgierd powodów, uważając 
zwierzchnictwo metropolity kijowskiego za niebez|fieczne , odkąd Siedziba jego przeniosła się 
z Kijowa do Moskwy. ^) Na tym samym też gruncie, jako lepiej przygotowanym, rozpoczęły 
się pierwsze starania władców litewskich o podział metropolii, w pierwszych latacłi panowania 
Olgierda, przez Lubarta-Dymitra. naówczas już ochrzczonego, kt.'»ry rzeczywiście w roku 1345 
^yyjednał u Patryjarchatu ustanowienie odrębnej metropolii halickiej.®) Nietrwała to bj'ła jednak 
zdobycz, w dwa lata później wskutek zabiegów moskiewskich odwołano w Carogrodzie erek- 
cyję haliclciej metropolii, zresztą niebawem utwierdziło się nad Haliczem panowanie Kazimierza 
Wielkiego. W inną zatem stronę zwi-óciły się zabiegi Olgierda. Metropolita całej Rusi, jak- 
kolwiek rezydował w Moskwie, nie przestał być jednak zawsze metropolitą kijowsldm, Kijów 
pozostał nominalną stolicą Ruskiej Cerkwi. Użyto zatem tej okoliczności do wywołania schizmy 
w łonie Kościoła ruskiego, a przeciw metropolitom rezydującym w Moskwie, stanęli dwaj me- 
tropolici dawnej stolicy Kijowa Teodoret (1352) i Roman (1354 — 1362). Prawowitość Teodo- 
reta była jednak bardzo wątpliwą, ponieważ go wbrew stałemu oporowi Patryjarchy carogrodz- 
kiego wyświęcił bułgarski Patryjarcha w Ternowie. Roman zaś zatwierdzony został wprawdzie 
na stolicy metropolitalnej przez Patryjarchę carogrodzkiego Filoteja, i utrzymał się przez lat 
kilka na tem stanowisku, jednak nie jako metropolita kijowski, ale wyraźnie z ograniczeniem 
władzy na ziemie ruskie, podlegające Litwie. Równocześnie zaś wydał Patryjarchat rozporzą- 
dzenie, uznające Włodzimierz nad Klaźmą za prawowitą siedzibę metropolitj- kijowskiego, któ- 
remu nadal przyznano urzędowy tytuł „metropolity Kijowa i całej Rusi." ') 



') Acta Patr. 1. c. ffC\x'm £X£Tv5i r.ędr.s-i tcj xi'jpjeusiv, %m. tsu craupsij to c!Xt;jj.3:, Szsp =V.'"' "p"^? I^-j °^ t.xzi- 
^rit.oci, ÓJTS -zi £px(i)iA5-:'.y.a a.-iT.t\i.iii'i Tpi; [as ... xaTa t»;v £JXsYiav csj (Patryjarchy) ó ;j.r,-p;':::Xirr;; auTÓ)v £JX:y£T ^,_~ 
la; a;ixsTiX7_'j;ta;, y.a; się T;;J.a; sJS£v £'p/_£-:a'., ojt£ si; ts Kji^sy '\iTix^i'iv., xat ic-:'.? ■jdĄzt: (rraupby £!; v^\. y.a; ;j-jt] r.Co^ 
ex£(v5'j;, 5 (xr,Tps~:X{Tr;; ky.^iitJA'. tsj (Ttaupsu 75 sO>Y;;a.a. 

') Wymienieni są: Iwan kniaź na Kozielsku i 'luawr,? toO KjL£XEo-/.:y, S5yXó(; ja su, Iwan kniaź Wiazemski 
e 'Iti)iv'/T,; TiJ Ba^£;ji.'!tr/.:-j, zagadkowy ó Na^sóiA^-;'./.:; ó BaiiX£'.i;. ale wyraźnie dodaje Olgierd, że z wieloma innymi 
to samo się stało: nai aXXsi t:sXXoI ecuYOv xat e/.£Tv5; Xj£i aursli? -só ipy.sj rc.v. tsu ctXr,jAaTo; xiu oraupiO. 

') Let. Wo8i<res. IIojh. co6p. VIII. 25. 

*) Acta Patriarchatus II. 117. 

') Ob. Pfcłesz: Geschichte der Union der ruihenischen Eirche mit Eom I. 335. 377 n. 

°) Tamże 384. 

') Tamże 336—340. Mahapin, IIct. pyccK. ąepKBn IV, 30, 42, 322. 



KIKJSTUT 1 JAOIKfcfcO. 1 1 T) 

I ta zdobycz iiiiala jednak przelotne tylko znaczenie. Olgierd zawdzięczał ją sowitym 
darom, które w r. 1354 posiał do Carogrodu. Tymczasem zaś i dwór moskiewski nie zanied- 
bywał spraAvy, wskutek czej!,'0, po śmierci Romana w r. 1302, podział metropolii został znów 
w Caro,ł!,ro(Izie zniesiony. Patryjarclia wydał za z{!;odą Cesarza Jana Paleologa rozporządzenie, 
które miało l)yć wyrokiem śmierci dla odręlmości litewskiej Cerkwi ; postanowił Ijowicm żeby 
ziemie litewskie po wszystkie czasy pod żadnym pozorem nie ucliylały się z pod zwierzclmictwa 
duchownego kijowskich metropolitów, ponieważ z tego powstało zamieszanie i rozliczne niepo- 
rządki. Wszelkie zatem rozporządzenia obecnego metropolity — a był nim właśnie ów wróg 
Olgierda Alexy — oraz jego następców, miały posiadać w ziemiach litewskicli moc równie obowią- 
zującą, jak w innych eparcliijach kijowskiej metropolii. ') 

To powtórne poddanie Litwy pod władzę metropolity moskiewskiego nastąpiło właśnie 
w latacli, gdy Olgierd gotował sie do walnej rozprawy z Moskwą, gdy rozpocząć się miały 
te długoletnie walki, które zajęły ostatnie dziesięciolecie jego panowania. Tem usilniej też .sta- 
rał się o przywrócenie udzielności litewskiej Cerkwi, zwłaszcza od r. 1371, gdy zabiegi Kazi- 
mierza Wielkiego o odnowienie metropolii halickiej, uwieńczone zostały pomyślnym skutkiem. *) 
Zasada jednolitości ruskiej Cerkwi znów została złamana tem zarządzeniem, a ten sam wzgląd, 
który zniewolił Patryjarchat do ustępstwa wobec Kazimierza Wielkiego, *j obawa nawracania 
„na łacińską wiarę," mogła coś znaczyć w Carogrodzie, także i w stosunku do litewskiego 
władcy, któremu, jako nieochrzczonemu, pozostawał jeszcze wybór pomiędzy „łacińską wiarą" 
a Cerkwią prawosławną. Jeżeli jednak Olgierd w r. 1354 zadowolnił się ustanowieniem oso- 
bnej metrojjolii litewskiej, teraz żądania jego dalej sięgały. W r. 1354 bowiem nie należał do 
niego jeszcze Kijów, który obecnie od lat kilku wcielony został do dzierżaw litewskich. Jeżeli 
zatem żądania Olgierda miały być wysłuchane, naturalnem tego następstwem było odwołanie 
wyroku z r. 1354, w którym metropolita, rezydujący w Moskwie, miał przyznaną sobie wyra- 
źnie dawną stolicę kijowską. Odkąd Kijów należał do Lityiy, a litewskie zabory tak znacznie 
rozszerzyły się na Rusi, Olgierd żądał, żeby metropolita całej Rusi rezydował w Kijowie, pod 
jego panowaniem. Czy zaś Moslcwa miała ulegać władzy tego metropolity, czy też otrzymać 
innego, to mu już może było obojętnem, byle metropolita całej Rusi miał stałą siedzibę 
w granicach litewskiego państwa, do którego według słów Olgierda, cała Ruś miała należeć. 

Jakoż z końcem r. 1376, na kilka miesięcy przed zgonem, Olgierd wyjednał wreszcie 
u Patryjarchatu Carogrodzkiego wszystlco, czego się domagał tak długo nadaremnie. Najlepsza 
to ilustracyja stanowiska, jalcie naówczas zajmował; jeżeli Patryjarchat opuścił Moskwę, musiał 
snąć widzieć w Olgierdzie nową gwiazdę na widnokręgu ruskim, zapewne w nim nawet po- 
kładał jakieś nadzieje. *) Uszanowano tylko prawa sędziwego metropolity Alexego, który do 



') Acta Patyiarchałus I. 525. cuva[j.« tw y.paTtaTO) /.ai ayiw [aou autOKpaTopi, tsu irpb Yi\i.&'/ TcaTpiap/^ou yP^W*^' 
auvoSiy.oTc y.at cstctcTi; 7:^0'T:di.-{[>.3.n, tt,'/ AtTpwv y_ó)pav tw nv]'rpo-oXiTYj Ku^Pou /.ai xaa7)c 'Pwita;, wc x.a; rpś-:epev, izma.- 
(;waavc(i)v xai Ta?avT(ji)v, ai7}]v u-b tb K6epov x.a'. aj^ic t£XćTv v.a\ ezi3xoz-ov auTou ehan vm t^c -ou 'ci\^vr.zc, lepsTorou 
lJ.7)-:pO7::XiT0'j Kuśpsu [AŚpsę, tóairsp xat •jrpśtepsy, TCysuiJi.aTi/.rjC Sw-OTStac, Szep 'jj-£pov etiyavt33£VTa ■>.x<. t^ f,;j.tóv (ASTp tÓTr,T'. 
y.ai xaX(Sc ::poPópr]/.3Ta ava9av£'vTa xac liap' aurij!; zo kąjoc, sSś^ato y,at tb p£J3aióv i t. d. 

°) Jakie znaczenie miały te zabiegi Kazimierza W., obacz Smolka: Rok 1383 str. 133. 

') Ob. list Kazimierza W. do Patryjarehy Filoteja, Acta Pairiarchatus I. 576, oraz pismo Patryjarchy Filo- 
teja do metropolity Aleksego, tamże str. 583: v.n\ 'i^óXe. zoiy5i£iv uapautina iji,y)tP5-!:oX'ty)v XatTvov, na^w; e^sys, iiai 

PaXXl^£lV TO'JC 'P<J)30UC EIC t);v TTICTW Ta)V AaTtVWV, OTJEp Siaxpi'vOŁC CU, on HaXbv ■^y, £l £Y£V£T0. 

*) Należy zwrócić na to uwagę, że Patryjarchat Carogrodzki mógł mieć o Olgierdzie dokładne wiadomości, 
właśnie przez Kipryjana, który jako delegat Patryjarchy dłuższy czas bawił na Litwie. 



116 STANISŁAW SMOLKA. 

końca życia miał swą władzę zatrzymać. Metropolitą Kijowa zaś, z prawem następstwa po 
Alexym, ustanowiony został Kipryjan, Serb z pocliodzenia, Ictórego Patryjarclia wysłał był po- 
przednio na Ruś, wskuteli zażaleń Olgierda, dla zbadania jego skarg na metropolitę Alexego. ') 

Ile do tej zdobyczy przyczyniło się położenie ówczesne, ile zaś zaważyły w Carogrodzie 
pieniądze, których Olgierd nie szczędził podobnie jak Moskwa, trudno osądzić. W każdym 
razie była to dla Olgierda zdobycz wartości nieobliczonej, którą umierając niebawem pozostawił 
w spuściżnie Jagielle. Nie będziemy się rozwodzić nad jej znaczeniem : dość zważyć, jakie 
niebezpieczeństwa wynikały dla Litwy z rezydcncyi metropolitów w Moskwie. Odtąd, a mia- 
nowicie od śmierci Alexego, miało się zmienić całe położenie na korzyść Litwy: na czele Ru- 
skiej Cerkwi stał metropolita kijowsłd, zależny od wileńskiego dworu. Jakoż Kipryjan od 
samego początku manifestował to prawo swoje do duchownego zwierzchnictwa nad wszystkiemi 
ziemiami ruskiemi, a Letopis Nowogrodzki pisze o nim pod r. 6884 C1376:^). 

Ton )Ke 3IIMI1 npiicjia MiiTponojiiiTt Kimpiaut, ust JIiitbm, cboh nocjOBe ii narpiapiuH rpaiaoin npiiBtaouia 
KT, E.la4n^•fe Bt HoBropo^it, a noBicTByerŁ Tano: ÓJoroc^iaBMŁ ma naTpiapx fl^iuo^eii jiiiTpono.iiiTOMt Ha bcio pyc- 
cuyio seji.iK), ii HoBropo4UH cjiiiuiaB^ rpaMory, , u ^auia hmb OTBtii : nocujiaii k^ BejiHKOJiy Kna3io ; aine npiiiMeTt 
TH KiiasB BC.iiiKiii jinTponojiiTOMt Bcen PycKOH aemun, h Hamt ecu MiiTponojiiTOMi. II caiiiuaBi OTBtiŁ HoBropo4CKin 
MUTponciiiTŁ KnnpiaHi, n iie c;ia Ha MocKBy kt, BCJiiiKOMy KHasro. 

Nie bez przyczyny starał się Kipryjan przedewszystkiem o uznanie Nowogrodu. Stan 
rzeczy był bowaem taki, że wiele jeszcze zależało od tego, jak się zachowa Ruś wobec caro- 
grodzkich zarządzeń. Stanowisko zaś metropolity całej Rusi najstósowniej było stwierdzić 
uznaniem możnej Rzeczypospolitej, która ani od Litwy ani od Moskwy nie była zależną; ko- 
goby uznał Nowogród, ten nie mógłby już uchodzić za metropolitę litewskiego. Nie można się 
jednak dziwić, że Nowogród, nie chcąc narażać się Moskwie, dał taką dyplomatyczną odpowiedź. 
Wszakże żył jeszcze stary metropolita Alexy, którego nie złożono z godności, a właśnie przed 
kilku miesiącami władyka nowogrodzki jeździł do Moskwy i powrócił do Nowogrodu z błogo- 
sławieństwem Alexego. ^) Ta odpowiedź Nowogrodu służyć może jednak właśnie za wymowną 
ilustrac}'ję całego stanu rzeczy. Dalsze losy Cerkwi Ruskiej zawisły były od tego, kto zwy- 
cięży w walce o hegemoniję na Rusi, Litwa czy Moskwa. 

Do])ół{i żył Alexy, i Litwa i Moskwa miała swojego metropolitę, a każdy z nich uwa- 
żał się według rozporządzenia Patryjarchy za metropolitę całej Rusi. Niebawem jednak, w dzie- 
więć miesięcy po zgonie Olgierda, umarł Alexy, 12 lutego 1378;*) Cerkiew Ruska policzyła 



') Letop. Woskres. pod r. 6884. IIoih. co6p. VIII. 25. Bi, to we ;i-feTO nocTaB.iCHB óuctb b% Ilap'ferpa4'b 
KiinpiaHt MiiiponoJiuTŁ, Letop. Włodzimierski (Danilowicz, Letopisiec Litwy i Kronika Ruska str. 188) pod r. 688 • : 
Tojże zimy imjjde iz Carjahradu miłropolił Kipryjan i ne prija jeho kniaź welikyj Dmitrej Iivanowicz, on że szed 
na Kijew. W Acta Patriarehatus Constant. nie ma dyplomu instytucyi Kipryjana, brakuje tam bowiem właśnie aktów 
z lat 1374 — 1379. Ważne wskazówki do historyi wyniesienia li^ipryjana na metropolitę znajdują się tamże w aktach 
z r. 1380 ^Nr. 337. tom IL 12 n.) i z r. 1389 (Nr. 404. tom IL 116 n.), w rekapitulacyi dawniejszych spraw 
metropolii ruskiej. Obydwa te akta uzupełniają się nawzajem, pierwszy bowiem przedstawia tę rzecz w świetle dla 
Kipryjana nieprzychylnem, drugi w korzystnem. Nr. 404. (tom II. str. 120) czytamy: jt^-^^^-^o^^d p-Yiipo^iro^infiy Ku£J3ou, 
'Pwiia; y.ai AiTpióv Tbv e!pY;iJ.£vov xup Ku';iptavbv, £X£iv(i)v SY]Xaoyj Ti5v |ji.ćptóv, oaa a.frff.vi d7cpovÓT)Ta hCi •v:oXko{c, y_póvoic 
ó p.T/TpSTCokiTfic y.jp 'Kki^KOz,. l'va Be xat ig ap^ata ^ataaTaaic t^c 'PuJiac cu)!^Y)i:ai, xat uf' £va p.ir)-po7ioXi-nf)v -/.ret au^ic ełc 
TO E;f/; e'jp{r/.£-at, oia ouvo3iy.v)<; 'io]^.o^Vi€i upacEUc, p.£Ta 3avaT0v xoO xupou 'AX£;iou irstor); Tiję Tucia; iwi^apśj^ai Toy 
y.jp Kuspia-Zsy xal Tbv au-:bv -/.m. £va p,i()TpoTroXi'T7) v £lvat iicćaYję 'Pwaiac. Por. MaKapift, 1. c. 59 n. 

^) IIo.iH. co6p. III. 91. Toż samo podaje Let. Sofijski tamże V. 235 i Woskres. VIII. 25. 

^) W sierpniu 1376, ob. Letop. Nowogr. I. IIom. coóp. IIL 90. 

*) Letop. Woskr. IIo.ih. coóp. VIII. 26. 



KIKJSTUT I JAGIKŁLO. 117 

go W poczet świctycli. Odtąd Kipryjan był prawnie jedynym metropolitą, zwierzcliiiikieni zje- 
dnoczonej znów Cerkwi Ruskiej, której punkt city.ko.ści jjrzeniósł się do Kijowa, pod i)anowanie 
Litwy. Taki l)ył jjrawny stan rzeczy av pierwszym roku rządów Ja<;-iełły. 

Jeśli jednak wyniesienie Kipryjana na metropoliję było dla ]\Ioskwy dotkliwą klęską 
polityczną, Wielki książę Dymitr Iwanowicz nie myślał poddać się tak łatwo, Wiadomem mu 
było z doświadczenia, co sądzić należało o trwałości rozporządzeń carogrodzkich; co w sto- 
licy patryjarszej uzyskać było można pieniądzmi. Jakoż w ciągu dwóch lat, które upłynęły 
od wyświęcenia Kipryjana do śmierci Alexego, gorliwie pracował nad przygotowaniem gruntu 
do działania na ))rzyszłość. Przedewszystkiem obejrzał się za pewnym człowiekiem, któremuby 
mógł bezwzględnie zaufi\ć w tak trudnem, drażliwem położeniu, wobec widocznej przewagi, jaką 
dwór wileński zdobył sobie w stolicy patrjjarszej. Takiego człowieka miał pod ręką. Był to 
spowiednik jego i kanclerz Mitjaj,. z Kołomny rodom, pop i syn popa, wymowny, oczytany, 
„z wszystkicmi sprawami i)opowskicmi obeznany," a co najważniejsza, nadzwyczaj sprytny. ') 
Może nielatA\o było znaleść tak sprytnego człowieka wśród ducliowieństwa „czarnego," zakon- 
nego, ale właśnie ta okoliczność, że Mitjaj był świeckim popem, stanowiła trudność niemałą, 
zawszre bowiem we wschodniej Cerkwi brano biskupów z czarnego duchowieństwa. I na to je- 
dnak znalazł się sposób. Właśnie umarł był archimandryta spaski Joan. Dymitr kazał zatem 
Mitjaja bez zwłoki postrzydz na czerńca i wprowadzić natychmiast jako archimandrytę do spa- 
skiego monastyru. I to nie było zwyczajną rzeczą, archimandrytami bowiem zostawali czerńcy, 
którzy się postarzeli w monastyrach. Chociaż więc Moskwa przywykła była do samowoli 
W, książąt, mimo to zapisano w Letopisie Woskreseńskim : 

H Ty 6ame 4iiBa no.iiio: Ji żkc 40 oót4a ót.ieił^B cbifi, a no outjt apMiMaHjpiiTii: ir^e 40 ()ót4a Jiiipa- 
Hiiiii, a no 06*4^ Miiii.KOMi HaMa.iHMKB n crapitcji CTaptiluiiiiia, n HacraBunni a >'iiuTe.ib, n iiO\KXh 11 nacT3'X'B. 

Tem w'ymowniejszą mamy w takiem postępowaniu wskazówkę, ile Dymitrowi w t}'ch 
trudnych okolicznościach na tem zależało, aby sobie przygotował pewnego pod każdym wzglę- 
dem kandydata na następcę metropolity Alexego. Natychmiast też począł nalegać na sędziwego 
metropolitę, żeby ]\Iitjaja zamianował swoim następcą. Stary Alexy jednak, chociaż tali wier- 
nym był sługą Dymitra i jego poprzedników, nie chciał kończyć zawodu swego tak jawnym 
buntem przeciwko swej zwierzchniej władzy, stolicy patryjarszej. Wprawdzie i sam Alexy był 
jeszcze za życia swego poprzednika Teognasta wyznaczonym na jego następcę, ale „przez Ce- 
sarza i Patrj^archę," a nie przez Teognasta. ^) Teraz zaś właśnie Patryjarchat wyznaczył był 
przecież w osobie Kipryjana następcę po Alexym, Kipryjan był metropolitą kanonicznie w}-- 
święconym. I\Iimo wszelkich zatem nalegań Wielkiego księcia, Alexy wymawiał się stale 
słowami: 



') Tamże 29 : c.ioBecii peincT^, r.iacB nuta Kpaceni, rpaiioit ropa34'b, ntin ropa34B, mccth ropa34^, ot^b 
KHiin CKaaarn ropa34'B, Bctim 44.^ nonoBCKniin nsameni n no Bctuy Hapoinci-B 6t. Ani wątpić, że nie kaprys 
osobisty, nie słabość dla Mitjaja, ale ten ważny wzgląd polityczny skłonił Dymitra do wyniesienia tego świeckiego 
popa na metropolitę, pomimo rozlicznych trudności, które trzeba było przełamać. Dymitr był zanadto trzeźwym 
i oględnym politykiem, żeby miał w tak żywotnej sprawie powodować się błahym kaprysem. Jak zaś Mitjaj był nie- 
lubianym, świadczy wymownie ustęp Letop. Woskr. 1. c. 31. Cero 60 Mmaa hc X0Tame HnKTO/Ke bs Mnipo- 
no.iiio i t. d. 

') Woskr. Let. 1. c. 27: H nocn.iaiOTB o Heni Knasb bciukIk CejiCH^B 11 jnrrpono.inTŁ <I>eorHOCT'B nocju CBoa 
BI Uapbropo4'b, Ki> ąapio n naTpiflp.\y, npocame tofo A.icKcba no <I>eorHOCTOBt HinBoit MUTpono.mTojił Ha pycKoio 
3CU.II0, n a6ie nacb u naTpiapx CŁiBopawii bo.iio iixł. 



118 STANISŁAW SMOLKA. 

As^B iic 40B0.ieHi. ó.iaroc.iaBiiTii ero, ho 0H;e 4acTb eny Eorx ii CBaraa Borapoanua n npecBamennuii na- 
Tpiapx II BCC.icHCKiń coóopi. ') 

W tcm tylko ustąpił Alexy, że zamianował Mitjaja namiestnikiem swoim i w ten sposób 
jeszcze za życia wprowadził go w urzędowanie. Szemrano na to, ale mówiono : 

Bo.is rocno4na 4a Oyacib. 

Tak więc i po śmierci Alexego, Mitjaj pozostał w Moskwie w posiadaniu władzy metio- 
politalnej, jakkolwiek nie był jeszcze nawet biskupem, tylko archimandrytą. Prawo wyświęcenia 
biskupów miał tylko metropolita; jakże zatem znaleść wyjście z tego błędnego koła? Znalazł 
je sjuytny Mitjaj, dowiódłszy wiellviemu księciu według kanonów wschodniej Cerkwi, że jeśli się 
zejdzie pięciu albo sześciu biskupów, mogą wyświęcić nowego biskupa bez metropolity. Podo- 
bał się Dymitrowi ten środek. Pod panowaniem jego znajdowało się właśnie pięć eparcliij, 
prócz wakującej włodzimierskiej : moskiewska, suzdalska, muromska, kołomeńska i rostowska. -) 
Zwołał zatem wszystkich pięciu władyków i kazał im wyświęcić Mitjaja. Ale wbrew wszel- 
kiemu oczekiwaniu odezwał się głos opozycyi. Pomiędzy zgromadzonymi, czterech władyków 
uległo woli wielkiego księcia; piąty, Dyjonizy, biskup suzdalski, sprzeciwił się stanowczo. Nic 
nie pomogły gniewy Mitjaja, który go jako namiestnik metropolity za nieposłuszeiistvro pocią- 
gnął do odpowiedzialności. Przyszło do scen gwałtownych, na których ucierpiała tylko powaga 
namiestnika, Dyjonizy bowiem uderzył w jądro rzeczy, odezwawszy się hardo: 

Aa Ha MH-Ł He njiaiue BJaciii hu ojiihoh ate... asi 60 eoib enncKoni, tu ate noni, to kto 6o.iiii ecT, enu- 
CKoni Jin lun nont. 

Ciężką zatem porażkę poniósł Mitjaj. Jeżeli wśród władyków moskiewskiego terytory- 
jum odezwało się takie hasło nieposłuszeństwa; jakże można było nawet o tern marzyć, żeby 
meti-opolitalną władzę namiestnika uznano w innych eparchijach, wobec niewątpliwych praw 
Kipryjana, który w Carogrodzie otrzymał wyświęcenie na metropolitę. Wszakże były jeszcze 
inne eparchije, niezależne od Litwy, rjazauska i nowogrodzka, a wreszcie twerska, która z wolą 
W. X. Moskiewskiego najbardziej musiała się liczyć. Jeżeli zatem z tych eparchij nie udało 
się ściągnąć niezbędnego piątego biskupa, aby Mitjaja kanonicznie wyświęcić, możemy w tern 
widzieć jaskrawą ilustracyje trudnego położenia, w jakiem wówczas znajdował się Dymitr Iwa- 
nowicz w obec tak ważnych, żywotnych dla Moskwy spraw ruskiej Cerkwi. I to rzecz także 
niezwykła, że Dyjonizemu uszło takie nieposłuszeństwo wobec woli Wielkiego księcia. Przeraził 
snąć Dymitra ten opór; wobec przykładu, danego przez Dyjonizego, należało zachować umiar- 



') Wszystko z Letopisu Woskres., który 1. c. 28 — 32 zawiera obszerne opowiadanie o tym przedmiocie. Gdzie 
nie przytaczamy innych źródeł, wszystko stamtąd czerpiemy. Należy jednak zwrócić na to nwagę, że ten obszerny 
ustęp, obejmujący bistoryję Ruskiej Cerkwi w latach 1378 — 1381 nie wchodził pierwotnie w skład Letopisu Wo- 
skreseńskiego, ale wcielony został do niego później. Uważać go należy za pomnik odrębn)', który razem z bijogra- 
fiją metropolity Alexego (tamże str. 26 — 28) stanowił osobną całość i wcielony został później do tekstu Letopisu 
Woskreseńskiego. pod r. 6885, w miejscu, w którym się'znajdowala zapiska rocznikarska o śmierci Alexego. Świad- 
czy o tem odmienny zupełnie jego układ, odstępujący od rocznikarskiego schematu, który zresztą w całym Letopi- 
sie Woskr. ściśle jest zachowany ; świadczy zresztą i ta okoliczność, że dalszy ciąg Letopisu zawiera pod właści- 
wemi datami zapiski rocznikarskie o niektórych faktach, które w tym ustępie szerzej są opowiedziane. Nie odejmuje 
to zgoła wartości temu ustępowi, o którym można twierdzić na pewno, że spisany został współcześnie, w r. 1382, 
na podstawie informacyj, zaczerpanych od członków moskiewskiego poselstwa do Carogrodu z r. 1379. Przykład 
podobnej interpolacyi odrębnego a współczesnego pomnika, stanowi również w Letop. Woskr. obszerny ustęp o bi- 
twie na Kulikowskich polach (tamże str. 34 — 41), który jeszcze w pierwotnej swej postaci, p. t. Iloóonme Be.inKOro 
KHfl3fl /laiiTpia IlBaHOBn^a na /tony ci MaiiaeM ukazuje się w npn6aB,ieH. przy Letopisie Sofijskim, IIojh. co6p. 
VI. 90—98. Ob. o tej sprawie Letop. Twerski. IIo.iH. co6p. XV. 438, 439, 441. 

') Ob. Spruner-Menke, Hand-Atlas zur Geschichte des MUtelalters imd der neueren Ze j7, Nr. 68 i tekst str. 49. 



KIKJHTUT I JAOIKŁfcO. 119 

kowjinie, aby niewystawić na iii('I)czi)ie(;ziią piólię kaniońci moskiewskiego duchowieństwa. 
Wszakże to, co się stało w I^foskwic, l)ylo jawną sciiizmą wobec Curog-rodu ; Wielki książę, 
stawiający swojego metropolitę, który nawet nie był biskupem, przeciw metropolicie, kaiionicziiie 
wyświęconemu, podnosił bunt przeciw Cesarzowi i Patryjarszc, 

Nie ])rak nawet wskazówek, że Dymitr niepokoił się o karność duchowieństwa moskiew- 
skich dzierżaw. Widać to z zabieg(jw, jakie równocześnie rozpoczął w Carogrodzie. Lękał 
sie widocznie wysłać jMitjaja do Carogrodu; gdyl)y go tam odprawiono zniczem, klęska byłaby 
jeszcze straszniejszą, tego zaś wobec całego stanu rzeczy można się było spodziewać. Rozpo- 
czął zatem tajne rokowania, które wydały owoc nadspodziewanie pomyślny. Nie żył już Pa- 
tryjarcha Filotcj, który wyświęcił I^iprjgana, następcą jego był Makary, zwany nawet w aktacłi 
urzędowycli carogrodzkicli „])rzckupnym Patrjjarchą." U niego Wielki książę wyjednał pismo 
do ducliowieństwa moskiewskiego, w którcm Patryjarcha rozporządził, żeby w Moskwie nie 
przyjmowano metropolity Kipryjana, i ktilirem oddał „(cerkiew Wielkiej llusi" w zarząd arclii- 
mandrycię Mitjajowi, zastrzegając sobie jego wyświęcenie na metropolitę. ') 

Pismo to przyszło na czas. Tymczasem bowiem Kipryjan, w pół roku niespełna po 
śmierci Alexego, wyruszył w podróż do Moskwy, aby jako metropolita odwiedzić tamtejsze 
eparcliije. Nie mogło mu to być tajnem, jakie uczucia żywił względem niego W. X. Moskiew- 
ski. Jeżeli zatem odważył się na tę podróż, można w tern widzieć także -nymowną ilustracyję 
ówczesnego położenia. Czy tyllco zręczności swojej ufał i przebiegłości, czyli też liczył tak 
śmiało na moc tego prawa, które mu dawały dekreta Patryjarchy z r. 1376, a może też wie- 
dział coś i o owycb zajściach, krórycb powodem był Dyjonizy, bądź co bądź władyka najzna- 



') Tak rozumieć należy zdaniem naszem tę niejasną sprawę, o której jedyna wiadomość zachowała się w uszko- 
dzonym tekście dokumentu Patryjarchy Antoniego z r. 1389, Acta Patriarchatus Constantinopoliiani, II. Nr. 404. 

str. 120. Ustęp ten brzmi: 'ó.[i.7. T£ yap ^■('"'WP'-'"' i%v:iO') (sc. 'AXś;i3v) aTO5av£l!v, y,al liapauw-a Ypa9£' '^psc ty]'; 

M£YaX/iv Twaiay, nr)S«iJi.ó)(; irapa^ś^aa^ai Tbv y.up Kuxpiavov, aXXa ■::apa3i3a)7i r})v £r/.X-oaiav e/.£ivj?v 2ia Ypai;.[j.aTwv Tpcę 
Tbv dpxi[jiavopi'Tr(V e/,ETvov MixaT)X, 3v 6Yva)pic7£ 8i' aiSouc £'x£tv tsv £UY£V£aT:aTOv p-^Y°'^' '^'^P AiQ|j.-(5Tptov, y.at 7:Xv r/j; X-'P*" 
TOviac auTw 7:a7av ty;v ap-/T;v rf/^Eipii^si t-^; v/.-ii!krfila.c, i%tbii\ą, v.ai Ypai;!.[jLaaiv e/.£Tvov óxX(C£i, uc av h-xj^x ■!:3.poi'{vii\j.v/iz 
lJ.Y5TpOT:cXtrr,i; dx6xaTa(JTYi i^c M£YaXr,c 'Pcoatac.... Na początku i na końcu tego ustępu w manuskrypcie znajdują się 
luki, wskutek czego nie można stwierdzić, jaki jest podmiot przytoczonego zdania, kto to mianowicie ypacet i xapa- 
SiSwii. Wyjaśnia się to jednak z dalszego ustępu: tauta im t/. w; Ypxp.p.aTa)v tou / p'^ixa-:i'aavToc ■icatpiapy^ou 
v.:xY.m dp"/.tóv ^pócjęopa Ta dxot£X£a[AaTa. ex,£Tvoi; yap ó tout(i)v dxav:a)v ak'.(i)taTOc, ou tsTc yP''!"'!**" ''■*' '^^^C ^'* AaT(v(i)v 
[A-(]vu[j.a!;'. óxXt75'£VT£c ot Paicoi y.at Tob; 7:pś(;p£'.; d-Ś3T£iXav (ob. niżej o poselstwie W. X. Dymitra) -/.m toc iŁejBy; cuyć- 
xXd3avT0 (podstęp Pimina, o którym niżej), p-r; av el' ti y.ai -^hr^iM, XeYOVT£c, oi^aij^on Tbv xup Kuxptavbv, dy^^pw^oy 
£r|Ty)3£v-a uapa Toij t(5v AitPwv d'py_ovTOc, tou ■;:oX:p.'.&)TaTOu toutoic zu^iy^^ynoc. Tuż zaś przed ową pierwszą luką a bez- 
pośrednio po wiadomości o wyświęceniu Kipryjana znajduje się ustęp o stylizacyi niejasnej i niezrozumiałej również 
dlatego, że brak w nim końca zdania; brak tego ustępu stanowią narzekania na nieporządki i zamęt, które udało 
się w kościele Chrystusowym spowodować tw dx' dp/;i;; av3'p(i)T:oy.T3vo) y.a[ irowjpw 3aip.ovi. Bez wątpienia zatem w miej- 
scu dzisiejszej luki znajdowała się wiadomość o wstąpieniu na tron tou ■/_pY)p.aTiijavTOc 'AaTptap-/ou, którego drugi po- 
wyżej przytoczony ustęp nazywa sprawcą wszystkiego złego, wspominając o jego listach (ou toTc yP^W^"')- ^^ ^'^ 
intrygi Łacinników (toTc oia AaTiva)v p.T]vJp.aaiv), to zdaje się, że w Bizancyjum we wszystkiem wietrzono „intrygę 
Łacinnikó w", jeśli się stało coś złego. Można zatem twierdzić na pewno, że to ów przekupny Patryjarcha (Ma- 
kary złożony z godności w r. 1379) napisał wiadomy list do moskiewskiego ducliowieństwa; że zaś to nie stało się 
bez inicyjatywy W. X. Dymitra, o tem podobno nikt nie będzie wątpić. Do zabiegów Dymitra odnosi się zresztą 
niezawodnie następująca wzmianka w piśmie Patryjarchy Nila z r. 1380, Acta Patriarchatus II. 14: x,al Ypap.p.aTa 
x£|j.-ovTai £1? TY)v v.%^^ 'Ól^-S!? 6.-(f.'jzivr\^ TOU ^•eoij ^t^(£kf\'i £y,y.Xr)7(av, ap.a tó t£ y.aTaa-y.£oa(j3£v auTióv toTc 093'^Xp.iTc v£co(; 
TĄC, XuxY)c u-osv]Xo3via Sta ty)v to3 p.Y;Tpo-oX'!TOu Kuxptav2u /EipoTO-ziay y.al irpbc aup.-a5£i.av £auTU)v xxi ol'xTOv r(;v ^siay a!jv- 
oBov £x.xaXsóp.£va y.al poY53£iav 3aa(av dvTi Tr,c cupiPacYję auToT; dSinsu dTip.(ac Xap£Tv axaiTOuvTa. 



120 STANISŁAW SMOLKA. 

czniejszej po Włodzimierzu stolicy biskupiej w moskiewskich dzierżawach. W każdym razie 
podróż ta była znaczącą manifestacyją, że meti-opolita kijowski jest głową catej Ruskiej Cerkwi, 
i że eparchije mosłviewslvich dzierżaw winny mu tak samo posłuszeństwo, jak eparchije litew- 
skie. Może też nawet Kipryjan wybrał się na tę podróż bez względu na przyjęcie, jakiego 
w Moskwie mógł doznać, jedynie dla stwierdzenia swego duchownego zwierzchnictwa; wszakże 
właśnie na dawnych metropolit(>w, którzy w Moskwie rezydowali^ skarżono się w litewskich 
eparchijach, że zaniedbują obowiązków swego urzędu i nie przyjeżdżają na wizytacyje. 

Niczem też więcej nie była ta podróż, jak manifestacyją, niebezpieczną dla odważnego 
metropolity. W Moskwie nie przj-jęto Kipryjana, gdy stanął w murach wielkoksiążęcego grodu, 
w połowie czerwca 1378. Pojmano go, obrabowano i wyszydzono. Wydostał się jednak z wię- 
zienia, pospieszył do Kijowa, a rzuciwszy klątwę na Mitjaja, postanowił udać się do Carogrodu, 
aby tam docliodzić praw swoich do zwierzchnictwa nad moskiewskiemi eparchijami. ') 

W roku następnym udał się Kipryjan rzeczywiście do Carogrodu, w okolicznościach, 
które zamiarom jego nadzwyczajnie sprzyjały. W Czerwcu r. 1379 była stolica upadającego 
Bizant}niskiego Cesarstwa widownią rewolncyi, której następstwa nie były bez niejakiego wpływu 
na sprawy Ruskiej Cerkwi. 

Stary Jan V Paleolog wydobył się z więzienia i odzyskał cesarską koronę, której go 
własny syn Androuik pozbawił przed ti-zema laty. -) Z Andronikiem zaś razem upadł ów „prze- 
kupny Patryjarcha," którego w roku ubiegłym W. X. Moskiewski pozyskał był dla Mitjaja, 
a Kipryjan brał nawet udział w synodzie, który usunął Makarego z patryjarszej godności. *) 
Za nowych rządów nie zważano na zobowiązania, które stolica patryjarsza zaciągnęła względem 
Moskwy za Makarego. Jakoż zaraz na jednym z aktów, które wydano w czasie opróżnienia 
stolic)' pahyjarszej, we wrześniir 1379, znajdujemy podpis Kipryjana z pełnym tytułem: „uni- 
żony metropolita całej Rusi Kipryjan." '') Powrócił więc do Kijowa, osiągnąwszy wszystko, 
czego pożądał, z zatwierdzeniem swej władzy metropolitalnej nad wszystkiemi ruskiemi ziemiami. 
Rozporządzenie „przekupnego Patryjarchy, " prowadzące do nowego rozdziału Cerkwi Ruskiej 
na dwie metropolije, zostało \\-idocznie z jego upadkiem zniesione i odwołane. ') 

Ten tryjumf Kipryjana był polityeznem zwycięstwem Litwy i dworu wileńskiego. Donio- 
słość jego iiwj^datni się dopiero w zestawieniu z współczesnemi wydarzeniami, nad któremi 
zastanawialiśmy się powyżej. Otóż pamiętać należy, że zwycięstwo to odniósł Kipryjan właśnie 
w jesieni r. 1379, we wrześniu, wówczas gdy Skirgielło u obu głów chrześcijańskiego Zachodu 
starał się o zagadkowy tytuł: dux Bussiae. Czy o tern w Carogrodzie wiedziano, czy może 



') O podróży tej pisze MaKapifi, IIct. pyccKOii iiepKBn IV. 64, opierając się na listach Kipryjana, wydanych 
w ripaBOCi. CoCect^H. 1860. II. 75 n. Listy te pisał Kipryjan do igumenów moskiewsl^ich Sergija i Feodora, 
z którymi był w porozumieniu. Widać z nieb, że Kipryjan pomimo czyhających naii po drodze zasadzek, dotarł do 
Moskwy. Tam uwięziono go, a nazajutrz wypędzono z miasta; naipiflpuinji^ nocjajii rani "/KC HaHec.ia ocKopó.iCHia, 
HaauBaa »JnTBnHaMii» n naTpiapxa ii coóopi ero ii ujinepaiopa. 

') Hertzberg: Geschichte Griechenlands seit dem Abslerben des antiken Lebens bis zur Gegenicarł, II. 329. 

') Pisze o tem Pełesz 1. c. znów bez podania źródła, stwierdza się jednak ten fakt przez wzmiankę Acta Pa- 
iriarchahis Nr. 337 -/.a; etę tt;v '.ipiv [j.£yAy;v (7jvs5ov ava-pś/_s>. e-i tsu /py; ;jLaT{iav:s ; 7:aTp '. ap/tu, 
ob. niżej. 

*) Acta Patriarckatus U. Nr. 332. str. 6. ć Ta7:£'.vic iJi.v;Tp5:::X(-r^; T:as7)c 'Puatac K'j::piavóc; w tekście powyżej, 
gdzie wymienieni są wszyscy metropolici, biorący udział w synodzie : 5 'Pwj(ac. Akt ten wydany był jeszcze w cza- 
sie opróżnienia stolicy 'patryjarszej, jak to widać z podpisów, gdzie na czele brak podpisu Patryjarchy; toż samo 
wynika z ustępu, gdzie wymienieni są wszyscy metropolici, zgromadzeni na synod. 

') Z aktu instytacyi Pimina na metropolije (Acta Patriarckatus O. str. 337) wynikałoby, że Kipryjan w tej 
podróży do Carogrodu nie osiągnął zamierzonych celów. Czytamy tam bowiem p. 15...'. hit: y.r. ś ^T{:^zr.zk>.-rr,^ 



KIKJSTUT 1 JAGIEŁŁO. 121 

obuwa ,,iiitrvf;i l.aciiiiiik()\v" ') nie wj)lyiięla na ten /.wrót dla Litwy korzystny, kti)ż to zdoła 
od"adn;u'V I to nie zawadzi pamiętać, że właśnie w()wczas, w wrześniu I.">79, jjrzyoliodził do 
skutku układ trocki, ul)ezpieczaj}K'y ziemie ruszcie od krzyżackicli nai)ad()W; co ważniejsza, 
że także w tym czasie właśnie Andrzej Połocki podniósł Ijył bunt przeciw wileńskiemu dworowi 
i pracował wespół z W. X. Moskiewskim nad utworzeniem owej wielkiej koałicyl przeciw Li- 
twie, do lvt(')re) pod wodzą Moskwy, obok Nowogrodu i Pskowa, mieli [)rzystąpić ruscy mal- 
kontenci pod litcwskiemi rządami. IJyła to cliwila ważna, kiedy przygotowywała się stanowcza 
rozjjrawa miedzy Litwą a ]\loskwą o panowanie nad liusią; cliwila poprzedzająca zimową wy- 
jirawę moskiewską na ruskie kresy litewskiego państwa, liiedy ))0 obu stronach skupiano 
wszystkie siły do walki. Dwa zaś były tcatra wojny, na którycłi toczyły się te zapasy o lie- 
gemoniją na Rusi: jeden, pole walki otwartej, gdzie krew się lała, czy to w ziemi Brańskiej, 
czy w kilka miesięcy później na Ivulikowskicli ])ohicli; drugi „w stolicy miast," w Carogrodzie 
gdzie walczono pieniądzmi, nurtująccmi pokryjomu wpływami i skutecznym jak nieraz sic po- 
kazało, postracliera „intrygi Lacinników" W Carogrodzie górą teraz był wpływ wileńskiego 
dworu, ale mimo tych dobr}ch stosunków, jakie nastały obecnie między „wielkim królem czci- 
cieli ognia" a Cesarzem chrześcijańskiego Wscliodu, św. Synodem i Patryjarchą, prawowierny 
W. X. Moskiewski, jakkolwiek krnąbrnie opierał się rozjtorządzeniom Carogrodu, znajdował 
przyjaciół i zwolenników pośród ruskich poddanych wileńskiego dworu. Łatwo zatem osądzić, 
jaką kotwicą zbawienia był w tych stosunkach dla litewskiego państwa Kipryjan, jalc doniosłą 
była ta zdobycz, że obecnie „metropolita całej Rusi" nie „błogosławił Moskali na rozlew krwi" 
w wojnach z Litwą, jak na to jeszcze przed ośmiu łaty żalił się Olgierd. -) 

§. 7. 
Dymitr Doński i metropolita Kipryjan. 

Co dziwne, na pozór przynajmniej uderzające, to że W. X. Moskiewski nie skorzystał 
z pomyślnego dla siebie stanu rzeczy w Carogrodzie, za rządów „przekupnego Patryjarchy. " 
Jeszcze w r. 1378 wyjednał był przecież u niego ów cenny list, wzbraniający Kipryjanowi 
przystępu do Moskwy, to ważne rozporządzenie, którem Patryjarchą oddał Mitjajowi rządy me- 
tropolitalne w „Wielkiej Rosyi," zastrzegając sobie na później jego kousekracyję. Trudno pojąć 



'AX£;ioc ev ^a^s' Y^iP? ''^P'? 3'-''"' e^eSi5[J.Y;o£v. wc Se 'iioXka. [AS^-fi^a; ohib/ •^vj£v, ouos Tbv e^sTsi 7:xp3Ss.y6\).v/y> ir/t, i^c 
w; Titia; cspsuiY)^ aTTiSTat, -Kok się t})v iepav (A£i'aX-^v c'jvc3ov avaTp£"/£t £ra Toii xpr)[iaTi<ja'^oi; '::pb ir;n(iiv ■::aTpiap/_5j, Cr;Tt5v 
PsY;3£iav, £9' 10 xai rą-t \fA'[akr[^) 'P<o(jiav Xap£Tv. wc os ^ayiau^a Tbv /,aipbv £upi!r/.£v oi) au[;,pa{vsvTa tw io;o) cy.j-w, y.a- 
^Yjcrio K£pt|ji.£V(i)v y.al •/.£vaTc e^mai Tp£fó[ji£V5c. Zważyć jednak należy, że całe przedstawienie rzeczy w tym akcie jest 
nadzwyczaj tendencyjne, zresztą wyrażenie tak ogólnikowe, jak -Aeyatę £X'!i(ai Tp£oóp.£voc może być rozmaicie tlóma- 
czone. Świadectwu temu zaś sprzeciwia się powyżej przytoczony tytuł Kipryjana przy podpisie na urzędowym akcie 
synodalnym. Co ważniejsza zaś jeszcze, Letop. Woskres. (Ilo.iH. co6p. VIII. 32) świadczy wyraźnie, że Kipryjan 
otrzymał w tej podróży zatwierdzenie swej władzy metropolitalnej nad wszystkiemi ziemiami ruskiemi. Po przyb}'- 
ciu bowiem posłów W. X. Dymitra (w końcu r. 1379, ob. niżej): lOJKe npome4uie ^apŁ 11 naTpiflpxi penouia Pj'cn : ■ 
»qTO cniie niimert KHa3b BC.iiiKiii PycKift o JTiiMimt, a nocraEjieHŁ ecit totob^ MiiTpono.iiiTŁ wa Yycw KiinpiaH^, 
4aBH0 nociaBjeHi ecit CBaTtiimiiiit naTpiapxoMii ^iijio-i-teMt, toto h oTnycTHjiii ecMU (mówił to zaś nowy 
Cesarz i nowy Patryjarchą, właśnie świeżo wybrany) na PycKyio seM.iK) Mnipono-iiiTOMB, a KpoMt roro 
iiHoro He Tpe63'eM'B nocTaBHin. 

') Por. wyżej str. 119. uw. 1. 

') O całej sprawie Mitjaja por. Maiopiii, Hot. pyccK. i;epKBil IV. 63 n. 

Wydz. filozof.-histor. T. VII. 16 



122 STANISŁAW SMOLKA. 

dlaczeg-o Dymitr tak długo zwlekał z wysłaniem Mitjaja do Carogrodu, aż doczekał się rewo- 
lucyi r. 1379, upadku Makarego i nowego zwrotu na korzyść Kiprj-jana. Zagadkę tę tłómaczy 
jednak z wielką prostotą tekst Letop. Woskres. Tak bowiem opisuje początek rządów Mitjaja 
po zgonie Alexego: ') 

II TBopaiue Bce, okc ^octoiiti MiiTpono.TiiTj, no Bcefi MiiTpono.iiii u ci> noiioas 4aHb cóiipame, sóopHoe xe 
n poJKecTBCKHOC, oópoKH Hte II noui.iiiHii MiiTponojimH TO Bce lisiiMiiuie, roToeaca na MiiTpono.iiro ii npiicTpaauieTŁ 
ceói Bce cymaa, kx n>'THOMy mecTBiio noTpeÓHaa ki Uapiorpa4y na nocTaB.ioHie. Ho roro jtia ne noii^e. . . 

Jasna jest zatem przyczyna zwłoki. „Przekupny Patryjarclia" zastrzegł sobie wyraźnie 
na później l^onsekracyję Mitjaja, -) nic więc dziwnego, że tymczasowy namiestnik metropolity 
z taką energiją zbierał zewsząd pieniądze, potrebnaja k Carjuhradu na postawienie. Dopóki nie 
zebrał tyle, ile było potrzeba ^ — a suma to w tego rodzaju okolicznościach musiała być wysoka — 
nie było poco wybierać się w drogę. 

Nadeszła w'reszcie chwila, gdzie już dłużej nie można było zwlekać. Może już podróż 
Kipryjana do Carogrodu, o której w Moskwie niezawodnie wiedziano, zaniepokoiła Wielkiego 
księcia i Mitjaja, może też nadchodziły także wieści z Carogrodu o przywróceniu Jana V na 
tron cesarski i o synodzie, który „przekupnego Patryjarchę" złożył z urzędu; bezpośredni je- 
dnak powód do przyspieszenia podróży wyszedł zkądinąd. Oto właśnie mijało półtora roku 
Mitjajowych rządów — było to zatem w lecie 1379 — gdy w Moskwie się dowiedziano, że ów 
krnąbrny władyka suzdalski, Dyjonizy, który Mitjaja prostym popem nazywał, wybiera się 
w drogę do Carogrodu. Zabronił mu tego wprawdzie surowo Wielki książę i dla większego 
bezpieczeństwa osadził nawet Dyjonizego w więzieniu, ale zmiękczony prośbami władyki, wy- 
puścił go na wolność za uroczystem zobowiązaniem, że nie pojedzie do Carogrodu bez pozwo- 
lenia, przynajmniej przed upływem całego roku, dopóki Mitjaj nie otrzyma tam konsekracyi. 
Dyjonizy jednak, wyszedłszy z więzienia, ani dwóch tygodni nie czekał, złamał słowo i Wołgą 
przez dzierżawy Wielkiego Chana podążył do Carogrodu. ^) 

W Moskwie zdawano sobie dobrze sprawę z niebezpieczeństwa, które ztąd mogło wyni- 
knąć. Nie dość, że wpływ wileńskiego dworu był teraz górą na dworze Cesarza i Patryjarcliy, 
jeszcze tego było potrzeba, żeby tam przeciw Moskwie działał władyka suzdalski, jeden z naj- 
znaczniej szych dostojników samej moskiewskiej Cerkwi. Należało zatem jak najspieszniej 
w^yprawić Mitjaja do Carogrodu, a zebrane pieniądze jeszcze nie wystarczały. Jedyna zatem 
pozostawała droga: uciec się do kredytu. Dymitr uległ prośbom Mitjaja i wydał mu blankiety 
z własnoręcznym podpisem i wielkoksiążęcą pieczęcią, wierny Mitjaj miał je według potrzeby 
w CarogTodzie wypełniać na zaciąganie pożyczek u tamtejszych bankierów. Tak uzbrojony 
blankietami, wyruszył Mitjaj do Carogrodu, 26 lipca 1379, mając wszelkie widoki, że przybę- 
dzie tam przed Dyjonizym, który Wołgą i tatarskiemi szlakami nie tak rychło mógł zdążyć 
do celu dalekiej podróży. Liczny orszak dostojników duchownych i świeckich towarzyszył Mit- 
jajowi do Carogrodu, trzech archimandrytów: Joan Petrowski, Pimin Perejasławski, Martyn 
Kołomeński, Dorofiej, następca Mitjaja na kanclerstwie, wielu bojarów z dworu księcia i me- 
tropolity. *) 



') noM. co6p. VIII. 29. 

') xXt]v t^; xs'-P3T5viac Acta Patriarchaiits 1. c. II. 121. 
') Woskr. Letop. 1. c. 30. 

*) Tamże. Ob. również Letopis Włodzimierski (Danilewicz 1. c. 192) pod r. 6887 (1379): pojde na mUropoliu 
Michajło Ihumen w Carhrad namesnik mitropoliczL 



KIKJS1UT 1 .tagw.łijO. 12;5 

Droya Ityla ditiga i uciążliwa, l)() prowadziła do Kafty przez koczowiska tatarskie. Tutaj 
Chan i^faniaj zatrzymał przez czas jakiś drużynę Mitjaja, ale wreszcie puścił go w dalszą drogę. 
Z Kaify wypłynęło poselstwo ma morze. Już zdążano do Carogrodu , już widać było mury 
stolicy, gdy nagle, zapewne z trud(')w podr()ży, Mitjaj rozchorował się ciężko i umarł na okręcie: 

II OwcTi. yKL' iipeiiaHmiuiT) iimt, ny>iiiHy Mopouyio, hho ii Uapb 6t rpii.it iiiuctii, Tor^a niiesaiiy pa;)6o.itc(i 
MiiTHit, II yM\w iia Mopii, ii iic ff)i.nca Miic.ib ero ii iie c.iymicH 61.ITI1 013' Hirrponn.iiiTOM Ha Pycii.') 

Drużyna IMitjajowa znajdowała się w trudnem położeniu: dosadnie wyraża to Letopis: 

II lic ,i(iyMt)i.\ycn 'no CTiiopiiTt, u iiT>CK0.ic6aiuacfl hko niHiiu: bch 60 My/i[)ocTi. 11x7. nor.irtinciia ólicti. 

Czyż mieli z pod murów Carogrodu powrócić sromotnie do Moskwy, aby dziwnem za- 
kończeniem tej nieszczęśliwej wyprawy, na przesądne umysły działającem potężnie, uświetnić 
tryjumf Ivipiyjana. Śmierć Mitjaja w obliczu świetności Carogrodu, przed samem wylądowa- 
niem, sprawiała wrażenie sądu łiożego. Wszędzie nadzwyczajny taki wypadek sprawiłby nie- 
słychane wrażenie, cóż dopiero na Wschodzie, w Bizancyjum i na liusi. Towarzysze ^Mitjaja 
opowiadali i)('tźniej, że w chwili jego śmierci okręt stanął na morzu jak wryty i w żadną stronę 
się nic poruszał, gdy obok niego przepływały swobodnie inne okręty. ^) Z takiemi wiadomo- 
ściami wrócić do domu, to było tyle, co pogrzebać może na zawsze wobec Carogrodu i liusi 
sprawę metropolii moskiewskiej. 

Rozumiał to dobrze orszak zmarłego Mitjaja, a nie darmo w nim byli ludzie tak znaczni, 
archiraandryci, dworzanie Wielkiego księcia, wreszcie sam kanclerz (pieczatnik). Postanowili 
zatem pogrzebać Mitjaja pokryjomu w Galacie, a wybrać z pomiędzy trzech archimandrytów 
nowego kandydata na godność metropolity i przedstawić go w Carogrodzie jako wybrańca 
W. X. Dymitra. Wybór ważył się między Joanem, archiniandrytą petrowskiego monastyru, 
mężem, Ictóry w Moskwie zażywał wielkiej powagi, ") a perejasławskim archimandrytą Plminem. 
Przeważył wreszcie Pimin i na niego się wszyscy zgodzili. Konieczna rzeczywiście była tym 
razem jednomyślność, rzecz jasna bowiem, że wszystko mogło się zepsuć, gdyby kto z malkon- 
tentów zdradził tajemnicę. Nic też dziwnego, że wskutek wyboru Pimina wszyscy się związali 
przysięgą, iż dochowają tajemnicy, Joana zaś, który się odgrażał, okuto natychmiast w kajdany. 
Następnie wydobyto ze skrzyń Mitjaja drogocenne blankiety z podpisem Wielkiego księcia i na 
jednym z nich napisano list polecający Pimina na metropolitę. Z tym falsyfikatem w ręku 
stanęło poselstwo mosłiiewskie przed Cesarzem Janem V i nowo obranym Patryjarchą Nilem. *) 

Wielkie, nieprzezwyciężone — zdawało się — trudności, mieli posłowie moskiewscy do 
przełamania w Carogrodzie. Przedewszystkiem — jak wiadomo — przeważał tam obecnie wpływ 



') Woskr. Let. 1. c. 31. Por. Mahapiii, Hct. pyccK. i;epKBii IV. 66. 

') Tamże. 

') Mówi to wyraźnie Letop. Woskr. w ustępie, gilzie wymienieni są członkowie poselstwa 1. c. 31. 

*) Letop. Woskr. I. c. 31: obIh xoTaxy nocTaBnin loana bT) JinTpono.iiiTi!, a 4P3'3iH liiiMiiHa, 11 raKO dotom-b 
c^raaiuiiBuiecH bch bł e4HHy 4yMy h amacH aa IlHMHHa, a loana OTCTaBiima. loan-b we pe4e: •asi iiiiaM-b He 
oÓBHyBca rjaro;iaTH na sacB, hko hb HCTBHHCByeie xo4aiue, ho ci ji)Keio raarojiere nxo4nTe«; ohh ace ciB-feTt cbtbo- 
picuia, auia ero u we.ieaa Bs.TOłKiioia nanb, ne e/iiiHO Biy^piCTOBame 60 ci Hnsiii no IlHMnHt. IlHMnH-B żkc cisnpaa 
pasHimy H Kasny MnraeBy, 11 oóptie npeiKepeieHyio OHy xapaTiro iiMymyio no4nnc'E 11 neMai-Ł Be.inKoro KHaaa, 
a niicania ne yjiymn n laKO ysmciHEUie cime Hanncauia Ha Heń i t. d. — Toż samo potwierdza a po części uzu- 
pełnia ustęp dotyczący tej sprawy w akcie Patryjarchy Antoniego z r. 1389, Ada Patriarchaius II. 121 : outu y*? 
e-ijia; -rćfi pa^iKosę Ttóv r.outwi, aAX' sti •n5v IIpoTCO-ni^a -7,£(uv xa'. p.£XXwv lc 'niv aupisv xaTaY£g3.at, -rby ptov a.T.iX\- 
itev. ouoE TsijTO T5UC [j.s)^r)p5uc £X£i'vo'jc eou^wCTjas Tcpśi^eic, aXX' h\t.otzrfla:mz £-; -/.t/m ■rr^z, £xxXY)3ia; £-/£ivy;; y.ac 05X511; 
xa! <7U3X.£uac T^o\f\ni\xsyz\. y.at Jjejo^ cuiJ.-Xa(jajJi£v5'. YpajjijAaTa v.m i£po|J.5vx/óv Tiva, n5'.[A£va X£Y5iA£v5v y.al £ajT5v auT5t ■i:p5rDr;- 
Ga|j.£V5i ■i:5'.iJ.£va -/.al opy.oyc y.at a'jvw[j.05i'a; -(jb; aXX75Xou? zoii^cayTsc, wote |xr,5£va e; £y.£(vci)v v.-v.'i xa; ^av£p(5ja'. t5 aXY;5£;. 



124 STANISŁAW SMOLKA. 

litewski: Kipryjan otrzymał byl co dopiero zatwierdzenie swej władzy metropolitalnej nad całą 
Rusią. Nadto, pomimo najuroczystszy cli przysiąg, jakiemi się związali posłowie moskiewscy, 
oszukaustwo icli wyszło na jaw. W Carogrodzie wiedziano o Mitjaju, chociażby tylko z roz- 
porządzeń „przekupnego Patryjarchy ," które właśnie unieważniono. Skoro zatem posłowie 
moskiewscy przywieźli innego kandydata na metropolitę, zaraz obudziły się słuszne podejrzenia. 
W jaki sposób wyklamywali się posłowie, nie wiemy; że jednak udręczeni byli niemało, że 
przejść musieli przez rózgi uciążliwych śledztw, badań i rozpytywań. o tern daje Letopis Woskr. 
wymowne świadectwo : 

Uapb H;e n narpiapst jiHoro iiciasaiiie IliiMiiHa u cymiixx ci, nnMt, ónBUiy 60 ctóopj- 11 onpauiiiBaHK) Jinory 
II HCTR3aniio 11 pacnuTOBiiniio CiiBuiy. 

Im mniej jednak wiary znajdowały odpowiedzi posłów wśród tych „badan i rozpytywań," 
tern większa okazywała się potrzeba energicznego działania za pomocą pieniędzy. Do tego zaś 
służyły blankiety z podpisem i pieczęcią Wielkiego księcia. I pokazało się, że W. X. Moskiew- 
ski miał w świecie finansowym Carogrodu kredyt nieograniczony. Za pomocą tych blankietów 
zebrali posłowie u kupców i bankierów różnych narodowości tjle srebra i rozrzucili go tyle 
„na wszystkie strony," że pomimo niepomyślnego przebiegu badań coraz lepiej stała ich sprawa. ') 

Zwolna pozyskali sobie wszystkich członków św. Synodu. Najtrudniej było z metropo- 
litą nicejskim Teofanem, który wytrwale bronił sprawy Kipr)'jana. Był to jeden z najpoważ- 
niejszych dostojników greckiego Kościoła: podpis jego znajduje się zawsze w aktach urzędowych 
na czele całego szeregu zgromadzonych meti-opolitów, tuż po podpisie Patr}7archy. Teofan roz- 
chorował się wówczas ciężko i nie mógł przybywać na posiedzenia św. Synodu; może na łożu 
boleści, w oblicza śmierci, drażliwsze miał sumienie od innych. Synod porozumiewał się z nim 
po kilkakroć przez swych wysłańców, którzy go odwiedzali w domu i nie szczędzili zabiegów, 
aby go skłonić do odstąpienia sprawy Kipryjana. Dwaj szczególnie członkowie św. Synodu, 
Sebastj-jan, metropolita Joanniński i Matiiej, metropolita Kiernicki, oddali w tych rokowaniach 
wielkie usługi posłom moskiewskim. Wobec tego nacisku uległ wreszcie obrońca Kipryjana 
i poddał się większości. ^) 

Nawet przybycie Kipryjana, który na wieść o tych zabiegach znów pośpieszył do Ca- 
rogrodu, nie pokrzyżowało już planów moskiewskiego poselstwa. Kipryjan zastał w stolicy 
patryjarszej grunt tak podminowany moskiewskiemi pieniądzmi, że' musiał zgodzić się na kom- 
promis. Widząc zagrożone swe stanowisko — zamierzano go bowiem złożyć z godności — starał 
się je ratować przynajmniej w części. ') Jakkolwiek zatem przed kilku miesiącami otrzymał 



') Let. Woskr. 1. c. 32. IlnMiiH-B me Kaóa.ioio ohoh) BciiiKoro Knasa cb cbohmii c^B-tTanKii noaaiiMiiBama cpeópo 
BŁ pocTi Ha HJia BejHKoro KHaaa y <J)pa35 11 y BecepaeH-b, pocTCTt ate cpeópo to n 40cejt n po3C3Miiina nocyau 
n poajaBauia MHoro ua Bct ciopoHU, aKO oxTaiix'B CBtjtie.icTyeT-B : ho cŁÓop-B cyeTHUxt iicn.ibHn M340K) jecnim}' 
nxt. Text ten wspomina o jednym blankiecie (Kaóa.ia), posłowie musieli posiadać jednak więcej egzemplarzy do 
użytku według potrzeby, skoro, jak świadczy wyżej tekst tego samego Letopisu, użyli jednego egzemplarza do sfał- 
szowania listu Wielkiego księcia. Według Karamzina IIcTopia rocyjapciBa poccińcKaro. II34. II. tom V. str. 60, 
W. X. Dymitr przez wiele lat nie mógł wypłacić tych długów, które posłowie jego w r. 1379 pozaciągali u róż- 
nych kupców w Carogrodzie. 

*) Ciekawy epizod oporu Teofana i rokowań, które z nim prowadzono, opisany jest szczegółowo w akcie no- 
minacyi Pimina, Acta Fatriarchatus II. str. 16 — 17: 0'.s.ii.T,rj^ri oh y.al ó UpwTaTS; [Ar,-:p57::X(T7;; N'aa{a;, vKT,\>.Ci'i p.£v 
Tj] Pa5iX{S'. Tu)v T.ckzu)'/ i t. d. 

'") O przybyciu Kipryjana do Carogrodu w czasie pobytu posłów moskiewskich, świadczy również przytoczony 
powyżej akt nominacyi Pimina str. 15: w; ae -/.al ó \i.i)-cjo-oXiTf,c, K'j-piav3; a-^a^rpś/si, i:pb; tw KjśPco y.ai -rr,v Mt-fa- 
Xr,v Xa^£Tv 'P(i)ci2v ahu'/ (według przytoczonego powyżej tekstu Letop. Woskr. str. 120. uw. 5. Kipryjan osiągnął 
był to już za poprzedniego pobytu w Carogrodzie; teraz chodziło tylko o obronę tej zdobyczy) r, ot p,STp'.;Tr,; r,^(i-i 



KIKJSTUT I JAGirj.ŁO. 125 

zatwierdzenie na metropoliję wszystkich ziem luskicli, rad nic rud przyzwolił oljccnic na nowy 
j)odział Ruskiej Cerkwi, z.idawalniając sic stanowiskiem metropolity ^[ałej Rusi i Litwy. Nawet 
tej;o nic m<»yl dokazae, żchy mu pozostawiono l^tuł metropolity kijowskiego, cliociaż Kijów 
należał do litcwskicg-o państwa. Sw. Synod wydał ważne, zasadnicze orzeczenie, że stolica 
kijowska ma być przyznani} I*imiuowi, „według dawnego zwyczaju tej metropolii, albowiem 
niemożliwą jest rzeczą zostać arcliierejem Wielkiej Rosyi, jeśli się nie jest wprzód mianowanym 
metropolitą Kijowa, który jest powszeclniym Kościołem całej Rusi i naczelną metropoliją." ') 

Taki skutek osiągnęły w Carogrodzie moskiewskie pieniądze. Wedhig charakterysty- 
cznego świadectwa Letopisu Woskres. nie wierzono poselstwu, ale z tem wszystkiem: 

II sfiojiHUia cimc, ai.o iiocTamiTH Pucu JIiiMiiiia MiiT[)oiiOjiinoMT>, pi;iimc Tpeuii : »ame Pyci. apano imic hc- 
iipaiu) rjarojiiOTT), no mu iiiicTiiHCTriyeM-b ii npan/iy AtcMii h TncipiiMi u r.iaro.iCM-b," ii rano iiocraiiii iiarpiapM Hii.ib 
IliiMiiiia jiiiTpoHo.iiiTOMŁ iia Pycii. *) 

Stało się to w czerwcu I08O. Patryjarcha Nil wyświęcił Pimina na metropolitę Ki- 
jowa i Wielkiej Rosyi. Zdobycz to była dla Moskwy wielka, bez porównania cenniejsza, 
aniżeli rozporządzenia Makarego z r. 1379, w którem powierzono Mitjajowi urząd metropolity 
nad „Wielką Rosyją," ale bez Kijowa. Starożytna stolica Ruskiej Cerkwi związana została 
napowrót z tnetro])oliją moskiewską. Na współczesnym akcie synodalnym podpisał się Pimin 
po rusku: 

CMt.flEin.ii MHT|)0II0.1HTT> lloHl.tHUI. lilllCKLC II KeAHKOE PvCH. ") 

Podpisu Kipryjana nie ma na tym akcie z czerwca 1380: metropolita „Małej Rusi i Li- 
twy" pospieszył snąć do domu po doznanej porażce, nie czekając na wyświęcenie swego szczę- 
śliwego współzawodnilca. 

Co dziwniejsze, że Pimin nie spieszył się zawieść do Moskwy tej drogocennej zdobyczy, 
którą za listy dłużne Wielkiego księcia kupił w Carogrodzie-. Czy pozostał w stolicy patry- 
jarszej, czy się zatrzymał gdzieś po drodze, nie wiemy; to tylko pewna, że dopiero w ])('dtora 
roku 1)0 wyświęceniu, w grudniu r. 1381 wrócił do Moskwy.*) Co prawda, od śmierci 
]\Iitjaja poselstwo moskiewskie działało zupełnie na własną rękę, bez żadnych instrukcyj Wiel- 
kiego księcia. Nicby też nie było dziwnego, jeśliby Pimin po wyświęceniu zatrzymał się jakiś 
czas w Carogrodzie lub w drodze, żeby zawiadomić Wielkiego księcia o tym szczególnym za- 
machu stanu cerkiewnym i przygotować sobie grunt do powrotu. Jakkolwiek bowiem dzielił 



tt5v [kh Ta)v a-b tyjc MsYst^i';; 'Pwci:^^ Tiph^iw/ i^v5-:Y)7iv /.ai -apay.Xr,3'.v ot(7.aiav) -/.pi^aja i t. d. Że Kipryjanowi groziło zu- 
pełne usunięcie z godności metropolity, świadczy jasno dalszy ustęp tego aktu, str. 17: Tbv Se K'j-piavbv soćt y.h ou wii 
KuśPsj i;.6v;v £y,f;X-r)3Yiva'., aXXa y.ai t.titoc \i.i[jo'j^ Tr,c 'PotJiac, uc p.£Ta a.-ivqq £T:£iXT][ji[ji.evov Tvjc Toiaóri;? £/.xAif;7{ac /.xl 
ay.T)0-ńzzitic. Widząc to Kipryjan, rozpoczął usilne starania, aby mu pozostawiono przynajmniej władzę kościelną nad 
ruskiemi dzierżawami Litwy, ob. tamże str. 15: y.ai \).e^' ■fj[>.ic>x- eic t7)v l£pav cjvooov l^^co-; ou y.ptjsu; £'v£X£v af.y^ai 
cYjffi, i^rjTrjsai ok [a6vov x,ai Xx^v.''i, oi3v -^ (juvoBoc Sia ty;; e^Ypa^ou ^potMO)!; autr]? auTbv £/,£iv oiaX3;p.|3av£i, y.av [j.h/ oiy.9) 
5iy.atov. £i S' oOv £To(p.(i)c 'iy&v> apx£73-^vai tw ev w p.óvi{) y.£7_£'.p;-óvY;Tat |Ji.£p£t, ib Xoi-bv vjor) iŁ5tpai-n;7xp.£v3v. 

') Ważne to orzeczenie brzmi dosłownie 1. c. 17: raa-^jpu/^^yj-^ai 0£ auTbv (sc.n51p.eva) icai Kuej3:u y.aTa -ri)"^ ap- 
7_a(av T^c p.-^Tpo-óX£(>)i; Taj-rr;; cuvY^3'£iav, £-£i a3uvaTov Meya^r,.; 'Pwciac Y£V£j5ai ipyitpioi., el (at) Kuepiu Trpiteps'^ svo- 
p.aa3£iY], OTjep Łmh •(] xa3'oXiy.Y) ey.y.Arjita -a!7T); 'Pcoitac -Aal -poy.a3£l^cp£v^ [j.r,Tpór.o'k\:. 

^) Warto porównać to wiarygodne i niepodejrzane świadectwo z urzędowym aktem późniejszego Patryjarcby 
Antoniego, który ten krok swego poprzednika Nila usprawiedliwia następującemi słowami (Acta Patriarchatus II. 
121): ó Se Tbv SóX5v /.al ra? 3'jjy.£'jac ci.';^iarflxc xai ■KiffTEujac, ó); aXT)3-EJt rofę yP^^P-P-*"^' {'^'^^ Y^^P °'"' ^^"/C-^ uxsCT£ijja', 
T0(J5UT0V vtay,bv aya^ij t£ /.al ^Eta (j^u/tj xai iraarię p,ev y,a/.iac ayeuiTO;, TŁaoTjC SI dperfi^i avaTCX£to;) 'ftK^z^zyiti. cy/oSwoi; 
Tbv noip.£va p'(;Tpo7;oX(-niv 'Po)3ta?. O wyświęceniu Pimina ob. nadto Letop. Nowogrodzki IV. IIojh. co6p. IV. 83. 

°) Acta Patriarchatus II. 8. Por. MaKapiii, Mct. pyccK. ^epKBH, IV. 69. 

*) Letop. Woskr. 1. c. 32. ob. niżej. 



126 STANISŁAW SMOLKA. 

odpowiedzialność z całera poselstwem, zawsze niepewną było rzeczą, jak Wielki książę przyjmie 
ten zwrot niespodziewany, cliociaż to była zdobycz polityczna takiej nieobliczonej wartości. 
Wobec dość ożywionych stosnnków miedzy Moskwą a Carogrodem, niepodobna przypuścić, żeby 
Wielki książę przez blisko półtora roku nie wiedział o wyświęceniu Pimina, żeby poselstwo 
moskiewskie o tej zdobyczy nie zawiadomiło swojego pana przez umyślnych posłańców. Tym- 
czasem nadszedł sierpień (1380), hordy Mamaja zbliżyły się do granic moskiewskich, a Dymitr 
gotując się do rozpaczliwego boju z Tatarami, musiał poprzestać na błogosławieństwie koło- 
meńskiego władyki Gerazyma, ') jakkolwiek od dwóch miesięcy wierny sługa wielkoksiążęcy 
Pimin był już wyświęcony na kijowskiego metropolitę. Prawda, że właśnie rucliy ord tatarskich 
mogły zniewolić orszak Pimina do opóźnienia powrotu, jeżeli jednak nowy metropolita przybył 
do Moskwy dopiero w rok po bitwie na Kulikowskich polach, musiała w tern być 
jakaś ważna przyczyna. I śmiało można przypuszczać, że doszedł go rozkaz Wielkiego księcia, 
aby się gdzieś w drodze zatrzymał. Inaczej niepodobnaby zrozumieć takiego opóźnienia, za 
tem przypuszczeniem zaś przemawia postępowanie Wielkiego księcia po bitwie na Kulikowskich 
polach. Nowy to, ważny i ciekawy zwrot w dziejach Ruskiej Cerkwi, o którym niestety bardzo 
skąpe tylko doszły nas wiadomości. 

Oto Letopis Woskres. zapisuje sucho pod r. 6888 (1380) po obszernej i malowniczej 
opowieści o bitwie na Kulikowskich polach: 

T o e 5K e 3 H M n n o c .i a k h h 3 ł b e .i n k i it no K ii n p i a h a m ii t p o n o .i ii t a Ha K i e b i. *) 

Pod rokiem zaś następnym 6889 (1381) czytamy w tym samym Letopisie: 

Ha BtaHCceHieBi jeiib npiiMC KiinpiaHi na MocKBy. 

Obie te wiadomości ściąga niedokładnie w jedno Letopis Włodzimierski, podając pod 
r. 6888 (1380), również po opisie bitwy na Kulikowskich polach: Tojże zimy pride na Ruś 
Kiprijan mitropolit kijeioshy} i tvseja Rusi i prijał jeho kniaź welikyj iz czestiju icelikoju. ^) 

Podobnie, z takąż samą oschłością zapisuje Letopis Woskreseiiski, pod r. 6889 (1381) 
smutny epilog carogrodzkicli tryjumfów Pimina: 

Toe ac e occhii npiiiae IIiimiihi iisi Uaparpaja a nociaHŁ óucib b^b 3aToqeHie Ha 
lH)x.iOMy. ■*) 

L"zupełnienie tych lakonicznych zapisek rocznikarskich znajdujemy yv współczesnym po- 
mniku, obejmującym dzieje Ruskiej Cerkwi w tych latach, który wcielono do Letop. Woskr. *) 

Ilpiiue secTb k^b Be.iHKOHy hnasio hko Mniań yiipe, a IIii.miihb b-b MUTpono-iiiTU craji; KHa3b ace BcanKin 
He BCX0Tt IIiiiiiiHa B-B Mnipono-TK), peqe: »a3'B ne noc.Tax'B IIiiMiiHa CTaiii na sinipono-iio, ho noc.iax-B ero hko e4n- 
Horo Oli c.iy*amnx-B Miiiaio, mto ce HUHt ciiiniy lanoBaa,* n noc.ia na KieBi no Knnpiana iińTpono.inTa <I>eo40pa 
nrysiena CniianoBCKaro, oma CBoero /i3'X0BHaro, n noiue c% Mockbu na Be.iiiKoe 3aroBeHie no Kimpiana Jinipono- 
jnra, 30Bymn ero Ha MocKBy oii BejuKoro KHasa. Kinpianł H;e npiiije hcb Kiena na Mockby, b-b leTBepTOKB 



') Nowogr. Letop. II. IIojh. co6p. III. 13.3. Że Gerazim był władyką kołomeńskim, widać z Letop. Woskres. 
tamże VIII. 27. 

'.) Ilo-iH co6p. VIII. 42. Por. MaKapiń, IIct. pyccK. ąepKBn, IV. 70. 

^) Danilewicz: Latopisiec Litwy i Kronika Ruska str. 197. Tę „Kronikę Ruską" wydaną przez Daniłowicza, 
uważać należy zdaniem mojem za Letopis Włodzimierski. Wyjaśniam to w monografii o Letop. W. X. Lit., którą 
niebawem ogłoszę. 

*) no.iH co6p. VIII. 42. Por. akt Patryjarcby Antoniego z r. 1389, Acta Patriarchahts II. 122: ś -^kp p-ŚY^; 
pr,; t:j Msr/ip{:j, Trapi r.inT/ Ł\rMx ^zyizi^^t-Kc, ts3t:v p.r,-ips-:X':Tr,v (sc. Uz'.\>.i-i3), p.5XX5v Bk y.a:, r.cth 5v £-'.Trij, Ta 
X2-' aJT:v -.'•/(opiTa;, p.s-:2-/.aXsTTai [ihi t5v p.7;-poTrsXiTY;v y.yp K'jzp'.av5v, -cXXi p.£Tap.£Xr;5£lc y.ai o-jy^^^W aiT^iJa; e?' oic 
r.pi-źpz'i £•.; a"j-:5v £zXf;jji'jA£Xvi;sv, a::arr,3£ii; tsT; tiu -/pr,;j.axijav:3; r.xzp<.izyz-j '^pi\}.'^x<j<y, scspiuSi os iby Ylov^vix y.%: cu- 
Xr/.f, ■/.%■: xyXzU'., w; r.%zx pc!)ix-^v a'jTOJ '(f^o-iŁ':x ]j.r-.pzT.zk\rr^'i ■/.%'. twv sśX(>)v xa; t^? kizirr^z £x\0'i. 

'') no.iH. co6p. VIII. 32. Ob. wyżej str. 118. uwaga 1. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 127 

() iicit.iii 110 II:icnh, iiii iipniiiiiiia. Ih.iiiicci-iiiii, a cirliTf i-ro iii'C7. iiiipo.rr. r]mAi\ Miiciaiu; i;ii)i:)i. *■(■ n(Miii;iii A^HTpift 
lliiiiH(iiiii>ii> iijjiHTŁ fid CT, Dc.iiiHoK) 'lociiio II .iK)f)(ii)io. ^ llo CC4MII żKC yitcm\t\i ripiixo4ii ero, npiiue iiIiCTii, hko 
lliiMiiin. ii.ie ii:ii UiipHrpii.ia iiii Pycb MinpoiKi.iinoM-b, KiiH3b,"/Kc Bc.iiiKiń noc.ia iipoTiinii ewy, ii eraii Cuitl na Ko- 
.K)Miit, 11 TV pa3Ht,uiina ori, iicro nca cymati .iio.ui, fiimiiiaH (;t. iihmt>, ii ciiHiua ct> nero hMi)OyKT> Ot.TMft, ii iicci 
Ciiin. siiiTpoiio.iiiiicuift oTHiiia oti nero, ii n|)iicTaRiiiiia kt. iioiy llnaua ciiiia rpiiroptna Miopii.ioDa, iiapiniaL-Maro 4pa- 
iiimy, II [iiiBLMOiiia riiiMiiHa in> 3aT0'ieiiic cti Ko.tomiiii na 0.\iiy, iic aasiaa Mochiim, ii oTTo.it ki llepeciaiiJK), TaH<e 
KI PocTony II KI ra.iiiiio, iipinitMiiic iKH ero iia Mio.\.iom3', Ty noca4Hiua ero: ii npeóbicTi Ty e4iiH() jtTO, u 0TTy4y 
uc4i'iii ÓMCTb Ha Tuepb. 

Tak wiec po pogromie Maniaja, w ciągu zimy z r. 1380 na 1381 przyszło do porozu- 
mienia między Moskwą i Kipryjanem : w samo święto Wniebowstąpienia, 3 maja 1380, Kipryjan 
przybył do Moskwy, uznany został przez Wielkiego Icsięcia metropolitą kijow.skim i całej Ilusi, 
ale za cenę opuszczenia Kijowa, osiedlenia się w Moskwie. Wskutek tego Pimin, powróciw.szy 
w parę miesięcy później z Carogrodu, w grudnia 1380, jako sprzęt niejjotrzebny a nawet za- 
wadzający, osadzony został w więzieniu. 

Według świadectwa Letopisów Dymitr Doński pierwszy rozpoczął rokowania z Kipryja- 
nem, Idóre toczyły się w zimie po bitwie na Kulikowskicli polach. Cóż go spowodowało do 
tego kroku, cóż go skłoniło do szukania zgody z metropolitą, który był kreaturą wileńskiego 
dworu, Ictórego on sam przed dwoma laty sromotnie znieważył. Jak wytłómaczyć zwrot taki 
właśnie w tej cli wili, gdy Kipryjan w Oarogrodzie poniósł ciężką porażkę, z metropolity „całej 
Rusi" zepchnięty na stanowisko zwierzchnika eparchij litewskich i małoruskich. Wszakże wy- 
święcenie Pimina łączyło napowrót metropoliję moskiewską ze starożytną stolicą Ruskiej Cer- 
kwi; powołując zatem Kipryjana, W. X. Moskiewski odrzucał niejako tę cenną zdobycz, która 
go — nieświadomie, co prawda — tyle kosztowała w Carogrodzie. Trudno przypuścić, żeby 
sam tylko gniew za samowolne postępowanie poselstwa moskiewskiego spowodował Dymitra 
do tego kroku. ') Bądź co bądź, w poddanym swoim Piminie mógł się spodziewać powolniej- 
szego narzędzia, aniżeli w tym chytrym Serbie, który przez lat tyle wysługiwał się Litwie. 
Jedno tylko może tłómaczyć takie postępowanie Dymitra. Po bitwie na Kulikowskich polach 
gwiazda jego świeciła tak jasno, że widział przed sobą otwartą drogę do utwierdzenia hege- 
monii Moskwy nad wszystkierai ziemiami ruskiemi. Jak daleko brzmiał język ruski, wszędzie 
rozlegała się jego chwała, chwała pogromcy Tatarów, oswobodziciela, który skruszył to jarzmo 
od sześciu pokoleń gniotące ruską ziemię. Nie wystarczało mu już zatem teraz to samo, o co 
przed dwoma laty tak usilnie starał się w Carogrodzie. Nie chciał podziału Ruskiej Cerkwi, 
chociażby metropolii moskiewskiej przyznane było prawo do Kijowa. Niedarmo począł nazywać 
się Wielkim księciem całej Rusi i śmiało, zwłaszcza wobec Carogrodu używał tego tytułu. '^) 
Po bitwie na Kulikowskich polach, Dymitr Doński, „oswobodziciel Rusi," chciał mieć jednolitą, 
niepodzielną Cerkiew Ruską, a na jej czele w Moskwie metropolitę całej Rusi, któryby po da- 
wnemu błogosławił jego wojska na pogrom Litwy. 



') Że Dymitr gniewał się oa posłów lub co najmniej udawał srodze zagniewanego, pomimo tak pomyślnego 
wyniku ich poselstwa, o tem świadczy przytoczony powyżej akt Patr3'jarchy Antoniego 1. c. tsuc 2e cj-/ip-fr,-x'i-ciz 
TTpśspćic, suc \).v/ Toiv •r:pi!;5v-wv or,jA£u-ći, sy; Sk /.r. £;:p''ą, £vi'3'jc os y-at isjXxy.oi'.c xa; z^Ti^aTę, ecri Sł cuc y.ai ^T/i-zui 
xax'.T:a zsiój-^ zapaTuśpiTTS'. Późniejsze wypadki jednak dowiodły, że Dj'mitr w tym gniewie nie był nieprzejednarym, 
skoro zachował sobie Pimina w więzieniu, jako narzędzie do użycia w razie potrzeby. Ob. niżej §. 9. Zresztą ob- 
szerny opis poselstwa moskiewskiego w Letop. Woskr. nic nie wspomina o tych srogich karach, które według aktu 
Patryjarchy Antoniego miały spaść na członków poselstwa, jakkolwiek podaje tyle szczegółów o przybyciu Pimina 
z orszakiem w granice moskiewskiego państwa. 

') iA£fotXsj pTj-p; Tziar,^ 'Putijcc \r,'^.y)-:pioj Acta Patriarchatus II. 15. 



128 STANISŁAW SMOLKA. 

Jeżeli jednak Kipryjaii, który wszystko dotąd zawdzięczał wileńskiemu dworowi, zdradził 
go tak haniebnie, jeśli porzucił kijowską stolicę, którą miał w swojej mocy, i na wezwanie 
Dymitra podążył do Moskwy, możemy to uważać za uajjaskrawszą ilustracyję całego stanu 
rzeczy po bitwie na Kulikowskich połach. We wszystkich ruskich ziemiach, w Nowogrodzie, 
Pskowie i w^ szerokicłi dzierżawach litewskich, razem z chwałą Dymitra rozlegała się wieść 
o sojuszu Jagiełły z tym Mamajem, którego W. X. Moskiewslii starł na miazgę, o sromotnej 
jego ucieczce z wyprawy na Kulikowskie pola. Jeśli w tej walnej rozprawie z Tatarami, gdy 
niepewne jeszcze było zwycięstwo, trzej zruszczeni kniaziowie z rodu Gedymina walczyli po 
stronie Moskwy, jeżeli już w roku poprzednim hasło buntu przeciwko Litwie znajdowało przy- 
cliylny odgłos w jej ruskich dzierżawach, czegóż można było spodziewać się teraz, gdy za po- 
gromem Ordy, śladem świeżej wyprawy moskiewskiej na Brańszczyznę, miała przyjść kolej na 
stanowczą, rozstrzygającą walkę między Moskwą a Litwą. Nic dziwnego, że Kipryjanowi sta- 
nowisko metropolity, związanego z dworem litewskim, zaczęło być niemiłem; w tym stanie 
rzeczy naw^et nowe podniesienie się w])ływu litewskiego w Carogrodzie nie na wiele mu mogło 
się przydać. Skorzystał zatem z nadarzonej sposobności, opuścił ten okręt tonący, jakim było 
państwo litewskie po bitwie na Kulikowskich polach, a tak w następstwie tej bitwy Jagiełło 
bez krwi przelewu postradał najcenniejszą zdobycz, jaką mu Olgierd umierając w kilka miesięcy 
po wyświęceniu Kipryjana, pozostawił w spuściżnie. 

Ale nie był to jedyny tylko symptom, świadczący dowodnie, jak w r. 1381 zachwiało 
się stanowisko Litwy wobec jej ruskich dzierżaw. Widzieliśmy, że Jagielle udało się utrzymać 
Połock pod swojem panowaniem, pomimo odstępstwa Andrzeja Olgierdowicza, długoletniego 
księcia połockiej dzielnicy, i słusznie uważać to można za dowód siły i powagi, jaką panowa- 
nie litewskie miało jeszcze wobec ziem ruskicli w r. 1379 i 1380, przed bitwą na Kulikowskich 
polach. Otóż w r. 1381, niebawem po wyjeździe Kipryjana z Kijowa, Połock podniósł jawny 
bunt przeciw Jagielle, a bezpośredni powód tego buntu rzuca również jasne światło na ówcze- 
sny stan rzeczy. Dwór wileński chciał bowiem na Połocku osadzić Skirgiełłę po jego powrocie 
z zagranicy. Niewiadomo jaki skutek odniosły tam starania jego o tytuł: dux Bussiae, to tylko 
pewna, że zamiary nawrócenia na katolicyzm spełzły na niczem, Skirgiełło powrócił na Litwę 
nieochrzczony. A właśnie współczesny Wigand tem tłómaczy opór Potocka, że Rufeni piitahant 
in nidlo eoenfu habere regem paganum et vi expi(lerunt eum. 'j Zgodnie z tem świadectwem 
a nawet dosadniej jeszcze powiada o Pskowianach Detmar: den mesler van Lyffande boden se sik 
underdanih tho ivesende; mer den honinh Sergail wolden se sik nichł toedder underdanich don, dar 
wolden se al er umme steruen. ^) Przyszło więc już do tego, że Rusini, dotychczas tak powolni 
wobec Litwy, mając do wyboru poddać się Krz3-żakom lub przyjąć pogańskiego księcia 
z rodu Gedymina, gotowi byli rzucić się w objęcia Zakonu albo zginąć. Tak zaostrzyły się 
przeciwieństwa po bitwie na Kulikowskich polach, gdy Dymitr Doński rozgromił Tatarów, 
sprzymierzonych z pogańską Litwą. 

Wobec takiego stanu rzeczy dziwić się jednak można, że Skirgiełło, ten niedoszły dux 
Bussiae, nie poszedł śladem tylu innych Gedyminowiczów, którzy obejmując w posiadanie ruskie 
dzielnice, chrzcili się w Ruskiej Cerkwi. Trudno przypuścić, żeby w synu Olgierda i Julijauny 



') SS. rerum Pniss. II. 607. 

') Tamże III, 116. W tem miejscu obfitszy jest o wiele text Detmara, aniżeli Annal. Toruń, i Jana von Po- 
silge; snąć czerpał tutaj Detmar z informacyj miejscowych w Lubece, gdzie wskutek stosunków handlowych z In- 
flantami i miastami północnej Rusi, zajmowano się temi sprawami. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 129 

Twerskiej, który się wychował juzy matce. I)ylo tak silne przywiązanie do wiary ojców; 
wszakże to on właśnie w trzy lata piiźniej ochrzcił się na „ruską wiarę," i pozostał jej gorli- 
wym wyznawcą aż do śmierci, pomimo nawrócenia innych braci na katolicyzm. Można ztąd 
wnosić, że z pewnością nie osobiste uczucia wstrzymyAvały go od tego kroku, któryby mu był 
otworzył l)raray buntowniczego Połocka. Widać, że dwór wileński, na którym tyle znaczył 
wpływ księżny Julijanny, musiał mieć do tego ważne powody, jeżeli nie chciał się skłonić do 
takiego ustępstwa, jeżeli w tak trudnych okolicznościach wolał wszystko stawić na kartę i nie 
starał się zażegnać niebezpiecznego liasła, które się odzywało: że Rusin i nie chcą pod ża- 
dnym warunkiem mieć nad sobą pogańskiego księcia. Chrzest Skirgiełły byłby 
wyłomem w tej taktyce, od której w rodzinie Olgierda lękano się odstąpić, iżby Wielki książę 
Litwy i jego bracia rodzeni pozostali jednej z narodem litewskim wiary. Może złamanie tej 
zasady mogłoby było ruskie ziemie tak przygarnąć do wileńskiego dworu, jak chrzest Skir- 
giełły byłby mu otworzył bramy Połocka. Że to nie było w sprzeczności z pragnieniem księżny 
Julijanny, wnuki Twerskich męczenników, o tem nie wątpić. Ale w r. 1381 nie pora była na 
to; jeszcze na trockim dworze panował Kiejstut, a za nim stała Litwa. Wszakże niedalej jak 
w roku następnym, gdy miało przyjść do walki rozstrzygającej miedzy Jagiełłą a Kiejstutem, 
Żmudź podniosła jawnie hasło, które było wymowną odpowiedzią na hasło Połoczan : Jagel con- 
fitemnr dominum nostrum, a quo non discedemus sub tali condiłione, si Jayel voluerił ma nerę 
i u r itu paganorum et origine sua, si vero christianus fień, non obediemm ei; et mittunt 
legałoś ątitrentes: si veUt riłum originis rełinere, in omnibus veUnt ei obedire; sin vero christianus 
fieri, veUnt Kynstut in regem suum subUmare. '). 

Gdyby wobec takiego zaostrzenia przeciwieństw którykolwiek z synów Julijanny wy- 
rzekł się wiary przodków, można liyło się lękać, że w dzień chrztu jego, Wilno będzie w mocy 
Kiejstuta. • Na razie nie było innej rady, tylko wytężyć wszystkie siły i przemocą zgnieść nie- 
bezpieczne hasło, z którem się Połock odezwał. Jakoż w lecie r. 1381 Skirgiełło stanął na 
czele licznego wojska i wyruszył przeciw buntowniczemu miastu. 



§. 8. 
Rok 1381. 

Smutno rozpoczął się dla Kiejstuta rok 1381. Na samym początlai spotkała go wielka 
boleść rodzinna. Już może był przebolał postępeli wyrodnego syna Butawia, który przed 16tu 
laty umknął do Krzyżaków i odtąd bawiąc na dworze cesarskim, odgrywał rolę chrześcijań- 
skiego pretendenta na tron litewski. ■) Na zamku ti'ockim chował się pod okiem dziada syn 
Butawia, Waydutte, którego ojciec niemowlęciem na Litwie zostawił. Otóż i w nim obudziła 
się Jirew ojcowska, zaledwie dorósł lat młodzieńczych, umknął pokryjomu z pod opieki dziada 
i śladem Butawta podążył za nim na dwór cesarski, aby tam wyrzec się bogów i przyjąć 
chrześcijańską wiarę. Pod datą 3 lutego 1381 zapisuje Annalista Toruński przybycie mło- 
dzieńca do Riesenburga. ') Łatwo pojąć zmartwienie starca, który całe życie strawił na bojach 
z Krzyżakami. Nic jeszcze wprawdzie nie wiedział zapewne o spisku Jagiełły z Zakonem, ale 



') Wigand 1. c. cap. 131, str. 619. 

") Ob. wyżej str. 97. 

') SS. rerum Pritssicarum III, 114. 

Wydz. filozof.-hist. T. VII. 17 



130 STANISŁAW SMOLKA. 

postawa wileńskiego dworu, chylącego się ku Rusi i ruskiej cerkwi, zaniedbującego już od lat 
kilku walkę z Krzyżakami, ciężką musiała go napełniać troską, jeśli w przyszłość spoglądał. 
A tu, jak gdyby na to, żeby widok tej niewesołej przyszłości zasępił się tem czaruiejszemi climu- 
rauii, rozdzierała Kiejstutowi serce druga zdrada Litwy i starych bogów w własnem domowem 
ognisku. Wartoż było z takim wysiłkiem bronić tej wiary i drogiej siedziby praojców, jeżeli jej 
odstępowali, wśród tych krwawych zapasów, jeszcze za życia bohatera Litwy, jego synowie 
i wnuki. Jakoż z tych lat ciężkich jeszcze w następnem pokoleniu zachowała się żywa trady- 
cyja, że Litwini znękani napadami Krzyżaków, zamyślali w rozpaczy opuścić ziemię ojców 
i przenieść się gdzieś w dalekie strony, w niedostępne lasy i bagna, aby choć bogom starym 
wiarę zachować, gdy już nie mogli oln-onić ziemi, krwią tylu pokoleń przesiąkłej. ') Czy byliby 
wykonali takie rozpaczliwe postanowienie, jak o tem Długosz zapewnia, czy to w ogóle było 
rzeczą możebną, tego nie będziemy rozstrzygać. Ale trądy cyi samej, nie ma powodu niewierzyć; 
przeciwnie warto ją mieć przed oczyma, jeśli przychodzi ocenić położenie Litwy w tych latach, 
gdy wszystko zdawało się na nią sprzysięgać, kiedy na zgubę jej pracowali z wytężeniem sił 
wszystkich swoi i obcy. 

Z takiego rozpaczliwego odrętwienia wyrwały jednak Kiejstuta nowe napady ki-zyżackie, 
które z początkiem r. 1381 spadły na jego dzielnicę. Role poprzedni — jak wiemy — prze- 
szedł bez walki, ale Zalcon bezczynnie go nie przepędził, przygotowując się, jak jeszcze nigdy 
do owycli działań wojennych, które miał niebawem rozpocząć wskutek tajnego układu z Jagiełłą. 
Jeszcze nigdy bowiem w tycli rycerskich zapasach z pogaństwem nie była w użyciu broń palna; 
na wyprawę r. 1381 sprowadzono bombardy, służące zarówno do rozbijania murów i łamania 
nieprzj^acielskich szyków w otwartem polu. ^) Z użyciem broni palnej zmienić się miał cały 
sposób prowadzenia tych wojen. Najezdcy nie potrzebowali omijać obronnych zamków albo 
trawić długiego czasu przy oblężeniu ; twierdzom litewskim, które broniły przeprawy w głąb 
kraju, z których jeszcze w powrocie z łupieskich wypraw spadała nieraz na Krzyżaków niebez- 
pieczna zaczepka, groziły teraz bombardy zgubą. I gości rycerskich z Zachodu przybyła wielka 
liczba do Prus na zimę r. 1380/1, między nimi młody margrabia badeński Rudolf, który na 
wojnie z poganami pragnął otrzymać pasowanie rycerslcie. ^) 



') Diugosz, Hist. Pol. in, 382. Tot autem et tam tfreąitentibus tmsłationihus ex Prussia et Livonia fatigati 
Lithuani, desperatione injecta, dum se nullo pacto exterminationem perpetuam crederent eoasuros, deserendae patriae 
agiiahant tractatus. Consilmmque fuit, łam liominibus agrestihus et coloniam exe)centihus quam pecorihus et pecudi- 
bus m unum cołlectis, in silvas et indngines palude et aquis tutas et nondum habitatus transmigrare, Cruciferisąue 
Liłhuanicam et Samagiłticam terram reUnquere. Quae quklem deliberatio execid(i tandem fuisset, si non Polonorum 
solatia, Buce Litlmanico Jagellone in regem assumpto, discessionem hujusmodi avertissent. Quod et dux Alexander 
Withawdus, quamvis florentes res suas rideret, ingenue profitebatur asserens: suam et suorum omnium ejectionem, 
discessionemque ex ierris Lithuaniae et Samagittiae beneficio Polanico esse et fuisse aversam et prohibitam, Polonisque 
potitae et resłitutae patriae grałificationem perpetuo deberi. Wiadomość ta, zapisana u Długosza pod r. 1378, nie 
odnosi się — jak z samego brzmienia wynika — jedynie do tego roku, ale służyć ma według zamiaru samego autora 
do ilustracyi położenia Litwy w latacłi 1377 — 1386. Cokolwiekby w niej odliczać na karb przesady, ważnera i go- 
dnem uwagi jest źródło, które tu Długosz wymienia: a tera jest Witold. Zkądkolwiek Długosz tę wiadomość za- 
czerpnął, czy to z ust Zbigniewa Oleśnickiego, czy też od kogoś innego, kto słyszał te zwierzenia Witolda, w ka- 
żdym razie można to za fakt uważać, że Witold się w ten sposób odzywał, chociaż może nie dobierał w wyrażeniu 
barw tak jaskrawych. Były to więc niezawodnie wspomnienia z ojcowskiego dworu i służyć mogą za tem cenniej- 
szą wskazówkę do ocenienia sytuacyi politycznej w tych latach. 

') SS. rerum Pruss. U, str. 601, uw. 1355, Boldt: Der Beutsche Orden u^nd Litłauen str. 45, uw. 121. 

') Annal. Toruń. SS. rer. Pruss. III, 116. Non fiieriint tunc in Prussia principes nec multi barones nominati, 
sed soliim multi hospites. O margrabi badeńskim mówi jednak Wigand, SS. rer. Pruss. II, 601, ob. tamże uw. 1384. 



KIKJ8TUT I JAGIEŁŁO. li]l 

Z l)oinl) aidami zatem i z iniióstwcni przybylcf;-o rycerstwa, wyruszyli Krzyżacy na Litwę 
z pdczątkicin lutei^o 1381 r. pod wodzą W. Marszałka, Arcykomtura, i innych najceliiicjszycli 
dygnitarzy Zakonu. W pobliżu ujścia Strawy pr;?eprawiono sic U lutego przez Niemen, zkąd 
cała wyprawa z^yróciła się na wschód południowy, prostą drogą ku Trokom, po lewym brzegu 
Strawy. W nocy nawet nie spoczywano, a przednie oddziały jazdy, tropiąc po okolicy, wysie- 
kły wiele umykającej ludności. O pięć mil niespełna od Trok stanęły wojska Krzyżackie pod 
zamkiem Nowopolem, nazajutrz po przekroczeniu granicy. Okolica to jeziorzysta, zamek więc 
był zapewne niełatwy do zdoljycia, bo same wody już go broniły; znaczna zresztą musiałabyś 
ta twierdza nowopolska, skoro pomieścić mogła w swoim obrębie około 3000 ludzi obojej płci, 
którzy sclironili się w jej murach na wieść o nadciągającym .najeździe. Na co jednak potrzeba 
było dawniej długiego oblężenia, tego dokonał ogień działowy przy pierwszcra natarciu, naza- 
jutrz po przybyciu pod mury Nowopola. Wystraszona załoga rozpoczęła natychmiast układy 
i poddała się bez oporu. Krzyżacy spalili zamek a 3000 jeńców uprowadzili w niewolę. Dwa 
dni przepędzili zwycięzcy na zgliszczach zamku, trzeciego dnia rano ruszono do dalszego po- 
chodu. Nie ku Trokom jednak zwróciła się wyprawa; co prawda, może tak obtity polów 
jeńców zachęcał Krzyżaków do spieszniejszego odwrotu, trudno z nim było zapuszczać się da- 
lej w głąb kraju. Rozpoczęto zatem odwrót k\\ brzegom Niemna. W ciągu odwrotu wojska 
litewskie zabiegły drogę przednim oddziałom, et multi sunt occisi, dodaje Wigand. Jedyne to 
jednak było starcie na tej wyprawie. Gdy bowiem wojska krzyżackie nadciągnęły ku Darsu- 
niszkom, nie było tu nawet sposobności do powtórnego użycia dział. W gruzacli i zgliszczach 
już leżał ten gród nadniemeński, wylękła załoga podpaliła go sama • na wieść o losach Nowo- 
pola i nie czekając przybycia Krzyżaków, umknęła im szybko z drogi. W kilka dni później, 
24 lutego, W. Mistrz, pisząc do Komtiira gdańskiego, donosił mu już o powrocie wojslia z po- 
myślnej wyprawy, o 3000 jeńców i wielkim plonie wszelkiego dobytku. ') 

Ciężką stratą było dla Litwy uprowadzenie tak wielkiej liczl)y jeńców; Wigand wymienia 
aż 4000 captivos hene valentes. ^) Ale większą jeszcze doniosłość miało zniszczenie dwóch 
obronnych grodów, które dotychczas broniły Krzyżakom przeprawy ku Trokom. Jeżeli jedeu 
z tych grodów stał się pastwą płomieni z ręki zrozpaczonych Litwinów, znak to najlepszy, ja- 
kie owoce wydał nowy system prowadzenia wojny za pierwszem zastosowaniem. 

Przez killia następnych miesięcy oręż spoczywał; Krzyżacy nie korzystali z postrachu, 
który padł na Litwę wskutek zimow^ej wyprawy; nie przeszkadzali Kiejstutowi skupiać sił do 
dalszego oporu. Dopiero z końcem wiosny, w czerwcu, spadł no\^y najazd na Żmudź, tym ra- 
zem nie z Prus, ale z Liflant. Mistrz Inflancki, Wilhelm von Yrimersheim, zapuścił się ze zna- 
cznem wojskiem w głąb Żmudzi i dotarł aż w pobliże pogranicza praskiego, w okolice Mie- 
dnik. ') Czy I^iejstut opór stawił, czy przyszło do walki w otwartem polu, nie wiemy. To 
tylko zapisały źródła krzyżackie, że Mistrz położył trupem niezliczone mnóstwo pogan, (Ann. 
Tor. occisis sine numero), że rozpostarł straszne spustoszenie na Żmudzi (tamże: infinita damna 
inferendo), że wreszcie uprowadził do Liflant 700 jeńców, 1400 koni i łup obfity. W tym sa- 



') Ann. Toruń.. Detmar i Jan v. Posilge, 1. c. 115. Wigand 1. c. 599, 601 i list W. Mistrza do Komtura 
gdańskiego SS. rer. Pruss. II. 599 uw. 1348. Co do błędnej daty u Wiganda ob. tamże, uw. 1350 i Boldt, Der 
Deutsche Orden und Littauen str. 45, uw. 121. 

') Cap. 110 a. str. 600. 

') Annal. Toruń., Detmar, Jan von Posilge 1. c. 116, Wigand 1. c. 605, 610. 



132 



STANISŁAW SMOLKA. 



myin czasie Komtur ragnicki zrobił małą wj-cieczkę w okolicę między Niewiażą a Wiliją, 
z której również po spustoszeniu kraju przywiódł do domu 100 jeńców i 200 koni. ^) 

Takie były działania wojenne Krzyżaków w pierwszej połowie r. 1381. Obie wyprawy, 
lutowa i czenvcowa, spadły na dzielnicę Kiejstuta ciężkiem brzemieniem; w obydwóch wielkie 
siły najezdców wyruszyły do boju. Ale politycznego celu nie łatwo w nich się dopatrzeć, trudniej 
niżli w wyprawach z przed r. 1379. Spaleniem dwóch grodów^ utorowana była droga ku Tro- 
kom, nic jednak nie słychać o przedsięwzięciu przeciw tej siedzibie Kiejstuta, którą ogień dzia- 
łowy mógł zmusić do poddania się, podobnie jak Nowopole. Miesiące mijają, a na Kiejstuta 
nie spada ów cios stanowczy, który miał go przywieść do zguby; wyprawa czerwcowa, doku- 
czliwa, jak mało która, niszczy zachodnią Zmudż ale nie dociera ku Trokom. Jakieś wyracho- 
wanie w tem było. Albo Zakon chciał pustoszeniem ziem Kiejstutowych osłabić go do reszty 
i przygotować sobie tem pewniejszą drogę do wymierzenia stanowczego ciosu; albo też nie 
życzył sobie zguby starego bohatera Litwy, ponieważ potrzebował go do dalszych swoich celów. 

To drugie przypuszczenie podobniejsze do prawdy, bo właśnie w tym czasie od samych 
Ki'zyżaków' doszło Kiejstuta ostrzeżenie, że Jagiełło związał się pokryjomu z Zakonem i czyha 
na jego zgubę. Świadczą o tem dwa najdawniejsze, pokrewne sobie pomniki, Latopis wielkich 
książąt litewskich i Origo regis Jagyelo et WytlioliU ducum Lithuanie. 



L e t o p. W. ks. Litewskich.*) 

Nehło pak był Ostrodski Eunłor, zivali jeho 
Hunstynom, fot był kmotr toelikomu kniaziu Ke- 
sfłitiju, krestil knialiiniu Janiiszewuju dszczer 
jeho. Tot poicedal kniaziu welikomu Kestułiju: 
i ty toho newiedajesz, kak kniaź welikij Jahajlo 
posylajet knam cznsfo Wojdiła, nuże zapisał sia 
snami, kak tebe izbawiti twoich mest, a jemu by 
sia dostało i so sestroju toełikoho kniazia twoi 
miesta. 



Origo regis Jagyelo etc.^) 

Quidem autem fiiit Asłerodensis commenda- 
tor dictus Smydsten, hic fuit compater magno 
dud Kyerstruki, de fonte autem baptismi leva- 
vit filiam suam, consortem ducis Mazouie do- 
mini Janussii. Hic commendator referebat dud 
Kyerstrucho: tu nescis hoc, ąuomodo dux Ja- 
gyelo mittit ad nos sepius Woydilonem et iam 
inscripsit se nobiscum, ąuomodo privaret te tuis 
bonis ut ipsa adipiscatur et cum sorore magni 
ducis Jagelłonis. 



Toż samo bez wymienienia osoby stwierdza skarga Witolda; vnsz fater derfur von eczli- 
chen synen vrunden, das herczog Jagal an vnsz fatir wissen itd. *) 

Nietylko dla ocenienia wartości powyższych świadectw, ale niemniej i dla stwierdzenia, 
jaką była rzeczywiście polityka Zakonu wobec Kiejstuta i Jagiełły, ważną jest rzeczą zdać 
sobie z tego sprawę, kto to był ów Krzyżak, który Kiejstuta ostrzegł o zmowie Jagiełły 
z Zakonem. 

Otóż Komtiu-em osterodzkim był w r. 1380 (od r. 1379 do 1383) Kuno von Lieben- 
stein. ^) Text Letopisu W. ks. Litewskich, wymienia jednak inną osobistość: ztoali jeho Hun- 



') Wigand 1. c. 605. 

*) Daniłowicz : Letopisiec Litwy str. 41. Zamiast nekło pan czytać należy niezawodnie nekło pak, podobnie 
jaii na początku poprzedniego ustępu. 

°) Kwartalnik historyczny, Rocznik II, str. 202. 
*) SS. rerum Pruss. II, str. 712, ob. wyżej str. 87. 
') SS. rerum Pruss. II, 609, uw. 1484. 



KIRJ8TUT 1 JAGIEŁŁO. 133 

stynom. Nie innźc to hyć |)r(»stą niylką tekstu. ') „Iliinstyii" oznacza l»cz wątpienia świadomie 
Guntera von llohenstcin, gło.śnof>;o w owycli ezasacli rycerza Zakonu, który został w r. 1344 
Komtiireni świeckim, przez czas długi następnie b8 od r. 1349 do 1370 był rzeczywiście Kora- 
turem osterodzkim, zaś od r. 1370 do śmierci (22 lipca 1380) Komturera brandeburslcim. *) 
Jeżeli zatem Gunter von Ilohensteiii przez lat 31 był IComturem osterodzkim, i pozostawił tam 
tak trwale ślady swego urzędowania, że — jak Annalista Toruński pisze — Oaferode terram in- 
tiłilem utUitcwit, *) iiicby w tem nic było dziwnego, gdyby go tradycyja litewska zwała stale 
osterodzkim Komturem, cłiociaż właśnie w r. 1370 już Icto iiwiy tę godność piastował. Za Ho- 
liensteinem przemawia nadto silnie i ta okoliczność, że był on rzeczywiście kumem Kiejstuta, 
skoro tenże według Wiganda en}). IIG przemawia do niego: compater. Z tycli wszystkicłi po- 
wodów wydawałoby się rzeczą pewną, że to Gunter von ł^ohenstein posłał Kiejstutowi ostrze- 
żenie. Slcoro zaś Gunter umarł 22 łipca 1380, zaledwie w siedem tygodni po tajnym układzie 
Jagiełły z Załconem, wynikałoby ztąd zarazem, że tajemnica wykryła się natychmiast, że Kiej- 
stut o niej wiedział już wówczas, gdy Jagiełło wyprawiał się na Kulikowsliie pola, i należałoby 
się w każdym razie dziwić, dlaczego tak cierpliwie czekał przez rok cały. 

Mimo tych wszystkich okoliczności, kt(')re przemawiają za Gunterem von Hohenstein, 
można stwierdzić z zupełną niemal pewnością, iż ostrzeżenie doszło Kiejstuta nie od Guntera, 
lecz od ówczesnego Komtura osterodzkiego. Kuna von Liebenstein. W kronice Bychowca bo- 
wiem, powtarzającej dosłownie text Letopisu W. ks. Litewskich, czytamy zamiast Hunstynom 
poprawnie: Li be stynom. ■*) Niepodobna j)rzypuszczać,*) jalcol^y autojf kron. Bycliowca lub pó- 
źniejszy interpolator zmienił świadomie, z umysłu „Hunstynom" na „Libestynom," ponieważ mu było 
wiadoraem, że w r. 1380 tę godność sprawował już Kuno von Liebenstein, a Gunter vou Ho- 
henstein od łat dziesięciu z niej był ustąpił. Autor piszący w XVI wieku ani nie mógł mieć przed 
oczyma tak dołcładncj listy dygnitarzy krzyżackich z łcońca XIV wieku, ani też z pewnością 
nie przyszłoby mu na myśl sprawdzać takie szczegóły ; w XVI wieku, jak świadczy text Stryj- 
kowskiego, Hunstyn, jeśli był niezrozumiałym przekształcał się na Augustyna łub coś 
podobnego. Brzmienie Libestyn dziwnem być musiało dla ucha ruskiego jnsarza, jeżeli więc 
zacliowało się tak poprawnie w kronice Bychowca, która wypisała tutaj dosłownie text Letopisu 
W. ks. Lit., możemy twierdzić na pewno, że w pierwotnym tekście tegoż Letopisu stało również 
nazwisko: Libestyn, z Libestyna też łatwiej powstało Smydsten w texcie Origo regis 
Jagyelo aniżeli z Hunstyna. *) Raczej należy przypuszczać, iż rzeczywiście już w pierwotnym 
texcie pomieszano osobistość mniej znanego Liebenstein a, ze znaną postacią długoletniego 
Komtura osterodzkiego Hohensteina, wskutek czego też wliradła się rayłka rzeczona o Icuraowstwie 



') Boldt: Ber Deutsche Orclen und Littmien str. 46, uw. 126, który nad tem pytaniem szeroko się zastanawia, 
dochodząc zdaniem naszem do błędnego wyniku, zwraca na to uwagę, że nazwisko to brzmi u Długosza Sundesteyn, 
u Stryjkowskiego Augustin, co poczytać należy za korupcyję textu Letopisu: Hunstyn. 

") Ob. SS. rerum Prussicarum, Tl, str. 587, uw. 1164 i Ann. Toruń., tamże III, 114. 

') 1. c. 

*) Narbutt: Pomniki dziejów litewskich str. 2.3. 

°) Na tem przypuszczeniu opiera mianowicie swoje wnioski Boldt, 1. c. 

°) Nie tu miejsce zastanawiać się nad stosunkiem tych dwóch pomników, czynimy to gdzieindziej, ob. wyżej 
str. 81, uw. 4. Tu tylko stwierdzamy, jako wynik szczegółowego badania, że oba te pomniki polegają na wspól- 
nej podstawie, której źródłem intelektualnem były informacyje Witolda. Z tego źródła wypłynęła bezpośrednio 
wzmianka o nazwisku Krzyżaka, od którego Kiejstut otrzymał ostrzeżenie ; pomięszanie zaś Liebensteina z kumem 
Kiejstuta, dawnym Komturem osterodzkim, możemy uważać za omyłkę autora, który czerpał z informacyi Witolda. 



134 STANISŁAW SMOLKA. 

jego z Kiejstutem. W ten sposób możnaby sobie wyttómaczyć, iż jakiś odpisywacz XV wieku, 
który z tradycyl wiedział o Hohensteinie, przemienił dziwnie brzmiącego Libestyna na Hunstyna, 
pod tem imieniem bowiem znał osterodzkiego Komtura, Kiejstutowego kuma. Skoro zaś tak 
najłatwiej nam przyjdzie zawiłość tę wyjaśnić, tem więcej pewności nabiera nazwisko Lieben- 
stein, które w pierwotnym tekście musiało się znajdować. 

Jeżeli zatem od Liebensteina wyszło ostrzeżenie, nie ma powodu mniemać, jakoby je 
Kiejstut otrzymał jeszcze przed 22 lipca 1380 r., w kilka tygodni po zawarciu tajnych ukła- 
dów w Dawidyszkacłi. Tajemnica okrywała przez rok cały zmowę Jagiełły z Zakonem, czem 
sie tłomaczy postawa IGejstuta wobec wyprawy Jagiełły na Kulikowskie pola. Osoba usłużnego 
Krzyżaka, który ostrzegł Kiejstuta, rzuca również wiele światła na to ważne pytanie, czy ostrze- 
żenie takie było rzeczywiście osobistą, przyjacielską usługą, czyli też środkiem politycznym. 
W pierwszym razie, dygnitarz krzyżacki, któryby w ten sposób wydał nieprzyjacielowi tak wa- 
żną tajemnicę stanu, byłby niczem innem, jak zdrajcą Zakonu. Przypuszczano też, że kroku ta- 
kiego mógł się dopuścić chyba stary Hohenstein, w^ imię kumowstwa z Kiejstutem, przez rycerski 
wstręt ku matactwom, w które się Zakon wdawał. Zwracano na to uwagę, że takie postępo- 
wanie Liebensteina nie mogłoby pozostać w ukryciu, a przecież ten Komtur osterodzki w dwa 
lata później wybrany został Arcykomturem '). Wszystko się jednak wyjaśnia, jeżeli odrzucimy 
przypuszczenie, jakoby ten I-Crzyżak ostrzegł Kiejstuta na własną rękę, wbrew interesom Za- 
konu i bez wiedzy Wielkiego Mistrza. Ani wątpić nie można, że to uczynił Ivuno Ton Lieben- 
stełn, ten właśnie, jak świadczy rychłe wyniesienie na Arcykomtura, jeden z wybitniejszych 
dygnitarzy Zakonu, odgrywających rolę polityczną ; że to uczynił z wiedzą swych przełożonych, 
spełniając zamiar, Ictóry Zakonem kierował już przy zawarciu tajnego układu z Jagiełłą. Tę 
samą politykę prowadzi Zakon w następnycli latach, i później, po r. 1386; korzysta z waśni 
pomiędzy obydwiema linijami Gedyminowej dynastyi, łączy się to z jedną, to z drugą, aby za- 
chować równowagę sił, a żadnej z nich nie dozwala zupełnie upaść, widząc właśnie w tej ry- 
walizacji i jej podtrzymywaniu żywotny interes Zakonu. Upadek Kiejstuta, dla którego Jagiełło 
wiązał się z Ivrzyżakami, byłby Zakon uważał dla siebie za taką samą porażkę polityczną, jak 
upadek Jagiełły. 

Ostrzeżenie doszło Kiejstuta w każdym razie przed sierpniem 1381 r. ^), może nawet już 
znacznie wcześniej, czem tłomaczy łaby się bezczynność Iviejstuta wobec napadów Zakonu, łatwa 
do zrozumienia, jeżeli się obawiał, żeby go Krzyżacy i Jagiełło nie wzięli we dwa ognie; 
w ciągu całego tego czasu, raz tylko odważył się na nieznaczną wycieczkę w okolice Wy- 
strucia % Kiejstut uwierzył ostrzeżeniu, Witold jednak miał je za podstęp krzyżacki. Kniaś we- 
likij Kestutij — powiada Letopis W. ks. Lit. — ivitdu szto kniaź tceliki Witowt horazdo żiwet so 
kniaziem ivelikim Jahajlom i pocznet żałowali sia sinu swojemu to. kn. Witoiotu: ty snim horazd 
żiwesz, on tvże zapisalsia na nas so Nemci. Kniaź iceliki Wiłoioł recze otcii swojemu: ne weruj 



Należy pamiętać, że istotnie nikomu może prócz Witolda nie było wiadomem, kto to ostrzegł Kiejstuta. Wszakże 
Kiejstut według Let. w. ks. Lit. zacliowal rzecz w tajemnicy i tylko przed Witoldem z nią się zwierzył; wszak aż 
do wykonania zamacha najgłębszą tajemnicą, nawet w obozie Kiejstuta, osłonione były jego zamysły. Od kogo zaś 
ostrzeżenie wyszło, tego niezawodnie nie rozgłaszano ze względu na bezpieczeństwo tego rzekomego przyjaciela. 

') Ob. Boldt, Der Deuische Orden und Littauen str. 46, uw. 126. 

') Przed oblężeniem Połocka przez Skirgiełłę wyjawił Kiejstut tę tajemnicę po raz pierwszy Witoldowi, ob. Le- 
topis W. Ks. Lit. 31, Origo regis Jagyel etc. 1. c. 203. 

') Wigand 1. c. 598. 



KIKJSTOT I JAGIEŁŁO. 135 

tomu, acz to/m net\ zuńże so mnojit horazdo żiweł, a czejhy mne jawił '). M6g\ Witold uspokajać 
ojca, ponieważ był w rdku zeszłym w Dawidyszkadi na zjeździe i sam l)ral udział w układach 
z Zakonem *). Co innej^o jednak zasłM;!:uje jeszczcT na uwaj^ę w przytoczonym ustępie. Oto I\iej- 
stut wyrzuca Witołdowi wyraźnie je};<) przyjaźń z .Jaj;iełł<i, a przecież ta przyjaźń Ijyła wedłufę 
słów tego samego świadectwa ślubowaną przez ojców, miała być na przyszłość podwaliną poli- 
tycznego systemu, którym się Litwa rządziła. Można ztąd zatem wnosić śmiało, że w ostatnicłi 
latacli, kiedy ten system ])olityczny zarysowywał się coraz bardziej, i w rodzinie Kiejstuta, po- 
między ojcem a ulubionym synem poczęły się różnice zdani* ol)jawiać; że w sprawach, które 
dzieliły I\iejstuta od wileńskiego dworu, Witold, z Jagiełłą zachowując j)rzyjaźń, stawał nieraz 
po jego stronie. Tem też tłomaczy się jego postawa wobec coraz wyraźniejszycłi dowodów winy 
Jagiełły: snąć widzi w ojcu zbyteczną podejrzliwość, spowodowaną zatargami z dworem wileń- 
skim ; ]iodobno już i on nawet, ten syn ułcochany, patrzy na ojca jak na szermierza ])rzesta- 
rzalych tradycyj, który już straconego broni posterunku. 

Tymczasem przyszło do oblężenia Połocka"). Jagiełło wysłał przeciw buntowniczemu 
grodowi wszystkie swe wojska litewskie i ruskie pod dowództwem Skirgiełły. Tajemny sojusz 
z Zakonem miał mu się już opłacić w tem ważnem przedsięwzięciu: Mistrz Inflancki pospieszył 
na j)omoc Siśirgielle i z nim razem około 10 sierpnia przystąpił do oblężenia Połocka. Rozpa- 
czliwie bronili się Połoczanie, ofiarując Mistrzowi winianie grodu, bjie tylko uchronić się od pa- 
nowania Litwy i Skirgiełły. Nadaremnie prosili o pomoc Nowogrodzian. Można Rzeczpospolita 
nie usłuchała błagalnego głosu współwyznawców : po chrystiańshcie pomoMyhi) jestie po nas. Wy- 
prawiono tylko z Nowogrodu j)oselstwo do Jagiełły, które miało się wstawić za uciśnionym 
Połockiem. Długo jednak i)rzewlekało się oblężenie, czternasty tydzień mijał, a Połoczanie bro- 
nili się mężnie i nie myśleli o wydaniu miasta ■*). 

Dzierżawy Jagiełły ogołocone były z wojska: kniaź welikij Jahajlo posleł' rat' sivoju 
IV siu Litoioskuju i Ruskuju so hratom swoim Skirihajłom k Połocku% powiada Letopis no- 
wogrodzki; tojże oseni stojal kniaź litoicskij pod Pohtskom Skirihajlo so iv siej u siłoju s iv oj ej u^). 
Kiejstut zatem uważał, że to pora stosowna, aby uprzedzić Jagiełłę i uderzyć na niego. I kniaź 
welikij Kestufij opiat' nacznef sinu swojemu, lu. kn. Wiłotctu żelowatisia i p)oplakiivaja na kniazia 
Jahajła; zoj Wojdiła sestru dał, maju bratamm, a iz Nemec mi jaivleno, szto Nemci zapisalisia 
na nas ''), a se pek treteje, s kim my sia wojujem s Nemci, oni s nimi Polocku dobyioajut. . Uże to 
■projatvilosia, szto oni na nas połno stali s Nemci. Istotnie, rzecz była uderzająca: jeszcze Żmudź 
nie odetchnęła po tem strasznem spustoszeniu, które w niej rozpostarł w czerwcu Mistrz In- 
flancki, a oto w sierpniu w^szystliie wojska W^ielkiego Księcia Litwy wspólnie z tym samym 



') Daniłowicz, Latopisiec Litwy str. 31 (mylnie 41). 

') Ob. wyżej str. 106. 

') Ob. wyżej str. 128. 

*) O oblężeniu Połocka ob. Ann. Toruń, i Detmar. 1. c. 117. Wigand 1. e. 607, Letop. Pskowski I. i IV. IIo.ih. 
co5p. IV. 193, V. 15, Letop. Nowogr. I. tamże IIL 92, Letop. Woskres. tamże VnL 42. 

') Danilewicz, Letopisiec Litwy 32. 

*) no;iH. co6p. IIL 92. Nie przytaczamy w tem miejscu tekstów ruskich pismem ruskiem, aby uniknąć pstroka- 
cizny. Najobfitsze bowiem są teksty Latopisu W. X. Lit., których brak w edycyi Popowa, wydanej pismem ruskiem. 

') W Oiigo regis Jagyel etc. I. c. 203 brzmi ten ustęp: ecce Woydyloni sororem declit in consorłem, nepłem 
meam, et a Theulunicis est intimatum, ąuod cum ipsis contra nos se inscripsit et ecce tertium : cum nos bellamtts 
cum TJieutuiiicis, cum ipsis ipse PoloczJco expugnavit (widocznie zamiast expugnał). W ruskim tekście powinno być: 
szto s Nemci zupisałsia na nas. 



136 STANISŁAW SMOLKA. 

Mistrzem oblegają Połock. WitoM jednak i tym razem odrzekł tylko ojcu : jeszcze toho nedowe- 
raju Jwrazdo. A reki to kniaź weUkij Wifowf, a sam pojechał k horodu Dorohkzijńu. Tak daleko 
od Trok i Wilna, na same kresy południowe ojcowskiej dzielnicy udał się Witołd. Czy to uczy- 
nił, wiedząc lub przewidując przynajmniej, jakie zamysły miał Kiejstut; czy chciał usunąć się 
z widowni wypadków, które niebawem miały nastąpić? 

Kiejstut tymczasem przy gotoAvy wał się do podobnego zamachu, jak ten, którym przed 
laty 36 rozpoczął był swój zawód dziejowy. Wówczas w zmowie z Olgierdem obalił .Jewnntę, 
teraz na syna Olgierdowego gotował zamach. Ciężka to być musiała chwila dla starego boha- 
tera Litwy. Dziwnie musiał czuć się osamotnionym, opuszczonym, nie mając nawet Witolda 
przy sobie. Wspomnienia z przed lat 36 cisnęły się niezawodnie starcowi do głowy: wówczas 
Olgierd się spóźnił, on starszego brata z własnej woli osadził na stolicy książęcej, przez lat 
tyle niezachwianą wierność mu zachowywał, później jego synowi; teraz konieczność przyszła sprze- 
niewierzyć sie ślubowanej wierności. Sterehł jesmi swojeje hołowy, poczjuł, szło na mene hjcho my- 
ślał', powiedział sam Kiejstut według słów Letopisu '). Czem zaczął, na tem i kończyć przyszło 
na stare lata. 

Taż sama jednak ostrożność, której Kiejstut tyle zawdzięczał w bojach z Zakonem, kie- 
rowała i teraz jego krokami. Dość długo czekał, zbierał siły, zewsząd je z dzielnicy swojej 
gromadził. W październiku wreszcie stanął ze wszystkiemi wojskami swemi w okolicy Miednik 
na Żmudzi; już dłużej nie pora byio zwlekać, Skirgiełło mógł dobyć Połocka i powrócić. Sam 
Kiejstut różne pogłoski rozsiewał o zamierzonej wyprawie. Jedni mówili, że ma uderzyć na Za- 
kon, na ziemię Barteuską, inni głosili, że się wyprawia aż na Polskę. Wreszcie ruszył ku Pru- 
som, przekroczył Niemen, ale zaledwie dotknął granic pruskich, przeprawił się znów na prawy 
brzeg rzeki i szyl)kim pochodem podążył do Wilna. Tam nie spodziewano się zupełnie tego 
gościa. Kiejstut zajął stolicę bez oporu, pojmał Jagiełłę, jego braci i księżnę Julijannę. Na 
zamku wileńskim znajdowały się skrzynie, w których przechowywano stare pergaminy i wszel- 
kie akta dyplomatyczne^). Do nich dobrał się teraz Kiejstut i znalazł akt układu z 31 maja 
1380, oczywisty dowód zdradzieckich knowań Jagiełły przeciw stryjowi i Litwie. Zwołał za- 
tem starszyznę litewską, ile jej pozostało w domu; w jej obliczu ogłosił się Wielkim Księciem 
i od wszystkich zażądał przysięgi na wierność i posłuszeństwo. Zarżnięto bydlę i starym po- 
gańskim obyczajem cum aspersione sanguinis animalis mactati odbył się uroczysty akt przysięgi 
i hołdu'). 

Nowe panowanie rozpoczęło się od dwóch ważnych zarządzeń. Skoro tylko Wilno było 
w mocy Kiejstuta, spieszny goniec podążył do Drohiczyna, aby zawiadomić Witolda o doko- 
nanym zamachu. Po drodze jednak, w Grodnie spotkał goniec młodego księcia; nazajutrz był 
już Witołd na zamku wileńskim. Tu dowiedział się, jaki los Jagielle był przeznaczony. Kiej- 
stut nie myślał mścić się. Ino ja kniaziu welikomu Jahajlu niczeho newczinił, ne ruszlt jesmi ni 
skarbów jeho ni stad, a sami u mene ne to niatsttvie chodiat, tolko za malojii storożeju. A otczinii 
jeho Wedhesk i Krewo i wsią miesta, szto otec jeho derżał, to wse daju jemu a ni wo szto ich ne 
ustupajusia*). Łagodność Kiejstuta względem niewiernej rodziny ukochanego brata była rzeczy- 
wiście zdumiewająca. Oddał jej wszystko, co Olgierd niegdyś posiadał, zanim go właśnie sam 



') Daniłowicz, Latop. Litwy 33, tekst poprawniejszy w tem miejscu według wydania Popowa. 
°) Ob. wyżej str. 85, uw. 2. 

°) O źródłach do liistoryi zajęcia Wilua i o dacie tego zdarzenia, ob. niżej str. 137—139. 
*) Letopis W. X. Litewskich. Daniłowicz I. c. 33 z uwzględnieniem tekstu edycyi Popowa. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 137 

Kiejstut wyiii(>st na stolicę wielkoksiążęcą. Dhigi przeciąg lat 3G wymazany został z pamięci: 
zasługi Olgierda pokryły zdradę jego syna. 

Jagiełło lękał się snąć sroższego losu, bo — jak pisze Letopis W. X. Litewskich — 
tvelmi uradowalsia welikoho kniazia Wiiowła prijezdom ') ; liczył zapeAvne na jego przyjaźń i po- 
średnictwo. Złamany i upokorzony, przyjął dzielnicę ojcowską z rąk zwycięskiego stryja, przy- 
siągłszy mu wierność i posłuszeństwo: sztn nikoli protiivu jemu ne słojat', a ivse u woli jeho hyti 
wo wsem. Poczem Kiejstut odesłał Jagiełłę z braćmi i matką, ze Av,szystkiemi skarbami i do- 
bytkiem, do Krewa; Witołd odprowadził rodzinę Olgierdową na Witebszczyznę *). 

Niemniej ważne było drugie zarządzenie Kiejstuta, w sprawie Połocka, pod którego mu- 
rami stały pod wodzą Skirgiełły „wszystkie siły litewskie i ruskie"'). Stolica była 
wprawdzie w ręku Iviejstuta, ale los jej zależał jeszcze od stanowiska, jakieby zajęły wojska, 
oblegające Połock, połączone z armią inflancką. Kiejstut nie mógł ich pozostawić pod dowódz- 
twem Skirgiełły, zresztą sprawa Połocka była mu dość obojętną, jak znów Jagiełło mało dbał 
o obronę Litwy od Krzyżaków. Wydał zatem rozkaz do wojsk, żeby zwinięto oblężenie. Wszystko 
zależało od tego, czy rozkazy Kiejstuta znajdą posłuch w obozie, nad którym Skirgiełło dzier- 
żył dowództwo. Otóż według świadectwa Letopisu W. X. Lit.: Kak sel kniaź welikij Kestutij u 
Wilni, poszlef dwa czetowieka k Połocku, odnoho w raf, a druhoho w horod. 1 Fołoczanie wozra- 
dowalisia i klikmdi lo rat\ i ludi rati otstupili ot Skirhajla i poszli k Wilni ko kniaziu Kestułiju, 
a kniaź Skińhajlo poszel u Nemci u Liflanty s małymi sługami *). 

Trudno o dosadniej szą charakterystykę całego położenia nad to pełne prostoty świadec- 
two litewskiego Letopisu. Dwóch ludzi wystarczyło, ab)' (Jokonać tej rew^olucyi wojskowej na 
korzyść Kiejstuta. Znać, jak kruche były podstawy stanowiska Jagiełły. Wojska litewskie chę- 
tnie zerwały wstrętną im spółkę z Krzyżakami, gdy tylko posłyszały, że Kiejstut owładnął 
zamkiem Avileńskim; Rusini z radością odstąpili od oblężenia grodu, w którym bronili sie roz- 
paczliwie ich ziomkowie i współwyznawcy. Jednych i drugich trzymał w karbach tylko postrach 
władzy Wielkiego Księcia i — obecność Mistrza Inflanckiego z Krzyżakami, bez której mo- 
żeby nawet Skirgiełło nie był zdołał tak długo utrzymać wojsk swych w karności. Opuszczony 
dux Bussiae z małym pocztem sług schronił się do Inflant. 

Tak dokonał się, bez krwi rozlewu, przewrót na Litwie w r. 1381. Zi względu na dal- 
szy tok wypadków, ważną jest rzeczą stwierdzić dokładną datę tego wydarzenia. 

Za główne źródło do historyi zamachu Kiejstuta na Wilno uważać należy współczesny 
list jakiegoś kanonika wrocławskiego, który naówczas bawił w Warmii *) : IliraUles rumores 
insurrexerunt nuperrime circa partium Prutlienicarum terras. Nuntiatum enim exłitif, Kynstutum in- 
vasisse potenter, magno genłium exercitu congregato, dominia patruorum suorum regum Litwanie suh 
hac forma. Processił namąue cum exercitu gentilium, et veniens prope fines Christianiłatis fecit ac si 
vellet invadere Christianos, sed verso mantello contra turbines alios, regressus versus Littoaniam ca- 



') Zepsuty jest w tern miejscu tekst obu rękopisów Latopisu. Słowa powyższe znajdują się tylko w rp. Uwa- 
rowa. W Origo regis Jagyelo 1. c. brzmi ten ustęp: Dux vero Jagello nimirum exMlaratus de adientu ducis Wi/- 
thoiodi fidem dat etc. 

') Latopis W. X. Lit. i Origo regis Jagyelo 1. c. 

') Ob. wyżej str. 135. 

*) Latop. W. X. Lit. 1. c. Toż samo stwierdza przywiedziony powyżej, współczesny list z Warmii (Cod. dipl. 
Pruss. VL 2): Sed consłat fratrem Begis, qui cum Magistra Liconie cujttsdam castri Buthenoriun olsidionem serva- 
verat, Livoniam pervenisse, moramąue facere inibidem. 

^) Cod. dipl. Pruss. VI. 2, Cod. dipl. Silesiae V. 315. List ten wj'jęty z formularza nie ma daty. Co do błę- 
dnej daty, jaką go zaopatrzył Voigt, ob. SS. rerum Prussicarum II. 608, uw. 1471. 

Wydz. filoz.-hist. T. VII. 18 



138 STANISŁAW SMOLKA. 

strum Wille dictum, fugatis suis patrihus de eodem, (ipsos) cum matre cepił et a Litwanis, dictorum 
patruorum suorum vasałlis, congregatis in unum, fidelitatis extorsit omagium, et ex eis guibusdam hoc 
sibi sponte prestantibus, mxta morem et ritum suum- cum aspersione sanguinis animalis mactati con- 
stnxit eosdem, nec est clara nołitia, quo devenit rex precipuus. 

Obok tego tekstu należy się pierwszeństwo, ze M'zg:lędn na czas spisania, współczesnemu 
świadectwu rocznika toruńskiego, w trzech jego znanych odnogach'), Ann. Toruń. a. 1380: 
Eodem anno Kinstut tradicione cepit castrum Vilne, gui venit latenter, fingens se velle vastare ter- 
ram christianorum, premissis aliąuibus sub vestibus armatis. In Vilna cepit Jagell regem et matrem 
ejus et omnes, qui fuerunt in castro; sed tamen omnibus libertati restitutis Jagel et matrem ipsius 
Buthenicam in pace transmisit. Detmar a. 1380: In deme sulven jare na sunte Laurentius 
daghe do wan Kinstoł, de konink van Lettowen, dat hus to der Wille mit vorretnisse. Jan von 
Posilge a. 1380: In dcsim jare qwam Kynstot mit vorretnisse und gewan die Wille das hus und 
ving doruffe Jagel den konink und sin muter und lys sie doch fry weder czin ken Iłussen mit 
frede. Należy tu zwrócić uwagę na zgodność zupełną w opisie przebiegu całego zdarzenia po- 
między niezależnemi wzajemnie świadectwami współczesnemi listu i rocznikarskiej zapiski; nie- 
mniej i na to, że w ziemi krzyżackiej wspaniałomyślne postępowanie Kiejstuta z Jagiełłą i jego 
rodziną wydało się rzeczą uderzającą: und lys sie doch fry. 

Dalsze miejsce należy się świadectwu Łetopisu W. X. Lit. i Origo regis Jagyel, jako 
niewspółczesnemu już, wielce jednak cennemu ze względu na swe źródło intelektualne ^). Świa- 
dectwo to pomija wstępne kroki Kiejstuta, nie dotyka jego fortelu, ale przystępuje wprost do 
zamachu na Wilno, po wzmiance o oddaleniu się Witolda : Kniaź pak tuelikij Kestutej sobraivsia 
swojeju mociju i wżenet tvo horod tvo Wilnitt, imet' kniazia loelikoho Jahajla i so hratieju i s ma- 
teriju i hramoty najdet, szto s Nemci zapisalsia. 1 ko simi swojemu hońca poszlet, k welikomu 
kniaziu Witotutii, k Dorohiczinu, szto fukaja diela stałasia. I honeć tot najdet kniazia welikoho 
w Horodne, on że do Horodna jyrijechał z Borohiczyna. A kniaź welikij Witoiot za odin deń priże- 
neł iz Horodna ko otcu sivojemu Kestutiju. Onże recze sinu swojemu kniaziu welikomu Witotvtu: 
ty mnie newierU, a se tyje hramoty; zapisalisia byli na nas, no Boh nas osterehł. No ja kniaziu we- 
likomu Jahajlu niczeho newczinił itd. '). 

Obojętne są świadectwa letopisów z Rusi wschodnio -północnej, łączące razem upadek 
Jagiełły i jego odwet w roku następnym np. Let. I. Nowogrodzki •*). 

Na podstawie powyższych świadectw stwierdzić się daje dosyć dokładnie data zajęcia 
Wilna, odmienna od tej, którą zwykle dotąd historycy podawali, złudzeni wzmianką Detmara: 
na sunte Laurentius daghe, po 10 sierpnia. *) Do tej daty Detmara nie należy przyAviązywać 
znaczenia; Detmar bowiem, czerpiąc w daleliiej Lubece z odpisu toruńskiego rocznika, wysnuł 
to określenie chronologiczne z tej okoliczności, że bezpośrednio przed wzmianką o zajęciu Wilna 
znalazł w swem źródle wiadomość o oblężeniu Połocka z datą eodem anno circa Laurentii. Wła- 
śnie jednak historyja oblężenia Połocka może dostarczyć pewnej wskazówki do ustalenia daty 
zamachu na Wilno. Czas oblężenia podają: Annal. Toruń.: ad XIV septimanas, Detmar: da 
legen se darvore XVI tveken, Jan von Posilge: wol XIV wochen, niezależnie zaś od tego, na 



') SS. rerum Prussicarum III. 117. 

*) Ob. wyżej str. 133. u w. 6. 

') Daniłowicz, Latopisiec Litwy 32, por. Origo 1. c. 203. 

*) HoJiHoe coópanie III. 95. 

°) Szajnocha: Jadwiga i Jagiełło I, 381. Stadnicki: Olgierd i Kiejstut 176. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 139 

wspólneiii źnullc polegającego świadectwa, I.ctop. pskowskie I i II: 'j n cKmiiui y iK-rn ].'} iicilui, ; 
wohcc togo nic można wątpić, że Wiganda (I. c. Q07) ddit XT did/us antę Floskrnv jest prostą 
korupcyją tekstu wskutek omyłki tlomacza, jak na to już zwrócili uwago wydawcy (tamże uw. 
14G7). Jeżeli zatem ziuijdiijemy w Ann. Toruń, ad XIV sądimanas, u Jana voii Posilgc: ivol 
XIV weken, widać że XVI w tekście Detmara jest myłką za XIV. Wobec tak uderzającej 
zgodności świadectw pochodzących z Prus i z Pskowa, można uważać za rzecz pewną, że ohlę- 
żciiie trwało nie całe 14 tygodni, jeżii zaś rozpoczęło sic około IG sierpnia, na zwinięcie oblę- 
żenia wypada data około G listopada, w każdym razie w pierwszycli dniacłi tego miesiąca. 
Niebawem ])o zwinięciu oblężenia pisany był list, przytoczony powyżej, gdzie czytamy: Sed 
constat fratrem regis, qtn cum Magktro Lwonie cttjusdam casłri Rułhenorum ohsidionem servaverał, 
Lyvonlam perfenisse, moramque facere inibkhm. Pomiędzy datą zwinięcia oblężenia a datą listu 
musiał zatem już jakiś, chociaż krótki czas upłynąć, zanim wiadomość o przybyciu i zamieszka- 
niu Skirgiełły nadeszła z Inflant do Warmii. List zaś spowodowany jest właśnie świeżą wia- 
domością o zajęciu Wilna {nuperrime); piszącemu jeszcze nie wiadomo, co się stało z Jagiełłą 
(nec est tiara nofUia, quo deuenit rex precipuus). Widać ztąd, że niemal równocześnie nadeszły 
do Prus wiadomości z Litwy i z Inflant, że zatem Kiejstut, natyclimiast i)0 zajęciu Wilna i)osłał 
owych dwóch gońców do Połocka, co zresztą zupełnie jest zrozumiałe. 

Do ustalenia daty napadu na Wilno posłużyć może nadto text Wiganda cap. 120 (I. c 
str. 608) : Interim rumor ortus est, quomodo Kynstut perłurbare vellet cum exercitu terram Samay- 
tariim Medenyh dictam, dixUqiie Mis, quos convocaverat, quomodo proponeret intrare Poloniam vel 
in terram Barfensem; pertransiens quoque Mimilam decepitque paganos, qm cognoverimt astutiam 
suam, cum non complevisset promissa. Poczem bezpośrednio dodaje Wigand: Hiis diebus a sah- 
hato in dominicam post festum sancte Luce castrum Osterode novum cum antiquo plene exustum est. 
Mętny text Wiganda o ruchach Kiejstuta, niezrozumiały sam przez się, wyjaśnia się najzupeł- 
niej w zestawieniu ze świadectwem listu powyżej przytoczonego, dotyczy bowiem bez wątpienia 
tego samego faktu, t. j. udanego zamachii na ziemię Barteńską przed uderzeniem na Wilno. 
Wobec tego nabiera wagi data wiadomości, bezpośrednio po tern zapisanej, o pożarze zamku 
Osterode 19 i 20 października, z dodatkiem: hiis diebus. Jeżeli zatem około 20 października 
odbywały się te rucłiy wojsk Kiejstuta między Miednikami a granicą pruską, około 6 zaś listo- 
pada zwinięto oblężenie Połocka, zajęcie Wilna dokonanem zostało około Igo listopada, 
prawdopodobnie na samym początku tego miesiąca. Dodać należy, że gońcy, 
wysłani przez Kiejstuta, mogli przebyć w dwóch dniach drogę z Wilna do Połocka, jeżeli Wi- 
told na podróż z Grodna do Wilna jednego dnia tylko potrzebował. ^) 

§• 9. 
Rewolucyja r. 1382. 

Rządy Kiejstuta na stolicy wielkoksiążęcej cechuje od samego początku stanowcza, zasa- 
dnicza reakcyja na całej linii przeciw kierunkowi politycznemu, który panował na Litwie w osta- 
tnich latach, od czasu śmierci Olgierda. W tej reakcyi uwydatniają się jaskrawo sprzeczne 
kierunki, między któremi w poprzednich latach toczyła się cicha walka, aż ją wreszcie ukoń- 



■) noMoe co6p. IV. 193, V, 16. 

') Już Boldt, Der Deutsche Orden und Littauen str. 50, uw. 134, odstępuje od daty sierpniowej i wyraża 
przypuszczenie, że Kiejstut zajął Wilno około połowy października. 



140 STANISŁAW SMOLKA. 

czył zauiach stanu Kiejstuta. Jagiełło oddawał Litwę na pastwę Krzyżalsów, a zaprzątnięty był 
wyłącznie sprawami ruslłich Icrcsów ; Kiejstut pierwszym swym krolciem względem Połocka do- 
wiódł, jak mało wagi do tycli spraw przywiązywał, a natomiast z podziwienia godną rzntko- 
ścią i energiją zwrócił się przeciw Zakonowi. 

Do Połocka po zwinięciu oblężenia powrócił Andrzej Olgierdowicz ; ^) ważny ten poste- 
runek kresowy, graniczący z Rzecząpospolitą Pskowską, dostał się sprzymierzeńcowi Moskwy, 
którego Pskowianie przed dwoma laty osadzili „na kniażeniu''. Tak na północnym krańcu 
wschodniego pogranicza przywrócony został dawny stan rzeczy z czasów Olgierda. Ale za to 
dalej na południu zmieniły się stosunki. Dawniej powierzona była straż wschoduicłi kresów 
zruszczonym Olgierdowiczom z pierwszego małżeństwa Olgierda; teraz Kiejstut, nie bez wyra- 
chowania z pewnością, wsunął pomiędzy ich dzielnice synów Julijanny, osadzając Jagiełłę na 
Witebszczyżnie, Korybuta na Nowogródku Siewierskim. -) Andrzej, najstarszy syn Olgierda 
z ostatniej dziedziczki witebskiej, miał za sąsiada w dzierżawach swoich pradziadów — Jagiełłę. 
Dzielnica zaś Korybuta stykała się z Brańszczyzną, udziałem Dymitra Olgierdowicza, który 
w r. 1379 stanął po stronie Moskwy i na Kulikowskich polach walczył obok Andrzeja pod 
sztandarem moskiewskim ; z drugiej strony graniczyła z Czernichowszczyzną, dzielnicą Konstan- 
tego Olgierdowicza. Trudno było wymyśleć coś lepszego, coby skuteczniej trzymało na wodzy 
zachcianki Jagiełły, gdyby pomyślał o odzyskaniu tronu, a zarazem i nieprzyjazne zapędy star- 
szych Olgierdowiczów, sprzymierzonych z Moskwą. O to bowiem Kiejstut mógł być spokojny, 
że Jagiełło i Korybut nie staną w moskiewskim obozie razem z Andrzejem i Dymitrem. 

Co dziwniejsze, to że Jagiełło i Korybut, choć nieochrzczeni, zdołali się utrzymać w tych 
rdzennie ruskich dzierżawach. Wszakże zawsze, ilekroć który z Gedyminowiczów szedł na jaką 
ruską dzielnicę, przyjmował wprzód chrzest i ruskie imię, i z tem już imieniem, jako Dymitr, 
Michał czy Hleb, zasiadał na kniaziowskiej stolicy. Tak było przed dawnemi laty, gdy Lubart, 
Kor}'jat i Narymunt obejmowali rządy w Łucku, w Pińsku i w Nowogródku, w dzielnicach 
bliższych Litwie, oddawna przywykłych do jej przewagi lub panowania. Jakże więc pogańscy 
synowie Julijanny mogli utrzymać się na kresach wschodnich, ciężących ku Moskwie, na któ- 
rych jeszcze przed rokiem rozlegało się hasło Połoczan: raczej umrzeć, niż mieć nad sobą po- 
gańskiego księcia. Może obecnie Kiejstut, odkąd synowie Julijanny wyparci zostali z Wilna, 
nie byłby się sprzeciwiał ich nawróceniu na „ruską wiarę", kiedy pogodził się z chrztem tylu 
rodzonych braci, którzy dzierżyli ruskie dzielnice. Co do Korybuta, nic nie wiadomo na pewno ; 
ale Jagiełło nie chciał się ochrzcić na „ruską wiarę" w r. 1381, bo nie miał jeszcze swej 
sprawy za straconą, chociaż na wszystkie świętości przysiągł Kiejstutowi wierność i posłu- 
szeństwo. 

I druga rzecz równie dziwna, że Moskwa nie korzysta z tego położenia litewskich kre- 
sów i nie próbuje teraz szczęścia w wojnie, śladem wyprawy z r. 1379, gdy zwycięstwo Kiej- 



') Kiedy Andrzej odzyskał Potocką dzielnicę, o tem w źródłach nie znajdujemy żadnej wskazówki. Pierwszym 
śladem jego powtórnych rządów w Połocku jest dokument z 10 października 1385, w którym Andrzej z dzielnicą 
Połocka poddaje się pod lenne zwierzchnictwo Zakonu (Bunge, Liv.- Esłli.- und Kurlandisches TJrhiindenhuch III. 
N. 1226). Uważać to można jednak za rzecz pewną, że powrót Andrzeja nastąpił w końcu r. 1381, gdy Kiejstut 
odwołał wojska z pod Połocka. Skoro bowiem Połoczanie podnieśli bunt przeciw Jagielle i doczekali się jego upadku, 
łatwo przypuścić, że przyjęli dawnego księcia, który nad nimi przez lat 30 panował i pierwszy przed dwoma laty 
powstał przeciw Jagielle. Skoro Jagiełło tron odzyskał, nie byłby pewno Połocka oddał Andrzejowi; przewrót z r. 
1382 zastał już zapewne największego wroga Jagiełły na stolicy książęcej w Połocku. 

*) Ob. wyżej str. 137. i niżej str. 144. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 141 

stiita, boliatera pog-ańskiej Litwy, musiało jednać jej coraz więcej przyjaciół w riiskicli zieniiacli 
pod paiiowaiiiom litewskiem. 

Obie te zagadki w ścisłym są związku. Nie tak trudno je wytłoraaczyć. Dymitr Doński 
był politykiem trzeźwym i oględnym, a jakkolwiek nazywał się panem całej Rusi, torował Mo- 
skwie drogę do panowania nad Rusią zwolna i przezornie. Kiejstut milszym mu był na tronie 
Litwy, niźli Jagiełło albo Olgierd, bo panowanie tego szczerego Litwina, prawdziwego „króla 
czcicieli Znicza'', ') przygotowywało tylko w ruskich dzierżawach Litwy tem pewniejszy grunt 
dla polityki moskiewskiej. A teraz zwłaszcza nie była pora zadzierać z Litwą. Pogrom Ma- 
raaja jjodniósł wprawdzie niesłj-chanie urok Moskwy w oczach całej Rusi, ale nie wszyscy Ta- 
tarzy zginęli na Kulikowskich polach. Przed Mamajem nie było już obawy; niedługo po odnie- 
sionej klęsce, gdy zbierał siły do odwetu, zginął w walce z potężniejszym od Dymitra pj-zeci- 
wnikiem, który zaświecił właśnie nową g^yiazdą na widnokręgu Ordy. Był to Tochtamysz, Chan 
liiałej Ordy z nad Uralu, który pokonawszy Mamaja, znów wszystkie ordy Kipczaku połączył 
pod swojem panowaniem i taką potęgę skupił w swych rękach, jakiej już od wieku nie wi- 
dziano w Kipczaku. Za nim zaś stała straszniejsza jeszcze potęga, bo Tochtamysza na chaństwie 
osadził był Taraerlan, ten potężny zdobywca, który od lat niewielu dojjiero szerzył swoje za- 
bory, a już dosięgał tego, czem Dżengischan był przed półtora wieku. ^) We wszystkich ordach 
rozbudziło się poczucie siły, a z niem namiętne pragnienie łupu i krwi chrześcijańskiej. Wobec 
tego pogromca Mamaja musiał się mieć na baczności i potrzebował bezpieczeństwa ze strony 
LitAvy: ruskim ziemiom kresowym brakło zatem także zachęty do oporu przeciwko swoim panom. 

Tak Kiejstut, mając bezpieczne tyły na Wschodzie, mógł skupić wszystkie siły do walki 
z Zakonem. Rychło też przyszło poznać lu-zyżakom, że nie Jagiełło panuje na zamku wileń- 
skim. W latach poprzednich zapuszczali się łvi-zyżacy bezkarnie w głąb ziem litewskich, nie 
doznając odwetu: w dwa miesiące po wstąpieniu Kiejstuta na stolicę wielkoksiążęcą .spada na 
Prusy tak straszny cios najazdu pogańskiej Litwy, jakiego nie pamiętano od dawna. Flehilis 
clamońs hodie rumor erupit — piszą naówczas z Warmii — qiiod Ule perditionis fUits, sangui- 
nis potator humani, eoriim presórtim, qtii chrisłianam religionem fatentur, memhrum precipuum dya- 
boU, Kinsttitus videUcet, prave gentiUtatis ałumpmis, multos Litivanos exercitu congregało ftirłwe, per 
deserfa super ckristianos suUto irruens, nuperrime ])rope fines Pruthenicos łerras vastavit per incen- 
dia et rajńnam .... Pido quod non unąuam in matrum ocidis ąuemadmodum in Betlehem pro Do- 
mino, sic et hic pro fide cathoUca sunt parvidi morti dati, propter quod et hic merito ploral Ra- 
chel filios suos, ut vox in Rama declamatorie audiatur. Albo znów w innym liście: Non duhito 
vos audivisse, fama referente communi, ąiianta dampna filius Belial Ule Kimtufus Cristianis intulit 
impronise, incendiis pariter et rapinis, magnam seciim trahens homimim mrdtitudinem idriusąue se- 
xus, et nidla miseratione motiis, plures senes et juvenes atque debiles, qui seqid non poteranł, capiti- 
hus truncari mandavit .... '). 

Taki jęk boleści odzywał się na początku r. 1382 z pogranicza pruskiego, które przez 
lat kilka odwykło od grozy litewskich napadów. 

Kiejstut zebrał swe wojska u zgliszczów Nowopola, tego zamku, który padł pastwą pło- 
mieni podczas przeszlorocznego najazdu Krzyżaków, i przedarłszy się skrycie przez puszczę 
nadniemeńską, spadł niespodzianie 18 Stycznia na okolice Welawy, Taplawy, Frydlandu i Al- 



') Ob. wyżej str. 114 i lJ.£V3t; fy;; TóJy ^pTo)va-:a)V. 

*) Hammer- Purgstall, Geschichłe der gotdenen Hordę, 330. 

') Cod. dipl. Priissicus VI, N. 3, 4. Cod. dipl. Silesiae V, N. 32. 



142 STANISŁAW SMOLKA. 

tenburga. Zniszczył pożogą liczne osady nad brzegami Alli i Pregeli, krwią dzieci i starców 
zapłacił za okrucieństwa ostatnicli wypraw Icrzyżackich i około 500 jeńców iiprowadził na 
Litwę. *) Z wojskami krzyżackiemi nigdzie się nie spotkał, bo na wieść o zbliżających się nie- 
przyjacielskich oddziałach szybko pomknął za Niemen. Chciał snąć tylko tą krwawą przy- 
grywką do nowych bojów rzucić rękawicę Krzyżakom; spieszno mii było do domu, bo dobrze 
wiedział, że na odwet przyjdzie nie długo czekać. 

Jakoż niebawem, 21 lutego, wkroczyła w granice Litwy nowa rejza krzyżacka. Zna- 
czne siły wyruszyły do boju, podzielone na trzy oddziały, z których każdy inną podążał drogą, 
jeden na Punie, drugi na Alittę, trzeci na Wirsztany, północnym szlakiem. W.szystkie trzy je- 
dnak zmierzały równoległemi drogami ku Trokom. Ale w pół drogi zawróciły się wojska krzy- 
żackie. Cała wyprawa, którą wielki rozgłos poprzedził, ^) skończyła się na jednej utarczce Wi- 
tolda z jakimś drobnym, odosobnionym oddziałem. Z tem wszystkiem na Litwie pozostały ślady 
krzyżackich gości, którzy w pochodzie i w odwrocie pustoszyli wszystko dokoła i 600 brań- 
ców uprowadzili ze sobą. ^) 

Nie taki był jednak cel tej wyprawy: widać to z jej kierunku i znaczniejszych, niż 
zwykle, przygotow^ań. Dlaczego Krzyżacy zawrócili się w pół drogi, dlaczego do Trok nie do- 
tarli? Tłomaczą to jasno słowa rocznika toruńskiego: intrarunt Lituanlam, ąuam invenenmt pre- 
munitam et Lituanos adunałos. Inaczej wyglądała Litwa w poprzednicli latach, inaczej jej po- 
granicze, chociaż nad niem rozciągała się władza Kiejstuta. Teraz znać było, że Kiejstut za- 
siadł na stolicy wielkoksiążęcej, że cała Litwa skupiła się około swego bohatera. Aby z nim 
się zmierzyć i nie doznać porażki, potrzeba było teraz innych środków, znaczniejszych jeszcze 
przygotowań wojennych, albo — co wygodniejsze, nowej waśni w rodzie książęcym, nowych 
zatargów wewnętrznych. 

Świadczą o tem dowodnie dalsze wypadki. Rzeczywiście podziwienia godną energiję 
rozwinął stary Kiejstut ; odkąd zasiadł na stolicy wielkoksiążęcej, młodzieńcze siły wstąpiły 
w sędziwego bohatera Litwy, który niedawno jeszcze oddawał się rozpaczliwym myślom 
o opuszczeniu ojczystych siedzib. *) Jeśli Zakon w roku poprzednim próbował w swej wypra- 
wie na Nowopole zastosować nową taktykę wojenną, Kiejstut dowiódł w kilka miesięcy po 
objęciu rządów, że i jego stać na to. Wyprawa, którą dał odpowiedź na lutową rajzę krzy- 
żacką, wyglądała zupełnie inaczej, niż ostatnia jeszcze, niedawna wycieczka w okolice Welawy^, 
obliczona jedynie na łup i spustoszenie bezbronnych osad. W połowie kwietnia r. 1382, 
w kilka dni po Wielkanocy, ukazało się oczom mieszkańców pruskiego pogranicza niebywałe 
dotąd widowisko : Niemnem płynęły łodzie, a na nich wojska litewskie z takiemi samemi bom- 
bardami, jak te, których sam postrach oddal niedawno w ręce Krzyżaków Nowopole i Darsu- 
niszki. Jaką drogą postarał się Kiejstut tak spiesznie o te działa, które jeszcze na Zachodzie 
były nowością, niewiadomo. Mała to była korzyść, że komendant wystrucki, widząc z okien 
swojego zamku jakiś oddział litewski, który zapędził się aż w okolicę Wystrucia, wpadł nań 
znienacka i poraziwszy Litwinów, zabrał 60 jeńców, i rozprószył resztę oddziału. Flotylli 



') Annal. Toruń., Detmar i Jan voii Posilge 1. c. 118, Wigand 1. c. 602. 

') Cod. dipl. Silesiae V, N. 32: Quapropter major quam priscis temporihus jam colligitur ezerciius contra eum, 
ąui breviler proeessum faciet in Lithuaniam. 

') Annal. Toruń., Detmar i Jan von Posilge I. c. 118, Wigand 1. c. 611. por. Boldt: Ber Detiłsche Orden 
und Littauen str. 52. 

*J Ob. wyżej str. 130. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 143 

Kiejstuta nikt nie odważył sic zaczepić po drodze, wylądowała bezpiecznie pod murami Jur- 
borga, znacznej twierdzy na poji^ianiczu. Konitiy jurljorslci, Jan von Meldinf^en, hujiismodi 
exercitum videns — jal< mówi Wigand — oddał .spiesznie na pastwę płomieni całą osadę, przy- 
tuloną do mui(>w zamku, aby Litwinom utrudnić oblężenie. Trzecicj^o dnia Kiejstut przypuścił 
szturm do zamku, który mężnie odparto. Niewiadomo, kto rozpoczął układy, Kiejstut czy oblę- 
żeni, dość, że wkrótce Litwini odstąpili od murów Jurborga: pod naciskiem wojsk litewskich, 
zaoi)atrzonycli w łodzie i działa, odbył się zjazd Kiejstuta z najprzedniejszymi dostojnikami 
Zakonu. W zjeździe tym wzięli udział: Marszałek Zakonu, Arcykomtur i trzech komtunny, 
bałgeński, ragnecki i brandeburski. Można wnosić z tej liczby wysokich dostojników, że ważne 
sprawy stanowiły przedmiot układów. O czcm mówiono, nie memy; to tylko pewna, że układy 
spełzły na niczem. ') 

Zdaje się jednak, że Kiejstut te układy rozpoczął, że one były celem całej wyprawy. 
Może w zimie, kiedy działa sprowadzał i łodzie przygotowywał, nie myślał wcale jeszcze o ża- 
dnych układach. Ale po Wielkanocy, gdy przyszła pora wsiąść na łodzie, nie mógł się Kiej- 
stut odważać na długą wojnę z Zakonem, do której poczynił tak wielkie przygotowania. Musiał 
już wówczas postanowić daleką wyprawę na wschodnie kresy, do Siewierszczyzny, dokąd rze- 
czywiście wyruszył w połowie maja, zaraz po powrocie z pod Jurborga, nie dozwalając sobie 
odpoczynku. Słuszna zatem przypuszczać, że skorzystał z tych przygotowań, które już były 
dokonane i wyprawił się na Krzyżaków w tyra tylko celu, aby pod naciskiem dział i flotylli 
litewskiej wymódz zawieszenie broni, którego potrzebował dla ubezpieczenia zachodnich granic 
mając oddalić się na sto mil od Trok i Wilna. ") Nie dopiął jednak celu. Krzyżacy nie byli 
skłoinu do zawarcia rozejmu: Marszałek z góry wydał rozkaz komendantowi Wystrucia, żeby 
natychmiast, gdy tylko zerwą się układy, zrobił wycieczkę na pogranicze litewskie. ^) Tak na 
niczem spełzły zamiary Kiejstuta: musiał powrócić z Prus bez pożądanego rozejmu i nie roz- 
puszczając wojska, pospieszył z niem na Siewierszczyznę. 

O powodach tej dalekiej wyprawy pisze współczesny rocznik toruński pod r. 1382: ^) 
Eodem anno, antę festum Penthecostes Kinstut volens vindicare hijuńam sibi factam per Yagell, 
fiUiim frairis sui Alger, ątii nuntios suos teniiit et sibi missa a Midenis spoliavit et conspirationem 
fecerat de consensu Codar patrui Ydgell, ut ipse Yagel castrmn Vilnam et terrani posset reacquirere, 
ex improviso exivit de VUna. ipsam et łotam terram suh ciisłodin filii stti Yitant dimittens. Zgodnie 
z tem świadectwem mówi współczesny również autor Kroniki W. Mistrzów : ^) In dem selben 



') Wigand cap. 125 1. c. 613. 

*) Boklt: Der Deutsche Orden und Litiauen 53, przypuszcza, że Kiejstut starał się odwieść Zakon od związku 
z Jagiełłą. Bez żadnycłi bliższycli wskazówek nie śmiałbym twierdzić, żeby aż taki cel Kiejstut sobie założył. Cały 
stan rzeczy przemawia jednak za tem, że wyprawa miała na celu zawarcie potrzebnego rozejmu. Według Ann. 
Thor. 1. c. 121 Kiejstut wyruszył na Siewierszczyznę jeszcze przed Zielonemi Świętami, tj. 25 maja; jeśli zaś po 
Wielkanocy, tj. po 6 kwietnia, przybył pod Jurborg, tam dopiero trzeciego dnia pierwszy szturm przypuścił, a na- 
stępnie czas jakiś strawił na bezowocnych układach, musiał wyruszyć na Siewierszczyznę natychmiast po powrocie 
z Prus. 

') Ob. Wigand 1. c. 613 uw. 1527. 

*) Scriptores rerum Prussicarum lU. 120. 

^) Tamże str. 602 ; kronika W. Mistrzów spisana była w pierwszych latach XV wieku, ob. tamże str. 530. 
Ten sam autor prowadził ją następnie dalej aż do r. 1433, niezawodnie więc żył już w r. 1382 i wiadomości o tych 
zdarzeniach czerpał ze świeżej tradycyi. Jakoż od r. 1375 rozpoczynają się oryginalne wiadomości tej kroniki, 
która do owego czasu polega głównie na Hermanie von Wartberge. 



144 STANISŁAW SMOLKA. 

jare, do Kynstud liatte letwimgen Littawer lant und Bewsen imd hatte vortreben Algers seynes hru- 
ders sonę Jagel und Schirgal, do heful her dy Wille Wytawt seynem sonę mit aller herschaft; 
selber czog her mit macJit hen Bewsen uff Jagel und Carbod, die em seyne czins hatten uff gehalden. 
Oba te zgodne a niezależne od siebie wzajemnie świadectwa uzupełnia i prostuje poniekąd 
Letopis W. X. Litewskich : *) I kniaź pak welikij Kestutej pojdet ko Siwerskomu Nowhorodku, na 
kniazia Korbiitija, a sina swojeho kniazia welikoho Witowta ostatoił iv Litwie. A idia ko Siwer- 
skomu Notcuhorodku welit' Wojdiła obesiti, a kniaziu welikomu Jahajlu iz Witebska pojtiż było snim. 
To pak welikij kniaź Jaliajło prawdu stuojii zabiił na bordze, łam ne poszeł. 

Różnica pomiędzy świadectwami źródeł krzyżackich a Letopisu W. X. Litewskich doty- 
czy stanowiska Jagiełły. Źródło litewskie polega tu bez wątpienia na dokładniejszych infor- 
macyjach: Krzyżakom z daleka rzecz tak się przedstawiała ze względu na dalsze wypadki, jak 
gdyby wyprawa Kiejstuta była skierowana przeciw Jagielle i Korybutowi. Tymczasem na 
podstawie Letopisu można twierdzić z wszelką pewnością, że Jagiełło zachował podobną ostro- 
żność, jak Olgierd w czasie zamachu stanu w roku 1345; wysunął naprzód brata, a sam do 
ostatka zajmował takie stanowisko, że Kiejstut, wyruszając na Siewierszczyznę, zawezwał go 
jeszcze do współudziału w wyprawie. Może zresztą już nawet sam Kiejstut nie spodziewał się 
pomyślnego skutku tego wezwania, może to uczynił tylko dla tego, aby jeszcze Jagiełłę wy- 
stawić na próbę i stwierdzić, czy gotów dochować niedawnych przysiąg, szto nikoli protitvu jeho 
nestojati, a ivse it tvoli jeho byti wo wsem. ^) Bądź co bądź jednak, jeśli Kiejstut powołał go 
pod swoją chorągiew, musiał Jagiełło do tego czasu unikać wszelkich pozorów łączności 
z Kory butem. 

To tylko pewne, że powodem wyprawy na Siewierszczyznę było odkrycie sprzysiężenia, 
które miało na celu przywrócić Jagiełłę na stolicę wielkoksiążęcą. W tym względzie świadec- 
two Annalisty Toruńskiego zasługuje zupełnie na wiarę; tylko ów drobny odcień w odróżnieniu 
stanowiska Jagiełły i Korybuta uszedł jego uwagi. Na zewnątrz rzecz tak się przedstawiała, 
jakoby celem wyprawy było skarcenie samego Korybuta, który podniósł jawny bunt przeciw 
władzy wielkiego księcia, jeżeli mu odmówił należnych danin z swojej dzielnicy i uwięził wy- 
słanych poborców. Jeżeli jednak Kiejstut po drodze kazał obwiesić Wojdyłłę, któremu mimo 
głębokiej urazy darował życie w przeszłym roku, nie był to bez wątpienia spóźniony akt pró- 
żnej zemsty, ale niezawodnie zasłużona kara za knowania, których odkrycie razem z buntem 
Korybuta otworzyło Kiejstutowi oczy. 

Mało co wiemy o przebiegu wyprawy Kiejstuta na Siewierszczyznę, to tylko, co ubocznie 
w kilku słowach nadmienia Wigand: ^) Hec autem acta sunt eo tempore, quo Kynstut in Bussia 



') Daniłowicz: Latopisiec Litwy str. 34, z uwzględnieniem tekstu ed. Popowa. Por. Origo regis Jagyelo etc. 
1. c. 203. Sljarga Witołda 1. c. 712 wspomina tylko o wyprawie Kiejstuta, nie wymieniając żadnych bliższych oko- 
liczności : vnd jn den czHen was vnsz fatir jn einer herfard. 

') Ob. wyżej str. 137. 

') 1. c. 611. Kiejstut wyruszył z Wilna według Annal. Toruń, przed 25 maja, pochód na Siewierszczyznę 
musiał odbywać się szybko, jak wszystkie pochody Kiejstuta; zresztą wyszedł z Wilna ex improviso i zależało mu 
na tem, żeby wpaść na Korybuta znienacka. Był zaś jeszcze na Siewierszczyżnie po 12 czerwca, pod Trokami 
stanął dopiero 3 sierpnia (ob. niżej); na wojnę z Korybutem zostaje zatem w każdym razie dość czasu, co najmniej 
około dwóch tygodni. Być jednak bardzo może, że wojna na Siewierszczyżnie przeciągnęła się dłużej, że skończyła 
się dopiero w lipcu. Wiele bowiem względów za tem przemawia, że Kiejstut w powrocie z tej wyprawy dowiedział 
się o utracie Trok, a zatem o fakcie ż 20 lipca, i dlatego udał się wprost do Grodna, ob. niżej. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 145 

fucrat et cum scandnlo ezpuhus a Riitcnis, qui de mis 500 occiderunt. Ale cokolwiek światła 
pada przecież z tej suchej wzuiiaiiki. Widać, że Korvl)ut nietylko bez trudności utrzymał się 
na Siewierszczyźnie, ale umiał liusinów zgarnąć około .sieł)ie i zagrzać do mężnego oporu prze- 
ciw nowemu ])orztidkowi rzeczy na Litwie. Tak więc Kiejstut doznał porażki na Siewierszczy- 
źnie, porażki sromotnej, jak m6vfi Wigand; nie udało mu się stłumić łjuntu ruskiej dzielnicy, 
a t}niczascm nadeszły wieści z Litwy, które go zniewoliły zaprzestać walki i ])rzyspieszyć po- 
wri'»t do domu. 

12 czerwca bowiem zamek wileński był już znowu w mocy Jagiełły. Ta druga w ciągu 
roku rewolucyja odl)yIa się równie szybko, jak pierwsza. Witolda nie było na zamku wileń- 
skim. Wolał on Troki od Wilna — wszakże przez całe życie później głównie w Trokach 
przebywał; więc korzystając z pięknej pory wiosennej, udał się z rodziną na zamek trocki 
i w kniejacli okoliczny cti wyprawiał łowy. Tymczasem mieszczanie wileńscy, z którymi Ja- 
giełło był w tajnem porozumieniu, przygotowali skrycie zamach na starożytną siedzibę wielkich 
książąt. Przeszłoroczny fortel Iviejstata ])owtórzono i teraz z małą odmianą. IMieszczanie udali, 
że im jakiś złoczyńca umknął z miasta na zamek i puścili się za nim w pogoń. Szczupła za- 
łoga nie broniła pogoni przystępu. W ten sposób liczna zgraja zbrojnych mieszczan wtargnęła 
na zamek i opanowała go zdradziecko, wysiekłszy słabą załogę. ') 

Na czele sprzysiężonych mieszczan stał możny kupiec Hanułło, jego cała „drużyna" 
weszła w porozumienie z Jagiełłą. Jakiej narodowości był ten mieszczanin wileński, niewiadomo; 
podobno Niemiec, z Rygi rodem. Sporo Niemców było też niezawodnie między wileńskiem 
mieszczaństwem, ale przewagę mieli wśród niego Rusini, do których należała tam osobna dziel- 
nica, nazwana „ruskiem miastem." *) Tak więc w tym ruchu mieszczańskim, któremu Jagiełło 
zawdzięczał odzyskanie stolicy, obok przywiązania do rodu Olgierdowego znaczyła coś nieza- 
wodnie nienawiść rusliiego i niemieckiego żywiołu, przeciw pogańskiej Litwie i jej sędziwemu 
bohaterowi. *) 

Natychmiast przybył z Witebska Jagiełło, zaproszony przez mieszczan wileńskich, i 12 
czerwca objął znów w posiadanie stolicę Litwy. *) 

W kilka dni później stanął Witold pod okopami Wilna z zebranem na prędce wojskiem. 
Ale napróźno się kusił o odzyskanie stolicy. Jagiełło snąć z Witebska przyprowadził znaczniej- 
sze siły, bo z mieszczanami samymi nie byłby się przecież odważył na walną bitwę. Krwawy 
bój stoczył się pod murami Wilna, około tysiąca trupów padło na pobojowisku. ') W tej walce 



') Amial. Toruń, i Delmar I. c. 122, Aeltere Hoclimeisterchronik, SS. rerum Prussicarum III. 602. Letopis 
W. X. Litewskich 1. c. 34. Według Ann. Toruń, wypędzono załogę : fugatis serviforibus Eynstut. W tern miejscu 
jest jednak widocznie tekst zepsuty. Detmar ma: unde slogen dot Kynsłołten gesinde, a Aelt. Hochmeisterchr. po- 
wiada wyraźnie: tmd irmorten alles was sie doruffe vunden. 

*) CiuUas Eidhenica wspomniana u Wiganda pod r. 1383 cap. 135a., 1. c. 623, por. Stadnicki, Olgierd i Kiej- 
stut 120, 

^) Aeli. Hoclimeisterchronik ł. c. Undir des tcas eyn burger zciir Wille, Hans von Eige gnant, den vordros 
und ouch andere burger der słrengen grusamJceił, dy Eynstut seynen leuthen thął. Ouch so was derselbe burger Ja- 
geln und seynen brudem stmderlich holt. Letop. W. X. Lit. 1. c. Jahajio nahotoorii mestics welikich i Hanuleteu 
czad' i zaseli Wilnu. Jeżeli Hanułło był Niemcem, za czem zdaje się przemawiać tekst A-elt. Hoclimeisterchronik 
to jego czad' oznacza zapewne niemieckę osadę miasta Wilna. Jeśli zaś Letop. W. X. Lit. przed nią wymienia 
mesticz welikich, widać że ruscy mieszczanie brali także czynny udział w tej rewolucyi. 

*) Ann. Toruń. 1. c. in octava Corporis Christi. 

*) Wigand cap. 123 1. c. str. 611 i cap. 126 str. 613. W pierwszem miejscu pisze Wigand obszerniej o tej 
walce, w drugiem wspomina o niej na wstępie opowiadania o wyprawie Marszałka, Kuna von Hattenstein: Hujus 

Wydz. filozof.-liistor. T. VII. 19 



146 STANISŁAW SMOLKA. 

O stolicę Wielkich książąt litewskich po raz pierwszy uderzyły witebskie hufce Jagiełły, zło- 
żoue z samych Rusinów, na pułki Witołdowe, w których znów sami Litwini się potykali, bo je 
Witold z zamku trockiego powołał na prędce pod swe rozkazy. Jagiełło odniósł świetne zwy- 
cięstwo, Witold, na głowę porażony, umknął z niedobitkami swojego wojska i zamknął się 
w obronnych Trokacli. 

I ztamtąd jednak wypłoszyła go wiadomość o zbliżającym się pochodzie wielkiej armii 
krzyżackiej, która w kilka dni po bitwie wileńskiej pod sztandarem Marszałka Zakonu, prze- 
szła przez Niemen. 30 czerwca była już Ejragoła w ręku Krzyżaków; zamek spłonął, załoga 
poddała się, ale wszjscy padli otiarą okrutnej rzezi, tylko dwóch znacznych bojarów, widocznie 
dowódców twierdzy, zostawiono przy życiu. *j Witold lękał się, że go Krzyżacy z Jagiełłą 
wezmą we dwa ognie, czy też nie chciał bezczynnie siedzieć w Trokach. Zostawił najprzed- 
niejszych bojarów litewskich na straży Kiejstutowego grodu, a sam z rodziną podążył do Gro- 
dna. Niezwyciężone były Troki, nieprzyjaciel długoby się musiał zabawiać, zanimby je dostał 
w swe ręce; synowi Kiejstuta co innego przystało, niżli z niezdobytego zamku oganiać się 
oblężeniu. Jeszcze nie wszystko było stracone. Do Kiejstuta posłano gońców na Siewier- 
szczyznę zaraz po ubieżeniu Wilna; lada dzień mógł ztamtąd powrócić z wojskiem, tymczasem 
trzeba było zewsząd, z całego obszaru Kiejstutowych dzielnic, gromadzić siły zbrojne. Na Żmudź 
zaś nie mógł się Witold przebić, bo mu drogę zagradzali Krzyżacy; zresztą jeżeli o co był 
spokojny, to o wierność Żmudzinów. Ale żeby z ruskich dzierżaw liiejstuta, z Podlasia i ziemi 
gi-odzieńskiej zgromadzić wojska, na to trzeba było obecności Witolda. Z Podlasia zresztą 
mógł Witold zawezwać pomocy szwagra, Janusza Mazowieckiego; tam pod jego opieką bezpie- 
czniej było zostawić matkę i żonę. ^) 



§• 10. 
Upadek Kiejstuta. 

Uchodząc z Wilna, Witold nie wątpił ani na chwilę, że Krzyżacy przybywają na pomoc 
Jagielle; wszakże przekonał się w przeszłym roku z dokumentów odkrytych na zamku wileń- 



rei rumor venit ad aures marschallci, qui ea magistra intimavit. Wzmianka o bitwie pod Wilnem służy zatem tyliso 
do uzasadnienia wyprawy Marszałlsa. Cap. 123: ultra 1000 hominum in occisione ceciderunt, cap. 126: ex utraąue 
parte 300 sunt occisi. Zdaje się, że wieść o tej bitwie, doszedłszy do dalekiej Wielkopolski, dała powód do mylnej 
wiadomości Jana z Czarnkowa, jakoby Kiejstut stoczył pod Wilnem krwawą bitwę ze Skirgiełłą, Monum. Polon, 
kisł. n, 719: Keystud congregato exercitu circumvallavit Vilnam, castrum expugnare proponens... Cujus exercitum 
fugieniem Skerdeylio insecutus, tantam multitudinem ex ipsis prostravił, ąuod minąuam tanta strages in populo Li- 
twanico dicitur fuisse commissa. O ruchach bowiem Kiejstuta po powrocie na Litwę mamy w źródłach litewskich 
i współczesnych pruskich tak dokładne wiadomości, że niepodobna przypuścić, aby w nich pominięto milczeniem tak 
krwawą bitwę; przeciwnie według ich zgodnego świadectwa nie przyszło wówczas wcale do starcia. Wigand cap. 123: 
sic Butaudus fugit et cum scandalo in longas processit patrias. Z Letopisu W. X. Lit. jednak wynika, że Witold 
udał się do Grodna z Trok, na wieść o wkroczeniu Krzyżaków, a więc nie wprost z pola bitwy pod Wilnem. 
Rzecz charakterystyczna, że Let. W. X. Lit., czerpiący z iuformacyj Witolda, przemilcza tę jego klęskę. Data bitwy 
■wileńskiej niewiadoma, w każdym razie w drugiej połowie czerwca, między 12 (przybycie Jagiełły do Wilna) a 30 
(zajęcie Ejragoły przez Krzyżaków). 

') Ami. Toruń. 1. c. 123, Wigand 1. c. 615. 

') Letop. W. X. Lit. 1. ć. 35 ; do uzupełnienia potrzebny tu koniecznie tekst ed. Popowa. Por. zresztą Origo 
regis Jagyel etc. 1. c. 204 ; nigdzie tekst tego pomnika nie ma takiej wartości jak w tym ustępie, gdzie oba ręko- 
pisy uległy wielkiemu skażeniu. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 147 

skini, że J.ajciełlo był w zmowie z Zakoiieni. Nie omylił się wcale: Marszałek pospieszał rze- 
czywiście z pomocą dla Ja{?iełły. Czy jednak i tym raijem było tajne porozumienie między Ja- 
giełłą a Zakonem, czy przyszło do niego za pot)ytn Jagiełły w Witebsku — tego nie raożna 
twierdzić napewno. Świadectwo Wiganda przemawiałoby przeciw takiemu przypuszczeniu. ') We- 
dług niego, dopiero ]VIarszałek Zakonu, Kun von Ilattenstein, na pierwszą wieść o zajęciu Wilna 
i zwycięstwie Jagiełły nad Witoldem, pospieszył do W. Mistrza i nakłonił go do wysłania 
wojsk krzyŻMckicli z pomocą dla Jagiełły. Mniejsza o to, herold krzyżacki nie był wtajemni- 
czony w polityczne sprawy Zakonu. Ale dalej powiada Wigand wyraźnie, że Jagiełło nie wie- 
dział, co ma znaczyć ta wyprawa krzyżacka, że posiłki Zakoini były dlań niespodzianką: Qui- 
bus vlsis rex retro abiit in planidem, ignorans an amid vel inimid essent. Quod cum co(jnovissef 
per nuntios mnrschald, ipsos slhi in anxilinm venisse, omnes pagani in j ubiło letabanlur. Tylko, że 
może i do tej wiadomości nic należy przywiązywać zbytecznej wagi. Wigand, który zapewne 
sam był na tej wyprawie, wiedział o cofaniu się Jagiełły i również o tej radości, która wybu- 
cłiła wśród litewskich (pogańskich) hufców, kiedy się dowiedziały, że ich nie czeka walka 
z przeważnemi siłami ICrzyżaków. l^yło to bowiem pod Trokami, które Jagiełło właśnie obiegł 
po ucieczce Witolda w Grodzieńskie, 18 lipca. ^) Snąć już miał pod rozkazami swojcini i litew- 
skie pułki, nie samych tylko Witebszczan. Być zatem bardzo może, że Jagiełło cofnął się tylko 
z umysłu przed Krzyżakami, ze w^zględu na Litwinów, aby się nie domyślili, że w porozumie- 
niu z Zakonem zajął napowrót stolicę Wielkich książąt. W drażliwem tem położeniu, w chwili 
rozstrzygającej należało oszczędzać uczucia Litwy. Za tem przypuszczeniem przemawia bardzo 
istna komedyja, jaką w kilka dni później odegrał Skirgiełło w czasie układów z załogą trocką. 
Trudno zaś nawet przypuszczać, żeby Zakon bez przygotowań zdobył się nagle na tak znaczną 
wyprawę, na której czele stali najprzedniejsi jego dygnitarze: Marszałek, Arcykomtur i wielka 
liczba Komturów. Zapewne już wszystko do wyprawy było gotowe, gdy na wieść o dokona- 
nym zamachu Jagiełły i o klęsce Witolda wydano rozkaz, aby przekroczyć granicę. Z Witeb- 
ska, przez Skirgiełłę, który bawił w Inflantach, Jagiełło mógł łatwo utrzymać z Zakonem da- 
wne porozumienie. *) 

Dość, że 18 lipca wojska Jagiełły spotkały się pod Trokami z armią krzyżacką. Ry- 
chło nastąpiło porozumienie: Marszałek rozłożył się z swojemi hufcami nad jeziorem, Jagiełło 
zajął dawne stanowisko na wzgórzach, zkąd cofnął się był na równinę przed Krzyżakami. Zna- 
czne siły połączonych dwóch armij przeraziły trocką załogę, do której dotarły już były wieści 
o rzezi w Ejragole. Skirgiełło rozpoczął układy z oblężonymi. Dowodził im, że Marszałek za- 
wziął się na gród Kiejstuta i nie odstąpi od oblężenia, dopóki go nie zdobędzie i nie wyrżnie 
załogi. Radził zatem oddać zamek Jagielle, obiecując, że się z Marszałkiem będzie układał. Po 
tej rozmowie podstąpili posłowie krzyżaccy pod mury oblężonej twierdzy i zawezwali dowódzcę, 
^7 j^ wydał Zakonowi, zanim padnie pastwą płomieni. Odpowiedź brzmiała, że oblężeni wolą 
zginąć niźli się poddać. Na to im dał znać Marszałek, żeby się namyślili do jutra, komu za- 
mek wydadzą, Jagielle czy Zakonowi; on bowiem nie odstąpi od oblężenia, dopóki nie zajmie 



') Wigand 1. c. cap. 126, str. 614. 

') Dokładna tu data wynika z tekstu Wiganda 1. c. tertia die donmm dederunt; dzień zaś poddania się Trok 
znany jest z Annal. Toriin. 

') Według Boldta, Ber Deutsche Orden und Littauen bb, Skirgiełło bawił w zimie .1382/3 u W. Mistrza i wy- 
jednał u niego już wówczas pomoc dla Jagiełły. Mylne to jest jednak twierdzenie, polegające na błędnem datowa- 
niu listu, o którym patrz wyżej str. 92 n. 



148 STANISŁAW SMOLKA. 

Trok dla Zakonu. Poczem odbyło się spotkanie Marszałka z Jagiełłą. Gdy nazajutrz z zamku 
nie było odpowiedzi, Marszalek z przedniemi hufcami zbliżył się ku okopom; zanim jednak 
przystąpiono do natarcia, pojawił się znów Skirgiełło i raz jeszcze zażądał od oblężonych sta- 
nowczej odpowiedzi. Pod tym naciskiem oświadczyli oblężeni, że wolą już oddać zamek Ja- 
gielle; bo gdyby Krzyżakom się poddali, wiedzą dobrze, że to ich nie uchroni od zguby. Tak 
zręcznie odegrano komedyję: wylękła załoga rozumiała, że Skirgiełło wymodlił im życie u Mar- 
szałka, który wreszcie się zgodził i ustąpił Jagielle zamku trockiego, oh loci vicmiłatem, jak 
mó^vi Wigand. Jagiełło obiecał oblężonym swobodny odwrót. 20 lipca otwarły się przed nim 
bramy Kiejstutowej siedziby; wszystkie skarby, cały dobytek Kiejstuta dostał się w posiada- 
nie Jagiełły. ^Marszałek darował Jagielle na znak przyjaźni działa, które miały zamek trocki 
w gruzy zamienić; poczem wojska krzyżackie powróciły do domu. Na ocalonym grodzie zajął 
siedzibę Skirgiełło; znów jak przed laty dwaj bracia mieli Litwą rządzić, z trockiego i wileń- 
skiego zamku. Tak w obce ręce przeszła długoletnia, niezwyciężona siedziba rycerskiego Kiej- 
stuta. Obrońcy Trok zawiedli się na przyrzeczeniu Jagiełły: nie z Kiejstutem to mieli do czy- 
nienia. Puszczono ich wprawdzie z zamku, ale na to tylko, aby pojmać na drodze. Zanadto tam 
było znacznych bojarów, Kiejstutowi oddanych, których powaga wiele znaczyła na Litwie ; Ja- 
giełło uważał, że bezpieczniej będzie trzymać ich w więzieniu. ') 

Tymczasem Kiejstut powrócił z wyprawy na Siewierszczyznę. ..pobity sromotnie przez 
Rusinów", jak mówi Wigand. Może już po drodze doszły go wieści o poddaniu się trockiej 
twierdzy, nie do Trok bowiem podążył, ale do Grodna, gdzie go z niecierpliwością wyczeki- 
wał Witołd. ') Nie złamały sędziwego bohatera te wszystkie gromy, które nań spadły w ciągu 
ostatnich tygodni. Jak ranny lew wytężał ostatki sił. Zonę odesłał do Bi'ześcia; sądził, że tam 
jej będzie najbezpieczniej, w oddaleniu od widowni walki, w pobliżu mazoTsieckich granic. Wi- 
tolda zostaw ił w Grodnie ; przezeń rozpoczął rokowania z Lubartem. ^j Ze wszystkich synów 
Gedymina oni dwaj jeszcze żyli, starzy towarzysze broni w tylu walkach z Polską i Węgrami ; 
na niego liczył Kiejstut. Sam zaś na Żmudź postanowił się udać. Gdy już wszystko na niego 
się sprzysięgało, gdy nawet obrońcy Trok stchórzyli. Żmudź pozostała Kiejstutowi jedyną przy- 
stanią. Tam najgorętsze było przywiązanie do starych bogów, tam zachowała się niezachwiana 
wierność dla obyczaju przodków, niepodmulona jeszcze wpływami wileńskiego dworu. Ale tru- 
dno było na Żmudź przedrzeć się z Grodna, kiedy Wilno i Troki znajdowały się w mocy Ja- 
giełły. Nie uląkł się jednak Kiejstut tego przedsięwzięcia; pokryjomu, tajemnemi ścieżkami 
puszczy nadniemeńskiej przedostał się do Miednik i tam w starożytnej stolicy dawnych ksią- 
żąt zgromadził wokoło siebie Żmudzinów. *) 



') Wigand cap. 130, str. 617 — 618 oraz poprzednio cap. 126, str. 614. Janko z Czarnkowa, 1. c. str. 719. 
Że wówczas Trok nie spalono, jak twierdzi Janko, widać ze słów Wiganda 1. c. que Jagel continua dedił Schirgal 
oraz z jego wzmianki o Trokach cap. 131, str. 619. Według Wiganda cap. 130 b}'łi w Trokach znaczni bojarowie: 
si hojarihus etiam placeret. 

') Letop. W. X. Lit. 1. c. A hak prystupili k Trokom, kniaziu welikomu Jdhajłu Troki dadutsia jemu. I kniaź 
welikij Kesłutij k Horodnu ko sinu swojemu. Tu to najdet i zenu swoju i poszleł ju k Berestiju, nadiejasia na knia- 
zia Janusza Mazoweckaho, ziatia swojeho, a sam pojde ivo Żomojt a sina swojeho toelikoho kniazia Witowła osła- 
wił w Borodnie. 

') Wynika to z Wiganda cap. 131 1. c. str. 618. 

■*) Wigand 1. c. 618 : Kynsiut ąuoąue audiens castrum amissum statim łransiił in Garten ; cognito vero, quod 
non posset in terra permanere sine pena nec in domihiis stiis, inłrał htcos et se occuUans, łimensąue ambos pairuos 
suos transiit in Samaytam, convocans de Medenike vulgariter et Samaytas, prudenter ąuerens consilia ab eis. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 149 

I tutaj jednak, w samem sercu Żmudzi, spotkał Kiejstuta zaw('id, jeżli liezył bezwzglę- 
dnie na wierność swoich Zmudzin('»w, jeżeli się spodziewał, że dosyć będzie zjawić się między 
nimi, aby stanęli ochoezo przy boliaterze starej Litwy i podążyli pod jego sztandarami przeciw 
Jagielle. Zmudzini oświadczyli, że Jagiełłę uznają za swego pana i nie odstąpią od niego, je- 
żeli on i)ozostanie wiernym swojemu pochodzeniu i litewskim bogom; jeśliby jednak chciał zo- 
stać chrześcijaninem, wypowiedzą mu posłuszeństwo. Z tem orędziem wy])rawili Żniudzini po- 
słów do Jagiełły: jeźli wiarę przodków zachowa, oddają się pod jego rozkazy; jeżeli jednak 
clice cln-zest przyjąć, wyniosą Kiejstuta na stolicę książęcą. Jaką odpowiedź dał Jagiełło, nie 
wiemy : o treści jej można jednak wnosić z dalszego toku wypadków : Zmudzini stanęli bowiem 
przy Kiejstucie. ') Trudno przypuszczać, iżby Jagiełło wręcz oświadczył ])osłom, że zamierza 
chrzest przyjąć. Można domyślać się jednak, że posłowie w tej chwili rozstrzygającej doma- 
gali się pewnych rękojmi, żądali co najmniej uroczystego zobowiązania, jawnego i publicznego, 
którego Jagiełło nie odważał się złożyć w obecności Rusinów, stanowiących bądź co bądź zna- 
czną część jego siły zbrojnej. Tak tylko można to sobie wytłomaczyć, że po powrocie posłów, 
Zmudzini jak jeden mąż. w liczbie 9000, stanęli pod rozkazami Kiejstuta. 

Szybko następowały po sobie Avypadki. Wszystko to stało się w ciągu dni kilku : Kiej- 
stuta pochód z Grodna do Mieduik, poselstwo Zmudzinów i jego powrót, zebranie tak znacznych 
sił zbrojnych: 3 sierpnia stał już Kiejstut pod Trokami. Wprzód jeszcze, pod Kownem, połą- 
czył się z Witołdem, l<;tóry lewym brzegiem Niemna przywiódł mu z Grodna posiłki. I stary 
Lubart podążył z Wołynia na pomoc bratu. ^) Tymczasem ogołocone z wojska Podlasie stało 
się pastwą nowego ciosu, który znowu niespodziewanie uderzył w Kiejstuta. Zdradził go wła- 
sny zięć, Janusz, książę Mazowiecki : zajął Drohiczyn i iliełnik, i pozostawił w tych grodach 
mazowieckie załogi, zniszczył Suraż, Bielsk, Kamieniec, posunął się aż pod Brześć i tam ob- 
iegł własną świekrę Birutę, ale nie mogąc zdobyć tej twierdzy, powrócił na Mazowsze. ^) Cios 
to był dla Kiejstuta dotkliwy: Podlasie w rękach mazowieckich odcinało go od Brześcia, od 
tej ostatniej ucieczki, która mu pozostała w razie niepomyślnego w}Tiiku walki. Tam, na samych 
kresach Kiejstutowej dzielnicy oczekiwała Biruta rozstrzygnięcia losów małżonka. 

Pod murami starej Kiejstutow^ej siedziby, w dwa tygodnie po jej zajęciu przez Jagiełłę, 
miał się rozstrzygnąć los Litwy. Jeszcze Kiejstut nie wiedział na pewno, czy będzie miał do 
czynienia z samym Jagiełłą, czy też i z Krzyżakami. Miał wprawdzie jawne dowody dawnych 
konszachtów między Zakonem a Jagiełłą, ale nie wiedział, czy to porozumienie przetrwało upa- 
dek Jagiełły w zeszłym roku. Tymczasem zaś, już po wybuchu wojny domowej na Litwie, 
24 czerwca umarł był Wielld Mistrz, Winryk Kniprode; nowego Mistrza jeszcze nie obijano. 
Nieda^iio przy oblężeniu Trok, Krzyżacy unikali starannie wszelkich pozorów, jakoby przy- 
byli na pomoc Jagielle. I teraz, w przededniu rozstrzygającej walki nic o nich nie było sły- 
chać. Wiemy tylko ze źródeł krzyżackich, że Marszałek Zakonu rozkazał wszystko przygoto- 
wać na długą walną wyprawę; gotowe były nawet zapasy żywności, któreby mogły wystarczyć 



') Przywodzimy tu w całości ów klasyczny tekst Wiganda (cap. 131, str. 619), którego część przytoczono 
powyżej str. 129: Cui responderunt cum disiinctione , dicentes: Jagel confitemur dominum nostrum, a quo non dis- 
cedemus sub tali conditione, si Jagel voluerit manert in riłu pagatiorum et origine sua; si vero veUt chrisiianus 
fieri, non ohediemus ei. Et miiłunt legatos ąuerentes: si velit rituin originis retinere, in omnibus velint ei obedire; 
sin vero christianus fieri, velint Eynstut in regem suum sublimare. Et Sumayte simid transeunt cum Kynstiit in nu- 
mero 9000 rirorum, proponenłes Tracken vincere, nec poteranł. 

') Wigand 1. c. cap. 131, str. 618. 

') Origo regis Jagyel I. c. 204; tekst Letopisu W. X. Lit. jest tn w obu rękopisach uszkodzony. 



150 STANISŁAW SMOLKA. 

na sześć tygodni. Snąć zachowano tę samą ostrożność, której tak wybitnym wyrazem było po- 
stępowanie Krzyżaków pod Trokami; pomoc Krzyżaków mogła Jagiełłę zgubić w oczach Li- 
twinów. Tymczasem Mistrz Inflancki wkroczył na Żmudź i znalazł ją ogołoconą z wojska. 
Szybko przemknął się przez całą żmudzką ziemię, ogniem i krwią znacząc ślady swego po- 
chodu. Nad -Wiliją spotkały się wojska Jagiełły i Mistrza Inflanckiego, połączyły się ze sobą 
i stanęły pod Trollami naprzeciw obozu Kiejstuta. ') Tam znikły teraz wszelkie wątpliwości, jak 
świadczy Letop. W. X. Litewsliich: Perwoje Nlmci oboim nepryjateli byli, kniaziu welikomu Ke- 
stułiju i kniaziu welikomu Jahajlu. Perwo Lichwianty rat' na pomoszcz pricliodili kniaziu Skiri- 
hajlu k Połocku; a potom s Marszalkom pniskaja rat' k Trokom prichodila ; a to w iretije Licli- 
wiańskaja rat' i s nim że prichodila. To uże znaki tyje wyszli, szto s nim za odno stojali protiwu 
tvelikoJio kniazia Kestutija. 

Kiejstut uszykował swoich do boju. Już walka miała zawrzeć, wojska nieprzyjacielskie 
stały od siebie oddalone zaledwie ua trzy lub cztery strzały, gdy przed frontem armii Kiejstuta 
zjawili się „kniaziowie i bojarowie" z przeciwnej strony, prosząc o rozmowę z Witoldem. Ja- 
giełło wzywał jego pośrednictwa, oświadczając, że gotów jest pojednać się ze stryjem i pozo- 
stawić go w posiadaniu całej jego dawnej dzielnicy: sztobycJiom der żali swoje, a ivyhy swoje, 
a boju by meżi nas nebylo a krowi prolitia neivczinilosia. 

Wysłańcy zaprosili Witolda do obozu Jagiełły, przyrzekając mu pod przysięgą bezpie- 
czeństwo. Witołd zażądał przysięgi Skirgietły, a otrzymawszy ją udał się do nieprzyjacielskiego 
obozu. Odbyła się narada, wskutek której Skirgiełło pojechał z Witoldem do Kiejstuta, aby mu 
uroczyście zaprzysiądz bezpieczeństwo i zaprosić go do swojego obozu. Stary książę uwierzył 
przysięgom i w obliczu wojska, gotowego do walki, przybył do obozu Jagiełły. 

Kniaź że welikij Jahajto perestupil tyj u prawdy, mołwif : pojed' k Wilnu, tamo dokoncza- 
jem. A 'W tom. rati niczeho nepoczaivszi ostali. 1 kak k Wilnu prijecliaw, kniazia tvelikolio Kestu- 
tija diadiu swojeho okowawszi ko Krewii posiał i usadili u loeżiu a kniazia tveUkoho Witowta osta- 
wili byli jeszcze u Wihii. 1 tamo u Krewię piatyja noszczi kniazia welikoho Kestutija udawili ko- 
morniki Jahajlowy : Proksza , szto wodii dawał jemu , a byli inyi : Mostew brat a Kuczik a Lisica 
żibientaj. Takow konec stałsia jemu, kniaziu welikomu Kestutiju. 

Z taką prostotą opisuje Letopis W. X. Lit. koniec Kiejstuta. Inaczej cokolwiek przed- 
stawiała się ta rzecz Krzyżakom; według ich źródeł, Kiejstut, nie mogąc się odważyć na bi- 
twę, poddał się z Witoldem Jagielle. ^) Może wreszcie sami świadkowie tej sprawy tak sobie 
wyobrażali jej przebieg, nie mogąc inaczej sądzić o powolności, z jaką Kiejstut odstąpił swo- 
jego wojska i wpadł w zasadzlię Jagiełły. Nie ma jednak zgoła powodu wątpić o prawdziwo- 
ści szczegółów, które tak dokładnie podaje Letopis, czerpiąc tu niezawodnie z informacyj 
samego Witołda. Tylko że i w takim razie wątpliwą jeszcze będzie rzeczą, czy nie należy przy- 
znać słuszności źródłom krzyżackim. Co prawda, Jagiełło niczego więcej nie żądał, jak przy- 
wrócenia dawnego stanu rzeczy przed rewolucyją r. 138L Jeżeli jednak Kiejstut, mimo tylu 
doświadczeń, jeszcze raz zawierzył Jagielle, może to już uczynił w tej myśli, że idzie na stra- 
cenie; może go opuściła energija, wyczerpały się niespożyte siły, gdy widział, że syn jego wła- 
sny, przyszłość Litwy — nakłania go do zgody z Jagiełłą. Zgodnie z tem mniemaniem Krzy- 
żaków utrzymywało się w Zakonie również odmienne podanie o tragicznym zgonie Kiejstuta, 



') Wigand 1. c cap. 131, str. 619. 

") Wigand 1. c. cap. 131, str. 619, Aelt. HocUmeistcrchronik 1. c. str. GOS, Ann. Toruń, i Jan von Posilge 
1. c. str. 122. 



KIRJSTfT I JAOIKŁŁO. l-^l 

jakoby złamany, zrozpaczony, sam sobie zadał śmierć w więzieniu. I pod tym względem jednali 
zdania były podzielone: Wi}>and twierdzi wyraźnie, że, Kiejstuta w wiezieniu uduszono.') 

W cztery dni po śmierci Kiejstuta przybył Skirgiełło w odwiedziny do stryja; na jego 
to przecież przyrzeczenia i przysięgi Kiejstut opuścił swoje wojska i udał się do obozu Ja- 
giełły. Zapewne wów-czas jniszczono w świat tę wiadomość, kt(')ra znalazła wiarę w ziemiach 
Krzyżaokicli, że Kiejstut sam sobie życie odebrał. Dworowi wileńskiemu więcej niezawodnie 
o to cliodzito, aby tej wieści wierzyła LitAva. Ze względu na Litwin<)w wyprawiono też zmar- 
łemu bohaterowi wspaniały jjogrzeb, nic w Krewię, ale z wszystkiemi nalcżnemi uroczystościami, 
w st(dicy wielkoksiążęcej, w Wilnie. Może też i o to cliodziło, żeby Litwa przekonała się nao- 
cznie, że jt\j stary boliater nic żyje, może w tym celu przywieziono do Wilna jego zastygłe 
zwłoki, aby każdy mógł się przyglądać, jak je starym zwyczajem spalono na stosie wśród 
pogańskicb o])rzędów. Z nim razem spłonęły ulubione rumaki, sokoły, psy myśliwskie, szaty 
i zbroje. Głębokie musiało być wrażenie tego uroczystego obrzędu, a współcześni opowiadali 
sobie, że podczas pogrzebu Kiejstuta rozwarła się w ziemi przepaść głęboka na długość wysokiego 
mężczyzny, jak gdyby ziemia pogańskiej Litwy sama otwarła ramiona, aby przyjąć do łona 
popioły ostatniego swego bohatera. ^) 

Tymczasem wojska Kiejstuta i Witolda po odejściu swych panów poddały się Jagielle 
i przysięgły mu wierność, a Mistrz Inflancki odprowadziwszy go do Wilna wrócił do domu, 
żadnych szkód nie wyrządzając po drodze. Losy Litwy rozstrzygnęły się bez krwi rozlewu. 
Krew popłpięła wprawdzie, ale nie na pobojowisku. Niemało bowiem bojarów litewskich poło- 
żyło głowę pod miecz Icatowski, a dwaj znaczni panowie jeszcze okrutniejszą zginęli śmiercią, 
rozszarpani kołem; jeden z nich był stary Widymont, stryj Biruty. Jagiełło mścił się na nich 
za śmierć Wojdyłły. ^) Biruta — jak wiadomo — została była w Brześciu; Jagiełło ją rozka- 
zał utopić. ■*) 

Witold nie długo pozostał w Wilnie; odesłano go również do Krewa. Z więzienia na- 
stręczyła mu się sposobność tajnego porozumienia z Wielkim Mistrzem, Konradem Zolluerem, 
którego 2 października obrano na miejsce Winryka von lOiiprode; prosił go o wstawienie się 
u Jagiełły, aby mu oddano dzielnicę ojca.*) Zniżał się i upokarzał, jak gdyby się nie wstydził 
żebrać łaski u mordercy własnych rodziców. Tą pokorą wyjednał sobie przynajmniej tyle, że 
mu przysłano do Krewka dzieci i żonę. Z jej pomocą, pozostawiając ją na pastwę nieprzyja- 
ciół, umknął z więzienia, przebrany za służebnicę żony i udał się na Mazowsze; ztamtąd podą- 
żył do Prus, na dwór Wielkiego Mistrza. ^). 



Ucieczka Witolda była dla Jagiełły jedynem nieporayślnem zdarzeniem w ciągu tego 
szczęśliwego roku 1382; w niej jedynie krył się na przyszłość zawiązek groźnych zawikłań. 



') Wigand 1. c. cap. 126, str. 614; w innem zaś miejscu cap. 133, str. 620 sed ąiwmodo ohierit, nemo un- 
quam cognovit. Por. Aełi. Hochmeisterchronik i Ann. Toruń. 1. c. Annal. Toruń, podają datę circa fesłiim Assump- 
tionis Marie. Ruskie żródla (IIo.ih. co6p. III. 92, IV. 193, VIII. 33), piszą o zamordowaniu Kiejstuta. 

') Wigand 1. c. cap. 133, str. 620. 

'J Letop. W. X. Lit. 1. c. 58. 

*) Wigand 1. c. cap. 126, str. 614, oraz Skarga Witolda 1. c. str. 713. 

^) Wigand 1. c. cap. 133, str. 620. 

°) Dokładny opis ucieczki Witolda w Letop. W. X. Lit. 1. c. 58, por. Wigand 1. c. cap. 133, str. 621, A)in. 
Toruń. 1. c. str. 123, Aelł. Hochmeisłerchronih 1. c. 603. 



152 STANISŁAW SMOLKA. 

Zresztą we wszystkiem dziwne szczęście mu sprzyjało, zarówno w przebiegu rewolucji, która go 
na tron przywróciła, jak i w dalszym toku wydarzeń, których wynikiem było utwierdzenie jego 
stanowiska na Litwie, zupełny pogrom nieprzyjaciół. Ani zasłudze własnej, ani męstwu, ani 
zręczności dyplomatycznej nie zawdzięczał Jagiełło tego pomyślnego obrotu; całe jego postępo- 
wanie cecluije tylko jeden rys charakterystyczny, nadzwyczajna ostrożność, widoczna zarówno 
w rozpoczęciu akcyi, kiedy to Korybuta wysuwa naprzód, sam ukryv\'ając się w cieniu; jak 
następnie w zamachu na Wilno i zajęciu Trok, gdy innym daje działać za siebie, a sam zbiera 
tylko dojrzałe owoce cudzych zabiegów; jak wreszcie na polu walki pod Trokami, gdzie bez 
rozlewu krwi zgniata groźnego przeciwnika, unikając niebezpieczeństwa bitwy, której wyniku 
nie był może zupełnie pewnym. Nigdzie jednak to ślepe szczęście, które dziwnie sprzyjało 
wszystkim zamysłom Jagiełły, nie uwydatnia się tak jaskrawo, jak w szeregu wydarzeń, które 
równocześnie z tragicznym upadkiem Kiejstuta odgrywały się na dalekim Wschodzie, bez przy- 
czynienia się Jagiełły i jego współudziału. Przed dwoma laty, w jesieni r. 1380, Jagiełło wra- 
cał z pobojowiska na Kulikowskich polach, pobity moralnie i przygnębiony, jak gdyby poniósł 
najsromotniejszą klęskę; na Litwie i na Rusi grunt z pod nóg mu się wówczas usuwał, wzrok 
Lit\v)' zwracał się ku Kiejstutowi, a na całej Rusi rozlegała się sława Dymitra Dońskiego. 
W dwa lata potem, w połowie sierpnia 1382, Kiejstut zginął w więzieniu, a w kilka dni po 
jego zgonie, 26 sierpnia, dumna stolica Dymitra leżała w zgliszczach, zasłana całunem 24,000 
trapów; na gruzach Moskwy naigrawał się znikomej chwale pogromcy Tatarów zwycięzca 
i mściciel Mamaja, potężny Tochtamysz, wierny sługa niezwyciężonego Tamerlana, przed któ- 
rego gniewnem okiem ugięło się pół świata. ') 

Niebawem wprawdzie nawala tatarska odpłynęła z dzierżaw moskiewskich a Dymitr 
Doński , powróciwszy z bezpiecznego schronienia w Kostromie , jął się grzebania trupów i od- 
budowania zniszczonej stolicy. Ale podcięte już były arteryje jego potęgi, niedawno jeszcze 
błyszczącej takim blaskiem. Jeżeli w samej Moskwie rzeź tatarska 24,000 ludzi położyła tru- 
pem, jeśli nadto niezliczone mnóstwo poszło w jasyr tatarski, jeśli cały skarbiec W. X. Mo- 
skiewskich dostał się w moc Tochtamysza -j a zniszczenie wszystkich zasobów miasta i kraju 
na długie czasy groziło mu suchotami, wszystko to było klęską straszną, niepowetowaną, któ- 
rej ogrom z właściwą sobie prostotą maluje współczesna opowieść Letopisu; 

Bauie óo 40T0.Tt Bnatiii rpajt MocKsa bcjhkł n wiojeHł, n jiHoro .iioaen bł hcji-e, 
Knname óoraTtCTBOMi) n ciaBoio, npessuje ate ech rpa4u B^ Pycitn sejun MecTiio mho- 
roH), Bł HesfB ace KHaan ii CBaiiiTejiie acBBacra; b-b ce ate Bpesa nsM-fcHHca 4o6poTa ero, 
B 0T'Bn4e Cl asa ero HBca qecTn B^ e4nH0MB qact nsjitancH, ec4a B3nTh óuctb n aoat- 
ateat: ae Bn4tTH mboto HH»iero ate, pasBte 4um'b u aesi.ia, n rpynia MepTBuxŁ Maornx'B 
aeacanta, uepKBH cBarua sana-ieau 6uma ii na40inaca, a KaMeaua CToauie suroptBina bbj- 
Tpt n oroptBina Bat, u atcTb 8114*111 bł biixł ntaia, an saoBeaia bł k o. 1 ok oj u, 
anKoro ate JK)4in X04auie kt, ąepKBn u ae 6t cjiiiuaiH bł itepKBn noiomaro rjoca an cja- 
BOCJOBia; ho ace 6anie Bn4tTH nycTO an e4nBoro ate 6-b b 11 4*1 11 X04ama no noatapj' .ii04ift. 
H ae e4na-B ate rpa4'B cen Bsaii) MocKea, ao n npowiii rpa4i>i 11 crpaBH nonatnean óuma 
o Th noraaux'Ł. 

Może jeszcze dotkliwsze od ogromu tej materyjalnej klęski były moralne skutki najazdu 
Tochtamysza. Cały urok moskiewskiej potęgi, podniesiony tak wysoko zwycięstwem na Kuli- 
kowskich polach, znikł i rozwiał się jak błędny ognik po pogromie r. 1382. Rozumiał to 



') Letop. Woskreseński, Ilcia. co6p. pyccK. ation. VIII. 42 — 47. 
') Tamże str. 46. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO 153 

dobrze Dymitr, j^dy doszły do Moskwy wieści o grożącym najeździe, że jeśli mu mężnie nie 
stawi czoła, na marne p<tjdzie wszystko, co przed dwoma laty osiąjj^nął zwycięstwem nad Ma- 
majem. Nie usunął sic też z pola walki, dopóki nie ujrzał jasno, że ze słalicmi własnemi siłami, 
odosobniony i opuszczony przez liołdowniczycli książąt, wystawiłby siebie i wojska swoje na 
rzeź sromotną , gdyby stanął do boju. Zagrzewał do walki dzielnicowycli książąt , starał się 
ich sku[)ić około siebie jak na Kulikowskicli polacli , ale wszystkie zabiegi spełzły na niczem. 
Czy to stracłi przed potęgą Toclitamysza , groźniejszą o wiele od Maraajowej, czy też niechęć, 
obudzona przewagą Moskwy po pogromie Mamaja odstręczyła książąt dzielnicowycli od Dymitra 
Dońskiego, dość, że według świadectwa Letopisu Woskreseńskiego : 

Be.iiiKiil )Ko KHH3b 4'«iiTpei1 HBiiH()mi'ib c.iuina raKOByio utcTb, O/KC ii4eTb na nero caMt uajib in. Miio/hecTBt 
cii.ibi iBoi'H, II HiiMii ri,Bii<yn.iaTii oboii n.imhi |)iiTiiii.\'B, ii BMt.\a ii3t ropo4ii ctj Mockbu, xoTfl htii npoTiiiiy pai- 
hum; h Haiiauia /lyłiy laKOByio 4yMaTii BC.iiiKiit Kiia.ii. /iMnrpefi llBaHoitimb ct> nctMii KHtisii pycKiiMii, ii o 6 pt ti- ca 
pasHocTb BI niixi, II e xoTaxy nowa rani.') 

Nie dość tego, trzech kniaziów Suzdalski , Rjasański i Niżnego Nowogrodu stanęli po 
stronie Tochtamysza i święcili jego tryjumf na zgliszczacli Moskwy. 

Jeśli tak było w przeddzień klęski i w czasie najazdu, o ileż śmielej jeszcze mogli 
sobie poczynać dzielnicowi książęta po odejściu Tatarów, gdy Dymitr powrócił z Kostromy, 
zkąd musiał ze wstydem i boleścią przyglądać się strasznemu zniszczeniu swoich dzierżaw. 
Wszystko, co Moskwa zdobyła od czasów Iwana Kality, było stracone, Avszystko odtąd przyszło 
zwolna na nowo odrabiać; śmiałe jej dążenie ku hegemonii na Rusi zostało na cały wiek 
wstrzymane, gdy zachwiała się nawet ustalona już hegemonija nad zaleskiemi księstwami. Znak 
tego był widoczny w postawie kniazia Twerskiego , Michała Aleksandrowicza, który od osta- 
tnich w^-^lk Olgierda z Dymitrem kornie ulegał Moskwie, a w ślad za odwrotem Tochtamysza, 
w wrześniu r. 1382, pospieszył z synem do Ordy starać się o jarłyk na władymirskie 
kniażenie^). 

Jeżeli Moskwa po najeździe Tochtamysza podniosła się z upadku, jeżeli zdołała prze- 
trwać ciężką próbę, od zguby się uchronić i później, z czasem odzyskała zachwiane stanowisko, 
było to w znacznej części dziełem niezrównanej energii i zręczności Dymitra Dońskiego. Ale 
W' jesieni r. 1382 nikt nie mógł tego przewidzieć, że ta zniszczona potęga odrodzi się z po- 
piołów; zdawało się, że rola Moskwy skończona. Tak myślał metropolita Kipryjan. Długo on 
wytrwał odważnie na stanowisku w opuszczonej przez W. księcia stolicy, starał się w zrozpa- 
czonej ludności podnosić ducha i męstwo, ale nie mogąc podołać zadaniu nad siły, gdy opusz- 
czone miasto jeszcze przed przybyciem Tatarów stało się widownią wewnętrznycli rozruchów, 
wydalił się z jego murów i w Nowogrodzie a następnie w Twerze pi'zeczekał burzę , która 
rozszalała się niebawem nad całym obszarem moskiewskich dzierżaw ^). Po ustąpieniu Tatarów 
Kipryjan wrócił jeszcze do Moskwy na wezwanie Dymitra, 7 Października 1382*); obejrzał 
jej zgliszcza i nie bawiąc długo — udał się do Kijowa, pod panowanie litewskie, gdzie 
obecnie . po upadku Kiejstuta , pod nowemi rządami Jagiełły otwiei'ały się dla metropolity całej 
Rusi świetniejsze niżli w Moskwie widoki. 

Był to epilog najazdu Tochtamysza, rzucający jasne światło na położenie Moskwy, która 
teraz wydawała się Kipryjanowi takim samym tonącym okrętem , jak niedawno^itwa tuż przed 



') Letop. Woskr. 1. c. 43. 

') Letop. Twerski Uom. co6p. XV. 442. Toft aie occhh Knaab ae.iHKin Mnxaii.i'B TBepcKift noft^e b-b Ojpy, 
cenreópa bi 5 4eHb, a cb hhmł cumb ero KHasb AjeKcaH4p'b. Ob. także Letop. Woskres. 1. c. 47. 
') Letop. Woskr. 1. c. str. 43, Letop. Twerski L c. str. 442. 
*) Letop. Woskr. str. 47. 
Wydz. filozof.-histor. T. VII. 20 



l''>4 STANISŁAW SMOLKA. 

upadkiem Jagiełły, w przeddzień rewolucyi r. 1381. Wprawdzie można było mieć wątpliwości, 
czy metropolita, który był kreaturą wileńskiego dworu a zdradził go tak haniebnie przed rokiem, 
dozna dobrego przj^ęcia w Kijowie po tak nagłem nawróceniu. Bardzo być jednak może, iż 
Kipryjan upewnił się w tym względzie i z zupełną rękojmią dobrego przyjęcia podążył do 
Kijowa. Niedarrao przecież aż do Października przebywał w Twerze, gdzie niezawodnie utrzy- 
mywał stosunki z dworem księcia Michała, rodzonego wuja Jagiełły, i niebyło to pewno przy- 
padkiem, że obydwaj rozjecłiali się równocześnie w przeciwne strony, metropolita do Kijowa, 
a książę Twerski do Ordy po jarłyk na władymirskie kniażenie. 

I ten cios zniósł Dymitr mężnie, jak tyle innycli, a nie wahając się, co począć, w lot 
postawił na czele moskiewskiej Cerkwi nowego metropolitę, aby w tern trudnem położeniu nie 
dopuścić uad nią zwierzchniej władzy Ivipryjana. Najlepiej też wyszedł na najeździe Tochta- 
mysza nieszczęśliwy Pimin. Wywleczono go z więzienia, wprowadzono z tryjumfem do spa- 
lonej stolicy, a W. książę przyjął go teraz is loelikoju csestiju i liuhowiju na ruskuju mitropoliju '). 
Wszakże był prawowitym metropolitą, wyświęconym od trzech lat w Carogrodzie. 

Z niemniejszą pewno czcią i miłością przyjęty został Kipryjan na Litwie; nic dziwnego, 
że mu darowano urazę za opuszczenie Kijowa. Do szczęścia i powodzenia Jagiełły niczego 
nie brakowało, ani tej cennej zdobyczy Olgierda z ostatnich miesięcy jego życia, metropolity 
wszystkich ziem ruskich z stałą siedzibą w Kijowie, — zdobyczy, którą Jagiełło postradał 
w następstwie nieszczęśliwej wyprawy na Kulikowskie pola. Wszystkie szczerby, których doznała 
w ostatnich latach budowa litewskiej monarchii, naprawione były i wyrównane. Ucichło zło- 
wrogie hasło Rusinów: „precz z pogańskim książęciem," a Żmudź poddała się kornie pod pa- 
nowanie Jagiełły, jakkolwiek przed kilku tygodniami jeszcze nie była zadowolnioną z jego 
świadczeń co do wierności w obec litewskich bogów. 

Czy jednak Kipryjan, wracając pod panowanie Jagiełły, nie żywił żadnych śmielszych 
nadziei, prócz tego przeświadczenia, że go na opuszczonej stolicy kijowskiej czeka dobre przy- 
jęcie? Trudno dać odpowiedź na to pytanie. O tem jednak nie wątpić, że zdawał sobie jasno 
sprawę z tego problematu, w obec którego dwór wileński za Olgierda i za Jagiełły zajmował 
od dawna Avaliające się stanowisko. Wszakże był przez lat kilka narzędziem tego dworu , w wspól- 
nym interesie : W. książąt litewskich i swoim własnym tyle razy działał w Carogrodzie i umiał 
tam tak nastroić opinię dla Litwy, że według mniemania W. X. Dymitra: samego Cesarza i Pa- 
ryjarchę i cały Św. Synod przerobił na „Litwinów." ^) Wiedział to dobrze Kipryjan , że zarówno 



') Let. Woskr. 1. c. 48. Ton jkc occhh ciitxa KMnpiflH-B MiiiponojHTŁ ua KieeŁ, pasrHtBa 6o ca na nero khasb 
BejHKift 4MHTpeii HsaHOBimb loro pa/iii, ito ne ctA^Jit Ha MocKst bi ocaA* (Let. Sof. I. IIojIH. co6p. V. 239 do- 
daje: HO c'Btxaa'B BI Tsepb óoameca TarapcKaro Haxo>KeHia) ii nocaa no RiiMiiHa MHiponojiHTa h npiiBe.je ero usł 
BaTOwenia aa MocKBy ii npiaii ero cb BejiHKoro Meciiio h JioóoBiio na PyccK^^io MiiTpono;iiio. Gniew Dymitra, że Ki- 
pryjan nie chciał rezydować w Moskwie, zupełnie zrozumiały; co do dodatku Let. Sof. zmieniającego zupełnie zna- 
czenie tego ustępu, to należy zaznaczyć, że nie ma on zupełnie podstawy wobec dokładnego świadectwa Let. Woskr. 
o zacłiowaniu się Kipryjana w Moskwie przed samem przybyciem Toclitamysza. Że zresztą nie gniew Dymitra spo- 
wodował odjazd Kipryjana, możemy twierdzić z wszelką pewnością; skoro tylko w odmiennych okolicznościach Ki- 
pryjan wrócił do Moskwy, Dymitr przyjął go z wielką radością. W dalszych i późniejszych letopisach przekształca 
się wiadomość o odjeździe Kipryjana i przybiera takie znaczenie, jakoby go Dymitr usunął. Letop. Twerski już po- 
wiada IIojih. co6p. 442: Ton »(e occhh hc błcnot* Knasb BcmKift 4MnTpen KnnpiaHa MniponcinTa, a Knnpiaa-B 
nonxaB'B bt. Kicbi. Jeszcze dosadniej uwydatnia się to pojmowanie rzeczy w t. z. Ition. no aKa4eMHqecK0My cnnCKy 
(JltTOn. no JaBpcHiieBCKOMy cnncKy, C. IleTepóypri 1872 str. 509), gdzie pod błędnym r. 6891 (1383) czytamy: 
KHasb Be.iHKifi ^MHTpefi HBaHOBHMb Bbiraa Knapiana MurponoMia n óuctb OTTo;it MaicHCb vb Jiniponojin. Za temi 
póżniejszemi świadectwami poszedł MaKapiu, Hct. pyccKOft iłcpKBH lY. 72. 

') Ob. wyżej str. 120. uw. 1. 



KIEJSTUT I JAGIEŁŁO. 1Ó5 

Jagiełło jak i wszyscy jejto l)ra(ia do szpiku kości przesiąkli od dawna niszczyzną, że jeśli 
się wzbraniali chrzest przyjąć, to tylko ze względu na Litwę i Kiejstuta, z tych samych |)o- 
wodów, dla których Olgierd odwlókł był chrzest aż do ostatniej chwili przed śmiercią. Nic by 
też niebyło dziwnego, gdyby Kipryjan, powracając na Litwę, upajał się nadzieją, że teraz po 
upadku Kiejstuta, zabłyśnie mu sława męża apostolskiegd, któreuui danem będzie wprowadzić 
„wielkiego króla czcicieli Znicza" na łono prawosławnej cerkwi. 

Trudno również osądzić, co Jagiełło myślał o tej sprawie na schyłku tego szczęśliwego 
roku 1382. Nie dawno, z końcem lipca lub na początku sierpnia, przyparty do muru przez 
Źmudzinów, nie dał im tej zaspokojającej odpowiedzi co do swej wierności względem bogów 
litewskich . którą mógł bez zmierzenia się z Kiejstutem zadać mu cios stanowczy. Jeśli się 
nie zdobył na taką odpowiedź, któraby Zmudziniłw zaspokoiła zupełnie, wstrzymały go od tego 
niezawodnie nie skrupuły sumienia, bo niemi wówczas uigdy się nie krępował, ale obawy o sta- 
nowisko Rusi , z pomocą której głównie odzyskał tron utracony. Teraz, po powrocie Kipryjana 
z spalonej Moskwy, nie miał powodu lękać się postawy Rusinów; stał silnie, jak jeszcze nigdy, 
a oto nie było ol>awy, żeby Ruś miała obecnie się przechylić ku zgnębionej, złamanej Moskwie. 
Do staiwwczych kroków Jagiełło nigdy nie był pochopny, jeśli do nich nie zniewalała koniecz- 
ność. Ostrożność zawsze cechowała jego postępowanie, a teraz pomimo upadku Kiejstuta i zgnę- 
bienia pogańskiej Litwy, ostrożność zalecała powstrzymać się z krokiem , któryby mógł Litwi- 
nów przywieść do rozpaczy. Nie darmo przecież tylu litewskich bojarów padło pod mieczem 
katowskim; pod powłoką uległości kryło się niebezpieczne rozjątrzenie umysłów: nie dalej, jak 
w kilka tygodni po powrocie Kipryjana, Jagiełło zwierza się przed swym „prz}'jacielem" W. 
Mistrzem, z trudnego swego położenia w obec Litwinów: quia mtdtas adversitałes sustinuimus 
a )łost7-is hominibus et Lituanis, de ąidbus vobis non possimus scrihere pro isła vice. ') Pisze zaś 
w odpomedzi na list W. Mistrza, który już w końcu r. 1382 począł się wstawiać za zbiegłym 
Witoldem. Właśnie ze względu na Witolda, który mógł łatwo skorzystać z rozdrażnienia 
umysłów w pośród Litwinów, przywiązanych do wiary przodków, należało w obecnej chwili 
oszczędzać ich uczucia. Jeżeli zatem metropolita kijowski wrócił na Litwę z nadzieją rychłego 
urzeczywistnienia swych marzeń o chwale apostolskiej zasługi, musiał nałożyć sobie jeszcze — 
do czasu przynajmniej — wędzidło cierpliwości. 



') List Jagiełły do W. Mistrza Konrada Zollnera von Rotenstein z 6 stycznia 1383. Raczyński, Codex diplo- 
małicus Lithuaniae 61. 



«■»♦■■»-»<■ 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM I RYTMAMI. 

«DS--= 

CZEŚĆ TRZECIA. 



Rytmika romańska. 

Przez 

Dra Maksyinilijana Kawczyńskiego, 

docenta filologii niemieckiej i romańskiej na Uniwersytecie we Lwoi 



AJ Rytmika francusko-pro^vensalska. 

ROZDZIAŁ I. 
Zdania dotychczasowe o pochodzeniu rytmów francusicich. 

Fiirdie Geschichte der Poesie uherhaui)t und noch mehr 
fllr die einer besonderen Dichłungsgatłung isł die Entwicke- 
lung und das Yerstćindniss der Form von der hochsten, fol- 
genreichsten Wichtigkeit : denn wer weiss nicht, dass inder 
dchten Poesie die Formen nichłs weniger ais zufalhg oder 
wilłkurlich, sondern innerlich und unbedingł nołhwendig sind, 
■recht eigentlich die Yerkórperung der Idee, die Krystallisatio- 
nen, aus denen sich die wahre Natur und der Charakter der 
Dichtungsgattungen am »ichersten erkennen und bestimmen 
łtisst. Ferdinand Wolf. 

Zadaniem, któreśmy sobie w tej części postawili, jest wykazanie pochodzenia i znamion 
wierszowania, czyli rytmiki romańskiej, najpierw zaś prowensalsko-francuskiej, jako w dziedzi- 
nie poezyi romańskiej najstarszej. Mówimy rytmiki w znaczeniu używanem u pisarzy średnich 
wieków i odrodzenia, którzy o rytmach lub rymach wspominając, wiersze mieli na myśli. Ważność 
poszukiwań tego rodzaju uwydatniają vryżej przytoczone słowa sławnego niemieckiego badacza. 
Słusznie twierdzi, że formy poezyi wcale nie są przypadkowe, albo dowolne, i tak dalece też słowa 
jego są prawdziwe i jasne, gdy zaś dalej mówi o wcielonej w te formy idei, powinienby był 
raczej powiedzieć, jak nam się zdaje, że rzeczywiście każdy rodzaj wierszy, jak i każdy rodzaj 
utworów poetycznych ma właściwy sobie charakter formalny, estetyczny, najodpowiedniejszy 



PORÓWNAWCZE DADANIA NAD KYTMKM I IIYTMAMI. 157 

dhi pewnej treści a iniiicj już odpowiedni dla innej. Nic zuś nie odsłoni ntini lepiej cliarakteru 
wierszy poszczególnycli, bo o wierszach tylko mówić ty zamierzamy, jak wykazanie icli ])oclio- 
dzenia. Ponieważ wyniki badań, do jakich w tej sjjrawie doszliśmy, różnią się znacznie od za- 
patrywań dotychczasowych, przeto dla dokladniejszeg^o zrozumienia rzeczy przedstawimy panu- 
jące dotąd mniemania, dając możność czytelnikowi i)ovvzięcia własnego sądu. 

Zacząć nam wy])ada od samego Ferdynanda Wolfa, kt(irego pracowite dzieło: TJeher die 
Lais, Setjuenzen und Leiche; ein Beitrag zur Geschichte der rythmisdien Formen im Mittdalter 
(1841) dotycliczas wielkiej używa powagi. Pisarz ten jest jednym z najwybitniejszych obrońców 
i krzewicieli zasady starszeństwa poezyi ludowej przed artystyczną, o czem (1. c. p. 14) w na- 
stępnych wyraża się słowach : Was den ti/pisch-formellen Charakter der Yolkspoesie ilberhaupt be- 
trifft, so hedarf es wohl jetzt keines Beweises mchr, dass die Yolkspoesie uberall und jederzeit vor 
und neben der Kunstpoesie sich entwickelt und bestanden habe." Tak mocno prawdziwości swego 
przekonania pewny, że jak mówi, dowodu nań wcale nie trzeba, staje jednak już w tern zdaniu 
w sprzeczności z rzeczywistym stanem rzeczy. Dzisiaj bowiem poezyja ludowa wprawdzie do- 
chowuje się jeszcze, ale nowych form nie tworzy, a więc nie rozwija się. Na szczęście Wolf 
przytacza jednak wszystko to, co zdaniem jego, stanowi znamię typu i formy poezyi ludowej, 
przy czem wagę jego naukowych przekonań zmierzyć będziemy mogli. 

Es ist eine allbekannte Thatsache, są słowa jego, dass Moss rythmische Zeilen und Verse 
(im Gegensatz zu den qiialitativen oder eigentlich metrischen und den nach Tcnfall und Silbenzahl 
gemessenen isometrischen) mit zu den charakłeristischen Merkmalen der alłesten Yolkspoesie gehoren und 
dass das Regehi der rytlimischen Zeilen nach fest bestimmtem Masse, sei es nach einem metrischen 
Schema, sei es nach symmetrischer Silbenzahl, mit dem Erwachen der mit kunstlerischem Selbstbe- 
wusstsein dichtenden Phanfasie zusammenfalle." Przeciwstawia tedy F. Wolf wierszowanie metryczne 
i nawet sylabiczne rytmicznemu. Podług niego bios rhythmische Zeilen und Yerse są takie, kt(jre 
nie zachowują nie tylko iloczasowego metrum, ale nawet równej ilości zgłosek. Nauczyli nas 
atoli Grecy, że rytm powstaje z uporządkowanego następstwa długich i krótkich zgłosek w'e 
wierszu, z czego wnosić należy, że przed utworzeniem takiego wiersza, pojęcie rytmu było nie- 
znanem. Nie wolno tedy wierszy takich przedmetrycznych o nierównej ilości zgłosek nazywać 
rytmicznymi. W tem oto leży kardynalny błąd całej niemieckiej filologii, tak starożytnej jak 
nowoczesnej, że dla rytmiki innego szukają początku i innej zasady, aniżeli dia metryki, mimo 
że wszyscy greccy i łacińscy teoretycy tożsamość tej zasady wyraźnie poświadczają. Zdanie 
nasze innym jeszcze dowodem poprzeć możemy. Wiersze w liryce i epopei sanskryckiej, mają 
zawsze równą, prawidłową ilość zgłosek, ale podług iloczasu uporządkowane nie są, przeto też 
rytmu właściwego nie posiadają i oto pojęcie rytmu jest zupełnie nieznane w literaturze sanskryckiej, 
tab bogatej w znakomite dzieła gramatyczne. ') 

Jakież to są wiersze, które F. Wolf w swojem rozumieniu rytmicznymi nazywa? Oto 
krótkie wiersze o nierównej ilości zgłosek. Czy istnieją takie wiersze w której z dawnych lite- 



') W pierwszej części badań niniejszych (p. 5) podaliśmy schemat wiersza wedyjskiego. Ufając Westphalowi, 
daliśmy mu kadencyją końcową jambiczną, tymczasem przy nadarzonej sposobności własnego sprawdzenia (piszący 
uczył się swego czasu sanskrytu u prof. Windischa w Lipsku); przekonaliśmy się, że nietylko jambicznej, ale żadne; 
kadencyi regularnej w wierszach wedyjskich a nawet sanskryckich nie ma, chyba przypadkowo. To spostrzeżenie usu- 
nęło nam ciężki niepokój z myśli. Ustawicznie bowiem nasuwała nam się uwaga, że wiersze z regularną na końcu 
kadencyją iloczasową tylko z metrycznych pochodzić mogą, z czegoby wynikało, że nawet wedyjskie wiersze staro- 
dawne nie są. Na szczęście, Westphala przedstawienie rzeczy jest błędne w tej mierze, a wiersze wedyjskie, nie ma- 
jąc kadencyi iloczasowej, stoją wyraźnie na trzecim stopniu naszej skali rozwoju wierszowego, tuż przed metrycznymi 



158 DR. MAKSTM1LIJ.AN KA^\ CZTŃSKI. 

rahir? Istnieją w germańskiej i to jest powód, dla którego F. Wolf pojęcie to ulepił, albo ra- 
czej od germanistów ulepione przejął. Niezawodnie, że wiersze nie zachowujące stałej ilości zgłosek 
są mniej doskonałe, aniżeli sylabiczne, ale ztąd wcale nie wynika, aby były rytmicznymi dla tej 
niedoskonałości, albo żeby były ludowymi. Pierwszym autorem takich niemieckich wierszy jest 
Otfrid, po nim mnóstwo innych, pomiędzy którymi Heinrich von Veldeke, Hartman von der 
Aue, Gotfrid ze Strasburga, Wolfram von Eschenbach, wszystko ludzie duchownego albo rycer- 
skiego stanu. Wiersze ich zresztą rzeczywiście są rytmiczne, ale nie dla tego, że są niżej syla- 
biczne, ani też dla tego, jak orzekł Łachmanu, za nim zaś wyznaje rzesza tilologów niemieckich, 
że są oparte na akcencie, ale dla tego, że są rymowane. Nie napróżno bowiem wyraz rym, od 
wyrazu rytm pochodzi, jak to niebawem zobaczymy. O wierszach niemieckich dokładniej dopiero 
przy rozbiorze rytmiki germańskiej mówić będziemy. 

F. Wolf wywodzi dalej: „aher auch das nur noch nacli duuMem Gefiihłe dichłende Volk 
musste, sobald es von dem einfachen Sprichwort sum singbaren lAede vorschritt, den bloss rhythmi- 
schen Zeilen eine audi filr das Ohr erJcennhare Begranzung und eine Art symmetrischer Correspon- 
denz zu verleihen suchen, tcorauf nałurłich der musikalische Yortrag einen entscheidenden Elnfluss 
idńe. Przyjmuje tedy niemiecki uczony, że przysłowia są starsze od pieśni, że wiec w nich tkwi 
niejako początek literatury. Wystarczy tutaj wskazać na to, że wszystkie prawie nasze przy- 
słowia, jak yv ogóle przysłowia europejskie są rymowane, przeto irtworzone dopiero po rozpow- 
szechnieniu się rymu u narodów europejskich. Przyjmuje dalej w czasach najdawniejszych osobną 
od poezyi zupełnie oddzieloną muzykę, starszą niż poezyja, i owej muzyce przypisuje dokład- 
niejszą równość zdań albo kolów, jakich poezyja nie miała. Rzecz ciemną chce objaśnić jeszcze 
ciemniejszą. Dla czego muzyka miała mieć równość zdań swoich, poezyja nie? Dla czego nie 
poezyja wpływała na muzykę, lecz muzyka na poezyję? Naszem zdaniem rzecz się miała i ma 
dotąd przeciwnie. Dzisiaj bowiem jeszcze z reguły nie słowa do nuty, lecz nutę układa się do 
słów, do poezyi, i tak było pewnie w początku. W poprzedzających częściach badań niniejszych 
staraliśmy się wykazać, że ten stosunek był jeszcze o wiele ściślejszy, że pierwsze melodyje 
utworzyły się z akcentów wyrazowych we wierszach i to wierszach iloczasowych. Owe pier- 
wotne melodyje stały się z czasem podstawą gam muzycznych, które stopniowo rozszerzane 
i doskonalone, doprowadziły w końcu do samodzielnego rozwoju muzyki. Wykazaliśmy dalej, że 
rytm w muzyce był zupełnie ten sam, co w poezyi, co wyraźnie potwierdza Plato. Wykazaliśmy 
w końcu, że pierwotną miarą rytmu nie była krótka mora, czyli miara czasu, lecz krótka sy- 
laba, co wskazuje dość wyraźnie na to, że rytm w wierszu iloczasowym ma swój początek. 

Wracając do Ferdynanda Wolfa, zapytamy się, w jaki sposób naznaczyć się miały wiersze 
w poezyi pod wpływem muzyki ? Odpowiada nam : „atis diesem Streben enłstańd gleichsam imbe- 
ivussł und wie von selbst insiinktmassig die Bezeickmmg der symmetrischen GUeder und Abschnitte 
durch den oerbindenden GleichMang, tvns naturlich in Sprachen, in denen der Consonantismits vor- 
herrschend isł (ivie in den nordischen) durch WiederJiolung gleichklingender Anlaute an bestiminten 
Stellen {AUiteratioń) und in denen, in loelchen der Yocalismus Uberwiegt [ivie in den siidlichen) 
durch Assonanz und Consonanz geschah, oft auch durch beides zugleich (tvie in den Kelłischen und 
germanischen Sprachen) und am horbarsten zur Bezeichnung der Abschnitte ganzer rythmischer Zei- 
len am Ęnde derselben durch Wiederholung dessełben Klanges, d. i. voIkommenen Endreimes. Daher 
ist auch nebst der AUiteratioń der voUkommene oder der unoołlkommene Beim ein anderes charakte- 
ristisches Merhnal der altesien Yolkspoesie und wir finden ihn in dieser Gestalt fasi bei allen, schon 
einigermassen cułtivierten Nationen des Orients oder Occidents."' Podziwiać trzeba, jak ii sławnego 
niemieckiego uczonego wszystko się pojawia ,,natiirlich, von selbst, instinktmiissig, gleichsam un- 
bewusst." Rym sam z siebie pojawił się w językach południowych, adliteracyja sama z siebie 



BADANIA NAD RYTMKM I RYTMAMI. 159 

W j)ułiio('iiycli, i zn()\v rym lazcni z ndliteiacyją w ptyiiociiycli. Rym pod wpływem Apiewii na- 
znaczył łv()ńcc wyraz('tw liońcowycli w wierszacli, adlitcracyja pod wpływem tego samego śpiewu 
naznaczyła jjoczątlci wyraz(5w początlcowycłi luli śródwierszowycli ! To jest naturalnońć nie do 
pojęcia; i gdyl)yśmy nie mieli taltiego przyl<ładu przed oczyma, to słysząc o sławnej niemiec- 
kiej metodzie, myślelibyśmy, że o)ia wygląda inaczej. A jednak na dzieło, które rozbieramy 
ol)ecnie, powołuje się zgasły niedawno koryfeusz filologii niemieckiej, Mullenlioff, w pismach 
ostatnich, teraz dopiero ogłaszanycli ! 

Żeby rym, albo adliteracyja miały pochodzić z poezyi ludowej, jest urojeniem. Powołać 
nam się tu przychodzi na to, co się powiedziało w rozdziale o rymie. Wykazaliśmy tam, że 
])Ochodzi z retoryki greckiej i ła(;ińskiej, że retorowie łacińscy lubili kończyć jjcwne zdania 
enumeracyjnc albo antitetycznc równemi kadencyjami iloczasowemi czyli rytmicznemi, a zarazem 
te same kadencj-je zdobić równobrzmiącemi końcówkami. „l<lam cum aut jmr pań refertur, aut 
contrarium contrnrio opponifur, aut quae similiter cadunt verba verbis comparantur, ąuicąuid ita con- 
iiuJitiir, plerumąue fit ut numerose cadat, mówi Cicero (Qrator 220). Widzimy tutaj, jak rytmiczna 
kadencyja zrasta się z równobrzmieniem, dwa odrębne elementa w jeden, z których młodszy, 
to jest równobrzmienie, całkowicie pochłania starszy, to jest spadek rytmiczny, ponieważ równo- 
brzmiące końcówki flexyjne miały zawsze ten sam iloczas. Nazwa równej stopy iloczasowej 
przeszła na równobrzmiącą końcówkę, riłhmus na rims, później na rime. Zrazu sporadyczny tylko, staje 
się rytm czyli rym panującym w poezyi europejskiej i arabskiej, zachowując wszędzie znamię 
pochodzenia swego, a mianowicie połączenie równej kadencyi z równem brzmieniem. 

Podobnie ma się rzecz z adliteracyja, z tą jednak różnicą, że jest ona przemianą figury 
retorycznej, przemianą, która się dokonała w retoryce rzymskiej i ztąd rozszerzyła w poezyi 
łacińskiej, następnie irlandzkiej i germańskiej, o czem dokładniej chyba przy rytmice germań- 
skiej będziemy mówić mogli. F. Wolf uważa rym i adliteracyja „ais etwas angeboren-ursprilngli- 
ches, allgamein menschliches, %vie Poesie und Musik sclhst, das ebenso wenifj die ausschUessliche Er- 
findung eines einzelnen Yolkes oder einer bestimmten Zeit sein kann."' A jednak powołuje się w tej 
mierze na świadectwa, może Paniniego lub Yarrona? Nie, na Kobersteina, Kahlerta, Turnera, 
Koeppena i podobnych (p. 116 n.). Taki jest sposób dowodzenia naczelników szkoły wyznającej 
odwieczność i powszechność poezyi ludowej, z którymi się rozprawić najlepsza tutaj nadawała 
się sposobność. 

Jeden dowód więcej na poparcie swej teoryi upatruje F. Wolf w budowie strof i pieśni. 
Żałujemy bardzo, że go tutaj przytoczyć nie możemy, odkładając go do części następnej, gdzie 
będzie mowa o pochodzeniu rodzajów i utworów poetycznych, w nim bowiem cała dowolność 
i błahość jego rozumowania bardzo wyraźnie występuje. Podajmy jednakże logiczną tego rozu- 
mowania podstawę, która jest następna: prawdą jest, że najstarsze zabytki średniowiecznej poe- 
zyi są pochodzenia artystycznego, a poezyja ludowa później się dopiero pojawia, ale owe naj- 
starsze zabytki poezyi artystycznej nie są niczem innem, tylko naśladowaniem starszej jeszcze 
poezyi ludowej , której ślad zaginął. Tak więc metoda historyczna niemiecka rzeczywisty, po- 
świadczony stan rzeczy za nic uważa, przekręca, naginając go do urojonej, miłości własnej 
sprzyjającej teoryi. Ponieważ zeznanie jego o braku dawnych zabytków poezyi ludowej w Eu- 
ropie zachodniej, która jednak najdawniejszą poezyja artystyczną posiada, jest ważne, jako 
strony w tej sprawie interesowanej, przeto je przytoczymy: „Leider, und doch so naturlich, mówi, 
haben sieli tceder von der brełoiiischen, noch von der angłonormandischen, oder framósischen Yolkspoesie 
(dh. aus den der Entivickelung der Kunsfpoesie vorausgehenden Zeiten stammende) unbeziceifelt dchte 
Denkmćiłer erhalłen (p. 13). Widzieliśmy wyżej, że utworzenie się poezyi ludowej było u niego 
„ganz naturlich'-'' teraz widzimy, że zaginięcie znowu jest ,,so naturlich." 



160 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

Zanim opuścimy teg'o autora, wypada prz} toczyć zdanie jego, nas tutaj bezpośrednio do- 
tyczące, zdanie o pochodzeniu wierszy romańskich: „Ich halte (mówi 1. c. p. 159) den sorjcnann- 
ten sałurnischen Vers (oder richiiger die altitalienischen volksmassigen Rythmem) fur den Grimd- 
typiis der uolksthimUchen lateinischen Kirchenpoesie des Miłtelalters und der romanischen Yerskunst 
uberhaupt." Cała więc różnorodność wierszy romańskich, francuski dekasylab i aleksandryn, hisz- 
pańskie yersos del arte mayor o menor, albo redondillos, włoski endecasillabo, wszystkie one 
mają pochodzić z wiersza saturnijskiego, o litórym nie wiemy, jaką miał regułę, ale to wiemy, 
że był surowy i niedokładny. Zastosowanie tej hypotezy wywołało w filologii metodę nową, 
metodę, że tak powiem, krawiecką, której przykład widzieliśmy już u Wilhelma Mayera w części 
poprzedniej, inny zaś jeszcze w części niniejszej poznamy. Polega ona na tem, że za podstawę 
bierze się wiersz ile możności najdłuższy, saturnius, albo septenar, na który F. Wolf sam także 
w^skazuje, z niego następnie wywodzi się wszystkie wiersze krótsze przez przepołowienie, albo 
przez wycięcie od końca, albo od początku, albo ze środka. Taka metoda wywodzenia zaciera 
i niweczy wszelkie pojęcie organiczności, powiedzmy raczej, historyczności rytmów, sprzeciwia się 
przytoczonej przez nas w nagłówku zasadzie F. Wolfa, który jednakże ową nową metodę sam 
wywołał, sam do niej dał początek. 

Przechodzimy do Fryderyka Dieza, który swoje zdanie o pochodzeniu rytmów romań- 
skich wypowiedział w rozprawie : „ Ueber den epischen Vers der Provensalen und Franzosen. ') 
]\Iówi tutaj głównie o wierszach używanych w epopejach francuskich i prowensalskich, o ale- 
ksandrynie i dekasylabie, ale to są zarazem najważniejsze w tych literaturach wiersze w ogóle. 
Z początku używano tylko dekasylabu, zwanego także vers commun, następnie wyparł go ale- 
ksandryn z tej godności, obok którego w pewnych rodzajach poezyi ejjicznej, jak w , romans 
de la Table ronde," w „romans de Renart," używano wiersza ośmiozgłoskoweg"o. Te same formy 
znajdujemy także w liryce, w której wiersz ośmiozgłoskowy i dekasylab często używane by- 
wały, aleksandryn zaś nie był z niej wyłączony. 

Wszyscy nieledwie uczeni, nawet F. Wolf, nie mogą się oprzeć przypuszczeniu, że 
ośmiozgłoskow}^ wiersz romański pochodzi z wiersza hymnów łacińskich, czyli z dimetru jam- 
bicznego, które to zdanie i Diez podziela, ale mimo to oświadcza, dochodząc do wiersza dziesięcio 
i dwunastozgloskowego, że już a priori wywodzenie ich ze starożytuj^ch metrów okazuje się 
nieprawdopodobnem z powodu różnych zasad prozodycznycli. Nieprawdopodobieństwo to usunę- 
liśmy atoli w części poprzedniej, wykazawszy, jak metra starożytne straciły wszelkie uporządkowanie 
iloczasowe, zachowując tylko stałą kadencyją końcową i zamieniając się przez to na rytmy. Przytocz- 
my teraz, jak się w obec poszczególnych przypuszczeń Diez oświadcza (p. 128): Die HerhituHfj 
des zehnsilhigen Verses aus dem phaldzischen oder sapphischen ist ein mussiger Elnfall. Pewnie, że 
wiersz dziesięciozgłoskowy z jedenastozgłoskowego pochodzić nie może. Wie er sich ferner aus 
dem im friihen MrttelaUer ais Yolksrythmus auftretenden całalecłischen und brachycatalectischen Tri- 
meter hen-orgebildet haben soU, ist unklar.'-'' Przyznajemy się, że taki trimeter brach ykatalektyczny 
zgoła nam jest nieznany. „Mit dem Hexameter dagegen, ■worin sich das Mittelalter sehr fleissig iibte, 
lasst er sich allerdings in so weit vergleichen, ais in beiden Versarten die erste Halfte von der swei- 
ten iiberwogen wird; im ubrigen sind sie grundverschieden." Porównanie delcasylabu z liexametrem 
wydaje się nam najdzikszem. Widoczną wszelako jest rzeczą, że Diez chciałby chętnie wywieść 
dekasylab z łaciny, tylko braknie mu zasady, podług której uczynić to można, czyli inaczej, 
nie wie, jak się metra przemieniły na sylabiczne rytmy. 



') Altromanische Sprachdenkmaler 1846. 



rOROWNAWCZE BADANIA NAD BYTMEM 1 RYTMAMI. IGI 

O aleksaiulrynie mówi: „den zwolfsiUntfen hut man wohl aus dtm jambischen Senar der 
Bómer ahgehitet, in dem man Yerlegung der Cncsur in die Miłte annahm, ma- mikhte der fiisłorische 
Zummmenhang nicht deułlich hervorłrełen^ Przytacza następnie zdanie Uhlanda, który twierdzi ') 
że aleksandryn : „daa ist der Vers der deułsc/ien Heldemage, dor durch deut^clie Stiiinme ivie Ver- 
fassio/g, Sitte, Leben nach Gallien gebracht sein konnie.^ Wilhelm Grimm zgadza, sie chętnie 
z Uhlandem, dodając ze swej strony : *) „das Rolandslied ward aUerdings in fruhester Zeit in 
frimkischer Zunge gesungen." Mowa tu o najstarszej, alljo jednej z najstarszych cj.opei francu- 
skich: Chanson de Roland, którą około r. 1130 der Pfattc Kuoiirat iiajprz('id na łacinę, następ- 
nie na niemieckie przełożył. Przypuszczają tedy, że francuski poemat jest znów niby tłomacze- 
niem. albo przerobieniem dawniejszego jeszcze, ale zaginionego bez śladu poematu franko-nie- 
mieckiego. Znów próbka owych systematycznych konstrukcyj filologicznych, któremi niemieccy 
uczeni zastawili, zagałęzili , zarzucili histoiyją literatury, uniemożliwiając wszelki jasny na nia 
pogląd. W tym razie dowodzenie ich tem bardziej jest pozbawione podstawy, że francuska pieśń 
o lidlandzie nie jest napisaną w aleksandrynacli, lecz w dekasylabach. Diez zaś, w znanej 
skromności swojej, nie chce wprawdzie przeczyć wyż wymienionym uczonym, ale jednak do- 
daje: „Die AehnUchkeit zwischen dem Alexandriner und unserem Nibelungenvers ist aUęrdings idjer- 
raschend, allein grade kier tcare es zu bedenken, ob die deiUsche Form, ais die jungere, ikrę Aus- 
bildung nicht der franzósischen verdanke.'' 

Ostateczne mniemanie swoje sławny uczony w następnycłi streszcza wyrazach: Die 
epische Poesie der Franzosen, die so Schónes tmd EigentkilmUdies geleistet, hat eben darnin ein Rechl 
zu verloPngen, dass man ilir aitch die eigene Findung der Form zittratte und wenn dabei eine An- 
lehnung an ettcas Yorhandenes stattfand, so ist sie fur uns schwer zu ergriinden." Przyjmuje tedy 
odrzucając przypuszczenie, jakoby wiersze francuskie pożyczone były od Niemców, że sami "je 
utworzyli. Nie wyklucza atoli możliwości, że mieli jakiś wzór przed oczyma, oświadcza t\^lko 
że trudno go odgadnąć. Są jednak pewne wskazówki, które nas ku źródłu prowadzą. Widzie- 
liśmy, że zdaniem wszystkich uczonych, wiersz ośmiozgłoskowy z dimetru jarabicznego pochodzi- 
Jak jaskółka, której lot wyśledziliśmy, wskazuje nam drogę, którędy wszystkie jej towarzy.szki 
nadciągają, tak ów wiersz jeden każe się nam domyślać, że i wszystkie inne prawdopodobnie 
tego samego są pochodzenia. Chodzi tylko o to, aby wykazać, jak iloczasowe metra na syla- 
biczne rytmy zamienić się mogły, co Diezowi wydało się rzeczą trudną do zgłębienia, cośmy wsze- 
lako w poprzednich częściacłi wykonać usiłowali. 

Karol Bartsch, zarówno zasłużony w filologii niemieckiej jak i romańskiej profesor, 
ogłosił r. 1879 „Zeitschrift fur romanisclie Philologie" rozprawę pod napisem: KtUischt und Ro- 
manische Metrik, w uzupełnieniu poprzednio już ogłoszonej pracy: Ein keltisches Yersmass im 
ProrenzaliscJien und Franzusischen, ^) które żywą wywołały polemikę pomiędzy nim a francuskimi 
filologami: Arbois de Jubainyille i Gastonem Paris. Przyznaje Bartsch tutaj, że dekasylab 
romański pochodzi z łaciny, z tetrametru daktylicznego brachykatalektycziiego. chociaż to me- 
trum, zdaniem jego, mało było używanem, co nie zupełnie zgadza się z prawdą, jak to w po- 
przedniej części jest przedstawionem ; przyznaje nawet, że ten sam wiersz używany jest przez 
Minnesengerów, *) inne jednakże formy rytmiki romańskiej wywodzi z poezyi irlandzkiej, a mia- 
nowicie : wiersz dziewięciozgłoskowy, wiersz czteriiastozgłoskowy, przedzielony cezurą na połowy 



') zob. Altfranzosisches Epos. 

-) Ruotlantes Het p. CXX. 

•) Zft. f. rom. Pb. II. 195: zob. także: Jabrbuch fur rom. und angl. Philologie XII 5 n. 

*) Germania II. 277. 

Wydział filozof.-histor. T. YU. 21 



162 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

O liczbie zgłosek 7 — 7 ; wiersz jedenastozgloskowy, dzielony na zgłosek 7 — 4, jeżeli cezura jest 
męską, na 8 — 3, jeżeli jest żeńską; wiersz dziesięciozgłoskowy, odmienny od vers commun, 
dzielony na zgłosek 5—5, oraz strofę z pięciu wierszy, o liczbie zgłosek: 8 — 8 — 4 — 8 — 4. 

Przypatrzmy się nieco tym formom, zaczynając od ostatniej. Zwrotka 8 — 8 — 4 — 8 — 4 
powstała ze zwrotki: 8 — 8 — 8 — 8, przez przedzielenie rymem trzeciego wiersza; odnosi się ona 
do późniejszych form sekwencyjnych. Wiersz o zgłoskach 5 — 5 wywodzi się z owych „anajnie- 
słica — didcin metra"' miłych, jak Terentianus Mauriis poświadczył, dla łacińskiego ucha, co je 
też niezawodnie popularnemi uczyniło. Wiersz jedenastozgloskowy romański pochodzi z falec- 
kiego heudekasylabu bez cezury; widzieliśmy też w części poprzedniej, że rytmy łacińsko- 
irlandzkie owej przez Bartscha przyjmowanej cezury nie mają, przyjmowanie zaś cezury w hen- 
dekasylabie staro-francuskim, prowensalskim (lub nawet włoskim, o którym Bartsch nie mówi), 
jest dziwną, a grubą omyłką. Gdyby ten wiersz bowiem miał żeńską cezurę, jaką Bartsch 
we formie 8—3 przyjmuje, wtedy liczyłby koniecznie zgłosek dwanaście (8 — 4), ponieważ żeń- 
ska końcówka nigdy się nie liczy, jak to niżej dokładniej poznamy, że zaś owe wiersze zawsze 
mają liczbę zgłosek jednaką, wynika z tego, że cezury nie mają. Wiersz czternastozgłoskowy 
powstał przez połączenie dwu siedmiozgłoskowych w jeden, cośmy już przy łacińskich rytmach 
zauważyli, wiersz dziewięciozgłoskowy odnosi się do alcejskiego, używan}' zaś jest bardzo rzadko 
w rytmice romańskiej, zarówno jak poprzedni. Wszystkie tedy wymienione formy wywodzą się 
z łacińskiej rytmiki bardzo dobrze. 

Co mogło tedy spowodować prof. Bartscha, że je z irlandzkiej wyprowadza literatury? 
Przedewszystkiem to, że się w tej literaturze znachodzą. Dziwnem jest wprawdzie, aby Irlan- 
dyja miała oddziaływać na Galią, już nie wtedy, kiedy jej święci przebiegali, nawracając, całą 
zachodnią Europę, ale w wieku jedenastym i dwunastym, kiedy Francyja przodowała w Euro- 
pie. Bartsch opiera się na wielce uczonem dziele Zeussa: G~rammatica celtica (editio altera, cu- 
rante Ebelio 1871) w którem jest rozdział: de constructlone orationis poeticae p. 934 — 977. Do- 
wiadujemy się ztąd, że Irlandczycy jako całość rytmiczną przedewszystkiem strofę uważają, ta 
zaś składa się zawsze z wierszy czterech o stałej liczbie zgłosek, np. 8 — 7 — 8 — 7; albo 
7 — -7 — 7 — 7; albo 6—6 — 6 — 6; albo też 5 — 5 — 5 — 5; rymy mają porządek następny: a — a — 
b — b, albo a — b — a — b; adliteracyja jest bardzo obfita. Nie ulega wątpliwości, że wiersze te są 
zupełnie podobne do znanych nam już rytmów łacińskich, być też może, że na ich wzór są 
składane, na co nas przedewszystkiem owa zwrotka 8—7- 8 — 7, widocznie z septenaru pocho- 
dząca, naprowadza. Co więcej : łacińska pieśń na św. Patryka i pieśń irlandzka na tegoż świę- 
tego mają ten niersz właśnie. 

Prawdopodobieństwo tego przypuszczenia poprze następstwo faktów: Chrześcijaństwo rozsze- 
rzyło się w L-landyi w wieku piątym; z wieku siódmego poznaliśmy bogaty w rytmy łacińskie anty- 
fonarz Bangorski; najstarsze zabytki keltyckiego piśmiennictwa pochodzą z końca wieku ósmego 
i początku dziewiątego, a dotyczą przedewszystkiem pisma św. i teologii, gdzie niegdzie tylko 
na marginesie rękopisów rytm jest przechowany pamięci — albo świeżo ułożony może. W każ- 
dym więc razie rytmy irlandzkie są późniejsze, niż łacińskie, układane przez Irlandczyków. 

Że nie było im obce pojęcie metrum i rytmu, o tem świadczy następna glossa irlandzka, 
której łacińską wersyją przytaczam: „metrum (metuir) id est artificium carminis, ut est rhythmus 
(ł-iłhim) in quo est sonoritas sine nitmero, comparatus metro, id est sonoritati et nitmero, quia est 
sonoritas cum numero in metro et sonoritas sine numero in rhyłhmo." Podług irlandzkiego autora 
tak metrum jak rytm są artificia carminis, z tą tylko różnicą, że w metrum mamy obok me- 
lodyi zachowanie iloczasii, w rytmie zaś melodyją (sonoritatem) bez iloczasu — całkowicie 
w myśl autorów łacińskich. Ciekawą też jest następna glossa ze wzmianką o bardach : sicuł est 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTRIKM 1 RYTMAMI. 163 

rhythmus comparahis metro, sic sunt hurdl comparati. poełis dodis, id t;d sic siint bardi sine nien- 
surn apnd se comparati poctis doctis. ') 

Ziipatrywanic prof. Gastona Paris na pocliodzeiiie rytmiki romańskiej przedstawione jest 
w liście otwartym do prof. Lkona Gautier. *J Oddziela on ściśle wiersze rytmiczne od metrycz- 
nycli jeszcze w czasie starej i klasycznej łaciny i twierdzi, że rytmiczne nigdy żadnego związku 
z metrycznymi nie miały, o])arte l)ędąc na akcencie, nie zaś iloczasie. AYyobraża sobie, że pne- 
zyja rytmiczna powstała i żyła między ludem, pogardzana przez artyzm, aż dopiero z chrze- 
ścijaństwem doszła do zw-ycięztwa i dalszego rozwoju, dając początek kościelnej poczyi rytmicz- 
nej. Twierdzi dalej, że francuska rytmika wywodzi się li tylko z rytmiki ludowej łacińskiej, 
nie zaś z metryki, tak jal^ języki romańskie z ludowej łaciny pochodzą, nie z literackiej. Poe- 
zyja rytmiczna wszystko czerpała ze siebie, nic z poczyi metrycznej, poezyja francuska zaś 
opiera się na tych samych czynnikach, co rytmiczna, mianowicie na akcencie, na .sylabizmie 
i iloczasie (!) 

Z okazyi sporu pomiędzy K. Bartschem a prof d'Arbois de Jnbainville właśnie o owe 
wiersze, którym heidelbergski profesor keltyckie dawał pochodzenie, Gaston Paris, odrzucając 
to mniemanie, przedstawił swoje własne l)liżej nieco. Wywodzenie wierszy romańskich z tej lub 
owej formy metrycznej nazywa apodyktycznie: une idee surannee, ubsolunient comparable a celle, 
qui voyait dans le francais une corruption du latin classigne, przy czem miał pewnie na myśli 
owe u Dicza przedstawione (zob wyżej) zgadywania, domyślające się źródła deka.sylabu to 
w trimetrze to nawet w hexametrze, alexandrynu w senarze i podobnie. Najdawniejszym przy- 
kładem ludowego wiersza rzymskiego jest, zdaniem jego, znany nam septenar: 

Ecce Caesar nunc triumphat | qui subegit Gallias. 

Tutaj znajduje już zasady wierszowania romańskiego i sylabiczność i akcent, nie pyta- 
jąc się o to wcale, zkąd się wzięła sylabiczność, zwłaszcza w porównaniu z wierszem saturnij- 
skim, zkąd cezura, zkąd katalexis, zkąd cała regularna a dźwięczna forma septenaru, którego 
Plautus tak chętnie używał. Pomijam wszystkie drobniejsze niedokładności jego wywodu, za- 
trzymując się jedynie przy głównych punktach, do których przedewszystkiem następne należy 
zdanie : le septenaire rht/łhmiqiie, oii vers populaire latin, est a mes yeux le tJieme sinon unigtie, au 
moins principal, dont tous les longs vers romans sont des variations (Jes vers courts en sont sans 
doute des demembrements). Nie dajmy się odstraszyć sławnem imieniem autora, ani zapewnie- 
niami jego : sans doute, absolument, ale idźmy w rozważaniu dalej. Z owego to septenaru wy- 
wodzi paryski profesor wszystkie wiersze rytmiczne i łacińskie. Tak np. wiersz: Ad coeli 
clara | non sum dignus sidera Levare meos | infelices oculos, wycina G. Paris z septenaru 
w sposób następny: 

Ecce Cae | sar nunc triumphat || qui subegit Gallias 

Ad caełi clara j non sum dignus sidera 

Wiersz jedenastozgłoskowy, hendecasyllabus wycina się znów inaczej : 

Ecce Caesar nunc triumphat l[ qui subegit Gallias 
Vox patei'na super Christum |1 sonuit. 



') 0'Uavoren's Glossary wydany przez p. Whitney Stokes, pod tytułem: Three Irish Glosearies 1862. Zeusa 
Gr. pag. 935. 

') Lettre k Mr. Gautier sur la versification latine rythmiąue 1866. 



164 DK. ilAKSTMILIJAN KALCZYŃSKI. 

Dekasylab wyciąć z tak obszernej sztuki wcale nie będzie trudno : 

Ecce Caesar nunc triumphat \\ qui subegit Gallias 
Flete viri j lugete proceres. 

Z dekasylabu przez zrównanie obu połów powstaje aleksandryn bez żadnej trudności. •) 
Zdaniem naszem takie wywodzenie jest niemożliwe, niedozw^olone : ani w naturze, ani w histo- 
ryi podobne rzeczy się nie dzieją. Formy pochodne zatrzymują zawsze najwybitniejsze zna- 
miona form od których się wywodzą, tutaj zaś pomiędzy jednemi a drugiemi podobieństwa żad- 
nego już nie ma. Na takie to bezdroża zaszły umysły światłe i bystre pod wpływem błędnych 
zasad, przez iilologów niemieckich rozszerzonych. 

Przechodzę obecnie do zapatrywań Leona Gautier, który się najwięcej zbliżył do praw- 
dziwego stanu rzeczy. Jeszcze w r. 1855 wypowiedziane zdania swoje streszcza r. 1865 w spo- 
sób następny:*) Cest a force de de for mer la versificałion antigue fondee sur le metre ou sur la 
quantite, qu'on est paruenu a la transformer en la rersificafion modernę, fondee sur le nombre des 
syUabes et Tassonance. Zasada ta, \\ znacznej mierze prawdziwa, jest raczej odgadniętą, aniżeli 
zbadaną i udowodnioną. Pominąwszy to bowiem, że adsonancyja, czyli rym niezupełny, dopiero 
w biegli czasów stał się składnikiem nowoczesnej rytmiki, nie można się zgodzić na wyraże- 
nie deformacyja, coby należało rozumieć jako zepsucie, którego tam przecież nie było, tylko 
przemiana. 

Pod wpływem Gastoua Paris zmienił Gautier swoje zapatrywania, oświadczając r. 1879, 
że za mało dotąd uwzględniał zasadę głoszoną przez swego adwersarza : Taccent est un element 
essentiel de toute rersification rkythmkpie, którą tedy przyjmując, teoryją swoją w następne osta- 
tecznie zbiera prawidła: ') 

1) Les elemenłs de la versificaflon rhi/łkmique sont Taccent, le syllahisme et Tassonance. Co 
sądzić o rymie, powiedziałem wyżej, co do akcentu przypomnieć sobie pozwolę, że z niego wy- 
wiązała się melodyja, nie rytm, który początkowo był tem samem co metrum, następnie prze- 
mienił się na miarę czasów, wymagając w każdym takcie prawidłowej jej sumy, w końcu do- 
piero przeszedł vf sylabizm, poniew-aż av rytmach wolno było długą zgłoskę skrócić, długą 
przedłużyć. 

2) La versification rhythmique latine du moyen dge, consideree en generał, ne derkę pas 
directement de la oersification rhythmiąue ou populaire des Romains, mais de leur versification me- 
triąue. qm setait peu a peu modifiee et transformee sous Tinfluence du syllabisme et de Taccent- 
Nie pod wpływem sylabizmu przemieniła się metryka w rytmikę, lecz pod wpływem śpiewu, 
sylabizm zaś był wynikiem, nie przyczyną. Akcent znowu służył do naznaczania długości zgło- 
sek, sam zaś jako czynnik uznawany nie był. Nie słusznie też Gautier przeciwstawia metrycz- 
ności wierszowanie ludowe rytmiczne, to bowiem z tego samego wypłynęło źródła, co sama 
rytmiczność przemieniona, późniejsza. 

3) La fersificałion francaise ne derive pa^ directement de la versification rhythmique ou po- 
pidaire des Romains, mais de certains metres liturgiąues qui efaient eux-memes deremts profonde- 
ment populaires et setaient peu a peu modifies et transformes sous Tinfluence de la poesie populaire. 
W tem zdaniu niedokładnem jest wyrażenie metres liturgiques, ponieważ ani wiersz asklepia- 



») O tem: Romania 1884. p. 598. 

') Les epopees francaises I. 192 n. ed. 1. 

') 1. c. edit. 2. 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD KYTMEM I RYTMAMI. 165 

(lejski, ani trimotr (laktylicziiy, ani też imic metra (Ij) utworów liturgicznych nigdy używanemi 
nie były. 

4) Cesł en ce sens, mais en ce sens seuleinent, que Ton peuł dire des deux vers de notre 
epopee francaise, du dćcasyllabe et de Valexandrin, que le premier se rapporte au dacłylique łri- 
mbtre et le second a l-uscUpiade. 

Chociaż zasadom Leona Gautier braknie należytego uzasadnienia, chociaż zawierają błędy 
w niektórycłi szczegółach, to jednak odgadniętą w nicli jest ta prawda, że rytmy francuskie 
odnoszą się za pośrednictwem rytmów łacińskich do form metrycznych. W Niemczech pytaniem 
o pocliodzcniu rytniów romańskich po Diezu, Ferd. Wolfie i Bartscłiu prawie nikt się nie zaj- 
mował. W. Mayer w znanej nam już pracy dotyka tylko tego przedmiotu, oświadczając się za 
zdaniem Gauticra, we Francyi natomiast panuje zdanie Gastona Paris i prowadzi do następstw 
tej gałęzi nauki szkodliwych. Tak np. Victor Henby, zastępca profesora w fakultecie filozo- 
ficznym w Douay ') nową przedstawił hypotezę o pochodzeniu romańskiego dekasylabu, którego 
wzorem ma być jego zdaniem: jambiczny trimeter skazon; — wiersz dziesięciozgłoskowy dla 
dwunasto-zgłoskowego, wiersz z cezurą po czwartej dla wiersza z cezurą po piątej, — na ja- 
kiej podstawie? Mimo to znany lingwista L. Hayet nazywa rozprawkę Wiktora Henry „un ex- 
cellent travaU'^ dorzucając jeden jeszcze pomysł ze swej strony. Podług niego głównym wier- 
szem greckim w średnich wiekach jest trimetr jambiczny, iloczasowy, mający tę właściwość, że 
przedostatnia zgłoska każdego wiersza jest akcentowaną, np. 

"Ey^etc TO y.xijij.a twv OT£vaY|ji.aTWv C£ov. 

Prof. Havet zwraca tedy uwagę na to, że w obu cezurach przedostatnia zgłoska jest 
długą, wskutek czego byłaby w łacinie akcentowaną, dalej na to, że w końcach obu wierszy 
przedostatnia jest akcentowaną, wskutek czego łacinnik lub Frank, któryby taki wiersz słyszał, 
akcentował by także przedostatnią. Teraz przystępuje reguła wokalizmu francuskiego, podług 
której zgłosłia poakcentowa ginie albo zamienia się w nieme e, które się nie liczy. Otóż mamy 
z dwunastozgłoskowego wiersza dekasylab romański. 

Nie tak łatwo, jakby się zdawało, bo najprzód wiersze romańskie układano na wzór ła- 
cińskich, nie greckich, w łacińskiej zaś literaturze wiersz ten jest nieznany; układano je podług 
wierszy pisanych, nie słuchanych, podług tej samej zasady sylabizmu, to znaczy, że dwunasto- 
zgłoskowy wiersz łaciński dawał dwunastozgtoskowy romański. Jeżeli zaś układano wiersz po- 
dług słuchu, to, ponieważ mamy do czynienia z rytmami, przewodniczką była melodyja, która 
tej samej wymagała liczby zgłosek grecłcich lub łacińskich, co romańskich. Fonetycznie wiersze 
starożytne na średniowieczne nie przemieniły się, gdybyśmy zaś tę zasadą przyjąć chcieli, co 
nie byłoby rzeczą niemożliwą w epoce nieznajomości pisma, którego jednak w średnich wiekach 
chętnie i dużo używano, to wtedy nie tylko końcowe wyrazy straciłyby po głosce, ale i środ- 
kowe także, nie tylko ginęły zgłoski przez apołcopę, lecz także przez synkopę i aferezę. Pro- 
fesor Havet zaś do końców wierszy stosuje jedną zasadę, do środków inną zasadę, okazuje się 
tedy, że tak Hayet, jak Yictoe Henry nie rozumieją zasady sylabizmu. 

Dodać jeszcze należy, że V. Henry przypuszczenia o prapierwotności poezyi wzbogacił 
jedną hypotezą więcej, sądzi bowiem, że rytmiczne wiersze bynajmniej nie pochodzą z metrycz- 
nych, tylko przyjmuje, że w czasie, gdy Grecy i Italowie jedno plemię tworzyli (co wcale nie 



') Coutribution a Tetude des origines du dćcasyllabe roman. Paris 1886 stron 47. 



1(J6 DK. MAKSY5IILIJAN KAWCZYNSKl. 

jest rzeczą pewną), wtedy już mieli wierszowanie wspólne, oparte na iloczasie, z którego roz- 
winął się wiersz metryczny grecki i łaciński a równolegle do niego ludowy wiersz łaciński 
rytmiczny. Aby taką liypotezę wymyślić, trzeba zupełnie opuścić podstawę faktów, trzeba nie 
wiedzieć lub zapomnieć, że wtedy, kiedy Grecy mieli najświetniej już rozwinięte formy poezyi 
epicznej, lirycznej i dramatycznej, Rzymianie jeszcze używali takich wierszy, jak „e nos lases 
juvate", trzeba zapomnieć, że metryka za czasów historycznych przeniesioną została z Grecyi do 
Rzymu, trzeba nie wiedzieć, że rytmika przemieniona pochodzi z rytmiki klasycznej. 

Cóż na to Gaston Paris, który dzierży we Francyi berło krytyki tilologicznej romań- 
skiej? O jednym mówi: Jhypołhese de M. Havet est fort hien concne,* *) o drugim: Jhypothese 
de M. Henry est ingenieuse," *) już łatwiej tedy przebolą autorowie tak krytykowanych rozpraw^ 
gdy uczony profesor zarzuci jednemu, że wiersza takiego w łacinie nie ma, w skutek czego 
przypuszczenie upada, drugiemu zaś, że nie chodzi o wskazanie pochodzenia tego lub owego 
wiersza romańskiego, tylko o wykazanie zasady. Słowa jego godne są uwagi z kilku wzglę- 
dów, co usprawiedliwi ich przytoczenie: ce n'est pas tel ou tel vers francais qu'il fant rałtacher 
a tel ou tel vers rhythmiąue; ćest la iin travail mecanigue plus ou moins facile, mais toujours in- 
utile.... Avant d'essayer de montrer comment s'est consłitue le sysieme de la versificałlon francaise, U 
fant etudier comment s'est etabli, a Vepoque anterieure, le principe de la versifisation rythmiąue en 
regard de la versification metrique.^ Chodzi tedy o wykazanie zasady rytmicznego wierszowania 
w stosunku do metrycznego. Potrzebę taką czując, starałem się zadosyć jej uczynić w części 
poprzedniej tych badań. Nie słusznie atoli G. Paris lekceważy wyjaśnianie poszczególnych ry- 
tmów, żądając przedewszystkiem zasady. Objawia się w tern charakter umysłu francuskiego, 
zamiłowania w dedukcyi, która już w metodzie Descartesa wybitnie występuje. Dedukcyja sama 
a priori jest niemożliwą we wszelkiej nauce, ponieważ ów principe, ową zasadę, z której mamy 
dedukować, wprzódy na indukcyjnej drodze znaleść trzeba. Nawet dedukcyjoniści do swoich za- 
sad na tej samej drodze dochodzą, z tą różnicą, że ich indukcyja jest zbyt pospieszną, jakoby 
nieświadomą, z jednego faktu, albo podług jakiejkolwiel^ analogii wydobytą i dla tego zasada 
ich bywa domysłem, który się z faktami nie zgadza. Zasada kartezyjańskiej tilozofii panującą 
jest, albo do niedawna była i w Niemczech, Avięc też ów błędny sposób postępowania nie sa- 
mych tylko Francuzów jest przywilejem. 

Gdyby nam byli gramatycy łacińscy napisali traktat o stosunku rytmiki przemienionej 
do klasycznej, byłaby zasada gotowa i dedukcyja bezpieczna, gdy zaś zaniedbali uczynić tego, 
została dla nas jedna tylko droga, poczynająca od wytłomaczenia poszczególnych wierszy, in- 
dukcyjna. Niecierpliwość w badaniu, podlatująca zbyt pospiesznie ku zasadzie, prowadziła do 
owych różnorodnych liypotez, które tutaj dostatecznie poznaliśmy, dopiero Leon Gautier trafił 
na prawdziwą drogę, przypuszczając, że dekasylab pochodzi z daktylicznego trimetru, aleksan- 
dryn z wiersza asklepiadejskiego. Zasady jeszcze nie był znalazł. Ponieważ zaś wiersz ośmio- 
zgłoskowy romański zgadza się doskonale z ośmiozgłoskowym rytmicznym łacińskim, włoski 
endecasillabo znów wskazuje na klasyczne hendekasylaby, powstało tedy jjytanie, czy nie da 
się znaleść zasada, wyjaśniająca stosunek rytmiki późniejszej do metryki, form rytmicznych do 
metrycznych. Tej zasady nie należało szukać w naszycli pomysłach, lecz w myślach czyli pi- 
smach ludzi owoczesnych, dla których ów stosunek był rzeczą jasną i znaną. 



>) Romania 1886 p. 126. 
') Romania 1886 p. 137, 



POR('>\VNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM I RYTMAMI. 1G7 

"^rakicoo whiśnic piiiicii)iuni i)ra{i:iiie także Grastoii Paris, ale jak odmiennie je pojmuje, 
okażą następne wyrazy: „Vne fok ce principe constiiue, les differcnts vers en sont natur ellement 
issus, sans que chacun d'eux alt un rapport direct avec une des formes de la versification metrique, 
d'originc grecgue, dever,ues toutea, poiir le peiiple, imompre.hensibles, avec le principe nieme de cette 
versifi.cation.'^ Uczony profesor nie zna jeszcze tego principiuni, a już z góry o nicm przesądza, 
że ono nie nioglo być takie lub owakie, już z g6v\ zabrania szukania go w pewnym kierunku. 
Dla czego zabrania? Ponieważ w tyra kierunku znaleziona zasada prowadzi do podania w wąt- 
pliwość prapierwotność i powszechność poezyi ludowej, która dla niego jest axiomatem. 

Na zakończenie tego rozdziału jeszcze jedno wyznanie sławnego profesora: „je tiens, en 
terminant, a faire remarąuer que fal depuls lonytemps ahandonne Videe que la verslfi(:ation latine 
alt pu ełre rythmujue dhs foriglne, et que le saturnien fut fonde sur Uaccent.... et je demande a mes 
contradicteurs de yotdoir hien ne plus me les attribuer." Jedną część swej teoryi porzuca więc 
Gaston Paris, po niejakim czasie może porzuci następne, czego jednak, sądząc z tego, co się 
wyżej ])rzytoczylo, nie łatwo spodziewać się można. Zapowiada un travall speciale, gdzie z no- 
wego punktu widzenia i)rzedstawi, że ów septenar trocbaiczny jednak jest źródłem wszystkich 
innych wierszy. Praca ta nie pojawiła się dotąd i nigdy się już pewnie nie pojawi. 



ROZDZIAŁ II. 
Las Flors del Gay Saber. 



Stosownie do wyrażonej już wyżej a w ciągu tych poszukiwań starannie zachowywanej 
zasady metodycznej, aby dawanych form literatury i historycznego życia w ogóle nie tłomaczyć 
podług dzisiejszych zapatrywań i pomysłów, lecz w myśl owych ubiegłych czasów, które miały 
żywsze i lepsze ich poczucie, aniżeli my, kilku epokami o zmiennym charakterze od nich od- 
dzieleni, wypadało nam i tutaj dawne, ile możności staroromańskiej literaturze współczesne, po- 
szukać świadectwa o rytmice romańskiej. Na szczęście nie braknie takowych, rychło już bo- 
wiem zaczęto stawiać reguły dla jęz3-ka, dla rymów i rytmów, czem się najprzód zajęli Pro- 
wensale. 

Zasługuje na uwagę, że najstarsza gramatyka tego języka nosi nazwę Donatz proensals, 
faitz per la raizo de trobar, ') Donat prowensalski, napisany ze względu na układanie poezyi, 
przez który to tytuł wiąże się z tradycyją gramatyków łacińskich, a zwłaszcza Donata, najbar- 
dziej z nich rozpowszechnionego. „Las oit partz que om troba en gramatica, troba om en vulgar 
provenchal, so es nome, pronome, verbe itd.... Octo partes (orationis), które się znajdują w grama- 
tyce (łacińskiej), znajdują się także w języku ludowym prowensałskim, to jest: imiona, zaimki itd. 
Jak ten początek jest naśladowaniem Donata, tak i w dalszym ciągu autor trzyma się swego 
łacińskiego wzoru. Żałować należy, że autor do właściwej poetyki wcale nie dochodzi, tylko do 



') Die beiden altesten provenzalischen Grammatiken von Neiiem hgb. von E. Stengel. Marburg 1878. 



168 DB. MAKSYMII.IJAN KAWCZYNSKI. 

nauki o ośmiu częściach mowy dołącza bogaty spis rymów, które się u niego właśnie rytmami 
nazywają, współczesną bowiem i od niego samego pocliodzącą wersj-ją łacińską kończy w spo- 
sób następny: et hec de ritimis dicta sufficiant, dodając jeszcze passus następny, rzucający żywe 
światło na stosunki towarzyskie pomiędzy trubadurami: ') non quod plures adhuc neąneant mve- 
niri, sed ad vitandiiin lectoris fa-stidmm, finem operi meo volo imponere, sciens procul dubio librum 
meum emuloriim vocibus lacerandton, ąuorum esf proprhm reprehendere que ignorant. Sed si ąiiis 
iniidionwi in mei presentia koc opus redarguere presumpserił, de scientia mea tantum confido, quod 
ipsum convincam coram omnibus manifeste, sciens quod nullus antę me tractamt iła perfecte super 
his nec ad unguem ita singula declaravit. Cujiis {libri auctor) TJgo nominor, qui librum composui 

precibns lacobi de Mora et domini Corani Zhuchii de Sterletto ad dandam doctrinam " Dziełko 

to przypisują uczeni trubadurowi Uc Faidit; rodziny de Mora i de Sterletto znane były i możne 
w Pisie w wieku trzynastym, ^) to też Donatz proensals najbardziej we Włoszech był rozpow- 
szechniony, mniej w samej Prowancyi lub Francyi. Ze względu na język kładzie go prof. Sten- 
gel na wiek dwunasty. ") 

Z podobną jactafio, z przygotowaniem na zaczepki i na ich odparcie, występuje drugi 
gramatyk, zaczynając:*) „Per so, car ieu Baimonz Yiduls ai vist et conegut que pauc d'omes sabon 
ni an saubuda la dreicha maniera de trobar voill en far aquest librę per far conoisser et saber cals 
dels trobadors an miels trobat et miels ensenhat ad aquels quel volran aprenre eon devon segre la 
dreicha maniera de trobar...^) co się tłomaczy: z tego powodu, ponieważ ja, Raimon Yidal. wi- 
działem i przekonałem się, że mało ludzi znają lub znali prawidłowy sposób układania poema- 
tów, postanowiłem ułożyć tę książkę, aby dać poznać i nauczyć, którzy z trubadurów najlepiej 
układali i najlepiej uczyli, dla tych, którzy zechcą się nauczyć, jak postępować podług reguł 
układania wierszy. Mimo tej zapowiedzi, mimo tytułu dziełka: Easos de Trobar, coby znaczyło: 
rationes artis tropariae^ nie daje autor, jak naukę o ośmiu częściach mowy. z przykładami wy- 
rażeń z lepszych poetów. Następny tylko ustęp nie jest dla historyi literatury bez znaczenia: ^) 
„ Totas gens cristianas, jusieiias e sarazinas, emperador, princep, rei, duc, conte, vesconte, comtor. valvassor, 
clergue, borgue, vilan,pauc et gran, ttd meton totsjorns lor entendiment en trobar et en chantar, o qłien volon 
trobar, o quen volon entendre, o quen volon dire, o quen volon aiizir, que greu seres en loc negun tan privat ni 
tant sol, pas gens iapauca o mouta, que ades non anjatz cantar un o autre o tot ensems, que nec li pastor de la 
montagna lo maior solatz, quil niant, an de chantar. Et tnit li mai el ben del mont son mes en re- 
membranza per trobadors, et ia non trobaras re mai dicha, ni ben dicha, pos li trobadors Tan mes 
en rima, que tostemps pois non sia en remembranza, car trobars et chantars son moremens de totas 
galliardias; co się tłomaczy: Wszyscy ludzie chrześcijańscy, żydowscy i saraceńscy, cesarze, królowie^ 
książęta, hrabiowie, wicehrabiowie, komturowie, podlennicy, duchowni, mieszczanie, wieśniacy, mali 
i wielcy każdego dnia zwracają myśli swoje ku poezyi i śpiewaniu, czy już sami chcą coś ułożyć, czy 
z tego coś rozumieć, czy o tem mówić, czy przysłuchiwać się; z trudnością znajdziecie się w miej- 
scowości tak ukrytej i odosobnionej, czy już mało tam ludu, czy wiele, aby wam nie zaśpiewał 
jeden albo drugi, albo i wszyscy, kiedy nawet pasterze w górach największą przyjemność jaką 
mają. znajdują w śpiewaniu. I wszystko złe i dobre na świecie podane jest pamięci przez tru- 



1) 1. c. p. 66. 

*) Galvani u Stengla p. 130. 

') 1. c. p. XX. 

*) 1. c. p. 67. 

*) Stengel 1. c. p. 67. 

•) Pag. 68. 



PORÓWNAWCZK BADANIA NAD KYTMKM I KYTMAMI. 169 

badiirnw i nie znajdziesz rzeczy cliwalel)nej lul» nagannej, którejhy trul)aduiowie nie njęli w rymy 
i któraby następnie nie była wspominaną, jionieważ układanie pieAiii i śpiewanie są pobudką 
wszelkiej dzielności." 

W U8te|)ie powyższym ciekawe nam daje Raimon Vidal z Hesaudun świadectwo o wiel- 
kieni rozpowszecbnienin pieśni i śpiewu za jego czasów, sięgającem na wszystkie stany i powo- 
łania. Nie robi też żadnej różnicy pomiędzy śpiewem wyższych stanów, trubadurów i ludu sa- 
mego, obejmując wszystko tą samą nazwą: trobar e chantar. Zdaje się, jakoby przypuszczał, że 
mogłyby być jednak miejscowości odosobnione i mało ludne, któreby pieśni nie znały, przez co 
wskazuje na zrozumienie tej okoliczności, że dopiero z miejsc ludniejszycli i ważniejszych roz- 
szerzyła się ta umność piękna do najodleglejszych zakątków, nawet góralskich. Taki był tedy 
stan rzeczy w pierwszej połowie trzynastego wieku 'j, podczas gdy j)oczątki poezyi trubadurów 
na koniec wieku XIgo pizypadają. 

Ważniejszem okaże się dla nas dzieło dopiero r. 1841 wydane w Tuluzie, pod tytułem: 
Las Flors del Gay Saher. estier dichas: Las Leys d'amors; co znaczy: Kwiaty wesołej umności, 
inaczej zwane: Prawa miłości *). Historyją tego dzieła opowiada nam hiszpański autor z po- 
czątku piętnastego wieku, Enrigue, marąiies de Yillena (ur. 1384 um. 1434) w rozprawie swojej 
pod napisem : Arte de Trohar "), w słowach następnych : El Consistorio de la Gaya Sciencia se 
formo en Francia en la ciudad dc Tolosa por Ramon Vidal de Besnlu {Besaudun). Esmerandose 
eon uąuellas recjlas los entendhnienłos de los grosseros. Esłe Ramon por ser comensador no fahló 
tan cuniplidamente, succedióle Jofre de Foxd, monge negro, e dilaió la materia, llamando d la ohra 
que hizó, Contimtacion del Trohar. Yino despues deste de Mallorca Belenguer de Troya (Noyą), 
e fizó un libro de Figuras e Colores rheptoricos. Despues escrivió Guilielmo Vedel de Mallorca la 
Suma Yitulina eon este tratado. Porąue durasse la Gaya Sciencia se fundo el Colegio de Tolosa de 
Trobadores, eon autoriddd e permission del Rey de Francia, en ciiyo territorio es, e les dió liber- 
tades , e privilegios , e asinó ciertas rentas para las despensas del Consistorio de la Gaya Sciencia. 
Ordenó que oviesse siete mantenedores que hiciessen leyes. Hizieron el tratado intitidado Leyes de 
Amor, donde se cumpUeron todos los defectos de los Tratados pasados. Este era largo: por donde 
Guillen Moluier (Molinier) le abrevió, e le hizo el Tratado de las Flores, tomando lo sustancial del 
Libro de las Leyes de amor. Despues vino Tray Ramon Cornet , fizo un Tratado en esta Sciencia, 
que se llama Doctrinal. Este no se tuvo por tan buena obra, por ser de persona no mucho enten- 
dida, reprehendiósela Juan Castilnou (Castellnou) en Los vicios esquivadores , id est, que se devan 
esquivar. Despues destos no se escrivió hasta Don Enrique de Yillena. 

Dla łatwiejszego zrozumienia przetłumaczymy i ten ustęp, jak już poprzednio czyniliśmy 
i W" przyszłości przy trudniejszych cytatach czynić nam wypadnie. Mówi tedy margrabia de Yillena: 
Konsystorz wesołej umności utworzony został we Francyi , w mieście Tuluzie przez Rajmunda 
Vidal z Besaudun *). Reguły jego ogładziły umysły niewykształconych. Ów Rajmund, dając do- 
piero początek , nie mówił wyczerpująco. Nastąpił po nim Jofre de Fosa, mnich czarny ^), roz- 
szerzył treść, dając dziełu swemu nazwę : Continuacion del Trobar. Po nim przyszedł z Mallorki 



^) K. Bartsch: Grundriss zur Gesch. des proTenz. Literatur. 1872. S. 19. 

-) Monumens de la litt. romane pub. par M. Gatien Arnoult, membre de l'Ac. Toulouse 1841. 
'l Mayans y Siscar: Origenes de la lengua espannola, 1737. por. Frd. Wolf. Studien zur Geseb. der span. nnd 
portug. Literatur. 1859. p. 238. 

*) Znanego nam autora de las Rasos de Trohar, w pierwszej połowie XIIIgo wieku. 

'J Benedyktyn? 

Wydz. filozof-histor. T. VII. 22 



170 DE. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

Belcnguer cle No3'a i iiai)isal książkę o tignirach i kolorach retorycznych. Następnie dodał Gui- 
lielmo Yedel z Mallorki do tego traktatu swoją Summa Yiłulina. Ażeby trwała wesoła iiraność, 
założono w Tuluzie kolegium Trubadurów, za pozwoleniem i upoważnieniem króla Francyi, na 
którego ziemi się znajduje, który też dał im wolność, przywileje i przeznaczył pewne dochody 
na pokrycie kosztów konsystorza tego. Rozporządził, aby było siedmiu zachowawców, którzyby 
prawa spisali. Ułożyli traktat ])od tytułem Lei/es (Vamor\ z którego uzupełniły się defekta trak- 
tatów poprzednich. Ten był obszerny, przeto Guillen Molinier skrócił go, i zrobił z niego traktat 
de /as Flores, biorąc treść z Leyes de amor. Po nim ])rzyszedł Fray Ramon Cornet i napisał 
ti'aktat o tej umności , zwany Doctrinal. Nie było to dzieło dobre, jako pochodzące od osoby nie 
bardzo światłej, zganił je też Juan Castellnou w dziele Los oicios esqi(ivadores,to znaczy, o błę- 
dach , których należy unikać. Od ich czasu nikt nic nie napisał aż do pana Henryka de Villena. 

Dowiedzieliśmy się ztąd, jak gorliwie i szeroko, bo aż na wyspie Mallorca zajmowano 
się regułami poezyi trubadurów. Początek stowarzyszeń poetycznych odnosi margrabia de Vil- 
lena , który widocznie bardzo dobre ma informacyje , do Rajmunda Yidal , a więc w pierwszą 
połowę XIIIgo wieku. Odtąd ogniskami poezyi przestawały być w Prowancyi zamki i dwory, 
ustępując miastom. W północnej Francyi zamiast takich konsystorzów, jak w Tuluzie i na wzór 
tego w katalońskiej Barcelonie, każde większe miasto posiadało stowarzyszenia zwane Chanibres 
de rhćioriąne , której członkowie zwali się rliiHoriciens. Odpowiadają one niemieckim stowarzysze- 
niom meistersengerów , u nas zaś coś podobnego istniało pod nazwą bractw literackich 
w znaczniej.szych miastach i przy znaczniejszych kościołach, kolegiatach , jak np. między innemi 
w Szamotułach w Wielkopolsce. Przecież i meistersenger i rhetoriciens w kościołach zebrania 
swoje odbywali. Inne punkta styczne pomijam. 

Belenguer de Noya trubadur z Mallorki napisał książkę o figurach i kolorach retorycz- 
nych ; Las Flors del Oay Saher zawierają osobną część o retoryce , mieszczańscy trubadurowie 
zwią się rhćtoriciens , co wszystko świadczy, w jak ścisłym związku poezyja trubadurów zostaje 
z retoryką, litóra znów, jak i gramatyka trubadurów, niczem innem nie jest, jak kopiją retoryk 
łacińskich. „Si poesim recłe consideremus , nihil aliud esł, quam ficłio rethorica in musicaąiie po- 
sila"', mówi nie kto inny, tylko Dante ^). To właśnie zniewala nas także do wniosku , że niektóre 
znamiona poezyi nowo europejskiej, jak rym , wywodzone dotąd przez nowszych z owej domnie- 
manej poezyi prastarej ludowej właśnie z retoryki łacińskiej pochodzą. 

Zgadza się z prawdą, gdy Enriąue de Yillena mówi, że Guillema Molinier Flors del 
Gay Saher są tylko wyciągiem , skróceniem dzieła , ułożonego przez owych siete mantenedores, 
siedmiu kierowników, pod tytułem: Las lei/s d'amors, prawa miłości , czyli śpiewów o miłości'), 
dotąd bowiem istnieją w Tuluzie rękopisy obszerniejszej owej , a skróconej przez Moliniera 
redakcyi. Było to w kilka lat po roku 1324, kiedy konsystorz poetów tolozańskich polecił 
kanclerzowi swemu G. Molinier, aby ułożył ową poetykę przy pomocy ludzi najzdolniejszych, 
pod warunkiem atoli , aby w razach trudniejszych szukał rady konsystorza i całe dzieło jego 
poddał aprobacyi. Jedno z posiedzeń w tym celu odbyło się w miesiącu Wrześniu r. 1348. całe 
dzieło zaś zostało wykończone i przejrzane roku 1356. Liczne jego odpisy przesłano do miejsc 
różnych i krajów, jeszcze wtedy bowiem powaga prowensalskich poetów szeroko była uznawaną, 
mianowicie w Katalonii , Kastylii i Portugalii '). Rozbiór głównych jego. nas tutaj dotyczących 



') Miłość nazywa się w języltu staro- niemieckim Minne. ztąd Minnegesang. 

-) De vulgari eloąuio II, 5, 

') Gatien Arnoult; Rapport fait :\ fAcademie des jeux floraiix, p. IX. 



PdUÓWNAWCZK BADANIA NAD HYTMKM I KYTMAMI. 171 

części, wyjaśni nam zasady wierszowej rytmiki pro^Ycnsalskicj . a ])rzez to francuskiej, do pe- 
wnego stopnia nawet romańskiej w og('de. 

Autor pojmuje dzieło swoje l)ariizo poważnie, układa je systematycznie, nie liez pewnej 
naukowej ścisłości . zwłaszcza w niektórycłi częściacli. Trzy są rzeczy potrzel)ne każdego czasu 
do każdego dzieła : wola (volers), wiedza (sabers), siła ( poders), którycli wszelako ł)ez Hoga nikt 
mieć nie może. O co go })rosząc , chce naukę swoją ułożyć podług dobrych trubadurów dawnego 
czasu {segon los hos antics trobadors) : iniuzam e prendem lors bonas opinios et aprnadas , e seguen 
(ttliicttfa presen arf o loric vzat;je acosłumat, e supplen so que sera de necessiłnt en eMfa sciensa de 
łrobar ... co znaczy : bierzemy i przedkładamy ich dol)re i uznane mniemania, idziemy za obecnym 
stanem sztuki, albo za długim a stałym zwyczajem, dodając co będzie niezbędnem w tej umie- 
jętności trubadurskiej (p 2). 

Dzieło swoje układa w tym celu , aby każdy mógł znaleźć zebrane w całość , co dotąd 
rozrzucone było, aby rozpowszeclinić, co dawni trubadurowie taili, albo wykładali nie jasno, 
w końcu, aby przytłumić nieszlachetne porywy miłości, a nauczyć, jaką ona być powinna. Za- 
prasza tedy młodych trubadurów, aby się napoili słodką wodą tej fontanny, czyli utworami poezyi, 
aby za biegiem strumieni, które ją tworzą, doszli aż do źródła, czyli do poznania umności (p. 4 — 6). 

Na pięć części zamierza podzielić dzieło swoje; w pierwszej będzie mówił o głoskach, 
dyftongach, sylabach, akcencie; w drugiej o wierszu, rymach, strofacli i formacli poezyi; w trze- 
ciej o częściach mowy i flexyi ; w czwartej o tiguracli i ozdobach mowy, oraz o błędach, jakie 
w tym względzie popełniane bywają ; w piątej o tematach poetycznych , stylu , o miłości (p. 6). 
Z tych pięciu części , obejmujących gramatykę , poetykę i retorykę . które widocznie składały 
umiejętność trubadurską (braknie jednej jeszcze bardzo ważnej — muzyki) część pierwsza, a prze- 
dewszystkiem druga, najwięcej nas dotyczy. 

Co znaczy trohar ? Znaczy : ułożyć nowy utwór {far noel dictatz) w czystym i starannym 
języku romańskim ( en romans fi ), wymierzony podług sylab ( compassat per siłlabas ), z rymami 
(am rims), niekiedy w kilku strofach, niekiedy w jednej (fl?c«rtas vets am coblas mołas et akunas 
vetz am una cobla solamen); należy umieszczać w nim ozdoby ( seguir ornat); dobierać słowa 
piękne, przyjemne, czyste, zgodne, sens dobry i jasny zawierające {am bels motz e plazens, clars, 
acordans, am bona et am certa sentensa) p. 8. 

Utwory te zajmować się mają mądrością {deu tradar de sen), pochwałami {de lauzors), 
miłością {d'amors), sprzeczką {d'escondig).i naganą złych (per donar castier ais malvatz), żartami 
{d'esquern), żalami {de planch). Ztąd też różne są ich rodzaje : vers , chansos , siroentes , dansas. 
descort . tensos, partimens, pastorelas, vaqiiieras, rergicras, retronchas e plancs, redondeh e tnandelas; 
podług woli poety mogą się nazywać także somis (sny), vezios (visions), cocirs (strai)ienia, żale), 
eniegs (envie), plazers, desplazers; conorts (confort), desconortz. 

Uczy nas autor, na co ta umność wynalezioną została, de las causas per que foc atrobada 
aguesta sciensa ? Otóż, aby się cieszyć ich słuchaniem i czytaniem , aby się nauczyć dobrych wy- 
rażeń, rozweselić serca swoje śpiewem melod}'jnym, który często smutki rozpędza; aby, używszy 
rozrywki , łatwiej trudy ponosić, aby się nauczyć wyrażać z dokładnością i grzecznością, wreszcie, 
aby nas nieczynność i lenistwo nie uwodziło do grzechu. Używamy pewnej miary i zgodnych 
rymów, aby wygłaszały się przyjemnie i łatwo dały spamiętać. Takie są wstępne uwagi Mo- 
liniera. 

Budowa wiersza nazywa się u Prowensalów jego kompasem , ponieważ ten zależnym jest 
od liczby zgłosek , zgłoski zaś składają się z głosów , od tych więc Molinier zaczyna swoją 
naukę z bardzo dobrem, jak na ów czas, zrozumieniem rzeczy. Pozwolę sobie zwrócić na to 
uwagę , że podług niego samogłoski są plenisonans, pełno brzmiące, albo semisonans, półbrzmiące, 



172 DR. 31AKST31ILIJAN KAWCZYŃSKI. 

albo też utrisotiaus, mogące mieć brzmienie raz pehie, raz półpełne. Jako przykład przytacza 
pe^, am qiiom va ; pes . am quom peza ; pierwsze pochodzi z łacińskiego pes - pedis ; drugie od 
pensum; odpowiadając francuslderan pied-poids. Otóż autor pierwsze pes nazywa plenisonans, dru- 
gie semisonans, z czego się okazuje, że pierwsza nazwa oznacza u niego brzmienia otwarte, 
druga ścieśnione. Jak stałą i ważną jest ta różnica w brzmieniu samogłosek romanskicłi , prze- 
konywujemy się z tego. że i poprzednie gramatyki : Donatz prreiisals i Rasos de trobar ją znają 
pod nazwami: estreit (ważkie) i larc (szerokie brzmienie) Cóż tedy może znaczyć utrisonans? 
W języku francuskim zmiana tej samej samogłoski w tej samej zgłosce, stosownie do tego, 
czy jest akcentowaną, czy przedakcentową , widoczniejszą jest, niż we wszystkicli innycli języ- 
kach romańskich , np. tiens - tenons, meurs - mourons. Taką samą właściwość przyjąć nałeży 
i w języku prowensalskim, którą jego gramatycy utrisonancyą nazwali. Fonetyczne te właści- 
wości nie są bez znaczenia i dla rytmyki, ponieważ nie wolno w rymach wiązać samogłosek 
ścieśnionych z otwartemi, lub odwrotnie. 

Dyftongi w budowie wiersza romańskiego ważną odgrywają rolę, z reguły bowiem two- 
rzą jedne zgłoskę , ale w razie potrzeby mogą tworzyć dwie ; przeciwnie znowu triftongi mogą 
być uważane w wierszu jako jedna zgłoska. Nazwy te biorą w znaczeniu niewłaściwych i wła- 
ściwych dwu i trójgłosów, a nawet samogłosek w rozziewie będących , czyli należących wyraźnie 
do dwu różnych sylab, tak bowiem pojmuje rzecz Molinier. Podług niego dwugłosy: ay, ey, 
oy, uy, np. gay, vey (video), joy (gaudium), cuy (cui); oraz mi, eu, ou, iu, np. vaii, leu CleYem), 
viu (vi^^lm), nou (novem), zawsze twoi-zą jedne zgłoskę. Podobnie: yeu, albo ieii {mieii, Bartol- 
mieu) albo ttey [huey hodie), także iiou (bi(on bovem^ do jednej sylaby należą. Dziwić nas może 
atoli , że podług niego ie, ue, oraz ia nie są prawdziwemi dyftongami , tylko dwiema zgłoskami, 
złączonemi w jedne: doas sillabas ajiistadas en una, o pot hom dire: diptonge contrafag — p. 22; 
np. Ueg (lectum), miels (melius), nueg (noctem) — gloria, bestia. Zkąd ta niedokładność ? Pochodzi 
ona z pozornego dwugłosu ia, w którym mamy dwie samogłoski w rozziewie, jak to przykłady 
wskazują; otóż Molinier i inni gramatycy, nie znając już pochodzenia owych prawdziwych ro- 
mańskich dwugłosów ie, ue, upatrzył w nich ten sam charakter, co w ia, którego one jednak 
nie mają. Wiemy, że łacina ludowa rozziew usuwała , najczęściej przez skonzonantyzowanie pier- 
wszej samogłoski '), wiele atoli wyrazów, używanych często w kościele lub urzędzie, przeszło 
do romańskich języków we formie łacińskiej . ulegając tutaj wszelako skłonności romańskiej 
ściągania ich w jedne zgłoskę. Znajdujemy tedy pewną chwiejność u gramatyków, poetów i u Mo- 
liniera, który uczy, że maria, pietał zawsze liczą po trzy zgłoski , ale sia, sias, siani, sian mogą 
być liczone za dwie lub jedne , paorucs (pavorosus) za trzy lub dwie. Początek i środek wiersza 
ma więcej pod tym względem swobody, czystość rymu atoli wymaga, aby samogłosek w roz- 
ziewie nie łączyć w jedne zgłoskę. Cóż, kiedy Molinier dodaje, że wyrazy, jak: gracia, bestia, 
sdoia, avia, copia, propria, gloria, Concordia i podobne nawet w rymie mogą się ściągać na dwie, 
odn. trzy zgłoski , rozumie się , pod warunkiem , aby drugi rym także zawierał ia. Tak więc ia 
zawsze może być ściągniętem? Znowu nie, ponieważ Molinier zaznacza (p. 48): aąuestz rocables 
seguens, coma: fazia, tenia, venia, sezia, son de tres siUahas. Dla czego ten wyjątek? Ponieważ 
na pierwszą samogłoskę w rozziewie, na i pada tutaj akcent i dla tego wyrazy takie liczą się 
na trzy zgłoski. 

Oprócz tej synalify i dierezy uważać należy w wierszach romańskich na elizyę końcowej 
samogłoski w}'razu przed wyrazem następnym , znów od samogłoski się zaczynającym. Wynika 



*) Zob. Studyja romańskie §. 9. 



POROM NAWCZK BADANIA NAD I^yTMEM I RYTMAMI. 173 

Z budowy wyrazów roiiiaiiskicli , że elizya jest tutaj zJawi.skiem nader czę«teiii. W forniaeli po- 
wtarzającycli się eo eliwila, naznaezoiią ona bywa ortof^raticznie tak w języku |)roweiiHalskini, 
jak fraueuskini (,fni, ncn, quil i ]).) lub włoskim , z reguły atoli wyrazy powinny się wy|)isywau 
całe, radzi jednak Molinier, aby ze względu na takicli , którzy by wiersze z elizyą źle czytali, 
łączyć elidowane wyrazy w jeden, np. Bona en cuy ~ Donen cuy; te a dał ~ ta dat. Zdarza się 
jednak bardzo często u najlepszych poetów włoskich i hiszpańskich , że się samogłoski nie eli- 
dują , co też Molinier przyznaje w języku prowensalskiin co do wyrazów: qin, sl, ni, ho, no, 
(jiio np. Peyres po es bos dcrx. p. 24. 

Reguły Moliniera dotyczące synalify i elizyi nie są jasne, zwyczaj romańskich poetów 
nie jest stały w tym względzie, co ztąd pochodzi , że nie umieli oni znaleźć prawdziwej reguły, 
a raczej podstawy do reguły, którą tylko historyczna gramatyka, którą porównanie z łaciną 
dać może. Co więcej, nawet nowsi gramatycy, jak lilanc dla języka włoskiego, lub Quic]ierat 
dla francuskiego , bardzo bafanuitne dają prawidła. Z historycznego i porównawczego punktu 
widzenia możemy atoli oznaczyć, jak być powinno, i następne do wierszy we wszystkich języ- 
kach romańskich odnoszące się postawić reguły: 

1) Dwugło.sy romańskie, powstałe z pojedynczych samogłosek tacińskicłi nigdy dierezie 
podlegać nie mogą. Dotyczy to owych wszechromańskich prawie dwugłosów ie, uo {iie, eu). 

2) Dwugłosy romańskie, powstałe przez atrakcyę oraz przez wokalizacyę s])ółgłosek, nigdy 
rozdzielone być nie mogą. Należą tu wszystkie dwugłosy romańskie z wyjątkiem ie, iw {ue, eu). 

3) Samogłoski romańskie w rozziewie będące, a odnoszące się do samogłosek łacińskich, 
które także dwie osobne zgłoski tworzyły, mogą tworzyć dwie zgłoski ; ulegają jednakże ogól- 
nej skłonności romańskie] do skracania wyrazów^ i przeto mogą tworzyć jedne zgłoskę. Wyją- 
tek tworzą wyrazy akcentowane na jednej z dwu , zwłaszcza na pierwszej ze zgłosek w roz- 
ziewie będących , które się liczą jako dwie zgłoski. 

4) Elizyja samogłoski pogłosowej przed samogłoską nagłosową jest w rytmice i mowie 
romańskiej rzeczą powszednią ; w wierszach jednakże wj^jątki są liczne i od woli poety zależne. 
Tak było w staroromańskim okresie. 

Czy języki romańskie mają zgłoski iloczasowo krótkie lub długie? Jak wszystkich języ- 
ków nowo europejskich, tak i iloczas romańskich zależnym jest od akcentu, o którym tedy 
naprzód mówić nam wypada. Co o nim mówi Molinier (p. 56 n.)jest niespodziewane i poucza- 
jące. Accens es regtdars melodia, o tempramens de votz — akcent jest regularną melodyją , czyli 
utemperowaniem głosu. Melodyją, mówi Molinier dalej , określając bliżej składniki poprzedniej 
definicyi , es cans melodios, o plazens sonoritats per lo qual tota didios es segon dever pronunciadą 
nmh elevatio oz am depressio, so es a dire en aut o bas. Doskonale tedy rozumie Molinier dawny 
charakter akcentu, jako wyśpiewania zgłosek, ale rozumie także różnicę pomiędzy akcentem 
czyli melodyją mowy a melodyją śpiewu, czyli muzyki, o której świadczy, że ów can de mii- 
sica regularmen no te ni garda accen, segon que podetz vezer en lo respos: benedicła et venerabllis, 
że więc melodyją muzyczna nie zachowuje akcentów, jak to widzieć możecie na responsoryum 
benedicta et venerabilis, gdzie więcej znajdziecie punktów (czyli nut) na ta, na krótkiej (bezak- 
centowej) zgłosce, niż na be, łub dic, która to ostatnia ma akcent główny. Podobnie w wyrazie 
virgo na zgłosce go łrobaretz gran re de ponhs, kiedy na zgłosce vir , on es t accens principals, 
non trobarełz mas im — tam dużo nut na zgłosce bezakcentowej , tu jedna tylko na akcentowa- 
nej. Ta bardzo wyraźnie określona reguła średniowiecznego śpiewu, nie oglądającego się na 
akcent mowy, w^yrazów, niech będzie przesti-ogą dla tych , którzy takiego połączenia w pieśniach 
dawnych szukają. Jeżeli tego nie było, a jeżeli rytmy tak łacińskie jak i romańskie, jak w ogóle 



174 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

nowoeiiropejskie w średnich wiekach przeznaczone były do śpiewu, w-ynika z tego, że i one 
uporządkowanych akcentów wcale mieć nie potrzebow^ały, czyli , że akcentowość nie była zasa- 
dniczą rcg-ułą średniowiecznej rytmiki. 

Zdaniem Moliniera śpiew, układający się z akcentów w czytaniu lub mowie, nazywa się 
śpiewem w skutek pewnego podobieństwa, per alcuna semhlansa , poniew^aż jak w śpiewie pod- 
nosimy głos silnie, tak i w mowie na zgłosce z akcentem głównym podnosi się głos więcej 
i mocniej i dłużej ją się utrzymuje — fazen major demora de temps , aniżeli na której innej 
zgłosce. 

E devetz saber, qne cascuna dictios ha solamen nn accen prindpal e plus non den haver, de 
(jiiantas qm siUahas sta . . . las aiitras sillabas han accen greu — co znaczy : i macie wiedzieć , że 
każdy wyraz ma tylko jeden akcent główny i więcej ich mieć nie ma, z ilukolwiek zgłosek by 
sie składał . . . inne zgłoski mają gravis , akcent niski. E aąuest accent greu ha un temps breu 
solameHy e accens principal ha un temps lanc, e no vol ais dire loncs temps, si no ajustamens de 
dos breus. Ten akcent niski ma tylko miarę czasu krótkiego, główny zaś akcent ma miarę czasu 
długiego, czas długi zaś znaczy nic innego, tylko połączenie dwu krótkich. W wyrazie domhuis 
zgłoslia do ma trwanie tak długie, jak dwie następne razem (p. 60). 

Jeżeli Molinier używa nazwy gravis, dla czego zarzucił nazwę acutus? Dla tego, że, jak 
mu jest wiadomem, circumflexus zrównał się z akutem i oba te akcenta obejmuje on nazwą accens 
principals. Circumflexus zawsze był na długiej samogłosce w łacinie, acutus nie zawsze, ale cho- 
ciaż mu to jest wiadomem (70), to jednak przyznaje akcentowi gł/twnemu własność przedłużania 
poddanej mu zgłoski. Uderzającem jest , że ani w łacinie, ani w romańskim Molinier nie przyj- 
muje i nie zna akcentu pobocznego, tak że my, przyjmując taki akcent i używając go do uło- 
żenia skanzyi w utworach rytmicznych , postępujemy i w tem także raczej podług wyobrażeń 
nowszej filologii, aniżeli podług tradycyi starołacińskiej, nadając przez to utworom rytmicznym 
średniowiecznym więcej rytmiczności , aniżeli mieli na myśli , lub na uwadze sami owocześni 
poeci , lub gramatycy. 

Nie uszło też uwagi Moliniera, że akcent łaciński nigdy nie padał na ostatnią zgłoskę 
wielozgłosł<;owych wyrazów , gdy w romańskim , zwłaszcza francuskim i prowensalskim języku 
pada tam bardzo często. Tłómaczy to w ten sposób , że może lepiej rozumiemy znaczenie wy- 
razów, gdy akcentujemy ich koniec, aniżeli początek lub środek — ąuar miels entend hom lo si- 
gniflcat de la dictio al pronunciar la fi que al pronunciar lo comensanien, nil mieg loc W tym tedy 
względzie nie rozumiał stosunku akcentu romańskiego do łacińskiego '). 

Ostatecznie odróżnia Molinier także i w prowensalskim (odn. franc.) akcent trojaki : długi, 
wysoki i niski. Długim nazywa akcent padający na przedostatnią zgłoslcę , np. governayre (gu- 
bernarius), wysokim, gdy jest na ostatniej: governadór (gubernatorem); niskim u niego jest 
akcent na wszystkich innych zgłoskach. To samo odnosi się do języka francuskiego i romań- 
skich w ogóle, z tą różnicą, że język włoski i hiszpański mają w niektórych fonnach akcent 
na trzeciej od końca. ICażda zgłoska z właściwym akcentem , czy długim , czy wysokim , ma 
major sonorttat i major demora — pełniejsze brzmienie i dłuższe trwanie. 

Mimo to, jedne akcentowane mogą być dłuższe od innych akcentowanych , jedne nieakcen- 
towane dłuższe od innych bezakcentowycłi. Gdy bowiem jedna lub druga zawiera dyftong, wtedy 
jest dłuższą od innej tego samego gatunku, mającej tylko pojedynczą samogłoskę, np. v«2/ (va- 
dit), fay (facit), jog, Agmeric, Pegronela. Jeszcze dłuższą będzie zgłoska zawierająca dyftong, 



') Zob. Studyja romańskie §. 7. 



PORÓWNAWCZE BADANMA NAD HYTMKM I HYTMAMl. 175 

ale koi'icząca się nadto na jedne lub dwie s])('»l^ht!ski „ w\^. ifitajish ('(piasi). pmjsh fpa/^fensis), vniirs 
(variiis), ncijitcjjsh (neque ipsuni). Choćby nawet dyftongn hi niała, to z jedns}, dwiema lub trzema 
spółgłoskami w pogłosie będzie dłuższą od innej podobnej, bez takiego nakrycia, np. cars (ca- 
rus), mars (mar), carcs (carricus), blntirs, fenns, ploms, loncs, sandamen, fortmcn. Wszystkie w ten 
si)osób przedłużone zgłoski nazywa Molinier rctnrdwas, inne planas. 

Tej jednakże różnicy pomiędzy zgłoskami ani poeci prowensalscy i romańscy w ogóle 
w rytmice nie uwzględniali, ani też Molinier za regułę ją kładzie 'j, zwraca tylko uwagę na to, 
że gdyl)y się w jednym wierszu nagromadziło dużo takich sillabas retardiyas, Avtedy wiersz 
byłby twai"dym {fan aspra sonoriłat) i byłby o wiele dłuższym od wiei'sza innego — la us bordo 
sera vistz phis loncs que Tautres, conia vezctz ayssi, jak np. 

1'liilips es bels reys, casts, francs, |)ros, 
Am tor liumil e i)iatos. 

Nagromadzone w pierwszym wierszu sillabas retardi\^as, zdaniem Molinicra : fan dessem- 
hlar lo coDipas dels bordos 2^c>' In p^ns lotifja demora quom fay en In uiut qne en Taidre — czynią 
niepodol)nemi do siebie dwa owe wiersze przez dłuższe trwanie pierwszego, niż drugiego. Re- 
f[exyja ta i jej poświadczenie przez Moliniera ważną jest dla nas okolicznością, na niej to 
bowiem opieramy przeprowadzenie starożytnych wierszy ze sylabizmu do uporządkowanego na- 
stępstwa długicli i l<rótkich , czyli do rytmiczności właściwej, zasadniczej. 

Poznawszy składniki wiersza, przejść możemy do części driigiej : seconda pars, w której 
autor mówi o wierszach samych, dając następne określenie ich ogólne: Bordos es una partz de 
rima , (pie al may conte XII sillabas et a tot lo mens ąiiatre , si doncs no son enpeutat o biocat, 
quar adoncs 2)odon esser no solamen de ąuatre mays de fres o de mens. łro ad una sillaba. Wiersz 
(bordos) jest częścią rymu (rytmu), która co najwięcej liczy zgłosek dwanaście, co najmniej 
cztery, z wyjątkiem wierszy przeszczepionych lub przyłamanych , wtedy bowiem mogą liczj^ć nie 
tylko cztery, ale trzy, lub mniej niż trzy, aż do jednej zgłoski. Pochodzenie takich wierszy jest 
nam już znane. Niejakiego wyjaśnienia w-ymaga wyraz bordo fr bourdon, który oznacza la.skę, 
ale także głos basowy i bas w kompozyi chórowej, nadto bąka. Głownem znaczeniem jest laska, 
ponieważ zamiast bordo, mówią także basło fr. baton, co znów przypomina wyrażenie skandy- 
nawskie stafr (stab), które ma tam oznaczać wyrazy adliterujące we wierszu. Jakim sposobem 
pojęcie laski nabrało znaczenia wiersza, na razie tego nie wiemy. Łaciński wyraz versus — vers 
znaczy u Prowensalów cały poemat — wiersze. 

Widzieliśmy już, że przemiana rodzaju łacińskiego rhithmus na fr. la rhne, wprawiało 
nas w niejakie zakłopotanie, które tutaj się usuwa, ponieważ u Prowensalów mamy ten wyraz 
w rodzaju męskim: rims, i żeńskim rima, a Molinier mówi (p. 144): e derefz saber qu'om pot dire 
rims o rimas, quar lunha differensa no fam entre rim e rima — można mówić rim albo rima, po- 
nieważ żadnej różnicy pomiędzy jednem a drugiem nie czynimy. 

Pojęcie rytmu przeszło ze stopy rytmicznej na wiersz rytmiczny , dalej na następstwo 
takich wierszy, w końcu na główną ozdobę rytmicznych wierszy, czyli na końcowe równobrzmie- 
nie. W tem ostatniem znaczeniu wyraz ten ustalił się w językach romańskich , z których wzięty 
został do innych języków europejskich. Molinier atoli wie jeszcze, choć niejasno, że wyraz ten 
znaczy coś innego jeszcze, oprócz rymu, dla tego w swojej diffinitio de rim dziwnie się plącze, 



') w wieku szesnastym, kiedy we Włoszech, Francyi i Hiszpanii zamierzono układać metryczne wiersze ro- 
mańskie, te oto właściwości zgłosek wzięto poniekąd za podstawę. 



176 DR. MAKSY3IILIJAN KAWCZYŃSKI, 

mówiąc (p. 140): cove, que ara trądem de rhn, leąuals es deffinitz enai/ssi: rims es certz nombres 
de sillabas, et aqnest certz nombres es segon la vohtnłnt daąuel que fara Jo dicłat, e segon lo compas 
que voldra prendre. Rym (rytm) polega na pe^wnej ilości zgłosek, zależnej od woli poety, stoso- 
wnie do miary (kompasu) którą wybierze. 

Ditz encaras: ajustat a luy autre bordo per pario, quar en un rim cove que skin dug hordo, 
quar us bordos no fay rim per si metegsh; co znaczy: powiedziało się nadto, że do jednego wier- 
sza ma być dodany drugi wiersz do pary, ponieważ jeden wiersz rymu jeszcze sam nie tworzy. 

Wiersze te mają być: daquela meteyslia acordansa e paritat de sillabas, o de dwersas am 
bela cazensa, e cert conipas fayt de certa scietisa , mają więc ten sam rym , równą ilość zgłosek, 
albo różną, ale z ładną kadencyją, oraz pewne wymierzenie umiejętne. 

W powyższem określeniu łączy Molinier pojęcie łacińskiego rytmu z określeniem rymu, 
nie zdając sobie sprawy, że to są rzeczy różne. Widocznie nie wszyscy wówczas zgadzali się 
na taką detinicyją, gdyż autor broni się w sposób następny: wiedzieć należy, że dzisiaj roz- 
szerza się między ludźmi mniemanie skrzywione, któreby nazwać trzeba nadużyciem, to miano- 
wicie, że równość sylab w wierszach nie uważają jako rim, jeżeli końce wierszy nie wiążą się 
przez równobrzmienia końcowe. Nie chcą uznać, że rym polega na równości zgłosek, choćby 
bez konsonancyi: no volon entendre, que rims sia engaltatz de sillabas ses acordansa finał. Wi- 
doczną jest rzeczą , że broni on detinicyi gramatyków średniołacińskich . nie późnych średnio- 
wiecznych , wnet atoli końcowe równobrzmienie także rims nazywa. 

Już ta okoliczność, że w językach romańskich wyraz rytm otrzymał znaczenie rymu, 
uwydatnia nam dostatecznie, jak wielką tej ozdobie przyznawano ważność. To też Molinier mówi 
o niej bardzo szeroko , a filologija nowszych języków bardzo dużo czasu i miejsca zgłębianiu 
reguł rymowych poświęciła. Z tego właśnie powodu przedstawimy tutaj tylko najgłówniejsze 
linije nauki Moliniera. Tiig li rim o son estramps, os acordan, oz ordinal, o dictional Wszelkie 
rymy, uczy, są albo ułomne, albo zgodne, albo porządkowe, albo wyrazowe. 

Rims estramjjs są to rytmy bez rymu , np. kończą się na morfz, arrapa, frire (frigere), 
i podobne. Molinier przytacza całe strofy z takich wierszy białych. 

Rims acordans polegają albo na adsonancyi {per sonansa : vos-amors ; temps - ferms) ; albo 
na rymie jednozgłoskowym (jjer consonansa : don ■ redon, quans-cans , plac (placitnm), flac (flas- 
cum); albo na rymie dwuzgtoskowym (per leonesmetat : obra-sobra, Gastós - bastós : natura - noyri- 
dttra, sanetat - vanetat). 

Rims ordinals polegają na uporządkowaniu następstwa rymów w strofach , które mogło 
być bardzo rozmaite, np. rimas continuadas, gdy wszystkie wiersze tej samej strofy równy rym 
miały, albo encadenadas, gdy naprzemian rymują , pierwszy z trzecim , drugi z czwartym ; albo 
crozadas, gdy rymuje pierwszy z czwartym, drugi z trzecim, itd. itd. Rims dictionals są ety- 
mologiczne, np. mort-morta, port -porta, albo wyrazy tego samego brzmienia, ale znaczenia ró- 
żnego, np. costa-costa (la cote-coute) semena — se mena i p. 

Ciekawiśmy teraz, co Molinier nazywa piękną kadencyją: bela cazentza. Objaśnienie jego 
wcale nie jest dostateczne, mówi bowiem (p. 142): qnar alcimas vetz non han bela cazensa, segon 
ques havem mostrat en los versefz de IX sillabas; — ponieważ niekiedy nie mają pięknej kaden- 
cyi, jak to pokazaliśmy przy wierszach dziewięciozgłoskowych. Tam zaś (p. 112) także więcej 
nie mówi , tylko , że dziewięciozgłoskowy wiersz nie ma ładnej kadencyi , dla tego też żaden 
z dawnych trubadurów nie używał go. Nawet gdybyśmy go rozdzielili na dwa wiersze, jeden 
pięcio, drugi cztei*ozgłoskowy, nie otrzymamy ładnej kadencyi. Przyczyny Molinier nie podaje, 
widzimy atoli, że jego nieokreślona bela cazensa zgadza się zupełnie z nieokreślonem numerose 



PORÓWNAWCZE UADAMA NAD RYTMEM I RYTMAMI. 177 

cacłens łacińskich f^riiinatyków ; wstręt zaś (wcale nic bezwyjątkowy) Prowcnsalów, Francuzów, 
Włochów i Hiszpanów do wiersza dziewięciozfijloskowego na tem pewnie się opiera, że nie od- 
powiada nui żadne, stycliicznie lub zwrotkowo używane metrum klasyczne. 

Pozo.stają nam do rozpoznania ważniejsze jeszcze reguły rytmiki romańskiej, mianowicie, 
co Molinier kompasem wiersza, czyli jego wymierzeniem nazywa. Zależnem jest ono od liczby 
zgłosek , od umieszczenia akcent()W i od umieszczenia pauz wierszowych. Do każdego z tych 
czynników odno.szą się osobne prawidła. 

Zdawaćby się mogło, że liczba zgłosek nie potrzel)UJe bliższego wyjaśnienia, a jednak 
do niej odnosi się jedna z najważniejszych reguł, którą Molinier w następny wyraża sposób: 
E pauzam ayssi aiłal regla generał , que cant nos en pauzam cert nombre de sillabas ad algus ver- 
setz, coma vesets ayssi ąiie dizem, que bordos al may deu haver XII sillabas et al mens ąuatre 
deu hom entendre quel bordos finisfa en accen agut ; qtiar si finia en greii , adoncs deu crezsher le 
bordos d.iina sUlnba. Stawiamy więc następną regułę generalną , że gdy naznaczamy wierszowi 
jakiemukolwiek pewną ilość zgłosek, jak np. gdy mówimy, że wiersz co najwięcej ma mieć 
zgłosek 12, co najmniej cztery, odnosi się to do wierszy, kończących się na akcent wysoki, 
bo jeżeli się kończy na niski (greu), wtedy wiersz narasta o jedne zgłoskę; czyli inaczej: gdy 
w końcu wiersza znajdują się wyrazy paroxytoniczne , np. natura, cura, maria, cortezia, fr. na- 
turę, cure, Marie, courtoisie , to zgłoska poakcentowa nie liczy się. Wiersz dwunastozgłoskowy 
będzie miał wtedy zgłosek trzynaście, dziesięciozgłoskowy jedenaście, sześciozgłoskowy siedm, 
i tak każdy wiersz narośnie o jedne zgłoskę, jeżeli ostatni wyraz ma akcent na przedostatniej. 

Zkąd pochodzić może ta dziwna reguła? W rytmice łacińskiej jej nie było, tam bowiem 
liczą się wszystkie zgłoski. Trudno też zrozumieć, dla czegoby w języku prowensalskim, w wy- 
razach , jak cura, capella , camba , ostatnie zgłoski pełnobrzmiące liczyć się nie miały. Inaczej 
w języku francuskim , gdzie po akcencie nie ma innej samogłoski , tylko słabe e muet. 

Przejdźmy jednakże na pole historyczne i przypatrzmy się najstarszym poematom ro- 
mańskim. 

Sekwencyja o św. Eulalii w języku starofrancuskim, pochodząca z wieku dziewiątego, 
nie ma prawidłowego wiersza, dla tego pominąć ją trzeba. 

Następuje po niej fragment poematu o Boecyuszu z wieku dziewiątego w języku pro- 
wensalskim. Wiersz jest dziesięciozgłoskowy, fragment zawiera ich 255, z tych ani jeden nie 
ma w rymie wyrazu paroxytonicznego. 

Z tego samego czasu pochodzi poemat, nazwany La Fassion du Christ, w narzeczu pół 
prowensalskim , pół francuskim. Wiersz jest ośmiozgłoskowy, poemat zawiera ich 240 w stro- 
fach czterowierszowych. Z tycli wierszy tylko 14 mają rym paroxytoniczny, np. 

Los sos sans ols duucąues cubrirent, 

A coleiar fellon lo pr^sdrent. 

En sobretot si Tescarnissent : 

Di nos, prophete, chi toffćdren? ') 



') Święty wzrok jego wtedy zakryli, 

Po karkn łotry bić go poczęli , 

A jeszcze nadto z niego szydzili, 

„Zgadnij proroku , którzy cię bili." 

W ostatnim wierszu Bartsch (Chrestestom. lS75.p. 9) ma: chi t'o fedre, co żadnego sensu nie daje. Prawie 
z pewnością trzeba tu położyć: chi foffedren, od offendere - offendre - offedre; w znaczeniu, którzy cię obrażają, biją. 
Wydział filozof.-liistor. T. VII. 23 



1 78 DE. MAKSTiMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

Pokazuje się z tego, że nie tylko już francuski język, ale nawet prowensalski wybitnie 
jest oxytonic'zny, że więc owa reguła jest w obu zu])ełnie naturalną, z języka wypływającą. 
Ponieważ tedy wiersze ich w przeważającej ilości kończyły się na zgłoskę akcentowaną, wy- 
nikła z tego reguła powyższa, której mniejsza znacznie ilość wyrazów i rymów paroxytonicznycl} 
poddaną została. 

Drugim rytmicznym czynnikiem kompasu, czyli budowy wiersza romańskiego są pauzy 
Pauza non es ais, si no ponJis suspensius, o plans, o finals (p. 130). Pauza niczem innem nie jest, 
tylko punktem albo zawieszającym, albo pojedynczym, albo końcowym. Ale mogą się one od- 
nosić do sensu czyli toku myśli, albo też do wygłaszania; cant a la sentema, o cant que la pren- 
dem per una alenada. Przez tamte zaznaczamy logiczny podział myśli, te służą do zaczerpnię- 
cia oddeclm. 

Co do pierwszego rodzaju pauz czyli przystanków logicznych, uczy nas autor, że mogą 
się one znajdować na któremkolwiek miejscu wiersza, to znaczy, że nie ma tutaj jeszcze owej 
regnły Malherbe'a, podług której każdy wiersz ma zawierać pewną całość logiczną, nadmienia 
wszelako Molinier, że nie należy w końcu wiersza umieszczać wyrazów, jak: car, perąiie, can 
(car, poiirąuoi, ąuand) czyli spójników, tem bardziej więc przyimków. Dozwala atoli, aby w ko- 
niec wiersza położyć mianownik, lub biernik, należny zaś do nich czasownik położyć na po- 
czątek następnego wiersza, lub odwrotnie, byle tylko zwrotka kończyła się myślą zupełną. 

Pauzy logiczne wcale prawie rytmiki nie dotyczą, tylko pauzy oddechowe. Z tych naj- 
krótsza: pauza siispensiva es aguela, quom fay en lo mieg dun bordo, jyer far alcima alenada; — 
daje się ją w ciągu wiersza, aby zaczerpnąć oddechu. Pauza piana es aąuela, quom fay en la fi 
dun hordo, per far plus pleniera alenada; pauza piana, czyli pojedyncza daje się w końcu wiersza 
aby więcej zaczerpnąć oddechu. Pauza fincds es aąuela, ąuom fay a la fi de cobla; — pauzę koń- 
cową daje się na końcu zwrotki. Ta, rozumie się, jest najdłuższą. 

Uczy nas Molinier, że niektóre wiersze koniecznie wymagają pauzy wewuęti'znej, czyli 
cezury, jak dziesięciozgłoskowy, jedenasto i dwunastozgłoskowy, inne zaś nie potrzebują jej, choć 
dać im ją można. Tak np. czterozgłoskowy wiersz można rozdzielić na dwie połowy: 

Totz lioms se doi 
Et ha gran doi 

Can ve que mor. ') 

Podobnie rozdzielić można wiersz sześcio i ośmiozgłoskowy, rozumie się, że w takie 
pauzy i rym zaszczepić można, np. mon cor, se mor. Wierszy pięcio i siedmiozgłoskowych Mo- 
linier w ten sposób dzielić zabrania, Avidocznie z tego powodu, że tamte mają ilość zgłosek 
parzystą, te zaś nie. Wiersz dziewięciozgłoskowy może mieć pauzę po czwartej lub piątej, ale 
w żadnym razie ładnej kadencyi mieć nie będzie, powtarza Molinier (p. 132). Jeżeli temu wier- 
szowi pauzę przyznaje, to z tego powodu, że jest przydłuższy, właściwą cezurę bowiem mają 
tylko wiersze nad ośm zgłosek liczące, podział mniejszych wierszy na dwie równe połowy jest 
tylko zabawką, dającą się wykonać i przyjąć tylko w drobnych utworach. 

Pozostaje nam do przedstawienia reguła o umieszczeniu akcentów we wierszu. E devetz 
saher, ques en la fi dels bordos de cpiantas qiie sillabas sian, deu hom gar dar accen. (p. 136). Macie 
wiedzieć, że w końcu każdego wiersza, ilekolwiek liczyłby zgłosek, należy umieścić akcent. 
Zważając na oxytoniczność prowensalskiego i francuskiego języka, reguła ta mogłaby się zda- 



') Każdy człowiek trapi się i smutek ma wielki, gdj' widzi, że umiera. 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD UYTMKM I RYTMAMI. 17'J 

wać zbyteczną, ale dalszy jej ciąj? wyjaśni nam, o co właściwie autorowi chodziło. Car si laus 
bordos fenish en accen a(/ut, Tautres, que es so'i parios per ncordansn, den eissamen fenir en accen 
aguf, o si fenish en accen fpen, m/no meteish Podług tej reguły wyrazy oxtoniczne, czyli męskie 
jak nazywają niemieccy filologowie, rymują tylko z oxytouiczuymi, paroxytoniczne , czyli żeń- 
skie, tylko z żeńskimi. 

Item en bordos de IX sillabas. e de X e de XII den hom tostemps jniuzar accen ayut en 
aąuels locs, en los guałs cazon las panzas suspensiras. Rcjwnież w wierszach o IX, X, XII zgło- 
skach należy umieszczać akcent agnł w miejscach, gdzie i)adają pauzy wewnętrzne, czyli cezury. 
Reguła ta nie jest dokładną, ponieważ akcent w cezurach tak się zachowuje, jak w końcach 
wierszy, czyli inaczej, że gdy cezura jest żeńską, wtedy wiersze te liczą o jedne jeszcze zgłoskę 
więcej. Wiersz dwuuastozgłoskowy z żeńską cezurą i żeńskim rymem będzie liczył zgłosek 
czternaście. Podobnie w innych, jak się o tem później na przykładach przekonamy. 

Co do wierszy ośmiozgłoskowych i mniejszych, mówi Molinier, że one pauzy nie mają, 
ale ktoby w nich umieścił pauzę, wtedy i akcent zachowywać powinien równy. 

O innem uporządkowaniu akcentów w wierszach Molinier nic nie wie. To znaczy, że po- 
dobnie jak w rytmice łacińskiej, reguła tu nie obowiązywała żadna. 

Już ten punkt ostatni wiąże rytmikę romańską z rytmiką łacińską, takich zaś punktów 
stycznych mamy więcej. Zachowywanie akcentu w końcu wiersza i w cezurze odpowiada owej 
stale zachowywanej równej kadencyi paro lub proparoxytonicznej, czyli trochaicznej lub jambi- 
cznej w końcu wiersza i w cezurze rytmów łacińskich. Liczenie zgłosek, zachowywanie stałycli 
cezur w stałych formach wierszowych, czyli ów cert compas fayt de certa sciensa: stałe wymie- 
rzenie (kompas) podług stałej umiejętności, to wszystko są rzeczy, które w rytmice łacińskiej 
znaleźliśmy także. Wreszcie sam wyraz rims, albo rima pochodzący z rhitJwms, oraz przesunię- 
cie pojęcia rytmu na pojęcie rymu, tworzy spójnię bardzo silną pomiędzy rytmiką jedną a drugą. 
Nie godzi się tedy wątpić wcale, że zasady i wzory rytmiki romańskiej pochodzą z rytmiki 
łacińskiej średniowiecznej, wykazało się zaś w części poprzedniej, że te ostatnie jedynie i bar- 
dzo jasno z rytmiki klasycznej wywieść się dają. 

Dzieło Moliniera, którego niektórych części, nas tutaj dotyczących, podaliśmy analizę, było, 
zwłaszcza na owe czasy, bardzo znakomicie napisanym, ale także, jak i poprzedników jego, 
wzoru łacińskich gramatyków trzymającym się traktatem o lytmice. Słusznie tedy należało mu 
się szerokie rozpowszechnienie oraz uznanie, jakiego używało. Jako świadectwo tego uznania, 
przytoczmy jeszcze ustęp ze znakomitego pisarza hiszpańskiege Inigo Lopez de Mendoza, mar- 
grabiego DE Santillana (um. 1454), który w następny sposób broni się przeciw zarzutom:*) 
e asi mesmo podrian decir aver en esta obra algunos consonantes e pies repetidos, asi como si pas- 
sassen por falta de poco conoscimiento o inadvertensia ; los ąuales creeria non aver leido las regulas 
del łrovar, escriptas e ordinadas por Ramon Vidal de Besaiidun, orne assaz entendido en las arłes 
liberales, e gran trovador,.... nin creo, que ayan visto las leyes del consistorio de la Gaya dołrina, 
ąue per luengos tiempos se tovo en el collegio de Tolosa por autoridad e permission del Bey de 
Francia. To znaczy : podobnie mogliby powiedzieć, ponieważ w tem dziele powtarzają się pewne 
rymy i wiersze, jakoby to mogło pochodzić z braku nauki lub z nieuwagi: o takich będę my- 
ślał, że nie czytali reguł wierszowania (del trovar), napisanych i uporządkowanych przez Raj- 
munda ViDAL z B. człowieka wcale liczonego w sztukach wyzwolonych i ^^'ielkiego trubadura... 



') Obras de Don I. Lopez lie Mendoza ed. de Marąues Amador de los Rios. p. 26. 
') Proverbios 1. c. 



180 DE. MAKSYMILIJAN KAWCZTŃSKI. 

będę też sądził, że nie widzieli j)raw konsystorza wesołej uraności, który przez długie czasy 
utrzymywał się w kolegium w Tuluzie pod powagą i za zezwoleniem króla Francyi. Jeszcze 
tedy w wieku piętnastym wielką była w Europie powaga owycL Praw Miłości, z których Las 
Flors del Gay Saber są tylko wyciągiem i streszczeniem. 



ROZDZIAŁ III. 
Rytmy francusko-prowensalskie. 



Dowiedzieliśmy się od Moliniera, że formy wierszowe, czyli rytmy w poezyi prowensal- 
skiej, z którą się francuska pod tym względem zgadza zupełnie, są trojakie: jedne całe, pra- 
widłowe, któreby można nazwać vers entiers ; drugie empetdats , entes^ rymem w ten sposób prze- 
szczepione, że dopiero druga połowa, lub następny wiersz uzupełnia je do właściwej całości ; 
trzecie biocałz, hrises, które w pewnych utworach lirycznych, ale w pewnych tylko, umieszczane 
bywają i to sporadycznie, chociaż z zachowaniem pewnego porządku pomiędzy dłuższymi wier- 
szami. Pierszy rodzaj daje prawidłowe formy rytmiczne, drugi, będąc tylko odmianą pierwszego, 
podlega też jego regułom, trzeci zależy od woli poety, z tem wszelako zastrzeżeniem, że sto- 
sownie do charakteru swego, jako wiersze przyłamane, zawsze mają być krótsze, niż wiersz 
główny w strofie użyty. Ponieważ zaś najkrótsze wiersze główne mogły mieć nawet tylko po 
cztery zgłoski, przeto przyłamane tworzyli poeci o zgłoskach trzech, dwu lub tylko jednej. Je- 
żeli wszelako wiersz główny ma zgłosek siedm, to w obec niego już pięcio- lub czterozgłoskowy 
wiersz będzie przyłamanym. Wiersze takie, będące odgłosem, reminiscenc}'ją komatów w liryce 
starożytnej, nadawały pewną rozmaitość budowie strofy, same atoli, jak ich dawne pierwowzory, 
rytmicznej a stałej w sobie całości nie tworzyły. 

W rozdziale niniejszym kilka mamy do rozwiązania zadań. Najprzód dajemy zestawienie 
form rytmicznych, przy czem należało się trzymać form starofrancuskich i staroprowensalskich 
przedewszystkiem. Liczne dzieła o wierszowaniu francuskiem uwzględniają tylko klasyczny 
i nowoczesny okres tej literatury, nie odpowiadając ż' tego powodu wymaganiom naukowym, bo 
przecież tylko tamte są zasadnicze, źródłowe, późniejsze zaś dopiero od nich zależą. O ile owe 
formy dawne utrzymały się w użyciu aż do dzisiaj , to przy Icażdej z nicli nadmienionem 
będzie. 

Drugie zadanie polega na wykazaniu pochodzenia każdej z tych form z osobna. Z po- 
wodów w rozdziale pierwszym tutaj przedstawionych, praca ta dotąd nigdzie wykonaną nie zo- 
stała. Nie znaną jest tak francuskim jak niemieckim filologom zasada rytmiki romańskiej, nie- 
znanymi są momenta przemiany rytmiki klasycznej na średniowieczną, której znów nowożytna 
jest tylko dalszym ciągiem i wyrobieniem. Jakkolwiek tedy niektórzy uczeni, jak Leon Gautier, 
pochodzenie kilku form wierszowych romańskich trafnie odgadnęli, to jednak nie zdołali prze- 
prowadzić systematycznego porównania pomiędzy rytmiką średniowieczną a starożytną, właśnie 
z braku znajomości owych momentów przemiany i wynikającego ztąd charakteru nowej rytmi- 
czności, która, jak języki narodów romańskich, wiąże się ze światem starożytnym. Ponieważ zaś 
wierszowanie jest sztuką czyli umnością, a wszystkie umności narodów europejskich, jak budo- 



PORÓWNAWCZK BADANIA NAD RYTMEM 1 RYTMAMI. 181 

wnictwo, rzeźba, malarstwo i muzyka wiążą się iiiniiością klasyczną, przeto jest więcej niż praw- 
(lopodobnem, że i wierszowanie innych naro(l('')W europejskicli będzie stało w związku z wier- 
szowaniem romańskieni i starożytnem. Ten wzgląd właśnie może nas tem więcej zaciekawić do 
rozpoznania wierszowania narodów romańskich po kolei. 

O ile akcentowość stała się czynnikiem rytmicznym już w wierszowaniu łacińskiem, to 
w części poprzedniej dostatecznie, sądzimy, jest wyjaśnionera. Widzieliśmy tara, że łacińscy 
poeci rytmiczni tylko w końcach wierszy i w cezurze zachowywali równą kadencyą iloczasową, 
rozpoznawaną przy pomocy akcentu. Równy akcent w tychże samych miejscach wierszy stał się 
przeto i dla poetów francuskich i prowensalskich prawidłem, jak nam potwierdził Molinier. Je- 
dnakie więc zasady łączą rymikę romańską z rytmiką łacińską; zachowywanie stałych form 
wierszowych, odnoszących się do wierszy metrycznych, zachowywanie stałej, iioi-malnej liczby 
zgłosek owych metrycznych wzorów, zachowywanie cezury i regularnego spadku w rymach 
i cezurze. Z tem wszystkiem nie da się zaprzeczyć, że we wszystkich wierszach francuskich, 
prowensalskich, jak w ogóle romańskich, jest pewien ruch akcentów, pewne ich ugrupowanie 
dla ucha dźwięczne, lub twarde, stosownie do ich zręcznego lub niezręcznego zestawienia. Py- 
tanie teraz, czy to ugrupowanie jest rytmicznym czynnikiem? Trzymając się zasad rytmiki sta- 
rożytnej odpowiedzieć należy przecząco. Rytm polega na równym podziale czasu i na równem 
sfigurowaniu tych równych działów. Po zatarciu się stóp iloczasowych z dawnej równości cza- 
sów pozostała tylko równość całych wiersz}-. Sfigurowanie pozostało tylko w rymie i w cezurze, 
akcenta zaś tak dzisiaj, jak i niegdyś, tworzą element melodyjny. 

Naśladowanie stóp rytmicznych w wierszach nowożytnych za pomocą zgłosek akcentowa- 
nych i nieakcentowanych, jakie w wieku ośmnastym w Niemczech weszło w używanie, jest po- 
mysłem niezłym, ale w stosunku do właściwego pojęcia rytmiczności , daje rytm apokryficzny. 
Czynimy jednak ustępstwo rozpowszechnionemu dzisiaj pojmowaniu i będziemy rozważali układ 
akcentów, tak jak gdyby tworzyły stopy starożytnej rytmiki, z czego tę przynajmniej korzyść 
będziemy mieli, że poznamy właściwości akcentowania francuskiego i prowensalskiego. Okaże 
się jednak zarazem, że poeci tych narodów niestarali się dawniej, ani dzisiaj się starają, o równe 
i stałe ugrupowanie akcentów we wierszach. Akcenta, powtarzamy raz jeszcze, są elementem 
melodyjnym, nie zaś rytmicznym. 

Rozważanie wierszy francusko-pi'owensalskich zaczniemy od najkrótszego, kończąc na 
najdłuższym. Zgłoski akcentowane oznaczać będziemy w schematach znakiem długości, nieakcen- 
towane znakiem krótkości. 

Wiersz czterozgłoskowy, podług Moliniera najkrótszy z samoistnych wierszy ro- 
mańskich, pochodzi z wiersza ośmiozgłoskowego, przepołowionego rymem na dwie równe części. 
Należy tedy właściwie do vers enłes, ale dzieląc się na dwie równe połowy, nabrał charakteru 
samoistnego, ponieważ uzupełniająca go część nie odróżnia się od poprzedniej. Najstarszy znany 
nam przykład podaje Paweł Heyse w swoich: Bomanische Inedita auf italienischen BihUotheken 
gesammelt. (1856). Jest to rondeau Guillaume'a d'Amiens, z wieku trzynastego, całe w tetrasy- 
labach, formy następnej: 



Prendes i gardę 
S'on mi regarde 
S'on mi regarde 
Dites le moi! 



Cest tout la jus 
En ces boschages 
Prendes i gardę 
S'on mi regarde 



La pastourete 
y gardoit vaches: 
Plaisante brunetę 
A vous m' otroi 



Prendes i gardę 
Son mi regarde 
S'on mi regarde 
Dites le moi! 



182 DE. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

Wiersz ten w ogóle rzadko bywał używany. Następny jego przykład mamy w dziele: 
Doctrinal de la seconde rhetorujue par BaoJdet Hercut 1432, ') w którem zawarta jest balada, zło- 
żona z dwu strof po jedenaście czterozgłoskowych wierszy każda, oraz półstrofy (envoi) o sze- 
ściu takichże wierszacli: 

Chiere maistresse _ ^ ^ _ („) 

A vous me plains w _ ^ _ 

De la detresse w w ^ _ (^) 

Dont je suis plains _ ^ ^ _ 

Wiersze z wyrazem paroxytonicznym na końcu (maitresse, detresse) zawierają po pięć 
zgłosek, ale poakcentowa zgłoska nie liczy się, tylko tworzy rym żeński, który alternuje z mę- 
skim. Następstwo akcentów jest rozmaite, możnaby powiedzieć: przypadkowe, zdarzają się bo- 
wiem wiersze z dwoma akcentami obok siebie : mort ton darł dresse _ ^ {J). 

Nowszy przykład tego wiersza daje nam wiek ośmnasty^w stychicznym poemaciku Ber- 
narda, pod tytułem Le Hameau, z którego podajemy ustęp pierwszy: 

Rien n'est si beau _ ^ « _ 

Que mon hameau. ^ _ ^ _ 

O ąuelle image! ^ _ ^ _ (w) 

Quel paysage ^ _ V., _ (w) 

Fait pour Watteau!*) _ „ ^ _ 

Punktem wierzchołkowym francuskiego wiersza jest jego ostatnia liczona zgłoska, która 
zawsze jest akcentowaną. Ten główny warunek prowadzi do rytmu jambicznego, jako nadają- 
cego się najłatwiej, ztąd też wiersz czterozgłoskowy przedstawia się w postaci dwu jambów 
akcentowych bardzo często. Ten sam warunek zgadza się ze stopą anapestyczną, która atoli 
do uzupełnienia całości wiersza potrzebuje jeszcze jednej zgłoski. Jeżeli ta zgłoska będzie akcen- 
towaną i stanie na początku, otrzymamy stopę choriambiczną, wypełniającą cały wiersz, co się 
w przykładach powyżej przytoczonych zdarzyło cztery razy. Gdyby zaś stanęła na końcu, utwo- 
rzyłaby ionicus a minore, rzadko napotykany. Obfitość partykuł wszelako, jakie posiada język 
francuski, sprawia, że do stopy anapestycznej dodaje poeta zgłoskę nieakcentowaną, tworząc 
rodzaj paeonu, dość pospolitego. 

W wieku dziewiętnastym używał wiersza tego Amćdóe Pommier, zwany Paganiniem ry- 
motwórstwa, oprócz niego inni także. 

Wiersz pięciozgłoskowy odnosi się do owego metrum adońskiego i naśladujących 
go rytmów. W pewnych rodzajach lirycznych znajdujemy go pośród wierszy głównych, siedmio, 
sześcio i ośmiozgłoskowych, w charakterze wiei'sza przyłamanego dość często, rzadszem jest 
jego użycie w charakterze wiersza głównego. Najdawniejszy tego przykład znajdujemy w wieku 



1) Wyciąg podany przez E. Renana w „Archives des missions scientifiąues et litteraires. 1850. I. p. 276. 
^) Biirger w swojem naśladowaniu ma także wiersz czterozgłoskowy: 

Ich riihme mir 

Mein D5rflein hier.... 
ale Lenartowicz użył wiersza pięciozgłoskowego: 

Jak ja to sobie 

Dworek ozdobie... 



POnÓWNAWCZE BADANIA NAD IIYTMEM 1 RYTMAMI. 183 

dwunastym u prowensalskiego ])oety Guikant de Borneil, ') następnie w wieku trzynastym ma 
go GuiRANT KiQuiER W pastorcli. *) oraz w canso redonda o sześciu zwrotkach po dwanaście 
wierszy każda.') Pierwszą z nicli jako j)rzykład przytoczę: 

Yoluntiers faria _ ^ _ ^ _ (^) 

Tal clianso novella ^ ^ _ ^ _ (w) 

Que fos agradiva ^ _ ^ ^ _ (w) 

Si far la podia. ^ _ ^ ^ _ {^) 

Mas razos cajidella w ^ _ w _ (^) 

Mon chant e Tabriya, w _ ^ ^ _ (w) 
Per qu'ieu tant quant yiva, >^ ^ _ ^ _ („) 

Vuelh servir la bella. _ ^ _ w _ (w) 

Que de grat sagella ^ w _ ^ _ (^) 

Sos faitz, gent aiziva, .. _ _ ^ _ (w) 

Humils et esquiva, v. _ - - _ (w) 

Plazens et isnella. *) w _ w ^ _ (^) 

Wszystkio wiersze tej strofy, jak i całej kancony, mają rymy żeńskie; liczą przeto po 
zgłosek sześć. Podług znanego nam już warunku, że piąta zgłoska zawsze ma być akcento- 
waną, wiersz ten składa się najczęściej z jednego jambu i jednego anapestu, miejscami tylko 
w miejsce anapestu występuje stopa kretycka, mogłyby atoli, w danym razie, wystąpić tutaj 
stopy następnej budowy _ „ „ „ _, albo nawet ^ ^ „ ^ _. 

Bezimienna pieśń kieliszkowa (chanson k boire), z wieku trzynastego, ma strofy zaczy- 
nające się pentasylabicznym czterowierszem, np. : 

Quant li malos bruit w « _ w _ 

Sor la flor norelle. ^ ^ _ ^ _ (^j 

Et li solaus luit ^ ^ ^ 

Qui tout resplendelle, ^ _ w ^ _ (-") 

Lour mi plaist la damoizelle _ ^ . >^ ^ w _ (O 

Qui est joue et jaute et belle') ^ ^ _ w _ ^ _ (w) 

Francuski Martial d'Adtergne z wieku piętnastego ma znów całą pastorelę z wierszy 
pięciozgłoskowych, ') które też w pieśniach ludowych często się znachodzą, jak np. : 

Chez mon pere j'^tions ^ ^ _ | v- _ 

Giną a six filletes, _ „ _ | ^ _ (w) 

Et j'allions danser ^ ^ _ | ^ _ 

Dessus rherbe verte.... ^ w _ | - _ (>.) 



') Mahn : die Werke der Troubadours I. 192. 

') I. c. n. 90. 

') 1. c. n. 40. 

*) Chętnie ułożyłbym taką pieśń nową, którab}' się podobała, gdyby mi tylko było możebnem. Ale przedmiot 
pannje nad moim śpiewem i przyspiesza go, ponieważ póki żyć będę, chcę służyć mej pięknej. Która przychylnością 
stwierdza swoje postępowanie, miła i łaskawa, łagodna i szorstka, przystępna i płocha. 

') Gdy bąk buczy na nowym kwieciu, a słońce świeci blaskiem wszystko oblewając, wtedy podoba mi się 
dziewczę młode i dobre i ładne. 

°) Bartach. Chrestomathie de Tancien francais.' 462. 



184 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZTŃSKl. 

Wiersze te mają rymy niedbałe i wyrażenia ludowe, kiedy znowu następna pieśń, znale- 
ziona przez Heysego (Romanische Inedita) jest z pewnością ułożona przez artystę, na co wska- 
zuje uporządkowanie rymów męskich i żeńskich oraz ich dokładność, chociaż ma prostotę 
pieśni ludowej. 

Plus desir savoir ąuelle part est m'amie 
Que Paris avoir k toute ma vie. 

Zdaje się, że wiersz ten pentasylabiczny, o rytmie wyraźnym i skocznym, chętnie w pie- 
śniach tanecznych iiżywanym bywał dawnymi czasy. Poeci wieku dziewiętnastego, zwłaszcza 
Victor Hugo używają go nawet w poważnych utworach i w ogóle częściej, niż klasycy. 

Wiersz s ze ścioz głoskowy mógłby pochodzić z rytmu ityfalickiego, albo też z prze- 
połowionego rymem wiersza dwunastozgłoskowego. Już w średnich wiekach używany bywał 
o wiele częściej, niż poprzednie. Znajdujemy go w utworach równostychicznych, jako wiersz 
wyłączny, w strofach zaś lirycznych pojawia się jako wiersz główny obok innych krótszych, 
oraz jako przyłamany w obec innych dłuższych. Już w wieku XII-ym napisał Gaein le Brun 
cały ensenhamen, czyli naukę o zachowaniu się, obyczajach, w prowensalskich hexasylabach, 
z których początek tutaj przywiodę: 

El cap premier, amia >. _ | ^ _ i ^ _ | ^ 

Es mos talens que dia ^ _ | ^ _ j ^ _ | - 

Tota la captenenza ^ ^ w _ | w _ | ^ 

Si c'om noi ti-uep faillenza ^ ^ w _ ] ^ _ | ^ 

Que domna deu aver. .., _ | ^ _ | ^ _ | 

Caizo fai a saber ^ .., _ | w ,^ _ 

Lo matin al levar ^ ^ _ | ^ ^ _ 

Se deu gran soing donar ^ ^ ^ _ | ^ _ 

Que sia fresca e clara ^ w .^ _ | ^ _ | ^ 

Sa colors e sa cara, w ^ _ | w ^ _ | w 

E que non i remagna ^ >- ^ _ | ^ _ | w 

Tals res que no s'i tagna ^ _ | ^ ^ w _ | ^ 

Pois sia la camisa w _ j ^ ^ ^ _ | - 

Q'es aprop lei asisa ^ w w _ ! ^ _ | ^ 

131anca molla e delgada..,*) _ ^ _ | ^ ^_ | ,^ 

Naturalnym sześciozgłoskowego wiersza prowensalsko-francuskiego r}i:mem byłyby trzy 
stopy jambiczne, albo też dwa anapesty. Oba rodzaje znachodzą się bardzo często, wszelako 
w miejsce dwu jambów wchodzi bardzo często piion, albo choriambus, w miejsce anapestu nie- 
kiedy stopa kretycka, jak powyższe przykłady pokazują. 

Inny sławny trubadur wieku dwunastego, Arnaut de Maryeil, bardzo często wiersza 
tego używa tak w stroficznych jak i stychicznych utworach. *) Już nie jako przykład stychiczny 



') Bartach 1. c. 87. 

') Na pierwszym miejscu, przyjaciółko, zamiarem jest moim opisać całe zachowanie się, jakie dama mieć po- 
winna, aby nie można w niem znaleść uchybienia. Oświadczam tedy, że rano przy wstawaniu, powinna wielkie mieć 
staranie, aby płeć i twarz była świeżą i czystą i aby na niej nie zostało nic niestosownego. Następnie niech ko- 
szula, którą najprzód wdziewa, będzie biała, miękka i cienka... 

') zob. Malm: 1. c. I. 148—183. 



POROWNAWCZK BADANIA NAD RYTMEM 1 RYTMAMI. 185 

ale na potwierdzoiiio, jak silnym był w wieku dwunastjm i)rą(l dydaktyczny, poświadczony jirzez 
ustęp wyjęty z utworu Gakina le Brun, przytoczmy jeszcze kilkanaście wierszy z utworu po- 
dobnego rodzaju Arnauta dk Marvi;il: ') 

Raz on es e niezura Mentr' om el segle dura 

Que aprenda chascus De cels que sabon plus 

Ja'l sens de Salamon Ni '1 saber de Platon 

Ni Tengeinz de Yirgili D'Omer ni de Porfili 

Ni dels autres doctors, Qu' avetz auzitz plusors 

No fora res prezatz, S'augues estat celatz, 

Per qu'ieu soy en cossire Córa pogues far e dire 

Tal re que'm fos bonors E grazit pels melhors. 

Te i podobne świadectwa utwierdzają nas w przypuszczeniu, że ów świetny rozkwit ro- 
mańskiej literatury nie z ludowego, lecz artystycznego wypłynął źródła. Car nulhs non a doc- 
trina Ses autnii disclplhia^ mówi tenże Arnaut de Marreil. 

U innego jeszcze prowensalskiego autora, Guiradt Riq( ieka, z wieku trzynastego liczne 
tej formy znajdujemy użycie w utworach, które on n(>vas i htras nazywa. *) Krótki ten wiersz 
najlepiej się nadaje do poufnego, gawędkowego rodzaju poezyi, tutaj atoli właśnie z powodu 
krótkości wymaga wielkiego zasobu rymów. Możnaby przypuszczać, że ta jego właściwość nie- 
stosownym go czyni do polotniejszej liryki, krótki wiersz bowiem dałby się porównać do pow- 
tarzanego co chwila machania i trzepotania skrzydłami, kiedy przecież lot ptaka wtedy jest 
piękny, gdy dłużej na skrzydłach wyciągniętych wytrzymać zdoła, utalentowany wszelako poeta, 
jakim był Bernart de Yentadour zdoła i hexasylabowi nadać polotność, co następna zwrotka 
poświadczyć może : 

Quan la doss' aura venta - - _ | _ - _ | ^ 

Deves vostre pais ^ ^ _ | „ ^ _ 

M'es veiaire qu'ieu seuta ^ - _ | ^ w _ | ^ 

Odór de paradis, - _ | ^ w « _ 

Per amor de la genta -- - _ | ^ w _ | w 

Ve8 cui ieu sui aclis ^ _ | - >. ^ _ 

En cui ai mes m'ententa - _ | - _ | - _ | - 

E mon coratge assis. *) ^ ,^ ^ _ | ^ _ 



') Mahn 1. c. 176. Umieszczamy wiersze parami w jednej linii. Tłomaczenie: zasadą jest i roztropnością, ażeby 
każdy, jak długo żyje na świecie, uczył się od tych, którzy więcej umieją. Tak wiec rozum Salomona, wiedza Pla- 
tona, dowcip Wirgiliusza, Homera i Porfiriusza ani innych uczonych, o których wielu słyszeliście, nie byłyby rzeczą 
tak cenną, gdyby były pozostały nieznane. Jest tedy mojem pragnieniem, ażebym mógł wykonać i powiedzieć taką 
rzecz, któraby mi przyniosła honor i podziękowanie najlepszych. 
') Mahn 1. c. H. 100 n. 

') Gdy wietrzyk miły wieje Miłość bo jest przyczyną 

Od waszego krajn Z jaką do lubej lgnę, 

Zdaje mi się, że sieje. Do której myśli płyną, 
Zapach niby z raju. Do której serce ślę. 

Pierwsza połowa strofy, zawierająca szczęśliwie pochwycony rys z natury i użyty do porównania, jest o wiele lepszą, 
niż druga, która jest nadto explikującą. 

Wydz. filozof. -histor. T. Vn. 24 



186 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

Widzimy, że stopy rytmiczne są te same tutaj, co w poprzednich utworach, potoczystość 
tych wierszy polega zaś przede^A•szystkiera na rymie, który jest na przemian żeński i męski, 
tak że prawdziwa pauza dopiero na koniec drugiego wiersza przypada. W ten sposób wiążą 
się niejako co dwa wiersze w jeden, a hexapodyja zamienia się w aleksandryn z którego może 
powstała. Wiążą się tern snadniej, że i myśl jedna zawsze dwa wiersze obejmuje. 

Hcxasyhiby używane chętnie aż do wieku piętnastego, poszły następnie w zaniedbanie, 
dopiero poeci romantycznej szkoły użyli ich na nowo, z jakim skutkiem, z jakiem poczuciem 
rytmicznem, niech to nam następna strofa, pierw^sza z poematu Andrzeja Theuriet: La Vigne en 
fleur, 'j okaże: 

La fleur des vignes pousse - _ | - _ | - _ | -- 

Et j'ai vingt ans ce soir... w - _ | _ w _ 

Oh que la vie est douce! - ^ - _ | -- _ | w 

Cest comme un vin qui mousse - ^ ^ _ | ^ _ | - 

En sortant du pressoir. . ^ _ | w w _ 

Stopy rytmiczne i tutaj są te same, co w wieku dwunastym, ale efekt jest bez porów- 
nania silniejszy, ponieważ dzisiaj zrozumienie poezyi jest głębsze, styl barwniejszy, obrazowanie 
więcej plastyczne, cała sytuacya poetyczniej dobraną. 

Pod względem technicznym wiersz i szczęśliwie ułożona zwrotka pięciowierszowa pełną 
jest wiosennej żywości, młodego niepokoju. Logicznie i artystycznie rozpada się ona i tutaj ua 
dwie części, z których pierwsza obejmiije dwa pierwsze, druga trzy ostatnie linie. 

Wiersz siedmioz głosko wy romański wywodzi się mniej z wiersza ferekratejskiego, 
jak raczej z dimetru jambicznego katalektycznego, który już u Greków nazywał się po^pib; ■/> 
pia-Aóc, albo heptabyllahon choriacon, jak poświadczają M. Victorinus i Atiliiis Fortunatianus. *) 
Wiemy zaś już od Terencyana Maura, że i Rzymianie w tym rytmie chętnie śpiew'ali, prawdo- 
podobnie t^ż tańczyli, co nam tłomaczy, dla czego balady i romańskie śpiewy do tańca w tym 
właśnie przeważnie układane są wierszu. Używany on jest także bardzo często w kanconach, 
tutaj wszelako wiersze przyłaniane przerywają zwykle jego ciągłość. Godnem jest uwagi, że 
w kanconach bardzo często z heptasyllabem wiąże się wiersz pentasylabiczny, niekiedy na prze- 
mian, przez co uzupełniają się niejako do zgłosek dwunastu. Przykład tego mamy w znanej 
nam już pieśni ludowej : Si le roi m'avait donnę Paris, sa (jrand ville. Nie braknie wszelako ca- 
łych strof z wierszy siedmiozgłoskowych u Marcabruna, Gaucelma Faidit, u Rajmunda de Mi- 
raval, Richarda de Berbezilli, Piotra Cardenal, Piotra de Corbiac, Guiraut Riąuiera i innych tru- 
badurów prowensalskich z dwunastego i trzynastego wieku. 

Wiersz siedmiozgłoskowy występuje bardzo wybitnie w romansie z trzynastego wieku: 
Aucassin et Nicoletłe, którego prozaiczne opowiadanie urozmaicone jest wielu wierszowymi ustę- 
pami do śpiewu, w heptasylabach, np. : 

Nicolete, flors de lis, albo Estoilete, je te voi 

Donce aniie o le cl er vis, Que la lunę trait a soi; 

Plus es dolce que roisins, Nicolete est avec toi, 

Ne que sonpe en maserin...^) M'amiete o le blond poil...*j 



') Le chemin des bois 1877. 
'1 Gram. lat. Keil. IV. p. 302; 2, 53. 

') Nikoleto, liliowj- kwiecie, miła kochanko o jasnej twarzy; słodszą jesteś aniżeli winne jagody, albo zupka 
ua miseczce. 

*l Mała gwiazdko widzę ciebie, Księżyc ciągnie cię do siebie, Nikoleta jest przy tobie, Dzieweczka o jasnej głowie. 



POK(')WNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM 1 IIYTMAMI, 187 

Nie bez wdzięku jest następna strofa z ludowe- pieńni fraiiouskicj w lieptasylaijacli żeń- 
skich i męskicli nainzcniiaii : 

,J'ai lin long voyage a faire 
Je ne sais qui le fera 
Si je rdis a Talouette 
L'aloiiette Ic dira. 

Wiersze 8iedniiozt>tosko\ve używane były w całym ciągu literatury francuskiej, w cza- 
sacłi najnowszyoh przez Alfreda de Vigny, 'l'eodora de Banville, 'i'eofila Gautier, Andrzeja Tlieu- 
riet i innych. Ma je także Vietor Hugo, z którego następną strofę przy taczam r ') 

Dou Rodrigue est a la chasse , ^,^_|^^^_|^ 

Sans ^p(^e et sans cuirasse ^^_|^^w_ |w 

Un jour d'^t^, vers midi ^ _\ ^ _\ .^ ^^^ 

Sous la feuill^e et sur Therbe ^wv^_|^^_|- 

II s'assied Thonime superbe, ^w_|_w^_|v. 

Don Rodrigue le liardi. _ >. _ | ^ ^ ,^ _ 

Może tedy heptasylab mieć akcentów trzy lub dwa; pierwsza forma jest melodyjnie sil- 
niejszą, niż druga, a więc i lepszą. Dozwolone użycie jednej i drugiej sprawia, że wiersz ten 
daje dużo swobody, chociaż do najpiękniejszych nie należy. Zauważyć można, że wiersze o dwu 
akcentach są trochę rozwlekłe. 

Wiersz ośmiozgłoskowy pojawia się tutaj już w wieku dziesiątym i pozostaje 
w użyciu aż do dzisiaj. Bezpośredni wzór jego, ośmiozgłoskowy rytm łaciński daje się wywieść 
z kilku metrów klasycznych, głównym jednak wzorem był mu diraetr jambiczny. Romański okto- 
sylab używany bywał nietylko w liryce, ale także, jak już wiemy, w poezyi powieściowej i dydak- 
tycznej. Stosownie do charakteru wiersza i stóp francusko prowensalskich składać się może 
albo z czterech jambów, albu z dwu anapestów i jednego jambu. W pierwszym razie dzieli się 
na dwie równe połowy i daje rytm wyraźny. Zamiast dwu jambów, może zawierać paon lub 
choriambus, tak, że cały wiersz składałby się z dwu paonów lub dwu choriambów; w pierw- 
szym razie posiadałby tylko dwa akcenta i byłby rozwlekły, w drugim razie znowu miałby 
cztery akcenta, ale rozdzielone w sposób taki (_ « ^ _ | _ „ w _), że zbyt wyraźnie rozpadał by 
się na dwie połowy. Dobrą formę daje choriamb na miejscu pierwszem, z paonem na miejscu 
drugiem. Gdy w skład jego wchodzą dwa anapesty z jambem, wtedy jamb może stać na pierw- 
szem miejscu, na drugim, lub trzecim; środkowa forma jest wtedy najlepsza. Z powodu obfi- 
tości partykuł zdarzają się w języku francuskim, jak to wyżej widzieliśmy, stopy o pięciu zgło- 
skach z jednym akcentem; wtedy wiersz ten składałby się z jednej takiej stopy (^ ^ ^ — ) 
i anapestu, ale takie wiersze nie mają wartości rytmicznej 

Jak twardym bywał rytm wierszowy w średnich wiekach, pokaże to nam przykład z utwo- 
rów sławnej w dwunastym wieku poetki Marie de France:^) 

Cii qui seivent de troveure _^_|^ww.>_|w 

Devreient hien mettre lur cure ^_i^_|_..<<.._|w 



*) Zob. Romania IX. 19 1. Innyrh przykładów na wiersz siedmiozgłoskowy ilość wielką zawiera zbiór wydany 
przez Bartscha: Altfranzosische Romanzen und Pastourellen. 

') Poesies de Marie de France publ. par B. de Roąuefort 1820. II. p. 59. 



188 DR. MAK8YMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

Es buns livres e es escriz ^^_{w>^ww_ 

E es essemples e es diz ^ « -^ _ | -^ ^ ^ _ 

Que li filosofe tnivereiit wwww_|^^_|^ 

E escrirent et ramembrerent '). w w _ I w ^ ^ ^ _ | w. 

Każdy z tych wierszy jest pod względem melodyjności wadliwy, nie wszyscy atoli ów- 
cześni poeci piszą tak twardo i niedbale. Zgrabne jest rondeau księcia Karola d'Orleans (wiek 
piętnasty), z którego pierwszą połowę przytaczam ') : 

Le temps a laiss^ son manteau ^_l-w_I^,^_ 

De vent, de froidure et de pluie --|wv-_|^^_|w 

Et s'est vetu de broderie, w^w_|w^w_|w 

De soleil riant . clair et bean. w^_| — I--- 

II n'y a betę ne oiseau ^ -. ^ - \ ^ ^ — 
Qui en son jargon ne chante ou crie : -^^■^-\-^--^-\^ 

Le temps a laisse son manteau ^_|^w_lw^_ 

De Tent de froidure et de pluie. -^ -|ww_|w^_ 

Jeden z najlepszych nowoczesnych artystów w poezyi, Theophil Gautier buduje nastę- 
pnego rodzaju strofy, łącząc ośmiozgłoskowe wiersze z tetrasylabami , które tutaj, podług teoryi 
trubadurów, są wierszami przyłamanemi ^ 

Dans un baiser Tonde du rivage -^-.^_|_-w_|w 

Dit se douleurs; _ w w _ 

Pour consoler la fleur sauvage --- -\ ^ -\ ^ - \ ^ 

L'aube a des pleurs ; _ - ^ _ 

Le vent du soir. conte sa plainte ^_|>.,_|_^^ — |^ 

Au vieux cyprfes; - _ ! w _ i 

La tourterelle au te'r^binthe ^^^_|-^w _|^ 

Ses longs regrets. ^ _ l ^ _ 

Przyznać trzeba, że strofa ta bardzo jest piękną. Zbliżymy się może do odgadnienia przy- 
czyny tego, uważając ją jako złożoną z wierszy czterech, tak że tetrasylaby byłyby niejako 
przedłużeniem wierszy głównych. Myśl nie tylko łączy każdą parę z dłuższego i krótkiego wier- 
sza w jedność, ale właśnie w tetrasylabach dopiero leży główny wyraz tej myśli, przez co one 
tem silniej wiążą się z oktosylabem. Widzimy nadto, że poeta, który dłuższemu wierszowi na 
początku daje nich słabszy, już w drugiej jego połowie, a więcej jeszcze w tetrasylabie wzma- 
cnia akcenta , które niejako w parze idą z myślą, z rysami obrazów. Okazywałoby się i tutaj 
przeto, że zawsze dopiero dłuższe wiersze, lub odpowiednie zestawienie wierszy krótszych, naj- 
stósowniejszem jest do lirycznego polotu. 



*) Ci, którzy się znają na trnbadurstwie, powinni bardzo dbać o dobre książiii i pisma i przypowieści i zda- 
nia, które filozofowie znaleźli, spisali i do pamięci podali. 

') W ortografii dzisiejszej, dla łatwiejszego zrozumienia. 
') Zob. Lubarsch: Franzosische Yerslehre 200. 



POHÓWNAWCZK BADANIA NAD KYTMKM 1 RYIMAMI. 189 

Wiążąc wiersz ośniiozgłosUowy z tctrasylabera , iitmidnił sobie Teofil Gautier budowę 
strofy, oktosylab bowiem sam jest najswobodniejszym ze V8zystkicli romańskich wierszy. Przy- 
pomnę jeszcze, że podlnj; nauki tni])iidiirów byl on najdłuższym z tych, jakich w ńpiewach do 
tańca używać było wolno. 

Wiersz dziewięciozgłoskowy należy do najmniej używanych w literaturze romańskiej. 
Zdaniem Molinicra, który tylko wypowiada powszechną trubadurów opiniją, nie ma on helia cazema, 
dla tego też używać go zabraniali. Mniemanie to jest mylne, ponieważ złożyć go można z trzech 
anapestów, a wtedy będzie miał bardzo ładny rucłi rytmiczny. Wspomniałem już wyżej, jaka 
może być przyczyna niedopuszczenia tego wiersza do literatury: metrum enneasylabiczne alkej- 
skie nie było nigdy używanem w chórach dramatycznych, nie przeszło do .stychicznego lub 
całostroficznego użycia, ztąd też nie uzyskało sobie w rytmice łacińskiej prawa bytu. 

W starofrancuskiej i starojjrowensalskiej literaturze nie jest mi znany żaden utwór sty- 
chiczny lub stroticzny w wierszach dziesięciozgłoskowych. Co najwięcej, mogłyby one znajdować 
się w strofach lirycznych obok wierszy głównych, a długicli , jako wiersze przyłamane, albo 
w refrenie, w którym pozwalano sobie więcej swobody, ale i w takiem użyciu ich nie znajduję. 
Hrabia Gran^ont w rytmice swojej ') przytacza księcia Thibaut de Champagne, poetę z wieku 
trzynastego, jako autora takicli wierszy. W renesansie dopiero, kiedy do naśladowania ód sta- 
rożytnych używano rytmów rozmaitych i kiedy wytworzono tak zwane vers libres, znane nam 
z bajek Lafontaine'a, znajdują się enueasylaljy, choć nie często. Qukherat ^) wiersze takie z Mal- 
herbe'a, Racine'a, Moliera przytacza, które się u tych i innych jeszcze autorów sporadycznie, 
w połączeniu z innemi znajdują , u Voltaire'a nawet w strofach (1. c.) z niejaką pauzą po trze- 
ciej. Dopiero w wieku dziewiętnastym, kiedy romantycy zaczęli doskonalić stare a nawet two- 
rzyć nowe formy wierszowe, wtedy i enneasylab przerabiać się jęli. Hr. Gramont próbował dać 
mu stałą cezurę po zgłosce czwartej : 

La foudre gronde | et Torage approche 
Le vent du sud | ailerons ouverts 
Tourbillonant ] aveugle les airs .... 

Cztery zgłoski przed cezurą dadzą dwa jamby, albo paon, lub też choriamb; pięć po 
cezurze mogą zawierać jamb i anapest, lub odwrotnie, wyjątkowo tylko pojawi się stopa for- 
my: _ w >. w _ np. dos comme im cercueil. Theodor de Bamńlle znowu, znany poeta, radził umieścić 
cezurę po zgłosce piątej, dając i on także przykład takiego rytmu we własnym utworze '), np. 

En proie k l'enfer | plein de fureur 
Avant qu'ń, jamais | ii resplendisse 
Le pofete voit | avec horreur 
S'enfuir vers la nuit | son Euridice. 

W tej formie tego wiersza te same znajdziemy stopy, co w powyższej, z tą różnicą, że 
będą one po przeciwnej stronie cezury. 

Ani w jednej ani w drugiej postaci wiersz ten nie przyjął się w literaturze. Jaka może 
być tego przyczyna? Najprzód jest on nieco przykrótkim, aby go cezura dzielić mogła na dwie 



') F. de Gramont: Les vers francais et leur prosodie. Paris. J. Hetzel. 

') Traitś de yersifieation francaise 1850. 

') Th. de Banyille: Petit tiaite de poesie francaise. 



190 DR. MAKSTMILIJAN KAWCZYŃRKI. 

części. Ma nieparzystsi liczbę zgłosek , w skutek czego jedua część zawsze będzie nieco chromą 
w stosunku do drugiej. Jedna cześć obejmuje cztery, druga piec zgłosek, części są przeto nie- 
równe, ale nie dość różne, aby się oddzielały od siebie dostatecznie. Wszystko to sprawia, że 
nie ma on rytmicznie wyraźnego charakteru. 

Inaczej będzie, gdy się go złoży z trzech anapestów w ten sposób, aby się każdy koń- 
czył całym wyrazem, czyli niejaką cezurę tworzył. Przykład takiego utworu dał ilfarc-Mow«ier'), 
z którego dwie zwrotki prz}-toczę: 

Cest par vous | chere enfant | aux doux yeux 

Que mon ame | en tont lieiJX | est suivie; 

Cest de vous i , au moment | du reveil 

Que me vient | le soleil | et la vie 

Prześliczny rytm tego utworu . pod nazwą Valse a trois femps , naśladuje widocznie ruch 
walca w słowach, Lubarsch zaś sądzi ^j , że przeznaczony jest do kompozycyi muzycznej, rozu- 
mie się, walcowej. Otóż wątpliwą jest rzeczą, czy ten walec, tak miły w czytaniu, będzie odpo- 
wiednim do śpiewania. Przyczyna tego następna: walec ma takt trzy-czasowy , jak stopy tro- 
chaiczne i jambiczne starożytnej metryki; stosownie do trzech czasów walcowego taktu daje 
Marc-Monnier trzy zgłoski tekstu , ale takie trzy zgłoski , z których ostatnia akcentowana, tworzą 
stopę anapestyczną , to jest : czteroczasową. Sprzeczne są więc takty tekstu z taktami muzyki. 
Nie byłoby tej sprzeczności, gdybyśmy zgłoskę akcentowaną mogli uważać za tak krótką, jak 
nieakcentowane, ale tego przyjąć nie można, ponieważ akcent nowoczesny zgłoskę swoją istotnie 
przedłuża Powinien tedy tekst do śpiewanego walca mieć niektóre przynajmniej takty dwnizgło- 
skowe, inaczej bowiem tekst będzie miał więcej objętości niż melodyja , zgłoska akcentowana 
straci w śpiewaniu , nie wystąpi należycie, śpiewanie znowu stanie się uciążliwem i dławiącem. 
Dwuzgłoskowe takty do ti-ój czasowego tempa walca będą tern stosowniej sze, że w melodyi w pe- 
wnych taktach jedna długa dwie krótkie zastępuje. We francuskich rzeczywistych śpiewach wal- 
cowych znajdujemy istotnie po pięć zgłosek na sześć czasów taktowych np. : 

r r r i " r 

En avaut | blonde 
Tu a le coeur | tendre 
Tu vas m^apjprendre 
A bien danser. 
Ostatni wiersz ma nawet tylko cztery zgłoski, poświęcając jedne dla pauzy. Dodajmy 
jeszcze, że najnowsza szkoła „dekadentów" wiersza dziewięciozgłoskowego używać lubi. 

Wiersz dziesięcioz głosko wy posiada w literaturze francusko-prowensalskiej trzy 
(a nawet cztery) odmienne formy : z cezurą po czwartej, po piątej lub po szóstej zgłosce. Pierwsza 
z tych form jest najważniejsza, w niej to dekasylab panuje w starofrancuskiej i prowensalskiej 
epopei, w liryce i dramacie, dopóki przez alexandryn na drugie miejsce zepchnięty nie został. 

Rozliczne już uczeni przedstawili domysły o pochodzeniu tego wiersza: Diez wspominał 
o hexametrze, Littrć i Benloew z hendekasylabu go wywodzą, Gr. Paris z septenaru, V. Henry 
z trimetru skazontu i t. d. Pierwszy dopiero Leon Gautier wskazał na trimetr daktyliczny hy- 
perkatalektyczny. Wykazaliśmy w części poprzedniej , jak często metrum to używanem było 



») Poesies 1878. 

') E. O. Lubarsch: Franzosisclie Yerslehre 1879 



POllÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM I IIYTMAMI. 191 

jeszcze w czasach karolingskidi, przez co wywodzenie delcasylnbu z iiiej^o stało się możliwein. 
Wiemy także, że rytm przemieniony z metrycznej formy zatrzymnje prawidłową liczbę sylal) 
i cezurę. Otóż żadne inne metrum dziesięciu sylab nie obejmuje, tylko właśnie normalny trimetr 
daktyliczny liyperkatalektyczny , żadne też nie ma równocześnie cezury po zgłosce czwartej, 
którą owo metrum przynajmniej bardzo często posiada. Właściwie bowiem nie ma ono żadnej 
stałej cezury, ale będąc dość długiem, bez pauzy obejść się nie mogło, która w mctracli poja- 
wiała się często po zgłosce czwartej, w rytmach zaś na tem miejscu vvłaśnie się ustaliła. 

Nie bez znaczenia jest okoliczność, że w najstarszym dramacie czyli mysterum francu- 
skiem o mądrych i głupich pannach, z wieku co najpóźniej dwunastego, znajdujemy dekasylab 
francuski obok łacińskiego. (Jlupie panny mówią po łacinie: 

Nos virgincs | quae ad vos venimus 
Negligenter | oleum fundimus. 

Mądre panny odpowiadają w dekasylabie francuskim: 
Oiet virgines | oiet que vos dirum 
Aisex presen | que vos comaudarum. 

Z tego się okazuje, że dekasylabu francuskiego żadną miarą nie można wywodzić z hen- 
dekasylabu , tyłł<o z jakiegoś metrum dekasylabicznego, któiem jest właśnie trimeter daktyliczny, 
zwany często przez Mariusza Victorina trimeter epicus (Gram. lat. VI 167, 172, 180). 

Pierwszy to wiersz w dotychczasowym przeglądzie ze stałą , od wieliów przyjętą cezurą. 
Co do cezury obowiązują w rytmice francuskiej te same prawidła, co względem końca wiersza. 
Jeżeli cezura jest żeńską, wtedy wiersz narasta o zgłoskę, dekasylab z żeńską cezurą i żeń- 
skim liońcem wiersza będzie miał zgłoseli dwanaście , co się zdarza często w dawnej epoce, 
w nowszej atoli jest regułą, aby żeńska cezura zawsze była elidowaną. 

W czterozgłoskowej części dekasylabu znajdziemy dwa jamby, albo paon , łub też cho- 
riamb; innych stóp tu być nie może. W sześciozgłosłcowej części trzy jamby, albo dwa anape- 
sty (stopy kretyckie), hib też wreszcie jamb z paonem (choriambem). W średnich wiekacli zdarza 
się zbieg akcentów, miejscami bardzo twardy. Pierwszy przykład przytaczamy z najstarszego 
w tym wierszu romańskiego utworu (wiek Xty), z poematu o Boecyuszu , w języku prowen- 
salskim : 

Enanz en dies foren orne fełło. w _ | ^ _ (-) _ ^ _ | ^ ^ _ 
Mai ome foren, a ora son pejor. _ _ I w _ i^^.) |i ^ _ | ,- _ | -^ _ 
Volg i Boecis metre ąuastiazo: _ ^ - _ (-) || _ -- -^ - - _ 

Auvent la gent fazia en so sermo -_|^_'-_i-w-_ 
Creessen deu qui sostenc passio -_i-_|^w_|-^_ 
Per lui aurieii trćstut redemcio ') >^ _,-_(>-) || -^ _ | - ^ - _ 

Wszystkie rymy w tyra utworze (fragmencie) są męskie; nie są to rymy właściwe, jak 
widzimy, tylko adsonancye , obejmujące mniejszą lub większą ilość wierszy w jeden oddział, 
czyli tyradę. Cezura w przytoczonych wierszach jest cztery razy żeńską , męską dwa razy. 



') Zob. Bartsdi: Chr. prov. 2. Tłomaczenie: Dawnemi czasy nie dobrzy byli ludzie; żli byli ludzie, obecnie 
są gorsi. Chciał temu Boecyusz zaradzić: w obec słuchającego ludu mówił w kazaniu, aby wierzyli w Boga, który umę- 
czony został, pr/5ez niego dostąpiliby odkupienia. 



192 DR. MAK8TMILIJAN KA\\ CZTŃSKI. 

Pierwszy poemat starofrancuski w dekasylabie (wiek XIty) opisuje życie świętego Ale- 
xego w strofach formy następnej : 

Bons ftit li secles | al tens ancienor, _ w >^ _ (w) j[ w _ | ^ ^ -^ _ 
Quer fait i ert | e justise et amor, --|w_||ww_|v^^_ 

Si ert credance, j dont or n"i at nul prot. - _ | - _ (w) |i -> _ | ^ ^ ^ _ 
Tot est mudez, | perdude at sa color, --|w_||w_|www_ 
Ja mais n'iert tels, | com tut as anceisors ') ^ - \ ^ - i ^ - \ -^ ^ ^ - 

W tym poemacie mamy nie tylko żeńskie cezury, ale i rymy także. Rytm jest o wiele 
lepszy, niż w Boecyuszu — postęp mdoczny. Strofy są zawsze z pięciu wierszy i zawsze mo- 
norymowe. 

Sławny poemat o Rolandzie ułożony jest także w wierszu dekasylabicznym. Na próbę 
kilka początkowych jego wierszy z pierwszej tyrady przytaczam: 

Carles li Reis , nostre emperere magnes 
Set anz tuz pleins ad estet en Espague : 
Tresąuen la mer cunąuist la terre altaigne. 
N'i ad castel qui derant lui reraagnet , 
Murs ne citet n'i est remes a fraindre 
Fors Saraguce, qu'est en une montagne ....*) 

Już w średnich wiekach utraciwszy pierwszeństwo na rzecz aleksandrynu, od czasu re- 
nesansu dekasylab jeszcze więcej zaniedbany został, utrzymując się tylko w listach, satyrach, 
epigramach, w ogóle w poezyi poufałej. Nawet poeci wieku dziewiętnastego nie używają go 
często, z wyjątkiem Berangera, który go niejako na nowo do liryki wprowadził. Nie ma on 
wprawdzie majestatycznej wspaniałości aleksandrynu, natomiast posiada w porównaniu z nim 
więcej żywości , jako krótszy, w porównaniu zaś z wierszem ośmiozgłoskowym więcej charakteru 
i powagi. Charakter jego rytmiczny spowodowany jest stałą cezurą, która go dzieli na dwie 
nierówne, a zarazem wyraźne części. Wszystkie poprzednie wiersze miały tylko jeden akcent 
stały na końcu wiersza, dekasylab ma ich dwa, na czwartej i dziesiątej zgłosce, przez co swo- 
boda akcentowania jest w nim więcej ograniczoną, ale zarazem charakter wyraźniejszy. Zdaniem 
naszem jest on jedną z najlepszych form wierszowych romańskich, do epopei i dramatu bardzo 
odpowiednią. W" ti-agedyi francuskiej nie ma go wcale, chociaż tutaj byłby o wiele stósowniej- 
szjm, niż np. ośmiozgłoskowy wiersz w liiszpańskiej i mógłby być w scenach żywszych uży- 
wanym obok aleksandrynu. To też rzeczywiście znajdujemy go w komedyi, mianowicie u Voltaire'a. 

Druga forma dekasylab u prowensalsko-francuskiego powstała z poprzedniej, przez 
odwrócenie jego części , tak że przed cezurę przypada zgłosek sześć , po cezurze cztery. Mo- 
żnaby ją odnieść nawet do tegoż samego trimetru daktylicznego hyperkatalektycznego, w którem 



*) ed. Koscbwitz. Tlomaczenie :■ Dobry był świat za czasów starodawnych , ponieważ wiara tam była, sprawie- 
dliwość i miłość; była ufność także, która dzisiaj na niekorzyść wycliodzi. Wszystek się zmienił, utracił swoją barwę, 
już takim nigdy nie będzie, jakim był za praojców. (Poeta mówi o czasach Noego i Abrahama). 

') La Chanson de Roland ed. Lćon Gautier. 

Król Karol , nasz wielki imperator, całych lat siedm pozostawał w Hiszpanii : aż do samego morza podbił 
wysoką ziemię. Ani jeden zamek nie ostał się przed nim, ani jeden mur, ani miasto nie zostało do zburzenia, z wy- 
jątkiem Saragosy, która jest na górze położona .... 



PORÓWNAWCZK BADANIA NAD EYTMKM 1 RYTMAMI. 193 

zdarza się koniec wyrazu po z<!;ło8ce szóstej, np. Non peneirahltur - interior , albo: Pax datur 
artuhus - ezanitnis ; A.rc jacentia - sub gelido ; Quam memoralńlis - amtiis Ana ; podobnych wierszy 
więcej jeszcze znajdzie sic u Prudencyusza : Cathemerinon X, Peristeplianon III, obie formy bo- 
wiem znajdują sic równie często : z końcem wyrazu po czwartej i po szóstej zgłosce. Wszelako 
rytm na podobieństwo tej ostatniej utworzony , nie będzie or^^anicznym , prawidłowym , lecz sa- 
mowolnym i osobliwym raczej, jeżeli go użyjemy w większym utworze. Forma jego jest nawet 
zasadniczo błędną z powodu następującego: pauzy wierszowe, tak wewnętrzna, jak końcowa, 
mają dać sposobność do oddechu , otóż z natury rzeczy wynika, aby krótsza pauza wewnętrzna 
następowała po krótszej części wiersza, dłuższa po dłuższej. Ztąd też cezura powinna dzielić 
zawsze wiersz w ten sposób, aby dłuższa część jego stała na miejscu drugiem. Gdy wiersz jest 
długi, a części jego mało się różnią od siebie, jak np. w naszym wierszu trzynastozgłoskowym 
(7—6) wtedy wykroczenie przeciw tej naturalnej zasadzie, które i tutaj zaletą nie jest, wystę- 
puje mniej rażąco, inaczej atoli w dekasylabie z podziałem 6 — 4. 

Wiersz dziesięciozgłoskowy tego właśnie układu znajdujemy użyty w epopei prowensal- 
skiej z dwunastego wieku: Gikakd de rossilho, nieznanego autora: 

Vecvos per miei Testom — lo villi Draugo w_^_^_ w_w_ 

Lo paire don Girart — Tońcie Folco ; ^_^_^_ll_^w._ 

E sis el chaval bai — qu'ac de Muco, ^_^- — H^-^^ 

Ac vestit un ausberc — gran fremilo ^w_^^_|i_^^ _ 

Qu'issi de la fornatz — Espandrago -_-.„w-]|_ww_ 

Onąues per negun arma — falsatz no fo . . . . - _ - - .. _ (^) || - _ - _ 

Vecvos lo duc Teiric — del renc partit ^--_-._||^_^_ 

Peset li del outratge — qu'el a auzit , _ w ^ - ^ _ (w) || — - - 

E sis el alferan — almoravit , ^_-.^^_il^-^^_ 

E ac de bonas arnias — son cors garnit , ^ _ ^ _ w _ (.^) : w _ ^ _ 

E venc los sautz menutz — pel prat florit; ^_^_^_||w_w_ 

Siei ome lo segueren — que son ardit. ^ _ w .- ^ _ (,^)|1 ..- _ ^ _ *j; 

Z francuskich epopei tylko Aiol et Mirabel napisana jest w t}'m wierszu , który się w tej 
literaturze znachodzi niekiedy nawet w romancach lub pastorelach , np. : 



^) Girartz de Rossilho. hgb. von Konrad Hofmann. v. 1909 — 14; 1936 — 41. Tłomaczenie : 
Oto macie wśród walki starego Draugona , 
Ojca pana Gerarda a wuja Fuli?ona, 
Dosiadł gniadego konia, ma go od Mukona. 
Długa jego z łańcuszków zbroja jest zrobiona, 
Z kuźni wyszła sławnego z Aix Espandragona , 
Nigdy żadną nie była bronią uszkodzona .... 
Oto patrzcie kniaź Teiric z rzędu się wyrywa, 
Usłyszał on obelgę , ciężko ją odczuwa , 
Siedzi na arabczyku, w broń się opatrywa, 
W drobnych skokach po łące kwiecistej posuwa 
W ślad za nim ludzie jego, pomoc mu z nich bywa. 
Wiersz nasz ma niestety zgłosek trzynaście. 

Wydz. filoz.-histor. T. VII. 25 



194 DE. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

Loli saniedi a soir — fat la semaine 
Gaiett^ et Oriour — serors gerniaines 
Main et niain vont baignier — a la fontaine. 

Vaiite Torę et li raim crollent, 

Qui s'entraiment soueif dorment. ') 

Odmiennego jest pochodzenia trzecia forma francuskiego dekasylabu z cezurą 
po piątej zgłosce, dzielącą go na dwie równe połowy. Wywodzi się ona z anapestycznego te- 
trametru brachychatalektycznego , który miał wyraźną pauzę, po niej zaś zawsze pięć zgłosek 
(daktyl z trocliajem), podczas kiedy przed pauzą obok formy pięciozgłoskowej bywała i ścią- 
gnięta. Normalną jego objętością jest zgłosek dziesięć, znamienną cechą pauza przed szóstą 
zgłoską , np. Deus ignee — /ons animarum. 

Miłym był ten r3^tm Rzymianom (anapaestica dulcia metra), często też w ludowych 
pieśniach romańskich się pojawia, przez co znów uwydatnia się związek jednej rytmiki z drugą, 
łatwo bowiem być może, że forma tego wiersza z rzymskich jeszcze czasów tradycyjnie przeszła 
do romańskich. Znachodzimy dekasylab tej budowy bardzo często w romancach i pasturelach, np.*) 

Quant vient en mai que rosę est panie. 

Je Talai coillir per grant druerie. 

En pouc d'oure oi une voix serie 

Lonc un vert boscet prfes d'une abiete. 

Je sent les douls mals leis ma centurete 
Maldis soit de deu qui me fist nonete. 

Treść tej strofy i forma rytmu jest tego rodzaju , że możnaby ją dać jako przykład lu- 
dowej pieśni, tymczasem mamy w niej znamię bardzo rafinowanej sztuki w tem , że rym osta- 
tniego wiersza strofy nie wiąże się z poprzedniemi , lecz z rymem lefrenu , co nie jest ani na- 
turalnem , ani przyjemnem , a powtarza się w każdej strofie. 

Najstarszy datowany przykład tego wiersza pochodzi z wieku trzynastego i znachodzi się 
w Boman de la Yioletłe przez Gibert'a de Montreuil, w wieku szesnastym znany sekretarz kró- 
lowej Małgorzaty z Nawarry, Bonawentdea des Periees nazwał go wierszem en taratantara. 
Później został zaniedbany, aż dopiero poeci wieku dziewiętnastego: Wiktor Hugo, Alfred de 
Musset, Augustę Brizeux, Th. de Banville, Lecoute de Lisie, chętnie używać go poczęli. Na- 
stępna strofa jest z poematu Teofila Gautier: Pendant la tempete: ') 

La barąue est petite | et la mer immense. 

La vague nous jette | au ciel en courroux, 

Le ciel nous renvoie | au flot en ddmence: 

Prfes du mat rompu \ prions k genoux! 



*) Alfranzosische Romanzen und PastoureUen p. 8. Zobacz jeszcze p. 184, 185, 242. 
W sobotę wieczorem po tygodnia znoju, 
Gaietć, Oriour wiodą się w pokoju 
Siostry bratanice kąpać się do zdroju. 

Wiatr podmuchuje, liście się ruszają, 
Słodki sen mają, którzy się kochają. 
') Alfranz. Romanzen i t. d. p. 28, nadto 82, 104 i t. d. 
°) Lnbarsch: Franzosische Yerslehre 172. 



PORÓWNAWCZE BĄKANIA NAD RYTMKM 1 HYTMAMI. 195 

Z charakteru fraiu-uskicy rytmiki wypływa , żi; w każdej połowie wicrnza niainy jaiiil) 
i anapest, nie licząc, rozumie się, żeńskiego rymu. 

Karol Bartscli wywodzi ten wiersz dziesiociozf-łoskowy (5 — 5) z keltyckiej literatury, 
oświadczając, że podobnych wierszy łacińskich niema 'j. Przeciw Bartschowi zauważył Arbois 
de Jubainville, że w literaturze keltyckiej, irlandzkiej, znachodzi się wiersz ten dopiero w wieku 
trzynastym , mógł więc być przejęty z romańszczyzny, tutaj zaś wykazałem , że forma łacińska 
z której go wywieść można, rzeczywiście istnieje w metrum anapestycznem. 

W jednej jeszcze postaci pojawia się dekasylab francuski, cłiociaż bardzo rzadko, jak 
np. u Chastelaine St. Gile: 

Acolez moi et besiez douccment , 

Qnar li maus d'amer me tient joliement. 

Wiersze te albo wcale cezury nie mają , ałbo znajduje się ona po zgłosce siódmej, co także 
zdarza się w trimetrze daktylicznym , jak np. u Prudencyusza: Fulsit in aureołis — raj) idus albo : 
Caedilus ut pecudum — Jiheat i t. d. Dziwne jest urojenie Bartsclia , który owe ostatnie wiersze 
francuskie uważa jako jedenastozgłoskowe, kiedy przecież takie, nawet mając męski rym i męską 
cezurę, najmniej powinny liczyć zgłosek jedenaście, nigdy dziesięć. 

W tycli czterech tedy formach znajdujemy rytm dziesięciozgłoskowy w literaturze jno- 
wensalsko-francuskiej : z cezurą po czwartej, po piątej, po szóstej zgłosce i bez cezury. Dwie 
pierwsze formy są główne i stałe, dwie di'ugie sporadyczne. Wszystkie odnoszą się do dwu tri- 
metrów hyperkatalektycznycłi : anapestycznego i daktylicznego, których budowa często tego jest 
rodzaju, że jednego od drugiego nie zawsze odróżnić łatwo. Chwiejności form romańskich od- 
powiada niestałość form metrycznych łacińskich , jeden poeta wybrał sobie za wzór ten , drugi 
ów układ łacińskiego metrum. Ta rozmaitość może być właSnie nowym dowodem , że jedne do 
drugich istotnie się odnoszą. Jeżeli zaś z tych czterecli form dwie wzięły przewagę , przypuszczać 
można, że w mełodyjach rytmu daktylicznego przeważała pauza po czwartej, anapestycznego po 
piątej zgłosce, rytmy bowiem zawsze były śpiewane. 

Wiersz jeden astozgłoskowy napotykamy po raz pierwszy u najstarszego truba- 
dura prowensalskiego Guillaume'a hrabiego de Poitiers w postaci następnej : ^) 

Compaigno | non posc | mudar | qu'eu nom | esfrei 
De nove | las qu'ai | auzi | das e que vei, 
co daje schemat rytmiczny: 

Znowuż tedy mamy jamby, anapesty, paony, stopy nam już znane. Tutaj także w miejsce 
anapestu może stanąć stopa kretycka, w miejsce paonu clioriamb, innych zaś w ogóle rytmika 
prowensalsko francuska z wytłomaczonego już powodu posiadać nie może. 

Wiersz ten nie był nigdy użyty w epopei prowensalskiej ani francuskiej, dla tego też 
Leon Gautier o nim nie mówi, zdaniem Diez'a atoli posiada on cezurę po zgłosce siódmej 



») Zft fur romau. Philologie T. II. 

') Romania IX. 177, 191. 

') Mahn: Towarzyszu, nie mogę inaczej, ale się obawiam, z powodu nowin, które słyszałem i które widzę. 



196 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

(męską), lub ósmej (żeiiską), a pochodzi z tri metru katalektycznego. Diez może mieć na myśli 
tylko trimetr jambiczny, który miał zwykle cezurę po piątej zgłosce. Widzieliśmy też wyżej, 
że Diez co do pochodzenia każdego z wierszy romańskich ma zazwyczaj kilka przypuszczeń, 
to też i tutaj (1. c. 123) mniema, żo wiersz jedeuastozgłoskowy mógł powstać z dziesięciozgło- 
skowego , ale z tej jego odmiany, która ma cezurę po szóstej zgłosce. Otóż przedłużony ten 
wiersz o jedne sylabę miał dać wiersz jedenastozgłoskowy. Przyzna każdy , że w ten sposób 
każdy wiersz z każdego innego wywodzić można, zwłaszcza, jeżeli się, jak Diez, nie zważa na 
to, że cezura w dekasylabie jest po szóstej , w hendekasylabie zaś on sam ją po siódmej lub 
ósmej przyjmował. Bartsch, zdanie Dieza co do miejsca cezury hendekasylabu podzielając, 
oświadcza jednak , że wiersz mający przed cezurą siedm zgłosek jest zupełnie czemś innem, 
jak ten, który ma sześć zgłosek, ponieważ w wierszu romańskim, który liczy sylaby, każda 
z nich jest czemś istotnem i ważnem. Trafne te słowa należy sobie spamiętać i do własnych 
Bartscha zastosować poglądów, z tym jeszcze dodatkiem, że właściwości cezury romańskiej są 
również rzeczą bardzo istotną '). 

Jalckolwiek hendekasylab nie należy do wierszy w prowensalskiej i francuskiej literatu- 
rze często używanych , to jednak oprócz hrabiego de Poitiers, ma go Marcabrun, Bertran de 
BoRN, dalej Augier, Auzer Figueira i Aimeric de Peguillan w tenzonie, B,aimbaut d' Au- 
RANGE, Raimon de Tors, Uc de St. Cire w pieśni do tańca. Są to trubadurowie prowensalscy 
u których , jak to wyżej widzieliśmy, nauka była podstawą tworzenia. W starofrancuskiej zaś 
poezyi hendekasylab pojawia się w bezimiennych często pastorelach , których artystyczne po- 
chodzenie mimo to ze względu na formę całą i na wiersz jest rzeczą pewną. 

Bartsch tedy przytacza najprzód przykład typu z cezurą męską i rymem męskim, który 
znajduje w następnej zwrotce pieśni do tańca (balady), trubadura Uc de St. Cire: ■) 

Una danseta voill far jogan rizen, 7 -ł- 4 

De ma vida, cui deus gar son gentil sen, 7+4 

Aąueill farai alegrar son cor dolen, 7+4 

ab dous chan; 3 

en dansan 3 

voill que s'anes conortan 7 

baratan 3 

e trichan 3 

las domnas e galian * 7. 

Nie przeczę, że trzy pierwsze wiersze możnaby uważać jako jedenastozgłoskowe, gdyby 
nie miały rymu wewnętrznego (far, gar, alegrar), który je na dwa rozdziela, wtedy zaś mo- 
głyby to być wiersze przeszczepione , empeutatz , ale uzupełniające się do całości. Rym we- 
wnętrzny chętnie umieszczano w cezurze, to prawda, ale nie zawsze, jak to widzieliśmy na ryt- 
mach łacińskich i jeszcze na romańskich zobaczymy. Uczy nas atoli Moliuier, że w pieśniach 
do tańca nie wolno było używać wierszy dłuższych nad oktosylab, najczęściej zaś tu używano 



*) Zob. Ein keltisches Yersmass in Provenzalischen und Franzos. Zft. fiir. rom. Phil. II. 195 — 219. 
') Bartsch. 1. c. Zatańczyć chce śmiejący się młodzieniec, 

na życie moje, któremu niech Bóg prawość zachowa, 

ja rozweselę jego serce zbolałe słodkim śpiewem; 

chcę aby się rozweselił tańcem, łudząc, zwodząc panie i oszukując. 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMIOM I RYTMAMI. 197 

owego nietnim clioriacum, wiersza sic(liiuozf,4oskowego. \Vi(k)cziue i w tej baladzie wiersz sied- 
iniozgloskowy jest głównym, a wszystkie inne nie są przeszezepioneini , lecz przyłamanenii wier- 
szami, biocatz , czego liartsch nie rozpoznał. 

Przykład typu z rzeltomą męską cezurą a rymem żeńskim mamy w wierszach następnych : 
Un sirventes non voiil far | en rim estraigna 
D'nn fals coronat d'Urgel | cui deus contraigna 
Que porta major martel | d'un mul d'E8pagna. 'j 

Tutaj istotnie z powodu rymu żeńskiego wiersz narasta o jedne zgłoskę, tak że liczy 
ich 12. WpraAvdzie po zgłosce siódmej mamy koniec wyrazu wszędzie, ale czy poeci prowen- 
salscy istotnie myśleli tutaj o cezurze , o tem możemy się dopiero przekonać z takich wierszy, 
któreby podług Bartscha miały cezurę żeńską , wtedy bowiem także wiersz o jedne zgłoskę wy- 
żej liczyć powinien. Oto przez Bartscha wybrany przykład typu z cezurą żeńską: 

Dos cavals ai a ma selha | ben e gen. 

Widzimy, że mimo żeńską cezurę (rym jest męski), wiersz liczy tylko zgłosek jedenaście, 
to znaczy, że nie ma cezury, z czego wnosić możemy, że także poprzednie jej nie mają. W każ- 
dym dłuższym wierszu bywają pauzy syntaktyczne , które nie zawsze są cezurami. Późniejsza 
umność rymotwórcza lubiła wprawdzie zdobić prawdziwe cezury rymami, ale zwyczaj ten dalej 
poszedł i każdą stopę rytmiczną naznaczał rymem , jak np. w następnym hendekasylabie Mar- 
cabruna . 

En abriu s'esclairoil riu contral pascor ^), albo Rairabaufa d'Aurange : 
Aissi mou un sonet nou on form e tatz 
Chanson len . . . . 'j 

A qui mieux mieux; trubadur Serueri nie już tylko każdej stopie rytmicznej, ale każdemu 
wyrazowi w hendekasylabie rymować kazał , nie powiększając przez to wcale swego wiersza. 

Tans afans pezans e dans tan grans d'amor. 
Rymy takie nie świadczą tedy za cezurą, ale przeciw niej. 

Te same błędy popełnia Bartsch przy rozważaniu wierszy w starofrancuskich pastorelach, 
które albo są rzeczywiście jedenastozgłoskowe, albo bez cezury, np. 
L'autrier tot seus chevanchoie mon chemin, 
A rissue de Paris par un matin 
Oi damę bele et gente en un gardin 
Ceste clianson noter . . . *) 
,Darae qui a mai mari 
S'el fet ami 
N'en fet pas a blasmer. 



•) Bartsch 1. c. Nowy siryentes zamyślam ułożyć w rymie niebywałym: Na wiarołomnego koronata z Urgel, 
którego niech Bóg ukarze, aby cięższy miot (utrapienie) nosił, aniżeli muł Iiiszpański. 

') W Kwietniu rozweselają się rzeki , ku Wielkiejnocy. 

') Otóż zaczynam nowy sonet, w którym złożę i zamknę piosnkę łatwą. . . 

*) Niedawno sam jeden jechałem konno moją drogą , gdy poza Paryżem o ranku usłyszałem ładną i miłą panią 
w ogrodzie nucącą pieśń następną: żona złego mająca męża, jeżeli sobie zjedna kochanka, nic nagannego nie czyni. 



198 DR. MAKSTMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

albo też są heptasylabami z dodatkiem wierszy przyłamanych trzyzgłoskowych , tak że razem 
tylkoby dekasylab złożyły, np. 

L'autre jour moi chivachoie, si pensoie 

D'amours qui m'ont en prison 
Et trovai en mi ma voie, gardant proie, 

Marion et Robesson. 

Pewną tedy jest rzeczą , że łiendekasylab prowensalsko-francuski rytmicznej cezury nie ma. 

Wiemy już z pierwszego rozdziału tej pracy, że Bartsch uwziął się wywodzić wiersze 
romańskiego z keltyckiego , zkąd też ów łiendekasylab z cezurą po siódmej (8ej) zgłosce ma 
pochodzić. Zdaje mu się bowiem , że u keltyckich autorów łacińskich znalazł rytmiczny hende- 
kasylab tej samej budowy. Wykazaliśmy w części poprzedniej tych poszukiwań , że to nie zgadza 
się z prawdą , tutaj zaś rytmika romańska nasze zapatrywania zupełnie potwierdza. Jak wszystkie 
inne wiersze romańskie wywodzi się i ten z metryki starożytnej za pośrednictwem rytmiki ła- 
cińskiej, gdzie znajduje się istotnie hendekasylab bez cezury, hendekasylab falecki. 

W wieku szesnastym, w czasie renesansu, jęto się tworzyć za przykładem Ronsarda 
ody w strofach saficznych. Użyto do tego hendekasylabów, które tutaj otrzymały stałą cezurę po 
zgłosce piątej. Rytm tych wierszy nie naśladował stóp saficznego hendekasylabu '), tylko zawi- 
słym był od owej zasadniczej reguły francusko-prowensalskiej rytmiczności wierszowej, aby piąta 
i jedenasta zgłoska były akcentowane. Dzielił się tedy każdy hendekasylab na część pięcio 
i sześciozgłoskową ; w pierwszej znajdziemy zawsze jamb i anapest (creticus) , w drugiej dwa 
anapesty, lub jamb z paonem. Przytaczamy jedne ze strof takich z ody Mikołaja Rapin na śmierć 
Ronsarda, oznaczając samogłoski akcentowane odmiennym drukiem: 

Lui qui peut des morts | rallumer le flambeau , 
Et le nom des Rois | rćtirer du tombeau , 
Imprimant ses vers | par un art maternel 
D'un stile ćternel .... 

W wieku siedmnastym i ośmnastyra wszelkie henddkasylaby tak bez cezury, jak z cezurą 
poszły w poezyi francuskiej w zaniedbanie, dopiero w wieku dziewiętnastym Ackermann radził 
używać ich do tłomaczeń z włoskich ottave rime, jednak bez skutku. Z młodszych poetów uży- 
wał go tylko Th. de Banville ^) w wierszach tej samej, co Rapin'a, formy. 

Wiersz dwunas tozgłoskowy ma w poezyi prowensalsko-francuskiej zawsze cezurę 
po zgłosce szóstej i nie pojawia się tutaj w formie innej. Jest on najważniejszym ze wszystkich 
rytmów, od czasu bowiem pierwszego swego pojawienia się w epopei: Yoyage de Charlemagne 
a Jemsalem et Constantinople zajął w wyłączne posiadanie nie tylko epopeję , ale i dramat, a na- 
wet w liryce najchętniej jest używanym aż do dzisiaj. Zwie się aleksandrynem , jak przypusz- 
czają , od poematu o Aleksandrze, czyli Roman d'ALiXANDRB, zaczętego przez Lambert'a li Toes, 
skończonego przez Alexandra de Behnay, w wieku dwunastym. Inna jego nazwa jest vers 
heroigiie. 



*) W stopach, naśladujących starożytne, pisano hesametry i dystychy elegiaekie. 
2) Lubarsch, 1. c. 174—5. 



rOltÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM I RYTMAMI. 199 

Wiemy już, że Diez cliciałby go z seiuiru wywodzić. Zdanie to j)rzyjął Bartsch 'j, nie 
pomnąc, że cezura w sonarze jest zawsze albo po piątej, albo po siódmej zj^łoscc, nie zgadza 
się tedy z cezurą alcxaiidryiui i przypuszczenie to obala. Leon Gautier był pierwszym, który 
na wiersz asklepiadejski mniejszy jako na wzór alexaii(lryiiu wskazał ^). Bartscli sprzeciwił sie 
temu przypuszczeniu z tego powodu, że, zdaniem jego, metrum asklepiadejskie zbyt mało było 
używanem, w czem się mylił, wykazaliśmy bowiem w części poprzedniej, że mamy je u Pru- 
dencyusza, Hrabana Maura, Wahilifrida Strabona, do których jeszcze świętego Sewera dodać 
należy. Nie jest bez znaczenia, że lioracyusz użył go w dziesięciu odach, popularyzując go 
przez to niejako, oraz że Seneka ma go w chórach tragicznych. 

Ktoby chciał akcenta przyjąć jako konstytiitywny czynnik rytmiczny, ten znalazłby się 
w kłopocie w obec wszelkich wierszy metrycznych łacińskich , jak np. w obec następnych askle- 
piadejskich Horacyusza: 

O navis referent in marę te novi 
fiuctus? O quid agis? fortiter occupa 
portum .... 

Porównywając bowiem odpowiadające sobie części tych wierszy, jak np. wdyi, ócciipa; albo: 
o ndvis, fiuctus; albo in mdre. fortiter i widząc zupełną niezgodność akcentów, należałoby po- 
wiedzieć, że one wcale nie są rytmiczne, gdy tymczasem one nie tylko są rytmiczne, ale nawet 
metryczne, co znaczy: rytmiczne z dodatkiem iloczasowej ścisłości. Odejmując tedy metrom ilo- 
czasową ścisłość, otrzymujemy rytmy z iloczasową swobodą , ale jak w metrach nie było stałego 
porządku akcentów, tak i w rytmach być ich nie potrzebowało. 

Począdek owego najstarszego poematu w aleksandrynach jest następujący : 

Un jorn fut li reis Charles al saint Denis mostier, 
Reprise out sa corone, en croiz seignant son chief, 
Et ceinte s'espee, dont li ponz fut d'or mier. 
Dus i out et demeines, barons et chevaliers. ') 

Już w dwunastym ł\ieku używa Audefrois li Bastars wiersza tego w romancach. 

W pierwszym przyliładzie wszystkie wiersze mają cezurę żeńską , rym męski , w drugim 
naodwrót, rym jest żeński, cezura męska. Ale bywają wiersze z cezurą i rymem żeńskim na 
raz , np. w trzynastej strofie tej samej romancy : 

Trois ans fu la pucelle en la tor enserree 
Son dous ami regrete dolente et esploree. 



') Revue critiąue 1866 nr. 62. 

") Les epopćes francaises I. 310. 

') Podług wydania Koschwitza: Alfranzosische Bibliothek II. 3 ; w drugim jednak wierszu odstępuję od jego 
festu, dając zamiast: Prise rout sa corone — Reprise auł sa corone. Redakcyja prof. Koschwitza dałaby łacińskie: 
prehensam rehabuił suam coronam, nasza zaś: reprehensam habuit suam aoronam. Rękopis ma: reout prise sa co- 
rone, czego zostawić nie można, ponieważ liemistycłi zawierałby jedne zgłoskę nadto. Aby ją usunąć, ściąga Koscli- 
witz reout (re-habuit) w rout^ co daje formę niezrozumiałą i nieużywaną, lepiej usunąć ją przez elizyą w rozziewie 
dając re-prise. Tłomaczenie: Pewnego dnia znajdował się król Karol w klasztorze St. Denis, nałożył napowrót ko- 
ronę, krzyżem znacząc głowę swoją, przypasał miecz, którego nagłówek był ze szczerego złota. Byli tam książęta 
i panowie, baronowie i rycerze. 



200 BR. MAKSYMILIJAN KAWCZYNSKI. 

„He dous amis", fait el, com loiigue demouree ! . . . . 
Te aleksandryny zawierają przeto po zgłosek czternaście. 

Ponieważ każdy aleksandryn dzieli się na dwie równe połowy, a każda połowa kończy 
się zgłoską akcentowaną, przeto też każda z nicti może zawierać te same stopy, to jest trzy 
jamby, albo dwa anapesty (stopy kretyckie), albo też jamb z paonem (choriambem), które też 
wszędzie znajdujemy. Wielka ilość partykuł i form złożonych w języku fi'ancuskim sprawia, że 
niekiedy napotykamy całe sześciozgłoskowe hemistychy o jednym tylko akcencie, np. ne m'avez 
vous 'pas (lit I (jue vous Je haissies? albo: qne je n'en allmnal, albo: que tu ne me detestts. Inną 
znowu budowę rytmiczną przybiera w^iersz, gdy pierwsza zgłoska silny nosi akcent, np. loin 
de le mepriser, albo : oui , c'est Agamemnon. W takich wierszach trzeba przyjąć istotnie połą- 
czenie spadającej stopy z rosnącą np. - w w | w w _. Niekiedy znowu zdarzają się dwa akcenta 
jeden po drugim , np. łe sAng de vos rois cne | et n'est point ecoute , albo : cette fermete rare; qui 
vous surprendra. fort: ne seraient-iłs point cB\\x; ne rienne attaąuor Dieu; w takich razach wiersz 
przedłuża się nieco , a zarazem poprzedni akcent ti'aci nieco na rzecz następnego , poddaje mu 
się niejako , co tem łatwiej się staje, jeżeli następujący akcent należy do wyrazu logicznie wa- 
żniejszego. W każdym razie takie wiersze są wyjątkowe, rytmicznie mniej dobre i zdarzają się 
najczęściej w poezyi dramatycznej, w której wiersz ten już od wieku szesnastego panuje prawie 
wyłącznie. Jak on się tutaj przedstawia, uwydatni nam następny przykład z tragedyi Antigone 
Roberta Garnier, jednego z poprzedników Corneille'a '): 

Tol, qui ton pere aveugle | et courbe de vieillesse 
Conduis si constamment, ] mon soutien, mon adresse, 
Antigone ma filie, | hćlas, retire toi , 
Laisse moi malhereux | soupirer mon ^moi 
Vaguant par ces dćserts : | laisse moi je te prie 
Et ne va malheurer | de mon malheur ta vie. 
Ne consomme ton age | d. conduire mes pas: 
La fleur de ta jeunesse j avec moi n'use pas , 
Retire-toi ma filie. 

Zaprzeczyć się nie da, że wiersze te mają dużo swobody, to też wykraczają one prze- 
ciwko formie, jaką później Malherbe i Boileau aleksandrynowi nadali. Na czem ta swoboda po- 
legała, wyjaśnimy w rozdziale następnym, tutaj przytoczmy jeszcze kilka wierszy prawidłowych 
szkoły klasycznej ^) : 

Cest en vain qu'au Parnasse | un tćmćraire auteur 

Pense de Tart dts Vers | atteindre la hauteur, 

S'il ne sent pas du Ciel | Tintluence secrśte , 

Si son astrę en naissant | ne Ta formę poetę. 

Dans son gćnie ótroit | ił est toujours captif , 

Pour lui Phćbus est sourd, | et Pćgase est rdtif. 
Wzór ten obowiązywał w całym ciągu panowania szkoły klasycznej ; dopiero pod koniec 
wieku ośmnastego Andke Chenier powrócił do dawnej formy, więcej jej nadając jeszcze dowol- 
ności, niż miała kiedykolwiek, co z następnego przykładu poznamy: 



*) Robert Garnier: Les Tragćdies. hgb. von Wendelin Foerster. Tom III — VII. Daję pisownię dzisiejszą. 
') Boileau: TArt poćtiąue, Chant premier 1 — 6. 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM I RYTMAMI. 201 

Conuiiciicons i)Jir los Dieux: | souveram .hipiter, 
Soleil qiii vois, enteiuls, connais tout; et toi, mer, 
Fleuvcs, terre et iioirs Dieux \ des yen^eancos trop lentes, 
Salut ! venez k moi | ile TOlympe liabitantes, 
Muses; voii8 8avez tout, | vous, Ddesses; et nous, 
Mortels, ne savons rieii, \ qni ne vieiiiie de vous. 

Te właśnie formę przyjęła cała szkoła romantyczna, swobodę w budowie tego wiersza 
doprowadzajłjc do ostatniej granicy przez to, że zmienia miejsce cezury ; jali np. w następnych 
wierszach Al. Soumeta: 

Qui, disait Tune c'est notre douce patronne, 
La sainte du berceau, | l'ange des coeurs souflfrantes. 
Oh ! venez sous mon toit \ gu^rir mes vieux parentes 
Qui sont malades. | L'autre en souriant la prie... 

W pierwszym i czwartym wierszu mamy cezurę po zgłosce piątej. Dążność do zrefor- 
mowania alexandrynu, do usunięcia jego rzekomej monotonności poszła o jeden jeszcze krok 
dalej, dając mu dwie cezury po każdej czwartej zgłosce. Takich wierszy radzi używać H. Fe. 
Amiel, sam pierwszy tego dając przykład: 

A mon appel | accourez tous, i fils des savanes ! 
Levez les yeux, | voyez la hine | et son halo. 
A nous la proie | en Tabondance | et nos cabanes ! 
Devant la flfeche, | en vain fuira | le buffalo. 

Akcentowego spadku tych wierszy ganić nie można, przeciwnie, nazwać go trzeba ładnym, 
pełnym żywości. Trzy stałe miejsca z obowiązkowym akcentem utrudniają jego budowę, czyniąc 
ją zarazem więcej artystyczną. Każde cztery zgłoski tworzą niejako jedne stopę, najczęściej 
paouską lub choriambiczną, lub też dijambiczną, rzadko jońską a minore, zawsze atoli z akcen- 
tem na czwartej, co nadaje temu wierszowi rytm najbardziej równy pomiędzy wszystkimi wier- 
szami francuskimi. Następstwem tego z drugiej strony byłaby w dłuższym ciągu znowu wielka 
jednostajność. W każdym razie atoli wiersz Amiela nie jest już aleksandrynem, tylko nowym 
rodzajem dodeka-sylabu, wywiedzionym z wiersza aleksandryńskiego. Mamy tutaj sposobność przy- 
patrzenia się. jak umysł ludzki, tworząc nową formę sztuki, wywodzi ją z dawniejszej, do niej 
najwięcej podobnej. Drugą jeszcze możemy zrobić uwagę: forma dodekasylabu Amiela jest este- 
tycznie ładną, przyjemną, a jednak dotąd nie przyjęła się, nie wyparła aleksandrynu. Dlaczego? 
Dla tego, że umysł ludzki silnie się trzyma i czci formy historyczne, długich wieków tradycyją 
uświęcone. Jeżeli więc aleksandryn już w wiekach średnich doszedł do znaczenia i godności 
wiersza lieroicznego, stało się to nie tylko dla tego, że jest sam w sobie rytmicznie pięknym, 
ale zarazem dla tego, że się wywodzi z wspaniałego metrum asklepiadejskiego. 

Wiersza trzynastozgłoskowego nie posiada ani starofrancuska ani staroprowen- 
salska literatura, w czem możemy upatrywać nowy dowód na to, że łaciński wiersz trzynasto- 
zgłoskowy, który jak wiemy, pojawił się dopiero pod koniec dwunastego wieku, powstał z fran- 
cuskiego aleksandrynu. Później wprawdzie Scarron takie wiersze układał np. : 

Jetons nos chapeaux jj et nous coiifons de nos serriettes 

Wydz. filoz.-histor. T. VII. 26 



202 DR. MAKSYMILIJAN KAWOZYŃSKI. 

a naśladowcę znalazł dopiero u Bdrangera, i u dekadentów. •) W wierszach tych, podrzędnego 
zresztą znaczenia, i nie ustalonej formy rytmicznej, cezura pojawia się to po zgłosce piątej, 
to po siódmej, jak u B6-angera, u dekadentów po piątej, szóstej lub siódmej. 

Wiersz czternastozgłoskowy należy do dość rzadkich w rytmice romańskiej. 
Znajdujemy go wprawdzie już u hrabiego de Poitiers, ale tylko jako wiersz trzeci w strofie 
z wierszy jedenastozgłoskowych, np. : greu veire3 neguna garda \ que ad oras non somnei; albo: 
chasais beuri ans de Vaiga \ ques laisses niorir de sei. Do przytoczonych wyżej wierszy jedena- 
stozgłoskowych należy wiersz : qu'una domna ses clamada \ de sos gardadors a mei, *) ale lepiej 
będzie, gdy całą taką strofę przytoczę, której forma miłą była owemu najstarszemu trubadurowi, 
kiedy jej w dwu utworach używa. 

Corapanho farai un vers covinen 
Et aura i mais de foudatz no y a de sen 
Et er totz mesclatz d'amor e de joi e de joven. ') 

Jeżeli następną zwrotkę pieśni ludowej można uważać jako ułożoną z wierszy czterna- 
stozgłoskowych, na co rym wskazuje, to pochodzenie tego wiersza z podwójnego heptasylabu 
żadnej nie ulega wątpliwości: 

J'ai un long voyage a faire je ne sais qui le fera; 
Si je rdis k Talouette Talouette le dira; 

La violette double-double la violette doublera. 

Hemistychy każdego wiersza śpiewają się tutaj podług tej samej melodyi, a więc są 
tylko powtórzeniem formy siedmiozgłoskowej. W obec tej samej niepewności znaleźliśmy się 
przy łacińskich rytmach czternastozgłoskowych. Widocznie jedne pochodzą z drugich, że zaś 
siedmiozgłoskowe w postaci dimetru katalektycznego, lub metrum ferekratejskiego są starsze, 
przeto z nich czternastozgłoskowe wyprowadzać trzeba. Zapatrywanie to potwierdza Molinier, 
który aleksandryn jako najdłuższy wiersz romański uważa, czternastozgłoskowych wcale nie 
znając. 

Przypomnijmy sobie owe łacińskie rytmy czternastozgłoskowe z cezurą po zgłosce ósmej, 
które należało odnieść do metrum sotadejskiego; otóż francuskie rytmy tej samej budowy znaj- 
dujemy już w wieku Xn-ym w kronikach Jord. Fantosme'a, Benoita, oraz w Vie de St. Auban, np. 

Ne flechirai pur nule mort | tant seit cruele e dure 
Mahom reni qu'en enfer trait | qui lui sert e honure 
En Jesu crei, Jesu reclaim ] Jesus m'haid e sucure. 

Później już się nie pojawiają. *) 

Septenary trochaiczne ważną okazały się być formą w poezyi łacińskiej. Pytanie 
teraz, co się z nimi stało w rytmice romańskiej? Widzieliśmy, że już w rytmice łacińskiej 



') zob. Becq de Fouąuieres: Traitó gen. de versif. franc,. 1878 p. 309. 310. Quicherat p. 547. 

') zob. Bartsch 1. c. 29 — 30. Tłomaczenie : z trudnością zobaczycie jakąkolwiek straż, któraby chwilami nie 
spała; — każdy niech się raczej napije wody, aniżeli by miał umrzeć z pragnienia; — że pewna pani skarżyła mi 
się na swoich dozorców. 

') Mahn 1. c. I. 8. Towarzyszu, ułożę wiersz odpowiedni, a będzie w nim więcej niedorzeczności niż sensu 
i będzie zlepiony z miłości, uciechy i młodości. 

*) Tobler 1. c. 80. 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM I RYTMAMI. 203 

wiersz ten przydługi przedzielony został rymem na dwie części, tak że z dwu septenarów utwo- 
rzyła się strofa 8, 7, 8, 7 ; następnie inne obszerniejsze. Otóż w tej rymem już przedzielonej 
postaci przeszedł septenar do rytmiki prowensalskiej, gdzie u Bernarda de Ventadour znajdu- 
jemy strofę następnej budowy : 8, 7, 8, 7, 7, 8, 8, 7, np. : ') 

Estat ai cum hom esperdutz 
Per amor un lonc estatge; 
Mas eram sui reconogutz 
Qu' ieu avia fait foUatge, 
Ca totz era ades sahatge. 
Car m'era de cłian recrezutz; 
Et on ieu plus esterą mutz, 
Plus feira de mon dampnatge. 

Strofy z takicli wierszy układa także Raimbaut III lirabia d'Orange (Mahn I. 77, zo- 
bacz także 1. c. 45). Mamy tu więc ów rodzaj wierszy, które Molinier empeutatz nazywa, wiersze 
przedzielone rymem, ale uzupełniające się do całości. Gdy tedy u Bernarda de Yentadolr znaj- 
dujemy strofy 4, 6, 4, 6, 10, albo u Mabcabruna 4, 6, 4, 6, 4, 6, 4, 6, 4, to widocznie wiersze 
te uzupełniają się do dekasylabu. U Marcabruna znów pojawia się strofa; 4, 4, 8; 4, 4, 8, gdzie 
czterozgłoskowe wiersze uzupełniają się na ośmiozgłoskowe. Podobnie u Raimbauda d'Orange. 
Nawet w strofie Giraut Riquiera: 3, 4, 3, 4, 3, 4, 3, 4, 3, 4, 3, 7, 7 wiersze trzy i cztero- 
zgłoskowe jako iizupełniające się do siedmiozgłoskowycłi uważać należy. Czy także często u tru- 
badurów znachodząee się wiersze: 7, 5, 7, 5, uzupełniać się mają do senaru, albo wiersze: 4. 
7 ; albo też 6, 5 znowu do hendekasylabu uzupełniać by się miały, tego rozstrzygać nie chce. 
Przykłady zob.: Mahn I. 23, 41, 82, 141, 145, 200, 217: U. 54, 56 itd. Wiemy już, że wiersze 
które się wzajem do większej całości nie uzupełniają, należy uważać jako hiocatz, czyli przyła- 
mane w obec dłuższych. Trzy zaś te rodzaje wierszy: całe, przeszczepione i przyłamane, obej- 
mują w sobie wszelkie formy wierszowe, znachodząee się w poezyi prowensalsko-francuskiej. 

Na zakończenie tego rozdziału wypada wspomnieć jeszcze o wierszach szesnasto- 
zgłoskowych z cezurą po zgłosce ósmej. W rytmice łacińskiej wywodziły się one z peł- 
nego oktonaru, we francuskiej zaś pojawiają się dopiero w wieku szesnastym u J. A. Baifa 
członka Plejady, który układał także hexametry łacińskie i hendekasylaby. Nie ulega wątpli- 
wości, że i dla niego oktonar był wzorem: 

Je me meurs vif ne mourant point | je sóche au temps de ma verdeur. 

Zaznaczyć należy, że w pierwszym hemistychu mamy dwa jonici a minore, stopę rzadko 
się kiedy znachodzącą, ale charakterowi języka francuskiego nie przeciwną. 

Ostatecznie tedy począwszy od wiersza czterozgłoskowego, który powstał z poło^T di- 
metru, począwszy od pięciozgłoskowego, który się odnosi do najkrótszego metrum, do adoń- 
skiego, aż do wiersza szesnastozgłoskowego, mamy w rytmice prowensalsko francuskiej wszy- 
stkie te formy, jakie już w rytmice łacińskiej średniowiecznej znaleźliśmy. Jedne z drugimi 
zgadzają się zupełnie nie tylko w liczbie zgłosek, ale i w cezui-ze, gdy ją mają i w tychże 



') Mahn I. 42. Byłem jak człowiek zwątpiały z powodu miłości przez długi czas: lecz teraz poznałem, że to 
była niedorzeczność, jeżeli aż dotąd byłem całkiem dziki, porzucając śpiewanie. A jeżeli i nadal pozostanę niemym, 
tem większą będzie moja szkoda. 



204 DE. MAKSYMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

samych czynnikach zgadzają się także z metrami starożytnemi, co przecież przypadkową rzeczą 
być nie może. 

Starożytne metra za pomocą sylabizmu przemieniły się w rytmy łacińskie średniowieczne 
i w wiersze francuskie. Z czasem atoli, gdy zaginęła świadomość tego stosunku, co było środ- 
kiem, stało się zasadą. Sylabizm za taką zasadę przyjęty, pozwalał tworzyć wiersze nowe, przed- 
tem nie używane, albo zmieniać wewnętrzne uczłonkowanie wierszy dawnych. Ale począwszy 
od pięcio aż do szesnastozgłoskowych, wszystkie wiersze już były użyte, scharakteryzowane i uświę- 
cone przez rytmikę starożytną, tak, że nowoczesnym wirtuozom rymotwórstwa pozostało tylko 
zadanie utworzenia wierszy trzy, dwu a nawet jednozgłoskowych. Mamy bowiem sonety i dłuż- 
sze nawet utwory z takich złożone wierszy. Autorami podobnych rymotwórczych zabawek byli 
Gramont, wymieniony już teoretyk, w wyższym jeszcze stopniu Pommiee, ') a nawet sam Vi- 
CTOR Hugo, który w poemacie swoim : Les Djinns *) ma strofy z wierszy dwuzgloskowych, trzy 
cztero i tak dalej aż do dziesięciozgłoskowych a potem na odwrót aż do dwuzgloskowych. Za- 
bawki te w narodzie rozpowszechnienia nie doznały i nie doznają. 

Wiersze krótsze od czterozgłoskowych wsunięte w strofy z wierszy dłuższych mogą coś 
wyrażać i być dozwolone, jak były kola w strofach liryki greckiej, ale całe utwory z takich 
wierszy złożone będą miały niezatarte piętno błahości i chyba tylko do wyrażenia błahości 
służyć będą mogły. 



ROZDZIAŁ IV. 
Uzupełniające uwagi historyczne i ieoretyczne. 



Z przedstawionego w poprzednim rozdziale rozbioru wierszy prowensalskich i francuskich 
przekonaliśmy się, że mają ten sam charakter, co średniowieczne rytmy łacińskie. Stałą jednostką 
w jednych i drugich już nie jest stopa, lecz całość wiersza. Wirgiliusz Maro mówiąc o stopach 
ma na myśli sylaby, a jeden ze starofrancuskich pisarzy to samo zapatrywanie wyraża, mówiąc: 
fentens a proceder de vers de VIII pieds ou syllabes,^) nawet jeszcze średniofrancuski poeta Eu- 
stachę Deschamps stopy i sylaby za jedno uważa. 

Tak łacińskie jak prowensalskie i francuskie rytmy były układane w zasadzie do śpiewu, 
a przez długi czas rzeczywiście były śpiewane. Dochowała się znaczna ilość melodyi zarówno do łaciń- 
skich jak do romańskich rytmów: otóż w melodyjach tych nie ma śladu dzielenia na stopy, 
czyli takty, to nam znowu wyjaśnia jedno ze znamion gregoryjańskiego „canliis planus," który 
także ani stóp ani taktów nie ma. Tak więc melodyje zostają w zgodzie z budową rytmów ła- 
cińskich i romańskich i poświadczają prawdziwość wyników naszych poszukiwań. 

Mówiliśmy już w pierwszej części o tem, jak pod wpływem śpiewu na głosy nuty me- 
lodyi zaczęły odzyskiwać wartość iloczasową i doszły do wznowionego podług wskazówek sta- 



') zob, Quitard: Dictionnaire des rimes, prćcedś d'un Traitć complet de Yersification. 1876. p. 19. 

'"> Les Orientales. 

') zob. Tobler: Vom franzosischen Yersbau alter und neuer Zeit 1880. 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMKM I KYTMAMI. 205 

rożytnej metryki podziału na stopy czyli tality, atoli wziiowittnic tego podziału w melodyi zrazu 
bardzo niedokładne, nie wpłynęło na odpowiedni jjodział textu, czyli wierszy, który do śpiewu 
dowolnie się naginał i dotąd nagina. 

Wiersze francuskie i prowensalskie nie mają tedy stóp iloczasowych ani też opartycłi 
na akcencie, gdybyśmy nawet przyjąć chcieli, że akcent rzeczywiście jest czynnikiem rytmi- 
cznym. Tak nie jest atoli, a jeżeli zaprzeczyć nie można, że ugrupowanie akcentów nadaje pe- 
wien rucli wierszowi, to jak się powiedziało, ruch ten jest melodyjnym, nie zaś właściwie ry- 
tmicznym. Pewną bowiem jest rzeczą, że jeszcze na początku średnicli wieków akcenta z melodyją 
w ścisłym zostawały związku, przy czem jednak dodać należy, że za czasów Moliniera związek 
ten już nie istniał. Z tego jednakże wnosić nie można, ażeby akcent w tym czasie z melodyj- 
nego stał się czynnikiem rytmicznym. 

Tak daleko rytmika francuska i prowensalska zgadza się najzupełniej z rytmiką łacińską, 
mówmy teraz o znamieniu, które jedną od drugiej odróżnia. W rytmice łacińskiej liczą się 
wszystkie zgłoski aż do końca wiersza, bez względu na to, czy ostatnia zgłoska jest oxytoniczną 
(co się bardzo rzadko zdarza), czy też paro- lub proparoxytoniczną, w rytmice zaś francuskiej 
i prowensalskiej jest piawidłem, aby ostatnia zgłoska w wierszu a nawet w cezurze była akcen- 
towaną. Prawidło to z łacińskiej rytmiki nie pochodzi, zkądże tedy wziąść się mogło? Na py- 
tanie to odpowiedź nie jest trudną. Wynikło ono z natury języka francuskiego, który jest oxy- 
toniczny. Wszystkie wyrazy mają tutaj akcent na zgłosce ostatniej a wskutek tego każda 
ostatjiia zgłoska w wierszach zawsze będzie akcentowaną. Wyjątek tworzą tylko wyrazy z nie- 
mem e na końcu. Jeżeli owo e, które żeńskiem nazwać możemy, nie wpłynęło na zmianę reguły 
na inne jej sformułowanie, to widocznie już w czasie tworzenia się wierszowania francuskiego 
było zbyt słabe, aby je za zgłoskę liczyć było można. 

Inaczej rzecz się ma w języku prowensalskim, gdzie zamiast niemego e mamy pełne a. 
Jakim sposobem ta pełna samogłoska straciła prawo być wliczoną do wiersza nawet po akcen- 
cie? Inaczej tego wytłomaczyć nie będziemy mogli tylko w ten sposób, że wierszowanie pro- 
wensalskie tworzyło się już pod wpływem języka i wierszowania francuskiego. Dodajmy jeszcze 
że język prowensalski także jest wybitnie oxytoniczny i to do tego stopnia, że w najdawniej- 
szych pomnikach prowensalskich (Poeme sur Bofece), albo pół prowensalskich (La Passion du 
Christ, Vie de Saint L^ger) rymów żeńskich prawie wcale nie ma. Te dwa czynniki sprawiły, 
że i w języku prowensalskim zgłoski poakcentowe na końcu wiersza i w cezurze nie liczą się. 

Oba języki tedy, których wierszowanie rozważamy, są oxytoniczne, akcent w dwu i wię- 
cej zgłoskowych wyrazach mają na zgłosce ostatniej, a przeto i w wierszu ostatnia zgłoska 
jest akcentowaną. Z tego wynika, że ruch akcentów we wierszu będzie rosnący, będzie silniej- 
szy w końcu wiersza, niż na początku, a jeżeli zechcemy do ugrupowania akcentów w wierszu 
zastosować pojęcie stopy, to stopy te będą rosnące, nie zaś spadające. Nie będzie więc w wier- 
szach francuskich i prowensalskich trochajów, daktylów, lecz jamby i anapesty, oprócz tego 
kretyckie stopy i paeony. 

Nie będzie od rzeczy uzupełnić tutaj bliższymi szczegółami to, co nam Molinier o technice 
wierszowania powiedział, przy czem będziemy mieli sposobność przedstawić niektói-e przemiany, 
jakie z biegiem czasu nastąpiły w technice wierszowania francuskiego, na wiersz francuski bo- 
wiem główną tu uwagę zwrócimy. 

Główną dla francuskich rymotwórców regułą była stała w wierszach ilość zgłosek. Chodzi 
tedy o ich liczenie, które w językach romańskich nie jest tak gładkie i łatwe, jak w innych. 

W starofi-ancuskiem wierszowaniu ile jest zgłosek napisanych, tyle się ich liczy, z wy- 
jątkiem elizyi, która jest wprawdzie bardzo pospolitą, ale nie panującą bezwzględnie, czyli iua- 



206 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZTŃSKI. 

czej, że samogłoski mogły stać w rozziewie i liczyły się za zgłoski osobne. Uwidocznijmy to 
na przykładacli : 

„a icel mot Tim al altre adclinet" (CL. de Roland ed. 1863. v. 2009). 
„roie pert e la veue tutę" (ib. 2013). 

W pierwszym wierszu mamy jedenaście samogłosek i tyleż zgłosek, z których tylko 
ostatnia, jako poakcentowa nie liczy się w wierszu, cztery zaś (a — i oraz e — a) stoją w rozzie- 
wie międzywyrazowym. W drugim wierszu mamy także jedenaście samogłosek i tyleż zgłosek. 
I tntaj ostatnia się nie liczy. Rozziewu międzywyrazowego tutaj nie ma, ale cztery razy rozziew 
międzyzgłoskowy w wyrazach ole, vetie, które tworzą sześć zgłosek. Nowofraucuski język tej 
dowolności nie dopuszcza, elidując samogłoski w rozziewie międzywyrazowym , ściągając je 
w rozziewie międzyzgłoskowym. Ściągnięcie to już w czasach dawniejszych zostało wykonanem. 

Tak elizyja, jak ściągnięcie dotyczy niemego e, inne bowiem samogłoski, pełnobrzmią- 
cemi zwane, nie elidują się nigdy, z wyjątkiem wyrazów enklitycznych (o których niżej), nawet 
w środku wyrazów oparły się ściągnięciu, np. : auditus — o'ie — orne; ovicula — ouaille. Nieme lub 
przytłumione e znachodzić się może albo w środku wyrazów, a więc przed samogłoską akcen- 
towaną, albo też w końcu wyrazów po akcentowanej samogłosce. Język starofrancuski zawiera 
je w bardzo wielu wyrazach, z których następnie usuniętą została. Mogła się ona znachodzić 
tutaj w bezpośredniem sąsiedztwie z akcentowaną samogłoską, czyli w rozziewie, np.: eusse, 
peusse, veu, creu, reond, armeure, z czego dzisiejsze eusse, pusse, vu, cru, rond, ar mur e. Mogło też 
być przedzielone od niej spółgłoską, np. : pelicon, larrecin, chareton, auerai, saverai, z czego : pli- 
con, larcin, cJiarton, aurai, saurai. Oddzielone od akcentowanej spółgłoską, mogło stać w rozzie- 
wie z inną nieakcentowaną samogłoską, np.: rouelette, joUement, z czego: rouJette, jolimenf. 
W starofrancuskim okresie wszędzie owo e liczyło się jako zgłoska we wierszu, w nowofran- 
cuskim tem mniej się już liczy, kiedy się wcale nie pisze. Są atoli wyrazy, które tę osłabioną 
samogłoskę zachowały dotąd w ortografii, np. : tuerai, crierai, jotierai, gaiement, la crierte, która 
w wierszu atoli już się teraz nie liczy. Pierwsze ślady tej wyrzutni lub ściągnięcia, które bar- 
dzo język nowo od starofrancuskiego oddzielają, znajdujemy już sporadycznie w wieku XII-ym, 
ustaliły się atoli dopiero w XV-ym wieku. ') 

Nieme e na końcu wyrazów dwojakie może mieć położenie; albo przedzielone jest spół- 
głoską jedną lub dwiema od zgłoski akcentowanej, albo też następuje po niej bezpośrednio. 
W pierwszym razie, np. : rendre, sabre, captive, dupę, suhlime nie tylko daje rym żeński, ale 
i w środku wiersza liczy się jako zgłoska, jeżeli po niem następuje wyraz z nagłosem spółgło- 
skowym. Liczy się tem więcej, jeżeli samo jest nakryte jeszcze spółgłoską, np.: sahres, captwes, 
dupes, suhlimes. Inaczej rzecz się ma, gdy ono następuje bezpośrednio po samogłosce akcento 
wanej, tworząc grupy, jak ee, (la f^e) aie (la plaie) ie (la vie) oue (la roue) ue (la rue) eue (la 
ąueue) oie (roie) uie (la pluie). Wyrazy takie dają wprawdzie rym żeński, w środku wiersza 
starofrancuskiego liczyło się takie e za zgłoskę (np. doce atnie, flors de Us. Aucassin et Nicolette) 
jeżeli się nie elidowało przed samogłoską, w nowofrancuskim zaś daje rym żeński, ale w środku 
wiersza ma się elidować bez wyjątku. Nie wolno tedy użyć tutaj wyrazów jak jalousie, journee 
albo wyżej wymienionych, inaczej, jak przed nagłosem samogłoskowym. W wyrazach mających 



') Zob. Tobler 1. c. 34 n. nie trzeba sądzić atoli, aby przedstawiona tutaj reguła była bezwzględną, są bowiem 
wyrazy, jak chetnin i p. w których owo e pisze się i liczy. W języku nowofrancuskim nigdzie ścisłej konsekwencyi 
nie ma. Z drugiej strony nie da się zaprzeczyć, że francuskie e nie wszędzie równo zanika, co zależy głównie od 
sąsiednich spółgłosek. 



PORÓWNAWCZE BADANIA NAD RYTMEM I UYTMAMI. 207 

po Zgłosce akcentowanej nieme e nakryte, np.: es (journdes), ent (voient), takie e dawało zgłoskę 
w wierszu starofrancuskim, w nowofrancuskim końcówki te w środku wiersza stać nie mogą, 
tylko w rymie. Wyjątek tworzą końcówki konjugacyjne na aient (w Impf. i Cond.) oraz formy 
aient (od avoir) i soient (od ćtre), którycli w środku wiersza użyć wolno, ale tylko w znaczeniu 
jednej zgłoski. Początek takiego ograniczenia sięga wieku XIV-go. ') 

Z pełnobrzmiącycli samogłosek eliduje się dzisiaj tylko la oraz si (przed 11, ils); dawniej 
podlegało elizyi takżo »««, ta, sa, które się dzisiaj w takim razie na moti, łon, son zamienia. 

Wiadomo, że h mnet nie przeszkadza elidowaniu, h aspire przeszkadza mu podług reguły, 
ale niektórzy nowofrancuscy poeci elidują nawet przed h aspirowanera, ponieważ dzisiaj już sie 
ono nie wymawia. 

W tych wszystkicli kwestyjacli l)Iiższe jeszcze szczegóły podaje Tobler, który w wy- 
mienionym już dziełku pytania o liczeniu sylab, rozziewie i rymie rozbiera bardzo dokładnie. 

Budowa nowofrancuskiego wiersza tem się jeszcze różni od starofrancuskiego, że cezura 
żeńska stanowczo z niego usuniętą została. Wolno tedy w dekasylabie i aleksandrynie żeńską 
cezurę dać dzisiaj tylko pod warunkiem, że się będzie elidowała. Pierwszy poemat, w którym 
dążność ku tej regule wyraźnie się przedstawia, jest romans w aleksandrynach, pod tytułem 
Brun de la Montagne, z wieku XIV-go, co w wydaniu swojem Paulin Mayer (1875) uwydatnił. 
Ale jeszcze Clement Marot w przedmowie do zbioru poezyi z lat młodzieńczych: Adolescence 
Clemenfine (1830) usprawiedliwia się z tego, że w tych poezyjach często się znachodzi Ja 
(ouppe feminine,'^ dodając, że usuwać ją nauczył go dopiero Jehann Lemaiee de Belges. Regułę 
tę pochwalił Sibillet (Art poetiąue francaise 1548 — 55), Etienne Pasquier (Tlecherches de la 
France 1560) i od tego czasu stała się obowiązującą. 

O rozziewie kilka słów osobno jeszcze powiedzieć wypada. Nie lękali się go starofran- 
cuscy poeci, nowofrancuskim atoli już bynajmniej powiedzieć w wierszu nie wolno: tu as, U 
a ete, albo deja une fois, lub podobnie, ponieważ tego rozziewu przez elizyją w języku francuskim 
nie usuwa się. Nie sądźmy atoli, aby nowofrancuski wiersz wolnym był od niego, mamy tutaj 
bowiem mnóstwo wyrazów z pogłosem spółgłoskowym wprawdzie, ale tylko pisanym, orto- 
graficznym, który z następującym nagłosem wokalicznym , tworzy rzeczywisty hiatus, np. : 
leger et doux, altier autant qiie brave, albo cot(p impreuu, co się nazywa rozziewem zamaskowa- 
nym, hiatus deguise. Słusznem jest atoli, że samogłoski nosowe dozwolone są w hiacie, ponie- 
waż mieszczą w sobie element spółgłoskowy. Surowsze owe reguły co do rozziewu pochodzą 
z czasów renesansu. Już Ronsard radził się go wystrzegać, mówiąc: tu eińteras autant que la 
contrainłe de łon vers le permełtra, les rencontres des voyelles et diphtongues qui ne se mangent point. 
Malherbe w uwagach do poezyi Filipa Desportes wykazywał szczegółowo różne rodzaje nie- 
przyjemnego hiatu, nie dozwalając nawet rozziewu zamaskowanego, jak Racan w biografii tego 
pisarza, choć nie zupełnie wiarogodnie, donosi. Boileau wreszcie powagą swoją nakaz unikania 
rozziewu utrwalił: 

Gardez qu'une voyelle, k courir trop hatće 
Ne soit d'une voyelle en son chemin heurt^e. *) 

Przechodzę do uzupełniających uwag o francuskim rymie. Od pierwszego pojawienia się 
nierozłączną jest poezyja romańska od rymu, który w niej ma zrazu formę adsonancyi, później 
dopiero przechodząc w rym doskonały. To stopniowe doskonalenie się rymu, jest nowym dowo- 



^) Tobler 1. c. 33. 
') Chant I. 107—8. 



208 DE. MAKSTMILIJAN KAWCZYŃSKI. 

dem, że dopiero z łacińskiej poezyi dostał się on do romańskiej, gdyby bowiem odwieczną miał 
być jej właściwością, jak F. Wolf przyjmuje, byłby od owych pradawnych wieków miał dosyć 
czasu aż do wieku dwunastego, aby się wydoskonalić dostatecznie. 

W adsonancyi zgadzają sią w brzmieniu tylko samogłoski akcentowane : departit, Alexis, 
guarir, tramist, poverins, wszystkie te wyrazy dają adsonancyją na i, podczas kiedy spółgłoski, 
które wówczas z pewnością się wymawiały, nie zgadzają się wcale. Adsonancyją może być także 
żeńską, gdy po akcentowanej samogłosce jeszcze nieme e następować będzie, np. : medre, pedre, 
remese. contrede. 

Eym polega na zgodności samogłosek akcentowanych wraz z następującemi po niej spół- 
głoskami, np. : dorł, fort; canard, renard. Taki rym nazywa się dostatecznym, rime suffisanłe, 
w wyrazach zaś, jak vice. seriice] malinę, orpheUne mamy dostateczny rym żeński. Gdzie po 
samogłosce tonicznej nie ma już spółgłoski: cloti, chou; joie, voie, tam mamy właściwie tylko 
adsonancyją, która jest zarazem rymem dostatecznym. Przemiana adsonancyi na rym zaczyna 
się już w wieku XII-ym i daje się spostrzegać najprzód w poematach układanych w wierszu 
ośmiozgłoskowym, wiązanym w pary, nie zaś w tyrady. W wieku Xni-ym mamy jeszcze ad- 
sonancj^je obok rymów, w czternastym już tylko rymy. 

Od rymu dostatecznego różni się rym bogaty, pełny {la rime riche) w tem, że zgodno- 
brzmienie nie zaczyna się tu dopiero od samogłosek akcentowanych, lecz już od poprzedzają- 
cych ją, ale do tej samej zgłoski należących konsonantów, np. : desir, plaisir; trouh-ler, aveug- 
ler; żeńskie rymy pełne: naturę, aventure. Zdarza się, że rym obejmuje jeszcze samogłoskę 
przedakcentową, np. : trouhle, double, marines, narines, ąuenouille, agenouille, wtedy nazywa się 
rymem nadpełnym, superflue, podług Moliniera: leouińskim. 

Stosownie do powyższej regiiły wyrazy : parle, aime, porte, albo parler, aimer, porter dają 
francuski rym dostateczny, z czego wynika, że obfitość rymów na pewne końcówki jest tiitaj 
niewyczerpana. Aby tedy łatwość rymowania nie prowadziła do banalności, już Boileau wpajał 
Racinowi zasadę, aby szukać la rime diffidle, trudnego, mniej pospolitego rymu, dzisiaj też koń- 
cówek na e, es, er, ter, ie, ment wolno używać tylko w formie bogatej. Szczególniej romantycy 
starali się o rym jak najpełniejszy, z wyjątkiem Musseta, który się pod tym względem jakby 
na przekorę zaniedbywał, chociaż miał w rymowaniu taką łatwość, jak Słowacki. 

Jeszcze większą byłaby obfitość rymów francuskich, gdyby wolno było używać WATazów 
mających najzupełniej równobrzmiące końcówki, ale ortografiją odmienną, np.: clou, vous; abri 
nid; essor, ressort. Co do takich wyrazów powodują się rymotwórcy francuscy regułą, aby do 
rymu dawać tylko takie wyrazy, któreby w ligaturze, liaison, czyli związane z następującym 
nagłosem samogłoskowym dawały równe brzmienie, np. : clous, vous, courroitx; nid, depit; assez, 
passes: ans, flancs; corps, alors 1 p.. Nie wymaga się ortogi'aficznej równości, jednak ogranicze- 
nie owo jest raczej pedantyczne, ponieważ końcówki w rymie nigdy w ligaturę nie wchodzą. 

Rym francuski oblicza się tedy słusznie na ucho, nie na oko, wskutek czego wyklu- 
czone są z niego końcówki o równej zupełnie pisowni, ale rożnem brzmieniu, np. : cher, cacher] 
fer, aimer, prier i podobne. Z drugiej strony dobre rymy dają wyrazy o bardzo odmiennej pi- 
sowni, ale brzmieniu równem, byle się nie sprzeciwiały regule o ligaturze, np.: non, nom; comte, 
honte; cause, chose; air, mer; coeur, fleur; innocent, eblouissant; eau, noyau; tombai, enjambe i p. 
Po inne jeszcze szczegóły odsyłamy do podręczników francuskich, zwłaszcza do Quicherata. 

Chcąc zrozumieć stosunek nowofrancuskiej teoryi wierszowania do starofrancuskiej jedne 
jeszcze ważną okoliczność uwydatnić należy. Dotyczy ona stosunku podziału syntaktycznego do 
podziału wierszowego. 



PORÓWNAWCZK BADANIA NAD RYTMEM I KYTMAMI. 209 

Przyznać nic trudno, że zasadniczo liażdy wiersz wynuifi^a dla siebie osobnej syntaktycz- 
nej całości, przedzielony cezurą, w każdej części także i)e\vną zaokrągloną część zdania zawierać 
powinien. Nie należy sądzić, aby każdy wieisz miał być wypełniony zdaniem zupcłnem, w ta- 
kim bowiem razie wszystkie zdania byłyby krótkie, mało tylko rozwinięte, mniej ozdoi)ne. To 
też zdanie może się rozciągać na dwa i więcej wierszy, byle każdy wiersz wypełniony był je- 
dnem całera ogniwem zdania złożonego. Ten naturalny podział, tak odpowiedni do śpiewu i w de- 
klamaeyi najlepsze sprawiający wrażenie, poezyja starofrancuska zacliowuje w przeważającej 
mierze. Im krótszy wiersz atoli, a dłuższy poemat, im bardziej styl jego zbliża się do gawędy, 
albo do naturalistycznego wybuchu namiętności, tera trudniej i mniej właściwie utrzymać zdanie 
i członki jego w granicach wierszowych. To też właśnie w starofrancuskich romansach, iiżywa- 
jących przeważnie oktosylabicznego wiersza, znajdujemy najwcześniej takie przeciw opisanej tu 
budowie wykroczenia, że nawet najbliżej do siebie należące części zdania rozdzielone są na 
różne wiersze, np. u Chrestiena de Troyes: et li lous qui en sa boche a — l'enfant ne ąiiaisse ni 
ne blece ; albo La damoiseUe esłait si hien — de sa damę que nule rien — a dire ne li redotast. ') 
Dowiedzieliśmy się wszelako od Mołiniera, że za jego czasów we wszystkich rodzajach wierszy 
romańskich swoboda była wielką, a teoryja zabraniała tylko umieszczania partykuł i zaimków 
względnych na końcu wierszy, w cezurze tem mniej jeszcze autorów krępując. Dozwolonem 
tedy było tutaj przekraczać w treści z jednego wiersza w drugi, co się u Francuzów 1'enjatn- 
bement des vers nazyw^a, dozwolonem nawet w dekasylabach i ałeksandrynach, a cezura mogła 
mocniej łub słabiej rozdzielać hemistychy. Tej swobody używał jeszcze Ronsard i poeci XVIgo 
wieku, aż dopiero w wieku siedemnastym Malherbe wiersze z taką dowolnością układane błęd- 
nymi nazwał, żądając zupełnej równoległości syntaktycznego podziału z wierszowym. Zdaniu 
jego powagę prawa nadał Boileau w owych sławnych aleksaudrynach, które dla historycznej ich 
doniosłości tutaj przytoczyć należy : 

N'offrez rien au Lecteur que ce qui peut lui plaire, 
Ayez pour la cadence une oreiłle s^yfere. 
Que tońjours dans vos Vers, le sens coupant łes mots, 
Suspende rhćmistiche, en marąue le repos. 

Znaczenie Malherbea w historyi wierszowania francuskiego ogłasza ustęp następny: 

Enfin Malherbe vint et le premier en France 
Fit sentir dans łes Vers une juste cadence: 
D'un mot mis en sa place enseigna le pouvoir 
Et rediiisit la Muse aux rfegles du devoir, 
Par ce sagę Iilcri^ain la langue r^par^e 
N'offrit plus rien de rude h l'oreille ^pur^e 
Les Stances avec grace apprirent h tomber 
Et le Vers sur le Vers n'osa plus enjamber. ^) 

W niejakim związku z przedmiotem stoją jeszcze następne jego wiersze: 

II est un heureux choix de mots harmonieus: 
Fuyez des mauvais sons le concours odieux. 



*) Bartach: Chrest. 146. 

'') L'art poetiąue: cbant I. w 103 n. 131 n. 

Wydz. filozof.-hi8tor. T. YU. 27 



210 DR. MAKSYMILIJAN KAWCZYESKI. 

Odnosi się to do tego, aby ta sama spółgłoska (s, t lub inne) albo ta sama samogłoska 
(e, eu, oh) nie powtarzała się w \A'ierszu zbyt często. 

Nikt zgoła, mający poczucie i zrozumienie rytmu wierszowego, zaprzeczyć nie zdoła, że 
wiersze Mikołaja Boileau są piękne. Pomawiają aleksandryn o napuszystość, ale pod piórem 
takicli pisany, jak Corneillk, Racine, Boileau, aleksandryn staje się najwspanialszym ze wszy- 
stkich nowo europejskich wierszy. Potrzeba tylko, aby wspaniałość myśli, obrazów, uczuć od- 
])owiadala tej jego formie zewnętrznej, inaczej bowiem, z wewnętrzną próżnością stać się może 
napuszystym i fanfarońskim. Takim stał się rzeczywiście w ciągu wieku ośmnastego u rymo- 
twórców, którzy zachowywali wprawdzie owe prawidła techniczne, zapominając o przestrodze, 
którą Boileau na czele swej poetyki umieścił. ') 

Napuszystość deklamacyi mogła wywołać żądanie prostoty, złączone z nią skrępowanie 
wiersza wyw^ołać żądanie swobody. Na jedno i drugie odważył się młody a wielce utalentowany, 
grecką napojony literaturą poeta, Andrzej Chekier. W rozdziale poprzedzającym mamy przy- 
toczonych kilka jego aleksandrynów, w nich zaś cztery enjambements, z cezurą słabszą nie- 
kiedy, niż inne przestanki w wierszu, czyli z cezurą przesuniętą. Andre Chenier zginął pod gi- 
lotyną z rozkazu Robespierra, nie zdążywszy nawet wydać zbiorku swoich utworów, z których 
ledwie kilka znanych było współczesnym. Dopiero gdy Chateaubeiand zwrócił na niego uwagę, 
poezyje jego wydane zostały r. 1819, a następnie młoda szkoła romantyczna jego za przewod- 
nika swego uznała. Dowiadujemy się o tem z dziełka: Vie, poesies, et pensees de Joseph Delorme, 
przez znanego teoretyka i krytyka tej nowej szkoły, Sainte Beuve'a, który nam bardzo jasno 
przedstawia zapatrywanie romantyków na budowę wiersza aleksandryuskiego w słowach, które 
tem bardziej przytoczyć warto, że pozostały nieznane. 

Czytamy u niego (1. c. IV) : un des premiers soins de Fecole d' Andre Chenier a ete de re- 
tremper le vers flasąue du dix-huitieme siecle, et d'assouplir le vers un peu roide et symitriąue 
dli dix-sepiieme, c'est de l'alexandrin surtout qu'il s'agit. Avec la rime riche, la cesure mobile et le 
librę enjambement elle a pourvu a tout et s'est cree un instrument a la fois puissant et souple. 
Zdaniem jego nawet za czasu Mikołaja Boileau aleksandryn w dramacie miał więcej swobody, 
niż w listach poetycznych, satyrze, elegii, właściwym atoli wzorem są mu aleksandryny Ron- 
sarda i poetów szesnastego wieku. Inne różnice pomiędzy wierszem romantyków a dawnej szkoły 
klasycznej, tyczą już tylko stylu, nie formy rytmicznej, a polegają na dążeniu, aby wiersze były 
o długim oddechu, drtis et spacieux, souffles d^une seule et longue haleine, obejmujące jednem zda- 
niem kilka wierszy, z których każdy ma tak być w treść bogaty, aby się dłuższym wydawał, 
niż jest rzeczywiście. Wyrażenia mają być zmysłowe, nie abstrakcyjne, zamiast lac melancoliąue 
należy powiedzieć lac bleu, zamiast ciel en courroux — ciel noir et brumeux. Z drugiej strony 
atoli pożądane im są wyrażenia chwiejne, o znaczeniu giętkiem, nieuchwytnem, falistem, przy- 
kłady atoli, które na to Sainte Beuve podaje, nie są zbyt szczęśliwe: des extases choisies, des 
attraits desires. 

Powracając teraz do rytmiczności właściwej, przypomnijmy sobie raz jeszcze, że aż do- 
tąd nie spotkaliśmy się tutaj z dokładniejszem o niej pojęciem, jak MoYmiei-A bela cazensa, albo 
Boileau'a: juste cadence, tomber avec grace. Otóż pierwszym, który wykazał znaczenie akcentu 
w romańskiem wierszowaniu był Scoppa, autor dzieła: Les beautes poetigues des toutes les lan- 
gues, considerees sous le rapport de Taccent et du rhgthme, ogłoszonego r. 1816 w odpowiedzi na 
konkursowe zapytanie Akademii francuskiej. Scoppa uwydatnił tu głównie ważność stałych ak- 



') zobacz jego aleksandrynj- w poprzednim rozdziale przytoczone. 



POKÓWNAWCZK BAFiANlA NAD RYTMEM I RYTMAMI. 211 

cent/)w w cezurze i rymie. Na tej ])0(lstawie Quielierat, po liini liiabia (iramoiit uwydatnili zna- 
czełiie akcentów niclioniycli, stałej;o miejsca w wierszu nie zajmująrycli. Ostatnimi czasy I^u- 
barscii naukę ich zebrał, więcej wyczerpująco uzasadnił i na licznycli przykładacli wyjaśnił, tak 
że jego Franzbsische Yerslehre 187!>, dzisiaj jest najlepszym do tego przedmiotu podręcznikiem. 
Rozumie się, że o związku wierszowania francuskiego z łacińską rytmika nie ma u niego mowy, 
zajmuje się on wyłącznie nowofrancuską poezyją. Różnica w pojmowaniu stóp francuskiego 
wiersza, przedstawionem w rozdziale poprzednim, a Lubarscłia polega na teui, że st(i[) krety- 
ckidi, albo choriambów nic przyjmuje, uważając je niesłusznie jako n'>żne odmiany anapestów, 
paeonów; nadto zaś zbyt na seryo bierze owe stopy jako stoj)y rytiiiicziic, kiedy dla nas one 
służyły tylko do uwydatnienia ugrupowania akcentów. 

Równocześnie z Lubarscliem ogłosił Bi C!Q de F<>lquiere8 swój: Tmiłć (jenerał dc Vcrsi- 
fication faru-iiise. Książka ta zawiera niejedną trafną uwagę, ale zarazem daje nam dowód, jak 
śliską jest rzeczą w sprawach historycznych zamiast trzymać się drogi tradycyi, chcieć z ab- 
strakcyjnego pomysłu dedukować fenomena. G. Kórting nazywa to dzieło : „hochhedeułend 
Man konnie es ais eine Mełaphysik derRhi/fhmik hezekhnen^" ') zobaczmy tedy, na czem ta meta- 
fizyka polega; „ies vers classiąue de doiize syUabes est łe vers fondamentah Sa hngueiir n' a point 
ete deferminee par le caprice humaln. Des que (homme, jęte sur la terre par la main du Createur, 
a senti avec Vair la vie penetrer tottt son etre, U a respire un vers dans chacun de ses souffles. 
(eh. V. 305). Ma to znaczyć, że długość zasadniczego wiersza zależy od długości oddechu Po- 
mysł nie nowy. Prawdą jest, że wiersze, któreby przekraczały długość normalnego oddechu, 
byłyby w wygłaszaniu nieprzyjemne, atoli w granicy oddechu mogą się ])oraieścić wiersze o tak 
różnej długości, jak senar albo oktonar, asklepiadejski mniejszy i większy. Ostatnią granicą 
zdaje się być miara czasów 24, chociaż sam autor przytacza, że los Gitanos w południowej Hi- 
szpanii recytują wiei'sze o takiej długości wydechu, że wystarczyłby na strofę całą. Nadzwy- 
czaj długich wierszy używa także Wolfkam v. Eschęnbach w Ttturelu. 

En creant le vers, que les anciens nommaient hexametre, et qui est devenu notre alezandrin, 
rhomme avait decouvert la loi rythmiąue^ qui n'ełait aiiire que la loi vitale elle nieme. Widzimy, że 
ów potok frazeologiczny unosi ze sobą tak grube błędy, jak identyfikowanie hexametru z ale- 
ksandrynem. on to bowiem ma być owym odwiecznym vers fondamental. Rozdzielenie jego ce- 
zurą ma ztąd pochodzić, że oddech dzieli się na wdech i wydech, a wszakże hendekasylab tak 
bliziutkim jest objętością alexaiulrynowi a jednak cezury nie ma. Każdy hemistych dzieli autor 
znowu na dwie połowy i otrzymuje cztery członki, które nazwaliśmy anapestycznemi stopami 
akcentowemi. Następnie rozważa odbieganie od tego zasadniczego typu i dochodzi do tego, że 
i tutaj znajduje członki jambiczne, paeońskie, nie dając im wszakże tej nazwy. Przytacza nadto 
przykłady aleksandrynów o jednym akcencie w każdym hemistychu: ^ww^w_ vjwwvjw_, które 
w każdym razie są tylko wyjątkowymi. Ta część pracy (eh. V — VII) nie jest bez wartości, ponieważ 
przykłady są rozebrane starannie. Następnie z tego wiersza, rzekomo zasadniczego, wywodzi 
wszystkie inne. W niemały znowu błąd wpada, usiłując sprowadzić wszystkie aleksandryny do 
równej miary 24 czasów krótkich. Wiedzieć tutaj należy, że aleksandryny pod względem miary 
czasów tylko mniej więcej są równe, miarę zaś 24 czasów krótkich mogłyby zawierać tylko 
wtedy, gdybyśmy wartość zgłosek w językach nowożytnych mogli oznaczyć miarą czasów. Przy- 
puśćmy, że zgłoski nieakcentowane są krótkie i mają jedne tylko miarę czasu, zgłoski zaś ak- 
centowane niech posiadają dwie takie miary. Dopiero wtedy, gdybyśmy to przypuszczenie przy- 



') Encykl. der rom. Phil. III. p. 249. 



212 DE. MAKSYMILIJAN KAWCZTŃSKI. 

jęli, mogłaby być mowa o stopach rytmicznych w wierszowaniu europejskiem. Aleksandryn w ta- 
kim razie, dając mu stopy jambiczne, czyli sześć zgłosek akcentowanych na sześć nieakcento- 
wanych, miałby czasów 18, w najgorszym razie miałby ich 14, w żadnym razie atoli suma 
czasów nie będzie 24, jak chce autor francuski, chyba gdyby wszystkie zgłoski były akcento- 
wane, co jest' rzeczą niemożliwą. Tak więc wygląda owa przez Kortinga podziwiana metafizyka. 

Lwów w Listopadzie w r. 1886. 



ślady wpływu Mickiewicza w poezyi Puszkina 



Dra JOZEFA TRETIAKA. 



I. 

O stosunku, jaki wiązał Mickiewicza z Puszkinem, znaleśó można mniej lub więcej 
obszei-ne wzmianki w mickiewiczowskiej literaturze biograficznej , ale w żadnej z biografii na- 
szego poety nie poddano tego stosunku ściślejszemu, głębszemu rozważeniu. A przedmiot wart 
był pracy. Jest coś niezmiernie zajmującego w tem zjawisku, że dwie narodowości pokrewne 
sobie a tak wrogie, dwie cywilizacyje, tak bliskie siebie geograficznie a tak diametralnie prze- 
ciwne, w tak różnych politycznych warunkach zostające, w tym samym czasie wydają naj- 
znakomitszych swych poetów, że ci poeci przechodzą jednocześnie choć z osobna szkołę 
wygnania i że ta szkoła właśnie pozwala im zetknąć się, zaznajomić, zmierzyć i pomimo różnic 
rasy, cywilizacyi, charakteru indywidualnego, pomimo dzielącej ich przepaści, wyżłobionej tru- 
dem wieków — ta szkoła właśnie pozwala im podać sobie dłonie z uczuciem szczerej przyjaźni. 

Dopiero p. Włod. Spasowicz, pierwszy podjął ów temat w odczytach swoich, mianych 
przed dwoma laty w Ki-akowie, a drukowanych następnie w „Pamiętniku imienia Adama Mic- 
kiewicza" (1887). W pracy tej, napisanej z gruntowną znajomością i wielkiem zamiłowaniem 
przedmiotu, autor nie miał zamiaru wyczerpać całego tematu, nie dał nam całkowitej porównaw- 
czej charakterystyki dwóch poetów, na tle której z całą wyrazistością dałby się ich stosunek 
wzajemny nakreślić, ale jak to już tytuł odczytów wskazuje: („Mickiewicz i Puszkin przed 
pomnikiem Piotra Wielkiego" ), zacieśnił swój temat do pytania: jakie były poglądy dwu 
poetów na ideę państwową wcieloną przez Piotra w państwie rosyjskiem a usymbolizowaną 
niejako w pomniku, który reformatorowi-despocie wystawiła Katarzyna II., inuemi słowy, jakie 
były i jakim ulegały przemianom przekonania polityczne obu poetów, a także — o ile różnice 
zachodzące w tym względzie między nimi wpłynęły na ich stosunek osobisty, na ich wzajemną 
przyjaźń i wzajemną ocenę. Że zaś pracę swoje przeznaczał autor dla polskiej publiczności, 
której mniej więcej dobrze znane są ideały i zasady polityczne Mickiewicza, a która przeciwnie 



214 DR. JÓZEF TRETIAK. 

O Puszkinie dotychczas niewiele wiedziała, więc nic dziwnego, że tego ostatniego starał się nam 
dać bliżej poznać i mówił o nim więcej, niż o Miclfiewiczu. 

Do taliiego ujęcia tematu, o jakim wyżej mowa, skłoniła p. Spasowicza ta okoliczność 
że znalazł on między utworami Puszkina i Mickiewicza trzy utwory, które widocznie są sobie 
pokrewne tieścią i zostają w genetycznym z sobą związku, a w których (w dwóch przynaj- 
mniej) postać reformatora Rosyi ważną odgrywa rolę. Utwory te, to „Pomnik Piotra Wielkiego" 
i „Oleszkiewicz" Mickiewicza i „Jeździec miedziany" Puszkina. 

Rezultat, do jakiego doszedł w swoich roztrząsaniach p. Spasowicz , jest następujący: 
„Obcując w 1828 r. w Petersburgu — przytaczam słowa autora — Mickiewicz i Pu.szkin bardzo 
się zbliżyli , rozprawiali nie o samych tylko rzeczach sztuki , ale i o kwestyjach socyjalnych, 
religijnych i politycznych i mieli raz rozmowę dość obszerną o Piotrze Wielkim przed jego ko- 
losem. Rozmowę tę upamiętnił Mickiewicz. Zawdzięczał on zapewne kilka trafnych rysów do 
charakterystyki Puszkinowi , ale włożył ją w usta Puszkinowi tylko przez poetyczne zmyślenie, 
w przełionaniu , że jego własne zapatrywanie się godzi się, albo nie jest przynajmniej w ra- 
żącej sprzeczności z zapatrywaniem się Puszkina, chociaż już istniały w obu tych poglądach 
głębokie, niedostrzeżone przez Mickiewicza różnice. Utwór Mickiewicza doszedł do rąk Puszkina 
już po wypadkach, które ich stanowczo w polityce oddaliły, wszakże już w tym późniejszym 
czasie pogląd Puszkina na Piotra stał się krytyczniej szym , bardziej niż w r. 1828 do Mickie- 
wiczowskiego zbliżonym. Puszkin przypisywanym mu przez Mickiewicza poglądom na Piotra nie za- 
przeczył, wiersz Mickiewicza może mu posłużył za podnietę i pobudkę do ułożenia własnego 
utworu jeszcze większycli rozmiarów, bardzo oryginalnego, ale niedopowiedzianego ze względów 
nie tylko polityki , ale i niewyklarowania się pojęcia o Piotrze w umyśle Puszkina. Utwór ten 
do dziś dnia zostaje zagadkowym." 

Przyjmując ten rezultat, jako cenną zdobycz dla historyi literatury, potrzeba poczynić 
pewne zastrzeżenia. P. Spasowicz sądzi , że to, co jest rdzennem w charakterystyce Piotra Wiel- 
kiego, Mickiewicz włożył w usta Puszkina tylko przez poetyckie zmyślenie, że nie mógł Puszkin, 
jako patryjota - Rosyjanin tak przemawiać, jak mu każe Mickiewicz: „Lecz skoro słońce swo- 
body zabłyśnie, I wiatr z zachodu ogrzeje te państwa — I cóż się stanie z kaskadą tyraństwa?" 
bo ta kaskada to samaż Rosyja. Już prof Tarnowski w swojej recenzyi odczytów Spasowi- 
cza (Kwartalnik Hist. 1888 Zesz. I str. 85) bardzo słuszną zrobił uwagę mniej więcej tej treści, 
że „kaskadą tyraństwa" nie nazywał Mickiewicz Rosyi jako narodu, ale tylko jej formę poli- 
tyczną przez Piotra ugruntowaną, i że zatem taki pogląd na Piotra w Puszkinie w niczemby 
nie przeczył jego uczuciom patryjotycznym. I w istocie, gdyby negacyja tradycyjnej formy po- 
litycznej swego narodu miała być w każdym razie rzeczą niepatryjotyczną , to n. p. u nas ty- 
tułu patryjotów należałoby odmówić twórcom konstytucyi 3go maja. 

Przytem sam p. Spasowicz przyznaje, że Puszkin przypisywanym mu przez Mickiewicza 
poglądom na Piotra nie za])rzeczył , tłómacząc to tern , że miał on później sposobność przypa- 
trzenia się zbliska postaci reformatora i że w skutek tego poglądy jego zbliżyły się do poglądów 
Mickiewicza. Otóż, skoro Puszkin nie zaprzeczył, skoro w kilka lat po rozstaniu się z Mickie- 
wiczem mógł dzielić poglądy naszego poety na Piotra, a nie przestawał być Rosyjaninem i pa- 
tryjota , to dla czegóżby i przedtem nie mógł pogodzić jednego z drugiem ? 

W końcu jeszcze jedna uwaga. W Mickiewicza „Pomniku Piotra Wielkiego" łatwo 
przypuścić zmyślenie poetyckie w niektórych szczegółach podrzędnych , służących do rozwinię- 
cia lub ozdobienia głównej myśli. Możnaby przypuścić n. p., że zmyśleniem był ów płaszcz, 
okrywający barki obu poetów, że zmyślonem było uwielbienie Puszkina dla posągu Marka Au- 
relego, którego Puszkin nigdy nie widział, ale trudno przypuścić, aby Mickiewicz przez zmy- 



ŚI.ADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYI PDSZKINA. 215 

Sienie poetyckie wkładał w iista Puszkinowi to, co stanowito jądro wiersza, jej^o myfśl f^łówna 
i siłę. Takie zniyśleinc byłoł)y w każdym razie nierozsądiiein i t)ezmyślnem, a jakżeż niewcze- 
siicni byłoby ono po r. 1831, kiedy sic tak daleko rozeszły drogi tycłi dwócli poetów. 

Pozostawałoby przypuszczenie, że Mickiewicz nie zrozumiał słów Puszkina o Piotrze i jego 
kolosie, ale przypuszczenie to na niczem nie oj)arte. Czemuż nie przypuścić tego, co rozwiązuje 
rzecz najprościej, że mistrz w epis:ramacie. , Puszkin", znalazłszy się z Mickiewiczem wobec po- 
mnika Piotrowcgo, może pobudzony rozmową z polskim poetą, może i bez tej pobudki, ułożył naprędce 
z właściwą sobie plastyką i dosadnością wyrażenia jeden z licznych swoicb epigramatów w duchu 
liberalnym , że ten ejngramat utkwił dobrze w pamięci naszego poety i ten, chcąc w kilka lat 
potem przypomnieć swoim przyjaciołom Moskalom ich niedawne poglądy polityczne, wziął to epi- 
gramatyczne wynurzenie Puszkina za temat do swego wiersza. Postaramy się w dalszym ciągu 
za pomocą porównania „Pomnika" z „Jeźdżcem Miedzianym" bliżej określić, co stanowiło za- 
pewne treść owego epigramatu. Postaramy się także odkryć wyraźniejsze ślady wrażenia, jakie 
dolatująca z zachodu poezyja Mickiewicza wywarła na Puszkinie, i wyjaśnić zagadkowość „Miedzia- 
nego Jeźdźca", a to wciągając w zakres analizy porównawczej takie utwory Mickiewicza i Pusz- 
l£ina, na które p. Spasowicz w swej pracy nie zwrócił uwagi. 

Ale przed tem wszystkiem postaramy się wykazać ślady wpływu Mickiewicza na Pusz- 
kina i jego poezyją jeszcze w czasach, kiedy wypadki polityczne nie odsunęły ich tak daleko 
od siebie, t. j. przed r. 1831. 



II. 

Przymieszka krwi afrykańskiej w żyłach Puszkina, jak wycisnęła piętno swoje na po- 
wierzchowności Aleksandra Siergiej ewicza, tak też i niemałą rolę odegrała w jego życiu psy- 
chicznem. Jej to zawdzięczał Puszkin nadzwyczajną żywość wrażeń i nadzwyczajną siłę żądz. 
Ale jedno i drugie sąsiadowało w jego naturze z rozumem jasnym . trzeźwym , praktycznym, 
powiedziałbym kupieckim i z sercem dobrem i kochającem. Skojarzenie takich przymiotów mu- 
siało wytworzyć umysł bardzo oryginalny i bogaty, ale zarazem było przyczyną, że umysł ten 
nigdy nie mógł przyjść do stanowczej równowagi. Żądze brały górę nad rozumem, ale żadna 
z nich nie miała dość siły, ażeby zamienić się w namiętność wyłącznie i stale panującą i nagi- 
nającą rozum do swoich celów. Puszkin namiętnie kochał, ale przedmioty jego ognistych żądz 
miłosnych szybko się zmieniały, żadna z opiewanych przez niego kochanek nie odegrała roli 
Laury, Beatryczy lub Maryli;; namiętnie grał w karty, namiętnie się upijał, w ogóle namiętnie 
używał życia, ale fala namiętności łatwo ustępowała, zostawiając po sobie gorycz , przesyt, nie- 
zadowolenie, dopóki czystsze jakieś wrażenia nie zbudziły w nim poetyckiego ducha, a wtedy 
Puszkin równie namiętnie oddawał się tworzeniu poetyckiemu, jak przedtem używaniu świata. 
I to, co w życiu nie pozwalało mu nigdy długo zachować równowagi, było jego nieszczęściem 
i sprowadziło śmierć jego przedwczesną, siła wrażeń i żądz, w poezyi stawało się bogactwem, 
dawało mu nieporównaną plastykę i dosadność wyrażenia. 

Tło życia domowego , wśród którego wzrastał Puszkin , nie mogło korzystnie wpływać 
na kształtowanie się charakteru. Brak wszelkiego pojęcia o obowiązkach życia , nieład gospo- 
darski , zabawa, gry, tańce, małpowanie cudzoziemczyzny, francuski pokost życia towarzyskiego, 
francuska rozmowa, siląca się na dowcipy i kalambury, francuska lektura przeważnie z rzeczy 
lekkich, płytkich i gorszących złożona : oto mniej więcej jakie owo tło było. Początkowe kształ- 



216 DR. JÓZEF TRETIAK. 

cenie Puszkina poiiiczone bylo wychodźcom francuskim, od których roiły się obie rosyjskie stolice 
i odbywało się naturalnie w języku francuskim. Puszkin też, w którym bardzo wcześnie obu- 
dziła się zdolność poetycka, zaczął swoje karyjerę literacką od pisania wierszy francuskich 
i w piętnastym roku życia naśladował już Parny'ego. Że jego talent nie zmarniał pod wpływem 
cudzoziemczyzny, że mógł potem naciągnąć tyle soków rodzimych, zawdzięczał to poeta swojej 
niańce, sławnej Arynie Rodionównie, przez której usta od najmłodszycli lat przemawiał do niego 
świat pieśni , podań , skazek i przysłowi ludowych , a o której serdeczną pamięć zachował do 
końca życia. 

Sześcioletni okres wychowania w carsko-sielskiem liceum (od 1811 do 1817), ku któ- 
remu tak chętnie myślą zwracał się Puszkin przez całe życie, odegrał o tyle ważną rolę w tem 
życiu , że rozwinął w nim uczucia koleżeńskie, których nigdy się poeta nie zaparł i że pozwolił 
mu w sztuce wierszowania dojść do wysokiego stopnia doskonałości. Znalazł tam Puszkin grono 
rówieśników, równie jak sam rozmiłowanych w poezyi, i umiejących ocenić i uznać wyższość 
poetycką kolegi. Ale poezyja, która ich ogarniała swem tchnieniem i wychowywała na przy- 
szłych poetów, była to jeszcze ta sama lekka, zgrabna, zmysłowo - swawolna , epigramatyczna 
i płytka poezyja francuska ośmnastego wieku , pod której wpływem zostawał Puszkin jeszcze 
w domu rodzicielskim. 

Wychowawczy wpływ tej poezyi na Puszkina był ogromny. Nie przynosiła ona z sobą 
ani jednego ziarna, któreby się mogło stać nasieniem uczuć religijnych , to też dla tych uczuć 
serce Puszkina było na zawsze zamknięte. Budząc zmysłowość, zachęcając do użycia, prowa- 
dziła ona ochoczo namiętnego młodzieńca do hulaszczego życia, któi"e stanęło przed nim otwo- 
rem, jak tylko ukończył liceum. Z drugiej strony na jej rachunek zapisać należy i to przygo- 
towanie gruntu dla idei liberalnych , które miały niebawem wstrząsnąć jego duchem. 

Jeszcze w liceum będąc, miewał Puszkin stosunki z młodymi oficerami pułku stojącego 
wówczas w Carskiem Siole i marzył tylko o tem, aby przywdziać mundur huzarski. Wiadomo, 
jak liberalny duch panował wówczas w armii, co świeżo wróciła była ze zdobytego Paryża. 
Porównanie Rosyi z Zachodem, dokonane własnemi oczami, nie mogło w młodych i niezepsutych 
sercach nie wywołać pragnienia wolności. Jednym z tych , w których to pragnienie głębsze było 
i silniejsze, był Czaadajew, młody oficer huzarski i on to, jak się zdaje, pierwszy wtajemniczył 
młodego poetę w dążenia liberalne młodej Rosyi , pierwszy ukazał mu w świetle liberalizmu 
społeczne stosunki rosyjskiego narodu. Jak wielki wpływ wywarł Czaadajew na Puszkina, wi- 
dać to z licznych wierszy tego ostatniego, w różnych czasach przyjacielowi poświęconych. Już 
w r. 1817, t. j. w roku wystąpienia z liceum, napisał Puszkin do portretu Czaadajewa cztero- 
wiersz : „Z najwyższej woli niebios przylcuty do służby carskiej, on w Rzymie byłby Brutusem, 
w Atenacłi Peryklesem , u nas on — oficer huzarski." W rok potem w dłuższym wierszu do 
niego zwróconym wynurzał głęboką wiarę, że „Rosyja ocknie się ze snu i na gruzach samo- 
władztwa wypisze ich imiona", ich, którzy „z taką tęsknotą oczekują godziny wolności, z jaką 
młodzieniec czeka słodkiego widzenia się z kochanką." W czasach wygnańczej wędrówki, na 
brzegu krymskim i w Kiszyniewie, zwracał się myślą do dalekiego przyjaciela, „którego zapał 
rozpłomieniał w nim miłość kutemu, co wzniosłe." Z natchnienia też Czaadajewa napisał Pusz- 
kin 1819 wiersz p. t. „Wieś", w którym w jaskrawych barwach i tonem pełnym goryczy przed- 
stawiał niewolę ludu wiejskiego i za pośrednictwem tegoż Czaadajewa wiersz ten dostał się do 
rąk Aleksandra I, który jakiś czas nosił się z myślą zniesienia poddaństwa, ale jej potem 
zaniechał. 

Ale idea wolności, która olśniła i pociągnęła ku sobie Puszkina, nie zawadzała bynaj- 
mniej życiu hulaszczemu, jakie genijalny ten dwudziestoletni młodzieniec prowadził w Peters- 



ŚLADY WPI,Y\VU MICKIEWICZA W POKZYI PUSZKINA. 217 

burgu, ukończywszy liceum carsko-siel.skio. I owszem, z(la\niła się ona kojarzyć z teiii życiem 
jak najlepiej i dodawała mu uroku i ponęty. Żywy obraz tii<^o życia przechował się w jednym 
z liryków Puszkina. 

Lubię ja wieczorną ucztę 

Gdzie wesołość przewodnicz}', 

A swoboda, moje bóstwo, 

Prawodawcą jest za stołem. 

Gdzie do rana słowo: pij ! 

Głuszy pieśni krzyk ochoczy. 

Gdzie dla gości miejsca dużo 

A butelek krąg się tłoczy. 

Na tych wesołych ucztach, wśród brzęku kielichów i hulaszczych pieśni , można było do 
syta rozprawiać o wolności, strzelać liberalnymi epigramatami, mierząc nie tylko w sługi car- 
skie, w najwyższych dostojników świeckich i duchownych , ale nawet w samego cara. Gzem dla 
naszego Mickiewicza były niewinne, sielankowe nieco majówki Promienistych lub zgromadzenia 
Filaretów, tem dla Puszkina owe ku bachanalijom nieraz zbliżające się uczty. Gorąca ich atmo- 
sfera, homeryczny śmiech towarzyszy, witający jego epigramaty, ich uwielbienie i oklaski, wszystko 
to pobudzająco i rozpalająco działało na młodego poetę. 

Pod wpływem takiej to sfery napisał Puszkin swoją Odę do wolności — w tym samym 
właśnie czasie, w r. 1820, w którym jego polski, genijalny rówiennik wyś^ńewał dla Filaretów 
Odę do młodości. Rzecz godna uwagi, że już wtedy Puszkin uczuwał w sobie dwa różne prądy 
poetyckie, które miały w nim walczyć całe życie. Swoje odę od takiej rozpoczął strofy: „Uchodź, 
ukryj się przed mymi oczyma — Cytery wątła królowo. — Gdzie ty jesteś, t}', gromy ciskająca 
w królów — Śpiewaczko dumna swobody? — Prz3-jdź, wieniec ze mnie zerwij — Rozbij znie- 
wieściałą lirę — Chcę wolność zaśpiewać światu — Na tronie dosięgnąć zbrodni." 

Cudzoziemska piastunka jego, przeszłowieczna poezyja fi-ancuska, uczyła go dotychczas 
grać tylko na owej zniewieściałej lirze, ale z radością ujrzał on i wśród tej poezyi kogoś, na 
kogo do tej pory mało zwracał uwagi , a w kim wolność budziła szczytne natchnienia. Był to 
Andrzej Ch^nier, który odtąd stał się ulubionym poetą Puszkina. W odzie do wolności wzywa 
on muzy, aby go prowadziła „szlachetnym śladem tego wzniosłego Galla'-, i dąży za nim, gro- 
miąc tyranów, obcych i swoich i wskazując im na przykładach Napoleona i Pawła, jaki los im 
ich własna tyranija gotuje. W ostatniej strofie, która i dziś jeszcze wraz z kilku innemi stro- 
fami tej ody przez znacznie szersze już ucho rosyjskiej cenzury przeleść nie może, streszcza 
się zasadnicza myśl utworu: „Usłuchajcie głosu prawdy, królowie! — Nie kary, ani nagrody — 
Nie mrok ciemnic, ani ołtarze — Nie są dla was pewną obroną I — Uchylcie głowy przed pra- 
wem — Wejdźcie pod jego opiekuńcze sklepienie — A jako straż staną u tronu — Narodów: 
wolność i pokój !" 

„Oda do wolności'' błyskawicą obiegła Petersburg i ściągnęła na poetę grom — wygna- 
nie. Miano go wysłać do Sołowieckiego monastyru, ale zabiegom Czaadajewa, Żukowskiego 
i Karamzina udało się złagodzić karę: Puszkinowi kazano wyjechać do południowych gubernij 
i służyć tam w kancelaryi głównego kuratora południowych kolonij. Znalazł on tam wkrótce 
przyjaciół i protektorów, mógł zwiedzić Kaukaz i Krym, mógł wieść życie swobodne i wesołe 
naprzód w Kiszyniowie, potem w Odessie. Talent jego rozwijał się, sława rosła, ale zapał li- 
beralny, niedostatecznie podsycany z zewnątrz, zaczął przygasać. 

Wydz. filoz.-histor. T. YTl. 28 



218 DR. JÓZEF TRETIAK. 

Już W wierszach: „ Telega życia" i „Demon", pisanych w r. 1823, zaczyna powiewać 
w poezyi Puszkina duch zwątpienia w ideały, tak gorąco niedawno opiewane. „Z rana, powiada 
poeta, siadłszy na telegę życia, wołamy ciągle na jemszczyka, aby smagał batem trójkę. W po- 
łudnie — brak już tej odwagi, jużeśmy strzęsieni, już się lękamy gór i wybojów i krzyczymy: 
zwolna, bałwanie ! A wieczorem, choć telega toczy się tak samo, przywykliśmy już do tej jazdy 
i drzemiąc jedziemy do noclegu, a jemszczyk-czas popędza konie." W Demonie powiada, że 
w chwili, gdy wszystkie wrażenia bytu były dlań jeszcze świeże i nowe, gdy wolność, sława 
i miłość krew mu silnie wzburzały, w tych czasach nadziei i rozkoszy zaczął go potajemnie 
nawiedzać jakiś złośliwy genijusz. „Smutne były nasze spotkania — Jego uśmiech, wzrok dzi- 
wny — Jego słowa jadowite — Wlewały chłodną truciznę do duszy On piękno nazywał 

mrzonką — I pogardzał natchnieniem — Nie Avierzył miłości , swobodzie — Szyderczo na życie 
spoglądał — I nie widział w całym świecie — Nic godnego błogosławieństw." To też pod na- 
tchnieniem tego demona pisał tak o sobie (1 grudnia 1813): Swobody siewca samotny — Wy- 
szedłem przed gwiazdą poranną — I ręką czystą, niewinną — W czarne niewoli bruzdy — Rzu- 
całem ziarno żywiące — iVle trwoniłem czas tylko — I myśli dobre i pracę . . . Paście się ludy 
spokojne — Nie zbudzi was części głos — I po co stadom dary wolności? — Trzeba je rznąć 
albo strzyc — Dziedzictwo ich z rodu w ród — To jarzmo z dzwonkami i bicz. 

Ten duch zwątpienia i pogardy dla życia zawiał na Puszkina z poezyi bajrońskiej i nie 
przebiegł tylko lekkim dreszczem jego duszy, jak to się stało u I\Iickiewicza, ale objął go na 
czas dość długi i coś, rzecby można, zostawił z siebie na zawsze. Chłodny, praktyczny rozum 
Puszkina prędko dostrzegł przepaści dzielącej ideę od jej wcielenia i w obec tego rozczarowa- 
nia doradzał Puszkinowi nie miotać się, nie walczyć z rzeczywistością, pogodzić się z życiem, 
żyć. używać nawet, ale płacić za wszystkie dary życia pogardą. Takim jest bohater najwięk- 
szego, najznakomitszego poematu Puszkina , Eugeniusz Oniegin , w którym poeta świadomie złożył 
część swego ja niepoślednią , jak w towarzyszu jego, Pawle Lenskim , który ginie w pojedynku 
z Onieginem, wcielił pierwszą dobę swej młodości, uroczyście święcącą ideały. 

Ale Paweł Lenski, zabity i pogrzebany w poemacie, w duszy poety pod wjrfywem szcze- 
gólnych zdarzeń zmartwychwstawał jeszcze nieraz i stawał do nowego pojedynku z Onieginem, 
aby znowu zostać pokonanym. Zresztą praktyczny rozum nigdy nie był jedynym Puszkina do- 
radcą: nie odstępowało go nigdy w wysokim stopniu rozwinięte poczucie honoru, w którem 
było coś średniowiecznego, rycerskiego, coś huzarskiego, coś bajrońskiego, niełatwa do rozgma- 
twania mieszanina pojęć. Nadzwyczaj drażliwy na punkcie honoru Puszkin nie mógł żyć w zgo- 
dzie z nowym swoim naczelnikiem w Odessie hr. Woroncowem , który się lekceważąco z nim 
obchodził , i zaczął strzelać do niego epigramatami , a te ściągnęły na niego nową i daleko przy- 
krzejszą formę wygnania. Kazano młodemu poecie (w lipcu 1824) wyjechać z Odessy, która, 
jako ruchliwe miasto portowe, była jeszcze dość znośnem miejscem wygnania, udać się prostą 
drogą, nie zatrzymując się nigdzie, do gub. pskowskiej, do głuchej wioski Michajłowskoje, na- 
leżącej do jego rodziców i stamtąd nie wydalać się nigdzie bez pozwolenia władzy. 

Dwuletni pobyt na wsi nie pozostał bez wpływu na kierunek twórczości Puszkina. Tu 
znalazł swoje starą piastunkę, Arinę Rodionównę , i wieczorami, po długich przejażdżkach kon- 
nych po okolicy, z zamiłowaniem przysłuchiwał się opowiadanym przez nią baśniom , które znane 
mu były jeszcze z dzieciństwa, a teraz odświeżały się w wyobraźni jego z całą dawniejszą po- 
tęgą barw. Tutaj poraź pierws-iy zaczął zagłębiać się w dzieje Rosyi i owocem tej pracy był 
dramat historyczny: Borys Godunow. Tu się rozwijała i nabierała cech epopei bajroniczna po- 
wieść: Oniegin. Ale i liberalny ogień nie wygasł w poecie; pryskał drobnemi iskierkami epi- 



ŚLADY WPF-YWU MKKIEWICZA W POKZYI PUK/KINA. 219 

gniiiiatyczncnii, niekiedy wybuelial nawet wieks/Ąui ploinienieui, jak w wierHzu do Andrzeja 
Clienier. tylko że nie był to już wyhiieh l)ezpo«re(lni uczuć poety, ale raczej historyczne ma- 
lowidło. 



111. 

Nadeszła dla lil)crałów rosyjskich chwila rzynn i vvielkicgo zawodu, !4 grudnia 1825. 
I-*uszkin był z Grudniowcami tylu stosunkami , s^mpatjjami i antypatyjami związany, że gdvby 
był wówczas w stolicy, byłby niewątpliwie jeśli nie należał do ruchu , to przynajmniej był za- 
mieszany w icli sprawę i ciężko odpokutował za nią. Wygnanie ocaliło go. 

Klęskę ruchu liberalnego przebolał" poeta, jak się zdaje, dość prędko ; naprzód dla tego, 
że mało miał przedtem wiary w powodzenie tego ruchu, powtóre, że liczył wiele na łaskawość 
nowego monarchy. „Z niecierpliwością oczekuję rozstrzygnięcia losu nieszczęśliwych i urzędo- 
wego sprawozdania o spisku, pisał do przyjaciela swego Dełwiga w miesiąc po katastrotie, ale 
mocno ufam we wspaniałomyślność młodego naszego cara." Sądził też, że zmiana monarchy 
sprowadzi korzystną zmianę i w jego losie, i już w styczniu 1826 zaczął czynić zabiegi w celu 
wydobycia się z wiejskiego wygnania. 

Ale nim ten cel osiągnął , doszła go wiadomość o powieszeniu pięciu Grudniowców. W tej 
liczbie byli jego przyjaciele: Pesteł i Rylejew. Wrażenie, jakie ta wiadomość wywarła 
na Puszkinie, uwieczniło się w jednej z jego elegii (na śmierć pani Riznicz). Była to jedna z jego 
kochanek odeskich, żona tamtejszego kupca; stosunek jej z Puszkinem należał do najściślej- 
szych. Po odjeździe poety z Odessy, wyjechała do Włocli i tam umarła w r. 1826. Ażeby zro- 
zumieć ełegiją, trzeba wiedzieć, że Puszkin dowiedział się o powieszeniu Grudniowców 24 lipca, 
a nazajutrz potem o śmierci odeskiej kochanki. „Pod błękitnem niebem swoich stron rodzin- 
nych — Ona gasnęła (tomiłaś) i więdła — Zgasła nareszcie i już zapewne nademną — Młody jej 
cień ulatywał — Ale nas przedziela nieprzestępna granica — Daremnie rozbudzałem uczucie — 
Z ust obojętnych padła wieść o jej śmierci — I obojętnie jej. słuchałem — Więc ją to ja kocha- 
łem tak płomienną duszą — Z takiem wytężeniem uczuć — Z taką czułą trawiącą tęsknotą — 
Z takiem szaleństwem i męczarnią! - Gdzież męki? gdzie miłość? Niestety w duszy mojej — 
Dla biednego, łatwowiernego cienia — Dla niepowrotnych dni słodkiej pamięci — Nie znajduję 
dziś ani łez, ni potępienia." 

Jest to jeszcze mało wyraźny, starannie zakryty ślad tego wstrząśnienia, jakiego doznała 
dusza poety na wieść o śmierci Grudniowców. W brulijonach jego są wyraźniejsze ślady. Puszkin 
miał zwyczaj upamiętniać tam swoje uczucia i pomysły, które go w danej chwili opanowywały, 
nie tylko słowami, ale i rysunkiem. W brulijonach z tego czasu wśród rozmaitych wierszy znaj- 
dują się dwa rysunki nakreślone ręką Puszkina, a przedstawiające wał, bramę forteczną i szu- 
bienicę z pięciu powieszonymi. Pod jednym z rysunków te tylko słowa: „I jabym ", pod 

drugim myśl nieco więcej rozwinięta, chociaż także niedokończona: „I jabym mógł jak tu na " 

Puszkin czuł, że los, który spotkał jego przyjaciół, i jego mógł był spotkać. 

Więc oto, do czego prowadziła idea wolności! Z początku, gdy poszedł za jej natchnie- 
niem, jakże mało, jak nic prawie nie wymagała otiar, a iluż darzyła rozkosznemi natchnieniami, 
jakim blaskiem otaczała wybrańca, ileż aromatu dodawała zwykłym uciechom życia. Później 
trzeba było zapłacić za nią wygnaniem , ałe wygnanie , jakże lekkie było , ileż przynosiło roz- 
maitości, ile pokarmu dla talentu. A nawet wtedy, gdy był skazany na wiejską samotność, 
można sobie ją było uprzyjemnić i miłością i poezyją i nauką. Ale dotychczasowe ofiary były 



220 DR. JÓZEF TRETIAK. 

czczym dymem kadzidła w obec ofiar, jakich teraz zażądała idea wolności. Potrzeba było krew 
lać na jej ołtarz i życie jej poświęcać, i to nie w zapale i og-łuszeniu walki, ale zwolna, po 
długiem znużeniu więzłennem, nieść je w obec milczących tłumów, po stopniach rusztowania, 
nad którem się piętrzyła szubienica. 

W obec wsti'ząśniętej duszy Puszkina stanął w całej swojej grozie dylemat: być albo 
niebyć. Jeżeli miał być wieszczem narodu, którego najszlachetniejszym synom dostawał się stry- 
czek w udziale, to musiał duchowo doróść do tego stanowiska. Czemże była z małym wyjątkiem 
dotychczasowa poezyja jego w obec zadań , jakie ciążyły ua wieszczu narodu , dążącego do 
wolności ? Wydała mu się tylko igraszką fantazyi i humoru. Ażeby stanąć na wysokości -wieszcza, 
trzeba było przerodzić się w duchu, oczyścić duszę z brudu żądz ziemskicli i ziemskiej trwogi, 
przejąć się jedną tylko żądzą zbawienia narodu, stanąć jednera słowem obok proroków Izraela. 
I była chwila, kiedy ten wesoły towarzysz nocnych hulanek, zapamiętały gracz, namiętny i zmy- 
słowy kochanek uczuł, jak mu wyrastają skrzydła archanielskie, jak dusza jego z trzęsawisk 
zmysłowości wystrzela czystym kwiatem lilii. W tej to chwili napisał wiersz p. t. Prorok. 

Wiadomo, jak Mickiewicz wysoko stawiał ten wiersz, wielka szkoda, że go nie prze- 
łożył, ale tylko treść opowiedział w swoich prelekcyjach. Podajemy go tutaj w przekładzie: 

Duchowem pragnieniem męczony 

Wlokłem się po mrocznej pustyni, 

Grdy na rozdrożu przedemną 

Stanął serafim sześcioskrzydły. 

Palcami lekkiemi jak sen 

Dotknął mych źrenic duch ten. 

Otwarły się wieszcze źrenice. 

Jak u przelękłej orlice. 

Gdy moich uszu dotknął on, 

Napełnił je wnet szum i dźwięk. 

I usłyszałem niebios drganie 

I górny aniołów lot 

I gadów morskich chód podwodny 

I trzciny rzecznej ciche szepty. 

I do ust moich sięgnął on 

I wyrwał grzeszny język mój, 

I zły, i czcze roniący słowa. 

I żądło żmii mądrej tam 

W zamarłe, skrzepłe usta me 

Włożył prawicą skrwawioną. 

I pierś mi on rozpłatał mieczem 

I żar, płomieniem ziejący, 

W otwartą pierś mi wsadził. — 

Leżałem jako trup w pustyni, 

Gdy Boży głos się ozwał ku mnie: 

Proroku, wstań i wejrz i słysz 

I wolą się napełnij moją, 

A morza obchodząc i ziemie, 

Rozjarzaj słowem serca ludzi. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZM PUSZKINA. 221 

Utwc'.!- ten, to najwyższy szczyt iiatclinienia, na jaki się wzniosła kiedykolwiek dusza 
Puszkina, szczyt samotnie f^cwiijsicy nad cala jego poezyją. Mickiewicz powiada, że utw(>r ten 
zwiastował początek nowego zawodu Puszkina, ale zabrakło mu siły dojść do tego, co przeczuł. 
„Nie zdołał swego życia wewnętrznego i swoich prac literackich urządzić j)odług tej wielkiej 
prawdy", którą w tym utworze wypowiedział, i „pozostała ona w jego dziełach do niczego nie 
przypięta, jakby przypadkiem i niewiedzieć skąd zabłąkana." 

Dla czego tak było? Dla czego poeta, wspiąwszy się niespodzianie na taką wysokość, 
nie mógł się utrzymać na niej, nie już przez całe życie, ale choćby przez czas jakiś? Myślę, 
że dla braku religijności, która jest w duszy człowieka korzeniem wszelkich wysokich idei. Ani 
mechaniczna obrzędowość, w której się wychował, ani francuska politura, ani huzarska Inilasz- 
czość, ani modny liberalizm nie mogły w nim rozbudzić ani iskierki uczucia religijnego. To, co 
mu za religiją podawano, stawało się tylko osełką dla jego epigramatycznego talentu. Później 
wczytywał się w bibliją , ale raczej jako artysta , nie jako człowiek szukający swojego Boga. 
I w wierszu , o którym mowa, pomimo niezrównanej jego raajestatyczności , wieje raczej surowy 
duch Starego Zakonu , aniżeli wiosenny, krzepiący powiew Ewanielii. A jednak ten wiersz świad- 
czy, że ])ył Av Puszkinie zaród religijności, ale potrzeba było dopiero takiego wzruszenia, ja- 
kiego doznało jego dobre i kochające serce na wieść o haniebnej śmierci przyjaciół , ażeby to 
ziarno poruszyło się do życia i wystrzeliło kwiatem pięlinym i samotnym. 

Niebawem zaszedł w życiu Puszkina wypadek , który wywarł stanowczy wpływ na dalszy 
kierunek jego poezyi. Jego prośba doczekała się załatwienia. W pierwszycli dniach września 
1S26 r. zjawił się przed nim feldjeger, aby go natychmiast zabrać i zawieść pro.sto do cara. 
Powiadają, że Puszkin w tę podróż, mającą rozstrzygać o jego przyszłości, zabrał z sobą 
i wiersz, o którym tylko co była mowa i że w razie niepomyślnego końca rozmowy z carem, 
miał mu ów wiersz wręczyć. W ten zamiar łatwo uwierzyć ; trudniej przypuścić , że Puszkinowi 
nie zabrakłoby cywilnej odwagi do wykonania zamiaru. Ale wykonanie okazało się zbytecznem, 
Puszkinowi rezultat rozmowy z carem wydał się nadzwyczaj pomyślnym. Car wracał mu wol- 
ność , zwalniał go nawet od cenzury, sam chciał być jego cenzorem. Była to łaska, jak się oka- 
zało potem, dość uciążliwa, ale w pierwszej chwili, schlebiała Puszkinowi w wysokim stopniu. 
..L'Empereur m'a recu de la manih-e la plus aimable", pisał w kilka dni po audyjeucyi do są- 
siadki swojej wiejskiej, Osipowej , a w parę miesięcy donosił jednemu z przyjaciół (Jazykow): 
„Car uwolnił mię od cenzury. On sam moim cenzorem. Korzyść, naturalnie, niezmierna." 

Wypuszczony z klatki Puszkin, spragniony życia stołecznego, przemieszkiwał odtąd to 
w Moskwie, to w Petersburgu, na wieś wyjeżdżając tylko wtedy, gdy mu potrzeba było ciszy 
i spokoju dla napisania jakiegoś większego utworu. W Moskwie zastawał szerokie grono światłych 
literatów, swoich wielbicieli, poczęści znajomych, poczęści nieznanych. To grono przyciągnęło 
natychmiast ku sobie Puszkina , którego otaczał potrójny urok sławy, jako znakomitego poetę, 
przedstawiciela liberalnej poezyi i przez rząd prześladowanego człowieka. Na przyjacielskich zgro- 
madzeniach literatów Puszkin odczytywał nowe swoje utwory i tutaj to poraź pierwszy spotkał 
się i poznał z Mickiewiczem, który już od końca 1825 przebywał w Moskwie. 

Było to u młodego poety Wieniewitinowa. Pomiędzy gośćmi oprócz Mickiewicza byli 
Chomiakowowie, Kiriejewscy, Baratyński, Szewyrew, Rancz , Sobolewski , Pogodin i inni. Pusz- 
kin miał czytać Borysa Godunowa, którego już przedtem czytał na innem zgromadzeniu. „Ze- 
braliśmy się słuchać Puszkina, powiada Pogodin, my wykształceni na wierszach Łomonosowa, 

Dierżawina, Cheraskowa, Ozierowa, .... przywykli do deklamacyi śpiewającej Francuzów." 

„Oczekiwany przez nas majestatyczny kapłan wysokiej sztuki — byłto średniego wzrostu, ba, 
nawet niski człowieczek , ruchliwy, z długiemi zwijającemi się w pierścienie włosami , bez wszel- 



HŁ DK. JO/EF TRETIAK. 

kich pretensyj ; z żywemi , bystrerai oczyma, mówiący cichym i przyjemnym głosem, w czarnym 
surducie, w czarnej kamizelce, zapiętej pod szyję, w niedbale zawiązanym krawacie. Zamiast 
g'órnolotnego języka bogów, usłyszeliśmj' prostą, jasną, zwyczajną, a jednak tak poetyczną 
i porywającą mowę!" 

Wrażenie wywołane tragedyją było ogromne. Po odczytaniu jej rzucano się sobie w ob- 
jęcia, ściskano się, wylewano łzy uniesienia i zachwytu. Na pochwałę ówczesnych literatów 
rosyjskich trzeba powiedzieć, że zawodowa zazdrość była im zupełnie obcą. Co się tyczy Mic- 
kiewicza, ten również był wolnym od zazdrości, ale jako obdarzony krytyczniej szym zmysłem 
od innych słuchaczy, umiał w odczytanym utworze znaleźć nie tylko to, co było prawdziwie 
pięknem, ale i to, co przeczyło piękności. Puszkin miał sposobność odrazu poznać w Mickie- 
wiczu pierwszorzędnego znawcę i za radą jego wypuścił ze swej tragedyi pewną scenę , (Gry- 
goryj i zły czerniec), która następowała zaraz po wspaniałym dyalogu Hryszki z ojcem Pime- 
nem , a do tego dyjalogu nie była wcale dostrojoną '). 

Niebawem wieść o tryumfach , jakie zbierał Puszkin w gronie literatów moskiewskich, 
doszła do czujnych uszu cara Mikołaja. Puszkin otrzymał urzędową wymówkę , że nie stosuje 
się do zalecenia cesarskiego. Biedny poeta zrozumiał teraz dopiero , jak krępującą jest łaska, 
którą mu okazano: oto nie wolno mu było nie tylko nic drukować, ale i nawet czytać przyja- 
ciołom i znajomym przed uzyskaniem aprobaty cesarskiej. Nie pozostawało mu nic innego, jak 
pospieszyć z tlómaczeniem się , iż nie zrozumiał dobrze woli carskiej i z upewnieniem , iż nie 
omieszka nadal stosować się do niej. Należy dodać, że cenzura cesarska, jak zresztą poczęści 
i zwyczajna, oceniała i sądziła utwór nie tylko pod względem kierunku politycznego i religij- 
nego, ale wdawała się i w roztrząsania estetyczne , i że tragedyją Borys Grodunow doczekała 
się wyjścia na świat dopiero w kilka lat po jej napisaniu, kilka razy przez poetę poprawiana 
i kilka razy cesarzowi przedstawiana. 

Położenie poety pomiędzy towarzystwem literatów, które było przejęte duchem liberal- 
nym i wielbiło w Puszkinie przedewszystkiera poetę wolności, a rządem, a raczej carem , który 
go traktował łaskawie , ale jako marnotrawnego syna i wymagał zaparcia się przeszłości — było 
bardzo trudne. Puszkin miał nadzieję , że potrati żyć w zgodzie z jedną i drugą stroną. O roli 
proroka naturalnie nie myślał już wtedy, ale zdawało mu się, że będzie mógł zostać pośredni- 
kiem pomiędzy łaskawym dla siebie autokratą a temi Avarstwami rosyjskiego społeczeństwa, 
które dążyły do światła i wolności. 

W tym duchu napisał przy końcu 1826 swoje Stanze. Odmalował w nich bardzo po- 
chlebnemi barwami Piotra Wielkiego, przedstawiając go jako monarchę, który „prawdą przy- 
ciągał serca", „nauką złagodził obyczaje", „śmiało siał oświatę" i „ nie pamiętał uraz" i wzywał 
cara Mikołaja, aby był podobnym swemu wielkiemi pradziadowi. We wstępnej strofie godził się 
on już z tem, co tak niedawno wywołało w nim wstrząsające wrażenie, ze śmiercią swoich 
przyjaciół na szubienicy, z ciężkim wyrokiem , jaki spadł na innych , jako ze złem koniecznem, 
a to w nadziei, że chwilowe zło minie, urazy prędko zostaną zapomniane i nastąpi ułaskawie- 
nie dla tych, których jeszcze można było ułaskawić. (W nadziei sławy i dobra — Spoglądam 
w przyszłość bez bojaźni — Wszakże i sławne dni Piotra — Zaczęły się od buntów i każni). 

Prawie jednocześnie — w „Posłaniu na Sybir" — przeciągał rękę przyjaciołom pracu- 
jącym w sybirskich kopalniach i pocieszał ich, że „bolesny trud i górne ich dążenia" nie 
pójdą na marne, że niebawem „spadną z nich ciężkie kajdany — Runą ciemnice, a swoboda — 



') Literaturnoje pi-ibawlenje k russkomu Inwalidu 1834. N. 3. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYI PUSZKINA. 223 

Radośnie ])o\vita ich u wejścia — 1 bracia miecze iiu otldaiteą". Obecne swoje położenie odma- 
lował w pięknym wierszu „Arion" : „Wielu nas było na czółnie — Jedni rozpinali żagle — 
Drudzy wspcilnie wytężając siły — Parli wiosłami w głąb fali. Nasz mądry sternik, pocliylony 
nad rudiem. milcząc, ładowną kierował łodzią. A ja bez troski o nic, pełen wiary, śpiewałem 
żeglarzom... Nagle wiclier nadleciał i zmiął łono fali. Zginęli sternik i żeglarze. Tyllco jai 
ś])iewak tajemniczy, na brzeg wyrzucony burzą, ja śpiewam hymny dawniejsze i wilgotne szaty 
moje rozwieszam na słońcu pod skalą". 

Rola. jaką sobie teraz wyznaczał poeta, rola rozbitka - śpiewaka , tak obojętnie suszą- 
cego swoje szaty w słońcu łaski carskiej , nie przypadała do smaku jego dawniejszym wielbi- 
cielom. Widzieli w niej oni odstępstwo od zasad. Mickiewicz, który się zbliska przypatrywał 
stosunkowi młodej inteligencyi rosyjskiej do Puszkina, powiada, że publiczność rosyjska przy- 
wykła w nim była widzieć kierownika swoicli przekonań i cliciała, aby i nadal pozostał na 
tem stanowisku, naturalnie nie zawracając z drogi liberalizmu, tylko nowe na tej drodze uka- 
zując widoki. Tymczasem Puszkin zniechęcony był do dawniejszej swojej roli i nic nowego 
nie umiał ukazać publiczności, prócz tego chyba, że wiele się można spodziewać od łaskawości 
cesarza Mikołaja. Szczególnie „Stańce"' jego stały się kamieniem obrazy dla jego przyjaciół. 

Poeta uczuł potrzebę usprawiedliwienia się. W wierszu ;,Do przyjaciół" broni się od 
zarzutu, że jest pochlebcą. Nie, on pokochał cara szczerze, za to, że Rosyą rządzi dzielnie, że 
jeran. wygnańcowi podał rękę i uczcił w nim natchnienie. Pochlebca inaczej przemawia do 
monarchy: on mu powie, że trzeba gardzić narodem, że oświata jest zepsuciem i buntem. 
„Biada krajowi, gdzie tylko niewolnik i pochlebca mają przystęp do tronu, a poeta — niebios 
wybraniec — milczy, wzrok utkwiwszy w ziemię". 

I w tym więc wierszu występował Puszkin w roli pośrednika pomiędzy narodem a ca- 
rem. Ale pośrednictwo nie wiodło mu się. Inteligencyja rosyjska nie wiele na nie liczyła i nie 
przestawała mieć za złe poecie oportunizmu, który odejmował polot i liberalne barwy jego 
poezyi. Car kazał powiedzieć poecie, że wiersz jego podobał mu się, ale że nie życzy sobie, 
aby był drukowany. Więc i samemu Puszkinowi zaczęła przykrzyć się niewdzięczna rola po- 
średnika. W tym samym jeszcze roku (1828) wystąpił ze sławnym swoim wierszem „Czerń", 
w któiym zniecierpliwiony brzęczącą mu ciągle koło uszu naganą , dawał gniewną odprawę 
tym, co go chcieli widzieć wieszczem, wiodącym naród do wolności i zakreślał nowe stanowisko 
dla siebie — kapłana sztuki , oderwanej od życia społecznego, nie zamąconej politycznemi dą- 
żeniami. Utwór ten, podany w całości w prelekcyjach Mickiewicza, kończył się następującym 
czterowierszem : 

Nie dla społecznych niepokojów, 
Nie dla korzyści . nie dla bitwy, 
Myśmy zrodzeni dla natchnienia. 
Dla dźwięków słodkich i modlitwy. 



IV. 

Mickiewicz nie podzielał tego poglądu na stanowisko poety. On, który w pieśni Waj- 
deloty stworzył hymn na cześć poezyi, która „z archanielskimi skrzydłami i głosem dzierżyła 
i miecz archanioła", nie mógł pochwalać tego zamknięcia się w sferze dźwięków słodkich 
i modlitwy. Ale umiał wnikać w trudne położenie rosyjskiego poety, umiał ocenić nie tylko to, 
co było świetnego w jego talencie, ale i co było dobrego w jego intencyjach, i dlatego w ne- 



224 DK. JÓZEF TRETIAK. 

krologu, pisauym 1837 r., dał wizerunek jeg-o lepszy od wzoru, jaki nakreślił dla siebie Puszkin 
w wierszu „Czerń". „Pogardzał on — powiada tam o Puszkinie — autorami, którzy nie mają 
żadnego celu, żadnej dążności. Nie lubił ani iilozoticznego sceptycyzmu, ani beznamiętności arty- 
stycznej Goethego"'. 

To bezstronne, wolne od cienia zawiści i niechęci usposobienie Mickiewicza dla Puszkina 
musiało się wiele przyczynić do przyjacielskiego zbliżenia się dwu wielkich poetów. Poznawszy 
się w jesieni 1826 r. w Moskwie, spędzili oni razem w tern mieście zimę z r. 1826 na 1827, 
a następnie znaczną część roku 1828 w Petersburgu. W Moskwie mieli sposobność częstego 
spotykania się u księżnej Zeneidy Wołkońskiej , na której cześć i Puszkin pisał wiersze ; 
w Petersburgu, na wieczorach u młodego przyjaciela Puszkina , także poety, Delwiga. O tern, 
jakie wrażenie wywarł Puszkin na Mickiewiczu , możemy sądzić nie tylko z tego, co później 
nasz poeta pisał o Puszkinie, ale i z pewnego ustępu w spółczesnym liście do Odyńca 
(w marcu 1827): „Znam go i często się widujemy. Puszkin prawie mojego wieku (dwoma 
miesiącami młodszy) w rozmowie bardzo dowcipny i porywający; czytał wiele i dobrze, zna 
literaturę nowożytną; o poezyi ma czyste i wzniosłe pojęcie". Jakie wrażenie wywarł Mickie- 
wicz na Puszkinie , o tem nie znajdujemy wiadomości w spółczesnej korespondencyi Puszkina 
i musimy sięgnąć aż do wiersza jego z 1834 r. (Mickiewicz). „Spokojny, życzliwy, nawiedzał 
nasze zebrania. Z nim dzieliliśmy się naszymi marzeniami i pieśniami (on miał dar natchnienia 
i z wysoka spoglądał na życie). Nieraz mówił nam o czasach dalekich, kiedy ludy, zarzuciwszy 
spory, zjednoczą się w wielką rodzinę. Chciwie słuchaliśmy poety. On uszedł na Zachód — 
a błogosławieństwa nasze towarzyszyły mu w drodze'"'. W waryantach do tego wiersza znaj- 
dujemy i takie słowa: „Nie lubił on krzykliwej potwarzy i stronił od pustego wolnodumstwa". 

Tak więc wiersz ten potwierdza prawie całkowicie to, co nam Odyniec przekazał o za- 
chwycie Puszkina dla Mickiewicza i gotowi jesteśmy wierzyć, iż w uwielbieniu dla polskiego 
wieszcza Puszkin dochodził do szczerego uznania jego wyższości nad sobą. 

Byłaż wyższość i na czem polegała? Jako artyści stali obaj na wysokości, która się 
usuwa z pod porównań. Obaj byli doskonałymi mistrzami, u każdego z nich słowo było pełnem, 
jędrnem i pięknem wcieleniem myśli. Wykształceniem także dorównywali sobie. Ale różnica była 
w temperamentach i w wychowaniu, to jest w tej suramie, która nazywa się charakterem. 
Mickiewicz miał temperament silny, to jest taki, który umie stale podporządkowywać jedne 
wrażenia i wyobrażenia drugim. Wychowanie domowe napoiło duszę jego ciepłem religijności, 
wpływy otoczenia szkolnego zaszczepiły w niej wysokie ideały i dążenia . i to była nie- 
wzruszona podwalina, na której się oparł całokształt jego wyobrażeń. Mało było ludzi o cha- 
rakterze tak jednolitym, jak ilickiewicz. W pierwszych jego studenckich jeszcze próbach autor- 
skich, w wierszu: „Już się z pogodnych niebios", w powiastce „Żywiła" znajdowały się już 
ziarna uczuć i przekonań, które rozkwitały potem coraz wspanialej w całym szeregu jego utwo- 
rów poetyckich; tam już wypowiedziane były hasła, którym pozostał wierny do końca życia. 

Tej spoistości, tej jednolitości nie było w charakterze Puszkina. P. Spasowicz pięknie 
i trafnie przyrównał go do fali morskiej, wiecznie ruchomej i stosownie do pory dnia zmienia- 
jącej- barwy. I dusza Puszkina zdolną była wspinać się do wysokich idei i ogarniać je, ale nie 
umiała przejąć się nimi do głębi i poddać się im na zawsze. Nie mogły one zapuścić głęboko 
korzeni w jego sercu, zamienić się w jego religiją, naprzód dlatego, że nie było rozwiniętej 
religijności w sercu Puszkina, któraby je krzepiła i uświęcała; powtóre, że siła żądz wzbu- 
rzających tę falę morską, była niesłychanie trudną do ujęcia w karby. Bjło więc rozdarcie 
w duszy Puszkina, a jakkolwiek, dzięki żywości różnorodnych żądz, łatwo było Puszkinowi 
godzić się z życiem, zacierać i zagłuszać na długo owo rozdarcie, to przecież występowało 



ŚI.ADY WPŁYWU MICKIHWICZA W POF.ZYI PUSZKINA. 225 

ono nieraz z całą siłą, gdy pod \v|)łyvvcni jakio};oś silniejszego wrażenia ideały młodości wra- 
cały do pierwotnycli l)arw świeżycłi i czystych. 

Obcowanie z Miclciewiczeni , odświeżając w duszy Puszliina to, co w niej było najszla- 
clietniejszego, zdolne było wywoływać to rozdarcie. W harmonijnym nastroju duszy Micl<iewicza 
widział on wyższość jego nad sobą, widział, jakim być sam powinien, ale jakim l)yć nic ni(jgł. 
Prawda, że w dobrem sercu jego nie było pychy i zawiści; wyższość, jaką czuł w Mickiewiczu, 
nie odpychała go od polskiego wieszcza, ani go pobudzała, jak naszego Słowackiego, do sta- 
wania na szczudłach i drapowania się w sztuczną wielkość. Niemniej przeto uczucie niemocy 
charakteru, wywoływane tem porównaniem, ciężyć mu mogło ołowiem na sercu. 

Tyra sposobem objaśniam fakt, przekazany nam we wspomnieniach jednej z jego naj- 
lepszych przyjaciółek (Ze wspomnień A. P. Kern. Ruskaja Staryna 1880 T. 27. str. 144), że 
przez całą zimę z r. 1827 na 1828 — to jest wtedy, gdy dwaj poeci, bawiąc w Petersburgu 
i często się z sobą spotykając, jeszcze się bardziej zbliżyli do siebie i starli z sobą duchem — 
że przez tę całą zimę Puszkin był „posępny, roztargniony i apatyczny". Były wprawdzie i inne 
okoliczności, które na to usposobienie wpływać mogły. Jeden z jego liberalnycli wierszy 
„Andrzej Chćnier'^ napisany jeszcze w 1825 r., a drukowany w rok potem, ale z opuszczeniem 
ustępów rażących cenzurę, znaleziony został w pierwotnym tekście z napisem „Na 14 grudnia 
1825" u niejakiego Leopoldowa. Zrobiono z tego ważną sprawę, Leopoldowa uwięziono, 
a Puszkin musiał stawać nieraz przed sądem, aby usprawiedliwiać się i tłómaczyć, że iiapis 
„Na 14 grudnia" nie był jego pomysłem i że w obrazie przedśmiertnych chwil francuskiego 
poety nie mogło być alluzyi do śmierci Grudniowców, już choćby dlatego, że wiersz pisany 
był przed tym wypadkiem. Sprawa toczyła się cały rok 1827 — 1828 i zakończyła się wyro- 
kiem senatu, który postanawiał, aby nad Puszkinem „z powodu jego nieprzyzwoitego wyrażania 
się w odpowiedziach przed sądem o wypadkach 14 grudnia 1825 i ze względu na duch samego 
utworu" '), rozciągnięto tajemny dozór policyjny. 

Otóż sprawa ta przykrą była dla Puszkina, bo psuła jego dobry stosunek z rządem 
i była jedną więcej wskazówką, jak trudną i niewdzięczną obrał on sobie rolę — rolę pośre- 
dnika pomiędzy liberalną publicznością a despotycznym rządem. Ale sama ona nie zdoła nam 
objaśnić tego usposobienia posępnego, tego roztargnienia i apatyi, o której Avyżej była mowa, 
tego żalu i smutku głębokiego, jaki się z kilku jego ówczesnycłi utworów odzywa, jak „Prze- 
czucie", „Przypomnienie" i wiersz p. t. „26 maja 1828". W pierwszym z przytoczonych wier- 
szy z żalem wspomina on ,,o sile, dumie, nadziei i odwadze młodych dni", w ostatnim, niepo- 
równanym pod względem rytmiczności i tonu lirycznego, zapytuje po co mu dano to życie, 
dar przypadkowy i bezużyteczny? kto go wywołał z nicestwa, aby duszę jego napełnić na- 
miętnością, a umysł napoić wątpieniem? i kończy strofą: 

Celu nie mam przed oczyma , 
Serce puste, próżny duch, 
I jak zmora wciąż ranie trzyma 
Jednostajny życia ruch. 

. Ale najważniejszym dla nas jest trzeci wiersz p. t. „Przypomnienie". Jest to jedyny 
utwór Puszkina, który Mickiewicz przełożył na język polski, i to przełożył jeszcze w Rosyi, 
wkrótce po jego ukazaniu się , bo przekład znajdujemy już w petersburskiem wydaniu poezyj 



*) Dzieła Puszkina, wydane pod redakcyją Morozowa 1887. T. I. 343. 
Wydz. filozof. -histor. T. TH. 



226 



DK. JOZEF TKERIAK. 



Mickiewicza z r. 1829. W wierszu tym obraz rozdarcia, jakiego doznawała dusza Puszkina 
w tych czasach , jest najjaskrawszy i najpełniejszy. 

Kiedy dla śmiertelników ucichną dnia gwary 

I noc, wpótprzejrzystą szatę 
Rozciągając nad głuchej stolicy obszary, 

Spuszcza sen, trudów zapłatę : 
Wtenczas mnie samotnemu rozmyślań godziny 

W ciszy leniwo się wleką, 
Wtenczas mnie ukąszenia serdecznej gadziny 

Bezczynnemu srożej pieką. 
Mary wrą w myśli, które tęsknota przytłacza, 

I trosk oblegają roje: 
Wtenczas i przypomnienie w milczeniu roztacza 

Przedemną swe długie zwoje. 
Ze wstrętem i z przestrachem czytam własne dzieje, 

Sam na siebie pomsty wzyw am , 
I serdecznie żałuję , i gorzkie łzy leję : 

Lecz smutnych rysów nie zmywam . . . 

Nie obojętnem jest pytanie, dla czego Mickiewicz z bogatego skarbca poezył Puszkina 
wybrał ten nie inny wiersz do przekładu. Zapewne stanowczej na to odpowiedzi nie ma, ale 
uzasadnionem , sądzę, jest przypuszczenie, że w samej treści wiersza znalazł nasz poeta coś 
takiego, co na ten wybór wypłynęło, zwłaszcza, że ani rytmicznością, ani innymi właściwymi 
Puszkinowi zaletami formy wiersz ton nie celował. Czy więc znajdował w tym wierszu 
wyraz uczuć, których sam doznawał? Nie, Mickiewicz był w owych czasach spokojny, 
silny, trzeźwy; nie miał powodu „ze wstrętem i przestrachem czytać własnych dziejów", ani 
„sam na siebie pomsty wzywać". Ta sama p. Kern, jakby dla przeciwstawienia go Puszkinowi 
powiada o nim: „Oto kto był zawsze raiły i przyjemny!" Więc inne pozostaje przypuszczenie, 
że w wierszu owym znajdował obraz głębin duszy rosyjskiego poety, które się poruszały 
w obcowaniu z nim , do których umiał sięgnąć bystrym wzrokiem. Mamy świadectwo samego 
Mickiewicza (w nekrologu Puszkina umieszczonym w „le Globe" 1857 r.), że w rozmowach 
swoich poruszali oni „wysokie kwestyje religijne i społeczne, o których ziomkowie Puszkina 
zdawali się nie mieć żadnego wyobrażenia". Czy przypisywał sobie cokolwiek wpływu na po- 
ruszenie tych głębin duszy rosyjskiego poety, czy nie, to pewna, że wiele liczył na to poru- 
szenie i widział w niem początek przeobrażania się moralnego. Tak można wnioskować z róż- 
nych ustępów wspomnianego nekrologu (II subissait evidemment une transformation interieure... 
Ses d^fauts paraissaient tenir aux circonstances , au milieu desquelles ił se trouvait; ce qui 
^tait bon en lui, venait de son coeur" etc). 

Była jednem słowem wówczas pewna walka w duszy Puszkina, walka, w której, jak 
przypuszczam, wpływ Mickiewicza odegrał rolę czynnika pobudzającego. W owym to czasie, 
na wiosnę, latem lub w jesieni 1828 r., mogła się odbyć scena opisana w „Pomniku Piotra 
Wielkiego". 

Z wieczora na dżdżu stali dwaj młodzieńce 

Pod jednym płaszczem, wziąwszy się za ręce. 

Przed nimi w mrocznej powietrzni wznosił się miedziany kolos knutowładnego cara. Ta 
żywa grupa ludzka, złożona z przedstawicieli dwu wrogich narodów, którzy się po bratersku 



HliADY \VI'i,VWU iMICKIKWICZA W NiKZYI PUSZKINA. 227 

płaszczem z aohą dzielili , — a z drugiej strony ten z bronzu ulany car na rozhukanym koniu, 
tratujący wszystko, co się opiera idei zaborczego, wszystko pocliłaniającego państwa, to był 
kontrast posunięty do ostatecznych granie, to była wyborna symbolika tego przeciwieństwa 
pomiędzy daleką, wieszczoną i)rzcz Mickiewicza jjrzyszłością, „kiedy ludy zaniechawszy sporów, 
zjednoczą się w wielką rodzinę", a przeszłością, i teraźniejszością, ubóstwiającą ideał zaborcy 
i autokraty. 

Czy nasi poeci zdawali sobie sprawę z tego przypadkowego kontrastu, w którego skład wcłio- 
dziłi V czy przynajmniej instynktowo go uczuwali V Na to odpowiedzi nie ma, ale jest wiersz Puszkina 
z tych czasów (9 listopada 1828), na kt(')ryra jakby spoczął słaby ])lask tego kontrastu. Jesł 
to „Anczar". Tak się nazywa mityczne drzewo jadowite. Kośnie ono w głębi bezijłodnej i spa- 
lonej od słońca pustyni , wznosi się groźnie samo jedno, jedyne na świecie. Jad spływa kro- 
plami po jego korze, w południe topniejąc od gorąca, pod wieczór zastygając gęstą, przejrzystą 
smołą. Nie zbliży się ani ptak do tego drzewa, ani tygrys do niego nie podejdzie, tylko cza- 
sem wicłier czarny nadleci, otrze się o drzewo śmierci i pomknie dalej śmiercią dysząc. 

Lecz oto człowiekowi człowiek 
Rozkazał pójść tym strasznym śladem 
I ten pokornie poszedł w drogę. 
Poszedł, do rana wrócił z jadem. 

Przyniósł i zachwiał się i runął 
Pod cieniem szałasu na maty, 
I zmarł niewolnik biedny u nóg 
Strasznego władcy autokraty. 

A car wziął jad ten i napuścił 
Tym jadem swe posłuszne strzały 
I wysłał je w sąsiednie kraje, 
By obcym ludom śmierć dawały. 

Nie byłże ten wiersz ecłiem głoszonej przez Mickiewicza teoryi o przyszłem braterstwie 
ludów, echem siłą kontrastu wy wołanem ? Czy ze stanowiska tej teoryi ów niezwyciężony władca' 
rozsyłający zatrute strzały w sąsiednie kraje, nie był przedstawicielem tej samej idei, którą 
wcielał w siebie pomnik Piotra z natchnienia Katarzyny wzniesiony? Sądzę, że pomiędzy ową 
teoryją a wierszem o drzewie jadowitem istnieje powinowactwo duchowe i że przez ideę tego 
wiersza prześwieca blask wpływu Mickiewicza. 

Zgodziwszy się na to, łatwo znaleść w tym wierszu komentarz do słów o „kaskadzie 
tyraństwa", włożonych w usta Puszkinowi w „Pomniku Piotra Wielkiego", i dowód, że .słowa 
te wypowiadały własne myśli rosyjskiego poety. Ale tu dla studyjującego poezyją Puszkina 
i jej związek z życiem nastręcza się trudność niemała. Wiersz „Anczar" ma pod sobą datę 
9 listopada 1828 r., a na dwa, trzy tygodnie przedtem ukończony został naprędce napisany 
poemat jego p. t. „Poltawa". Utwór ten zostaje także w pewnym związku z poezyją Mickie- 
wiczowską, tylko nie z duchem jej, ale z materyją, to jest z jednym tematem tej poezyi. 
Bohaterem „Połtawy" nie jest Karol Xn., ani nawet Piotr Wielki, ale Mazepa, który też 
pierwotnie nadawał tytuł poematowi. Otóż ten Mazepa to Wallenrod sui generis, bohater-zdrajca, 
tylko przedstawiony pod względem etycznym nie tak, jak go przedstawił Halban — Mickiewicz, 
ale tak, jakby go wyobraził, wziąwszy temat od Mickiewicza, jakiś natchniony wielbiciel krzy- 
żackiego zaboru i jego polityki. 



228 DR. JÓZEF TRETIAK. 

Nie chodzi mi tutaj o szczegółowe porównanie Wallenroda z Połtawą, tylko o wska- 
zanie pokrewieństwa tematów i różnicy w duchu. Zdaje się, że to pokrewieństwo nie było 
przypadkowe. „Wallenrod" ukazał się na początku 1828 r., „Połtawa" pisaną była w jesieni 
tegoż roku. Że Puszkin znał ten poemat zaraz po jego ukazaniu się i że Wallenrod budził 
w nim zajęcie, to rzecz niewątpliwa; świadczy o tem jego przekład wstępu do Wallenroda, 
z tegoż pochodzący roku '). Domyślam się, że fantazyja Puszkina, potrącona bajronicznym 
nastrojem i rembrandtowskiem oświetleniem Wallenroda, szukała podobnej postaci w dziejach 
Rosyi i znalazła ją w Mazepie, w którym już i Bajron dopatrzył tyle żywiołu poetyckiego *). 
Ale temat ten nie mógł mieć dla Puszkina tego znaczenia, jakie miał dla Mickiewicza i pro- 
wadził za sobą rozmaite wymagania, którym Puszkin musiał zadość uczynić, a które Mazepę 
daleko odsunęły od Wallenroda. Wprawdzie i tu i tam była głęboko w sercu tkwiąca a długo 
i szczelnie tajona zemsta, i tu i tam gotowała ona zdradę, i tu i tam około zemsty i zdrady 
bluszczem się obwijała namiętna miłość kobiety ku wielkiemu zdrajcy; ale zemsta w Mazepie 
wypływała z pobudek czysto osobistych, zdrada jego nie tylko nie została uwieńczoną tryumfem, 
ale tryumfem uwieńczyła przeciwnika, miłość pięknej Koczubejówny dla siwowłosego hetmana 
doprowadziła ją nie do ukojenia uczuć w religii, nie do zamknięcia się w sentymentalnych 
marzeniach, jak Aldonę, ale do szaleństwa. 

Wszystko to były różnice naturalne. Nie mógł Puszkin zrobić z Mazepy bohatera do- 
datniego, przypisać mu wyższych pobudek, takich, jakie poruszają Wallenroda, nie tylko z po- 
wodu, że tegoby nie zniosła cenzura, ale że to przeczyło żywej tradycyi narodowej, w której 
imię hetmana napiętnowane było i jest przekleństwem. Nie mógł zdrady uczynić tryumfującą, 
bo temu przeczyła historyja. Wreszcie religijność i sentymentalizm były tak obce naturze 
Puszkina , że musiał dla Maryi poszukać innego wyjścia. 

Ale nie dość na tem. Mazepa nieuchronnie prowadził za sobą Piotra. W tym dniu pełnym 
chwały dla Rosyi , w którym się nagle ujrzała potęgą europejską , ominąć go niepodobna było, 
i niepodobna było nie przedstawić w aureoli sławy. Piotr pod Połtawą to nie był dla Puszkina 
car knutowładny, zawzięty reformator- despota, niszczyciel wszelkiego indywidualizmu i ostatnich 
brzasków bojarskiej wolności , ale tylko zwycięski obrońca państwa od najazdu. To też poeta 
przedstawił go nie w pełnej syntezie jego znaczenia, ale w tej syntezie, w jakiej się Piotr 
przedstawiał oczom swoich żołnierzy. „Z namiotu — tłumem ulubieńców otoczony — wychodzi 
Piotr. Jego oczy świecą. Twarz jego straszna. Ruchy bystre. On prześliczny, on cały jak 
boska burza". 

Wszakże i w tym poemacie znalazł Puszkin sposobność przynajmniej jednym rysem 
zaznaczyć odwrotną stronę dziejowego charakteru Piotra. Kiedy przed bitwą połtawską zaczyna 
słabnąć dla Mazepy nadzieja zwycięstwa, a Orlik pociesza go nadzieją, że pozostaje jeszcze 
droga ugody z carem, Mazepa odpowiada mu, że droga ta na wieki zamknięta. „Dawno się 
już i nieodmiennie mój los rozstrzygnął. Dawno pałam tajoną nienawiścią. Pod Azowem pewnego 
"razu ucztowałem nocą z groźnym carem. Kipiały pełne wina czasze, kipiały razem z niemi 
mowy nasze, a ja rzuciłem śmiałe słowo. Zmieszali się młodzi goście, car gniewem spłonął 



*) Już w marcu 1828 r. donosił Mickiewicz Odyńcowi, że „Puszkin W5'tłómaczył początek Wallenroda, wierszy 
kilkadziesiąt", a w miesiąc potem, że przekład Wallenroda prozą drukuje się w „Wiestniku Mosk." 

') W krytycznych uwagach Puszkina drukowanych w r. 1831 w „Diennicy" p. t. „Urywki z rękopisu Pusz- 
kina" znajdujemy słowa, które potwierdzają ten domysł. Powiada on tam przy końcu odprawy danej swoim kry- 
tykom: , Silne charaktery i głęboki cień tragiczny, padający na te wszystkie okropności — oto co mię pociągnęło. 
Połtawę napisałem w kilku dniach, dalejbym się nie mógł nią zajmować i rzuciłbym wszystko". 



ŚLADY WPhYWU MICKIF.WICZA W t>OEZYI TLSZKINA. 229 

i puścił Z ręki kielich i mnie za wąsy siwe uchwycił, lżąc groźnie. Wtedy ukorzywszy sie 
w bezsilnym gniewie, zaprzysiągłem mu zemstę , którą odtąd nosiłem w sercu , jak matka nosi 
dziecię w żywocie". Tym jednym rysem, nawiasowo wprowadzonym, nacechował Puszkin cywi- 
lizatora Piotra, jako azyjatyckicgo despotę, dał przedsmak moralnego wpływu jego reformy, 
a obdarzając Mazepę, kresowego przedstawiciela cywilizacyi zachodu, głębokiem poczuciem oso- 
bistej godności, w artystycznej intuicyi przeciągnął granicę pomiędzy moralną stroną tej cywi- 
lizacyi, dążącej do najwyż.szego rozwoju jednostki, a materyjalną, reprezentowaną przez Piotra 
i zdolną iść w służbę wszystko miażdżącego despotyzmu. 

Tym sposobem, sądzę, da się rozwiązać trudność, wynikająca z zestawienia ^Połtawy" 
z pamiętną sceną przy pomniku Piotra Wielkiego. A jeśli zwrócimy jeszcze na to uwagę , że 
Puszkin w owym czasie zaniepokojony był śledztwem z powodu wiersza „Andrzej Chónier" 
i mógł być pewnym, że cenzura ze szczególną teraz bacznością wlepiać będzie oczy w jego utwory, 
to tem łatwiej zrozumiemy, że ani więcej blasku nie mógł przydać Mazepie, ani więcej cienia 
rzucić na 1'iotra. 



V. 

życie w Petersburgu pomimo licznego grona przyjaciół , znajomych , wielbicieli , pomimo 
licznych rozrywek , przyjemności i ruchu stołecz)iego nie wystarczało obu poetom. Obaj pragnęli 
rozszerzenia widnokręgu swych wrażeń. W kwietniu 1828 Mickiewicz pisał do Zana: „Na lato 
mam różne projekta: na Kaukaz, czy do Krymu! Czasem Orenburg mię wabi; czasem śnią 
się Włochy... Wszystko to jeszcze w głowie pomieszane i do wykonania trudne". W tym samym 
czasie Puszkin starał się przez Benkendorfa u cara naprzód o pozwolenie wstąpienia w szeregi 
armii czynnej i wzięcia iidziału w gotującej się wojnie z Turcyą , a gdy mu tego odmówiono, 
o paszport za granicę — z równym skutkiem. W rok potem w początkacli maja, kiedy Mic- 
kiewicz dzięki staraniom rosyjskich przyjaciół miał już paszport za granicę, Puszkin nie wie- 
dział jeszcze, czy się uda na zachód, czy na wschód, do Europy, czy do Gruzyi '). W grę 
jego uczuć wplotło się wówczas nowe uczucie — miłość dla pięknej, młodziutkiej Natalii Gon- 
czarow, przyszłej jego żony, o której rękę już wówczas się oświadczył , ale tym razem bez 
skutku. Stało się, że prawie w tym samym czasie, kiedy Mickiewicz odpływał z Kronsztadtu 
na Zachód, na zawsze rozstając się z Rosyą, Puszkin pędził na wschód, na Kaukaz i dalej, 
do armii Paskiewicza, pragnąc zbłiska przypatrzeć się wojnie i wzbogacić fantazyją nieznanemi 
dla niej dotąd wrażeniami. A tak gwałtownie pragnął tych wrażeń, że z obawy, aby ran nie 
odmówiono, nie prosił o pozwolenie rządu i wyjeżdżając, nie opowiedział się swemu przez cara 
naznaczonemu opiekunowi , Benkendorfowi , za co też otrzymał potem od niego naganę. 

Pragnienia jego spełniły się. Dotarł do armii Paskiewicza, był świadkiem — niemal 
uczestnikiem bitew, i z roskoszą artysty przypatrywał się wśród świstu kul różnym epizodom 
wojennym. We wspomnieniach jego z tej podróży, wydanych później p. t. ;, Podróż do Erzerum", 
ale spisanych w tym samym jeszcze roku, zastanawia nas pewien ustęp, który zdaje się świad- 
czyć, że wrażenia rozmów z Mickiewiczem były jeszcze dość świeże w jego sercu i pamięci. 
Mówiąc o nienawiści Czerkiesów do Rosyi, wskazuje, jako na jedyny środek zdolny ją złago- 
dzić, na szerzenie wśród nich ewanielii; „ale Rosya dotychczas o tym środku nie pomyślała... 
Otoczeni jesteśmy ludami, pełzającymi w mroku dziecinnych zabobonów, a nikt z nas jeszcze 



') List do brata z 8 maja 1829 r. Dzieła Puszkina Vn. 211 



2o0 DB. JÓZEF TRETIAK. 

nie pomyślał przepasać bioder i iść z pokojem i krzj-żem ku biednym braciom, pozbawionym 
dotvcbczas prawdziwego światła. Także wypełniamy obowiązek chrześcijański ? kto z nas prze- 
jęty wiarą i pokorą, pójdzie śladem świętych starców, błądzących po pustyniach Afryki, Azyi 
i Ameryki, w zgrzebnej koszuli, często bez obuwia, dachu i pokarmu, ale ożywionych gorą- 
cym zapałem? Jakaż nagroda ich oczekuje? — Nawrócenie jakiegoś starego rybaka, albo 
koczującej rodziny dzikich, albo chłopaka, a potem nędza, głód, śmierć męczeńska. Zdaje się, 
że naszemu chłodnemu lenistwu łatwiej, zastępując słowo żywe, odlewać martwe litery i posyłać 
nieme księgi ludziom, niezuającym pisma, aniżeli narażać się na trudy i niebezpieczeństwa, 
wzorem starożytnych apostołów i najnowszych rzymsko-katolickich misyjonarzy". 

Cały ten ustęp tak jest napisany w duchu 3Iickiewicza , tak mało pokrewny wszystkiemu, 
co Puszkin przedtem pisał, z wyjątkiem jedynego „Anczara", że nie waham się wciągnąć go 
w zakres Mickiewiczowskiego wpływu. Czuł sam poeta, że wyda się on jego czytelnikom 
bardzo rażącym i dodał: „Przewiduję uśmiech na wielu ustach. Będzie wielu takich, którzy 
porównywajac zbiory moich wierszy z tem czerkieskiem oburzeniem , pomyślą sobie, że nie 
każdy ma prawo przemawiać językiem wyższej prawdy. Ja jestem innego zdania. Prawdę, jak 
dobro Moliera, należy brać tam, gdzie ją znajdujemy". 

Że ta prawda nie była myślą przelotną , że zapadła głębiej w duszę Puszkina, świadczy 
o tem jeden z jego niedokończonych poematów, wydany dopiero po śmierci poety i nazwany 
niewłaściwie „Gałub", nie jest to bowiem imię głównego bohatera, tylko jego ojca Ten ojciec, 
stary Czerkies, drapieżny orzeł górski, zawzięty wróg wszystkiego, co obce, miał dwu synów. 
Jeden z nich zginął, zamordowany przez jakiegoś współzawodnika, na drugim spoczęły wszystkie 
nadzieje ojcowskie. Ale ten drugi syn. Tazyt, wychowany zdała od sakli ojcowskiej, niepodobny 
jest do całej otaczającej go sfery. Nie chce napadać i obdzierać wędrownych kupców ormiań- 
skich, nie chwyta zbiegłych z domu ojcowskiego niewolników, a nawet nie chce zamordować 
zabójcy brata swego, spotkawszy go rannego i bezbronnego na drodze. Ojciec wyrzeka się 
wyrodnego syna. Ten, obcy wśród swoich, ma w całym aule jedne tylko współczującą sobie 
duszę: jest nią młoda Czerkieska i po jej rękę zgłasza się Tazyt do jej ojca. 

Na tem sie kończy urywek poematu. Ale w papierach Puszkina znalazły się aż dwa 
plany tego poematu nakreślone przez poetę i z nich można powziąć pewne wyobrażenie o tem, 
ku czemu zdążała ta powieść czerkieska. P. Annienkow, jeden z najpoważniejszych biografów 
i krytyków Puszkina , porównywajac dwa te plany, zupełnie trafny czyni wniosek , że podług 
pierwszego planu, który się kończył następującemi słowami: „Młodzieniec i mnich. Miłość odrzu- 
cona. Bitwa i mnich", Tazyt miał się spotkać z mnichem, i ten miał zlać na niego światło 
religii Chrystusowej : podług drugiego planu , który się składał z następujących czternastu na- 
pisów: 1) Pogrzeb, 2) Czerkies-chrześcijanin, 3) Kupiec, 4) Niewolnik, 5) Zabójca, 6) Wygnanie, 
7) Miłość, 8) Swaty, 9) Odmowa, 10) Misyjonarz, 11) Wojna, 12) 13itwa, 13) Śmierć, 14) Epilog, 
podług drugiego planu Tazyt już odrazu występuje w poemacie jako chrześcijanin, a potem 
staje się misyjonarzem, szerzącym naukę Chrystusa wśród swoich współplemienników. Tego to 
drugiego planu trzymał się Puszkin przy pisaniu „Gałuba". Podług p. Annienkowa rozpoczął 
ten poemat jeszcze w r. 1829, zaraz po powrocie z Erzeriim , zaniechał go potem, a zwrócił 
się do niego powtórnie dopiero w r. 1833. Plan „Gałuba-^ jak to widać z podanej przezemnie 
treści, wykonany został tylko do połowy. 

Co miało być ideą poematu, łatwo odgadnąć. Pomysł „Gałuba", jak wiemy, powstał 
w tym samym czasie , kiedy pisaną była „ Podróż do Erzerum" , a pokrewieństwo jego treści 
z przytoczonym wyżej ustępem z „Podróży" jest widoczne. Na podstawie tych faktów można 
za rzecz pewną uważać, że myśl zawarta w tym ustępie „Podróży" stała się zarodową ideą 



ŚLADY WPŁYWU MICKIKWKZA W POEZYI PUSZKINA. 231 

])oematn. to jest, że poeta chciał w Gałnbio przed.stawić , jak działa nauka Cłirystii.sowa na 
świeże serca nawpół dzikiego ludu. Nie dość na tena; w obu planacli praca mniclia-raisyjonarza, 
siewcy ewanielijnego ziarna, spotyka się z krwawą pracą wojenną (w pierwszym planie „Bitwa 
i mnich", w drugim „Misyjonarz, Wojna, Bitwa i Śmierć"), cliciał więc widocznie poeta zesta- 
wić, porównać dziahuiie siły moralnej z działaniem przemocy orężnej i łatwo się domyślić, że 
porównanie to nie miało wypaść na korzyść ostatniej. Co słowo boże godziło, kojarzyło i budo- 
wało, to wojna burzyła, rozrywała i jątrzyła. 

Tak więc i w tym niedokończonym poemacie czuć tchnienie Mickiewicza, słychać odgłos 
jego teoryi o przyszłem braterstwie ludów. Ale tu też ślady wpływu jego na poezyją Puszkina 
znikają. Odnawia się on dopiero w r. 1833, jako echo dolatującej z Zachodu poezyi naszego 
wieszcza, wywctłanej listopadowem powstaniem. 



VI. 

Odświeżenie, które przyniosła Pu.szkinowi wycieczka do Armenii, nie nadługo starczyło 
jego duszy, która łaknęła namiętnie wrażeń i nie mogła przyjść do równowagi. Chęć wjjazdu 
za granicę nie opuszczała go. Jak namiętnie pragnął znaleść się za granicami swojej szerokiej 
ojczyzny, świadczy o tern jedno z jego wspomnień, zapisanych w „Podróży do Erzerum.'' Gdy 
znalazł się nad pewną rzeczką za Karsem, powiedziano mu , że tu jest granica rosyjska. Rzucił 
się natychmiast na drugą stronę rzeczki, aby choć raz poczuć się na obcej ziemi, ale dziecinna 
radość jego ustąpiła wnet na myśl , że i ten kawałek ziemi , jako świeżo zdobyty przez armiją 
Paskiewicza, należy już do państwa rosyjskiego, że i teraz nie jest jeszcze za granicami tego 
państwa. Powróciwszy do Petersburga, zaczął znowu starać się o pozwolenie na wyjazd za gra- 
nicę. Dopóki nie żonaty, dopóki nie na służbie , pisał do swego politycznego dozorcy Benken- 
dorfa, niechby mu wolno było zwiedzić Francyją lub Włochy, a jeśli nie tam, do Europy, to 
niech mu przynajmniej pozwolą towarzyszyć misyi, która wówczas miała wyruszyć do Chin. 
Nie pozwolono, i Puszkin nigdy nie odetchnął powietrzem zagranicy. 

Jakkolwiek po powrocie z Erzerum bardzo obojętnie przyjęty był przez rodzinę Goncza- 
rowych , a nawet przez piękną Nataliją. niebawem jednak od jej matki otrzymał zachętę do 
ponowienia zabiegów matrymonijalnych. Odnowił je, ale nie bez pewnego wahania się. Rodzina 
przyszłej jego żony mniej, jak się zdaje, ceniła geuijusz i sławę, od stanowiska urzędowego 
i pieniędzy, nie była pewną przytem , czy Puszkin nie jest w niełasce u cara. Stanowiska urzę- 
dowego Puszkin nie miał, zajmował najniższy stopień w hierarchii czynów, był tylko kollegi- 
jałnym registiwtorem ; pieniędzy miał dość, ażeby żyć wygodnie, a nawet dogadzać swoim fan- 
tazyjom; ale nie tyle, żeby i żonę mógł otoczyć błyszczącym dostatkiem, do jakiego ona była 
przyzwyczajoną pomimo zachwianych interesów rodziny. Co się tyczy niełaski carskiej, ta wątpli- 
wość dała się łatwo usunąć. Puszkin uwiadomił Benkendorfa o swoim zamiarze małżeństwa 
i przedstawił mu obawy niepokojące rodzinę przyszłej jego żony. Niebawem Benkendorf w imie- 
niu cesarza oznajmił Puszkinowi, że cesarz małżeństwo jego pochwala, że Puszkin nie „pod 
gniewem", ale pod ojcowską opieką cara zostaje i że poruczony jest Beukendorfowi , nie jako 
szefowi żandarmów, ale jako człowiekowi, w którym znajdzie przyjaciela i protektora. 

Małżeństwo odwlekało się przez cały rok 1830 dla różnych przyczyn, pomiędzy innemi 
z powodu cholery, która wówczas poraź pierwszy wybuchła w Rosyi i zaskoczywszy Puszkina 
we wsi Bołdinie , trzymała go tam przez całą jesień , odgradzając od narzeczonej całym szere- 



232 DR. JÓZEF TRETIAK. 

giem kwarantannowych rogatek. Po cholerze sprowadziła zwłokę sprawa posagowa. Matka upie- 
rała się, że nie wyda córki za mąż bez jakiegokolwiek posagu, a tymczasem pieniędzy na posag 
nie było. Zniecierpliwiony długą zwłoką Puszkin , żeby usunąć tę przeszkodę , musiał przyszłej 
teściowej z własnych pieniędzy pożyczyć 11,000 rubli na posag dla swojej żony. Sprawa ta 
wywoływała nieraz przykre zajścia między Puszkinem a przyszłą jego teściową i pobudzała go 
do rozmyślali, czy też dobrze robi, żeniąc się. 

Nad pytaniem, jak małżeństwo wpłynąć może na życie człowieka zmuszonego żyć z pracy, 
mianowicie jak ograniczać jego niezależność, Puszkin zastanawiał się już dawniej, jakkolwiek 
przelotnie i nie domyślając się, że i w jego życiu małżeństwo odegra w tym względzie zna- 
czącą rolę. Jeszcze w r. 1824, na przymusowej willegijaturze w Micbajłowskiem, napisał on sa- 
tyryczny utwór p. t. „Pierwsze posłanie do cenzora." Poznawszy z własnych stosunków z ów- 
czesną cenzurą rosyjską wszystkie jej słabe strony, żywo odmalował jej ograniczoność i słu- 
żalczość, ale przy końcu oskarżenia dopuścił i cenzora do słowa. Cenzor tłómaczy się, że on 
nie może sumieniem się rządzić , że musi się stosować do mody, do smaku panującego u góry, 
a ta moda jest zmienną, i tak n. p. dawniej I^enthara, Rousseau i Voltaire byli u nas bardzo 
popłatni, a dziś i Millotowi nawet nie można darować. I kończy cenzor swoje obronę zwyczajną 
wymówką: „Ja biedny człowiek, do tego mam żonę i dzieci.'^ — „Żona i dzieci, przyjacielu — 
odpowiada sentencyjnie poeta — wierz mi , to wielkie nieszczęście : od nich to poszło wszystko, 
co jest u nas złego." 

Takie poglądy na małżeństwo wypowiadał Puszkin na siedm lat przed ślubem. Ale i na 
dwa tygodnie przed tym ważnym aktem nie miał pewności , że małżeństwo przyniesie mu szczęś- 
cie. Widać to z listu do jednego z jego starszych przyjaciół, oticera Kriwcowa, który wystąpił 
z wojska i wiódł życie starokawalerskie. „Wszystko, pisał mu 10 lutego 1831 r. , cobyś mi 
mógł powiedzieć na korzyść kawalerskiego życia a przeciw małżeństwu, wszystko to ja już 
przemyślałem. Z zimną krwią rozważyłem korzyści i ujemne strony tego stanu, który obieram. 
Młodość przeszła mi szumnie i bezowocnie. Dotychczas żyłem inaczej, niż żyją ludzie zwyczajni. 
Nie byłem szczęśliwy. U n'esł de bonheur que dans les voies communes. Minęła trzydziestka. 
W trzydziestu latach ludzie zwyczajnie się żenią. Czynię , jak inni i zapewne nie będę tego 
żałował. A przytem żenię się bez upojenia, bez dziecinnego oczarowania. Przyszłość przedstawia 
mi się nie na różach , ale w całej swej surowej nagości. Smutki mnie nie zadziwią ; wchodzą 
one w moje domowe rachuby. Wszelka radość będzie dla mnie niespodzianką." 

Stało się; w drugiej połowie lutego 1831 r. odbył się ślub Puszkina z Nataliją Gon- 
czarow. Złe wróżby towarzyszyły temu obrzędowi : Puszkin upuścił krzyż z ręki podczas ślubu '). 
Łatwo sobie wyobrazić, jak one niemile potrącić musiały przesądną duszę poety, który zwykł 
był zawracać z drogi, gdy mu ją zając przebiegł. Ale tym razem zawrócić z drogi już nie 
można było, zresztą owe przykre wrażenia, wywołane złemi wróżbami , prędko się zatarły w mio- 
dowych dniach małżeńskiego pożycia. „Jestem żonaty i szczęśliwy, pisał Puszkin do Pletniowa 
zaraz po ślubie; jedynem raojem pragnieniem, ażeby się nic w mojem życiu nie zmieniło; cze- 
goś lepszego nie doczekam się. Ten stan jest dla mnie tak nowy, że zdaje rai się, żem się 
odrodził." 

Nowemu szczęściu na zawadzie siała tylko rtKlzina żony , przedewszystkiem teściowa, 
źródło plotek i wydatków nad stan dla Puszkina. Pragnął więc tedy usunąć się od niej, wy- 
jechać z jMoskwy i powziął zamiar zamieszkać na jakiś czas przynajmniej w oddalonem od 



') Raaskaja Starina 3 880. T. XXVII str. 148. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYI PUSZKINA. 233 

Moskwy a ustronneni Carskiem Siole, które <!;() i wspoiiiiiieniaini niłodońci nęciło kti sobie. „Hło- 
gosławiona myśl ! pisał w końcu marca do l'letniowa. którego prosił o najęcie mieszkania. Tyra 
sposobem lato i jesień przepędziłbym w samotności dającej |natcłmienie, w pobliżu stolicy, w kole 
miłycli wspomnień... A domy tam teraz pewno nie drogie: huzarów nie ma, Dworu nie ma, 
kwater próżnycłi wiele. Z tobą widywałbym się każdej niedzieli . z Żukowskim także — Pe- 
tersl)urg pod bokiem — życie tanie, powozu nie potrzeba. Czyż może być lepiej ?" 

Marzenia jego spełniły się, ale nie zupełnie tak, jak sobie wyobrażał. .Już przy końcu 
maja przybyło młode małżeństwo do Carskiego Sioła, a już w czerwcu wybuchła cholera w Pe- 
tersburgu i kwarantanną odgrodziła stolicę od Carskiego Sioła. W lipcu i dwór. z którym się 
Puszkin nie spodziewał spotkać w Carskiem Siole, zjechał do tego miasta, chroniąc się przed 
cholerą. Z dworskim orszakiem j)rzybył i Żukowski, nauczyciel następcy tronu. 

Już od pól roku przeszło lała się krew na ziemi polskiej, od pół roku Europa z zaję- 
ciem ])rzypatrywała się walce, która się toczyła nad Wisłą. W tej walce, pomimo przewagi 
sił zbrojnycli, Rosyjanora długo się nie wiodło. Prócz tego miał rząd rosyjski i inne troski i kło- 
poty. Cholera powtórnie rozpuściła zagony po państwie, a nadzwyczajna śmiertelność wywoły- 
wała wśr('id ciemnego ludu i wojska dzikie podejrzenia i sceny napadów morderczych: rzucano 
się na szpitale, mordowano lekarzy, i sam cesarz Mikołaj, któremu w stanowczych chwilach 
nigdy odwagi nie brakło, musiał głosem swoim uśmierzać rozwścieklone tłumy. Na zachodzie 
zbierała się chmura nienawiści ku Rosyi ; błyskało i grzmiało w parlamentach i zanosiło się na 
wojnę europejską. Nigdy głos liry Puszkina, tak silnie poruszający serca rosyjskie, nie nabierał 
tyle ceny w oczach rządu , ile w owej ch^\ili. 

Traf zrządził, że w owej chwili Puszkin znalazł się obok dworu; zjawił się też i po- 
średnik pomiędzy Puszkinem a dworem, nierównie milszy sercu Puszkina od urzędowej fi- 
gury Benkendorfa. Był nim Żukowski , ten sam , który z uwielbieniem odzywał się o poezyi 
Mickiewicza, któremu przedewszystkiem zawdzięczał Mickiewicz wolność wyjazdu za granice, 
i którego w listach do Lelewela nazywał „zacnym mężem i niepospolitym poetą '% to znów „mę- 
żem rzadkiego charakteru, rzadkiej uczciwości i szczerym swoim przyjacielem" *). 

Natychmiast po przyjeździe dworu do Carskiego Sioła car oznajmił Puszkinowi , iż prag- 
nie się zająć jego losem i pragnie go widzieć w służbie rządowej. Zdaje się, że wezwano 
poetę, aby przedstawił swoje w tym względzie żądania i zamiary. Szczególna łaskawość i tro- 
skliwość, jaką car okazywał teraz Puszkinowi, przejęła wrażliwą jego duszę nadzwyczajną ra- 
dością : był on pewny, że nadeszła chwila, o której przed kilku laty roił , że będzie mógł teraz 
naprawdę zostać tłómaczem potrzeb narodu w obec cara. Zdało się Puszkinowi rzeczą konieczną 
okazać, że rola ta będzie z pożytkiem dla rządu, że za nadzwyczajną łaskawość potrafi on od- 
wdzięczyć się niezwykłemi usługami. Zachował się brulijon listu Puszkina do Benkendorfa, pi- 
sanego jako odpowiedź na łaskawe wezwanie carskie. „Prawdziwie ojcowska troskliwość Naj- 
jaśniejszego Pana głęboko mię wzrusza. Osypanemu tylu dobrodziejstwami monarchy, oddawna mi 
ciężyła bezczynność. Zawsze gotów jestem służj^ć mu w miarę moich zdolności. Na nieszczęście 
moja obecna ranga (ta sama, z którą opuściłem liceum) będzie mi przeszkodą na polu służby. 
Od r. 1817 do 1824 należałem do kollegijum spraw zagranicznych. Stosownie do lat służby 
należały mi się jeszcze dwie rangi, t. j. tytularnego radcy i kollegijalnego assesora. Moi na- 
czelnicy ówcześni zapominali o mojem podaniu , a ja im o tem nie przypominałem. Nie wiem, 
czy można mi będzie otrzymać to, co mi się należało" . . . 



') Korr. III. 295. 

Wydz. filoz.-histor. T. YII. 30 



234 DR. JÓZEF TRETIAK. 

„Jeżeli Najjaśniejszemu Panu podoba się użyć mego pióra dla politycznych artykułów, to 
postaram się g-orliwie i dokładnie spełnić jego wolę. W Rosyi peryjodyczne wydawnictwa nie 
są przedstawicielami różnych politycznych stronnictw (które u nas nie istnieją), i rząd nie po- 
trzebuje mieć osobnego urzędowego organu. Niemniej przeto opinija publiczna wymaga kierow- 
nictwa. Dzisiaj, kiedy sprawiedliwe oburzenie i stara nieprzyjażń narodowa, długo jątrzona za- 
wiścią, połączyła nas wszystkich przeciw polskim buntownikom, rozgniewana Europa uderza na nas 
do czasu nie orężem, ale codzienną wściekłą potwarzą. Konstytucyjne rządy chcą pokoju, a młode 
pokolenie, podburzane dziennikami , domaga się wojny... Niechajże będzie wolno nam, rosyjskim 
pisarzom, (przytyk do Bułharyna) dawać odprawę bezczelnym i grubijańskim napaściom dzienników 
zagranicznych. Z radością jąłbym się redagowania politycznego i literackiego dziennika, t. j. ta- 
kiego, w którymby drukowały się polityczne i zagraniczne wiadomości, około którego zgroma- 
dziłbym utalentowanych pisarzy i tym sposobem zbliżyłbym do rządu ludzi pożytecznych, którzy 
ciągle jeszcze od niego stronią, poczytując go błędnie za nieprzychylnego oświacie. Śmiem 
także prosić, aby mi wolno było zająć się historycznemi poszukiwaniami w naszych państwo- 
wycli archiwach i biblijotekach. Nie śmiem i nie chcę brać na siebie urzędu historyjografa po 
niezapomnianym Karamzynie, ale mogę z czasem dokonać tego, czego dawniej pragnąłem, — 
napisać historyją Piotra Wielkiego i jego następców do cesarza Piotra III." 

Żądania Puszkina tak szybko doczekały się pomyślnej odpowiedzi , że już 22 Lipca mógł 
on donieść jednemu ze swych przyjaciół petersburskich (Płetniowowi): „Powiem ci nowinę (ale dla 
wielu przyczyn niech to zostanie między nami) : car wziął mnie w służbę, ale nie kancelaryjną, 
ani dworską lub wojenną, — nie, dał mi płacę i otworzył mi archiwa, ażebym się tam grzebał 
i nic nie robił. Nieprawdaż, że to bardzo mile z jego strony? Powiedział on: puisqu'il est 
marie et ąiCil n'est pas riche, U faut faire aller sa marmite. Dalibóg, bardzo sobie uprzejmie 
ze mną postępuje." I prośba jego dotycząca założenia dziennika politycznego w zasadzie przy- 
chylnie została przyjętą i Puszkin miał nadzieję, iż wkrótce stanie na czele wpływowego organu, 
w którym będzie się mógł zmierzyć ze znanym polskim renegatem , nienawistnym sobie Bułha- 
rynem, redaktorem „Północnej Pszczoły." 

Dziennik polityczny, o którym mowa, nigdy nie przyszedł do skutku dla rozmaitych 
przyczyn, ale rolę jego spełniła w najbliższym czasie poezyja Puszkina. Owocem przymierza 
między rządem a poetą, wyrazem ówczesnego nastroju Puszkina były dwa jego wiersze: „Oszczer- 
com Rosyi" i „Rocznica Borodina", wydane razem z Żukowskiego utworem analogicznej treści 
pod ogólnym tytułem „Na wzięcie Warszawy". Wszakże pierwszy wiersz Puszkina o tyle nie 
odpowiadał ogólnemu tytułowi, że pisany był na kilka tygodni przed wypadkiem, o którym 
mowa w tytule. '). 

Wiersz ten wiernie spełnił program zakreślony w brulijonie listu poety do Benkendorfa. 
„Oszczercy Rosyi" , to dziennikarze i mówcy polityczni Zachodu , biorący w obronę sprawę 
Polski i pobudzający Europę do wojny z Rosyją. Puszkin woła do nich, aby się nie mieszali 
do sporu rodzinnego między „chełpliwym Lachem" a „wiernym Rossem", do sporu o to, czy 
„słowiańskie strumienie mają się zlać w rosyjskiem morzu, czy też ono ma wyschnąć", bo 
sporu tego nie rozumieją. Bezmyślnie podoba się im odwaga rozpaczliwie walczących i niena- 
widzą Rosyi , ale za co ? Czy za to, że obaliła bożyszcze, przed którem wszyscy drżeli i krwią 
swoją okupiła Europy wolność, cześć i pokój? Zresztą niech spróbują zamienić w czyn swoje 



') Ma on datę 2 sierpnia 1831, Warszawa zaś wziętą została 26 t. m. Wszystijie daty w tej rozprawie są 
podawane podłag starego stylu. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIKWICZA W POEZYI PUSZKINA. 235 

groźby, niech wyślą swoich symiw do Kosyi, a zobaczą, jak potężiicni jest zawsze słowo ro- 
syjskicfto cara, jak cała ziemia rosyjska powstanie, błyskając stalową szczeciną i grtjb zgotuje 
niej)rzyjaciołoni obok dawniejszych nieobcycli im grobów. 

Drugi wiersz „Rocznica Borodina", wywołany wiadomością o wzięciu Warszawy, jest 
bardzo podobny do pierwszego. I tti poeta zwraca się bezpośrednio nie przeciw Polakom, ale 
przeciw tak zwanym ..oszczercom" Rosyi i przedrzeźnia ich orożby i plany załatwienia sprawy 
polskiej. Ta tylko różnica zachodzi , że „ Rocznica Borodina " kończy się okrzykiem tryumfii 
i apoteozą dwu zdobywc(iw Warszawy : dawnego — Suworowa i nowego — Paskiewicza. 

Co się tyczy Polaków, widoczną jest w obu wierszach chęć oszczędzania ich ; cały swój 
gniew zwraca poeta przeciw „warchołom" zagranicznym, Polska zaś nawiasowo tylko jest 
wspominaną. „Ten, co legł w walce — nietykalny. Myśmy wrogów nie deptali w prochu , my nie 
będziemy im przypominali tego, co niosą stare podania; my nie spalimy ich Warszawy '). Nie 
ujrzą oni gniewnego oblicza narodowej Nemezys i nie usłyszą obelg od rosyjskiego piewcy." 
Wszakże z przyrzeczenia tego niezupełnie uiścił się poeta: „Lacha" nazwał „chełpliwym". War- 
szawę „buntowniczą" (bujnaja). Polskę przyrównał do „uciekającego pułku, który swój sztandar 
krwawy na ziemie rzuca"; mógł też w końcu — jak powiada p. Spasowicz — „oszczędzić Pola- 
kom widma Suworowa zbroczonego rzezią Pragi." 

Zachodzi teraz pytanie, o ile szczerym był ten wylew patryjotycznych uczuć, który nawet 
wielu Rosyjanom, nawet przyjaciołom poety, n. p. księciu Wiaziemskiemu, wydał się niesmacznym 
i serwilistycznym. Czy naprawdę przejęty był Puszkin uwielbieniem dla potęgi politycznej Ro- 
syi i czy nie przeczył dawniejszym swoim wyobrażeniom, uważając powstanie polskie za bunt 
przeciwko prawowitej władzy ? 

Wiele mówiącym komentarzem do wierszy „Oszczercom Rosyi" i „Rocznica Borodina" 
jest pewien list poety z r. 1826, pisany do Wiaziemsliiego jeszcze przed wyzwoleniem Puszkina 
z wiejskiego wygnania. Puszkin dowiedział się, że do Petersburga przjbył pewien literat i po- 
dróżnik ftancuski (Ancelot) i że go petersburscy literaci podejmowali, i takie z tego powodu 
wyrażał obawy: „My w stosunkach z cudzoziemcami nie umiemy zachować ani dumy, ani wstydu. 
W obec Anglików wyciągamy na głupstwa Wasilja Lwowicza, pani Stael pokazujemy Miłora- 
dowicza *), popisującego się w mazurze . . . Wszystko to dostaje się do notatek podróżnika i dru- 
kuje się w Europie. To rzecz haniebna. Ja naturalnie gardzę ojczyzną moją od stóp 
do głowy, ale mi przykro, gdy cudzoziemiec dzieli ze mną to uczucie." Na 
podstawie tego wynurzenia można , sądzę , za rzecz pewną uważać , że szczerem w obu wier- 
szach było nie uwielbienie Rosyi, ale podrażnienie honoru narodowego, który był bardzo czu- 
łym u Puszkma, ale też bardzo jednostronnie rozwiniętym. 

Trudniej dociec, jakie były dawniej zapatrywania Puszkina na stosunek Polski do Rosyi. 
Zachował się niewykończony urywek wiersza jego do hrabiego O., polaka, pisany w r. 1824. 
Wiersz ten ma za temat walkę tych dwu pokrewnych narodów , a jedna strofa jego przeszła 
w całości do wiersza „ Oszczercom Rosyi. " Wszakże z urywka tego dowiadujemy się tylko 
tyle, że Puszkin zdawał sobie sprawę z odwiecznego antagonizmu między Polską a Rosyą i cha- 
rakteryzując go, przyznawał się do rzeczy, których w żadnym razie za zaszczyt narodowi swemu 
poczytywać nie mógł, (I my o kamień zburzonych murów — dzieciśmy wasze rozbijali), ale nic 



') Wyrażenie „my nie spalimy ich Warszawy", p. Spasowicz niesłusznie uważa za lapsus calami, Puszkin 
bowiem czyni tu aliuzyją nie do pożaru Moskwy w r. 1812, ale do wydarzeń o dwa wieki wcześniejszych. 

') Wasilij Lwowicz Puszkin, stryj Aleksandra, lichy poeta. Miłoradowicz generał-gubernator petersburski. 



236 DR. JÓZEF TRETIAK. 

stąd jeszcze wywnioskować nie możemy, której stronie i o ile przyznawał słuszność. Że umiał 
uczcić bohaterów Polski , walczących o niepodległość, świadczy o tem epigramat na Bułharyna, 
pisany w 18o0r ., (Nie to nieszczęście, że jesteś Polakiem , — Mickiewicz Lachem, Kościuszko 
Lachem" i t. d.), ale jest to drobny ślad sympatyj polskich i poza przyjaźnią dla Mickiewicza 
bodaj czy nie jedyny. Jakie były przed wybuchem listopadowego powstania poglądy poety na 
uregulowanie stosunku między Polską a Rosyją w przyszłości , tego ani z jego poezyj , ani 
z korespondencyj nie wiemy wcale ; wolno wszakże domyślać się , że człowiek , który z chci- 
wością słuchał teoryi Mickiewicza o przyszłem braterstwie ludów, nie mógł zamykać swoich 
poglądów w ciasnym obrębie szowinizmu rosyjskiego, przynajmniej w czasach znajomości i przy- 
jaźni z Mickiewiczem. 

Tymczasem w obu wierszach jego „Na wzięcie Warszawy" tchnie duch w wysokim sto- 
pniu szowinistyczny. Poeta, śpiewak wolności, święcąc tryumf oręża swego narodu , nie pyta 
o słuszność sprawy, w imię której ten oręż działa, nie dba o to, że ten tryumf jest tryumfem 
despotyzmu nad wolnością i dla przypodobania się carowi, od którego spodziewa się łask dla 
siebie i ulg liberalnych dla narodu, wielbi bagnet żołnierza rosyjskiego, nie zważając na to, że 
ten bagnet stoi równie na straży ujarzmionych narodów, jak i na straży despotycznego po- 
rządku w Rosyi. 

VII. 

Zbiorek p. t. „Na wzięcie Warszawy'^ ukazał się we wrześniu 1831. Mickiewicz był już 
w owym czasie w Poznańskiem , gdzie bawił , ukrywając się przed policyją pruską do Lutego 
1832 i skąd i^rzejechał na czteromiesięczny pobyt do Drezna. Przybywał do tego miasta w cięż- 
kiem usposobieniu. Gniotła go całym swoim ciężarem świeża klęska narodu , ciężyła mu również 
myśl, że nie wziął udziału w walce o niepodległość; żył tylko nadzieją, „że bezczynnie ręki na 
piersiach w trumnie nie złoży". W Dreźnie zastawał wielu wychodźców i owiany został gorącą 
atmosferą świeżych wspomnień wojennych , która silnie rozgrzała jego ducha. Najwięcej w tym 
względzie oddziałało na Mickiewicza towarzystwo Garczyńskiego, który odbył całą prawie kam- 
paniją, duszą artysty i patryjoty chwytał wrażenia wojenne, i przelewał je w pieśni pełne szcze- 
rego zapału. Jak opowiadania Garczyńskiego nastrajały Mickiewicza, najlepiej to widać w „Re- 
ducie Ordona." Uczul potrzebę i obowiązek walki i to takiej, w której czuł się mistrzem , bo 
nie na miecze, które były schowane, ale na pióra '). Jak Puszkin w wierszach „Na wzięcie 
Warszawy' zaciągał się na służbę cara, tak Mickiewicz chciał teraz poezyją swoje oddać na 
usługi narodu. Tak powstała trzecia część Dziadów. 

W jakiż sposób chciał Mickiewicz walczyć z nieprzyjaciółmi kraju? Oto przedstawiając 
ustęp „z dziejów męczeńskiej Polski, obejmujących wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar", 
i to nie „dla ożywienia w sercach rodaków nienawiści ku wrogom", nie „dla obudzenia litości 
w Europie", ale „aby zachować narodowi wierną pamiątkę z historyi litewskiej lat kilkunastu." 
Ale to była tylko połowa zadania. W obrazie cierpień narodu, jako jeden z uczestników tych 
cierpień, zawarł i ustęp z dziejów własnego żywota, z przeobrażeń, które zaszły w jego duszy, 
a że już w jednym z dawniejszych, młodzieńczych utworów połączył historyją swoich uczuć 
z obrzędem ludowym „Dziadów", więc i ten nowy utwór podciągnął pod dawną nazwę i w nim 



') Patrz list do Lelewela z 20 maja 1832. Korr. I. 97. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYI PUSZKINA. 237 

także, jakl)y dla okazania łączności jcffo z p(»przedniemi częściami „Dziad()w'', wprowadził przy 
końcu obraz wywoływania i zjawiania się dusz zmarłycli w dzień Zaduszny. 

Ten sam prąd natclinienia ])atryjotycznef;o, który ^o ogarnął w Dreźnie i pod którego 
w|)ływem napisał trzecią część I)ziad«'tw, wywołał z jego duszy kilka innycli urywków poetyc- 
kicli , pokrewnycłi poprzedniemu utworowi treścią , choć różnych formą. Były to wiersze , gru- 
pujące się w całość, która dziś nosi nazwę „Petersburg", ale którą w pierwszem wydaniu poeta 
dołączył do trzeciej części I.)ziad(m pod tytułem: „Trzeciej części Dziadów Ustęp". Tym spo- 
sobem już w tytule chciał wskazać wewnętrzny związek, zachodzący między temi wspomnie- 
niami swemi z czasów pobytu w Rosyi a poprzedzającym je obrazem prześladowania rosyjskiego 
na Litwie. W istocie związek tu widoczny. W ostatniej scenie Dziadów widzimy Konrada ja- 
dącego na północ, a w pierwszym zaraz z wierszy Ustępu „Droga do Rosyi" znajdujemy ten 
sam obraz , tylko rozszerzony, rozwinięty i przeniesiony ze świata wizyi w świat rzeczywistości. 
Wiersz ten jest więc tedy jakby ogniwem między „Ustępem" i trzecią częścią Dziadów, a za- 
razem wstępem do dalszych wierszy, które wszystkie maja za przedmiot Petersburg. I w tych 
wierszach dalsza już , ale zawsze widoczna łączność z Dziadami : wszędzie bowiem na tle obrazu, 
przedstawiającego nowożytną stolicę Rosyi, przesuwa się przed naszemi oczyma postać Kon- 
rada, wszędzie dyszymy jego patryjotycznemi uczuciami, a sam obraz Petersburga ma na celu 
okazać, jakim jest prześladowca narodu w swojem gnieździe. Rzecz godna uwagi, że, jakkolwiek 
nasz poeta żył dłużej w Moskwie niż w Petersburgu i lepiej ją zatem mógł poznać, ani razu 
jej przecież nie tknął swym satyrycznym młotem i wszystkie ciosy wymierzył w nadnewską 
stolicę. Objaśnić to można w ten sposób, że Petersburg skupiał w sobie nowożytne tradycyje 
Rosyi, najbardziej Polakom nienawistne, tradycyje zaboru i rozbiorów Polski, podczas gdy 
Moskwa była przedstawicielką dawnej Rosyi. 

Układ pojedynczych części Ustępu nie był przypadkowy. Poeta trzymał się porządku 
dośrodkowego. Możnaby do jego satyry zastosować porównanie, którego on użył, mówiąc 
o „gniewie Pańskim", a mianowicie że jest jak myśliwiec: 

Tępiący wszystko, co w kniei spotyka, 

Aż dojdzie w końcu do legowisk dzika. 

Już w „Drodze do Rosyi" poeta wskazuje wszędzie ślady despotyzmu, który do służby 
swojej sprzęga naj różnorodniej sze żywioły i rzuca niemi po olbrzymich obszarach państwa. Na- 
stępują „Przedmieścia stolicy", poeta zbliża się do „legowisk dzika" i wszystko, na co okiem 
rzuci, kruszy potężnym młotem swej satyry, bo te „rzędy pałaców po obu stronach wielkiej, 
pysznej drogi", te kolumny korynckie, te kioski japońskie, te świeżo małpione klasyczne ruiny, 
przypominają mu , ile to łez i krwi polskiej musieli przelać słudzy carscy , ażeby dźwignąć te 
kosztowne gmachy. Otóż i sam „Petersburg". Ażeby pokazać czem jest i jakim jest, poeta 
opowiada naprzód jego początek. Petersburg jest wyrazem wszechmocnej woli cara, który 

W głąb ciekłych piasków i błotnych zatopów, 

Rozkazał wpędzić sto tysięcy palów 

I wdeptać ciała stu tysięcy chłopów, 
i na tak przygotowanym gruncie starał się połączyć osobliwości znakomitych stolic europej- 
skich. To też jaki początek , taki charakter stolicy : kosmopolityzm na służbie despotyzmu. 
Grzmi młot satyryczny na obie strony, ledwie na chwilę zatrzymuje go poeta w górze, aby prze- 
puścić jakiś niewinny obrazek i znów całym jego ciężarem uderza. 

Cóż jest sercem Petersburga, symbolem jego znaczenia, jako stolicy zaborczego państwa, 
symbolem despotyzmu , idealnem „ legowiskiem dzika " ? To pomnik Piotra Wielkiego. Poeta 



238 DR. JÓZEF TRETIAK. 

Tvięc poświecą mu osobuy ustęp, a swój młot satyryczny porucza „wieszczowi ruskiego narodu, 
sławnemu pieśniami na całej północy", jal<by dla oliazania, że ten miedziany symbol despo- 
tyzmu jest nietylko wrogiem Polski, ale i swobodnej Rosyi, jakby dla powtórzenia łiasła: „za 
nasze wolność i wasze". Ale pomnik Piotra Wielkiego to dopiero idealne „legowisko dzika", 
poeta nie poprzestaje na tem , chce dotrzeć dalej , aż do rzeczywistego legowiska i oto po 
„Pomniku Piotra Wielkiego'' mamy „Przegląd wojska". Tutaj despotyzm występuje w całym 
majestacie swej potęgi, tu car „jako słońce, a półki do koła jako planety toczą się i krążą''; 
ale też i gniew poety, doszedłszy do prawdziwego legowiska dzika, wzbiera do najwyższej po- 
tęgi, satyra jego najszerszy roztacza obraz i zdaje się wyciągać tysiąc ramion i tysiącem mło- 
tów walić w machinę despotyzmu. 

Na tem się kończy satyra. Ostatni wiersz „Ustępu" p. t. „Oleszkiewicz'', nosi już inny 
charakter; jest tu przepowiednia gniewu Pańskiego, który ma zagrzmieć nad tronem assurskim 
i jego stolicą; przepowiednia ,,drugiej, nie ostatniej próby", jaką ma zesłać Bóg na siedzibę car- 
skiego despotyzmu, włożona w usta mistyka Ołeszkiewicza. 

„Ustęp" poświęcony był przyjaciołom - moskalom i zamykał się wierszem do nich. Nie- 
porównaną jest siła, szczerość i głębia liryzmu skupionego w dziewięciu strofach tego wiersza. 
Poeta chciał tą apostrofą wyraźnie zaznaczyć, że wystąpił do walki nie z narodem, ale z sy- 
stemem rządowym , ujarzmiającym ten naród , że podniósł chorągiew „za nasze i wasze wol- 
ność", i przypominał swoim przyjaciołom - moskalom, że to, co dziś na cały świat głosi z piersi 
przejętej bólem i oburzeniem, to samo dawniej odsłaniał im w poufnych rozmowach, że, jednem 
słowem, jest ten sam dziś, co przed kilku laty. Ale oni , którzy go słuchali z zajęciem, z zachwy- 
tem nieraz, i wtórowali mu, czy oni się nie zmienili? czy pozostali wierni dawniejszym prze- 
konaniom ? 

Może kto z was urzędem , orderem zhańbiony. 
Duszę wolną na wieki przedał w łaskę cara, 
I dziś na progach jego wybija pokłony. 

Może płatnym językiem tryumf jego sławi, 
I cieszy się ze swoich przyjaciół męczeństwa. 

Czy Mickiewicz, stawiać te ostatnie wiersze, miał w szczególności na myśli kogokolwiek 
ze swych przyjaciół rosyjskich? Jeżeli miał, to tylko Puszkina i Żukowskiego, jako tych, co 
w wierszacłi „Na wzięcie Warszawy" sławili tryumf cara. Mógł zaś mieć icłi na myśli tylko 
w takim razie, jeżeli znał te ich wiersze, lub przynajmniej słyszał o nich. P. Spasowicz twierdzi 
może zbyt stanowczo, że Mickiewicz wiedział o zmianach w usposobieniu dawniejszych znajo- 
mych z Petersburga i Moskwy przed wydaniem trzeciej części Dziadów i połączonego z nią 
„Ustępu", bo wyraźnego świadectwa na to nie ma nigdzie; wszakże wiersze te nadto były 
głośne, aby nie przypuścić z wielkiem prawdopodobieństwem, że, jeśli ich w danym czasie nie 
czytał, to przynajmniej zasłyszał lub wyczytał coś o nich w gazetach. Ale przypuściwszy, że 
tak było, trudno się znów zgodzić z innem twierdzeniem p. Spasowicza, że „najmniejszej nie 
ma wskazówki , by Mickiewicz miał tu (w wierszu do przyjaciół liloskali) na myśli Puszkina", 
a to dla tego, że „ani w nekrologu Puszkina w „Głobe", ani w odczytach w College de France, 
nie dotknął Mickiewicz roli Puszkina jako poetycznego zapaśnika w polsko-rosyjskiej narodowej 
i politycznej walce". Sądzę, że nie potrzeba tu lepszej wskazówki nad tę, jaką daje sam wiersz 
„Do przyjaciół Moskali". Skoro Mickiewicz wiedział, że Puszkin napisał pieśń tryumfalną na 
wzięcie Warszawy, skoro Puszkin był jednym z tych przyjaciół, do których nasz poeta się 



ŚLADY WPhYWU MICKIEWICZA W POEZYI PUSZKINA. 239 

zwracał, jakżeż przy])Uśoió , że, pisząc właśnie w swej apostrofie o owycłi pieśniacli tryiinifal- 
nycli , nic miał l*usz]<ina na myśli? l3yłol)y to wprost niepodobieństwem. 

Jest jeszcze jeden szczegół, dotyczący tego wiersza, na który warto zwrócić uwagę. 
Wiersz „Do przyjaciół Moskali" połączony z dedykacyją, która ł)rzmiała: „Ten ustęp przy- 
jaciołom Moskalom ])oświęca autor", był niejako dalszym ciągiem, poetycznem rozwinięciem tej 
dedykacyi. Jako dedykacyi należało się mu wstępne miejsce jirzed „Ustępem" i do tego zwy- 
czaju poetyckiego stosował się zawsze Mickiewicz, czy to, gdy umieszczał „Pierwiosnek" na 
czele ballad i romansów, czy, gdy poświęcał Zaleskim Wallenroda, a „spółuczniom , spółwięź- 
niora, spółwygnańcom " trzecią część Dziadów. Tymczasem wiersz „Do przyjaciół Moskali" 
wbrew zwyczajowi umieszczony jest w pierwszem wydaniu na samym końcu „Ustępu", i to już 
nawet po objaśnieniacłi , przydanycli do Ustępu. Nasuwa to myśł, że pisany on łjył już wtedy, 
gd}"^ Ustęp znajdował się w druku i gdy już dedykacyi wstępnego miejsca nie można było wy- 
znaczyć, to jest, że pisany Ijył nie av Dreźnie na wiosnę 1832, ale pod koniec tego roku w Pa- 
ryżu! Niektóre wyrażenia tego wiersza zdają się popierać to przypuszczenie. Tak n. p. słowa 
„jeśli do was z daleka od wolnych narodów" lepiej się godzą z Paryżem, niż z Dreznem, skąd 
wydalano wówczas wychodźców polskich i gdzie Mickiewicz nie l)ył zupełnie pewnym , czy go 
nie dosięgną „długie ręce" rządu rosyjskiego. A to jedno przypuszczenie prowadzi za sobą dru- 
gie, że Mickiewicz dopiero w Paryżu dowiedział się o zmianie w usposobieniu swoich przyjaciół 
Rosyjan, o wierszach tryumfalnych Żukowskiego i Puszkina i że ta wiadomość wywołała jego 
dedykacj^ją i właściwy ton jej podyktowała. 



VI [I. 

Puszkin przez parę lat po napisaniu swoich urzędowo - patryjotycznych wierszy bardzo 
mało tworzył. Gazeta polityczna nie przyszła do skutku, głównie, jak się zdaje, dla tego, że 
sam Puszkin wcześnie poznał , jak mało odpowiadałaby ona jego pragnieniom i rojeniom w tych 
ramach, jakie jej cenzura rządowa zakreślała. W jesieni 1832, kiedy już i odpowiedzialny re- 
daktor był wyszukany i przez rząd zatwierdzony i poczynione rozmaite przygotowania i kiedy 
opinija publiczna z ciekawością oczekiwała prędkieg-o pojawienia się nowej gazety, w ten sposób 
Puszkin pisał do jednego ze swych przyjaciół, w odpowiedź na pytanie, jaki będzie program 
nowego dziennika'): „Co za program chcecie widzieć? Część polityczna, wiadomości zagra- 
niczne, tłómaczone z Journal de St. Petersbourg , bez rządowych uwag i roztrząsań, o ile moż- 
na bezbarwnie, bez życia, bez celu; wiadomości wewnętrzne o deszczach, o urodzaju etc. 
Różne wiadomości — o kursie pieniędzy, o przyjeżdżających i wyjeżdżających , o przedstawie- 
niach teatralnych i t. d. Część literacka: krytyka zagranicznych i rosyjskich książek, drobne 
artykuły, łatwe do umieszczenia w dwócli kolumnach, — i wyjdzie gazeta niewiele gorsza od 
„Północnej Pszczoły". Otóż macie i program. Ale żart na stronę; na moje gazetę niewiele liczę : 
część polityczna będzie z urzędu nic nie warta, literacka z istoty swojej bez wartości, bo co tu 
mówić o rzeczy, która nikogo nie interesuje, począwszy od literata?" Łatwo zrozumieć, że czło- 
wiek, który z takiem usposobieniem przystępował do rozpoczęcia wydawnictwa niegdyś przez 
siebie tak upragnionego , przy pierwszej lepszej trudności rzucił o ziemię rzecz całą , jako nie- 
godną wytężeń i walki. 



^) Dzieła T. Vn. 280, 281. 



240 DE. JÓZEF TRETIAK. 

Zajęcia w archiwach również nie przyniosły oczekiwanycli korzyści. Postać Piotra, któ- 
rego historyją miał pisać, zbyt mało była ponętną dla poetycznego nmysłu Puszkina, aby go 
mogła długo ti'zymać przy sobie. Wśród prac archiwalnych spotkał się on z materyjałami do 
historyi buntu Pugaczewa i ta historyją tak go zajęła, że ku niej się zwrócił całkowicie, 
oderwawszy się od pracy nad Piotrem, a choć do tej ostatniej wrócił potem, nigdy jej przecież 
nie posunął poza surowy zbiór materyjałów. 

I w twórczości poetyckiej Puszkina zapanowała pewna jałowość, jakby przekleństwo 
oficyjalnego stanowiska, jakie zajął poeta w swoich wierszach „Na wzięcie Warszawy." Dość 
jest przejrzeć spis jego późniejszych utworów, aby się o tem przekonać. Są to przeważnie tłó- 
maczenia, naśladowania, drobne urywki rozpoczętych i wnet porzuconycli utworów. Tym sposo- 
bem sprawdziły się na Puszkinie słowa przesłane mu przez Rylejewa na krótko przed katastrofą 
grudniową: „Siła duszy słabnie przy dworach i genijnsz zamiera; rzeczą dobrych rządów jest 
tylko nie krępować genijuszu". (VII 170). Fantazyja poety, nie znajdując w skarbcu własnych 
wrażeń nic, coby ją rozgrzało i uniosło, chwytała się najrozmaitszych zewnętrznych tematów, 
ale nie zdołała z nich stworzyć większej, wspaniałej całości. Czując tę swoje jałowość i chcąc 
radzić na nią , Puszkin zwracał się do pieśni i skazek ludowych : tłómaczył i przerabiał „Pieśni 
zachodnich Słowian", wymyślone przez Mdrim^e'go, obrabiał poetycznie ludowe skazki rosyjskie. 
W jego karyjerze poetyckiej był to nie postęp, ale cofanie się. cofanie się do tego stanowiska, 
jakie zajmował jako poczynający poeta romantyczny. Z większych późniejszych utworów Puszkina 
jedyną całością harmonijną, dojrzałą jest powieść historyczna „ Kapitanówna" , pisana prozą 
a osnuta na tle buntu Pugaczewa. 

Zdaje się , że i przyjaciele Puszkina spostrzegali jałowość jego tc^órczości i chcąc roz- 
ruszać jego muzę , namawiali go, aby podjął na nowo temat Oniegina, który jako naczynie oso- 
bistych wrażeń, uczuć i poglądów poety najbliższym był sercu jego i najłatwiej mógł fantazyja 
jego ożywić, przechowały się w brulijonie próby wstępu do nowego poematu, który miał być 
dalszym ciągiem Oniegina. W tym wstępie poeta zwraca się do przyjaciół , w szczególności do 
Pletniowa i powiada między innemi: „Radzicie mi, przyjaciele, znów w wolnych chwilach je- 
siennych zabrać się do Oniegina. Mówicie mi: „on żyje i nie żonaty, a więc romans jeszcze 
nieskończony: wszak to skarb cały! W jego swobodne, szerokie ramy wstawisz szereg obrazów, 
otworzysz dioramę. Napłynie publiczność, płacąc wejście i będziesz miał zysk i sławę". 

Myśl podana przez przyjaciół, jak widać z przytoczonego ustępu, podobała się Puszki- 
nowi. Ale jeżeli Oniegin miał być nadal przedstawicielem poety, wyrazem jego ówczesnego na- 
stroju i poglądów, to musiał się zmienić odpowiednio do zmian , jakie zaszły w samym poecie. 
Puszkin żonaty i ojciec rodziny, Puszkin pracujący w tajnych archiwach rządowych, pobierający 
pensyją od rządu za swój talent, Puszkin bywający na dworze, jakże mało był podobny do 
siebie przed dziesięciu laty, kiedy rozpoczynał Oniegina, kiedy, chociaż przez rząd prześlado- 
wany i przez cenzurę trapiony, był przecież w uczuciach i myślach swoich, w stosunkach po- 
litycznych i miłosnych jak wiatr wolny i nieujęty. Teraz krępowały go rozmaite względy ro- 
dzinne, towarzyskie, polityczne, ciężyły mu rozmaite kłopoty, troski i obowiązki, których przed- 
tem nie znał. W tem nowem położeniu do reszty wywietrzał dawniejszy bajronizm poety, ulotnił 
się donżuanizm , wypłowiał liberalizm. 

Czemżeby napełnił Puszkin odrodzonego Oniegina , gdyby myśl podaną sobie przez przy- 
jaciół doprowadził do skutku? Jakie uczucia najżywiej poruszały wówczas serce jego i doma- 
gały się poetyckiego wcielenia? Odpowiedź na to dość stanowczą znajdujemy w dwóch utwo- 
rach poetyckich Puszkina „Mój rodowód" (1830) i „Rodowód mojego bohatera" (1833), a także 
w licznych artykułach polemicznych i urywkach powieściowych z lat 1830 i 1831, mających 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POKZYI PUSZKINA. 241 

na celu wykazać dodatnie znaczenie rodowej aiystokiacyi w o{C(łle, a bojarstwa rosyjnkiego 
w szezcfiólności i wzbudzić uszanowanie dla dumy rodowej. Uczucie to dość wcześnie zaczęło 
się rozwijać w Puszkinie, jak się zdaje, pod wi)ływeni dwócb wielkicli jjoetów anj^ieiskicb, 
Hajroua i Walterskotta, dla którycb Puszkin miał gorące uwielbienie, a z których pierwszy 
impon(twał światu swojem arystokratycznem pochodzeniem, drugi, „szkocki czarodziej", jak go 
Puszkin nazywał, tak cudownie w swoich powieściach idealizował świat feudalny. Jeszcze z wy- 
gnania swego w Michajłowskiem (182/J) pisał Puszkin do A. Bestużewa, objaśniając, dla czego 
współczesna literatura rosyjska nie nosi na sobie piętna niewolniczej uniżoności : „Przyczyna 
jasna. Nasi pisarze należą do wyższycli klas społecznych. Arystokratyczna duma zlewa się 
w^ nicli z autorską miłością własną; my nie chcemy, aby nas protegowali równi — oto czego 
p. . . . Woroncow nie pojmuje. Wyobraża on sobie, że poeta rosyjski zjawi się w jego przed- 
pokoju z dcdykacyją lub odą, a ten zjawia się z żądaniem względi')W, należnych mu jako sześć- 
setletniemu szlachcicowi. Diabelska różnica!". CVII 127, 128). A kiedy i)rzyjaciele, Rylejew 
i Bestużew, gorszyli się tern wynurzeniem poety, z którego wyglądała cliętka chełpienia się sta- 
rożytnością rodu , dość rażąca w liberalnym poecie , Puszkin upierał się przy swojem i zazna- 
czał przy tej sposobności, że jego szlachectwo liczy więcej niż sześćset lat (VII 171). 

Ale dopiero od r. 1880 stał się Puszkin szczególnie drażliwym na punkcie dumy rodo- 
wej. Z początkiem tego roku Delwig zaczął wydawać „Gazetę literacką", którą gorliwie wspie- 
rali przyjaciele wydawcy: Puszkin, Wiaziemski i inni. Bułharyn, redaktor „Północnej Pszczoły", 
która łączyła w swoich ramach literaturę z polityką, a była najpopularniejszem wówczas pismem 
w Rosyi, ujrzał w Gazecie literaclciej niebezpieczną współzawodniczkę dla swej „P.szczoły", 
tem bardziej . że Gazeta zaczęła nieprzychylnie wyrażać się o jego literackich utworacli i już 
w jednym z początkowych numerów wydrwiła powieść jego „Dymitr Samozwaniec". Krytyka 
pochodziła od samego wydawcy, Delwiga, ale Bułharyn był pewnym, że Puszkin jest jej auto- 
rem i zaczął mścić się na nim, umieszczając w swojem piśmie rozmaite artykuły, wymierzone 
przeciwko niemu jako człowiekowi i poecie i wywołując przeciw sobie znane epigramaty Pusz- 
kina. W jednym z tycli artykułów wyśmiewał arystokratyczne roszczenia Puszkina, przypomi- 
nając jego pochodzenie po kądzieli od murzyna. „Lordostwo Bajrona i jego arystokratyczne 
wybryki, pisał w odcinku Północnej Pszczoły (1830 Nr. 94), przy Bóg wie jakim sposobie 
myślenia, odebrały rozum mnóstwu poetów i wierszopisów w różnycli krajach i wszyscy oni 
zaczęli mówić o sześćsetletniem s';lachectwie. W dobry czas ! Daj Boże, aby to obudziło w nicli 
chęć stać się godnymi znakomitych jirzodków (jeżeli kto icłi ma), wszakże nie doda to ani 
wierszom ani prozie gładkości i rozumu. Opowiadają jawnie, że jakiś poeta w hiszpańskiej 
Ameryce, także naśladowca Bajrona, pochodząc od mulata, czy też może od mulatki, zaczął do- 
wodzić, że jeden z jego przodków był murzyńskim księciem. W ratuszu miejskim doszukano 
się, że niegdyś o tego negra był proces pomiędzy szyprem a jego pomocnikiem, każdy z nich 
bowiem chciał sobie przywłaszczyć murzyna, i że szyper dowodził , iż kupił murzyna za butelkę 
rumu! Czy przyszło wówczas komu na myśl, że do tego murzyna przyzna się wierszopis? — 
Yanitas vanitatum." 

Ten zjadliwy pocisk, wymierzony w najsłabszą stronę dumy rodowej Puszkina, głęboko 
ustrzągł w jego sercu i pol)udzit go do napisania w tymże roku dwu swoicli genealogij , jed- 
nej poetycznej, o której już była wzmianka, a drugiej skreślonej prozą (Rodowód Puszkinów 
i Hannibalów). W tej ostatniej , na podstawie Karamzyna wyprowadzał ród Puszkinów od zna- 
Icomitego wychodźcy pruskiego Radszy, który przywędrował na Ruś w czasach Aleksandra New- 
skiego, i wymieniał rozmaitych przodków swoich po imieniu, którzy odegrali historyczną rolę; 

Wvdz. filoz.-histor. T. VII. 31 



242 DR. JÓZEF TRETIAK. 

następnie przeszedł do genealogii matki i nazwawszy dziada jej synem panującego księcia mn- 
rzyńskiego, objaśniał, w jaki sposób dziad ten, przezwany przez Piotra Wielkiego Haimibalem, 
dostał się do tego monarchy, jak wysokiego doszedł stanowiska i jakie zasługi dla Rosyi po- 
łożył jeden z jego synów, zwycięzca z pod Nawarynu i założyciel Chersonu. W genealogii poe- 
tycznej nie poprzestał Puszkin na obronie swoich roszczeń arystokratycznych, ale chciał je pod- 
nieść jeszcze przez zestawienie swego rodowodu z pochodzeniem nowej ar^^stokracyi rosyjskiej, 
posiadającej wysokie urzędy, wpływy i bogactwo. „Mój dziad nie sprzedawał blinów. — Nie skakał 
w książęta z cliłopów — Nie śpiewał z diakami na chórze — Nie czyścił butów carskich — I nie 
był zbiegiem żołnierskim — Niemieckich drużyn pudrowanych. — Więc skądże mi być arystokratą?" 

Jak żywo ubolewał Puszkin nad upadkiem arystokracyi rodowej w Rosyi i jak wielkie 
jej w ogóle przypisywał znaczenie, najlepiej to widać z pisanych około tego czasu jego „Uwag 
krytycznych". „Jakiekolwiek były moje przekonania, nigdy nie dzieliłem z nikim demokratycznej 
nienawiści ku szlachcie. Wydawała mi się ona zawsze konieczną i naturalną warstwą każdego 
oświeconego narodu. Spozierając około siebie i czytając nasze stai'e kroniki , z żalem widziałem, 
jalc stare rody szlaclieckie zniszczały, jak pozostałe upadają i znikają, jak nowe rody, nowe 
historyczne imiona, zastąpiwszy miejsce dawnych, już padają, niczem nie Avsparte, i jak imię 

szlachcica , coraz bardziej poniżane , stało się nakoniec pośmiewiskiem Dla światłego 

Francuza lub Anglika wielką ma cenę wiersz dawnego kronikarza , w którym wspomniane 
jest imię jego przodka, zacnego rycerza, jako legł w tej a tej bitwie, lub wrócił z Pale- 
styny w tym a tym roku ; ale Kałmylci nie mają ani szlachectwa, ani historyi. Dzikość, podłość 
i ciemnota nie szanują przeszłości, pełzając jedynie przed teraźniejszością, i u nas nie jeden 
potomek Ruryka bardziej się szczyci gwiazdą swego dalekiego stryjaszlia, aniżeli historyją swego 
domu, t. j. historyją ojczyzny. I to mu poczytujecie za zasługę! Bez wątpienia jest coś wyż- 
szego od znakomitości rodu , mianowicie — wartość osobista — Imiona Minina i Łomonosowa 
może dwa razy tyle mają wagi, co wszystkie nasze starożytne rodowody; ale byłożby to rzeczą 
śmieszną, gdyby ich potomstwo szczyciło się temi imionami?" (IV 118). 

Człowiek, który tak cenił wartość szlachectwa, który uważał się za potomka jednego ze 
starożytnie] szych i zasłużeńszych , choć podupadłych rodów, który wreszcie wiedział, że obok 
klejnotu szlacheckiego posiada o wiele silniejszego blasku klejnot genijuszu , musiał doznawać 
częstych upokorzeń w państwie, gdzie wszystko się ustawiało, ceniło, mierzyło i ważyło podług 
tabeli rang. Bo choć Puszkin był teraz protegowanym przez rząd poetą, choć był domniemanym 
następcą urzędowego histor3'jografa Karamzyna, przecież z ostatniego szczebla, jaki zajmował 
w długiej drabinie czynów, posunął się ledwie o jeden stopień wyżej ') i zwykłą urzędową 
miarą mierzony, był jedną z najniższych kreatur w hierarchii państwa. 

Oto był materyjał uczuć , które wówczas najżywiej poruszały Puszkina i które miał bez 
wątpienia odświeżony Oniegin po swoim twórcy odziedziczyć. Jeszcze wyraźniej się to okaże 
z dalszego toku rzeczy. 

IX. 

Kiedy doszła rąk Puszkina trzecia część Dziadów wraz z połączonym z nią Ustępem, 
dokładnie tego oznaczyć nie można. Prawdopodobnie stało się to w Petersburgu na wiosnę lub 



*) Tak można wnioskować z urzędowego pisma Benkendorfa do hr. Nesselrode , gdzie Puszkin nazwany jest 
„znanym naszym poetą, tytularnym sowietnikiem" (radcą). Dzieła Puszkina VI 327. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYI PUSZKINA. 243 

latem 1833 r. , a wiec Imrdzo prędko po wyjściu na świat poematu. W jednym z li.stów Pusz- 
kina do żony, pisanym w drodze do Mo.skwy 2 i .sier|)iiia 'j, jest ustęp dość wyraźnie wska- 
zujący, że już wówczas zarysowywał się w twórczej fantazyi Puszkina pomysł „Miedzianego 
Jeźdźca", a więc, że już wówczas znał Puszkin utwór Mickiewicza „Oleszkiewicz". W tym liście 
Puszkin opisuje straszliwą burzę , która go spotkała zaraz po w\jeżdzie z domu , jeszcze nim 
zdołał wyjechać z Petersburga, i która dalej mu towarzyszyła, i w końcu zapytuje: „Co się działo 
z wami, j)etersburskinii mieszkańcami? Czy nie było u was nowej powodzi? Cóż jeśliljy mie 
i ta gratka ominęła? przykroby mi było". Tak pragnąć widoku jiowodzi mógł tylko artysta, 
któremu ten widok potrzebnym był do zamierzonego obrazu. 

Łatwo zrozumieć, jak silne wrażenie wywarł na Puszkinie Ustęp trzeciej części Dziadów.. 
Jakkolwiek Mickiewicz poświęcał go w ogóle przyjaciołom Moskalom , czuł przecież Puszkin, 
że to do niego przedcwszystkiem zwracano ten kielidi „żrącej i palącej goryczy". Wszakże 
jeden z wierszy tego Ustępu (Pomnik Piotra Wielkiegoj wyłącznie l)ył ])OŚwięcony wspomnie- 
niom stosunku polskiego poety z Puszkinem i zdawał się przypominać temu ostatniemu daw- 
niejsze jego poglądy polityczne , nie licujące z urzędowem stanowiskiem autora „Na wzięcie 
Warszawy". Wszakże w dedykacyjnym wierszu „Do przyjaciół Moskali" słowa: 

Może płatnym językiem tryumf jego sławi , 
I cieszy się ze swoich przyjaciół męczeństwa, 

mogły wydać się Puszkinowi jako wprost wymierzone przeciw niemu , bo nie wiedział on , za- 
równo jak i my dziś nie wiemy, czy Mickiewicz przed napisaniem tej dedykacyi nie znał głoś- 
nych jego pieśni tryumfalnycli. 

Przyjąć w milczeniu ten cios potężny z ręki człowieka, tak wysoko przez się cenionego, 
było niepodobieństwem dla wrażliwej natury Puszkina, ktcjry najdrobniejszych nawet pocisków 
nie zwykł był zostawiać bez odparcia. Ale odpowiedź nie była rzeczą łatwą. Wprawdzie nie 
trudno było, nie schodząc z zajętego raz stanowiska, odpowiedzieć Mickiewiczowi tonem urzę- 
dowego oburzenia ; była to nawet dobra sposobność zaskarbienia sobie nowych względów i łask 
carskich. Ale Puszkin Ijył zanadto szczery i szlachetny, ażeby mu taka odprawa wystarczyć 
mogła, gdyż czuł, że byłaby fałszem. Nie, on cliciał wypowiedzieć całą pracę uczuć i myśli, 
wywołauNch wstrząsającym pociskiem i w tern wypowiedzeniu znaleść ulgę dla serca i odpo- 
wiedź dla wielkiego przeciwnika. Ale na tej drodze stały mu na przeszkodzie naprzód cenzura 
cesarska, zawsze podejrzliwa względem Puszkina, nawet w czasach najlepszych jego stosunków 
z rządem *), powtóre rozproszenie i hałaśliwość życia petersburskiego. Do obchodzenia cenzury 
manowcami był już Puszkin oddawna wprawiony, więc i teraz mógł użyć tego środka; druga 
przeszkoda dawała się usunąć wyjazdem na wieś, gdzie zwykle szukał Puszkin skupienia myśli. 

Jeszcze w lutym 1 83o nosił się z myślą w}^azdu na wieś i odbycia ^'iększej podróży, 
która mu była „potrzebną moralnie i fizycznie". „Zycie moje w Petersburgu, pisał do przyja- 
ciela, Naszczokina , ni to, ni owo. Troski raateryjalne nie zostawiają czasu na nudy. Ale brak 
mi spokoju, wolnego, kawalerskiego życia, niezbędnego dla pisarza. Obracam się w świecie, 



1) Dzieła VII Sil. 

-) Tak n. p. wiersz „Anczar", napisany, jak wiemy, jeszcze 1828 r., a drukowany dopiero r. 1832, twrócił 
na siebie zaraz po ukazaniu się w druku uwagę cesarza, w skutek czego Benkendorf zapytywał Puszkina, dla czego 
on „naruszył dane słowo" i nie dał „Anczara" przed drukiem do przejrzenia cesarzowi. Dzieła VII 299. 



244 DR. JÓZEF TRETIAK. 

moja żona w wielkiej modzie; wszystko to wymaga pieniędzy, pieniądze daje mi praca, a praca 
wymaga samotności." '). 

W sierpniu, uzyskawszy dłuższy urlop od Benkendorfa, wyruszył z Petersburga, przez 
wrzesień zwiedzał Orenburg, Kazań, Symbirsk i inne miejsca, gdzie się odgrywał bunt Puga- 
czewa, którego historyją chciał wykończyć, — na październik i listopad zjechał do swojej wsi 
Boldina w gubernii niżegrodzkiej, i tutaj znalazł pożądaną samotność. W jednym z listów do 
żony (30 października) tak opisywał tryb ówczesnego swego życia: „Budzę się o siódmej, piję 
kawę i leżę do godziny trzeciej. Niedawno zacząłem pisać i już napisałem mnóstwo. O godzi- 
nie 3-ej siadam na konia, o piątej do wanny, a potem obiad złożony z kartofli i kaszy hreczanej. 
Do godziny dziesiątej czytam. Oto mój dzień i wszystkie jeden do drugiego podobne." ■). 

Ukończywszy historyczną pracę , od której spodziewał się większego zarobku , zabrał się 
do tego, co było potrzebą jego duszy , do poetyckiej odpowiedzi Mickiewiczowi. Miał z sobą 
przepisany własnoręcznie Ustęp Ełl-ciej Części Dziadów^), miał zapewne i petersburskie wy- 
danie poezyj Mickiewicza, gdyż tu właśnie w Bołdinie, bezpośrednio przed napisaniem „Mie- 
dzianego Jeźdźca" przełożył dwie ballady Mickiewicza „Czaty" i „Trzech Budrysów". 

Było to dziwnego rodzaju przygotowanie do poematu , który miał być odpowiedzią na 
„Ustęp", poświęcony przyjaciołom Moskalom. Pomiędzy temi balladami z jednej strony, a „Ustę- 
pem" i „Miedzianym Jeźdźcem" z drugiej — nie ma najmniejszego związku. Co mogło pociągnąć 
Puszkina ku tym balladom, trudno wiedzieć; może epigramaty czność ich zakończenia, może 
wiążące się z niemi wspomnienia osobistego stosunku z Mickiewiczem , obie bowiem pisane były 
w czasach znajomości dwu poetów. Jakkolwiel^bądź , przekład ten wskazuje, jak myśl Pusz- 
kina zwracała się wówczas w stronę Micliiewicza , jak była nim zajętą i chciała go niejako 
uprzytomnić sobie *). 

„Jeździec Miedziany", jak to widać z brnlijonów poety, napisany został w ostatecznym 
swoim układzie w ostatnich ti-zech dniach października. Ale te same bnilijony świadczą , że 
ostateczny układ poprzedziła długa praca twórczego myślenia. Wiemy , że poeta miał zamiar 
pisać dalszy ciąg Oniegina, że nowy Oniegin naturalnym trybem rzeczy miał wypowiedzieć nowy 
nastrój poety, i że w tym nastroju głównem, panującem uczuciem było zadraśnięte uczucie du- 
my rodowej i żal nad upadkiem dawnego bojarstwa w Rosyi. Odczytanie trzeciej części Dzia- 
dów, a w szczególności „Ustępu", rozszerzyło horyzont uczuć Puszkina, wywołało nowe na nim 
zjawiska, skierowało myśl twórczą w inną stronę. Na grunt uprawiony pod nowy utwór padało 
świeże ziarno, więc to, co miało być rzeczą główną w utworze, stawało się drugorzędną. Przy- 
gotowanego bohatei'a, w którym siebie miał Puszkin wypowiedzieć, obrócił on do nowej roli, 
na płonce dawnego pomysłu zaszczepił nowy pomysł. 

Nastąpił dziwny ruch fantazyi. Obrazy wywołane poezyją Mickiewicza łączyły się, mie- 
szały, przenikałJ^ Najwyraziściej występowały dwa: pomnik Piotra i powódź. Pierwszy obraz 



') Dzielą VII 314. 

») Dzieła VII 331. 

') Wiadomo przynajmniej, że w brulijonach jego z owego czasu znajdują się wpisane tam przez niego wiersze 
Mickiewicza: „01eszl<iewicz", „Pomnik Piotra Wielkiego" i „Do przyjaciół Moskali". Dzieła III 564 i 674,11 167. 

*) „Czaty" w przekładzie noszą tytuł „Wojewoda"; „Trzech Budrysów" — „Budrys i jego synowie". Miara 
wiersza zmieniona jest w pierwszej, zachowana w drugiej balladzie, której przekład w ogóle jest wierniejszy. Ory- 
ginalną, ale niestosowną zmianą w przekładzie „Czatów" jest to, że Puszkin żonę wojewody nazywa wszędzie „pan- 
ną." Za to wielkiego smaku artystycznego tłómacza dowodzi pominięcie strofy: „Co wieczora on będzie, tonąc 
w puchy łabędzie" i t. d. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W Pf^EZM PUSZKINA. 24r) 

wywołany byt utworem , kt(>ry iiajżywiej jiornszał wupoiiiMieiiie osol)istego, przyjacielskiego sto- 
sunku Puszkina z Mickiewiczem i obarczał niejako I*uszkina wspóliiictwem poglądów na ideę 
państwową Rosyi. Drugi szczególnie przemawiał do wyobraźni poety swoją malowniczością. ') 
Sądzę przytcm , że znalazł Puszkin w mickiewiczowskim opisie powodzi , albo raczej dnia przed 
powodzią, myśl, która go szczególnie uderzyła i stała się jedną z zarodowych myśli „Miedzia- 
nego Jeźdźca". Myśl ta zawarta w wierszach: 

Ci w niskich domkach nikczemni poddani 
Naprzód za niego będą ukarani; 
Bo piorun w martwe gdy bije żywioły. 
Zaczyna z wierzchu od góry i wieży, 
Lecz między ludźmi naprzód bije w doły, 
I najmniej winnych naj pierwej uderzy .... 

Dwa te obrazy zlały się z sobą i około nich ugrupował się nowy pomysł, wciągając 
w siebie, co się dało, z dawniejszych planów. Tym sposobem urodził się „Miedziany Jeździec". 

Liczne waryjanty tego poematu a także ściśle z nim spokrewnionej „ Genealogii mego 
bohatera", pozwalają nam w przybliżeniu oznaczyć przeobrażanie się, krystalizowanie nowego 
pomysłu. Poeta wahał się z początku, czy nowy bohater, w którego chciał cząstkę swego „ja* 
przelać, ma być dalszym ciągiem Oniegina, czy też różną od niej osobistością, dla której ob- 
myślił nazwisko Jezierski. Wahał się, czy owego bohatera zbliżyć do siebie pod względem ze- 
wnętrznego otoczenia, czy też odsunąć dość daleko ^j. Stało się, że Jezierski wziął górę nad 
Onieginem, biedak nad salonowcem. Ale biedaka Jezieiskiego, drobnego urzędnika, posiadającgo 
najniższą rangę koUegijalnego registratora, zbliżył poeta do siebie, dodając do tej rangi staro- 
żytność i zamierzchłą świetność rodu ; ażeby zaś tem lepiej uwydatnić przeciwieństwo, zachodzące 
między teraźniejszością tego rodu a przeszłością jego, na wstępie zamierzał podać obszerną i uro- 
czystą genealogiją Jezierskiego. Odpowiadało to zapewne dawniejszym planom poety i dawało 
mu sposobność do wycieczek w obronie szlachectwa i dumy rodowej. „Wam — przemawiał do 
czytelników — wszystko jedno, kto jest waszym protoplastą: Mścisław, książę Kurbski, czy 
Jermak, czy szynkarz przysięgły Mitiuszka. Zaiste, mądrze i wspaniałomyślnie gardzicie wy 
ojcami, ich sławą, czcią, przywilejem. W imię prawdziwej oświaty wyście się ich dawno wy- 
rzekli i szczycicie się tylko ])iękuością zasług osobistych , gwiazdą dalekiego stryjaszka i za- 
proszeniem na bal tam , dokądby wasz dziad nawet nie zajechał." 

Ale w dalszym toku poetyckiej pracy zauważył Puszkin , że dla roli , jaką miał odgry- 
w^ać bohater jego w poemacie, obszerna, szczegółowa genealogiją jest niepotrzebnym ciężarem, 
a ironiczne wycieczki w obronie wspomnień rodowych nie dostrajają się do tonu głównej treści, 
wywołanej poezyją ilickiewicza. Nastąpiła więc nowa zmiana w szczegółach planu. Genealogiją 
wydzielił poeta z „Miedzianego Jeźdźca", aby z niej utworzyć osobną całość, a bohaterowi 



*) Puszkin, pomimo że spostrzegał pewne niedokładności w opisie powodzi u Mickiewicza, cenił jednakże ten 
opis nadzwyczaj wysoko, i tak pisał o nim w jednym z przypisów do Miedzianego Jedżdżca: „Mickiewicz prześlicz- 
nym wierszem opisał dzień poprzedzający powódź petersburską (w jednym z najlepszycli swycł) utworów „Oleszkie- 
wicz"). Szkoda tylko, że opis niedokładny : śniegu nie było, Newa nie była pokrytą lodem. Nasz opis wierniejszy, 
cliociaż nie ma w nim żywych barw polskiego poety." Dzieła III 664. 

*) Widać to z waryjantów „Genealogii", gdzie imię Jezierskiego dwa razy jest zmienione na Oniegina (III 557) 
i z waryjantu „Miedzianego Jeźdźca": „Torja no KaJieHHoń n.TOmajKt" (Ul 561, 562). 



246 DK. JÓZEF TRETIAK. 

odjął nazwisko , jako rzecz zbyteczną. Zamiast genealogii dał krótką i doskonale zastosowaną 
do tajemniczego kolorytn całości wzmiankę o pochodzenin bohatera, a zamiast nazwiska Jezierski 
dał wiele znaczące imię Engenijnsz, imię bohatera, w litórego najwięcej siebie samego włożył. 

Naszego bohatera tern imieniem 
Będziemy nazywali. Ono mile 
Dźwięczy, do niego dawno pióro moje 
Przywykło jnż i przyjaźń z ni^m zawarło. 
Nazwiska jego nam nie trzeba wcale , 
Chociaż , być może, w zamierzchłej przeszłości 
Jaśniało ono, i n Karamzyna 
W rodowych podań przebrzmiało szeregu , 
Ale od świata zapomniane dzisiaj. 

Ale ten nowy Engenijnsz jakże mało podobny do przesyconego życiem Oniegina. Jest to 
biedny, cichy, zacny młodzieniec, służy dopiero dwa lata, pewno też nie ma wyższej rangi nad 
rangę kollegijalnego registratora. Poeta opowiada nam jego marzenia w chwili, gdy późnym, 
ciemnym listopadowym wieczorem powrócił do domu, strząsnął płaszcz deszczem oblany i spać 
się położył, ale zasnąć nie mógł. Myślał on o tern, że jest biedny, że pracą ma zdobyć sobie 
niezależność i szacunek u ludzi , i dziwił się tym szczęśliwcom , którym bez pracy i bez rozumu 
życie tak lekko się toczy. Myślał także o swojej Paraszy, zapewne narzeczonej, która mieszkała 
z matką w małym domku po drugiej sti-onie Newy, i myślał , że deszcz gniewnie bijący w szyby 
nie ustaje, że Newa wzbiera ciągle i jeśli mosty z niej zdejmą, przez parę dni nie będzie mógł 
widzieć narzeczonej. Z temi myślami zasnął, ażeby obudzić się w straszny dla Petersburga 
dzień, w dzień 7 listopada 1824. 

Newa, która przez całą noc rwała się liu morzu , wstrzymywana siłą fał morskich i rzu- 
cała się w swojem łożysku, jak chory w gorączce na łożu, wezbrawszy nad brzegi rzuciła się 
na miasto, zalała je i rozniosła po niem spustoszenie. Gdy wszyscy przed nią uciekali i kryli 
się, jeden Eugenijusz zdawał się nie dbać o siebie: nieruchomy, straszliwie blady, ze skrzyżo- 
wanemi na piersiach rękoma siedział na placu Piotra, na jednym z lwów marmurowych , które 
się nad wysokim gankiem pewnego domu wznosiły ; tak siedząc z twarzą wiatrem i deszczem 
chłostaną, i nie czując, jak mu woda już podmywa stopy, trzymał wzrok utkwiony daleko 
w stronę , gdzie fale najwyżej sięgały, a gdzie stał stary domek , a przy nim wierzba i parkan 
niemalowany, uboga siedziba jego Paraszy. Przed Eugenijuszem na placu wodą zalanym pusto 
było, tylko zwrócony ku niemu plecami wznosił się wysoko miedziany olbrzym z wyciągniętą ręką. 

Opadła woda i Eugenijusz, naprzemian z trwogą i nadzieją w sercu, spieszy ku swojej 
ukochanej. Łódka przewiozła go na drugą stronę wzburzonej jeszcze Newy. Wyskoczył na brzeg, 
bieży znajomą sobie ulicą. Wszędzie widok strasznego zniszczenia: tu domki skrzywiły się, inne 
zawalone, innych wcale nie ma, woda je zniosła; dokoła jak na pobojowisku leżą ciała ludz- 
kie. Eugenijusz dręczony najwyższym niepokojem pędzi, na nic już nie patrząc, przed siebie, 
do miejsca, w którem zestrzeliły się wszystkie jego myśli , nadzieje i obawy. Przybiegł, stanął, 
patrzy — pobiegł wstecz i wrócił i znów patrzy: to jest miejsce, gdzie stał ich domek, oto 
wierzba; tu były wrota, pewno woda zabrała, ale gdzież dom? I długo chodził w koło, głośno 
do siebie mówiąc, potem nagłe uderzył się ręką w czoło i zaśmiał się. 

Powoli wszystko wróciło do dawnego porządku, tylko Eugenijusz nie wrócił już ani do 
swego mieszkania, ani do utraconego rozumu. Szaleniec błąkał się cały dzień po ulicach Pe- 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYI PUSZKINA. 247 

tersburga, karmiąc się tera, co rau z litości podano; ulicznicy rzucali nań kamieniami, woźnice 
zacinali go nieraz biczem, gdy im niejjrędko ustępował z drogi. Pewnego razu latem ku jesieni 
spał on w newskiej przystani. Noc była ciemna, deszcz kropił, wiatr wył ponuro, wał morski 
bił czołem o gładkie stopnie kamienne. Eugenijusz zerwał się ze snu: żywo mu stanął w pa- 
mięci czas klęski. Pospiesznie wstał, poszedł do miasta i błąkał się po ulicacb. Nagle zatrzy- 
mał się i z dziką bojażnią na twarzy zaczął rozglądać się dokoła. Znalazł się pod słupami 
wielkiego domu, gdzie dwa lwy marmurowe stały u wej.ścia; ])rzed nim wysoko w mroku noc- 
nym zarysowywał się miedziany olbrzym z wyciągniętą ręką. p:ugenijusz wzdrygnął się: poznał 
miejsce, gdzie przesiedział czas powodzi, poznał olbrzyma, założyciela miasta. Podszedł do 
pomnika, przyłożył czoło do kraty i dziki wzrok utkwił w oblicze władcy p(jlświata. Krew w nim 
zakipiała, płomień przebiegł po sercu, ścisnął pięść i podniósł ją na groźnego olbrzyma. „Do- 

bryś, cudowny budowniczy!" wyszeptał, drżąc z gniewu. „Już ja cię " Ale wnet zaczął 

uciekać. Zdało się bowiem szaleńcowi, że twarz groźnego cara zaczyna się gniewem rozpalać 
i zwolna zwracać ku niemu. I całą noc przez puste place i ulice uciekał , a za nim — zdawało 
mu się — rozlegał się głuchy grzmot kopyt miedzianego konia i pędził Jeździec miedziany z wy- 
ciągniętą ręką. I odtąd, jeśli się zdarzyło szaleńcowi przechodzić przez ów plac, w twarzy jego 
malował się przestrach; szedł bokiem z daleka, odkrywał głowę i oczu nie śmiał podnieść. 
W jakiś czas potem znaleziono go nieżywego na brzegu jakiejś pustej wysepki, u progu sta- 
rego domku , wyrzuconego tam powodzią. 

Taką jest treść Miedzianego Jeźdźca. O cóż w niej chodzi? Nie miał-że poeta innej 
myśli nad tę, aby przedstawić zwyczajnego szaleńca, któremu się uroiło, że wielki car, założy- 
ciel stolicy, jest przyczyną śmierci jego narzeczonej ? Kto choć trochę wi^ , jak i pod jakiemi 
wpływami tworzył się „Miedziany Jeździec", ten podobne przypuszczenie odrzuci bez wahania. 
My wiemy już, że Eugenijusz miał być, równie jak Oniegin, bohaterem podmiotowym, naczy- 
niem uczuć samego poety; pokrewieństwo jego z sobą Puszkin zaznaczył i w rodowodzie i w imie- 
niu. Wiemy, że ta krótka powieść poetycka powstała pod wpływem dwu utworów Mickiewi- 
cza: „Oleszkiewicz" i ,, Pomnik Piotra Wielkiego". Świadczy o tem wyraźnie treść ich i sam 
Puszkin w przypisach do swego poematu, odwołujący się do tych utworów. Jakąż tedy ideę, 
albo raczej, jakie uczucia i myśli swoje chciał zawrzeć Puszkin w tym zagadkowym poemacie? 

Trzeba ich szukać naturalnie w kulminacyjnym punkcie poematu. Tym punktem jest 
chwila, kiedy Eugenijusz, nieszczęściem obłąkany, podnosi pięść na miedzianego tryumfatora 
i ciska weń niedopowiedzianem przekleństwem czy pogróżką. Podług świadectwa księcia Wia- 
ziemskiego '}, który miał sposobność słyszeć poemat deklamowany przez Puszkina przed drukiem, 
przekleństwo w pierwotnym tekście było całym monologiem, liczącym od 30 do 40 wierszy; 
tchnął on nadzwyczajną nienawiścią ku europejskiej cywilizacyi i wywarł wstrząsające wrażenie 
na słuchaczach. Bez wątpienia monolog ten , gdybyśmy go znali , mógłby się bardzo wiele przy- 
czynić do rozjaśnienia poematu; ale zniknął on nie tylko z drukowanego tekstu, ale nawet 
z brulijonów, jakie były dostępne późniejszym wydawcom. Wszakże tego, co ks. Wiaziemski 
mówi o tym monologu, że „zbyt energicznie dźwięczała w nim nienawiść ku europejskiej cy- 
wilizacyi", nie można inaczej rozumieć, jak tylko, że był on wymierzony przeciwko Piotrowi, 
jako reformatorowi — despocie, zabijającemu wszelki indyw idualizm narodowy. Cywilizacyi euro- 
pejskiej Puszkin nigdy nie okazywał niechęci , i owszem zawsze ciążył ku niej. Jeżeli mu 
wstrętną mogła się wydać ona, to tylko wtedy, gdy była larwą bez treści, gdy zamiast uszla- 



*) Puszkin według dokumentów Ostafjewskiego archiwum 1826 — 37 str. 71 — 72. Dzieła Puszkina III 572. 



248 Dl?. JÓZEF TKETIAK. 

cLetniania narodu, stawała się torturą dla niego, a narzędziem polityki dla despotycznego rządu, 
jednem słowem , wstrętną mu mogła być tylko taka cy wilizacyja , jaką odmalował Mickiewicz 
w „Przeglądzie wojska." 

Piotra Wielkiego niechaj pamięć żyje, 

Pierwszy on odkrył tę Caroped};ję. 

Piotr wskazał carom do wielkości drogę; 

Widział on mądre Europy narody, 

I rzekł: Rosyję zeuropejczyć mogę, 

Obetnę suknie i ogolę brody. 

Rzekł — i wnet poły bojarów, kniazików 

Ścięto , jak szpaler francuskiego sadu ; 

Rzekł — i wnet brody kupców i muzyków 

Sypią się chmurą, jak liście od gradu. 

Piotr zaprowadził bębny i bagnety , 

Postawił turmy, urządził kadety. 

Kazał na dworze tańczyć menuet}', 

I do towarzystw gwałtem wwiódł kobiety; 

I na granicach poosadzał straże , 

I łańcucliami pozamykał porty, 

Utworzył senat, szpiegi, dygnitarze. 

Odkupy wódek , czyny i paszporty : — 

Ogolił, umył i ustroił chłopa, 

Dał mu broń w ręce , kieszeń narublował . 

I zadziwiona krzyknęła Europa: 

Car Piotr Rosyją ucywilizował. 

Ze poglądy Puszkina w owym czasie na cywilizatorską rolę Piotra nie wiele się różniły 
od poglądów Mickiewicza , mamy na to świadectwo w jego notatkach do historyi Piotra Wiel- 
kiego, do której, jak wiemy, zbierał wówczas materyjały. Tych notatek cząstka tylko ukazała 
się na widok publiczny ') i to, jak łatwo przypuścić, najmniej drażliwa; wszakże i ta cząstka 
świadczy dostatecznie o wstręcie Puszkina ku cywilizatorskim procederom Piotra. Oto n. p., co 
tam czytamy: „Rok 1715. Piotr znowu wydał jeden ze swoich okrutnych ukazów: kazał wy- 
rabiać jucht nowym sposobem, zwyczajem swoim grożąc za nieposłuszeństwo knutem i katorgą... 
1718. Nakazano wyrałjiać jucht dla obuwia nie z dziegciem ale z sadłem, pod karą kontiskaty 
i galer, jak zwyczajnie kończą się gospodarskie ukazy Pioti-a . . . . 1722. Piotr był gniewny. 
Szlachta nie zjawiła się na przegląd. Wydał ukaz przechodzący barbarzyństwem wszystkie po- 
przednie ..." Ze w tym wstręcie ku Piotrowi grał pewną rolę i żal z powodu obalenia resztek 
przywilejów bojarstwa, to widać także z owych notatek. ..Oto już 150 lat ustawa o rangach 
zmiata szlachectwo na jedne kupę ... Jakież stąd następstwa ? Wstąpienie na tron Katarzyny II, 
14 grudnia i t. d.". Czy ten żal arystokratyczny mógł się godzić z liberaliiemi dążeniami? 
P. Spasowicz zbyt surowo i jednostronnie osądził Puszkina w tym względzie ^}. Być może, iż 
Puszkin za wiele znaczenia przypisywał rosyjskiemu bojarstwu, że za obojętny był dla sprawy 



') Wydana przez p. Annienkowa w Wiestnikn Europy 1880 Nr. 6. Dzieła VI 326, 327. 
*) „Pamiętnik im. Ad. Mickiewicza" 1887 str. 63 — 71. 



ŚLAHY WPŁYWU JIICKIKWICZA W POEZYl PUH/.KINA. 249 

oswobodzeniu włościan, ale nie można niii o(lni(')wić zmysłu politycznego w |io<rlą(Izie, że, gdyby 
w Rosyi była silniejszą arystokrncyja rodowa, zl)liżona do zacliodnicj, fendalnej, nie m('»;^łby się 
tak lozwielmożnić tam pierwiasek państwowy i nie zdołałby pocłiłonąe wszelkiejro indywidua- 
lizmu Sam p. Spasowicz przyznaje, że „uczueia honoru i niezależnońci , stanowiące dziś dobro 
pospolite wszystkich klas od możnowładcy aż do wyrobnika", wypiastowane zostały przez ar}'- 
stokracyją feudalną. Otóż nic jest tajemnicą, że z temi uczuciami najtrudniej spotkać się w Ro- 
syi, że tani najmniej stały się one powszecliną własnością, a bez wątpienia byłoI)y inaczej, 
gdyby Rosyja miała była silną arystokracyją rodową , zdolną stawić czoło wszystko niwelującemu 
des])Otyzmowi. Można śmiało powiedzieć, że, o ile dla narodu polskiego nieszczęściem' było wy- 
bujanie arystokracyi rodowej, o tyle dla rosyjskiego zupełny jej zanik. 

Tak wice, sądzę, ów żal arystokratyczny mógł się godzić w Puszkinie z liberalncmi 
dążeniami. Zresztą w „Miedzianym Jeżdżcu", po usunięciu z planu szczegółowej genealogii bo- 
hatera, bardzo słabo on został zaznaczony. W kulminacyjnym punkcie , o którym teraz mowa, 
trudno się go dopatrzeć, zwłaszcza że poeta, jakby clicąc zatrzeć ślady dawniejszych planów, 
powiedział o swoim bohaterze, że, jakkolwiek pochodził on ze starożytnego rodu , nie zaprzątał 
sobie głowy tą starożytnością. Eugeuijusz tedy, podnoszący pięść na miedzianego jeźdźca, nie 
jest w szczególności przedstawicielem rodoA\ej arystokracyi, ale jest wcieleniem indywidualizmu 
w ogóle w walce z tłumiącą go wszędzie wszechpotężną ideą państwa w Rosyi. 

Jeśli teraz zestawimy „Miedzianego Jeźdźca" z utworami Mickiewicza: „Oleszkiewicz" 
i „Pomnik Piotra Wielkiego", to znaczenie jego jeszcze się lepiej nam wyjaśni. Z „Oleszkie- 
wiczem" ma ten poemat wspólny temat powodzi, ma także wspólność wskazanej już wyżej myśli, 
że winy władców ciężarem swoim gniotą naprzód najsłabszycli i najniewinniejszych. To, co 
W' „Oleszkiewiczu" jest przepowiednią (Ci w niskich domkach nikczemni poddani — Naprzód za 
niego będą ukarani) staje się rzeczywistością w „Miedzianym Jeżdżcu". I Puszkin przedstawia 
powódź jako karę boską — przynajmniej w pojęciach ludu — (Lud prosty patrzy na Boży gniew 
i kary czeka) a nawet car u niego wyznaje, że „Bożego żywiołu nie opanować carom", ale 
ta kara tym razem dotyka nie silnych i możnych, nie najbardziej winnycli, ale najniewinniej- 
szych , najbiedniejszych i najbezbronniejszych , dotyka ubogą wdowę, jej córkę Paraszę i innych 
mieszkańców niskich domków. Trudno zapewne twierdzić stanowczo, że pomysł nieszczęścia, 
które ))rzyprawiło Eugenijusza o szaleństwo, stąd jest wzięty: wszakże i)rawdoi)odobieństwo jest 
wielkie. A nie tylko pomysł nieszczęścia, ale i pomysł zwalenia winy tego nieszczęścia na try- 
umfatora, wiąże się ściśle z myślą owego ustępu „Oleszkiewicza." 

Jeżeli następnie zestawimy „Miedzianego Jeźdźca" z „Pomnikiem Piotra Wielkiego", to 
odkryjemy jeszcze ważniejsze podobieństwo. Główna sytuacyja jest ta sama. Tutaj poeta, „sław- 
ny pieśniami na całej północy" piętnuje pomnik jako „kaskadę tyraństwa" , tam Eugeuijusz 
w niewyraźnej, ale pełnej nienawiści groźbie podnosi pięść na niego '). I tu i tam, choć w różny 
sposób, europejski indywidualizm występuje do walki z azyjatycką ideą państwa w Rosyi. Ale 
wśród tego podobieństwa sytuacyi zachodzi niezmiernie ważna różnica : „ Pomnik " kończy się 



*) Pomysł tego ostatniego szczegółu przypomina obraz z „Petersburga" Mickiewicza, przedstawiający piel- 
grzyma, który 

zaśmiał się złośliwie, 
Wzniósł rękę , ścisnął i uderzył mściwie 
W głaz ; jakby groził temu głazów miastu. 
Pomysł przedstawienia „Miedzianego Jeźdźca" zjeżdżającego ze swojej skały, miał być wzięty z opowiadania 
hr. Wielhorskiego o tem , jak w r. 1812, kiedy się obawiano wkroczenia wojsk nieprzyjacielskich do Petersburga, 
Wydz. filozof.-hi?tor. T. Vn. 32 



250 DR. JÓZEF TRETIAK, 

przepowiednią zwycięstwa indywidualizmu ; w „ Miedzianym Jeźdżcu" azyjatycka idea państwa 
obdarzona jest magiczną potęgą, w obec której buntowniczy indywidualizm łamie się i w proch 
pada. 

Czemże jest „Jeździec Miedziany" w stosunku do „Oleszkiewicza" i „Pomnika Piotra 
Wielkiego"? W stosunku do pierwszego jest echem tylko, w stosunku do drugiego nie tylko 
echem , ale i odpowiedzią. W poezyi Mickiewicza znalazł Puszkin dla siebie wyzwanie : czy pa- 
mięta on te czasy, kiedy spoglądał na państwo rosyjskie, jako na kaskadę tyraustwa? i czy 
pozostał wierny tym poglądom? A może pogodził się z tą kaskadą i święci jej tryumfy? 
Odpowiedź Puszkina, zawartą w „Miedzianym Jeźdżcu", można wyrazić mniej więcej w ten 
sposób: Prawda, byłem i jestem wyznawcą wolności, byłem i jestem wrogiem tyranii, ale czyż 
nie byłbym szaleńcem, występując do jawnej z nią walki? Chcąc żyćwRosyi, trzeba się pod- 
dać wszechpotężnej idei państwa, inaczej ścigać mię ona będzie, jak szaleńca Eugenijusza. 

Że tak należy pojmować znaczenie „Miedzianego Jeźdźca" w stosunku do „Pomnika", 
mamy na to wymowny dowód w wierszu Puszkina, który tytułu nie ma, a zaczyna się od słów : 
„He ^an lant Bort coiiTU cł yna" (Nie daj mi Boże oszaleć). Szczegółowej daty nie ma pod 
wierszem, wiemy wszakże, że pochodzi z r. 1833, a więc że napisany był niedługo przed lub 
po „Miedzianym Jeźdżcu", do którego też wybornym jest komentarzem. 

Nie daj mi Boże rozum postradać , 
Nie, lepiej z trudu, z głodu upadać, 
Z torbą i kijem iść w świat. 

A nie dla tego, żebym rozumem 
Chciał się swym drożyć, pysznić przed tłumem. 
Nie, żebym z niego był rad. 

Ach, gdyby wolność mi zostawiono. 
Biegłbym w las ciemny z duszą spragnioną 
Pić dzikiej swobody czar. 

Jakżebym śpiewał w szale płomiennym, 
Zapominając o świecie dziennym 
W obłoku cudownych mar! 

I słuclibym poił fali łoskotem, 
I wzrok gorący radosnym lotem 
W puste niebiosabym słał. 

I byłbym silny, i byłbym wolny, 
Jak wiatr, co miecie chmurą kurz polny, 
I łamie lasy na wał. 



cesarz Aleksander chciał uwieżć stamtąd pomnik Piotra, ale był powstrzymany w tym zamiarze przez mistyka Go- 
licyna (późniejszego ministra oświaty), który mu opowiedział swój dziwny sen: śniło mu się, jakoby Miedziany Jeź- 
dziec pędził ulicami Petersburga na Kamienny Ostrów, gdzie wtedy mieszkał cesarz, podjechał do pałacu, cesarz 
wyszedł naprzeciw niego smutny i zakłopotany, a Jeździec przemówił: „Młodzieńcze, do czegoś doprowadził moje 
Rosyją? Ale póki ja jestem na miejscu, nie ma się czego obawiać moje miasto". fDzieła III 574). 



ŚLADY WPŁYWU MICKIKWICZA W POEZYI PUSZKINA. 251 

Lecz cóż? z szaleństwem niccli się poknma 
Kto z iias, wnet strasznym będzie jak dżuma. 
Do niego zaraz jak w dym. 

Na łańcuch głupca wezmą zębaty 
I jak ze zwierzem dzikim przez kraty 
Droczyć się przyjdą z nim. 

I w nocy ponad mą ciężką głową 
Nie słowik zabrzmi pieśnią majową, 
Nie lasu zaszumi szczyt. 

Lecz będę słyszał wśród nocnej ciszy 
Groźby dozorców, Icrzyk towarzyszy, 
I jęki i kajdan zgrzyt. 

Łatwo zrozumieć, że szaleństwo, o którem Puszkin mówi w tym wierszu, jest szaleń- 
stwem poety, któryby chciał śpiewać o wolności w Rosyi. I on, Puszkin, potrafiłby śpiewać 
tak, jak śpiewa Mickiewicz, jak śpiewają wolni poeci, ale czy może? Cóż się z nim stanie 
nazajutrz? Rzucą go do więzienia i przyjdą się z nim droczyć. Rozum tedy praktyczny każe 
mu nie zapominać się, gdzie jest, i stroić lutnią nie podług pragnień swoich, ale podług moż- 
ności. Jest tu więc ta sama myśl, co „w Miedzianym .Jeżdźcu": takież jak tam szaleństwo i takaż 
abdykacyja przed potęgą , kaskady tyraństwa". A przytem wiersz ten jest nowym dowodem, że 
szaleniec Eugenijusz, podnoszący pięść na tryumfatora, a potem ścigany przez niego , i poeta — 
to jedna osoba. 

X. 

Ale nie na tem jeszcze kończy się związek , zachodzący pomiędzy „3Iiedzianym Jeżdż- 
cem" a poezyją Mickiewicza. Powieść o szaleństwie Eugenijusza poprzedza ustęp , liczący około 
stu wierszy, a bardzo luźnie związany z całością. Jest to obraz Petersburga, pełen uwielbienia, 
sięgającego niemal apoteozy. Pod względem artystycznym jasny ten , pogodny i uroczysty obraz 
z następującym po sobie ponurym obrazem powodzi, zniszczenia i szaleństwa tworzy kontrast 
bardzo efektowny. Ale czy tylko temu względowi artystycznemu zawdzięcza swe istnienie? 

Podług p. Spasowicza służył on dla przysłonięcia tego, co w głównej treści mogło być 
rażącem dla cenzury i publiczności. „Ponury obraz powodzi umieszczony został misternie gdzieś 
w głębi poza wspaniałym wstępem , niby za pokaźnym, tryumfalnym łukiem . niby za hymnem 
na nutę marsza, opiewającym granity, śniegi północnej stolicy, jej letnie nocy. jak dzień jasne, 
jej orgie i parady wojskowe i z armat okrętowych strzelania". Dodajmy nawiasowo, że cenzura 
nie dała się zwieść tym hymnem: „Miedziany Jeździec" wydał się jej bardzo podejrzanym, i po- 
zwoliła ona poecie wydrukować tylko wstęp tryumfalny jako osobną całość p. t. „Petersburg", 
cały zaś poemat ukazał się w druku dopiero po śmierci poety i to z pewnemi opuszczeniami 
i przeróbkami Żakowskiego '). 



>) Dzieła lE. 572. 



252 DR. JOZEF TEETIAK. 

Przypuszczenie, że wstęp do „Miedzianego Jeźdźca" miał służyć w obec cenzury do za- 
maslfowania anti-Piotrowej idei poematu, ma wszelliie cecliy prawdopodobieństwa. Ale prócz 
raaslii , jest tam coś więcej jeszcze. Dość jest porównać wstęp z Ustępem trzeciej części Dzia- 
dów, aby się przekonać, że i w nim odzywają się echa poezyi Miclciewicza. A naprzód pomysł 
wprowadzenia obrazu Petersbui'ga do poematu wywołany jest „Ustępem" Micliiewicza. Wiadomo, 
że obraz ten stanowi tło wszystkicli utworów, wcliodzących av sliład „Ustępu" i że dwa z tych 
utworów: „Przedmieścia stolicy" i „Petersburg" poświęcone są niemal wyłącznie satyrycznemu 
przedstawieniu nadnewskiego Babylonu. Puszkinowi obraz Petersburga, skreślony ręką Mickie- 
wicza, nie mógł całkowicie przypaść do serca. Wprawdzie w r. 1828, właśnie w czasach oso- 
bistego stosunku z Mickiewiczem, w jednym z ulotnych , żartobliwych Avierszyków^ ') dał on syl- 
wetkę grodu Piotrowego, niepoclilebniejszą od satyry Mickiewicza: 

Miasto pyszne, miasto biedne, 
Duch niewoli, pozór hardy, 
Błękit blado -zielonawy, 
Nuda, chłód i granit twardy. 

Ale żartu tego nie można brać za prawdziwy i pełny wyraz uczuć poety dla Peters- 
burga. Gdyby nawet poglądy i sympatyje polityczne obu poetów niczem się nie różniły, to i wtedy 
jeszcze Puszkinowi Petersburg nie mógł się przedstawiać w takiem świetle, jak Mickiewiczowi; 
zbyt wiele wiązało go z tem miastem wspomnień z różnych epok życia, wspomnień, które się 
po części i we wstępie odzwierciedliły. Widział on , że satyra Mickiewicza nagromadziła w swym 
obrazie same cienie i chciał dać odwrotną stronę medalu, odmalować obraz z samych świateł 
złożony, któryby był i odpowiedzią na satyrę Mickiewicza i rekomendacyjnym listem dla „Mie- 
dzianego Jeźdźca" w obec cenzury. 

A nie tylko w pomyśle wstępu, ale i w szczegółach widoczną jest zależność apologii 
od satyry. Mickiewicz swój opis Petersburga zaczyna od przedstawienia, jak powstało to miasto. 

Ruskiej stolicy jakież są początki? 
Skąd się zachciało słowiańskim tysiącom 
Leźć w te ostatnie swoich dzierżaw kątki , 
Wydarte świeżo morzu i Czuchońcom? 
Tu grunt nie daje owoców, ni chleba, 
Wiatry przynoszą tylko śnieg i słoty; 
Tu zbyt gorące lub zbyt zimne nieba. 
Srogie i zmienne, jak humor despoty. 
Nie chcieli ludzie ; — błotne okolice 
Car upodobał i stawić rozkazał, 
Nie miasto ludziom , lecz sobie stolicę : 
Car tu AA^szechmocność swej woli pokazał. 

Puszkin na czele swego wstępu kładzie odpowiedź na to samo pytanie: Jaki jest po- 
czątek Petersburga? i przedstawia puste, bagniste lasem pokryte brzegi Newy, na których 
gdzieniegdzie czernieje chata Czuchońca, i na tem tle zarysowuje postać dumającego Piotra. 



') Do A. A. Oleninej. Dzieła II. 31. 



ŚLADY Wri.yWU MICKIKWICZA W POKZYI PUSZKINA. 253 

Jego myśli są jakby odpowiedzią na zarzut Mickiewicza, że „błotne okolice car upodobał i sta- 
wić rozkazał nie miasto ludziom, lecz sobie stolicę." 

I myślał On : 
Stąd grozić będziemy Szwedowi ; 
Tu będzie miasto założone , 
Na złość dumnemu sąsiadowi. 
Sama przyroda nam wskazała 
Przerąbać okno do Europ}', 
Twardą nogą stanąć przy morzu. 
Tym dotąd nieznanym gościńcem 
Wszystkie tłoty ku nam popłyną, 
I zaliulamy na przestrzeni. ') 



Jest to obrona Piotra: nie kaprys despoty, ale dobrze zrozumiana polityka nakazywała 
mu założyć w tem miejscu stolicę. Jakim kosztem stanęła ta stolica, ile ., tysięcy chłopów wdep- 
tano" w bagna fińskie, tego poeta nie dot)'ka, bo to należy do cieniów obrazu, które się na 
światła przemienić nie dadzą , i przechodzi do uwielbienia gotowego już rezultatu pracy Piotro- 
wej. do tego, jak wyglądało miasto w sto lat po swojem założeniu. 

Analogija w szczegółach obrazu miasta u Puszkina i Jlickiewicza mogłaby być uważana 
za przypadkową , wynikającą z tożsamości przedmiot^l w obu porównywanych utworach , gdy- 
byśmy nie wiedzieli, że Puszkin pisał „Miedzianego Jeźdźca" pod świeźem wrażeniem „Ustępu". 
Zresztą niektóre szczegóły są zbyt drobiazgowe , mało wydatne , aby ich anałogiczność mogła 
być przypadkową. Takim szczegółem jest n. p. następujący : Mickiewicz, wyśmiewając nagroma- 
dzenie różnostylowych domów na przedmieściach stolicy, zwraca uwagę i na to, że każdy z nich 
otoczony jest źelaznemi sztachetami : 

Różnych porządków, różnych kształtów domy, 
Jako zwierzęta z różnych końców ziemi. 
Za parkanami stoją źelaznemi 
W osobnych klatkach. 

U Puszkina powtarza się ten szczegół , zaliczony naturalnie do stron dodatnich : 

Lułjię cię, Pioti-a tworze, 

Lubię twą surową, strojną postać 

Twoich ogrodzeń wzorzyste czuhuny. 



') Pomysł przedstawieoia Piotra, dumającego na pustych brzegach Newy o znaczeniu przyszłej stolicy, którą 
miał tam zbudować, wzięty jest z artykułu głośnego rosyjskiego poety Batiuszkowa, p. t. „Przechadzka do aka- 
demii sztuk pięknych." (Dzieła III 573). 



254 



DR. JÓZEF TRETIAK. 



Analogiczność szczegółów znajdujemy jeszcze w następujących ustępach : 



U Mickiewicza: 

Tu ludzie biega, każdego mróz goni, 
Żaden nie stanie, nie patrzy, nie gada; 
Każdego oczy zmrużone, twarz blada, 
Każdy ti-ze ręce i zębami dzwoni, 
I z ust każdego wyzioniona para 
Wychodzi słupem , prosta , długa, szara. 
Widząc te dymem buchające gminy, 
Myślisz, że chodzą po mieście kominy. 

(Petersburg) 
W ulicach kocze, karety, landary. 
Mimo ogromu i bystrego lotu 
Na łyżwach błysną, znikną bez łoskotu, 
Jak w panorama czarodziejskie mary. 

(Petersb.) 
Pośrodku damy 

Białe jak śniegi, rumiane jak raki 

(Petersb.) 
Lecz bohatery tak podobne sobie , 
Tak jednostajne! stoi chłop przy chłopie 
Jako rząd koni żujących przy żłobie. 
Jak kłosy w jednym uwiązane snopie, 
Jako zielone na polu konopie i t. d. 

(Przegląd wojska) 
Ambasadory zagranicznych rządów 

Już powtórzyli raz tysiączny drugi 

Ze kto nie widział, nigdy nie uwierzy, 
Jaki tu zapał i męstwo żołnierzy. 

(Przegląd wojska). 



U Puszkina: 

Lubię twej srogiej zimy 
Nieruchome powietrze i mróz, 



Bieg sanek wzdłuż Newy szerokiej, 



Dziewicze lica od róż jaskrawsze 

Lubię ..... 
Piechotnych rot i konnych 
Piękną jednostajność. 



Strzępy chorągwi zwycięskich 
I błysk tych czapek miedzianych 
Przedziurawionych wskroś w bitwie. 



Widzimy z tego zestawienia, że każdy wspólny szczegół jest mniej rozwinięty u Pusz- 
kina, niż u Mickiewicza, co odpowiada drobnym w stosunku do satyry Mickiewicza rozmiarom 
tryumfalnego wstępu. Widzimy następnie, że wszystko, na co u Mickiewicza pada cień szyder- 
stwa lub lekceważenia, przyoblekło się u Puszkina w uroczystą okazałość, a powtarzający się 
wielokrotnie w obrazie miasta wyraz „lubię", jest jakby protestem przeciwko niechęci ku niemu 
polskiego poety. Wreszcie i w samem zakończeniu można dopatrzeć pewnej alluzyi do satyry 
Mickiewicza: Bądżże zawsze tak pięknym (Kpac^-Hca) grodzie Piotra i stój niewzruszenie, jak 
Rosyja! Niechaj pogodzi się z tobą i pokonany żywioł". Wprawdzie ten żywioł nazwany zaraz 
imiennie : są to fale zatoki fińskiej ; ale w poemacie tak pełnym symbolicznego znaczenia wolno 
i w tej końcowej apostrofie szukać utajonej myśli. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYI PUSZKINA. 255 

Tak więc, jak w powicścii o szaleńcu i Miedzianym jeźdżcu w stosunku do poezyi Mic- 
kiewicza, jest pizyznaiiic się do słaljości , ale zarazem clięć oczyszczenia się z bolesnydi za- 
rzutów , jakie móg\ znaleźć dla siebie Puszkin w tej poezyi ; tak we wstępie jest uroczysta 
i szczera, z lekka tylko pokostem urzędowym powleczona obrona Petersburga od potężnego 
młota mickiewiczowskiej satyry. 



Rozstając się z analizą „Miedzianego Jeźdźca", potrzeba nam jeszcze roztrząsnąć pyta- 
nie, czy energiczne słowa o pomniku Piotrowym, włożone przez Mickiewicza w usta Puszkina, 
były tylko poetyckiem zmyśleniem, jak sądzi p. Spasowicz. Zestawiając „Jeźdźca" z „Pomni- 
kiem", oprócz Avskazanego już wyżej podobieństwa, znajdujemy jeszcze bai"dzo ciekawą analo- 
giczność w przedstawieniu posągu tryumfatora. W utworze Mickiewicza obraz Piotra na koniu 
dwa razy podany: na początku zaraz po wstępie (Już car odlany w kształcie wielkoluda i t.d.) 
i przy końcu. Co się t3'czy pierwszego obrazu, jest on, częściowo przynajmniej, przedrzeźnia- 
niem pewnego mało znanego panegirysty Rubana. Jest tam taki ustęp: 

Po grunt dla niego posiano za morze , 
Posłano wyrwać z Finlandzkich nadbrzeży 
Wzgórek granitu; ten na Pani słowo 
Płynie po morzu i po lądzie bieży 
I w mieście pada na wznak przed carową. 

Do ostatniego wiersza Mickiewicz dodaje komentarz: „Ten wiersz jest tłómaczony z ro- 
syjskiego poety, którego nazwiska nie pomnę". Puszkin w „Miedzianym Jeżdźcu", rysując na 
tłe mgły nocnej konnego olbrzyma z wyciągniętą ręką, powiada w przypisie: „Patrz opis po- 
mnika u Mickiewicza. Jest on wzięty z Rubana, jak to sam podaje Mickiewicz". Z zestawienia 
dwu komentarzy okazuje się, że Puszkin łepiej od Mickiewicza wiedział, kogo nasz poeta 
chciał przedrzeźniać, słiąd naturalny wniosek, że o Rubanie i jego wierszu dowiedział się Mic- 
kiewicz od Puszkina i to prawdopodobnie podczas pamiętnej sceny przed pomnikiem Piotra 
Wielkiego. 

Drugi obraz postaci konnej Piotra u Mickiewicza jest następujący : 

Car Piotr wypuścił rumakowi wodze , 
Widać, że leciał tratując po drodze, 
Od razu wskoczył aż na sam brzeg skały. 
Już koń szalony wzniósł w górę kopyta. 
Car go nie trzyma, koń wędzidłem zgrzyta, 
Zgadniesz, że spadnie i pryśnie w kawały. 

W „Miedzianym Jeżdźcu" znajdujemy analogiczny ustęp: 

Kędyż to skaczesz dumny koniu, 
I gdzie opuścisz swe kopyta? 
O władzco groźny przeznaczenia! 
Nie takżeś nad samą przepaścią 
Na wysokości, uzdą żelazną 
Rwąc, zmusił Rosyją stanąć dęba? 



256 DR. JÓZEF TKETIAK. 

Ustęp to bardzo niejasny, jak przypuszczam dla tego, że poeta chciał znaczenie jego 
przyćmić dla cenzury. Możnaby powiedzieć, że cztery ostatnie wiersze, wzięte z osobna, nie 
mają sensu. Nad jakąż to przepaścią powstrzymał Piotr Rosyją, ściągnąwszy jej uzdę że- 
lazną tak, że aż stanęła dęba? Nie może się to przecież stosować ani do uśmierzenia buntu 
sti'zelców, ani do zwycięstwa pod Półtawą. Naprzód nie stała jeszcze wówczas Rosyja na wy- 
żynie, o której mówi poeta, powtóre niebezpieczeństwo, które jej wówczas groziło, nie było tak 
wielkie, żeby zasługiwało na nazwę przepaści. Ale zestawiwszy cztery ostatnie wiersze z dwoma 
pierwszemi, znajdziemy w całości myśl tę same, co u Mickiewicza. Poeta nie daje wprost od- 
powiedzi na pytanie: Gdzie koń opuści swe łiopyta? ale z dalszych wierszy domyślamy się, że 
tylko w przepaść runąć może , bo tylko przepaść ma przed sobą. Różnica w szczegółach ta 
tylko, że u IMickiewicza car konia nie trzyma, u Puszkina Piotr, zapewne spostrzegając prze- 
paść, targa konia w-ędzidłem i zmusza go, aby stanął dęba. Czy to uchroni go od upadłai? poeta 
nie dopowiada. 

Tym sposobem, sądzę, Puszkin, wprowadzając ten ustęp do swego poematu, wskazy- 
wał — dość mętnie, co prawda, ale inaczej nie mógł — co było jego własnością w słowach przy- 
pisywanych mu przez Mickiewicza i jakby przyznawał się do pomysłu przytoczonego wyżej 
sześciowiersza, który też wzięty z osobna stanowi zamkniętą całość epigraraatyczną. 

Na podstawie prowadzonej dotąd analizy porównawczej tak sobie można z pewnem praw- 
dopodobieństwem odtworzyć w wyobraźni scenę przed pomnikiem Piotra, uwiecznioną w poezyi 
Mickiewicza. Puszliin , jako człowiek miejscowy, występow^ał w roli cicerone. Znający dobrze 
literaturę własnego narodu, znał i wiersz Rubana i zacytował go, jako wyraz poezyi niewolni- 
czej, padającej na twarz przed potęgą samodzierżcy. Ten wiersz obudził w Puszkinie przekor- 
nego ducha; chciał pokazać, jak na pomnik spogląda rosyjski poeta niezależny i zaimprowizował 
epigramat , w którym tryumfatorowi przepowiadał upadek w przepaść. Naturalnie przez ten upa- 
dek nie mógł rozumieć Puszkin upadku Rosyi , tylko polityczną formę , przez Piotra jej nadaną. 

XI. 

Niezmiernie ciekawem zjawiskiem jest fakt, że główna scena „Miedzianego Jeźdźca", 
tak głęboko przez poetę odczuta i z nieporównanym artyzmem odmalowana, powtórzyła się 
w jego życiu i to, zanim upłynął rok od napisania poematu. Car Mikołaj , jak wiemy, nie po- 
zwolił drukować „Miedzianego Jeźdźca", ale postanowił tę stratę wynagrodzić poecie w inny 
sposób, a to zaliczając go do swego dworu. Ale Puszkin, posiadający jedne z najniższj^ch rang, 
nie mógł otrzymać stanowisłia dworskiego Avyższego nad kamerjunkierstwo; to teź w styczniu 
1834 został mianow^any kamerjunkrem. Cesarz spodziewał się, że to odznaczenie pochlebi Pusz- 
kinowi i zbliży go więcej do dworu; ale stało się inaczej. Drażliwy na wszelką śmieszność, 
Puszkin, liczący już wówczas trzydzieści pięć lat, nierad był z tytułu, Ictóry się zwykle do- 
stawał młokosom. Do nowej godności przytem przywiązane były rozmaite obowiązki, które się 
Puszkinowi wydawały uciążliwemi ; potrzeba naprzykład było bywać razem z dworem na nabożeń- 
stwie, a nieobecność ściągała naganę. Z powodu jednej takiej nagany, pisał Puszkin do żony, 
która łmwiła wówczas na prowincyi: „Mówią, że będziemy chodzili parami, jak instytutki. 
"Wyobraź sobie mnie, jak mi z moją siwą bródką wypadnie iść w parze z Bezobrazowym lub 
Rej marsem — za żadne skarby! J'aime mien.r; avoir łe fouet deuant toiit le 7nonde, jak mówi 
mr Jourdain." ') 



»1 Dzieła VII. 341. 



ŚI.ADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZYl PUSZKINA. 257 

Nic tylko nabożeństwa , ale i wszelkich uroczystości dworskich zaczął unikać Puszkin, 
podając się za choreji:©, ażeby tylko nie wdziewać kanierjunkierskiego munduru, w którym sam 
sobie wydawał się śmiesznym. W kwietniu 1834, z powodu ogłoszenia pełnoletności następcy 
tronu, miał się odbyć cały szereg uroczystości. „Wszystkie te fety przesiedzę w domu, pisał 
l*uszkin do żony, do następcy tronu nie pojadę winszować i witać; |)anowanie jego daleko 
i prawdopodolmie nie doczekam się jego. Widziałem ja trzech cesarzy: pierwszy ffawełi kazał 
zdjąć mi kapelusz i wyłajał za mnie moje niańkę 'j ; drugi nie był dla mnie łaskawym; trzeci 
mię wykierował pod starość na pazia dworskiego, ale nie pragnę go już mleniać na czwartego : 

byłoby dobrego za wiele. Zobaczymy, jak to nasz Saszka będzie sobie radził Niechaj 

Bóg broni, aby szedł moim śladem, pisał mersze i kłócił się z carami! W wierszacłi on ojca 
nie prześcignie a biczem obucha nie przetnie". A w maju pisa! do żony: „Oczekują tu pru- 
skiego księcia i wielu innych gości. Spodziewam się nie być na żadnej uroczystości. Jedyna 
korzyść z twej nieobecności, że nie jestem obowiązany drzemać na balach i żreć lodów." *. 

Usuwanie się od uroczystości , zaniedbywanie obowiązków dworskich , a może i zagad- 
kowe znaczenie „Miedzianego Jeźdźca-, wszystko to zwróciło na poetę szczególną baczność jego 
urzędowych opiekunów. Listy Puszkina do żony odczytywano na poczcie , a przepisane z nich 
wyjątki, które mogły mieć jakieś znaczenie dla policyi, przesyłano 13enkendorfowi. Bardzo 
prędko Puszkin się o tem dowiedział, a wiadomość ta silnie go rozdrażniła. „Nie pisałem do 
ciebie (list do żony z 15 maja VII 348), bo byłem zły — nie na ciebie, na innych. Jeden 
z moich listów dostał się do rąk policyi i tam dalej. Spodziewam się, że ty moich listów nie 
dajesz nikomu przepisywać; jeżeli poczta rozpieczętowala list męża do żony, to już jej sprawa 
i tu jedna rzecz nieprzyjemna: wdzieranie się w tajemnicę stosunków rodzinnych w sposób 

obrzydły i haniebny Bez tajemnicy nie ma życia rodzinnego. Ale wiem, że to być nie może 

i świństwo już mnie w nikim nie zadziwia. .... Obym cię ujrzał zdrową, dzieci całe i żywe, 
i plunął na Petersburg i wziął dymisyją i uszedł w Bołdino i żył sobie panem! Nieprzyjemna 
zależność, szczególnie kiedy się 20 lat było niezależnym. Nie jest to wymówka dla ciebie, ale 
szemranie na samego siebie". 

W późniejszych listach Puszkina do żony rozdrażnienie występuje jeszcze silniej. „Myśl, 
że ktokolwiek nas podsłuchuje, doprowadza mię do wściekłości « la lettre. Bez politycznej wol- 
ności żyć można; bez nietykalności rodziny (iniiolahilite de la familie) niepodobna. Katorga 
nierównie lepsza. Piszę to nie dla ciebie." (3 czerwca VII 351). ..Nie gniewaj się żono, i nie 
tłómacz sobie moich skarg na złe. Nigdy nie myślałem składać na ciebie winy mojej zależności. 
Musiałem się z tobą ożenić , bo bez ciebie byłbym całe życie nieszczęśliwy ; ale nie powinienem 
był wstępować do służby, a co jeszcze gorzej, oplątywać się pieniężnemi zobowiązaniami. Za- 
leżność życia rodzinnego czyni człowieka moralniejszym. Zależność, którą sami na siebie na- 
kładamy przez ambicyją lub z potrzeby materyjalnej, poniża nas. Teraz oni patrzą na mnie, jak 
na chłopa, z którym można sobie postępować podług upodobania. Prześladowanie gorsze od 
pogardy. Ja, jak Łomonosow, nie chcę być błaznem nawet u Pana Boga. Ale ty nie jesteś 
winna temu wszystkiemu; ja to jestem winien, moja dobroduszność, której, pomimo doświadczeń 
życia, pełen jestem aż do głupoty." (8 czerwca VII 353). 



') Piastunka Puszkina, przechadzając się raz z dzieckiem w pewnym ogrodzie publicznym w Moskwie, spo- 
tkała tam cesarza Pawła i nie zdołała dość prędko zdjąć czapki z małego Puszkina. Cesarz Paweł wyłajał ją 
za to i sam zdjął czapkę z niego. Z tego powodu Paszkin powtarzał nieraz, że jego stosunki z dworem zaczęły 
się jeszcze za cesarza Pawła. Dzieła V. 1. 

2) Dzieła VII. 343 i 347. 

Wydz. filoz.-łiistor. T. \TI. 33 



258 DE. JÓZEF TRETIAK. 

Ale jak na złość zachciało się wówczas żonie Puszliina umieścić siostry swoje na dworze 
cesarskim. „Co za ocliota ci przyszła myśleć o umieszczeniu sióstr na dworze. Naprzód, naj- 
pewniej odmówią; powtóre, gdyby wzięli, pomyśl, co za nikczemne plotki rozniosą się po 
świńskim Petersburgu. Zanadto jesteś ładna, mój aniele, ażeby się puszczać w suplikantki . . . 
j\Ioja rada dla ciebie i sióstr trzymać się jak najdalej od dworu . . . Ale wy, baby, nie pojmu- 
jecie szczęścia, jakie daje niezależność, i gotoweście zaprzedać się w niewolę na wieki, ażeby 
tylko mówiono o was : Mer madame tme telle etait decidement la plus helle et la mieux misę 
dn hal". List kończył się wykrzyknikiem: „Och, gdyby mi wydostać się na czyste powietrze!" 
(11 czerwca VII 355). 

To, co przed miesiącem było tylko westchnieniem do niezależności , pod koniec czerwca 
dojrzewało jako stanowczy zamiar, zamiar rozbratu z dworem i porzucenia wszelkiej służby rzą- 
dowej. Puszkin nie tylko miał nadzieję odzyskać w ten sposób dawną niezawisłość, ale sądził 
także , że, osiadłszy na wsi , zaniechawszy wystawnego życia , do którego obowiązywała stolica, 
i zająwszy się gospodarstwem, potrafi naprawić rozstrojone w najwyższym stopniu interesa ma- 
jątkowe swojej rodziny. „Ja stanowczo chcę się podać do dymisyi. Trzeba pomyśleć o losie 
naszych dzieci. Majątek ojca do najwyższego stopnia zaniedbany i tylko przy najściślejszej oszczęd- 
ności możebna naprawa. Mogę ja wprawdzie mieć wielkie sumy, ale też my i wiele przeży- 
wamy. Niech dziś umrę, co się z Avami stanie? Mało wtem pociechy, że mię pochowają w ga- 
lonowanym kaftanie i do tego na ciasnym jietersburskim cmentarzu " (VU 357). 

Zamiar dojrzał i Puszkin (przy końcu czerwca) podał na ręce Benkendorfa prośbę o uwol- 
nienie ze służby. Nie cliciał jednak zarzucać na zawsze poszukiwań archiwalnych i prosił, aby 
mu wolno było i nadał pracować w archiwach , miał bowiem nadzieję wygotować wkrótce, jeśli 
nie całą, to przynajmniej część historyi Piotra Wielkiego. 

Car przyjął wiadomość o prośbie Puszkina z gniewem. Jakto? człowiek, któremu na- 
powrót otworzył życie stołeczne, dał pensyją i wstęp do archiwów, którego wreszcie obdarzył 
tytułem dworskim, śmie rzucać jego służbę? Niewątpliwie i nie bez słuszności podejrzewał car, 
że to ukołysany w Puszkinie liberalizm przebudził się i wystawia rogi. 

Car się gniewa! Mimowoli przypomina się to, co Mickiewicz w „Przeglądzie wojska" na- 
pisał o wrażeniu, jakie gniew carski wywiera na Rosyjan. Żukowski natychmiast przesłał Pusz- 
kinowi wiadomość o gniewie carskim i zarazem silną naganę jego prośby o dymisyją. I stało 
się z Puszkinem wówczas zupełnie to samo, co z jego bohaterem z „Miedzianego „Jeźdźca". 
Podobnie jak Eugenijusz, nastraszył się on gniewnej twarzy cara, która stanęła w jego wyobraźni 
uzbrojona całą grozą majestatu i w jednej chwili wszystkie rojenia o niezależności prysły, jak 
bańka mydlana. Natychmiast po otrzymaniu listu od Żukowskiego napisał Puszkin list do Ben- 
kendorfa, i prosił go, aby jego poprzednią prośbę o dymisyją uważał za niebyłą, dodając, że 
woli być pomówionym o brak konsekwencyi, niż o niewdzięczność. (Vn 360, 361). 

Ale powrót do łaski carskiej nie mógł tak łatwo nastąpić. Ledwie Puszkin wyprawił 
list do Benkendorfa, kiedy nadeszła sucha dymisyją wraz z szorstką odmową na prośbę o dal- 
szy wstęp do archiwów. „Najjaśniejszy Pan nie chce nikogo zatrzymywać w służbie wbrew jego 
woli, ale na uczęszczanie do archiwów dla czynienia wypisów nie raczył zezwolić, ponieważ to 
prawo przysłużać może tylko ludziom, posiadającym szczególne zaufanie rządu". (Vn 360). 
I oto Puszkin, mając dymisyją, której tak pragnął jeszcze przed 24 godzinami, czynił teraz 
wszelkie wysiłki, aby mu cofnąć ją pozwolono. Napisał drugi list do Benkendorfa, tłómacząc 
się ze swego „ nieobmyślanego " kroku i oświadczając się ponownie z uczuciami wdzięczności 
dla cara. Ale i pierwszy i drugi list uznano za zbyt suche, za nie dość jeszcze okazujące żalu 



ŚLADY WPŁYWU MICKIKWICZA W VOEZYI PUSZKINA. 269 

i i)okory. Musiał tedy Puszkin iia|)i8ać trzeci list , w którym zapierał się nawet cienia liberalnej 
myśli. „En demandant mon conge , je ne pensaiti qicd des n/fairen de familie em/iarassantes et 
penibles. Je n'avals en vue que ł'inconvenient d'rtre oblige de faire plusieurs voyages tandis que je 
nerais attache au senńce. Sur mon Dieu et sur mon dme, cetait ma seulc pensee; c'est avec tme 
douleur profonde que je la vois si cruellement interprełee etc." (VII 362). 

Około tego czasu i)isał Puszkin do żony: „Niedawno chandra (spleen, raelancliolija) mnie 
napadła i podałem o dymisyją, ale otrzymałem taką reprymendę od Żukowskiego, a taki sucliy 
abszyt od Benkendorfa, żem stnulilał i na miłość lioską ])roszę, żeby mi dymisyi nie dawali. 
A ty rada z tego, nieprawdaż? Dobrze, jeżeli przeżyję jeszcze lat 25, ale jeżeli wywrócę się 
przed dziesięciu, to nie wiem, co poczniesz z sobą i co powiedzą Maszka, a w szczególności 
Saszka. Mało im będzie pociechy w tem , że ich tatę pochowali jak błazna i że ich mama 
strach jak miła była na Aniczkowskich balacłi. No, ale nie ma rady. Bóg jest wielki: najważ- 
niejsza to, że nie chcę, aby mię podejrzewano o niewdzięczność. To gorsze od liberalizmu." 
(Vn 365, 366). 

Tak się zakończył ten epizod wżyciu Puszłdna, ściśle związany z jego poezyją, wywo- 
łaną mickiewiczowskim „Ustępem" i służący dla niej za wyborny komentarz. Puszkin pozostał 
nadal na służbie carskiej , skrępowany i urzędowym stosunkiem i wdzięcznością za rozmaite 
rządowe wsparcia pieniężne, dalej mieszkał w stolicy, prowadząc życie, pochłaniające wszystkie 
dochody, i czuł coraz bardziej, jak go opuszcza ochocza towarzyszka jego młodości, poezyja. 
Daremnie szukał natchnienia na wsi, daremnie co jesień wyjeżdżał do Bołdina: muza nie da- 
wała się przywabić, a jeśli go Iciedy zrzadka jeszcze nawiedziła, to tylko na przelotną chwilę. 

Jedna z takich chwil przelotnych przypadła na dzień 10 sierpnia 1834. Było to świeżo 
po zrzeczeniu się przez Puszkina myśli o niezależności i po nawiązaniu dobiycli stosunków 
z dworem i rządem. Po całem tem przejściu, które było odtworzeniem pomysłu „Miedzianego 
Jeźdźca" w życiu, myśl poety raz jeszcze zwróciła się ku temu, który poezyją swoją niewąt- 
pliwie przyczynił się do rozbudzenia w Puszkinie pragnienia niezależności — do Mickiewicza. 
Chciał on niejako zakończyć swój rachunek z wielkim przyjacielem i przeciwnikiem i napisał 
wiersz, znany dziś pod tytułem „Mickiewicz", który jednak w brulijonach poety nie nosił żadnego 
tytułu i który nie był i nie mógł być przeznaczony do druku. 

On między nami żył 
Wśród obcego sobie plemienia. Gniewu 
W duszy swej ku nam nie żywił, a myśmy 
Kochali go. Spokojny i życzliwy 
Nawiedzał zebrania nasze. Oclioczo 
Dzieliliśmy się z nim marzeniem czystem 
I pieśnią (on z niebios miał dar natchnienia 
I z wyżyn spoglądał na życie). Nieraz 
Nam mówił o czasach przyszłych, dalekich, 
Kiedy narody, waśni zaniechawszy, 
W wielką się jedne rodzinę zjednoczą. 
Chciwieśmy słów tych poety słuchali. 
On uszedł na Zachód , błogosławieństwa 
Nasze biorąc z sobą w drogę. Lecz teraz 
Nasz gość spokojny stał się wrogiem naszym. 



260 DK. JÓZEF TRETIAK. 

I W wierszach swoich, bujnej czerni gwoli, 
Nienawiść ku nam śpiewa : do nas zdała 
Dochodzi głos znajomy, głos poety 
Rozjątrzonego. O Boże ! wróć poliój 
Zmąconej gniewem , cierpłiiej jego duszy. 

Byłże rachunek dobry, wierny, dokładny? Czy nie zostawał Puszkin nic dłużny Mickie- 
wiczowi, t.j., czy oczyścił się dostatecznie z zarzutów, jakie znalazł dla siebie w wierszu do 
„Przyjaciół Moskali"? Wreszcie, czy zarzut, jakim się odpłacał Mickiewiczowi, był słuszny? 
W „Miedzianym Jeżdżcu", jak wiemy, a także w wierszu „Nie daj rai Boże rozum postradać", 
usprawiedliwiał poeta swoje stanowisko bierne w obec despotyzmu potęgą tego ostatniego. — 
Obrona była zarazem przyznaniem się do słabości, wszakże i przyznanie się szczere częściowo 
przynajmniej gładzi winy i wyrównywa rachunek. Ale ani w pierwszym, ani w drugim utworze, 
ani w trzecim, tylko co przytoczonym, nie oczyścił się Puszkin z najcięższego i najkrwawszego 
zarzutu , jakim weń nieświadomie czy umyślnie cisnął Mickiewicz , że płatnym językiem święcił 
tryumf cara nad narodem dobijającym się wolności. Bez wątpienia trudno wymagać od Pusz- 
kina , aby na listopadowe powstanie spoglądał oczyma polskiego poety ; łatwo wybaczyć , że 
roszczenia polskie dotyczące granic wydawały mu się przesadnemi ; łatwo zrozumieć, że trudnoby 
było poecie cieszyć się z klęski oręża rosyjskiego, że ścieranie się ślepego, narodowego egoizmu 
z poczuciem sprawiedliwości mogło duszę jego w przykry stan wprawiać. Ale tyle przynajmniej 
można było wymagać od przyjaciela Mickiewicza, od największego wieszcza swojego narodu, 
aby się utrzymał na tej wysokości , z jakiej spoglądali na powstanie listopadowe o wiele niżsi 
od niego poeci, jak Tiutczew, jak Chomiakow, który przeklinał bój bratobójczy i truciznę nie- 
nawiści sączącą się z podań narodowych '); aby umiał uszanować nieszczęście pokonanego prze- 
mocą orężną narodu i tyle przynajmniej zachował godności w tej sprawie, ile tego żądała 
od niego liberalniejsza część rosyjskiego społeczeństwa, której jego wiersze „Na wzięcie War- 
szawy" wydały się „pełzaniem z lirą w ręku"*). Cóż z tego, że ostrze tj^ch wierszy zwrócone 
było przeciwko tak zwanym „oszczercom Rosyi"? „Oszczercy" byli silni i daleko, ono ich 
nawet nie drasnęło ; raniło zaś tych , którzy byli blisko , skrwawieni i pokonani. 

O ileż słusznymi były zarzuty, którymi Puszkin obarczał Mickiewicza? Zarzut, że Mic- 
kiewicz w swoich patryjotycznych poezyjach , pisanych za granicą, schlebiał niesfornej czerni 
(ugodnik bujnoj czerni), odparł już rosyjski pisarz Pypin, dziwiąc się, jak można było czernią 
nazywać kwiat narodu , grono ludzi , do którego należeli Czartoryski , Lelewel , Niemcewicz, 
Zaleski i t. p.*). Odparcie to wystarcza zupełnie; należy tylko zamiast nazwiska Bohdana Za- 
leskiego, którego Mickiewicz nie znał jeszcze, pisząc trzecią część Dziadów, postawić nazwisko 
Domejki i Garczyńskiego. Co się tyczy nienawiści , do tej Mickiewicz przyznawał się jawnie, 
przyznawał się jawnie do uczuć Sarasona „Gdy zdradą wzięty i skuty więzami — Pod Filisty- 
nów dumał kolumnami", ale nienawiść ta nie była zwróconą do nai-odu rosyjskiego, tylko do 
tej fatalnej potęgi zaborczego i despotycznego państwa, narzucającego swoim poddanym wiarę. 



*) Patrz IToJBCKift BonpocB A. IluniiHa. BtcTHnh-B Esponu. Styczeń 1880. 

') Słowa ks. Wiaziemskiego. Patrz jego „IIo.THoe coópauie comineHifl" IX 155 — 159. 

') Patrz cytowaną wyżej rozprawę Pypina. 



ŚLADY WPŁYWU MICKIEWICZA W POEZM PUSZKINA. 261 

język, narodowość i suniieiiie , w której ręku ten nankl był ślci)em narzędziem; do tej potęgi, 
która była smutuem dziedzictwem niewoli mongolskiej, i swoim ciężarem zarówno gniotła własny 
naród, który ją dźwigał, jak i obce ludy podbite. Wszędzie on mierzył i godził w tę potęgę, 
a nie w naród rosyjski; czyto, gdy opisywał drogę do Hosyi , czy, gdy malował przedmieścia 
stolicy, czy, gdy się natrząsał z petersburskiego życia i opiewał satyrycznie przegląd wojska; 
a jeśli był niesprawiedliwym , przypisując kaprysowi Piotra to, co było dziełem myśli politycz- 
nej , założenie Petersburga, to i ta nawiasowa niesprawiedliwość nie dotykała narodu rosyj- 
skiego. Opisując lud rosyjski w „Drodze do Rosyi", nie stroił lutni na ton satyryczny. Wpraw- 
dzie przedstawił go, jako coś, co niedorosło do człowieczeństwa, co było dopiero zawiązkiem jego: 

Ciała tych ludzi, jak gruba tkanica, 
W której zimuje dusza gąsienica, 
Nim sobie piersi do lotu wyrobi. 
Skrzydła wyprzedzić, wytcze i ozdobi; 
Ale gdy słońce wolności zaświeci , 
Jakiż z powłoki tej owad wyleci? 
Czy motyl jasny wzniesie się nad ziemię , 
Czy ćma wypadnie, brudne nocy plemię? 

ale byłże ten lud innym wówczas? czy i dziś jeszcze wiele się różni od tego obrazu? 
Zresztą Mickiewicz uzupełnił ten obraz jeszcze jednym rysem , a ten rys wywołał w nim na- 
strój, który najlepiej okazuje, jak wyrozumiałą była dusza poety dla ludu rosyjskiego, jak wy- 
soko wznieść się umiała ponad nienawiść plemienną. Tym rysem, uwydatnionym w postaci ofi- 
cerskiego sługi , który zmarzł z szubą w ręku swego pana , jest łieroizm niewoli , tym nastrojem 
szczera i głęboka litość: 

biedny chłopie! za cóż mi łza płynie, 

1 serce bije myśląc o twym czynie : 
Ach żal mi ciebie, biedny słowianinie ! 
Biedny narodzie I żal mi twojej doli, 
Jeden znasz tylko heroizm — niewoli. 

Tak więc nie wyrównał Puszkin swego rachunku z Mickiewiczem. Był to wielki mistrz 
słowa, o Wysokiem poczuciu miary artystycznej , o szlachetnych dążeniach , ale nie był zdolny 
odpowiedzieć trudnemu położeniu wieszcza młodej, garaącej się do światła i wolności, Rosyi; 
nie miał w sobie materyjału na wielkiego obywatela. Do tego brakło jego organizacyi ducho- 
wej tego kleju , który głęboko odczute ideały czyni niewzruszonymi , pozwala stawiać czoło naj- 
większym pokusom i przeciwnościom losu i nadaje posągowość postaciom takich poetów, jak 
Dante, Milton lub Mickiewicz. 






•^ 



UniversifyoffToroifo 

Library 



DO NOT 

REMOYE 

THE 

CARD 

FROM 

THIS 

POCKET 



Acme Library Card Pocket 
LOWE-MARTIN CO. limfted